pi.asia
15.12.12, 20:52
Niektórzy pamiętają, jak wiosną pisałam o żbiku.
Latem Żbik znikł. Nie było go ze dwa tygodnie.
Wreszcie się pojawił, w ciemnej koszuli i spodniach, i powiedział, że nie było go, bo żona mu umarła. Wyszła do sklepu po zakupy, tam się przewróciła i już było po wszystkim.
Broda się chłopinie trzęsła, jak mi to mówił
Przeprosił, że się nie pokazywał, ale musiał trochę się otrząsnąć, teraz już będzie przychodził.
Obecna przy tym klientka stwierdziła, że nie rozumie Pana Boga - taki chłopina ma tak niewiele, a musiał mu żonę zabrać!
Żbik przychodził, zawsze kilka minut porozmawialiśmy, parę razy się popłakał, ale powolutku zaczął się uśmiechać i jakoś psychicznie ustawiać w nowej sytuacji.
Potem znów znikł.
Pojawił się, gdy mnie nie było. Zastępującą mnie koleżankę poprosił żeby mi przekazała, że teraz już będzie przychodził regularnie.
I więcej go nie zobaczyłam.
Nie wiem, co się z nim stało, czy z rozpaczy wrócił do nałogu, czy miał jakiś wypadek. Nie wiem gdzie mieszkał, ani nawet jak miał na imię.
Nie ma Żbika.
Smutno mi jak o nim myślę...