Artykuły a pozycja na rynku pracy

16.02.11, 21:41
Zachęcona szybkim odzewem postanowiłam zadać kolejne pytanie. Coś na burzę mózgów. Otóż,mam niewielkie 3-4 letnie doświadczenie w zawodzie (wliczając w to pracę na umowie zlecenie w znanej, polskiej kancelarii), obecnie w wyniku różnych moich wahań i dziwnych pomysłów jestem poza zawodem (ponad półtoraroczna przerwa).
Zastanawiam się czy i jaki wpływ na skłonność headhunterów oraz potencjalnych pracodawców do zwrócenia uwagi mogą mieć publikacje (dziedzina prawa, w której mam doświadczenie i w której będę poszukwiać pracy).Na przykładzie 2 koleżanek z poprzedniej firmy mogę powiedzieć, że publikacje czyniły ją obiektem zainteresowania licznych headhunterów, obecnie jest menadżerem.
    • pfg Re: Artykuły a pozycja na rynku pracy 16.02.11, 21:49
      Rozumiem, że w twojej sytuacji doktorat pozwoli ci przystąpić do egzaminu adwokackiego, radcowskiego bez konieczności robienia aplikacji. I to się liczy :-) Nie wiem, jakie warunki panują w branży prawniczej, publikacje pewnie nie zaszkodzą, ale na to, że headhunterzy je sami z siebie zauważą, raczej bym nie liczył. Oczywiście możesz (i powinnaś) o nich wspomnieć (dołączyć odbitki?) wysyłając swoje CV czy to do kancelarii, czy to do firm headhunterskich.
      • prawie_prawniczka Re: Artykuły a pozycja na rynku pracy 16.02.11, 22:05
        Nie myślę póki co o aplikacji, w moim przypadku niezbędne uprawnienia zawodowe zdobywam dzięki innemu egzaminowi. Zostałam zachęcona do publikowania i doktoratu przez promotora magisterki. Tytuł jest mi potrzebny do objęcia stanowiska na uczelni. Zaproponowano mi wstępnie tę posadę (w ciągu roku zwolni się miejsce), więc płodzę dzieła :)
        • whiteskies Re: Artykuły a pozycja na rynku pracy 17.02.11, 08:50
          No to ja sobie myslę ze przy takiej motywacji to byłoby lepiej żebyś tej pozycji na uczelni nie dostała. I dla Ciebie i dla przyszłych studentów.
          Pisze zupełnie poważnie.
          • prawie_prawniczka Re: Artykuły a pozycja na rynku pracy 17.02.11, 23:59
            Nie znasz mnie, nie masz pojęcia o mojej pracy - nie oceniaj mnie ani mojej motywacji. Dostałam niedawno propozycję pracy adiunkta po doktoracie, bo za rok zwolni się u nas miejsce-to raz. Podstawą podobno była ocena mojej pracy ze studentami jako ćwiczeniowca-asystenta, wyniki z ankiet, przygotowanie ich do egzaminu - w moich grupach ćwiczeniowych było nieporównywalnie z innymi, najwięcej ocen 4 i 5, najwięcej zdało w pierwszym terminie. Część osób przepisała się z mojej grupy w szczerej rozmowie z dziekanem przyznając, że zależy im na łatwym, darmowym zaliczeniu ćwiczeń, a ja robię problemy każąc rano wstawać i chodzić na zajęcia (przecież można obligatoryjną obecność na ćwiczeniach załatwić jednym wpisem pod koniec semestru u człowieka, z którym po raz pierwszy w życiu widzicie się na oczy), powtarzać materiał z poprzednich i jeszcze czytać wyroki w domu. Uważasz, że nie znając mnie ani mojej pracy jesteś w stanie orzec, że lepiej bym nie dostała tego typu pracy? Co byś zatem powiedział o ludziach, którzy w ogóle nie przygotowują się do ćwiczeń czy wykładów i od 20 lat prowadzą je w ten sam sposób nie wymagając niczego i nie ucząc niczego lub np na egzamin każe wyryć na pamięć / na pałę testy ogólnodostępne? Być może należałeś do pewnego odsetka studentów ceniących takich wykładowców, bo współpraca z nimi gwarantowała brak stresu i możliwość permanentnego imprezowania w trakcie studiów i ślizgania się na kolejny rok co by mamusia się odczepiła i była zadowolona, że synuś za darmochę skończy rzekomo prestiżowe studia na państwowym uniwersytecie na czołowej pozycji w rankingu (polskim rankingu oczywiście).
            Co do motywacji - nie chodzi mi o o to by zaklepać sobie posadę-zbyt lichy to zarobek jak na taki wysiłek. Mój promotor mnie dociśnie podczas doktoratu, bo jest naprawdę dobry w tym co robi - już widzę po dyskusjach, w jakie mnie wciąga. Kręci mnie praca dydaktyczna-może nie uwierzysz. Świetnie się bawię przy dyskusjach ze studentami,mam ogromną satysfakcję kiedy widzę w swoich grupach wysoką zdawalność, zostało to nawet zauważone na Radzie Wydziału, w bieżącym roku akademickim zapisało się do moich grup więcej osób aniżeli przewiduje limit:) Aha, kilkunastu studentów z zeszłego roku wraca do mnie w tym roku, bo tworzę koło :)
            • whiteskies Re: Artykuły a pozycja na rynku pracy 18.02.11, 09:22
              Napisałaś:
              "Tytuł jest mi potrzebny do objęcia stanowiska na uczelni".
              Oceniałem cie na podstawie tego co napisałaś.

              Po pierwsze nie napisałaś że chcesz zająć się dydaktyką bo cie kreci i idzie ci dobrze, a że chcesz objąć stanowisko.
              Po drugie, nie tytuł, ale stopień doktora, co być może z punktu widzenia prawnika nie jest ważne, ale tak się to nazywa.
              Po trzecie, z 1 i 2 wynika ze wyrażasz się nieprecyzyjnie, wiec nie wiem jak nauczysz studentów precyzji w formułowaniu wypowiedzi, niezbędnej w tym zawodzie.
              Po czwarte, chwali ci się że przygotowujesz się do zajęć i starasz się być wymagająca.
              Bilans tych i innych czynników będziesz robić sama i będą robić inni w Twoim otoczeniu.
Pełna wersja