Masowe kształcenie

26.10.09, 22:41

A oto opinia z mojego podwórka. Dodam, że jest to matematyk, z talentem
literackim, zajmujący się informatyką, u którego swego czasu oblałem egazamin
(ale zdałem w powtórce).

wyborcza.pl/1,102381,7186836,O_micie_masowego_wyksztalcenia.html
Mogę tylko dodać, że według mnie dużo studentów nie traktuje poważnie swoich
studiów (nawet jeśli za nie płacą). Brakuje im krytycznego spojrzenia i idą na
łatwiznę.
    • dala.tata Re: Masowe kształcenie 26.10.09, 23:51
      swoja droga to bardzo chetnie sie bym dowiedzial, co to jest porzadna kadra i
      porzadni studenci. zakladam ze profesor jest porzadny, choc na jego stronie nic
      na to nie wskazuje, to PoP wskazuje ze profesor jest cytowany. no to porzadni to
      co? publikujacy? no to problem dotyczy to wiekszosci polskich uczelni. zamykamy?
      • matdokt Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 00:04
        dala.tata napisał:

        > swoja droga to bardzo chetnie sie bym dowiedzial, co to jest porzadna kadra i
        > porzadni studenci. zakladam ze profesor jest porzadny, choc na jego stronie nic
        > na to nie wskazuje, to PoP wskazuje ze profesor jest cytowany.

        Tu sie mylisz. Marcinkowski ma znaczące rezultaty teoretyczne, które miały
        praktyczny wplyw na algorytmy wyszukiwania informacji w bazach danych (bazy z
        niepełnymi danymi). W swoim czasie to był przełom. W nauce, nie liczy się
        "ilość" tylko jakość i on tą jakość wniósł.
        • matdokt Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 00:07
          ps. a czy mógłbyś trochę jaśniej się wyrażać?
          • dala.tata Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 00:23
            w ktorej z poruszanych ze mnie kwestii?
        • dala.tata Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 00:22
          no to przeciez mowie ze jest cytowany. i to, ze na jego stornie nie uznal za
          stoswone opowiedziec o swoich sukcesach publikacyjnych.
      • mr_kagan Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 13:28
        Nie tyle uczelnie trzeba zamykac, ile zmniejszyc na nich ilosc
        studentow ia za tozwiekszyc ilosc pracownikow naukowych,
        dydaktycznych i technicznych oraz z administracji tych, ktorzy
        bezposrednio obsluguja studentow i pozostalych pracownikow.
        • dala.tata Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 16:55
          a zwiekszyc liczbe naukowcow najlepiej przez nostryfikacje
          doktoratow, szczegolnie Lesia.

          mr_kagan napisała:

          > Nie tyle uczelnie trzeba zamykac, ile zmniejszyc na nich ilosc
          > studentow ia za tozwiekszyc ilosc pracownikow naukowych,
          > dydaktycznych i technicznych oraz z administracji tych, ktorzy
          > bezposrednio obsluguja studentow i pozostalych pracownikow.
    • sqro Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 10:08
      A z drugiej strony tzw "rynek" naowłuje o dalsze obniżanie poprzeczki do poziomu
      "obsługiwacza wajchy".

      gazetapraca.pl/gazetapraca/1,91736,7186192,Kariera_po_studiach.html
      • flamengista "ekspert" 27.10.09, 10:48
        CytatDlatego czas porzucić wąskie kształcenie, kwalifikacyjne, które wciąż
        dominuje na polskich uczelniach. Studenci ekonomii uczeni są tylko teorii.
        Studia te nie są praktyczne, dominuje brak nastawienia na kreatywność i
        innowacyjność. A za 10-15 lat zaletą będzie przede wszystkim wszechstronność,
        szczególnie w dynamicznie rozwijającej się branży ICT (technologie
        informacyjno-komunikacyjne). Brak obaw o pracę będą gwarantować: umiejętność
        pracy w każdym środowisku, wiedza o kulturach, znajomość psychologii i języków
        obcych.
        Bo co firmie po wykształconym menedżerze, który negocjując
        niesamowicie ważny kontrakt z Japończykami, nie wie, że potrafią oni zrezygnować
        z lukratywnego przedsięwzięcia, jeśli rozmówca spóźni się choć pięć minut?


        Komunikację międzykulturową w biznesie wprowadziliśmy jakieś 10 lat temu. I to
        nie jest tylko 1 kurs. Nasi absolwenci znają dobrze języki, bo poziom lektoratów
        w porównaniu z innymi uczelniami jest wysoki. Jakieś 40-50% naszych studentów ma
        przynajmniej jednego erasmusa, a więc pół roku zagranicznych studiów po
        angielsku. Na uczelni pełno inicjatyw biznesowych prywatnych firm, które
        organizują praktyki i praktyczne kursy.

        To za mało, bo i tak spora część naszych absolwentów ma problemy na rynku pracy.
        Problem polega na słabości naszego rynku - jest zbyt mało "dobrych" miejsc pracy
        dla młodych ludzi. I to się prędko nie zmieni. Jasne, możemy ich kształcić
        lepiej i sporo da się w tej materii poprawić.

        Ale efektem będzie to, że ci ludzie będą tylko mieli większe szanse na
        znalezienie dobrej pracy za granicą. Podobnie jak biologowie i biotechnolodzy po
        UJ, którzy umiejętności mają - ale pracują w Szwecji, Holandii, USA. W Polsce
        nie ma dla nich pracy...
    • flamengista nic nowego 27.10.09, 10:09
      choć głos członka PKA i to młodego profesora na pewno ma większy oddźwięk, niż
      to bo mówimy na forum.

      Trzeba koniecznie coś zrobić ze szkolnictwem wyższym. Nie może być tak, że
      współczynnik skolaryzacji wyniesie 70-80% i każdy zostanie magistrem. To już
      lepiej oszczędźmy młodym ludziom kłopotów i wydajmy im zaocznie dyplomy
      ukończenia studiów przy maturze. Jak chcą, niech chodzą na zajęcia, jak nie
      niech idą do pracy.

      Zamiast tego trzeba się pogodzić z umasowieniem studiów na poziomie licencjata.
      Studia te w dużej mierze powinny być prowadzone tak, by uczyć zawodu. Obecnie są
      "zawodowe" tylko z nazwy. Przykłady podane przez Prof. Marcinkowskiego robią
      wrażenie.

      Ja jeszcze dodam, że na takiej kosmetologii jest gorzej - studenci mają wykłady
      z genetyki, biochemii i biofizyki. Cytuję fragment treści nauczania w zakresie
      biologii i genetyki: "Elementy parazytologii. Cytofizjologia komórki. Elementy
      genetyki klasycznej, populacyjnej i molekularnej. Genetyczne aspekty
      różnicowania komórek. Dziedziczenie".

      Tego mają się uczyć dziewczyny, które najprawdopodobniej liczyły, że nauczą się
      robić tipsy, pedicure i nakładać maseczki.

      Trzeba koniecznie zlikwidować standardy kształcenia i wymóg minimum kadrowego
      oraz dyplom państwowy. Niech będą dyplomy uczelniane oraz w razie potrzeby
      egzaminy dotyczące poszczególnych kierunków istotnych dla gospodarki.

      Później takie absolwentki kosmetologii trafiają na nasze studia. Mają do
      odrobienia "różnice programowe" i ja widzę, ile z tej "biochemii i biofizyki"
      zapamiętały. Jak również z innych przedmiotów. Pytanie, co one w ogóle robią na
      studiach magisterskich?

      Należałoby też zmienić algorytm - nie można ciągle zwiększać limitów, bo
      studentów jest za dużo i nic z tego nie wynika. Może wreszcie zaczęto by
      premiować jakość nauczania, mierzoną m.in. nagrodami zdobywanymi przez
      studentów, opinią pracodawców, ilością autorskich podręczników wydanych przez
      uczelnię oraz liczbą unikatowych kursów.
      • charioteer1 Re: nic nowego 27.10.09, 10:22
        Tipsy robi kosmetyczka po zawodowce. Kosmetolog robi laser, botoks i inne takie
        tam, wiec niech cos wie o tej genetyce i cytologii. Tu masz liste zabiegow:
        www.dermed.pl/wroclaw/zabiegi/laseroterapia/depilacja-laserowa/
        • flamengista to zadam inne pytanie 27.10.09, 10:38
          jak myślisz, czy na Akademii Frycza Modrzewskiego w Krakowie, gdzie jest ten
          intrygujący kierunek studenci uczą się obsługi lasera i tego, jak wstrzykiwać
          botoks?

          Ja jestem gotów postawić 50 zł na to, że nie: najprawdopodobniej kierunek
          "robią" im wykładowcy z biologii UJ. Oczywiście są to solidni wykładowcy, ale
          tego typu wykłady dla tych konkretnych studentów nie mają żadnego sensu. Wiem,
          bo część tych studentów trafia do nas na magisterskie.

          Gdyby ta uczelnia masowo produkowała wykwalifikowanych kosmetologów, to byłoby
          przecież wspaniale. To dobry zawód, łatwo znaleźć pracę również za granicą. Ale
          niestety prawda wygląda trochę inaczej.

          A do kosmetyczki po zawodówce - jak dobrze wiesz, zawodówek jest jak na
          lekarstwo, kształcą na niskim poziomie bo są słabo finansowane. Więc dziewczyny
          zainteresowane robieniem tipsów idą na ogół na kosmetologię na Akademię...
          • loleklolek_pl Re: to zadam inne pytanie 27.10.09, 18:29
            Hmm... to jest chyba problem szerszy, niż polskie szkolnictwo wyższe. Problem
            przejawiający się w tym, że w Polsce niedługo do obsługi miotły będzie wymagane
            wyższe wykształcenie. Nie jest to problem tego, że na studiach wyższych z
            kosmetologii wchodzi się w genetykę. To jest akurat zrozumiałe - w końcu to
            studia wyższe. Niezrozumiałe są tylko wymagania na rynku pracy.

            A o ile się nie mylę, to ostateczny pogrzeb zawodówek nastąpił gdzieś w ramach
            reformy z 1999.
            • flamengista to jest paranoja 28.10.09, 09:54
              i ja zupełnie nie rozumiem czym kierują się pracodawcy wymagając w CV studiów.

              To jest jakiś kaprys, głupia fanaberia która powoduje że mamy szturm
              przeciętniaków na uczelnie.
              • pfg Re: to jest paranoja 31.10.09, 18:09
                flamengista napisał:

                > i ja zupełnie nie rozumiem czym kierują się pracodawcy wymagając w
                > CV studiów.

                Ja myślę, że było tak: W latach '90 powstało mnóstwo prywatnych
                uczelni, część starała się być porządna, część była zupełnie
                oszukańcza, do tego uczelnie państwowe zwiększały limity przyjęć, bo
                za tym też szły pieniądze (budżetowe). Maturzyści szli na te studia,
                żeby opóźnić wejście na rynek pracy, uniknąć bezrobocia, przedłużyć
                sobie młodość, a niektórzy może nawet chcieli się czegoś nauczyć.
                Obowiązywał zresztą mit, że wyższe wykształcenie zapewni etc.
                Jednocześnie poziom szkolnictwa średniego systematycznie się
                obniżał. No i w pewnym momencie ilość przeszła w jakość (dziadek
                Marks chichocze w komunistycznych zaświatach): Na rynku pracy
                pojawiło się tyle osób z wyższym wykształceniem, matura zaś ma tak
                małą wartość, że pracodawcy, mając zapewnioną podaż kandydatów z
                (formalnie) wyższym wykształceniem, mogą takiego wykształcenia
                żądać, zarazem traktując osoby legitymujące się wyłącznie maturą jak
                niedouczonych leniów, którym nawet nie chciało się iść na studia,
                albo którzy byli tak ciency, że nigdzie się nie dostali pomimo
                obniżenia kryteriów rekrutacyjnych. Obecnie działa dodatnie
                sprzężenie zwrotne, teraz tym bardziej każdy "musi" mieć
                wykształcenie "wyższe".
          • paradygmat.poznawczy [...] 27.10.09, 21:10
            Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
            • flamengista no właśnie 28.10.09, 09:57
              ma dobry, chyba nie najgorzej płatny zawód (ludzie na ogół lubią chodzić do
              fryzjera/kosmetyczki, ta praca wiąże się również z rozmową z klientem,
              nawiązywaniem przyjaznych relacji - nie jest więc odtwórcza).

              Po co jej studia? To chyba wymagałoby specjalnych badań - po jakie licho osoby
              które nie potrzebują dyplomu wyższej uczelni uparcie się o niego starają:
              kosztem wolnego czasu i płacąc niemałe pieniądze.
              • niewyspany77 Re: no właśnie 28.10.09, 10:14
                mysle ze to problem sterotypu, ze wyzsze wyksztalcenie otwiera mozliwosci i jest
                przepustka do nowego, lepszego zycia. no ale moze byc bardziej prozaicznie - by
                nie odstawac.
                • paradygmat.poznawczy [...] 28.10.09, 20:36
                  Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
              • dala.tata Re: no właśnie 28.10.09, 11:21
                fla, ja zupelnie nie rozumiem, dlaczego tak strasznie ci zalezy zeby kosmetolog
                nie byl kosmetoologiem, ale koniecznie pania od tipsow.

                niedawno w BBC ogladalem program o przemysle kosmetycznym i mowili o tym, ze
                stoi on przed wielka decyzja. otoz dostepny dzisiaj poziom ingerencji kosmetykow
                w cialo czlowieka jest potencjalnie tak wielki, ze wymagalby badan i testow o
                standardach farmaceutycznych. jesli rzeczywisice tak jest to za chwile mozemy
                miec kosmetologow szkolonych na poziomie aptekarzy. wydaje sie, ze studia maja sens.

                i wydaje mi sie ze tak lekko przesadzasz ze swoja autorytatywnoscia. moze jednak
                jest cien szansy ze te studia sa potrzebne. co prawda dzieki temu przestaja byc
                tak elitarne jak bys chcial, ale niue jestem pewien ze to takie zle
                • flamengista ale co się uchwyciliście tej kosmetologii??? 30.10.09, 15:29
                  Meritum sprawy polega na tym, że co roku przy dniach otwartych studenci mnie
                  pytają: a jaka po tym jest praca?

                  Słowem - oni chcą mieć po studiach konkretny fach. W przypadku mojego kierunku
                  zgodnie z prawdą odpowiadam, że wszystko zależy od nich samych. Można pracować
                  na kasie w supermarkecie, można być ambasadorem.

                  Natomiast dla tych, którzy są mało lotni, mają wąskie horyzonty i boją się
                  ryzyka powinny być studia dające konkretny fach do ręki. I to powinny być studia
                  zawodowe licencjackie.

                  Na takich studiach nie ma sensu uczyć całek czy biologii molekularnej, ale
                  obsługi obrabiarki, kładzenia flizów czy robienia tipsów właśnie.

                  Tymczasem do przyszłych (obecnych) kosmetyczek przychodzi teraz profesor
                  filozofii, opowiada o Kancie zastanawiając się, co on tu właściwie robi.
                  Podobnie myślą jego studenci, przeświadczeni że marnują swój czas. Później na
                  egzaminie ten filozof musi przymknąć oko, przepuścić studentów wiedząc że oni
                  tego Kanta nie rozumieją i nigdy nie zrozumieją. Co więcej, nigdy nie pragnęli
                  zrozumieć jego koncepcji.

                  Zamiast wzajemnego oszukiwania się chcę po prostu uczciwego produktu
                  edukacyjnego, na miarę intelektualnych możliwości mas.

                  A kto chce ambitniejszych studiów "w starym stylu" - niech idzie na
                  magisterskie, a potem na doktoranckie.
                  • charioteer1 Re: ale co się uchwyciliście tej kosmetologii??? 30.10.09, 15:48
                    Fla, za przeproszeniem, ale studia nie sa od tipsow, flizow ani obslugi
                    obrabiarek. Moze jeszcze studia z obslugi kasy fiskalnej? Mamienie mlodziezy
                    wizja, ze na studiach nauczy sie tego samego co w szkole pomaturalnej jest
                    nieetyczne. Nie dziw sie potem, ze praca licencjacka jest ksiazka kucharska,
                    skladajacych ze sciagnietych z sieci przepisow.
                    • flamengista a etyczne jest... 30.10.09, 19:02
                      wciskanie im wiedzy, której nie są w stanie intelektualnie przyswoić (nie mówiąc
                      już o jakości takiej dydaktyki, która też pozostawia sporo do życzenia)?

                      Ja też bym chciał, żeby studia były studiami. Ale właśnie zamieniły się w szkołę
                      pomaturalną, nie wiem czy jesteś tego świadomy;)
                      • loleklolek_pl Re: a etyczne jest... 01.11.09, 21:47
                        A czy etycznym (i uzasadnionym ekonomicznie) jest tworzyć system, w którym jakaś
                        osoba może wejść na rynek pracy dopiero po skończeniu studiów w wieku 21-25 lat,
                        a nie w wieku 18-19 lat po skończeniu technikum i 1-2 kursów doszkalających? Po
                        co tracić 2-3 lata?
      • w.korczynski Re: nic nowego 30.10.09, 14:10
        Pozwolę sobie zacytowac flamengistę. Zamiast tego trzeba się pogodzić z umasowieniem studiów na poziomie licencjata. Studia te w dużej mierze powinny być prowadzone tak, by uczyć zawodu. Obecnie są "zawodowe" tylko z nazwy.. Otóz ja mam (od kilkunastu lat) wrażenie, ze to jest to, o co chodzi. Nie da sie wrócic do sytuacji sprzed 20 lat i domagac sie dzis, by każdy dyplom miał "stosowną wartosc". To przechlapaliśmy w pierwszej połowie lat 90-tych. Można wprawdzie poszukac winnych (wielu by sie dziwiło, kto oni zacz i czemu ich tak niewielu), ale to nic (poza poznaniem smutnej prawdy)nie da. Wprowadzenie licencjatu to okazja do pogodzenia masowosci kształcenia jako odpowiedzi na zapotrzebowanie spoleczne (o uzasadnienie lepiej nie pytac) i doprowadzenia do jakiejs normalizacji poziomu studiów magisterskich, a w konsekwencji i doktoratu. Ale i te okazje prze ..my (niech kazdy wstawi tu cos własnego, bo ja mam bardzo brzydkie skojarzenia), bo nasi uczeni zamiast oglady realnego świata maja ambicje. Wyzsze niz Harvard, Stanford i Oxford razem wziete. Mozliwosci wprawdzie mniejsze, ale to chyba u nas napisano, by "mierzyc siły na zamiary". Wieszcz nie dopisal, niestety, gdzie konkretnie miałoby to byc.
        • flamengista ale to jest realne 30.10.09, 15:22
          Oczywiście nie jest łatwe, by nagle studia magisterskie zrobiły się "elitarne".
          Ale przy odpowiedniej determinacji mogą się takie stać, albo przynajmniej
          podniesie się na nich poziom.

          Na pewno jest to realniejsze od domagania się magistra dla wszystkich i do tego,
          by każdy młody absolwent był świetnie wykształcony. Czyli tego, co obecnie chcą
          nasi politycy.
    • charioteer1 Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 10:41
      dzieciaki, które możnaby nauczyć elementów budowy i administracji prostej
      małej sieci komputerowej (albo stolarstwa), drzemią na kolejnych setkach godzin
      wykładów - tureckich kazań, przygniecione zalewem zagadnień z których nic nie
      rozumieją. Są tak przyzwyczajone do nierozumienia i tak całkowicie z nim
      pogodzone, że (wspomniany wyżej) wykład na którym szalony profesor plecie
      kompletnie bez sensu, nie wydaje im się ani trochę odmienny od innych.


      To mu sie udalo bardzo ladnie uchwycic. Sa przyzwyczajenie, ze i tak nic nie
      zrozumieja, wiec nie podejmuja nawet wysilku. Sa przyzwyczajeni, ze kompletny
      brak zrozumienia czegokolwiek nie jest przeszkoda w uzyskaniu zaliczenia, bo ono
      im sie po prostu nalezy po odsiedzeniu swojej liczby dupogodzin. U nas tacy
      studenci to margines, ale sie zdarzaja na pierwszym roku. Zaczynaja sie uczyc
      dopiero przy piatym podejsciu do tego samego zaliczenia, ale to zazwyczaj za
      pozno...
      • mr_kagan Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 13:44
        A od czego sa egzaminy? Szczegolnie ustne?
        • charioteer1 Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 17:04
          Lesiu, zrozum, ze nie wszyscy tutaj podzielaja twoj poglad, ze egzaminy sa od
          tego, zeby studentow przepychac na sile. Zrozum, ze niektorzy sie po prostu nie
          nadaja...
    • oluuu Re: Masowe kształcenie 27.10.09, 20:05
      Mistrzowski komentarz. Medal za pokazanie problemu, prostu i celnie.
    • mirusz Re: Masowe kształcenie 30.10.09, 21:21
      To jest właśnie sedno sprawy. Brawo! Trzeba się zastanowić czemu ma
      służyć ten system kształcenia. Stymulowanie masowości połączone z
      iluzją jakości wyższego wykształcenia to brnięcie w edukacyjne i
      gospodarcze bagno.
      • w.korczynski Re: Masowe kształcenie 31.10.09, 13:17
        No własnie. Ale dlaczego tak niewielu o tym głosno mówi. A jeszcze mniej
        wyraźnie pisze. Flamengista np. ma dużo celnych wypowiedzi, ale wycofał
        sie z wielu miejsc, gdzie prowadzona była na ten temat dyskusja (chyba, że
        inaczej sie tam podpisuje; jesli tak, to przepraszam).
        • pr0fes0r Re: Masowe kształcenie 31.10.09, 13:22
          w.korczynski napisał:

          > No własnie. Ale dlaczego tak niewielu o tym głosno mówi. A jeszcze mniej
          > wyraźnie pisze. Flamengista np. ma dużo celnych wypowiedzi, ale wycofał
          > sie z wielu miejsc, gdzie prowadzona była na ten temat dyskusja (chyba, że
          > inaczej sie tam podpisuje; jesli tak, to przepraszam).

          Z miejsca, gdzie kiedyś prowadzona była ta dyskusja, wycofała się większość
          dyskutantów, bo zwolnienie z pracy pewnego wykładowcy UJ wbrew pozorom nie leży
          u podstaw kryzysu polskiego szkolnictwa wyższego i nauki, a każdy temat
          nieodmiennie kończył się taką konstatacją.
        • flamengista Re: Masowe kształcenie 31.10.09, 18:43
          zawsze podpisuję się tak samo. A co do wycofywania się z dyskusji - co robić,
          jeśli pod ciekawymi skądinąd artykułami nikt nie pisze...
    • salzburg Re: Masowe kształcenie 31.10.09, 21:34
      To, że jest dewaluacja studiów wyzszych to oczywista oczywistość. Ale trudno
      miec o to pretensje do młodych ludzi, ze chcą byc magistrami - bo niby dlaczego
      nie (zwłaszcza jak robia to za swoje pieniadze). Jeżeli ktos ma się bic w piersi
      to my sami - bo to my zaliczamy egzaminy i puszczamy ich dalej bez dostatecznej
      wiedzy. A dlaczego tak się dzieje to już problem na bardzo długa dyskusję.
      • olcha11 Re: Masowe kształcenie 01.11.09, 08:45
        Myślę, że powoli dobijamy do sensownego modelu szkolnictwa wyższego –
        i to widać już po tej dyskusji. Oczywiście, hańba wszystkim szefom
        tego resortu od 15 lat, że nie rozpoczęli takiej debaty wcześniej i
        na serio i, że nie opracowali stosownej strategii. Może nam się to
        uda. Moim zdaniem sytuacja wyraźnie wskazuje kierunki rozwiązań –
        trzeba tylko przydusić władze, aby to zafiksowały prawnie.
        Zmniejszyć dostępności studiów nie należy – to wielki atut
        społeczny, że ludzie chcą się uczyć. W rzeczy samej, powinno to być
        umasowienie na poziomie licencjatu dostarczające kadr na rynek
        pracy. Popatrzmy sobie na nasz ulubiony punkt odniesienia – USA. Tam
        ok. 80% inżynierów kończy edukację wyższą na I stopniu i pełni w
        produkcjach wysokiej technologii funkcje takie, jak kiedyś u nas
        człowiek po technikum. Oczywiście, niedokładnie takie same, bo musi
        mieć o wiele bardziej rozbudowane kompetencje ogólne: komunikację,
        samokształcenie, pracę zespołową/przywództwo etc. Na studia na
        poziomie MA idzie o wiele mniejszy odsetek absolwentów poziomu BA. I
        u nas powinno być podobnie.
        Zatem trzymajmy umasowienie na poziomie licencjatu, wyraźnie
        różnicując treści, wymagania, profile – co innego powinien oferować
        uniwersytet o ambicjach wkładu do nauki światowej, a co innego
        lokalna szkółka kształcąca dla lokalnego rynku pracy – np. na tej
        osławionej kosmetologii. Zachowajmy to, co uważamy za „prawdziwe”
        studia wyższe, ale nie ograniczajmy się do nich, bo jeśli mamy mieć
        gospodarkę opartą na wiedzy – to musimy mieć do niej kadry o
        wykształceniu przekraczającym szkoły pomaturalne – w masowej skali.
        Ilu naszych licencjatów powinno iść na studia magisterskie? Czy 30%,
        czy może tylko 15-20%? I wtedy niech one sobie będą naprawdę dla
        tych uzdolnionych i zmotywowanych, o wysokich wymaganiach i jakości
        porównywalnej z tym, co pamiętamy z naszych czasów. Tu będziemy
        kształcić twórczych inżynierów – konstruktorów oraz kadry dla
        sektora wiedzy. Ilu z nich powinno potem pójść na studia
        doktoranckie – nawet i 50% - tak sądzę. I najboleśniejsze pytanie:
        a ile uczelni jest gotowych do poprowadzenia takich studiów? Coś mi
        się zdaje, że też jakieś 15-20%.
        Zrobimy wyraźną piramidę wiedzy, jak w innych krajach obudowaną na
        dokładkę rozmaitymi formami uczenia się przez całe życie. I chyba to
        świat robi – nie odkrywamy Ameryki.
        • w.korczynski Re: Masowe kształcenie 02.11.09, 13:05
          olcha11 napisała "Zatem trzymajmy umasowienie na poziomie licencjatu, wyraźnie różnicując treści, wymagania, profile – co innego powinien oferować uniwersytet o ambicjach wkładu do nauki światowej, a co innego lokalna szkółka kształcąca dla lokalnego rynku pracy – np. na tej osławionej kosmetologii. " To o to chodzi. Powrotu do studiów w całości elitarnych i na tzw. wysokim poziomie po prostu nie ma. Wzniosłe teksty o rozmaitych poziomach, etosach (np. naukowców) niczego tu nie zmienią. Ale ja jestem sceptyczny i nie bardzo wierzę, by nasi decydenci (również ci co to w "Operze za trzy grosze" sind im Schatten), tak sami z siebie, zechcieli sobie te końskie okulary zdjąc. Może boją się zobaczyc wygenerowaną przez siebie rzeczywistośc? Ale najgorsze jest to, że nie widac sposobu, aby ich do normalnego patrzenia na swiat namówic. Człowiek, który by tego dokonał, powinien zostac odznaczony wszyskimi możliwymi orderami jakie ma RP.
Pełna wersja