Delegacja a zajęcia

11.10.10, 19:45
Wyjeżdżam za chwilę na tydzień w delegację służbową. Cel: spotkania robocze 2 projektów, w których bierzemy udział. Żadna wakacyjna konferencja, po prostu hard work;)

No i zastanawiałem się, jak to będzie z zajęciami które mam w tym terminie. Zadzwoniłem do stosownego działu (mój błąd, przyznaję) i... dowiedziałem się, że zajęcia muszę odrabiać!

Trochę się "zdziwiłem". Nie oczekiwałem, że zaliczy mi się zajęcia, które miałem podczas delegacji. Ale liczyłem, że będzie jak przy l-4. Jak jestem chory, to nie muszę odrabiać zajęć które przepadły (najczęściej jednak odrabiam, ale mniejsza o to), po prostu nie są one brane pod uwagę w końcowym rozliczeniu pensum i ew. nadgodzin.

Przy chorobie teoretycznie "zawalam" ja. Przy delegacji - wysyła mnie pracodawca. Mimo to muszę zajęcia odrabiać... Dziwactwo.

Czy u was jest podobnie? Jaka jest podstawa prawna?
    • tocqueville Re: Delegacja a zajęcia 11.10.10, 19:48

      a co studenta interesuje ze byleś na delegacji?
      ma miec z tobą 30 godzin to tyle musi być :)
      ew. załatwiasz kogoś na zastępstwo
      • flamengista ok 11.10.10, 20:04
        rozumiem (choć 99,99% studentów cieszy się, że zajęć nie ma i nie chce ich odrabiać).

        Ale w tym przypadku pracownik dostaje po... siedzeniu. Przecież sumiennie wykonuje swoje obowiązki, więc dlaczego ma jeszcze odrabiać zajęcia?
        • loleklolek_pl Re: ok 11.10.10, 20:20
          Łeee tam, jako doktorant dorabiający do etatu godzinami zleconymi muszę stwierdzić, że oczekiwanie byś był tylko w dwóch miejscach na raz to wręcz standard, który przytrafia mi się powiedzmy, że około raz w miesiącu. Ja kiedyś miałem wyjście na konferencję z kołem studenckim (magistranci) + zajęcia z jakąś inną grupą + własne zajęcia na studiach III stopnia. Trzy zadania w jednym czasie to coś, co można uznać za jakąś sensację, a dopiero około pięciu to absolutny hicior warty wątku na forum ;p. Mój znajomy po sąsiedzku prowadzi dwa laboratoria na jednej godzinie, na szczęście ma blisko ;p.

          No ale jak rozumiem, to jak już awansuję w drabince, to być może i dwa zadania na raz będą mnie dziwić. A jak już zostane profesorem to nawet to nie będzie mnie dziwić, gdyż w takiej sytuacji po prostu chwycę za telefon, zadzwonie do jakiejś przypadkowej osoby z teamu i każę jej mnie zastąpić. A ona zapewne zrzuci to na jakiegoś doktoranta :D
          • flamengista nie mylmy dwóch pojęć 11.10.10, 21:44
            skoro miałeś 3 rzeczy do zrobienia, to nie byłeś na 2. Pytanie, czy odrobiłeś zajęcia, bo że wykład sobie odpuściłeś to rzecz zrozumiała.

            Problem w tym, że ja te 2 rzeczy jednak zrobię i to jest moim zdaniem nie fair.
            • loleklolek_pl a mylimy? 12.10.10, 08:57
              To, że nie poszedłem na zajęcia wcale nie oznaczało, ze nie miałem z tego powodu problemów. Bo w końcu co to profa obchodzi, jego zajęcia są przecież najważniejsze, najlepsze i najpotrzebniejsze (akurat :-) ). Na szczęście zajęć z tego przedmiotu było sporo, więc pomimo nieobecności wciąż w semestrze byłem na tych zajęciach wystarczająco często, by kolo nie mógł mnie usadzić (bye, bye doktoraciku) [zasadniczo nie za bardzo lubił się z moim szefem, ale był za cienki bolek, by po męsku z nim "powalczyć", więc wyżywa się na doktorantach]. No ale była to jakaś podstawa do obniżenia oceny (za te zajęcia ma Pan dwa, bo czegoś tam Pan nie pisał - proszę przyjść na poprawkę), co jakoś tam przełożyło się na obcięcie stypki naukowej - w sumie no big deal, jakieś 400PLN w skali roku, więc szat nie będę rozdzierał. Miałem natomiast szczęście, że nie były to zajęcia jedno/dwugodzinne, bo wtedy kolo mógłby mnie wypieprzyć z doktoratu lub poważnie go utrudnić, a uczelnia mogłaby kazać mi zwracać całe stypendium (tzn. myślę, że bym się wybronił z tego przed sądem, chociaż nie jestem pewien do końca).

              No ale jeśli chodzi o to co zrobiłem z zajęciami ze studentami, to po prostu współpracownik poszedł za mnie - ja tam kiedyś wcześniej, czy później poszedłem za niego. Zamiana zajęć lub zastępstwo to jednak chyba najlepsza opcja. Odrabianie zajęć w innym terminie to bardzo nieciekawa opcja - może wyjść, że wolna sala to jest w piątek przed świętami po godzinie 20.00, co dla studentów wychodzi po 36 godzinnym okienku. W takiej sytuacji życzę powodzenia w rozmowach z dziekanem ds. studenckich :-). Jeśli chodzi o inne możliwości, to można sobie kumulować takie zajęcia, a potem robić całodzienny "maraton", względnie korzystać z takich opcji, jak wycieczki, wyjścia, seminaria studenckie i po prostu nakładać obowiązek uczestnictwa na studentach, mówiąc że takie nieobowiązkowe seminarium to jednak jest obowiązkowe w ramach zajęć z odrabianego przedmiotu. No ale to też są raczej słabe opcje.

              Ano i pytanie, co to jest za projekt. Szczegóły przedstawił pfg. U mnie generalnie zdecydowana większość projektów (współ)finansowanych z UE to jest przez administracje traktowana, jako oddzielne i dodatkowe umowy, więc z luzem oczekują, aby umowa podstawowa była realizowana w pierwszym rzędzie.

              Pozdrawiam serdecznie,
              • flamengista ok, ale 12.10.10, 11:41
                co innego odrabianie labów, w których monitoruje się pracę studentów - w tym teoretycznie kolega z zakładu może cię zastąpić.

                Co innego zastępstwo z 6 wykładów, prowadzonych na 5 różnych kursach. Przecież tu nie wystarczy, żeby kolega zatańczył i zaśpiewał, by "zastąpić" mnie na wykładzie. Tu masz sylabus, plan kursu i slajdy. Samo ich odczytanie też nic nie da, bo to 50% tego, co mówię na wykładzie.

                Za to z odrabianiem zajęć nie ma większych problemów lokalowych - poza zaocznymi w weekendy. Ale o to zadbałem już wcześniej, więc mi zaoczni nie przepadaj.
                • loleklolek_pl Re: ok, ale 12.10.10, 19:49
                  Nie chcąc wchodzić w konflikt nt. tego, jak mogą przebiegać, a jak wykłady, chciałem tylko zwrócić uwagę, że wczesniej napisałem coś na styl "zamiana zajęć (z innym wykładowcą) lub zastępstwo", czyli de facto podałem dwie IMO najlepsze drogi rozwiązania.

                  Nawet, jeżeli nie masz problemów z salami (szczerzę zazdroszczę), to i tak zmiana terminów zajęć może być problematyczna dla studentów - począwszy od kolizji z jakimiś ichnimi pozauczelnianymi zajęciami (zazwyczaj płatnymi), poprzez konflikty na linii studia-praca, a skończywszy na zupełnie prozaicznych problemach, w stylu "A kto mi przypilnuje dzieciaka w tym czasie".

                  No ale jeżeli zastępstwo lub zamiana zajęć z innym wykładowcą nie wchodzą w grę, to trudno - zostaje odrabianie zajęć w innym terminie, a może nawet i formie.

                  A to, że uczelnie mają takie wymagania, jakie mają i czasem oczekują bycia w kilku miejscach na raz to też jest zapewne splot różnych zjawisk. Trudno jest się przed tym bronić stosując jakąkolwiek konstruktywną krytykę i zawsze można usłyszeć odpowiedź - "No tak już jest i nic nie da się z tym zrobić".
                  • flamengista co do odrabiania zajęć 12.10.10, 19:55
                    ZAWSZE stosuję zasadę, że obecność na tych przełożonych zajęciach nie jest obowiązkowa. W przypadku wykładów - tym bardziej.
    • matdokt Re: Delegacja a zajęcia 11.10.10, 20:06
      Oczywiście, ze trzeba odrabiać zajęcia. Tak nakazuje zwykła przyzwoitość. Pamiętam, że gdy wyjeżdżałem na konferencje to zawsze znajdowałem zastępstwa. Później odwdzięczałem się tym samym innym, którzy mnie zastępowali. Może spróbuj znaleźć jakieś zastępstwo i już.
      • flamengista przyzwoitość... 11.10.10, 20:12
        Przyzwoitość polega na tym, że za te zajęcia które przepadają nie wziąłbym pieniędzy (bo ich nie było). Albo gdybym chciał dostać pieniądze, to musiałbym je odrobić.

        Problem w tym, że tu nie mam wyboru - muszę je odrobić! Mimo, że nie jadę na wczasy, nie dla przyjemności a wykonując służbowe obowiązki!

        PS. nie ma mnie kto zastąpić, niestety. W dodatku zajęć jest sporo, więc będę odrabiał je przez kolejne 2 tygodnie:/
        • piegucha Re: przyzwoitość... 11.10.10, 20:34
          Nie wiem, gdzie studiujesz, ale w US jest tak samo. Jak bylam w Polsce na uniwersytecie 2 tygodnie i pracowalam nad projektem to w czasie mojej nieobecności moje laboratoria prowadzili doktoraci, którzy ucza pozostale grupy z tego samego przedmiotu. I teraz jak wrocilam, to ja za nich ucze. Trzeba i juz! W koncu za cos nam placa.
          • flamengista za co ci płacą? 11.10.10, 21:40
            Przecież ja i tak wyrabiam pensum. To byłyby nadgodziny, za które by mi po prostu nie zapłacili, bo ich nie było.

            Gdyby to były godziny brakujące do pensum, to nie mam wątpliwości - czułbym moralny obowiązek, by odrobić.
        • matdokt Re: przyzwoitość... 11.10.10, 21:05
          Pewnie, że można zrezygnować z zajęć i może nawet studenci by się bardzo ucieszyli. Jednak, czy nie macie ankiet wypełnianych przez studentów, którzy na zakończenie semestru oceniają prowadzącego, lub innej formy oceny wykładowców? Wtedy wystarczy aby jednemu studentowi to się nie spodobało i może dla ciebie być nieciekawie (dodatkowo jeśli studenci płacą za zajęcia).
          • flamengista nie o to chodzi 11.10.10, 21:38
            Nie chodzi o to, co zrobić bo już to zgłosiłem i nie ma innej opcji jak odrobić.

            Chodzi o sam problem, nazwijmy to - teoretyczny. Ja przecież nie jadę na wakacje, ale do pracy. Dlaczego mam w związku z tym inną pracę odrabiać, skoro to w ramach tego samego etatu?
    • adept44_ltd Re: Delegacja a zajęcia 11.10.10, 20:43
      zgodnie z przepisami - jesteś w delegacji, jesteś w pracy... rzeczywiście jednak od pewnego czasu pojawił się (pilnowany) zwyczaj odrabiania zajęć
      • flamengista właśnie - co z przepisami? 11.10.10, 21:42
        Czy w tym przypadku obowiązuje nas kodeks pracy, czy dodatkowo wewnętrzny regulamin pracy?

        Od razu mówię: i tak zajęcia odrobię, bo nie chcę awantury. Ale ciekawi mnie to pod względem przepisów. No bo z jakiej racji trzeba odrabiać?
        • pr0fes0r Re: właśnie - co z przepisami? 11.10.10, 23:14
          Ciekawy problem, krucabomba. Na chłopski rozum - jeżeli w godzinach przeznaczonych na wykonywanie zaplanowanych obowiązków służbowych (zajęć) pracodawca zleca Ci (poleceniem wyjazdu służbowego) wykonywanie innych obowiązków służbowych gdzie indziej, nie ma prawa od Ciebie oczekiwać, żebyś po powrocie, za darmo i poza czasem pracy, wykonał i te pierwsze. Ale specjalista od prawa pracy by tu się przydał.
    • pfg Re: Delegacja a zajęcia 11.10.10, 22:37
      U nas:

      1) Zajęcia na studiach stacjonarnych, w ramach pensum. Jeżeli wyjazd jest naukowy i uniwersytet ma jakkolwiek za to płacić (choćby pieniędzmi z twojego własnego grantu!), musisz albo wskazać zastępstwo i zastępstwo musi się zobowiązać do zastąpienia, albo zajęcia odrobić. Jeżeli wyjazd jest "organizacyjny" i na polecenie służbowe - typu, musisz się udać do ministerstwa lub tp - powinieneś zrobić, jak wyżej. Powinieneś, ale nie musisz.

      2) Zajęcia na studiach niestacjonarnych lub zajęcia na studiach stacjonarnych, ale w ramach płatnych nadgodzin - nie wiem.

      3) Zajęcia opłacane z funduszy strukturalnych - choćby się waliło i paliło, choćby jutro miał nastąpić koniec świata, choćbyś był chory na chorobę śmiertelną i zakaźną, zajęcia MUSZĄ się odbyć w przewidzianym wymiarze i terminie. Jeśli nie ty je poprowadzisz, to MUSISZ znaleźć zastepstwo. Nie ma innej możliwości.
      • chilly Re: Delegacja a zajęcia 11.10.10, 23:00
        A co ze wspomnianą podstawą prawną?
        • pfg Re: Delegacja a zajęcia 12.10.10, 13:50
          Jakieś zarządzenie rektora, jak sądzę, przynajmniej odnośnie do mojego punktu 1 (wyjazdy naukowe).
    • kattorna Re: Delegacja a zajęcia 12.10.10, 08:44
      Z mojej perspektywy wygląda to tak: w teorii pracodawca wysyła Cię w delegację, więc to on powinien zorganizować zastępstwo na zajęcia. W praktyce będzie tak, że będziesz musiał odrobić zajęcia i mimo, że pracujesz ponad wymiar, nikt Ci nadgodzin nie wypłaci (bo, przecież te zajęcia miałeś w planie).
    • carnivore69 Re: Delegacja a zajęcia 12.10.10, 12:13
      U nas (i nie tylko u nas) wyglada to tak:

      - plan zajec na caly rok znasz w okolicach sierpnia,
      - terminy wyjazdow "sluzbowych" ustalasz tak, aby z owym planem Ci one nie kolidowaly.

      Jesli mimo to dochodzi do kolizji, Twoja w tym glowa jak je rozwiazac (najczesciej odrabiasz zajecia, czasem prosisz kolege).

      Czy zobowiazujac sie do udzialu w owej delegacji nie wiedziales, ze w owym terminie bedziesz mial zajecia?

      Pzdr.
      • flamengista tak 12.10.10, 13:00
        Dlatego przesunąłem zaoczne. Co do reszty - planu zajęć dziennych i wieczorowych nie było, nie ma też możliwości (tworzy go system komputerowy) by wziąć "tydzień przerwy".
        • carnivore69 Re: tak 12.10.10, 13:19
          Swoja droga, jesli tydzien przerwy, to z pewnoscia nie celowalbym w semestr, w ktorym mialbym zajecia. (A jesli inaczej by sie "nie dalo", to rzeczone odrabianie lub koledzy.)

          Pzdr.
          • flamengista do tego 12.10.10, 19:53
            trzeba mieć semestr, w którym nie ma się zajęć. Ja wiem, że są takie luksusy (kiedyś też tak miałem), ale to raczej wyjątkowa sytuacja.

            W dodatku terminarz projektu ustalony z góry na 2 lata, spotykamy się średnio raz na pół roku. To absolutne minimum.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja