Edukacja w Polsce leży

18.11.10, 09:01
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8678880,Edukacja_w_Polsce_lezy__wiec_studenci_tez_sie_polozyli.html

Edukacja w Polsce leży, bo (wypowiedzi pierwszoroczniaków studiów I stopnia!):
a) stypendia są za małe, więc trzeba pracować, przez co spada jakość nauki
b) studia licencjackie są passe, kul i lajtowość zapewniają tylko jednolite 5-letnie, na 3-letnich nic się nie nauczymy i zostaniemy kiepskimi urzędnikami
c) studiowanie za darmo wszystkiego jak leci w ilości dowolnej należy się jak psu buda
d) standard to dwa kierunki, cool jest trzy, w każdym razie poniżej czterech ziomy nie okazują należnego respektu.

Ludzi porąbało. Czy oni rozumieją co to znaczy studiować? Bo ja mam wrażenie że chodzi o to, by "zaliczyć" jak najwięcej kierunków i potem szukać pracy jako mgr prawnikarcheologkulturoznawcapsycholog wymawiane jednym tchem. I dziwić się, że jest praca co najwyżej na stanowisku kiepskiego urzędnika.

Najs :D

    • tocqueville Re: Edukacja w Polsce leży 18.11.10, 09:20
      okazuje się, że edukacja to dno bo za mało płacą za naukę (250 zł najniższego stypendium) - każdy student powinien nie tylko mieć studia za darmo, ale trzeba mu jeszcze dopłacać za to, że czyta książki
      • bumcykcyk2 Re: Edukacja w Polsce leży 18.11.10, 16:08
        tocqueville napisał:

        > każdy student powinien nie tylko mieć studia
        > za darmo, ale trzeba mu jeszcze dopłacać za to, że czyta książki


        Czyta książki? Naprawdę?! Zdaje się, że coś przeoczyłem.



      • mirusz Re: Edukacja w Polsce leży 25.11.10, 18:56
        Im więcej studentów, tym poziom musi spadać, poruszamy się po prostu w lewo po krzywej Gaussa, sięgając po coraz mniej zdolnych.
        Marą i złudzeniem jest wiara, że 2 mln ludzi w Polsce, zwłaszcza w wieku produkcyjnym, jest w stanie nic nie robić - po prostu tylko "studiować" w prawdziwym słowa tego znaczeniu, nie próbując zarabiać jednocześnie, a czasem i przede wszystkim.
        Ani gospodarka nie jest w stanie sobie na to pozwolić, ani duża część z tych ludzi (bo ich nie byłoby stać na studia to raz, a dwa wszyscy wiedzą... studia studiami, ale liczy się tzw. doświadczenie, bo spora część studiów w zasadzie niewiele uczy i jest prawie do niczego w zakresie kwalifikacji, pisząc w skrócie).
    • ford.ka Re: Edukacja w Polsce leży 18.11.10, 10:58
      katowice.gazeta.pl/katowice/1,35022,8678880,Edukacja_w_Polsce_lezy__wiec_studenci_tez_sie_polozyli.html
      Jak dla mnie to te dzieciaki mądrze mówią.
      a) stypendia są za małe (nie wiedzą tylko, że można je podwyższyć, ograniczając liczbę beneficjentów),
      b) studia licencjackie to studia zawodowe (widać, że nie miałeś do czynienia z okrawaniem programu i sylabusów do nowych oczekiwań...) dające tytuł zawodowy, założonym celem jest dać zawód, realnie oceniają, że będzie to zawód urzędnika, przedmioty czysto akademickie pozostają tylko wtedy, kiedy są niezbędne do pensum profesorów, inaczej won,
      c) i d) skoro b) to szersze pojęcie może dać wyłącznie studiowanie na kilku kierunkach, a (podobnie jak stypendia) finansowanie ze strony państwa powinno iść do najlepszych.
      Fakt, oni nie rozumieją, co znaczy "studiować" i to jest nasz wielki wspólny sukces, który wiele razy już odtrąbiliśmy jako "podnoszenie wskaźnika skolaryzacji" czy jakoś tak.
      • chilly Zderzenie kapitalizmu z feudalizmem 24.11.10, 08:45
        Spodobał mi się ten komentarz internauty do artykułu:
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8708827,Magister_za_poltora_tysiaca__wypracowanie_za_piataka.html
        • flamengista magisterka za 1500 zł? 24.11.10, 09:31
          Znowu jestem przerażony nie tyle brakiem hamulców etycznych, a głupotą parających się tym procederem.

          1500 złotych - brutto, to przecież śmieszna cena. To tyle, co nic. Nawet jeśli taki rzemieślnik siądzie nad gotowymi opracowaniami, coś pozmienia, przeklei etc. - to spędzi nad taką pracą z 50 godzin. Wychodzi stawka 30 zł/godzinę brutto. Ciężkiej pracy, nie siedzenia i picia kawy, nie roznoszenia pizzy i ulotek. Do tego trzeba mieć spore umiejętności.

          A przecież teraz większość uczelni ma plagiat.pl., więc trzeba się bardziej napracować. Porządna kwerenda, oddawanie pracy etapami, korekta, zrobienie porządnych tabel i wykresów. To jest robota na minimum 150 godzin - czyli 10 zł/godzinę brutto. A w praktyce - i 2 razy tyle, więc stawka wyniesie i 5 zł za godzinę.

          Sorry, ale za taką stawkę można znaleźć lepszą robotę: wolną od dylematów moralnych i satysfakcjonującą.

          Ja się po prostu dziwię piszącym na zamówienie, że się zgadzają na tak niskie stawki. Tym bardziej, że większość z nich dorabia tymi fuchami do normalnej pensji.

          Ponieważ procederem tym zajmują się głównie nauczyciele akademiccy, podaję orientacyjne stawki do innych fuch:
          - udział jako ekspert w panelu dyskusyjnym: 400-1000 zł
          - wystąpienie z wykładem podczas szkolenia: 800-2000 zł
          - badania na zamówienie prywatnych firm: od 1500 zł w górę
          - napisanie raportu na zamówienie instytucji państwowej: od 1500 zł w górę
          Nie mówię tutaj o żadnych ekspertyzach technicznych, audytach etc. Ani o pracy w radzie nadzorczej spółki.
        • pr0fes0r Re: Zderzenie kapitalizmu z feudalizmem 24.11.10, 12:40
          "Od jednego z pracowników Uniwersytetu Warszawskiego dowiedzieliśmy się, że zdarza się podkładanie gotowych rozdziałów już na etapie pisania pracy. Zresztą także w przypadku samodzielnie napisanej pracy, obrona jest często formalnością i student zna wcześniej pytania, które padną na egzaminie. "

          Na miejscu władz UW zacząłbym szukać tego wydziału i tego pracownika, żeby zrobić z nimi porządek. Ale zważywszy na poziom anonimowości tej wypowiedzi, stawiam raczej na to, że autor stworzył sobie tego anonimowego pracownika UW i włożył w jego usta wypowiedź, która wspiera jego własną tezę. Wskazuje na to choćby stwierdzenie, że zdaniem autora "Wedle regulaminu, student systematycznie pisze pracę pod okiem promotora, a końcowa obrona ma charakter egzaminu ogólnego, na którym broni twierdzeń zawartych w pracy", podczas gdy w regulaminie studiów UW o charakterze egzaminu dyplomowego mowy nie ma. Ot, obecne polskie dziennikarstwo - najpierw teza, potem fakty, a jeśli faktów nie ma, to się je wymyśli.
          • pr0fes0r Re: Zderzenie kapitalizmu z feudalizmem 24.11.10, 12:44
            A, to jest z "Metra", gdzie ja się warsztatu dziennikarskiego doszukuję, sorry.
            • tocqueville Re: Zderzenie kapitalizmu z feudalizmem 24.11.10, 13:05
              ale "metro" robią ci sami ludzie co wyborczą, n'est-ce pas?
              • pr0fes0r Re: Zderzenie kapitalizmu z feudalizmem 24.11.10, 16:10
                Ale inaczej, nespa?

                tocqueville napisał:

                > ale "metro" robią ci sami ludzie co wyborczą, n'est-ce pas?
    • flamengista częściowo mają rację 24.11.10, 09:13
      Proces boloński z jednej strony uelastycznił studiowanie, dając możliwość szybkiego ich ukończenia i zmiany kierunku na SUM.

      Ale przez te 3 lata naprawdę niewiele da się zrobić! Studenci przychodzą na uczelnię ze sporymi brakami w wykształceniu. Tyle że to nic nowego. Tak było i wcześniej. U nas jak studiowałem wszyscy dostawali się na 1 rok, gdzie był ten sam program dla wszystkich. Podstawowy kurs z matematyki (roczny), mikroekonomii (roczny) i innych kursów "wyrównawczych". Dopiero po roku wybierało się kierunek studiów.

      Teraz takiego 1 roku na "rozruch" i nadrobienie braków nie ma. W efekcie trzeba rezygnować z ambitniejszych, monograficznych kursów na 1 poziomie. Po prostu nie mają one sensu.

      Z drugiej strony SUM trwa zaledwie 2 lata, z czego specjalność - rok. To już jest zupełny kosmos. Nie ma czasu, by poznać studentów, nie ma czasu by popracować solidnie na seminarium. A studenci przychodzą słabsi, niż na 1 poziomie.
      • tocqueville Re: częściowo mają rację 24.11.10, 09:35
        zaskakuje mnie, że twoje obserwacje dot. studentów są tak często zbieżne z moimi
        odnoszę wrażenie, nie wiem na ile słuszne że przychodzi od nas podobny profil maturzystów,
        u nas podstawą jest jednak tzw. przeciętna większość- najlepsi wybierają elitarne kierunki na uniwerkach, najsłabsi idą do cienkich szkółek niepublicznych tudzież do słabych pwsz (gdzie za niskie czesne dostają łatwo dyplom, u nas jednak nie jest tak prosto)


      • pfg Re: częściowo mają rację 24.11.10, 13:14
        flamengista napisał:

        > Proces boloński z jednej strony uelastycznił studiowanie

        Proces boloński upupił studiowanie.
        • whiteskies Re: częściowo mają rację 24.11.10, 13:45
          .... a przynajmniej znacznie je utrudnił....
          Ja z nadzieja (ale i niepokojem) czekam na nowa ustawę, która pozwoli zrezygnować z tych idiotycznych minimów programowych i być może pozwolić ułożyć program i wymagania studiów tak, żeby co bardziej ambitnym studentom dać możliwość wyboru:
          - być podmiotem procesu edukowania na poziomie licencjata;
          - studiować.
          • tocqueville Re: częściowo mają rację 24.11.10, 13:50
            ale co da zniesienie minimów programowych dla tych mniej ambitnych studentów?
            wybiorą sobie łatwe przedmioty i pobłażliwych wykładowców i wyjdą z uczelni jest gorsi niż dzisiaj
            wolny wybór sprawdza się w przypadku świadomych, mądrych, ambitnych studentów - ile % stanowią w ogólnej masie?

            • kaguya1982 Re: częściowo mają rację 24.11.10, 16:36
              W stanach to dziala jakos.

              Mozesz sobie samodzielnie ustawic program studiow. Ale jezeli chcesz BS z konkretnego kierunku to musisz przerobic konkretne kursy (liste ustalaja profesorowie tego konkretnego kierunku). I ten system dziala i dla przecietnych i swietnych.
            • whiteskies Re: częściowo mają rację 24.11.10, 21:03
              Nie zrozumiales mnie. To o czym pisze ma sie nijak do kiepskiego studenta, on i tak bedzie musial nauczyc sie tego co przewiduje taki czy inny program. Ja pije do PFG, ze mam nadzieje ze nam sie uda dla niektorych przywrocic pojecie studiowania, a nie po prostu uczestnictwa w procesie dydaktycznym....
        • flamengista popatrz na to z innej strony 24.11.10, 19:43
          Znajoma właśnie zaprosiła nas na magisterskie piwo. 10 lat po rozpoczęciu studiów. Na ostatnim roku dostała super-pracę i nijak nie zdołała się obronić. Dopiero teraz znalazła chwilę czasu, by uzupełnić narosłe różnice programowe i napisać pracę.

          Gdyby miała wtedy studia 3+2, zostałaby z jakimś dyplomem. A ten dyplom potrzebny jest jej tylko do kolejnego awansu zawodowego. Licencjat w zupełności by wystarczył.
          • charioteer1 Re: popatrz na to z innej strony 24.11.10, 19:54
            Mam studenta w identycznej sytuacji. Skonczyl studia kilkanascie lat temu, ale nie napisal pracy. Jemu jest potrzebny jakikolwiek dyplom.
    • sosjolozka Re: Edukacja w Polsce leży 24.11.10, 09:24
      spoko, nauczanie w polsce często też ma żenujący poziom i żadnego sensu. nic dziwnego, że studenci się dostosowują.
      • matdokt Re: Edukacja w Polsce leży 24.11.10, 11:27
        sosjolozka napisała:

        > spoko, nauczanie w polsce często też ma żenujący poziom i żadnego sensu. nic dz
        > iwnego, że studenci się dostosowują.

        cóż za rzeczowa i poparta argumentami wypowiedź! jestem pod głębokim wrażeniem

        zastanawiam się a gdzie na świecie nauczanie nie ma żenującego poziomu?
        może w UK? akurat miałem okazję poznać niektóre czołowe angielskie uniwersytety, podam tylko, że studia tam kończy około 85-95% osób które je zaczęło, za rok nauki płaci się teraz między 3000 a 4000 GBP w naukach ścisłych dla obywateli UE (około 12 000 dla innych) oraz większość studentów z UK ma pożyczki na finansowanie studiów, które się spłaca po studiach gdy roczne dochody brutto przekroczą około 21000gbp,
        różnica miedzy Polską a UK jest może taka, że z powodu drogich studiów studentom zależy może bardziej na studiach i liczą na b. dobrze płatną pracę po, ale to nie ma nic wspólnego z ich poziomem, które tez nie jest za wysoki,
        ale z kolei jest dużo środków dla naukowców na robienie nauki
        • sosjolozka Re: Edukacja w Polsce leży 24.11.10, 11:54
          > cóż za rzeczowa i poparta argumentami wypowiedź! jestem pod głębokim wrażeniem

          sądzisz, że cała teza tego wątku, dająca się streścić w: "studenci to idioci nie rozumiejący istoty studiowania. z takimi ludźmi nie da się pracować", czyli, jakby na to nie patrzeć motyw przewijający się na tym forum regularnie, jest rzeczowy?

          studiowałam na kilku kierunkach w pl i za granicą. w pl na jednym z najlepszych uniwersytetów, studia dzienne. udało mi się znaleźć jeden świetnie zorganizowany wydział, na którym wykładowcy wymagali, ale:
          - wymagania byly jasne,
          - nie opuszczali za często zajęć,
          - tylko doktoranci mający o czymkolwiek pojęcie prowadzili zajęcia,
          - dyżury regularnie się odbywały
          - ogólnie, ogromna większość wykładowców była przez większość czasu dobrze przygotowana do zajęć

          nie spotkałam na tym kierunku studentów, którzy nie wiedzieliby po co tam są.

          pozostałe dwa wydziały to była absolutna strata czasu.

          i nie chodzi o pojedyncze zajęcia, tylko o lwią ich część. podejście (czasami nawet wyrażone wprost przez magistrów): "jesteście kretynami, nie będę z wami rozmawiał, ostatnie pół godziny zajęć wam podaruję, aha za tydzień zajęć nie mam, mam konferencję". ogólne olewactwo, niemożliwość spotkania wykładowców w trakcie duty hours, bo odwołali tuż przed, "strarsi wykładowcy", którzy rozwijać przestali się 10 lat wcześniej i nie tylko nie uczyli, ale również wprowadzali nas w błąd. poznałam tam mnóstwo osób z nastawieniem: byle do magisterki. ba, sama takie miałam.

          za granicą, na uczelniach, na których studiowałam było znacznie lepiej. nie będę opowiadała gdzie i jak bo niekoniecznie chcę żeby ktoś mnie rozpoznał.
          • sosjolozka Re: Edukacja w Polsce leży 24.11.10, 12:06
            do opisu tych dwóch gorszym polskich wydziałów dodałabym:

            - cały wydział był ze sobą spokrewniony :) wykładali tam mąż, żona (co jeszcze można zaakceptować, może poznali się w pracy...), ale również ojcowie, córki na przykład, zięciowie :)

            - instytucja tzw. "wpisu w indeksie" z koniecznością przyjazdu czasami z drugiego końca polski między semestrami "po wpis"

            - konieczność pisania "podania" o każdą najzwyklepszą duperelę :) czekanie na rozpatrzenie dupereli tygodniami.

            mów co chcesz, ja za granicą z czymś takim naprawdę się nie spotkałam.
            • tocqueville Re: Edukacja w Polsce leży 24.11.10, 12:43
              muszę się zgodzić ze idea wpisu do indeksu jest denerwująca
              mnie się już zdarzyło wpisywać oceny np. w hipermarkecie (po wcześniejszym umówieniu) x: "panie drze mam wielką prośbę muszę mieć wpis przyjechałem z drugiego końca Polski" ja na to: "ale mnie nie ma na uczelni" x: "jestem gotowy podjechać gdziekolwiek"... ja; "no to proszę podjechać..." akurat studenta pamiętałem, bo nieczęsto u mnie zdarza sie dostac 5 z egzaminu :)
          • matdokt Re: Edukacja w Polsce leży 24.11.10, 22:25
            sosjolozka napisała:

            > sądzisz, że cała teza tego wątku, dająca się streścić w: "studenci to idioci ni
            > e rozumiejący istoty studiowania. z takimi ludźmi nie da się pracować", czyli,
            > jakby na to nie patrzeć motyw przewijający się na tym forum regularnie, jest rz
            > eczowy?

            rzeczowość nie odnosi się do tezy, tylko do argumentów które je popierają, te mogą być rzeczowe lub nie

            > studiowałam na kilku kierunkach w pl i za granicą. w pl na jednym z najlepszych
            > uniwersytetów, studia dzienne. udało mi się znaleźć jeden świetnie zorganizowa
            > ny wydział, na którym wykładowcy wymagali, ale:

            nie rozumiem tego "ale", mimo wszystko dobrze że nie twierdzisz że cała polska edukacja to dno

            > za granicą, na uczelniach, na których studiowałam było znacznie lepiej. nie będ
            > ę opowiadała gdzie i jak bo niekoniecznie chcę żeby ktoś mnie rozpoznał.

            naprawdę sadzisz, że wszyscy tylko czyhają aby poznać kto się kryję pod tajemniczym nickem "sosjolozka" ?
            • eeela Re: Edukacja w Polsce leży 24.11.10, 23:20

              > naprawdę sadzisz, że wszyscy tylko czyhają aby poznać kto się kryję pod tajemni
              > czym nickem "sosjolozka" ?

              Wszyscy nie, ale oszołomy się zdarzają ;-)
              • chilly A może tutaj jest wyjaśnienie? 25.11.10, 14:57
                gazetapraca.pl/gazetapraca/1,103345,8710459,Place_dwudziestolatkow.html
                • flamengista słabe to wyjaśnienie 25.11.10, 15:59
                  z ciekawości wypełniłem ankietę.

                  To ankieta internetowa, którą wypełnia tylko ten co ma na to ochotę. Więc nie jest w pełni reprezentatywna. Wypełniają ją statystycznie rzecz biorąc ludzie lepiej wykształceni, lepiej zarabiający, mieszkańcy dużych miast.

                  Więc wyniki są dość zaskakujące. 20-29 latkowie zarabiają średnio w okolicach tzw. średniej krajowej.

                  Problem w tym, że ci którzy zarabiają 2000 brutto i mniej na ogół o tym badaniu w ogóle nie usłyszeli.

                  Swoją drogą - czyżbyś sugerował, że nasi studenci mają tak wspaniałe zarobki, że studia im są do niczego niepotrzebne;)
                  • chilly Re: słabe to wyjaśnienie 25.11.10, 21:00
                    Nie, chodziło mi o zdanie:
                    "Wśród najniżej opłacanych branż znalazły się nauka i szkolnictwo (2 000 PLN), kultura i sztuka (2 200 PLN), służba zdrowia (2 300 PLN) i sektor publiczny (2 350 PLN)".
                    Ono tłumaczy (niemal) wszystko. Po pierwsze - nie mamy armat.
                    • chilly Re: słabe to wyjaśnienie 25.11.10, 21:23
                      Dorzuciłbym jeszcze akapit:
                      Jeżeli rząd zwiększa wynagrodzenia nauczycielom szkół - od podstawowych do średnich - to powinien też zwiększyć płace nauczycielom akademickim. Dla porównania kwota bazowa nauczycieli od września tego roku wynosi 2446 zł, natomiast kwota bazowa dla pracowników uczelni to 1873 zł. I kwota ta nie zmienia się od trzech lat - powiedział przewodniczący Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki ZNP Janusz Rak.
                      wiadomosci.onet.pl/kraj/reforma-szkolnictwa-wyzszego-budzi-emocje,1,3795431,wiadomosc.html
                      • chilly Re: słabe to wyjaśnienie 03.12.10, 08:50
                        A jednym z przejawów tego jest kupowanie prac. Maturalnych, dyplomowych, magisterskich ... Az strach wyliczać dalej. Ale to coś świeżego:
                        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8757554,Aplikant_zaplacil_za_napisanie_wyroku__Sedzia_wpadla.html
                        • flamengista przecież to naturalna konsekwencja 03.12.10, 20:15
                          skoro toleruje się powszechnie ściąganie, plagiatowanie i kupowanie prac dyplomowych, to pękają kolejne granice przyzwoitości.

                          Niestety, jest tylko jedna metoda, sprawdzona w NY przez Giulianiego. Zero tolerancji.
                      • ford.ka Re: słabe to wyjaśnienie 06.12.10, 00:14
                        "Studenci będą mieli możliwość publicznej obrony pracy dyplomowej, na wniosek studenta będą ujawniane recenzje jego prac."

                        Ten kto to wymyślił, nie ma pojęcia, co to znaczy mieć co roku co najmniej 250 kończących studentów (lic i mgr) i nie słyszał o USOSie i APD, gdzie recenzje są jak najbardziej widoczne dla zainteresowanych. Ciekawe, skąd wziąć sale na zabawe w publiczne obrony licencjatów?
    • flamengista system promujacy zdolnych debili 05.12.10, 22:32
      wpolityce.pl/view/4544/_Stworzono_system_promujacy_zdolnych_debili__Uczyc_sie_trzeba_coraz_mniej__A_przede_wszystkim_nalezy_unikac_samodzielnosci_.html
      Ciekawy artykuł i ciekawy termin...

      CytatKim jest zdolny debil? To ktoś, kto ma wystarczająco dużo zdolności i samozaparcia, żeby wykuć i przyswoić sobie narzucony system pojęć, a jednocześnie nie przejawia żadnych skłonności do samodzielnego myślenia.
      • niewyspany77 Re: system promujacy zdolnych debili 05.12.10, 23:13
        Autor generalnie ma rację, jednak w pewnym momencie bredzi.

        "Wynika z nich, że polskie szkoły nie radzą sobie z dwoma rodzajami uczniów: najzdolniejszymi i najmniej zdolnymi."

        Szanowny autor mógłby czasem pogadać z jakimś nauczycielem nt tego, co on ma zrobić na lekcji oraz kto o tym decyduje. Ach, zapomniałbym. Warto by było pogadać, z kim ten nauczyciel ma pracować.
        • adept44_ltd Re: system promujacy zdolnych debili 06.12.10, 00:04
          no ale radzę sobie?
          • niewyspany77 Re: system promujacy zdolnych debili 06.12.10, 06:32
            No, ale to jest 'per rectum ad astra', albo przynajmniej okolice ;)
        • eeela Re: system promujacy zdolnych debili 06.12.10, 12:07

          > Autor generalnie ma rację, jednak w pewnym momencie bredzi.
          >
          > "Wynika z nich, że polskie szkoły nie radzą sobie z dwoma rodzajami uczniów: na
          > jzdolniejszymi i najmniej zdolnymi."
          >
          > Szanowny autor mógłby czasem pogadać z jakimś nauczycielem nt tego, co on ma zr
          > obić na lekcji oraz kto o tym decyduje. Ach, zapomniałbym. Warto by było pogada
          > ć, z kim ten nauczyciel ma pracować.


          Ale autor nie pisze, że to jest wina nauczycieli, tylko systemu. Tak mi sie wydaje.

          Nauczyciele różni są, to prawda - znam takich, którzy nadawaliby się bardziej do kamieniołomów, i takich, którzy dokonują cudów. Ale pewnych rozwiązań systemowych sie nie przeskoczy - na przykład wspomnianej w artykule matury. Moja siostra długo miała problemy z nauczeniem się, jak rozwiązywac testy maturalne z języka polskiego, bo choć udzielała poprawnych odpowiedzi, to te odpowiedzi nie znajdowały sie w kluczu - w wyniku czego nie dostawała za poprawne odpowiedzi żadnych punktów. Sztukę rozwiązywania testów maturalnych udało jej się w końcu opanować - kosztem pracy, czasu i wysiłku, zmarnowanych na tę konkretną umiejętność, która jej sie do niczego już w życiu nie przyda, bo testy te wypełnia się (zazwyczaj) na jednym egzaminie w życiu. Większych szkód jej to chyba nie wyrządziło - nie zauważyłam, żeby od tego zaczęła sztampowo myśleć albo znielubiła czytanie - ale czynność sama w sobie była po prostu bzdurna.
          • niewyspany77 Re: system promujacy zdolnych debili 06.12.10, 18:21
            Napisałem, że ma rację (choć dla mnie to oklepana sprawa, ile razy można czytać o tym samym?).

            Natomiast wskazałem wyraźnie, w którym momencie autorowi się poryćkało. Otóż szkoła jak najbardziej radzi sobie z najmniej zdolnymi, natomiast najbardziej zdolni sam sobie ze szkołą radzą ;)
            • eeela Re: system promujacy zdolnych debili 06.12.10, 19:02
              Otóż sz
              > koła jak najbardziej radzi sobie z najmniej zdolnymi, natomiast najbardziej zdo
              > lni sam sobie ze szkołą radzą ;)

              A to prawda, zgadzam się :-)
      • tocqueville Re: system promujacy zdolnych debili 06.12.10, 16:21

        I to powinien być jeden z najważniejszych postulatów środowisk konserwatywnych w Polsce. Nie będzie polskiego konserwatyzmu, dopóki mury szkoły będą opuszczać przykrojone na jedną miarę produkty.

        trochę dziwna teza bowiem konserwatywna ideologia edukacyjna właśnie jest uniformizacyjna i adaptacyjna - konserwatyści zaczynają przyjmować język liberałów? (indywidualistyczno emancypacyjny?)
        • chilly Re: system promujacy zdolnych debili 15.12.10, 22:49
          www.polityka.pl/kraj/analizy/1510888,1,polski-college.read
          • bumcykcyk2 Diagnoza 16.12.10, 01:06
            Na początku lat 90.tych "walczyło" się z bezrobociem wysyłając masowo zdrowych ludzi na renty inwalidzkie, a dziś "walczy się" z kompletnym brakiem pomysłów na kształcenie zawodowe, wysyłaniem całych roczników młodzieży na humanistyczne pseudo-studia.

            To jest zamiatanie problemu pod dywan. Obiektywnie rzecz ujmując, proces kształcenia w moim przypadku wygląda tak, że kompletnych debili nauczam kompletnych głupot. Bo przekazywana im wiedza nigdy nie przełoży się na wykonywaną przez nich pracę. To są ludzie z working class, tępi i ograniczeni, kompletnie nie nadający się do studiowania. Można ich przyuczyć do najprostszego fakturowania, albo do zawodu kierowcy dostawczaka, ale nigdy przenigdy do pracy umysłowej. Obecność 80-90% płatnych studentów na uczelni to farsa.

            Ps. Najgorsze dno to płatne studia dzienne na uczelni prywatnej. Najmądrzejsza studentka jaką ostatnio miałem to luksusowa kurwa obsługująca cudzoziemców na krótkich pobytach w stolicy. Zna życie, a i na parę abstrakcyjnych tematów była w stanie pogadać. Jednym słowem - prawdziwa gwiazda ;-)
            • chilly Są pieniądze! 22.12.10, 09:30
              Będzie lepiej:
              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8854702,Powstana_kolejne_instytucje_w_MEN___Pomoga_w_dzialaniach.html
          • flamengista bzdury 22.12.10, 13:35
            CytatJeśli porównamy polskie wydatki na badania naukowe z budżetami czołowych uczelni badawczych na świecie, trudno marzyć o szybkim wprowadzeniu polskiej uczelni do pierwszej setki rankingu szanghajskiego. Za nieduże pieniądze można jednak stworzyć polski Claremont.

            Co to znaczy - za nieduże pieniądze?

            Rozumiem, że chodzi o jeżdżenie na wrotkach i przesiadywanie w pobliskim barze. Tu muszę Pana Profesora uspokoić - u nas już tak jest:) W kafejkach wokół uczelni studenci mogą nas spotkać, ba - przysiąść się do stolika jeśli tylko zechcą. Na wrotkach nie jeździmy, ale na rowerze - i owszem. Jeden mój kolega-asystent jeździ na chopperze, więc też jest cool.

            A na poważnie: wybudowanie porządnego kompleksu dydaktyczno-sportowego, z:
            - supernowoczesną biblioteką
            - salami dydaktycznymi wyposażonymi w najnowocześniejszą technikę
            - szybkim wifi dla wszystkich na kampusie
            - basenem
            - boiskami do tenisa, squasha, piłki nożnej, koszykówki
            - klubów studenckich
            A także finansowanie:
            - kółek zainteresowań
            - stowarzyszeń studenckich
            - sekcji sportowych biorących udział w semi-profesjonalnych rozgrywkach
            - opłacenie instruktorów/opiekunów do tychże sekcji
            kosztuje krocie. Dziesiątki milionów dolarów, co rok. W uniwersytecie stanowym, w którym byłem w tym roku na stażu - który de facto jest takim collegem (tyle że też magistrów kształcą, ale już nie doktorów - typowy teaching university) sama biblioteka ma kosztować 100 mln USD.

            Nie mówiąc o nowym stadionie dla futbolistów, piłkarek (które właśnie zdobyły mistrzostwo II dywizji) etc.

            Sam trener sekcji futbolowej zarabia ponad 100 tys. USD i ma do pomocy 6 asystentów.

            O czym my w ogóle mówimy?
            • chilly Najzdolniejsi zawsze sobie poradzą! 13.01.11, 16:46
              deser.pl/deser/1,97052,8940545,Zawodowy_bilardzista_,,ga,,2.html
Pełna wersja