eduk28
22.02.11, 17:40
Miejsce akcji:
Uczelnia wyzsza, techniczna. Jedna z 2 najlepszych na swoim kierunku w kraju. Kierunek techniczny, wypuszczajacy absolwentow bedacych odpowiedzialnymi swoimi dzialaniami za zycie i bezpieczenstwo ludzi.
Czas akcji:
Pierwsze w semestrze cotygodniowe zebranie zakladu prowadzacego podstawowe przedmioty obliczeniowe rzutujace na bezpieczenstwo 'produktow' wypuszczanych prez absolwentow. Zdawalnosc: 60-70% (srednia semestralna, rozne formy, bez rozroznienia, ktora realizacja przedmiotu).
Wystepuja:
Adiunkt (20 letni staz, wymagajacy, znajacy sie na temacie, studeci wychodza od niego z wiedza, choc trzeba sie uczyc, badz powtarzac kurs), profesor (kolega z zakladu adiunkta, postac niewiele wnoszaca do akcji), kierownik zakladu (profesor tytularny, czlonek 'cial wyzszych' w strukturach szkolnictwa krajowego), pracownicy zakladu (>10 osob, w tym autor niniejszego wpisu).
Akcja wlasciwa:
W akcji wlasciwej dominuje wypowiedz Adiunkta, przytaczam z pamieci.
Adiunkt: Panie Profesorze (skierowane do kierownika zakladu), ruszyly studia II stopnia po angielsku, na ktorych prowadze XX. Na zeszlotygodniowym zebraniu dotyczacym tych studiow, na ktorym bylem ja i (p)rofesor, dziekan wyraznie powiedzial, ze nalezy przepuscic wszystkich studentow. Argumentowal to tym, ze studia sa w jakis sposob zwiazane z programami UE i zostaly uruchomione jednorazowo. Nie przewiduje sie, by byly robione corocznie, a wiec nie bedzie mozliwosci przeprowadzenia kursow poprawkowych. Jak mamy sie zachowac?
P: no cos takiego zostalo powiedziane...
Kierownik: (cisza)...