Dodaj do ulubionych

Science fiction = prawa adiunktów w Polsce

09.12.10, 22:06
Zapraszamy do składania podpisów pod petycją w sprawie kolejnego błyskotliwego tworu Ministerstwa Niemądrości i Szkodnictwa Wielkiego:

www.petycje.pl/petycja/6105/apel_zrodowiska_akademickiego_o_zmiane_projektu_ustawy_o_szkolnictwie_wyzszym....html
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 09.12.10, 22:49
      mnie najbardziej podoba sie to:

      4. pozbawieniu stabilnych warunków do planowania ścieżki awansu zawodowego, poprzez brak ustawowego określenia jednoznacznych kryteriów oceny osiągnięć osób ubiegających się
      o nadanie stopnia doktora habilitowanego


      ciekawe jakie bylyby jednoznaczne krytreia oceny.
      • alphabase Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 09.12.10, 23:19
        dala.tata napisał:

        > mnie najbardziej podoba sie to:
        >
        > 4. pozbawieniu stabilnych warunków do planowania ścieżki awansu zawodowego,
        > poprzez brak ustawowego określenia jednoznacznych kryteriów oceny osiągnięć osó
        > b ubiegających się
        > o nadanie stopnia doktora habilitowanego

        >
        > ciekawe jakie bylyby jednoznaczne krytreia oceny.
        >

        O tych niejednoznacznych, arbitralnych i pozbawionych logiki wielokrotnie tu dyskutowano, prawda?
        • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 09.12.10, 23:37
          prawda ze dysktuowano. niestety do tej pory nie zaproponowano niczego lepszego i bardziej jednoznacznego. niespecjalnie tez wiem, na czym mialaby polegac niearbitralnosc przepisow o habilitacji.

          a ogolnie. na calym swiecie awans jest zwiazany z osadem recenzentow. judgement. i wlasnie po to przepisy maja doze ambiwalencji. bo nie da sie napisac ich jendoznacznie. po prostu sie nie da. bo nigdy nie unikniemy przepisu o 'zanczacym dorobku'. i zawsze bedziemy mogli debatowac do usranej smierci co to jest znaczacy dorobek.

          i wlasnie po to jest recenzent. ma dokonac takiego 'judgement'. i dopoty dopoki robia to uczciwie i rzetelnie, nie ma zadnych problemow. i gdy pisze recenzje profesroskie, a zdarza mi sie to z raz w roku, to jakos nikt nie protestuje ze kryteria sa niejasne. bo ufaja recenzentom. proste?
          • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 00:49
            Obaj nie macie racji. Tu chodzi o cos innego.

            W petycji jest tak:

            Wprowadzenie stabilnych i dających się przewidzieć w długim okresie czasu kryteriów określających wymagania stawiane przy kolejnych stopniach awansu zawodowego.


            W tej chwili jest tak: Ustawa przewiduje, ze habilitant ma miec znaczny wklad w rozwoj dyscypliny, cokolwiek to oznacza, a recenzent jest od tego, zeby stwierdzic, czy wklad jest znaczny, czy nieznaczny. Oprocz tego, rady maja swoje nieformalne, lub czasami sformalizowane, wymagania dotyczace wymaganego dorobku do otwarcia przewodu.

            W nowej ustawie ma byc tak: Minister okresla w rozporzadzeniu, jaki dorobek jest potrzebny, by otworzyc przewod, potem powoluje sie recenzentow.

            Autorzy petycji domagaja sie, by wszelkie wymogi byly okreslone w ustawie, gdyz ich zdaniem tylko zapis ustawowy daje gwarancje, ze te wymogi nie beda sie zmienialy w dluzszej perspektywie. Z tym sie w zupelnosci zgadzam. Habilitacje trzeba planowac z duzym wyprzedzeniem, a minister moze nowelizowac rozporzadzenie co roku. Wystarczy popatrzec, co dzieje sie z zasadami parametryzacji, ktore tez sa okreslane rozporzadzeniem ministra.


            dala.tata napisał:

            > prawda ze dysktuowano. niestety do tej pory nie zaproponowano niczego lepszego
            > i bardziej jednoznacznego. niespecjalnie tez wiem, na czym mialaby polegac niea
            > rbitralnosc przepisow o habilitacji.
            >
            > a ogolnie. na calym swiecie awans jest zwiazany z osadem recenzentow. judgement
            > . i wlasnie po to przepisy maja doze ambiwalencji. bo nie da sie napisac ich je
            > ndoznacznie. po prostu sie nie da. bo nigdy nie unikniemy przepisu o 'zanczacym
            > dorobku'. i zawsze bedziemy mogli debatowac do usranej smierci co to jest znac
            > zacy dorobek.
            >
            > i wlasnie po to jest recenzent. ma dokonac takiego 'judgement'. i dopoty dopoki
            > robia to uczciwie i rzetelnie, nie ma zadnych problemow. i gdy pisze recenzje
            > profesroskie, a zdarza mi sie to z raz w roku, to jakos nikt nie protestuje ze
            > kryteria sa niejasne. bo ufaja recenzentom. proste?
            >
            >
              • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 09:50
                Dala, niewazne, co w ustawie. Bedzie tak: Trzeba miec 20 publikacji i ksiazke. Masz publikacje, ksiazka sie drukuje, a tu bach!, wchodzi nowe rozporzadzenie, niewazne publikacje, masz miec 150 punktow i byc czlonkiem zarzadu miedzynarodowego towarzystwa naukowego, a ty masz tylko 94 punkty i zadne towarzystwo cie jeszcze nie chcialo do zarzadu, i dupa, nawet przewodu nie otworzysz.
                • alphabase Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 13:31
                  @charioteer, dala.lata, niewyspany

                  charioteer napisał
                  "Dala, niewazne, co w ustawie. Bedzie tak: Trzeba miec 20 publikacji i ksiazke. Masz publikacje, ksiazka sie drukuje, a tu bach!, wchodzi nowe rozporzadzenie, niewazne publikacje, masz miec 150 punktow i byc czlonkiem zarzadu miedzynarodowego towarzystwa naukowego, a ty masz tylko 94 punkty i zadne towarzystwo cie jeszcze nie chcialo do zarzadu, i dupa, nawet przewodu nie otworzysz."

                  Dokładnie o to chodzi. Prawo działające wstecz, ciągłe zmiany reguł gry, nieuwzględnianie specyfiki poszczególnych dziedzin wiedzy. I podejrzewam, że kiedy zobaczymy szczegółowe rozporządzenia do znowelizowanej ustawy, złapiemy się za głowy, i to nie z podziwu.
                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 13:44
                    to moze jescze raz: habilitacje robi sie coraz latwiej i przyjemniej. zaostrzenie procesu byloby akurat niezle.

                    a co do ciaglych zmain regul, to czy cos mi umknelo? pokaz te ciagle zmiany regul? i moze jednak odpiszesz: co uwznalbys za sensowne rozwiazanie ustwodawcze.bo to, ze ci sie nie spodoba cokowliek sie stanie, tu juz wiemy.

                    alphabase napisała:

                    > Dokładnie o to chodzi. Prawo działające wstecz, ciągłe zmiany reguł gry, nieuwz
                    > ględnianie specyfiki poszczególnych dziedzin wiedzy. I podejrzewam, że kiedy zo
                    > baczymy szczegółowe rozporządzenia do znowelizowanej ustawy, złapiemy się za gł
                    > owy, i to nie z podziwu.
                    • alphabase Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 15:20
                      dala.tata napisał

                      "to moze jescze raz: habilitacje robi sie coraz latwiej i przyjemniej. zaostrzenie procesu byloby akurat niezle."

                      Jak poznamy szczegółowe rozporządzenia dotyczącego wymogów, to będziemy mogli ocenić, czy łatwiej. Ale chyba kompletnie nie zrozumiałeś, o czym piszę. Nie mam nic przeciwko habilitacji. Ciężko na nią pracuję. Nie mam nic przeciwko reformie systemu, tylko muszę mieć pewność, że jest zgodna z konstytucją RP. Capisce?

                      "a co do ciaglych zmain regul, to czy cos mi umknelo? pokaz te ciagle zmiany regul? i moze jednak odpiszesz: co uwznalbys za sensowne rozwiazanie ustwodawcze"

                      Pisaliśmy, co nam się nie podoba - konkretnie i po polsku. Wytłumaczę Ci to na przykładzie. Zostałeś mianowany adiunktem dajmy na to w 2004, na 9 lat (+ możliwość dwóch przedłużeń, jeśli się nie wyrobisz). Jeździsz na konferencje, publikujesz, uczysz, prowadzisz prace. Chcesz wziać urlop naukowy, ale musisz to uzgodnić z kierownikiem (bo przecież ktoś będzie musiał poprowadzić twoje kursy), no i nie zostawisz magistrantów na lodzie. To jest kwestia szacunku dla ludzi, z którymi coś wspólnie tworzysz. Ustalacie więc, że weźmiesz go np. w 2011 - dość czasu, by ukończyć pracę nad książką habilitacyjną and/or powiększyć dorobek, i przejść przez odpowiednieprocedury. Po czym dowiadujesz się, że twój kontrakt z uczelnią to świstek papieru i w 2012 na mocy tej ustawy wylatujesz.

                      "bo to, ze ci sie nie spodoba cokowliek sie stanie, tu juz wiemy."

                      Nie, nie wiesz. Ale lubisz niemerytoryczne, demagogiczne zagrywki. A może oceniam Cię niewłaściwie, tak jak Ty oceniłeś moją wypowiedź? I uważasz, że tTe 124 osoby z całej Polski, które w ciągu ostatnich kilkunastu godzin podpisały petycję, to lenie, pieniacze i ignoranci?

                      www.petycje.pl/petycjePodpisyLista.php?petycjeid=6105&podpis_rodzaj=1
                      • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 15:53
                        Si, capisco. chyba jednak nigdzie nie napisalem, ze jestes przeciw habilitacji. ja tylko odnosze sie do zarzutow, ktore stawiasz/cie. a uwazam zarzuty w pkt. 4 za chybione.

                        niespecjalnie wiem, jak twoj przyklad odnosi sie do tego, co mowie. ja jedynie mowie do przepisow donoszacych sie do habilitacji, ktore zostaly przez sygnatariuszy uznane za niejasne itd. to, co tu napisales, nie ma sie nijak do tego zarzutu.

                        nie oceniam tych 124 ludzi, chociaz ilus z nich znam i mam zdanie na temat ich standingu naukowego. co wiecej, ludzie podpisuja apele i odezwy z roznych powodow. tu oceniam tekst. i niespecjalnie rozumiem, dlaczego na ocene tego tekstu ma wplynac podpis tych 124 ludzi.

                        co do moich 'zagrywek', nie widze demagogii. od kilku postow dopraszam sie o cos pozytywnego od ciebie. powtorze pytanie: jak, wedlug ciebie, powinny wygladac przepisy dotyczace habilitacji? jednak ty nieustannie migasz sie od takiej deklaracji. i stad mysle ze poza czcza krytyka (odnosze sie nadal jedynie do pkt. 4 apelu), nie masz nic do zaproponowania. i na tej podstawie sadze rowniez, ze cokowliek sie stanie, bedzie zle.

                        mowiac ogolniej, jest to kolejny apel, ktory poza krytyka, nie ma nic do zaproponowania. kryteria sa zle bo zle, rozporzadzanie na pewno bedzie zle i polityczne (choc wyraznie mowi o tym, ze minister bedzie niuansowac dziedziny nauki), a my jestesmy biedni, bo w humanistyce sie prowadzi dlugotrwale badania (z ciekawosci, ilu sygnatariuszy prowadzi dlugotrwale badania?)

                        na koniec powiem ci tak: jesli bedziesz mial porzadny dorobek miedzynarodowy (a my wszyscy mniej wiecej wiemy, czym jest porzadny dorobek miedzynarodowy), niestraszne ci beda roporzadzenia ministra. i zeby zacytwoac klasyka:

                        Porzadny dorobek miedzynarodowy jaki jest, kazdy widzi.
                        • alphabase Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 18:29
                          Dala.tato, ja się od niczego nie "migam". Nie ja odpowiadam za sklecenie legislacyjnego potworka, lecz mam pełne prawo krytykować to, co mi się w potworku nie podoba. Wg mnie wymogi dotyczące habilitacji oraz tryb jej przyznawania powinny być po prostu przejrzyste, spójne ii realistyczne. Osławiony art. 16, ust. 2 ustawy o stopniach naukowych to przykład stwarzania pozorów. Niby rozprawa już niepotrzebna, ale mamy za to "dzieło opublikowane w całości albo w zasadniczej jej części". Niby rada nadaje tytuł, ale w ostatecznym rozrachunku ma g...o do powiedzenia, itd.

                          Projekt nowelizacji ustawy zawiera wiele potrzebnych zmian, ale też sankcjonuje działanie prawa wstecz, otwiera wiele niepokojących furtek i, niestety, nie zastąpi autentycznej reformy. Czy np. 6 tygodni to dość czasu, by napisać uczciwą recenzję pracy habilitacyjnej? Czy likwidacja płatnego urlopu na habilitację ma przyczynić się do poprawy jakości habilitacyjnego dorobku? Czy bełkot o przymusowej mobilności ma się jakkolwiek do polskich realiów ekonomicznych? Last, but not least, czy naruszenie praw nabytych jest wg Ciebie w porządku?

                          A te uwagi o dorobku międzynarodowym sobie daruj. Publikuję większość swoich rzeczy po angielsku w niezłych miejscach, ale przecież widzę, że nowelizacja ustawy nie chroni należycie praw naukowców, nawet tych pracowitych, i w tym tkwi problem, i o tym jest ten wątek.
                          • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 20:03
                            nie wydaje mi sie zebym ci odbieral prawo do krytykowania. krytykuj, ile chcesz. tak juz od 20 lat wszyscy glownie krytykuja i nic z tego nie ma. wiec, koniecznie piszmy jeszcze jedna petycje, zeby bylo przejrzyscie, spojnie i realistycznie. a jak juz ustawodawca uchwali, to proponuje nowa petycje, zeby bylo przejrzyscie..... bo nie ma jak krytykowac. to nic nie kosztuje.

                            ponownie: nie widze problemow z fragemntami do ktorych sie odnosisz....a twoja krytyka nie jest krytyka tylko stweirdzeniem: mamy to i mi sie to nie podoba.a mi sie podoba. i mozemy se tak gadac do usranej smierci, nie?

                            uwilebiam teksty o 'autentycznej reformie'. tak dokladnie to co to jest ta 'autentyczna refroma'. ta kotra sie tobie podoba, tak? ale dajesz pare konkretow:

                            6 tygodni na rcenzje? zalezy jak kto pracuje. mysl o tym, ze mialbym spedzic 6 bitych tygodni nad recenzja habilitacyjna przeraza mnie.
                            jestem w pelni za likwidacja platnego urlopu habilitacyjnego.
                            a dlaczego to jest belkot?
                            nie mam zdania na temat naruszenia praw nabytych.

                            nie mam najmniejszego zamiaru darowac sobie uwag o dorobku miedzynarodowym. to jest dla mnie kluczowe, a co ty osobicie robisz, nie mam pojecia i nie chce miec. twoja sprawa. powtarzam, jesli masz porzadny dorobek miedzynarodowy, nie masz powodow do obaw.

                            nie mam zdania, czy ustawa chroni prawa czy nie. natomiast mam zdanie na temat tego, ze posady akademickie w PL sa cieplymi posadkami. i im szybciej sie to zmieni, tym lepiej.
                              • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 23:13
                                sprawa, ktora pokazywal pitcher byla bardziej skopmlikowana. nie polegala jedynie na miedzynarodowym dorobku odrzuconym przez rade.

                                charioteer1 napisał:

                                > Pitcher podawal przyklad kobiety z miedzynarodowym dorobkiem, ktora habilitacji
                                > w Polsce nie zrobila. Miedzynarodowy dorobek pomaga, ale niczego nie gwarantuj
                                > e, jezeli rodzimi uczeni wiedza lepiej i sroce spod ogona tez nie wypadli.
                                >
                                • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 23:48
                                  Dala, taki poziom komplikacji to jest bulka z maslem.

                                  dala.tata napisał:

                                  > sprawa, ktora pokazywal pitcher byla bardziej skopmlikowana. nie polegala jedyn
                                  > ie na miedzynarodowym dorobku odrzuconym przez rade.
                                  >
                                  > charioteer1 napisał:
                                  >
                                  > > Pitcher podawal przyklad kobiety z miedzynarodowym dorobkiem, ktora habil
                                  > itacji
                                  > > w Polsce nie zrobila. Miedzynarodowy dorobek pomaga, ale niczego nie gwa
                                  > rantuj
                                  > > e, jezeli rodzimi uczeni wiedza lepiej i sroce spod ogona tez nie wypadli
                                  > .
                                  > >
                                  >
                                  >
                            • alphabase Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 13:22
                              "uwilebiam teksty o 'autentycznej reformie'. tak dokladnie to co to jest ta 'autentyczna refroma'.

                              Przecież znasz odpowiedź na to pytanie. Taka, która wiąże się ze znaczącymi nakładami finansowymi, a nie przerzucaniem z kupki na kupkę obecnie przeznaczanych na szkolnictwo wyższe ochłapów.

                              "ta kotra sie tobie podoba, tak?"

                              I znowu głupkowate docinki ad personam. To łatwiejsze niż przyznać, że ustawa, której część kwalifikuje się do Trybunału Konstytucyjnego, należy poprawić.
                                • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 14:06
                                  niewyspany77 napisał:

                                  > Pompowanie kasy w system, który aktualnie funkcjonuje w szkolnictwie wyższym je
                                  > st absurdem i nie ma nic wspólnego z reformą.

                                  Bzdura i obrzydliwa, populistyczna demagogia. Jezeli celem reformy jest wprowadzenie polskich uczelni do pierwszej setki w rankingu szanghajskim, to trzeba zapewnic ludziom warunki pracy takie, jakie sa na tych uczelniach z pierwszej setki. Ulepszanie kieratu nic nie da, jezeli brakuje pieniedzy na pasze dla konia.
                                  • niewyspany77 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 14:18
                                    Reforma nauki to nie to samo co reforma finansowania nauki!

                                    W obecnej chwili można wpompować w system każde pieniądze. Zwiększmy pensje o drugie tyle, wtedy zaczniemy pisać dzieła, zdobywać Noble, nie wspominając o tym, że LF można będzie skasować, bo liczyć się będzie LW (lista warszawska).
                                    • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 14:50
                                      Odczep sie od pensji, bo to jest kolejny populistyczny argument, ktory na dodatek nie ma zupelnie nic wspolnego z finansowaniem nauki. Nie ta pula.

                                      Jezeli chodzi o finansowanie nauki, to wezme kazde pieniadze. Nie dla siebie, ale dla zakladu. Po to wlasnie, zeby wiecej i lepiej publikowac.

                                      Aha, i bardzo prosze jeszcze nie zapomniec o zmniejszeniu pensum! Zreszta, przy tym pensum tez dam sobie rade, jezeli dostane kase na zatrudnienie osob do zbierania i obrobki danych. Moga byc techniczni, moga byc doktoranci. Wole placic doktorantom za siedzenie w labie, zeby nie musieli chalturami zarabiac na utrzymanie.


                                      niewyspany77 napisał:

                                      > Reforma nauki to nie to samo co reforma finansowania nauki!
                                      >
                                      > W obecnej chwili można wpompować w system każde pieniądze. Zwiększmy pensje o d
                                      > rugie tyle, wtedy zaczniemy pisać dzieła, zdobywać Noble, nie wspominając o tym
                                      > , że LF można będzie skasować, bo liczyć się będzie LW (lista warszawska).
                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 18:24
                                    nie chario, to nie jest populistyczna demagogia. populistyczna demagogia jest nieustanne zadanie forsy.i nieustanne jojczenie, ze sie nie da, bo nie ma forsy. ze usprawiedliwoine jest leserstwo.

                                    na jakiej podstawie sadzisz, ze po uzyskaniu forsy recenzenci beda pisac rztelne recenzje? na jakiej podstawie sadziesz, ze dziekani stana sie wzorami menedzmentu? przy wikeszej ilsoci forsy nie bedziemy puszczac habbilitacji gdzie w dorobku nie ma ani jednego artykulu, tylko pokonferencyjniaki? wolne zarty.

                                    zeby zapewnic warunki, o kotrych mowisz, trzeba najpierw zrefromowac struktry i praktyki nauki polskiej. jak to zrobisz, mozesz zaczac forse dawac.


                                    charioteer1 napisał:

                                    > Bzdura i obrzydliwa, populistyczna demagogia. Jezeli celem reformy jest wprowad
                                    > zenie polskich uczelni do pierwszej setki w rankingu szanghajskim, to trzeba za
                                    > pewnic ludziom warunki pracy takie, jakie sa na tych uczelniach z pierwszej set
                                    > ki. Ulepszanie kieratu nic nie da, jezeli brakuje pieniedzy na pasze dla konia.
                                    >
                                    • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 18:43
                                      Dala, ja piernicze recenzentow. Wiem, ze ci sie to nie spodoba, ale trudno. Recenzentow w przewodach CK wyznacza na zasadzie im mniej sie zna, tym lepszy. Tego sie nie przeskoczy. Jedyne rozsadne wyjscie, to zlikwidowac habilitacje, albo zlikwidowac CK.

                                      Jezeli chcemy miec porzadna nauke, to to mozna zrobic jedynie nie ogladajac sie na CK i traktujac niekometentne recenzje jako zlo konieczne. Ci ludzie i tak nic lepszego z siebie nie wykrzesza.

                                      Forsa jest potrzebna do tego, zeby zrobic, co mamy do zrobienia, w sensownym czasie. Mozna bez forsy, a jakze. Tylko to zajmie kilkakrotnie wiecej czasu.
                                      • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 18:50
                                        no to ja sie z tym nie zgadzam i bedziemy sie roznic pieknie. habilitacja jest dzisiaj w Polsce potrzebna, wrecz konieczna. co prawda nie wiem, jak rozwiazesz problem recenzetnow dla oceny niszowego dorobku na profesure (bez tej habilitacji). bo, wiesz, zlikwidowanie habilitacji nie zmieni tego, ze sa ludzie z niszowymi zaintersowaniami, publikacjiami itd. i ich rowniez trzeba recenzowac.

                                        co do tego, ile co czasu zajmuje, to ja bardzo chetnie zobaczylbym badania, jak szybko/wolno ludzie robia habilitacje. podejrzewam, ze okazaloby sie, sa jednostki, ktorych da sie szybko i sprawnie i takie, w ktorych sie nie da. tym drugim nie dalbym zlamanego centa, az sie naprawia.
                                        • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 19:12
                                          dala.tata napisał:

                                          > co do tego, ile co czasu zajmuje, to ja bardzo chetnie zobaczylbym badania, jak
                                          > szybko/wolno ludzie robia habilitacje. podejrzewam, ze okazaloby sie, sa jedno
                                          > stki, ktorych da sie szybko i sprawnie i takie, w ktorych sie nie da. tym drugi
                                          > m nie dalbym zlamanego centa, az sie naprawia.

                                          Dala, znowu kategorycznie wypowiadasz sie o czyms, o czym nie masz pojecia. W tematyce, w ktora teraz wchodze, zrobienie jednego badania oznacza 300 godzin na samo zbieranie danych, nie liczac przygotowania eksperymentu, analizy danych itp. Jak nie dostaniemy kasy, to bedziemy jedno badanie robic 3 lata. To jest tematyka wybitnie "niehabilitacyjna". Habilitacyjna jest tematyka, w ktorej badanie mozna zrobic lekko, latwo i przyjemnie na 10 osobach. Jest beznakladowo i elegancko, a potem mozna wyniki wyrzucic do kosza, bo i tak nic z tego nie wynika.

                                          Jezeli do swiadomosci decydentow nie dotrze, ze bez kasy nie ma dobrych wynikow, to dalej bedziesz plakal na poziom polskich habilitacji i dalej nic sie w tej kwestii nie zmieni.
                                    • adept44_ltd Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 19:37
                                      widzisz Dala, powiem tak, będzie mocno - ale mnie to g... obchodzi, że inni się leserują, ja robię swoją robotę i w moim przekonaniu robię to dobrze, i pewnie jest wielu, którzy tak robią, i za tę robotę ma być solidna płaca, tak, by można solidnie pracować, a reszta - to jest sprawa systemu, który powinien się pozbyć leserów... ale to nie jest moja działka...
                                              • pfg Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 12.12.10, 14:04
                                                dala.tata napisał:

                                                > dobrze by bylo ewentual
                                                > nej forsy nie zmarnowac.

                                                To jest żelazny argument przeciwników zwiększania nakładów na naukę w Polsce, na czele z Leszkiem Balcerowiczem, którego skądinąd bardzo szanuję. Struktura (nie chodzi mi przy tym tylko o strukturę instytucjonalno-organizacyjną, także o obyczaje, kulturę pracy, "kulturę korporacyjną", rozkład pomiędzy poszczególne dyscypliny itd), a więc, struktura nauki jest tak dysfunkcjonalna, że każde zwiększenie nakładów oznaczać będzie marnotrawstwo. Tyle, że w ten sposób popadamy w błędne koło: Nie zwiększamy finansowania, gdyż struktura jest wadliwa, wadliwa zaś struktura nie zmieni się bez zwiększenia finansowania. Pomysł, że istnieją struktura spontanicznie się naprawi, to przykład myślenia życzeniowego. Można go między bajki włożyć. Jednocześnie proponowane reformy strukturalne wydają się mieć skuteczność co najwyżej wątpliwą, jeżeli nie ujemną.

                                                Jest dla mnie całkiem jasne, że w wypadku zwiększenia finansowania przy istniejącej strukturze, ewentualnie z jej kosmetycznymi zmianami, część dodatkowych nakładów zostanie zmarnowana. Można się jednak spodziewać, że część przyniosłaby spodziewany efekt. Część adiunktów, którym podniesionoby pensje, nie wzięłaby kilkuset nadgodzin rocznie i w zwolnionym w ten sposób czasie zajęłaby się pracą naukową. Uczelnie, którym zwiększonoby dotację dydaktyczną, żeby przeżyć nie musiałyby przyjmować coraz więcej studentów (nauczanych potem przez zmęczonych i sfrustrowanych pracowników), ale mogłyby poprawiać jakość kształcenia. Gdyby w puli na granty znalazło się więcej pieniędzy, więcej projektów zdobyłoby finansowanie, w tym trochę projektów wychodzących poza bezpieczny paradygmat przyczynkarstwa - obarczonych większym ryzykiem, ale też potencjalnie przynoszących ciekawsze wyniki. Gdyby nie ciąć DS, ale wymusić ich bardziej racjonalne wykorzystanie, dziekani mieliby pieniądze na granty dziekańskie, takie start-up funds, które za jakiś czas - i w jakiejś części - zaowocowałyby skutecznymi wnioskami grantowymi do instytucji zewnętrznych. Czy ktoś to wszystko spróbował oszacować? Nie sądzę, więc tak sobie tylko spekuluję...

                                                A w dodatku potencjalne skutki pozytywne przyszłyby nie natychmiast, ale po roku, dwóch, a może i później.

                                                Trzeba też zauważyć, że istnieją co najmniej trzy zjawiska, na które nauka sama z siebie niewiele poradzi, a które bardzo istotnie wpływają na jej kondycję.

                                                Po pierwsze, w Polsce studia stały się masowe, ale ludzie w ogromnej części studiują nie dla wiedzy, ale z powodów "pozamerytorycznych": żeby uniknąć bezrobocia, z braku lepszego pomysłu na życie, żeby dostać papier (dyplom), będący formalnym warunkiem zatrudnienia na licznych posadach. A co absolwent ma w głowie, to już nieważne. Stąd bierze się presja na studiowanie kierunków uchodzących za łatwe, co oczywiście znacząco redukuje szanse absolwentów na znalezienie pracy zgodnej z wykształceniem i do przyczynienia się do rozwoju cywilizacyjnego Polski. Obecna "reforma" stara się wymusić, aby studia - przynajmniej pierwszego stopnia - zredukowały się do przygotowania zawodowego, zgodnie z oczekiwaniami pracodawców, co być może ułatwi absolwentom niektórych kierunków znalezienie pierwszej pracy, ale potem dramatycznie utrudni im utrzymanie tej pracy.

                                                Proszę pamiętać, że państwo subsydiuje studia wielkimi kwotami, choćby w postaci utraconych składek na ubezpieczenie zdrowotne (patrz moja niegdysiejsza analiza). Wydaje się możliwe, że zwiększając dotację dydaktyczną na jednego studenta i jednocześnie zmniejszając presję na przyjmowanie jak największej liczby studentów, budżet państwa wcale by na tym finansowo nie stracił, kto wie, może nawet skorzystał, a jednocześnie poziom studiów mógłby się podnieść.

                                                Obawiam się wszakże, że ponieważ studia w znacznym stopniu służą w Polsce do zakamuflowania bezrobocia, państwo swojej polityki w tym zakresie nie zmieni.

                                                Po drugie, struktura polskiej gospodarki jest szalenie nie-innowacyjna. Na skutek zapóźnienia cywilizacyjnego inwestorowi znacznie łatwiej (i taniej) jest sprowadzić gotową technologię, know-how czy ekspertyzę z cywilizacji, niż zamówić ją u polskich naukowców. (Patrz artykuł, który linkował już chilly w innym wątku.) Firm high-tech w Polsce prawie nie ma, więc absolwenci odpowiednich kierunków nie mogą znaleźć pracy w zawodzie. Na uczelnie nie płyną pieniądze z przemysłu. Nauki stosowane, których wyniki nie są nikomu potrzebne, wegetują, pracownicy co najwyżej zajmują się chałturami, a poziom kształcenia jeszcze bardziej spada.

                                                Po trzecie zdobędę się na polityczną niepoprawność: Częściowo na skutek powyższych dwu zjawisk, częściowo z powodów historycznych, ilościowo - pod względem liczby studentów, pracowników i nakładów osobowych - dominują w Polsce dyscypliny, których wkład w naukę światową jest daleko niższy, niż wkład dyscyplin ścisłych, a i ten jest daleko poniżej naszych aspiracji. To tam, moim zdaniem (ale proszę pamiętać, że ja jestem fizykiem), następuje największe marnotrawstwo.
                                                • niewyspany77 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 12.12.10, 14:35
                                                  > Po trzecie zdobędę się na polityczną niepoprawność: Częściowo na skutek powyższ
                                                  > ych dwu zjawisk, częściowo z powodów historycznych, ilościowo - pod wzgl
                                                  > ędem liczby studentów, pracowników i nakładów osobowych - dominują w Polsce dys
                                                  > cypliny, których wkład w naukę światową jest daleko niższy, niż wkład dyscyplin
                                                  > ścisłych, a i ten jest daleko poniżej naszych aspiracji. To tam, moim zdaniem
                                                  > (ale proszę pamiętać, że ja jestem fizykiem), następuje największe marnotrawstw
                                                  > o.

                                                  To jest dobre. Chario nazywa mnie populistą, ja jednak dalej upieram się, że reforma nauki jest niemożliwa bez poruszenia kwestii pensji. Jest tak jak piszesz - duża, nie wiem jak, ale nie mam wątpliwości co do tego, że to bardzo liczna grupa, patrzy na reformę przez pryzmat czynnika zasadniczego: ile wzrośnie pensja. Tacy ludzie nic nie zrobili w nauce i już nic nie zrobią, więc im nie zależy na jakiejkolwiek reformie, pomijając reformę wysokości pensji. Ergo jest takie - dziura w którą forsa wsiąknie jest potencjalnie bardzo duża, a my mamy mechanizmy, by ją ograniczyć. Pytanie, dlaczego nie można (lub: nie chcemy) jest bardzo dobrym i kluczowym pytaniem. I jeszcze jedno. Ta grupa nie będzie ciągnąć rankingu w górę, nawet jeśli nie w dół, to po prostu będzie balastem.
                                                • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 12.12.10, 15:39
                                                  wedlug mnie, to, co najwazniejsze w twoim poscie to to, ze nikt nie probowal oszacowac zmian w finansowaniu, w strukturach itd.

                                                  a jest to dla mnie kluczowe. tzw. botom lajn to dla mnie to, ze czy nam sie podoba czy nie, nie bedzie skokowego wzrostu finansowania nauki. nie bedzie i tyle. i nie ma znaczenia. ile jeszcze razy powiemy czy uslyszymy: dajcie wiecej forsy. szkoda czasu i energii na to.

                                                  owoszacowanie, wedlug mnie, powinno miec dwa aspekty. pierwsze to zrozumiec, co to znaczy, ze nie ma forsy. na co nie ma, ile nie ma, jak nie ma. i co mozna zrobic w strukturach i zarzadzaniu nauka, zeby wygospodarowac wiecej. to jest dla mnie kluczowe. pytanie: ile marnuje sie pieniedzy dzisiaj w nauce jest pytaniem zasadnym i waznym. podatnik ma prawo oczekiwac, ze jego piniedza zostana wydane sesnownie, tzn.nie tylko zgodnie z przeznaczeniem, ale rowniez pozytecznie (wiem, mozemy sie klocic, co to znaczy).

                                                  drugi aspekt to zrozumienie, jak mozna zmienic poslka nauke, by dzialala lepiej, by mozna bylo mowic o doganianiu swiaa zachodniego. bez radykalnych zmian nie zrobimy nic, a ow smok wawelski w postaci habilitacji jest najmniejszym problemem polskiej nauki. od standardow, przez rzetelnosc i zamkniecie na swiat, do braku konkurencyjnosci na dowolnym poziomie dzialalnosci naukowej: to sa problemy polskiej nauki. wedle mnie poslkiie srdowoisko naukowe nie poradzi sobie samo z tym zadaniem. jednak dopiero po takiej ocenie mozna mowic o zwiekszeniu wydatkow na nauke.

                                                  nie mam zadnych watpliwosci, ze to jest droga do naprawy nauki. jednak jestem calkowicie pesymista. i to z 2 powodow. pierwszy, to opor tzw. srodowiska jest niesamowity. takie zmainy oznaczac musialaby koniecznosc wziecia sie do pracy, koniec cieplych posadek, konkurencyjnosc wobec swiata. to jest trudne, a nawet bardzo trudne. a jaka jest motywacja? wyzsza pensja? nigdy ta wyzsza pensja nie bedzie na tyle wysoka, zeby warto bylo zaczac uczciwie pracowac na jednym etacie, skoro mozna zbijac baki na 2 czy 3.

                                                  ale jestem pesymistyczny rowniez wobec drugiej strony. taki przeglad oznaczaly, ze rzdzacy (dowolnego koloru) musieliby powaznie podejsc do kwestii finansowania nauki. a to jest zobowiazanie trudne i potencjalnie kosztowne. duzo lepeij jest miec budzet, kotry mozna dowolnie ciac, a jak trzeba dowolnie dla celow politycznych zwiekszac.

                                                  przy tym pesymizmie nie mam rowniez watpliwosci, ze inicjatywa powinna nalezec do owego srodowiska. to owo srodwowisko powinno wywierac presje, coraz wiecej presji na rzad. to uczeni powinni wiesc przykladem i pokazywac, ze rzad jest opieszaly, ze nie chce siadac do konktruktywnych rozmow. jednak takiej woli wsrod znacznej wiekszosci polskich uczonych nie ma. i jeszcze dlugo nie bedzie. zbyt latwo jest po prostu krytykowac i zbyt cieplo jest na uczelnianych stolkach.

                                                  • chilly Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 12.12.10, 18:27
                                                    dala napisał:
                                                    "nigdy ta wyzsza pensja nie bedzie na tyle wysoka, zeby warto bylo zaczac uczciwie pracowac na jednym etacie, skoro mozna zbijac baki na 2 czy 3".
                                                    No ale co szkodzi, na początek, spróbować zaproponować pracownikom pensję obecną x 2 (wciąż pewno zmieści się jeszcze w obecnych "widełkach") pod warunkiem pracy na jednym tylko etacie?
                                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 12.12.10, 19:02
                                                    chilly, przyjacielu, to nie ja napisalem. a co do tego, co szkodzi, to ja mysle, ze bardzo wiele szkodzi. bo jesli juz, to pensje nalezy podnosic tym, ktorzy maja dorobek.

                                                    chilly napisał:

                                                    > dala napisał:
                                                    > "nigdy ta wyzsza pensja nie bedzie na tyle wysoka, zeby warto bylo zaczac uczci
                                                    > wie pracowac na jednym etacie, skoro mozna zbijac baki na 2 czy 3".
                                                    > No ale co szkodzi, na początek, spróbować zaproponować pracownikom pensję obecn
                                                    > ą x 2 (wciąż pewno zmieści się jeszcze w obecnych "widełkach") pod warunkiem pr
                                                    > acy na jednym tylko etacie?
                                                  • pfg Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 10:36
                                                    dala.tata napisał:

                                                    > zeby warto bylo zaczac uczciwie pracowac na jednym etacie,
                                                    > skoro mozna zbijac baki na 2 czy 3.

                                                    Ale jeśli ktoś ma - jak to koledzy tu podają - 600 godzin zajęć rocznie, obojętne, czy na jednej uczelni w ramach nadgodzin, czy na kilku w ramach kilku etatów, to czy można powiedzieć, że zbija bąki? Jeśli rzetelnie te zajęcia prowadzi - nie opuszcza, przygotowuje się, rzetelnie ocenia kolokwia i prace pisemne studentów, egzaminuje, czyta drafty prac swoich magistrantów i dyplomantów na kolejnych etapach ich powstawania - to zapewne ma niewiele czasu i sił na prowadzenie badań, ale pracuje, nie obija się. Tu objawia się schizofreniczna sytuacja pracowników polskich uczelni: Nasza pensja w olbrzymiej większości (100% jeśli ktoś nie ma wypłat z grantów) jest za działalność dydaktyczną i organizacyjną, działalność dydaktyczna i organizacyjna jest podstawą krótkoterminowej oceny pracownika - pamiętaj, że uczelnie odczuwają presję na przyjmowanie jak największej liczby studentów, więc dziekani wywierają presję, żeby (i) ktoś te zajęcia prowadził, (ii) zajęcia były wartościowe i atrakcyjne, ale (iii) żeby za dużo ludzi nie oblewać, bo to mogłoby oznaczać finansową stratę dla uczelni/wydziału - a zarazem długoterminowa ocena, awanse, a nawet samo utrzymanie zatrudnienia zależy od aktywności naukowej. Te dwa cele mogą pozostawać w konflikcie. Wiele osób w tej sytuacji, żeby spełnić wymóg publikowania czegokolwiek, ogranicza się do publikowania jakichś szybkich numerków w pokonferencyjniakach, bo, po pierwsze, na wiele więcej nie mają sił ani czasu, po drugie zaś, postępują zgodnie z zasadą najmniejszego działania: skoro to wystarcza, to po co się wysilać, żeby osiągnąć więcej? A wystarcza, bo na wielu wydziałach i wielu dyscyplinach taka obowiązuje "kultura korporacyjna".

                                                    Wracam do pomysłu z mojego poprzedniego listu: Gdyby bodźce finansowe zmieniono tak, że uczelnie nie odczuwałyby presji na branie jak największej liczby studentów i mogły podnosić pensje choćby tym, którzy dbają o *jakość* dydaktyki, podwójnie nie byłoby presji na branie nadgodzin i drugich etatów: raz, byłoby mniej studentów, a więc mniej zajęć do zrobienia, dwa, osoby prowadzące zajęcia nie musiałyby brać tylu zajęć dodatkowych z powodów czysto ekonomicznych. Owszem, część z nich w zwolnionym czasie zajęłaby się grą w Sapera [i pisywaniem na forach :-)] , ale część znalazłaby czas na zadbanie o poziom swojej działalności naukowej. Skoro byłoby więcej czasu na uprawianie nauki, odpadły argument o braku czasu, więc może i owa "kultura korporacyjna", o której wspomniałem wyżej, jakoś by się zmieniła.

                                                    Jednak, jak już pisałem, z uwagi na to, że jedną ze społecznie ważnych funkcji studiów jest ukrywanie bezrobocia wśród absolwentów szkół średnich oraz poprawianie statystyk wykształcenia, nie sądzę, aby takie zmiany w Polsce w przewidywalnej przyszłości zaszły :-( Ale nie pisz, dala, że środowisko niczego konstruktywnego nie proponuje.
                                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 12:55
                                                    masz oczywiscie racje: przy rzetelnym wykonywaniu obowiazkow z pensum 600 godzin, nie mozna zrobic nic, a przynajmniej niewiele. jednak ja mam troche wrazenie, ze takie przyklady to jest czerwony sledz, choc byc moze sie myle. bo ja to bym chcial zobaczyc, ilu jest takich adiunktow w PL i na ile oni musza, czy jest to sposob na dwa etaty ale w jednej uczelni (ja naprawde wiem, ze ludzie musze z czegos zyc, jednak mimo wszystko to nie jest dla mnie argument - mozna isc do innej pracy). z mojego sila rzeczy ograniczonego doswiadczenia (jednak poslugujemy sie tylko takimi przykladami) wynika, ze takich adiunktow jest niewielu, a ci, co sa, chca miec tyle godzin. dlatego sadze, ze to red herring. co wiecej, to jest sledz, ktory nigdy nie zostanie rozwiazany systemowo - bo jest to kwestia zarzadzania uczelnia (bez watpienia rzezc kluczowa, jednak nie do wstawienia do ustawy)

                                                    i teraz tak, mysle, ze na calym swiecie jest tak, ze dzialalnosc dydaktyczna jest podstawa dzialalnosci uczelni i jesli nie masz zewnetrznych zrdoel zatrudnienia (lub jestes research professor), jesli pracujesz na uczelni uczysz. to jest naturalne. i nie ma w rzeczywistosci wyboru pomiedzy uczeniem i nauka, trzeba robic jedno i drugie. a pensum rzedu plus minus 200 godzin dydaktycznych rocznie nie jest obciazeniem obezwladniajacym, szczegolnie, ze nigdy nie przygotowujemy calosci nauczania.

                                                    mysle ze nigdy nie bedzie tak, ze rzad zdejmie z uczelni presje dydaktyczna - uczelnie beda musialy zarabiac na siebie. sztuka bedzie zonglowanie dostepna forsa, dostepna kadra. opozycja, ktora rysujesz, jest moim zdaniem opozycja falszywa - wlasnie o to idzie, ze trzeba byc dobrym i w jednym i w drugim. jestesmy grupa wysoko wyspecjalizowanych profesjonalistow (slabo oplacanych w porownaniu z biznesem, ale to nasz wybor) i musimy sobie z tym poradzic. sprawa uczelni jest to na ile nam pozwoli wybrac 'specjalizacje'. oczywiscie rowniez my jestesmy 'tylko ludzimi' i masz racje, mowiac, ze ludzie postepuja idac po lini namniejszego oporu. i to jest problem zarwono dla uczelni, jak i dla pracownikow. dla uczelni dlatego, ze nie wyznacza wyraznych kryteriow publikacyjnych, akceptujac byle co, dla pracownikow bo publikuja byle co, a ptoem, potencjalnie cierpia, bo ich kariera cierpi, bo parametyzacja cierpi itd. to jest jednak postepowanie przy pelnej swiadomosci, jak sadze, ze to jest bylejakie - i trzeba poniesc tego konsewkencje w pewnym momencie (tu nawiazuje troche do rozmowy o zmianie kryteriow habilitacyjnych - przy zalozeniu ze minister zachowuje sie racjonalnie, ci, ktorzy maja dorby dorobek, nie maja podstaw do obaw).

                                                    jednak kwestia presji finansowej na dzialalnosc dydaktyczna jest sprawa powazniejsza, bo dla ciebie to jest kwestia potencjalne zrodlo uzdrowienia nauki. i to jest rzeczywscie rozwiazanie. jednak przyjmujac, ze wszystko co tu, trafia do was, to tak nie bedzie. u nas forse ktora dostaja uczelnie to iloczyn ilosci studentow i sumy dotacji na jednego studenta (nam na dodatek ustala sie maximum przyjetych studentow). a zatem, realistycznie, tak sie nie stanie. poza tym, moim zdaniem, to twoja propozycja (i ona jest konstruktywna) zmienia system 'polityki naukowej', a od tego jest rzad, a nie my. my musimy ja wykonywac, nawet jesli wiemy, ze ilosc studentow jest maskowaniem bezrobocia (z czym ja sie jestem w stanie zgodzic).

                                                    gdzie, jak sadze, mozna od razu zmienic sytuacje, to zainteresowac finansowo menedzerow (dziekanow i rektorow) wynikami rowniez naukowymi. dyrektor instytutu powien byc przynajmniej czesciowo na PRP (performance related pay). niech zongluje.

                                                    co do systemu, to ja z uporem maniaka wroce do tezy, ze zeby zmieniac, trzeba wiedziec, co zmieniamy. a ja mysle, ze nikt nie ma zielonego pojecia, jak 'jest naprawde'. jaka jest struktura zatrudnienia, jak wydawane sa pieniadze, jak zarzadzane sa uczelnie itd itd. tu jest potezna praca do wykonania. bo poki co, wszystko, co wiemy, to to, ze wyniki poslkiej nauki sa slabe i potrafimy dawac mnostwo przykladow patologicznych, bo sila rzeczy, latwiej sie na nich skupiac. jak juz zmierzymy temperature, to wtedy mozemy postawic diagnoze i zastosowac terapie.

                                                    a co do konstruktywnych propozycji, to mnie oczywisice nie idzie o propozycje na forum. mnie idzie o podejcie debaty publicznej najprawdopodobniej przez przedstawicieli pracownikow naukowych (ale nie przez zwiazki) i propozycji rozmow z rzadem. nie tylko o podwyzkach, finansowaniu, ale rowniez o rzeczach, ktorych mowimy tu. mysle, ze takiej woli ani w srodowisku, ani wsrod rzadzacych nie ma, co nie zmienia tego, ze 'wszyscy chca refromy', rzecz jasna.
                                                  • ford.ka Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 19:50
                                                    Sięgnąłem do bezcennych archiwów Prof. Anec Data i znalazłem tam następujące dane:

                                                    2005/2006 1. 354h 2. 240h Razem 594h
                                                    2006/2007 1. 354h 2. 240h 3. 96 Razem 690h
                                                    2007/2008 1. 306h 2. 246h 3. 66h Razem 618h
                                                    2008/2009 1. 180h 2. 90h 3. 36h Razem 306h + semestr na postdocu
                                                    2009/2010 1. 240h 2. 180h 3. 36h Razem 456h
                                                    2010/2011 1. 276h 2. 240h 3. 24h Razem 540h

                                                    1 i 2 to pierwszy i drugi etat, 3 to godziny wmuszone w szkole powiązaną z etatem nr 1. Co roku Prof. AD kijem ogania się od dalszych nadgodzin.
                                                    Jeśli ktoś pracuje znacząco mniej, znaczy, że ma bogatego małżonka albo zarabia na czymś, co nie jest zajęciami (choćby daje korki). Albo jest tak kompletnie beznadziejny, że nigdzie go nie chcą.
                                                  • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 20:24
                                                    dala.tata napisał:

                                                    > z mojego sila rzeczy ograniczonego doswiadczenia (jednak poslug
                                                    > ujemy sie tylko takimi przykladami) wynika, ze takich adiunktow jest niewielu,

                                                    > a pensum rzedu plus minus 200 godzin dydaktycznych roczn
                                                    > ie nie jest obciazeniem obezwladniajacym

                                                    Kiedys uczelnia wlepila mi 390 godzin. Takie obciazenia nie nalezaly u nas do rzadkosci. W moim przypadku skonczylo sie awantura, ale inni cicho siedzieli i nie protestowali. Faktyczne pensum powyzej 300 godzin bylo norma i odmowa nie wchodzila w rachube. Na prowincji bylo gorzej - tam ludzie faktycznie ciagneli po 600 godzin rocznie.
                                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 22:33
                                                    adepcie, ale, jak sam przyznajesz, robisz to daltego, bo chcesz wiecej forsy. i ja to akceptuje i rozumiem, jednak, gdybym byl twoim szefem uznalbym, ze tonie zwalnia cie z pozostalych obowiazkow.

                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > odkąd pracuję, pracuję przy takich mniej więcej obciążeniach, choć przyznaję, p
                                                    > o to by mieć w miarę sensowne pieniądze..., pewnie można odpowiedzieć, że mogę
                                                    > się zwolnić, ale kto inny na moim miejscu będzie w takiej samej sytuacji...
                                                  • adept44_ltd Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 23:23
                                                    to akurat jest... drobny przykład mój kolega z cywilizacji pracuje na pół etatu (zresztą poniekąd z konieczności, jest coraz mniej chcących studiować slawistykę), pomimo tego zarabia tyle, co ja na dwóch... i spokojnie utrzymuje się, mając czas na pracę naukową... tam się to dało uporządkować, u nas jakby nie ma pomysłu na to...
                                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 23:29
                                                    pol etatu to pol biedy.im lepszy uni tym wiecej ludzi jest zatrudnionych tymczasowo. kiedys podawano, nie znajde linka, ze w Oxbridzge ponad polowa zatrudnionych jest na krotkie kontrakty z grantow.grant wygasa, nie ma nastepnego, wylatujesz.

                                                    znam ludzi, ktorzy tak pracuja latami. i jasne, ciagle udaje im sie znalezc ten nastepny grant, jednak ja pieprze zycie, w ktorym nieustannie zastanawiam sie, czy za chwile nie znajde sie na ulicy.
                                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 23:37
                                                    absolutnie sie zgadzam.

                                                    jednak oczekiwanie, ze w sotsunkowo biednym kraju nauka bedzie miala jak paczek w masle, na dodatek majac dupiaste wyniki, jest dosc karkolomne.

                                                    adept44_ltd napisał:

                                                    > no tak, ale wiesz, z tego, że gdzieś coś jest do d..., nie wynika, że gdzie ind
                                                    > ziej też ma być...
                                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 13.12.10, 22:34
                                                    akceptuje to, chario. jednak ja bym sie chcial dowiedziec, na ile to powszechne i na ile mona mowic o tym jako o barierze w skali makro. i tyle.

                                                    charioteer1 napisał:

                                                    Kiedys uczelnia wlepila mi 390 godzin. Takie obciazenia nie nalezaly u nas do r
                                                    > zadkosci. W moim przypadku skonczylo sie awantura, ale inni cicho siedzieli i n
                                                    > ie protestowali. Faktyczne pensum powyzej 300 godzin bylo norma i odmowa nie wc
                                                    > hodzila w rachube. Na prowincji bylo gorzej - tam ludzie faktycznie ciagneli po
                                                    > 600 godzin rocznie.
                                                    >
                                                • chilly Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 12.12.10, 18:22
                                                  Zgadzam się z całością wypowiedzi pfg, ale chciałbym nieco rozwinąć zdanie: "Wydaje się możliwe, że zwiększając dotację dydaktyczną na jednego studenta i jednocześnie zmniejszając presję na przyjmowanie jak największej liczby studentów, budżet państwa wcale by na tym finansowo nie stracił, kto wie, może nawet skorzystał, a jednocześnie poziom studiów mógłby się podnieść".
                                                  Zniesienie presji "na przyjmowanie jak największej liczby studentów" wymaga odwagi zmierzenia się ze skokowym wzrostem bezrobocia wśród młodzieży (co psuje PR). A zmniejszenie liczby studentów osiągnąć można już prosto. Proponuje taki sposób:
                                                  Wprowadzamy wymóg posiadania odpowiedniej liczby pracowników (i - póki co - z odpowiednimi stopniami naukowymi) w stosunku do liczby kandydatów przyjmowanych na studia. W tym celu określana jest max wielkość grup studenckich (ćwiczeniowych, laboratoryjnych, seminaryjnych itp.) i zliczana liczba godzin, które mogą "obsłużyć" pracownicy danego wydziału, przyjmując np. przelicznik "pensum (też narzucone odgórnie) x 1,5". Na tej podstawie określano by z kolei max liczbę kandydatów, których można przyjąć na studia. Uczelnia dostawałaby dofinansowanie dydaktyczne, całkowicie pokrywające koszty kształcenia, które jednak traciłaby po przekroczeniu obliczonego limitu przyjęć o pewien, określony (i niewielki) procent.
                      • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 20:05
                        niestety zgadzam sie. wielokrotnie mowilem, ze habiliacja ma byc skutkiem ubocznym badan, ktore sie robi, ksiazki ktora sie pisze itd itd.

                        jasna sprawa, ze nie mozna nie widziec konktestu, w jakim ludzie pracuja. jednak rzeczywisice czesto habilitacja jest celem samym w sobie. a to jest nieporozumienie.

                        oluuu napisał:

                        > Cały sens naszego systemu awansu zawodowego ująłeś w tym zdaniu: "habilitację r
                        > obi się...".
                        > Nie robi się badań, nie uprawia nauki, tylko się "robi habilitację", tak samo j
                        > ak moi studenci "robią magisterkę".
                        > Żenada...
                      • niewyspany77 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 20:28
                        Z drugiej strony zauważ, że w polskim systemie habilitacja jest niejako wymuszona. Przynajmniej w teorii - masz 8 (12,15,25) lat na zrobienie habilitacji albo wypad. Nie działa to do końca tak, ale de facto przymus habilitacji jest. I co, czy mamy kogoś kopać za to że system go zmusza? No cóż, moim zdaniem, niech sobie "robi".

                        Stąd uważam, że brak szybkich procedur pożegnania z mało perspektywistycznym adiunktem jest zły dwojako: bo działa na niekorzyść nauki polskiej, działa na niekorzyść adiunkta. Jeśli jest dobrym dydaktykiem to starszy wykładowca, albo, no cóż, lepiej zacząć nowe życie w wieku 32 lat niż 42.
                    • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 21:55
                      dala.tata napisał:

                      > to moze jescze raz: habilitacje robi sie coraz latwiej i przyjemniej. zaostrzen
                      > ie procesu byloby akurat niezle.
                      >
                      > a co do ciaglych zmain regul, to czy cos mi umknelo? pokaz te ciagle zmiany regul?

                      Dala, skad ci sie wzielo to lekko, latwo i przyjemnie? Nie znam osobiscie nikogo, moze poza adeptem, kto przyznalby sie, ze bylo latwo i przyjemnie.

                      Nie mam nic przeciwko zaostrzeniu wymagan. Naprawde. Ale konkretne wymagania trzeba przedstawic komus, kto jest wlasnie zatrudniany po raz pierwszy na stanowisku adiunkta. Nie mozna tych wymagan nagle, nic z tego, ni z owego, zmieniac ludziom, ktorym roku czy dwoch brakuje do otwarcia przewodu.

                      Regulowanie kryteriow oceny rozporzadzeniem oznacza wlasnie zmiennosc wymagan. Rozporzadzenie mozna nowelizowac co roku.
                      • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 23:12
                        nie mam zadnych watpliwosci, ze nikt nie przyznaje ze bylo lekko i przyjemnie. nie mam tez waptliwsoci ze ostatnie zmiany, pozostawiajace wszystko w rekach rady obnizyly wymagania. wielokrotnie juz slyszalem o recenzetnach rady glosujacych za, recenzetach CK glosujacych przeciw, a rada glsoowala za. mnie sie to niespecjalnie podoba.

                        widze to, co mowisz, jednak w rzezcywistosci my wszyscy wiemy, jakie sa wymagania. wszsyc wiemy co to jest znaczacy dorobek. jednak cala masa ludzi liczy na sepa, na to, ze bedzie 'jak zwykle', ze szef jakos zalatwi, recezneci wewnetrzni przechna, rada klepnie. bo czlonkowie rady sami maja taki dorobek. czy nalezy pochylac sie nad losem tych ludzi. przypuszczam, ze watpie.

                        zdaje sobie sprawe, ze rozprzadzenia mozna zmeniac co chwile. co semestr. jednak poki co wole poczekac na to, co bedzie, a nie wieszczyc juz katastrofy.
                          • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 00:24
                            ale ze na przyklad czego maja sie obawiac? ze ktos wreszcie potraktuje powaznie wyrazenie 'znaczacy dorobek'? i ze ksiazka wydana w 13 egzemplarzach w Zielona Gora Univeristy Press (ZGUP) oraz wielu innych nie do konca stanowi taki wlasnie dorobek? ze jak ci odpieprzyli ksiazke we wszystkich wydawnictwach, a ty i tak wiesz, ze ona jest swietna i wydasz w ZGUP, to to nie zmienia tego, ze ksiazka jest do dupy (znam takie przypadki).

                            jesli tak, w co osobiscie bardzo watpie, to jak dla mnie niech sie obawiaja. a ty myslisz, ze obawiaja sie czego?


                            charioteer1 napisał:

                            > Dala, ludzie, ktorzy sa wlasnie w tej chwili w trakcie pisania rozprawy, nie ma
                            > ja czasu na czekanie. Jezeli nie zdaza sie zalapac na stare zasady, a duze praw
                            > dopodobienstwo, ze tak sie wlasnie stanie, maja czego sie obawiac. Im sie zmien
                            > ia reguly gry w trakcie jej trwania.
                            >
                            >
                            • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 00:50
                              dala.tata napisał:

                              > ale ze na przyklad czego maja sie obawiac? ze ktos wreszcie potraktuje powaznie
                              > wyrazenie 'znaczacy dorobek'? i ze ksiazka wydana w 13 egzemplarzach w Zielona
                              > Gora Univeristy Press (ZGUP) oraz wielu innych nie do konca stanowi taki wlasn
                              > ie dorobek? ze jak ci odpieprzyli ksiazke we wszystkich wydawnictwach

                              Ja znam akurat nieco inne przypadki. Osoba, ktora ma publikacje w niezlych zurnalach, pisze ksiazke w jezyku polskim, bo taki jest wymog rady wydzialu. To sie dzieje na szacownym uni. Ten czas mogla wykorzystac sensowniej, ale zrobila to, czego od niej oczekiwano. Jezeli z dnia na dzien zmienia sie zasady, to zostaje z reka w nocniku. Mogla publikowac na LF, bo juz udowodnila, ze potrafi, ale pisala ksiazeczke, ktora nikomu do niczego nie jest potrzebna i ktorej nikt nie przeczyta poza recenzentami. Dodatkowego czasu na powiekszenie dorobku nie dostanie, bo projekt ustawy tego nie przewiduje.
                              • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 11:04
                                i w zwiazku z tym powinnismy sie pochylac nad losem habilitanta, ktory nie publikuje na LF tylko w Polsce, bo tak mu kaza? musze przyznac, ze po pierwsze nie wierze za bardzo w te opowiesc (i mam wrazenie, ze ty po prostu masz pecha do tych wszystkich miedzynarodowych slaw pokrzywdzonych przez polskie wydzialy dajace odpor zagranicznej zarazie), podejrzewam ze sprawy sa nieco bardziej skomplikowane.

                                poza tym, ja wiem ze winna jest zawsze rada wydzialu, jednak chcialbym niesmialo zworcic uwage na to, ze to konkretna osoba X jest odpowiedzialna za swoje konkretne Xowe cv. bo ty troche przedstawiasz habilitanta jako przedszkolaka ktory bezwiednie zrobi kazda bzdure, bo mu rada wydzialu kaze. i choc wie, ze nalezy publikowac na LF, nie zrobi tego.

                                co wiecej, cos czuje, ze jesli ta osoba ma miedzynarodowy dorobek, to ksiazka po poslku nie bedzie stanowic problemu - jakos mocno watpie, ze nagle minister powie: nie wolno publikowac ksiazek po poslku. ja rozumiem, ze minister to potwor, smok i kalarepa, ale dobrze miec odrobine kontaktu z rzezcywistoscia. bardzo tez watpie ze habilitanci beda musieli wykazac sie umiejetnosciami ogrdoniczymi, hydraulika, tudziez znajomoscia origami.

                                i ja wiem, ze ty jestes przeciwko pisaniu ksiazeczek, jednak, jak juz pokazano tu, w Polsce w naukach spolecznych mozna sie bronic z dorobku. co wiecej, jesli masz porzadny dorobek miedzynarodowy, napisanie 'ksiazeczki' po polsku, odprysku od tego dorobku, nie jest jakos strasznie trudne. szczegolnie dla osoby, ktora, jak tweirdzisz, publikuje na LF. na pewno nieco to przedluza proces, ale nie jakos dramatycznie. znam pare osob z porzadnym dorobkiem miedzynarodowym, ktroe zamiast kopac sie z koniem, po prostu siadly i w 2 miesiace napisaly ksiazke. tak, caly proces trwal 9 miesiecy dluzej, ale mieli swiety spokoj.

                                ja mam wrazenie caly czas, chario, ze narzekasz, bo mozna narzekac. co wiecej, obserwowane przeze mnie habilitacje ostatnio raczej wskazuja na to, ze habilitacje zrobic potrafi kazdy sredniej klasy lecturer z przyzwoitego uniwersytetu w UK. poziom habilitacji jest slaby, przynajmniej w naukach spolecznych. i im szybciej podniesiona zostanie poprzeczka, tym lepiej.

                                i tak, bedzie jakas czesc ludzi, ktorzy sie znajda z reka w nocniku. jednak, tak ogolnie, jak juz powiedzialem wczesiej - my wszyscy wiemy, co to jest dobry dorobek. i ci wszyscy ludzie mogli na taki dorobek pracowac, zamiast myslec, ze uda sie te habilitacje przepchnac.
                                • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 13:09
                                  Dala, nie znam ani jednej habilitacji z dorobku w naukach spolecznych. Przyklad omawiany na forum to byl facet, ktory mial mocne uklady w radzie i mocne uklady w CK. To tylko pokazuje, ze jak sie ma odpowiednie uklady, to mozna przepchnac wszystko.

                                  To prawda, ze poziom habilitacji, czyli poziom wymagan habilitacyjnych w Polsce jest niski, ale ten poziom zalezy od dwoch rzeczy i nie wierze, ze uda sie go podniesc administracyjnymi wymogami. Pierwsza rzecz to wymagania rady wydzialu, tzn. oczekiwania rady dotyczace wielkosci dorobku. Druga rzecz to oczekiwania recenzentow.

                                  Podniesc te wymagania w sposob administracyjny mozna faktycznie poprzez okreslenie minimalnego progu dopuszczajacego do otwarcia przewodu. Jezeli ten prog bedzie okreslony przez liczbe publikacji, dajmy na to zamiast 20 bedzie sie wymagac 40, to ludzie beda publikowac makulature, byle tylko miec wiecej. Skutek bedzie odwrotny od zamierzonego.

                                  Na oczekiwania recenzentow mozna wplynac tylko i wylacznie dajac recenzentowi kwestionariusz, gotowy formularz, w ktorym wpisuje tak-nie, a nawet przy takim rozwiazaniu odpowiedzi recenzentow beda calkowta fikcja. Przy obecnej procedurze recenzent ma odpowiedziec na pytanie, czy habilitant wniosl znaczny wklad w rozwoj dyscypliny. W stosunku do 90% recenzentow w przewodach nalezaloby zadac pytanie: a skad wlasciwie ten konkretny recenzent mialby to wiedziec?

                                  Ludzie zrobia kazda glupote, jezeli sie ich przekona, ze takie wlasnie sa wymagania do habilitacji. U nas w niektorych specjalnosciach pokutuje poglad, ze dorobek nie powinien byc monotematyczny, tzn. nie wolno publikowac tylko z jednej tematyki - maja byc rozne tematy i rozne metodologie. Kto taka bzdure puscil w obieg, tego nie wiadomo. W kazdym badz razie pare osob to wzielo serio i usiluja za wszelka cene opublikowac cos, na czym sie kompletnie nie znaja.
                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 18:19
                                    to ja moze powtorze: zamiast wieszczyc tragedie, to zobaczmy, co minister zrobi.

                                    szczerze powiedziawszy, nie widze inengo sposobu na podniesinie poziomu habilitacji poza administracyjnym (metod jest kilka). od 20 lat liczymy, ze tzw. srodowisko to zrobi samo z siebie i jakos srodowisku to nie wychodzi. i przepuszczaja knoty, o ktorych mowilem wczesniej. ostatnio wiem o 2 habilitacjach w naukach spolecznych, ktore mnie po prostu zalamaly. mi sie nie chcialo wierzyc, ze tak niski poziom mozna osiagnac. jednak recenzenci dzielnie klepneli, a rada jeszcze chetniej.

                                    chario, twoje narzekania na recenzentow sa juz znane i zarchiwiowane. dopusc jednak to, ze na calym swiecie bywaja niedopasowani recenzenci.jesli dzialasz w dzialce niszowej (jak mi sie zdarzylo przy habilitacji), to musisz sie liczyc z tym ze bedziesz mial zlych recenzetnow (nie tylko przy habilitacji zreszta - rowniez przy publikacjach, co nam z doswiadczena obecnie odrzucanych tekstow) i trzeba z tym zyc.

                                    co do habilitacji z dorobku, to powtroze to, co mowilem wczesniej. w Polsce nie znam habilitacntow, ktorzy byliby w stanie zrobic habilitacje z dorobku. to nie znaczy, ze ich nie ma. jednak ja takich nie znam, nie spotkalem i nie znam nikogo, kto by spotkal (omawiana tu habilitacja byla dosc skandaliczna).

                                    i na koniec. mnie drazni ciagle pochylanie sie nad tymi, ktorzy, bidusie, maja 7 rozdzialow w 'waznych' edkach, a potrzeba 9. duzo bardziej wolalbym, zebysmy sie zastanawiali nad tym, jak wspomagac tych, ktorzy chca miec 27 artykulow na LF. rownamy w dol, jak zwykle.

                                    a co 'u was' pokutuje, nie wiem i szczerze pwiedziawszy, nie interesuje mnie to.
                                    • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 19:01
                                      dala.tata napisał:

                                      > mi sie nie chcialo wierzyc, ze tak
                                      > niski poziom mozna osiagnac. jednak recenzenci dzielnie klepneli, a rada jeszcze chetniej.

                                      Dzielnie to klepneli recenzenci wyznaczeni przez CK. Tu masz miare "srodowiska". Nie widzisz, ze cos w tym wszystkim nie gra? Ci sami recenzenci uwala dobra habilitacje z tych samych powodow - bo sie w ich swiatopogladzie nie zmiesci.

                                      > jesli dzialasz w d
                                      > zialce niszowej (jak mi sie zdarzylo przy habilitacji), to musisz sie liczyc z
                                      > tym ze bedziesz mial zlych recenzetnow

                                      Nie dzialam w niszowej dzialce. Niszowa moze byc tematyka moich badan, i to niszowa to ona bedzie tylko w Polsce, bo akurat w PL nikt prawie sie tym nie zajmuje, ale w skali miedzynarodowej nie jest ona wcale niszowa. A juz z cala pewnoscia nie jest niszowa specjalnosc, ktora sie zajmuje. W Polsce nie brakuje specjalistow, jednak w moim przewodzie nie powolano ani jednego z nich. To jest regula, nie jestem pod tym wzgledem zadnym wyjatkiem.

                                      > i na koniec. mnie drazni ciagle pochylanie sie nad tymi, ktorzy, bidusie, maja
                                      > 7 rozdzialow w 'waznych' edkach, a potrzeba 9. duzo bardziej wolalbym, zebysmy
                                      > sie zastanawiali nad tym, jak wspomagac tych, ktorzy chca miec 27 artykulow na
                                      > LF. rownamy w dol, jak zwykle.

                                      Troche przesadziles z tymi liczbami. Do tenury na porzadnym amerykanskim uni w mojej specjalnosci wystarczy o wiele mniej niz 27 artykulow na LF. Natomiast mnie boli to, ze sie kaze ludziom pisac ksiazeczki, zwlaszcza tym, ktorzy moga i powinni publikowac na LF. Pisanie ksiazeczek uwazam za strate czasu i pieniedzy. Zwlaszcza, ze ci "ksiazeczkowi" habilitanci w wielu przypadkach, jak nie umieli pisac do czasopism, tak juz sie nie naucza. A recenzent przeciez i tak klepnie, nawet ten z CK, a i rada tez klepnie.

                                      > a co 'u was' pokutuje, nie wiem i szczerze pwiedziawszy, nie interesuje mnie to

                                      Tak, wiem, bardzo nie lubisz rozmawiac o realiach. No sorry, ale mnie twoja teoria nijak do praktyki nie przystaje, wiec pozostane przy swoim zdaniu.
                                      • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 22:14
                                        zdaje sie ze to moj arugment, chario. srodowisko w Polsce nigdy samo sie ie dzwignie. nie wiem dlazcego, ale nie dziwgnie sie. i trzeba mu 'pomoc'.

                                        nie mowie o tobie. zawsze niszowosc bedzie problemem, rowniez w UK, francji czy Nieczech. bo jest nisza. i bedzie trudno znalezc recenzetnow. a nie zawsze chcemy tego najelpszego z Australii sprowadzac. i trzeba z tym zyc.

                                        pewnie zalezy na jakim uniwersytecie, nie? a te ksiazki cie bola, jednak niepotrzebnie. bo brak ksiazki nie oznacza pisania na LF. na LF pisze garstka. wiec przestan konstruowac te wizje poslkich humansitow, ktorzy w cuglach sa trzymani przez glupie ksiazki, bo oni nic tylko chca pisac na LF. nie chca i nie pisza i poki sie nie zmusi ich, to nie beda pisac.

                                        ja nie potrafie wskazac habilitacji w z nauk spolecznych i humanistyki ciagu ostatnich ilus tam lat, gdzie dorobek habilitanta zawieral znaczna (powiedzmy, polowe) czesc publikacji miedzynarodowych (i.e. LF). w rzeczywitsoci znam jedna taka habilitacje w ogole, ktora na dodatek jest z psychlogii (co nie znaczy, ze nie bylo ich wiecje, rzezc jasna). i to dotyczy glwonie tych naszych najlepszych instytutow.

                                        wiec przestan sciemniac chario - poslcy humanisci/spoleczni nie publikuja na LF, wiec ksiazki im w tym zdecydowanie nie przeszkadzaja.
                                        • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 22:48
                                          dala.tata napisał:

                                          Sorry, dala, ale w tej chwili sciemniasz na calego.

                                          > nie mowie o tobie. zawsze niszowosc bedzie problemem, rowniez w UK, francji czy
                                          > Nieczech. bo jest nisza. i bedzie trudno znalezc recenzetnow. a nie zawsze chc
                                          > emy tego najelpszego z Australii sprowadzac. i trzeba z tym zyc.

                                          Niszowosc nie jest zadnym problemem. Problemem jest to, ze regula jest powolywanie niekompetentnych recenzentow. Trudno nazwac inaczej powolywanie recenzentow spoza specjalnosci habilitanta, skoro specjalisci z tej samej specjalnosci sa w kraju i nie trzeba ich sciagac z Australii.

                                          > a te ksiazki cie bola, jednak niepot
                                          > rzebnie. bo brak ksiazki nie oznacza pisania na LF. na LF pisze garstka. wiec p
                                          > rzestan konstruowac te wizje poslkich humansitow, ktorzy w cuglach sa trzymani
                                          > przez glupie ksiazki, bo oni nic tylko chca pisac na LF. nie chca i nie pisza i
                                          > poki sie nie zmusi ich, to nie beda pisac.

                                          Brak ksiazki nie oznacza pisania na LF. Jednak alternatywa pisanie na LF zamiast ksiazki jest po prostu zbyt ryzykowna. Mozna miec publikacje na LF i nie zostac dopuszczonym do kolokwium, bo recenzent nie zrozumial.
                                          • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 23:14
                                            no widzisz, a ja mysle ze niszowosc jest problemem, bo recenzetnow brak. co do niekompetentnych, tacy sie tez zdarzaja. i moze zaakceptowac, ze tak sie zdarzy, mozna tez jojczec.

                                            proponuje jednak zebys sie zdecydowala co dokladnie chcesz powiedziec. czy to,

                                            a. ze jak ludzi zmusza sie do pisania ksiazek i przez to nie moga pisac na LF,
                                            b. ze ludzie wola pisac ksiazki, bo nie chca na LF.

                                            bo w ciagu ostatnich postow nie mozesz sie zdecydwoac. jak sie juz zdecydujesz, daj znac.
                                            • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 23:40
                                              dala.tata napisał:

                                              > no widzisz, a ja mysle ze niszowosc jest problemem, bo recenzetnow brak. co do
                                              > niekompetentnych, tacy sie tez zdarzaja. i moze zaakceptowac, ze tak sie zdarzy
                                              > , mozna tez jojczec.

                                              Dala, jestes mistrzem w wykoslawianiu bardzo eksplicytnie przedstawionych argumentow. W mojej specjalnosci nalezy przyjac za pewnik, ze CK powola recenzentow spoza specjalnosci, mimo ze w obrebie specjalnosci nie brakuje samodzielnych, nie brakuje tez tytularnych.

                                              > proponuje jednak zebys sie zdecydowala co dokladnie chcesz powiedziec. czy to,
                                              >
                                              > a. ze jak ludzi zmusza sie do pisania ksiazek i przez to nie moga pisac
                                              > na LF,
                                              > b. ze ludzie wola pisac ksiazki, bo nie chca na LF.

                                              Proponuje, zebys uwazniej czytal. Oba przypadki zachodza jednoczesnie.

                                              Na podstawie swoich doswiadczen, nie radze habilitowac sie na podstawie publikacji z LF zamiast ksiazeczki. Recenzent moze nie wiedziec nie tylko, ze pismo ma jeden z najwiekszych IF w dyscyplinie, ale nawet, ze takie pismo w ogole jest na LF. Wiecej, mogl nie byc do tej pory w ogole swiadmo, ze takie pismo istnieje.
                                    • chilly Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 21:45
                                      Dala, a skąd wziąłes takie stwierdzenie: "od 20 lat liczymy, ze tzw. srodowisko to zrobi samo z siebie i jakos srodowisku to nie wychodzi"? Ja mam raczej wrażenie, że od 20 lat "środowisko" walczy o przetrwanie. Czasami w sensie niemal biologicznym, bo żona-naukowiec i mąż nauczyciel nie są w stanie utrzymać siebie i dwójki swoich dzieci. Ale także o przetrwanie w nauce, gdzie ocenia się "światowość" poziomu badań, a tu aparatura sznurkiem powiązana. Gdzie wszelkie więzi z przemysłem (a więc i pieniądze stamtąd) zostały dawno utracone, bo ten przemysł albo upadł wskutek przemyslnych reform, albo został przejęty przez nowych właścicieli, którzy swoją "naukę" mają poza granicami Polski.
                                      • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 22:27
                                        wzialem to stad, bo tak od 1989 roku slysze nieustanne narzekanie o spadku poziomu, o knotach, o koniecznosci poprawy standardow, o konkursach, o nepotyzmie i wszystkich innych cudach. i co? nic. bede nadal slyszal o tym przez nastepne 20 lat. BO PRZECIEZ NIE MA FORSY, bo walczymy o przetrwanie bo tysiac roznych innych alibi na to, zeby sie nie zmienic.

                                        a przeciez to od forsy zalezy, czy bedziemy przepycahc durne doktoraty czy habilitacje, nie?

                                        wiem, ze nudze, jednak pozwole sobie powtorzyc: jeszcze nie uslyszalem ani jednego argumentu, ze jest za malo forsy (w naukach spolecznych/humansitycznych). ja tylko slysze ze nie ma. ale nie slysze, ze skoro nie ma, to zrobilismy to, to i owo, zeby wydajnosc pracy podniesc, zeby zmniejszyc koszty, zeby sto rzeczy, ktore sie dzieja na co dzien u mnie w pracy, bo nie ma forsy. wiem, zaczynamy od innych poziomow.

                                        jednak czy ktos wie, ile forsy z UE dostaja poslkie uczelnie? o ile grantow wystepuje przecietny adiunkt czy prof. zwyczajny czy ndzw. ja w tym roku akademickim siedze juz nad trzecim i z cala pewnoscia nie ostatnim. a to wszystko w naukach spolecznych, w ktorych dzialalnosc granotwa jest minimalna w porownaniu np. z farmakologami (w UK, jak uslyszelm od kolegi farmakologa, zeby departament mogl sie liczyc w naszej parametryzacji, dochod z grantow musi wyniesc ok. miliona funtow na pracownika.).

                                        i zeby nie bylo: ja naprawde nie jestem glupi i nie mysle ze wszystko jest fajnie i super. jednak irytuje mnie ciagle narzekanie na to, ze nie ma pieniedzy. przestancie myslec, ze wam sie cokowliek nalezy. patrze sobie na owe wymienieane przeze mnie habilitacje w najelszpych poslkich osrdokach i nie dalbym im zlamanego centa na cele badawcze.
                                        • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 23:01
                                          dala.tata napisał:

                                          > a przeciez to od forsy zalezy, czy bedziemy przepycahc durne doktoraty czy habi
                                          > litacje, nie?

                                          Durne habilitacje przechodza i beda nadal przechodzic, bo zwykle jeden recenzent na czterech jest w stanie rzetelnie ocenic, co czyta.

                                          > wiem, ze nudze, jednak pozwole sobie powtorzyc: jeszcze nie uslyszalem ani jedn
                                          > ego argumentu, ze jest za malo forsy (w naukach spolecznych/humansitycznych). j
                                          > a tylko slysze ze nie ma. ale nie slysze, ze skoro nie ma, to zrobilismy to, to
                                          > i owo, zeby wydajnosc pracy podniesc, zeby zmniejszyc koszty, zeby sto rzeczy,
                                          > ktore sie dzieja na co dzien u mnie w pracy, bo nie ma forsy. wiem, zaczynamy
                                          > od innych poziomow.

                                          Jakos nic na forum nie pisales o tym, jak sie oszczedza i racjonalizuje u ciebie w pracy. Skad wiesz, co sie u kogo w pracy dzieje? Skoro sam sie nie chwalisz, to jakim prawem oceniasz innych?

                                          Poza tym zapominasz, albo calkiem nie jestes swiadom faktu, ze polskie uczelnie w porownaniu z brytyjskimi maja tu zero autonomii. Uczelnia w Polsce dostaje pieniadze podzielone na koperty - od razu z zaszufladkowaniem, na co te pieniadze mozna przeznaczyc. Jezeli sie tych pieniedzy nie wyda zgodnie z przeznaczeniem, to trzeba je zwrocic do ministerstwa. Mozliwosci racjonalizatorstwa sa zadne.
                                          • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 11.12.10, 23:17
                                            a dowody na temat tych durnych recenzetnow masz bo kolezanka, Jurek z pierwszego pietra i kuzyn tak mial?

                                            nie mam pojecia, co sie dzieje u kogo w pracy. ja tylko slysze: dajcie wiecej forsy. skoro to slysze, to o tym mowie. nie sadze, zebym kogokowliek ocenil. oceniam system i i praktyki srdowiskowe. dokladnie tak samo jak oceniam praktyki doktoratowe czy habilitacyjne.

                                            z calym szacunkiem chario, nie masz pojecia o czym mowisz, co do przeznaczenia funduszy, ktore otrzymuja brytyjskie uczelnie.
                  • chilly Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 16:27
                    Ba, kiedyś usiłowałem poznać dorobek pewnego ważnego dyrektora instytutu. Samodzielnego, a jakże. Ciężko szło. Aż w końcu dotarłem do informacji, że jest autorem 24 (!) publikacji naukowych (?) i kilku podręczników. W kilka lat po habilitacji!
                    A znak zapytania stąd, że do większości tych publikacji nie udało mi się dotrzeć. Bo pewnie były to pokonferencyjniaki. Ale na habilitacje (w tym przypadku) starczyło. I co ma sobie myśleć inny znajomy, który w chwili obrony doktoratu był (współ)autorem 19 publikacji w czasopismach z LF?
                    • niewyspany77 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 16:39
                      Ja również mogę Ci wskazać habilitowanego z dorobkiem klasy "bieda z nędzą". Ale to tylko tyle znaczy, że system przepuszcza tych, którzy "habilitację zrobić muszą". Aż się nasuwa pytanie, czy system też potrafi decydować o tych, którzy habilitacji zrobić nie mogą, niezależnie od dorobku? Nie wiem. Z pewnością ustalenie sensownych kryteriów dla konkretnych dziedzin (nawet bazujących na punktach) byłoby dobrym rozwiązaniem. Ja się zgadzam z postulatem, że kryteria powinny być jasne, zresztą niektóre wydziały publikują własne kryteria otwarcia przewodu habilitacyjnego, i to jest dobra praktyka, zła jest taka, że nadal są osoby, którym się takie przewody otwiera mimo że nie spełniają kryterium dorobku. Zresztą w ogóle powinien być to proces automatyczny.
                      • chilly Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 16:44
                        Z automatyzmem to jest tak. Pewien instytut koniecznie chciał mieć prawa habilitowania. Do czego potrzeba 12 (odpowiednich) samodzielnych. W końcu ich miał. Ale uprawnień nie uzyskał. No bo część z nich była o kilka lat od emerytury. A ponadto - w tym wieku ludzie częściej umierają. Więc tak, dla bezpieczeństwa - sugerowano - lepiej, gdyby samodzielnych było 17-18.
                          • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 17:01
                            mam nadzieje ze tak nigdy nie bedzie. a przewod habilitacyjny powienien byc otwerany kazdemu, kto chce i spelnia warunek podstawowy: ma dokotrat.

                            otwarcie przewodu to czysty gate-keeping, na dodatek duzo trudniej sie od niego odwolac.

                            niewyspany77 napisał:

                            > Chodziło mi o to, że otwarcie przewodu habilitacyjnego to powinien być proces a
                            > utomatyczny po osiągnięciu wymaganych kryteriów (20 publikacji lub 150 punktów,
                            > na przykładzie tego wątku).
                              • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 17:21
                                zupelnie nie widze zwiazku miedzy jednym i drugim zdaniem.

                                nie widzie powodu, by ktos, kto uwaza, ze jest gotowy od habilitacji, jesli spelnia warunki formalne, nie mogl przejsc przejsc przez proces. nie ma to jednak zadnego przelozenia na przyznawania mu stopnia. ja osobiscie uwazam, ze recenzje nalezy zaostrzyc. powiedzmy: uwazam ze nie powinno byc habilitacji bez chocby minimalnego dorobku miedzynarodowego.

                                niewyspany77 napisał:

                                > Czekaj, chcesz otwierać przewód habilitacyjny człowiekowi, który ma TYLKO dokto
                                > rat? Czyli chcesz by nadanie stopnia hab odbywało się tylko na podstawie książk
                                > i?
                                  • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 19:52
                                    ale ja sie nie wypowiadalem na temat kryteriow. ja glownie mowie o otwarciu przewodu - niech otwieraja kazdemu kto chce.

                                    co do minimalnego dorobku miedzynarodowego, to, szczerze powiedziawszy, nie wiem. to jest kwestia do dyskusji.

                                    niewyspany77 napisał:

                                    > Czyli albo uważasz że kryteria podane przeze mnie w poście wyżej są za słabe, a
                                    > lbo ja się pogubiłem.
                                    >
                                    > Co uważasz za "minimalny dorobek międzynarodowy"?
              • pfg Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 15:07
                dala.tata napisał:

                > teraz nie bedzie zadnego zapisu o 'znacznym dorobku' w habil
                > itacji w ustawie?

                Link (str. 99) podawałem już kilka razy.

                Cytat
                1. Do postępowania habilitacyjnego może zostać dopuszczona osoba,
                która posiada stopień doktora oraz osiągnięcia naukowe lub
                artystyczne, uzyskane po otrzymaniu stopnia doktora, stanowiące
                znaczny wkład autora w rozwój określonej dyscypliny naukowej lub
                artystycznej oraz wykazuje się istotną aktywnością naukową lub
                artystyczną.
                2. Osiągnięcie, o którym mowa w ust. 1, może stanowić:
                1) dzieło opublikowane w całości lub w zasadniczej części, albo
                jednotematyczny cykl publikacji;
                2) zrealizowane oryginalne osiągnięcie projektowe, konstrukcyjne,
                technologiczne lub artystyczne;
                3) część pracy zbiorowej, jeżeli opracowanie wydzielonego
                zagadnienia jest indywidualnym wkładem osoby ubiegającej się o
                nadanie stopnia doktora habilitowanego.
                3. Obowiązek publikacji nie dotyczy osiągnięć, których przedmiot jest
                objęty tajemnicą państwową.
                4. Minister właściwy do spraw szkolnictwa wyższego określi, w drodze
                rozporządzenia, kryteria oceny osiągnięć osoby ubiegającej się o
                nadanie stopnia doktora habilitowanego, biorąc pod uwagę osiągnięcia
                naukowo-badawcze w dziedzinach nauki i sztuki lub obszarach wiedzy,
                współpracę międzynarodową, dorobek dydaktyczny i popularyzatorski
                oraz uzyskane nagrody.”


                Jest to, IMHO, osłabienie dotychczasowych wymagań. W szczególności nowy punkt 4 ma - w zamyśle - ukrócić "samowolę" Rad Wydziałów i *bardziej ujednolicić* kryteria, ale jak to będzie wyglądać w praktyce - czas pokaże. Ja przeciwko tej nowelizacji protestuję, gdyż
                (i) zmniejsza ona poziom, a zatem umniejsza znaczenie, doktoratów i habilitacji w stosunku do stanu obecnego,
                (ii) przewiduje zupełnie absurdalną procedurę habilitacyjną, o której pisałem i tu, i na moim blogu,
                (iii) zniesienie mianowania uważam za rzecz bardzo niedobrą,
                (iv) ustawa w nowym kształcie stanowi wyraz obrony interesu grupowego kasty profesorów z tytułem naukowym.
                • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 15:33
                  dziekuje, po raz kolejny. i dodaje ze mi sie wlasnie tak wydawalo.

                  obawiam sie jednak, ze rozporzdadzenie ministra, jesli juz, bedzie rozmywalo znaczacosc dorobku. co wiecej, wbrew zarzutom zalozyciela watku, rozporzadzenia ma niuansowac dorobek w poszczeoglnych dziedzinach nauki. jednak rzeczywiscie potencjalnie jest to pole do naduzyc.
                  • charioteer1 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 15:58
                    Niuansowanie w dziedzinach to jest sciema, ktora nie ma prawa dzialac. Wedlug jakich kryteriow porownac dorobek literaturoznawcy i psychologa? Jeden publikuje glownie w ksiazkach, po 6-7 artykulow rocznie, drugi ma jeden porzadny artykul na rok i to jak dobrze pojdzie. Liczyc publikacje na sztuki? Bez sensu. Liczyc punkty wedlug ministerialnej listy? Mozna, ale tu jest drobny haczyk. Punkty za publikacje okresla inne rozporzadzenie. Jezeli minister znowelizuje rozporzadzenie o punktach za publikacje, ale nie znowelizuje jednoczesnie rozporzadzenia o dorobku na stopien, to sie okaze, ze nagle habilitacje zrobic jest albo bardzo latwo, albo bardzo trudno.
                    • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 16:15
                      wiesz co, tu ona dziala calkiem niezle, ta sciema i my dokladnie wiemy, na czym polega roznica miedzy STEM, social sciences i humanities. a pozniej w ramach dyscyplin, a nwet i poddyscyplin. i jakos sobie radzimy. podejrzewam ze mozna by to nawet spisac.

                      jednak w PL rzeczywisice moze byc tak, ze chcieli dobrze, wyszlo jak zwykle.
                    • chilly Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 16:39
                      A co powiesz, chario, na taki przypadek. Jeden autor pisze przez kilka lat książkę, za która dostaje 12 punktów (czy może 24?). Czasami do podziału na kilku współautorów. Drugi zaś zamieszcza w ogólnopolskim, ale słabym czasopiśmie jej 1,5-stronicową, pobieżną recenzje. I wykazuje to w "dorobku" swoim i firmy - za 9 pkt.
                      • pfg Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 17:21
                        To dowodzi absurdalności całego systemu punktowego. Bez jakiejś formy instytucjonalnej oceny dorobku się nie obejdziemy, ale, jak to słusznie kilkakrotnie podkreślał dala, system recenzencki opiera się na zaufaniu do rzetelności i profesjonalizmu recenzentów. To działało, póki nauka była "elitarna". Gdy stała się zjawiskiem masowym (choćby z uwagi na konieczność zatrudnienia odpowiedniej liczby osób do kształcenia studentów), system próbuje się sformalizować. I tu się pojawiają najróżniejsze absurdy.
            • alphabase Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 09:54
              Touché, charioteer - ciągłe zmiany reguł gry uniemożliwiają normalną pracę i ośmieszają Ministerstwo Szkodnictwa. Mnie nie chodzi o okopywanie się w rowach nieróbstwa/nieudacznictwa ani dyskutowanie do usranej śmierci - za ciężko pracuję, by sobie na takie "zmyłki" pozwalać. Domaganie się sensownego i zgodnego z konstytucją ustawodawstwa to nie żadna fanaberia - to obowiązek.

              Tytuł tylko z pozoru jest mylący. Rozmawiamy o polskiej fantastyce naukowej, n'est-ce pas? ;)
              • dala.tata Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 10:34
                jasna sprawa. to ja chcialbym uslyszec, jakich to dramatycznych zmian doswiadczyli adiunkci, ktore uniemozliwiaja im robienie habilitacji. bo jak dla mnie zmiany zasad habilitowania glownie ulatwily dostep do habilitacji.

                i skoro chcesz tego ustawodawstwa, to ja ponowie chec uslyszenia, jak wygladaloby ustawodawstwo, ktore by cie zadowolilo.

                alphabase napisała:

                > Touché, charioteer - ciągłe zmiany reguł gry uniemożliwiają normalną pracę i oś
                > mieszają Ministerstwo Szkodnictwa. Mnie nie chodzi o okopywanie się w rowach ni
                > eróbstwa/nieudacznictwa ani dyskutowanie do usranej śmierci - za ciężko pracuję
                > , by sobie na takie "zmyłki" pozwalać. Domaganie się sensownego i zgodnego z ko
                > nstytucją ustawodawstwa to nie żadna fanaberia - to obowiązek.
                >
                > Tytuł tylko z pozoru jest mylący. Rozmawiamy o polskiej fantastyce naukowej, n'
                > est-ce pas? ;)
    • niewyspany77 Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 12:29
      1. Utrzymanie dotychczasowych uregulowań w zakresie przewidzianego okresu zatrudnienia młodszej kadry naukowej, z którą nawiązano stosunek pracy przed wejściem w życie przygotowywanej obecnie nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Zawarte w niej rozwiązania — obok ważnego z prawnego punktu widzenia naruszenia praw nabytych — w niedalekiej przyszłości skutkować będą łatwymi do przewidzenia problemami społeczno-ekonomicznymi licznej grupy osób, dla których uczelnie wyższe stanowią jedyne miejsce pracy i źródło utrzymania. Ludzie ci w krótkim czasie (uwzględniając kalendarium autorów ustawy) mogą zostać pozbawieni pracy i dochodu.

      Najs. Czyli: domagamy się gwarancji posady do emerytury, ponieważ poza uczelnią nasza praca nie ma racji bytu. Dziękuję autorom petycji, że nie napisali, iż adiunkt potrzebuje gwarancji pracy na 3 etatach, co za ulga.

      2. Zachowanie dotychczasowego aktu mianowania jako formy nawiązania stosunku pracy
      ze wszystkimi grupami pracowników naukowo-dydaktycznych uczelni wyższych.


      Ja tylko skromnie się spytam, dlaczego nie proponuje się 4-5 letnich kontraktów. O, faktycznie, bo mianowanie to gwarancja posady do emerytury, nawet jeśli się mylę to wracamy do pkt 1.

      3. Uwzględnienie w nowelizacji rozwiązań prawnych, które w imię dbałości o jakość i poziom wykształcenia polskiej kadry naukowej umożliwią zindywidualizowanie tempa rozwoju naukowego z uwagi na specyfikę poszczególnych dyscyplin nauki. Wiele z jej dziedzin (np. w humanistyce i w naukach społecznych) wymaga długotrwałych i rozległych badań, a więc i stosowania dłuższego okresu zatrudnienia.

      O tak, uzasadnijmy 15- , a nawet 20-letnie adiunktury "prawdziwą istotą humanistyki". Właśnie uzyskałem uzasadnienie, dlaczego na wydziale, który ukończyłem kilka lat temu, średnia wieku adiunkta to coś ponad 50 lat. Bo to humaniści są.

      Adept, humanistą nie jesteś ;P I Ty Toc też uważaj, bo nie będziesz!

      4. Wprowadzenie stabilnych i dających się przewidzieć w długim okresie czasu kryteriów określających wymagania stawiane przy kolejnych stopniach awansu zawodowego.

      Ja rozumiem, że autorzy petycji chcą dostrzec marchewkę, choćby na horyzoncie, ale dlaczego na drugim biegunie nie może być kija, to już nie pojmuję.

      • pfg Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 10.12.10, 14:53
        niewyspany77 napisał:

        > O, faktycznie, bo mianowanie to gwarancja posady do emerytury

        Nie. Pracownika mianowanego też można zwolnić (na przykład jeśli nie napisze habilitacji w przewidzianym czasie), ale pracownika zatrudnionego na zasadzie umowy o pracę zwolnić jest znacznie łatwiej.
        • chilly Re: Petycja doktorów oczami GW 10.12.10, 16:35
          A cóż to jest 15 lat? Są i takie uczelnie, które dają 25 lat! Teoretycznie, bo w praktyce - dożywocie. Znam doktorów 70+ wciąż zatrudnionych na państwowej uczelni (no i profesorów 80+, ale to na prywatnych).
          Ale, w nawiązaniu do pewnych wypowiedzi w tym wątku: spora część adiunktów na kierunkach humanistycznych ma 50+. I chodzi tylko o takie przedłużenie okresu kwarantanny, aby dotrwać do emerytury. Niechby i wcześniejszej. Plus dodatkowy etat, oczywiście. A najlepiej - dwa. Co, niewyspany, nie jest aż takim problemem dla kogoś, kto od dziesięcioleci funkcjonuje w tych układach.
        • pfg Re: Petycja doktorów oczami GW 10.12.10, 17:17
          dala.tata napisał:

          > Poprzednio na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim ten okres był o rok dłuższy
          > i zakładał możliwość przedłużenia go nawet do 15 lat.

          >
          > i wszystko jasne nie? :-)

          Jest jednak pewna słuszność w obserwacji, iż jeśli ktoś zaczął pracować z perspektywą 15 lat, a tu mu z mocy prawa skracają do 8, to może czuć się skrzywdzony. Powinno być przewidziane jakieś vacatio legis lub przepisy przejściowe - typu: już zatrudnieni pozostają zatrudnieni na dotychczasowych zasadach lub przynajmniej jeśli ktoś już pracuje 6 lub więcej lat, dostaje ileś tam czasu (więcej, niż dwa) na dokończenie habilitacji, z ustawowymi zabezpieczeniami przed szykanami administracyjnymi w tym okresie - ale projekt niczego takiego nie zawiera. Nie mam nic przeciwko wprowadzeniu ośmioletniego ograniczenia dla nowozatrudnianych a nawet dla osób, które zaczęły pracować 3-4 lata temu.
          -
          Komentarze fizyka
          • dala.tata Re: Petycja doktorów oczami GW 10.12.10, 17:24
            musze przyznac, ze masz racje, nawet jesli owe 15 lat obejmuja przedluzanie terminow, bo owo przedluzanie terminow traktowane jest jako prawo i oczywistosc, wiec wszyscy na to licza. z drugiej strony jednak nie jestem pewien, czy chce sie pochylac nad losem adiunktow, ktorzy celuja z habilitajca w 15 lat po doktoracie. jednak problem widze i nie da sie powiedziec, ze go nie ma i przepisy przejsciowe, ktore proponujesz, maja sens.
        • loleklolek_pl Re: Petycja doktorów oczami GW 10.12.10, 18:22
          jeszcze lepsza jest odpowiedź ludków z ministerstwa w sumie... Kładzenie rozwoju nauki i szkolnictwa na barkach młodszej kadry (czyli tej, która zasadniczo na uczelniach niewiele może) przy jednoczesnym zachowaniu praw i przywilejów skostniałej części rządzącej, tak po szczerości to nic nie wystymuluje - conajwyżej kilka osobistych dramatów, no i parę osobistości się uratuje, gdyż podejmą pracę za granicą lub w ogóle zrezygnują z kariery naukowej ;-).
      • flamengista Teraz się obudzili! 11.12.10, 12:52
        Można powiedzieć: wyjmijcie rękę z nocnika.

        Na protesty za późno, bo zmiany już wprowadzono albo właśnie są wprowadzane.

        Na to, że skrócenie czasu na habilitację z 15 lat do 8 jest zmianą dość dramatyczną, zwracaliśmy na tym forum uwagę od dawna.

        Ja jestem w stanie przyjąć, że 15 lat to zbyt długo. Ale w sytuacji, gdy istnieją faktycznie możliwości pracy naukowej. Ja naukowo mam możliwość pracy przez pół roku. W jednym semestrze mam tyle zajęć, że naukowo nie robię prawie nic. Nie da się, bo praktycznie nie wychodzę z sali wykładowej. Więc realnie na zrobienie habilitacji mam nie 8 lat, a 4.

        I tak mam wielki komfort, bo wcale nie są wyjątkiem adiunkci, którzy mają po 600-700 godzin dydaktyki rocznie. I nie ma zmiłuj się - muszą je wziąć i tyle. Nie ma dyskusji. Przy takiej ilości nie ma szans na prawdziwą pracę naukową.

        Więc może najpierw należało dopilnować, by adiunkci mieli warunki do pracy naukowej, a później skracać czas do zrobienia stopnia?

        Efekt będzie taki, że za te 8 lat nie będzie nowych habilitowanych, za to masa sfrustrowanych adiunktów do zwolnienia. I nie jestem wcale pewien, czy na ich miejsce będą młodzi, zdolniejsi i pracowitsi.
        • loleklolek_pl Re: Teraz się obudzili! 11.12.10, 15:00
          "I nie jestem wcale pewien, czy na ich miejsce będą młodzi, zdolniejsi i pracowitsi."

          Młodzi, zdolniejsi i pracowitsi w ramach przymusowej mobilności wyjadą za granicę. Przecież nikt, kto wybierał sobie amitniejszy doktorat - tzn. robił go w miejscu, gdzie takie doktoraty da się robić, czyli w jakiejś lepszej jednostce udostępniającej lepsze laby i lepszą obsługę administracyjno-techniczną, na której można sobie zdublować lub potroić zarobki - nie będzie w ramach przymusowej mobilności wybierał jednostek gorszych, czyli w większości przypadków zostanie mu zagranica i ew. drugi koniec kraju. No ale jeśli z jakiś względów wybierze, to również będzie sfrustrowany co nie miara i wcale niekoniecznie jego habilitacja będzie lepsza, niż doktorat :-). W drugą stronę to powinno fajnie działać, ta mobilność, ale nie wiem, czy będzie to miało pozytywny wpływ na jakość polskiej nauki, jako takiej ;-).
          • chilly Re: Teraz się obudzili! 11.12.10, 16:29
            Młodsi się znajdą. Czy zdolniejsi i bardziej pracowici? Nie sądzę. Ale może chodzi o to, aby najpierw wszystko rozwalić, większość zwolnić, a na gruzach zacząć budować na nowych zasadach, zapewniając wreszcie odpowiednie warunki.
            Nooo... Rozmarzyłem się trochę.
            • flamengista gdzie się znajdą? 12.12.10, 20:20
              Pytam się po raz kolejny, bo już wcześniej o tym dyskutowaliśmy.

              Obecnie w ekonomii zatrudnienie z zewnątrz (bez tzw. "chowu wsobnego) młodego człowieka po doktoracie, zainteresowanego pracą naukową i dydaktyczną, średnio uzdolnionego i pracowitego graniczy z cudem.

              Chętni młodzi może i są, ale na ogół chcą na uczelni spędzać 1 dzień w tygodniu, wyrobić pensum a przez resztę czasu zajmować się prywatnym biznesem. Uczelnia ma im płacić ZUS i pensję oraz zapewniać dodatkowy prestiż w środowisku.

              W dodatku ja widzę, jakie teraz powstają doktoraty. I jakich mamy studentów. Wnioski na przyszłość nie są zbyt optymistyczne.
        • tocqueville Re: Teraz się obudzili! 11.12.10, 16:52
          Ja jestem w stanie przyjąć, że 15 lat to zbyt długo. Ale w sytuacji, gdy istnieją faktycznie możliwości pracy naukowej. Ja naukowo mam możliwość pracy przez pół roku. W jednym semestrze mam tyle zajęć, że naukowo nie robię prawie nic. Nie da się, bo praktycznie nie wychodzę z sali wykładowej.

          nie da się ukryć ze nasza praca (jeśli się solidnie podchodzi) to właściwie dwa etaty:
          a) dydaktyczno-organizacyjny: odbywanie zajeć (zeby jakoś wiązać koniec z końcem trzeba brać sporo nadgodzin), przygotowania do zajęć (czytanie, wymyślanie, robienie prezentacji), konsultacje, odpisywanie na e-maile studentów (do mnie co chwile ktoś coś pisze), wypełnianie rozmaitych papierków, wpisywanie ocen (do karty, indeksu, protokołu), udział w komisjach i zebraniach (zakładu, instytutu, wydziału, uczelni), egzaminowanie (ja mam np. kilkuset studentów rocznie), przygotowywanie kolokwiów, sprawdzanie kolokwiów; nie wspominam o przygotowywaniu konferencji, seminariów, spotkań czy udziału w tworzeniu siatek przedmiotowych i tego typu rzeczy...
          b) i dopiero jak to się zrobi można przystąpić do clou czyli pracy naukowej - która wymaga czasu, spokoju, skupienia, trochę oderwania od codzienności
    • oluuu Re: Science fiction = prawa adiunktów w Polsce 12.12.10, 16:12
      Cała ta dyskusja pokazuje, że sprawa habilitacji to problem stworzony, aby było się czym zajmować. Kwestia pisania drugiego doktoratu, tylko że w znacznie większej formie, spełniając znacznie ostrzejsze kryteria w tym samym czasie (i doktorat i habilitacja max. 8 lat) jest absurdalna. W tej chwili doktorat to jakaś niepoważna wprawka do dalszej kariery naukowej. Dopiero poważny "doktorat" to habilitacja. A po habilitacji to dopiero będzie życie...

      Nie ma to nic wspólnego z naukowością, popularyzacją wiedzy, wynalazkami itp. To tylko przeskakiwanie coraz wyżej postawionych płotków, które nowa ustawa ustawia aż do emerytury.

      W kwestii habilitacji absurd goni absurd: a to punkty albo publikacje po angielsku w naukach humanistycznych, a to przymusowa mobilność doktorów w wieku, w którym zakłada się rodzinę, a z pensją 3 tys. zł chyba nikt sobie poważnie nie wyobraża wynajęcia mieszkania na drugim końcu kraju i utrzymania rodziny. Inny absurd to rozdzielenie stopnia lub tytułu naukowego od stanowiska. Można być wiele lat "zatrzymanym" na stanowisku asystenta ze stopniem doktora, co oczywiście bardzo "motywacyjnie" wpływa na chęć do pracy naukowej i dydaktycznej. Obciążenia dydaktyczne sięgające 2-3 krotności pensum, dziesiątki seminarzystów przypadające na jednego promotora... Itd.

      Jak widać habilitacja jest potrzebna!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka