Dorobek habilitacyjny raz jeszcze

23.03.10, 11:15
Zainspirowany dyskusją Tocq z resztą świata, uważam że należałoby założyć
osobny wątek. Bo faktycznie sprawa jest ciekawa, a żywo dotyczy sporej części
forumowiczów.

No więc dla mnie nie ulega wątpliwości, że ocenia się dorobek po doktoracie.
Ok, niby sprawa jasna, ale nie do końca. Stąd kilka wątpliwości/pytań, które
mam nadzieję po części wyjaśnią doświadczeni koledzy i koleżanki.

1. Co to jest "dorobek podoktoratowy"?
Jeśli Kowalski obronił doktorat w sierpniu 2009, to niby dorobek podoktoratowy
to wszystko, co ukazało się od września 2009. No ale co z książkami i
rozdziałami w książkach, które ukazują się z datą roczną? Co z czasopismami,
które potrafią być wydane w czerwcu 2010 z datą 2009? Czy w tym przypadku
wystarcza deklaracja i wyjaśnienie autora dla komisji, czy też z automatu
liczy się wszystko, co jest opublikowane tylko w następnym roku kalendarzowym
i później. Czyli Kowalski obronił się w 2009, dorobek liczy mu się od 2010.

2. Jaki ma być ten dorobek?
Czy jest jakiś realny próg, który należy przekroczyć? Jak go liczyć? Czy ma on
charakter jakościowy, czy ilościowy? To zasadniczy problem, bo stoję teraz
przed trudnym wyborem. Albo koncentrować się na 3-4 dobrych artykułach rocznie
(2 - do publikowania w czołowych czasopismach polskich, 2 - niepolskich, w tym
aplikowanie na mityczną Filadelfię), albo brzydko mówiąc "trzaskać" masowo
pokonferencyjniaki w liczbie 15 rocznie. Ta druga opcja mało mi się podoba,
ale może jest koniecznością?

3. Czy jest sens pisać podręcznik/skrypt?
Z tego, co czytałem o dorobku ponoć też jest oceniana kwestia zaangażowania
dydaktycznego, ale raczej jako kwestia uzupełniająca, a nie podstawowy wymóg.

Będę wdzięczny za odpowiedzi - oczywiście subiektywne, w oparciu o
wasze własne doświadczenia (stąd warto od razu napisać, o jaką dyscyplinę tu
chodzi - by uniknąć niepotrzebnych awantur;)
    • tocqueville Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 23.03.10, 11:21
      No więc dla mnie nie ulega wątpliwości, że ocenia się dorobek po doktoracie.


      ale to dla nikogo nie ulega wątpliwości !
      niektórzy tylko twierdzą, że ocenia się RÓWNIEŻ dorobek przed doktoratem

      • flamengista odpowiem autoplagiatem 23.03.10, 11:25
        przeklejając moją wypowiedź z wątku firenzy:

        Cytatprzepisów na ten temat nie znam żadnych, ale pytając się starszych
        profesorów, którzy recenzowali już wiele prac habilitacyjnych słyszę zawsze to
        samo: liczy się dorobek po doktoracie. Czasem ten dorobek porównuje się z
        dorobkiem przeddoktorskim
        , ale działa to na ogół na niekorzyść kandydata!
        Czyli - skoro przed doktoratem tyle publikował, to czemu teraz jest tego tak
        mało?
        • tocqueville Re: odpowiem autoplagiatem 23.03.10, 11:44
          czyli jak widzę dominuje "widzimisie" - choć w ustawie nic nie ma na ten temat
          • adept44_ltd Re: odpowiem autoplagiatem 23.03.10, 11:50
            w ustawie nie ma też wielu innych kwestii, a są... ;-) dziwne, nie?
          • flamengista jakie widzimisię 23.03.10, 11:59
            Ja operuję na poziomie empirycznym, ale poziomie mikro.

            Jeśli chcesz wiedzieć, jeden z ekspertów którego pytałem o zdanie oceniał
            dorobek słynnego doktora M. I na tym przykładzie pokazał mi dobitnie, że sama
            ilość publikacji nie wystarczy.

            M. miał mnóstwo "rozdziałów" w monografiach. Rozdziałów liczących 3-4 strony...
            Do tego sporo tekstów które uznano za autoplagiaty - poza zmianą wstępu i tytułu
            w zasadzie identyczne artykuły.
        • tocqueville Re: odpowiem autoplagiatem 23.03.10, 11:48
          a jak ktos zrobi doktorat w wieku lat 40 (czy 45). mając duży dorobek
          niezwiązany z tematem doktoratu, to jak będzie chciał robic habilitację to nie
          wystarczy napisac dobrej rozprawy (np. w 3 lata)- musi jeszcze od nowa przez
          kilka lat gromadzić artykuły na NOWY dorobek?
          • adept44_ltd Re: odpowiem autoplagiatem 23.03.10, 11:55
            Tocq, ale ja powtórzę, dużymi literami, wcześniej pisałem małymi. RÓB JAK
            CHCESZ, ZOBACZYSZ, CO WYJDZIE...

            a krótka kwerenda w googlach pokazała mi, że to są wymogi formułowane przez rady
            wydziału, i są różnie zdefiniowane, ja na najstarszym miałem wyraźnie określone
            - po doktoracie, teraz znalazłem kilka pism i tam są różne określenie...
            to na co chciałem zwrócić uwagę, to raczej zdroworozsądkowość, że może być
            różnie, masz świetną rozprawę, nie ma problemu, masz mniej świetną ;-), może być
            różnie

            jak dla mnie temat skończony
          • flamengista na to wygląda 23.03.10, 12:01
            że niestety tak.

            Przy czym dorobek to często kwestia umowna. W przypadku takiej osoby może na
            przykład wystarczyć 4-5 dobrych artykułów w czołowych polskich czasopismach, a
            to da się osiągnąć nawet w rok.

            Wszystko przecież będzie zależało od komisji, oceniającej dzieło i dorobek.
    • niewyspany77 Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 23.03.10, 11:25
      brzydko mówiąc "trzaskać" masowo pokonferencyjniaki w liczbie 15 rocznie. Ta
      druga opcja mało mi się podoba, ale może jest koniecznością?


      tu Ci sie miesza, kolego. pokonferencyjniak moze byc dobrym tekstem, moze byc
      smieciem. Ty tez wspoldecydujesz. nie rozumiem tej nagonki na
      pokonferencyjniaki, moze to zalezy od branzy, ale moje sie recenzuje podobnie
      jak branzowe journale, czyli tak sobie (to moja prywatna opinia). tu problem
      jest inny - czy warto tracic punkty.
      • flamengista to nie ma żadnego znaczenia 23.03.10, 11:37
        użyłem terminu "pokonferencyjniak" w sensie alegorii publikacji masowej, niskich
        lotów. To samo można powiedzieć o zakładowych zeszytach naukowych, tomach
        jubileuszowych, okazyjnych monografiach etc.

        Istota problemu polega na tym, że nawet w naukach społecznych ciężko napisać 15
        dobrych artykułów w ciągu roku.
        • niewyspany77 Re: to nie ma żadnego znaczenia 23.03.10, 11:42
          a wytlumacz mi, czemu sie uparles na 15 rocznie?

          poza tym, co tak naprawde znaczy "niskich lotow"? ze sobie bajdurzysz,
          lesiujesz, cytujesz wiki i ogolnie bredzisz? mozemy sie posierac, czy dany wynik
          z badania jest mniej lub bardziej istotny, no ale nie do konca rozumiem "niskie
          loty". pogadamy? (i zeby nie bylo - pisze serio, tez interesuje mnie ten temat,
          wiesz o tym).
          • flamengista Re: to nie ma żadnego znaczenia 23.03.10, 11:53
            Czemu się uparłem na 15? A bo tak;) No bo 2 takie udane lata i masz dorobek na
            habilitację gotowy.

            Co to są "publikacje niskich lotów"? Tłumaczę. Publikacje:
            - u znajomych, którzy zapraszają cię do jakiejś publikacji licząc na wzajemność
            - w których 99% prac złożonych do recenzji zostało przyjętych
            - w których recenzja jest, ale rzadko ją dostajesz do wglądu. A jeśli dostajesz,
            to wygląda następująco:
            CytatWstęp zmienić na wprowadzenie. Wnioski końcowe na zakończenie
            (autentyk)
            - wydane w wydawnictwie no-name, po najniższych kosztach (stąd brak rzetelnej
            korekty redakcyjnej)

            Generalnie ja od takich publikacji się nie odżegnuję. Jasne, popełniam i takie
            ale zdaję sobie sprawę że takie teksty chluby mi nie przynoszą. Więc staram się,
            by było ich jak najmniej.
            • niewyspany77 Re: to nie ma żadnego znaczenia 23.03.10, 11:57
              mam teraz pilna robote wiec moze wypowiem sie dluzej pozniej, o ile bedzie taka
              potrzeba. ale:

              > Generalnie ja od takich publikacji się nie odżegnuję. Jasne, popełniam i takie
              > ale zdaję sobie sprawę że takie teksty chluby mi nie przynoszą. Więc staram się
              > ,
              > by było ich jak najmniej.

              i Ty chcesz na 30 takich sie habilitowac? stary...
              • flamengista nie, Boże uchowaj 23.03.10, 12:03
                może się nie zrozumieliśmy. Ja nie chcę i nie zamierzam takiego śmieciorobku
                produkować.

                Chodziło tylko o pytanie, czy jest to w ogóle możliwe. Ja odnoszę wrażenie,
                patrząc na niektóre osoby że tak:/
                • adept44_ltd Re: nie, Boże uchowaj 23.03.10, 12:06
                  niestety, to możliwe...
      • adept44_ltd Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 23.03.10, 11:47
        ale to pokazuje tylko, że branżowe żurnale macie do kitu, miałem ostatnio parę
        książek z twojej działki (szeroko pojętej) w ręku i włosy mi się zjeżyły,
        recenzenci byli, a jakże...

        ale co do jednego się zgodzę - są różne pokonferencyjniaki, też takie, w
        których warto być, z różnych powodów
        • niewyspany77 Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 23.03.10, 11:52
          zgoda, mozna powiedziec, ze na obecna chwile u mnie jeden pies, gdzie sie
          publikuje, roznica tylko taka, ze za zurnal mozna te pare punktow dostac, co
          jednak jakims tam atutem jest. reszta - zgoda pelna.
        • flamengista w 2 pokonferencyjniakach 23.03.10, 11:55
          wydanych przez moją katedrę w ostatnich miesiącach jest więcej autorów mających
          wybitny dorobek naukowy (międzynarodowy, mierzony cytowaniem w najlepszych
          czasopismach LF) niż w rocznikach niektórych czołowych polskich kwartalników.

          Więc można też wydać solidne pokonferencyjniaki, z tym się zgadzam.
    • adept44_ltd Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 23.03.10, 11:26
      z własnych doświadczeń

      1. myślę, że powinno się liczyć to, co wyszło po złożeniu pracy (jeśli problem z
      datami, ewentualnie wyjaśniasz)
      2. tu musisz zobaczyć, jak jest przyjęte w twojej dyscyplinie (istnieje formuła
      'znaczący' - wieloznaczna), w humanistyce mówi się o 20 dobrych tekstach.
      Problemem jest to, co piszesz: ilość, czy jakość? ja bym stawiał na jakość,
      choćby przez to, że zaczynasz być znany i nie jesteś wtedy anonimem z kopą
      natrzaskanych konferencyjniaków, których nikt nie zna... tylko podmiotem, fla, z
      którym chce się rozmawiać na kolokwium... ponadto istnieje szansa, że ciebie
      obejmą nowe zasady.
      3. nie ma takiego wymogu, więc specjalnie bym się tym nie zajmował.
    • niewyspany77 Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 23.03.10, 11:32
      nie doczytalem pkt 3 wiec moderatorze, nie bij.

      jesli chodzi o podrecznik/skrytp to zalezy jak bardzo czujesz, ze jest
      potrzebny. nie ma problemu z zaproponowaniem wlasnej wizji przedmiotu. ale to
      bardzo skomplikowany temat. w kazdym razie, dobry podrecznik tak czy owak bedzie
      doceniony.
      • flamengista ja raczej 23.03.10, 11:42
        widzę potrzebę podręcznika z 2 powodów:
        - do obu kursów, które prowadzę na poziomie I i II nie ma żadnego podręcznika po
        polsku. Jeden podręcznik byłby do obu tych kursów.
        - tematyka, w którą wszedłem przez doktorat i blisko 20 publikacji jest bardzo
        fajna, medialna i obecnie rośnie jej popularność. Paradoksalnie - na razie na
        uczelni nikt się tym nie zajmuje. Ale to się pewnie zmieni, szczególnie
        gdy widzę entuzjazm moich studentów (a sam krytycznie dodam, że dydaktyk ze mnie
        marny - skoro ich to interesuje, to widocznie sam temat musi być ciekawy).

        Stąd zagrożenie, że zaraz podobne kursy wymyślą inni. Nie chce mi się ciągle
        tworzyć nowych kursów, więc paradoksalnie bezpieczniej będzie napisać skrypt.
        Skrypt u nas to 60-80 stron, więc bez przesadyzmu. A jest jakaś satysfakcja, w
        dodatku robisz się nagle "ekspertem" na własnym podwórku.

        Cóż, zastanawiam się.
        • niewyspany77 Re: ja raczej 23.03.10, 11:46
          skoro widzisz zapotrzebowanie na wypelnienie luki, to jak najbardziej pisz. w
          sumie nie wiem, czemu wogole pytasz ;)
          • flamengista problem polega na tym 23.03.10, 12:05
            że ja przede wszystkim widzę sens w publikowaniu tekstów naukowych, szczególnie
            w tym roku.

            Chciałbym złożyć min. 7 artykułów - jeśli uda się to pogodzić z pisaniem
            skryptu, to fajnie. Ale obawiam się, że się nie uda;)
            • niewyspany77 Re: problem polega na tym 23.03.10, 12:19
              > że ja przede wszystkim widzę sens w publikowaniu tekstów naukowych, szczególnie
              > w tym roku.

              co jest specjalnego w tym roku? cos wie wydarzylo o czym nie wiem?

              > Chciałbym złożyć min. 7 artykułów - jeśli uda się to pogodzić z pisaniem
              > skryptu, to fajnie. Ale obawiam się, że się nie uda;)

              trzymam kciuki, ale Ty serio chcesz za 2 lata sie habilitowac?
              • flamengista Re: problem polega na tym 23.03.10, 12:51
                Na początku tego roku się obroniłem, więc nie można spocząć na laurach. Trzeba
                robić dorobek, bo ci co twierdzą że po doktoracie muszą "odpocząć" budzą się po
                4 latach z ręką w nocniku.

                Skąd ci się wzięły te 2 lata? Ja pierwsze 2-3 lata po doktoracie chcę poświęcić
                wyłącznie na produkowanie dorobku (a dokładniej: robieniu badań naukowych,a
                potem publikowaniu ich).

                Potem trzeba zacząć prace nad samą habilitacją, co zabierze sporo czasu ale przy
                okazji dorobek się też zwiększy.

                Będę zadowolony, jak pod koniec kontraktu 6-letniego dzieło będzie gotowe, a
                więc będzie podstawa do 3-letniego przedłużenia umowy.

                PS. Pamiętaj, że to są tylko plany, więc trzeba w nich uwzględnić wiele
                nieprzewidzianych okoliczności, na które nie masz wpływu...
                • dala.tata Re: problem polega na tym 23.03.10, 13:31
                  fla, masz racje! odpoczynek po doktoracie konczy sie tak jak w
                  sasiednim watku firenzy. idz za ciosem. przeloz doktorat na
                  publikacje i zacznij juz myslec co chcialbys zrobic w ramach badan
                  habilitacyjnych. zacznij juz czytac. powodzenia!
        • adept44_ltd Re: ja raczej 23.03.10, 11:49
          ok, ale to poza postawionym przez ciebie problemem. Albo tak - podręcznik taki
          może być dodatkowym bonusem
    • pfg Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 23.03.10, 15:37
      w mojej dziedzinie - fizyka - liczy się tylko dorobek po doktoracie,
      z wyraźną preferencją dla Listy Filadelfijskiej - artykułów spoza LF
      właściwie nie ma, słabo się liczą, ale jednak liczą, wystąpienia na
      konferencjach. Podręczniki, skrytpty liczą się bardzo słabo.
    • h_hornblower habilitacja z ekonomii 23.03.10, 17:45

      > 1. Co to jest "dorobek podoktoratowy"?

      Słyszałem skrajnie różne opinie. Rok po obronie niezłe czasopismo
      anglojęzyczne (aspirujące obecnie do LF) zamieściło mi artykuł o
      tytule bardzo podobnym do tytułu mojego doktoratu. Oczywiście było
      to skonsumowanie jego kluczowej części (właściwie oprócz -
      szerokiego - state of the art i "...a sprawa polska"). Zdaniem
      profesora A liczy mi sie to do dorobku. Zdaniem profesora B nic
      podobnego...


      > 2. Jaki ma być ten dorobek?

      W naszej dziedzinie podobno nie jest to nigdzie określone. Mam
      wrażenie, że lepiej mieć ilość niż jakość. Poza tym znam masę
      habilitowanych, których dorobek jest, na hm...(autocenzura) poziomie.

      Na marginesie. Ludzie mało książek piszą - nie mam tu na myśli
      zbiorówek typu "Uwarunkowania szeroko pojętego wzrostu regionów
      przygranicznych w kontekście Strategii Lizbońskiej i wyzwań
      globalizacji" i tzw. książek profesorskich. Może więc warto ksiażki
      pisać, zeby być zauważonym i ocenionym w zakresie dorobku?

      pzdr
      horny
      • flamengista Re: habilitacja z ekonomii 23.03.10, 18:53
        Tak, też odnoszę wrażenie że opłaca się popełnić książkę przed habilitacją.
        Problem w tym, że napisanie książki zajmuje sporo czasu... W tym czasie można
        napisać 10 artykułów.

        Ale pomysł warty rozważenia.
    • sendivigius O tempora o mores. 23.03.10, 19:24
      Czytajac wszystko co pisze flamengista powyzej mozna uwidacznia sie
      ogolne zjawisko. Jak zaczeto rozliczac naukowcow z ilosci publikacji
      to system szkolnictwa wyzszego odpowiedzial rozwojem dziedzin ktore
      nie sa nauka i publikacjami ktore nie sa naukowe.

      Fla pisze ze jest w stanie trzaskac rocznie po 15 publikacji;
      zawstydzajac tym Einsteina, nie mowiac o pomniejszych. Co prawda
      tylko w czasopismach "aspirujacych" do LF, ale kto sie tam na tym
      ostatecznie wyznaje.

      Wkrotce ktos rozsadny powie ze do nauki nalezy wniesc "elementy
      rynkowe" i "oceny parametryczne" i "excellence in leadership" i tych
      biednych fizykow co doginajac 14 po godzin w labie aby wymeczyc
      jedna publikacje na 9 miesiecy zredukuje jako "nieproduktywne
      relikty starego systemu".

      Powodzenia i wyszystkiego najlepszego.
      • adept44_ltd Re: O tempora o mores. 23.03.10, 20:00
        biednych fizyków???

        znam takich, którzy z jednego siedzenia w labie piszą 10 artykułów na LF, nie
        rozumiem problemu, Sendi, coś nie wyszło, znowu?
        • sendivigius Re: O tempora o mores. 23.03.10, 20:40
          adept44_ltd napisał:

          > biednych fizyków???
          >
          > znam takich, którzy z jednego siedzenia w labie piszą 10 artykułów
          na LF, nie
          > rozumiem problemu, Sendi, coś nie wyszło, znowu?


          Smialo wal nazwiska!

          (zeby bylo jasne - nie chodzi o dopisanych do publikacji szefow,
          znam bezczelnych dyrektorow instytutow co maja po 50+ rocznie,
          chodzi o pierwszych autorow).
          • adept44_ltd Re: O tempora o mores. 23.03.10, 20:59
            nie, nie chodzi o szefów...
      • h_hornblower etam... 23.03.10, 20:00
        jakie tam tempora... Rzecz nie jest nowa :)

        en.wikipedia.org/wiki/Publish_or_perish

        > biednych fizykow co doginajac 14 po godzin w labie aby wymeczyc
        > jedna publikacje na 9 miesiecy

        I jeszcze ma czas na forum... Czarodziej...

        Ale niestety muszę się zgodzic, iż zdecydowana wiekszość tego, co
        publikują ekonomiści w Polsce jest wtórna lub miałka. UWAGA:
        Oczywiście nie sugeruje, że tak stanie sie i w przypadku
        flamengisty.

        pzdr
        horny
        • flamengista głuchy telefon! 24.03.10, 08:52
          Oczywiście sendi zinterpretował po swojemu (tradycyjnie, dlatego nie mam już
          ochoty mu odpowiadać) mojego posta. Zupełnie na opak, a wy odnosicie się do tego
          co on napisał, że ja napisałem;)

          Stwierdziłem, że mogę popełnić 15 miałkich publikacji rocznie - tylko po co? Nie
          sprawiłoby mi to żadnej satysfakcji, musiałyby to być publikacje odtwórcze i bez
          większej wartości merytorycznej.
          • h_hornblower bynajmniej! 24.03.10, 16:04
            flamengista napisał:

            > Oczywiście sendi zinterpretował po swojemu
            > (tradycyjnie, dlatego nie mam już
            > ochoty mu odpowiadać) mojego posta. Zupełnie na opak, a wy
            odnosicie się do tego co on napisał, że ja napisałem;)

            Bynajmniej. Ja odnosze sie do tego, co napisał sendi. Jest
            oczekiwanie, ze się bedzie publikować, to się publikuje. Np. Panie
            Jurku, ale cztery rocznie to się powinno jednak... Wiec publikujesz.
            Nie ma powodu, by "cztery rocznie" odbijało sie pozytywnie na
            jakości publikacji. Przy okazji zauwazyłem, że poziom publikacji w
            dziedzinie ekonomii w Polsce mnie nie zachwyca - mówiąc oględnie. To
            tyle - na końcu dałem komentarz, ze nie mam oczywiscie na mysli
            przypadku flamengisty, który być może jest w stanie wyprodukować
            rocznie 15 artykułow, z których będzie dumny... I chyba ten
            komentarz wziałeś za głuchy telefon... :)

            pzdr
            horny


            • flamengista nie da się 24.03.10, 16:18
              Mój dobry kolega, megazdolny facet i pracoholik nie mający w zasadzie innych
              zainteresowań niż nauka publikuje ok. 10 prac rocznie. Ale z zakresu teorii
              zarządzania, w dodatku praktycznie wszystkie po polsku. Z drugiej strony,
              większość prac w solidnych polskich czasopismach, gdzie jednak są w miarę
              solidni recenzenci.

              To jest moim zdaniem górny limit "przyzwoitego" publikowania.

              Natomiast jeśli się chce publikować nie tylko po polsku, ale również w 2 innych
              językach - to już jest problem. Od blisko 2 miesięcy piszę artykuł (nie w języku
              angielskim, żeby była jasność) i dopiero zbliżam się do końca. A to w zasadzie
              troszkę ambitniejsza przeglądówka.

              CytatNie ma powodu, by "cztery rocznie" odbijało sie pozytywnie na jakości
              publikacji


              Racja, ale przecież musi być jakiś wymóg ilościowo-jakościowy. Każdy by tak
              chciał: tworzyć "wybitne dzieło" bez presji czasu i pieniędzy. W dzisiejszych
              czasach już nie da się tak uprawiać nauki.

              A co do poziomu publikacji ekonomicznych to się zgadzam. Weź jednak pod uwagę 2
              istotne czynniki:
              1. Niemożność zajmowania się prawdziwą ekonomią w czasach PRL. Mój dziadek,
              profesor fizyki w czasach PRL jeździł za granicę (WB, RFN, USA), a jego instytut
              zapraszał na konferencje i staże przyszłych noblistów. Nasi pierwsi ekonomiści
              wyjeżdżali do USA czy Niemiec dopiero od lat 60-tych, w dodatku incydentalnie. A
              zajmowanie się ekonomią rynkową nie było dobrze widziane, trzeba było piać z
              zachwytu nad ekonomią marksistowską.
              2. Boom edukacyjny lat 90-tych. Większość samodzielnych i adiunktów zaczęła
              masowo kształcić, bo z tego były wtedy spore pieniądze. Niestety, edukacyjne
              eldorado przełożyło się na zastój/zarzucenie badań naukowych przez sporą grupę
              pracowników uczelni ekonomicznych.
              • h_hornblower Re: nie da się 24.03.10, 17:01
                flamengista napisał:

                > większość prac w solidnych polskich czasopismach, gdzie jednak są
                w miarę solidni recenzenci.

                Z ciekawości. Jakie polskie czasopisma uważasz za solidne? Zarówno z
                obszaru ekonomii, jaki i zarządzania.


                > Racja, ale przecież musi być jakiś wymóg ilościowo-jakościowy.
                Każdy by tak chciał: tworzyć "wybitne dzieło" bez presji czasu i
                pieniędzy.

                Oczywiście, że tak. Moim zdaniem jednak powinien być on w wiekszym
                stopniu niz obecnie jakościowy.


                > A co do poziomu publikacji ekonomicznych to się zgadzam. Weź
                jednak pod uwagę 2
                > istotne czynniki:

                Zgoda. Dlatego jednak powinnismy postawić na jakość badań, z których
                być może będzie tylko jedna czy dwie publikacje rocznie, ale nie
                mające charakteru przelewania z pustego w próżne.

                pzdr
                horny
                • oluuu Re: nie da się 24.03.10, 19:55
                  Solidny jest przegląd organizacji TNOiK.
                • flamengista Re: nie da się 24.03.10, 21:22
                  Solidne polskie czasopisma ekonomiczne: Ekonomista, Gospodarka Narodowa,
                  Argumenta Oeconomica. Zarządzanie - tu nie jestem ekspertem, ale chyba:
                  Organizacja i Kierowanie, Ekonomika i Organizacja Przedsiębiorstwa.

                  Zgadzam się, że wymóg powinien być w większym stopniu jakościowy. Problem polega
                  chyba na tym, że nie ma chętnych by wprowadzić takie zmiany.
              • sendivigius Polityka prorodzinna na forum 24.03.10, 19:38
                flamengista napisał:

                Mój dziadek,
                > profesor fizyki w czasach PRL jeździł za granicę (WB, RFN, USA),


                Aaaaaaa.

                • flamengista bardzo zabawne 24.03.10, 21:24
                  Rozumiem, że wnuk piekarza też nie powinien pracować w zawodzie dziadka?
                  • tocqueville Re: bardzo zabawne 24.03.10, 21:30
                    myślę, że sendiemu chodziło o coś innego niż dziedziczenie zawodu :)
                    • flamengista ja od pewnego czasu 24.03.10, 21:56
                      nie wiem, o co sendiemu chodzi. I szczerze mówiąc, co raz mniej mnie to obchodzi.
                    • adept44_ltd rozpiszmy konkurs 24.03.10, 22:51
                      O co chodziło Sendiemu???
                      • charioteer1 Re: rozpiszmy konkurs 24.03.10, 22:58
                        Jak to o co? O to, ze wnuk piekarza nie moze byc cukiernikiem!
                        • pfg OT, dziedziczenie zawodów 25.03.10, 10:02
                          charioteer1 napisał:

                          > Jak to o co? O to, ze wnuk piekarza nie moze byc cukiernikiem!

                          Jest taki stary, sowiecki kawał:
                          - Czy syn generała może zostać marszałkiem?
                          - Nie. Marszałek przecież też ma syna.
                      • pr0fes0r Re: rozpiszmy konkurs 25.03.10, 10:21
                        adept44_ltd napisał:

                        > O co chodziło Sendiemu???

                        Jak to o co? O to, że fla to miernota naukowa, która utrzymuje się na uczelni
                        tylko dzięki koneksjom rodzinnym.
                        • adept44_ltd Re: rozpiszmy konkurs 25.03.10, 11:16
                          śmiała teza, kto da więcej?
              • chilly Re: nie da się 25.03.10, 17:36
                Większość poważnych prac naukowych wyrasta z solidnych badań. Nie uda
                się takich opublikować 15 w roku. Ale, ponieważ takie są warunki, pisze
                się też przeglądówki czy nawet zwykłe "wypracowania". daje to punkty,
                pozwalające np. przez kilka lat zajmować się spokojnie książką. Jednak
                nauka na tym traci.
      • oluuu Re: O tempora o mores. 23.03.10, 20:02
        To prawda. Powstają, zwłaszcza w naukach społecznych, takie dziwactwa, że ludzie
        starszej daty, którzy kończyli studia w latach 70-tych, chwytają się za głowę. I
        nie ma to nic wspólnego z rozwojem dyscypliny naukowej. Brakuje porównywalności
        badań i rozwoju "w głąb", zamiast tego są pobieżne i jednorazowe badania (nawet
        kilkuletnie badania to jednorazowe badania) na jakiś kosmiczny temat.

        A potem można już to wszystko wrzucić do kominka...
      • pfg Re: O tempora o mores. 23.03.10, 20:55
        sendivigius napisał:

        > Wkrotce ktos rozsadny powie ze do nauki nalezy wniesc "elementy
        > rynkowe" i "oceny parametryczne" i "excellence in leadership" i
        > tych
        > biednych fizykow co doginajac 14 po godzin w labie aby wymeczyc
        > jedna publikacje na 9 miesiecy zredukuje jako "nieproduktywne
        > relikty starego systemu".

        No wiesz, ja się boję, że to może nastąpić lada dzień...
    • matdokt Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 24.03.10, 02:57
      flamengista napisał:

      > 2. Jaki ma być ten dorobek?
      > Czy jest jakiś realny próg, który należy przekroczyć? Jak go liczyć? Czy ma on
      > charakter jakościowy, czy ilościowy? To zasadniczy problem, bo stoję teraz
      > przed trudnym wyborem. Albo koncentrować się na 3-4 dobrych artykułach rocznie
      > (2 - do publikowania w czołowych czasopismach polskich, 2 - niepolskich, w tym
      > aplikowanie na mityczną Filadelfię), albo brzydko mówiąc "trzaskać" masowo
      > pokonferencyjniaki w liczbie 15 rocznie. Ta druga opcja mało mi się podoba,
      > ale może jest koniecznością?

      Według mnie lepiej jest miec 2-3 prace z pediodykach z LF niż nawet 15 prac w
      średnich polskich czasopismach. Liczy się jakość a nie ilość.
      Pokonferencyjniaki, to można robic jak się zostanie profesorem.

      Mi ostatnio przyjeli prace do czasopisma, które na liście MNiSW ma 15 pkt.
      Pochwaliłem się tym mojemu byłemu promotorowi doktoratu, a on mi na to, że nie
      mam się czym chwalić, bo to przeciętny journal, i że chwalić się można jak się
      ma prace w takich za 24 pkt.
      Myślę, ze on sobie zażartował, aczkolwiem może pod moją nieobecność nastąpiła
      rewolucja w Polsce?
      • salzburg Dorobek 24.03.10, 10:51
        Cóż tzw. dorobek to troche fikcja - zwłaszcza jeżeli ma on powstawac obok
        głównego nurtu badań. Oczywiście nalezy miec publikacje - lepiej mniej a w
        czasopismach liczących się w środowisku niż wiele w innych (nawet jak sa to
        czasopisam za 6 punktów ale Prace Naukowe własnej czy zaprzyjaźnionej uczelni).
        Uczestniczyłem już w wielu habilitacjach i nie zdażyło się by recenzenci
        zarzucali, że artykuły z dorobku były tematycznie zbieżne z pracą habilitacyjna.
        Jeżeli mieli zastrzeżenia to głównie do tego gdzie się publikuje.
        Więc najlepiej - nie nastawiać się, że np. 3 lata "robie dorobek" a potem
        zabieram sie za habilitacje. Należy wybrać od razu temat habilitacji - zaząć
        pracowac i sprawozdawać postęp prac publikując wyniki z tych badań (i około
        nich) w Ekonomiście, Argmenta Oeconomica, Gospodarce Narodowej, Kwartalnik
        Historycznym, RDSG, i oczywiście w periodykach na zachodzie. I jak będzie takich
        publikacji z 10 + drugie tyle materiały pokonferencyjne itd to nikt sie do
        dorobku nie przyczepi.
        Ps. jak czytam, że ktos może rocznie napisać 15 artykułów to ręce mi opadają -
        albo wcześniej siedział 3 lat w archiwum lub laboratorium i z niego nie
        wychodził, albo kompiluje. Jedno pewne na większość takich artykułów "szkoda
        czasu i atłasu".
        • h_hornblower Re: Dorobek 24.03.10, 16:42
          Widac wyraźnie z powyższej dyskusji, iz nie ma sensu przenosić
          doświadczeń z jednych dziedzin na inne, bo bardzo różne panują w
          nich zwyczaje habilitacyjne.

          Ja wypowiadam się na temat dziedziny ekonomia. Salzburg napisał:

          >Oczywiście nalezy miec publikacje - lepiej mniej a w
          > czasopismach liczących się w środowisku niż wiele w innych (nawet
          jak sa to czasopisam za 6 punktów ale Prace Naukowe własnej czy
          zaprzyjaźnionej uczelni).

          Absolutnie nie jest to dla mnie oczywiste. Choć chciałbym, żeby tak
          było.

          Salzburg zaleca publikować w:

          > Ekonomiście, Argmenta Oeconomica, Gospodarce Narodowej {Kwartalnik
          Historycznym, RDSG}

          To uznane u nas tutuły (zwłaszcza ten pierwszy, dwa ostatnie wziałem
          w klamrę, bo sa z trochę innej bajki), zawsze jednak jest pokusa,
          żeby publikować "na pewniaka" w Zeszytach Uczelnianych. Też za 6
          pkt, bez stresu że nie przyjmą, a i dorobek przyrasta jakoś
          szybciej...


          > i oczywiście w periodykach na zachodzie.

          Póki co nie jest to oczywiste - ilu polskich ekonomistów
          afiliowanych na polskich uczelniach tam publikuje? :)

          Ja staram się "iść drogą Salzburga", niemniej jednak jak patrze na
          kariery "młodych zdolnych" (habilitacja 2-3-4 lata po doktoracie) to
          widze, że w kontekście dochrapywania się habilitacji i profesury
          podwórkowej moze to nie być droga optymalna w polskiej ekonomii AD
          2010.

          pzdr
          horny

          • salzburg Re: Dorobek 24.03.10, 17:15
            Pisze także o ekonomistach. Recenzenci są na tyle rozsądni, że nie patrzą na
            ilosć tylko jakoś i gdzie się publikuje. Co tu dużo gadać pewną rozpoznawalność
            w środowisku masz jak publikujesz w periodykach ogólnopolskich, a nie
            regionalnych. Jest także oczywiste, że od kogoś kto robi habilitacje w 6 lat po
            doktoracie oczekiwania ilościowe są inne niż od kogoś kto robi ją z 20 letnim
            poślizgiem.
            Na maraginesie ci co robią habilitacje szybko - w 4-5 lat po doktoracie od razu
            szukają ciekawego tematu i koncentrują się na badaniach i pisaniu. Dorobek jest
            pochodną głównego tematu. Gdyby kombinował tu habilitacja, a tu dłubie na boku
            inny temat to w dwadzieścia lat nie zrobi, bo jest jeszcze dydaktyka, rodzina, 2
            etat itd.
      • chilly Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 24.03.10, 17:32
        Niestety, matdoktorze, to zależy od dziedziny nauki. W ostatnich
        latach wydział/instytut w sprawozdaniu wykazywał publikacje w liczbie
        tylko dwukrotnie większej od liczby pracowników. Ponieważ w każdej
        niemal jednostce z zakresu fizyki/chemii/(matematyki?) znajdzie się
        kilku wybijających się naukowców, mających po kilka artykułów rocznie
        w najwyżej punktowanych czasopismach, więc w efekcie dyrekcja zaczyna
        "śrubować" wyniki, tak aby sprawozdać tylko publikacje za 24 pkt.,
        no, najwyżej za 20 pkt, a 10-15-punktowe zaczynają być traktowane
        niemal jak porażka (choć punktacja zależy w dużej mierze od
        specjalności). Na szczęście, w humanistyce tych problemów nie ma :)
        • sendivigius Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 24.03.10, 20:30
          chilly napisał:

          Na szczęście, w humanistyce tych problemów nie ma :)


          No i dzieki Bogu. Taniec chocholow trwa.
    • pfg No i co na to powiecie? 25.03.10, 17:11
      Dzisiaj na Radzie Wydziału odbyła się bardzo długa dyskusja na temat
      nadania tytułu naukowego pewnemu człowiekowi. Długa była nie tyle
      dyskusja, ile odczytywanie in extenso wszelkich recenzji i
      protokołów. Wiąże się to z tematem tego (i sąsiedniego) wątku, więc
      postanowiłem zrelacjonować (po raz kolejny narażając się, że ktoś mi
      zarzuci ujawnianie tajemnic etc).

      Sytuacja jest taka: Dr hab., prof. UJ. Habilitacja w 2001 lub 2002.
      Po habilitacji - zwracam uwagę: dyskutowany jest tylko dorobek po
      habilitacji - 30+ prac w czasopismach z LF, w tym dwie w Nature, 20+
      w materiałach pokonferencyjnych. Wypromował jednego doktoranta, dwóch
      dalszych swoje doktoraty pisze. Wniosek o tytuł naukowy. Trzy
      recenzje pozytywne, jedna negatywna. Wniosek komisji: przyznać tytuł.

      Dziekan zaprosił na radę tego recenzenta, który dał negata.
      Przyjechał.

      W czym był problem? Otóż wszystkie prace kandydata po habilitacji
      były zbiorowe, od kilkunastu do kilkudziesięciu autorów. To nawet nie
      był główny problem, bo to były prace "kolaboracyjne", z udziałem
      ludzi z instytucji rozsianych dosłownie po całym globie. Większym
      problemem było to, kandydat w nieco mniej niż połowie prac był jednym
      z pierwszych autorów, co oznacza, że w znacznym stopniu przyczynił
      się do odkrycia, w pozostałych, czyli w nieco więcej niż w połowie, w
      tym w pracach z Nature, był gdzieś daleko, to znaczy, że po prostu
      był członkiem zespołu badawczego. W dodatku nie miał zaproszonych
      wykładów na konferencjach międzynarodowych ani grantów, którymi
      kierował. No i powiedzcie sami, czy taki delikwent zasługuje na tytuł
      naukowy? Jeden recenzent stwierdził, że nie, bo co prawda ta grupa
      prac, w której udział kandydata był wiodący, była OK, ale słabsza niż
      niegdysiejsza habilitacja kandydata.

      Jednak Rada, po dyskusji, uznała, że profesor, który dał negata,
      postawił zbyt zaporowe warunki. Ostatecznie wniosek o tytuł został
      uchwalony - 2/3 Rady było za, 1/3 wstrzymała się lub była przeciw.
      Teraz trafi to do Senatu UJ, który zapewne zagłosuje jak Rada, a
      potem do CK. Ta się może do negatywnej recenzji przyczepić.
      • charioteer1 Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 17:22
        A na ile bliskie sa zainteresowania naukowe recenzenta dziedzinie kandydata do
        tytulu?
        • dala.tata Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 18:00
          pytanie, jak dla mnie nie zachodzi. oczywisice, recenzent powinien byc
          specjalista, jednak zeby napisac recenzje profesorska bynajmniej nie trzeba byc
          specjalista w poddziedzinie podzdziedziny kandydata.



          charioteer1 napisał:

          > A na ile bliskie sa zainteresowania naukowe recenzenta dziedzinie kandydata do
          > tytulu?
          >
          >
        • pfg Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 22:29
          charioteer1 napisał:

          > A na ile bliskie sa zainteresowania naukowe recenzenta dziedzinie
          > kandydata do
          > tytulu?

          Nie moja dziedzina, więc nie wiem. Obaj pracują w tej samej pod-dyscyplinie nauk fizycznych, ale ona jest na tyle szeroka, że mogą zajmować się różnymi rzeczami. Ale nie, nikt nie miał nawet cienia podejrzeń, że recenzent jest niekompetentny lub złośliwy. Raczej bardzo wymagający. To nie było powiedziane wprost, ale ten recenzent był chyba wyznaczony przez CK (nie pamiętam poprzednich głosowań w sprawie tej profesury i nazwisk recenzentów, których powołała nasza Rada). Ważne pytanie brzmi - czy ten był za bardzo wymagający, czy pozostali zbyt łagodni? Ja byłem na tej Radzie, ale ocenić nie umiem, wyście nie byli, więc też nie ocenicie :-) Napisałem o tym jako o przykładzie sytuacji, w której ocena dorobku wcale nie jest oczywista.
      • dala.tata Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 17:58
        no to sie odezwe, bo ja wlasnie mam na biurku ok 10 podan o profesure na moim
        uni - jestem w komisji profesorskiej - jednym z 4 czlonkow. i wlasnie sie
        zastanawiam, czym jest profesorskie cv. wielokrotnie pisalem recenzje
        profesorskie, ale zawsze sie na nie najpierw zgadzalem.teraz spadly mi na biurko
        podania z roznych dyscyplin, do ktorych musze sie ustosunkowac. i musze przyznac
        ze to nie jest latwe.

        oczywiscie, trudno sie wypowiadac, nie widzac cv, jednak 30 tekstow w ciagu 8
        lat to, jak dla mnie niezly wynik (tych pokonferencyjnych nie licze, bo one sie
        nie licza). rzeczywiscie zastanowiloby mnie wspolautorstwo, zdecydownaie
        chcialbym przynajmniej kilku tekstow, gdzie kandydat jest pierwszym autorem, a
        kilkunastu gdzie jest jednym z 2-3 pierwszych autorow.

        jednak bardziej niz to, zastanowiloby mnie, ze nie mial grantow - szczegolnie w
        naukach scislych tutaj bez grantow, nie ma profesury i tyle (w naukach
        spolecznych granty sa mile widziane, w naukach humanistycznych tez, ale brak nie
        stanowi problemu). i dla mnie to chyba to byloby kluczowe

        zupelnie nie intrsowalby mnie brak zaproszonych wykladow - te zaproszenia, poza
        absilutnymi gwiazdami, wynikaja z umiejetnosci networkingu, a jak ktos nie lubi
        sie usmiechac czy chodzic na piwo, to nie jest zapraszany. widzialem wiele
        wykladow zapraszanych, ktore pwodowaly podniesienie brwi na wysokosc pierwszego
        pietra.

        i tyle. jestem z recenzentem negatywnym.
        • dala.tata PS 25.03.10, 18:06
          dodam jeszcze ze przekladanie ksiazek (niektorzy z nas je pisza) na artykuly,
          wydawnictw na jakosc, czasopism na wydawnictwa, jest niestety sakramencko
          trudne. jaka jest relacja meidzy ksiazka w Peter Lang a w Edwin Mellen. ale czy
          ksiazka w CUP to to samo co ksiazka w Continuum? niestety nie ma prostych
          odpoweidzi na te pytania.

          i wiem po sobie, ze w pewnym momencie, z zalem to mowie, uciekam sie do
          'argumentu' typu: to nie jest profesorskie cv. dlaczego? bo nie jest, bo ja tak
          mowie, bo jestem profesorem.

          i czasem bardzo chcialbym moc skwantyfikowac wszystko, wrzucic do komputera i
          dostac odpwoiedz: profesor - nieprofesor. niestety tak sie nie da.
          • adept44_ltd Re: PS 25.03.10, 19:30
            no właśnie w komputerze chyba się nie da (może to i dobrze) i pozostaje
            przekonanie, że ktoś jest Kimś w dyscyplinie
            • charioteer1 Re: PS 25.03.10, 19:40
              Ale nie musisz patrzec w cv, zeby wiedziec, ze ktos jest Kims. Osoba z zewnatrz
              tego nie wie.
        • charioteer1 Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 18:48
          Nie znam odpowiedzi na pytanie i nie jestem po niczyjej stronie. Mam jedynie
          watpliwosci.

          Wykaz osiagniec w cv daje bardzo dobry ogolny poglad, ale nie odpowiada na
          pytanie: jaki jest wklad kandydata w rozwoj jego dziedziny badan? Mozna miec
          duzo publikacji w dobrych miejscach, a mimo to nie wniesc wiele istotnego.

          Zwyczaje publikacyjne i nie tylko w pokrewnych dziedzinach czasami sa
          diametralnie rozne. Dla jednych Peter Lang moze byc waznym wydawnictwem, dla
          innych trzeciorzedny bedzie Mouton i Sage.

          Co do kolejnosci autorow tez mam watpliwosci i to od dawna. Pierwszy autor to
          czesto ten, ktory odwalil cala robote. Czy od kandydata na profesora
          rzeczywiscie oczekuje sie przestania ilus godzin przy stole laboratoryjnym, czy
          umiejetnosci kierowania praca innych?
          • mr.mud Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 19:25
            no własnie, mam gro dorobku w którym jestem ostatnim (z reg. trzecim) w
            kolejności autorem, choć pomysły na publikacje wyszły ode mnie a i gro
            merytorycznej roboty popełniłem, zatem czuję się głównym prowodyrem. Kolejność
            nazwisk ustalana była w porządku alfabetycznym.

            Zatem co w końcu decyduje o wkładzie? pisemne oświadczenie współautorów czy
            ułożenie kolejności nazwisk???
            • dala.tata Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 19:39
              uklad alfabetyczny jest czy m innym i jesli tak masz, to w pisalbym w tzw.
              covering letter ze wlasnie tak jest.

              kiedys slyszalem opowiesc o facecie ktory pisal z kolega i zdecydowali w pewnym
              momencie, ze zawsze beda mieli uklad alfabetyczny, zeby zaczeli sie kjarzyc jako
              Bolek i Lolek, a nie raz lolek, raz boelk, raz tola. no i przy procedurach
              profesorskich byl potrzebny list od wspolautora wyjasniajacy ze byla taka umowa.

              mr.mud napisał:

              > no własnie, mam gro dorobku w którym jestem ostatnim (z reg. trzecim) w
              > kolejności autorem, choć pomysły na publikacje wyszły ode mnie a i gro
              > merytorycznej roboty popełniłem, zatem czuję się głównym prowodyrem. Kolejność
              > nazwisk ustalana była w porządku alfabetycznym.
              >
              > Zatem co w końcu decyduje o wkładzie? pisemne oświadczenie współautorów czy
              > ułożenie kolejności nazwisk???
          • dala.tata Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 19:41
            no ale wklad jest rowniez problemem. czy jesli napisze artykul, ktory pozniej
            staje sie przyczynkiem do odkrycia to to jest wklad czy nie? przeciez to nie ja
            odkrylem.

            kolejnosc autorow ma rozne znaczenia w roznych dyscyplinach. jednak w naukach
            spolecznych dobrze od czasu do czasu byc tym pierwszym.
            • flamengista Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 20:13
              U nas układ jest jasny. Pierwszy autor miał główny wkład w dzieło. Pozostali -
              znacznie mniej.

              Oczywiście zdarzają się odstępstwa, ale jednak lepiej być tym pierwszym. To nie
              biochemia, gdzie autorów może być kilkunastu.
            • charioteer1 Re: No i co na to powiecie? 26.03.10, 00:05
              dala.tata napisał:

              > kolejnosc autorow ma rozne znaczenia w roznych dyscyplinach. jednak w naukach
              > spolecznych dobrze od czasu do czasu byc tym pierwszym.

              Dla mnie to jest problem, bo z punktu widzenia potencjalnego recenzenta dobrze
              byc pierwszym, ale mnie w niektorych konfiguracjach eksperymentalnych jednak
              bardziej wypada byc ostatnim.
        • pfg Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 22:38
          dala.tata napisał:

          > jednak bardziej niz to, zastanowiloby mnie, ze nie mial grantow

          Prawdę powiedziawszy, ten zarzut był podniesiony także w innej
          recenzji, której końcowy wniosek był jednak pozytywny. Odpowiedź
          padła taka: człowiek pracuje w dużym, międzynarodowym zespole,
          finansowanym prze duże, międzynarodowe granty i na kierowanie
          własnym, niezależnym grantem nie miałby czasu. Natomiast cały zespół
          potencjalnie mógł był wykonywać projekty zaproponowane przez
          kandydata (takie granty w grancie) - tak się jednak nie stało i to
          uważano za istotny brak. Czy kandydat sam niczego nie proponował, czy
          jego propozycje odrzucano - nie wiem. Za to dzięki kandydatowi do
          tego zespołu w ogóle trafili ludzie z Polski, w tym doktoranci
          kandydata.
      • dr_pitcher Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 22:47
        do "pfg" - ciekawa historia. Ja bym jednak glosowal przeciw.
        W wielu uczelniach na zachodzie do promocji licza sie li tylko publikacje jako
        pierwszy (napisal), albo ostatni (zalatwil grant). Reszta wykazuje, ze delikwent
        jest dobrym kolaborantem, ale nie koniecznie wskazuje na "tworczosc",
        samodzielnosc czy oryginalnosc. Lezy oto przed mna podanie do komitetu
        promocyjnego mojego wydzialu podanie faceta o przyznanie tytulu pelnego
        profesora. Facet jest wspolautorem 230 publikacji (w ciagu 15 lat). Ale tylko 20
        jako pierwszy lub senior autor. Recenzji merytorycznych jest 8. Tylko jedna jest
        pozytywna. Aplikant jest znakomitym teoretykiem i liczy przerozne modele dla
        eksperymentalistow. Ale tylko tyle. Sa to badania innych. Faktem jest, ze bez
        jego udzialu publikacje bylyby slabsze, tym niemniej ...
        • dala.tata Re: No i co na to powiecie? 25.03.10, 23:33
          mamy na uni takiego profesora. jego cv jest na kilka kiklometrow. tyle ze jego
          wklad w artykuly to tylko liczenie. zaawansowane, ale tylko liczenie. jednak
          dostal profesure. uznano, ze choc nie jego badania, bez niego wyniki tych badan
          nie ukazalyby sie.

    • darek12345 Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 26.03.10, 21:08

      > 2. Jaki ma być ten dorobek?

      A co myślicie o takim pomyśle, żeby kandydat do otrzymania hab. lub prof. musiał
      mieć określony indeks cytowań.
      Np. wg Scopusa
      www.scopus.com/search/form/authorFreeLookup.url
      index h > 2 do hab.
      i np. index h > 4 do prof.

      I to byłby warunek konieczny, żeby w ogóle rozpocząć jakąkolwiek procedurę.

      Oczywiście wielu obecnych prof. ma ten index h = 0, ale trudno niech mają już te
      tytuły nie będziemy im odbierać ;-)
      • niewyspany77 Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 26.03.10, 22:11
        scopus? ok, propozycje dla humanistow tez poprosze.
        • darek12345 Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 26.03.10, 23:22
          > scopus? ok, propozycje dla humanistow tez poprosze.

          Nie znam odpowiednika dla humanistów, ale taki indeks można policzyć "ręcznie"
          bazując na bazach JCR lub innych.
          en.wikipedia.org/wiki/H-index#Calculating_h
          Moje pytanie/propozycja dotyczy tego, czy uważacie, czy jest sens stosowania
          takiego kryterium. Ja myślę, że tak, bo obecnie to jest pełna dowolność przy
          nadawaniu hab. i prof. Można zarówno dać komuś prof. z prawie zerowym dorobkiem
          naukowym, albo zablokować komuś hab. z naprawdę dużymi osiągnięciami naukowymi.

          A taki indeks mógłby to nieco uporządkować. Oczywiście nie da się mierzyć
          wszystkich jedną miarą, bo w jednej dziedzinie jest łatwiej uzyskać cytowania a
          winnej trudniej, ale według mnie jakieś jasne minimum powinno być ustalone.


          • adept44_ltd Re: Dorobek habilitacyjny raz jeszcze 27.03.10, 00:02
            jest to mierzalne, ale mam wątpliwości, czy wystarczy, czasem rzeczywiście, jak
            pisał, Dala, najistotniejsze jest poczucie, czy ktoś powinien być profesorem,
            czy nie. W przypadku habilitacji nie mam takich wątpliwości
          • dala.tata cytowania 27.03.10, 00:25
            przez ostatnie 5 lat rzad brytyjski bardzo chcial oprzec swa nowa Research
            excellence Framework (nasza parametryzacja) na bibiliometrics. i co? i po wielu
            dyskusjach, probach, testach i opracowaniach, rzad sie z tego wycofal. uznano,
            ze nie ma dzisiaj mozliwosci, by ocene badan przeprowadzic za pomoca
            bibliometrics. dane nie sa, jak sie wyrazono, robust enough.

            dlaczego? no z wielu powodow, wiekszosc baz danych jest oparta na czasopismach -
            co z cytowaniami w ksiazkach? to, ze nie cytuja cie dzisiaj, nie znaczy, ze nie
            beda za 10 lat, bo zmieni sie moda, niemozliwe jest uwzglednienie wszystkich
            czasopism itd itd itd.

            rzecz jasna, jesli ktos ma h=0, to ja bym chcial sie dowiedziec dlaczego. z
            drugiej strony, moje h sie zmienia zaleznie od tego czy wpisze samo nazwisko
            (rzecz jasna odhaczam publikacje mojego imiennika z Hameryki, ktory dziala w
            naukach scislych), czy wpisze imie i nazwisko, nazwisko i inicjal, czy wreszcie
            wpisze nazwisko z polskimi diakrytykami. roznice sa znaczne. najmniejsze h to
            wynik jednocyforwy, najwyzsze to wynik dwucyfrowy.

            z trzeciej strony sa praktyki cytowan. i kiedy pisze artykukl, a akapitach
            metodoloigcznych, cytuje kilka tych samych tekstow, po pierwsze bo wszyscy je
            cytuja, po drugie bo mi sie nei chce ich zmieniac, po trzecie bo troche mi
            glupio cytowac siebie. co nam w takiej sytuacji mowia cytowania? no glwonie to,
            jakie sa praktyki cytowan....
            • pfg Re: cytowania 27.03.10, 09:49
              dala.tata napisał:

              > co nam w takiej sytuacji mowia cytowania?
              > no glwonie to,
              > jakie sa praktyki cytowan....

              Wyliczanie tyh wszystkich współczynników jest rzeczywiście
              uciążliwe, wyniki zaś nie w pełni miarodajne. Z jednej strony, są
              syndykaty cytowań oraz świadome niecytowanie prac "nielubianych"
              autorów. Z drugiej, wiadomo, że wszelkie sieci współpracy, w tym
              sieci cytowań, mają charakter bezskalowy, czyli "bogatemu i byk się
              ocieli" :-) Wreszcie przy wyliczaniu cytowań powinno się pomijać
              autocytowania, ale tu mamy problem z pracami we współautorstwie:
              Jeśli Alicja i Bogdan napisali wspólną pracę, którą - między innymi -
              zacytował Bogdan w innej swojej pracy, to czy ten cytat, z punktu
              widzenia dorobku Alicji, jest autocytowaniem, czy nie? A jeśli
              Bogdan był tylko szeregowym członkiem zespołu (Cezary, Dorota,
              Elżbieta, Franciszek, Gustaw, Henryk, Irena, Julian i Bogdan), który
              w swojej publikacji zacytował pracę Alicji i Bogdana nie przez
              wzgląd na Bogdana, ale przez wzgląd na wagę pracy? Jak wczoraj
              usłyszałem, "kolaboracja" LHC będzie liczyć ~1500 osób, tylu więc
              będzie współautorów, gdy zaczną publikować wyniki. Jak
              tropić "autocytwania"? Jak to w ogóle uzwględniać w dorobku
              poszczególnych szeregowych uczestników?

              Nawiasem mówiąc, kandydat na profesora, o którym ostatnio
              wspominałem, ma indeks Hirscha 21. Ów wymagający recenzent uznał to
              za minimalną dopuszczalną wartość dla profesora, na co sala
              zareagowała śmiechem.
              • charioteer1 Re: cytowania 27.03.10, 11:44
                pfg napisał:

                > Nawiasem mówiąc, kandydat na profesora, o którym ostatnio
                > wspominałem, ma indeks Hirscha 21. Ów wymagający recenzent uznał to
                > za minimalną dopuszczalną wartość dla profesora, na co sala
                > zareagowała śmiechem.

                Przepraszam, ale nie wiem, jak to skomentowac. Moze u fizykow jest inaczej, a ja
                pisze bzdury. Dla mnie h ok. 20 to jest juz duza klasa miedzynarodowa, wiecej
                maja megagwiazdy. Ten recenzent jest dla mnie niewiarygodny.
                • dala.tata Re: cytowania 27.03.10, 12:12
                  uwielbiam teksty na temat niewiarygodnosci fizyka pochodzace od langusty.

                  chario, nie ma czegos takiego jak powszechny indeks cytowan. nauk scislych nie
                  mozna porownywac z huanistycznymi. miedzy innymi wlasnie dlatego, ze w naukach
                  scislych wlasciwie nie pisze sie ksiazek, a w humanistyce ksiazki sie pisze
                  namietnie. indeksy cyowan ksiazek nie uwzgledniaja. dotego masz jeszcze cala
                  mase poddziedzin, gdzie praktyki cytowan sa przerozniste.

                  moj kolega farmaceuta ma h>30 i ja nie mam zadnych wobec niego kompleksow z
                  moimi kikunastoma.
                  • charioteer1 Re: cytowania 27.03.10, 12:44
                    Dala, osmiele sie zauwazyc, ze uznales juz za niewiarygodnych trzech fizykow,
                    ktorzy temu czlowiekowi wystawili ocene pozytywna.
                    • dala.tata Re: cytowania 27.03.10, 12:52
                      pokaz mi gdzie.


                      charioteer1 napisał:

                      > Dala, osmiele sie zauwazyc, ze uznales juz za niewiarygodnych trzech fizykow,
                      > ktorzy temu czlowiekowi wystawili ocene pozytywna.
                      >
                      • charioteer1 Re: cytowania 27.03.10, 13:04
                        tu:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,87574,109101250,109217652,Re_No_i_co_na_to_powiecie_.html
                        i tyle. jestem z recenzentem negatywnym.

                        Prosze, nie mow, ze deyzja na tak lub nie w tym wypadku nie ma nic wspolnego z
                        wiarygodnoscia recenzenta.



                        dala.tata napisał:

                        > pokaz mi gdzie.
                        >
                        >
                        > charioteer1 napisał:
                        >
                        > > Dala, osmiele sie zauwazyc, ze uznales juz za niewiarygodnych trzech fizy
                        > kow,
                        > > ktorzy temu czlowiekowi wystawili ocene pozytywna.
                        > >
                        >
                        >
                        • dala.tata Re: cytowania 27.03.10, 13:19
                          oczywiscie ze nie ma. ja sie czesto zgadzam lub nie zgadzam z recenzentami. to
                          jest naturalne. to, ze sie z kims nie zgadzam, nie znaczy ze nie akceptuje jego
                          arugmentacji. akceptuje, ze ktos moze uznac, ze powiedzmy 50 artykulow na LF
                          jest waneijsze od tego, ze jest nei wiecej niz 3 autroem. to sie nazywa
                          'judgement'. i moj moze byc inny. gdyby za kazdym razem ktos, kto sie ze mna
                          niezgadza, podwazal moja wiarygodnosc, to na swiecie nie mielisbysmy
                          wiarygodnych recenzentow.

                          wczoraj, cow eicej, siedzialem wlasnei na panelu profesorskim i omawiajac
                          podania, panel sie ze soba nie zgadzal. i mowiac rektorowi ze sie nie zgadzam z
                          nim, podwazam jego wiarygodnosc? to jakas kompletna bzdura.

                          nie zgadzac sie z kims jest czyms zupelnie innym niz mowic ze nie wie, co mowi.
                          a to wlasnie ty twierdzisz o recenzencie. nie mam jednak wielu watpliwosci, ze
                          nie jestes w stanie przyznac tego, wiec na twoja odpowiedz nie odpowiem.
                          • charioteer1 Re: cytowania 27.03.10, 13:58
                            Nie znam prac kandydata i nie znam wszystkich uwarunkowan. Byc moze, pracujac w
                            duzym, wieloletnim grancie uznal, ze ma dosc pieniedzy na wlasna, tworcza
                            dzialalnosc i wystepowanie o kierownictwo wlasnego projektu nie przyniesie mu
                            zadnych wymiernych korzysci. W tej sytuacji, operujac tak wieloma niewiadomymi i
                            majac do czynienia ze skrajnymi ocenami, musze rozwazyc, ktory recenzent jest
                            bardziej kompetentny, ktory przedstawia bardziej przekonujace argumenty, czyja
                            ocena jest bardziej obiektywna. Poniewaz nie przypuszczam, aby wszyscy
                            profesorowie fizyki w Polsce byli pierwszymi autorami co najmniej jednej
                            publikacji w Nature, wole przychylic sie do argumentow wiekszosci, ktora
                            zdecydowala sie wystawic ocene pozytywna. Ale jeszcze raz, poniewaz nie znam
                            pracy kandydata i wszyskich uwarunkowan, glosujac na tak lub nie, musze
                            zdecydowac, ktoremu z recenzentow bardziej wierze. A czy on wie, co mowi, czy
                            nie, to jest zupelnie inna para kaloszy.
              • darek12345 Re: cytowania 27.03.10, 11:57
                > Nawiasem mówiąc, kandydat na profesora, o którym ostatnio
                > wspominałem, ma indeks Hirscha 21. Ów wymagający recenzent uznał
                to
                > za minimalną dopuszczalną wartość dla profesora, na co sala
                > zareagowała śmiechem.
                >


                Przy takim indeksie to według mnie prof. powinien być nadawany
                prawie automatycznie, np. z bardzo dużym uproszczeniem
                obowiązujących procedur. Powyżej 20 pkt to jest to już naprawdę
                elita naukowa.
                A tak z ciekawosci zapytam jaki indeks miał ten recenzent?

                Przy okazji podam link do strony, na której można sciągnąc program
                do szacowania różnych indeksów cytowań (dla osób i czasopism):
                www.harzing.com/pop.htm
                • dala.tata Re: cytowania 27.03.10, 12:14
                  teraz to chlapnales niezle. automatycznie? to znaczy jesli delikwent opublikowal
                  pare tesktow przegladowych, ktore sa namnietnie cytowane, ale nie zorbil nic
                  oryginalnego, to tez?

                  mam z kolei kolege, ktory opublikowal wlasnie drugie wydanie reeadera z ....i
                  indeks cytowan wzrosl mu natychmiast o kilka punktow. a cala jego zasluga to to,
                  ze postanowil zebrac kilkanascie slawnych tekstow i je zlozyc w ksiazce.
                  • darek12345 Re: cytowania 27.03.10, 12:49

                    > teraz to chlapnales niezle. automatycznie? to znaczy jesli
                    delikwent opublikowa
                    > l
                    > pare tesktow przegladowych, ktore sa namnietnie cytowane, ale nie
                    zorbil nic
                    > oryginalnego, to tez?
                    >
                    > mam z kolei kolege, ktory opublikowal wlasnie drugie wydanie
                    reeadera z ....i
                    > indeks cytowan wzrosl mu natychmiast o kilka punktow. a cala jego
                    zasluga to to
                    > ,
                    > ze postanowil zebrac kilkanascie slawnych tekstow i je zlozyc w
                    ksiazce.
                    >
                    >

                    Myślę, że jeśli teksty przeglądowe są na tyle dobre, że są
                    powszechnie cytowane, to według mnie jest to duże osiągnięcie i nie
                    mam nic przeciw temu, żeby za same bardzo dobre teksty przeglądowe
                    dać komuś hab. lub prof.
                    Bardzo dobry tekst przegladowy stawiam na równi z dobrą pracą
                    oryginalną.



                    • dala.tata Re: cytowania 27.03.10, 12:53
                      aaaa. fajnie. ale to tylko ty tak masz.
                      • darek12345 Re: cytowania 27.03.10, 13:16

                        > aaaa. fajnie. ale to tylko ty tak masz.

                        Dzięki za uświadomienie ;-)


                        • dala.tata Re: cytowania 27.03.10, 13:22
                          prosze uprzejmie. teksty przegladowe, podobnie jak ksiazki przegladowe,
                          zapewniaja wiele cytowan, jednak nie maja wiele wspolnego z badaniami (poza
                          kwerenda biblioteczna). i wlassnie dlatego nie powinny sie w znaczacym stopniu
                          liczyc w dorobku, powiedzmy, profsorskim. niestety i to podkreslam bardzo
                          silnie: niestety, w Polsce mnostwo takich ksiazek jest wlsani podstawa przewodow.
                    • pfg Re: cytowania 27.03.10, 13:38
                      darek12345 napisał:

                      > mam nic przeciw temu, żeby za same bardzo dobre teksty przeglądowe
                      > dać komuś hab. lub prof.

                      Obawiam się, że jest to wprost sprzeczne z ustawą.
                  • pfg Re: cytowania 27.03.10, 13:36
                    dala.tata napisał:

                    > jesli delikwent opublikowal
                    > pare tesktow przegladowych, ktore sa namnietnie cytowane, ale nie
                    > zorbil nic
                    > oryginalnego

                    ... to jego indeks h wynosi "parę". Indeks Hirscha równa się h, jeśli
                    dany autor opublikował h prac, które są cytowane co najmniej h razy
                    każda. Dołożenie cytacji do jednej z tych prac nie zmienia indeksu
                    h. Przykład kanoniczny: indeks Hirscha Ewarysta Galois wynosi dwa
                    (2), bo człowiek żył krótko, opublikował tylko dwie prace, co z
                    tego, że cytowane tysiące razy. h=2, to musiał być jakiś kiepski
                    uczony.
                    • darek12345 Re: cytowania 27.03.10, 13:56

                      > dala.tata napisał:
                      >
                      > > jesli delikwent opublikowal
                      > > pare tesktow przegladowych, ktore sa namnietnie cytowane, ale
                      nie
                      > > zorbil nic
                      > > oryginalnego
                      >
                      > ... to jego indeks h wynosi "parę". Indeks Hirscha równa się h,
                      jeśli
                      > dany autor opublikował h prac, które są cytowane co najmniej h
                      razy
                      > każda. Dołożenie cytacji do jednej z tych prac nie zmienia indeksu
                      > h. Przykład kanoniczny: indeks Hirscha Ewarysta Galois wynosi dwa
                      > (2), bo człowiek żył krótko, opublikował tylko dwie prace, co z
                      > tego, że cytowane tysiące razy. h=2, to musiał być jakiś kiepski
                      > uczony.
                      >

                      Tymi indeksami nie można mierzyć osiągnięć naukowców sprzed
                      kilkudziesięciu lat, a tym bardziej sprzed 200 lat.
                    • dala.tata Re: cytowania 27.03.10, 14:09
                      moze tak jest, moze nie. sprawdzilem wlasnie cytacje kilku kolegow. gdy sie
                      odejmie pare namietnie cytowanych tekstow (to sa z cala pewnoscia wazne teksty),
                      ich indeks h spada z niebotycznego na zwykly, czasem lepszy czasem gorszy,
                      jednak zwykly.

                      jesli poweidzmy ksiazka tzw. 'teoretyczna', tyle ze pierwsza w naukach
                      spolecznych ma pwoiedzmy ok 3 tysiace cytowan, to jest wynik niedostepny
                      przecietnemu smiertelnikowi (jak ja) z ksiazkami ktore sa monografiami
                      badawczymi. podobnie z owym readerm o ktorym wspomnialem: to praca ktora zbiera
                      kilkaset cytowan (nie che mi sie przeszukiwac calosci wynikow, bo wystepuje
                      kkilkukrotnie), to sa cytowania za darmo.
                      • pfg Re: cytowania 27.03.10, 17:18
                        dala.tata napisał:

                        > moze tak jest, moze nie.

                        W, przyznajmy, hipotetycznej sytuacji osoby, która opublikowała
                        kilka prac o olbrzymiej liczbie cytowań, a poza tym nic, indeks
                        Hirscha wynosi kilka - tyle, ile było tych często cytowanych prac.
                        To nie jest kwestia "może tak, może nie", ale wprost wynika z
                        definicji indeksu h.
              • dala.tata Re: cytowania 27.03.10, 12:08
                a smiechem zareagowano bo tak wysoko czy tak nisko? i jak i jest Hirsch w fizyce?

                z autocytowaniami to jest sprawa jeszcze bardziej skomplikowana. czy jesli
                dalatata napisal artykul, nwoy i nowatorski i chce napisac kolejny w serii, musi
                siebie zacytowac, bo jego artykul jest fundamentalny wobec tego co pisze (i inni
                pisza, jak sie na pryzklad okazuje). to to jest autocytowanie? no jest. jednak
                nie sposob go ominac.

                jakis czas temu byla tu debata na temat autocytowan i powszechnie stwierdzono ze
                wliczamy je bo:

                a. wszyscy i tak to robia wiec sie wyrownuje
                b. sa problemu takie jak powyzszy i takie jak wspomnial pfg.

                i pewnie jeszcze cala masa innych, o kotrych nam sie nie snilo.
          • flamengista nie jestem przekonany 27.03.10, 09:39
            że jest to dobry pomysł. Będzie jak w krajach latynoskich, gdzie nie dostaniesz
            pozytywnej recenzji artykułu jeśli nie zacytujesz odpowiednio często miejscowych
            autorów. Nawet jeśli ich prace są odtwórcze i przeglądowe - zamiast cytować
            oryginał, musisz opisywać jak oryginał ujął jakiś da Silva.

            Indeks cytowań dobry jest przy odpowiednim poziomie rozwoju naukowego. Jak nasza
            nauka będzie w pierwszej 20 na świecie, szczególnie w zakresie nauk
            humanistycznych i społecznych - to można spróbować.

            Obecnie wprowadzenie takiego wymogu jest absolutnie bez sensu. W ekonomii nikt
            go nie spełni, a będzie to tylko skuteczna droga do zamknięcia habilitacji i
            profesury dla nowych. Pamiętaj, że teraz adiunkci mają 6 lat na wyprodukowanie
            dorobku habilitacyjnego i napisanie pracy - to wszystko przy min 210 godzinach
            rocznie (w praktyce - na moim uniwersytecie na palcach jednej ręki mogę policzyć
            adiunktów którzy wyrabiają gołe pensum, lub mniej).

            Jeśli to ma być 6 lat na zrobienie indeksu cytowań na zakładanym przez ciebie
            poziomie, to nikt tej habilitacji nie zrobi. Serio.
            • darek12345 Re: nie jestem przekonany 27.03.10, 12:01

              > że jest to dobry pomysł. Będzie jak w krajach latynoskich, gdzie
              nie dostaniesz
              > pozytywnej recenzji artykułu jeśli nie zacytujesz odpowiednio
              często miejscowyc
              > h
              > autorów. Nawet jeśli ich prace są odtwórcze i przeglądowe -
              zamiast cytować
              > oryginał, musisz opisywać jak oryginał ujął jakiś da Silva.
              >
              > Indeks cytowań dobry jest przy odpowiednim poziomie rozwoju
              naukowego. Jak nasz
              > a
              > nauka będzie w pierwszej 20 na świecie, szczególnie w zakresie nauk
              > humanistycznych i społecznych - to można spróbować.
              >
              > Obecnie wprowadzenie takiego wymogu jest absolutnie bez sensu. W
              ekonomii nikt
              > go nie spełni, a będzie to tylko skuteczna droga do zamknięcia
              habilitacji i
              > profesury dla nowych. Pamiętaj, że teraz adiunkci mają 6 lat na
              wyprodukowanie
              > dorobku habilitacyjnego i napisanie pracy - to wszystko przy min
              210 godzinach
              > rocznie (w praktyce - na moim uniwersytecie na palcach jednej ręki
              mogę policzy
              > ć
              > adiunktów którzy wyrabiają gołe pensum, lub mniej).
              >
              > Jeśli to ma być 6 lat na zrobienie indeksu cytowań na zakładanym
              przez ciebie
              > poziomie, to nikt tej habilitacji nie zrobi. Serio.


              Zgadzam się z tym, że wprowadzenie takiej poprzeczki powodowało by
              pewnie patologie związane z sztucznym zawyżaniem liczby cytowań,
              jednak patologie to i tak teraz występują i chyba nie da się tego
              uniknąć. Tylko obecnie brak jest jasnych kryteriów, które należy
              spełnić i wiele zależy od subiektywnej oceny pojedynczych osób (np.
              recenzentów itp.).
              • dala.tata Re: nie jestem przekonany 27.03.10, 12:20
                nie. to nie jst subiektywna ocena: to jest profesjonalna wywazona ocena
                powiedzmy, na moim uni, 5 profesorow (w tym 2 niezaleznych), plus komitetu
                skladajacego sie 5 nastepnych profsorow.

                tak jak powiedzialem, to ze ty myslisz ze cytowania wszystko zalatwiaja ma
                status subiektywnej opinii. tka jak napisalem wczesiej, nie ma dzisiaj
                wystaraczajaco dobrego systemu wychwytujacego cytowania.

                pomijam juz to, co napoisalem wczeseniej i co napisal pfg. sprawy sa duzo
                bardziej skomplikowane niz profesoura 'hirschowska'.
              • niewyspany77 Re: nie jestem przekonany 27.03.10, 12:20
                pewnym rozwiazaniem, choc w sumie tez nie ten teges, byloby wprowadzenie
                minimalnych progow punktowych regulowanych na poziomie dziedziny. nawet
                trzaskajac smiecie, wcale nie byloby tak latwo opublikowac, dajmy na to, 100 pkt
                w ekonomii, psychologii, polonistyce czy pedagogice. w kazdym razie, na obecna
                chwile w humanistyce prog punktowy bylby chyba sensowniejszy.
                • dala.tata Re: nie jestem przekonany 27.03.10, 12:34
                  juz na ten temat byly dyskusje. ja mam trudnosci z progami. bo te progi
                  nalezaloby niuansowac. zalozmy, ze to ma 100 pkt (cokowliek to znaczy). ale w
                  tyhc 100 pkt. ma byc 50 publikacji po 2 punkty (czyli, plus minus, smiecia), czy
                  moze chcielibysmy 4 publikacje za 24 punkty? jest to drugie, to po co nam progi?
                  bo w rzeczywistosci interesuje nas pewna masa krytyczna porzadnych publikacji.

                  jestem bardzo sceptyczny wobec takich mechanistycznych systemow.

                  pomijam juz, ze mozna pomysec o profesurach za jedna dwie publikacje - tylko ze
                  to musza byc wlasnie TE publikacje. oczywiscie takich publikacji praktycznie nie
                  mozna miec w humanistyce szeroko pojetej, ale w fizyce, astroomii, biomedycynie?
                  spoko.
                  • niewyspany77 Re: nie jestem przekonany 27.03.10, 13:11
                    dala, ja tez mam watpliwosci, i to duze. sygnalizuje tylko, ze prog punktowy
                    zmuszalby do pisania, chocby i 50 prac po 2 pkt. i tak, trzebaby niuansowac. dam
                    przyklad: jesli w polsce mam 3 scisle wpasowane w moja brazne journale (4+2+2
                    pkt) to chocbym napisal arcydobry tekst, nie dostane wiecej niz 4 lub 2 pkt.
                    wiec a) pisze ksiazki, co jest srednio sensowne pod wzgledem punktowym, albo b)
                    tluke co najmniej 25 tekstow punktowanych po 4 (lub wiecej po 2 pkt, tudziez
                    pokonferencyjniaki) - pal szasc tu punkty, zyjemy w kraju, gdzie nie ma
                    sensownego procesu recenzyjnego!, wzglednie c) publikuje raz a dobrze, za 20 pkt
                    w zagranicznym journalu. i tu uwaga do c) - w naszych realiach jest to tak
                    trudne, ze za publikacje tekstu powinni dawac habilitacje z automatu (zartuje,
                    ale cos w tym jest).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja