przymusowe oceny wykładowców

09.12.09, 10:09
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7343176,Uniwersytet__Chcesz_dalej_studiowac__ocen_wykladowcow.html

    • niewyspany77 Re: przymusowe oceny wykładowców 09.12.09, 11:36
      lol, wydzial prawa? jaka subtelna ironia :D
      • another_story Niech się tylko nie spodziewają... 09.12.09, 15:06
        ... że te oceny będą wysokie. Działając pod przymusem, nikt się
        raczej nie sili na obiektywizm.
    • loleklolek_pl hehe 11.12.09, 15:08
      "Jednak władze uczelni są przekonane, że o niewielkiej liczbie ankiet decydowała
      studencka niechęć do angażowania się w sprawy, które nie wynikają z obowiązków.
      Dlatego dziekan Wydziału Prawa wprowadził zasadę, która zobowiązuje studentów do
      wystawienia ocen prowadzącym."

      Hehe,
      "- Nie chcą po dobroci, no to pałujemy."

      Wręcz kocham czytać o tym, jak kolejna polska uczelnia zaprowadza metody
      policyjne w swoich relacjach ze studentami. I oczywiście wszystko zrzucane, na
      "studencką niechęć do angażowania się w sprawy, które nie wynikają z
      obowiązków". No cóż, skoro standardem na polskich uczelniach jest to, że student
      ma tylko pracować, a całość ewentualnych zysków ma być przenoszona na uczelnię,
      to nie ma się co dziwić, że studenci angażują się wszędzie, tylko nie na
      uczelni. Gdyż wszędzie indziej zapewne mają szansę partycypować w wynikach
      własnych sukcesów. Oczywiście rozumiem frustracje uczelni polegającą na tym, że
      strumyczek możliwości darmowego odcinania kuponów z pracy innych wysycha.

      "Jeżeli z ankiet wynika, że osoba, która stara się o pracę na stanowisku
      adiunkta, jest słabym pracownikiem dydaktycznym i studenci nie są zadowoleni z
      ćwiczeń z nim, to ma to istotny wpływ na jego ewentualne zatrudnienie"
      Jeśli chodzi o stanowisko profesora to zapewne nie ma to już miejsca. No ale to
      tylko moje domysły.
    • flamengista o czym to świadczy? 11.12.09, 20:06
      Studenci lubią narzekać na poziom studiów, ale tak naprawdę większość mało to
      obchodzi. Stąd sytuacja, że dobrowolnie wypełniane ankiety jest wręcz
      ignorowane. Podobnie było na UJ.

      To smutne, że tak się dzieje - ale przymus w takiej sytuacji jest jeszcze
      gorszy, bo student wypełni ankietę byle jak, na odczep się.

      Jedyne, co można zrobić to tłumaczyć, że ankiety faktycznie pomagają w
      poprawieniu poziomu dydaktyki. I że są przez władze uczelni brane pod uwagę.
      Może z czasem studentom się zechce.
      • ford.ka Re: o czym to świadczy? 11.12.09, 21:20
        Na mnie proszę nie liczyć. Niczego takiego tłumaczyć nie będę, bo to
        zwyczajnie nieprawda. Ankietę robi u mnie samorząd, więc szczęśliwie
        jestem zwolniony z obowiązku jej reklamowania. Tyle że po pierwsze
        kierownictwo zażądało usunięcia z niej dr-habów i profów ("studenci
        nie mają kompetencji, by ich oceniać", podczas gdy szczurofretka ma
        dość kompetencji) i po drugie nigdy nie wyciąga z nich żadnych
        wniosków.
        • clas_sic Re: o czym to świadczy? 11.12.09, 23:37
          ankiety studenckie powinno się wywalić do kosza, albo zmienić ich formę. U nas
          (UJ) jeśli student w ankiecie pisał, ze sam rzadko chodził na oceniane zajęcia
          (np. nieobowiązkowe wykłady) - traktowane to było jako zarzut i punkty in minus
          w ocenie wykładowcy.

          W mojej ankiecie na pytanie "Czy prowadzący był obecny na dyżurach?"
          odpowiedziało - i to wszyscy twierdząco - 6 osób. Z czego 2 na kolejne pytanie :
          "Jak często korzystałeś z pomocy prowadzącego zajęcia na dyżurach?"
          odpowiedziało: NIGDY

          Konieczność odpowiadania przez studenta na pytanie:
          "Jak oceniasz znajomość tematyki przedmiotu przez prowadzącego zajęcia?"
          pozostawię bez komentarza
          • flamengista no ale tutaj 12.12.09, 09:54
            błąd polega na samych pytaniach, które są w ankiecie. Są po prostu bez sensu.
            Należałoby więc pomyśleć o zrobieniu lepszych ankiet.

            W przypadku profesorów i samodzielnych dodatkowy problem z ocenianiem jest taki,
            że ci prowadzą najczęściej wyłącznie wykłady (i seminaria, których się nie ocenia).

            A na wykładach na ogół frekwencja minimalna. Jak więc student ma oceniać
            zajęcia, na które nie chodzi?
            • adept44_ltd Re: no ale tutaj 12.12.09, 13:05
              hm, ocenia je, nie chodząc...
              • tocqueville Re: no ale tutaj 21.12.09, 23:34
                I ocenia na podstawie oceny z egzaminu :)
        • flamengista u nas jest (trochę) lepiej 12.12.09, 09:47
          Ankiety robimy w ten sposób, że dostaję zalakowaną kopertę z kwestionariuszami,
          którą mam przy studentach otworzyć na zajęciach (raczej pod koniec semestru, ale
          przed kolokwium zaliczeniowym).

          Studenci wypełniają ankietę, a następnie starosta je zbiera do koperty, zakleja
          i odnosi na portiernię.

          Wyniki trafiają do nas pół roku później, w formie syntetycznych wyników
          (zbiorczych).

          Mają spory wpływ na oceny okresowe asystentów i adiunktów, więc przynajmniej na
          nich jest to jakiś bat. Znam przypadki, gdy odebrano komuś konkretny wykład z
          powodu niskich ocen z ankiet. Obecnie mają być też nagrody dla najlepiej
          ocenionych wykładowców.

          Co do samodzielnych i profesorów, to mają nawet te ankiety, ale faktycznie mają
          niewielki wpływ na proces dydaktyczny. Jak wszędzie.
      • loleklolek_pl Re: o czym to świadczy? 12.12.09, 13:37
        Hmmm... Przecież jest wręcz odwrotnie. Wystarczy zadać przymus wypełniania
        ankiet oraz skonstruować je tak, że łatwiej jest odpowiedzieć na pytanie o
        jakość "dobrze lub bardzo dobrze". Wystarczy raz przeprowadzić w taki sposób
        ankiety, by już po roku móc się chwalić, że "Nasza dydaktyka jest najlepsza na
        świecie, a studenci nas wręcz z uwielbieniem kochają". Taka fasadowa wydmuszka
        oczywiście prędzej lub później pęka (niż idzie, do wojska już na siłę nie
        wcielają). No ale pozwala pławić się przez jakiś czas w samozadowoleniu :-).
        • medeah123 Re: o czym to świadczy? 21.12.09, 23:27
          Studiuję na dwóch kierunkach na Uwr. Na jednym z nich stworzono ankietę internetową. Jednak żeby ją wypełnić, trzeba było się zalogować na stronę podając numer indeksu... Wiadomo, czym to poskutkowało. Zainteresowanie studentów była raczej niskie, chociaż zapewniano nas, że ankieta jest w pełni anonimowa, a numer indeksu podajemy tylko po to, aby zweryfikować przynależność do uczelni oraz że profesor x nie bedzie wiedział, że to student y napisał to i tamto.
          Inaczej sprawa wygląda na moim drugim kierunku. Tam przy okazji egzaminów dla całego roku lub jakiegoś wykładu, który cieszy się dużą frekwencją czy wpisów rozdaje się ankiety papierowe. Myślę, że to jest optymalne rozwiązanie, nikt potem charakteru pisma nie będzie badał, a wszyscy i tak ją wypełniają.
          • flamengista sam zwróciłeś uwagę na problem... 22.12.09, 08:46
            medeah123 napisała:

            CytatInaczej sprawa wygląda na moim drugim kierunku. Tam przy okazji egzaminów
            dla całego roku lub jakiegoś wykładu, który cieszy się dużą frekwencją czy
            wpisów rozdaje się ankiety papierowe. Myślę, że to jest optymalne rozwiązanie,
            nikt potem charakteru pisma nie będzie badał, a wszyscy i tak ją wypełniają.


            1. Co z wykładami, które "nie cieszą się" dużą frekwencją? Bo takie stanowią
            większość na każdej uczelni. Ma je oceniać garstka najambitniejszych studentów,
            czy zmuszać na siłę tych co nie chodzą by wypowiadali się na temat, na który nie
            mają zielonego pojęcia? Co z reprezentatywnością takich badań?

            2. Przy okazji egzaminu ankieta? Chyba jakaś pomyłka - ankiety muszą być
            wypełniane przed egzaminem, a ich wyniki muszą być podawane wykładowcom
            po zakończeniu sesji. Inaczej nie ma to żadnego sensu.

            CytatNa jednym z nich stworzono ankietę internetową. Jednak żeby ją wypełnić,
            trzeba było się zalogować na stronę podając numer indeksu... Wiadomo, czym to
            poskutkowało. Zainteresowanie studentów była raczej niskie, chociaż zapewniano
            nas, że ankieta jest w pełni anonimowa, a numer indeksu podajemy tylko po to,
            aby zweryfikować przynależność do uczelni oraz że profesor x nie bedzie
            wiedział, że to student y napisał to i tamto.


            A jak inaczej to zrobić? Jeśli nie podasz numeru indeksu lub pesel, to de facto
            ankietę może wypełnić każdy. Również i sam wykładowca, chodząc od kafejki do
            kafejki, by zmieniać adres IP. W konsekwencji nieuczciwy wykładowca może sobie
            znacząco "poprawić" wyniki. Dokładnie tak samo, jak student-dowcipniś, który nie
            lubi wykładowcy. Skrzyknie się z kumplami z akademika czy stancji i wypełni 30
            ankiet, dając najniższe oceny.

            Moim zdaniem ankiety internetowe w ogóle się nie sprawdzają.
            • flamengista PS. 22.12.09, 08:47
              miało być: zwróciłaś, pardon za formę męską;)
              • medeah123 Re: PS. 22.12.09, 23:07
                Może źle się wyraziłam;) Ankiety rozdawane były tuż przed egzaminem, kiedy
                wiadomo było, że cały rok go zalicza i 99 jak nie 100 % studentów z roku
                znajduje się w sali.
                A co do wykładu, który cieszy się frekwencją dobrą- tak zrobili na moim
                pierwszym roku, bo było z góry wiadomo, że na wykładzie prof. x pojawia się
                średnio 85-90 % z nas, dlatego ktoś wymyślił, żebyśmy wtedy wypełnili ankiety-
                im większa liczba studentów weźmie udział w badaniu, tym wyniki będą bardziej
                wiarygodne.
                Pytania nie dotyczyły wszystkich wykładowców z którymi mieliśmy styczność w
                ciągu całego roku, a jeżeli ktoś na coś nie chodził, po prostu zaznaczał opcję
                'nie wiem', 'nie znam', 'nie chodziłem'. Co z reprezentatywnością? Można by
                zapytać o powód takiego nie chodzenia;) Jak 'nie chciało mi się', to można to
                olać, ale kiedy pojawiają się jakieś zarzuty co do sposobu prowadzenia, czy
                błędów merytorycznych, będących przyczyną zniechęcenia studentów do
                uczęszczania, to już może coś oznaczać.

                Co do ankiet internetowych to się zgadzam;)

Pełna wersja