Wszystko przed nami....

07.06.10, 20:27
wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,7981864,Akcja__Szkola_2_0___Przeczytalem_tylko_jedna_ksiazke.html
To mój ulubiony:

- Przyznam się, że sam do końca przeczytałem w życiu tylko jedną: "O psie,
który jeździł koleją". Większość lektur jest nudna, a w dodatku są pisane
takim dziwnym, przestarzałym językiem, którego my nie rozumiemy. Biorę do ręki
książkę, czytam, ale w ogóle nie potrafię sobie wyobrazić tego, co jest tam
napisane. Potem widzę to na filmie i jestem pod wrażeniem: jak ten reżyser to
wszystko zobaczył? Mówi się, że informatykom brakuje wyobraźni. Coś w tym
chyba jest. Teraz wszyscy czytamy streszczenia. Najlepiej przeczytać kilka
różnych, wtedy jesteśmy dobrze zorientowani i umiemy odpowiedzieć na pytania,
które zadaje nam nauczycielka na lekcji.


i to:


Do tego nie trzeba nawet znać języków, wystarczy wrzucić stronę w translator
Googla i ma się przetłumaczone. I


No to kiedy oni do nas dotrą???
    • dala.tata Re: Wszystko przed nami.... 07.06.10, 20:40
      z jednej strony chce sie siasc i plakac. z drugiej strony, ja rozumiem.

      zawsze uwielbialem czytac. i czytalem tony ksiazek. i wlasciwie to
      powiedzialbym, ze wbrew szkole. te wszytkie bogojczyzniane knoty. dzizus, a
      jeszcze trzeba sie bylo zachwycac i pisac wypracowania dlaczego to wazne,
      piekne, niezwykle. jezyk polski to zawsze byla kuznia sciemy narodowej. te
      cholerne szkapy, lyski, slimaki i inne rozalki. i trza sie bylo pochylac nad
      losem, dola ludu pracujacego miast i wsi....i pomyslec ze mozna bylo tyle
      fajnych ksiazek przeczytac.a o Psie ktory jezdzil koleja to piekna ksiazka.

      ale szkola tego nie dokonala. to dopiero polonistyka wyleczyla mnie z czytania
      na jakies 10 lat. nie bylem w stanie wziac ksiazki do reki (poza naukowymi).

      zreszta podobnie jest z muzyka. zamiast dzieci nauczyc sluchac muzyki, kazemy im
      sie uczyc slow na pamiec, pamietac nuty. w liceum jeszcze kazali sie zachwycac.
      katastrofa.
      • eeela Re: Wszystko przed nami.... 07.06.10, 22:17
        Mnie żadne Łyski ani Rozalki nigdy do czytania nie zraziły. Nawet polonistka,
        którą miałam w ostatniej klasie liceum, i dla której wiersz to był tylko podmiot
        liryczny, stychy, strofy i sylabotonika, powieść to była rzeka, klamrowa,
        parabola albo gotycka - i takie tam pierdoły. Treść w zasadzie w tym wszystkim
        umykała. Ale przydało mi się to pod kątem matury, do której nigdy przedtem ani
        potem niczego się nie nauczyłam.

        W szkole uczucie znudzenia przy lekturze było mi obce. Łyski i Rozalki do gustu
        mi co prawda nie przypadły, ale nie przypominam sobie z dzieciństwa i młodości
        jakiejkolwiek trudności z czytaniem czegokolwiek, co mi wpadło w ręce - wyjąwszy
        Ulissesa, którego nie rozumiałam. Nawet jak coś nie do końca utrafiło w mój
        gust, potrafiłam się wciągnąć, przeczytać z jakim takim zainteresowaniem.

        Dopiero w dorosłym wieku natknęłam się na książki, którymi miałam ochotę rąbnąć
        o ścianę. Ale może to dlatego, że z wiekiem wyrabia się smak.

        Recepta jest na to bajecznie prosta - czytać na głos swoim dzieciom, podsuwać im
        w domu książki. Szkoła tutaj w niczym nie zaszkodzi ani nie pomoże - to znaczy
        dotąd, dopóki uczenie literatury wygląda tak, jak wygląda.

        Pamiętam, jak kiedyś, kiedy moja mama pracowała w niewielkiej szkole prywatnej,
        gdzie klasy były małe, zabrała ona ze sobą swoich uczniów na dwudniowy biwak, na
        którym na zmianę ze mną do pomocy przeczytała im na głos całego 'Pana Tadeusza'.
        Testy ze znajomości lektury pisali potem świetnie.
        • pr0fes0r Re: Wszystko przed nami.... 08.06.10, 11:11
          > Pamiętam, jak kiedyś, kiedy moja mama pracowała w niewielkiej szkole prywatnej,
          > gdzie klasy były małe, zabrała ona ze sobą swoich uczniów na dwudniowy biwak, n
          > a
          > którym na zmianę ze mną do pomocy przeczytała im na głos całego 'Pana Tadeusza'

          Teraz by miała z miejsca sprawę o znęcanie psychiczne.

          U nas na filologiach to nic nowego, więc szoku nie będzie. Od wielu lat na
          forach dla kandydatów, maturzystów i młodzieży w wieku odpowiednim w okolicy
          maja pojawiają się ostrzeżenia o przesłaniu "nie idźcie na filologię, tam każą
          czytać książki!!!!!1111".
          • dala.tata Re: Wszystko przed nami.... 08.06.10, 11:13
            a przeciez to nieprawda! haslo oddajace stan rzeczywisty byloby:

            nie idzcie na filologie, tam kaza czytac nudne ksiazki!

            :-/
            • pr0fes0r Re: Wszystko przed nami.... 08.06.10, 18:27
              Straszna musi być ta brytyjska filologia.
              • dala.tata Re: Wszystko przed nami.... 08.06.10, 18:30
                hehe. tego nie wiem. studiowalem na polskiej filologii :-)

                pr0fes0r napisał:

                > Straszna musi być ta brytyjska filologia.
          • eeela Re: Wszystko przed nami.... 08.06.10, 19:14
            > Teraz by miała z miejsca sprawę o znęcanie psychiczne.


            Eee tam, dzieciaki przeżyły, nie podsypiały, słuchały grzecznie, zapamiętały o
            wiele więcej niż miałyby szanse przy samodzielnej lekturze, a ja z mamą miałyśmy
            okazję wyżyć się aktorsko :-)
    • flamengista to wrzucę jeszcze to: 08.06.10, 20:42
      krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,7984287,Do_krakowskiego_liceum_juz_nie_tak_latwo_sie_dostac.html
      Uwaga: ostra selekcja! Będą przyjmować tylko od 65 punktów na 200 możliwych. Toż
      to terror i łamanie praw obywatelskich. Bo przecież dla Ministerstwa wszystko
      jest jasne:

      CytatWprowadzenie progów jest sprzeczne z założeniami reformy edukacji, której
      celem jest wykształcenie na poziomie średnim jak największej liczby uczniów


      A skoro wykształcenie na poziomie średnim, to naturalną koleją rzeczy ta masa
      geniuszów musi wylądować na studiach. Nie ma innego wyjścia.

      Wszystko niby już wiemy, ale rozbawiło mnie to, że urzędnicy już nie owijają w
      bawełnę. Walą prosto z mostu.

      Jest taki dowcip (z brodą). Facet wyłowił złotą rybkę. Rybka mówi, że ma prawo
      do jednego życzenia. A gość odpowiada: jestem zdrowy, jest piękna pogoda, świeci
      słońce i piję zimne piwo. Do szczęścia potrzebne mi są tylko okulary słoneczne
      od Gucciego. Rybka na to: taki z ciebie egoista? A ludzkość? Gość na to: dobra,
      niech będzie. Okulary od Gucciego dla wszystkich!

      Problem w tym, że jak wszyscy mają okulary słoneczne od Gucciego, to już nie ma
      żadnego sensu. Cały widz polega na tym, że są one elitarne...
Pełna wersja