Nowe warunki zatrudnienia

27.11.09, 19:38
W ubiegłym roku akademickim na uczelniach wykładało 8 tys. profesorów. Od 1
października 2010 r. tylko oni będą mogli pracować na podstawie mianowania.
Rektor będzie więc mógł rozwiązać z nimi umowę jedynie w ustawowo określonych
przypadkach. Około 90 tys. pozostałych pracowników akademickich będzie
zatrudnionych na podstawie umów o pracę.

http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/374136,koniec_mianowania_na_polskich_uczelniach.html


To ja sie jeszcze zastanowie, czy chce wydac kolejna ksiazke w Polsce, czy
skupic sie na publikacjach, ktore poprawia moja zatrudnialnosc poza Polska.
    • charioteer1 Re: Nowe warunki zatrudnienia 27.11.09, 19:42
      Link jeszcze raz:

      praca.gazetaprawna.pl/artykuly/374136,koniec_mianowania_na_polskich_uczelniach.html
      • niewyspany77 Re: Nowe warunki zatrudnienia 27.11.09, 20:43
        "srednio w wiuku 50 lat" :D

        policzmy. ~25 (mgr), ~30 (dr) ~(hab, ok, moze mu chodzilo o uczelniana, ale mam
        wrazenie ze nie).

        czekam na wysyp dr hab w wieku 40 lat.
    • pr0fes0r Re: Nowe warunki zatrudnienia 27.11.09, 22:59
      Jak nic pójdzie do TK za odbieranie praw nabytych.
      • charioteer1 Re: Nowe warunki zatrudnienia 28.11.09, 13:23
        Oby. Zauwaz, ze ten sam pomysl padl przy pracach nad ustawa z 2005 roku.
    • dala.tata welcome to the real world! 28.11.09, 00:14

      • flamengista niby tak 28.11.09, 10:05
        Ale "real world" to stypendia doktoranckie po min. 1000 € miesięcznie, a więc 4
        razy więcej niż u nas, przy podobnych kosztach życia.

        Podobnie jak z pensjami na kolejnych stopniach zatrudnienia.

        Wcześniej była stabilizacja, ale stabilizacja z dziadowskimi warunkami jeśli
        chodzi o zarobki. Teraz stabilizacji ma być mniej, a warunki finansowe dalej
        dziadowskie. Więc to mi się nie podoba.

        Gdybym nie wierzył, że stać mnie na zrobienie po doktoracie habilitacji w 8 lat,
        to już dawno bym pracował gdzie indziej. Ale chodzi o elementarną uczciwość - za
        dodatkowe ryzyko powinniśmy mieć premię. Podobnie jak w przypadku tych, co
        pracują efektywniej od średniej.
        • dala.tata Re: niby tak 28.11.09, 12:30
          a calym szacunkeim flamengisto, real world to czesto oplaty rzedu 4K euro
          miesiecznie za doktorat i zadne stypendium. a dzisiaj w UK moze nie powszechne
          ale czeste zwolnienia grupowe rowniez z dobrych uniwersytetow.
          • flamengista chodzi o samą zasadę 28.11.09, 13:35
            Real world - to większe ryzyko przy pracy naukowej (choć też nie tak duże, bo
            powszechne jest przechodzenie z biznesu na uczelnię i z powrotem) - zwolnienia,
            nie przedłużenia kontraktu etc.

            Ale są też dużo większe pieniądze, możliwość sprawiedliwego konkurowanie o granty.

            U nas zmieniono tylko zasadę na zachodnią, bez dodatkowego finansowania. A nie
            ma biznesu chętnego do inwestowania w B+R, więc skąd mają być pieniądze?

            Ja nawet nie mam wielkich pretensji, że tak się stało. Trzeba będzie sobie
            poradzić i tyle. Mnie tylko śmieszy oczekiwanie, że my w tych warunkach nagle
            zaczniemy robić światowy research. Z g.wna bicza się nie ukręci, niestety...
          • adept44_ltd Re: niby tak 30.11.09, 11:56
            ok, niech żyje ten real world, tylko my znów będziemy mieć połowę - to znaczy
            obciążenia..., doktorat u nas kosztuje niewiele mniej, zwolnienia są
            nieuchronne... ale na pensje porządne nie ma... teraz poznałem człowieka w
            Holandii, który pracuje na pół etatu i ma średnią krajową...
      • charioteer1 Re: welcome to the real world! 28.11.09, 13:34
        The real world to tenura w Ameryce Polnocnej i nieruszalnosc habilitowanych na
        uniwersytetach europejskich. Moze sa wyjatki, ale ogolnie, z tego co widze, to
        stabilizacja zatrudnienia nastepuje w wiekszosci systemow ok. czterdziestki.
        Pomijajac instytuty badawcze, bo tam sa inne zasady, nie wiem, czy istnieje
        kraj, w ktorym wszyscy pracownicy uniwersyteccy sa na terminowych kontraktach.
        Umowa o prace to mozliwosc zwolnienia kazdego bez podania przyczyn z
        trzymiesiecznym wypowiedzeniem.
        • dala.tata Re: welcome to the real world! 28.11.09, 15:08
          tenura rowniez oznacza, ze kazdego mozna zwolnic. oczywiscie od tego sa zwiazki
          zawodowe, zeby to nie bylo 'bez podania przyczyn', jednak ja mam okres
          wypowiadzenia 8 tygodni i teoretycznie mozna mnie zwolnic. mam nadzieje, ze tego
          rzecz jasna nikt nie zrobi, bo tego typu rzeczy regulowane sa procedurami.

          stabilizacja oznacza jednak tylko kontrakt z jedna data, a nie to, ze jestes
          nietykalny. jestes nietykalny jesli dzielnie wywiazujesz sie z obowiazkow.

          natomiast rzezcywisce terminowe kontrakty przez cala kariere to nieszczecie
          • charioteer1 Re: welcome to the real world! 28.11.09, 15:26
            Mianowanie rowniez nie oznacza, ze pracownik jest nietykalny i niezwalnialny.
            Pomijajac plagiaty i przestepstwa umyslne, pracownika mianowanego mozna zwolnic:
            - jezeli nie wywiazuje sie ze swoich obowiazkow (dwukrotna negatywna ocena
            okresowa),
            - jezeli jest niepotrzebny - likwidacja stanowiska w wyniku zmian
            organizacyjnych na uczelni.
            • pfg Re: welcome to the real world! 29.11.09, 11:22
              charioteer1 napisał:

              > Pomijajac plagiaty i przestepstwa umyslne, pracownika mianowanego
              > mozna zwolnic
              > - jezeli nie wywiazuje sie ze swoich obowiazkow (dwukrotna
              > negatywna ocena okresowa)

              Ano właśnie. Pracownika mianowanego *można* zwolnić, jeśli nie
              prowadzi badań lub zawala dydaktykę (negatywna ocena choćby jednej z
              dwu rzeczy, aktywności naukowej i działalności dydaktycznej,
              automatycznie powoduje negatywną ocenę końcową). Przypadki zwalniania
              adiunktów, którzy się w terminie nie habilitowali, są mi dobrze
              znane. Pytanie, dlaczego nie zwalnia się samodzielnych, którzy
              zaniechali wszelkiej działalności naukowej, bo i tacy przecież są. Tu
              nie trzeba, IMHO, zmiany prawa, tylko egzekwowania już istniejących
              przepisów, może tylko z zaostrzeniem przepisów wykonawczych (komisja
              zewnętrzna, nie wydziałowa, po pierwszej ocenie negatywnej, druga
              ocena obligatoryjnie po roku-dwu, nie po czterech). Prawda, to
              pozwala na utrzymanie ludzi funkcjonujących na minimalnym
              akceptowalnym poziomie, ale to się da przeżyć.

              Ze starszymi wykładowcami jest przykra sprawa. Moim zdaniem na to
              stanowisko powinni być mianowani tylko ludzie o wybitnych talentach
              lub kwalifikacjach dydaktycznych, choć często (nie zawsze i nie
              wszędzie) "strasznym wykładowcą" robi się każdego przeterminowanego
              adiunkta.

              W Oxbridge podobno w każdym college'u jest co najmniej jeden fellow,
              który po otrzymaniu swojego dożywotniego fellowship, przestaje robić
              literalnie cokolwiek, tylko chodzi na college'owe obiady, a w swoim
              gabinecie pije sherry i niczym się ponadto nie zajmuje. W tych
              college'ach, które odwiedzałem, takowi byli, a jednak i Oxford, i
              Cambridge w rankingach mieszczą się powyżej polskich uczelni ;-)
              • dala.tata Re: welcome to the real world! 29.11.09, 15:39
                mam podobne zdanie. wprowadzanie kolejnych przepisow to strata czasu. dopoty
                dopoki instyty nie zaczna powaznie traktowac tego, ze pracownicy maja pracowac,
                niewiele sie zmieni.
              • sendivigius Re: welcome to the real world! 30.11.09, 18:34
                pfg napisał:


                > W Oxbridge podobno w każdym college'u jest co najmniej jeden
                fellow, który po otrzymaniu swojego dożywotniego fellowship,
                przestaje robić literalnie cokolwiek, tylko chodzi na college'owe
                obiady, a w swoim gabinecie pije sherry i niczym się ponadto nie
                zajmuje. W tych college'ach, które odwiedzałem, takowi byli, a
                jednak i Oxford, i Cambridge w rankingach mieszczą się powyżej
                polskich uczelni ;-)


                Tez mi cos, w Polsce sa sami tacy, z taka poprawka ze nie cherry a
                pyfko. I kto lepszy?

                Znany ci jest pewnie przypadek fizyka z UWr ktory po habilitacji
                demonstracyjnie wyrzucil wszystkie ksiazki przez okno - twierdzac ze
                teraz wszystko co ON powie jest prawda.
                • adept44_ltd Re: welcome to the real world! 30.11.09, 22:12
                  sami tacy??? uuuu, Sendi znów mówi prawdę, brawooooooooo!!!
                  • charioteer1 Re: welcome to the real world! 30.11.09, 22:14
                    Adept, nie czepiaj sie. Widac, ze w Polsce dawno nie byl i na alkoholach sie nie
                    zna.
        • dr_pitcher Re: welcome to the real world! 06.12.09, 05:22
          Co do stabilizacji:
          Na zachodzie tez sie to zmnienia. "Tenure" nie oznacza juz "na zawsze". Na wielu
          wydzialach, sa piecio-letnie kontrakty. W moim, na 180 profesorow, w tym 80
          "full", tenure ma dwoch - tzw. "University Professors". Szef departamentu zostal
          przez rektora zmuszony do rezygnacji z "tenure". Przychodzi "nowe" w postaci
          instytutow "wirtualnych" - bez siedziby, departamentu - skupiajacych naukowcow
          pracujacych na danym problemem. Pieniadze, zatrudnienie idzie przez ow instytut,
          wszystko niby wyglada tak samo, poza jednym - brak stalej pracy. Zreszta,
          dlaczego mialoby byc inaczej - w wiekszosci zawodow nie ma tego typu stabilizacji
          • pr0fes0r Re: welcome to the real world! 06.12.09, 07:22
            dr_pitcher napisał:

            > dlaczego mialoby byc inaczej - w wiekszosci zawodow nie ma tego typu stabilizac
            > ji

            Jeden argument z miejsca przychodzi mi do głowy - żeby naukowcy nie bali
            zajmować się tematami trudnymi zamiast takimi, które przynoszą szybkie i pewne
            rezultaty, dobrze wyglądają w sprawozdaniach i zwiększają szansę na dalsze
            zatrudnienie. "Blue skies research".
            • dala.tata Re: welcome to the real world! 06.12.09, 10:01
              to jeden z argumetnow przeciwko ocenie tzw. impact brytyjskiej parametryzacji.
              argument wysuwany zreszta przez scislowcow. a przy okazji mianowania nowego
              naczelnego fizyka kraju po Hawkingu wlasnie przez fizykow.

              brak stabilizacji spowoduje krotkoterminowosc badan, chec szybkiego i
              stosowalnego wyniku.
            • dr_pitcher Re: welcome to the real world! 07.12.09, 05:07
              Masz racje - ale taki naukowcy i tak maja w wiekszosci bardzo duza swobode
              wyboru tego co robia. Liczy sie li tylko ich produktywnosc, a poniewaz oceniani
              sa prze swoich kolegow po fachu, zatem dalej moga bladzic w oblokach. Znam
              jednego profesora matematyki, ktory na uniwersytecie pojawia sie raz na miesiac
              (na trzy dni) - wtedy ma wyklady etc. Reszte czasu spedza w domku nad jeziorem
              czekajac na nadtchnienie. Nikt go nie rusza, bo facet publikuje i to sporo,
              ksztalci studentow i trzy razy kandydowal do "Field Medal"
              • charioteer1 Re: welcome to the real world! 07.12.09, 08:56
                dr_pitcher napisał:

                > Masz racje - ale taki naukowcy i tak maja w wiekszosci bardzo duza swobode
                > wyboru tego co robia.

                To zupelnie nie o to chodzi z ta tenura. Chodzi o to, zeby nie bac sie byc
                kontrowersyjnym, zaprzeczajac powszechnie uznanym teoriom, ryzykujac
                osmieszenie, publikacje w trzeciorzecnych zurnalach i brak cytowan. Czasami po
                latach okazuje sie, ze taki wariat mial racje.
                • dr_pitcher Re: welcome to the real world! 07.12.09, 15:48
                  charioteer1 napisał:

                  > dr_pitcher napisał:
                  >
                  > > Masz racje - ale taki naukowcy i tak maja w wiekszosci bardzo duza swobod
                  > e
                  > > wyboru tego co robia.
                  >
                  > To zupelnie nie o to chodzi z ta tenura. Chodzi o to, zeby nie bac sie byc
                  > kontrowersyjnym, zaprzeczajac powszechnie uznanym teoriom, ryzykujac
                  > osmieszenie, publikacje w trzeciorzecnych zurnalach i brak cytowan. Czasami po
                  > latach okazuje sie, ze taki wariat mial racje.
                  >

                  Wydaje mi sie, ze jest to bardzo rzadkie. Ludzi kontrowersyjnych "ucisza" samo
                  srodowisko - niekoniecznie jego macierzysta uczelnia
                  • charioteer1 Re: welcome to the real world! 07.12.09, 17:25
                    dr_pitcher napisał:

                    > charioteer1 napisał:
                    >
                    > > dr_pitcher napisał:
                    > >
                    > > > Masz racje - ale taki naukowcy i tak maja w wiekszosci bardzo duza
                    > swobod
                    > > e
                    > > > wyboru tego co robia.
                    > >
                    > > To zupelnie nie o to chodzi z ta tenura. Chodzi o to, zeby nie bac sie by
                    > c
                    > > kontrowersyjnym, zaprzeczajac powszechnie uznanym teoriom, ryzykujac
                    > > osmieszenie, publikacje w trzeciorzecnych zurnalach i brak cytowan. Czasa
                    > mi po
                    > > latach okazuje sie, ze taki wariat mial racje.
                    > >
                    >
                    > Wydaje mi sie, ze jest to bardzo rzadkie. Ludzi kontrowersyjnych "ucisza" samo
                    > srodowisko - niekoniecznie jego macierzysta uczelnia

                    Chyba mowimy o roznych rodzajach kontrowersyjnosci. Mnie chodzilo o teorie
                    naukowe podwazajace panujaca powszechnie doktryne, a nie o nawiedzonych
                    oszolomow. Ze swojej blizszej i dalszej dzialki moge sypnac trzema nazwiskami.
                    Jeden z tych panow po 40 latach nieprzerwanej kontrowersyjnosci wlasnie
                    przeszedl na emeryture, dwaj pozostali wciaz pracuja.
                • dala.tata Re: welcome to the real world! 07.12.09, 19:09
                  wiesz co, ja naprawde nie znam nikogo kot by sie bal byc kontrowersyjny w
                  UK.dopoki cie publikuja, ludzie o tym nie mysla. problem masz gdy przestana cie
                  publikowac. ale to troche insza inszosc.

                  to tylko w Polsce to sie wydaje problemem. w UK problemem sa granty, granty i
                  jeszcze raz granty.
                  • charioteer1 Re: welcome to the real world! 07.12.09, 19:21
                    Na UK swiat sie nie konczy, a tenure jest wynalazkiem amerykanskim. Tak sie
                    sklada, ze z tej kontrowersyjnej trojki z mojego postu dwaj to Amerykanie. Nie
                    wiem, co rozumiesz przez kontrowersyjnosc. Dla mnie kontrowersyjny jest ktos,
                    kto w latach 70. mial odwage napisac, ze Chomsky sie myli.
                    • dala.tata Re: welcome to the real world! 07.12.09, 19:35
                      no tak, a na USA konczy sie swiat z kretesem. i pamietam chloste paru facetow za
                      to, ze napisali ze Chomsky nie mial racji.

                      tak ogolnie, to mysle, ze znalezlibysmy pare tuzinow takich, co tak napisali i
                      przetrwali.
                      • charioteer1 Re: welcome to the real world! 07.12.09, 19:41
                        Widzisz, w latach 70. uniwersytety amerykanskie masowo pozbywaly sie
                        przedstawicieli starego porzadku. Wojna paradygmatow miala rzeczywiste ofiary.
                        Krytykowanie Chomskiego 20 lat pozniej juz takiej odwagi nie wymagalo.
                        • dala.tata Re: welcome to the real world! 07.12.09, 19:50
                          chario, ale na USA swiat sie nie konczy. niespecjalnie rozumiem, dlaczego moj
                          'argument' jest gorszy od twojego.

                          tak czy owak, ja o tym nie wiedzialem, jednak ciekawy jestem, ile to byly te masy.
                          • charioteer1 Re: welcome to the real world! 07.12.09, 19:52
                            Praktycznie wszyscy. Strukturalizm przestal istniec w latach 70.
                            • dala.tata Re: welcome to the real world! 07.12.09, 20:09
                              wszyscy to znaczy ile? chario, no nie chce mi sie kopac, ale nie wszysyc
                              amerykanscy lingwisci stali sie generatywistami.
                              • charioteer1 Re: welcome to the real world! 07.12.09, 20:16
                                Nie wiem ilu, nie mam danych demograficznych. Hockett przetrwal na Cornell do
                                1982 roku. Tu jest piekny nekrolog:
                                listserv.linguistlist.org/cgi-bin/wa?A2=ind0011b&L=linganth&D=0&O=A&P=723
                              • pr0fes0r Re: welcome to the real world! 07.12.09, 21:50
                                Ale rzeczywiście strukturalizm nie spod znaku klasycznej TG Chomsky'ego miał
                                problemy; zresztą wydaje mi się, że w USA na dobrej drodze do podobnej
                                ortodoksji jest, a przynajmniej było parę lat temu OT; z kolei w angielskim
                                językoznawstwie można chyba mówić o skręcie w stronę kognitywistyki, z
                                konsekwencjami dla rozstrzygnięć konkursów.
                                • dala.tata Re: welcome to the real world! 08.12.09, 08:40
                                  alez ja akceptuje mody intelektualne. jednak chario mowi o zwolnieniach, a w to mi troche trudniej uwierzyc.
                                  co do kognitywistki w UK to nie mam takieg owrazenia, ale tez nie sledze pilne tego typu pozycji.z kolei konferencje na ktore jezdze nie obfituja w kognitywistow.
                                  • charioteer1 Re: welcome to the real world! 08.12.09, 10:35
                                    Dala, nie bylo zwolnien grupowych profesorow za niewlasciwe poglady. Powysylano
                                    ich na wczesniejsze emerytury, w koncu wszyscy mieli tenury. Z Chomskim mozna
                                    bylo polemizowac bedac profesorem filozofii na Oksfordzie, ale nie zajmujac sie
                                    gramatyka w USA. W latach 70., jezeli podstawy TG podwazal mlody naukowiec, to
                                    po kilku latach ginal w niebycie. To nie byla moda intelektualna, to byla
                                    rewolucja, ze wszystkimi konsekwencjami.
              • pfg Re: welcome to the real world! 07.12.09, 16:35
                dr_pitcher napisał:

                > trzy razy kandydowal do "Field Medal"

                W kwestii technicznej: Fields Medal/medal Fieldsa, bo fundator
                nazywał się Fields, z "s" na końcu.
                • dr_pitcher Re: welcome to the real world! 07.12.09, 19:08
                  I stay corrected - zawsze gubie "s"
              • matdokt Re: welcome to the real world! 07.12.09, 17:45
                dr_pitcher napisał:

                > Masz racje - ale taki naukowcy i tak maja w wiekszosci bardzo duza swobode
                > wyboru tego co robia. Liczy sie li tylko ich produktywnosc, a poniewaz oceniani
                > sa prze swoich kolegow po fachu, zatem dalej moga bladzic w oblokach. Znam
                > jednego profesora matematyki, ktory na uniwersytecie pojawia sie raz na miesiac
                > (na trzy dni) - wtedy ma wyklady etc. Reszte czasu spedza w domku nad jeziorem
                > czekajac na nadtchnienie. Nikt go nie rusza, bo facet publikuje i to sporo,
                > ksztalci studentow i trzy razy kandydowal do "Field Medal"

                A mogłbys napisac o kogo chodzi? bo szczerze mówiąc nie słyszałem o nikim kto od
                1998 stara się dostać Fieldsa (kongresy były w 1998, 2002 i 2006).
          • charioteer1 ??? 06.12.09, 11:33
            dr_pitcher napisał:

            > Zreszta,
            > dlaczego mialoby byc inaczej - w wiekszosci zawodow nie ma tego typu stabilizacji

            Przepraszam, ale nie rozumiem. To znaczy, ze czego nie ma? W wiekszosci zawodow,
            podejmujac prace, podpisuje sie bezterminowa umowe o prace, w ktorej okreslone
            sa warunki rozwiazania tejze umowy przez ktorakolwiek ze stron.
            • dala.tata Re: ??? 06.12.09, 11:41
              to moze w najjasniejszej rzeczpospolitej. brak stabilizacji zatrudnienia jest glwona cecha rozwinietych rynkow pracy. nie ma dzisiaj pracy na zycie.
              • charioteer1 Re: ??? 06.12.09, 11:53
                Nie rozumiem, co ma jedno z drugim wspolnego. Umowa o prace nie jest
                zobowiazaniem pracodawcy, ze bedzie pracownika zatrudnial dozgonnie.
                • dala.tata Re: ??? 07.12.09, 00:03
                  nie jest. jednak na pewno slyuszalas o calych rodzinach pracujacych w jedej
                  fabryce. na pewno slyszalas.....problem w tym, ze dzis juz takich nie ma.

                  kiedy przyjechalem do UK i chcialem kredyt hipoteczny praca na uczelni
                  traktowana byla jako absolutna gwarancja splaty - najpewniejsza praca pod
                  sloncem. dzisiaj juz tak nie jest.

                  tylko prosze, nie mow o umowach. tu chodzi o praktyke a nie o litere prawa.

                  charioteer1 napisał:

                  > Nie rozumiem, co ma jedno z drugim wspolnego. Umowa o prace nie jest
                  > zobowiazaniem pracodawcy, ze bedzie pracownika zatrudnial dozgonnie.
                  >
                  • charioteer1 Re: ??? 07.12.09, 00:31
                    Dala, mam w rodzinie inzyniera pracujacego w fabryce, wiec nie mow mi, jak
                    wyglada praca w fabryce.

                    Nie mow mi, ze w UK wszyscy ponizej profesora sa zatrudnieni na terminowych
                    kontraktach, bo wiem, ze tak nie jest.

                    Po kolejne, pomysl, zeby uczelnia nie mogla ztrudnic na czas nieokreslony
                    pracownika bez tytulu profesora, bo zabraniaja tego przepisy, jest chory.
                    • dala.tata Re: ??? 07.12.09, 00:38
                      chario, ja tego nigdy nie powiedzialem. ja tylko mowie, ze nie ma juz pewnosci
                      pracy. 20 lat temu nikt nie slyszal o zwolnieniach grupowych na uniwersytetach.
                      dzis slyszymy o tym na co dzien. z kolei odstek ludzi zatrudnionych na
                      kontraktach terminowych systematycznie wzrasta.

                      o ile pamietam swoj post, ja w ogole nie wypowiadalem sie na temat tego, jka
                      wyglada praca w fabryce.

                      co do zabraniania zatrudnienia, to pomysl w normalnym kraju jest chory, w Polsce
                      nie jestem tego taki pewien.
                      • charioteer1 Re: ??? 07.12.09, 01:15
                        dala.tata napisał:

                        > co do zabraniania zatrudnienia, to pomysl w normalnym kraju jest chory, w Polsce
                        > nie jestem tego taki pewien.

                        Biorac pod uwage, ze Polsce nie grozi w najblizszym czasie naplyw imigrantow
                        akademickich, ktorzy zgodza sie na kazde warunki zatrudnienia dla prestizu
                        uczelni i dla kasy, pomysl jest tym bardziej chory.

                        Biorac pod uwage brak czytelnych procedur na kazdym kroku, pomysl jest jeszcze
                        bardziej chory.
                        • chilly Re: ??? 07.12.09, 18:00
                          Imigranci akademiccy (z Ukrainy i Białorusi) napłynęli już
                          kilka/kilkanaście lat temu i dobrze się zadomowili. Co ważniejsze, po
                          kilku latach prowadzenia wykładów po rosyjsku (dla polskich studentów!)
                          i opanowaniu podstaw języka polskiego wielu z nich okazało się
                          wartościowymi pracownikami. Drugiej tak dużej fali nie przewiduję. Co
                          oznacza kolejne kłopoty formalne wielu uczelni, jako że "napływowi"
                          mają już swoje lata, a za nasze pensje trudno będzie ściągnąć kolejnych
                          "samodzielnych". No, chyba że na Ukrainie będzie jeszcze gorzej.
                        • dala.tata Re: ??? 07.12.09, 19:05
                          brak procedur przeszkadza zawsze. te kontrakty sa sposobem na to, zeby praca
                          akademicka przestala byc ciepla posadka. oczywiscie, moze to calkiem nie wypalic.
                          • charioteer1 Re: ??? 07.12.09, 19:16
                            dala.tata napisał:

                            > te kontrakty sa sposobem na to, zeby praca
                            > akademicka przestala byc ciepla posadka.

                            Tam, gdzie byly dotad cieple posadki, tam dalej beda. Jak ktos dotad nie mial
                            cieplej posadki, to poszuka sobie innej roboty albo wyjedzie.
                            • dala.tata Re: ??? 07.12.09, 19:25
                              w ten sposob chario to lepiej po prostu siasc i plakac.
                              • charioteer1 Re: ??? 07.12.09, 19:42
                                Ale jak chcesz, to siadz i placz, ja ci nie bronie.
                                • dala.tata Re: ??? 07.12.09, 19:51
                                  wole raczej pomyslec, ze moze ta zmiana przyniesie jakies rezultaty.
                                  • charioteer1 Re: ??? 07.12.09, 20:19
                                    A ja nie wierze w to, ze pogorszenie warunkow pracy poprawi efektywnosc przy
                                    braku znaczacych zmian strukturalnych.
          • adept44_ltd Re: welcome to the real world! 06.12.09, 16:27
            może dlatego, że w innych zawodach nie buduje się kompetencji przez
            kilkadziesiąt lat???
    • matdokt Re: Nowe warunki zatrudnienia 28.11.09, 01:39
      Reforma proponowana przez Kudrycką miała by sens wtedy i tylko wtedy gdyby
      zarobki na polskich uczelniach były znacznie wyższe. Dlatego jeśli ma być u nas
      system mianowania i konkursów jaki można spotkać w Niemczech, Anglii, Holandii,
      Francji itd. to zarobki też powinny być w odpowiedniej proporcji. Inaczej to nie
      zadziała. Ja teraz jestem w Niemczech i widzę, że tutaj sensowni (tzn. nie
      wszyscy) doktoranci mają stypendium w okolicach 1300-1600eur na rękę, co zdaje
      się, że jest większe lub równe niż większość pensji profesorów (na jednym
      etacie) w Polsce (a na postdoku dostaje się 2000-2500eur). Oczywiście np.
      wynajem mieszkania i niektóre koszty życia są tutaj większe, ale wciąż ze
      stypendium można b. dobrze żyć i zajmować się tylko nauką (z minimalnymi
      obowiązkami dydaktycznymi).
      Jeśli stawki w Polsce się nie zwiększa dla sensownych naukowców, to zmiana w
      sposobie zatrudnienia nic nie pomoże. Oczywiście można mówić, że są np. granty,
      stypendia różnych fundacji, nagrody dla najlepszych, ale to nie zastąpi reformy
      płac i Polska wciąż nie będzie atrakcyjnym miejscem dla naukowców i nie ma co
      liczyć na bycie w czołówce rankingów.
      • flamengista otóż to... 28.11.09, 10:16
        Ja bym nawet nie zaczynał od bezpośredniego zwiększania pensji, ale raczej od
        zmniejszania obciążeń dydaktycznych.

        Ja w tym semestrze prowadzę 3 nowe kursy, w przyszłym 2 kolejne nowe i za rok
        jeszcze 1. Zawsze wyrabiam pensum i mam nadgodziny - nie ma innego wyjścia,
        nawet w sytuacji gdy mam wyrozumiałego szefa. Po prostu nikt inny tych zajęć nie
        weźmie.

        Ja bym sobie życzył, żeby moje praca dydaktyczna ograniczała się do 2-3 kursów w
        semestrze, ew. zmiana kursu raz na 5 lat (by była jakaś regularność) i pensum
        ok. 120 godzin. Bez możliwości wyrabiania nadgodzin (lub z minimalną ich
        ilością, do 30 godzin rocznie).

        Pieniądze leżą na ulicy, kolejne konkursy grantowe na które mogłem aplikować
        przechodzą koło nosa bo nie mam czasu przygotować wniosku. W tygodniu co
        najmniej 2 dni marnuję wyłącznie na przygotowanie zajęć, na ogół są to 3 dni.
        Jeden spędzam ponad 12 h. na uczelni. Zostaje 1-2 dni na badania naukowe, a
        weekend dzielę między rodzinę i dydaktykę (zaoczni).

        I nie ma co liczyć, że po doktoracie będzie lepiej. A mam dostać całe 8 lat na
        zrobienie habilitacji. Wniosek - oczywiście zachowam się racjonalnie,
        ograniczając wysiłki dydaktyczne do minimum. Ucierpi na tym jakość prowadzonych
        przeze mnie kursów. Ale mając alternatywę:
        1) świetny dydaktyk bez dorobku, zwolniony po 8 latach za brak habilitacji
        2) przeciętny dydaktyk z habilitacją
        wybiorę oczywiście opcję 2. I zrobi tak zdecydowana większość moich kolegów i
        koleżanek.

        Niech ministerstwo zdejmie nam z pleców górę godzin dydaktycznych, to pieniądze
        znajdziemy sobie sami. I czas na rozwój naukowy również.

        Możliwości ku temu są, bo i tak idzie niż. Więc można to przeprowadzić, tyle że
        pewnie się to nie uda. Bo przy okazji rząd zechce na szkolnictwie wyższym
        zaoszczędzić.
        • charioteer1 Re: otóż to... 28.11.09, 13:43
          Dla mnie byloby istotne, czy to jest 8 lat na zrobienie habilitacji, czy 8 lat
          do otwarcia przewodu. W tej chwili procedury habilitacyjne trwaja ok. roku, a
          zdarzaja sie wcale nie tak rzadko spore poslizgi. Bardzo watpie, czy Kudryckiej
          uda sie te procedury znacznie skrocic. CK jest na tyle zbiurokratyzowana
          instytucja, ze bardzo ciemno to widze.
          • flamengista i weź pod uwagę 28.11.09, 14:11
            że za 7-8 lat wnioski habilitacyjne będą napływać masowo. Wszystko się
            skumuluje, więc będzie to trwało jeszcze dłużej.

            Chyba że jakimś cudem wystarczy sama ocena dorobku.
            • dala.tata Re: i weź pod uwagę 28.11.09, 18:35
              juz widze te masowo naplywajace wnioski habilitacyjne.....


              flamengista napisał:

              > że za 7-8 lat wnioski habilitacyjne będą napływać masowo. Wszystko się
              > skumuluje, więc będzie to trwało jeszcze dłużej.
              >
              > Chyba że jakimś cudem wystarczy sama ocena dorobku.
              • flamengista nie rozumiem ironii 29.11.09, 10:54
                przecież zatrudnieni na nowych warunkach będą chcieli utrzymać swoje miejsce pracy.

                Więc znaczna ich część złoży pracę w ostatniej chwili, co spowoduje zarzucenie
                CK wnioskami habilitacyjnymi.

                Inna sprawa, jaka będzie jakość tych wniosków.
                • dala.tata Re: nie rozumiem ironii 29.11.09, 15:38
                  a dlaczego mieliby zatrzymywac te prace, jesli do tej pory nie pracowali, to
                  nagle wespna sie na szczyty intelektualne? etat naukowy dla calej masy ludzi to
                  ciepla synekurka, ktora pozwala na dorabianie w innych miejscach. wymuszenie
                  pracy naukowej na tym etacie obniza znacznie jego jakosc.
                  • flamengista przecież jeśli habilitacji 30.11.09, 09:36
                    nie złożą, to nikt nie będzie płakał.

                    Ale moim zdaniem jesteś zbyt wielkim optymistą - cała masa ludzi, których jak
                    rozumiem uważasz za "pozorantów" i zwykłych leni - zdecyduje się jednak
                    przedłożyć pracę habilitacyjną.

                    Inna sprawa, że mogą być to prace tragicznie słabe, napisane w pośpiechu, bez
                    przygotowania metodologicznego i merytorycznego.

                    Ale takie prace zostaną złożone. Nasz poprzedni rektor nawet wprost przedstawił
                    regułę postępowania w takim przypadku. Każdy doktor powinien przedstawić
                    rozprawę habilitacyjną. W razie jej oblania ma gwarantowany etat jako starszy
                    wykładowca. Ważne, że próbował.
        • tiger.in.cage większe pensum, nadgodziny a nowych etatów brak 01.12.09, 14:50
          Ciekawe to jest, że gdzieniegdzie (np. na jednej z większych uczelni technicznych w pl) jedni wyrabiają pensum x3, ubywa w różnych okolicznościach pracowników, a nowych etatów brak. Tak jest u mnie w katedrze, w ostatnich 2 latach ubyło 2 pracowników (obecnie 7), młodzi się nie wyrabiają z dydaktyką - ale niestety nikt nie zostanie zatrudniony.
          • chilly Re: większe pensum, nadgodziny a nowych etatów br 01.12.09, 15:31
            Wytłumaczenie jest chyba oczywiste? Zatrudnianie na godziny zlecone
            jest o wiele tańsze niż nowe etaty. A to tylko jeden z licznych
            przejawów "polityki" MNiSzW oraz obecnego rządu (poprzednich zresztą
            też).
            Z drugiej zaś strony - pracownicy przeklinają i ... cieszą się. Bo
            dzięki nadgodzinom znów przetrwają do pierwszego. Gorzej, ze ma to
            wymiar totalny - nie dotyczy jedynie przedstawicieli tzw. kierunków
            deficytowych (w studentów).
          • paradygmat.poznawczy Re: większe pensum, nadgodziny a nowych etatów br 01.12.09, 16:49
            tiger.in.cage napisał:

            > gdzieniegdzie (np. na jednej z większych uczelni techniczny
            > ch w pl) jedni wyrabiają pensum x3, ubywa w różnych okolicznościach
            pracowników, a nowych etatów brak.

            U nas było podobnie do niedawna, szef cały czas tłumaczył, że idą niże
            demograficzne i trzeba pilnować żeby godzin nam nie ubyło. Dopóki się nie
            połapał, że za kilka lat nie będzie miał kto uczyć: starsi pójdą na emeryturę,
            młodszych powywalają za brak haba i zostanie paru samodzielnych z masą godzin :)
            • tiger.in.cage Re: większe pensum, nadgodziny a nowych etatów br 01.12.09, 18:28
              Można tylko pogratulować "bystrego" szefa. W mojej okolicy takich na razie nie ma. Chociaż narzekają, że jest ciężko... aktywność naukowa spada, grantów nie ma komu pisać. Ale kto ma pisać?? gość, który nie ma zaplecza badawczego bo każdy SOBIE... więc i on "klepie" ekspertyzy z których ma pewna kasę. A Katedra (Instytut) idzie w dół, sprzęt (a raczej jego ostatki) niszczeje. We wspomnianym instytucie (4 katedry - po restrukturyzacji) w ciągu ostatnich 8 lat nie zatrudniono nikogo nowego. Jedyny plus tej wyliczanki to to, że kilku prof. zostało emerytowanymi - co jednak nie zmieniło sytuacji w żaden sposób.

              Ciekaw jestem tylko jaką przyszłość do tej rzeczywistości dopisze życie?
    • flamengista ale numer... 28.11.09, 10:00
      "owe regulacje mają być stosowane także do stosunków pracy nawiązanych przed
      dniem wejścia w życie nowelizacji"

      Ja mam nadzieję, że to nie dotyczy już zatrudnionych (mianowanych adiunktów). W
      końcu to są prawa nabyte.

      A co do habilitacji. 8 lat to jak na nasze warunki śmiesznie mało. Pisanie
      książki habilitacyjnej to ok. 3 lata ciężkiej pracy (1,5 roku kwerendy, 1,5 roku
      pisania - i to tylko w przypadku, gdy nie jest się nadmiernie obciążony
      dydaktyką). Wcześniej trzeba też mieć jakiś dorobek, a proces wydawniczy nie
      trwa tygodnie, ale w najlepszym wypadku miesiące a czasem i lata.

      Książka złożona do wydawnictwa może w nim leżeć rok, zanim zostanie wydana.
      Potem też cały proces habilitacyjny - ocena dorobku, powołanie recenzentów,
      recenzje - może trwać co najmniej drugi rok.

      Wynika stąd, że już doktorant musi myśleć o habilitacji. A więc po złożeniu
      doktoratu nie czekać na obronę, tylko składać publikacje do druku pod kątem
      zwiększania dorobku naukowego. Inaczej już się jest do tyłu.

      A przecież trzeba też przewidzieć czas na tzw. zdarzenia nieprzewidziane -
      dziecko, ew. choroba, stypendia, wyjazdy...

      PS. wiedziałem o tych 8 latach, więc argument "wiedziały gały co brały" jest bez
      sensu. Jasne, że wiem co nie zmienia faktu że to strasznie mało.
      • alba.alba Re: ale numer... 05.12.09, 22:12
        flamengista napisał:
        > A przecież trzeba też przewidzieć czas na tzw. zdarzenia nieprzewidziane -
        > dziecko, ew. choroba,

        Wychowawczy i chorobowe przedłużają odpowiednio termin habilitacji.
    • paradygmat.poznawczy Re: Nowe warunki zatrudnienia 28.11.09, 18:21
      A co ze starszymi wykładowcami ?

      U nas to prawdziwa plaga, ruszyć ich nie można, blokują etaty młodszym, nic
      robić nie chcą tylko dydaktykę odwalają. A cała robota organizacyjna i
      nadgodziny spadają na nas adiunktów...
      • flamengista to proste 29.11.09, 10:58
        Teoretycznie uczelnia może ich zwolnić. Szczególnie, gdy zmniejszyła się liczba
        godzin.

        W praktyce jednak większość starszych wykładowców u nas jest po 50tce, więc
        pozwoli się im spokojnie popracować do emerytury. Tu dziekani i rektorzy myślą
        kategoriami socjalnymi - co taki ktoś będzie robił, jak go zwolnimy? W takim
        przypadku o przekwalifikowanie się może być trudno, nie mówiąc o znalezieniu
        nowej pracy.

        Jasne, można myśleć tylko pod kątem efektywności, ale mówimy o państwowych
        uczelniach.
        • paradygmat.poznawczy Re: to proste 29.11.09, 18:43
          flamengista napisał:

          > W takim przypadku o przekwalifikowanie się może być trudno, nie mówiąc o
          znalezieniu
          > nowej pracy.

          Nie chodzi mi o zwalnianie wszystkich, ale tych, którzy nic poza pensum nie
          robią. Skoro im nie grozi rotacja, to powinni zdjąć z nas, adiunktów obowiązki
          organizacyjne i nadgodziny i pozwolić na rozwój naukowy.
          W mojej katedrze akurat mamy masę nadgodzin które zwalane są na młodszych, bo
          wykładowca ma w dupie: wie, ze i tak go nikt nie zwolni...
          • flamengista możliwe 30.11.09, 09:40
            Nie wiem, jak to wygląda u nas, my w katedrze nie mamy starszych wykładowców.

            Wiem jednak, że na naszej uczelni mają oni bardzo wysokie pensum, chyba o 50%
            wyższe od asystentów i adiunktów.

            A w kwestii spychologii - to wina szefa, nie starszych wykładowców. To on
            powinien młodym zapewnić warunki rozwoju. Spychologia występuje wszędzie, nawet
            na Harvardzie. Nie jest to ładne zjawisko, ale absolutnie normalne w każdej
            społeczności.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja