Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoże

16.02.10, 01:59
Dobry wieczór,

podczytuję sobie to forum od dłuższego czasu, niekiedy też coś tu skrobnę, ale tym razem zakładam wątek autotematyczny ;) w nadziei na dobre rady starszych koleżanek i kolegów.
Dlaczego pytam na tym właśnie forum - widzę, że jest tu wiele osób pracujących naukowo, które piszą o działaniu wedle, nazwijmy to, międzynarodowych standardów: zdobywaniu funduszy na badania, publikowaniu w dobrych pismach, itd.
Jestem na ostatnim roku studiów humanistycznych i wszystko wskazuje na to, że pójdę na studia doktoranckie. Wybrałam sobie jako temat pracy magisterskiej kawałek poletka, które mnie naprawdę interesuje. Zagadnieniami z tegoż poletka chciałabym się zajmować dalej, w czasie studiów doktoranckich. Jest to tematyka dosyć wąska, którą zajmuje się może kilkanaście osób w Polsce, więc jest jeszcze sporo do zrobienia.
Mam już jakieś tam osiągnięcia studenckie - pracę w kole naukowym, wystąpienia na sesjach studenckich/doktoranckich i tym podobne, teoretycznie spełniam wszystkie wymagania, by otrzymać stypendium, bo na I roku studiów dostaje się je na podstawie wyników rekrutacji.
Niby wszystko OK, tylko że np. limit na dofinansowanie doktorantowi udziału w konferencji, zakupu literatury itp. wynosi limit 400 zł na rok kalendarzowy. Wiem, że w przypadku konferencji to jest coś takiego jak stypendia konferencyjne FNP, ale dostają je osoby, które"mają udokumentowany dorobek naukowy w dziedzinie odpowiadającej tematycznie konferencji".
Dostęp do literatury nie jest zły, jeśli chodzi o czasopisma - są dostępne dobre bazy. Gorzej z książkami. Przykład z dzisiaj: wypożyczyłam z wydziałowej biblioteki książkę wydaną przez MIT Press - okazało się, że nie jest to wcale oryginalna książka, tylko kserówka.
Inną dziedziną aktywności, która podlega ocenie w przypadku doktorantów, jest udział w projektach badawczych. No i tutaj znowu problem, bo z tego, co widzę, ciężko jest się w coś włączyć, co wynika z tego, że w całym instytucie składanych jest niewiele wniosków o granty. A znowu - MNiSW przecież nie przyzna mi samej grantu, jeśli nie mam dorobku...
Oczywiście nie jest tak, że planując studia doktoranckie, zajmuję się wyłącznie narzekaniem - mam już parę pomysłów, co mogę zrobić (w sensie nawiązania współpracy, zdobycia funduszy, wyjazdu). Być może jestem na etapie czarnowidztwa, bo jednak jak na razie wydaje mi się, że te studia wymagają początkowo głównie posiadania wolnych środków na pokrywanie kosztów tzw. "aktywności naukowej doktoranta" :]
Poza tym mam niestety porównanie z tym, jak to się dzieje w instytucie mojego męża "ściślaka" ;) doktoranta na I roku: do projektów są wciągani najlepsi studenci, większość doktorantów i pracowników ma oczywiście swoje granty, z których pokrywają koszty wyjazdów, zakupu sprzętu itp. Zupełnie inny świat. Podobne wrażenie mam, patrząc na strony zagranicznych uczelni (od razu dodam, że u mnie wyjazd na 3-4 lata nie wchodzi w grę).
Zasadnicze pytanie brzmi: jak zacząć, bazując na tych skromnych środkach, uprawiać niepozorowaną aktywność naukową? Od czego zaczynaliście jako młodzi pracownicy naukowi?
    • sanna-ho Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 02:23
      artykuł możesz już teraz napisać, korzystając z dostępnych baz i bibliotek - i
      opublikować go
      pomyśl strategicznie o pracy mgr - może da się ją przerobić na 2-3 artykuły?

      nie musisz zaczynać od konferencji na antypodach czy ściągania białych kruków
      zza oceanu;-)
      • kontodopisanianaforum Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 02:32
        Oczywiście, to, co będzie w pracy, postaram się opublikować - to jeden z tych
        pomysłów, o których pisałam.
        Nie zamierzam od razu lecieć do Australii. Dzisiaj widziałam bodaj z 10 ogłoszeń
        o konferencjach w Polsce, wszędzie są opłaty rzędu kilkuset złotych. Oczywiście
        w tym jest koszt wydania procka pokonferencyjnego. Słyszałam o pismach, w
        których płaci się za druk, ale to zupełnie nie ta półka :] Kilka sesji miało w
        nazwie "międzynarodowa", jednak w ich międzynarodowość bardzo wątpię.
    • niewyspany77 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 06:15
      jezeli moge cos doradzic to powiem tak: marzenia o miedzynarodowych
      konferencjach (krajowych zreszta tez) sobie odloz na pozniej. teraz skup sie na
      podstawach, czyli publikacjach. najprostsza droga do przekonania kogos, by w
      Ciebie inwestowal, jest twarda podkladka w postaci listy publikacji. kase ktora
      masz, inwestuj w ksiazki (przynajmniej na 1 roku).
      • chilly Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 08:41
        Wyjaśnię tylko, że różnica w dostępie do finansów na kierunkach
        ścisłych i humanistycznych wynika z algorytmu, narzuconego przez
        MNiSzW, w którym liczą się głównie punkty. Te otrzymuje się głównie
        za publikacje w czasopismach z LF, z wysokim IF, gdzie bez większych
        kłopotów publikują ścisłowcy i rzadko humaniści. Było te zresztą
        tematem wielu dyskusji na forum. Bo czy słuszne jest np., że za
        pisana przez 5-6 lat książkę dostaje się 12 pkt, a za artykuł można
        dostać nawet 24? Czy horrendalnie wysoka punktacja za patent (było 50
        pkt., nie wiem, jak obecnie). Patent nie musi być wdrożony, nie musi
        przynieść żadnych zysków. Wystarczy, ze jest. Nie musi tez dotyczyć
        nowej, skomplikowanej technologii - może proponować nowy sposób
        sznurowania butów.
        • paradygmat.poznawczy [...] 16.02.10, 12:22
          Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
          • charioteer1 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 14:48
            paradygmat.poznawczy napisała:

            > W mojej branży łatwiej
            > jest napisać książkę, niż opublikować artykuł za 24pkt.

            Dokladnie tak.
            • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 15:15
              no ale książka książce nierówna, więc to trochę bzdurne zdanie... bo co znaczy
              łatwiej... a po co pisać kiepską książkę?
              • charioteer1 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 15:51
                Adept, nadinterpretujesz. Ja sie w ogole o jakosci ksiazek nie wypowiadam. Tylko
                stwierdzam, ze w mojej dziedzinie latwiej jest opublikowac ksiazke za 12 punktow
                niz artykul za 24 punkty.

                Po pierwsze, dlatego ze w przypadku ksiazki za 12 pkt. zupelnie inaczej wyglada
                proces recenzyjny.

                Po drugie, dlatego ze zeby napisac artykul za 24 pkt., trzeba o wiele wiecej umiec.

                Po trzecie, pisze z perspektywy swojej dziedziny, a w mojej dziedzinie punktacja
                ministerialna jest calkowita pomylka i bywa tak, ze czasopismo o wyzszym IF ma
                mniej punktow niz czasopismo o nizszym IF. Wiec, sorry, jakosc czasopisma moze
                byc podobna, ale punktow mniej.

                Czwarte, piate i nawet szoste pewnie tez sie znajdzie, ale juz mi sie nie chce
                pisac.


                adept44_ltd napisał:

                > no ale książka książce nierówna, więc to trochę bzdurne zdanie... bo co znaczy
                > łatwiej... a po co pisać kiepską książkę?
                • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 18:23
                  Chario, nic nie nadinterpretowuję...kosmiczną bzdurą jest określenie książka za
                  12 punktów, porównywana z artykułem za 24 punkty, pokaż mi tu podstawę tego
                  porównania, przelicznik (i to nie jest specyfika twojej dziedziny), jakim cudem
                  wyliczasz, że książka za 12 punktów ma być kiepska??? proszę o empiryczne
                  przesłanki!!!
                  • charioteer1 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 18:36
                    Nadinterpretowywujesz! Gdzie znalazles w moim poscie stwierdzenie, ze ksiazka za
                    12 pkt. musi byc kiepska? Latwiej jest w mojej dziedzinie wydac ksiazke za 12
                    pkt. niz artykul za 24 pkt. Gdyby bylo odwrotnie, to zapewniam cie, ze byloby
                    mniej ksiazek, a wiecej artykulow.
                    • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 18:47
                      no dobra, nadinterpretowuję... ;-)
                      (acz będę się upierał, że zdanie "Latwiej jest w mojej dziedzinie wydac ksiazke
                      za 12 pkt. niz artykul za 24 pkt" - to przykład zastanawiającej semantyki - nie
                      mam obecnie nazwy na nią - pozbawionej sensu..., gdyż może to jest taka książka,
                      która ma pod sobą artykuł za 100 punktów...)
                      • charioteer1 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 18:56
                        Adept, artykul pod ksiazka? To zupelnie bez sensu!

                        Ja troche wiem, o co ci chodzi - ze mozna ksiazke pociac na artykuly i ksiazka
                        ma byc suma tych artykulow. Tylko ze to nie jest takie proste. Cykl produkcyjny
                        ksiazki trwa o wiele dluzej niz wydanie artykulu w czasopismie, wiec po prostu
                        nie oplaca sie dawac naprawde dobrych rzeczy do ksiazki, dlatego artykuly w
                        czasopismach licza sie bardziej. Wiem, ze w hardcore humanistyce jest inaczej,
                        ale ja nie jestem hardcore humanista. Ja w ogole nie jestem zaden hardcore, bo
                        ja sobie dryfuje miedzy dwoma dyscyplinami i ostatnio mnie coraz bardziej znosi
                        na ta druga strone.
                        • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 19:03

                          charioteer1 napisał:

                          > Adept, artykul pod ksiazka? To zupelnie bez sensu!

                          dlaczego?, prosiłbym też o zwrócenie uwagi dokładnie na to, co napisałem...

                          >
                          > Ja troche wiem, o co ci chodzi - ze mozna ksiazke pociac na artykuly i ksiazka
                          > ma byc suma tych artykulow. Tylko ze to nie jest takie proste.

                          nawet o tym nie pomyślałem...

                          Cykl produkcyjny
                          > ksiazki trwa o wiele dluzej niz wydanie artykulu w czasopismie, wiec po prostu
                          > nie oplaca sie dawac naprawde dobrych rzeczy do ksiazki, dlatego artykuly w
                          > czasopismach licza sie bardziej.

                          a to już zupełnie inna kwestia... (właśnie próbowałem zwrócić uwagę na jej
                          absurdalność) i dodam - kompletnie obca jest mi wizja tak pojętej opłacalności...

                          Wiem, ze w hardcore humanistyce jest inaczej,
                          > ale ja nie jestem hardcore humanista. Ja w ogole nie jestem zaden hardcore, bo
                          > ja sobie dryfuje miedzy dwoma dyscyplinami i ostatnio mnie coraz bardziej znosi
                          > na ta druga strone.
                          >

                          jak Odyseusz... ;-)
                          • charioteer1 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 19:15
                            adept44_ltd napisał:

                            > a to już zupełnie inna kwestia... (właśnie próbowałem zwrócić uwagę na jej
                            > absurdalność) i dodam - kompletnie obca jest mi wizja tak pojętej opłacalności.

                            Tobie moze byc obca, ale sa dziedziny, w ktorych naprawde liczy sie, kto
                            pierwszy przedstawil dany wynik i to jest najwazniejsze kryterium dobrosci.
                            Drugie miejsce juz sie nie liczy.

                            > jak Odyseusz... ;-)

                            O, nie, nie! Niech sie Humanistyka w szaty Penelopy nie stroi! ;-)
                            • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 20:29
                              ok, kwestia szybkości publikacji mnie przekonuje, ale daleko odbiegliśmy od początku
                              • charioteer1 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 21:03
                                No, chodzi tez o to, ze trudniej opublikowac, bo konkurencja jest wieksza.
              • paradygmat.poznawczy [...] 16.02.10, 16:45
                Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
          • matdokt Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 15:04
            paradygmat.poznawczy napisała:

            > O rany. Opublikować coś w czasopiśmie za 24 jest ciężko. Trzeba mieć naprawdę o
            > ryginalny pomysł, dobre badania, żeby nie odrzucili artykułu. W mojej branży ła
            > twiej jest napisać książkę, niż opublikować artykuł za 24pkt.

            W mojej działce nie wszystkie czasopisma za 24 pkt. z listy ministerstwa uważane
            są na świecie za czołowe (choć w drugą stronę to prawda: wszystkie czołowe mają
            24pkt.). Dlatego wcale nie jest tak ciężko umieścić coś w takim czasopiśmie.
            Jednak, przy wyborze czasopisma nie warto jest ślepo patrzeć na punkty.
            Najważniejsze jest aby ze swoją pracą dotrzeć do jak największego kręgu ludzi.
            • paradygmat.poznawczy [...] 16.02.10, 16:49
              Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
      • flamengista niewyspany ma rację 16.02.10, 08:48
        Ja jestem zatrudniony na uczelni, ale też pierwsze 2 lata pracy - to była
        wyłącznie lektura w bibliotece i pisanie prostych artykułów (opisówek, by
        zorientować się w temacie).

        Z oczywistych względów nie jeździłem z tym na żadne konferencje (z małymi
        wyjątkami - były chyba 2 krajowe), bo nie było z czym. W dodatku nie było na to
        pieniędzy.

        Czyli: najpierw napisać kilka artykułów, potem pojawia się szansa na coś więcej.
        Szczególnie, jeśli mówimy o humanistyce.
      • zielka Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 08:50
        Najpierw publikacje potem konfy, niewyspany? hm. Ja robilam raczej
        odwrotnie (co nie znaczy ze mam racje, zbyt wczesnie jest, zeby to
        stwierdzic).

        W sensie, te art. przed publikacjami warto obgadac, a gdzie
        najlepiej sie o nich mowi jak nie na konferencjach? Ja jestem fanem
        konferencji dla mlodych ludzi. Nie musze dodawac, ze wtedy tez
        poznaje sie stymulujace osoby pracujace nad podobnymi rzeczami, co w
        humanistyce jst podstawa przeciez.
        • niewyspany77 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 09:04
          alez jesli kolezanka, ktorej radzimy, ma kase na wyjazdy konferencyjne to jak
          najbardziej niech jezdzi. problem w tym, ze ona najpewniej bedzie miec dylemat:
          czy wydac pare stow na konfe polska (pare tysiecy na zagraniczna), czy kupic za
          to ksiazki. na pierwszy rok-dwa studiow zdecydowanie inwestowalbym w ksiazki.
          no, chyba ze dostanie 100% dofinansowania kosztow, wlacznie z kosztami podrozy.
          poza tym na konferencje tez trzeba z czyms jechac...
          • marialisboa Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 09:57
            Na mojej uczelni poza stypendium doktoranckim nie mogę liczyć na
            praktycznie żadne finansowanie konferencji etc. (jeszcze ten
            paskudny kryzys pozbawił nas wszystkiego...nawet o grantach
            uczelnianych można sobie pomarzyć).

            Każdy wyjazd na konferencję w Polsce to wydatek prawie
            jednomiesięcznego stypendium (opląta konferencyjna to często 400-600
            zł, plus dojazd, nocleg,często i wyżywienie we własnym zakresie....)
            Ostatecznie lepiej pojechać na zagraniczną konferencję.
            Na tych na których byłam do tej pory, podróż, noclegi, wyżywienie
            dosłownie wszystko było finansowane przez organizatorów....rzecz
            jasna o żadnej opłacie manipulacyjnej (konferencyjna danina) nie
            było mowy.
            Widać same plusy, publikacja gwarantowana bez zbędnych wydatków do
            tego wspaniała szansa poznania międzynarodowego środowiska -
            kontakty na wagę złota!
            Może to wydać się dziwne, ale polecam mały wywiad jeśli chodzi o
            konferencje poza Polską....nie taki diabeł straszny :)

            Pozdrawiam

            ps. Na tej stronie jest sporo ogłoszeń dotyczących międzynarodowych
            konferencji calenda.revues.org/
            • dala.tata Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 10:29
              jesli publikacja jest gwarantowana, to znaczy ze nie warto bylo tracic tekstu na
              te publikacje.
              • marialisboa Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 10:37
                dala.tata napisał:

                > jesli publikacja jest gwarantowana, to znaczy ze nie warto bylo
                tracic tekstu n
                > a
                > te publikacje.
                >

                Hmmmm nie do końca się zrozumieliśmy. W Polsce najczęściej płaci się
                za publikację w postaci opłaty konferencyjnej...i zazwyczaj zjawiają
                się na niej wszyscy którzy są w stanie zapłacić ten haracz...mam
                wrażenie, że to samonakręcająca się machina.

                Może faktycznie przesadziłam ze stwierdzeniem"gwarantowana".Jest
                wstępna selekcja wystąpień, do tego należy wykazać się jakimś
                dorobkiem naukowym żeby na niektórych konferncjach się pojawić.

                Dlaczego sądzisz, że nie warto tracić tekstu w takim wypadku?
                • niewyspany77 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 10:41
                  tu masz racje - konferencyjny haracz to de facto zrzutka na wydanie ksiazki. z
                  dala sie nie zgodze, ze nie warto. mysle ze zakladajac, iz tekst sie obronilby
                  tez w recenzowanym journalu, to w sumie nie bardzo widze roznice. w koncu
                  firmuje nazwiskiem swoj tekst, za inne niech sie wstydza inni.
                  • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:03
                    uściśliłbym (socjologicznie poniekąd) - jeśli to jedna z wielu, w pewnym sensie
                    anonimowych konferencji: nie warto, raczej nikt tego nie będzie czytał... jeśli
                    natomiast jest jakoś znana (cykl, ośrodek, redaktor etc.) to trochę warto
                    • marialisboa Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:09
                      Dzięki za uściślenie, o tym właśnie myślałam.
                      Publikacja w prestiżowym tomie pokonferencyjnym za granicą jest o tyle
                      "warta" naszego tekstu, że pozwala dać się poznać w świecie...a to
                      często przepustka do raju ;)
                      Miłego dnia wszystkim
                      • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:18
                        w prestiżowym tak
                        • niewyspany77 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:22
                          po czym poznac prestizowy od nieprestizowego?
                          • marialisboa Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:38
                            To się czuje.... ;)
                            Każdy jest chyba zorientowany w swojej dziedzinie i wie czego się
                            spodziewać po danym organizatorze.
                            Jeśli w programie konferencji widzę pewne nazwiska, to już wiem, że
                            będzie wysoki poziom...i jako zwykła, biedna doktorantka skaczę pod
                            sufit z radości, że będę miała okazję w końcu poznać te osoby :)
                            • dala.tata Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 18:47
                              wiesz co, ja tam wole nie czuc. pytanie niewyspanego jest jak najbardziej zasadne.

                              te wielkie nazwiska najprawdowpodioniiej nie beda w tym tomie, a jelsi beda to z
                              ogrzewanymi kluchami. nie ma pretizowych tomow pokonferencyjnych!


                              marialisboa napisała:

                              > To się czuje.... ;)
                              > Każdy jest chyba zorientowany w swojej dziedzinie i wie czego się
                              > spodziewać po danym organizatorze.
                              > Jeśli w programie konferencji widzę pewne nazwiska, to już wiem, że
                              > będzie wysoki poziom...i jako zwykła, biedna doktorantka skaczę pod
                              > sufit z radości, że będę miała okazję w końcu poznać te osoby :)
                      • dala.tata Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 18:46
                        nie wiem co to jest prestizowy tom pokonferencyjny. dla mnie to oksymoron.

                        chyba ze mowisz o malym sympozjum, na ktore zaprasza sie gwiazdy. ale to nie
                        jest tom pokonferencyjny, to po prsotu tom ktory mial poczatek w spotkaniu gwiazd.



                        marialisboa napisała:

                        > Dzięki za uściślenie, o tym właśnie myślałam.
                        > Publikacja w prestiżowym tomie pokonferencyjnym za granicą jest o tyle
                        > "warta" naszego tekstu, że pozwala dać się poznać w świecie...a to
                        > często przepustka do raju ;)
                        > Miłego dnia wszystkim
                  • dala.tata Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 18:44
                    jesli obronilbym sie w recenzowanym journalu, to nalezy go wyslac do
                    recenzowanego journala. tomy pokonferencyjne nie licza sie i nie powinny sie
                    liczyc do niczego.

                    niewyspany77 napisał:

                    > tu masz racje - konferencyjny haracz to de facto zrzutka na wydanie ksiazki. z
                    > dala sie nie zgodze, ze nie warto. mysle ze zakladajac, iz tekst sie obronilby
                    > tez w recenzowanym journalu, to w sumie nie bardzo widze roznice. w koncu
                    > firmuje nazwiskiem swoj tekst, za inne niech sie wstydza inni.
                • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:01
                  myślę, że zrozumieliście się ;-) idea książek pokonferencyjnych, w których
                  publikuje się za haracz to niestety kompletna patologia..., później recenzuje to
                  zazwyczaj znajomy, który wie, że ma w ręku rzecz wartą Nobla...
            • niewyspany77 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 10:34
              hmm, no ok, ale ten budzet konfernecyjny tez nie udzwignie kazdego doktoranta,
              ktory bedzie chcial jechac, prawda? wiesz, wkrotce aplikuje na konferencje,
              wszystko platne przez organizatorow (poza biletem), tylko... tylko ze te koszta
              pokrywane sa dla prelegentow, ktorych ma byc dokladnie 30.

              to o czym piszesz to wyjatek, owszem, bardzo komformtowa sytuacja, ale ilu
              polskich doktorantow ma taki komfort?
              • marialisboa Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 10:43
                niewyspany77 napisał:

                > hmm, no ok, ale ten budzet konfernecyjny tez nie udzwignie kazdego
                doktoranta,
                > ktory bedzie chcial jechac, prawda? wiesz, wkrotce aplikuje na
                konferencje,
                > wszystko platne przez organizatorow (poza biletem), tylko... tylko
                ze te koszta
                > pokrywane sa dla prelegentow, ktorych ma byc dokladnie 30.
                >
                > to o czym piszesz to wyjatek, owszem, bardzo komformtowa sytuacja,
                ale ilu
                > polskich doktorantow ma taki komfort?

                Nie mam pojęcia ilu....trzeba spróbować.Aplikując na pierwszą
                zagraniczną konferencję byłam przygotowana na pokrycie kosztów...a
                tu wielkie zdziwienie! Przyzwyczajona do płacenia za wszystko w
                Polsce byłam praktycznie zdruzgotana ;)

                Nie wiem czy to zasada, że na każdej konferencji płacą za wszystko.
                Może mam takie szczęście, bo jadę na kolejną, również all
                inclusive:) Cieszę się bardzo, bo gdybym miała nawet zapłacić za
                wszystko i tak bym pojechała. Jeśli zajmujesz się tematem który np w
                Polsce nie jest pupularny, a za granicą masz mnóstwo specjalistów to
                taka konferencja jest jak zbawienie!


                • eeela Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 12:42
                  > Nie wiem czy to zasada, że na każdej konferencji płacą za wszystko.


                  Bynajmniej. Może też zależy to od dziedziny, ale ja ani razu nie widziałam/byłam
                  na poważnej konferencji, której organizatorzy pokrywaliby jakiekolwiek koszty.
                  Widziałam (i sama zorganizowałam byłam) drobne konferencyjki dla postgraduate
                  students, w których są pewne refundacje, ale to właśnie dlatego, że
                  konferencyjki są drobne i organizatorzy muszą miec coś, co skusi ludzi do
                  przyjechania na nie. Sama na swoją nęciłam refundacją kosztów podróży, bo
                  chciałam mieć na niej ludzi nie tylko z Irlandii i UK. Poważne, zasłużone
                  konferencje z tradycjami zawsze mają opłaty, i nic nie refundują.
                  • marialisboa Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 12:51
                    eeela napisała:
                    Poważne, zasłużone
                    > konferencje z tradycjami zawsze mają opłaty, i nic nie refundują.
                    >
                    Pewnie od tej zasady są wyjątki, znam kilka konferencji poważnych z
                    tradycjami, które refundują wszystko. Są i takie które każą sobie
                    płacić nawet za przerwę na kawę a do poważnych nie należa....
                    Ostatecznie nie ma co aż tak generalizować.
                    • eeela Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 13:02
                      Ja mówię o swojej dziedzinie i o znanych mi konferencjach. Nawet nie
                      generalizuję, bo nie ma co generalizować: tak jest, i koniec. Drobne
                      konferencyjki refundują, poważne zdzierają kasę. W dziedzinie mojego partnera
                      jest tak również. Oczywiście, można się ubiegać o refundację od macierzystego
                      uniwersytetu czy innej organizacji, którą się reprezentuje, ale organizatorzy
                      uznanych konferencji za nic nie zwracają, biorą opłaty, w ramach tych opłat nie
                      gwarantują żadnych publikacji - a w ogóle publikacje pokonferencyjne to tutaj
                      rzadkość. Konferencje nie są po to, żeby publikowac, tylko żeby się spotkać i
                      przedyskutować, co u kogo słychać i kto nad czym pracuje.
    • dala.tata Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 10:28
      no ale ty chcesz robic doktorat z literatury a nie jezdzenia na konferencje.
      konferencje sa fajne, ale nie jest to warunek konieczny robienia dokotratu.
      konferencje nie sa centrum zycia naukowego. tym czyms sa publikacje.

      nie zgadzam sie tez z fla i niewyspanym. na konferencje warto jezdzic od razu.
      nie ma powodu, zeby nie zaprezentowac swej pracy mgr na konferencji, rowniez
      miedzynarodowej (aczkowliek dobrze zasiegnac opinii czy to prezentowalne). a
      potem probowac swoich sil.

      jednak, jeszcze raz: konferencje to nie jest powod dla ktorego robi sie
      doktorat, a odktorat nie jest czyms oc robi sie dzieki konferencjom.
      • niewyspany77 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 10:38
        no ale ja nie o tym. ja po prostu twierdze, ze jesli ma wydac pare setek/tysiecy
        na "zaprezentowanie" to na tym etapie lepiej wydac kase na warsztat. jak jej nie
        bedzie to walic po kieszeni - jak najbardziej.
        • dala.tata Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 18:42
          nie jestem tego taki pewny. kwestia priorytetow. i zalezy jaka konferencja i
          jaka reackcja na referat.

          niewyspany77 napisał:

          > no ale ja nie o tym. ja po prostu twierdze, ze jesli ma wydac pare setek/tysiec
          > y
          > na "zaprezentowanie" to na tym etapie lepiej wydac kase na warsztat. jak jej ni
          > e
          > bedzie to walic po kieszeni - jak najbardziej.
    • ford.ka Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:44
      Oto na co możesz liczyć, kiedy już będziesz doktorem i adiunktem:

      1. Pokrycie jeden raz w roku 2010 ze środków Wydziałowego Funduszu
      Naukowego: (i) kosztów podróży (publicznymi środkami lokomocji) na
      krajową lub zagraniczna konferencję naukową maksymalnie do 200 zł,
      (ii) opłaty konferencyjnej maksymalnie do 200,- zł, (iii) kosztów
      zakwaterowania podczas konferencji maksymalnie do 200,- zł.
      • wymogi:
      i. wniosek formalny skierowany do Dziekana WLS,
      ii. zgłoszenie i wygłoszenie referatu na konferencji,
      iii. zapewnienie przez organizatorów konferencji publikacji
      referatu w materiałach pokonferencyjnych,
      iv. adnotacja promotora popierająca wniosek
      v. opublikowanie przynajmniej dwóch tekstów naukowych (artykuł,
      recenzja, dyskusja; w tym przynajmniej jednego artykułu),
      vi. wykaz publikacji naukowych.

      Moja Rada Wydziału napisała to zupełnie na serio. Nie przyszło
      habilitowanym debilom do głowy, że jeśli PT
      organizatorzy "zapewniają publikację referatu w materiałach
      pokonferencyjnych" to znaczy, że nie warto się na takiej konferencji
      pokazywać nawet jak dopłacą... Zapomnieli też, że po doktoracie
      człowiek już zwykle nie ma promotora...
      • adept44_ltd Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:50
        masz w pełni rację... dodam tylko, że czekam na czas, kiedy różni debile (nie
        tylko habilitowani) przestaną się podniecać konferencjami, zwłaszcza takimi, na
        które mogą pojechać wszyscy i wszyscy publikują... wystarczy być...
        • niewyspany77 Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 12:01
          problem pojawia sie wtedy, gdy nie ma konferencji z selekcja
      • marialisboa Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 11:57
        Inne kuriozalne zalecenia to np. wybieranie "niezbyt drogich
        konferencji"
    • matdokt Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 14:55

      Oczywiście wyjazdy na konferencje nie powinny być celem samym w sobie.
      Najważniejsze są wyniki naukowe.
      Jest pewna praktyczna reguła: należy prezentować swoje wyniki na takich
      konferencjach i publikować w takich czasopismach, gdzie najwięcej osób jest
      potencjalnie zainteresowanych twoją pracą. Z drugiej jednak strony trzeba unikać
      sytuacji spotykania ciągle tych samych ludzi. To się czasem zdarza jeśli
      zajmujesz się wąską działką i niewiele osób jest w stanie zrozumieć twoje badania.
      • kontodopisanianaforum Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 19:12
        Dzięki za odpowiedzi.
        Oczywiście konferencje to był tylko przykład i zgadzam się, że to nie one są
        celem. Tyle że skoro punktowany jest udział w nich, a jednocześnie przyznawane
        doktorantom środki są jakie są, to cóż.
        • dala.tata Re: Dylematy doktorantki in spe - może ktoś pomoż 16.02.10, 20:03
          alez spoko, turystyka konferencja jest znanym i zasluzonym sportem pracownikow
          naukowych. i nie ma w niej nic zlego pod warunkiem, ze nie jest celem w sobie, a
          wiedzie do porzadnych pubkikacji.

          kontodopisanianaforum napisała:

          > Dzięki za odpowiedzi.
          > Oczywiście konferencje to był tylko przykład i zgadzam się, że to nie one są
          > celem. Tyle że skoro punktowany jest udział w nich, a jednocześnie przyznawane
          > doktorantom środki są jakie są, to cóż.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja