salimis
20.01.13, 16:48
No ja to chyba jestem złą właścicielką, opiekunką i czym tam jeszcze

Śniegu po kostki tak więc spuściłam Sońkę ze smyczy coby sobie pobrykała. Ona tylko na to czekała. Puściła się przodem niczym Korzeniowski, zachwycona białym puchem. Tu obwąchała, tam podsikała, o konkretach już nie wspomnę

Zaczęła się ode mnie coraz bardziej oddalac od czasu do czasu przystając i sprawdzając czy na pewno za nią podążam. Rozgoniła stado wron skupionych nad czymś i pobiegła dalej. Zawołałam ją coby wracac z powrotem, znowu doleciała do wron które wznowiły przerwaną debatę nad czymś. Te się rozleciały a Sońka jak nie chapnie to coś w pysk i biegiem do przodu. Wołam bo jak ją znam to za chwilę to zeżre. Przystanęła na chwilę i chyba domyśliła co się święci bo jak się puści galopem i tyle ją widziałam. Wołam i wołam, Sonii nigdzie
niet. Pytam sąsiadki czy widziała tą rudą maupę w czerwonym, niestety nie. Dochodzę do kamienicy a ta przed bramą obrabia to coś zmarznięte na kośc. Skubana tak zacisnęła zęby żebym tylko jej nie zabrała. Nie wiem co to było, wyrzuciłam. Sońka musiała obejśc się smakiem. Taka zagłodzona a doopsko od czasu zeszłorocznego znalezienia jej , przytyło 3 kg. No i teraz nie wiem czy dzięki mnie tak dobrze wygląda czy dzięki fast foodom które znajduje