Przymus chodzenia na wykłady?

20.07.10, 23:12

zawsze deklarowałem się jako przeciwnik zmuszania studentów do
chodzenia na wykłady. Na pierwszych zajęciach oznajmiałem, że jeśli
chcą to niech chodzą, nie chcą - to nie, ale wiedzę przekazywaną
muszą uzyskać samodzielnie. Że wykład ma im pomóc w przygotowaniu się
do egzaminu, a jeśli uważają że się bez niego obejdą to ich sprawa.

Po obecnej sesji zastanawiam się czy takie podejście nie jest błędne.
Wyniki są bardzo słabe. Wypowiedzi pełne sloganów, stereotypowych
ujęć rodem ze ściąga.pl. Ogólnie brak refleksji nad najbardziej
fundamentalnymi pytaniami z najnowszej historii. A przedmiot
kierowany jest do studentów kierunku, w którym kluczowa jest
orientacja w kwestiach stanowiących przedmiot żywych debat
publicznych.

I teraz - teoretycznie winę za złe wyniki mógłbym wziąć częściowo na
siebie. Ale praktycznie jest to niemożliwe, ponieważ nie miałem
realnego wpływu na proces przygotowań do egzaminu dla ok. 3/4
studentów - którzy po prostu na wykłady nie przychodzili.

(od razu uprzedzając uwagi - wykłady były ciekawe, solidnie
przygotowane, przeplatane multimediami, z naciskiem na korektę mitów,
pokazujące różne punkty widzenia na dane wydarzenia, ogólnie
pozytywnie odbierane przez tych, którzy się na nich zjawiali,
wywołujące dyskusje itd. - w tej kwestii nie mam sobie wiele do
zarzucenia)

Mam wrażenie, że gdyby jednak chodzenie było obligatoryjne to
studenci byliby lepiej przygotowani do egzaminu, wiedzieliby więcej,
ich interpretacje byłyby b. pogłębione, a wyniki lepsze.
Trochę rzeczywistość dała w pysk i poszła. I teraz muszę się nad tym
zastanowić.
Fundamentalne pytanie: czy przymus nie jest jednak lepszą metodą
edukacyjną? :)
    • temprana Re: Przymus chodzenia na wykłady? 20.07.10, 23:48
      Moim zdaniem przymus na nic by się tu nie zdał. Możesz studentów zmusić do
      obecności, ale nie jesteś w stanie na nich wymóc refleksji. To, że karnie
      siedzieliby na Twoich zajęciach, nie ma jeszcze żadnego bezpośredniego
      przełożenia na osiągane przez nich wyniki. Tym bardziej, że - jak piszesz -
      chodziło tu o wykłady, a więc o taką formę, w której trudno stosować jakieś
      pośrednie sposoby sprawdzania wiedzy, zmuszające dodatkowo do ciągłego wysiłku,
      co pewnie przekładałoby się na lepsze oceny z egzaminu końcowego.

      Sądzę, że nie jest rolą prowadzącego branie na siebie odpowiedzialności za to,
      że student nie chce się uczyć. Przygotowywałeś się do prowadzonego kursu,
      zadbałeś o to, żeby był atrakcyjny - wywiązałeś się ze swojego zadania, tyle.
      • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 00:12
        zmuszanie ludzi do chodzenia na moje zajęcia zawsze wydawało mi się
        czymś kontrowersyjnym,

        ale - skoro wg mnie wiedza przekazywana przez mnie jest:
        a) ważna dla ich rozwoju jako istot myślących;
        b) może im się przydać (z czego mogą sobie nie zdawać jeszcze sprawy -
        na ile świadomy jest dzisiejszy 19-20 latek?:)
        to czy wystarczy powiedzieć: sami decydujcie?
        • dala.tata Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 00:49
          tak, mozna. szczegolnie jesli wprost mowisz, ze wiesz o tym, ze niechodzenie na
          wyklady sprzyja gorszym ocenom. reszta nalezy do studenta.
    • charioteer1 Re: Przymus chodzenia na wykłady? 20.07.10, 23:54
      3/4 nawet nie mialo okazji zapoznac sie z twoimi szczegolowymi wymaganiami, bo
      na kazdym wykladzie mowisz, co jest wazne i na co powinni zwrocic uwage. To jest
      wiecej niz lista zagadnien, ktora mozna odbic na ksero i wykuc z dowolnego
      podrecznika.

      Jezeli mowisz, ze moga nie chodzic, to wyrabiasz w nich zludne przekonanie, ze
      wyklad jest zbedny, a tresci przekazywane nie roznia sie niczym od tych ze
      sciaga.pl.

      • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 00:01
        chario - jest tak jak piszesz, na każdym wykładzie akcentuje na co
        warto położyć nacisk, ale też zwracam uwagę które "tramwajowe ujęcia
        rzeczywistości" nie znajdują potwierdzenia w badaniach... i dlatego
        jak potem widzę na kartkach slogany to wywołuje to moje rozdrażnienie
        (bo przecież wykłady był po to, by ich nieco wyrwać z banalności ujęć
        lansowanych przez kulturę masową)

        > Jezeli mowisz, ze moga nie chodzic, to wyrabiasz w nich zludne
        przekonanie, ze > wyklad jest zbedny, a tresci przekazywane nie
        roznia sie niczym od tych ze > sciaga.pl.


        chario, dzisiaj czytasz w moich myślach :)
        tak dokładnie taka refleksja mi przyszła do głowy
    • dala.tata Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 00:11
      no coz, rozumiem i akceptuje rozumowanie, jednak.....student jest niezaleznym
      aktywnym uczacym sie, ktory musi sie nauczyc rowniez studiowac. i jesli nie
      rozumie, ze na wyklad warto pojsc, no to to jego sprawa. i dopoki przygotowujesz
      sie do wykladow rzetelnie i wiesz, ze sa zrozumiale (znam osobe, ktora prowadzi
      fatastyczne wyklady, ktorych jednak studenci nie rozumieja), niespecjalnie bym
      sie tym przejmowal.

      problem jest wlasciwie tylko w tym, zeby im uzmyslowic, ze ich slabe wyniki z
      egzaminu wynikaja rowniez z tego, ze na wyklady nie chodza. jednak ten
      ostateczny wybor nalezy i musi nalezec do nich.
      • charioteer1 Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 00:25
        dala.tata napisał:

        > problem jest wlasciwie tylko w tym, zeby im uzmyslowic, ze ich slabe wyniki z
        > egzaminu wynikaja rowniez z tego, ze na wyklady nie chodza. jednak ten
        > ostateczny wybor nalezy i musi nalezec do nich.
        >

        Na to jest juz za pozno, kiedy student nie zdal egzaminu i nie ma mozliwosci
        uczeszczania na wyklady przed egzaminem poprawkowym. A po niezdanej poprawce
        zostaje skreslony z listy studentow.
        • dala.tata Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 00:46
          tough shit, innit?
        • flamengista po niezdanej poprawce 22.07.10, 10:04
          dostaje 3 termin. A później komisa, na którym jest wyciągany za uszy przez dziekana.

          Więc niby czym ma się przejmować?
      • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 00:30

        staram się, aby wykłady były jasne i proste, ale nie ręczę za to, że są
        w 100% zrozumiałe :) - odkryłem np., że spora grupa absolwentów szkół
        średnich )mam zajęcia na 1 semestrze) nie zna znaczenia wielu słów,
        które ja uważam za banalne i oczywiste (typu: uniformizacja,
        indoktrynacja, kolektywizm, etatyzm, uwłaszczenie itd.)
        • dala.tata Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 00:48
          ale ja nie krytykuje, zwracam tylko uwage, ze to, co dla ciebie/ dla nas jest
          oczywiste nie musi byc oczywiste dla naszych studentow. mnie czesto szokuje, ze
          uzywam slow, ktorych moi studenci nie znaja.
    • dworzec Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 09:45
      racja, kazesz im przychodzic to przyjda, ale ci niezainteresowani beda przeszkadzac innym i Tobie, gadac, grac w gry, spac (najmniej szkodliwe) - to chyba lepiej by juz nie przychodzili?
      • can_berra Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 11:42
        Chyba zdecydowanie lepiej jest powiedzieć otwarcie, że wykłady nie
        są obligatoryjne - chodzi kto ma ochotę. Student to też człowiek i
        ma własny rozum (w co bardzo wierzę ;) A przykładowo, robienie akcji
        typu: sprawdzam obecność na każdym wykładzie i np. osobom, które
        były na 90% wykładów podnoszę ocenę o pół (albo i całą) w górę jest
        conajmniej krępujące.
    • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 13:56

      ale czy dając wolność nie skazuję na zagubienie? nie ucząc się z
      wykładów sięgają po źródła najprostsze, najłatwiej dostępne, wg mnie
      uczyli się ze ściaga.pl - bowiem skąd biorą się takie kwiatki:

      "Stan wojenny wprowadził Piłsudski, by zniszczyć Solidarność"
      "W wyniku Okrągłego Stołu do dymisji podał się Prezydent Mościcki i
      premier Wojciechowski"
      "Podczas konferencji jałtańskiej spotkały się Niemcy i ZSRR by
      dokonać podziału Europy Wschodniej"
      "Józef Piłsudski był zwolennikiem demokracji i dlatego (LOGIKA!)
      niszczył wszystkie grupy opozycyjne i rozłamowe"
      "Okrągły Stół doprowadził do zerwania z kapitalizmem"
      "Polska granica wschodnia jest oparta na linii Maginota" !


      • charioteer1 Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 14:15
        Granica wschodnia na linii Maginota, a zachodnia na Odrze i Nysie. I tego
        powinnismy sie trzymac!!!
      • can_berra Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 14:24
        Hm... ja bym nadal upracie twierdziła, że to wina "świetnej" reformy
        szkolnictwa sprzed n - (już) lat. Młodzi ludzie w gimnazajch i
        liceach generalnie nie robią nic. Przez trzy lata szkoły średniej
        uczą się "jak trafić" w klucz w arkuszu matralnym oraz (obecnie) jak
        zrobić, aby mieć 30% wymaganych punktów na maturze z matematyki.
        Niestety.
        Życie.

        Mam takie wrażenie, że wykładowca akademicki w takiej styuacji może
        naprawdę mało. Myślisz, że zmuszanie studentów do chodzia na wykłady
        radykalnie by zmieniło tą sytuację?

        P.S. "Polska granica wschodnia jest oparta na linii Maginota" - mój
        faworyt ;)
        • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 15:35

          wydawało mi się kiedyś, że tzw. humor z zeszytów szkolnych jest
          wymyślany, ale teraz mam sam przed oczami takie wypisy i jestem już w
          stanie we wszystko uwierzyć :)
          • can_berra Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 15:50
            Absolutnie nie jest wymyślany! :)
            Sama prawda. Życiowa :)
        • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 21.07.10, 15:54
          tak naprawdę to czy wiedzą, że polska granica wschodnia jest oparta
          na linii Curzona (a nie na linii Maginota) jest jednak drugorzędne
          ważniejsze jest dla mnie czy studenci potrafią wykazać się refleksją
          i np. zrekonstruować genezę upadku PRL z uwzględnieniem złożoności
          sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej
          bo jeśli ktoś pisze, że "komunizm upadł po prostu dlatego, że całe
          społeczeństwo go odrzucało i prowadziło z nim konsekwentną walkę,
          więc był skazany na upadek"
          to mi to nie wystarcza, bo ja przez
          cały cykl wykładów pokazywałem, że sytuacja nie była tak prosta i
          jednoznaczna, czarno-biała
      • flamengista to nie zagubienie 22.07.10, 10:07
        to postępujący kretynizm, z którym nie jesteś w stanie sobie poradzić.

        Tu błędy popełnili rodzice, szkoła podstawowa, gimnazjum i szkoła średnia. Nie
        ma szans, być to nadrobił z kolegami z uczelni, nie w 3 lata.

        Pocieszę Cię, ja mam identyczne kwiatki. Mylenie Iranu z Izraelem, szyitów z
        syjonistami. Fidel Castro to dyktator Korei Północnej, a Robert Schuman to
        twórca Armii Czerwonej.

        Kiedyś mnie to jeszcze śmieszyło i notowałem co ciekawsze kwiatki. Obecnie jest
        tego tak dużo, że śmieszy jakby trochę mniej a na notowanie czasu nie mam.
    • flamengista mój sprzeciw przeciw przymusowi 22.07.10, 10:02
      Jasne, że argumenty tocqu'a są w miarę sensowne. Student chodzący na wykład,
      nawet jeśli się specjalnie nie stara, zawsze podchwyci jakąś wiedzę, coś mu w
      głowie zostanie.

      Ja jednak jestem przeciwny przymusowemu chodzeniu na wykłady z innego powodu.

      Otóż studia zaczynają niepokojąco przypominać szkołę średnią. Może wynika to z
      obniżenia poziomu studiujących, jak i samych uczelni i wykładowców. W każdym
      razie mamy do czynienia z postępującą infantylizacją studentów - a przecież to
      ludzie dorośli! Nie wiedzą, że kurs trzeba zaliczyć, że trzeba się przygotować
      do egzaminu, jaki obowiązuje materiał, kiedy jest egzamin i jak wygląda...

      Równocześnie z niepokojem zauważam wzrost postawy roszczeniowej. Chodzący na
      wykłady najchętniej nie robią notatek, licząc na konspekty. Mało tego, wydaje im
      się że samo przeglądnięcie konspektów z wykładu na którym nigdy się nie pojawiło
      - wystarczy do zdania egzaminu. Nie ma już mowy o indywidualnym pogłębianiu
      wiedzy w bibliotece, jest za to dziecinna ufność w ściągę.pl i wikipedię.

      Zmuszając studentów do chodzenia na nasze wykłady, utwierdzamy ich w przekonaniu
      że uczelnia to przedłużenie szkoły średniej.

      A więc - jesteśmy jeszcze dziećmi, ze wszystkimi przywilejami. Należy się nam
      specjalne traktowanie, przymykanie oka na naszą młodość i jej nieuchronne
      wybryki. Skoro chodzę na wykłady, to obowiązkiem wykładowcy jest wtłoczenie mi
      wiedzy do głowy. Co z tego, że gram na PSP 2 przez cały wykład - najwyraźniej
      wykładowca nie umiał mnie zainteresować. Jego wina - niech więc mi da od razu
      zaliczenie, albo przynajmniej kompletne notatki z wykładu. Które przerobię na
      ściągi i przepiszę podczas egzaminu.

      Nie, dość tego. Oni muszą się nauczyć, że uczelnia to coś innego. Są dorosłymi
      ludźmi, którzy odpowiadają za swoje czyny. Mogą też wybierać, co jest dla nich
      dobre, a co im się nie przyda. Nie chcesz chodzić na wykłady - droga wolna. Masz
      określony materiał, musisz go przyswoić do egzaminu. Nie rozumiesz - idź na
      konsultacje i pytaj. A potem wracaj do biblioteki i studiuj dalej.

      Obowiązkowa obecność na wykładzie tylko dodatkowo rozleniwi tych, którzy na
      studiach w ogóle nie powinni się zjawić. Pomijając tak trywialny aspekt, jak ich
      zachowanie na takim wykładzie. Utrzymanie w miarę sensownej dyscypliny i
      stworzenie dobrej atmosfery, zachęcającej do dyskusji i twórczego myślenia
      będzie w tym wypadku niemożliwe. Wystarczy trójka dowcipnisiów z tyłu, którzy
      zaczną gadać.
      • tuluz-lotrek Re: mój sprzeciw przeciw przymusowi 22.07.10, 13:20
        Zgadzam się. A tak w ogóle to chciałbym, żeby studia podzieliły się na dwa
        potoki - jeden dla takich, którzy niczego nie będą zdawać i na nic nie muszą
        chodzić, a drugi dla tych, którzy chcą się czegoś nauczyć (z zakazem wstępu dla
        "studentów" z pierwszego potoku). Pomyślcie, jak podniosłoby to komfort
        nauczania i studiowania, nie mówiąc o jakości procesu dydaktycznego.

        Oczywiście, za takie rozwiązanie trzeba byłoby zapłacić pewną cenę - tzn. obu
        grupom studentów wydawać jednakowo wyglądające dyplomy (w przeciwnym razie
        pierwsza, znacznie większa, więc i obdarzona większymi wpływami grupa nigdy się
        na tę reformę nie zgodzi...). Taka cena byłaby trudna do zaakceptowania w kraju
        z prawdziwym szkolnictwem wyższym, ale u nas to już nie zrobi większej różnicy.
        W gruncie rzeczy można by już zacząć wdrażać ten system także na studiach
        doktoranckich ("trzeciego stopnia"), z tych samych powodów.
      • sendivigius Jestem za, a nawet przeciw 22.07.10, 13:23
        Problemem niestety sa wykladowcy. W swojej karierze studenckiej
        (dlugiej) potrafie tylko wskazac 3 wykladowcow ktorzy umieli
        wykladac. Jeden z nich prowadzil maksymalnie ciezka zaawansowana
        fizyke kwantowa. I w tej gleboko zmatematyzowanej materii nie
        zapisywal nawet pol tablicy wzorami ale tylko gadal jak co rozumiec
        i po co to jest. Na jego wyklady chodzili tez czesto inni
        pracownicy, po prostu po to aby zobaczyc jak nalezy prezentowac
        zagadnienia. I o to wlasnie chodzi na wykladzie!

        Niestety najczesciej wykladowca zaklada ze studenta nie stac na
        ksiazke i ze nie umie czytac, powtarza wiec podrecznik, lub swoj
        skrypt swoimi slowami, co jest tym bardziej zalosne ze w naukach
        scislych do wykladu sa tez cwiczenia i zajecia laboratoryjne - to
        tam jest miejsce na dokrecanie srubek i rysowanie wykresow.

        Wykadowca nie jest od zainteresowania studenta. Student idac na
        studia deklaruje zainteresowanie. NIe ma przedmiotow nudnych, ale
        najwieksza chyba zmora jest jak wykladowca probuje uatrakcyjnic
        przedmiot wcielajac sie jakas wyimaginowana gwiazde swiata rozrywki
        i nie do konca mu to wychodzi. Ale gwiazdy ekranu moga siebie
        obejrzec na video - proponuje ten test wielu wykladowcom. Niech
        nagraja swoje wyklady i posluchaja. Jak ktos sie zle czuje na scenie
        to niech po prostu zmieni zawod.

        Zgadzam sie z Fla, jak sie studentow bedzie traktowac jak dzieci to
        nigdy nie dorosna, nalezy ich traktowac nawet nie jak studentow ale
        jak rownorzednych badaczy - tak, to jest sporo na wyrost - ale ten
        trick dziala. Najglupsze pytanie traktowac jak nowa koncepcje
        naukowa, a ignorancje i calkowity brak wiedzy jak nowa odkrywcza
        metodologie, dajac mu do zrozumienia ze odkryl cos co przez tyle lat
        uszlo uwadze uczonych mezow. Smiac sie mozna w duchu, ale nigdy nie
        nalezy traktowac studenta z gory. Satysfakcja z tego przychodzi po
        czasie.
        • charioteer1 Re: Jestem za, a nawet przeciw 22.07.10, 14:59
          sendivigius napisał:

          > Zgadzam sie z Fla, jak sie studentow bedzie traktowac jak dzieci to
          > nigdy nie dorosna, nalezy ich traktowac nawet nie jak studentow ale
          > jak rownorzednych badaczy - tak, to jest sporo na wyrost - ale ten
          > trick dziala. Najglupsze pytanie traktowac jak nowa koncepcje
          > naukowa, a ignorancje i calkowity brak wiedzy jak nowa odkrywcza
          > metodologie, dajac mu do zrozumienia ze odkryl cos co przez tyle lat
          > uszlo uwadze uczonych mezow.

          To, co jest dobre w teorii, nie jest dobre dla kazdego studenta. Wyklady na
          uczelniach panstwowych sa otwarte. Jak bedziesz mial mozliwosc, to przejdz sie
          na dowolny wyklad dla studentow pierwszego roku i na dowolny wyklad na studiach
          drugiego stopnia (IV-V rok). Na pierwszym zobaczysz dzieciarnie, ktora w ogole
          nie wie, po co tam siedzi i co ma ze soba zrobic, a notatek nie robia, bo nie
          umieja. Jak im sie nie powie, ze cos jest wazne i dobrze by bylo zanotowac, to
          sami na to nie wpadna. Na drugim wykladzie masz szanse zobaczyc stadko, ktore
          karnie i dokladnie przerysuje wszystko z powerpointa i jeszcze zaznaczy w
          notatkach kazda pauze i kazdy akcent w glosie mowiacego. Na odkrywanie
          samodzielne jest miejsce na cwiczeniach i na seminariach i, jezeli zajecia sa
          dobrze prowadzone, to wcale nie ma sie z czego smiac w duchu.
        • dala.tata Re: Jestem za, a nawet przeciw 22.07.10, 22:23
          co za kompletna bzdura!!! oczyiwisce ze wykladowca jest od zainteresownaia
          studenta!!! oczywisie ze jes tod tego, zeby mowic ciekaiwe, prowokacuyjnie, zeby
          zmuszac do myslenia. w przeciwnym razie, mozna zrobic ksero podrecznika i go czytac.
          • sendivigius Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 01:27
            Nie dala, nie i jeszcze raz nie. Student jak nie jest zainteresowany
            studiowaniem danego przedmiotu to niech studiuje inny, a jak nie
            jest zainteresowany zadnym to niech nie studiuje i tyle. Wyrobienie
            zainteresowania musi sie odbyc na wczesniejszym etapie. Przeciez
            studenci to 19-24 latki; moga pic, pieprzyc, ciagnac kreski,
            posiadac bron i glosowac na prezydenta a nie wiedza co ich
            interesuje? Bez przesady.

            Ostatecznie student i tak musi sie nauczyc aby zdac, łaski nie robi.
            Dobry wykladowca ma mu w tym pomoc, ale nie zastapic.
          • tocqueville Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 06:31
            wykładowca powinien rzetelnie i ciekawie przekazać materiał
            natomiast jego głównym zadaniem nie jest zainteresowanie studenta, a
            przynajmniej nie każdego studenta
            mam wrażenie, że gdybym chciał dzisiaj zainteresować wykładem pewną
            grupę studentów musiałbym przyjść w stroju batmana, stanąc na rękach i
            rapować pikantne ploteczki z życia pierwszych sekretarzy
            musiałoby się to wiązać z infantylizacją i banalizacją narracji
            • dala.tata Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 22:24
              tocq, niespecjalnie wiem, po co chcesz ciekawie przedstawiac, jesli twoim
              zamiarem nie jest zainteresowanie studenta.
              • tocqueville Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 22:36
                zainteresowanie studentów wykładem nie jest CELEM - może być jedynie
                czynnikiem służącym osiągnięciu celu, nie podporządkowuję wykładu
                priorytetowi "zainteresowania" studentów
                podobnie jak nie pytam: "w jaki sposób mógłbym sprostać waszym
                oczekiwaniom" - przekazuję to, co w moim przekonaniu jest
                najważniejsze, kluczowe i robię to najlepiej jak potrafię
                to czy zainteresuje ich przedmiotem jest w istocie sprawą drugorzędną
                • dala.tata Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 22:41
                  no to sie nie zgadzamy. ja mysle ze zaciekawienie studentow jest sprawa rownie
                  wazna co co przekazanie im wiedzy. nawet bym poweidzial, ze przekazywanie wiedzy
                  jest wtorne wobec zaintersowania, ale nie jestem do konca pewny tego.
                  • tocqueville Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 22:50
                    no to się nie zgadzamy chyba :)
                    mnie nie interesuje czy student medycyny jest zafascynowany
                    dermatologią, wymagam, żeby się na niej znał...

                    • dala.tata Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 22:55
                      fajny przyklad, jednak niestosowny, bo nie uczysz medycyny.

                      ale, wezmy sobie i te dermatologie. student medycyny nauczy sie dermatologii z
                      podrecznika derematologii, a nawet ich kilku. zadaniem wykladowcy dermatologii
                      ma zachecic studenta do tego, zeby chcial i wrecz marzyl o wzieciu do reki te
                      podreczniki!
                      • dala.tata Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 22:57
                        dodalbym jeszcze, ze wlasnie celem wykladow jest to, zeby student przyszled i
                        powiedzial: skolnil mnie pan myslenia - bo wlasnie na tym polega zaintersowanie
                        studentow! na tym, zeby zaczeli myslec. a nie na tym, zeby podrecznik na
                        wykladach przerabiac.
                      • tocqueville Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 23:05
                        zadaniem wykladowcy dermatologii ma zachecic studenta do tego,
                        zeby chcial i wrecz marzyl o wzieciu do reki te podreczniki!


                        zadaniem wykładowcy jest wskazać, który podręcznik jest najbardziej
                        rzetelny, oparty na najnowszych badaniach, który pozwoli na nabycie
                        solidnej wiedzy a nie który jest NAJCIEKAWSZY (chyba, że dla ciebie
                        to jest to samo, rzetelny=ciekawy)


                        • dala.tata Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 23:12
                          nie, nie. rzetelnosc nie ma nic wspolnego z ciekawoscia.

                          pozostaje nam zgodzic sie na brak zgody :-)
                      • tocqueville Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 23:20
                        nie podobają ci się przykłady z dermatologią, ale podałem ją bo na jej
                        przykładzie wyraźnie widać sens mojego wywodu

                        ale podam przykład z mojej działki - mnie nie interesuje czy student
                        politologii/dziennikarstwa/socjologii jest zafascynowany problematyką
                        "transformacji systemowej w Polsce lat 1989-1991" czy "genezą upadku
                        PRL" - on po prostu powinien mieć pojęcie o tej tematyce
                        • dala.tata Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 23:27
                          tocq, mysle ze nie rozumiesz, co mowie.ja akceptuje twoj wymog, by lekarz znal
                          dermatologie, czy historyk znal problematyke. j

                          problem w tym, ze przerzucasz tymi slowami cala odpwoeidzialnosc za to znanie na
                          studenta.a ja mysle ze tak nie jest. ja mysle ze twoja (i moja) rola jest
                          zaintersowanie studentow ta problematyka. pokazanie, co jest ciekawego,
                          neisamowitego, niezwyklego. itd itd. wyklad ma wspomoc studenta w drodze od
                          poznania tej problmatyki. w przeciwnym razie jest nierelewantny i rownie dobrze
                          mozesz czytac podrecznik na wykladzie.
                          • tocqueville Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 23:56
                            zgadzamy się co to tego, że zainteresowanie jest istotne, ale różnimy
                            się w kwestii wagi jakie temu przypisujemy
                            mam wrażenie, że dla ciebie "zainteresowanie" jest priorytetem, celem
                            kształcenia a zarazem warunkiem sine qua non nabycia kompetencji - ja
                            do tego podchodzę inaczej, widząc w nim tylko czynnik sprzyjający
                            oraz wartość dodatkową
                            piszesz, że rolą wykładowcy jest "zainteresowanie" studenta tematyką
                            - otóż ja nie postrzegam tego w ten sposób, moją społeczną ROLĄ (jako
                            wykładowcy) jest uczenie (transmisja wiedzy, ćwiczenie umiejętności,
                            rozwijanie zdolności itd.), a zainteresowanie jest tylko elementem
                            wspomagajacym
                  • tocqueville Re: Jestem za, a nawet przeciw 23.07.10, 22:59
                    dla mnie "zaciekawienie" jest tylko narzędziem, stosowanym, aby uczynić
                    przekaz wiedzy bardziej efektywnym, ale narzędziem, z używaniem którego
                    nie należy przesadzić, aby nie stać się jego zakładnikiem
    • dr_pitcher Re: Przymus chodzenia na wykłady? 23.07.10, 05:43
      U nas przymusu nie ma, aczkolwiek obecnosc jest "zalecana". Prowadze trzy kursy:
      wyklad dla 200 osob, drugi "monograficzny" dla okolo 40 i tzw. seminaria
      studenckie (okolo setki). Srednio pojawia sie okolo 90%. Nie zdarzylo mi sie
      jeszcze bym na koncu "nie znal" jakiegos studenta. Co ciekawe, na seminariach
      studenckich, gdzie studenci przedstawiaja 30 wyklad nt. swojej wlasnej pracy,
      obecnosnocs "grona profesorskiego" jest zalecana i sprawdzana (oceniaja
      seminarium). Tutaj niestety jest gorzej - przychodzi tylko 60% profesorow.
      No ale co kraj to obyczaj.
      • charioteer1 Re: Przymus chodzenia na wykłady? 23.07.10, 13:28
        Jak mozna "znac" ponad 300 osob? I to jeszcze ponad 300 nowych w kazdym semestrze?
    • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 23.07.10, 06:40
      jeszcze dla uzupełnienia, mówię o grupie wykładowej:
      - na studiach zaocznych
      - nieselekcjonowanej wstępnie (bo obecnie matura to żadna selekcja)
      - na kierunku, którego studenci (a także absolwenci) cechują sie dość
      luźną postawą :)
      może tu tkwi sedno problemu, na innym kierunku z innego przedmiotu mam
      b. dobrą frekwencję
      • dr_pitcher Re: Przymus chodzenia na wykłady? 23.07.10, 08:06
        A to duzu wyjasnia. Osobiscie jestem przeciwnikiem studiow zaocznych
        • chilly Re: Przymus chodzenia na wykłady? 23.07.10, 15:37
          Do tego dodałbym umieszczanie w 'siatce' wykładów nie kończących się
          egzaminem, a nawet nie zaliczeniem na ocenę, a tylko na tzw. "zalkę".
          A przy okazji do wcześniejszego tocqua:
          www.dnatube.com/video/1658/Organic-Chem-Prof-Raps-about-
          Chemistry
          I takich przykładów w sieci jest wiele. Batmanem już nikogo nie
          zaskoczysz (może raczej nagi tors?).
          • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 23.07.10, 20:04

            szczerze mówiąc, jako student może za pierwszym razem uśmiechnąłbym
            się, ale później czułbym się obrażony takim zachowaniem wykładowcy :)
            ale ja jestem tradycjonalistą i uważam, że można poprowadzić ciekawie
            wykład bez powielania wzorców z MTV :)
    • kaguya1982 Re: Przymus chodzenia na wykłady? 23.07.10, 17:38
      Jestem przeciw zmuszaniu - student powinen byc doroslym czlowiekiem, i jako taki
      powien byc traktowany.
      Nie chce nie chodzi.
      Nie umie nie zdaje.

      Ja obowiazkowe mialam wylacznie absolutnie bezsensowne wyklady. Zwykle bylam na
      co 2 - na zmiane z kolezanka wpisywalysmy sie na liste. Generalnie byla to dla
      mnie kompletna strata czasu. Niestety.
      • charioteer1 Re: Przymus chodzenia na wykłady? 23.07.10, 19:52
        Spoko. Na studiach mielismy dwa wyklady, na ktore nikt nie chodzil. Raz mnie
        wyrzuty sumienia zagonily na wyklad i to byl blad. Oprocz mnie na sali byla
        jeszcze jedna osoba, a i tak tresc wykladu byla dla nas calkowicie
        niezrozumiala. Pani profesor od drugiego wykladu troche sie awanturowala, ze ma
        zerowa frekwencje, ale w koncu sie z tym pogodzila i wszystkim wpisala
        zaliczenie do indeksu. Tylko takie przyklady nie dowodza niczego poza tym, ze
        jak ktos nie potrafi wykladac, to naprawde nie powinien.
    • tocqueville Re: Przymus chodzenia na wykłady? 27.07.10, 08:19
      i doczekałem się e-miala -w stylu "jestem zaskoczony tym, że nie
      zdałem" - na 4 pytania, udzielono odpowiedzi na 3, z tego dwa nie na
      temat (jedno kompletnie nie na temat, drugie w stylu napiszę wszystko
      co wiem, może pan sobie coś z tego wybierze). Jedna poprawna odpowiedź
      wygląda na przepisaną ze ściągi - zero inwencji czy refleksj, - ale
      zaliczone.
      Skąd się bierze takie zaskoczenie? Czyżby znowu to postmaturalne
      przekonanie, że wystarczy 30% by zdać?
      • flamengista dopiero teraz? 28.07.10, 09:44
        Ja dostaję takie maile po każdym egzaminie.

        Oczywiście student (na ogół) nie jest tak naiwny, by nie wiedzieć za co nie
        zdał. Wie doskonale.

        Ten mail jest po prostu próbą wywarcia nacisku. A może egzaminator ma dobre
        serce, może sam nie był do końca w porządku (np. zapytał o materiał, którego nie
        było na wykładach). Może nie wpisze dwói, zlituje się.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja