Robię się stary i wredny..

27.06.10, 12:08
Zauważyłem, że im dłużej pracuję na uczelni, tym bardziej robię się wredny.

Podam przykład. Dostałem list od studenta, który robił studia na innej
uczelni, a teraz przeniósł się do nas. Jak oróżnice programowe wpisali mu mój
przedmiot. W liśce pisze, że on to wszystko miał, więc chce bym mu przepisał
ocenę albo zynaczył termin zaliczenia.

Wysłałem mu wyciąg z regulaminu (punkt o obowiązkowym uczestnictwu w
zajęciach). On mi na to, że nigdy dotąd "dział administracji" nie robił mu
problemów z powodów nieobecności.

Jeszcze pięć lat temu chyba bym mu ocenę przepisał. A dzisiaj mam ochotę być
wredny i trzymać się regulaminu.

Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu coraz bardzij drażnią mnie listy zaczynające
się od "Witam... " i kończące "pozdrawiam".

Też tak macie?
    • dala.tata Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 12:26
      tak, ale nie z nieobecnoscia. wymog obecnosci na zajeciach, poza jakimi
      szczegolnymi przypadkami, gdzie na zajeciach student sie uczy konkretnych
      umiejetnosci - no, powiedzmy, naciecia skalpelem - nie ma wedlug mnie sensu.i
      dlatego nigdy nie sprawdzam obecnosci.
      • pr0fes0r Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 12:41
        Na dziennych pewnie masz rację. Na zaocznych w żadnym wypadku - przy tak
        żałośnie niskiej liczbie spotkań uczestnictwo w zajęciach jest absolutną
        koniecznością i u mnie jest jednym z kryteriów otrzymania zaliczenia.

        Kiedyś wychodziłem z zasady, że student to dorosły człowiek i sam powinien
        zdawać sobie z tego sprawę, że uczestnictwo w zajęciach zazwyczaj wychodzi mu na
        dobre. A potem zmądrzałem.
        • dala.tata Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 13:11
          no wiec u mnie nie, bez wzgledu na typ studiow. ja mam zawsze wrazenie, ze
          sprawdzanie obecnosci jest dzialalnoscia li tylko dyscyplinarna. i jako ze nie
          kontrolujemy tego, co student sobie mysli na zajeciach i moze sobie myslec o
          niebieskich migdalach czy tez dupie marynie, to jego obecnosc cialem mnie
          zupelnie nie interesuje.
    • ford.ka Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 12:52
      Mam dwa lekarstwa na starczą wredotę:
      1. zastanowić się, czy wredotą sam nie sprowadzam na siebie dodatkowej
      pracy - jak wychodzi że tak, wredota przechodzi samoistnie ;)
      2. nie odpowiadać od razu na listy, które mnie irytują. Następnego dnia
      efekt niespodzianki znika i myślę już tylko o tym, jak sprawę zamknąć
      minimalnym wysiłkiem.
      Zastanawiając się, co z takim studentem zrobić, tracisz swój cenny czas,
      który możesz n.p. poświęcić na leżenie pod gruszą na dowolnie wybranym
      boku, a dzień akurat mamy piękny. Na to, że wywołasz u studenta pogłębioną
      refleksję, nie ma co liczyć, zresztą jaka by to miała być refleksja? Jeśli
      rzeczywiście miał już taki kurs i go zaliczył (ale pod nazwą na tyle inną,
      że dziekanat nie załapał, że chodzi o to samo), zapewne uczęszczając na
      zajęcia w wymaganym czasie i miejscu, najgłębsza (i w pełni
      usprawiedliwiona) refleksja będzie brzmieć: "Jezu, co za debil!".
      • frusto Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 13:56
        ford.ka napisał:
        > Jeśli
        > rzeczywiście miał już taki kurs i go zaliczył (ale pod nazwą na tyle inną,
        > że dziekanat nie załapał, że chodzi o to samo), zapewne uczęszczając na
        > zajęcia w wymaganym czasie i miejscu, najgłębsza (i w pełni
        > usprawiedliwiona) refleksja będzie brzmieć: "Jezu, co za debil!".

        Wg mnie mógł się wykazać minimum wysiłku i pojawić się na początku roku. Albo
        chociaż wysłać list na początku roku. List wysłany pod koniecm na zasadzie "nie
        chodziłem, a teraz chcę zaliczać" mnie osobiście bardzo drażni.
        • pfg Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 20:10
          No, to jest insza inszość. Skoro człowiek się nie pofatygował przez
          cały semestr, to znaczy, że albo mu nie zależało, albo okazał
          lekceważenie. Ja bym mu to wyraźnie powiedział, ale jednak do
          zaliczenia dopuścił, wyznaczając jakiś termin wygodny dla mnie, bez
          pytania, czy studentowi on odpowiada. No i jeżeli gość nie będzie
          umiał, to wtedy nie ma uproś.

          Obecności nigdy nie sprawdzam - no, prawie nigdy, wyjątkiem są
          zajęcia fundowane przez "kierunek zamawiany", bo tam trzeba wszystko
          dokumentować - więc niektórzy studenci mnie lekceważą. Taka karma.
          Lecz jeśli na egzaminie umieją, to nie mam przesadnych pretensji.
          • adept44_ltd Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 21:07
            ja przyjmuję, że to delikwent decyduje, jak chce się przygotować do egzaminu, ze
            mną, czy samodzielnie
            z sytuacji zabawnych - prowadziłem kiedyś zajęcia na studiach podyplomowych,
            poważna klientela na sali i w połowie zajęć wpadała mi szefowa tychże studiów,
            by sprawdzić obecność, ubaw mieliśmy po pachy...
      • chilly Re: Robię się stary i wredny.. 05.07.10, 17:33
        Ostrożnie z choćby i myślowymi inwektywami:
        "Po skończonym egzaminie profesor wpisał do indeksu studenta jedynie
        słowo "idiota".
        Ten przeczytał, popatrzył na profesora i mówi:
        - Ależ pan profesor jest dziś roztargniony. Miał pan wpisać ocenę, a
        tylko się pan podpisał".
    • niewyspany77 Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 13:47
      jak chcesz szybko: wyznacz termin, daj 3 pytania sredniej skali trudnosci i
      ciesz sie wakacjami.
      jak chcesz szybko i zlosliwie, jak wyzej, tylko pytania trudne. no i licz sie z
      tym, ze we wrzesniu bedziesz nie ten teges.
      jak chcesz szybko i ultrazlosliwie, napisz mu "regulamin zabrania".
      jak chcesz ultramegaszybko to po prostu przepisz te ocene.

      osobiscie wybralbym trzymanie sie regulaminu. takie rzeczy powinno sie zalatwiac
      na starcie przedmiotu, nie na koncu, ze szczegolnym naciskiem na inicjatywe
      studenta.
    • adept44_ltd Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 14:57
      hm, ja mam odwrotnie... łagodnieję

      obecności, nigdy nie sprawdzałem i nie sprawdzam
      • zimnozimno1 Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 19:48
        i tak na kartce bys mial dwa razy wiecej
      • adept44_ltd Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 19:54
        mogłoby być trudno, tak na oko frekwencja jest w okolicach 90% ;-)
        • zimnozimno1 Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 21:13
          nie deprecjonujac Twojego intelektu, jestes przystojny?
          • adept44_ltd Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 21:29
            tylko i wyłącznie ;-), niepokoi mnie wszakże męska część widowni ;-)
            • zimnozimno1 Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 21:47
              oj biedactwo. na kierunku humanistycznym by Cie zjadly w calosci :)

              • adept44_ltd Re: Robię się stary i wredny.. 27.06.10, 21:49
                coś takiego ;-)
            • eeela Re: Robię się stary i wredny.. 30.06.10, 10:56

              > tylko i wyłącznie ;-), niepokoi mnie wszakże męska część widowni ;-)

              a) Statystyczne 5% może być orientacji homoseksualnej
              b) Przychodzą pilnować swoich dziewczyn ;-)
              • adept44_ltd Re: Robię się stary i wredny.. 30.06.10, 11:12
                dzięki eeela, masz dar uspokajania :)
                • zimnozimno1 Re: Robię się stary i wredny.. 30.06.10, 12:33
                  eeela naukowo zlagodzila temat...a napisz, ze nie pomyslales :)
                  • adept44_ltd Re: Robię się stary i wredny.. 30.06.10, 13:41
                    wiesz,w miarę upływu lat myślenie przychodzi z coraz większym trudem ;-)
                    • zimnozimno1 Re: Robię się stary i wredny.. 30.06.10, 14:38
                      a to dobra informacja
                  • chilly Re: Robię się stary i wredny.. 05.07.10, 17:37
                    Eeee tam! dziewczyn się szuka na innych kierunkach (dobry złodziej nie
                    kradnie na swoim podwórku).
                    P.S. Przystojny już byłem.
    • flamengista ale o co chodzi 27.06.10, 22:04
      Jakby przyszedł na początku semestru - nie ma sprawy.

      A teraz? Ja bym na pewno nie poszedł mu na rękę, nawet za cenę większej roboty.
      • frusto Re: ale o co chodzi 29.06.10, 10:18
        flamengista napisał:

        > Jakby przyszedł na początku semestru - nie ma sprawy.


        Dokładnie. Jeszcze się nie zdarzyło, bym komuś nie poszedł na rękę, jak
        załatwiał sprawę normalnie, na początku semestru. Zwłaszcza, jeżeli się
        osobiście fatygował.
        • dala.tata Re: ale o co chodzi 29.06.10, 10:43
          czyliu tak ogolnie to problem jest w tym, ze nie oddal ci naleznego szacunku? i
          ja to rozumiem, bo mysle ze to jest pewien problem. ale w takim razie nie
          udawajmy, ze to chodzi o co innego. trzeba kota zczolgac, bo nie zgial karku
          odpowiednio, osobiscie sie fatygujac.

          frusto napisał:

          > Dokładnie. Jeszcze się nie zdarzyło, bym komuś nie poszedł na rękę, jak
          > załatwiał sprawę normalnie, na początku semestru. Zwłaszcza, jeżeli się
          > osobiście fatygował.
          • charioteer1 Re: ale o co chodzi 29.06.10, 11:07
            Sorry, ale nie widze tu tego czolgania. Dziekan uznal, ze student ma uzupelnic
            roznice programowe, a student twierdzi, ze juz to zaliczyl na innej uczelni. W
            takiej sytuacji obowiazkiem studenta jest ustalenie, na czym te roznice
            polegaja. Tego typu spraw nigdy nie zalatwiam bez okazania przez studenta
            stosownego wpisu w indeksie, z nazwa przedmiotu, nazwiskiem prowadzacego i
            liczba godzin.

            A tak zupelnie na marginesie, nigdy nie przepisuje cudzych ocen jako swoich,
            jezeli nie poleci mi tego dziekan albo dyrektor instytutu. A z jakiej racji mam
            sie podpisywac pod cudza ocena?
            • dala.tata Re: ale o co chodzi 29.06.10, 13:29
              chario, gdybys przeczytala mojego posta jako odpowiedz na post frusto, moze
              byloby jasniejsze. ale niekoniecznie...
              • charioteer1 Re: ale o co chodzi 29.06.10, 14:06
                dala.tata napisał:

                > chario, gdybys przeczytala mojego posta jako odpowiedz na post frusto, moze
                > byloby jasniejsze. ale niekoniecznie...

                W postach powyzej mowa jest o tym, ze takie sprawy zalatwia sie po pierwze na
                poczatku semestru. po drugie osobiscie.
          • frusto Re: ale o co chodzi 29.06.10, 15:05
            dala.tata napisał:

            > czyliu tak ogolnie to problem jest w tym, ze nie oddal ci naleznego szacunku?
            Nie. Chodzi o to, że to do _mnie_ należy decyzja, czy ocenę moge przepisać czy
            nie. To _ja_ mam ocenić, czy delikwent powinien chodzić, czy tez nie na zajęcia,
            czy faktycznie uczył się tego samego czy nie - bo to _ja_ te zajęcia prowadzę i
            _ja_ wiem, czego na nich uczę i czego wymagam. Nie mam żadnego obowiązku
            przepisania oceny i za każdym raze mjej przepisanie to jest po prostu uprzejmość
            z mojej strony.

            > nie
            > udawajmy, ze to chodzi o co innego. trzeba kota zczolgac, bo nie zgial karku
            > odpowiednio, osobiscie sie fatygujac.
            Dala.tata, wyobraź sobie, że masz kumpla - super-ekstra. I porównaj dwie sytuacje:

            1) Przychodzi do ciebie i prosi o 5 zlotych. Pewnie mu dasz, bo w koncu to super
            kumpel
            2) Przychodzi do ciebie i wyjmuje ci 5 zlotych z portfela, bo przeciez i tak byś
            mu dał. Naprawdę chcesz mi powiedzieć, że byś się nie wściekł?
            • dala.tata Re: ale o co chodzi 29.06.10, 16:24
              to ja nie widze problemu. oceniasz tak, jak uwazasz za stosowne i koniec kropka.
              to, czy przyszedl czy nie przeszydl, kiedy, jak, osobicie czy nie, nie ma
              znaczenia.

              dokonaj zatem oceny, postaraj sie, zeby to byla ocena jak najobiektywniejsza i
              zeby byla tak postrzegana. i po problemie.

              student to nie kumpel. nie mam zadnych oczekiwan personalnych wobec studentow,
              mam oczekiwania instytucjonalne.
              • eeela Re: ale o co chodzi 30.06.10, 11:01

                > student to nie kumpel. nie mam zadnych oczekiwan personalnych wobec studentow,
                > mam oczekiwania instytucjonalne.


                Ale czy takim instytucjonalnym oczekiwaniem nie powinno być, że student powinien
                przyjść i uzgodnić sprawę na początku semestru?

                Skoro dziekan nie wyraził zgody, ale student w dalszym ciągu uważał,że nie jest
                to słuszna decyzja, powinien sprawdzić z wykładowcą na początku zajęć, czy
                istnieje jednak taka możliwość, żeby tę ocenę przepisać. Przychodzenie na końcu
                semestru i mówienie, że dziekan co prawda się nie zgodził, ale student uznał, że
                mu się wpis należy, bez uprzedniego skonsultowania sprawy z wykładowcą, moim
                zdaniem bardzo się rozmija ze wszelkimi instytucjonalnymi oczekiwaniami.
                • dala.tata Re: ale o co chodzi 30.06.10, 23:09
                  eeeelu, nie wiem, kiedy student mial przyjsc. jesli jest
                  gdzies naopisane ze na poczatku semestru, to na poczatku semsestru. jesli
                  'wszyscy wiedza' ze na poczatku semestru, to wtedy kiedy mial ochote.
                  • ford.ka Re: ale o co chodzi 01.07.10, 08:47
                    Student miał przyjść na początku semestru na pierwsze zajęcia i
                    przychodzić na każde następne aż do końca semestru i uzyskania zaliczenia.
                    Na tym polega wyrównywanie różnic programowych. Jeśli uważa, że dziekan
                    (czyt. panie w dziekanacie) się pomylił, mógł się odwołać do ww. dziekana
                    (czyt. to samo ;) albo do wykładowcy, ale jeśli nie pojawił się na
                    zajęciach na początku semestru i nigdy później to znaczy, że jeden kurs
                    raczył olać. Nad tym, co teraz należy robić, możemy debatować, ale taki
                    jest stan obecny.
            • flamengista hmm 29.06.10, 17:56
              Po pierwsze: według naszego regulaminu studiów decyzja o przepisaniu oceny
              należy tylko i wyłącznie do wykładowcy odpowiedzialnego za egzamin.

              Po drugie: kurs kursowi nierówny. Co innego, jak mamy kurs o identycznej nazwie,
              ujęty w minimach programowych. Co innego, jak są to kursy podobne - wówczas
              można porównać sylabusy i podjąć decyzję.

              Po trzecie: ocena. Co innego przepisać piątkę, co innego tróję! Ja przepisuję od
              4,0 w górę.

              Po czwarte: uczelnia i wykładowca. Jak na SUMie przychodzi do mnie student po
              Wyższej Szkole Gotowania na Gazie, z wpisem w indeksie od dr Alfonsa Anonima z
              Pcimia Górnego, to nie przepisuję. Co innego, jak jest to solidna uczelnia, o
              której wiem że trzyma jakieś standardy.

              Do tego wszystkiego trzeba mieć czas, a ten czas jest na początku semestru.
              Przychodzenie z taką sprawą pod koniec semestru to próba wymuszenia, postawienia
              wykładowcy "pod ścianą". To także brak szacunku, a jakże. Jak się sami nie
              będziemy szanować, to i inni nas szanować nie będą.
          • pfg Re: ale o co chodzi 30.06.10, 14:08
            dala.tata napisał:

            > czyliu tak ogolnie to problem jest w tym, ze nie oddal ci naleznego szacunku?

            Nie przyszedł w terminie, znaczy, nie zależy mu. To dlaczego mnie ma zależeć?
            Facet prosi mnie o uprzejmość, a traktuje jak jelenia. Studia mają uczyć różnych
            rzeczy, także pozazawodowych. W tym wypadku gość albo się nauczy, że terminy i
            wymagania formalne są bez znaczenia, albo że jeżeli zawali ten punkt, to może
            mić problemy.
            • dala.tata Re: ale o co chodzi 30.06.10, 23:13
              a wiedzial ze to termin skad? jesli jest zapisana procedura, spoko. jesli nie,
              to nie widze problemu. a jak przyszedl w dzinsach a nie w garniturze to tez mu
              nie zalezy? gdzie jest granica tego okazywania szacunku?

              ja chyba nie kupuje ogladania studenta w kategoriach 'mu nie zalezy'. i calego
              tego spersonalizowania student nie jest petentem, ktoremu 'ma zalezec'.

              pfg napisał:

              > Nie przyszedł w terminie, znaczy, nie zależy mu. To dlaczego mnie ma zależeć?
              > Facet prosi mnie o uprzejmość, a traktuje jak jelenia. Studia mają uczyć różnyc
              > h
              > rzeczy, także pozazawodowych. W tym wypadku gość albo się nauczy, że terminy i
              > wymagania formalne są bez znaczenia, albo że jeżeli zawali ten punkt, to może
              > mić problemy.
              >
              • eeela Re: ale o co chodzi 30.06.10, 23:54
                i calego
                > tego spersonalizowania student nie jest petentem, ktoremu 'ma zalezec'.


                Ależ właśnie chyba w tej sytuacji jest? Skoro dziekan nie wyraził zgody, a on
                prosi wykładowcę, aby ten fakt pominąć?
                • dala.tata Re: ale o co chodzi 01.07.10, 00:11
                  ale on se moze robic co mu sei podoba.
                  • eeela Re: ale o co chodzi 01.07.10, 00:34
                    Student? No pewnie może. Ale wykładowcy nie musi się podobać to samo ;-)
                    • dala.tata Re: ale o co chodzi 01.07.10, 01:04
                      otoz tu sie nie zgadzamy. wykladowcy nie moze sie podobac czy nie. wykladowca
                      powinien sie kierowac regulaminem studiow a nie szacunkiem, olewaniem itp itd

                      eeela napisała:

                      > Student? No pewnie może. Ale wykładowcy nie musi się podobać to samo ;-)
                      >
                      >
                      • eeela Re: ale o co chodzi 01.07.10, 01:23
                        Nie znam regulaminu uczelni, o której mowa. Na jakiejś podstawie jednak
                        studentowi odmówiono początkowo przepisania oceny. Być może uznano, że
                        przedmiot, który miał zaliczony, nie pokrywa się w pełni z tym, z którego chce
                        wpis. Jeśli wykładowca ma prawo tę decyzję podważyć, to należy dać mu się
                        zapoznać z przypadkiem na początku semestru, żeby mógł sam podjąć decyzję, czy
                        może tę ocenę przepisać, czy nie. A co, jeśli według jego uznania przedmiot by
                        się wystarczająco nie pokrywał?
                        • dala.tata Re: ale o co chodzi 01.07.10, 01:37
                          juz o tym napisalem. jesli nie przepisze, to student nie zalicza roku,
                          przedmiotu, studiow, idzie do wiezienia. ale to jest sprawa studenta, a nie
                          wykladowcy nie? wykladowca ma ocenic, czy student ma chodzic na zajecia czy nie.

                          u mnie na uni, jesli student nie zapisze sie w ciagu chyba 3 tygodni od
                          rozpoczecia semestru na przedmot, no to nie moze go zrobic. i nie ma zmiluj sie.
                          i jesli sie okazuje, ze to jest oowiazkowy przemdiot bez kotrego nigdy wiecej
                          student nie bedzie mogl studiowac, to rowniez to jest sprawa studenta.

                          podobnie jest tutaj. student przyszedl pod koniec semestru, frusto stweirdzil,
                          ze nie przepisze (na podstawie przeslanek merytorycznych), no to student ma
                          problem. jego ryzyko, jego sprawa. ale sama decyzja MUSI byc merytoryczna. czy
                          student wie, czy nie wie, czy ma jakies kompetencje, umiejetnosci.

                          cale to gadanie o tym, kiedy przyszedl, czy mu zalezy to jest pieprzenie kotka,
                          w tym flamengisty idea, ze jak ma 4 z dobrej uczelni, to git, a jak ze slabej
                          uczleni to nie przepiszemy, bo nie. tak jakby to, ze ktos ode mnie dostal 5
                          oznaczalo gwarancje, ze on cos umie, ze na pewno nie sciagal, ze na pewno nie
                          napisal plagiatu.a ja to gwarantuje wlasna krwia.
              • pfg Re: ale o co chodzi 01.07.10, 00:36
                dala.tata napisał:

                > a wiedzial ze to termin skad? jesli jest zapisana procedura, spoko.

                W wypadkach wątpliwych należy użyć przyrodzonego światła rozumu.
                Dziekan uznał, że student musi zaliczyć przedmiot F. Student wobec
                tego powinien
                a) spełnić wszystkie wymagania przewidziane do zaliczenia F, co może
                obejmować obowiązek uczęszczania na zajęcia, lub też
                b) na początku semestru przekonać prowadzącego, że on, student,
                zasługuje na jakiś specjalny sposób potraktowania (przepisanie
                oceny, zaliczenie eksternistyczne, whatever). Zamiast tego student
                c) nie robi nic. Po polsku liczy, że jakoś to będzie, lub w ogóle
                nie zastanawia się nad konsekwencjami niezaliczenia, lub też sądzi,
                że jest ponad rzeczy tak przyziemne, jak wymogi i procedury. W ten
                sposób student wykazuje się brakiem roztropności. I to nalezy
                napiętnować.

                P.s. W dżinsach niech chodzi, byle czystych. Sam chodzę. Jeśli
                przyjdzie brudny i będzie śmierdział, wyrzucę. Już mi się to
                zdarzyło.
                • dala.tata Re: ale o co chodzi 01.07.10, 01:02
                  pfg napisał:
                  > b) na początku semestru przekonać prowadzącego, że on, student,
                  > zasługuje na jakiś specjalny sposób potraktowania (przepisanie
                  > oceny, zaliczenie eksternistyczne, whatever). Zamiast tego student

                  a dlaczego na poczatku?


                  > P.s. W dżinsach niech chodzi, byle czystych. Sam chodzę. Jeśli
                  > przyjdzie brudny i będzie śmierdział, wyrzucę. Już mi się to
                  > zdarzyło.

                  pfg, wiesz dobrze ze nie o to idzie.iidzie o problem szacubku, ktory sie
                  pojawil.ja pytam, gdzie jest granica konicznosci okazywania szacunku. i dlaczego
                  to ma wplyw na zalatwianie kwestii.

                  i zeby ni ebylo. mam w nosie konkretnego studenta, podejrzewam ze olal sprawe i
                  mu sie przypomnialo. ja tylko nie rozumiem, dlaczego to jest problem.
                  • pr0fes0r Re: ale o co chodzi 01.07.10, 01:09
                    dala.tata napisał:

                    > pfg napisał:
                    > > b) na początku semestru przekonać prowadzącego, że on, student,
                    > > zasługuje na jakiś specjalny sposób potraktowania (przepisanie
                    > > oceny, zaliczenie eksternistyczne, whatever). Zamiast tego student
                    >
                    > a dlaczego na poczatku?

                    No, bez przesady... ponieważ, jeśli wykładowca stwierdzi, że warunki formalne do
                    przepisania oceny nie zostały spełnione, student musi uczestniczyć w zajęciach
                    na normalnych zasadach.
                    • adept44_ltd TYLKO ASP 01.07.10, 01:13
                      można sobie obraz namalować...
                      • adept44_ltd ? 01.07.10, 01:15
                        zachodzę w głowę, jak to się stało, niemniej to cenna porada do sąsiedniego wątku...
                    • dala.tata Re: ale o co chodzi 01.07.10, 01:26
                      chyba ze bedzie uczestniczyl w zajeciach w nastepnym roku, nie? albo po prostu
                      nie zaliczy roku. jego sprawa. sorry, ja nie widze problemu. mam wrazenie ze
                      chcecie zeby student wykazal sie, zeby pokazal ze mu zalezy, ze jest pilny i
                      okazal szacunek.

                      a student nie jest od okazywania szacunku do cholery. student ma wypelnic
                      oczekiwania regulaminu studiow i przedmiotu. jesli wykladowca uznaje ze nie
                      przepisze przedmiotu bo student nie ma jkaiejs tam wiedzy, no to nie przepisuje
                      i koniec. i jesli student przyszeld pod koniec przedmiotu, no to ma problem, nie
                      zalicza przedmiotu, nie zalicza roku cokowliek. ale nie rozumiem, dlaczego na
                      decyzje, czy przepisac ocenie czy nie, wplywa to, kiedy student przychodzi.

                      ja mam caly czas wrazenie, ze ogolnie od studenta wymagacie, zeby 'ladnie
                      poprosil'. kwiaty tez ma przyniesc? jak napisal flamengista, jak sami sie nie
                      bedziemy szanowac...tyle ze ja nie widze tutaj tego 'szanowania sie'.
                      • pr0fes0r Re: ale o co chodzi 01.07.10, 11:00
                        dala.tata napisał:

                        > e
                        > zalicza przedmiotu, nie zalicza roku cokowliek. ale nie rozumiem, dlaczego na
                        > decyzje, czy przepisac ocenie czy nie, wplywa to, kiedy student przychodzi.

                        dala.tato, mam do Ciebie wielki szacunek, ale chyba na innym świecie żyjesz.

                        Najprawdopodobniejszy scenariusz jest taki, że decydując się przyjść dopiero pod
                        koniec roku student dokonuje świadomej zagrywki pt. "przecież musi mi zaliczyć,
                        bo inaczej będę powtarzać rok/przedmiot, nie zrobi mi tego" i w przypadku odmowy
                        będzie na tym motywie jechać do oporu (płacz, błaganie, odwoływanie do dziekana,
                        a zwłaszcza do pani dziekan, żeby się nad biedactwem ulitowali). Jednym słowem,
                        z góry założył, że olewa przedmiot, a zaliczenie wymusi szantażem emocjonalnym.
                        To jedno.

                        Drugie zaś jest to, że zapewne OP nie jest zimnym skurwysynem, który w takiej
                        sytuacji z szyderczym rechotem wpisuje ndst i wywala indeks przez okno. I
                        postawiony w takiej sytuacji po prostu jest wściekły, że student próbuje wymusić
                        na nim korzystną dla siebie decyzję. Ja na pewno byłbym wściekły na jego miejscu.
                        • dala.tata Re: ale o co chodzi 01.07.10, 15:21
                          raczej zgadzam sie z diagnoza. ale powtarzam: ona jest nierelewantna. przypadek
                          studenta powienien byc rozwazony zgodnie z obowiazujacymi procedurami.
                    • pfg Re: ale o co chodzi 01.07.10, 09:39
                      pr0fes0r napisał:

                      > jeśli wykładowca stwierdzi, że warunki formalne do
                      > przepisania oceny nie zostały spełnione, student musi uczestniczyć
                      w zajęciach
                      > na normalnych zasadach.

                      Hear, hear!
                  • pfg Re: ale o co chodzi 01.07.10, 10:10
                    dala.tata napisał:

                    > idzie o problem szacubku, ktory sie
                    > pojawil.ja pytam, gdzie jest granica konicznosci okazywania
                    szacunku. i dlaczego
                    > to ma wplyw na zalatwianie kwestii.

                    Chodzi o dwie kwestie. O szacunek i o naukę, że reguły należy
                    szanować. Student samowolnie złamał reguły (nie uczestniczył w
                    zajęciach) i teraz oczekuje, że wykładowca machnie na to ręką. Gdyby
                    tak się stało, byłaby to zła nauka dla studenta, bo potem, w znacznie
                    ważniejszych kontekstach - w życiu, w pracy - ta osoba będzie
                    oczekiwać, że jej reguły nie obowiązują i może się boleśnie
                    przekonać, iż oczekiwanie takie jest pozbawione podstaw.

                    Co zaś się tyczy szacunku, to student prosi (domaga się)
                    potraktowania na jakichś innych zasadach, niż innych studentów. Jeśli
                    ktoś chce ponadstandardowego potraktowania, powinien przekonać
                    prowadzącego, że na to zasługuje. Oczekiwanie, że student taki o
                    specjalne potraktowanie grzecznie poprosi w stosownym czasie (aby na
                    wypadek odmowy mógł zaliczać na normalnych zasadach) i prośbę swoją
                    poprze odpowiednimi argumentami, nie wydaje mi się jakąś szczególną
                    szykaną. Blankietowa zgoda na traktowanie jednego studenta lepiej niż
                    innych może wyglądać na brak szacunku dla własnej pracy i, w mojej
                    opinii, *z całą pewnością* oznacza brak szacunku dla pozostałych
                    studentów, którzy wychodzą na jeleni. Mogli wszak zaliczyć na
                    wygodnych dla siebie zasadach, a tymczasem cały semestr chodzili na
                    zajęcia, przygotowywali się, robili projekty czy czego tam od nich
                    prowadzący oczekiwał. Idioci jacyś, nie?
                    • frusto Re: ale o co chodzi 01.07.10, 11:17
                      pfg napisał:
                      > Chodzi o dwie kwestie. O szacunek i o naukę, że reguły należy
                      > szanować. Student samowolnie złamał reguły (nie uczestniczył w
                      > zajęciach) i teraz oczekuje, że wykładowca machnie na to ręką.

                      Krynico mądrości przenajczystsza, lepiej bym tego nie ujął, choćbym trzy dni się
                      zastanawiał.

                      "Student zobowiązany jest do aktywnego uczestnictwa we wszystkich zajęciach
                      dydaktycznych", "niezwłocznego usprawiedliwienia nieobecności u prowadzącego na
                      zajęciach, na których obecność jest kontrolowana", "za nieusprawiedliwione
                      nieobecności dziekan może stosowac sankcje do usunięcia ze studiów włącznie",
                      "nieobecność, nawet usprawiedliwiona, na więcej niż 1/3 zajęć może być podstawą
                      do niezaliczenia"

                      I najważniejszy zapis, który wprawdzie tyczy wznowienia studiów po zawaleniu
                      roku a nie kontynuowania ich na innej uczelni, ale w oczywisty sposób powinien
                      mieć analogię tutaj:


                      "Student, który wznowił studia, może ubiegać się, w formie pisemnej, w ciągu
                      dwóch pierwszych tygodni zajęć lub zjazdów, u prowadzącego zajęcia, o
                      przepisanie oceny
                      "
                      • dala.tata Re: ale o co chodzi 01.07.10, 15:22
                        fursto, to na czym polega problem? studetnowi powinienes poweidziec NIE. i
                        powtarzam jak ten cyceron: szacunek nie ma tu nic do rzeczy.
                    • dala.tata Re: ale o co chodzi 01.07.10, 15:20
                      pelna zgoda: student zlamal reguly gry. w regulaminie studiow jest na to
                      paragraf. nic wieccej nie jest nam potrzebne, zadne inne wzgledy nie powinny
                      wchodzic w rachube.

                      jesli student prosi o szcczegolne traktowanie, nie powinien go dostac, chyba ze
                      pozwala na to regulamin, a decyzja wydana jest na podstawie konkretnych kryteriow.

                      nadal nie widze tu kwestii szacunku. przynajmniej z punktu widzenia instytucji.
                      • pfg Re: ale o co chodzi 01.07.10, 15:50
                        dala.tata napisał:

                        > nadal nie widze tu kwestii szacunku. przynajmniej z punktu widzenia
                        > instytucji.

                        Chodzi o sytuację, w której człowiek dysponujący pewną władzą zrobić
                        coś może, ale nie musi.

                        Zgadzam się, że w bardzo wielu obszarach życia ważne są formalne
                        kryteria i procedury. Jednak pomysł, że wszystko da się uregulować,
                        jest mrzonką, biorącą się z jednej strony z lewicowego urojenia, że
                        jeśli się czegoś zakaże, to ta rzecz natychmiast znika, z drugiej zaś
                        z litygacyjnej kultury amerykańskiej, w której, jeśli na kubku w
                        MacDonaldzie nie jest napisane, że zawartość jest gorąca, ktoś, kto
                        się poparzy, może uzyskać wielomilionowe odszkodowanie, a rodzina
                        nieutulona w żalu po stracie kogoś porażonego prądem, może pozwać
                        producenta i sprzedawcę suszarki do włosów, która nie miała w
                        instrukcji obsługi napisane w siedmiu językach, że nie należy jej
                        używać pod prysznicem. Chęć ujęcia wszystkiego w przepisy i
                        regulaminy, sformułowania procedur obsługujących wszelkie możliwe
                        przypadki, prowadzi co najwyżej do raju dla prawników. Są rzeczy,
                        które można i należy pozostawiać do rozstrzygnięć "dyskrecjonalnych"
                        osób kierujących się i przepisami prawa, i doświadczeniem życiowym, i
                        zdrowym rozsądkiem.

                        Gdyby uczelnia, na której pracuje frusto, zakazywała mu zaliczenia
                        studentowi kursu na zasadach innych, niż "ogólne", nie ma sprawy, ale
                        też nie byłoby tej dyskusji. Zrozumiałem jednak, że frusto może,
                        wedle własnego rozeznania, zdecydować o przepisaniu oceny lub o
                        zaliczeniu eksternistycznym - może, ale nie musi. Skoro więc *może*,
                        to prosząc o to należy być grzecznym i uprzejmym, nie okazywać
                        lekceważenia dla pracy tego, kto ma podjąć ważną dla nas decyzję, to
                        taka zwykła życiowa mądrość. Student zaś najwyraźniej tkwi w
                        przeświadczeniu, że specjalne potraktowanie mu się należy.
                        • frusto Re: ale o co chodzi 05.07.10, 09:58
                          pfg napisał:

                          > Zrozumiałem jednak, że frusto może,
                          > wedle własnego rozeznania, zdecydować o przepisaniu oceny lub o
                          > zaliczeniu eksternistycznym - może, ale nie musi.

                          Dokładnie tak jest.
                          • malediv07 Re: ale o co chodzi 05.07.10, 17:59
                            nie rozumie tego, dlaczego razi Cie zwrot Witam i pozdrawiam - to
                            taka forma wstępu i zakończenia w listach e-mail można niby wstęp
                            rozpocząć zwrotem dzień dobry zakończenie z poważaniem ewentualnie
                            jeszcze inaczej, ale nie uważam, że tego typu zwrot jest czymś złym.

                            a z tym przepisywaniem O.K. pewne sprawy powinny być na porządku i
                            owy student na początku powinien zgłosić to prowadzącemu, aby
                            prowadzący dał studentowi do zrozumienia, co z danym fantem student
                            ma zrobić. Jeśli prowadzący ma ale, może w jakiś szybki sposób
                            zweryfikować czy dany przedmiot był i czy student coś z niego
                            wyniósł, ale, do czego zmierzam, bo znam to ze swojej autopsji,
                            miąłem przyjemność przenosić się z jednej uczelni na drugą i tak mi
                            się zdarzyło, że umówiłem się z dwoma kobietami (panie doktor),
                            jedna mi przepisz ćwiczenia, bo je miałem, a napiszę tylko egzamin,
                            na który obowiązywała już tylko teoria z tego przedmiotu, a z
                            drugiego przedmiotu inna pan doktor przepisze mi cały przedmiot, bo
                            owy przedmiot miałem i z nazwy i z programu taki sam a nawet więcej.
                            Problem się pojawił w czasie sesji egzaminacyjnej, jak poszedłem po
                            przepisy, jedna Pani stwierdziła, że nic nie pamięta, druga, że
                            jednak owy kierunek, który studiowałem ma inny program dla tego
                            przedmiotu i też kazała mi pisać egzamin. No nie było to dla mnie na
                            rękę, aby prosto z mostu pisać jeden i drugi egzamin.

                            Sprawa się tak zakończyła, że jedna Pani sobie w końcu przypomniała,
                            ze na początku semestru u niej byłem a druga, kiedy wetknąłem, jej
                            indeks pod oczy, aby sprawdziła, że dany przedmiot miałem taki sam -
                            pomyliły jej się po prostu informacje z dwoma kierunkami na tym
                            samym wydziale.

                            Potem jeszcze raz miąłem sytuację z przepisaniem, ale nie prosiłem
                            sam juz o żaden przepis tylko sam prowadzący na studiach II-go
                            stopnia zaproponował, ze ktoś, kto miął przedmiot, który on będzie
                            prowadził może przepisać. Zapytałem sie tylko czy aby na pewno
                            będzie pamiętał? Zapewnił mnie ze Bedzie. I pamiętał.
                            A co z tymi, co zapominają? Co na piśmie żądać?

                            A to gadanie o tym ten po Wyższej Szkole Tańca Góralskiego to temu
                            nie, ten to po UJ to temu tak, moim skromnym zdaniem to to
                            dyskryminacja. Albo prowadzący wprowadza jakieś reguły i o nich na
                            samym początku mówi, ze przepisuje od 4 i nikogo nie dyskryminuje,
                            ale bo nie przepisuje nikomu. Jaką można mieć gwarancje, ze ten z UW
                            u pana dr Kowalskiego z 5 umie więcej od tego po Wyższej Szkole
                            Tańca Góralskiego z 4 u pana profesora Zubera. Może ta osoba
                            z gorsza ocena i po rzekomo słabszej uczelni więcej umie i więcej
                            wyniosła niz. ta po UW.

                            • frusto Re: ale o co chodzi 06.07.10, 10:10
                              malediv07 napisał:

                              > nie rozumie tego, dlaczego razi Cie zwrot Witam i pozdrawiam - to
                              > taka forma wstępu i zakończenia w listach e-mail

                              Bo to nie jest korespondencja z kolegami od piwa. W formalnej korespondencji
                              należy stosować zwroty formalne.
                            • flamengista Re: ale o co chodzi 06.07.10, 10:41
                              Po pierwsze - mamy za dużo studentów, więc nie zawsze się od razu przypomina
                              takie przypadki. Sam miałem taką sytuację, ale jak zobaczyłem powtórnie indeks
                              to sobie delikwenta przypomniałem. Teraz jestem mądrzejszy i zaznaczam to na
                              listach z dziekanatu, że Iksiński ma mieć przepisaną ocenę.

                              Po drugie - tak, są jasne reguły. Syllabus obu kursów powinien być identyczny
                              (albo bardzo podobny), ocenę można przepisać w najlepszym przypadku od czwórki,
                              a egzamin mógł się odbyć do 2 lat wstecz. Większość studentów nie spełnia tych
                              wymogów, więc wszystko zależy od mojej dobrej woli - albo przymknę oko, albo
                              nie. Ja na ogół nie przymykam...

                              Po trzecie - tak, jest to dyskryminacja ale nie ma innego wyjścia. Jak widzę, że
                              w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie uczy kolega X, który słynie z tego, że daje
                              3 rodzaje ocen: 4,5, 5 i 5,5 (ciekawa angedota: wchodzi do niego studentka na
                              egzamin, a on od progu pyta: "czy zadowoli się Pani piątką"?), to wiem że jego
                              studenci nie umieją z tego kursu nic. Oczywiście wtedy nie mówię, że nie
                              przepiszę, bo uczy X, tylko wymagam sylabusa kursu. Więc wszystko jest lege artis.

                              Po czwarte - ja na studiach przeżywałem dokładnie to samo, studiując na 2
                              kierunkach. Teraz rozumiem, skąd się te problemy brały.
                              • malediv07 Re: ale o co chodzi 06.07.10, 16:26
                                No właśnie lepiej sobie to jakoś zaznaczyć, zapisać, aby potem nie
                                było sytuacji takich, jaką opisałem. Wszystko było uzgodnione,
                                wykładowca się zgodził, ale po kilku miesiącach rozczarowanie
                                studenta. Jednak z tym zapisywaniem, aby wykładowca pamiętał to też
                                jak sam nie zasugeruje to, co kazać wykładowcy, ALE NIE CH SOBIE
                                PAN/PANI ZAPISZE GDZIEŚ - czasami wykładowcy różnie odbierają prośby
                                od studentów.

                                >>ocenę można przepisać w najlepszym przypadku od czwórki,
                                >>a egzamin mógł się odbyć do 2 lat wstecz. Większość studentów nie
                                spełnia tych
                                >>wymogów, więc wszystko zależy od mojej dobrej woli - albo przymknę
                                oko, albo
                                >>nie. Ja na ogół nie przymykam...

                                A to widzisz taki Jaś z 3.5 nie dostanie przepisu, gdzie miał bardzo
                                wymagającego profesora i naprawdę umie wiele, ale ze względów na
                                zbyt obszerne wymagania wykładowcy gdzie na zaliczeniu nie było 3
                                zadań tylko 6 i z braków czasowych rozwiązał tylko połowę ma 3.5 a
                                taka Zosia u jakieś pani dr Jadzi ma, 4 bo Pani Jadzia zbyt wysokiej
                                poprzeczki nie stawiała a w dodatku swoje cukiereczki lepiej
                                traktowała.

                                >>Po trzecie - tak, jest to dyskryminacja ale nie ma innego wyjścia.
                                Jak widzę, że
                                >>w Wyższej Szkole Gotowania na Gazie uczy kolega X, który słynie z
                                tego, że daje
                                >>3 rodzaje ocen: 4,5, 5 i 5,5 (ciekawa angedota: wchodzi do niego
                                studentka na
                                >>egzamin, a on od progu pyta: "czy zadowoli się Pani piątką"?), to
                                wiem że jego
                                >>studenci nie umieją z tego kursu nic. Oczywiście wtedy nie mówię,
                                że nie
                                >>przepiszę, bo uczy X, tylko wymagam sylabusa kursu. Więc wszystko
                                jest lege artis.

                                Myślę, że nie jest lege arts, – bo albo się wszystkich traktuje na
                                równych zasadach i wszystkim przepisuje, albo nikogo nie
                                dyskryminuje i nie przepisuje nikomu.

                                Wracając jeszcze do kolegi X z Wyższej Szkoły Gotowania na Gazie,
                                nie wszyscy tak uczą.
                                • malediv07 Re: ale o co chodzi 06.07.10, 16:39
                                  p.s. i jeszcze jedno, co do różnych szkół, nie Tobie flamengisto czy
                                  komu innemu jest oceniać szkołę od tego jest PKA jak i inne
                                  instytucje oceniające i wydające zgodę na nauczanie/prowadzenie
                                  kierunku itd.

                                  Skoro zgoda jest, akredytacja też to, w czym problem – pewne
                                  standardy są trzymane, więc nie widzę problemu, a to, że jakiś Pan X
                                  stosuje przez siebie opracowaną i jemu wygodną metodę oceniania to
                                  już inna sprawa, a w dodatku nie Ty powinieneś się martwić o
                                  studenta tylko student o siebie czy przedmiot/sylabus powinien znać
                                  i będzie miał z tego korzyści czy też nie. Życie zweryfikuje
Pełna wersja