ford.ka 25.01.10, 10:54 www.rp.pl/artykul/424450_Studia_blisko_domu_i_mamy.html I ktoś się jeszcze dziwi, że u nas nie ma mobilności naukowców? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
dala.tata Re: Mobilność 25.01.10, 11:14 a ze tak sie wyraze co ma piernik to wiatraka? artykul jest o studentach, a nie naukowcach. proste przelozenie zachowan studentow na zachowania pracownikow nie ma wiekszego sensu. rownie dobrze mozna by z tego ekstrapolowac zachowania lekarzy, prawnikow, inzynierow. pomijam juz, ze zakladanie ze pracownicy naukowi skladaja sie glownie z tych, ktorzy nie wyjechali z domu ma jeszcze mniej sesnu. same badanie zreszta jest dosc malo odkrywcze. no juz wiemy, ze ludzie studiuje w regionie. dzwne? no niespecjalnie, mysle ze mozna byloby to wymyslic bez badan. blizej i taniej to zalety studiow. pomijam juz to, ze to, ze na pierwszy rok przyjeto iles tam osob z Warmii nie znaczy, ze tyle zlozylo podanie (nie sadze zeby proporcje dramatycznie sie zmienily, ale jednak to kandydatow na studia nalezy badac). duzo ciekawsze byloby jednak zastanowienie sie kto zostaje, a kto jezdzi. ja podejrzewam ze bedzie tu silny element klasowy: jezdza ludzie glownie z klasy sredniej (i podejrzewam, ze i tu mozna by stratyfikowac), zostaja ci z nizszych. i w tym momencie zaczynamy sie czegos ciekawego dowiadywac o spoleczentwie. Odpowiedz Link
ford.ka Re: Mobilność 25.01.10, 11:50 Ale ja głupi jestem... A mnie się durnemu wydawało, że naukowcem zostaje się po ukończeniu studiów, a tu nie, to zupełnie inna grupa. Naukowcy są inni, to młodzi szaleńcy szukający nowych dróg! Nie ma także żadnego związku między tym, czy potencjalny doktorant ma gdzie mieszkać i z czego żyć w mieście, gdzie chce robić doktorat i tym, czy w ogóle pomyśli o tym, by robić jakiś doktorat. Nie ma żadnego związku z tym, że w większości miejsc, gdzie nie ma oszukanych studiów doktoranckich (t.j. takich gdzie przyjmuje się wszystkich kandydatów niezależnie od tego, czy znajdą się dla nich promotorzy), kandydaci spoza jednostki są bez szans (większość nie ma nawet szans na spotkanie z potencjalnym promotorem albo dowiaduje się, że jest lista oczekujących na trzy lata, ale kandydaci "miejscowi" mają pierwszeństwo). Nie ma też związku z tym, że UW i UJ praktycznie nie przyjmują do pracy doktorów z innych uczelni... Wszystko wyjaśni stratyfikacja społeczeństwa... Badanie preferencji kandydatów na studia wiele nie wniesie, bo teraz każdy kandydat (może za wyjątkiem geniuszy, którzy mają pewność, że dostaną się tam, gdzie chcą) zapisuje się na kilkanaście kierunków w różnych uczelniach i różnych miastach, a potem dopiero tak naprawdę wybiera pośród tych, które umieszczą go na odpowiedniej liście. A na koniec: można jak najbardziej ekstrapolować z tego badania zachowania lekarzy, prawników itd. Z tego banalnego powodu, że to mało konkretne badanie pięknie wyjaśnia wsobność tych właśnie środowisk. Jak ma być inaczej skoro składają się na nie ludzie z tego samego regionu i tej samej uczelni. Który prawnik, lekarz, naukowiec czy inżynier wystąpi przeciwko koledze z pracy, który jest też krajanem i kolegą ze studiów? Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Mobilność 25.01.10, 12:25 Wez... > kandydaci spoza jednostki są bez szans (większość nie > ma nawet szans na spotkanie z potencjalnym promotorem albo dowiaduje > się, że jest lista oczekujących na trzy lata, ale kandydaci > "miejscowi" mają pierwszeństwo). Kandydaci spoza jednostki trafiaja sie coraz czesciej. Jak ktos nie wie, z czego i u kogo chce robic doktorat i nie potrafi tego uzgodnic z potencjalnym promotorem przed przyjeciem na studia, to moze lepiej, zeby dal sobie spokoj. > każdy kandydat (może za wyjątkiem geniuszy, którzy mają pewność, że > dostaną się tam, gdzie chcą) zapisuje się na kilkanaście kierunków w > różnych uczelniach i różnych miastach Jest grupa kandydatow, ktorzy zapisuja sie tylko na jeden kierunek, poniewaz nie stac ich na pokrycie oplat rekrutacyjnych na wiecej niz jednym kierunku. Odpowiedz Link
dala.tata Re: Mobilność 25.01.10, 12:28 nie, nie wydawalo ci sie. jednak mnie glupiemu sie wydawalo, ze poszukiwanie pracy to to co innego niz studiowanie. bo wiesz w twoim rozumowaniu, to wlasciwie mozna by zrobic badania wskazujace, ze prawie wszyscy pierwszoklascisci chodza do szkoly niedaleko domu. a przeciez naukowcem mozna zsotac tylko konczac pierwsza klase, nie? i skad maja sie brac ci mlodzi napaleni uczeni, skoro chodzili do pierwszej klasy kolo domu....a potem do liceum lokalnie... i wlasnie daltego, ze rynek mieszkaniowy jest taki jak i jest, to mobilnosc studetnow, a ptem uczonych (choc z roznych powodow) jest ograniczona. ale to akurat wiemy bez badan. natomiast brak mobilnosci uczonych ma dodatkowy aspekt. niedawno byl tekst o tym ze UJ do pracy przyjmjje glownie ludzi po UJ (co ma do tego region, nie wiem, bo nalezaloby najpierw ustalic, skad sa mlodzi asystenci UJ czy UW - skoro 30 prc studentow jest spoza regionu) jak to sie przeklada na preferencje studiowania, nie wiem, ale na pewno mi wytlumaczysz. wiem, fordzie, ze dla ciebie swiat jest prosty i znow cos zdemaskowales.i kajam sie ze nie docenilem tego. Odpowiedz Link
kagan_pl Re: Mobilność 25.01.10, 13:18 Poczytaj sobie dalatato mily The Ascent of Money: A Financial History of the World niejakiego Nialla Fergusona, a dowiesz sie moze, ze posiadanie na wlasnosc domu czy mieszkania, istotnie zmniejsza mobilnosc pracownikow, w tym naukowych. Odpowiedz Link