młoda doktorantka pomocy

14.10.10, 18:07
Witam, i proszę o pomoc. Dostałam się na zaoczne studia doktoranckie na umcs. Jednak mieszkam 170km od lublina a w moim miescie moge pisac z wolnej stopy - juz nawet jestem po słowie z promotorem. Chciałabym aby ktoś doradził mi co jest lepsze dla osoby ktora nie pracuje, jestem świerzo po studiach mgr, nie mam pracy, doświadczenia ani znajomości. Czy powinnam skupić sie na studiach i poswięcic, dojezdzac. Czy lepiej też pisac spokojnie z wolnej stopy i szukac pracy? Co lepsze? Dodam,że robię dokotrat, bo chce pracować na uczelni. Nie zależy mi zaś na literkach przed nazwiskiem. Proszę o radę. będę wdzięczna za każde słowa.
    • niewyspany77 Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 20:52
      Wolna stopa i szukać pracy. Szanse na pracę na uczelni masz zapewne coś w okolicach 1:100. Idąc na dzienny i nie pracując przedłużysz sobie młodość a za 4 lata znajdziesz się w punkcie wyjścia (ok, nie jest to oczywistość ale szanse na taki scenariusz są niestety duże).

      Jak wolna stopa to nie patrz gdzie, uderzaj do najlepszego specjalisty w PL, nawet kosztem lekkiej modyfikacji planów na tematykę doktoratu.
      • pfg Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 22:10
        niewyspany77 napisał:

        > Wolna stopa i szukać pracy.

        A czemu nie niestacjonarne, na które się OP dostała, i szukać pracy? Za niestacjonarne trzeba zapłacić, ale za przewód, przy robieniu z wolnej stopy, też. Szukać pracy koniecznie, szanse na pracę na uczelni po doktoracie są niezerowe, ale, mówiąc uczciwie, niewielkie.
        • niewyspany77 Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 22:26
          Ja stoję na stanowisku, że niestacjonarne to strata czasu. Jedyny plus to taki, że ktoś ma afiliację. Koszt niestacjonarnych i wolnej stopy jest dość zbliżony. Tak czy inaczej to są dość względne sprawy, ciężko doradzać, bo nie znamy specyficznych uwarunkowań doktorantki.

          • pfg Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 22:45
            niewyspany77 napisał:

            > Ja stoję na stanowisku, że niestacjonarne to strata czasu.

            Coś w tym jest, tym niemniej status studenta, nawet niestacjonarnego, niesie pewne przywileje, choćby w postaci dostępu do biblioteki i innych zasobów swojej uczelni, może także ułatwienia w dostępie do innych bibliotek. Nie jestem pewien jak jest ze zniżkami studenckimi etc dla studentów III stopnia, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby też ich obejmowały. A wolna stopa tego nie ma - "jak wolna ręka, ale w dybach" :-)
            • niewyspany77 Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 22:56
              > biblioteki i innych zasobów swojej
              > uczelni,

              Nie mówię że nie, jednak dużo zależy. Wiesz, pfg, koleje na ścianie wschodniej to hmm hmm ;)

              Dla mnie największą wartość ma możliwość afiliacji - jak nie wypełnisz w zgłoszeniu konferencyjnym rubryki afiliacja, to Ci grzecznie zwrócą uwagę, a jak powiesz, że nie masz, to reakcja jest mniej więcej taka:

              https://farm1.static.flickr.com/139/367542727_71dcae69ce_o.jpg
              • adept44_ltd Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 23:26
                Ja tarsjusz syn tarsjusza,
                wnuk tarsjusza i prawnuk,
                zwierzątko małe, złożone z dwóch źrenic
                i tylko bardzo już koniecznej reszty;
                cudownie ocalony od dalszej przeróbki,
                bo przysmak ze mnie żaden,
                na kołnierz są więksi,
                gruczoły moje nie przynoszą szczęścia,
                koncerty odbywają się bez moichh jelit;
                ja tarsjusz
                siedzę żywy na palcu człowieka.

                Dzień dobry, wielki panie,
                co mi za to dasz,
                że mi niczego nie musisz odbierać?
                Swoją wspaniałomyślność czym mi wynagrodzisz?
                Jaką mi, bezcennemu, przyznasz cenę
                za pozowanie do twoich uśmiechów?
                Wielki pan dobry -
                wielki pan łaskawy -
                któż by mógł o tym świadczyć, gdyby brakło
                zwierzątko małe, prawie jak półczegoś,
                co jednak jest całością od innych nie gorszą;
                tak lekki, że gałązki wznoszą się pode mną
                i mogłyby mnie dawno w niebo wziąć,
                gdybym niemusiał raz po raz
                spadać kamieniem z serc
                ach, roztkliwionych;
                ja tarsjusz
                wiem, jak bardzo trzeba być tarsjuszem.
            • mirusz Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 18:54
              pfg napisał:
              > pewne przywileje, choćby w postaci dostępu do biblioteki i innych zasobów swojej
              > uczelni, może także ułatwienia w dostępie do innych bibliotek.

              Tak

              > Nie jestem pewien jak jest ze zniżkami studenckimi etc dla studentów III stopnia, ale wcale >bym
              > się nie zdziwił, gdyby też ich obejmowały.

              Nie ma studentów III stopnia. Są tylko studia III stopnia. Ot, taki psikus w Ustawie o szkolnictwie wyższym. To nie są studenci w myśl prawa. Nie ma zniżek na komunikację, chyba, że dane miasto własną uchwałą tak ustanowi. Jest za to dostęp do stypendiów, w tym socjalnych, tak jak studenci I i II st.
              • 83kimi Re: młoda doktorantka pomocy 21.10.10, 16:10
                W Łodzi są zniżki na bilety MPK. :-)
    • niewyspana123 Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 21:33
      przede wszystkim doradziłabym zakup słownika: świeŻo!!!
      szanse na pracę na uczelni masz znikome, opierając się na własnym doświadczeniu doradziłabym szukać pracy i pracować, dr nie robić, chyba że przeczuwasz w sobie niespotykany talent w wybranej dziedzinie.
    • hatchet01 Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 21:44
      przestań się użalać i bierz się do roboty!
      miałem 200 km, studium STACJONARNE, do tego pracowałem w 2 miejscach! a i promotor był niezwykle wymagający; szczególnie w końcowym etapie.
    • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 23:13
      to ja powtorze: problem jest falszywy. twoj wybor to przede wszystkim wybor promotora i tematu, potem dopiero uczelni.
    • kasia8520 Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 23:28
      naturalnie, że świeżo:)wybaczcie, to chyba z przejęcia. wszyscy radzą a ja dalej nie wiem czy trzymać się tu czy podjąć studia. doktorant nikim? no chyba żartujecie! ja patrze na to troche inaczej, jeszcze oczami studentki, ktora z doktorantami miała zajęcia.
      • kasia8520 Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 23:32
        swoją drogą moja poprzedniczka naprawdę ma rację - problem w temacie i promotorze, ale to już mam za sobą. bo promotora i nawet wstępny temat też juz jest. z drugiej strony dostałam się na studia. Teraz muszę podjąć decyzję. waham się, bo nie wiem co będzie lepsze noi oczywiście nie wiem czy zupełnie sama sobie poradzę, jeśli wybiorę wolną stopę. tylko po co wogóle studia jeśli każdy doktorant lub doktor skarży się,że tak czy tak nie ma nic?
        • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 23:40
          nie rozumiem na czym polega problem poradzenia sobie. do tego jest promotor, a nie studia dokotranckie. skoro masz promotora, myslisz, ze to bedzie dobry, wspierajacy cie promotr, ktory pomoze ci wejsc w swiat nauki, to probelmu nie ma.

          natomiast jesli nie wiesz czy bedziesz potrafila sie sama dyscyplinowac w pracy, motywowac do niej, to nie powinnas zaczynac pracy nad doktoratem i zawracac gitary promotorowi. doktorant pisze prace sam. i jest swoim szefem.
    • kasia8520 Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 23:56
      o samodyscyplinę się nie martwię:) bardziej obawiam się, że pisząc doktorat wpadne w marazm, nie będąc w środowisku akademickim nikt nawet nie będzie chciał ze mną rozmawiać o jakiejkolwiek pracy na uczelni czy w szkole. a będąc doktorantką mam status, jestem związana z jakąś uczelnią. z wolnej stopy nikt nawet nie ma pojęcia kim jestem i co soba reprezentuję.
      • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 14.10.10, 23:59
        ok, ty to wolisz nazywac marazmem, spoko. to, o czym mowisz, to rzeczywiscie jakis tam problem - szczegolnie ta afiliacja (ktora zdecydowanie nie wskazuje na to, co soba reprezentujesz). w te debaty naukowe na uczelnie wierzylbym na twoim miejscu.

        tak czy owak, zycze powodzenia i jedynie slusznej decyzji.
      • adept44_ltd Re: młoda doktorantka pomocy 15.10.10, 00:05
        co do pracy, ten wątek był już wałkowany tu - jeśli chodzi o uczelnię, nie liczyłbym..., zwłaszcza, że w ciągu następnych lat będzie pod tym względem raczej gorzej, jeśli chodzi o szkołę - może się okazać, że doktorat będzie przeszkodą... choć, istnieje pewien nikły promil dający ci szansę... dlatego też myśl o zupełnie innych motywacjach
      • niewyspany77 Re: młoda doktorantka pomocy 15.10.10, 06:02
        To, co sobą reprezentujesz i kim jesteś, nie zależy od uczelni, pod którą się podpinasz. Markę sobie wyrabiasz przez porządne wystąpienia konferencyjne i przede wszystkim solidne teksty w jak najlepszych czasopismach.

        Mam takie wrażenie, że chcesz potwierdzenia, że Twoje wybory zapewnią Ci etat na uczelni. Kompletnie nie bierzesz pod uwagę sytuacji, gdy doktorat będzie stratą czasu, energii i kasy. I że w niektórych sytuacjach może być wręcz przeszkodą w znalezieniu pracy.
        • niewyspana123 Re: młoda doktorantka pomocy 15.10.10, 09:20
          jasno trzeba to powiedzieć, doktorant, przy obecnej ich liczbie na każdym wydziale, naprawdę jest nikim. Żadnych przywilejów, czarna robota administracyjna, niekiedy zero kasy, a o naukowych debatach zapomnij. Nawet jeśli są stypendia, wyjazdy itd to najpierw dostają je pracownicy, doktoranci ewentualne resztki. Konferencje finansujesz sama, sama się starasz o publikacje, chyba że promotor okaże się jakoś pomocny.
          Status doktoranta (mówię tylko o swoim kierunku i doświadczeniach) jest tak nieokreślony, że nie wiesz, co możesz, co musisz, a czego nie. Powtórzę: NIE LICZ na etat. Jeśli nie ma w tobie ognia, wielkiego talentu, zapału i gotowości do poświęceń (w zakresie pieniędzy, godności, czasu) to poszukaj innej drogi życiowej. Serio, serio:)
    • popisuarka Re: młoda doktorantka pomocy 15.10.10, 10:47
      Widze, ze znow cenzura tu szaleje...:(
      A co do UMCS:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8515583,Profesor_UMCS_do_pani_doktor___Ty_zydowo_.html
      • gryzikiszka Re: młoda doktorantka pomocy 15.10.10, 15:49
        Porozmawiaj z kimś z Twojej uczelni. Diabeł tkwi w szczegółach i to te szczegóły musisz znać. Ile masz godzin zajęć, ile zajęć musisz poprowadzić, jakie będziesz mieć obowiązki? Może się okazać, że masz obowiązkowe zajęcia o godzinie 13.00 i nie da się tego przełożyć/zaliczyć inaczej, a dojechanie 150 km i jeszcze pogodzenie tego z pracą jest niemożliwe...
        Z mojej perspektywy (doktorantki) wydaje się, że wolna stopa może być przeszkodą w walce o publikacje i udział w konferencjach. Jednak na uczelni zwykle robi się coś razem, choćby w ramach seminarium, więc jest łatwiej. No i przepływ informacji lepszy (zawsze ktoś coś usłyszy i przekaże info.).
        W sprawach finansowych to już pewnie sama sobie odpowiesz. A bycie doktorantem nie daje zbyt wielu profitów. Chyba tylko zniżki na komunikację miejską:) Istotniejsze jest to, że jeśli chcesz, to uczelnia może Cię ubezpieczyć, więc przynajmniej opiekę zdrowotną masz zapewnioną. Podobno liczą się też lata do emerytury, ale nikt nie wie, w jakim wymiarze czasu pracy, no i składek do OFE oczywiście nie odprowadzają. Czasami można coś wysępić na wakacje albo dofinansowanie do okularów, ale to już zależy od wydziału i na Dominikanę raczej za to nie pojedziesz, a jeśli chodzi o okulary, to wystarczy najwyżej na same szkła:)
        • niewyspany77 umarłem 15.10.10, 16:15
          > wolna stopa może być przeszkodą w walce o publikacje

          My to w jakiejś dziczy żyjemy, że doktoranci muszą o publikacje walczyć. A ja naiwny myślałem, że normalnie się wysyła do pisma tekst i czeka grzecznie na recenzje.

          Niemniej będę Ci dzielnie kibicował w walce o publikacje!
          • adept44_ltd Re: umarłem 15.10.10, 16:37
            no ładne :), choć przewiduję, że przynajmniej w humanistyce, niedługo czeka nas taka walka, jak tylko (oby jak najszybciej) zdechnie radosna twórczość pokonferencyjna, w związku z zamknięciem kurka z finansami na bw
            • niewyspany77 coooo? 15.10.10, 16:43
              Mówisz, że uczelnie finansują te pokonferencyjniaki? Myślałem, że ten proceder już umarł śmiercią naturalną (oczywiście mówię o doktorantach i adiunktach, habilitowani pewnie coś tam jeszcze mają).
              • adept44_ltd Re: coooo? 15.10.10, 16:59
                no ale tu nie ma jakiejś różnicy...między adiunktami i habilitowanymi... wiesz, nawet jeśli konferencja jest finansowana przez uczestników, to i tak płacą za to uczelnie, nie?
                • niewyspany77 Re: coooo? 15.10.10, 17:03
                  No właśnie mi nic nie wiadomo. Ale jeśli tak, to faktycznie, nie powinni, bo to jest kasa wywalona w błoto.
                  • adept44_ltd Re: coooo? 15.10.10, 17:20
                    acz ta kasa pozwoliła się zpseudoparametryzować wielu wydziałom, ja pamiętam jak kończyłem studia doktoranckie, były 2,3 konferencje w roku w mojej działce, później zrobiło się 10...
                    • ford.ka Re: coooo? 16.10.10, 13:44
                      Wydaje mi się, że zupełnie przegapiliście pewien istotny aspekt konferencjomanii - opłaty są tak ustawione, że w zupełności starczają na wydanie konferencyjniaka, a z większej konferencji zostaje jeszcze czysty zysk dla jednostki organizującej. W końcu za pracę przy organizacji się nie płaci.
                      Konferencyjniak wydawany przez porządną uczelnie nie musi być bardzo duży i drogi, teksty idą przecież do recenzenta, a ten odrzuca słabsze, w końcu za to mu płacą. Mniej porządne stawiają sprawę jasno - za wniesienie opłaty gwarancja publikacji. Instytucje macierzyste z rzadka dają na konferencje pieniądze (a już na pewno nie doktorantom) i w ten sposób młoda kadra pięknie dofinansowuje szkolnictwo wyższe (również prywatne) z własnej kieszeni. A i do PKP też trochę dorzucą ;)
                      • adept44_ltd Re: coooo? 16.10.10, 13:50
                        hm, nie spotkałem jeszcze ludzi jeżdżących na polskie konferencje za własne pieniądze, co nie oznacza, że takich ludzi nie ma... najczęściej dotąd finansowano te imprezy z bw, stąd też moje wieszczenie końca konferencyjniaków...
                        • ford.ka Re: coooo? 16.10.10, 13:57
                          Filolodzy obcy nieco częściej mają choć trochę gotówki (korki + tłumaczenia) a z drugiej o wiele mniejszą ilość czasopism, do których mogą w kraju wysyłać swoje artykuły. Mój wydział w tym roku wprowadził politykę jednej konferencji rocznie z limitem finansowym dla pracowników etatowych. Reszta ma jeździć za własne. I jeździ, bo jak inaczej zdobędzie wymagane publikacje?
                          Kocham dalę za jego słodką naiwność, ale kiedy myślę o większości polskich doktorantów wysyłających do "porządnych pism" swoje artykuły, żal mi sie robi tych, którzy mieliby je czytać.
                      • dala.tata Re: coooo? 16.10.10, 16:16
                        kiedys zorganizowalem konferencje w Polsce. i wlasciwie dostawalem jedynie zapytania o tom pokonferencyjny. i niezmiennie odpowiadalem, ze takiego nie bedzie. i czesc ludzi zapytala mnie: to po co konferencja. z reguly odpisywalem: no zeby sie spotkac i porozmawiac. niestety nie znajdowalo to zrozumienia. konferencja byla bardzo fajna, ale mala :-)
                  • flamengista jak to? 24.10.10, 20:09
                    Niektóre pokonferencyjniaki wyrobiły sobie taką "markę", że dostaje się za nie nawet i 6 punktów!
          • gryzikiszka Re: umarłem 15.10.10, 18:16
            niewyspany77 napisał:

            > > wolna stopa może być przeszkodą w walce o publikacje
            >
            > My to w jakiejś dziczy żyjemy, że doktoranci muszą o publikacje walczyć. A ja n
            > aiwny myślałem, że normalnie się wysyła do pisma tekst i czeka grzecznie na rec
            > enzje.
            Doktorantów jest mnóstwo i trudno się gdzieś dostać. Może zaraz przeczytam, że moje prace są do kitu, więc uprzedzając dalsze pytania: większość znanych mi osób ma tego typu problemy. Mało tego. U nas w jednym instytucie ludzie biją się... o zajęcia administracyjne. Bo regulamin studiów przewiduje konieczność wykonania takiej pracy, tylko zapomniano, że tej pracy jest za mało, a doktorantów za dużo...
            > Niemniej będę Ci dzielnie kibicował w walce o publikacje!
            Dzięki. Każde wsparcie się przydaje ;)
            • dala.tata Re: umarłem 15.10.10, 18:24
              to znaczy ze nie wysylaja tekstow do porzadnych pism. w porzadnym pismie nikogo nie obchodzi, czy jestes doktorantem czy profesorem. liczy sie jakosc tekstu. mnie wlasnie odpieprzono mi tekst w takim porzadnym pismie. nie pierwzy i nie ostatni raz. poprawie go i wysle gdzie indziej. jak zdarzylo mi sie to juz nie raz.


              gryzikiszka napisała:

              > Doktorantów jest mnóstwo i trudno się gdzieś dostać. Może zaraz przeczytam, że
              > moje prace są do kitu, więc uprzedzając dalsze pytania: większość znanych mi os
              > ób ma tego typu problemy. Mało tego. U nas w jednym instytucie ludzie biją się.
              • pfg Re: umarłem 15.10.10, 18:40
                dala.tata napisał:

                > mnie wlasnie odpieprzono mi tekst w takim porzadnym pismie.

                A trzeba było do pokonferencyjniaka. Wy tam w UK punktów ministerialnych nie macie?!
                • dala.tata Re: umarłem 15.10.10, 19:56
                  niestety punkotw nie mamy. do tej pory parametyzacja polegala na ocenie jakosci kazdej publikacji (teoretycznie nie mialo znaczenia, czy publikujesz w Nature czy pokonferencyjniaku - jednak nikt w nie wierzyl).

                  pfg napisał:

                  > dala.tata napisał:
                  >
                  > > mnie wlasnie odpieprzono mi tekst w takim porzadnym pismie.
                  >
                  > A trzeba było do pokonferencyjniaka. Wy tam w UK punktów ministerialnych nie ma
                  > cie?!
                • dr_pitcher Re: umarłem 16.10.10, 20:54
                  Powtarzam z innego watku, ale autorka zamiescila pytania na dwoch forach, a nie wiem kotre czyta.

                  1. Co do tzw. wolnej stopy - o tyle jestem przeciw, ze zajmuje to wiecej czasu. A to jest o tyle istotne, ze w CV na zachodzie troche glupio wyglada jak roznica pomiedzy Master a PhD wynosi 8 lat. Moze wskazywac na to, ze delikwent sie specjalnie nie przykladal. W cywilizacji tzw. wolna stopa to przypadek rzadki, stad tez trudno bedzie potencjalnemu pracodawcy zrozumiec owe 8 lat. W dodatku, w cywilizajci, wbrew pozorom patrzy sie rowniez na wiek. Postdok w wieku 30 lat to norma, w wieku 35 powinien byc juz "mlodym/a gniewnym profesorem".

                  2. "wolna stopa" ma jeszcze jeden mankament - ograniczony kontakt z uczelnia. Poa pisaniem pracy w doktoracie liczy sie udzial w zyciu akademickim - seminaria, praca wsrod doktorantow etc. To stanowi etos "doktorancki" - moim zdaniem wazny element zycia doktoranta. Z moich obserwcji wynka, ze najlepiej radza sobie ludzie aktywnie wspolpracujacy ze swoimi rowiesnikami. Wbrew pozorom wiecej nauczysz sie od kolegow/kolezanek w labolatorium czy na cwiczeniach niz od promotora.

                  No ale wybralas, a zatem - po pierwsze (i ostatnie) - publikuj (niekoniecznie duzo, niekoniecznie wszystko - oby w dobrych czasopismach). By dostac dobrego post-doka wystarcza 3-4 dobre publikacje.
                  • kasia8520 Re: umarłem 16.10.10, 22:55
                    dziękuję bardzo serdecznie. czytam każdy wątek, na którym zamieściłam moje pytanie:)
          • 83kimi Re: umarłem 21.10.10, 16:13
            niewyspany77 napisał:

            > > wolna stopa może być przeszkodą w walce o publikacje
            >
            > My to w jakiejś dziczy żyjemy, że doktoranci muszą o publikacje walczyć. A ja n
            > aiwny myślałem, że normalnie się wysyła do pisma tekst i czeka grzecznie na rec
            > enzje.
            >
            > Niemniej będę Ci dzielnie kibicował w walce o publikacje!

            Przeważnie trzeba podać nazwę uczelni, na której się pracuje albo studiuje. Tak samo jest z udziałem w konferencjach. A najłatwiej o publikację w tomie pokonferencyjnym.
            • dala.tata Re: umarłem 21.10.10, 17:12
              masz absolutnie racje, o taka publikacje zdecydowanie najlatwiej. co prawda, mozna zadac sobie pytanie: po jakiego grzyba publikowac w tomie pokonferencyjnym, ale po co zawracac sobie glowe glupimi pytaniami, nie?

              83kimi napisała:

              > Przeważnie trzeba podać nazwę uczelni, na której się pracuje albo studiuje. Tak
              > samo jest z udziałem w konferencjach. A najłatwiej o publikację w tomie pokonf
              > erencyjnym.
              >
              >
              • 83kimi Re: umarłem 22.10.10, 21:43
                dala.tata napisał:

                > masz absolutnie racje, o taka publikacje zdecydowanie najlatwiej. co prawda, mo
                > zna zadac sobie pytanie: po jakiego grzyba publikowac w tomie pokonferencyjnym,
                > ale po co zawracac sobie glowe glupimi pytaniami, nie?

                Chyba lepiej publikować w tomach pokonferencyjnych niż nigdzie, prawda? Czy w "Fakcie"? Znany profesor może publikować wszędzie, gdzie zechce, natomiast zwykły magister nie ma aż tak wielkich możliwości i dlatego lepiej najpierw dać się poznać na konferencjach, na których bywają naukowcy z różnych ośrodków, a z czasem będzie łatwiej...
                • dala.tata Re: umarłem 22.10.10, 22:04
                  83kimi napisała:

                  > Chyba lepiej publikować w tomach pokonferencyjnych niż nigdzie, prawda? Czy w "

                  nie jestem taki pewny. publikowanie w tomach ponferencyjnych niesie ze soba mniej wiecej tyle samo znaczenia, to niepublikowanie.

                  > y magister nie ma aż tak wielkich możliwości i dlatego lepiej najpierw dać się
                  > poznać na konferencjach, na których bywają naukowcy z różnych ośrodków, a z cza
                  > sem będzie łatwiej...

                  skad sie biora te mity o tym, ze magister nie moze publikowac?!?!co rusz, jakis mlody, ktory ma wyuczona bezradnosc. jesli napiszesz porzadny tekst, wyslesz go do porzadnego czasopisma lingwistycznego, to ten tekst zostnie opublikowany. i nikt nie bedzie cie pytal, czy jestes magistrem czy profesorem.

                  jelsi jednak chcesz pisac tylko po polsku, to rzeczywiscie masz problem.
                  • 83kimi Re: umarłem 22.10.10, 22:28
                    dala.tata napisał:

                    > 83kimi napisała:
                    >
                    > > Chyba lepiej publikować w tomach pokonferencyjnych niż nigdzie, prawda? C
                    > zy w "
                    >
                    > nie jestem taki pewny. publikowanie w tomach ponferencyjnych niesie ze soba mni
                    > ej wiecej tyle samo znaczenia, to niepublikowanie.

                    Dlaczego tak sądzisz?
                    >

                    >
                    > skad sie biora te mity o tym, ze magister nie moze publikowac?!?!co rusz, jakis
                    > mlody, ktory ma wyuczona bezradnosc. jesli napiszesz porzadny tekst, wyslesz g
                    > o do porzadnego czasopisma lingwistycznego, to ten tekst zostnie opublikowany.
                    > i nikt nie bedzie cie pytal, czy jestes magistrem czy profesorem.
                    >
                    > jelsi jednak chcesz pisac tylko po polsku, to rzeczywiscie masz problem.
                    >

                    Nie napisałam, że magister nie może publikować, ale napisałam, że jest trudniej niż profesorowi. Ja rzeczywiście piszę głównie po polsku, a to dlatego, że badam język polski i bardzo trudno przetłumaczyć na inny język np. różnicę pomiędzy "owie" a "owy", przykłady można mnożyć.
                    • dala.tata Re: umarłem 22.10.10, 22:37
                      83kimi napisała:

                      > Dlaczego tak sądzisz?

                      nie rozumiem pytania. bo tomy pokonferencyjne nie maja zadnego znaczenia. ich nikt nie traktuje powaznie. nawet ci, co w nich pisza.

                      > Nie napisałam, że magister nie może publikować, ale napisałam, że jest trudniej
                      > niż profesorowi. Ja rzeczywiście piszę głównie po polsku, a to dlatego, że bad
                      > am język polski i bardzo trudno przetłumaczyć na inny język np. różnicę pomiędz
                      > y "owie" a "owy", przykłady można mnożyć.

                      niech i tak bedzie. to dlaczego zatem magistrowi jest trudniej niz profesorowi?

                      od prawie 20 lat pisze o jezyku polskim po angielsku. i teksty jak trudno jest przetlumaczyc mnie oslabiaja. ale jesli tylko dzialaja dla ciebie, spoko.
                      • 83kimi Re: umarłem 22.10.10, 22:50
                        dala.tata napisał:

                        > 83kimi napisała:
                        >
                        > > Dlaczego tak sądzisz?
                        >
                        > nie rozumiem pytania. bo tomy pokonferencyjne nie maja zadnego znaczenia. ich n
                        > ikt nie traktuje powaznie. nawet ci, co w nich pisza.

                        Dlaczego? Według mnie wszyscy traktują je poważnie. I wcale nie wszystkie artykuły są w nich publikowane.
                        >
                        > > Nie napisałam, że magister nie może publikować, ale napisałam, że jest tr
                        > udniej
                        > > niż profesorowi. Ja rzeczywiście piszę głównie po polsku, a to dlatego,
                        > że bad
                        > > am język polski i bardzo trudno przetłumaczyć na inny język np. różnicę p
                        > omiędz
                        > > y "owie" a "owy", przykłady można mnożyć.
                        >
                        > niech i tak bedzie. to dlaczego zatem magistrowi jest trudniej niz profesorowi?
                        Choćby dlatego, że nie wyrobił sobie jeszcze marki.
                        >
                        >
                        > od prawie 20 lat pisze o jezyku polskim po angielsku. i teksty jak trudno jest
                        > przetlumaczyc mnie oslabiaja. ale jesli tylko dzialaja dla ciebie, spoko.

                        Na pewno da się przetłumaczyć, ale jest to bardzo trudne, a często mija się z celem. Mogę np. zanalizować Twoją wypowiedź po angielsku, ale jednak nie oddam wiernie np. wyrażenia "osłabiać kogoś". Może podeślesz namiary na jakieś Twoje publikacje?
                        >
                        • dala.tata Re: umarłem 23.10.10, 00:07
                          skoro traktuja powaznie, nie masz sie czym zatem martwic. i skoro sie nie da to sie da. niespecjalnie wiem, jak to sie ma do publikacji po angielsku, ale spoko.

                          mysmy tu juz o tym wielokrotnie. jezykoznawstwo poloinistyczne kisi sie w swoim sosie od lat, z mneij wiecej 20-30 letnim zapoznieniem wobec swiata. argumenty sie nie zmieniaja: nie da sie przetlumaczyc, wiec nie da sie napisac artykulu. fascynuje mnie, ze zawze tylko polskiego nie da sie tlumaczyc. Chinmczycy publikuja, Japonczycy. mozna nawet po angielksu publikowac o jezyku joruba (najwieskzym jezyku ojczystym Afryki). tylko o polskim sie nie da.

                          co do postow od dala-taty (a nie dala.taty), to to mgr Keller podszywa sie pode mnie. nie proponowalem ci pomocy i nie proponuje.
                          • 83kimi Re: umarłem 23.10.10, 00:37
                            Pewnie, że można, wszystko można przetłumaczyć, aczkolwiek pewne rzeczy są dość trudne i jeśli np. ktoś zajmuje się idiolektem pana X, to nie jest łatwo przetłumaczyć wypowiedzi pana X na inny język tak, aby oddać te wypowiedzi w 100%.
                            A poza tym dyskusja zboczyła trochę z tematu. Pytanie było, czy lepiej robić doktorat z wolnej stopy czy jako uczestnik studiów doktoranckich? Wg mnie na studiach jest łatwiej, bo ma się wszystkie te możliwości, które ma osoba pisząca z wolnej stopy + wiele innych. Można na własną rękę publikować, a poza tym można to też robić w tomach pokonferencyjnych. I jeśli ktoś marzy o pracy na uczelni, to jednak większe szanse są po studiach, choćby dlatego, że bierze się wtedy bardziej czynny udział w życiu uczelni, czyli we wspomnianych wcześniej konferencjach, prowadzi się zajęcia ze studentami itp. Jeżeli kierownik danej katedry będzie miał do wyboru dwie osoby - jedną, która napisała doktorat z wolnej stopy i nie miała większego kontaktu z uczelnią i drugą, która napisała doktorat na podobnym poziomie, ale uczestniczyła w zebraniach, konferencjach, może pomagała organizować konferencje i inne spotkania, miała do czynienia ze studentami, to którą wybierze? A inną kwestią jest, że o etat nie jest łatwo, ale nie jest to niemożliwe.
                            • dala.tata Re: umarłem 23.10.10, 00:56
                              to ja moze zapytam: co ma tlumaczenie idiolektu to pisania o nim artykulow? ale juz nie odpowiadaj - twoja sprawa, twoje publikacje.

                              ow kierownik katedry wybierze, a przynajmniej powinien, osobe z dorobkiem. i jako kierownik katedry wolalbym wakat niz cv z ilomas tam rozdzialami w tomach pokonferencyjnych. i tyle. a owe organizacje, uczestnictowo w zebraniach to jest taka sciema. przychodzi osoba z 3 artykulami na LF i przebija wszystko.

                              ale ja wiem, jezykoznawstwo polonistyczne rrzadzi sie swoimi prawami i publikacjami w Poradniku Jezykowym, Jezyku Polskim i Polonikach. powodzenia!
                              • 83kimi Re: umarłem 23.10.10, 09:20
                                dala.tata napisał:

                                > to ja moze zapytam: co ma tlumaczenie idiolektu to pisania o nim artykulow? a
                                > le juz nie odpowiadaj - twoja sprawa, twoje publikacje.

                                Można pisać czysto teoretycznie, ale jeśli analizujesz materiał, to chyba normalne, że go cytujesz. Jeśli ja np. chciałabym się zająć tym jak się kreujesz, to logiczne jest to, że będę analizować słowa, których używasz i będę je cytować.
                                Ja nie mam kompleksów, związanych z moją pracą naukową, także nie przejmuj się. I zdziwiłbyś się jakimi rzeczami zajmują się ludzie w mojej katedrze, akurat moja promotorka jest współautorką bardzo nowatorskiego podejścia do gramatyki i jej uczniowie także podążają tą drogą.

                                Odpowiedz tylko jedno pytanie - naprawdę uważasz, że osoba, która nie jest związana z żadnym ośrodkiem naukowym, ma więcej możliwości od osoby, która z tym ośrodkiem jest związana? I nie mówimy tu o jakiś skrajnych przypadkach, tylko o przeciętnych osobach, jakich jest wiele na świecie.
                                • dala.tata Re: umarłem 23.10.10, 09:40
                                  nie przejmuje sie zupelnie. jak powiedzialeem, od prawie 20 lat cytuje i jakos to idzie. wiekzosc polonistow nie ma kompleksow, bo sie nie poddalo ocenie swiata.

                                  obawiam sie, ze bym sie nie zdziwil. mam niezle rozeznanie w polskiej polonistyce. a co do nowatorkiego podejscia, to skad wiesz? jesli to ksiazka po polsku, nigdy nie zrecenzowana na siweice, to jej nowatroskosc jest umowna nie? innymi slowy: umowiliscie sie w katedrze, to to nowatoskie. zwroc uwage: ja tego nie kwestionuje, ze tak moze byc. jednak tezy o nowatroskosci sa poki co przedwczesne
                                  • 83kimi Re: umarłem 23.10.10, 09:49
                                    Nie wiem, może nie jest aż tak nowatorskie, ale w każdym razie coś ciekawszego od np. gramatyki opisowej (która dla mnie też jest ciekawa). Zresztą chyba nie muszę się z tym kryć, chodzi o gramatykę komunikacyjną. Nie twierdzę, że jest to nie wiadomo co, ale na pewno coś troszkę bardziej oryginalnego od tego, czym się zajmuje wielu językoznawców w Polsce (i od razu dodam - nie twierdzę, że poza gramatyką komunikacyjną nie ma interesujacych i oryginalnych obszarów do badania).
                                    • dala.tata Re: umarłem 23.10.10, 23:42
                                      gramatyka komunikacyjna zajmuja lingwisci zajmuja sie od 30 lat. oczywiscie, bardzo jest mozliwe, ze szefowa twoja wymyslila cos nowego i nowatorskiego. jednak dopoty, dopoki nie zostanie to przerobione przez nich wszystkich, nie bedziemy wiedziec, jak to z nia jest. innymi slowy, to, ze cos jest lepsze od tego, czym zajmuja sie inni polscy lingwisci, nie znaczy ze jest nowatorskie w ogole. istnieje szansa, ze profsor wywazyla dawno otwarte drzwi, jednak zrobila to po polsku, wiec nikt o ty nie wie.
                                      • 83kimi Re: umarłem 24.10.10, 08:51
                                        No właśnie, możliwe, że zrobiła coś nowego, a Ty o tym nie wiesz. Fakt, że moja katedra współpracuje także z innymi ośrodkami badawczymi w Polsce oraz z naukowcami nie Polakami, też jest dla Ciebie pewnie bez znaczenia.
                                        Może pochwalisz się własną działalnością naukową? Wstydzisz się zamieścić na forum albo wysłać jako wiadomość prywatną spis swoich publikacji?
                                        • dala.tata Re: umarłem 24.10.10, 11:56
                                          bardzo mozliwe ze tak jest. nie wiemy i nie bedziemy wiedziec, poki nie zostanie to poddane ocenie miedzynarodowe. bo nauka jest miedzynarodowa. i tyle.

                                          co ma do tego moj dorobek, nie mam pojecia
                                          • 83kimi Re: umarłem 24.10.10, 12:02
                                            Kreujesz się na osobę, która jest wspaniałym naukowcem, nowatorskim, z mnóstwem publikacji we wspaniałych czasopismach. To może pochwalisz się swoimi osiągnięciami? Bo chwalić się bez podawania przykładów może każdy. I od razu uprzedzam ewentualny atak - ja nie uważam się za nie wiadomo jakiego naukowca, natomiast cieszę się, że mam możliwość zajmować się tym, co mnie interesuje, a jednocześnie łączyć pracę naukową z pracą zawodową nie na uczelni.
                                            • dala.tata Re: umarłem 24.10.10, 12:32
                                              o ile pamietam, napisalem jedynie, ze od 20 lat pisze o jezyku polskim po angieslku - jesli dla ciebie to jest chwalenie sie, to mamy widocznie inne wyobrazenie, czym mozna sie chwalic. podobnie pisze ilus tam znanych mi Polakow. ani to powod do do zaszczytu, ani do chwaly. ot, publikacje jak tysiace innych.

                                              naotmiast rozumiem, ze nie masz juz argumentu na 'nowatorskosc' ksiazki twojej szefowej. bo ksiazka wydana jest po po polsku i nie moze konkurowac z ksiazkami Svartvika czy Leecha (zeby wymieic klasykow). jest taka ksiazka (ponownie: nie wypowiadam sie o jej jakosci) nierelwantna z punktu widzenia debat o gramatykach na swiecie, bo na siweice nikt jej nie przeczyta. i skoro nie masz argumentu, najlepiej zaatakowac personalnie. ale rozumiem: osmielam sie powiedziec, ze polonisci skrobiacy sie po plecach moze niekonicznie sami sobie powinni mowic, ze sa swietni. jednak od czasu kiedy studiowalem polonistyke, nic sie w tym nie zmienilo i pewnie nie zmieni.

                                              i to, czy jestem superwybitny, czy najgorszy syf naukowy, ktory nigdy w zyciu nie opublikowal nic, poza postami na forum, nie ma najmijeszego znaczenia. nie zmienia to bowiem faktu, ze mowienie o nowatorskosci ksiazki o gramatyce komunikacyjnej, ktora wydana jest po polsku nie ma nanmniejszego sensu. Polscy lingwisci zaczeli myslc o gramatykach komunikacyjnych 15 lat po tym, jak robil to Leech, raczej trudno zeby stanowili punkt odniesienia nowatrostwa.

                                              jak dla mnine koniec tej, jak zwykle w wypadku polonistow, niezywkle pouczajacej debaty. i wbrew twoim obawom, nie mam najmiejszego zamiru cie atakowac personalnie. zostawiam to tobie.

                                              EOT.
                                            • matdokt Re: umarłem 25.10.10, 02:51
                                              83kimi napisała:

                                              > Kreujesz się na osobę, która jest wspaniałym naukowcem, nowatorskim, z mnóstwem
                                              > publikacji we wspaniałych czasopismach. To może pochwalisz się swoimi osiągnię
                                              > ciami? Bo chwalić się bez podawania przykładów może każdy. I od razu uprzedzam
                                              > ewentualny atak - ja nie uważam się za nie wiadomo jakiego naukowca, natomiast
                                              > cieszę się, że mam możliwość zajmować się tym, co mnie interesuje, a jednocześn
                                              > ie łączyć pracę naukową z pracą zawodową nie na uczelni.

                                              trochę to brzmi infantylnie, tzn. czy ty uważasz, że każdy wypowiadający się na forum najpierw powinien rozpowszechnić swoje CV, żeby czytający mieli pewność, że nie mają do czynienia w głupkiem? co to kogo obchodzi? (a tak przy okazji mógłbym postawić śmiała hipotezę, że do rozpoznania tożsamości dala.taty wystarczy biegle posługiwać się myszką z trzema przyciskami + trochę czasu, dla odmiany, dla poznania mojej tożsamości wystarczy chyba zwykła myszka z dwoma klawiszami)
                                    • larusse to ja mam pytanie. 24.10.10, 12:18
                                      Czym sie różni gramatyka komunikacyjna od tzw. gramatyki funkcjonalnej?

                                      Tak pytam, bo czasami korzystam z gramatyki rosyjskiej w ujeciu funkcjonalnym Bogusławskiego, Karolaka (stara jak świat->jakoś lata 70).

                                      --
                                      I mówię mniej, niż jest.
                                      • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 12:38
                                        o ile rozumiem, komunikacyjna to gramatyka, ktora oparta jest na tym, jak ludzie mowia - to sa poczatku tzw. jezykoznawstwa korpusowego. dzisiaj byc moze to to slow ma szersze i dalsze znaczenia. gramatyka funkcjonalna to z kolei Halliday, ktory zastanawia sie nie na opisie jezyka, tylko jaka funkcje komuikacyjna ma dane slowo w zdaniu (clause) i z tego wychodzi mu cala nowa gramatyka.
                                        • larusse Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 13:36
                                          Czyli opis języka na zasadzie: w jaki sposób wyraża sie prośbę, jakis ruch czy cos innego będziemy zaliczać do gram. funkcjonalnej, tak?

                                          Ale czytam sobie to

                                          Zasadniczą różnicą modelu gramatyki komunikacyjnej w stosunku do ujęć tradycyjnych jest przekonanie, że najbardziej dynamiczna część języka (parole, performance) powinna tak samo, a nawet przede wszystkim, być przedmiotem opisu jak i jego część statyczna (langue, competence). A także, że między tymi dwiema częściami procesu językowego nie ma wyraźnej granicy, tak jak nie może być granicy między repertuarem teatralnym a jego wykorzystaniem, tak jak nie ma różnicy między budową samochodu a jazdą samochodem, gdzie różnica zaczyna być wyczuwalna dopiero przy kontakcie samochodu z drzewem, ale wtedy samochód przestaje być samochodem.
                                          A.Awdiejew, G.Habrajska

                                          to też mi podchodzi pod funkcjonalna. W ogóle nie widze różnicy. Jak się komuś będzie chciało to poproszę o wyjaśnienie.
                                          • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 14:20
                                            nie, za wysoki poziom - to, co mowisz nie opisuje gramatyki, tylko komunikacje. przeciez prosbe mozna wyrazic np. przez gest reka. a to raczej juz nie gramatyka, nie?

                                            Halliday, tworca gramatyki funkcjonalnej, pyta jakie funkcje komunikacyjne i, co bardzo wazne, spoleczne ma taka czy inna konstrukcja gramatyczna. a mowiac prosciej: po co uzywamy czasownikow, po co uzywamy strony czynnej czy biernej, po uzywamy nominalizacji? po co nam rzezczowniki czy zaimki? to dlatego wlasnie z lingwistyki Hallidaya wlasnie wywodza sie nurty takie jak jezykoznawstwo krytyczne czy, pozniej, CDA.

                                            wydaje mi sie, ze poweidzialem wialsnie to, co ty zacytowalas. idea gramatyk komunikacyjnych jest opisanie uzusu (parole, jelsi koniecznie chcesz uzywac terminologii z poczatku 20. wieku). dlatego wlasnie zaczeto tworzyc potezne korpusy jezykow - zeby zobaczyc na wielkich probach, jak mowia/pisza ludzie. natomiast gramatyka tradycyjna opisuje system, wyidealizowany zespol regul syntagmatycznych (i innych rzecz jasna, ale gramatyki komunikacyjne zajmuja sie glownie regulami syntagmatycznymi)

                                            byc dac przyklad: gramatyka tradycyjna zawsze odrzuci zdanie there is five cars over there, jes tto zdanie niegramatyczne: powinno byc there are five cars over there. gramatyka komunikacyjna natomiast moze powiedziec, ze skoro wszyscy tak mowia, wiec my to opisujemy i ackeptujemy, wprowadzajac na przyklad rozne typy i poziomy normy. przez to gramatyka komunikacyjna jest mniej preskryptywna, co w lingwistyce polonistycznej, ktora jest ultrapreskryptywna, jest niezwykle trudne.
                                            • larusse Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 22:18
                                              dala.tata napisał:

                                              > nie, za wysoki poziom - to, co mowisz nie opisuje gramatyki, tylko komunikacje.
                                              > przeciez prosbe mozna wyrazic np. przez gest reka. a to raczej juz nie gramaty
                                              > ka, nie?

                                              No tak, ale jeżeli opisujesz to tylko na poziomie jezyka to jest już gramatyka, prawda? Ale o co mi chodzi,
                                              • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 22:39
                                                a jest? a nie moze byc fonologia, morfologia itd. nie moze byc semantyka czy pragmatyka? jak dla mnie moze.

                                                larusse napisała:

                                                > No tak, ale jeżeli opisujesz to tylko na poziomie jezyka to jest już gramatyka,
                                                > prawda? Ale o co mi chodzi,
                                                >
                                                >
                                                >
                                              • larusse Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 22:48
                                                Sorry, za wcześnie mi sie wysłało. Ale do rzeczy: biore sobie taka gramatykę w ujęciu funkcjonalnym (boguslawskiego i karolaka) i co tam widzę (Niestety nie mam jej przed soba, ale o ile dobrze pamietam jest ona zbudowana mniej więcej tak): Pierwsza czesc to tak jak wspomniałes funkcje czas., strony czasu trybu itp. Druga czesc zawiera sposoby wyrazenia (na pozomie jezykowym!) życzenia, pozegnania, prośby, różnych związków czasowo-przestrzennych itd. z przykładami z literatury.

                                                Czyli w całym tym rozróżnieniu chodzi o to, że gramatyki tradycyjne (wiec i funkcjonalna) nie zajmują sie opisem jezyka potocznego, ktorego glowna funkcja jest f. komunikacyjna (stad nazwa gramatyki?) (разговорная речь- właśnie mowa potoczna nie jezyk) czy просторечия, gdyż wg nich nie jest to równoprawna "odmiana języka", którą można traktować na równi z językiem literackim, tym wzorcowym. I wszystko rozbija sie o to w jaki sposob patrzymy na jezyk potoczny.

                                                Coś czuję, że pomieszałam wszystko...
                                                • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 23:04
                                                  a ja z kolei nie pamietam juz boguslawskiego i karolaka, choc pewnie ich czytalem. sposoby wyrazniea prosby, zyczenia itd. nie sa zadaniem dla ludzi od gramatyki. nie ten, cytujac Searle'a, direction of fit. gramatyka wychodzi o od harcore'u jezykowego. od czasownika, rzeczownika. pytanie o zcyzenie czy prossbe nie ma sensu. bo moga byc kultury w tkorych nie ma zyczenia czy prosby, ale z cala pewnoscia jest czasownik czy rzeczownik.

                                                  wprowadzajac pojecie jezyka potocznego wprowadzasz wartosciowanie. ja nie mowie o jezyku potocznym, bo ni ewiem oc to jest. czy jezyk pfg jest potoczny? czy moze jezyk X spod budki z piwem? ja mowie o tym, jak ludzie mowia. nie wyrazajac sie na temat rejestru.
                                                  • larusse Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 23:26
                                                    Ok, załóżmy, że tego nie nzywamy w żaden sposób, ale tak czy inaczej rozróżnienie pozostaje: Czy to "jak ludzie mówią" można traktować na równi z tym "jak powinni mówić". I gramatyka komunikacyjna odpowiada na to pytanie "tak". Tak?

                                                    > wprowadzajac pojecie jezyka potocznego wprowadzasz wartosciowanie. ja nie mowie
                                                    > o jezyku potocznym, bo ni ewiem oc to jest. czy jezyk pfg jest potoczny? czy m
                                                    > oze jezyk X spod budki z piwem? ja mowie o tym, jak ludzie mowia. nie wy
                                                    > razajac sie na temat rejestru.
                                                  • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 23:34
                                                    nie. gramatyka komunikacyjna, o ile ja rozumiem, w ogole nie wypowiada sie na tematy deontyczne. ona mowi: tak ludzie mowia. jesli chcesz sie wpasowac w mowiacych, mow w ten sposob.

                                                    roznica jest polityczna. gramatyka tradycyjna chcac nie chcac, przyjmue za standard jezyk klas wyzyszych, tzw. queen's english. komunikacyjnych nie intersuje jak mowi krolowa, ale jak wychodzi w korpusie.
                                                  • larusse Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 23:39
                                                    Dobra, ale jezeli opisuje to poniekad zrownuje, bo uznala, ze to "jak ludzie mowia" warto opisac calosciowo, a nie jako np. jeden ze stylow.
                                                  • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 23:52
                                                    to wytlumacz mi, co to znaczy 'calosciowo'.

                                                    mam korpus, na przyklad Brown. nie intersuje mnie 'styl'. intersuje mnie, 'jak ludzie mowia'.
                                                  • bumcykcyk2 Re: to ja mam pytanie. 25.10.10, 02:17
                                                    Czyli co, angielski liczy się tylko w wersji globish, bo tak mówi najwięcej tłumoków na świecie?

                                                  • larusse Re: to ja mam pytanie. 25.10.10, 21:05
                                                    dala.tata napisał:

                                                    > to wytlumacz mi, co to znaczy 'calosciowo'.

                                                    Jak sam piszesz, że "gramatyka komunikacyjna opisuje uzus", a "gramatyka tradycyjna opisuje system, wyidealizowany zespol regul syntagmatycznych", więc tym czym dla GT jest system, dla GK jest parole. Stąd mój wniosek o tym samym statusie tego "jak sie mówi" i "jak powinno sie mówić".


                                                    > mam korpus, na przyklad Brown. nie intersuje mnie 'styl'. intersuje mnie, 'jak
                                                    > ludzie mowia'.

                                                    Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że wydaje mi się, iż "to jak sie mówi" nie jest traktowane jako jedna z odmian języka, która no. obsługuje sferę codzienną (tak jak styl naukowy obsługuje szeroko pojeta "sfere nakowa") czy jako ustna odmiana jezyka literackiego tylko jako osobny system, który znajduje sie na tej samej płaszczyznie/tym samym poziomie co jezyk literacki.
                                                  • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 25.10.10, 21:23
                                                    niestety, nie rozumiem. nadal nie widze przeskoku z 'mowia' na 'powinni mowic'. GK nie zajmuje sie tym 'powinni'. rowniez mam trudnosci z tym 'parole', bo GK nie zajmuje sie 'parole', wbrew temu co mwoi prof. Awdiejew.

                                                    tego drugiego, co powiedzialas, nie rozumiem juz na tyle, ze nie potrafie sie odniesc.
                                                  • larusse Re: to ja mam pytanie. 25.10.10, 21:57
                                                    > niestety, nie rozumiem. nadal nie widze przeskoku z 'mowia' na 'powinni mowic'.
                                                    > GK nie zajmuje sie tym 'powinni'. rowniez mam trudnosci z tym 'parole', bo GK
                                                    > nie zajmuje sie 'parole', wbrew temu co mwoi prof. Awdiejew.
                                                    >

                                                    Nie, nie chodzi o zaden przeskok. Chodzi postawienie na jednej płaszczyznie tego "jak sie mowi" i tego "jak mowi krolowa" (powstanie GK jest wlasnie zwiazane z tym "awansem" "tego jak się mowi"-ja to tak widze).

                                                    >rowniez mam trudnosci z tym 'parole', bo GK
                                                    > nie zajmuje sie 'parole', wbrew temu co mwoi prof. Awdiejew.

                                                    zajmuje sie uzusem jezykowym, tak?


                                                    > tego drugiego, co powiedzialas, nie rozumiem juz na tyle, ze nie potrafie sie o
                                                    > dniesc.

                                                    Oj, no skup sie.:) Chodzi mi o to, ze to "jak sie mowi" GK traktuje nie jako odmiane jezyka literackiego, tylko jako osobny system, ktory jest polozony rownolegle do systemu, ktory opisuja gramatyki tradycyjne.
                                                  • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 25.10.10, 22:11
                                                    tego z krolowa to juz zupelnie nie rozumiem.

                                                    GK po prostu opisuje korpusy, korpusy skladaja sie z zapisow tego, jak mowia ludzie. nic wiecej. i to odnosi sie do wszystkich trzech twoich komentarzy. i nie potrafie tego inaczej, jasniej, prosciej napisac.
                                                  • larusse Re: to ja mam pytanie. 25.10.10, 22:18
                                                    Dobra, niewazne.

                                                    Ok, opisuje korpusy. To tylko jeszcze małe pytanie (ostatnie juz obiecuje ): ale na jakiej zasadzie je opisuje?
                                                  • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 25.10.10, 22:50
                                                    co to znaczy, na jakiej zasadzie opisuje?
                                                  • larusse Re: to ja mam pytanie. 26.10.10, 21:15
                                                    Dala, bo to, że nazwał ktoś to "gramatyką" sugeruje takie kompleksowe opracowanie, prawda?
                                                  • dala.tata Re: to ja mam pytanie. 26.10.10, 21:21
                                                    no to zalezy co rozumiesz przez kompleksowe. gramatyki komunikacyjne, z tego co wiem, nie zajmuje sie fonologia czy morfonologia, choc to jest czesc gramatyki opisowej. gramatyka komunikacuyjna to leksykogramatyczny opis korpusu. tak mi sie wydaje.
                                          • charioteer1 Re: to ja mam pytanie. 24.10.10, 20:36
                                            larusse napisała:

                                            > nie ma różnicy między
                                            > budową samochodu a jazdą samochodem, gdzie różnica zaczyna być wyczuwalna dopie
                                            > ro przy kontakcie samochodu z drzewem

                                            Oho, jestesmy na etapie silnikow spalinowych.
    • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 01:36
      kurwa, dla mnie jak ktoś pisze 'świerzo' i wybiera się na studia doktoranckie, to za przeproszeniem tak jakby świnia miała latać

      EOT
      • kasia8520 Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 12:28
        bardzo poirytowany jesteś bumcykcyku, brakuje Ci czegoś?
        • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 16:22
          Nic mi nie brakuje, za to udało ci się mnie zdenerwować.
      • pfg Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 14:42
        > to za przeproszeniem tak jakby świnia miała latać

        With a proper thrust, pigs can fly just fine.
      • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 15:43
        czepiasz sie bumcyk. tak ortografia jest wazna, ale dzisiaj mamy glownie spellcheckery. i czy ksiazki Znanieckiego czy Malinowskiego, nie mowiac o pracach Einsteina czy innych wielkich, wybitnych i fantastycznych, bylyby mniej warte, gdyby sie okazalo, ze autorzy zrobili pare bledow, ktore redaktor techniczny poprawil? bardzo w tobie watpie.

        tak, fajnie jest pisac ortograficznie. i mnie jeszcze tego uczono, ciagle i ciagle, tak jakby to bylo to, co jest najwazniejsze. ale za to mniej mnie uczono wypowiadac sie, argumentowac, pisac eseje. myslisz ze to sluszne? ja nei jestem pewien. z koli dzisiaj w szkolach mniej sie tego uczy i ludzie gorzej pisza. i powinni cierpiec przez to, zesmy system edukacji zmienili?

        powiem ci jeszcze, ze w jednej z moich ksiazek jest blad ortograficzny. niewychwycony przed redaktora technicznego, proof-readera, nie mowiac o mnie. i co? no nic. mysle, ze jakosc (jakokowliek jest) tej ksiazki ani przez to sie nie obnizyla, ani, gdyby go poprawic, nie poprawilaby sie. choc wolalbym oczywiscie zeby go nie bylo.

        ale tak ogolnie, warto pisac ortograficznie. ale glownie dlatego, ze jak nie piszesz, to zawsze sie ktos przypieprzy i powie ci, ze nie powienienes byc doktorantem, profesorem, managerem czy ministrem, bo przeciez napisales 'swierzy'.
        • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 16:30
          Dala, poczytaj sobie w starych podręcznikach psychiatrii klinicznej o tzw. debilizmie salonowym.

          Ponieważ -jak Ci doskonale wiadomo- jestem starym chałturnikiem z dużym stażem w prywatnych szkołach gotowania na gazie, dostaję qrwicy na studentów walących byki ortograficzne. Zazwyczaj idzie to w parze z ogólnym niedorozwojem.

          I zawsze kiedy słyszę o pierdołach dysleksji/dysgrafii trafia mnie szlag. Podobnie gdy student uwalony przeze mnie na teście twierdzi, że wszystko umie, ale on po prostu nie umie rozwiązywać testów. Jeszcze się nie zdarzyło, aby taki delikwent przepytany ustnie okazał coś więcej niż bezdenną głupotę. A szansę daję zawsze.

          I jeszcze jedno. Jakoś nie widzę, żebyś walił na tym forum błędy ortograficzne... a czytaj Cię już trochę. Więc łaskawie nie stawiaj się populistycznie w jednym szeregu z głupawą kandydatką na doktorantkę. Składnię waszych wypowiedzi i sposób rozumowania dzielą lata świetlne.
          • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 18:32
            ale ja nie mowie o dysleksji. ja mowie o tym, ze dzisiaj nie ucza ortografii tak, jak kiedys. ocena ortografii jest ocena glownie spoleczna, zabiegiem dyscyplinujacym. to wykazanie ze ktos jest nie z tej bajki, nie z tej grupy spolecznej, nie z tej klasy. i na tym polega twoja ocena. ty sie nie chcesz zadawac z osoba, ktora popelnia bledy. ale to nie ma nic wspolnego z tym, czy ta osoba nadaje sie do pisania doktoratu.

            moj ojciec byl projektatem. to co wybudowali nadal stoi i ma sie dobrze. jednak ortograficznie to pisac nie umial, chocby jego zycie mialo od tego zalezec. bardzo watpie, zeby ludziom sie od tego gorzej mieszkalo.
            • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 22:25
              Nie wiem czy uczą, czy nie uczą, w każdym razie każdy edytor tekstu podkreśla nieprawidłowo napisane słowo, więc tylko kompletny przymuł może tego nie dostrzec i po 100001 razie nie zapamiętać poprawnej wersji.

              Prezentujesz szkodliwy relatywizm, motywowany w dodatku jakimś ludowym populizmem. Ja tego nie kupuję. Pozostaniemy przy swoich zdaniach.
              • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 22:34
                nie. nie prezenutje zadnego relatywizmu ani populizmu.

                po prostu rozumiem jezyk i jego zasady. i dazenie lingwistow do tego, zeby nim rzadzic. i jako lingwita przeciwstawiam sie temu. bo to szkodliwe.
                • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 18.10.10, 21:09
                  A nie dostrzegasz różnicy pomiędzy własnymi wypowiedziami, w których jedyny feler stanowią literówki wynikłe z szybkiego pisania oraz brak dużych liter (sam też tak często piszę - akurat nie na tym forum), a wypowiedziami ludzi którzy 'chcą się przyjżeć świerzemu japku'?

                  Ja się nie trzymam kurczowo ornamentów językowych, tylko walczę z ludźmi ociężałymi umysłowo. Jest ich w necie zatrzęsienie i nie tylko nie mają wstydu w zakresie swoich ograniczeń, ale śmią rozpychać się łokciami i pouczać mądrzejszych od siebie.

                  Jestem tolerancyjny do szpiku kości, ale lata obcowania z kompletnymi kretynami w szkołach prywatnych doprowadziły u mnie do pewnych odruchów Pawłowa. Jak widzę "świerzo" dostaję natychmiast ostrego wkurwienia i po prostu kończę rozmowę.
                  • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 19.10.10, 00:03
                    alez oczywiscie, ze dostrzegam! i nigdy nie tweirdzilem, ze nie ma roznicy pomiedzy pisaniem ortograficznym, z interpunkcja a takim, ktore tego nie ma. jest i to wielka.

                    ja tylko chce powiedziec, ze to, ze dostrzegamy te roznice i jest ona dla nas wazna, jest ideologiczne, spoleczne (najczesciej klasowe), a nie jezykowe. i jesli miales/masz zaplecze, w ktorym to bylo wazne, a szkola zwracala uwage, to masz przewage. jesli nie miales, a szkola olala, to masz problem. w UK przez jakies 20 lat nie uczono gramatyki jezyka angielskiego. i masz teraz tabuny niedouczonych, ktorzy pisza: 'I would of done' zamiast 'I would have done'. i sa dzieci, ktore tak nigdy nie napisza, bo maja zaplecze w domu. ale czy za to mamy przekreslic tych, ktorzy nie mieli?

                    i ja widze arguemnt, ze jesli jest inteligentny i sie stara, to sie nauczy. i pewnie bedzie grupa, ktora to zrobi. jednak czy na pewno nie warto tej grupie, ktore tego nie zrobi, pomoc. ja po prostu nie jestem pewien, ze warto ludziom podcinac skrzydla dlatego, ze robia bledy ortograficzne.

                    wiesz, kiedys by cie wpuszczono na uniwersytet, bo nie umiesz zjesc ostryg, dobrac wina do jagnieciny i wiazac muszki. i pewnie byly kiedys rozmowy na ten temat. dzisiaj rozmawiamy o ortografii. to ta sama rozmowa.
                    • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 19.10.10, 22:48
                      No akurat ten brytyjski przykład jest średnio na miejscu, bo tam zachowało się faktycznie klasowe (czy jak wolisz - kastowe) społeczeństwo o silnej segregacji. W końcu tzw. roboli i inteligentów poznaje się w Anglii już po akcencie. Sądzę, że u nas mamy realną standaryzację programów nauczania ortografii i nie znam szkoły, która by zlewała obowiązek pisania dyktand i weryfikacji poprawności pisania w ojczystym języku. To tylko najbardziej tępe głąby spośród młodzieży, wspierane przez skretyniałych rodziców, "załatwiają" sobie lewe zaświadczenia lekarskie o dysleksji, które można kupić za 100 złotych.

                      Co innego nabyte wzorce zachowania typu muszka, smoking i rozróżnianie win do obiadu, a co innego - w dużej mierze wrodzony- poziom IQ. Z dziecka Downa nie zrobisz noblisty, choć różni poprawni politycznie macherzy w utopijno-fantastycznych dziełach typu "Piękny umysł" będą przekonywać, że jak najbardziej tak. Póki co jednak, świnia lata tylko w kreskówkach Disneya.
                      • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 19.10.10, 23:08
                        IQ ma niewiele wspolnego z inteligencja, a stwierdzenie, ze jest on wrodzony jest oparte glownie na twoich uprzedzeniach.
                        • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 20.10.10, 00:39
                          Zdaje się, że masz jakieś lewackie odciski na mózgu. Przydałby ci się turnus reedukacji w jakiejś wyższej szkole gotowania na gazie. Mógłbyś swoje teorie przetestować w praktyce i z karków obwieszonych złotymi łańcuchami zrobić wielbicieli dodekafonii Schoenberga.



                          • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 20.10.10, 00:49
                            bumcyk, przyjmuje ten merytoryczny argument z pokora i podziwem.
                            • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 20.10.10, 00:50
                              jestem do usług ;)
              • kasia8520 Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 22:38
                ja nikogo do niczego nie przekonuję (w przeciwieństwie do Ciebie jak sądzę), więc nikt, nic nie musi kupować. Czasem tylko, warto się powstrzymać zanim bezpodstawnie przypniesz komuś etykietkę.
          • kasia8520 Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 20:29
            rozbawiasz mnie bumcykcyk, naprawdę... oceniasz mnie, jako głupawą kandydatkę, na podstawie błędu ortograficznego. Co jest z Tobą nie tak?
            Pamiętaj, każdy mierzy swoją miarą... a swoją drogą - skąd to poirytowanie? wymyślasz o błędach, o składni - wrzucasz mnie do worka z debilami salonowymi, tylko dlatego, że składnią i ortografią nie dorastam do Twojego majestatu. Bladego pojęcia nie masz jaką jestem osoba, ale osąd wydajesz.
            • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 22:32
              Taki jestem staromodny trep, że od kandydata/-tki na naukowca wymagam pisania bez rażących błędów. W sumie czepiam się niepotrzebnie, jak to już Dalatata po profesorsku wyłożył. Co do poznania się - trudno, abym konsumował z Tobą beczkę soli, zanim coś o Tobie powiem. Jeden wścieka się na to, że mu gołębie srają na balkon, a drugi ma takie odchylenie, że jak widzi "świerzo" to ma torsje. Możesz to uznać za odchylenie od normy i nie zawracać sobie mną głowy (ani mnie podobnymi egzemplarzami). Dobranoc
        • pfg Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 16:39
          dala.tata napisał:

          > ale tak ogolnie, warto pisac ortograficznie

          ...bo oznacza to szacunek dla języka, dla czytelników i dla swojej pracy. Bo pisanie nieortograficzne kojarzy się - niekiedy błędnie - z niestarannością i niechlujstwem przy pisaniu, co może (nie musi) oznaczać niestaranność w myśleniu. Tym niemniej wytykanie komuś w dyskusji w sieci błędów ortograficznych jest lame.
          • dala.tata Re: młoda doktorantka pomocy 17.10.10, 18:37
            czasem rzeczywiscie to wlasnie to oznacza. ale czasem oznacza, ze cie nie nauczyli porzadnie.

            co do szacunku do jezyka, nie wiem, co to jest. szacunek dla czytelnikow kojarzy mi sie glownie z czytelnoscia czy latwoscia w odbiorze - i sa takie bledy ortograficzne, ktore moga to utrudnic, sa takie, ktore nie utrudnia. zalezy.

            obawiam sie, ze jestem z autorka Verbal Hygiene. instytucjonalne reguly pisania a jedynie zabiegiem dyscyplinujacym. chcesz byc jednym z nas, pisz, jak my.
            • 83kimi Re: młoda doktorantka pomocy 21.10.10, 16:05
              Zdecydowanie studia. Po pierwsze będziesz miała dostęp do biblioteki. Po drugie będziesz miała promotora. Po trzecie będziesz się mogła starać o stypendium. Ja jestem na studiach doktoranckich i cały zeszły rok akademicki spędziłam na stypendium Erasmusa w Hiszpanii, a teraz od listopada będę na praktykach Erasmusa też w Hiszpanii. Będę mieć stypendium z mojej uczelni + drugie stypendium od firmy, w której będę pracować. Całkiem przyzwoite pieniądze. A przeróżnych stypendiów jest cała masa. Zanim wyjechałam na stypendium, normalnie pracowałam w firmie. I wreszcie - jeśli chwilowo nie będziesz nigdzie pracować albo tylko na umowę o dzieło/zlecenie, uczelnia będzie za Ciebie opłacała ZUS, a czas ten będzie się liczył do czasu pracy. Także wg mnie plusów jest całkiem sporo.
              • 83kimi Re: młoda doktorantka pomocy 21.10.10, 16:09
                Jeszcze dodam, że ja akurat jestem na dziennych studiach doktoranckich, ale to specjalnie niczego nie zmienia (poza tym, że nie płacę za studia), w czasie gdy byłam w Polsce i tak pracowałam po 8 h dziennie, więc na zajęcia typu seminarium doktoranckie umawiałam się w godzinach, gdy nie byłam w pracy, a zajęcia ze studentami prowadziłam w weekendy.
              • niewyspany77 Re: młoda doktorantka pomocy 21.10.10, 18:06
                > A przeróżnych stypendiów jest cała masa.

                Tak, od tatr do Bałtyku, pardon, od fizyki po filozofię jest stypendiów po prostu miliony. A o młodych doktorów filmy się po prostu biją!

                Naprawdę uważasz że skoro w Twojej dziedzinie (a najpewniej tylko w wąskiej specjalizacji) jest tak fajnie, to cała reszta ma podobnie?
                • 83kimi Re: młoda doktorantka pomocy 22.10.10, 21:36
                  niewyspany77 napisał:

                  > > A przeróżnych stypendiów jest cała masa.
                  >
                  > Tak, od tatr do Bałtyku, pardon, od fizyki po filozofię jest stypendiów po pros
                  > tu miliony. A o młodych doktorów filmy się po prostu biją!
                  >
                  > Naprawdę uważasz że skoro w Twojej dziedzinie (a najpewniej tylko w wąskiej spe
                  > cjalizacji) jest tak fajnie, to cała reszta ma podobnie?

                  Akurat w mojej dziedzinie (językoznawstwo) nie ma wielu stypendiów specjalistycznych, ale już sama możliwość wyjechania na rok na zwykłego Erasmusa i na rok na praktyki Erasmusa to coś. Wystarczy też zajrzeć np. tu, tu czy tu, aby się przekonać, że stypendiów jest bardzo dużo i każdy, kto chce, może znaleźć coś dla siebie.
                  Ja osobiście bardzo polecam praktyki Erasmusa, gdyż stosunkowo łatwo dostać na nie stypendium, a wiele firm wypłaca praktykantom dodatkowe stypendium, także razem ze stypendium z uczelni, ma się całkiem przyzwoitą pensję, a do tego możliwość zdobycia doświadczenie w firmie, w której dostanie pracy nie jest bardzo łatwe.
              • mirusz Re: młoda doktorantka pomocy 21.10.10, 20:27
                83kimi napisała:
                > I wreszcie - jeśli chwilowo nie będziesz nigdzie pracować albo tylko na u
                > mowę o dzieło/zlecenie, uczelnia będzie za Ciebie opłacała ZUS, a czas ten będz
                > ie się liczył do czasu pracy.

                Nie wiem, która to uczelnia opłaca ZUS za doktorantów, ale z pewnością nie każda.
                Chyba, że piszesz o przypadku pracy dla uczelni na umowę cywilną. Czas studiów wlicza się do lat przepracowanych, ale tylko gdy się obronisz...
                • niewyspana123 Re: młoda doktorantka pomocy 21.10.10, 20:34
                  zus może i opłaca uczelnia, ale tylko składkę zdrowotną, nic poza tym. Kwestia stypendiów rzeczywiście bardzo zależy od dyscypliny.
                • bumcykcyk2 ZUS doktorantów 22.10.10, 00:24
                  mirusz napisał:

                  > Czas studiów wlicza się do lat przepracowanych, ale tylko gdy się obronisz..

                  Tak było do 1999 roku (jako lata nieskładkowe). Teraz okresu studiów do niczego się nie wlicza, bo mamy system KAPITAŁOWY.

                  Doktorant jest w czarnej dupie, bo póki nie dostanie jakiegoś żałosnego etaciku po obronie, to jest zaledwie STUDENTEM. Czyli żadne składki emerytalne za niego odprowadzane NIE SĄ.

                  Jeśli nawet dorabia sobie gdziekolwiek, to ponieważ jest studentem, składek też się za niego nie odprowadza. Najczęściej ma po prostu 'twórczą' umowę o dzieło bez zus i z 50% kosztami przychodu.

                  W ten sposób taki człeczyna zaczyna swoje życie zawodowe i jakiekolwiek gromadzenie grosików na emeryturę dopiero w okolicy 30stki. O konsekwencjach czego większość dzisiejszych doktorantów boleśnie się przekona za kilkadziesiąt lat.

                  Ale co tam.... Jest byczo! Jak twierdzi Żylicz i jemu podobni...
                  • matdokt Re: ZUS doktorantów 25.10.10, 02:55
                    bumcykcyk2 napisał:

                    ...
                    > Ale co tam.... Jest byczo! Jak twierdzi Żylicz i jemu podobni...

                    no niektórym jest byczo a niektórym несовсем
                • 83kimi Re: młoda doktorantka pomocy 22.10.10, 21:38
                  Chodziło mi o składkę zdrowotną. Jest to na pewno jakiś plus. Mam np. znajomych, którzy pracują na umowę o dzieło/zlecenie i sami muszę opłacać sobie składkę. Ja natomiast przez cały czas trwania studiów o składkę nie muszę się martwić.
                  • bumcykcyk2 Re: młoda doktorantka pomocy 23.10.10, 01:20
                    No, ale zrozum, że składka zdrowotna do NFZ nie daje ci zbyt wiele, a w zasadzie nic. Jako młoda kobieta raczej nie potrzebujesz niczego więcej niż okresowe porady lekarzy specjalistów. Masz taką wielką ochotę na wystawanie o szóstej rano po numerek do państwowej przychodni? A może wierzysz w przychodnię na uczelni (w życiu nie spotkałem gorszych konowałów)? Za stówkę miesięcznie można mieć prywatny abonament do jakiegoś luxmedu czy medycyny rodzinnej (a za półtorej stówki wersję bogatszą - enel med).

                    Najważniejszym ubezpieczeniem jest ubezpieczenie emerytalne, choć mając 26 lat zwykle się tego nie dostrzega. A tego właśnie nie posiadasz i tracisz cenne lata oszczędzania. Załóż sobie przynajmniej jakiś III filar, najlepiej IKE w funduszach inwestycyjnych.

                    • 83kimi Re: młoda doktorantka pomocy 23.10.10, 09:14
                      W mojej przychodni wcale nie trzeba wstawać o 6.00 rano, aby się zarejestrować, ale mniejsza o to. Rzeczywiście korzystałam często z prywatnej służby zdrowia. Jednak państwowe ubezpieczenie zdrowotne przydaje się bardzo w jednym przypadku - gdy coś ci się stanie i musisz iść do szpitala. Niestety w Polsce prywatne szpitale nie są jeszcze bardzo dobrze rozwinięte i w poważniejszych przypadkach czasami nie ma wyjścia i trzeba się udać do państwowego szpitala. Na takie przypadki warto jednak mieć to ubezpieczenie.
                      Inną sprawą jest to, że odkąd mieszkam w Hiszpanii, korzystam z tamtejszej służby zdrowia i tam poza opieką państwową mam dostęp także do opieki prywatnej, która rzeczywiście działa super, mogę się leczyć w wielu specjalistycznych klinikach, ba, jakbym chciała, to nawet za darmo mogę się poddać in vitro (choć nie planuję) czy laserowej korekcji wzroku, także poziom tej opieki jest bardzo wysoki w porównaniu z tym, co oferują prywatne ubezpieczenia Polsce.
                      Ubezpieczenie emerytalne... chyba nie do końca doczytałeś moje wypowiedzi. Przez prawie dwa pierwsze lata studiów pracowałam normalnie na umowę o pracę, także składki emerytalne miałam odprowadzane (wtedy uczelnia nie opłacała mojej składki zdrowotnej), potem wyjechałam na stypendium i rzeczywiście chwilowo nie mam odprowadzanych składek, ale za to mogę zaoszczędzić więcej pieniędzy niż gdy pracowałam w Polsce. I tak nie wiadomo jak to będzie z tymi emeryturami, więc lepiej samemu zbierać pieniądze na starość.
                    • adept44_ltd Re: młoda doktorantka pomocy 23.10.10, 09:17
                      swoją drogą - jak zaczynałem studia doktoranckie, ubezpieczenie emerytalne było, jak kończyłem - już nie, podobno prawo nie działa wstecz...
      • dr_pitcher Re: młoda doktorantka pomocy 23.10.10, 16:54
        bumcykcyk2 napisał:

        > kurwa, dla mnie jak ktoś pisze 'świerzo' i wybiera się na studia doktoranckie,
        > to za przeproszeniem tak jakby świnia miała latać
        >

        Mnie bardzije razi to "k..."
        • flamengista mnie też 24.10.10, 20:13
          kolega jednak pojechał po bandzie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja