Shit happens

21.12.10, 21:28
niestety, shit happens.

kiedys mi powiedzial starszy doswiadczeniem kolega. wyklad ma byc ciekawy, studenic maja oczekiwac na kazde nastepne slowo i gest. i jesli to oznacza ze trzeba spiewac, przekilnac, tanczyc, to to jest zadaniem wykladowcy. ja sie z nim zgadzam. i przeraza mnie ta historia.
    • tocqueville Re: Shit happens 21.12.10, 22:14
      i jesli to oznacza ze trzeba spiewac, przekilnac, tanczyc, to to jest zadaniem wykladowcy.

      a ja się z tym nie zgadzam - twoja wizją jest wizja akademika-lokaja, którego głównym zadaniem jest usługiwanie i zabawianie studentów, odpowiadania na ich coraz mniej wyrafinowane gusta
      • pr0fes0r Re: Shit happens 21.12.10, 22:34
        Ja tam słowa o zabawianiu studentów nie widzę. O zaciekawieniu i owszem. Czytałem o tym w ChED i dawno w dyskusji podobnej zgody nie widziałem - jeżeli rzeczone "shit happens" użyte zostało jako element procesu dydaktycznego, uczelnia nie miała prawa się do tego przyczepić. Co następne - po raz kolejny ocenzurujemy literaturę z wulgaryzmów i poutrącamy genitalia rzeźbom rzymskiego i greckiego klasyku? A skoro już zaczniemy się przepraszać za wzajemne obrażanie - przy czym tutaj obrażony poczuł się ojciec studentki niezapisanej na kurs; jak tego uniknąć? -, to na czym skończymy? Może tak jak tutaj? na przepraszaniu muzułmańskiego licealisty, że na lekcji geografii wspomniano, że lokalnym przysmakiem jest jamón serrano? Doprawdy, coś takiego można skomentować tylko w jeden sposób:

        Shit - Piss - Fuck - Cunt - Cocksucker - Motherfucker - Tits
        • tocqueville Re: Shit happens 21.12.10, 22:55
          nie odnoszę sie do artykułu tylko do wypowiedzi dala.taty - że nieważne są metody/środki ważne żeby studenta zaciekawić
          w wyrażeniu "shit happens" nie widzę nic zdrożnego
          • dala.tata Re: Shit happens 21.12.10, 23:23
            to ja powtorze: nie powiedzialem nic o zabawianiu. mowie o zaciekawianiu. i podtrzymuje to. mysle ze nasza rola jest zaciekawienie studenta. zabawianie zdecydowanie nie.

            mnie z kolei nie odpowiada wykladowca, ktory uwaza, ze student ma byc zainteresowany i podniecony wykladem nawet gdy wykladowca czyta monotonnym glosem ksiazke telefoniczna.
            • tocqueville Re: Shit happens 21.12.10, 23:29
              • dala.tata Re: Shit happens 21.12.10, 23:52
                i tu sie nie zgadzamy. student ma umiec, jednak odpowiedzialnosc za to, czy umie, jest rowniez nasza. i jesli student bedzie zaintersowany, to latwiej mu bedzie sie naumiec.

                jestem daleki od stweirdzenia, ze kazda dwoja, to moja wina. a kazda 5 to moja zasluga. tak nie jest. ale mam udzial w tych ocenach. to, jak ucze, czego ucze.

                i na koniec. zawsze chcialem byc naukowcem. i gdy szedlem na studia wiedzialem, czym sie bede zajmowal. az mialem zajecia z pewna pania doktor (dzisiaj jest profesorem). ona miala najciekawsze zajecia na moich studiach. mysle ze moglbym powiedziec: jedyne naprawde ciekawe zajecia na studiach. i nagle sie okazalo, ze ja wlasnie to chce robic. to. o czym ta pani adiunkt opowiadala.

                i ja mysle ze my wszyscy powinnismy chciec byc taka pania adiunkt dla naszych studentow.
                • chilly Re: Shit happens 22.12.10, 09:28
                  A u mnie nawet rury do tańczenia nie zamontowali! Prawda, musiałaby to być gruba rura, może w tym problem...
    • sosjolozka Re: Shit happens 22.12.10, 10:56
      > kiedys mi powiedzial starszy doswiadczeniem kolega. wyklad ma byc ciekawy,

      że wykład będzie ciekawy? straszne po prostu, poprzewracało się studentom we wszystkim w czym się poprzewracać mogło.

      wykładowcy to bez wątpienia najbardziej prześladowana grupa zawodowa. przecież jedyna od której oczekuje się pracy za płacę.
      • tocqueville Re: Shit happens 22.12.10, 11:16
        mnie płacą za przekaz wiedzy/umiejętności i jej sprawdzenie
        nie mam w umowie paragrafu: "zajęcia muszą być ciekawe"
        to jest wydumana gadka, bo co to znaczy "ciekawe zajęcia"?
        dla mnie były niezwykle ciekawe zajęcia z pewnym psychologiem społecznym (niezwykle wysoki poziom teoretyczny, fascynujące mnie kwestie) - tymczasem 3/4 moich kolegów oceniało to jako "wielkie nudy"
        ciekawe dla kogo? dla tych najlepszych? dla przeciętnych? dla ludzi wychowanych ma MTV i jackass? dla tych, którzy nie rozumieją podstawowych pojęć których możnaby wymagać od gimnazjalisty? są studenci, którzy za ciekawy wykład uznaliby (być może) taki w którym przyszedłbym przebrany za batmana i prowadził go skacząc jednocześnie na jednej ręce.
        dostosowywanie się do standardów "ciekawości" przyjmowanych przez rzesze studentów w dobie obecnej masowości studiów jest zawodne
        • dala.tata Re: Shit happens 22.12.10, 11:46
          tocq idac tym tropem, skanuj ksiazki i rzucaj w PP. niech przepisuja, a ty nawet buzi nie bedziesz musial otworzyc.

          oczywiste jest, ze nie dla wszystkich wyklad bedzie ciekawy. dla wielu cokowliek powiesz, bedzie nuda. jednak twoje minimalistyczne podejscie prowadzi na manowce.bo to troche tak, jakbys chcial powiedziec, ze niewazne czy ksiazka/podrecznik jest dobrze napisany, ciekawie ujety. aktor moze mowic monotonnie, fotograf pokazywac nieostre zdjecia itd itd. ty z kolei przyjmujesz swoje prawo do tego, zeby studenta zanudzic (bo nie masz w kontrakcie) oraz konstruujesz sudenta jako maszynke do chloniecia wiedzy. a studia sa dlugorwalem procesem zakuc - zdac - zapomniec. odrzucam to.

          i twoj kontrakt nie moze mowic o tym, ze masz byc ciekawy, najrpawdopodobniej nie mowi tez o tym, ze masz dobrze wykonywac prace. nie mowi tez ze zajecia masz odbyc w budynku szkoly itd itd. a co to jest ciekawy wyklad? ciekawy wyklad to taki, ktory probuje problematyzowac, ktory probuje zaskoczyc nowa perspektywa czy argumentacja, zmusza do myslenia!. nie ma wedle mnie nic gorszego niz wyklad 'ktory przekazuje wiedze'.

          kiedys czytalem ze jest roznica miedzy kontynentalnym a anglosaskim prowadzeniem wykadow. ci pierwsi urzadzaja sesje a la 'mowiony podrecznik', ci drudzy stawiaja tezy i przeprowadzaja argumentacje. oczywisice podzial jest siekiera rabany, niespecjalnie wierze w jego uoglnialnosc, jednak bez wzgledu na przynaleznosc geograficzna, zawsze wole ten drugi wyklad.

          dlaczego Mickwewicz jest do kitu, co bybylo gdyby Hitler wygral, dlaczego nie ma emocji, dlaczego warto mowic o 5 plciach itd itd. to sa dla mnie duzo ciekawsze wyklady kursowe niz 'wiellkosc poezji Mickiewicza w kontekscie litretury europejskiej', 'geneza i przebieg II wojny swiatowej', 'psychologia emocji - ekspresja a korelaty fizjologiczne...... itd itd. tyle ze te drugie wyklady wymagaja nie tyle wiecej pracy, wymagaja wiecej wysilku. bo trzeba znaelzc sposob na to, zeby znalezc ciekawa perspektywe. i zeby nie bylo: to sie nie zawsze udaje, czasem jest trudniej, czasem latwiej, czasem w ogole nie wychodzi. na ddodatek jest tam ils informacj, ktore przekazac trzeba: nie ma zmiluj sie.

          jednak wykladowca, ktory mowi do studentow: prosze napluc na reke. a teraz prosze zlizac sline (przyklad autentyczny), nie przekazuje usystematyowanej wiedzy, jednak kapitalnie pokazuje mechanizmy psychologiczne/spoleczne. i ja chce isc na jego wyklad, a nie na ten, ktory przekaze mi dobrzeusystematyzowane informacje na temat 18 badan na temat.
          • tocqueville Re: Shit happens 22.12.10, 12:10
            emat: "co by było gdyby Hitler wygrał" jest fascynujący - POD WARUNKIEM, że student: a) wie kto to Hitler; b) wie jakie poglądy miał Hitler; c) wie jakie były szanse na to, że Hitler wygra (od jakich czynników to zależało) -

            temat: "dlaczego Mickiewicz jest do kitu" jest rozwijający POD WARUNKIEM: itd.]

            proponowana przez ciebie edukacja, jest edukacją od tyłu - jest taką postmodernistyczną zabawą motywami, która się sprawdza pod warunkiem, że się zna te motywy
            To tak jak z filmami Tarantino - bawią cię o wiele bardziej kiedy ZNASZ KLASYKĘ i wiesz co wykpiwa

            ja uwielbiam burzyć pewniki, szukać dziury w całym i podchodzić niestatndardowo
            i na początku często tak robiłem, do momentu, kiedy się okazało że podważam fundamenty, których nie ma i obalam "standardowe" interpretacje, które w umysłach nie funkcjonują
            mogę się bawić "co by było gdyby" TYLKO wtedy kiedy wiem: co rzeczywiście było

            już Rorty gdzieś już na to zwracał uwagę, że on nie może zmuszać do myślenia studenta który nie ma wiedzy
            WIEDZA ZAWSZE POPRZEDZA MYŚLENIE
            i na tym polega błąd metod aktywnych, że tego nie doceniają
            • dala.tata Re: Shit happens 22.12.10, 18:31
              rozumiem. ty wolisz rownanie w dol. niewazne ze o Hitlerze, Mickiewiczu itd wie polowa studentow. niech cierpia, gdy ty bedziesz im po raz kolejny wyjasnial, kto to jest. niech sie zanudza. ja sie z tym rowniez nie zgadzam.
              • tocqueville Re: Shit happens 22.12.10, 18:45
                • dala.tata Re: Shit happens 22.12.10, 18:48
                  ze slysza po raz pierwszy o Platonie, nie dziwi mnie zupelnie. gdzie mieli slyszec?

                  tak czy owak, zostaniemy przy swoim: ja uwazam, ze wyklad nie jest od przekazywania wiedzy. ja mysle ze wyklad jest od zaintersowania problemami. i tyle.
                  • tocqueville Re: Shit happens 22.12.10, 19:19
                    • dala.tata Re: Shit happens 22.12.10, 20:09
                      tocq, no dzielny jestes i strasznie chcesz mi udowodnic ze gadam bzdury. mysle ze tak nie jest.

                      wezmy twoj przyklad o Platonie. zalozmy, ze nikt o nim nie slyszal. jak rozumiem, ty lecisz Tatarkiewicza (pardon, cos duzo nowszego). a ja nie. zakladamy ze ten platon im potrzebny jest do czegos (bo to nie jest oczywiste) . i jak juz sie zastanowie robie wyklad o tym, czy warto sie zastanawiac nad tym, co powiedzial facet ktory zyl 2.5 tysiaca lat temu. widzisz roznice?

                      ow przekaz wiedzy, ktory masz w kontrakcie i za ktory ci placa, jest wtorny wobec argumentacji, ktora zostanie rozwinieta w wykladzie. zostaje przy swoich bzdurach.
      • dala.tata Re: Shit happens 22.12.10, 11:17
        hehe. tyle ze to zalezy co rozumiesz przez zla prace nie? jesli dory wyklad to ten, ktory przekazuje informacje, jego ciekawosc jest neirelwantna.

        niestety, raczej sie zgadzam z toba. moze nie az tak radykalnie bym powiedzial, raczej bym stweirdzil ze to przesladowanie polega na tym, ze od wykladowcy oczekuje sie wiecej niz tylko przyjscia na wyklad :-)i to jest moze nie skandal, ale skandalik to juz na pewno.
        • chilly Re: Shit happens 22.12.10, 14:30
          Czy o to chodzi?
          www.youtube.com/watch?v=4rRA6fuS_JU
          (dostępny szereg podobnych). Czy może zależy nam raczej na aktywności studentów?
          www.youtube.com/watch?v=2MOgkobVxFc
          • dala.tata Re: Shit happens 22.12.10, 18:34
            rapper mi sie podoba. ja jeszcze nie rapowalem, ale wszystko przede mna :-)
      • tocqueville Re: Shit happens 23.12.10, 22:21

        wykładowcy to bez wątpienia najbardziej prześladowana grupa zawodowa. przecież jedyna od której oczekuje się pracy za płacę.

        podstawową pracą w przypadku tzw. akademików (w odróżnieniu od nauczycieli) jest robienie nauki, z tego są rozliczani, to wpływa na ich awanse i pozycję w środowisku, decyduje o prestiżu uczelni, to zaniedbania w tej sferze mogą przyczynić się do utraty etatu
        trudno się dziwić, że dydaktykę traktuje się jako konieczny dodatek
        sosjolozko = popracuj trochę lat w branzy to zobaczysz co się liczy :)
        człowiek się stara, wymysla, poswieca mnóstwo czasu na przygotowanie zajęć, zarywa noce i co? doceni moze garstka studentów - nic dziwnego, że ludzie dochodza do wniosku, ze lepiej w tym czasie po prostu pisac, pisac, pisac
Inne wątki na temat:
Pełna wersja