Dodaj do ulubionych

co z tą habilitacją?

19.11.10, 21:43
wyłączyłem się na jakiś czas z obiegu reformatorskiego i nie wiem na czym stoimy
co z tą habilitacją? są jakieś poprawki do projektu? jaka wersja ma być przeforsowana? kiedy?
już nie trzeba książki? tylko dorobek?
z tej książki którą piszę (w trudzie i znoju) mógłbym wykroić z 6-7 artykułów po 9 pkt. to by mi się liczyło chyba bardziej niż monografia :)

Obserwuj wątek
    • ford.ka Re: co z tą habilitacją? 19.11.10, 23:43
      Wykrawaj i publikuj, potem napiszesz we wstępie "część rozdziałów niniejszej książki ukazała się już w formie artykułów we wcześniejszej i bardziej skrótowej formie, ale od początku zamierzone były jako część planowanej całości". To cytat dosłowny z pewnej (obronionej) habilitacji.
      • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 01:12
        Nie radze. Jak cie recenzent bedzie chcial pograzyc, to napisze, ze rozprawa jest slaba, a dorobek praktycznie nieistniejacy, poniewaz wieksza czesc rozprawy zostala wczesniej opublikowana w formie artykulow.
          • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 11:11
            co jednak nie znaczy, ze to niemozliwe. jednak rowniez od decyzji habilitacyjnej mozna sie odwolac, a takie odwolania osiagaja sukces.

            adept44_ltd napisał:

            > no chyba, że obok tego będzie miał spory dorobek, wtedy recenzentowi będzie tru
            > dno tak napisać...
          • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 11:22
            Ale tocq chce publikowac wszystko dwa razy. Takie habilitacje sa najczesciej uwalane na poziomie rady wydzialu, bez powolywania recenzentow. 6-7 tekstow opublikowanych przed wydaniem rozprawy to jest habilitacja a la Migalski.
              • flamengista moim zdaniem 20.11.10, 17:44
                to nic nie da. Książka to zawsze książka, szczególnie dla tych co będą decydować o twojej habilitacji.

                Po doktoracie kilku przyjaznych mi profesorów powiedziało dokładnie to samo: niech Pan teraz pracuje naukowo i myśli o pisaniu habilitacji. Zmiany zmianami, ale i tak skończy się w ten sposób, że książkę trzeba będzie napisać.

                Naprawdę nie mieli powodów, by mnie robić w konia. I myślę, że mogą mieć rację.

                7 artykułów zrobiłoby różnicę, gdyby wszystkie wylądowały w solidnych zagranicznych journalach.
      • flamengista albo inaczej 20.11.10, 17:46
        ta druga furtka - habilitacja za dorobek - będzie tak trudna, że tylko niewielki % aplikujących się przeciśnie. Postawią kosmiczne warunki, skorzystają tylko ci którzy mają imponujący dorobek w czasopismach o skali międzynarodowej.

        A umówmy się - to zdecydowana mniejszość.
        • dala.tata Re: albo inaczej 20.11.10, 20:03
          to jest ciekawa teza: ksiazka habilitacyjna jako pojscie na latwizne. Kolega fla ciekawie odwrocil to, co powiedzialem wczesniej. porzadna habilitacja z dorobku bedzie wymagala miedzynarodowego dorobku tak, zeby nikt nie mial cienia watpliwosci.

          choc omawiany przypadek przeczylby jednak temu....


          flamengista napisał:

          > ta druga furtka - habilitacja za dorobek - będzie tak trudna, że tylko niewielk
          > i % aplikujących się przeciśnie. Postawią kosmiczne warunki, skorzystają tylko
          > ci którzy mają imponujący dorobek w czasopismach o skali międzynarodowej.
          >
          > A umówmy się - to zdecydowana mniejszość.
    • pfg Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 09:18
      Sytuacja prawna jest bez zmian. Projekt w wersji, którą omawiałem tutaj, trafił do Sejmu, ale jakie będą jego dalsze losy, nie wiadomo. Na sejmowym wysłuchaniu publicznym nawet przedstawiciel CK krytykował proponowane przepisy dotyczące habilitacji. Projekt jest, IMHO, beznadziejny, ale to nie ma znaczenia. Chario ma rację: teraz też nie ma ustawowego obowiązku pisania książki, ale w niektórych dyscyplinach taki obowiązek de facto istnieje. Nie widać powodów, aby to się miało zmienić. Habilitacja dalej będzie nadawana na podstawie "znaczącego osiągnięcia naukowego", przy czym przepis
      Cytat
      Osiągnięcie, o którym mowa w ust. 1, może stanowic:
      1) dzieło opublikowane w całości lub w zasadniczej części, albo jednotematyczny cykl publikacji
      2) ...

      (str. 99 projektu) pozostaje.
      • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 11:09
        jednak trudno przeiwdywac, co by sie stalo, gdyby psycholog majacy serie tekstow w czasopismach takich jak JPSP, chcial na jej podstawie zrobic habilitacje. ja bym stawial na to, ze zrobi, aczkolwiek pewnosci nie mam.

        Problemem w humanistyce/naukach spolecznych jest to ze jest bardzo malo ludzi, ktorzy potrafia pokazac wybitny dorobek miedzynarodowy plus serie artykulow jako habilitacje. mowimy bowiem o, powiedzmy, 20 (25 zeby bylo na pewno) artykulach na LF w ciagu, powiedzmy, 6-8 lat. to jest duzo i takich humniastow/spolecznych jest malo, rowniez wsrdo psychologow)

        obowiazek, o ktorym mowi chario, a ty powtarzasz, jest wiec raczej wynikiem tego, ze rady nie widza takich cv, ktore by sie nadawaly do tego typu przewodu. nie chce powiedziec, ze byloby inaczej, gdyby tacy ludzie byli, jednak nie wykluczalbym tego.
        • zoltakuleczka Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 15:33
          Cytatmowimy bowiem o, powiedzmy, 20 (25 zeby bylo na pewno) artykulach na LF w ciagu, powiedzmy, 6-8 lat
          hahahahaha
          a rzeczywistość wygląda mniej więcej tak:
          Habilitacja z dorobku

          Czyli w naukach społecznych można się habilitować bez książki, z tzw. "dorobku" (cudzysłów w pełni zamierzony) ;)
          • tocqueville Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 16:37
            to jedyny artykuł który znalazłem w bazie art. czasopism
            Prywatyzacja majątku narodowego jako instrument transformacji ustrojowej //Problemy Humanistyki .-Z. 6 .-(2000) s. 75-81
            pozostałe to "rozdziały" w konfe... przepraszam w monografiach ?:) srednia długość 7-8 stron

            ee, to chyba nie będzie źle :)
            • zoltakuleczka Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 17:51
              Anglojęzyczna perełka w tym cyklu publikacji jest do pobrania sh.diva-portal.org/smash/get/diva2:16095/FULLTEXT01
              Polecam szczególnie zajrzenie w bibliografię po artykule/rozdziale.

              Praktycznie cała reszta to rozdzialiki w czymś w TYM stylu. I można? Można ;)
                • zoltakuleczka Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 19:28
                  Nie trafiłeś :) Nic przeciwko facetowi nie mam osobiście. Może trochę przesadziłem z sarkazmem i dlatego można odnieść takie wrażenie.

                  Przykład rzuciłem bardziej jako taką przyrodniczą ciekawostkę. Zresztą dlatego pominąłem kontekst sprawy, który - jak sądzę - nieco kolegę W. usprawiedliwia. A poza tym, moim zdaniem, to bardziej powód do wstydu dla recenzentów niż dla beneficjenta.
                  • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 19:48
                    Nie znam ani kolegi W., ani kontekstu sprawy, ale tak sobie mysle, ze jakis musial byc, przynajmniej sadzac po innych dokonaniach kolegi na polu nauki. I tak sobie mysle, ze jezeli uwazamy, ze ktos bylby fajnym profesorem-dyrektorem-recenzentem-skarbnikiem-czlonkiem, to go zrobmy profesorem-recenzentem-dyrektorem-skarbnikiem-czlonkiem i przestanmy udawac, ze te trzy literki przed nazwiskiem cokolwiek w tej kwestii zmieniaja. W koncu to o nas swiadczy, kogo zrobimy profesorem-dyrektorem, etc.
                  • lechken1 Re: co z tą habilitacją? 20.11.10, 19:59
                    Moment, chyba członkowie Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów znają wymagania stawiane w procedurze habilitacyjnej, a jeden z recenzentow Konstanty Adam Wojtaszczyk jest członkiem Komisji
              • flamengista można 20.11.10, 18:10
                ale trzeba mieć plecy. Jeśli ich nie masz, standardy są jednak troszkę wyższe.

                Ale muszę powiedzieć, że ten rozdzialik jest piękny. Powoływanie się na artykuły z Wprost i Gazety Wyborczej jako główne źródła. I dane CBOS cytowane za Wyborczą. Wreszcie tytuł w typowej anglopolszczyźnie.
                • zoltakuleczka Re: można 20.11.10, 19:31
                  ano trzeba...
                  Generalnie: albo masz plecy, albo masz książkę ;) Z tego co się ostatnio orientowałem, to standardem-minimum w tej działce jest książka + 20 artykułów przy rozpoczynaniu procedury. Artykuły winny mieć od 10 stron w górę, w ich jakość/oryginalność/miejsce publikacji raczej się nie wnika.
                    • zoltakuleczka Re: CO TO JEST KSIĄŻKA? 20.11.10, 22:07

                      Na pewno powyżej 6 arkuszy, bo poniżej to nawet nie spełnia kryterium monografii badawczej (wg regulacji będących podstawą parametryzacji). A ile powyżej? A to już zależy nie tylko od dyscypliny, ale i subdyscypliny. Np. w tej politologii: jakby pisać z metodologii to może być i poniżej 10 arkuszy, a jak np. ze stosunków międzynarodowych to standardem będzie jakieś 300-400+ stron. A czasem zdarza się na przykład TAKIE COŚ.
                      • flamengista jeśli chodzi o objętość, to 21.11.10, 09:38
                        Na ogół zachęca się naszych pracowników do publikowania rozprawy habilitacyjnej w naszym wydawnictwie (nie jest to bezwzględny obowiązek, ale wydanie w zewnętrznym wydawnictwie wymaga sporo zachodu i załatwiania).

                        A w naszym wydawnictwie są limity spowodowane ograniczeniami finansowymi - w rezultacie żadna rozprawa nie przekracza 300 stron.

                        Moim zdaniem rozprawa habilitacyjna z ekonomii na 250-300 stron jest zupełnie ok. Oczywiście najważniejsza jest wartość merytoryczna, ale nie ma sensu produkować 500-600 stronicowych cegieł...
                        • flamengista PS 21.11.10, 09:39
                          Jakiś czas temu jeden z naszych profesorów dostał do recenzji pracę doktorską. Objętość: ok. 700 stron właściwej pracy + 500 stronicowy aneks;)
                        • dala.tata Re: jeśli chodzi o objętość, to 21.11.10, 13:04
                          niezwykle. jeszcze nigdy nie napisalem ksiazki, ktora mialaby 250 stron. dobrze ze nie jestem ekonomista, bo bym przepadl z kretesem.

                          flamengista napisał:

                          > Moim zdaniem rozprawa habilitacyjna z ekonomii na 250-300 stron jest zupełnie o
                          > k. Oczywiście najważniejsza jest wartość merytoryczna, ale nie ma sensu produko
                          > wać 500-600 stronicowych cegieł...
                          • chilly Re: jeśli chodzi o objętość, to 21.11.10, 18:54
                            Jak kiedyś już wspominałem na tym forum, Rosjanie podeszli do problemu (co prawda dysertacji, nie książki) bardziej racjonalnie. A to dlatego, że recenzenci - zmuszani do czytania 700-stronicowych cegieł (jak, nie przymierzając, praca mgr. Zyzaka) - po zarządzeniu im kapitalizmu i możiwości/konieczności pracy na kilku etatach w końcu się zbiesili. W końcu więc ichnia CKK zarządziła co następuje:
                            rozprawa doktorska - do 150 stron,
                            dysertacja habilitacyjna - do 250 stron.
                            W naukach społecznych i humanistycznych dopuszcza się możliwość przekroczenia limitu o max 20%, co daje, odpowiednio, 180 lub 300 stron. Jednak uczeni rosyjscy i na to znaleźli sposób - część pracy można wtopić w aneksy.
                            Reformatorzy z MNiSzw - uczcie się od najlepszych!
                    • dala.tata Re: CO TO JEST KSIĄŻKA? 20.11.10, 23:16
                      prosze uprzejmie:ksiazka jaka jest, kazdy widzi

                      swoja drgoa, tylko w PL mozna odbyc dyskusje na temat tego, czym jest ksiazka.


                      tocqueville napisał:

                      > czy można prosić o definicję książki?
                      > ile musi mieć stron, zeby można było dzieło nazwać ksiażką?
                      >
                      > 30? 90? 150? 300?
                          • adept44_ltd Re: CO TO JEST KSIĄŻKA? 20.11.10, 23:42
                            no, i bez pozostałych kropli... przyznam, że opanowuje mnie bezradność, jak znajduję definicję artykułu i książki - przez ilość... zwłaszcza, że pierwsze seminaria zaczynam od stwierdzenia, że nie ma limitu stron... chciałbym poznać osobiście tego, kto wymyślił taki idiotyzm
                            • dala.tata Re: CO TO JEST KSIĄŻKA? 20.11.10, 23:47
                              nie wiem. choc ja daje limity na zajeciach, glownie po to, zeby nie czytac wiecej durnot.

                              al emam jescze dwie definicje ksiazki:

                              ksiazka to to, co wydaja wydawcy ksiazek.
                              ksiazka to to, co ludzie uznaja za ksiazke.

                              ksiazka jako tekst zaczynajacy sie od ilus tam arkuszy (umyka mi definicja arkuszu) jest bez sensu. jescze bardziej bez sensu jest wymaganie ksiazki o konkretne dlugosci na hbailitacje. ksiazka powinna miec tyle stron, ile stron wymaga powiedzenie tego, co autor ma do powiedzenia. nie wiecej i nie mneij.
                • matdokt Re: można 20.11.10, 21:43
                  flamengista napisał:

                  > czą. Wreszcie tytuł w typowej anglopolszczyźnie.

                  to mi akurat nie przeszkadza (dopóki jest zrozumiałe dla wszystkich), sam pisze w anglosłowiańszczyźnie,
                  znam wielu francuzów, którzy swoje największe osiągniecią (w topowych czasopismach) piszą po francusku
            • charioteer1 Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 19:47
              O dorobku naukowca stanowi spis publikacji i nic poza tym. Nazwiska naukowcow sa jawne i dostepne w internecie nawet po smierci:
              nauka-polska.pl/shtml/raporty/raporty_ludzie.shtml
              Obrzydliwe, wiem, ale to juz taki zawod. Kazdy sobie moze ocenic, jak mu sie podoba. Najlepsza forma obrony jest publikacja pelnej listy publikacji na stronie wydzialowej. Nie padlo tu ani jedno slowo ponad to, co kazdy moze sobie samodzielnie sprawdzic.
              • larusse Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 20:12
                Wiem, że są dostępne, ale co z tego? Jak chcecie oceniać jego dorobek publicznie (i bez żadnej przyczny.. nazwisko rzucone ot tak sobie... nie komentujecie przecież jego dorobku przy okazji np. jakieś publicznej wypowiedzi zainteresowanego) to miejcie odwage napisać do gościa maila, podajcie link i niech się odniesie do krytyki... A nie tak za plecami.
                Moim zdaniem tak to powinno wyglądać.
                  • larusse Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 20:33
                    Ja nie mam zamiaru. Jeśli osoba, która rzuciła tutaj to nazwisko ma choć trochę odwagi, niech sam/a napisze. Jeśli nie... niech poprosi o skasowanie.

                    Zreszta nie odnosiłam się do Twoich wypowiedzi, Chario. Raczej do wypowiedzi Pani, która bez większego powodu przytoczyła tutaj nazwisko tego pana, nie dając mu żadnej możliwości obrony. To wstrętne.
                      • larusse Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 21:24
                        Tak, ale Keller był obecny jak sądzę. Migalski sam podjął publicznie temat swojego dorobku. Zresztą to zupełnie inna sytuacja.
                        Fajnie tak wyciągnąć sobie jakiegos Iksińskiego i "ocenić" sobie jego dorobek. A co tam...
                        Tak sobie tyko piszę, żeby zadymę zrobić i zwrócic na siebie uwagę...
                        • niewyspany77 Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 21:40
                          No nie wiem.
                          Dla mnie te dyskusje są dobre. Bo tak naprawdę dyskutujemy o tym, co powinno być "standardem" jeśli chodzi o habilitację. Instytucja nadawania tego stopnia jest zagmatwana, kryteria są niejasne i uznaniowe. Kilka aktywnie udzielających się na forum osób jest żywo zainteresowana takowymi detalami. To, że sobie bierzemy na celownik jakąś osobę, to jest szczegół, bo nas chyba taka osoba mało obchodzi. Obchodzi nas dorobek. I tu jest kwestia, której zwyczajnie nie rozumiesz - ten pan jak najbardziej ma prawo się bronic, właśnie swoim dorobkiem.
                • dala.tata Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 20:35
                  za to cudowne i piekne jest odgrzanie starego watku, zeby sie przypieprzyc. zebys tak jeszcze wiedziala, o czym mowisz.

                  jak napisala chario, dorobek ludzi jest i powinien byc jawny. Miedzy innymi wlasnie po to jest jawny, zeby wszyscy mogli zobaczyc, komu sie daje profesury czy habilitacje, zeby wyeliminowac przekrety, uklady itd itp. czy tez slabe habilitacje, takie jak omawiana tutaj.

                  i nie ma nic obrzydliwego, nie ma nic niestosownego w omawianiu cudzego dorobku naukowego, dopoki jest to ocena rzeczowa. w tym watku nikt nikogo nie obrazal, byla w miare rzeczowa dyskusja na temat poziomu pewnej habilitacji. najgorsze co sie moze zdarzyc to wlasnie twoja metoda - po cichu, zeby skrycie, zeby przez przypadek nikogo nie urazic, a przede wszystkim dziekana, nie? nic nie wiemy, ale wiemy, ze dziekan lubi. to jest obrzydliwe.

                  tak jak pisarz, rezyser, aktor, kompozytor nie moze nie dopuscic do recenzji swego utworu, uczony nie moze nie dopuscic do omawiania swego dorobku. ryzyko zawodowe.
                  • larusse Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 20:58
                    dala.tata napisał:

                    > za to cudowne i piekne jest odgrzanie starego watku, zeby sie przypieprzyc. zeb
                    > ys tak jeszcze wiedziala, o czym mowisz.
                    >

                    Tak, za to Ty zawsze wszystko wiesz... Sorry Dala, ale mam po dziurki w nosie kłótni z Tobą (nie, sorry trdno to nazwać kłótnią-nie ten poziom).

                    > jak napisala chario, dorobek ludzi jest i powinien byc jawny. Miedzy innymi wla
                    > snie po to jest jawny, zeby wszyscy mogli zobaczyc, komu sie daje profesury czy
                    > habilitacje, zeby wyeliminowac przekrety, uklady itd itp. czy tez slabe habili
                    > tacje, takie jak omawiana tutaj.

                    A czy ja twierdzę inaczej?


                    > i nie ma nic obrzydliwego, nie ma nic niestosownego w omawianiu cudzego dorobku
                    > naukowego, dopoki jest to ocena rzeczowa. w tym watku nikt nikogo nie obrazal,
                    > byla w miare rzeczowa dyskusja na temat poziomu pewnej habilitacji.

                    Oczywiście, że nie ma nic niestosownego. Niestosowne jest (w moim przekonaniu, ale ja nie mam nigdy racji, więc spoko...) rzucanie ot tak nazwiskiem i dawaj oceniamy dorobek... Wolno nam przecież.


                    >najgorsze
                    > co sie moze zdarzyc to wlasnie twoja metoda - po cichu, zeby skrycie, zeby prze
                    > z przypadek nikogo nie urazic, a przede wszystkim dziekana, nie? nic nie wiemy,
                    > ale wiemy, ze dziekan lubi. to jest obrzydliwe.

                    Ta właśnie to jest moja metoda. Widać to doskonale w tym wątku jak krytykuje "po cichu" i "skrycie" żołtakuleczke, zeby ja czasami nie urazic... Pozwolę sobie posłu, żyć się tym Twoim ulubionym powiedzonkiem: "Dajże spokój, co?"
            • niewyspany77 Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 20:27
              Jakiej obrony? No właśnie powinny go bronić jego publikacje. Ok, jest mała szansa, że to nie są wszystkie, jednakże powiedz mi, jaki jest interes, by swoje arcydzieła ukrywać. Tym bardziej, że baza jest publiczna, dostępna, zaś wpisy są dokonywane przez samego zainteresowanego (i nikogo więcej).

              I jeszcze jedno. Ja nie jestem pewien, czy tu w ogóle można mówić o obronie. Zapewne tak. Jednak nie mam żadnych wątpliwości, że mamy prawo do krytyki. Tyle.
              • larusse Re: nie uważasz, że to obrzydliwe? 24.11.10, 20:44
                Jasne, że macie. Ale jak publicznie (!) kogos krytykujecie, podajecie imię i nazwisko gościa (Dlaczego akurat jego? Bo na niego akurat padło?), żółtakulka nie odniosła się do niczego, co uzasadniłoby wyciagniecie dorobku akurat tego pana, to poinformujcie go, że sobie tutaj debatujecie nad jego dorobkiem i tyle. Jak bedzie chciał to sie odniesie, jak nie-to nie. Co za problem.
                Sorry, ale dla mnie to działanie a'la popisuarka.
            • flamengista a dlaczego? 24.11.10, 21:28
              Chodzi przecież o naukowca zatrudnionego na państwowej uczelni. Finansowanego przez polskiego podatnika.

              Koleżanka w dyskusji o wymogach habilitacyjnych podała jego dorobek, z którego autor się habilitował. Owszem, dorobek wydał się na tyle skromny że wywołał dość krytyczne komentarze. Ale przecież wszystko jest jawne. Dorobek został podany do publicznej wiadomości, w ogólnodostępnej bazie. Mało tego, można sprawdzić też dorobek tego Pana w bazie BN. Nie ma podstaw by sądzić, że to nie cały dorobek. Ten Pan habilitował się na podstawie 12 artykułów/rozdziałów w różnego rodzaju monografiach.

              Przecież tu nikt niczego nie insynuuje. Wszystko jest: czarno na białym. Nikt nie rzuca bezpodstawnych oskarżeń.

              Powiem szczerze: zupełnie nie rozumiem, co ma tu być obrzydliwego. Dorobek naukowców polskich nie jest ich sprawą prywatną. Każdy może wejść również i na moją stronę, sprawdzić mój dorobek i napisać jeszcze mniej pochlebny komentarz na forum. Jego święte prawo. Póki ktoś nie obrzuca mnie błotem, nic mi do tego.
              • adept44_ltd Re: a dlaczego? 24.11.10, 21:38
                i myślę, że tu po poście fla można zakończyć dyskusję, larusse, nie wiesz, o czym mówisz, tak to wygląda, jesteśmy odpowiedzialni za to, co piszemy, i publikując to, wydajemy się na krytykę, o której nie musimy nic wiedzieć... ja mam wrażenie, że ktoś załatwiał tu swoje sprawy, podrzucając nam temat do dyskusji, ale temat sam się podrzucił, robiąc zadziwiająca karierę na dość skromnym dorobku, no chyba, ze chłopak jest tak zapracowany, że nie ma czasu na podanie całości twórczości... (hm, ja mam nieaktualizowaną strone od 3 lat ;), no ale w takim razie pisz do niego, on uzupełni, a my się zadziwimy geniuszem... jak na razie przedmiot zadziwienia jest inny
                  • dala.tata Re: a dlaczego? 24.11.10, 22:05
                    wlasnie o to chodzi, zeby nie bylo tak, ze kazdy robi to, co chce. wlasnie dokladnie o to chodzi i tak, ty tego nie rozumiesz. bo rzeczowa publiczna krytyka przyznanej habiltacji dobrze robi systemowi. i im taka krytyka szersze kregi zatacza, tym lepiej. bo recenzenci piszacy dobre recenzje knotom, beda sie bali je pisac.

                    a fla napisal wazna rzecz: ludzie pracujacy na publicznych uczelniach pracuja za pieniadze podatnika. i wlasnie jako pracownicy publiczni musza byc przygotowani na tym ostrzejsza krytyke.


                    larusse napisała:

                    > Dobra Adept, zakończmy... Nie rozumiem Waszego świata (nie po raz pierwszy zres
                    > ztą).
                    > Ale każdy sobie robi co chce... Who cares...
                    • larusse Re: a dlaczego? 24.11.10, 22:19
                      Sorry Dala, nie rozumiemy się i nie zrozumiemy się jak myślę.

                      (btw nie mam nic przeciwko krytyce, nawet bardzo ostrej jak juz nieraz pisałam. Tak w ogole nie w tym rzecz.). Koniec tematu z mojej strony.
      • adept44_ltd Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 09:33
        hm, no ja widzę człowieków kombinujących dookoła, a chciałoby się, by książka powstała ze swoją własną entelechią (i tak widziałbym formułę Dalataty), pod którą się podpisuję

        pl.wikipedia.org/wiki/Entelechia
        co do reszty, ja tam myślę, że jak się regularnie dobrze pracuje, to napiszesz i książkę, i dorobek powstanie, więc kombinować nie trzeba... te 10 lat (by tyle to w sumie jest) to naprawdę bardzo dużo czasu
        • tocqueville Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 09:44
          dobrze ale dla mnie 10 lat to za dużo
          będę musiał się przymierzać 7 lat po doktoracie w dodatku po zmianie dyscypliny
          w tym czasie, jak widzę, trudno mi będzie jednocześnie napisać przyzwoitą ksiażkę i zgormadzić przyzwoity dorobek, pozostają opcje:
          a) przyzwoita książka + przeciętny dorobek
          b) przeciętna książka + przyzwoity dorobek
          c) dać sobie te 3 dodatkowe lata :)

          • adept44_ltd Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 10:54
            no, nie wiem, co powiedzieć, takie są warunki, jedni dają radę, inni nie... choć z jednym się zgodzę - system promuje mierność i bylejakość i takie dylematy, o których ty piszesz, mają ci, którzy chcą z tego wyjść z twarzą, inni nie mają ich i mielą pokonferencyjne teksty... tu chyba jest problem... w regułach gry, które trują o poziomie, a same go zaniżają... tylko, z drugiej strony, gdyby go zawyżały, to pewnie niewielu by się załapało, bo trzeba by przestać zarabiać na życie, a zacząć solidnie pracować...
        • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 10:29
          Od momentu, kiedy masz juz wszystko poukladane w glowie:
          rok na napisanie + rok na wydanie + rok na przeprowadzenie przewodu + rok na mozliwe poslizgi, ktore sa bardziej niz mniej prawdopodobne.
          To daje razem 6 lat po doktoracie na zgromadzenie dorobku + 4 lata na zrobienie habilitacji.
          • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 10:54
            rok na samo napisanie ksiazki????? to co to bedzie 2 tysiace stron? ja rozumiem, ze sa ludzie, ktorzy pisza wolniej, szybciej itd, ale dla kogos, kto chce byc profesorem, a zatem jest juz doswiadczonym pisarzem, rok na samo napisanie ksiazki (po tym, jak juz wszystko gotowe), to jest niepowazne. jak mi powiesz poltora miesiaca, to ci powiem: jestes optymistyczna, ale 3 miesciace to realistyczny czas - chyba ze to cegla nad cegly, a ty tak ogolnie piszesz dwie godziny w tygodniu. moze dodatkowy miesiac na cyzelowanie.

            naotmiast rzzeczywiscie nalezy przyjac rok na publikacje (choc oczywiscie sa wydawnictowa ktore robia to znacznie szybciej). co do samego przewodu, to mysle ze mowneiie o regularnosciach nie ma sensu. moj trwal okolo pol roku (w samej instytucji, do tego doszla CK, kotrej juz dzisiaj nie ma), znam ludzi, ktorym poszlo znacznie szybciej i i takich, dla ktorych bylo znacznie wolniej. trudno wyrokowac.


            charioteer1 napisał:

            > Od momentu, kiedy masz juz wszystko poukladane w glowie:
            > rok na napisanie + rok na wydanie + rok na przeprowadzenie przewodu + rok na mo
            > zliwe poslizgi, ktore sa bardziej niz mniej prawdopodobne.
            > To daje razem 6 lat po doktoracie na zgromadzenie dorobku + 4 lata na zrobienie
            > habilitacji.
            >
            • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 11:26
              To chyba zalezy od dziedziny i wydawnictwa.

              Mnie samo pisanie zajelo ok. 3 miesiecy z przerwami na spanie i jedzenie, ale w praktyce trudno te 3 miesiace wykroic z zyciorysu i ludzie pisza rok.

              Wydanie w wydawnictwie uniwersyteckim zajmuje ok. roku wliczajac poprawianie po recenzji. Jak ktos wydaje komercyjnie, to spokojnie trzeba wliczyc jeszcze jeden dodatkowy rok na to.
            • adept44_ltd Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 11:28
              Dala, nie uogólniaj swoich doświadczeń, na tyle, na ile to wszystko rozumiem, to zupełnie inaczej pisze się książkę językoznawczą (nawet w tak szerokiej formule jak twoja), a inaczej literaturoznawczą... na przykład, dobrej literaturoznawczej nie napiszesz w rok...
              • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 12:37
                nie uogolniam. niee wyobrazam sobie, ze zeby pisac ksiazke rok. mowie o samym pisaniu, oczywiscie. wszystko zrobiles, przeczytales, masz plan ksiazki. rok? to jakas krwawica musialaby byc.

                chybaa ze piszesz 2 godziny tygodniowo.

                adept44_ltd napisał:

                > Dala, nie uogólniaj swoich doświadczeń, na tyle, na ile to wszystko rozumiem, t
                > o zupełnie inaczej pisze się książkę językoznawczą (nawet w tak szerokiej formu
                > le jak twoja), a inaczej literaturoznawczą... na przykład, dobrej literaturozna
                > wczej nie napiszesz w rok...
                • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 13:05
                  Bo tez i jest to krwawica, w dodatku do niczego niepotrzebna poza uzyskaniem stopnia. Pisze o swojej dziedzinie, o literaturoznawstwie sie nie wypowiadam. O wiele wiecej sensu by to mialo, gdyby ludziom powiedziec po doktoracie, ze maja miec trzy artykuly o podobnej tematyce w czasopismach z LF, w ktorych sa jedynymi lub pierwszymi autorami, plus tzw. dorobek. Ale recenzenci tego nie przelkna, a habilitanci na to nie pojda, bo ksiazke latwiej napisac.
                  • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 13:12
                    najlepiej 3.5. nie da sie tak zrobic. bo to zalezy jakie artykuly itd, itd.

                    natomiast, jak juz tu omawialismy, ludzie robia habilitacje z dorobku, rowniez w naukach spolecznych, na dodatek bez oszalamiajacego dorobku. jesli masz porzadny dorobek, zorbisz habilitacje z dorobku. tyle ze im blizej humnaistyki, tym lepszy i bardziej przekonywajcy musi byc ten dorbek.

                    niestety zdecydowana wiekszosc habilitantow takiego dorobku nie maja. z kolei ci, ktorzy maja (a spotkalem sie w ciagu ostatnichy kiklu lat z paroma takimi wypadkami), olewaja ryzyko i wola szysbko napisac ksiazke i sie nie pieprzyc z problemem. na podstawie mojego doswiadczenia (i podkreslam to, ze to moj prywatny osad rzeczywitosci i nie pretenduje do ogolnosci) powiedzialbym, ze im bardziej delikwent narzeka na habilitacje i wszystko wokol niej, tym watpliwszy jest jego dorobek.
                    • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 13:33
                      dala.tata napisał:

                      > im blizej humnaistyki, tym lepszy i bardziej przekonywajcy musi byc ten dorbek.

                      Co dla kogo jest przekonujace, to bardzo indywidualna kwestia. Raczej nalezy liczyc sie z pogladem, ze mysmy sroce spod ogona nie wypadli i nasze Zakladowe Zeszyty Bardzo Naukowe nie stoja nizej niz jakies tam oksfordy i kejmbridze. Wiec czemu mamy dac habilitacje komus za 20 artykulow w jakichs tam czasopismach, skoro nasza Ziuta publikuje po 10 artykulow rocznie w Bardzo Waznych Wydawnictwach Pokonferencyjnych i do tego wydala wlasnie ksiazke w wydawnictwie Najlepszego Uniwersytetu w naszej czesci Polski.

                      > im bardziej delikwent narzeka na habilitacje i wszystko wokol niej, tym watpliwszy jest jego dorobek.

                      Nie narzekaja ci, co grzecznie gromadza dorobek jezdzac z konferencji na konferencje. Rzeczywistosc jest troche bardziej skomplikowana.
                      • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 15:36
                        chario, z calym szacunkiem, to sa tylko twoje uprzedzenia. rzeczywistosc jest inna, jak na przykladzie omawianej habilitacji politologicznej z dorobku. jako 'naukowiec po przejsciach' moge zaczac narzekac, jak to mnie recenzenci i rada instytutu uwalala (a uwalala przez 3 lata, oganizujac komisje za komisja, zeby nie wydac decyzji - tu masz problem, bo bez decyzji, nie mozna sie odwolac, a ze sie odwolam bylo jasne jak slonce), jednak to nie bylo uwalanie ze wzgledu na slaby dorobek. tego nikt sie nigdy nie czepial.

                        i tak, takie rzeczy sie zdarzaja, CK tupnela nnoga i rada instytutu mogla sobie nagwizdac. i dlatego zreszta jestem zwolennikiem silnej CK, z silnymi i wyrazistami procedurami kontrolnymi. i to nie chodzi o to, ze ektrapoluje moje doswiadczenie: chodzi o to, ze nie ma zadnych przeslanek, by stweridznic, ze dzisiejsze rady instytutow/wydzialow, sa w stanie podolac odpowiedzialnosci za nadawanie stopni (szumnie brzmi, ale cos w tym rodzaju, jak sadze, jest prawda). albo sa nierzetelni bo chca uwalic, albo bo chca przepchnac, albo cokowliek jeszcze innego. dlatego zreszta, powtarzam ad usrandum, zniesienie habilitacji nic nie da.

                        co do narzekania i skomplikowanej rzeczywistosci: nie spotkalem nikogo z porzadnym dorobkiem, kto by narzekal (pewnie tacy sa, ale mialem moze pecha), kiedy rozmawiam z ludzmi i ich o to pytam, potweirdzaja moje odczucia. narzekaja ci, ktorzy nie maja dorobku. bardzo watpie, ze ci, ktorzy ciulaja wystapeinia konferencyjne, naleza do takich, kotrzy z duza pewnocia siebie ida na kolokwium. bardzo w to watpie.
                        • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 16:36
                          Dala, pragne zwrocic twoja uwage, ze jak wyzej juz powiedziano, recenzentem tej habilitacji z dziewieciona publikacjami byl czlonek CK.

                          Rady bywaja rozne, kwadratowe i podluzne. Jezeli CK ma dobrze pelnic swoja role kontrolna i odwolawcza, to trzeba postapic odwrotnie w stosunku do tego, co proponujesz - odchudzic ja i odjac jej obowiazkow, a nie dodawac nowych.
                          • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 16:56
                            nie kwestionuje tego, ze zakres obowiazko CK nalezy zmienic. nie mam zdania, szczerze powiedziawszy.

                            co do czlonka CK, przyjmuje na klate (ze smutkiem) i zwracam uwage, ze zawsze proponowalem zeby wzmocnic CK kontyngentem zagranicznym. mysle ze to dosc kluczowe. jednak bez takiego leap of faith w pewnym momencie, nie da sie.
      • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 11:01
        szczerze pwoiedziawszy, nie widze tych dylematow. ja wiem, ze sie powtarzam, jednak jesli publikujesz od doktoratu, plus minus regularnie, to zbierasz dorobek. i on sie obroni. rozprawa jest nowym projektem. i nadal uwazam, ze ma miec tyle stron, ile ma i ustalanie dlugosc ksiazki nie ma zadnego ensu..

        i dla jednego ten sam temat moze miec 160 stron, a dla innego 240, maja inne koncepcje ksiazki. jesli obie maja sens i sa spojne, to zadna nie jest lepsza czy gorsza, tylko inne. i wedle mnie tak to wlasnie powinno wygladac, piszesz ksiazke, ktora ma sens.

        nie przyszloby mi do glowy napisac krotsza ksiazke, zeby zostawiac sobie material na 2 artykuly. jak dla mnie to jest bez sensu.
          • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 27.11.10, 18:10
            ocywiscie, ze nie mialbym. jednak jesli to jesst dobra ksiazka, czy dobra praca mgr to lepiej, zeby ja recenzowac w objetosci 700 stron niz mowic magistrantowi: masz swietny pomysl na ksiazke, ale nie wolno ci go zrealizowac. no przeciez to absurd.

            chilly napisał:

            > Proste pytanie, dala: miałbyś ochotę recenzować 700 stron pracy magisterskiej p
            > . Zyzaka? Dodajmy, jako jednej z kilkudziesięciu prac, które musisz zrecenzować
            > w tej akurat sesji?
          • ford.ka recenzowanie Zyzaka 27.11.10, 19:28
            I zaraz wyłazi, kto nie ma do czynienia z recenzowaniem w systemie APD (archiwum prac dyplomowych) - na całą recenzję merytoryczną jest 1200 znaków (20 wierszy maszynopisu), więcej uczelnia nie przewiduje. Można coś jeszcze w punkcie "Uwagi" dopisać, ale nie więcej niż 500 znaków. Żeby tyle z sensem napisać, naprawdę nie trzeba tych 700 stron czytać.
                • dala.tata Re: recenzowanie Zyzaka 28.11.10, 01:26
                  nie mam pojecia czego ode mnie system oczekuje i mam to w nosie. gdybym dostal taka prace do przeczytania, przeczytalbym ja w calosci. moze nie ze 100proc dokladnoscia, a zatem dopuszczalbym 'skanowanie' czesci stron, ale przeczytalbym cala. i jesli wynikem tego wysilku nadludzkiego byloby 1000 czy nawet 100 znakow, so be it.


                  ford.ka napisał:

                  > No to teraz już nikt od Ciebie więcej nie oczekuje. Co więcej, napisanie czegok
                  > olwiek więcej jest technicznie niemożliwe, bo baza nie przyjmuje.
                  • ford.ka Re: recenzowanie Zyzaka 28.11.10, 09:28
                    "Nie mam pojęcia, czego system ode mnie oczekuje i mam to w nosie". Nie no, oczywiście, i publikujesz wyłącznie w piśmie "Mój jamnik", bo czyta je Twoja sąsiadka z przeciwka, a chciałbyś, żeby wiedziała, jaki jesteś wielki, a dziekan i jego filadelfijskie listy mogą Ci skoczyć na skrzynkę. Każdy się do systemu dostowuje, tyle że mniej lub bardziej świadomie. Jak recenzujesz w sezonie do 100 prac lic./mgr., to nie wczytujesz się w każdą kartkę.
                    • dala.tata Re: recenzowanie Zyzaka 28.11.10, 11:39
                      czepiasz sie teraz. rozmawiamy o systemie recenzji, a nie tym, ze w UK jezde po lewej stronie drogi, a na kontynencie po prawej.

                      akceptuje ze sie dostosowujemy do systemu. i podejrzewam, ze gdybym mial do przeczytania 100 prac licencjackich (swoja droga, ten, kto wymyslil prace licencjackie powinien je wszystkie czytac), to bym sie nie wczytywal w kazda strone.

                      jednak pytales mnie o hipotetyczna prace na 700 stron, to ci odpowiedzialem.
                      • ford.ka Re: recenzowanie Zyzaka 28.11.10, 12:44
                        Oczywiście, że się czepiam ;)
                        Pewnie byś jedną taką hipotetycznie przeczytał z czystej ciekawości, czym PT Autor aż tyle stron wypełnił. Ale gdyby była kolejna na kupce stu, jakoś tak nie podejrzewam, by Ci się chciało.
                        I widzę to nie jako przypadek czy indywidualne lenistwo tylko jako część systemu, który ułatwia wypuszczanie jak największej ilości licencjatów / magistrów, niezależnie od tego ile są warte ich prace. Recenzowanie (niezależnie od ilości i jakości recenzji) nie jest brane pod uwagę w ocenie pracownika - chyba że negatywnie, jak taki recenzent rozedrze koszulę i wyzwie dziekana od ostatnich za zasypywanie go robotą. Nie jest też opłacane (za wyjątkiem studiów płatnych) czyli korzyść z uważnego czytania jest żadna, a zajmuje czas, który powinieneś poświęcić na pracę, która jest oceniana.
                        • dala.tata Re: recenzowanie Zyzaka 28.11.10, 12:57
                          alez sie zgadzam. w momencie, gdy masz 10, 20, 30 prac po kilkaset stron, albo 100 prac po 70 stron, fizycznie niemzliwe jest przeczytanie ich w sensownym czasie. nie mowiac o tym,z e wypelniloby cale profesjonalne zycie. tak ze jasne, ze bym ich nie czytal. i zgadzam sie z toba, ze to jest problem systemu a nie jednostki.

                          gdzie sie nie zgadzam, to w momencie kiedy zaczynamy mowic, ze to jest nieoplacane. oczywiscie to jest oplacane w twojej pensji.
                            • ford.ka Re: recenzowanie Zyzaka 28.11.10, 16:17
                              Znany mi osobiście rekordzista ma wg bazy 472 recenzje od października 2006 (w tym 179 prac pod swoją promocją, ale taką recenzję też trzeba napisać).
                              Ale to w sumie nie jest wcale tak dużo. Hanna Gronkiewicz-Waltz w tym czasie ma 58 promocji i 214 recenzji - czyli zrecenzowała 156 cudzych. Mówimy o jej poprzedniej kadencji jako prezydenta miasta. Ta dopiero jest robotna...
    • zoltakuleczka Re: co z tą habilitacją? 13.12.10, 16:51
      Minęło trochę czasu, ale odpowiem dopiero teraz (praca ;)) Ponieważ była mała dyskusja dotycząca standardów etycznych dyskutowania na forum, to pozwolę sobie powiedzieć jeszcze raz: Nic nie mam przeciwko osobie, na którą wskazałem - to nie jest żadna zagrywka personalna z mojej strony. Możecie wierzyć lub nie.
      Co więcej - jestem w stanie jak najbardziej zrozumieć taką osobę i nie wiem czy sam bym nie skorzystał gdyby dano mi szansę uzyskania stopnia "z niczego". W końcu, jak mówił klasyk "Habilitacja non olet" ;) Moim zdaniem wstydzić powinni się w takim przypadku przede wszystkim recenzenci (jeżeli recenzowali pozytywnie ofc) i rada, która to klepnęła, a nie ktoś kto korzysta z open gate. Nie jest problemem człowiek który korzysta, ale to że system dopuszcza istnienie takiego procederu, niekiedy nawet w jego stronę popycha, a także nie daje możliwości skorygowania ewidentnych nadużyć.
      I na deserek kolejna habilitacja z dorobku (chyba - poprawcie mnie jeżeli się mylę, ale ja żadnej nowej książki nie znalazłem). Tym razem na pewno solidniejsza, wszak 25 lat od doktoratu to kawał czasu... ;)
      http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&lang=pl&objectId=33082
      Zastrzegam od razu - jest to osoba mi nie znana (poza lekturą, niezłych skądinąd, kilku rozdziałów w podręczniku Studia z teorii polityki), więc jakikolwiek wątek osobisty tu odpada. Nie wiem też czy i w jakim stopniu ta osoba jest "okopana" w środowisku (ale chyba nie jest bo nie siedziałaby tyle na adiunkcie/starszym wykładowcy). Po prostu natrafiłem na świeżą h. z dorobku przy przeglądaniu bazy na nauka-polska.pl i pomyślałem żeby pokazać innym. Niech cały świat wie, że możliwości są :)

      A, i żeby nie było - to przykład z tej samej działki co poprzednio, ale nie znaczy to że wszystko jest tam tak skażone. Po prostu akurat tą działką się interesuję i dlatego na to natrafiam, a jakby poszukać u pedagogów, biologów, kulturoznawców czy czego-tam-kolwiek, to pewnie też można znaleźć z takim samym powodzeniem jak tu.
      • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 13.12.10, 17:31
        taaaa..... 25 lat od doktoratu. ale nawet nie to mnie by martwilo. dorobek-habilitacje autor pisal 18 lat!! to jest dla mnie niesamowite. ten 'spojny' dorobek jest pisany przez mlodego doktora, srednio mlodego doktora, mozno przejrzalego doktorat. on glownie pokazuje, ze ator ma kondycje niezla w pisaniu, ale nie pokazuje nic innego. nie mowi nam nic o autorze dzisiaj (co jest celem habilitacji, jak by mi sie wydawalo).

        jednak nie mam poczucia, ze ta habilitacja odbiega znacznie od tego, co zdarza mi sie widziec. rozdzialy w ksiazkach wydawanych przez tak zacne uczelnie jak: Wydawnictwo Wyższej Szkoły Ekonomii i Administracji im. prof. E.Lipińskiego w Kielcach.

        patrzac na to, zostane jednak przy swoim: bez solidnego kopa w dupe, tzw. srodowisko bedzie dokladnie tak postepowac.

        a tutajjeszcze strona samego zainterseowanego. ow dr hab w ciagu ostatnich 10 lat nie napisal ani jednej publikacji, ktora bylaby recenzowana. i rzeczywiscie, rozumiem bardziej, dlaczego zaczynamy sie bac tego, ze minister moze nam ustalic, czym jest znaczacy dorobek.
      • matdokt Re: co z tą habilitacją? 13.12.10, 18:06
        zoltakuleczka napisał:

        > I na deserek kolejna habilitacja z dorobku (chyba - poprawcie mnie jeżeli się m
        > ylę, ale ja żadnej nowej książki nie znalazłem). Tym razem na pewno solidniejsz
        > a, wszak 25 lat od doktoratu to kawał czasu... ;)
        > http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis〈=pl&object
        > Id=33082


        no cóż, myślę że takie habilitacje są efektem zmian w statucie UWr

        nie mam nic przeciwko WNS, ale w krótkim czasie należy spodziewać się więcej takich kwiatków na słabych wydziałach UWr

        nawiasem: dostałem właśnie żenujący email
        "Petycja w sprawie ustawy o szkolnictwie wyższym - prośba o poparcie i dystrybucję" z następującym tekstem:

        Cytat Rządowy projekt nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym, który
        wejść ma w życie od października 2011 roku, wprowadza nowe, skrajnie niekorzystne
        dla środowiska akademickiego zasady zatrudniania. Dokumenty sprawy na stronie
        www.forhum.uni.torun.pl/inne/petycja.htm
        W myśl nowelizacji ustawy stanowisko asystenta i adiunkta można będzie
        zajmować przez okres 8 lat, włączając w to czas dotychczasowego
        zatrudnienia. Dla osób zatrudnionych do 2003 r. może oznaczać to: a) w
        przypadku adiunktów rychłe przesunięcie na stanowisko asystenta i radykalną obniżkę
        zarobków lub zwolnienie z pracy; b) w przypadku asystentów zwolnienie z pracy. Dla
        asystentów i adiunktów zatrudnionych po 2003 r. może oznaczać to drastyczne
        ograniczenie czasu na wypracowanie dorobku i przygotowanie się do procedury
        habilitacyjnej lub doktorskiej.


        chyba się dowiedzieli że będąc na uczelni trzeba pracować naukowo a się opier...
        • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 13.12.10, 19:15
          niestety, mysle ze masz racje, ze takich habilitacji bedzie wiecej. przyspieszenie w pracach nad omawiana habilitacja (3 publikacje w 2009) moga wskazywac, ze widmo ostrzejszych kryteriow zawislo nad potencjalnymi habilitantami.

          co do listu, jest niezly. ale czy rzezcywiscie jest tak, ze 8 lat to zatrudnienie na stanowisku asystenta i adiunkta? to mogloby miec sens tylkow w wypadku zatrudniania asystentow juz po doktoracie.
          • matdokt Re: co z tą habilitacją? 13.12.10, 23:34
            > co do listu, jest niezly. ale czy rzezcywiscie jest tak, ze 8 lat to zatrudnien
            > ie na stanowisku asystenta i adiunkta? to mogloby miec sens tylkow w wypadku za
            > trudniania asystentow juz po doktoracie.

            teraz tak się dzieje, tzn. przed doktoraten jesteś doktorantem ze stypendium,

            według mnie czas na habilitacje powienien byc liczony tylko dla adiunktów a nie asystentów
            • dala.tata Re: co z tą habilitacją? 13.12.10, 23:50
              pewnie tak - to adiunkt przeskakuje na docenta. ale nie mam wyrobionego zdania, widze mozliwosc naduzyc - zatrudnimy cie najpierw na 3 lata jako asystemta, potem jeszcze 8 jako adiunkta i bedzie dobrze. Polak potrafi..

              matdokt napisał:

              > według mnie czas na habilitacje powienien byc liczony tylko dla adiunktów a nie
              > asystentów
              • charioteer1 Re: co z tą habilitacją? 14.12.10, 00:30
                CytatArt. 120. Okres zatrudnienia na stanowisku asystenta osoby nieposiadajacej
                stopnia naukowego doktora oraz okres zatrudnienia na stanowisku
                adiunkta osoby nieposiadajacej stopnia naukowego doktora
                habilitowanego, a takze warunki skracania i przedłuzania oraz
                zawieszania tych okresów okresla statut, z tym ze zatrudnienie na
                kazdym z tych stanowisk osoby nieposiadajacej stopnia doktora lub
                doktora habilitowanego nie moze trwac dłuzej niz osiem lat.


                Nic nie stoi na przeszkodzie, by doktora trzymac na asystenturze az do habilitacji, albo do emerytury. W obu przypadkach spora oszczednosc na wynagrodzeniach i o to wlasnie chodzilo.
        • pfg Re: co z tą habilitacją? 14.12.10, 08:50
          matdokt napisał:


          > nawiasem: dostałem właśnie żenujący email
          > "Petycja w sprawie ustawy o szkolnictwie wyższym - prośba o poparcie i dystrybu
          > cję"

          Cały osobny wątek na ten temat jest :-/
            • dala.tata Re: Season of the witch p.2... 13.12.10, 19:21
              larusse, pieprzysz na potege i twoje insynuacje sa obrzydliwe i powinnas sie ich wsytdzic.

              zrozum, (cenzura), ze dorobek pracownika naukowego jest jawny i publicznie dostepny. i mamy pelne prawo omawiac go, ile tylko chcemy. bo wlasnie na tym polega nauka - ze sobie omawiamy dorobek. nikt nie wypowiada sie na temat samej osoby, jego predyspozycji, charakteru, rodziny, zaintersowan itd itd. kazdy moze sobie wejsc na strone zaintersowanego i wyrobic sobie zdanie na temat jego dorobku. po to ta strona jest - moze wreszcie spenetruje to twoj umysl.

              a to, co ty robisz, dosc zreszta powszechne w nauce polskiej, jest wlasnie bezposrednia przyczyna slabej jej jakosci. bo skrytykwoac nie wypada, bo sie pan i pani obrazi, bo nie uchodzi. i tego typu pierdoly. wiec zamilknij, (cenzura), bo to, co mowisz, osmiesza cie tylko.


              larusse napisała:

              > To tylko jeszcze powiem, że jakbyś był historykiem to myślę, że do IPNu by Cię
              > przyjęli z otwartymi ramionami. I już milknę.
              >
              • larusse Re: Season of the witch p.2... 13.12.10, 19:40
                dala.tata napisał:

                > larusse, pieprzysz na potege i twoje insynuacje sa obrzydliwe i powinnas sie ic
                > h wsytdzic.

                Pieprzę na potęgę... Z Twojego punktu widzenia pewnie tak. Nie dostrzegasz żadnej analogii z polowaniem na czarownice... trudno... Smutno tylko trochę.

                Ja anonimowego omawiania PRZYPADKOWYCH doroboków PRZYPADKOWYCH osób nie dopuszczam choćby nie wiem jak szlachetnymi (?) intencjami się kierowały osoby omawiające (dobrymi chęciami i tak dalej...).

                > a to, co ty robisz, dosc zreszta powszechne w nauce polskiej, jest wlasnie bezp
                > osrednia przyczyna slabej jej jakosci. bo skrytykwoac nie wypada, bo sie pan i
                > pani obrazi, bo nie uchodzi.

                Tak, tak... Dokładnie tak robię. Daj spokój, co?

                A z tą cenzurą to możesz sobie darować... Nie takie rzeczy słyszałam... Już bardziej obrzydliwie być nie może ... (więc jeszcze bardziej "ośmieszać się" (co to w ogóle za słowo?!) nie musisz...
                • adept44_ltd Re: Season of the witch p.2... 13.12.10, 19:59
                  to jest jakiś koszmar, larusse, zacznij się wypowiadać na temat czegoś, o czym masz pojęcie... bądź zmień postawę tam, gdzie nie masz zielonego pojęcia, o czym mówisz, Dala i Kuleczka napisali ci, na czym polegają zasady gry, w którą grają dyskutowani tu doktorzy habilitowani... więc skończ już z przypieprzaniem się do spraw i rzeczy, z którymi najwyraźniej sobie nie radzisz...

                  z sympatią
                  a44
                • dala.tata Re: Season of the witch p.2... 13.12.10, 22:24
                  to moj ostatni post na ten temat.

                  sprobuj sie zastanwoic na czym polega proces recenzyjny, jesil nie na na anonimowym ocenianiu przypadkowych dorobkow. takie recenzje w wielu krajach sa publiczne. proces sie nie rozni niczym od tego, co robimy tu. i doslownie niczym.

                  wiec moze jednak zastanow sie nad tym, co mowisz. bo zaiste nie masz zielonego pojecia co gadasz.

                  larusse napisała:

                  > Ja anonimowego omawiania PRZYPADKOWYCH doroboków PRZYPADKOWYCH osób nie dopuszc
                  > zam choćby nie wiem jak szlachetnymi (?) intencjami się kierowały osoby omawiaj
                  > ące (dobrymi chęciami i tak dalej...).
                  • larusse Re: Season of the witch p.2... 13.12.10, 22:33
                    S to mój ostatni:

                    Słabe te Twoje argumenty, Dala. W żaden sposób mnie to nie przekonuje, ale spoko... może dlatego, że jestem "szczelna" na wszelkie (=kiepskie) argumenty...

                    Że też dałeś się w to wkręcić...
                    • dala.tata Re: Season of the witch p.2... 13.12.10, 23:07
                      wiem, a slabosc glownie dlatego, ze ty tak mwoisz. to, ze pol swiata dokladnie to robi, nie ma znaczenia. niestety nie zapytali larusse, czy im wolno.

                      nie, nie jestes szczelna. jestes hermetyczna. i koniec.


                      larusse napisała:

                      > S to mój ostatni:
                      >
                      > Słabe te Twoje argumenty, Dala. W żaden sposób mnie to nie przekonuje, ale spok
                      > o... może dlatego, że jestem "szczelna" na wszelkie (=kiepskie) argumenty...
                      >
                      > Że też dałeś się w to wkręcić...