eeela
11.02.10, 02:18
No więc szlag mnie trafia powoli.
Złożyłam pracę we wrześniu, obrona miała być w styczniu, mój external examiner
leci sobie w kulki, kontaktuje się z moją szkołą, kiedy mu się podoba,
odpowiadając na co dziesiąty mail. Obrona miała byc w styczniu, a do dzis nie
została ustalona jej data.
Pluję sobie trochę w brodę, bo to ja go zasugerowałam - jest ważny i uznany w
dziedzinie, ale nigdy nie publikował w temacie, którym się zajmuję, więc nie
miałam okazji się z nim nie zgadzać. Czyli: zainteresowany i oblatany na tyle,
żeby być egzaminatorem, nie na tyle, żeby trzeba się z nim było kłócić.
Tymczasem gość sobie bimba i nie zawraca głowy takimi drobnostkami jak
reagowanie na maile, telefony i listy od mojego wewnętrznego egzaminatora,
który jest odpowiedzialny za zebranie komisji w jednym miejscu i o jednym
czasie, coby się mojej pracy przyjrzeć. I tak już prawie pół roku.
Pytam się mojej promotorki, czy nie należy myśleć o zmianie externala, ale ona
twierdzi, że to bardzo ryzykowne posunięcie pod względem politycznym.
Środowisko jest bardzo małe, jednego ważniaka urażę tym, że go odsunęłam,
innego, że go proszę o egzaminowanie jako drugiego w kolejce, i takie tam.
Jestem więc w kropce. Pytam się, co tez ona sądzi, dlaczego ten mój external
tak się zachowuje. A ona mi na to:
- A bo on jest profesor starej daty.
Pfff! Dlaczego nie powiedziała mi o tym wcześniej? ;-)