Musimy zaprotestować przeciwko reformom!

28.09.10, 18:20
"Na spotkaniu z dziennikarzami Tusk dodał, że tym, którzy poganiają do reform - np. dziennikarzom czy naukowcom - proponuje dyskusję o likwidacji 50 proc. kosztów uzyskania przychodu."

W takiej sytuacji czuję się zmuszony do organizacji protestu, żeby premier sobie przypadkiem nie pomyślał, że poganiam go do reform...

wyborcza.pl/1,76842,8428722,Tusk_walczy_z_Platforma__Ostrzegam_was.html#ixzz10qFUnPyU
    • popisuarka Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 18:37
      Habilitation o muerte!
    • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 19:12
      Proponuje, by pan premier zwracal koszty wykonywania zawodu w wysokosci realnie poniesionych i udokumentowanych kosztow wykonywania zawodu - zakup sprzetu komputerowego i oprogramowania, okularow do pracy, zakupu ksiazek i prenumeraty czasopism, wyjazdow sluzbowych (konferencje, szkolenia). Nie mam problemu z wydaniem wiecej niz wynosi dotychczasowa 50-procentowa ulga.
      • wedrowiec2 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 19:24
        Do 2003 roku mogliśmy odliczać od podatku 19% wydatków na komputery, oprogramowanie, książki etc.
        • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 29.09.10, 02:09
          Na samym poczatku, chyba w pierwszym roku obowiazywania podatku od osob fizycznych, mozna bylo odliczac calosc. Caly szkopul polegal na tym, ze zapisy ustawy byly nieprecyzyjne i urzedy skarbowe w jednych wojewodztwach uznawaly, ze zatrudnionych na podstawie umowy o prace to tez dotyczy, a w innych wojewodztwach uwazali, ze to dotyczy tylko dzialalnosci gospodarczej.
    • pr0fes0r Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 19:29
      Nie narzekaj, ludzki pan przecież. Mógł przypier***ć, a nie przypier***ł.
    • adept44_ltd Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 20:16
      wyborcza.biz/biznes/1,100896,8436526,Resort_finansow_przewiduje_zawieszenie_ulg_i_zwolnien.html
      no, to możemy powoli szykować się na obniżki pensji...
      • tuluz-lotrek Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 20:37
        Jak zwykle w ramach nieustannego wzrostu nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe. :)
      • pr0fes0r Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 22:46
        Jeśli ulga zostanie zlikwidowana, rzucam tę robotę w cholerę. Na pracę charytatywną jestem już trochę za stary.
        • bumcykcyk2 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 23:00
          Dla mnie daleko bardziej niebezpieczną sprawą jest wymuszenie jednoetatowości. W połączeniu z zamrożeniem płac w budżetówce rozłoży to państwowe uczelnie (czytaj, ich humanistyczne wydziały, o naukach ścisłych tradycyjnie się nie wypowiadam). Zdychający dziś sektor prywatny, po krótkim szoku, odżyje, i to właśnie dzięki jednoetatowości. Bo czy Dariusz Rosati wybierze 4600 brutto na SGH, czy kilkukrotne przemnożenie tej kwoty u Łazarskiego?

          Ponadto każdy prywatny pracodawca może zaoferować proste remedium na pomysły typu likwidacja 50% kosztów uzyskania przychodu. Np. oficjalny minimalny etat + faktura z działalności gospodarczej. Pracownik przy okazji "odzyska" składki zus, a w koszty działalności może sobie wrzucić wszystko.

          Ja na pewno nie zostanę na "prestiżowej" państwowej uczelni za 3000 złotych. Mogą mnie pocałować w cztery litery.
          • tocqueville Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 23:07

            tak, tak a skąd prywaciarz w dobie niżu, kryzysu i ZNOSZENIA LIMITÓW przez państwowe uczelnie na st. zaoczne (ewidentne łamanie przepisów, mogę poza forum wskazać palcem), co przekłada się na załamanie rekrutacji, weźmie kasę na pensje 200 tys.
          • tocqueville Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 23:09
            uczelnia X państwowa - 3 tys. studentów przyjętych na studia zaoczne na pedagogice - myślisz, że zabraknie kasy?
            • bumcykcyk2 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 23:29
              Każdy przypadek ma inne odcienie. Na moim państwowym jest 30% przerost zatrudnienia i nędza z rekrutacją na płatne studia.

              Bryndza zarobków na państwowym pozwoli podkupić najlepszych - jesli profesorowi płacimy skandaliczne 5000 złotych, to nietrudno to przebić.

              • tocqueville Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 23:37

                bumcykcyk - ale w czym problem?
                boisz sie, że cię podkupią? :)
                • bumcykcyk2 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 23:51
                  mam cichą nadzieję :)
              • adept44_ltd Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 23:51
                żeby się dało przebić, trzeba mieć z czego... ja już zostałem poproszony, by do umowy dołączyć oświadczenie, że w razie braku studentów za porozumieniem stron zostanie ona rozwiązana...
                • bumcykcyk2 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 28.09.10, 23:55
                  w mojej działce liczę na zdrowy rozsądek prywaciarzy i konsolidację kilku uczelni o największym potencjale

                  ps. nie płacenie za wakacje i odnawiane umowy roczne od października do czerwca to inna plaga
                  • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 29.09.10, 00:54
                    Ja na nic nie licze. Ani na rozsadek rzadu, ani tym bardziej na rozsadek prywaciarzy. W mojej dzialce prywata to ordynarne trzepanie kasy jak najmniejszym wkladem wlasnym. W tej chwili to malo realne z powodu roznych zobowiazan, ale w dluzszej perspektywie nie wykluczam wyjazdu. W koncu sa gorsze miejsca niz Portland w Oregonie czy Fairbanks na Alasce.
                    • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 29.09.10, 02:31
                      charioteer1 napisał:

                      W koncu sa gorsze miejsca niz ... Fairbanks na Alasce.
                      >


                      Nie, nie ma. Jak bedziesz pozdrow Sare P.
          • niewyspany77 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 29.09.10, 00:56
            Bumcyk, chcesz powiedzieć, że praca u 3 pracodawców jest jakimś standardem? Bo z jednej pensji nie można wyżyć? Sorry, "wyżycie" to pojęcie względne, szczególnie u ludzi, którzy na normalnym rynku pracy nie będą się w stanie przebić (nie piję do Ciebie, ogólnie tak gadam). Co to oznacza: proste przełożenie na reguły konkurencji daje to, że pewne osoby będą zatrudniane za ciężkie pieniądze, innym się podziękuje. Zakładanie, że jak ktoś ma dr hab to musi zarabiać 5000 (a najlepiej i 10000) jest zwykłym pieprzeniem. Takie rzeczy powinien regulować normalny rynek pracy. I tak, jeśli pracodawca zgadza się na to, by płacić Ci z "remediami" to ok, tyle że u siebie, nie rób transpozycji na etaty u konkurencji. To, że parę uczelni (wydziałów) rypnie, to mnie zwisa (jest duża szansa że mnie ucieszy).
            • bumcykcyk2 Re: niewyspany 29.09.10, 20:01
              Praca u 3 pracodawców jest patologią, ale czasem nie da się inaczej. Ja wiem z dawniejszej wymiany postów, że Ty masz dość umiarkowane wymagania płacowe, ja jednak uważam, że jak ktoś ciężko pracuje głową, to nie może zarabiać mniej niż hydraulik. 5000 dla profesora to wg mnie skandal, bo w Warszawie osiąga się taką pensję w wielu poślednich zawodach (nie czas tutaj na licytowanie się przykładami) . Na razie rynek pracy psują właśnie uczelnie państwowe, bo skoro adiunkt dostaje u nich z rozdzielnika 2500 netto, to prywatny jak da 3000 , to uważa, że Pan Doktor powinien go całować po jajach.
              • pr0fes0r Re: niewyspany 29.09.10, 20:32
                Gadałem wczoraj ze znajomym - w tej chwili trwa w moim University City akcja obowiązkowej standaryzacji instalacji elektrycznych w domach jednorodzinnych i za jedną wizytę i podpisanie ekspertyzy elektryk z uprawnieniami kasuje 1200 złotych, a po znajomości 600. Tyle w temacie zawrotnych zarobków na uczelniach.
                • tocqueville Re: niewyspany 29.09.10, 21:23
                  no i?
                  marzy ci się wprowadzenie obowiązku konsultacji z profesorem za 1200 zł, po znajomości 600 zł?
                  • charioteer1 Re: niewyspany 29.09.10, 21:41
                    Tocq, pomysl tak:

                    1200 to wartosc godziny twojego wykladu, 600 to wartosc godziny twoich cwiczen. Roznica, czyli 1200 minus stawka, jaka dostajesz za godzine wykladu i 600 minus stawka, jaka dostajesz za godzine cwiczen, to kwota, na ktora rabie cie pracodawca.

                    Mozesz oczywiscie uznac, ze twoja wiedza jest mniej warta, mniej aktualna, mniej gruntowna i mniej zlozona niz wiedza elektryka, wtedy wyjdzie, ze wszystko jest w porzadku.
                    • tocqueville Re: niewyspany 29.09.10, 21:58
                      chario pomyśl tak,
                      skoro 1200 to realna wartość godziny twego wykładu, a pracodawca rąbie cię na kilkaset zeta to po jakiego grzyba robisz u tego pracodawcy? weź sprawy w soje ręce, daj ogłoszenie, że będziesz wygłaszał wykłady za 1200 zł za godzinę i kasuj chętnych

                      skoro twoja wiedza jest więcej warta, bardziej aktualna, bardziej gruntowna i złożona jak wiedza elektryka to tłumy będą walić drzwiami i oknami
                      do dzieła!





                      > Tocq, pomysl tak:
                      >
                      > 1200 to wartosc godziny twojego wykladu, 600 to wartosc godziny twoich cwiczen.
                      > Roznica, czyli 1200 minus stawka, jaka dostajesz za godzine wykladu i 600 minu
                      > s stawka, jaka dostajesz za godzine cwiczen, to kwota, na ktora rabie cie praco
                      > dawca.
                      >
                      > Mozesz oczywiscie uznac, ze twoja wiedza jest mniej warta, mniej aktualna, mnie
                      > j gruntowna i mniej zlozona niz wiedza elektryka, wtedy wyjdzie, ze wszystko je
                      > st w porzadku.
                      • charioteer1 Re: niewyspany 29.09.10, 22:18
                        Moze kiedys, tocq, moze kiedys...

                        Ale pamietaj, ze jak przyjade do was na wyklady goscinne, to bedziecie mi musieli jeszcze oplacic podroz i hotel...



                        tocqueville napisał:

                        > chario pomyśl tak,
                        > skoro 1200 to realna wartość godziny twego wykładu, a pracodawca rąbie cię na k
                        > ilkaset zeta to po jakiego grzyba robisz u tego pracodawcy? weź sprawy w soje r
                        > ęce, daj ogłoszenie, że będziesz wygłaszał wykłady za 1200 zł za godzinę i kasu
                        > j chętnych
                        >
                        > skoro twoja wiedza jest więcej warta, bardziej aktualna, bardziej gruntowna i z
                        > łożona jak wiedza elektryka to tłumy będą walić drzwiami i oknami
                        > do dzieła!
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        > > Tocq, pomysl tak:
                        > >
                        > > 1200 to wartosc godziny twojego wykladu, 600 to wartosc godziny twoich cw
                        > iczen.
                        > > Roznica, czyli 1200 minus stawka, jaka dostajesz za godzine wykladu i 600
                        > minu
                        > > s stawka, jaka dostajesz za godzine cwiczen, to kwota, na ktora rabie cie
                        > praco
                        > > dawca.
                        > >
                        > > Mozesz oczywiscie uznac, ze twoja wiedza jest mniej warta, mniej aktualna
                        > , mnie
                        > > j gruntowna i mniej zlozona niz wiedza elektryka, wtedy wyjdzie, ze wszys
                        > tko je
                        > > st w porzadku.
                        • tocqueville Re: niewyspany 29.09.10, 22:32
                          > Moze kiedys, tocq, moze kiedys...

                          tak myślałem... a na razie pozostaje rytualne zawodzenie "jaki to ja jestem rąbany, ojojoj"
                          • charioteer1 Re: niewyspany 29.09.10, 22:42
                            Zle myslales, tocq. A poki co, to nie przypominam sobie, zeby twoja uczelnia skladala mi jakakolwiek oferte. Wprawdzie bylo tych ofert troche w ciagu ostatnich miesiecy, ale sklerozy jeszcze nie mam.
                            • tocqueville Re: niewyspany 29.09.10, 22:45

                              obawiam się, że sie zagubiłem w tym postmodernistycznym dialogu i juz nie wiem o co chodzi
                              • charioteer1 Re: niewyspany 29.09.10, 23:03
                                Nie wydaje mi sie, zebys na poczatku tego dialogu to wiedzial, tocq.
                                • tocqueville Re: niewyspany 29.09.10, 23:36
                                  tak, tak chario
                                  użalaj się dalej na cięzki los, małą pensję i nikczemnych prywaciarzy
                                  • charioteer1 Re: niewyspany 29.09.10, 23:40
                                    Tozq, ciesze sie, ze sobie poprawiles samopoczucie. Jak dla mnie to EOT.
                        • niewyspany77 Re: niewyspany 30.09.10, 09:21
                          > Ale pamietaj, ze jak przyjade do was na wyklady goscinne, to bedziecie mi musie
                          > li jeszcze oplacic podroz i hotel...

                          Przepraszam że się wtrącam,ale nie rozumiem. Myślałem, że w przypadku zaproszonych gości opłacenie im hotelu i podróży (przyznam że nie wiem jak z wyżywieniem) to standard od dawien dawna. Czyżby było inaczej?
                    • niewyspany77 Re: niewyspany 30.09.10, 09:25
                      Chario, wynagrodzenie to zawsze kompromis między tym, co Ty chcesz a tym, co ktoś inny jest skłonny zapłacić.

                      A najfajniejsze jest to, że na te stawki, które wam płacą, ciągle są chętni!
                      • bumcykcyk2 Re: niewyspany 02.10.10, 20:03
                        niewyspany77 napisał:

                        > A najfajniejsze jest to, że na te stawki, które wam płacą, ciągle są chętni!

                        No nie. U mnie chętnych nie ma. Znaczy byli.

                        Byli, ale właśnie spłynęli. Na spotkaniu inauguracyjnym jednostki dowiedziałem się, że nie ma już wśród nas 2 świeżych młodych doktorów, paru mgr z dziennych studiów doktoranckich (płatnych), a z racji lekceważenia obowiązków (przysyłanie własnych sekretarek i pracowników na zajęcia, bądź nieprzychodzenie na nie w ogóle) wywalono paru fachowców-praktyków z zewnątrz, co to mieli nam pokazać prawdziwą naukę.

                        Jak wprowadzą nakaz jednoetatowości (a senat mojej uczelni już przebiera nogami w oczekiwaniu na ten doniosły akt), nie wiem kto zostanie na mojej szacownej uczelni poza niezatapialnymi profesorami -belwederami, paniami "przy mężu", kilkoma przeterminowanymi prawiczkami przy mamusi oraz paroma hobbystami (bogatymi z domu lub o niewielkich oczekiwaniach wobec życia).

                        Owszem, młodzież garnie się na studia doktoranckie, a o parę miejsc na dziennych doktoranckich zawsze były wielkie boje. Ale z tego nic nie wynika. Nawet jeśli napiszą w terminie przyzwoite doktoraty, od razu bądź po jakimś czasie uciekają. Sektor naukowy nie ma im nic do zaoferowania, oczywiście poza względnymi konfiturami po habilitacji, która jednak dla młodych adeptów nauki jest czymś równie odległym jak emerytura. Gadanie o grantach to pitolenie o Szopenie, zwłaszcza w sytuacji gdy w tych KBN-owskich od zawsze nie można normalnie wpisać sobie przyzwoitej pensji, tylko trzeba kombinować z wymyślaniem dętych kosztów obsługi projektu. Młodzi nie chcą się w to bawić i serdecznie chromolą panów z KBN-u. Sorry, ale nie mam ochoty pisać dalej, bo już mi się zrobiło niedobrze na samo wspomnienie tego całego syfu, w którym tkwimy.

                        • sendivigius Re: niewyspany 03.10.10, 18:47
                          Na przykladzie twojego postu widac najlepiej jaki jest prawdziwy a nie deklarowany cel habilitacji.

                          Przestawmy kolejnosc; wpierw czytamy:

                          Sektor naukowy nie ma im nic do zaoferowania, oczywiście poza względnymi konfiturami po habilitacji,

                          a potem widzimy rezultaty:

                          Jak wprowadzą nakaz jednoetatowości ... nie wiem kto zostanie na mojej szacownej u
                          > czelni poza niezatapialnymi profesorami -belwederami, paniami "przy mężu", kilk
                          > oma przeterminowanymi prawiczkami przy mamusi oraz paroma hobbystami (bogatymi
                          > z domu lub o niewielkich oczekiwaniach wobec życia).


                          Czyli prawdziwym celem habilitacji jest ksztaltowanie odpowiedniego doboru osobniczego do wychowania i ksztalcenia naszej mlodzi. Przeterminowane prawiczki, panie przy mezu i kilku nadetych bewederow. W efekcie z murow uczelni wychodza swierzynki jak na obrazku, z dyplomem pachnacym jeszcze fluorenem i zadajace pytanie takie jak te:

                          forum.gazeta.pl/forum/w,87574,117105001,117105001,niepewna.html
                          • bumcykcyk2 Re: niewyspany 05.10.10, 11:57
                            Sendi, nigdy nie twierdziłem, że cel habilitacji jest inny :)
                        • niewyspany77 Re: niewyspany 04.10.10, 09:33
                          > No nie. U mnie chętnych nie ma. Znaczy byli.

                          OK, przyznaję, że uogólniłem. Nie wiem w jakiej branży siedzisz (niemniej nie mam powodu kwestionować tego co piszesz). Tak czy owak - w mojej nadal są chętni.
                • niewyspany77 Re: niewyspany 30.09.10, 09:19
                  Jeśli elektrykowi za 600 też się opłaca, to najprawdopodobniej dajecie się zwyczajnie doić.
                  Zresztą, skoro to taki pikuś, to zrób uprawnienia i kasuj innych.
              • niewyspany77 Re: niewyspany 30.09.10, 09:17
                bumcykcyk2 napisał:

                > Praca u 3 pracodawców jest patologią, ale czasem nie da się inaczej.

                Jestem hiper ciekaw, kiedy to nie da się inaczej. Może jakiś przykładzik lub dwa? Tylko tak z sensem poproszę.

                > Ja wiem z
                > dawniejszej wymiany postów, że Ty masz dość umiarkowane wymagania płacowe, ja j
                > ednak uważam, że jak ktoś ciężko pracuje głową, to nie może zarabiać mniej niż
                > hydraulik.

                Bumcyk, gdybym był desperatem to bym się zatrudnił na AHE. Poza tym ja nie wiem, co mi imputujesz, między chcieć a móc jest przepaść. Ja bez skrępowania powiem, że "chciałbym zarabiać 20000 zł/mc"? To by był mój obecny etat razy ~3,5 i niestety nie wyrobiłbym. A do hydraulika zaraz wrócę.

                > 5000 dla profesora to wg mnie skandal, bo w Warszawie osiąga się tak
                > ą pensję w wielu poślednich zawodach (nie czas tutaj na licytowanie się przykła
                > dami) .

                I tu możemy sobie pogadać. Ja mam niestety inne zdanie: płacenie ustalonej pensji minimalnej (nawet w widełkach) to jest skandal, bo wartość wiedzy jest różna. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że pewne zawody są bardzo rynkowe (dajmy na to medycyna czy prawo). Tu owszem, zgadzam się, 5000 dla profesora to śmiech na sali. Jednak w przypadku innych niektórych zawodów zaryzykuję, że te 5000 to jest aż nadto. Teraz wracamy do hydraulika i będzie troszkę brutalniej: jeśli taki profesor nie potrafi sobie uszczelki w zbiorniku wody do kibla wymienić, to niech buli stówę. Właśnie dlatego, że ktoś potrafi. I tu jest ergo: tak długo jak pracownicy nauki będą zgadzać się na takie płace, jakie są, tak długo pozostanie tylko jejczenie, że ktoś, gdzieś, i w ogóle to skandal.

                > Na razie rynek pracy psują właśnie uczelnie państwowe, bo skoro adiunkt
                > dostaje u nich z rozdzielnika 2500 netto, to prywatny jak da 3000 , to uważa,
                > że Pan Doktor powinien go całować po jajach.

                Ale te 500 to naprawdę myślisz że oni chcą płacić tak z dobroci serca? To ma być marchewka za to, że wpisujesz w papiery I etat jako prywaciarza, względnie bonus za ryzyko. Na II etat prywaciarz Cie weźmie tylko wtedy, gdy będzie miał nóż na gardle, bo normalnie żądają I etatu (czyli mówisz dotychczasowemu pracodawcy bye).

                Na koniec małe podsumowanie: uważam że głównym problemem w kontekście kasy jest to, że każdy chce mieć "dobrą", "godziwą", "sprawiedliwą" pensję. Bo się należy. Ja jestem za bardziej rynkowym podejściem, czyli goła pensja dość niska, plus bardzo korzystny system motywacyjny.
                • charioteer1 Re: niewyspany 30.09.10, 11:18
                  Niewyspany, rzad caly czas pieprzy, jakie to wspaniale warunki bedzie tworzyl w Polsce, bo przeciez mlodzi naukowcy wyjezdzaja za granice i to jest straszna tragedia i wielka strata i w ogole skandal! Powiem ci tyle, ze wyjazdy mlodych to jest pikus. Pamietam czasy, kiedy stawki spadly tak nisko, ze wyjezdzali masowo nie tylko mlodzi, ale rowniez starsi profesorowie, i to dopiero byla naprawde tragedia. A to, ze na zwolnione przez mnie miejsce ustawi sie kolejka chetnych, to juz mnie malo obchodzi, naprawde.
                • bumcykcyk2 Re: niewyspany 02.10.10, 19:43
                  1. Pytasz, kiedy nie da się inaczej pracować, jak na 3 etatach? Odpowiadam. Ano, na przykład wtedy, kiedy masz małe dziecko i niepracującą żonę plus kredyt hipoteczny. Albo wtedy, gdy co prawda -jak prawdziwy naukowiec- jesteś kawalerem, ale nie chcesz żywić się chińskimi zupkami, tylko spożywać obiady w restauracji. Albo i wtedy, gdy np. masz potrzebę zakupu samochodu, czy też uzyskania zdolności kredytowej pod zakup mieszkania. I jeszcze 1001 powodów. Żeby była jasność - nie namawiam nikogo do 3 etatów, ani tego nie pochwalam. Oczywiście, odpowiesz mi, że DA SIĘ WYŻYĆ ZA 2500 NETTO. Oczywiście, da się. Znam też takich, co żyją za 1000 netto, a na wsi lubelskiej być może da się wyżyć i za emeryturę Cugowskiego z "Budki Suflera" (570 zł netto).

                  2. Nic Ci nie imputuję. Po prostu pamiętam z dawniejszych dyskusji, że akceptowałeś stosunkowo niskie wynagrodzenia.

                  3. Nikomu nie życzę zatrudnienia na AHE, ani takowego zatrudnienia nie popieram. Daleki byłbym jednak od potępiania pracujących tam ludzi.

                  4. Widełki ministerialne są owszem dość szerokie, ale co z tego skoro u mnie na "prestiżowej" uczelni (i w większości znanych mi państwowych jednostek) od zawsze płaci się wyłącznie dolne widełki, czyli absolutne minimum. Wszyscy są zglajszachtowani do dołu. Co do różnicowania wynagrodzeń i motywacyjnego systemu płac generalnie się zgadzam, aczkolwiek diabeł tkwi w szczegółach i nie tak łatwo to przeprowadzić (wiem po paru uczelniach prywatnych).

                  5. Uwagi odnośnie I i II etatu u prywatnego - pełna zgoda. Obecnie masowo żądają I etatu. Z tym, że wtedy proponują sporo więcej niż 3000 (przynajmniej ja spotkałem się kiedyś z wyższymi stawkami- być może teraz jest inaczej i spadło do tych 3 tys., bo niż jest okrutny i branża w konwulsjach)

                  • sendivigius 2500 > 3000 03.10.10, 19:02
                    Taka nieoczekiwana nierownosc udowdodnil nam B-c the second.

                    Nim wystawimy jego kandydatura do medali Fieldsa, zastanowmy sie czy nie ma racji. W pierwszym odruchu kazdy pomysli ze jak prywatny daje 3000 to jest to wiecej niz 2500 u panstwowego wiec o czym mowa. Przy blizszym przyjrzeniu sie widac jasno ze to nieprawda. Przyczyna tego jest taka ze jak nastapi dzien sadny czyli jednoetatyzacja, to wyjdze na jaw ze 2500 u panstwowego jest dodatkiem do 3000 u prywatnego, podczas gdy jak etat jest u prywatnego to zostaje gole 3000. Czyli ostatecznie 2500 to tak naprawde 5500 a a 3000 pozostaje 3000. c.b.d.o.
                    • chilly Re: 2500 > 3000 03.10.10, 22:41
                      Zapominasz o "trzynastce" i dodatku socjalnym :)
                    • bumcykcyk2 Re: 2500 > 3000 05.10.10, 11:56
                      Sendi, to trochę nie tak. 3000 u prywatnego jest na drugim etacie. Na pierwszym etacie miałem 2 lata temu propozycję 5000 na rękę. Jeśli zrobię to w ten deseń, że etat minimalny, a reszta na fakturę (na szczęście właściciel uczelni ma kilka podmiotów gosp.) i dorobię koszty, to wychodzę spokojnie na 6500 z JEDNEGO etatu. Więc finansowo to ja nie miałbym żadnych rozterek. Problem to przyszła kondycja tego prywatnego, a także to, że z państwowego bilet jest w jedną stronę. Więc zostajesz w łapach prywaciarza, kontrakt 5 lat, a potem łaskawca może powiedzieć "pracujesz Pan za 2000 netto, albo wypad". Ponieważ mam trochę do emerytury, to podobne scenariusze raczej nie budzą mego entuzjazmu.;-)
                  • niewyspany77 Re: niewyspany 04.10.10, 09:30
                    > 1. Pytasz, kiedy nie da się inaczej pracować, jak na 3 etatach? Odpowiadam. Ano
                    > , na przykład wtedy, kiedy masz małe dziecko i niepracującą żonę plus kredyt hi
                    > poteczny.

                    No ja Ciebie prosiłem, z sensem przykłady. Ten akurat, to jak dla mnie totalny odjazd (nie wątpię, że takowe osoby są, ale...)

                    >Albo wtedy, gdy co prawda -jak prawdziwy naukowiec- jesteś kawalerem,
                    > ale nie chcesz żywić się chińskimi zupkami, tylko spożywać obiady w restauracj
                    > i. Albo i wtedy, gdy np. masz potrzebę zakupu samochodu, czy też uzyskania zdol
                    > ności kredytowej pod zakup mieszkania.

                    Teraz zaczynasz o standardzie życia, różnie z tym jest, nie chce się wdawać w dyskusję o tym czy spożywanie obiadów w restauracji (notabene, jakiej?) to jest życiowy standard, a może plan minimum etc. Tak samo auto - można kupić auto za 5k pln i jeżdzić, można stwierdzić, że nic poniżej lexusa adiunktowi nie przystoi ;)

                    >Oczywiście, odpowi
                    > esz mi, że DA SIĘ WYŻYĆ ZA 2500 NETTO.

                    I tak i nie, zależy jak leży, jeśli jest się kawalerem (albo po prostu osobą samotną) z potrzebą wynajmowania mieszkania (lub spłacania kredytu czy to hipotecznego, czy za auto), jedzenia w restauracjach etc, do tego w Waw, to nie mam problemu z tym, że będzie de facto niewykonalne.

                    Poza tym jeszcze jedno mi się rzuciło w oczy. Te 2500 to oczywiście goła pensja, tyle że kto zarabia gołą pensję? Chyba każdy ma jakieś nadgodziny, motywacyjny, za staż, doliczmy trzynastkę, zajączka, choinkę, nagrody, kasa z grantów, zleceń zewnętrznych, honorariów, recenzji i co tam jeszcze jest do zgarnięcia (nie mówię, że każdy ma, ale nie można twierdzić, że tego nie ma; notabene - zastrzegam że mogę się nieco mylić ;) )

                    > 2. Nic Ci nie imputuję. Po prostu pamiętam z dawniejszych dyskusji, że akceptow
                    > ałeś stosunkowo niskie wynagrodzenia.

                    No to ja Ci mówię, że gdybym je akceptował to pracowałbym na AHE za pensję minimalną (popytaj lesia ile to jest). Ja mówię coś takiego, tyle że w innym kontekście - dla całej masy ludzi, którzy na uczelni nic nie robią poza odwalaniem dydaktyki obecne pensje są aż za wysokie.

                    > Co do różnicowania wynagrodzeń i motywacyjnego systemu pł
                    > ac generalnie się zgadzam, aczkolwiek diabeł tkwi w szczegółach i nie tak łatwo
                    > to przeprowadzić (wiem po paru uczelniach prywatnych).

                    Cieszę się, że w czymś się zgadzamy.
                    • ford.ka Re: niewyspany 04.10.10, 10:38
                      > No ja Ciebie prosiłem, z sensem przykłady. Ten akurat, to jak dla mnie totalny odjazd (nie wątpię, że takowe osoby są, ale...)
                      Nie będę szukał przykładów poza domem - pensja na rękę 2500, rata kredytu (stary we frankach, więc oprocentowanie niskie, kredyt dzisiaj starczyłby na większą kawalerkę) 1500-1750 co miesiąc, opłaty+media+ubezpieczenie 500-1000 (grzanie gazem) - z pensji zostaje średnio miesięcznie 0. Mam taką fanaberię, żeby mieszkać w mieście, gdzie pracuje. Jak sobie powyższe wyliczenie uświadomiłem, aby przekonać się, czy przypadkiem nie zwariowałem, zrobiłem małą ankietę wśród kolegów adiunktów. Wynik ankiety był taki, że koszta mieszkania w Warszawie w ludzkich warunkach to standardowo cała pensja adiunkta.
                      > Teraz zaczynasz o standardzie życia, różnie z tym jest, nie chce się wdawać w dyskusję o tym czy spożywanie obiadów w restauracji (notabene, jakiej?) to jest życiowy standard, a może plan minimum etc. Tak samo auto - można kupić auto za 5k pln i jeżdzić, można stwierdzić, że nic poniżej lexusa adiunktowi nie przystoi ;)
                      Auto za 5K to kilka K rocznie na naprawy... Też z autopsji, nie z fantazji. Ale w Warszawie, jeśli żyjesz z jednego etatu adiunkta a poza tym skupiasz się na naukowych lekturach w BUW i BN, samochód nie jest potrzebny, komunikacja miejska wystarcza. Trzeba mieć tylko dużo wolnego czasu.
                      > I tak i nie, zależy jak leży, jeśli jest się kawalerem (albo po prostu osobą samotną) z potrzebą wynajmowania mieszkania (lub spłacania kredytu czy to hipotecznego, czy za auto), jedzenia w restauracjach etc, do tego w Waw, to nie mam problemu z tym, że będzie de facto niewykonalne.
                      No... Raczej nie.
                      > Poza tym jeszcze jedno mi się rzuciło w oczy. Te 2500 to oczywiście goła pensja, tyle że kto zarabia gołą pensję? Chyba każdy ma jakieś nadgodziny, motywacyjny, za staż, doliczmy trzynastkę, zajączka, choinkę, nagrody, kasa z grantów, zleceń zewnętrznych, honorariów, recenzji i co tam jeszcze jest do zgarnięcia (nie mówię, że każdy ma, ale nie można twierdzić, że tego nie ma; notabene - zastrzegam że mogę się nieco mylić ;) )
                      Mylisz się przynajmniej częściowo. W znanej mi humanistyce nadgodziny istnieją w ilościach śladowych i są płacone poniżej stawek rynkowych, dodatki skasowano u mnie dwa lata temu (wszystkie oprócz funkcyjnych) a i wcześniej były to kwoty symboliczne, jest trzynastka, dodatek urlopowy (800 rocznie netto), "karpiowe" (400), nagród nie pamiętam (nie zasłużyłem?), kasy z grantów nie ma (grantów też nie), zleceń zewnętrznych nie ma, honorariów (dla adiunkta? za co? do recenzji durnego konferencyjniaka trzeba łapać haba) brak, recenzje płacone tylko za studia płatne (60 od sztuki, trudno się na tym upaść, a liczba ograniczona - zresztą wszystko recenzować powinien samodzielny, czyli jeśli tacy są, cała kasa idzie do nich). Wszystkie te cuda razem (z trzynastką włącznie) nie dają w skali roku więcej niż dwie miesięczne pensje czyli 300-400PLN miesięcznie. No to można poszaleć.
                      Jeśli uczelnia prowadzi studia płatne, można tam, oczywiście, zarabiać, ale w końcu gdzieś zarabiać trzeba, ale robisz to kosztem czasu, który powinieneś poświęcać na naukę i (teoretycznie) bierzesz za to pieniądze. Znam takich, którzy w zjazdowe tygodnie przychodzą na 8:30 w sobotę i wychodzą w niedzielę o 17:00, ale nauką to oni się nie zajmują.
                      > No to ja Ci mówię, że gdybym je akceptował to pracowałbym na AHE za pensję minimalną (popytaj lesia ile to jest). Ja mówię coś takiego, tyle że w innym kontekście - dla całej masy ludzi, którzy na uczelni nic nie robią poza odwalaniem dydaktyki obecne pensje są aż za wysokie.
                      Wyniki raportu NBK dowodzą tego niechybnie ;)
                      > > Co do różnicowania wynagrodzeń i motywacyjnego systemu płac generalnie się zgadzam, aczkolwiek diabeł tkwi w szczegółach i nie tak łatwo to przeprowadzić (wiem po paru uczelniach prywatnych).
                      Niełatwo, ale z całą pewnością nie podejmuje się w tym kierunku żadnych działań.
                      • niewyspany77 Re: niewyspany 04.10.10, 11:29
                        > Nie będę szukał przykładów poza domem - pensja na rękę 2500, rata kredytu (star
                        > y we frankach, więc oprocentowanie niskie, kredyt dzisiaj starczyłby na większą
                        > kawalerkę) 1500-1750 co miesiąc, opłaty+media+ubezpieczenie 500-1000 (grzanie
                        > gazem) - z pensji zostaje średnio miesięcznie 0. Mam taką fanaberię, żeby miesz
                        > kać w mieście, gdzie pracuje. Jak sobie powyższe wyliczenie uświadomiłem, aby p
                        > rzekonać się, czy przypadkiem nie zwariowałem, zrobiłem małą ankietę wśród kole
                        > gów adiunktów. Wynik ankiety był taki, że koszta mieszkania w Warszawie w ludzk
                        > ich warunkach to standardowo cała pensja adiunkta.

                        Fordzie, a o której Ty Warszawie mówisz? Bo ja nie mam pojęcia, gdzie się płaci 500-1000 zł/mc za opłaty, kredyt hipoteczny to insza inszość, od razu dodaję, że imho adiunkta zarabiającego 2500 do reki na kredyt hipoteczny nie stać, co właśnie potwierdzasz.. no ale wracając do ludzkich warunków - mieszkanie na Mokotowie (20 minut autobusem niemalże pod sam BUW, konkretnie do syrenki ;) ) - wszystkie opłaty, włącznie z mediami i internetem to 1250 zł za mieszkanie 40m2.

                        > Auto za 5K to kilka K rocznie na naprawy... Też z autopsji, nie z fantazji.

                        Ok, może być za 10, nowy ford.ka to 40k zł, yariska podobnie, większe auta kosztują jeszcze więcej. Tylko co chcesz udowodnić? Że auto kosztuje? Ano kosztuje, niezależnie od tego czy masz kredyt, czy bulisz na części do używki. Chyba idzie znowu stwierdzić, że adiunkta nie stać (przynajmniej nie w sytuacji jak ma spłacać hipotekę).

                        >Trzeba mieć tylko dużo wolnego czasu.
                        Jadąc autem korki szybciej się kończą? ;) Wiesz, w autobusie można sobie książkę poczytać, za kółkiem raczej nie, no chyba że Sage itp. zacznie audiobooki wydawać ;)

                        Aha, jeszcze jedno dodam, żeby nie było. Każdy, ale to każdy kogo znam, i kto ma te szczęście (?) mieć kredyt hipoteczny, ma, mówiąc najbardziej delikatnie, prze*****e. Taka specyfika tego kredytu.
                        • ford.ka Re: niewyspany 04.10.10, 17:59
                          > Fordzie, a o której Ty Warszawie mówisz? Bo ja nie mam pojęcia, gdzie się płaci 500-1000 zł/mc za opłaty, kredyt hipoteczny to insza inszość, od razu dodaję, że imho adiunkta zarabiającego 2500 do reki na kredyt hipoteczny nie stać, co właśnie potwierdzasz.. no ale wracając do ludzkich warunków - mieszkanie na Mokotowie (20 minut autobusem niemalże pod sam BUW, konkretnie do syrenki ;) ) - wszystkie opłaty, włącznie z mediami i internetem to 1250 zł za mieszkanie 40m2.
                          To na pewno była fanaberia, ale kupiłem sobie mieszkanie, w którym chce domieszkać do emerytury, a nie przeczekać aż się zrobi lepiej (nie zrobi się) i n.p. mieć miejsce na wszystkie książki, na stół, przy którym siada dziesiątka znajomych i jeszcze widok z okna. Tyle kosztuje i wiele nie zmienię, zwłaszcza ogrzewania.
                          Oczywiście, że nie dostałem kredytu hipotecznego na podstawie uniwersyteckiej pensji, ale chyba nie dyskutujemy tu o science-fiction. IMHO 40m2 dla rodziny to nie są ludzkie warunki, ale możemy o tym dyskutować ;)
                          Nie czuję na siłach, żeby dyskutować o cenach najmu, bo tu rynek wciąż jest zwariowany t.j. jeśli ktoś odziedziczył trzy mieszkania po ciotkach albo miał do dyspozycji wolny kapitał, który chciał w miarę bezpiecznie zainwestować, może wynajmować za niewiele. Gdyby miał kupić je na kredyt, kwota, którą podałeś, nie starczyłaby na ratę kredytu, nie wspominając już o opłatach i efekt jest taki, że budownictwo na wynajem praktycznie nie istnieje. Z drugiej strony ludzie zarabiają, ile zarabiają, więc znacząco więcej wołać nie można. Efekt kolejny jest taki, że rynek najmu jest płytki i trudno znaleźć coś sensownego do mieszkania a jednocześnie mieć pewność, że po roku nie trzeba będzie szukać czegoś nowego, bo kuzynka z prowincji przyjeżdża na studia i musi gdzieś mieszkać. Wcześniej czy później dla świętego spokoju zaczyna się szukać czegoś na własność.
                          > Tylko co chcesz udowodnić? Że auto kosztuje? Ano kosztuje, niezależnie od tego czy masz kredyt, czy bulisz na części do używki. Chyba idzie znowu stwierdzić, że adiunkta nie stać (przynajmniej nie w sytuacji jak ma spłacać hipotekę).
                          Zgadzamy się, adiunkta żyjącego z jednej pensji nie stać na auto. Tak naprawdę to jakiekolwiek, bo benzyna i parking kosztuje tyle samo dla odwiniętego ze słupa golfa pamiętającego kanclerza Kohla i nowego Lexusa. Na szczęście, co napisałem, nie jest niezbędne do życia w większości dużych miast w Polsce. Sytuacja się zmienia, kiedy trzeba się regularnie przemieszczać po kraju po trasach innych niż Wawa-Poznań, Wawa-Kraków i Wawa-Katowice.
                          > >Trzeba mieć tylko dużo wolnego czasu.
                          > Jadąc autem korki szybciej się kończą? ;) Wiesz, w autobusie można sobie książkę poczytać, za kółkiem raczej nie, no chyba że Sage itp. zacznie audiobooki wydawać ;)
                          A Ty planujesz jeździć na zajęcia na 9 i kończyć o 17? W innych porach korki wciąz jeszcze się odtykają nawet w Wawie, chociaż nasilona przed wyborami działalność budowlano-remontowa sprawia, że już wkrótce nie będzie to prawda. W moim przypadku: 50min-1'15h transportem publicznym (minimum 2 przesiadki - różnice wynikają z tego, jak szybko przyjedzie kolejny tramwaj/autobus/metro) i 20-25min samochodem (w przedziale 9:30 - 15:30 i od 18) w jedną stronę, odległość 10km. Różnica: co najmniej dodatkowa godzina spędzona w wygodnym fotelu z książką na każdą wyprawę do pracy, a wyprawę tę spędzam, siedząc wygodnie w ciepłym samochodzie z torbą pełną książek w bagażniku a nie na plecach.
                          > Aha, jeszcze jedno dodam, żeby nie było. Każdy, ale to każdy kogo znam, i kto ma te szczęście (?) mieć kredyt hipoteczny, ma, mówiąc najbardziej delikatnie, prze*****e. Taka specyfika tego kredytu.
                          Święta prawda. Jeśli jednak Twoja rodzina nie postarała się w poprzednich pokoleniach, albo babcia z apartamentem na Mokotowskiej jest złośliwie żywotna i nie chce Ci apartamentu zostawić w spadku, albo nie grałeś na giełdzie z odpowiednim powodzeniem, wyboru nie ma.
                          • sendivigius Re: niewyspany 04.10.10, 21:07
                            ford.ka napisał:

                            Jeśli jednak Twoja rodzina nie postarała się w poprzednich pokol
                            > eniach, albo babcia z apartamentem na Mokotowskiej jest złośliwie żywotna i nie
                            > chce Ci apartamentu zostawić w spadku, albo nie grałeś na giełdzie z odpowiedn
                            > im powodzeniem, wyboru nie ma.


                            Owszem jest:

                            https://www.visitingdc.com/images/statue-of-liberty-address.jpg

                            • ford.ka Re: niewyspany 04.10.10, 23:12
                              Jeśli to nie jest Wolność z wyspy na Sekwanie, to rozśmieszasz mnie do zajadów - czy credit crunch nie wziął się przypadkiem z kredytów hipotecznych?
                          • niewyspany77 Re: niewyspany 05.10.10, 09:20
                            > To na pewno była fanaberia, ale kupiłem sobie mieszkanie, w którym chce domiesz
                            > kać do emerytury, a nie przeczekać aż się zrobi lepiej (nie zrobi się) i n.p. m
                            > ieć miejsce na wszystkie książki, na stół, przy którym siada dziesiątka znajomy
                            > ch i jeszcze widok z okna. Tyle kosztuje i wiele nie zmienię, zwłaszcza ogrzewa
                            > nia.
                            > Oczywiście, że nie dostałem kredytu hipotecznego na podstawie uniwersyteckiej p
                            > ensji, ale chyba nie dyskutujemy tu o science-fiction.

                            Moglibyśmy podyskutować, ale za duży offtopic by się zrobił. Własne mieszkanie nie jest fanaberią. Generalnie w kontekście tej dyskusji trzeba wziąć pod uwagę 2 sprawy: kiedy kredyt był brany i ile etatów wtedy miałeś. Tak czy siak, zdolność kredytowa budowana na 3 etatach, przy napompowanych bańką cenach jest przejawem ekonomicznego kretynizmu, sorry.

                            > Nie czuję na siłach, żeby dyskutować o cenach najmu, bo tu rynek wciąż jest zwa
                            > riowany

                            Oczywiście że jest zwariowany, ostateczna kalkulacja jest prosta - wynajmujesz za ~1300 albo płacisz ~2300 za ratę (zakładając, że nie był we franku).

                            > Efekt kolejny jest
                            > taki, że rynek najmu jest płytki i trudno znaleźć coś sensownego do mieszkania
                            > a jednocześnie mieć pewność, że po roku nie trzeba będzie szukać czegoś nowego
                            > , bo kuzynka z prowincji przyjeżdża na studia i musi gdzieś mieszkać.

                            No, ale jak za parę lat usłyszysz, że panu dziękujemy, bo naboru nie ma, to będzie to większy problem niż przyjazd kuzynki.

                            > Święta prawda. Jeśli jednak [...] wyboru nie ma.

                            Tak, masz rację. Każdy młody powinien założyć sobie kredytową pętlę na szyję, na ~30 lat, po bańkowych cenach, płacąc do tego sumarycznie 2-2,5 cenę mieszkania, bo wyboru nie ma. Wiesz, gdybym był ekonomicznym kretynem, to bym już dawno sobie tę pętlę założył. Póki co - cieszę się, że się nie dałem.

                            Jeszcze jedno - co do kalkulacji czasu (godzina w fotelu). Jeśli pomijamy korki, a dojazd do miejsca pracy zajmuje Ci 50 minut komunikacją miejską, to ja Cie pytam, gdzie Ty głowę miałeś, kupując mieszkanie na zadupiu, w którym chcesz dożyc do emerytury (zapewne chcesz jej dożyć pracując w jednym i tym samym miejscu). Skoro od razu założyłeś, że będziesz autem jeździł, no cóż.
                            • adept44_ltd Re: niewyspany 05.10.10, 09:44
                              Jeszcze jedno - co do kalkulacji czasu (godzina w fotelu). Jeśli pomijamy korki, a dojazd do miejsca pracy zajmuje Ci 50 minut komunikacją miejską, to ja Cie pytam, gdzie Ty głowę miałeś, kupując mieszkanie na zadupiu, w którym chcesz dożyc do emerytury (zapewne chcesz jej dożyć pracując w jednym i tym samym miejscu). Skoro od razu założyłeś, że będziesz autem jeździł, no cóż.

                              wiesz, bliżej to ono kosztuje tak skromnie licząc, z 1,5 raza więcej... ogólnie jednak nie rozumiem tej wymiany, która brnie w zawiłości egzystencjalne, pomijając fak, że zarobek wysoko kwalifikowanego specjalisty 2500 to jest śmiech na sali i tyle...
                              • niewyspany77 Re: niewyspany 05.10.10, 10:10
                                > wiesz, bliżej to ono kosztuje tak skromnie licząc, z 1,5 raza więcej...

                                Ok, zależy kiedy kupywane, w latach 2003-2005 ceny były jeszcze z sensem, oczywiście inaczej obecnie, choć nie wiem adepcie, czy w Twojej okolicy az tak tanio ;)

                                > zarobek wysoko kwalifikowanego specjalisty 2500 to jest śmiech na
                                > sali i tyle...

                                Ja już się wypowiadałem nt zarobków, notabene, adiunkt nie publikujący jest chyba tylko specjalistą w dydaktyce, czy wysoko kwalifikowanym? no raczej nie.. wiesz, adiunkt to też szerokie pojęcie, są dynamiczni adiunkci jak i stare pryki które chcą dotrwać do ;)
                                • adept44_ltd Re: niewyspany 05.10.10, 10:20
                                  wiem, ale to trochę inna kwestia, choć nie do końca, powtórzę, co kiedyś pisałem, ci nicnierobiącyadiunkci są właśnie dlatego, że wszyscy dostają 2500 -

                                  1. nie ma motywacyjnego, ale to nie wszystko,
                                  2. panuje myślenie, no ale czego można wymagać za te 2500

                                  gdyby to było 5 i wymagania ostre, sytuacja byłaby zupełnie inna
                                  • niewyspany77 Re: niewyspany 05.10.10, 10:32
                                    > gdyby to było 5 i wymagania ostre, sytuacja byłaby zupełnie inna

                                    No i z tym się zgadzam w całości, też pozostaję z nadzieją, zresztą wiesz o czym gadam, nespa? ;)
                            • ford.ka Re: niewyspany 05.10.10, 10:02
                              > Moglibyśmy podyskutować, ale za duży offtopic by się zrobił. Trzeba wziąć pod uwagę 2 sprawy: kiedy kredyt był brany i ile etatów wtedy miałeś. Tak czy siak, zdolność kredytowa budowana na 3 etatach, przy napompowanych bańką cenach jest przejawem ekonomicznego kretynizmu, sorry.
                              Tnę Cię trochę, żeby było krócej. Święta racja, dzisiaj bym nie wziął (pewnie bym nie dostał) ale brałem na początku bańki - kiedy spadły marże banków do 1% a mieszkania dopiero zaczynały drożeć. Dzisiaj mieszkanie jest warte lekko +50%.
                              > Oczywiście że jest zwariowany, ostateczna kalkulacja jest prosta - wynajmujesz za ~1300 albo płacisz ~2300 za ratę (zakładając, że nie był we franku).
                              J.w. dzisiaj bym nie wziął albo nie dostał. Miałem fuksa względnie odważyłem się zaryzykować ;)
                              > No, ale jak za parę lat usłyszysz, że panu dziękujemy, bo naboru nie ma, to będzie to większy problem niż przyjazd kuzynki.
                              Na tej zasadzie to lepiej z domu nie wychodzić, bo a nuż cegła spadnie na głowę.
                              > Tak, masz rację. Każdy młody powinien założyć sobie kredytową pętlę na szyję, na ~30 lat, po bańkowych cenach, płacąc do tego sumarycznie 2-2,5 cenę mieszkania, bo wyboru nie ma. Wiesz, gdybym był ekonomicznym kretynem, to bym już dawno sobie tę pętlę założył. Póki co - cieszę się, że się nie dałem.
                              Możesz też spojrzeć na to w ten sposób - kupujesz sobie mieszkanie i jednocześnie możesz w nim mieszkać, budując kapitał, który n.p. za 20 lat, jak już będziesz profesorem, pozwoli Ci na kupienie wymarzonego domku, bo będziesz miał na wkład własny, albo płacisz za mieszkanie i za 20 lat będziesz miał dużą kupkę dowodów wpłaty.
                              Oczywiście, nie wszyscy mają wybór, ale to nie znaczy, że ten wybór jest sam w sobie zły. Gdybyś wziął pięć lat temu, miałbyś kredyt na 1.5% rocznie we frankach (za którego płaciłbyś dzisiaj mniej więcej tyle, ile za niego wtedy dostałeś) i częściowo spłacone mieszkanie, którego wartość się podwoiła. A tak masz kwity na 90K.
                              > Jeszcze jedno - co do kalkulacji czasu (godzina w fotelu). Jeśli pomijamy korki, a dojazd do miejsca pracy zajmuje Ci 50 minut komunikacją miejską, to ja Cie pytam, gdzie Ty głowę miałeś, kupując mieszkanie na zadupiu, w którym chcesz do życ do emerytury (zapewne chcesz jej dożyć pracując w jednym i tym samym miejscu). Skoro od razu założyłeś, że będziesz autem jeździł, no cóż.
                              No głupia sprawa, mieszkanie kupiłem jakieś 300 metrów od geometrycznego środka Wawy... Kto konkretnie postawił budynek mojego wydziału na zadupiu, nie wiem, ale na pewno decyzję podejmowali wyłącznie doktorzy habilitowani i profesorzy belwederscy. Tyle że wydział mają przenieść w ciągu najbliższych lat, a ja będę miał wtedy dziesięć minut rowerem. Jest ścieżka!
                              • niewyspany77 Re: niewyspany 05.10.10, 10:30
                                > Tnę Cię trochę, żeby było krócej. Święta racja, dzisiaj bym nie wziął

                                Przycinaj. Fakt to zmienia sytuację i to dużo.

                                > J.w. dzisiaj bym nie wziął albo nie dostał. Miałem fuksa względnie odważyłem si
                                > ę zaryzykować ;)

                                I to jest ok - ja dziś nie mam odwagi, ceny są z czapy i w rzeczywistości nierealne nawet dla belwedera - dwuetatowca :) Disklamer - podkreślam, że to ceny są z czapy.

                                > Na tej zasadzie to lepiej z domu nie wychodzić, bo a nuż cegła spadnie na głowę

                                W ciągu 30 lat obecnego typowego kredytu hipotecznego może się zdarzyć naprawdę dużo, przykład z pracą był tylko jednym ze scenariuszy (odpukać), mogą być inne (ponownie odpukać), chodzi mi o te założenie, że zawsze będzie super, zawsze będzie praca w ilości etatów 3 i podwyżki o 10% co rok ;)

                                > Możesz też spojrzeć na to w ten sposób - kupujesz sobie mieszkanie i jednocześn
                                > ie możesz w nim mieszkać, budując kapitał, który n.p. za 20 lat, jak już będzie
                                > sz profesorem, pozwoli Ci na kupienie wymarzonego domku, bo będziesz miał na wk
                                > ład własny, albo płacisz za mieszkanie i za 20 lat będziesz miał dużą kupkę dow
                                > odów wpłaty.

                                Wtopa fordzie, wtopa. To jest niczym nie uzasadnione myślenie życzeniowe. Primo, płacąc za ratę mieszkania, płacę de facto za wynajem od banku (mówię teraz o prawie własności). Secundo, 1000 zł przez 30 lat daje 360000 zł czyli kwotę pozwalającą na postawienie przyzwoitego domku na mazurach (bądź też kupno przyzwoitego mieszkania za gotówkę, nawet po obecnych cenach, które niekoniecznie muszą rosnąć vide demografia). Poza tym ja nie mówię nigdzie o tym, że kredytu brać nie należy - kredyt jest chyba nieunikniony, ale obecne ceny + warunki banku przy kredytowaniu na 30 lat to czyste szaleństwo, szczególnie przy pensji adiunkta.

                                > Oczywiście, nie wszyscy mają wybór, ale to nie znaczy, że ten wybór jest sam w
                                > sobie zły. Gdybyś wziął pięć lat temu, miałbyś kredyt na 1.5% rocznie we franka
                                > ch (za którego płaciłbyś dzisiaj mniej więcej tyle, ile za niego wtedy dostałeś
                                > ) i częściowo spłacone mieszkanie, którego wartość się podwoiła. A tak masz kwi
                                > ty na 90K.

                                Dlatego mówię, że bardo zależy, kiedy kupujesz mieszkanie, na jakich warunkach i za ile. Myślałem, że rozmawiamy o obecnej pensji, bo wiesz, znajomy kupił 10 lat temu 100 m przy pl. Konstytucji no ale co to udowadnia? Chyba nic, poza tym, że ceny nieruchomości mogą bardo się zmienić na przestrzeni kilku lat (obecnie jest trend powolnego zjazdu, to chyba dobrze).
                                • ford.ka Re: niewyspany 05.10.10, 11:07
                                  To może tylko o jednym ;)

                                  > Wtopa fordzie, wtopa. To jest niczym nie uzasadnione myślenie życzeniowe. Primo, płacąc za ratę mieszkania, płacę de facto za wynajem od banku (mówię teraz o prawie własności). Secundo, 1000 zł przez 30 lat daje 360000 zł czyli kwotę pozwalającą na postawienie przyzwoitego domku na mazurach (bądź też kupno przyzwoitego mieszkania za gotówkę, nawet po obecnych cenach, które niekoniecznie muszą rosnąć vide demografia). Poza tym ja nie mówię nigdzie o tym, że kredytu brać nie należy - kredyt jest chyba nieunikniony, ale obecne ceny + warunki banku przy kredytowaniu na 30 lat to czyste szaleństwo, szczególnie przy pensji adiunkta.

                                  Brzmi super ale:
                                  1) rata składa się z kapitału i odsetek - odsetki zabiera bank i to jest opłata za wynajem, ale kapitał zostaje Twój (może sobie kreski na podłodze robić od ściany, żeby widzieć, ile już jest Twoje ;) - w każdej chwili możesz kupione na kredyt mieszkanie sprzedać i odzyskać swój kapitał. Nie można więc porównywać raty z kosztem wynajmu, z tego drugiego odzyskujesz 0.
                                  2) serio potrafiłbyś przez 30 lat odkładać 1000 co miesiąc na ten domek na Mazurach? Zakładając nawet, że byś ten wolny 1000 miał? W życiu zawsze znajdzie się jakiś powód, żeby naruszyć oszczędności, a z kredytem nie ma przebacz, trzeba ten tysiąc kapitału co miesiąc spłacić, więc się spłaca. A po trzydziestu latach można sprzedać spłacone mieszkanie i ruszyć na Mazury.
                                  3) mieszkać musisz przez całe życie, nie da się przeczekać 30 lat odkładając, a potem namieszkać się za wszystkie czasy na Mazurach ;)
                                  4) społeczeństwo szybciej się bogaci (co na razie przekłada się na zdolność kredytową a nie na realne bogactwo...) niż zwiększa się ilość mieszkań (biorąc pod uwagą to, co w końcu trzeba będzie wyburzyć, w najbliższym czasie może się wręcz pogarszać) więc na zniżki bym nie liczył, a już na pewno nie tam, gdzie jest praca.
                                  5) sytuacja dochodowo/mieszkaniowo/kredytowa w tej chwili jest tak totalnie do dupy, że może pogadajmy o likwidacji habilitacji ;)
                                  • niewyspany77 Re: niewyspany 05.10.10, 11:21
                                    1. Na początku spłacasz odsetki, nie kapitał, gdzieś widziałem wyliczenia, po 2 latach spłacania kredytu 300k na 30 lat masz spłacone nieco ponad 10 tysięcy zł kapitału. Nie zapominaj też sumie rat, które płacisz. Kredyt to nie tylko 360 rat po ~2000 zł, kredyt to przede wszystkim zapłata ~700k zł za mieszkanie które kosztowało 300k, bez gwarancji na utrzymanie ceny.
                                    2. Wiesz, no jeśli wracamy do dyskusji czy adiunkt ma się stołować w restauracji i co ile lat ma zmieniać auto to myślę że masz rację ;)
                                    3. no ja wiem, ale przecież napisałem wyżej - nie ma przymusu brać kredytu "tu i teraz" tym bardziej po obecnych cenach. Relacje na rynku mieszkaniowym są totalnie z kosmosu, jak komuś pasuje to ok. Mieszkając kilka lat na wynajmie można sobie odłożyć na sensowny wkład własny. Owszem, można wziąć kilka kredytów i potem beczeć, że za mało zarabiamy.
                                    4. Fordzie, my rozmawiamy o kredycie, nie o cenach mieszkań. Gdybym mógł wziąć 300 tysięcy kredytu i spłacić 300, nie byłoby rozmowy.
                                    5. Ja jestem za habilitacją ;)
                                    • ford.ka Re: niewyspany 05.10.10, 15:10
                                      1. Relacja odsetek do spłaty kapitału oczywiście zmienia się w czasie i Twoje obliczenia są poprawne, ale zgubiłeś jeden element - spłacając przez dwa lata kredyt na 300K masz spłacone nieco ponad 10K - ale łącznie wpłaciłeś jakieś 35K czyli już na samym początku spłaty blisko jedna trzecia raty zmniejsza kapitał. U mnie relacja jest w tej chwili 2:1 - kapital: odsetki, co miesiąc zmniejszam kapitał do spłacenia o 1000PLN. Zerowe spłacanie na początku jest przy brytyjskich hipotekach na 100 lat, u nas nie bo okres spłaty jest zbyt krótki.
                                      2. Bardziej miałem na myśli "dziecko idzie do szkoły, trzeba by mu buty kupić, a tu kasa leży odłogiem, teraz trochę wezmę, a potem więcej dorzucę..." Zakładam, że rozmawiawy o ludziach minimalnie choć odpowiedzialnych ;)
                                      5. No widzisz, i tu się zdecydowanie nie zgadzamy ;)
                    • bumcykcyk2 Re: niewyspany 05.10.10, 13:06
                      Dyskusja z fordem.ka unaoczniła Ci , że są osoby, o których piszę. Ja również mam kredyt hipoteczny, na szczęście brany przed bańką.

                      Standard życia to oczywiście rzecz zawsze dyskusyjna. Ale 2500 dla mężczyzny w sile wieku to jak strzał w pysk i tu chyba się zgodzisz. Za to można sobie wegetować i tyle.

                      Co do dodatków na państwowym, to ford.ka detalicznie dalej wyłożył ile to jest. Mniej niż zero ;)

                      2500 za odwalanie dydaktyki jest ok. 2500 za pracę naukowo-badawczą i dydaktykę jest nieakceptowalne. Nie potępiam nikogo, kto nic nie robi. Ma prawo.
                      • niewyspany77 Re: niewyspany 05.10.10, 13:15
                        > Dyskusja z fordem.ka unaoczniła Ci , że są osoby, o których piszę

                        Nie.

                        > Standard życia to oczywiście rzecz zawsze dyskusyjna. Ale 2500 dla mężczyzny w
                        > sile wieku to jak strzał w pysk i tu chyba się zgodzisz. Za to można sobie wege
                        > tować i tyle.

                        Przymusu pracy nie ma. Nie podoba się, to zmień pracę. Albo się umartwiaj.

                        > Co do dodatków na państwowym, to ford.ka detalicznie dalej wyłożył ile to jest.
                        > Mniej niż zero ;)

                        Zdaje się on pisał o 300-400 pln miesięcznie.

                        > Nie potępiam nikogo, kto nic nie robi. Ma prawo.

                        Wiesz, na normalnym rynku pracy za nicnierobienie byłby wylot. Mało płacą więc nic nie robię, powalające.
                        • bumcykcyk2 Re: niewyspany 05.10.10, 13:32
                          1. No jak nie, jak tak? (copyright F. Kiepski)

                          2. Przymusu pracy nie ma, owszem. Nie umartwiam się, ani nie zmieniam pracy. Po prostu biorę kolejne etaty. Zgodnie z dyrektywą miłościwie panującej nam władzy (vide wywiad z Ludwikiem Koteckim wiceministrem finansów wyborcza.biz/biznes/1,100896,8282198,Zdrowa_dieta_bedzie_tansza__Wywiad_z_Ludwikiem_Koteckim.html )

                          3. 300-400 zł /m-c to jest nic.

                          4. Od kiedy to posada na państwowym jest częścią normalnego rynku pracy??? Może dokształć się trochę w temacie (polecam prof. Mirosławę Marody "Między rynkiem a etatem" wydawnictwo Scholar, Warszawa 2000). Etat na państwowym jest z gruntu rzeczy czymś nienormalnym i w 97% słabo płatnym. Daje za to dużą szansę na korzystne zadekowanie się, niczym Szwejk na tyłach wschodniego frontu I wojny światowej :)
                      • ford.ka Re: niewyspany 05.10.10, 20:49
                        Podejrzewam, że czyta to, co najmniej kilka osób w podobnej sytuacji (czyli z kredytem i mniej lub bardziej licznymi źródłami dochodu poza akademicką pensją), tylko nie każdy jest akurat w fazie ekshibicjonistycznej ;)
    • flamengista to już było! 29.09.10, 03:24
      Typowa zagrywka: nie podskakujcie, bo możemy wam przywalić kijem.

      Wiadomo, że do KRUSu dopłaca się kilkanaście miliardów złotych rocznie, do przywilejów emerytalnych dla górników drugie tyle. A likwidacja ulgi wg. Gilowskiej miała przynieść jakieś 600 mln złotych rocznie do budżetu.

      Ale sama groźba zabrania i potem wycofanie się z niej przynosi efekty. Tusk głupi nie jest, widzi chęć protestów na uczelniach więc rzucił hasło likwidacji ulgi. Temat nośny, który w razie czego można pociągnąć. Wiadomo przecież, że dla przeciętnego Polaka naukowiec to milioner i do tego milioner mało pracowity. Więc ew. zabranie ulgi raczej PO doda punktów, niż odejmie.

      Ale PO ulgi raczej nie zniesie, chodzi tylko o postraszenie bojowo nastawionej części środowiska akademickiego. To już było, za czasów Zyty Gilowskiej. Jak już doszło do gwałtownych protestów, łaskawy Pan, obecnie bohater pochowany w wawelskiej krypcie niczym cezar okazał łaskę. I powiedział niet.
      • adept44_ltd Re: to już było! 29.09.10, 09:43
        I powiedział niet

        zastanawiam się, jak w zasadzie powiedział? bo 'niet' na pewno nie, z wiadomych powodów, pewnie nie powiedział też 'nein' (wiadomo), co do "no", raczej też nie (j. angielski doprowadzał go do spazmów śmiechu, więc nie wykrztusiłby), czy on to powiedział?
    • ppoplawski Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 02.10.10, 16:07
      A w jaki sposób zaprotestujemy? W Polsce naukowcy są jak piąte koło u wozu, jak zaprotestują to i tak nikt nie zauważy. To nie lekarze, policjanci, górnicy czy nauczyciele, którzy wyrobili sobie skuteczne metody nacisku na władzę. Jaki nacisk mogą wywrzeć naukowcy? Przestaną publikować?
      Druga sprawa, 50% koszty uzyskania przychodu to nie jakiś specjalny przywilej dla naukowca. Każda złotówka zarobiona przez naukowca wymaga kilkudziesięciu groszy inwestycji z jego własnej kieszeni: trzeba kupić literaturę, programy, sprzęt, szkolić się z języków, pojechać na konferencję - to zazwyczaj są w naszych realiach wydatki, które pokryć musi sam zainteresowany. Ile musi zainwestować spawacz, hydraulik w aby zarobić tę złotówkę, pracując na etacie? Czas poświęcony na kurs? Dochód netto pracownika uczelni - kwota, która mu zostaje do swobodnego rozdysponowania, to niecałe 40% dochodu brutto, w przypadku adiunkta to ok 1300 zł (można poprosić w księgowości o wyciąg). Gwarantuję, że jeśli taki 30-paro letni adiunkt stara się o kredyt hipoteczny, to nie ma nawet po co iść do banku z takim dochodem netto. Za to można starać się np. o różnego rodzaju zapomogi, lokal socjalny itp.
      • chilly Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 16:33
        Gdyby pan premier porównał swoje wynagrodzenie za wydany kilka lat temu (przed wyborami) album z moimi honorariami autorskimi, to rozmowa może byłaby łatwiejsza.
      • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 19:09
        ppoplawski napisał:

        > Druga sprawa, 50% koszty uzyskania przychodu to nie jakiś specjalny przywilej d
        > la naukowca.


        W USA jeszcze na to nie wpadli, moze dlatego nauka amerykanska sie chowa przy polskiej?

        Po Bushu sie nic nie spodziewalem ( a i tak mi scial ponad 2k) ale O'Bama dopiero da nam bonanze. Siadam i pisze petycje.
        • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 19:53
          Sendi, nie chrzan, ze w USA nie masz mozliwosci odliczenia od dochodu kosztow wykonywania zawodu!!! No, nie wierze. To czym ty sie wlasciwie zajmujesz?
          • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 20:16
            charioteer1 napisał:

            > Sendi, nie chrzan, ze w USA nie masz mozliwosci odliczenia od dochodu kosztow w
            > ykonywania zawodu!!! No, nie wierze. To czym ty sie wlasciwie zajmujesz?
            >


            Ja cie rozumiem Chario, to naprawde nie do wiary. Jak to mozliwe ze ludzie, i to ci z habilitacja nie zajmuja uprzywilejowanej pozycji w spoleczenswie. Czyzby w tej wulgarnej Hameryce panowalo cos tak obrzydliwego jak demokracja?

            Szeczegoly mozesz przesledzic na stronie:

            www.irs.gov/

            A pretensje wnosic tu:


            www.whitehouse.gov/
            • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 20:25
              Sendi, wiesz, wez moze najpierw sam to porzadnie przeczytaj. Juz mnie raz kiedys dala wpuscil w szukanie, co rzad Jej Krolewskiej Mosci finansuje w ramach grantow badawczych, a czego nie finansuje. Tu przypuszczam, sprawa jest podobna. Jak dobrze poszukasz, to sam znajdziesz.
              • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 20:43
                charioteer1 napisał:

                > Sendi, wiesz, wez moze najpierw sam to porzadnie przeczytaj.


                Czytam i wypelniam od wielu, wielu lat. Moge spisac max 400$ ale tez jak mam rachunki. (ale tez w kombinacji gdy nie moge uzyc innego tytulu wiec ja z tego nie korzystam). Jak wyczytasz cos to daje ci polowe z tego co sie uda odzyskac, a mozna to robic za 3 lata wstecz.

                Wogole doradca podatkowy to tu robi niezla kase, marnujesz sie Chario, kariera (i kasa) czekaja. Jak wymyslisz sposob na to aby tutejsi akademicy odliczyli sobie 50% w postaci kosztow to zarobisz tyle kasy ze ufundujesz caly uniwersytet i jeszcze ci zostanie. Do dziela!
                • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 20:59
                  sendivigius napisał:

                  > Jak wymyslisz sposob na to aby tutejsi akademicy odliczyli so
                  > bie 50% w postaci kosztow

                  Sendi, chyba owladnela cie magia procentow. Czy ty wiesz, od czego sie te 50% liczy? Patrze sobie w swoje ostatnie zeznanie podatkowe i bez kalkulatora widac, ze te magiczne koszty od jednej pensji to tak na oko nieco mniej niz 400$. Rocznie, sendi.
                  • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 21:03
                    Nie opowiadaj ze masz 800$ rocznie.

                    (Oczywisce nie wpomnialem ze inna jest sytuacja gdy jestes samo-zatrudniony, ale na to ci zaden uniwersytet nie pozwoli, ale wogole summa summarum to przejscie na samo-zatrudnienie wcale sie nie oplaca ani z punktu widzenia osoby ani pracodawcy).
                    • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 21:22
                      sendivigius napisał:

                      > Nie opowiadaj ze masz 800$ rocznie.

                      Oto wlasnie jest sedno sprawy. Sendi, naczytales sie roznych gazet i nie wiadomo jeszcze czego i popelniasz bledy takie, jak nie przymierzajac humanista po bylej jakiej szkolce. Sendi, od czego liczymy te 50%? Zapewniam cie, ze nie od calosci dochodu. To juz sobie sam porachowales.
                      • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 22:40
                        charioteer1 napisał:

                        > sendivigius napisał:
                        >
                        > > Nie opowiadaj ze masz 800$ rocznie.
                        >
                        > Oto wlasnie jest sedno sprawy. Sendi, naczytales sie roznych gazet i nie wiadom
                        > o jeszcze czego i popelniasz bledy takie, jak nie przymierzajac humanista po by
                        > lej jakiej szkolce. Sendi, od czego liczymy te 50%? Zapewniam cie, ze nie od ca
                        > losci dochodu. To juz sobie sam porachowales.

                        Na litosc Boska Chario, skad ja mam wiedziec jak wy liczycie podatki, powiedz i EOT!
                    • adept44_ltd Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 21:42
                      sendivigius napisał:

                      > Nie opowiadaj ze masz 800$ rocznie.
                      >
                      > (Oczywisce nie wpomnialem ze inna jest sytuacja gdy jestes samo-zatrudniony, al
                      > e na to ci zaden uniwersytet nie pozwoli, ale wogole summa summarum to przejsci
                      > e na samo-zatrudnienie wcale sie nie oplaca ani z punktu widzenia osoby ani pra
                      > codawcy).

                      to już nie jest śmieszne, to jest żałosne, napisz do Lesia, on ci wyjaśni, o co chodzi z tymi 50% i na czym polega ta ulga, twoja patologiczna nienawiść do wszystkiego, co się rusza w tym kraju doprowadza cię do bredzenia... myślę, że powinieneś się cieszyć, że żyjesz w kraju, w którym, jak ci zmniejszą pensję o 2K, to ci coś jeszcze zostaje...
                      • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 22:48
                        adept44_ltd napisał:

                        > to już nie jest śmieszne, to jest żałosne, napisz do Lesia, on ci wyjaśni, o co
                        > chodzi z tymi 50% i na czym polega ta ulga, twoja patologiczna nienawiść do ws
                        > zystkiego, co się rusza w tym kraju doprowadza cię do bredzenia... myślę, że po
                        > winieneś się cieszyć, że żyjesz w kraju, w którym, jak ci zmniejszą pensję o 2K
                        > , to ci coś jeszcze zostaje...


                        Adepcie, wyluzuj sie. Nie patologiczna nienawisc ale zainteresowanie badacza, co pod mikroskopem widzi stwor jakiego swiat nie widzial i jak o nim opowie to mu nikt nie uwierzy wiec musi dorobic do mikroskopu fotoaparat. Bo widzisz Adepcie, jezeli jestem gdzie jestem to w czesci jakis tam zbieg historycznych okolicznosci ale w duzej czesci rezultat tego co sie dzieje w naszym kraju, a dzieje sie tak to samo od lat. I nawet na horyzoncie nie widac nikogo kto by temu polozyl kres. Dlatego z przyjemnoscia korzystam sobie z wolnosci slowa gwarantowanego pierwsza poprawka do konstytucji i gosciny portalu GW i tak dlugo jak admin tego forum bedzie to tolerowal to bede to robil.

                        A co do wyboru kraju to Adepce paszport masz w szufladzie. Bon voyage!
                        • adept44_ltd Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 03.10.10, 22:54
                          no dobra :), niemniej, na litość boską, popatrz pierwsze, jak my liczymy podatki, a potem się nakręcaj...
                          • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 01:23
                            adept44_ltd napisał:

                            popatrz pierwsze, jak my liczymy podatk


                            Z tego co pisza to rozumiem ze od pensji (brutto) odlicza sie 50% jako koszty uzyskania i pozostale pozostaje jako dochod do opodatkowania brutto, co z kolei podlega innym odliczeniom. Teraz wyprowadz mnie z bledu, niech odetchne.
                            • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 01:32
                              Nie. 50% kosztow uzyskania liczy sie tylko od tej czesci pensji, ktora jest za dydaktyke. Dzialalnosc naukowa w rozumieniu przepisow podatkowych nie jest dzialalnoscia tworcza i znizka nie przysluguje.
                              • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 01:48
                                charioteer1 napisał:

                                > Nie. 50% kosztow uzyskania liczy sie tylko od tej czesci pensji, ktora jest za
                                > dydaktyke.


                                Ile to jest mniej wiecej?


                                Dzialalnosc naukowa w rozumieniu przepisow podatkowych nie jest dzialalnoscia tworcza i znizka nie przysluguje.

                                Majac na uwadze ze ministrami finansow byli zawsze profesorowie taka interpretacja powinna dawac wiele do myslenia.
                                • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 02:28
                                  Nie umiem ci powiedziec. Z zeznania wynika, ze ok. 10% przychodu.
                                  • ford.ka Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 09:55
                                    Hm... Widzę, że nawet naukowcy nie mają pojęcia, za co płacą podatki a za co nie.
                                    Działalnością "twórczą" jest właśnie działalność naukowa (inaczej wszyscy nauczyciele nie płaciliby w ogóle podatków), jej "ilość" w pensji ustala uczelnia (nawet do 90% pensji, co roku podpisuje się odpowiednie oświadczenia dla kadr) i od tej kwoty płaci się podatek w wysokości 50% normalnej stawki. Kiedy to wprowadzona, czego najmłodsi mogą nie pamiętać, uczelnie przestały płacić oddzielnie za egzaminowanie i inne podobne działania "administracyjne", ponieważ właśnie za nie dostajemy 10% pensji i wystarczy, a za wyrównanie powstałych strat uznano to, co zarobiliśmy na obniżce podatków.
                                    Przykład - pensja 3000PLN brutto miesięcznie 36.000 rocznie - koszt uzysku pensji jest stały za jeden cały etat 1335 (jak się ma dwa to 2002PLN ale więcej nie można), kwota wolna 3091.
                                    Normalny człowiek płaci od tego rocznie 4935.60 na ZUS, 2795.76 na zdrowie i 2388 na podatek od dochodów osobistych znany jako PIT. Po roku dostanie zwrotu 388PLN. Czyli miesięcznie netto dostaje 2189 - albo 73% brutto.
                                    Naukowiec - jeśli zadeklarował, że 90% jego pracy to działalność naukowa czyli dodatkowa kwota od której nie płaci podatków (a nie dostaje do ręki!) to 50% x 90% x 36.000 = 16.200 - płaci tyle samo na ZUS, na zdrowie nieco mniej 2280,12, na podatek daje 0PLN (zdrowie zeżarło wszystko) czyli miesięcznie dostaje do ręki 2398,70 - czyli miesięcznie 80% brutto - a zatem różnica z tych 50% uzyskania to realnie co miesiąc 209,70PLN a rocznie 2516,40 czyli około $850. Dla innych pensji różnica to mniej więcej 7% otrzymywanej kwoty brutto (część odliczeń to kwoty stałe, na ZUS jest limit, więc nie da się tego dokładnie policzyć).
                                    Jak znam siebie, to się gdzieś rąbnąłem w cyferkach, ale skala zjawiska powinna być ujęta odpowiednio. W skali roku to jedna dodatkowa pensja. Kwoty końcowe mogą się różnić, jeśli naukowiec ma dzieci, używa internetu lub załapał się na jakąś ulgę za mieszkanie i jeszcze odlicza, ale wszystkie te przywileje "normalni" też mają, więc nie zmieniają skali. Kto nie wierzy: gazetapraca.pl/gazetapraca/0,91738.html
                                    • adept44_ltd Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 11:24
                                      być może wygląda to różnie na różnych uczelniach, ale nie spotkałem się z 90%... ponadto stawki są zróżnicowane, od asystenta po profesora, przy mojej pensji zdaje się jest 75, roczne odliczenie daje koło 600$... kokosy
                                    • charioteer1 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 11:38
                                      Ale to powinno byc wyszczegolnione w kosztach w PIT-11, nie? Przynajmniej do tej pory tak bylo. Teraz, jak patrze na swoje ostatnie zeznanie podatkowe, zastanawiam sie, czy nasza kwestura czegos nie pokrecila.
                                      • pfg Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 13:14
                                        W PIT-11 masz tylko koszta uzyskania (50% "autorskie" plus ryczałt), ale nie masz wypisanej zasady obliczania. Na UJ zasada ta jest znacznie bardziej skomplikowana, niż pisze ford, chociaż ostateczne wyniki są podobne: mniej więcej jedna ekstra pensja bez dodatków rocznie. Cóż, w końcu UJ *musi* się jakoś wyróżniać :-/
                                • pfg Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 13:08
                                  sendivigius napisał:

                                  > charioteer1 napisał:
                                  >
                                  > > Nie. 50% kosztow uzyskania liczy sie tylko od tej czesci pensji, ktora je
                                  > st za
                                  > > dydaktyke.

                                  >
                                  > Ile to jest mniej wiecej?

                                  To jest jeszcze bardziej skomplikowane :-) Pracując na UJ, 80% pensji (bez dodatków) otrzymuję za prowadzenie zajęć, 20% za działalność naukową i organizacyjną. Działalność naukowa i organizacyjna nie jest twórcza :-) twórcza może być tylko działalność dydaktyczna. Sami prowadzący zajęcia określają, jaki procent ich działalności dydaktycznej jest twórczy, jaki odtwórczy. Ja piszę, że twórczy jestem w 80% i taki jest, mniej więcej, standard wśród moich kolegów na wydziale. To mi pozwala objąć kosztami autorskimi 64% pensji podstawowej, bez dodatków, które to dodatki wliczają się do podstawy składki na ZUS et consortes i są opodatkowane standardowo (zryczałtowane koszta uzyskania).
                                  • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 14:08
                                    Dzieki za wyjasnienia, (takze chario powyzej).

                                    Patrzac na to, tak czy inaczej widac ze nauczyciele maja przywileje podatkowe, choc dziwne ze nie naukowcy. Przypuszczam ze ktos tam nie lubi PANowcow. Rozumiem ze podobne przywileje maja tez nauczyciele szkol MENu.
                                    • niewyspany77 Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 14:15
                                      Niestety nie. Nauczyciele "szkolnictwa niższego" płacą normalne podatki.
                      • sendivigius Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 04.10.10, 14:03
                        adept44_ltd napisał:
                        ... myślę, że po
                        > winieneś się cieszyć, że żyjesz w kraju, w którym, jak ci zmniejszą pensję o 2K
                        > , to ci coś jeszcze zostaje...


                        Nie wyrazilem sie jasno, prezydent Bush zmniejszyl podatki o tyle czyli dorzucil mi do kieszeni ca. 2k, ale O'Bama chce cos zabrac.
    • pr0fes0r Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 12.10.10, 14:56
      finanse.wp.pl/kat,111116,title,VAT-bedzie-rosl-jesli-dlug-publiczny-przekroczy-55-proc-PKB,wid,12747469,wiadomosc.html
      CytatDokument przewiduje też zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Zgodnie z nimi, w sytuacji, gdy dług publiczny w relacji do PKB przekroczy 55 proc., przez trzy kolejne lata podatnicy nie będą mogli korzystać z 50 proc. i 20 proc. kosztów uzyskania przychodu, ulgi internetowej oraz ulgi prorodzinnej.

      Czas zacząć się rozglądać za pracą w kraju, gdzie podatki są podobne, ale przynajmniej nie trzeba samemu finansować sobie wyposażenia stanowiska pracy.
      • loleklolek_pl Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 12.10.10, 16:24
        A trzeba było wcześniej zamiast siedzenia w ciepłym biurze, popijania kawki i pisania na forum, pojechać do Warszawki, przejść się po Wiejskiej, trochę petard odpalić, kilka śmietników podpalić, rozbić ze trzy witryny sklepowe, rozebrać chodnik i naprędce odbudować go trochę bliżej parlamentu, etc. itp. itd.. Wtedy by ulgi może nie zabrali, a nawet może jakiś wagonik pieniążków na uczelnię przysłali. A tak masz Ci los, nie robiłeś zamieszek w stolycy, to wynagrodzenia za show ni ma ;-).
        • chilly Re: Musimy zaprotestować przeciwko reformom! 12.10.10, 19:09
          No to ustalmy. Który z rządów w ostatnich dwóch dekadach rozumiał potrzebę zwiększania nakładów na:
          a) kulturę,
          b) naukę,
          c) edukację?
          No dobrze, niech będzie chociaż: ".... najlepiej rozumiał".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja