Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach...

28.01.11, 11:00
... oni je mają ;)

warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,9016552.html
Uniwersytet Warszawski płaci adiunktowi 2400 netto (3000 brutto).
    • eeela Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 28.01.11, 14:18
      Zależy, na którym wydziale, i zależy też, któremu adiunktowi. Jedni dostają na rękę 2400, inni 1500. I raczej mało tu zaważają czynniki merytoryczne.
      • ford.ka Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 28.01.11, 16:15
        Minimalna stawka dla adiunkta na UW to 2818 PLN brutto za cały etat. Mniej się nie da.
        • flamengista ale kto mówi o adiunktach 28.01.11, 16:18
          Znając życie, chodzi o przetrzymywanie doktorów na etacie asystenta, adiunkta pewnie dostają po habilitacji.

          Swoją drogą nie wiedziałem że UW płaci podobnie jak UJ. Czy to jakiś trend, że im lepsza uczelnia w tym kraju, tym gorsze zarobki?

          Rozumiem, że splendor, honor i zaszczyt, ale tym się człowiek nie naje.
          • eeela Re: ale kto mówi o adiunktach 28.01.11, 17:11

            > Znając życie, chodzi o przetrzymywanie doktorów na etacie asystenta, adiunkta p
            > ewnie dostają po habilitacji.


            Aha, aha, etaty asystenckie miałam w takim razie na myśli. Różnice w zarobkach tak jak wspomniano wyżej.
    • tuluz-lotrek Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 28.01.11, 14:34
      To ślicznie współgra z ogłoszoną dziś przez Wyborczą medianą zarobków brutto dla województwa mazowieckiego (nie samej Warszawy): 4500 zł.
      • flamengista ale oczywiście największą patologią polskiej nauki 28.01.11, 16:20
        jest wieloetatowość.

        I oczywiście nie ma ona żadnego związku z ww. danymi dotyczącymi zarobków.
    • chilly Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 28.01.11, 17:25
      "Uniwersytet Warszawski płaci adiunktowi 2400 netto (3000 brutto)".
      Jak kelnerowi. Tyle, że ten ostatni żyje z napiwków. Może i na UW to upowszechnić?
      • ford.ka Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 28.01.11, 17:46
        Powiedzieć o tym dziekanowi czy studentom? Prodziekan ponoć to czyta, może przekaże szefowi, studentom powiem sam ale po feriach ;)
      • flamengista dobre - doprecyzujmy 29.01.11, 09:37
        Po wykładzie student może, jeśli temat był akurat fascynujący - zostawić w podzięce wykładowcy bułkę, albo bon na zupę na stołówce.
        Przy wpisach wykładowca stawia koszyczek na "wolne datki" studentów - co łaska.
        Recenzentowi student funduje pełny obiad na stołówce.
        Promotorowi - bloczek na tydzień.

        W ten sposób wikt wykładowców jest załatwiony i zależy od ich operatywności i podejścia do studenta.
    • darek12345 Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 09:29

      > Uniwersytet Warszawski płaci adiunktowi 2400 netto (3000 brutto).

      Ale 3000 zł, nie uwzględnia "trzynastki", socjalu, nadgodzin (zwykle jakieś są), gdyby uwzględnić te dodatki, to wyjdzie w zależności od pracownika ok.1000 zł więcej na miesiąc. Jeśli ktoś realizuje jakiś grant itp. to ma dodatkowo kolejne pieniądze (zwykle niewielkie, ale zawsze coś).
      Według mnie wysokość płac nie jest głównym problemem, a brak dodatków za aktywność naukową, bo płace pewnie są zróżnicowane w bardzo niewielkim stopniu (nie wiem jak to jest na UW).
      Ale są już pierwsze "jaskółki", w niektórych instytutach są wprowadzane premie za dobre publikacje (z tzw. "Listy Filadelfijskiej"), są to kwoty ok. kilka tysięcy (w zależności od impakt faktora) za publikację dla autora lub zespołu autorów (do podziału). Dla osób aktywnie publikujących np. 1 lub więcej artykułów w czasopismach z LF może to być znaczący dodatek do pensji.
      Myślę, że to dobry kierunek, oczywiście nie tylko publikacje na LF powinny być premiowane, bo w niektórych dziedzinach opublikowanie tam czegokolwiek jest bardzo trudne, ale jakiś system premii za działalność naukową powinien być wprowadzany. Ja bym podstawowej pensji nie zwiększał, a pieniądze na ewentualne podwyżki powinny wg mnie być rozdysponowane na podstawie aktywności naukowej (za aktywność dydaktyczną pieniądze są zwykle, bo każda nadgodzina jest płatna).
      Przy okazji chciałem zapytać, czy znacie jakąś uczelnię, gdzie takie premie za publikacje zostały wprowadzone?
      Pytam, gdyż u mnie na uczelni stanowisko władz jest takie, że nie da się wprowadzić takich premii, bo nie ma na to pieniędzy. A wiem, że w co najmniej dwóch instytutach pieniądze na to znaleźli.
      • dala.tata Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 12:33
        no to ci herezja, pensje nie sa najwazniejsze. obawiam sie, ze to zazwycaj moja i to niepopularna dosc kwestia.ja rowniez nie rozumiem dlaczego ma byc rowno (bo jest malo). wedle mnie powinno byc nierowno - publikujesz, dostajesz, nie publikujesz, dostajesz minimum i zapieprzasz seminaria. tyle ze wprowadzenie takiego systemu spwoodowaloby wrzask wszystkich wiecznych adiunktow wwspieranych dzielnie przez patriotycznych (w sensie pisania jednynie lokalnie) habow i profow. to jest nie do przeprowadzenia dzisiaj.

        z tego co wiem SWPS placi premie za kazda pubkikacje na LF.
        • darek12345 Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 20:05

          > no to ci herezja, pensje nie sa najwazniejsze. obawiam sie, ze to zazwycaj moja
          > i to niepopularna dosc kwestia.ja rowniez nie rozumiem dlaczego ma byc rowno (
          > bo jest malo). wedle mnie powinno byc nierowno - publikujesz, dostajesz, nie pu
          > blikujesz, dostajesz minimum i zapieprzasz seminaria. tyle ze wprowadzenie taki
          > ego systemu spwoodowaloby wrzask wszystkich wiecznych adiunktow wwspieranych dz
          > ielnie przez patriotycznych (w sensie pisania jednynie lokalnie) habow i profow
          > . to jest nie do przeprowadzenia dzisiaj.

          Do obrońców obecnego sytemu (każdemu po równo) jeszcze pewnie należałoby dodać tzw. związki zawodowe.

          >
          > z tego co wiem SWPS placi premie za kazda pubkikacje na LF.
          >

          Dzięki za info, tylko SWPS jest uczelnią prywatną, więc pewnie ma nieco inne źródła finansowania niż uczelnie państwowe. Tak więc jeszcze może ktoś poda jakiś przykład uczelni państwowej premiującej za publikacje.

          A jak to jest w UK, czy jest jakieś premiowanie za aktywność naukową?
          • dala.tata Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 20:19
            mysle ze kazda uczelnia ma swoje zasady. jako profesor jestem na formie PRP (czyli performance related pay). jestem zywo zainteresowany zatem jak najlepszymi wynikami badawczymi, bo od tego zalezy moja pensja.

            darek12345 napisał:

            > A jak to jest w UK, czy jest jakieś premiowanie za aktywność naukową?
            • darek12345 Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 20:25

              > mysle ze kazda uczelnia ma swoje zasady. jako profesor jestem na formie PRP (cz
              > yli performance related pay). jestem zywo zainteresowany zatem jak najlepszymi
              > wynikami badawczymi, bo od tego zalezy moja pensja.
              >

              A czy mógłbyś podać mniej więcej, oczywiście jeśli to nie jest tajemnicą i jesli da się to okreslić, jaki masz wzrost płacy w przeliczeniu na sztukę jednej publikacji w czasopiśmie z LF z dość dobrym impact factorem np. ok. 2-3?
              • dala.tata Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 20:34
                niestety nie da sie tego tak okreslic. bo brane pod uwage jest wiecej czynnikow. na przyklad granty czy 'zaszczyty'.

                zakladajac ze dzisiaj dostane grant na, powiedzmy, 200K funtow (co w naukach spolecznych jest juz przyzwoitym wynikiem), to mniej sie ode mnie bedzie wymagac publikacji. jesli nie zdobede nic, to wiecej. zalezy jak na to patrzec, duzo w tej ocenie jest 'judgement' mojego dziekana.
                • darek12345 Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 20:41
                  dala.tata napisał:

                  > niestety nie da sie tego tak okreslic. bo brane pod uwage jest wiecej czynnikow
                  > . na przyklad granty czy 'zaszczyty'.
                  >

                  Dzięki za wyjaśnienia.
                  • chilly Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 30.01.11, 19:01
                    Nie do końca się zgadzam. Są dziedziny, gdzie publikuje się w zasadzie wyłącznie na LF (fizyka, chemia). Są i takie, gdzie praktycznie nie ma żadnych takich prac. Może więc wyróżniać należałoby wykraczających poza średnią wydziałową (np. górny kwartyl?).
          • pfg Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 20:33
            darek12345 napisał:

            > może ktoś poda jakiś
            > przykład uczelni państwowej premiującej za publikacje.

            Uniwersytet Wrocławski, przynajmniej wydziały ścisłe. U nas (WFAIS UJ) płacono gdyśmy mieli SPUBa do grantu europejskiego.
            • darek12345 Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 20:42

              >
              > Uniwersytet Wrocławski, przynajmniej wydziały ścisłe. U nas (WFAIS UJ) płacono
              > gdyśmy mieli SPUBa do grantu europejskiego.

              Dzięki za info.
      • oluuu Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 20:42
        Nadgodziny nie są wynagrodzeniem. Za nadgodziny otrzymuje się dodatkowe wynagrodzenie.
        To jest zasadnicza różnica.
        Innymi słowy: dodatkowa praca nie jest wynagrodzeniem za pracę standardową.
        • darek12345 Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 21:07
          > Nadgodziny nie są wynagrodzeniem. Za nadgodziny otrzymuje się dodatkowe wynagro
          > dzenie.
          > To jest zasadnicza różnica.
          > Innymi słowy: dodatkowa praca nie jest wynagrodzeniem za pracę standardową.

          Mnie nie interesuje formalna definicja wynagrodzenia, tylko rzeczywista kasa która idzie do mojej kieszeni. Pewnie gdyby przyjąć formalną definicję wynagrodzenia, to J. Kulczyk, L. Czarenecki itp. mają wynagrodzenie bliskie 0, politycy podobnie itd., a ja mam wynagrodzenie 2 razy niższe niż to co dostaję średnio do ręki (bo nadgodziny się nie liczą, socjal też nie, stypendium hab. też nie itd.).
          Na uczelniach jest nienormowany czas pracy i zwykle nadgodziny realizuje się nie pracując więcej niż średnio 8 h/dzień.
          • flamengista przepraszam, ale to są głupoty 29.01.11, 22:00
            Sorki, że używam takich słów - nic do Ciebie nie mam, ale jak czytam coś takiego to ciśnienie mi skacze.

            Nadgodziny to haracz, który się ze mnie ściąga. To kara, dopust Boży. Zajęcie będące absolutną stratą czasu, słabo płatne przynoszące zerową satysfakcję. I odciągające mnie od tego, co sprawia mi radość i satysfakcję.

            Nie, nie mówię tu o życiu rodzinnym:) Tylko o pracy naukowej.

            Uczelni opłaca się wrzucić mi 200-300 godzin ponadwymiarowych, niż zatrudnić nowego adiunkta. Możliwość odmówienia oczywiście jest, ale to fikcja. Oczywiście przy odnawianiu kontraktu zaistniały by "obiektywne problemy".

            Ja naprawdę mogę żyć z tym, że wyrabiam gołe pensum i nie mam kasy z nadgodzin. Cenię się i wiem, że jeśli chciałbym dodatkowego zarobku - to fuchę znajdę. Ciekawszą i lepiej płatną, niż uczenie w weekendy.

            A nienormowany czas pracy jest po to, by móc pracować naukowo. To jest niewątpliwy przywilej, ale związany z podstawowym wymogiem pracy na uczelni. Kto się nie rozwija naukowo - wylatuje. Proste i czytelne.

            BTW: niektórzy i bez bata, że zostaną wyrzuceni chcą się rozwijać, bo to ich właśnie kręci w tym zawodzie.
            • oluuu Re: przepraszam, ale to są głupoty 29.01.11, 22:38
              Dokładnie tak jest.
            • pfg Re: przepraszam, ale to są głupoty 29.01.11, 22:52
              flamengista napisał:

              > Nadgodziny to haracz, który się ze mnie ściąga. To kara, dopust Boży.

              Są miejsca, gdzie nadgodziny traktowane są jak przywilej, możliwość dodatkowego zarobku. Zapewne są to kierunki, na których nie ma zbyt wielu studentów płatnych. Być może jest to casus darka.

              > Uczelni opłaca się wrzucić mi 200-300 godzin ponadwymiarowych, niż zatrudnić no
              > wego adiunkta.

              To akurat jest prawda.
              • flamengista możliwe 29.01.11, 23:03
                Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

                W każdym razie dla mnie nadgodziny to nie przywilej, to dodatkowe obciążenie. Gdybym miał możliwość, nie wziąłbym ich nawet przy 2-krotnie większej stawce niż obecnie.
              • adept44_ltd Re: przepraszam, ale to są głupoty 29.01.11, 23:10
                owszem, niemniej nie podtrzymywałbym twierdzenia, że nadgodziny to bonus w naszej sytuacji...
                • flamengista mało tego 29.01.11, 23:36
                  są też asystenci i adiunkci "uszczęśliwiani" dodatkowymi fuchami - zajęciami prowadzonymi na prowincji, w szkołach prywatnych należących do ich szefów.

                  Ci ludzie na papierze podejmują dodatkowe zatrudnienie (choćby na umowę-zlecenie) i powinni być happy. Problem w tym, że jest to tzw. "oferta nie do odrzucenia".

                  Teraz jak te szkoły upadają spora część asystentów i adiunktów odetchnie z ulgą:)
      • cehaem Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 29.01.11, 23:41
        > Ale 3000 zł, nie uwzględnia "trzynastki", socjalu, nadgodzin (zwykle jakieś są)
        > , gdyby uwzględnić te dodatki, to wyjdzie w zależności od pracownika ok.1000 zł
        > więcej na miesiąc.

        Trzynastka, dodatek wakacyjny i pare groszy na swieta. Rozbite na poszczegolne miesiace robi to jakies trzy stowki...

        > więcej na miesiąc. Jeśli ktoś realizuje jakiś grant itp. to ma dodatkowo kolej
        > ne pieniądze (zwykle niewielkie, ale zawsze coś).

        Czesto w przypadku grantu "stawka godzinna" jest takl niska, ze lepiej isc zamiatac ulice.

        Ale są już pierwsze "jaskółki", w niektórych instytutach są wprowadzane premie

        > za dobre publikacje (z tzw. "Listy Filadelfijskiej"), są to kwoty ok. kilka ty
        > sięcy (w zależności od impakt faktora) za publikację dla autora lub zespołu aut
        > orów (do podziału). Dla osób aktywnie publikujących np. 1 lub więcej artykułów
        > w czasopismach z LF może to być znaczący dodatek do pensji.

        LF nie dotyczy wszystkich kierunkow. Po drugie: miejsce publikacji wciaz nie swiadczy o jakosci. Nauka to przeciez nie akord.
        • bumcykcyk2 Skutki polityki 2500 złotych netto. 30.01.11, 08:08
          Płacenie w Warszawie 2500 zł netto plus wysługa i śmieciowe dodatki człowiekowi z tytułem doktora powoduje patologizację kadry. Pisałem już o tym wielokrotnie podając typy osobowe ludzi, którzy pracują za takie wynagrodzenie. Główny z nich to "Panie przy mężu", rodzące kolejne dzieci i prezentujące poziom nauczycielek w szkole, zaraz potem idą sfrustrowane stare panny i męski kwiat złożony takoż w większości ze starych kawalerów mieszkających przy rodzinie, którym mamusie piorą gacie i podają żarcie pod nos. Ludzie ci wyładowują swoje niespełnienie na studentach, którzy się z nich śmieją. Bardzo szybko życiowym celem owej kadry staje się pseudo-władza w katedrze, instytucie, wydziale etc. , gdzie mogą się wreszcie dowartościować kultywując zasadę divide et impera i grzejąc się w lizusostwie trzeciorzędnego aparatu administracyjnego (który jest tak słaby że nigdzie poza uczelnią nie znalazłby pracy). "Naukowcy" ci mają do tego zerowe pojęcie o realnym życiu i regułach nim rządzących. Z uczelni robi się zamrażarka dla osób nieprzystosowanych społecznie, rodzaj dziennego oddziału psychiatrycznego dla paranoików, cyklofreników, alkoholików oraz cierpiących na różne odmiany demencji.
          • cehaem Re: Skutki polityki 2500 złotych netto. 30.01.11, 10:57
            Nie sposob sie nie zgodzic. Wystarczy popracowac pare lat na uczelni i policzyc ludzi z porozwalanymi malzenstwami i alkoholikow.

            Tak dlugo, jak rzad nie zrozumie, ze to wlasnie smiesznie niske wynagrodzenia demoralizuja polska nauke, pseudosrodki Pani Basi na nic sie nie zdadza. Te zreszta sa powoli malpowane i przenoszone na gruncie wydzialow ma doktoranow. Ale jak na razie wszystko ogranicza sie do pseudoprzyciskania sruby, co doprowadzi tylko do tego, ze doktoraty i habilitacje beda jeszcze gorzsze od tych, z jakimi mamy do czynienia dzis

          • przekornaiuparta Re: Skutki polityki 2500 złotych netto. 03.02.11, 16:20
            Swietny tekst. Poplulam sie sie smiechu:)
        • tocqueville Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 03.02.11, 16:44
          Trzynastka, dodatek wakacyjny i pare groszy na swieta. Rozbite na poszczegolne miesiace robi to jakies trzy stowki...

          widzę ze przywileje budżetówki
          nigdy nie dostałem żadnej trzynastki ani żadnego dodatku wakacyjnego
          • adept44_ltd Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 03.02.11, 17:07
            biedaku...
            to są takie przywileje, które skrywają kiepską pensję, a co do dodatku wakacyjnego, to zdaje się ożyna cię twój pracodawca... bo płacisz pewnie na fundusz socjalny...
            • tocqueville Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 03.02.11, 17:26
              pracodawca nie ma obowiązku płacić dodatku wakacyjnego :)

              • adept44_ltd Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 03.02.11, 17:32
                no to jeszcze raz - dodatek wakacyjny jest z funduszu socjalnego i jeśli pracodawca go pobiera z twojej pensji, to nie powinien zachowywać dla siebie,

                ale czekam na rozstrzygający głos pfg :)
              • adept44_ltd Re: Gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach... 03.02.11, 17:37
                jednak wiele zdaje się wskazywać na to, że cię ożynają ;-)


                msp.money.pl/wiadomosci/kadry/artykul/zakladowy;fundusz;swiadczen;socjalnych,6,0,142854.html
Inne wątki na temat:
Pełna wersja