Praca komercyjna i asystentura

28.02.11, 21:37
Dostałam propozycję pracy w kolejnym roku akademickim - prowadzenia 8 grup ćwiczeniowych - co oznacza cały 1 dzień + 1 zajęcia wieczorem. Planuję zmianę pracy. Podzielcie się proszę doświadczeniami ze współpracy, poszukiwaniem pracy w zmniejszonym wymiarze pracy. Mam znajomych czy współpracowników którzy z racji aplikacji pracują 4 dni w tygodniu, są pracownicy, którzy np w poniedziałek lub piątek mają wolne z racji zamieszkania w innym miejscu niż miejsce pracy. Wielu znanych mi pracowników naukowych w Warszawie również pracuje w komercyjnych przedsiębiorstwach od najniższych stanowisk po eksperckie czy menadżerskie wymagające sporego zaangażowania czasowego.

    • pfg Re: Praca komercyjna i asystentura 28.02.11, 22:06
      Da się. U prawników jest to powszechne, ale poziom zajęć na prawie i zaangażowanie prowadzących są legendarnie niskie. Mówimy bowiem o nauczycielach akademickich, którzy (źródło)
      Cytat
      w ogóle nie przygotowują się do ćwiczeń czy wykładów i od 20 lat prowadzą je w ten sam sposób nie wymagając niczego i nie ucząc niczego lub np na egzamin każe wyryć na pamięć / na pałę testy ogólnodostępne

      Widzę, że z łatwością wchodzisz w te buty. Życzę powodzenia.
      • larusse Re: Praca komercyjna i asystentura 28.02.11, 22:52
        pfg napisał:

        > Widzę, że z łatwością wchodzisz w te buty. Życzę powodzenia.

        A co w tym złego? Nie wejdzie ona, to wejdzie ktoś inny.
      • ford.ka Re: Praca komercyjna i asystentura 28.02.11, 22:54
        Och, też bym z przyjemnością zglanował leżącego z wysokości swojej habilitacji, ale nie mam, więc nawet nie będę próbował. Jak się już ma etat, bardzo łatwo jest opowiadać o tym, że to nic takiego. Jak się nie ma żadnej szansy na drugi etat bo w całym kraju nie ma ani jednej prywatnej uczelni z fizyką, łatwo jest opowiadać o tym, jakie to niemoralne pracować na dwóch etatach. Ale kiedy trzeba robić wszystko, żeby uczelnia nie zapomniała o człowieku na tyle długo, by nazwisko coś mówiło komisji, kiedy w końcu ogłoszą konkurs na adiunkta, sytuacja jest nieco odmienna.
        Jeśli na dłuższą metę zależy Ci na pracy na uczelni, bierz, co dają i ładnie podziękuj. Inni sobie radzą, też sobie poradzisz. Ale już teraz zacznij się zastanawiać, czego właściwie chcesz od życia. Takie stanie jedną nogą w komercji i jedną nogą na uczelni z nielicznymi wypadkami kończy się tym, co sama opisałaś, a rynek komercyjny też nie będzie długo zainteresowany Twoimi usługami przez trzy dni w tygodniu. Nie sugeruj się tym, że starsi tak robią. Oni mają plecy i zapuścili korzenie więc mogą, ale Ty możesz się nigdy na podobne traktowanie nie załapać i w pewnej chwili odkryjesz, że prywatna firma już się z Tobą pożegnała (bo prywatna potrzebuje w tym celu o wiele mniej papierkowej roboty), a uczelnia za chwilę zrobi to samo, bo nie rokujesz na przyszłość.
        • matdokt Re: Praca komercyjna i asystentura 28.02.11, 23:09
          ford.ka napisał:

          > est opowiadać o tym, że to nic takiego. Jak się nie ma żadnej szansy na drugi e
          > tat bo w całym kraju nie ma ani jednej prywatnej uczelni z fizyką, łatwo jest o
          > powiadać o tym, jakie to niemoralne pracować na dwóch etatach. Ale kiedy trzeba

          dlaczego zakładasz, że każdy naukowiec w Polsce aby dostawać przyzwoitą pensję musi pracować na wielu etatach?
          • ford.ka Re: Praca komercyjna i asystentura 01.03.11, 01:07
            Ponieważ nie znam naukowców otrzymujących godziwe wynagrodzenie za jeden. Chyba że za godziwe wynagrodzenie uznajemy pensję kelnera w dużym mieście bez napiwków.
        • prawie_prawniczka Re: Praca komercyjna i asystentura 28.02.11, 23:43
          To nie tylko starsi, bo młodsi tak robią :) Np. absolwenci - aplikanci. Czasem mają konkretny powód powiązany z zawodem - jak np aplikacja, a czasem ot tak - bo chcą na weekend wyjeżdżać w piątek z rana. Czasem dla pracodawcy jest wygodniej przyjąć kogoś na 4/5 etatu i płacić mu w ten sposób niższe wynagrodzenie. Mój narzeczony jest asystentem i doktorantem uniwersytetu medycznego i prócz zatrudnienia na uczelni pracuje w szpitalu. Twierdzi, że z korzyścią dla niego samego, pacjentów i studentów, zaś gdyby pracował tylko na uczelni to byłby praktycznie bezwartościowy jako dydaktyk. Mówi, że uczelnia to w dużym stopniu sfera teorii, a o jego rozwoju jako lekarza, w tym również nauczyciela akademickiego stanowi bezpośrednia praca z pacjentami. Bardzo często omawia różnego rodzaju sytuacje spotkane w pracy ze studentami.
          Pamiętam jak po raz pierwszy otrzymałam propozycję asystowania na uczelni - kierownik katedry, będący jednocześnie dziekanem powiedział mi, że cieszy się, że nareszcie trafił kogoś kto pracuje w biznesie i ma odrobinę praktycznego doświadczenia w dziedzinie i stały kontakt z realną rzeczywistością, którą będzie "wykładał" i chciałby aby w katedrze same takie osoby.
        • pfg Re: Praca komercyjna i asystentura 01.03.11, 13:15
          Nie chodzi mi o "glanowanie z wyżyn habilitacji" kogokolwiek, tylko o krytykę sytuacji panującej na wydziałach prawa. Dla prawnika prawdziwa praca (i prawdziwe pieniądze) są w kancelariach, na uczelniach pracują głównie dlatego, że to im ułatwia ich prawdziwą pracę: Doktorat zwalnia z konieczności robienia aplikacji, można od razu przystępować do egzaminu adwokackiego lub radcowskiego (nie jestem pewien pozostałych), co zresztą tłumaczy niezwykłą popularność niestacjonarnych (płatnych) studiów doktoranckich z prawa. Habilitacja daje prawo do bycia wpisanym na listę adwokatów lub radców bez konieczności zdawania egzaminu kończącego aplikację. Profesura przydaje prestiżu, zwiększa stawki, przede wszystkim zaś pozwala oszołomić swoim blaskiem sędziego lub adwokata strony przeciwnej, co zwiększa szanse na wygranie sprawy i przyciągnięcie następnych bogatych klientów. Ponieważ jednak praca na uczelni jest tylko uciążliwym dodatkiem do pracy prawdziwej, osoby w tej sytuacji się do niej nie przykładają, bo nie mają czasu, a że jednocześnie studia prawnicze są bardzo popularne i na prawie jest bardzo wielu studentów, poziom zajęć dydaktycznych jest żałośnie niski. Podobnie zresztą jak poziom pracy naukowej. Studenci to widzą, od czasu do czasu różne skandale wielkie i małe z wydziałów prawa przebijają się do opinii publicznej i pośrednio rzutuje to na społeczny obraz całych uniwersytetów. Za to wybitni - naprawdę wybitni - adwokaci zatrudnieni na uczelniach jako pracownicy naukowo-dydaktyczni są gotowi cokolwiek zrobić dla swojej uczelni tylko pod warunkiem, że ta zapłaci im rynkowe stawki.

          Dotyczy to nie tylko prawa, także kilku innych cenionych na rynku profesji, ale na prawie przybrało już rozmiary patologii.
          • spokojny.zenek Re: Praca komercyjna i asystentura 01.03.11, 15:04
            pfg
            Mam trzy pytania:
            1. Jaki odsetek pracowników wydziału prawa na Twojej uczelni pracuje w charakterze adwokatów? Próbowałeś to kiedyś ustalić?
            2. Czy w powielaniu obiegowych stereotypów znajdujesz jakąś szczególną przyjemność?
            3. Czy powielanie stereotypów przystoi poważnemu, zaangażowanemu naukowcowi, jakim jesteś?
          • h_hornblower (prawie) pełna zgoda 01.03.11, 16:16
            pfg napisał:

            > Ponieważ jednak praca na uczelni jest tylko uciążliwym dodatkiem do prac
            > y prawdziwej, osoby w tej sytuacji się do niej nie przykładają, bo nie mają cza
            > su, a że jednocześnie studia prawnicze są bardzo popularne i na prawie jest bar
            > dzo wielu studentów, poziom zajęć dydaktycznych jest żałośnie niski.

            No niestety z moich doświadczeń również wynika, że opinia wyrażona przez pfg STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC jest uzasadniona. Ale czego się spodziewać, gdy istnieje na to przyzwolenie tzw. góry? Ryba psuje się od głowy, nespa?

            > Za to wybitni - na
            > prawdę wybitni - adwokaci zatrudnieni na uczelniach jako pracownicy naukowo-dyd
            > aktyczni są gotowi cokolwiek zrobić dla swojej uczelni tylko pod warunkiem, że
            > ta zapłaci im rynkowe stawki.

            Z tym się absolutnie nie zgodzę. Lajtmotywem są tu "pozapłacowe motywatory". Wielu ludzi naprawdę jest skłonnych pracować "pro bono", gdy widzą w tym JAKIŚ sens. Dotyczy to często jednostek "wybitnych".

            pzdr
            horny
            • spokojny.zenek Re: (prawie) pełna zgoda 01.03.11, 16:26
              _hornblower napisał:


              > No niestety z moich doświadczeń również wynika, że opinia wyrażona przez pfg ST
              > ATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC jest uzasadniona.

              Czyli "statystycznie rzecz biorąc" prawdą jest, że akurat na wydziałach prawa poziom zajęć jest jakoś zauważalnie niższy, niz na innych???

              > Ale czego się spodziewać, gdy istni
              > eje na to przyzwolenie tzw. góry? Ryba psuje się od głowy, nespa?

              Czyli władze tych akurat wydziałów z jakichś tajemniczych powodów wyraźnie SŁABIEJ dbają o poziom dydaktyki, niż pozostałych wydziałów? A czemuż to?


              • h_hornblower no ale zobacz 02.03.11, 09:31
                spokojny.zenek napisał:

                > Czyli władze tych akurat wydziałów z jakichś tajemniczych powodów wyraźnie SŁAB
                > IEJ dbają o poziom dydaktyki, niż pozostałych wydziałów? A czemuż to?

                Powody nie sa tajemnicze. Pewien wnikliwy obserwator działalności dydaktycznej na topowej polskiej uczelni, kształcacej w dziedzinach o bardzo silnym powiązaniu z tzw praktyką, podzielił jej pracowników na trzy grupy: (1) "profit", (2) "logo" i (3) "socjał". Odpowiednio: (1) to tacy, którzy kreuja istotną wartość dodaną dla uczelni; (2) gros dochodów z aktywności zawodowej osiagaja z zatrudnienia poza uczelnią - obowiązki związane z zatrudnieniem na uczelni starają się wykonywać najmniejszym mozliwym nakładem czasu i energii (bo doba ma tylko 24h i inaczej sie nie da); (3) nie wymaga komentarza. Oczywiście tego typu kategoryzowanie jest niepopularne, bo gens una sumus i prawda w oczy kole. Tylko jesli udział (2) i (3) jest wysoki to robi się nieprzyjemnie. Dlaczego akurat wśród prawników miałoby byc inaczej?

                Zauważ, że założycielka wątku pisze mniej więcej tak - mam dostać 8 grup ćwiczeniowych, czyli zajęty jeden dzien i jeden wieczór. Jak rozumiem, odnosi sie to do 16h zajęć, zapewne w schemacie 12h "w jeden dzień" i 4h "w jeden wieczór"! Jaka jest jakość zajęć, jesli prowadzisz szóste zajecia danego dnia? "Legendarnie niska"? Ale szef rozumie, że MUSISZ tak zrobic, bo aplikacja, bo obowiązki zawodowe itd. A ja oczywiscie rozumiem, że prawo powinni w dużej mierze wykładac praktycy. To jasne - no ale trzeba to inaczej zorganizować. Oczywiscie zdarzaja się pewnie miejsca w Polsce, gdzie jest inaczej, stąd jak rozumiem Twoje oburzenie, ale wierz mi, że "stereotypy" nie biora się z powietrza. Btw. i tak oszczędzono Wam "procesu Bolońskiego", który w mojej ocenie znacząco obniżył poziom studiów na owej wymienionej przeze mnie na poczatku "topowej polskiej uczelni" (a ścislej studiów magisterskich). W ogóle poziom studiów zjeżdża w baaardzo wielu miejscach. Również - i tu kamyczek do ogródka pfg - na fizyce (przynajmniej na UW). Ale to było już wałkowane tysiac razy.

                pzdr
                horny
              • tocqueville Re: (prawie) pełna zgoda 03.03.11, 07:53
                można się oburzać, ale jeśli 100 osób ci mówi, że jesteś koniem - kup siodło
                mieszkałem z studentami prawa w akademiku, mam studentów, którzy studiują u nas drugi kierunek a prawo jako pierwszy- nasłuchałem się niesamowitych rzeczy, wierzyć nie wierzyć, ale takie opinie nie biorą się z niczego
          • mn7 Radio Erewań? 04.03.11, 12:24

            pfg napisał:

            > Dla prawnika prawdziwa praca (i prawdziw
            > e pieniądze) są w kancelariach, na uczelniach pracują głównie dlatego, że to im
            > ułatwia ich prawdziwą pracę:

            Przy założeniu, że wszyscy, albo więszość pracuje w jakichś kancelariach.

            > Doktorat zwalnia z konieczności robienia aplikacj
            > i, można od razu przystępować do egzaminu adwokackiego lub radcowskiego (nie je
            > stem pewien pozostałych), co zresztą tłumaczy niezwykłą popularność niestacjona
            > rnych (płatnych) studiów doktoranckich z prawa.

            A jeszcze lepiej by tłumaczyło, gdyby jakiś istotny odsetek takich zaocznych doktorantów w ogóle zabierał się do pisania doktoratu :-)))

            > Habilitacja daje prawo do bycia
            > wpisanym na listę adwokatów lub radców bez konieczności zdawania egzaminu końc
            > zącego aplikację.

            Gorzej. W ogóle bez konieczności robieni aplikacji.

            > Profesura przydaje prestiżu, zwiększa stawki, przede wszystki
            > m zaś pozwala oszołomić swoim blaskiem sędziego lub adwokata strony przeciwnej,
            > co zwiększa szanse na wygranie sprawy i przyciągnięcie następnych bogatych kli
            > entów.

            Znów przy założeniu, że taki profesor ma okazję "oszłamiac" w ten sposób. Biorę pierwszy wydział prawa z brzegu - czynnymi adwokatami jest tam kilku profesorów. Toż juz nawet sędziów jest wśród nich więcej :-))

            > Ponieważ jednak praca na uczelni jest tylko uciążliwym dodatkiem do prac
            > y prawdziwej, osoby w tej sytuacji się do niej nie przykładają, bo nie mają cza
            > su, a że jednocześnie studia prawnicze są bardzo popularne i na prawie jest bar
            > dzo wielu studentów, poziom zajęć dydaktycznych jest żałośnie niski.

            Już tu chyba ktoś zadał pytanie - niższy niż gdzie indziej?

            Za to wybitni - na
            > prawdę wybitni - adwokaci zatrudnieni na uczelniach jako pracownicy naukowo-dyd
            > aktyczni są gotowi cokolwiek zrobić dla swojej uczelni tylko pod warunkiem, że
            > ta zapłaci im rynkowe stawki.

            Nic podobnego. Akurat dla "ustawionego" adwokata zatrudniajacego sie na uczelni możliwość wskazywania, ze jest wykładowcą uniwersyteckim to właśnie kwestia prestiżu i splendoru. Rynkowe stawki to on ma gdzie indziej.

            Jak w dowcipie o Radiu Erewań - wszystko tak, tylko dokładnie odwrotnie :-))))

      • spokojny.zenek Re: Praca komercyjna i asystentura 01.03.11, 15:06
        pfg napisał:

        > Da się. U prawników jest to powszechne, ale poziom zajęć na prawie i zaangażowanie prowadzących są legendarnie niskie.

        Ale o legendach to może jednak na innym forum?
        Tutaj może o konkretach i realnej rzeczywistości?

        • h_hornblower zenku - ale o co chodzi? 01.03.11, 16:26
          spokojny.zenek napisał:

          > Ale o legendach to może jednak na innym forum?
          > Tutaj może o konkretach i realnej rzeczywistości?

          Zenku, mam wrażenie, że bierzesz wypowiedź pfg do siebie. Niepotrzebnie - być może Ty akurat się przykładasz i świetnie. Byc może masz okazję pracować w śodowisku, które przeczy "legendom" pfg. To dobrze. Ode mnie konkretów nie oczekuj - tym bardziej, że anonimowość na forum jest iluzoryczna. Poza tym jakich konkretów oczekujesz? Mogę Ci napisać, że czytałem w ostatnim numerze "Gazety SGH" o koledze prawniku, który zalicza studentom zajęcia za przetłmaczenie ustawy z angielskiego na polski. I co - toż to jednostkowy przykład. A pfg przedstawił pewnien mechanizm, dodał, że działa on nie tylko w odniesieniu do prawników. I ja się z nim zgadzam - bo sam powielokroć ten mechanizm obserwowałem w działaniu - ba, uczestniczyłem w nim.

          pzdr
          horny
          • spokojny.zenek Re: zenku - ale o co chodzi? 01.03.11, 16:32
            h_hornblower napisał:

            > spokojny.zenek napisał:
            >
            > > Ale o legendach to może jednak na innym forum?
            > > Tutaj może o konkretach i realnej rzeczywistości?
            >
            > Mogę Ci napisać, że czytałem w ostatnim numerze "Gazety SGH" o
            > koledze prawniku, który zalicza studentom zajęcia za przetłmaczenie ustawy z an
            > gielskiego na polski.

            To na SGH jest wydział prawa? A to ci nowina...
            I co to ma - przepraszam - do rzeczy?

            > I co - toż to jednostkowy przykład. A pfg przedstawił pew
            > nien mechanizm, dodał, że działa on nie tylko w odniesieniu do prawników.

            Pfg nie przedstawił żadnego "mechanizmu" lecz powielił pewien STEREOTYP - tyleż rozpowszechniony, co bzdurny.
            Na różnych wydziałach prawa dzieje się bardzo wiele złych rzeczy, o których naprawdę warto pisać (nawet, jeśli ktoś - jak Ty - tak bardzo boi się tej "iluzorycznosci anonimowości"). Sęk w tym, że na wydziałach tych stężenie patologii nie jest ani wyższe ani niższe, niż na pozostałych i polega oraz bierze się z czegoś zupełnie innego, niz to pfg "zaprezentował", ewidentnie nie orientując się w realiach i powtarzając obiegowe opinie nijak mające się do rzeczywistości.

            • whiteskies Re: zenku - ale o co chodzi? 01.03.11, 20:39
              Ok, pierwszy z brzegu przykład: biorę sprawozdanie roczne rektora UW za 2009 (dostępne w sieci)
              i obliczam stosunek liczby studentów do pracowników, wychodzi ze Wydział Prawa przegrywa. Stosunek (6840/195) daje 2 miejsce za bijącym wszelkie rekordy Wydziale Zarządzania (7545/105). Jeśli jednak odliczymy studia zaoczne, różnice miedzy prawem i zarządzaniem maleją, prawo jest też na pierwszym miejscu w sprawności nauczania. Za ta ścisłą czołówką przerwa....
              • h_hornblower Re: zenku - ale o co chodzi? 02.03.11, 09:37
                whiteskies napisał:

                >prawo jest też na pierwszym miejscu w spraw
                > ności nauczania.

                "Sprawność nauczania" to iloraz liczby absolwentów w danym roku i liczby etatowych pracowników dydaktycznych w danym roku?
                • whiteskies Re: zenku - ale o co chodzi? 02.03.11, 17:06
                  Jak pamiętam to stosunek liczby tych co kończą (studia) w stosunku do liczby tych, którzy rozpoczęli.
                  • stoff Re: zenku - ale o co chodzi? 03.03.11, 10:21
                    Studia prawnicze są po prostu diabelnie łatwe. Mówiło się nawet: jak już się dostaniesz, to nie wylecisz.
                    • mn7 Re: zenku - ale o co chodzi? 04.03.11, 12:25
                      stoff napisała:

                      > Studia prawnicze są po prostu diabelnie łatwe.

                      :-)))))))

              • spokojny.zenek Re: zenku - ale o co chodzi? 02.03.11, 14:55
                No i?
                Z tego zestawienia wynika chyba, że proporcja studenci/pracownicy jest chora. Można domniemywać, że zagraża to jakości dydaktyki (i słusznie, bo zagraża bardzo). W jaki jednak sposób można z tego wnioskować o jakości nauczania, a ściślej, o traktowaniu tego problemu przez poszczególne wydziały, ich pracowników i władze?
                Bo że w żaden sposób nie potwierdza tezy o tym, jakoby niemal wszyscy pracownicy byli praktykami zarabiającymi gdzie indziej zaś uczelnię traktującymi jako zło konieczne źródło literek na wizytówce - to akurat jasne, że nie potwierdza.
                W żaden też sposób nie potwierdza miejskich legend o poziomie nauczania.
                • whiteskies Re: zenku - ale o co chodzi? 02.03.11, 17:12
                  Jeszcze raz: nikt nie twierdzi że "wszyscy pracownicy.... " etc., natomiast statystyki sugerują że stereotypy nie są kompletnie nieuzasadnione, innymi słowy że stosunek sytuacji patologicznych do zdrowych jest akurat na tym kierunku i w tym środowisku powyżej średniej. I tyle.
                  Dla wyjaśnienia: znam prawników którzy do tych stereotypów nie pasują, niestety znam takich do których pasują jak ulał i włos im z głowy od lat nie spada (na uczelni).
                • mn7 Re: zenku - ale o co chodzi? 04.03.11, 15:55
                  spokojny.zenek napisał:

                  > No i?
                  > Z tego zestawienia wynika chyba, że proporcja studenci/pracownicy jest chora. M
                  > ożna domniemywać, że zagraża to jakości dydaktyki (i słusznie, bo zagraża bardz
                  > o). W jaki jednak sposób można z tego wnioskować o jakości nauczania, a ściślej
                  > , o traktowaniu tego problemu przez poszczególne wydziały, ich pracowników i wł
                  > adze?

                  Ano pewnie można domniemywać, że przy tylu studentach przypadających na jednego pracownika nie sposób jest zapewnić w miare zindywidualizowanego kontaktu z nimi i że grupy zajęciowe sa bardzo duże. A to z pewnością jakosci dydaktyki nie sprzyja.
                  Z drugiej jednak strony, to, że na sali jest 10, 50 czy 300 słuchaczy wykładu nie przekłada się automatycznie na jakośc tego wykładu. Co innego na ćwiczeniach. No i na seminariach - jeśli jeden promotor ma pod opieką kosmiczną liczbę magistrantów, to nie wróży to dobrze jego opiece nad nimi...
                  Problem leży chyba w tym, że wydziały prawa sa finansowymi lokomotywami całych uniwersytetów i wymusza się na nich przyjmowanie jak największej liczby studentów niestacjonarnych. W sytuacji, gdy dochody z niestacjonarnych wcale nie stanowią tak pokaźnej "działki" w budżecie, jak się to powszechnie uważa.

    • mn7 Re: Praca komercyjna i asystentura 04.03.11, 15:58
      Przepraszam że spytam: i zamierzasz tak prowadzić siedem grup po 90 minut w jeden dzień i jedną w inny? Przecież to jest od 8 do 20 z piętnastominutowymi przerwami! I władze katedry oraz wydziału godzą sie coś takiego???
      • spokojny.zenek Re: Praca komercyjna i asystentura 05.03.11, 17:21
        Dyskusja poszła w kierunku czarnych podniebień u prawników a meritum umknęło.
        • h_hornblower etam 05.03.11, 22:11
          spokojny.zenek napisał:

          > Dyskusja poszła w kierunku czarnych podniebień u prawników

          Bez żartów. Kilka osób napisało Ci, o co biega. Możesz to brać do siebie - Twoja wola.

          pzdr
          horny
          • spokojny.zenek Re: etam 05.03.11, 22:18
            h_hornblower napisał:

            > Bez żartów. Kilka osób napisało Ci, o co biega.

            A ja wyjaśniłem, że nie o to biega. Zresztą nie pytałem skąd się biorą durne stereotypy, bo to akurat doskonale wiem.

            > Możesz to brać do siebie

            Dziękuję za zgodę. Nie mam zamiaru ani potrzeby.

            • h_hornblower Re: etam 05.03.11, 22:31
              spokojny.zenek napisał:

              > Dziękuję za zgodę. Nie mam zamiaru ani potrzeby.

              No i git! :)

              pzdr wesoło
              horny
              >
        • mn7 Re: Praca komercyjna i asystentura 07.03.11, 09:08
          spokojny.zenek napisał:

          > Dyskusja poszła w kierunku czarnych podniebień u prawników a meritum umknęło.

          Ano poszła i umknęło. Ale czy to może dziwić? Stereotyp jest wyjątkowo głupi i oderwany od rzeczywistości, co punkt po punkcie wykazałam (tak mi się przynajmniej wydaje) powyżej. Tyle że ten stereotyp rzeczywiście skądś się bierze. Jeśli założycielka wątku (która zresztą gdzieś się dyskretnie już ulotniła) pisze o prowadzeniu siedmiu grup ćwiczeniowych, zapewne po 90 minut, w jeden dzień, to nie trzeba wielkich zdolności kalkulacyjnych, żeby sobie przeliczyć, że to 12 godzin zegarowych (wliczając przerwy). Ludzie czytają coś takiego i się łapią za głowy. Zakładając, że ta oczywista patologia jest regułą na wydziałach, o których tu mowa i biorąc pod uwagę przyczyny takiego zorganizowania zajęć (żeby przez cztery dni w tygodniu taki "naukowiec" kosił kasę w praktyce) uogólniają to na wszystkich.
          Dodaj do tego fakt, ze czasami zmiana kanału TV nie pomaga, bo z każdego wyłazi tak prof. Piotr K. i opowiada o swoich sprawach... Następny klocek układanki gotowy - oni wszyscy zarabiają pieniądze gdzie indziej a uczelnia to tylko po to, żeby sobie napisać na wizytówce.
          Z legendą nie wygrasz. Z czarną legendą tym bardziej.


          • prawie_prawniczka Re: Praca komercyjna i asystentura 16.03.11, 00:28
            Jakoś bawią mnie argumenty o 12 godzinach pracy. Zapraszam do pierwszego lepszego szpitala, gdzie każdy z lekarzy pracuje na minimum 24-godzinnych dyżurach. Podobnie jest w przypadku straży pożarnej. Są to zawody, które wymagają maksimum skupienia, wydajności i często zależy od nich ludzkie zdrowie lub życie. Miałam przed chwilą przez oczyma plan zajęć na jednej z politechnik - od 8 do 20 odbywają się ćwiczenia laboratoryjne, prowadzone przez tego samego asystenta. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku wielu osób codziennie.
            A wracając do przykładu medycyny, który wydaje mi się pod paroma względami adekwatny w tej dyskusji, to w przypadku medyków praktycznie każdy z pracowników uczelni medycznej jest jednocześnie czynnym zawodowo lekarzem (czytaj: pracującymi na etacie / kontrakcie w szpitalu i dodatkowo prowadzącym np własną praktykę). W tym wypadku praca w szpitalu jest podstawą posiadanej wiedzy - jak wyobrażacie sobie naukę medycyny od kogoś kto nie ma wiedzę sprzed 40 lat, kiedy większość metod diagnostycznych lub leków nie była jeszcze znana/stosowana?
            Co do prawa - praktycy, z którymi miałam szczęście nieco współpracować mawiają, że wszelkie komentarze, podręczniki, opracowania kończą się tam, gdzie zaczynają się problemy i niewiadome... Nie wyobrażam sobie jak funkcjonuje zawodowo osoba, która jest pozbawiona codziennego kontaktu z zawodem w sensie praktycznym, nawet jeśli ma być profesorem - laureatem nagrody Nobla.
            Dlaczego zdecydowałam się na doktorat? Po trosze to taka nasza tradycja rodzinna :), a z powodów bardziej praktycznych - chciałam mieć szansę współpracy z pewnym niezłym praktykiem. Byłam na jego seminarium i opowiadał mnóstwo ciekawych przykładów-transakcji w których uczestniczył, problemów, z którymi zmierzył się w ponad 20-letniej pracy zawodowej. Nie wyczytałam o tym w żadnej książce ani artykule, których trochę przewertowałam przymierzając się do rozprawy doktorskiej.
            A co do SGH - jest tam wielu prawników-wykładowców :)
            • mn7 Re: Praca komercyjna i asystentura 18.03.11, 15:29
              prawie_prawniczka napisała:

              > Jakoś bawią mnie argumenty o 12 godzinach pracy.

              Żeby jeszcze równie bawiły uczestników takich zajęć...

              > Zapraszam do pierwszego lepsze
              > go szpitala, gdzie każdy z lekarzy pracuje na minimum 24-godzinnych dyżurach.

              No ale chyba jednak wypada odrózniać DYŻUR, który - jak sama nazwa wskazuje jest dyżurem od pracy w danym czasie.
              Jeśli rzeczywiscie jesteś prawniczką, to chyba miałaś na studiach prawo pracy i orientujesz się, że odmienne reguły odnoszą sie do dziennego wymiaru czasu zwykłej pracy i do dyżurów?

              > Taka
              > sytuacja ma miejsce w przypadku wielu osób codziennie.

              Nie. zapewniam Cię, że sytuacja, w której nauczyciel prowadzi zajecia od ósmej do ósmej na pewno nie dotyczy wielu osób codziennie.

              > A co do SGH - jest tam wielu prawników-wykładowców :)

              Podobnie, jak na innych uczelniach ekonomicznych. Co jednak nie zmienia faktu, że nie ma tam ani studiów prawniczych ani wydziałów prawa. A przykład miał podobno ilustrować "legendarnie niski" poziom dydaktyki na takich kierunkach i wydziałach.

              • h_hornblower wywołany do odpowiedzi... 18.03.11, 15:42
                mn7 napisała:

                > > A co do SGH - jest tam wielu prawników-wykładowców :)
                > Podobnie, jak na innych uczelniach ekonomicznych. Co jednak nie zmienia faktu,
                > że nie ma tam ani studiów prawniczych ani wydziałów prawa. A przykład miał podo
                > bno ilustrować "legendarnie niski" poziom dydaktyki na takich kierunkach i wydz
                > iałach.

                Wręcz przeciwnie. Napisałem tak:

                "Poza tym jakich konkretów oczekujesz? Mogę Ci napisać, że czytałem w ostatnim numerze "Gazety SGH" o koledze prawniku, który zalicza studentom zajęcia za przetłmaczenie ustawy z angielskiego na polski. I co - toż to jednostkowy przykład."

                Czyli dokładnie odwrotnie, niż twierdzisz, nespa? :)

                pzdr
                horny
                • mn7 Re: wywołany do odpowiedzi... 18.03.11, 18:38
                  OK, zgoda. W takim razie odpowiadam, że zapewne chodzi o jakiekolwiek konkrety konkretniejsze, niż "miejska legenda", skądinąd oparta na bzdurnych przesłankach, o czym obszernie piszę powyżej (i nie tylko ja). Cokolwiek konkretniejszego niż wyniki rozumowania wyglądajacego mniej wiecej tak: prawnicy mają konkretny fach, na uczelniach podobno pracuje wielu prawników robiących co innego na boku, ergo: poziom zajęć musi być marny, no bo jakże by inaczej. Do tego władze nie dbają o poziom. Dlaczego? No nie wiadomo, ale pewno im sie nie chce dbać. A stdentom nie zależy, bo są w ogóle leniwi, to niby czemu mieliby się domagać przyzwoitego poziomu?
                  Tak wygląda ten stereotyp, o którym ta dyskusja.


                  • spokojny.zenek Re: wywołany do odpowiedzi... 20.03.11, 11:13
                    Może trochę za późno, ale zaczynam rozumieć: jak ma nie być takiego stereotypu, jeśli czytamy, że ktoś ma zamiar prowadzić zajęcia ze studentami od rana do wieczora i nie widzi w tym niczego niezwykłego? Co gorsza: jego przyszli przełożeni nie widzą w tym niczego zdrożnego?
            • spokojny.zenek Re: Praca komercyjna i asystentura 20.03.11, 11:11
              Odnoszę przykre wrażenie, że nie bardzo rozumiesz, co w Twoich postach jest tak żenującego.
              Czy ktoś kwestionuje to, że dla naukowca-lekarza albo naukowca-praktyka kontakt z praktyką jest konieczny? Czy ktoś - jak Ty - myli dyżur lekarski (czy jakikolwiek inny) z codzienną pracą? Czy ktoś inny dostarcza amunicji zwolennikom tezy o "legendarnie niskim poziomie" pisząc bez żenady, że prowadzenie zajęć od rana do wieczora jest czymś rzekomo normalnym (a więc pewnie powszechnym)?
    • spokojny.zenek Re: Praca komercyjna i asystentura 07.03.11, 17:53
      Z legendą nikt nie wygrał, ale taki poziom dyskusji i argumentów na forum - bądź co bądź - dla naukowców musi irytować. Rzeczywiście szkoda, ze założycielka sobie gdzieś poszła.
      • mn7 Re: Praca komercyjna i asystentura 07.03.11, 18:45
        No to pełna zgoda, poza tym, że poszła sobie dokądś a nie gdzieś ;-))
Pełna wersja