a, tak przed niedzielą ;-)

05.03.11, 18:47

dziennikarze.nowyekran.pl/post/5080,andrzej-walicki-niebezpieczne-nieporozumienia-w-sprawach-nauki
    • spokojny.zenek Re: a, tak przed niedzielą ;-) 05.03.11, 18:55
      "...trudno porównywać pracę naukową ludzi mających nie tylko duże pensje i własne gabinety na uczelni, lecz również dodatkowe fundusze na każdą niemal książkę, a nawet ambitniejszy artykuł, a co siedem lat korzystających z płatnego rocznego urlopu (sabbatical year), zasilanego dodatkowo rozlicznymi stypendiami na naukowe podróże, z pracą osób zmuszonych przez system wynagrodzeń do wieloetatowości, piszących we własnych ciasnych mieszkaniach w skrawkach czasu wyrwanych codziennej walce o byt, mających teoretycznie prawo do sabbatical year, ale w praktyce niemogących z niego korzystać i traktujących myślenie na serio o tym przywileju jako bajkę o żelaznym wilku. Z jednej strony, osoby słusznie informujące w swych publikacjach, że nie mogłyby napisać danej pracy bez takiego czy innego stypendium (czasem kilku), bez płatnego urlopu i pracy naukowej w innym kraju, z drugiej zaś strony, autorzy, którzy powinni byli informować, że napisali daną pozycję pomimo braku jakiejkolwiek pomocy, pomimo przepracowania, braku czasu, braku kontaktów, wyjątkowo trudnego dostępu do książek itd., itp. A to przecież nie jakaś fikcja, lecz skrótowy opis standardowej sytuacji amerykańskich uczonych z jednej strony, a polskich z drugiej."

      • flamengista nie może być! 05.03.11, 20:10
        Profesor Walicki ma poglądy sprzeczne z dala.tatą. Obawiam się, że to profesora zupełnie dyskwalifikuje, jako głos w dyskusji o stanie polskiej nauki.
        • dala.tata Re: nie może być! 05.03.11, 23:52
          no prosze, nawet dla flamengisty moje poglady sa kluczowe i czuje potrzebe odnoszenia sie do nich. czuje sie skomplementowany. szkoda tylko, ze ma o moich pogladach dosc mizerne pojecie.
    • dr_pitcher Re: a, tak przed niedzielą ;-) 05.03.11, 20:43
      Tylko to nie jest system amerykanski!
      System amerykanski to Bachelor (nie licencjat), ktory trwa cztery do pieciu lat (nie trzy) i ma znacznie wyzszy poziom, i o dziwo ma sie zupelnie dobrze.
      • spokojny.zenek Re: a, tak przed niedzielą ;-) 05.03.11, 20:45
        Na to samo chciałem zwrócić uwagę. Proces boloński jest z założenia alternatywą dla tamtego podejścia. Skoro jednak reszta tekstu jest tak trafna, nie chciałem sie czepiać.
        • dr_pitcher Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 07:01
          Artykul ciekawy i w wiekszosci sie zgadzam. Acz nie zupelnie do konca.
          1. Citation Index zaczyna byc obecnie kryterium oceny pracownikow naukowych w USA. Nie tylko w przypadku promocji, ale rowniez grantow. Aczkolwiek brany jest pod uwage fakt, ze cytowalnosc zalezy od dyscypliny. Jest to jednak dosc latwy system porownawczy.
          2. Wzajemne cytowania mozna raczej wlozyc miedzy bajki.
          3. Owe 10 lat (co wczesniej nie jest cytowane) - to tez sie zmienia i obecnie wydawcy jak i recenzenci domagaja sie referencji oryginalnych. Te "10 lat" to efekt uboczny internetu i publikacji "on-line" - czego nie ma w internecie, nie istnieje. Jeszcze pare lat temu czasopisma publikowaly on line jedynie pare lat wstecz.
          4. Recenzje przy promocjach w USA to bardzo czesto znacznie wiecej niz 7 osob.
          • spokojny.zenek Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 07:45
            dr_pitcher napisał:

            > Artykul ciekawy i w wiekszosci sie zgadzam. Acz nie zupelnie do konca.
            > 1. Citation Index zaczyna byc obecnie kryterium oceny pracownikow naukowych w U
            > SA. Nie tylko w przypadku promocji, ale rowniez grantow. Aczkolwiek brany jest
            > pod uwage fakt, ze cytowalnosc zalezy od dyscypliny. Jest to jednak dosc latwy
            > system porownawczy.
            > 2. Wzajemne cytowania mozna raczej wlozyc miedzy bajki.

            Chyba żartujesz. To mechanizm wyraźnie widoczny i wyjaśniony przez AW.

            • dr_pitcher Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 18:15
              Tylko, ze nie do konca prawdziwy. Lubimy chyba teorie konspiracji we wszystkim.
          • flamengista e... 06.03.11, 10:02
            > 2. Wzajemne cytowania mozna raczej wlozyc miedzy bajki.

            Mam ci przesłać na maila próbkę z mojej dziedziny?
            • dr_pitcher Re: e... 06.03.11, 23:21
              przeslij - to, ze sie ludzie nawzjaem cytuje wcale jeszcze nie oznacza, ze tak sie wlasnie umowili - moze wynikac to z tego, ze pracuja nad podobnym tematem
    • i_zbyszeko Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 09:25
      czyżby zwolennicy tezy mówiącej, że polska nauka jest do d..., a jedyne co możemy zrobić to modlić się o szybką westernizację rękami minister Kudryckiej nie mieli ochoty polemizować z prof. Walickim?? a gdzie ostrość języka dala.taty?? jakoś nic nie pisze o polskim zaścianku i nacjonalistycznych bredniach; i ma rację, bo wobec skali doświadczeń i znajomości świata nauki i wyższych uczelni prof. Walickiego, polemika z tym co napisał naraża polemistę na śmieszność i potraktowanie jak wioskowego głupka
      • pzgr Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 09:39
        mamy zajęcia na zaocznych.
        bo praca naukowa na zaocznych w weekendy, to siła i duma polskiej nauki.
        • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 10:02
          a ja wlasnie mam egzamin :)
          nie sciagaja to moge sobie forum poczytac
      • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 10:51
        nacjonalistyczne brednie wyglaszales ty i tobie to powiedzialem. polski zascianek istnieje i to jest rzecz oczywista dla wszystkich, ktorzy chca zdjac klapki z oczu. nigdy nie powidzialem i nie mowie jednak, ze to calosc nauki polskiej. nawet nigdy nie powiedzialem, ze to wiekszosc nauki poslkiej (nie mam zdania).

        ja akurat zgadzam sie z teza Walickiego, ze bezrefleksyjne wdrazanie systemu amereykanskiego czy brytyjskiego nie ma najmniejszego sensu i to rowniez wielokrotnie pisalem tu. ja jestem zwolennikiem habilitacji na przyklad. co nie znaczy, ze Walicki ma racje we wszystkim (jak np. napisal pitcher), bo nie ma. ja dodalbym na przyklad Walickeigo zestawienie polksich konkursow z zachodnimi konkursami. jest oczywiste, ze nie ma konkursow obiektywnych, to banal. reszta jego zestawienia nie ma wiekszsego sensu

        a teksty o smiesznosci polemisty Walickiego prosze zachowaj dla siebie i dla przedszkolakow.
        • matdokt Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 11:45
          co masz na myśli pod stwierdzeniem

          > ja doda
          > lbym na przyklad Walickeigo zestawienie polksich konkursow z zachodnimi konkurs
          > ami. jest oczywiste, ze nie ma konkursow obiektywnych

          ???

          ja znam w Polsce miejsca gdzie konkursy są obiektywne i gdzie nie są. co więcej, dokładnie to samo mogę powiedzieć o zachodnich konkursach, z tym że te nieobiektywne w UK o których wiem, dotyczyły paruletnich postdoków (np. profesor wziął na postdoka w swoim grancie, swojego byłego doktoranta, choć byli lepsi kandydaci, dodatkowa kompromitacja - postdok w tym samym miejscu co doktorat),
          w przypadku długoterminowych posad na zachodzie raczej jest ok, bo dużo więcej ludzi patrzy na ręce
          • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 17:16
            ja rowniez znam ustawiane knkursy na zachodzie - na przyklad taki, ze profesor dostal grant, ktory napisal jego byly dokotrant, ale uczelnia wymaga konkursu i nie chce przyjac do pracy bez konkursu. nie mam trudnosci z takimi konkursami, to kwestia sprawiedlowisci.

            uczciwych konkursow w Polsce nie widzialem (co nie znaczy ze ich nie ma, rzecz jasna).

            co do obiektwywnosci - to takich konkursow nie ma. konkursy sa wypadkowa wieeelu presji i oczekiwan panelu. a zatem obiektywnie lepszy kanddyat moze nie dostac pracy, bo obiektywnie gorszy kandydat lepiej pasuje do potrzeb dydaktorycznych oraz innych departamentu.
            • matdokt Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 18:37
              jeśli główna zasadą konkursów ma być "bierzemy tego kto najlepiej nam pasuje" to nie widzę absolutnie żadnych różnic miedzy "uczciwością" większości konkursów na zachodzie, a większością konkursów w Polsce, których rozstrzygnięcia znam

              w Polsce nawet jest łatwiej teraz dostać pracę ludziom tuż po doktoracie (w dziedzinach o jako takim poziomie), bo goła pensja jest niska - czyli mniej sensownych kandydatów, a żeby pensje sobie podwyższyć do poziomu europejskiego trzeba mieć granty/stypendia/itd.
              na zachodzie od razu pensja jest wysoka, więc nie trzeba aż tak się wysilać, ale jest znacznie więcej kandydatów
              • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 22:10
                roznica jest i to zasadnicza. we wszystjkich znanych mi konkursach w UK owe kryteria 'bierzemy tych, ktorzy nam pasuja' sa formalnie i eksplictynie opisane. poza szczegolnymi przypadkami, o ktorych pisalem, wszystkie konkursy maja otwarty wynik i nie wiadomo, kto dostanie prace. nigdy nie widzialem takiego konkursu w Polsce (ale akceptuje, ze moga takie konkursy istniec - watpie bardzo, zebym mial jednak takiego pecha, ze widzialem wyjatki).
                • matdokt Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 01:30
                  po prostu mamy inne doświadczenia, ale akceptuje, że może widziałeś w polskiej humanistyce dużo bagna, aczkolwiek musisz wiedzieć, że teraz nie wszędzie w Polsce tak jest i np. w mojej działce jest w miarę ok

                  natomiast przypadek, gdy konkurs wygrał były doktorant profesora zdarzył się (i to parokrotnie) w UK,
                  np. we Francji albo w USA nie było by to do pomyślenia, żeby dawać komuś postdoka w tym samym miejscu, w którym on właśnie obronił doktorat
                  • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 09:07
                    tak, ja przyjmuje to, ze w naukach scislych jest inaczej.

                    w UK z kolei robienie kariery na tym samym uniwersytecie (szczegolnie na Oxbridge, nawiasem mowiac) jest dosc normalne.
                    • matdokt Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 17:18
                      dala.tata napisał:

                      > w UK z kolei robienie kariery na tym samym uniwersytecie (szczegolnie na Oxbrid
                      > ge, nawiasem mowiac) jest dosc normalne.

                      to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Oxbridge jest przereklamowane i "jedzie na opinii", ludzie z mojej działki tam siedzący już dawno nie są w pierwszej lidze

                      a tak poza tym, robienie kariery od studenta do emeryta w jednym miejscu jest też dość normalne w Polsce więc ja naprawdę nie widzę wielkich różnic miedzy UK a Polską:)
                      • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 17:23
                        ja bym sie chyba jednak paru drobnych roznic dopatrzyl, ale to naprawde sa drobnostki :-)

                        matdokt napisał:

                        > a tak poza tym, robienie kariery od studenta do emeryta w jednym miejscu jest t
                        > eż dość normalne w Polsce więc ja naprawdę nie widzę wielkich różnic miedzy UK
                        > a Polską:)
    • bumcykcyk2 Re: a, tak przed niedzielą ;-) 06.03.11, 23:55
      dziękuję za tego linka, bo dowodzi że są jeszcze bystrzy ludzie widzący clou problemu

      szkoda że na tym forum osobnicy uważający się za naukowych guru mają zgoła odwrotne propozycje dla ludzi nauki, że wystarczy wymienić

      - zarobki ciecia na parkingu w zamian za "prestiż" (prestyż?)

      - atmosfera pracy - zakon lub galery

      - mierniki jakości pracy naukowej - wyłącznie te, które wyśmiewa Walicki

      A jak się komu nie podoba - to jeździj panie na taryfie, bo tak mają doktorzy w Toronto (autentyczna argumentacja Sendiego z sąsiedniego wątku).

      -----
      Po ostatniej wymianie poglądów czekałem już tylko na propozycję jedzenia trawy, jako kalorycznej i darmowej alternatywy dla drogich warzyw i owoców na przednówku. Panowie siedzący zagranicą dostają orgazmu na samą myśl, że ktoś przykręci śrubę i sprowadzi do finansowego parteru ludzi w kraju. Homo homini lupus est ! Tekst Walickiego dowodzi jednak, że niekoniecznie długoletni expat musi ziać nienawiścią do tego co polskie i prezentować z dupy wzięte idiotyczne poglądy jak nasi milusińscy na forum.

      Jeszcze raz dziękuję, bo przywróciło mi to wiarę w człowieka.


      • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 00:18
        tak z ciekawosci wielkiej zapytalbym, jakie to wskazniki jakosci pracy naukowej bumcykcyk by zaproponowal.
        • bumcykcyk2 Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 00:49
          dala.tata napisał:

          > tak z ciekawosci wielkiej zapytalbym, jakie to wskazniki jakosci pracy naukowej
          > bumcykcyk by zaproponowal.

          doskonale wiesz, ze w Polsce w każdej dyscyplinie wszyscy doskonale wiedzą, kto co sobą reprezentuje i nie potrzeba do tego listy filadelfijskiej, liczby cytowań ani opinii ck

          przy okazji dyskusji o polonistach wałkowaliśmy temat oceny naukowej do znudzenia i nie każ mi odgrzewać starych kotletów

          idealnej metody oceny nie ma i nie będzie, natomiast branie pod uwagę wyłącznie listy filadelfijskiej i indeksu cytowań to piramidalna głupota, co jasno i konkretnie wyłożył m.in. Walicki
          • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 11:47
            niczego ci nie kaze. po prostu, jak podejrzewalem, nie masz cienia pomyslu na to, jak oceniac prace naukowa. ba, nawet nie zblizasz sie do takiego miejsca zacienionego. twoja idea, ze 'wiemy, kto soba, co reprezetnuje' jest fantastycznym i w PL przetestowanym do samego suchego sposobem na

            a. zamkniecie srodowiska
            b. a przez to oderwanie oceny od jakiegokowliek kontekstu nauki miedzynardowej
            c. wszelakie przekrety kierownictwa
            d. tolerowanie legionu slabeuszy na polskich uczelniach i argumenty typu: wystapienia konferenycjne dr.hab. X sa przyjmowane niezwykle dobrze (argument autentyczny).

            innymi slowy, polski zascianek, w ktorym udowadniamy sobie, ze jestesmy najlepsi, bo sami sobie tak mowimy. to jest nieustanna krytyka wszystkiego, co zasciankowi mowi: sprawdzam.

            banalem jest stweirdzenie, ze nie ma oceny idealnej i powtarzasz ten banal ze zrozumialym entuzjazmem. mozesz zawsze dodac jeszcze pare innych bzdur o powszechnosci oceny wg cytowan (ktorych np. w brytyjskich naukach non-STEM w ogole nie bierze sie pod uwage), a o ktorych, nawiasem mowiac, prof. Walicki, jak sadze, nie ma zielonego pojecia (teza o wzajemnym cytowaniu jako sposobie na zlamanie systemu jest tak bzdurna, ze nie ma sensu sie nia zajmowac - za chwile sie okaze, ze czlonkowstwo w towarzystwie naukowym tak naprawde warunkowane jest dwukrotnym cytowaniem przynjamniej 75 proc. czlonkow, co?).

            problem w tym, ze powtarzanie banalow jest glowna strategia ludzi, ktorzy
            a. nie maja zielonego pojecia, jak oceniac pracownika
            b. postrzegaja system zachodni jako w duzym stopniu zagrazajacy.

            co wiecej, dazenie nie obiektywizacji oceny, ale przynamniej 'intersubiektywizacji' oceny jest bardzo dobre, glownie dla nas, pracownikow naukowych - odchodzi bowiem od polskiej uznaniowosci oceny. i dopoki jest oparty na zasadzie zasiegu pracy (czyli miedzynarodowosci pubikacji) oraz radzeniem sobie z roznymi systemami peer-review (czy to w publikacjach czy to w grantach), a zatem jakosci (mierzonej glownie, niestety, miejscem publikacji), jest i bedzie systemem najlepszym z mozliwych (co nie znaczy, ze idealnym). reszta, czyli np. polskie punkty czy tez cytowania, jesli aplikowane z sesnem (tzn. stoosownie do dyscypliny), ubogacaja te ocene, ale nie powinny (i w wiekszosci nie sa) jedynym miernikiem oceny.

            nie bede wchdozil w kolejna debate na temat polonistyki jako nauki sepcjalnej troski - mnie po prostu strasznie bawia polscy polonisci, historycy czy filozofowie, z ktorych znacza czesc nie jest w stanie napisac listy zakupow w jezyku obcym, jednak z dezynwoltura odrzuca czasopisma naukowe na swiecie. bo, jak dla mnie, zeby wiarygodnie powiedziec: ja chce publikowac po polsku, bo to jest najlepsze miejsce dla mnie, najpierw trzeba miec zdolnosc publikowania w dobrym miedzynarodowym czasopismie. a to sztuka, ktorej nie posiadl niejeden habilitowany+ w PL.

            i na koniec taka mala dygresja, z radoscia na tym forum od czci i od wiary odsadza sie wszelakie 'wyzsze szkoly (koniecznie) gotowania na gazie' - bo to przeciez z gruntu do kitu, bez sensu itd. ale bedziemy jak Rejtan bronic tezy, ze UJotowkie (i UW, UAM, UWr itd) orly perly naukowe pisza w lokalnych Zeszytach Humanistyczno-Spoleczno-Ekonomincznych, choc ich 'impact factor' glownie mierzony jest iloscia rozdanych pracownikom egzemplarzy, a teksty do nich sklada sie od razu z recenzjami. bo przeciez JAKOSC sie liczy a nie miejsce.
            • bumcykcyk2 Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 15:50
              Dala.tato, pięknie tutaj wyłożyłeś naczelne zasady idealnej oceny naukowej. Tylko, ze to jest rozmowa o nowych szatach króla, podczas gdy król jest nagi. Co ty na Boga chcesz mierzyć impact factorem czy listą filadelfijską? Od dawien dawna wiadomo, że poza paroma wydziałami fizyki i informatyki plus jeszcze jakimiś ogryzkami nauk ścisłych taka ocena wypaść może wyłącznie katastrofalnie. Nawet nauki ekonomiczne poddane prześwietleniu tymi kryteriami okazały się żałosnym zaściankiem. I trudno żeby było inaczej przy takich pensjach i nakładach na naukę (profesor SGH ma z etatu 4300 na rękę). Odkąd pamiętam, nauka w Polsce jest udawaniem, że coś się robi i pobieraniem za to zasiłku socjalnego w postaci pensji. Przed kompletnym upadkiem całego sektora uchroniło nas w drugiej połowie lat 90tych otwarcie prywatnego szkolnictwa wyższego, które pozwoliło materialnie przetrwać pracownikom uczelni (przynajmniej tym z kierunków humanistycznych).

              Zarówno Ty, jak i paru innych Katonów osiadłych zagranicą , z upodobaniem godnym lepszej sprawy staracie się udowodnić marność nauki polskiej oraz ją na siłę "uzdrowić" poprzez przeniesienie norm funkcjonowania tejże ze świata cywilizacji zachodniej. Uzyskaliście ostatnio silne wsparcie zawistnych pracowników kierunków ścisłych, którzy nie mają jak dorobić, generalnie dupa ich boli że bliźniemu jest lepiej, a poza tym cierpią frustracje z powodu kompletnego braku chętnych na ich ciężkie i mordercze studia. Razem, wespół-wzespół, przy współudziale lobby właścicieli szkół prywatnych (ślepy dostrzeże oczywiste przywileje w projekcie ustawy - oczywiście dla właścicieli, broń Boże, pracowników tych szkół) przygotowaliście gniota, który ma rzekomo wprowadzić światowe standardy w nauce polskiej. Niestety, per analogiam, nic nie pomogą żadne wyśrubowane światowe normy czasu biegu przełajowego na setkę, gdy do wyścigu mają stanąć inwalidzi o kulach, paru grubasów oraz starcy nad grobem, bo nie ma pieniędzy, żeby nająć profesjonalnych biegaczy. Powiem więcej, w takiej sytuacji nawet nie ma sensu tego wyścigu organizować, bo może się zakończyć jedynie ogólną kompromitacją. A także brakiem kolejnych chętnych do tego, żeby w ogóle stanąć do tego biegu.

              Jedyną szansą poprawy sytuacji nauki w Polsce jest zapewnienie ludziom możliwości pracy na jednym etacie za godziwą pensję. Nie za minimum socjalne, jak jest teraz. Wtedy możesz od tych ludzi czegoś wymagać, zakazywać konkurencji itp. Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy widzę projekt osiągania habilitacji w 8 lat za sprawą 120 punktów, przy czym krajową publikacją (artykuł) można zdobyć maksimum 3 punkty. Ha ha ha! Na pewno znajdą się chętni, którzy będą smarować nocami artykuły, monografie i luj wie co jeszcze, w zamian za pensję poniżej uposażenia recepcjonistki w lepszej firmie. Czy wy wierzycie w cuda? Może rzuć w cholerę szanowny dala.tato swój brytyjski uniwerek i przyjedź tu na JEDEN państwowy etat, gdzie dostaniesz jako habilitowany bez wysługi lat na początek 3500 netto? Pożyj sobie za to w Warszawie, zakup literaturę i zdobywaj dalsze naukowe ostrogi.

              Przecież to są jakieś kompletne żarty. Nie wiem, co dokładnie wyjdzie z parlamentu, bo na razie Senat walnął 143 poprawki i pora jeszcze na rewanż sejmowy, ale przykręcanie śruby bez dołożenia do niewydolnego systemu choćby grosika pieniędzy jest absurdem do kwadratu. Zamiast naprawić, kompletnie rozwalicie, niczym Gorbaczow z pieriestrojka. ... Ciekawe kto wtedy będzie winien? bo dziś winni są oczywiście lenie na uczelniach... Zapewne pojawia się wtedy wredni kosmici, krasnale ogrodowe bądź tez myślowe wytrychy uzasadnień w stylu 'obiektywnych trudności' rodem z realnego socjalizmu.
              • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 16:13
                drazni mnie to chrzanienie o katonstwie - sprobuj jeszce o zmazach nocnych! co wiecej, miales sie wypowiadac o ocenie pracy, a nie wylewac kolejne lzy o minimum socjalnym. za trudne bylo?

                nie mam zadnej przyjemnosci w tym, co mowie. co wiecej, niespecjalnie widze rozumowanie: za minimum socjalne da sie publikowac tone papieru, zamiast kilogram porzadnych publikacji, tak? w PL, jak to kiedys chario mi uswiadomila, cala masa ludzi publikuje i to duzo. tyle ze byle czego. a wszystko dlatego ze malo zarabiaja? wolne zarty. publikuja to, bo nikt od nich niczego innego nie wymaga. bo szef nie publikowal i czuje sie zagrozony.

                zamiast powtarzac swoja mantre-alibi, rozgladnij sie dokola: ludzie pisza, ludzie publikuja. dlaczego by nie napisac do porzadnego pisma? a bo sie nie chce, a bo nie mowie po angielsku, a bo mam to w nosie i nikt mi za to nie zaplaci. nie dlatego, ze mala pensja - zmien oczekiwania, ludzie zaczna. ale zawsze sie znajdzie bumcyk, ktory uzna, za taka forse to on nie publikuje. i zawsze bedzie tej forsy za malo, nie bumcyk?

                co wiecej, nie tylko fizycy maja pozycje w swiecie. polska psychologia (nie cala, rzecz jasna) jest bardzo miedzynarodowa. okazuje sie, ze sie da. robia badania, eksperymenty i publikuja. tyle ze na swiecie a nie u kolegi. da sie? da sie. robia to profesroowie, adiunkci i asystenci - jasne ze nie wszyscy, ale cenia publikacje na swiecie.

                i nie, nie rzuce swojego uniwerku, bo u was za malo placa. a placa za malo miedzy innymi dlatego, ze gdyby tak reforma miala polegac na tym, ze zwalniamy 20 proc. totalnych leserow, to rewolucja by byla. a gdyby polegala na wprowadzeniu PRP to dopiero by sie zrobilo. powtarzam do znudzenia: nikt nie da 'po prostu wiecej pieniedzy'. bo to bedzie wiecej pieniedzy na to samo. bez radykalnej reformy (ktorej p. Kudrycka nie przeprowadzi) pieniedzy wiecej byc nie moze, a obecane podwyzki beda niesatysfakcjonujace.

                refroma polegajaca na tym, by placic porzadne pieniadze tym, ktorzy sie staraja, a wypierprzac leserow jeszcze przez dluuuuugie lata nie zostanie do polskich uczelni wprowadzona. i wlasnie dlatego nie wroce do Polski.
                • bumcykcyk2 Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 22:26
                  Wymądrzasz się i pouczasz na temat tego jak powinniśmy w Polsce pracować, po czym rozkosznie stwierdzasz, że... o nie, sam to nigdy-przenigdy nie wrócisz, bo przecież płacą za mało. Ale my wedle Ciebie, powinniśmy za te grosiki pracować równie znojnie i wydajnie jak Ty na sutej posadzie w Anglii, albo i jeszcze ciężej, coby nadrobić wieloletnie zaległości i bumelanctwo.

                  Dlaczego, Misiu Puszysty, sam nie zapierd.... asz za grosze? Dlaczego usiłujesz zmusić do tego innych, obłudnie mieląc w gębie frazesy na temat nauki przez duże N? Dlaczego wziąłeś dupę w troki i wyjechałeś do GB zamiast szerzyć na miejscu kaganek oświaty i dawać przykład tudzież rzetelne świadectwo swoich światłych idei zapier.... lania za grosze?

                  Jesteś obłudnikiem pospolitym, który grzejąc się na ciepłej zagranicznej posadzie feruje wyroki, buduje oceny moralne i stanowi wzorce postępowania dla osób pozostających w skrajnie odmiennej sytuacji bytowej.

                  Ty masz prawo nie wracać do PL bo mało płacą, ja mam takie same prawo pokazywać środkowy palec wszystkim tym, którzy uważają że za 2500 PLN/mc, mam w ramach etatu pisać za friko artykuły do światowych opiniotwórczych czasopism z LF.

                  Ps. O ocenie pracy napisałem... musi być wypadkową różnych kryteriów, nigdy i tak nie będzie w stu procentach miarodajna. Dlaczego chcesz mnie wikłać w rozważania, które wcześniej były sto razy wałkowane? Odpisałem Ci nawiązując do meritum sporu, który jak wszędzie stanowią PIENIĄDZE (coby kto nie pieprzył o prestiżu, hobby, misji, służbie i tym podobnych bzdetach-roletach).

                  • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 22:39
                    po pierwsze, nikogo nie pouczam, co ma robic, z pewnoscia nie pouczami zadnych 'was'. mam takie samo prawo wypowiadac sie na temat systemu nauki w PL jak i ty. a co do twoejgo majstersztyku retoryki: nie podoba ci sie zapieprzanie, idz na taksowke. nie podoba ci sie takswoka, wez dupe w troki i wyjedz.

                    co wiecej, nasza wymiana, panie hipokryto, zaczela sie od tego, ze poprosilem cie o to, bys, zamiast nieustannie krytykowac wszystko, co narusza twoje interesy, zaproponowal jakis system oceny pracy naukowej. zamiast tego, skonczylo sie na miauczeniu, jak to masz pod gorke. tym razem konczy sie na kolejnym banale: ocena ni emoze byc 100 proc miarodajna - coz za niezywkle odkrycie? powtarzasz banaly, banalami popychane.

                    i wypraszam sobie owe oceny moralne. powtarzam: mam prawo oceniac system poslkiej nauki. nie wypowiadam sie na temat jednostek, nie feruje wyrokow moralnych - zostawiam to tobie, wiszacemu na krzyzu polskiej nauki.
                    • bumcykcyk2 Re: a, tak przed niedzielą ;-) 09.03.11, 20:29
                      Niestety, dala.tato, pouczasz nieustannie, ogólnie i szczególnie na temat tego jak być powinno. Zazwyczaj merytorycznie masz racje, jedyna, za to dość fundamentalna kość niezgody naszego sporu leży w tym, ze uważasz, iż najpierw powinniśmy wziąć się do roboty , a dopiero potem -tak dokładnie to nie bardzo wiadomo kiedy- żądać wyższych pieniędzy. Ja uważam dokładnie odwrotnie i zdaje się , ze się nie zrozumiemy nigdy, wiec dyskusje tym razem czas skończyć. Pozdrawiam
      • sendivigius Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 08:26
        bumcykcyk2 napisał:

        > A jak się komu nie podoba - to jeździj panie na taryfie, bo tak mają doktorzy w
        > Toronto (autentyczna argumentacja Sendiego z sąsiedniego wątku).


        Tak jest, Bumcyk, dokladnie tak. Pracownicy wyzszych uczelni w Polsce są naładowani przywilejami jak stodoła po żniwach i jeszcze im mało, że tylko wymienię:

        - 50% podatku
        - ustawowe (sic!) określenie wysokości zarobków
        - najdłuższe z możliwych wakacje
        - brak kontroli czasu pracy
        - brak realnego rozliczania rezultatów pracy
        - stabilność zatrudnienia
        - korporacyjna klanowość dająca łatwiutki dostęp do innych dochodów
        - emerytura kiedy się zechce
        - przywileje specjalnego planu emerytalnego (w planach)

        Opowieści o tym jak twoja nauka i twoje publikacje przyniosą zbawienie ludzkości zachowaj dla wydawnictwa "Twoj Styl". Do tego wszystkiego jeszcze ty i inni zupełnie bez żadnych zachamowań opowiadacie na tym forum (a poza nim jeszcze bardziej bezwstydnie) jak to system (= podatnika) walicie w dyszel. Tak dlugo jak w TESCO i w Biedronce będą wakaty a na UJ nie, tak długo będę twierdził że pracownicy nauki w Polsce mają więcej niż obiektywnie by im przyznał rynek.

        A artkuł Walickiego bardzo dobry, widać po spędzeniu iluś lat za wielką wodą wszyscy uniwersalnie nabierają rozumu. I tobie Bumcyk życzę takiego epizodu, ewolucja poglądów gwarantowana.
        • flamengista chłopie, co ty p... 07.03.11, 09:12
          ...iszesz?

          - ustawowe określenie wysokości zarobków - przypomina trochę ustawowe określenie pensji minimalnej. Też jest, ale niewiele z tego wynika. Są widełki, ale zarabia się na ogół najniższą kwotę z tychże. No i jeszcze jeden "detal" - od kilku lat te zarobki nie są nawet w pełni korygowane o wskaźnik inflacji, nie mówiąc o realnych podwyżkach. Więc realne zarobki są obniżane.
          - najdłuższe z możliwych wakacje - w tym roku musiałem wykorzystać urlop, by jechać na staż badawczy do USA. "Wakacje" wykorzystuję po to, by pracować naukowo bo w ciągu roku akademickiego jestem zawalony robotą dydaktyczną. Do tego mówimy o 35 dniach urlopu, które trudno nawet wykorzystać - wolny lipiec, sierpień i wrzesień to mit, nie występujący w rzeczywistości. Przełom czerwca/lipca do przynajmniej połowy lipca to orka na ugorze (obrony prac dyplomowych). Podobnie początek września. W pełni nieskrępowany urlop można wziąć w sierpniu.
          - brak kontroli czasu pracy - przecież to zależy od szefa! Znam takich profesorów, co wymagają siedzenia w biurze od 8 do 16. A przecież nie chodzi o "czas pracy", ale o wydajność tejże.
          - brak realnego rozliczania rezultatów pracy - bzdury, sendi. Nie robisz doktoratu w terminie - wylatujesz z asystentury. Nie robisz habilitacji w terminie - wylatujesz ze stanowiska adiunkta. Dostajesz 2 negatywne oceny (za chwile wystarczy jedna) - wylatujesz niezależnie od postępu naukowego. Instrumenty są i niektórzy z nich korzystają.
          - stabilność zatrudnienia - znowu bzdury. Po doktoracie wygrałem konkurs na adiunkta i dostałem mianowanie na 6 lat. Ok, nie najgorzej ale wielką stabilnością to nie jest. Żaden bank ci kredytu na mieszkanie nie udzieli.
          - korporacyjna klanowość dająca łatwiutki dostęp do innych dochodów - znowu mit. Znam mnóstwo adiunktów i całych katedr, w których wszyscy pracują tylko na 1 etacie, bez dodatkowych fuch. Za fuchami to trzeba się jednak nachodzić, nie przychodzą same. I wymagają dodatkowego czasu i wysiłku. BTW: na Harvardzie to jest dopiero "łatwiutki dostęp do innych dochodów". Ale im tego nie wypominasz, prawda?
          - emerytura kiedy się zechce - ręce opadają. Dotyczy tylko profesorów belwederskich, czyli 5-10% kadry. I wynika w dużej mierze ze śmiesznie niskich zarobków tej grupy w przeszłości.
          - przywileje specjalnego planu emerytalnego (w planach) - znowu mit. W dodatku żeby korzystać z takich planów, trzeba mieć co odkładać. Przeciętny adiunkt w Polsce nie ma z czego:)

          Uprzedzam: nawet nie zamierzam z tobą dalej dyskutować. Piszę prewencyjnie odpowiedź, żeby ktoś młody i naiwny jeszcze w te kretynizmy nie uwierzył.
          • sendivigius Re: chłopie, co ty p... 07.03.11, 10:42
            flamengista napisał:

            > Uprzedzam: nawet nie zamierzam z tobą dalej dyskutować.


            Alez juz dystkutujesz, to sie nazywa metoda a la Geremek. W koncu Unii Wolnosci jednak wyborcy wystawili rachunek.
          • i_zbyszeko Re: chłopie, co ty p... 07.03.11, 11:01
            nawet nie zamierzam z tobą dalej dyskutować - zdecydowanie popieram, na forach namnożyło się pieprzących bzdury, jedyna rada - olewać
          • ford.ka Re: chłopie, co ty p... 07.03.11, 11:30
            Ożesz kurczę, nie wytrzymam... Ostrzegam! Poniższe uwagi są z punktu widzenia kierunków, gdzie nie wchodzi w grę praca w laboratorium i inne podobne perwersje. Pojedyncze przypadki mogą od poniższego opisu odbiegać, ale średnia niespecjalnie.
            Może rzeczywiście jesteś tą ostatnią Siłaczką, ale to naprawdę nie jest średnia.
            - ustawowe określenie wysokości zarobków - przypomina trochę ustawowe określenie pensji minimalnej. Też jest, ale niewiele z tego wynika. Są widełki, ale zarabia się na ogół najniższą kwotę z tychże. No i jeszcze jeden "detal" - od kilku lat te zarobki nie są nawet w pełni korygowane o wskaźnik inflacji, nie mówiąc o realnych podwyżkach. Więc realne zarobki są obniżane.
            Ale dalej są zupełnie przyzwoite, zwłaszcza w sytuacji (dotyczącej znakomitej większości zainteresowanych) kiedy oczekuje się od Ciebie pojawiania w pracy przez 7h w tygodniu przez 30 tygodni w roku. Z ustanowienia płacy minimalnej wynika tyle, że nie da się legalnie zatrudnić za mniej. Wiem, że z Twojego punktu widzenia to jest nic. Dla tych, którzy mogą liczyć tylko na minimalną, całkiem sporo. No i masz gwarantowaną wysługę lat, trzynastkę, karpiowe i wczasy pod gruszą. Poza górnikami i hutnikami niewielu o czymś takim w życiu słyszało.
            > - najdłuższe z możliwych wakacje - w tym roku musiałem wykorzystać urlop, by jechać na staż badawczy do USA. "Wakacje" wykorzystuję po to, by pracować naukowo bo w ciągu roku akademickiego jestem zawalony robotą dydaktyczną. Do tego mówi my o 35 dniach urlopu, które trudno nawet wykorzystać - wolny lipiec, sierpień i wrzesień to mit, nie występujący w rzeczywistości. Przełom czerwca/lipca do przynajmniej połowy lipca to orka na ugorze (obrony prac dyplomowych). Podobnie początek września. W pełni nieskrępowany urlop można wziąć w sierpniu.
            Sorry. Praktyka jest taka, że te straszliwe nieszczęścia dotyczą wyłącznie bardzo mocno zatłoczonych kierunków o wyjątkowo małej liczbie samodzielnych. Dla filologów litewskich to są opowieści o żelaznym wilku. Na większości kierunków do jakichkolwiek promocji (przynajmniej mgr, a licencjatom robi się egzamin bo tak taniej) doktorów się wcale nie dopuszcza. Tam gdzie się choć trochę myśli, robi się dwa-trzy dni sesji obron na początku lipca, jeden dzień w połowie lipca dla spóźnialskich, dwa-trzy dni pod koniec września i sprawa jest zamknięta. Wiem, bo to moja działka. Do obron zwykle są potrzebni profesorowie, a oni nie są tacy głupi, żeby dać sobie marnować czas w wakacje. Plan egzaminów ustawiasz sobie sam i nikt Ci nie zabroni ustalić na pierwszy dzień sesji letniej i ostatni dzień poprawkowej. Raz na życie dostajesz nadzór nad rekrutacją. Do tego dorzuć zawsze wolne święta z Nowym Rokiem (tydzień lub więcej) i przynajmniej tydzień ferii zimowych, których nikt do urlopu nie wlicza. I może zastanów sie przez parę sekund - jeśli masz dzieci, to kiedy niby możesz wziąć urlop? W drugiej połowie kwietnia? Zostaje lipiec i sierpień, w czasie wakacji szkolnych. A Ty masz tego urlopu pięć bitych tygodni.
            > - brak kontroli czasu pracy - przecież to zależy od szefa! Znam takich profesorów, co wymagają siedzenia w biurze od 8 do 16. A przecież nie chodzi o "czas pracy", ale o wydajność tejże.
            Och, wszyscy znamy te potwory. Z filmów Disneya. Realia są zwykle takie, że zorganizowanie wspólnego dyżuru przez godzinę w tygodniu okazuje się niemożliwe, bo przecież wszyscy pracują, a jak już się taki dyżur ustali, samodzielni właśnie wtedy planują swoje zajęcia "skoro już muszą być w pracy" i dyżur się rozmywa.
            > - brak realnego rozliczania rezultatów pracy. Nie robisz doktoratu w terminie - wylatujesz z asystentury. Nie robisz habilitacji w terminie - wylatujesz ze stanowiska adiunkta. Dostajesz 2 negatywne oceny (za chwile wystarczy jedna) - wylatujesz niezależnie od postępu naukowego. Instrumenty są i niektórzy z nich korzystają.
            Potworne - napisać niedługą książkę w osiem lat (asystentura/doktorat), napisać drugą może nieco dłuższą ("ale w żadnym wypadku nie dłuższą niż 300 stron, bo nikt tego ani nie wyda, ani nie przeczyta" - takie ostrzeżenie dostałem w zeszłym tygodniu) i do tego jeden-dwa artykuły rocznie wydane gdziekolwiek. Negatywne oceny? W życiu nie spotkałem nikogo, kto by taką dostał. Korzystają, korzystają, jeden taki był w Zielonej Górze, co skorzystał, o tym akurat sam słyszałem. W warzywniaku. A może to był magiel? Mówimy o jednym promilu ocen negatywnych?
            > - stabilność zatrudnienia - znowu bzdury. Po doktoracie wygrałem konkurs na adiunkta i dostałem mianowanie na 6 lat. Ok, nie najgorzej ale wielką stabilnością to nie jest. Żaden bank ci kredytu na mieszkanie nie udzieli.
            Nie udzieli, bo pensje masz marną. Jeśli uważasz, że wszyscy dookoła Ciebie poza uni mają gwarancje pracy do śmierci, to bardzo mocno się mylisz. Takich jest niewielu, a zwykle im lepsza posada i pensja tym większa szansa, że możesz wylecieć z dnia na dzień. Za to w uni wszyscy po 40 i większość powyżej 35 lat mają mianowanie i są przy odpowiednich układach nie do ruszenia. Z tymi bankami to mit, bo zbyt wielu moich kolegów uskarża się na kredyty, by mogła to być prawda. Przejdź się do Ekspandera i zapytaj, jaki kredyt dostaniesz.
            > - korporacyjna klanowość dająca łatwiutki dostęp do innych dochodów. Znam mnóstwo adiunktów i całych katedr, w których wszyscy pracują tylko na 1 etacie, bez dodatkowych fuch. Za fuchami to trzeba się jednak nachodzić, nie przychodzą same. I wymagają dodatkowego czasu i wysiłku. BTW: na Harvardzie to jest dopiero "łatwiutki dostęp do innych dochodów". Ale im tego nie wypominasz, prawda?
            No to jest dopiero niesprawiedliwość, nie dają dodatkowych pieniędzy za samo bycie doktorem, ale każą coś robić w zamian! Jak ktoś chciał zostać filologiem słoweńskim w Polsce i liczył na kokosy za napisanie krótkiej książeczki o wersyfikacji u France Preszerena, to znaczy że jest debilem. Nic więcej. Choć filologiem może być wybitnym, bo to się nie wyklucza.
            > - emerytura kiedy się zechce - ręce opadają. Dotyczy tylko profesorów belwederskich, czyli 5-10% kadry. I wynika w dużej mierze ze śmiesznie niskich zarobków tej grupy w przeszłości.
            Emerytura taka sama jak dla wszystkich. Dlaczego ma być inaczej?
            > - przywileje specjalnego planu emerytalnego (w planach) - znowu mit. W dodatku żeby korzystać z takich planów, trzeba mieć co odkładać. Przeciętny adiunkt w Polsce nie ma z czego:)
            A to akurat jest mit - pomysł "stanu spoczynku dla profesorów" zdechł w niesławie z braku kasy i braku profesorów, którzy mogliby odchodzących zastąpić. Ale nigdy nie wiadomo, co z tych pomysłów powróci.
            To gdzie właścwie te "kretynizmy"? Przypomina mi się mój kolega, który uważa, że świat jest do dupy, bo jego uniwersytet co prawda oferuje darmowe karnety na basen dla pracowników, ale to nie jest ten fajny basen tylko jakiś inny, a poza tym on w ogóle nie lubi się moczyć, a już zwłaszcza wychodzić zimą na dwór z mokrą głową.
            • charioteer1 Re: chłopie, co ty p... 07.03.11, 11:56
              ford.ka napisał:

              > Negatywne oceny? W życiu nie spotkałem nikogo, kto by taką dostał.

              Znam calkiem sporo takich osob. Wyrotowanych adiunktow tez znam kilku. Co ciekawsze, wszystkie te osoby nadal pracuja w szkolnictwie wyzszym. Bezrobotni sa jedynie ludzie, ktorzy sa niezatrudnialni ze wzgledow zdrowotnych.
            • adept44_ltd Re: chłopie, co ty p... 07.03.11, 12:10
              aaa,
              jeszcze jedno - emerytura, taka sama jak dla innych? pokaż mi grupę, która ma obowiązek odejść na emeryturę?
            • adept44_ltd Re: chłopie, co ty p... 07.03.11, 12:10
              ja jestem daleki od skrajności, wszystko też pewnie zależy od tego, jak się traktuje swoją pracę, dla mnie obok pasji - jest to ciężka i czasochłonna robota, i poświęcam na nią sporo czasu..., co do reszty

              1. ok, ale specyfiką naszej pracy jest to, że za własną pensję (uni tego nie zapewnia) kształtujemy swój warsztat, dla mnie by być na bieżąco (po solidnych i kosztownych uprzednich zakupach) koszt książek, pism miesięcznie to koło 500 zł (adiunktowi już pozostałoby poniżej 2 tys. na życie, asystentowi z doktoratem, ponad tysiąc itd.)
              2.jak wyżej... traktuję to, co robię dość poważnie, mam mało czasu wolnego, komfortem jest to, że mogę go mieć, kiedy chcę,ale długie wakacje to dla mnie mit... - to ogólnie w kwestii czasu, szef nie musi nade mną siedzieć, zresztą jak byłem szefem - też nad nikim nie siedziałem, pracowali...
              3.obecne zasady zatrudnienia już są bądź będą inne, więc te wywody nie są aktualne
              4.raz jeszcze ok, ale zmieńmy zasady oceny i już będzie po kłopocie związanym z tym, że wystarczy napisać byle co i byle ile... nie wszyscy tak piszą...
              3.
              • tocqueville Re: chłopie, co ty p... 07.03.11, 12:16
                a który zawód nie wymaga inwestycji własnych pieniędzy w narzędzia pracy?
                • adept44_ltd Re: chłopie, co ty p... 07.03.11, 12:20
                  pomyśl, zaprawdę powiadam ci, że olśnienie samo przyjdzie...
            • flamengista wynika z tego 07.03.11, 17:27
              że choć pracujemy w Polsce na państwowych uczelniach, to jednak warunki mamy diametralnie inne.

              Tym bardziej nie widzę powodu, by wrzucać wszystkich do tego samego worka. Jak widać z mojego wcześniejszego wpisu, można pracować tylko na 1 etacie i mieć furę roboty.
          • przekornaiuparta Re: chłopie, co ty p... 08.03.11, 15:26
            kurcze, po ponad roku czytywania forum zauwazylam, ze to flamengista pisze, a nie FLEGAMISTA :D
        • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 09:31
          nie chce mi się z tym dyskutować, mam tylko pytanie, jak sądzisz (sendzisz?), o czym świadczy to, że dalej powtarzasz te same pierdoły, których nieprawadziwość już ci dowiedziono??? odpowiedz sobie w duchu... ja znam odpowiedź
        • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 11:41
          nie ze wszystkim, ale jednak z sendim się zgadzam w wielu kwestiach
          uważam, że mamy naprawde fajną pracę, można realizować swoje hobby, do pracy nie trzeba wstawać codziennie (mam zajęcia dwa dni w tygodniu) a że zarobki są niskie - coś za coś :) (w moim przypadku to coś pozwala mi na dużo czasu dla rodziny, pisanie na forum, rozwój)
          dla mnie praca naukowa to pasja, nie jestem roszczeniowy
          • salzburg Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 11:55
            Nie należy popadac w skrajnosci - ani ta praca nie jest taka zła jak piszą niektórzy; ani taka dobra jak się niektórym wydaje. Zaletą jest niezalezność; choc z tym wolnym czasem to bym nie przesadzał. Sa okresy, kiedy rzeczywiscie niewiele się robi; ale sa tez momenty kiedy 10-12 godzin pracy to mało. Tak jest np. jak trzeba oddać coś na cito artykuł, książke, doktorat czy habilitacje. Zreszta wiekszość z nas nie rozdziela czasu pracy i "domowego" - bo w domu się czyta, przeglada notatki, czasami tez mysli. Większość nawet jak choruje to nie lezy w łózku i nic nie robi tylko usiłuje coś tam w miare fizycznych mozliwosci popchnąć do przodu. Per saldo pracuje się pewnie około 40 godzin tygodniowo, a są okresy kiedy zdecydowanie więcej.
            • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:02
              pracuję na pewno wiecej niż 40 g./tygodniowo ale jaki z tego wniosek? większość pracy którą wykonuję sprawie mi frajdę
              wolę pracować 60 g. i robić to co lubię, niż pracować 30 g. nawet za wyższą pensję i robić coś co mnie odrzuca
              największy atut tej pracy to połączenie pasji z zawodem

              • salzburg Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:21
                Ale czy ty prace lubisz czy nie nie ma nic do rzeczy - wiekszość lekarzy lubi swoja prace (znam kierowców, którzy lubią swoja, trudno w to uwierzyć księgowych, nauczycieli itd) - ale to nie zmienia to faktu, ze za Judymów robic nie chcą. I udowodnili to jak postawili pracodawce pod sciana wymuszając godziwa płace.
                Płaca na bowiem nie za lubienie tylko efekty (choc bywaja rózne). Jak my sami bedziemy uważali, że podjeliśmy Pana Boga za nogi, że pracujemy na uczelni i można w zwiazku ztym nami pomiatac to nic sie nie zmieni.
                • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:26
                  pozycja lekarza jest zupełnie inna, w sytuacji zagrożenia jego wartość jest dużo wyższa niż np.historyka - dlatego rynek wyżej szacuje jego wartość, może stawiać warunki

                  • salzburg Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:33
                    To nie ma nic do rzeczy czy jego pozycja jest wyzsza czy nie - przez całe lata mu wmawiano, że ma misje; okazało się, że ma misje ale ma tez swoje prawa. Tak samo jest z innymi grupami zawodowymi.
                    Zapominasz także, że na wykształcenie lekarza sklada się wysiłek innych o wiele lepiej kwalifikowanych lekarzy, biologów, chcemików, którzy pracuja na uczelni - którym pracodawca ustala pensje jak chce.
                    Wysiłek historyka na uczelni sklada się na poziom wykształcenia adwokata, dyplomaty, ekonomisty itd.
                    Ps. nie badz taki zafascynowany rynkiem bo bys sie zdziwił gdyby studentów zapytac czy twoj przedmiot jest im do czegos potrzebny.
                    • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:38
                      Ps. nie badz taki zafascynowany rynkiem bo bys sie zdziwił gdyby studentów zapytac czy twoj przedmiot jest im do czegos potrzebny.

                      zdaję sobie sprawę, że wiekszość odpowiedzi byłaby na NIE
                      nie wiem dlaczego przypisujesz mi fascynację rynkiem - przecież właśnie w postach wskazuję, że powinniśmy się cieszyć że nasza pensja nie jest wyznaczana w 100% przez wolny rynek :)
                      i nie powinnismy tak bardzo narzekać, bo w realiach wolnego rynku może nikt być się nie zapisał na nasze kursy :)
                      • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:42
                        ok, ale niech się wtedy rynek cieszy, że ma taki poziom, a nie gorszy... i tyle w tek kwestii mam do powiedzenia, rynkowi ;-)
                      • salzburg Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:51
                        To jedno juz ustalilismy, że rynek nie jest najlepszym miernikiem wyceny przynajmniej niektórych zawodów - to może jeszcze weźmiemy sobie do serca zalecenie starego M. Webera, że niskie opłacanie pracy wymagającej wysokich kwalikacji jest kontrefektywne.
                        A tak na marginesie toutes proportions gardees jaka jest rynkowa wartość poezji W. Szymborskiej (w kraju gdzie wiekszość nie czyta ksiązek), filmów Wajdy czy muzyki Lutosławskiego.
                        Jaka jest rynkowa wartość pracy naukowej Marii Dzielskiej (która się zajmowała Hypatią z Aleksandrii), K. Modzelewskiego (który zajmował sie wczesnosredniowiecznymi chłopami), W. Kuli (który się zajmował teoria systemu feudalnego) itd.
                        • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 13:01
                          To jedno juz ustalilismy, że rynek nie jest najlepszym miernikiem wyceny przynajmniej niektórych zawodów
                          czyli miernikiem nie jest rynkowość lecz misyjność, n'est-ce pas?

                          a wartość rynkowa Szymborskiej wynika z mody(dużo ja w TV pokazywali jak Nobla dostała) , a nie z jej poezji (której większość nie czytała),
                          wartość rynkowa Lutosławskiego wynika jeszcze z innych przyczyn, z zaspokajania potrzeb odpowiedniego targetu - ale to wynika z faktu, że L jest geniuszem
                          • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 13:11
                            to naprawdę jest o wiele bardziej skomplikowane niż te przenikliwe diagnozy...
                          • salzburg Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 13:18
                            czyli miernikiem nie jest rynkowość lecz misyjność, n'est-ce pas?
                            - nie jest dobrze pojety podział pracy w społeczeństwie - ze czasami wysiłek niektorych nie ma namacalnej wartosci rynkowej; ale per saldo przyczynia się do rozwoju kraju bardziej niz machanie łopata czy umiejętność odpowiedniego zakwalifikowania kosztów by nie płacic podatków, albo skonstruowanie sprytnej umowy.
                            Zapomniałeś chyba, że zanim Szymborska dostała Nobla to ktos do jej pisania musiał dokladac; zanim Lutosławskiego uznano za geniusza przez całe lata ktos finansował jego muzyke. O targecie zapomnij bo to muzyka szczególnie elitarna.
                            ps. za 100 lat o kim ludzie beda pamietac o Szymborskiej czy np. Cupiale, kulczyku czy Czarneckim.
                            Wiesz kto był najbogatszym polakiem w XX międzywojennym.
                            A tak na marginesie za 50 lat
                  • pzgr Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 13:18
                    rynek wycenia nie według użyteczności, a według zastępowalności, to raz.
                    zatem lekarz, którego można zastąpić jest wart tyle, ile koszty zastąpienia.
                    uczony wykorzystywany do seryjnej produkcji magistrów może być zastąpiony przez kogokolwiek, więc i zarabia mało.
                    problem polega na tym, że rynek słabo sobie radzi w sytuacji nierównej konkurencji - a taka jest wtedy, gdy niektóre uczelnie dostają dotację a niektóre nie.
                    konsekwencją jest to, że w prywatnych szkołach zarobki są porównywalne z publicznymi.
          • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 11:55

            dla mnie praca naukowa to pasja, nie jestem roszczeniowy

            proste pytanie Tocq, kto do tego dokłada? bo z pensji adiunkta trudno jest się utrzymać w dużym mieście, poważnie traktując swoją pracę, to znaczy np., chcąc być na bieżąco z niezbędną literaturą itd., itp..., myślę o młodym człowieku po studiach doktorankich, który znajduje się w mieście bez rodziców, musi kupić, wynająć mieszkanie etc... itd.
            • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:03
              alez w każdym zawodzie są takie problemy - myślisz, że początkujący prawnik/lekarz itd. dostaje kokosy, na początku jest cieżko, potem jak jesteś dobry to się wybijasz
              • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:14
                1. dlatego, że gdzieś jest źle, źle ma być gdzieś indziej?
                2. wybijasz się np. na pensję profesorską jeszcze najlepszego w kraju uni wynoszącą nieco ponad 3 tys.???
                • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:19
                  2. wybijasz się np. na pensję profesorską jeszcze najlepszego w kraju uni wynoszącą nieco ponad 3 tys.???

                  skoro na tyle wynagrodzenie szacuje rynek :)
                  to może lepiej się zwolnić i poszukać pracy jako wolny strzelec (skoro pensja nie odpowiada umiejętnościom i wybitności) - i co idziesz?
                  • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:26
                    ale rozmawiamy o nauce, czy o mojej biografii? (nawet, jeśli o tym drugim, to rozważam taki wariant, coraz poważniej...)
                    po drugie, jaki rynek tak kształtuje, wyjaśnij? nie uciekając od pytań, na które nie potrafisz odpowiedzieć?
                    • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:29
                      adept daj ogłoszenie w gazecie - "napiszę dowolną rozprawę z teorii literatury" zobaczymy jaki będzie popyt :)
                      • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:33
                        rozjaśnij mi to proszę, bo nie sądze, by moja wartość rynkowa polegała na takich praktykach, ja się obawiam, że masz mocno anachroniczne pojęcie o rynku... pomijam też to, że ma się to nijak do kontekstu naszej rozmowy...
                        • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:35
                          adept - jeśli twoja wartość rynkowa jest wyższa, to po jakiego grzyba, godzisz się pracować za dużo mniejszą stawkę?
                          • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:39
                            pewnie mam swoje cele, pracowałem już za wyższe stawki... ;-)
                            poza tym, Tocq, chrzanisz na potęgę, bo zacząłbym od tego, że przez trucie o pasji, misji i innych ten rynek nie istnieje... oczywiście, on nie istnieje też z innych powodów, ale również i z tego

                            przede wszystkim jednak - mówimy o nauce w PL, a nie o mnie... ;-), zwróć uwagę, że tam gdzie są dobre zarobki, nauka ma się dobrze, nie daje ci to nic do myślenia???
                            • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:48
                              do tego zmierzam, nie zrezygnujesz z aktualnej (państwowej) pracy bo daje ci ona wartości, których nie uzyskasz w bardziej urynkowionym miejscu (nie zawsze pensja jest wyznacznikiem atrakcyjności pracy)
                              • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:54
                                jeszcze raz - nie rozmawiamy o mnie, rozmawiamy o tym, jaki pożytek ma system z płacenia kiepskich pensji i ja mówię, że żaden, mówiąc jeszcze inaczej, paradoksalnie, w ten sposób marnuje się pieniądze... a o mnie to sobie możemy pogadać przy piwie... ;-), a nie rozważając, czy nauka polska będzie lepsza, czy gorsza...
                  • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:29
                    i jeszcze jedno, w związku z pensją i wydatkami na warsztat, jeśli pensja doktora rzędu 2000 - 2300 wystarcza ci, to albo

                    1. masz świetną bibliotekę,
                    2. ktoś ci robi zakupy w księgarniach,
                    3. jeśteś średnio oczytany w tym, co w Polsce i w świecie pisze się na twoje tematy... i tematy, które pozwolą ci się rozwinąć,

                    pierwszych dwóch mogę pogratulować
                    • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:30
                      dostałem grant i prawie wszystko wydam na książki (kilka tysięcy na pewno)
                      • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:36
                        malutko... ;-), no i przez dwa lata, może u ciebie się mało czyta, gdzie indziej jest inaczej
                    • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:31
                      wlasciwie tez sie zgadzam, tylkko trcoeh nie rozumiem, po jaka cholere czytac to, co na swiecie, skoro nie uznajesz za stosowne wymagac publikacji na owym swiecie.

                      adept44_ltd napisał:

                      > 3. jeśteś średnio oczytany w tym, co w Polsce i w świecie pisze się na twoje te
                      > maty... i tematy, które pozwolą ci się rozwinąć,
                      >
                      > pierwszych dwóch mogę pogratulować
                      • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:36
                        nie wiem, co ci odpisać, bo jedno z drugim nie ma nic wspólnego... ;-) czego jestem najlepszym przykładem... możliwe są też bardziej rozbudowane odpowiedzi, ale myślę, że jest to zbyt jasne, by je tu dawać ;-)
            • pzgr Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:05
              to, do jasnej Anielki, jest praca a nie misja.
              a przynajmniej, to powinna być praca, z normalnymi umowami etc.
              opieranie się na misji doprowadziło do tego, że uczciwi pracownicy z misją ciągną ten system, a instytucje odpowiedzialne za naukę mogą zajmować się ajprofesorem i kolejnymi fasadowymi reformami.
              • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:10
                chcesz normalnej pracy, to do jasnej Anielki, wprowadźmy reguły rynkowe w tej sferze
                niech rynek oszacuje naszą wartość.
                na razie jest misja, i dlatego, że to misja jest opłacana z budżetu
                • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:16
                  ale jaki rynek? bo jeśli taki, o którym myślisz, to najlepiej zarobią ci, którzy na pierwszych zajęciach wpiszą zaliczenie...
                • pzgr Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:19
                  moją szacuje rynek, choć poza uczelnią.
                  a z poczucia misji leczę się powolutku.
                  i w zasadzie mam zamiar podjąć strajk włoski - robić dokładnie tyle ile się ode mnie wymaga i ani kropki więcej.

                  a od wprowadzania reguł to jest niejaka Kudrycka :-(
              • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:14
                widzisz, kiedy nam jest wygodnie to mówimy, że nasza praca to nie jest zawód jak każdy inny (porównywalny np. z praca przedstawiciela handlowego czy murarza), że to jednak jest pewna misja (prawda, wiedza, wartości, wychowanie itd.) a kiedy nam wygodnie, to zaczynamy krzyczeć, coś innego
                • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:16
                  Tocq, kto tak mówi?
                  • tocqueville Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:27
                    ale co mówi?
              • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:14
                w pełni się podpisuję, jeśli ktoś traktuje to jako pasję i jest mu dobrze, że coś tam czasem zrobi, to żyje z tych, którzy traktują to jako pracę i robią sporo...
              • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:28
                ja sie wlasciwie z tym zgadzam, choc tez lubie swa prace, gdy mi przestana placic, natychmiast przestane pracowac.

                tyle ze proponuje mowic o normalnej pracy i normalnych umowach rowniez wtedy, gdy chodzi o obowiazki pracownika. normalnosc pracy i konktraktu to nie tylko stosowna placa, ale i stosowna praca. i, wedle mnie, dobrze o tym pamietac.

                pzgr napisał:

                > to, do jasnej Anielki, jest praca a nie misja.
                > a przynajmniej, to powinna być praca, z normalnymi umowami etc.
                > opieranie się na misji doprowadziło do tego, że uczciwi pracownicy z misją ciąg
                > ną ten system, a instytucje odpowiedzialne za naukę mogą zajmować się ajprofeso
                > rem i kolejnymi fasadowymi reformami.
                >
                • pzgr Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 12:50
                  absolutnie o tym nie zapominamy.
                  stąd strajk włoski :-)

                  nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, że system bez wyrabiania stachanowskich nadgodzin, wieloetatowości, robienia magistrów za darmochę (z misji), wojowania za darmochę z administracją i dokładania do badań z własnych pieniędzy, rozsypałby się w ciągu roku.
                  Jeżeli nie napiszę sam sprawozdania finansowego z grantu - to nikt go nie napisze i będzie skandal + prokuratura.
                  Jeżeli będę siedział z magistrantami tyle dokładnie godzin, ile jest opłacone, to wystarczy na ustalenie tematu.
                  Jeżeli odrobię gołe pensum, to konieczne będzie poszukanie kogoś innego na 300 godzin rocznie.
                  itd.

                  Na misji bowiem i uczciwości wobec studentów opiera się ten system.
                  I osobniki bez misji i olewające studentów mogą ten system doić bez opamiętania.
                  • sendivigius Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 13:18
                    pzgr napisał:

                    > nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, że system bez wyrabiania stachanows
                    > kich nadgodzin, wieloetatowości, robienia magistrów za darmochę (z misji), wojo
                    > wania za darmochę z administracją i dokładania do badań z własnych pieniędzy, r
                    > ozsypałby się w ciągu roku.


                    Nie, nie rozszypal sie w USA, nie rozszypie sie i w Polsce. Jeden z kolejnych mitow kadry profesorskiej jest ten o byciu niezastapionymi. Aby ten mit wzmacniac utworzyli nawet piramidke tytulow. Nie dosc ze to nigdy nie byla prawda to jeszcze na dodatek w ostatnich 20 latach sprawy sie dodatkowo zmienily na gorsze (dla mitu). Obecnie osob wyksztalconych i kompetentnych gotowych przejac obowiazki jest co nie miara. Jedynie wydumane i niedorzeczne wymagania stoja temu na przeszkodzie.

                    Aby nie byc goloslownym, w nowej ustawie ktora po 21 latach od tak zwanego obalenia komunizmu, w ostatecznosci zgodzila sie do uznawania dyplomow z Ho-Chi-Min dolaczyc te z Harwarda. Z tym ze jednak nie do konca. Gdy moj znajomy prawnik, zadna tam adwokacka gwiazda, zwykly pracownik administracji, popatrzyl na ta ustawe powiedzial ze w takim sfromulowaniu to nic nie daje i dyplomy dalej nie beda uznawane. Sprawa wiec pojdzie albo do Sadu Najwyzszego albo do nowelizacj za xyz lat. Jak to bylo uprzednio "...lub czasopisma"?


                    > Jeżeli nie napiszę sam sprawozdania finansowego z grantu - to nikt go nie napis
                    > ze i będzie skandal + prokuratura.


                    Tak jak i kazdy inny wszedzie na swiecie. Rozumiem ze chcesz przez to powiedziec ze to absolutny i niedopuszczalny skandal aby kogo jak kogo ale pracownikow uczelni wyzszych traktowac jak zwyklych obywateli. Tak racja, w nastepnym rozdaniu przywilejow powinien byc dolaczony uniwersalny immunitet przed odpowiedzialnoscia za wziete do kieszeni pieniadze z panstwoej kasy.

                    > Jeżeli będę siedział z magistrantami tyle dokładnie godzin, ile jest opłacone,
                    > to wystarczy na ustalenie tematu.


                    To podaj nam te liczbe godzin cyfra!

                    > Jeżeli odrobię gołe pensum, to konieczne będzie poszukanie kogoś innego na 300
                    > godzin rocznie.
                    > itd.


                    Tak, tylko ty i tobie podobni poszukac nie pozwalaja. Bo te 300 nadliczbowych sobie dokladasz do dochodu i bedziesz ich bronil jak Czestochowy a publicznie narzekal.

                    > Na misji bowiem i uczciwości wobec studentów opiera się ten system.
                    > I osobniki bez misji i olewające studentów mogą ten system doić bez opamiętania


                    Juz sie nie opiera. Drugie zdanie jest calkowicie prawdziwe. Prawdziwe do bolu.
                    • pzgr Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 15:54
                      Pi--tolicie i nie wiecie.
                      Mam umowę na 210 h - wyrabiam 500, nie dlatego, że zależy mi na tej kasie, ale dlatego, że ktoś musi, nie ma nowych etatów a jeden z przedmiotów jest autorski i znam 3 osoby w PL mogące mnie zastąpić, ale nie chcą (szukałem zastępstwa kiedyś, to wiem). BTW zarabiam w biznesie znacznie więcej niż na uczelni, więc chętnie oddam te nadgodziny, a już najchętniej robocze weekendy na zaocznych.
                      W sprawie sprawozdania piszę o FINANSOWYM, które jest dokumentem księgowym. Jako takie powinno być sporządzone przez osobę posiadającą certyfikat "samodzielnego księgowego" zatrudnionego w kwesturze i podpisane przez Kwestora. Jednak praktyka jest taka, że robię to sam, niezgodnie z prawem zresztą.
                      Za seminaria dostaję grosze a promuję prace dostające nagrody w konkursach i bronione równolegle za granicą, robię to jednak w ramach własnego wolnego czasu.
                      Być może zauważyłeś, że nie ma powyżej nic o działalności naukowej - ta jest bowiem częścią mojej pracy, która nie jest opłacana wcale (z wyjątkiem czysto teoretycznego zapisu o naukowym procencie etatu). A jednak robię badania i piszę.
                      Mam też taką propozycję, wpadnij kiedyś do firmy, gdzie pracują "zwykli obywatele". Na przykład zaproponuj murarzom nieodpłatną pracę w soboty i niedziele, w zamian za wolne poranki w tygodniu. A potem im nie zapłać w terminie i powiedz, że skoro kochają swoją pracę, to niech jeszcze wklepią faktury do systemu. Zobaczysz, co to znaczy "zwykły obywatel".
                      • sendivigius Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 16:45
                        PZGR, nie pisz juz wiecej. Z kazdym postem wkopujesz się coraz głębiej i dajesz coraz więcej przykładów na patologie środowiska akademickiego.

                        Powtórze za Marcinkowskim - PODZIELIC UNIWERSTETY.

                        Gdybym był w Polsce też nie chciałbym być w jednej firmie z osobą, gdzie jak sie okazuje nie ma 4 w Polsce co ją może zastąpic, która traktuje pracę na uczelni jak dopust Boży bo "w biznesie" (w godzinach pracy of course) zarabia wiecej, która uwaza że praca naukowa to nie jest jej obowiązek bo jej za to nie płaca i tak dalej.

                        Ja mam natomiast inna propozycje, zatrudnij sie jako murarz w prywatnej firmie i powiedz że tak naprawdę według ustawy to za murowanie to ci nie płacą tylko za trzymanie się kielni a to mozesz robic wsadzając ją do kieszeni, więc do fajrantu sprzedajesz firmowe wapno na targu (=robisz w biznesie), po fajrancie uczysz na firmowej budowie murować, za co pieniądze bierzesz do swojej kieszeni. A jak cię szef wreszcie bedzie miał ochote wywalić na zbity pysk to pisz protest do Unii Europejskiej że się w Polsce dyskryminuje murarstwo. Wtedy zobaczysz co to jest wolny rynek, który niewątpliwie tak swoim studentom zachwalasz.

                        I tyle, wymieniliśmy argumenty. Szczerze życzę wszsytkim aby podział uniwersytetów nastąpił. Nie może dalej istnieć firma gdzie są tak drastyczne różnice na formalnie tych samych stanowiskach.
                        • adept44_ltd Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 16:59
                          kiepski przykład, dwa lata temu zapłaciłem murarzowi dwie pensje profesorskie za dwa tygodnie pracy...
                        • pzgr Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 17:27
                          Widzisz, osobo nieszanowna wielce, jednak napiszę jeszcze kilka słów, bo nie masz żadnego prawa dyktować mi, co robię, możesz natomiast nie odpowiadać.
                          Tak się składa, że mam umowę o pracę, która zawiera zobowiązania obu stron kontraktu: ja zobowiązuję się do świadczenia pracy w zakresie opisanym umową, a pracodawca zobowiązuje się do opłacania tej pracy i pokrywania niektórych jej kosztów.
                          To się nazywa kontrakt. I jest on taki sam jak wszystkie inne kontrakty. Gdyby kończyło się na tym, co w kontrakcie, byłbym najszczęśliwszy na świecie.
                          Ale wymuszanie nadgodzin (ale wszystko ustnie nic na piśmie i wszystko z odwoływaniem się do etosu), niepłacenie w terminie lub niepłacenie wcale(jak w przypadku seminariów) jest tego kontraktu złamaniem, przy czym nikt z nas nie pójdzie do sądu pracy, bo etos itp. bzdury.

                          PS. Nie sil się na impertynencje i nie powołuj się na Marcinkowskiego, bo pisze on, że cudem jest to, że jego wydział funkcjonuję, a piszę, że to nie cud, tylko stachanowska praca takich jak on, ja i zapewne Ty. Praca wykraczająca poza ramy kontraktu i kosztem pracy naukowej.
                      • matdokt Re: a, tak przed niedzielą ;-) 07.03.11, 17:38
                        pzgr napisał:

                        > Mam umowę na 210 h - wyrabiam 500...
                        > edyś, to wiem). BTW zarabiam w biznesie znacznie więcej niż na uczelni, więc ch
                        > ętnie oddam te nadgodziny, a już najchętniej robocze weekendy na zaocznych.

                        moje gratulacje, jestem pełny podziwu, ja już przy 90 godzinach rocznie jako doktorant miałem dosyć, a ty jeszcze dorabiasz w biznesie

                        > Za seminaria dostaję grosze a promuję prace dostające nagrody w konkursach i br
                        > onione równolegle za granicą, robię to jednak w ramach własnego wolnego czasu.
                        ...
                        > Być może zauważyłeś, że nie ma powyżej nic o działalności naukowej - ta jest bo
                        > wiem częścią mojej pracy, która nie jest opłacana wcale (z wyjątkiem czysto teo
                        > retycznego zapisu o naukowym procencie etatu). A jednak robię badania i piszę.

                        ojej i do tego masz jeszcze wolny czas aby promować wybitne prace magisterskie, pisać prace naukowe i udzielać się na forum? to jesteś prawdziwym siłaczem/czką (jeśliś kobieta)

                        jeśli to wszystko co napisałeś to prawda, to jest to nowy fenomen wybitnego Polskiego naukowca:)
                        • pzgr to się da, tylko trzeba zorganizować czas 07.03.11, 18:13
                          ironia jest niepotrzebna, to w sumie proste:
                          Dydaktyka:
                          jedziesz w sobotę na zajęcia z zaocznymi od 8.30 do 19.30.
                          wracasz do domu i padasz na ryj.
                          jedziesz w niedzielę na zajęcia z zaocznymi od 8.30 do 19.30.
                          wracasz do domu i padasz na ryj.
                          dwa dni w tygodniu na dzienne i seminaria.
                          Biznes:
                          Jeżeli masz unikalne kwalifikacje, to masz dużą marżę. Pracujesz w systemie projektowym i home office, czyli intensywny tydzień raz na miesiąc/dwa, w zależności od poziomu potrzeb finansowych i siedzisz w domciu.
                          Nauka:
                          Cały pozostały czas przeznaczasz na badania i pisanie.

                          Koszty: gosposia, niania i tolerancyjna rodzina.
        • bumcykcyk2 Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 00:41
          Sendi, przez Ciebie przemawia "typowa polska żółć" jak to kiedyś pięknie powiedziała była ukraińska tancerka na rurce, a potem znana celebrytka, Weronika Marczuk-Pazura.

          Widzisz niebotyczne przywileje, których realnie nie ma, a które tak silnie gwałcą twe delikatne poczucie przyzwoitości, że w ramach reedukacji chcesz wszystkim przywalić północnokoreański obóz pracy.

          To co podajesz, to jest zwykła NIE-PRA-WDA

          > - 50% podatku

          gdzie? w etacie? w etacie jest dużo mniej, poza tym luj z tego, skoro to i tak grosze

          w podstawowym państwowym miejscu pracy już od dawna jest ZAKAZ wystawiania nam dodatkowych umów o dzieło z 50% kosztów. Wszystko jest obłożone pełnym zus-em, w związku z czym ostatnio dostałem zawrotne 500zł za jakiś sążnisty artykuł

          ale ty Sendi wiesz lepiej, bo w Hameryce wszystko wiedzą lepiej, pewnie nawet to jaką pannę wczoraj bzyknąłem i ile razy

          > - ustawowe (sic!) określenie wysokości zarobków

          wiesz o czym mówisz? ustawowe widełki to pic na wodę i fotomontaż, wszystkim u mnie płacą DOLNE widełki ministerialne, skandaliczne grosiki. Działa to wręcz na niekorzyść nas wszystkich, bo odgórnie wyznacza żałosne trendy płacowe

          > - najdłuższe z możliwych wakacje

          w te "najdłuższe możliwe wakacje" zanim nie załapałem się na etat u prywaciarza, zwykłem kiedyś prawie przymierać głodem. Taką fortunę mi na nich płacili

          > - brak kontroli czasu pracy

          Czas pracy określony w umowie to jest czas wykonywania dydaktyki. Kontrola tego, czy odbywasz zajęcia ze studentami jest i jest to kontrola bardzo skrupulatna. Zadbali o to płacący za swoje studia studenci, których jest zdecydowana większość.

          > - brak realnego rozliczania rezultatów pracy

          nie pieprz

          > - stabilność zatrudnienia

          jaka niby? wszak mają wszystkich centralnie wypierdalać! tak przynajmniej stoi w projekcie ustawy

          > - korporacyjna klanowość dająca łatwiutki dostęp do innych dochodów

          szczegóły poproszę, bo jak na razie to tzw. "inne dochody" trzeba sobie wykuwać kilofem na wolnym rynku

          > - emerytura kiedy się zechce

          że co?

          > - przywileje specjalnego planu emerytalnego (w planach)

          w planach to ja mam podróż na Marsa

          > Opowieści o tym jak twoja nauka i twoje publikacje przyniosą zbawienie ludzkośc
          > i zachowaj dla wydawnictwa "Twoj Styl".

          Nigdy nie twierdziłem że moja nauka i moje publikacje przynoszą zbawienie ludzkości, to raczej Ty czy Dala.tata macie zmazę nocną na samą myśl o swoich pracach naukowych

          > Do tego wszystkiego jeszcze ty i inni zupełnie bez żadnych zachamowań opowiadacie na
          > tym forum (a poza nim jeszcze bardziej bezwstydnie) jak to system (= podatnika) walicie w > dyszel.

          Podatnika w dyszel nie walimy, ciężko pracujemy na kilku etatach i nadal gówno , bądź nader niewiele z tego mamy. Rockefellerami nie jesteśmy, ale możemy przeżyć. Ty chcesz nas zmusić do egzystencji poniżej minimum socjalnego, za zarobki ciecia na parkingu i jeszcze dodatkowo oczekujesz, że pod takim przymusem weźmiemy się do solidnej roboty. Niedoczekanie!

          > A artkuł Walickiego bardzo dobry,

          Czytałeś? Chyba niedokładnie, bo głosi dokładną odwrotność tego co wygłaszacie tu wespół z Dala.tatą
          • dala.tata Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 11:00
            bumcyku drogi, ja rozumiem, ze chcesz swoje frustracje rowniez na mnie wylac i jesli moge ci w tym sluzyc, pouzywaj sobie. nie sadze, zebym kiedykolwiek tweirdzil, ze to, co robie, przynosilo zbawienie czy nawet ulge ludzkosci. po prostu robie, co lubie, a jako, ze mi za to placa, staram sie to robic jak najlepiej, nie zrzucajac wszystkich swych potkniec i niedociagniec (a jest ich legion) na system, ministra, swiat, pensje, studentow, infrastrukture, globalne ocieplenie, dluga zime oraz slabe plony w okolicach Kapsztadu.

            a teraz pouzywaj sobie dalej, mam nadzieje, ze ci znow ulzy.

            > Nigdy nie twierdziłem że moja nauka i moje publikacje przynoszą zbawienie ludzk
            > ości, to raczej Ty czy Dala.tata macie zmazę nocną na samą myśl o swoich pracac
            > h naukowych
          • eeela Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 16:37
            to raczej Ty czy Dala.tata macie zmazę nocną na samą myśl o swoich pracac
            > h naukowych

            Nawoluje do umiaru. Swoboda swoboda, ale posty przekraczajace pewne granice trzeba bedzie wywalac.
            • bumcykcyk2 Re: a, tak przed niedzielą ;-) 08.03.11, 22:31
              Pani Eeelu, wulgaryzmy wykropkowuję (a przynajmniej zawsze się staram), co do zmazy nocnej to jest to akurat rzecz absolutnie niewinna o charakterze fizjologicznym. Nie ma się o o co oburzać.
              pl.wikipedia.org/wiki/Polucja
              • eeela Re: a, tak przed niedzielą ;-) 09.03.11, 01:24
                Nie wszystkie wulgaryzmy zasługują na moderatorskie potępienie, to zależy od kontekstu. Ale wulgarne odnoszenie się do cudzych czynności fizjologicznych w dyskusji na tematy okołoakademickie nie znajduje u mnie poparcia. Bardzo proszę o powstrzymanie się od takich zabiegów stylistycznych w przyszłości.
                • ford.ka Re: a, tak przed niedzielą ;-) 09.03.11, 08:58
                  Jak naucza Tomasz Kwaśniewski wyborcza.pl/1,75248,8288084,Co_irytuje_facetow_w_kobietach.html?as=1&startsz=x prawdziwych facetów najbardziej irytuje własna bezradność. No to mamy klasyczny przykład męskiej irytacji na bezradność - jeden się wścieka, bo świetnie wie, co by trzeba zrobić, żeby było dobrze, drugi się wścieka, bo świetnie wie, że cokolwiek sam zrobi, tak naprawdę nic się nie zmieni, a obaj się wściekają, bo to, co każdy z nich myśli, przecież jest oczywiste, a ten głupek z drugiej strony ekranu czegoś tak oczywistego nie rozumie. I co tu się dziwić, że wzięli łopatki i tłukąc się po głowach, wyzywają się najgorszymi słowami, jakie kiedykolwiek słyszeli w swoich przedszkolach...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja