Masochizm niedoszłego październikowego docenta

24.02.11, 09:35
tygodnik.onet.pl/30,0,59515,1,artykul.html
Cytata:
"Wiem, że nieco wbrew sobie i wbrew zdrowemu rozsądkowi, nie wypełnię wniosku do Centralnej Komisji i wrócę do rozpoczętej monografii."

Czy w tym Krakowie jest coś takiego w wodzie, że się tam mnożą masochiści? Następny krakowski filozof po Hartmannie, który nijak znieść nie może, że będzie odrobinę łatwiej.
A na dodatek nawiedzony, skoro rozporządzeń ani widu ani słychu, a on już "podliczył swój dorobek i okazało się, że – tak jak siedzi nad pierwszym rozdziałem rozprawy – spełnia w zasadzie wszystkie kryteria, by ubiegać się o wszczęcie korespondencyjnej procedury habilitacyjnej." Cud, panie i panowie, cud!
    • i_zbyszeko Re: Masochizm niedoszłego październikowego docent 24.02.11, 10:23
      Za wykładem i kolokwium habilitacyjnym raczej nie będę tęsknił - zbyteczne procedury. Oddanie losu habilitanta w ręce CK niekoniecznie wiązać się będzie z ułatwieniem i uproszczeniem. CK może po prostu dosyć rygorystycznie traktować wnioski typowego doktora. Ale tylko typowego - dla równiejszych jest to świetna furtka, nie musi on bowiem wydać książki, a jego dorobek CK może ocenić tak jak trzeba (jak powie poseł, szef lokalnych struktur partyjnych, minister itp). Bowiem zestawiając zasady habilitacji z wyłączeniem spod rygorów zakazu dodatkowej pracy, możliwość piastowania różnych urzędów z jednoczesną pracą na uczelni, mamy jasny obraz - ma być lepiej dla swoich. Rację na autor artykułu wieszcząc takim osobom los marcowych docentów - teraz skorzystacie z furtki w przepisach, a potem jak przepisy się zmienią zostaniecie z łatką docenta październikowego - nieuka i nieudacznika, który zrobił habilitację bez książki, bo mu koledzy partyjni załatwili.
    • akot20 Re: Masochizm niedoszłego październikowego docent 24.02.11, 11:42
      Pan doktor opiera swój artykuł na fałszywym stwierdzeniu, że w poprzedniej ustawie wymogiem dla uzyskania stopnia dr hab. było napisanie monografii. Tymczasem wymóg monografii w humanistyce był zwyczajem, a nie przepisem, zresztą przez wielu krytykowanym. Nie cała humanistyka opiera się na monografiach! To bardzo wąskie myślenie. W kwestii monografii do habilitacji niewiele się zmieniło od poprzedniej ustawy, która również dopuszcza tzw. „habilitację spinaczową” czyli „jednotematyczny cykl publikacji”. Pominięta jest jedynie jednotematyczność, co nie ma raczej wielkiego znaczenia (i tak zwykle część publikacji jest związana z tym samym zakresem badań).

      Ciekawe co takiego bardziej wartościowego będzie w monografii autora artykułu, niż, dajmy na to, pięciu publikacjach w międzynarodowych renomowanych czasopismach z listy ISI? Niestety w bazie ISI Web of Scence nie znalazłam ani jednej publikacji Pana doktora. Dodam, że również działam w filozofii (choć nieco innej specjalności) i dziedzina jest mi dobrze znana. Nie jest to bynajmniej dziedzina, która ma jakąś mityczną inną specyfikę. Ta „inna specyfika” humanistyki jest domeną wyłącznie polską. Europa i USA traktują filozofię podobnie jak inne dziedziny i jest ona przedmiotem jak najbardziej międzynarodowej działalności naukowej. I co takiego oburzającego jest w tym, że autor znaczącej liczby znaczących międzynarodowych publikacji, który nie napisze monografii, zostałby Profesorem? Zresztą obecna ustawa również to dopuszcza, co Pan raczył przeoczyć.
      • i_zbyszeko Re: Masochizm niedoszłego październikowego docent 24.02.11, 12:30
        znowu wracamy do standardowego zapytania - skoro ktoś ma tyle znaczących publikacji międzynarodowych, to jaki problem napisać monografię, albo wskazać spośród rozlicznych artykułów w czasopismach z LF tych kilkanaście w miarę jednorodnych? Po co tworzyć furtkę dla tych, którym ktoś chwiały załatwić habilitację z motywów np. politycznych, a nowe przepisy stwarzają taką możliwość (teraz na upartego każdy zlepek artykułów może stać się podstawa habilitacji, o ile ktoś odpowiednio "zmotywuje" komisję z CK)
        A tak dla wiadomości akot20 - fakt, że w w bazie ISI Web of Scence nie ma czyjegoś dorobku nie świadczy źle o nim (bo np. monografii i artykułów w pracach zbiorowych ta baza nie uwzględnia - zwłaszcza w j. polskim), lecz o samej bazie, której niedoskonałości nie kryją przedstawiciele firmy Tomson Reuters (słyszałem osobiście jak twierdzili, że uwzględniają niewielką ilość dorobku nauki i ich wybory rzadko kierowane są wcześniejszymi badaniami jakościowymi)
        • akot20 Re: Masochizm niedoszłego październikowego docent 24.02.11, 13:22
          i_zbyszeko napisał:
          znowu wracamy do standardowego zapytania - skoro ktoś ma tyle znaczących publik
          acji międzynarodowych, to jaki problem napisać monografię, albo wskazać spośród
          rozlicznych artykułów w czasopismach z LF tych kilkanaście w miarę jednorodnych?


          - monografia - problem celowości i straty czasu (skoro wyniki są już opublikowane w czasopismach), poza tym żaden
          - wskazać jednorodny cykl - żaden problem, tu się zgodzę, że to mogłoby zostać, z tym że do tej pory było w praktyce trudno było w humanistyce habilitować się na tej podstawie i sądzę że nadal niepisanym wymogiem jednak będzie monografia, środowisko i recenzenci pozostaną przecież ci sami
          Co do ISI Web of Scence to fakt, że baza nie pokrywa monografii i tekstów w antologiach, co jest wadą. Tym niemniej brak nazwiska w bazie świadczy z dużym prawdopodobieństwem o małym dorobku międzynarodowym. Wszystkie znaczące czasopisma międzynarodowe są jednak w ISI.
          • adept44_ltd Re: Masochizm niedoszłego październikowego docent 24.02.11, 13:28
            myślę, że jedynym rozwiązaniem jest precyzyjne określenie (dla każdej dysycpliny osobne) warunków, które trzeba spełnić, by zostać dopuszczonym do procedury i to, co ponad, to mogłoby stanowić dorobek hab...
            jeśli chodzi o to, że w humanistyce nie było dotychczas hab. na podstawie dorobku, to niezupełnie tak, mniej więcej od pierwszej połowy lat 90. pojawiają się książki hab., które są wyraźnymi zszywkami... pozostaje tylko forma książki
            problemem tu jest coś, na co wskazywał Dala, otóż, pewnie niewiele osób ma dorobek po doktoracie, który można by uznać jako dopuszczający do kolokwium i ponadto stanowiący podstawę kolokwium... i stąd brak takich przypadków (czy też, patrz punkt 1. ich sporadyczność)
    • pfg Re: Masochizm niedoszłego październikowego docent 24.02.11, 14:04
      Dorobek i tak będzie podlegać obowiązkowi recenzji, recenzje zaś muszą zawierać element oceny subiektywnej (i dobrze). Co więcej, recenzować będą ci sami ludzie - wybrani z tej samej puli - co dotąd. W dyscyplinach, w których można było się habilitować na podstawie "jednotematycznego cyklu publikacji" (nb, akot, wymóg *jednotematycznego* cyklu pozostał!), dalej będzie można. W dyscyplinach, w których dotąd recenzenci oczekiwali książki, najprawdopodobniej nadal trzeba będzie pisać książkę. Może z czasem zwyczaje się zmienią, ale nie od razu.
      • akot20 Re: Masochizm niedoszłego październikowego docent 24.02.11, 15:15
        pfg napisał:
        W dyscyplinach, w których można było się habilitować na podstawie "jednotematycznego cyklu publikacji" (nb, akot, wymóg *jednotematycznego* cyklu pozostał!), dalej będzie można.

        Fakt, zmylił mnie ten artykuł. No to już w ogóle nie rozumiem na czym polega ta negatywna zmiana o której pisze autor. Jest podobnie jak było, tylko inny tryb (bez kolokwium etc.). No i mają być jakieś szczegółowe kryteria w rozporządzeniach, których jeszcze nie ma.
    • ford.ka Wszystko już było... 24.02.11, 18:20
      Po powrocie z pracy przypomniał mi się artykuł dr. Jarosława Klejnockiego sprzed równo trzech lat (artykuł chyba zniknął - serwisy.gazeta.pl/edu_/1,52282,5059441.html może później zadziała - ale została nasza dyskusja o nim forum.gazeta.pl/forum/w,32,77477420,77477420,Habilitacja_tak_ale_inna.html ).
      Wtedy doktor JK opowiadał, jak to habilitacja pozwala mu walczyć z własną naturą i jakie to jest ważne wyzwanie. Minęły trzy lata i... doktor JK będzie wkrótce czcił dziesięciolecie obrony doktoratu, a habilitacji dalej ani widu ani słychu, co więcej szans na nią brak, bo co zdradza baza bibliograficzna UW żadnej książki oprócz podręczników dla szkół podstawowych w ostatnim czasie nie popełnił, a artykułów naukowych również w jego dorobku brak, choć liczba publikacji zbliża się do 300 - bibliografia.icm.edu.pl/g2/main.pl?lang=pl&imie=Jaros%B3aw&nazwisko=Klejnocki&id_rodzaju_roli=&a=1&rok=0&rokdo=0&id_typu_dokonania=&id_jezyka=&lim=100000&ord=1&search=Szukaj&mod=q
      Czy ktoś potrafi wyjaśnić, co kieruje takimi facetami, oprócz oczywistej przyjemności zobaczenia swojego nazwiska w druku, skoro na zobaczenie ww. nazwiska w punktowanym czasopiśmie szans nie mają?
      • akuku5 Re: Wszystko już było... 24.02.11, 22:32
        Co kieruje? Honorarium. Każdy chałturzy jak może. Jeden ma wykłady w sześciu Wyższych Szkołach Tego i Owego i monologuje w obecności studentów, którzy i tak go nie słuchają, inny - pisze do prasy. Akurat w przypadku humanistów uważam taką strategię za całkiem sensowną (po warunkiem, że teksty rzetelne) - bo humanista powinien pisać dla ludzi, anie dla 10 kolegów. Nawet jeśli to będzie International Journal of Ultimate Wisdom
        • ford.ka Re: Wszystko już było... 24.02.11, 23:02
          Ja im nawet tysiąca artykułów w Polityce i podobnych nie bronię. Chodzi mi o te dwa artykuły, w których wypowiadają się o habilitacjach, których nie mają, ale które są dobre takie jak teraz i żadna inna nie będzie równie dobra ;)
Pełna wersja