"something is rotten in our culture" ???

13.06.10, 22:42
Tutaj o sprawie "dobrych obyczajów" w zatrudnianiu w USA, od strony zatrudnianych i zatrudniających. Ciekawa jest dyskusja, w której biorą udział znani matematycy (jeden medalista Fieldsa) i nawet w kluczowym momencie jest polski akcent.
    • matdokt Re: "something is rotten in our culture" ??? 13.06.10, 22:56
      dodam tylko, ze polski akcent to post nr 30 4.b.
    • dala.tata Re: "something is rotten in our culture" ??? 13.06.10, 22:57
      ci to maja problemy. zupelnie nie rozumiem o co chodzi.kandydatka zachowala sie
      az za dobrze! nic nie musiala poweidziec, a byla calkiem tranparentna.
    • pfg Re: "something is rotten in our culture" ??? 14.06.10, 00:53
      I cóż by tu miało gnić? Kandydatka przyjęła jedną ofertę pracy z
      Rutgersa, po czym otrzymała drugą ofertę, z Yale. Nie wypięła się na
      Rutgersa, ale poprosiła, żeby ci jej dali bezpłatny urlop, żeby ona
      mogła wypróbować Yale. Rutgers na to całkiem słusznie uznał, że nie
      można dwóm panom służyć i kazał jej wybierać teraz. Kandydatka wybrała
      Yale. Gdzie ta zgnilizna, pytam raz jeszcze?
    • tuluz-lotrek Re: "something is rotten in our culture" ??? 16.06.10, 15:21
      Byłbym bardzo ostrożny przy ocenianiu tego przypadku, nie tylko dlatego, że znam
      go wyłącznie "z drugiej ręki".

      Duża część amerykańskiej kultury akademickiej jest zbudowana na grze sił
      pomiędzy naukowcem a jego pracodawcą. Jak tłumaczyli mi znajomi Amerykanie,
      kluczowa jest coroczna batalia o podwyżki - kto nie targuje się skutecznie,
      nawet jeśli naukowo i dydaktycznie sprawuje się bardzo dobrze, z czasem zsunie
      się do niższej ligi zarobkowej. Z drugiej strony, zdarzają się osoby
      umiarkowanie uzdolnione, ani pracowite, ani wybitne, które po prostu mają dryg
      do negocjacji i czasem nawet zarabiają lepiej od niejednego lokalnego
      koryfeusza. A kluczowym argumentem w negocjacjach płacowych jest zwykle
      przedstawienie dobrej oferty od konkurencji...

      Domyślam się, że taki kulturowo usankcjonowany szantaż może dobrze działać tylko
      dzięki pewnemu systemowi niepisanych reguł, których większość osób biorących w
      tym udział przestrzega (często na zasadzie "pewnych rzeczy się po prostu nie
      robi", bez uświadomionego wyjaśnienia, dlaczego akurat tak). I teraz w ten
      dobrze funkcjonujący system wpada coraz więcej osób z młodego pokolenia, które
      owych niepisanych norm nie tylko nie przestrzega, ale nawet i nie jest świadome;
      natomiast dobrze orientuje się w systemie na poziomie formalnych przepisów i
      praktyk, widząc wszystko cokolwiek powierzchownie i bez skrupułów egzekwując to,
      co uważa za swoje nienaruszalne prawa. A że w dodatku dzieje się to w czasach
      ograniczeń finansowych, konflikt kulturowy staje się nieunikniony. Myślę, że
      obserwatorowi z zewnątrz bardzo ciężko jest zrozumieć racje obu stron. Sądzę
      też, że takie konflikty będą zdarzać się coraz częściej i z jednej strony "stara
      gwardia" będzie próbować nagiąć "młodych" do swoich norm (ściśle przestrzegając
      formalnych reguł, ale jednocześnie w granicach prawa sekując tych, którzy
      "odstają", choćby przez stosowanie nieformalnego ostracyzmu), a z drugiej strony
      "młodzi" będą wywierać presję na ustalenie jawnie skodyfikowanych, bardziej
      czytelnych dla nich reguł gry, bez sentymentów i niepisanych zasad - co
      oczywiście wymusi duże zmiany i uniemożliwi utrzymanie obecnego systemu
      "szantażowego", który po odarciu z otoczki kulturowej będzie już nazbyt podatny
      na patologie.

      Sądzę, że to może być świetna tematyka badań dla socjologów i antropologów
      kulturowych.
      • ford.ka Re: "something is rotten in our culture" ??? 17.06.10, 15:44
        Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić znaczenie słowa "podwyżka" i wskazać, jaki
        jest związek moich pracodawców z wysokością mojej pensji?
        • tuluz-lotrek Re: "something is rotten in our culture" ??? 17.06.10, 16:29
          No wiem, biedaku, zapomniałeś, jak większość z nas. Podwyżka, jak by
          to wytłumaczyć...? Dostajesz wypłatę, za którą możesz kupić więcej
          niż za poprzednią. Ja wiem, że to trochę abstrakcyjne, ale konkretów
          w tej kwestii przez najbliższe dziesięciolecia może nie być zbyt
          wielu, przynajmniej w nauce czy szkolnictwie wyższym. Może
          przypomnij sobie, jak to było, gdy do władzy dorwały się w Polsce
          wstrętne postkomuchy, to jedyny przypadek, który przychodzi mi do
          głowy. Ale teraz już będą tylko rządy patriotyczne, więc teraz to
          dziwne zjawisko coraz trudniej zaobserwować (także dlatego, że
          klimat finansowy podlega globalnemu ochłodzeniu).
          • tuluz-lotrek Re: "something is rotten in our culture" ??? 24.06.10, 12:26
            Oczywiście zamiast "wstrętne postkomuchy" miało być:
            "nowa lewica". Bardzo przepraszam za te literówki.
    • sendivigius Ah, te Amerykany... 17.06.10, 12:30
      Ci to maja problemy!

      Nie to co w Polsce - wiadomo - zadnych pozycji nie ma i nie bedzie,
      tylko nagle w nowym roku akademickim pojawia sie zatrudniony ziec
      dziekana. Nikt o nic nie pyta, nikt sie nie dziwi, "a kto sie
      wychyla to zwykly szaleniec".

      Szafa gra, patrz wyzej - ani dala ani pfg niczemu sie nie dziwia -
      nie takie rzeczy widzieli na wlasne oczy.
      • dala.tata Re: Ah, te Amerykany... 17.06.10, 13:19
        sendi, a tak ogolnie to wszystko w porzadku?
    • zielka Moge was prosic o rade? 18.06.10, 11:14
      Wiec mam na przyszly rok 3 job offers (tymczasowe, posdoki lub
      lecturery malutkie). Oczywiscie nie wiem, ktora wybrac. Wczoraj
      bylam na spotkaniu z jednym szefem projektu, ktory nie jest
      nieinteresujacy, i generalnie moja wizyta miala na celu poznanie
      goscia i dotarcie sie z nim, no i podjecie przez nas obu ostatecznej
      decyzji. Czlowiek zachowywal sie dziwnie. Potwierdzil, ze jestem
      jego pierwszym wyborem, ale gdy tylko pytalam o jakiekolwiek
      warunki, to sie obruszal, i mowil: mam pelno osob na to stanowisko,
      nie zapomnij, ze to ty szukasz pracy.

      Fatalnie sie czulam po tym spotkaniu. Powiedzialam (po
      kilkugodzinnej rozmowie): no to prosze mi dac 24h, a dam panu
      ostateczna odpowiedz. A on na to: ach, mam wrazenie, ze stracilem 5
      godzin, zachowuje sie pani jak niezdecydowana dziewczynka, prosze
      sie zdecydowac.

      Wiec jak jakis glupek, powiedzialam, po kilku minutach ciszy, ze ok,
      biore te robote (nic nie zostalo podpisane). Teraz was prosze,
      zebyscie mi powiedzieli: czy to ja mam cos nie w porzadku, czy tez
      ten facet, bo cala sytuacja wydaje mi sie obrzydliwa i nie wiem co
      zrobic. Projekt jest interesujacy, ale czy mozna z takim facetem
      wspolpracowac? Mam ochote napisac maila mowiacego: thanks, but no.

      Dodam, ze dopiero wczoraj wieczorem przejrzalam publikacje tego
      szefa. Ok, jasne ze ma wiecej niz ja, jest profesorem. Ale
      ewidentnie, sa one publikowane w o wiele gorszych miejscach, niz
      moje. Da sie pracowac z gosciem, ktory w ogole nam intelektualnie
      nie imponuje?
      • ford.ka Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 11:26
        Nie pracuj z człowiekiem, którym się brzydzisz. Jeśli jest taki na dzień
        dobry, kiedy każdy normalny człowiek stara się zrobić dobre wrażenie,
        później może być tylko gorzej.
      • dala.tata Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 12:13
        prosba o 24h do zastanowienia sie jest standardowa. reakcja ewentualnego szefa
        jest nieporozumieniem.

        czy da sie pracowac z szefem, ktory jest intelektualnie nieciekawy, no jasne ze
        sie da. wielu z nas tak ma i zyje. wiekszosc moich szefow byla intelektualnie
        mierna i zyje i mam sie dobrze. szefostwo to nie konkurs pieknosci, a
        umiejetnosci menedzerskie moze miec ktos, kto nie jest wybitnym uczonym.

        mnie raczej martwiloby obruszanie sie na waruunki pracy itd itd. nie dosc ze
        masz prawo o to pytac, to na dodatek on ma psi obowiazek ci je przedstawic. a
        argument, ze ma wiele osob, no to niech se je wezmie. ciezko jest radzic
        oczywiscie w wypadku podejmowania pracy, bo to zalzy czy musisz. jesli musisz,
        to nie ma o czym gadac, bierzesz i zaczynasz suzkac nowej. jesli nie musisz, to
        mocno zastanowilbym sie nad szefem, ktory nie uwaza za stosowne powiedziec ci,
        jakie sa warunki posady i uwaza ze nie masz prawa do namyslu.
      • pfg Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 12:29
        No, nienajlepiej to wygląda. Trzeba było przejrzeć jego listę
        publikacji etc przed rozmową. Pamiętaj o trzech rzeczach:
        1. Pozycja szefa wpływa na twoją przyszłą pozycję. Jeżeli będziecie
        publikować czasopismach poniżej twoich ambicji i możliwości, osłabi
        to twoje przyszłe CV.
        2. Jeśli mu odmówisz, facet się obrazi. Oczywiście *nie* będziesz
        mogła do niego wrócić, jeśli inne oferty nie wypalą; pytanie, czy
        facet nie będzie ci starał się szkodzić - nie wiem, nie znam gościa.
        3. Praca z szefem, którego nie lubisz i który - być może, ja tego nie
        wiem! - będzie cię chciał traktować pół-niewolniczo, nie przyniesie
        większego pożytku. Wyjątkiem może być tylko sytuacja, gdy to, co
        człowiek robi, to jest top-science (obiektywnie lub z punktu widzenia
        twoich zainteresowań), bo wtedy zaciska się zęby żeby nie stracić
        takiej możliwości naukowej.
        • dala.tata Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 12:46
          dodalbym tylko do tego, ze w humanistyce - zielka jest filozofem - pozycja szefa
          nie ma takiego znaczenia. nie ma bowiem laboratoriow itd itd. zielka nie musi
          publikowac z szefem. natomiast pewnie jest tak, ze szef high-flyer ma wplyw na
          aspiracje ludzi, z ktorymi pracuje. pcha ich do przodu, a nie zazdrosci
          (niestety to nie takie rzadkie)

          jednak obrazenie sie i spalenie mostow jest realna mozliwsocia.
          • zielka Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 16:04
            Dzieki za Wasze odpowiedzi.

            Niby jestem filozofem, ale wlasnie rzecz w tym, ze ten post dok jest
            pod projekt, gdzie bede motorem i ghostwriterem, ale pewnie nie bede
            miala duzo czasu na wlasna prace.

            Po co w ogole to rozwazam? Bo rzecz moze miec realny impakt na
            polityke europejska, program jest sponsorowany przez UE, na jej
            jakostam zamowienie. Inne propozycje sa co prawda krotsze, ale maja
            wieksza wolnosc badawcza. Hm. Wlasnie jestm w kawiarni gdzie czekam
            na pewnego pana, ktory tez ma dac mi jakies rady :-) I trzeba bedzie
            zdecydowac within hours.
            • dala.tata Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 17:22
              aaa. to ja cie powiem tak: DREAM ON, DREAM ON!

              na motora i ghostwritera nie poszedlbym nigdy. ale kazdy ma swoje priorytety. a
              realnego wplywu i tak nie bedziesz miala.
              • pfg Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 20:40
                dala.tata napisał:

                > na motora i ghostwritera nie poszedlbym nigdy. ale kazdy ma swoje
                > priorytety. a
                > realnego wplywu i tak nie bedziesz miala.

                He, był taki film całkiem niedawno, Ghostwriter ;-)
                • dala.tata Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 20:47
                  i to byl bardzo fajny film! jednak wrozy zle zielce!
                  • zielka Re: Moge was prosic o rade? 19.06.10, 10:23
                    Oh, w tym filmie to raczej chcialabym moc zastapic Olivie Williams -
                    jesli chodzi o realny wplyw na przebieg rzeczy, to raczej nalezaloby
                    ja sledzic :)
                    • dala.tata Re: Moge was prosic o rade? 19.06.10, 10:47
                      mmmm. rozumiem, ze chodzi ci o bycie szpiegiem!
      • sendivigius Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 17:21
        Uciekaj i to szybko. Chama i manipulatora mozna tolerowac tylko w
        wypadku jak jest noblista i jego nazwisko na twoim CV rzuci na
        kolana, w kazdym innym przypadu stracisz; wyczerpiesz sie,
        wymeczysz, zniechecisz i ostatecnie nic nie zrobisz. To co
        przedstawiasz ma zalazki zwiazku toksycznego, skonczysz na terapii.
        • tuluz-lotrek Nie stój, nie czekaj. Co robić? Uciekaj! 18.06.10, 18:50
          Sendiego zwykle brać należy cum grano salis, ale tym razem podpisuję się obiema
          rękami pod jego radą (podejrzewam zresztą, że tego też od forumowiczów
          oczekiwałaś; czasem dobrze potwierdzić własne przeczucia). Parę znanych mi osób
          władowało się w tego typu układ i we wszystkich przypadkach skończyło się to
          źle, z żalem, że w ogóle się zaczęło. Naprawdę w pesymistycznym wariancie
          możesz wylądować na terapii.

          Coś jest na rzeczy w wierze, że wampir nie wejdzie do domu, jeśli go wcześniej
          tam nie zaprosisz.
          • tuluz-lotrek publikacje 18.06.10, 19:01
            I jeszcze jedno - w przyszłości w podobnej sytuacji, jeśli potencjalnego
            przyszłego szefa nie znasz z konferencji czy wykładów, dobrze jest nie tylko
            sprawdzić, *gdzie* publikował, ale przede wszystkim przeczytać, *co* publikuje.
            Niekoniecznie wszystko, na to zwykle nie ma czasu. Ale często wystarczy wybrać
            losowo parę prac i troszkę im się przyjrzeć. To naprawdę powie Ci o człowieku
            wiele rzeczy pomocnych w podjęciu decyzji o przyszłej współpracy, choć
            oczywiście nie zawsze ujawni np. wypaczenia charakteru - możesz więc uznać go za
            fantastycznego autora, podczas gdy on ma tylko talent do dobierania dobrych
            ghostwriterów...
        • zielka Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 20:05
          No to co, poszlo, nie? Wyslane przed minuta, w cywilizowanej formie,
          "thanks but no". Teraz ide odkrecac inne rzeczy, zeby mnie gdzies
          jednak wzieli :-)

          Ale dzieki za rady, nie, no pewnie, ze jakos tam chcialam miec
          potwierdzenie, ale na serio, nie musze miec tej pracy, a czlowiek
          sprawil, ze sie naprawde fatalnie psychologicznie czulam po spotkaniu.
          Wiec aby uniknac psychologa, pojade gdzie indziej.
          • dala.tata Re: Moge was prosic o rade? 18.06.10, 20:48
            thanks, but, no, thanks :-)

            bardzo sie ciesze ze tu na forum mamy powazny wwplyw na zycie ludzi :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja