bez wstydu i skrępowania

29.01.11, 13:36
Moi Drodzy,
oczywiście od wczoraj czytam co u Pana Barona i ciekawam bardzo jak się to skończy.
Pojawił się bardzo interesujący głos w dyskusji autorstwa Flamengisty. Być może było mu łatwiej, bo jest z zewnątrz i na dystans, niemniej jednak cieszy mnie to, że nie wszyscy kupują nagłe nawrócenie Barona. Wiele ludzi jest obrażonych, skrzywdzonych i wściekłych na system i dzięki temu łatwo mu było pociągnąć za sznurki żalu i rewanżu.
Do sedna jednak przechodząc:). W tej dyskusji jest wiele głosów na temat samego poziomu Barona i co za tym idzie kategorii, wg których ocenia się kto jest dobrym naukowcem, a kto nie.
Pewnie jest to temat rzeka, wiec zawężam egocentrycznie:) Zatem pytanie do Was, kiedy bez wstydu i skrępowania można powiedzieć (zakładając, że zaraz po doktoracie staram się o pracę i że rzecz się dzieje w naukach humanistycznych), że jakiś poziom się ma - ile punktów, ile publikacji to minimum przyzwoitości? konferencje? monografie? stypendia? Co uznalibyście za wystarczające minimum do startowania do pracy na wyższej uczelni?
Tak od razu dodam, że jak jest - to wiadomo, ale może kiedyś pojawią się "normalne" konkursy? :D Dlaczego pytam na forum? Bo obserwacja rzeczywistości nie daje mi odpowiedzi na to pytanie, np. zatrudnia się często osoby tylko z 2 słabymi publikacjami, które były wymagane do otwarcia przewodu.
    • dala.tata Re: bez wstydu i skrępowania 29.01.11, 15:40
      cos czuje ze nie ma odpowiedzi na takie pytanie. przeciez to zalezy od kontekstu. czy ow 'jakis poziom' to poziom na Olsztyn, Krakow, Heidelberg, Cambridgde czy Harvard. z zastrzezeniem, rzecz jasna, ze rynek pracy niekoniecznie odzwierciedla dobrosc. dam przyklad: kiedys rozmawialem o profesurze na jednym z srednich brytyjskich uniwersytetow, rozmowa clakiem nieformalna i moj rozmowca najbardzije sie bal tego, ze zaaplikuje o stanowisko pewien 'bardzo znany i slawny profesor'. bo jak zaaplikuje to najwiekszym problemem byloby jka nie dac mu pracy....

      z drugiej storny, podjerzewam, ze sa ludzie, rowniez w twoim wieku, o ktorych mowisz: wow, ten to ma dorobek, ta to ma super publikacje. co wiecej, slyszysz, ze inni tak mowia. no i jak siebie porownasz z nimi, to bedziesz wiedziec, czy masz 'jakis poziom'.

      inna odpowiedz nie przychodzi mi do glowy, bo w humanistyce bibliometria niespecjlanie dziala.
      • adept44_ltd Re: bez wstydu i skrępowania 29.01.11, 21:24
        przede wszystkim jednak nie ilość, a jakość, przynajmniej w literaturoznawstwie to tak działa, że jest kilka pism, w których nie jest tak łatwo opublikować, jeśli ci to wychodzi (z zwłaszcza, jeśli tekst wysyłasz sama, a nie promotor za ciebie), to jest ok
        • zenobia44 Re: bez wstydu i skrępowania 30.01.11, 11:30
          "jednak nie ilość, a jakość"
          no właśnie, ale wyobraź sobie, że rozmawiałam z jednym profesorem, na temat punktów za publikacje, on jakoś się zafiksował na liczbie 18 i powiedział, że to bardzo dużo (?) i pokiwał głową:D
          W humanistyce średnio te warsiawsko-krakowskie czasopisma typu Kultura Współczesna, Kult. Popularna, Konteksty, itd. dają po 6 - 9 punktów, więc te 18 to tylko 3 teksty, imho - jest to coś znaczącego (zwłaszcza, jak sam się przepchasz do stołu pańskiego), ale nie znowu "dużo".
      • zenobia44 Re: bez wstydu i skrępowania 30.01.11, 11:23
        >czy ow 'jakis poziom' to poziom na Olsztyn, Krakow, Heidelberg, Cambridgde c
        > zy Harvard.
        no tak, nie doprecyzowałam, przypuszczam, że pomimo najszczerszych chęci Cambridge sobie póki co odpuszczę:D
        co do ludzi w moim wieku i mojej tematyce - to ogólnie jest bardzo średnio - poza naprawdę nielicznymi wyjątkami, które niestety np. nie mieszkają w Polsce (jest jedna taka, oj jest), nie odbierając jej pracowitości i talentu, ale dziewczyna ma z założenia inne warunki (np. nie walczy o przetrwanie miesiąca bez debetu, nie odwala 200h/rocznie dydaktyki, etc., że o szansach i dostępie do tego i owego nie wspomnę), jest druga, imho jakościowo mieszcząca się w średniej, ale dorobek ma że ho-ho (ilość), tutaj mama profesor, sama widziałam jak jej załatwiała jej różne takie bocznym wejściem,
        no tak, ale masz rację, daje mi to jakieś pojęcie o skali, banalna metoda, ale skutkuje:)
        • dala.tata Re: bez wstydu i skrępowania 30.01.11, 11:37
          no ale teraz troche mowisz tak: one sa lepsze, ale to sie nie liczy, bo one maja z gorki, a ja pod gorkre. rzecz jasna odbierajac pracowitosci i talentu (wbrew deklaracjom). a nie tego dotyczylo twoje pytanie. bowiem bez wzgledu na to, czy tak jest czy nie, masz ow 'yardstick'. potrafisz jednak okreslac, kiedy czlowiek 'ma jakis poziom'. i czy ja wiem, czy taka banalna :-))))

          to, do czego bym zachecal, to nierezygnowanie z owego metaforycznego (lub nie) Cambridge. w tym sensie, ze zachecalbym cie, do wysylania tekstow do tych czasopism, gdzie publikuja owe panie. albo do jeszcze lepszych (ogolnie to najlepszych). z doswiadczenia wiem, ze czesto (nie zawsze, rzecz jasna), ludzie nie publikuja w najlepszych meijscach, bo im powiedziano lub przykladem pokazano, ze sie nie da, ze to nie dla nich. a tak zazwyczaj nie jest.
          • zenobia44 Re: bez wstydu i skrępowania 30.01.11, 12:35
            > no ale teraz troche mowisz tak: one sa lepsze, ale to sie nie liczy, bo one
            > maja z gorki, a ja pod gorkre.


            nie, nie, ja to czuję tak - gdzie mi tam, nawet nie próbuję, gdzie mi do tych na szczytach (tych, którzy mają jednak tego kapitału społecznego kulturowego więcej),
            to nie moja liga, ja mogę stawać w szranki tylko z szarymi zjadaczami chleba (mającymi pod górkę lub leniwymi i mało zdolnymi;)), można rzec - skok przez płotki a skok o tyczce dają jednak inne wyniki w centymetrach,
            to raczej to podejście, które m.in opisałeś jako:
            > z doswiadczenia wiem, ze czesto (nie zawsze, rzecz jasna), ludzie nie publ
            > ikuja w najlepszych meijscach, bo im powiedziano lub przykladem pokazano, ze si
            > e nie da, ze to nie dla nich. a tak zazwyczaj nie jest.

            czasem ten kapitał, które one mają to pomoc w przełamaniu się, w uwierzeniu w to co się robi, itd. czasem to informacja, czasem poparcie, poprawienie błędów, inspiracja, itd. no i uznałam, że skoro tego nie mam, to gdzie ja tam będę się na salony pchać i raczej myślałam o Olsztynie:))) niż o Cambridge,
            dzięki serdeczne za radę, przyłapałam się na powielaniu schematu myślowego:)

            napisałam, że rada jest "banalna" (może powinnam była napisać, że "prosta" w znaczeniu nie-skomplikowana), bo niby przecież cały czas się porównujemy z innymi, cały czas ten proces ma miejsce, obserwujemy, oceniamy, wiemy ile kto ma "dorobku", publikacji, itd., tylko dotąd nie robiłam z tej wiedzy użytku,
            czy raczej pożytku:)
            • dala.tata Re: bez wstydu i skrępowania 30.01.11, 14:39
              nie mam pojecia na jakim etapie kariery jestes, wiec trudno sie wypowiadac. troche mysle jednak, ze ta nietwoja liga, to jest takie upupienie sie. i alibi dane sobie, zeby nie sprobowac. ja mysle ze mozesz stawac w szranki z kazdym, szczeoglnie na poczatku kariery (choc dzisiaj mysle, ze jeste cos takiego jak talent i to jest wazne, to jednak i nad talentem mozna popracowac). pozniej jest coraz trudniej.

              nieskormnie opwiem, ze nie mam kompleksow wobec tych najwiekszych w mojej dzialce. po prostu ja pisalem inne rzeczy, bardziej zroznicowane, nigdy nie chcialem napisac ksiazki programowej, sila rzeczy nie moge wiec byc tak znany i slawny i podziwiany jak X, Y, Z. jednak to nie jest tak, ze oni sa z innej ligi (w sensie, ze sa bardziej cytowani czy czesciej zapraszani na wyklady plenarne), bo sa lepsi i madrzejsi, ale dlatego, ze pisali co innego.

              wazniejsze jest to: znam niejedna osobe, ktorej nie nauczono pisac w porzadnych czasopismach. czasem dlatego, ze promtoor nie pisal (i sam sie bal, nie dopuscil, podcinal skrzydla), czasem dlatego, ze promotor mowil ze za wysokie progi....w rzeczywistosci wszysttko co musisz, to pisac po angielsku. i byc przygotowanym na to, ze odpieprza ci ten tekst i schlastaja - to jest kluczowe.

              moj pierwszy tekst dostal recenzje, ktore na pare miesiecy mnie praktycznie zalamaly i chcialem rzucic wszystko w diably. nie mialem wtedy nikogo, w sensie promotora, szefa czy mentora, kto moglby powiedziec, przeciez to absolutnie normalne - tak wlasnie sie dzieje w nauce: witamy w klubie. na szczescie, drugi tekst mi przyjeto do druku (jeden z recenzentow sie ujawnil i pogratulowal go), bo nie wiem, czy dalbym sobie rady z drugim takim doswiadczeniem.

              i masz racje, takie zaplecze to jest kapital. ale to, ze ty nie masz go, albo nie potrafisz go znalezc (bo moze jednak zle szukasz), nie znaczy ze jestes skazana na niepowodzenie i na antyszambrowanie :-). nie. to oznacza jedynie, ze bedzie ci trudniej (join the club), ale tez mozesz.
    • flamengista zwraca się uwagę na: 29.01.11, 16:00
      1. Doświadczenie dydaktyczne - jeśli zatrudnia się adiunkta, to do roboty a nie gwiazdora-naukowca do badań. Czyli: doświadczenie w prowadzeniu kursów, przygotowanie sylabusów/programów studiów, ew. autorstwo skryptów. Dodatkowo: doświadczenie w prowadzeniu kursów w języku angielskim.
      2. Miejsce zrobienia doktoratu, nazwisko promotora no i oczywiście temat pracy oraz dyscyplina/specjalność. Jest to o tyle istotne, że to pracownik ma się dostosować do istniejących kursów, nie na odwrót. I choćby do nas aplikował geniusz po Harvardzie, nie zatrudnimy go jeśli jest np. filozofem. Bo nie mamy kursów dla niego.
      3. Umiejętność pracy w zespole+umiejętność adaptacji do nowych warunków - a więc uczestnictwo w projektach badawczych, staże i stypendia zagraniczne.

      Publikacje są dopiero na 4 miejscu. Owszem, liczy się to czy w ogóle jakieś są, a jeśli - to w jakich czasopismach. Jednak zatrudniając adiunkta, nikt nie spodziewa się jakiegoś genialnego dorobku. No, chyba że sytuacja jest tak zła że chcą samodzielnego. W takim przypadku mogą szukać doktora z dobrym dorobkiem, licząc że ten szybko zrobi habilitację. Ale to rzadkość.
      • chilly Re: zwraca się uwagę na: 30.01.11, 18:43
        Myślę, fla, że nie masz racji uogólniając. Bo to zależy od uczelni, ale zapewne i od dyscypliny. Przypuszczam, że fizycy/chemicy/? szukają jednak przede wszystkim naukowca. Bo dydaktyce powinien dać radę - zresztą, nie ma jej tak dużo (czasami nie starcza). Jednak w (? - bez urazy) pedagogice/marketingu/zarządzaniu/... , zwłaszcza w uczelni prywatnej, ważne jest, czy człowiek jest w stanie uciągnąć dużo godzin zajęć (bo nadgodziny to jednak nie potrzeba zatrudnienia na dodatkowy etat), dowolnych zajęć i dowolnie często zmienianych. Tak jest nawet w tzw. renomowanych uniwersytetach, bo przecież ktoś musi zarobić na uczelnię. I dlatego przymyka się oko na brak osiągnięć naukowych, a nawet na kiepski poziom dydaktyki (bo jak go tu utrzymać przy dużej liczbie godzin i rodzajów zajęć). Wydział/instytut zaczyna przez to upodabniać się do zwykłej szkoły (której wyniki dydaktyczne są jednak lepiej kontrolowane). Po iluś latach nikt w instytucie nawet nie dostrzega, że jest jakiś problem. Często zresztą dba o to sama dyrekcja (nie ma obawy, że wyrośnie konkurencja).
        • chilly Re: zwraca się uwagę na: 30.01.11, 18:45
          P.S. Zgubiłem wątek. Chciałem po prostu stwierdzić, że to zależy nie tylko od tego, czy Harvard czy Jasło, ale i od uprawianej dyscypliny nauki. Czy jesteś więc Zenobio zmienić np. miejsce zamieszkania?
Pełna wersja