Dodaj do ulubionych

Rotacja adiunktów za 2,5 roku

11.03.11, 18:32
Szacowny Senat RP "raczył" w dniu 3 marca br. przegłosować (wyciągniętą zapewne z teczki wiadomej Pani Minister) poprawkę o następującej treści:

76) po art. 21 dodaje się art. … w brzmieniu:
"Art. …. Okres zatrudnienia przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy na
stanowisku asystenta osoby nieposiadającej stopnia naukowego doktora
oraz okres zatrudnienia na stanowisku adiunkta osoby nieposiadającej
stopnia naukowego doktora habilitowanego zalicza się do okresu
zatrudnienia, o którym mowa w art. 120 ustawy, o której mowa w art. 1,
w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą.";

Oznacza to ni mniej ni więcej, że 1 października 2013 (jest bowiem vacatio legis dla przepisu, który mówi, że można być adiunktem bez habilitacji przez 8 lat) nie będą mogli dłużej pracować na tym stanowisku.
Jeśli tę poprawkę utrzyma Sejm (i nowelizację podpisze Prezydent) to nie będzie żadnych 2+8 lat ("wyzerowania licznika", czy jak kto woli nowych ośmiu lat) na habilitację.

PS. Chodzi oczywiście o nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym.
Obserwuj wątek
      • tocqueville Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 20:18
        problem polega na tym, że z jednej strony kładzie się wielki nacisk na pisanie habilitacji, a z drugiej ogranicza profity z uzyskania tego stopnia wynikające - skoro hab. może być zastąpiony przez dwóch doktorów, to jego szanse negocjacyjne spadają
            • marcio1234 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 12.03.11, 19:55
              Jeśli przez profity rozumiesz pieniądze to chyba uczelnia jest bardzo kiepskim wyborem. Właściwie statystycznie edukacja i szkolnictwo wyższe jest na jednym z ostatnich miejsc na liście płac, zaraz przed kulturą. Biorąc pod uwagę czas poświęcony na habilitację to raczej podwyżka po jej uzyskaniu jest względnie nieduża. Jest mnóstwo zawodów, które po 4+8 letnim stażu pracy (odpowiednik dr. i hab.) dają o wiele lepsze profity. Doliczając jeszcze studia (5 lat), to po takim stażu w niektórych zawodach osiąga się nawet wiek emerytalny :) Tak więc jestem mocno zaskoczony, że ktoś wiąże pracę na uczelni z profitami - dla mnie to raczej hobby, pasja, i to dosyć kosztowne czasowo a czasem i finansowo. Tak, uczelnia to swojego rodzaju misja, zakon. Przecież do wojska, policji, urzędu nie idą ludzie, którzy liczą na profity. Jeśli podnoszą kwalifikacje to co najwyżej z obawy przed zwolnieniem
              • bumcykcyk2 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 13.03.11, 22:47
                marcio1234 napisał:

                > Przecież do wojska, policji, urzędu nie idą ludzie, którzy liczą na profity.

                I tu się mylisz. Mam bliską osobę w mundurówce, aczkolwiek ona akurat pracuje tam na etacie cywilnym. Opowiada rzeczy zatrważające. 90% pracowników (czy może członków zakonu, misjonarzy - wg Twojej terminologii) tylko czeka na owe ustawowe 15 lat, żeby spier....lić do cywila i leżeć wentylem do góry. Branża jest taka, że zakładają jednoosobową dział gospodarczą i mają co robić w dziedzinie dość bliskiej temu co robili na służbie. Najwytrwalsi dobijają do 20 lat pracy, bo wtedy podstawa emerytury robi się bardziej wypasiona.

                Ja też chciałbym najdalej w czterdziestej wiośnie życia mieć socjal 2 tysiące netto do końca życia i móc się zająć lightowym dorabianiem. "Przegląd Wędkarski", działka, ogródek, piwko i pisma kolorowe. Tak ci byli służbiści sobie żyją w kwiecie wieku. Nie spotkałem takiego co by był niezadowolony. Za to ja, jako podatnik, wqrwiony jestem okrutnie, zwłaszcza tym, że mam pracować do 65 lar, a emeryturę dostanę taką samą jak te byki 25 lat wcześniej.
                • flamengista mam apel 14.03.11, 08:48
                  Przestańcie chrzanić o misji, zakonie i powołaniu.

                  95% ludzi idzie do pracy tylko po to, by zarabiać. I mieć za co żyć. Owszem, część przyciśnięta przez dobrego szefa i odpowiednio zmotywowana może świetnie pracować - ale generalnie kierują się gł. profitami. I to nie tylko prostymi, materialnymi - ale również dodatkowymi korzyściami - wolnym czasem, miłą atmosferą pracy, niewielkim obciążeniem, dodatkami/bonusami (grusza, 13tka etc.).

                  Stąd mamy tak dużo chętnych do pracy w szkołach, mimo że praca nauczyciela jest słabo płatna i stresująca.

                  Na uczelniach nie jest niestety inaczej. Więc nie wymagajcie cudów, bo cudów nie będzie. Ludzie się nie zmienią, jeśli nie będzie dobrego zarządzania i odpowiednich bodźców motywacyjnych. Dając samym kijem po siedzeniu zmotywuje się ludzi na krótką metę, potem przyjdzie zniechęcenie. W dodatku okaże się, że kij jest spróchniały i na siedzeniu się łamie (duża część wyrotowanych, "nieproduktywnych" adiunktów zostanie na uczelni jako starsi wykładowcy).

                  W całej tej reformie brakuje marchewki, więc nic się nie zmieni. A jeśli, to na gorsze. Nie da się zrobić bezkosztowej reformy, a PO próbuje to uczynić nie tylko w szkolnictwie wyższym, ale również w edukacji podstawowej (klasy dla 6-latków) czy w służbie zdrowia.

                  PS. Dla mnie praca naukowa to pasja i powołanie, ale z czegoś też żyć muszę. W dodatku na uczelni zmusza się mnie do coraz większej ilości obowiązków, nie mających nic wspólnego z nauką. I nie chodzi wyłącznie o dydaktykę. Więc nawet "zakonnicy" mogą się zniechęcić warunkami, które oferuje polski system.
                  • pfg Re: mam apel 14.03.11, 09:02
                    flamengista napisał:

                    > duża część wyrotowanych, "nieproduktywnych"
                    > adiunktów zostanie na uczelni jako starsi wykładowcy

                    Co się uczelniom opłaci. Pensum dydaktyczne strasznego wykładowcy jest większe, niż pensum adiunkta, więc (nawet pomijając niż demograficzny) uczelnie będą musiały płacić za mniej nadgodzin. Straszni wykładowcy nie są formalnie wliczani do kadry *naukowej*, więc w ułamku (uzysk naukowy)/(liczba naukowców) zmniejszy się mianownik, skutkiem czego ocena parametryczna może wzrosnąć przy niezmienionych wynikach.
                    • prawdziwam2011 Re: mam apel 14.03.11, 09:26
                      Jeszcze ktos musi wyprodukować wysoko punktowany urobek, raczej nie starszy wykładowca (przynajmniej u mnie nie zajmują się nauką), jak starszy wykładowca przejmie godziny pracujący naukowo nie dorobi na nadgodzinach
                      • chilly Re: mam apel 14.03.11, 12:06
                        prawdziwam2011 napisała:
                        > Jeszcze ktos musi wyprodukować wysoko punktowany urobek, raczej nie starszy wyk
                        > ładowca (przynajmniej u mnie nie zajmują się nauką), jak starszy wykładowca prz
                        > ejmie godziny pracujący naukowo nie dorobi na nadgodzinach
                        Znam wiele osób, które zostały zmuszone do przejścia na stanowiska starszych wykładowców, co wcale nie zmniejszyło ich aktywności naukowej (i tak zawsze musieli brać masę nadgodzin - po prostu za część z nich przestano im dodatkowo płacić). Po kilku latach "zrobili habilitacje". A że trwało to dłużej - no cóż, nie pracowali w KNOWach.
                      • mirusz Starsi wykładowcy czy asystenci 14.03.11, 17:15
                        adept44_ltd napisał:
                        > przesuwanie adiunktów na starszych wykładowców, to, zwłaszc
                        > za przy niżu, nie będzie miejsca dla młodych, już zupełnie...

                        Z pewnością tak też będzie.
                        Ale ja nie wiem czy tylko taka zmiana będzie się działa.
                        Może po prostu część osób zostanie zdegradowanych do asystenta, przy jednoczesnej jak najmniejszej redukcji uposażenia (dla otarcia łez degradowanym kolegom). I tak zostanie status quo z inną nazwą.
                        Bo inaczej to po prostu godzin nie starczy dla tych "wykładowców", pozagryzają się.
          • tocqueville Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 12.03.11, 08:47
            Nie widzę związku, chyba że ktoś pisze hab. z myślą o profitach. Ale to chyba nieporozumienie, żeby rozprawę doktorską czy habilitacyjną pisać dla uzyskania korzyści materialnych.

            Rozprawę hab czy dr pisze się m.in. dla uzyskania korzyści materialnych. Nie wiem czy to nieporozumienie czy nie, po prostu tak jest. Czy jest ktoś kogo nie dopinguje do ostrej pracy perspektywa wzrostu pensji?
    • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 19:52
      U nas beda prawdopodobnie zwolnienia i szczerze powiem, ze mam w zwiazku z tym bardzo mieszane uczucia. "Robienie" habilitacji to co najmniej dwa lata, liczac od momentu zlozenia ksiazki do druku. Nawet, jezeli pani Basi uda sie skrocic ten czas z dwoch do poltora roku, to i tak zatrudnieni na stanowiskach w 2005 maja prze...ne.
      • setip1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 20:04
        "Starzy adiunkci" bez dorobku prawdopodobnie w sporej liczbie zasila szeregi starszych wykladowcow. Ktos dydaktyke prowadzic jednak musi (jestem z "panstwowej" technicznej i dydaktyki jest sporo). Problem z tymi, ktorzy beda chcieli (chca) zrobic w okresie tych 2 lat z okladem. Jesli sie nie "zalapia" na stary tryb (zasady znane, nie ma niespodzianek) to beda musieli sie habilitowac w trybie, ktorego szczegoly (oceny dorobku, te mistyczne 120 pkt itd.) "okresli minister w drodze rozporzadzenia". A co jesli minister okresli np. wymog stazu przemyslowego (sam bylem na takim, byly takie czasy, ze bylo to obowiazkowe) lub stazu zagranicznego (tez mam to za soba). Niektorym te dwa lata moga nie wystarczyc, zeby spelnic wszystkie wymogi - wymogi tajemniczo-mistyczne :)
        To jest jakies nasze narodowe fatum, ze zasady sa niejasne do samego konca :)
        Od razu mowie (pisze), ze mnie problem nie dotyczy - rozprawe mam juz w recenzji wydawniczej ale kilku moim kolegom 8 lat "stuknie" wlasnie pod koniec okresu vacatio legis....
      • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 20:12
        'robienie' habilitacji nie musi trwac ani 2 lat, ani 18 miesiecy. a ci zatrudnieni w 2005 roku mieli juz 6 lat, zeby publikowac. z doktoratu wyjdzie, zalezy jak u kogos, 3-6 artykulow? za darmo, bo juz sa napisane. ale proponowalbym narodowe komitety trzymania za reke.

        jesli sie traktuje swa prace w miare powaznie, 8 lat na napisanie dodatkowych 4 artykulow do tych z doktoratu i ksiazki to nie jest jest jakas wielka katorga. a realistycznie, znajdziemy sto sposobow na to, zeby obejsc te przepisy.
        • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 20:21
          dala.tata napisał:

          > z doktoratu wyjdzie, zalezy
          > jak u kogos, 3-6 artykulow? za darmo, bo juz sa napisane.

          Z doktoratow, ktore sie u nas broni, zeby bylo jasne, mowie o swojej i pokrewnych specjalnosciach, wyjdzie jeden dobry artykul and that's it. U nas doktoraty sie skraca przed publikacja, a nie tnie na kawalki.
          • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 20:45
            jasna sprawa :-) ale ja mowie o regulach nie szczegolnych, niesamowitych wyjatkach twojej i pokrewnych specjalizacji.

            charioteer1 napisał:

            > Z doktoratow, ktore sie u nas broni, zeby bylo jasne, mowie o swojej i pokrewny
            > ch specjalnosciach, wyjdzie jeden dobry artykul and that's it. U nas doktoraty
            > sie skraca przed publikacja, a nie tnie na kawalki.
            >
            >
            • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 21:05
              dala.tata napisał:

              > jasna sprawa :-) ale ja mowie o regulach nie szczegolnych, niesamowitych wyjatk
              > ach twojej i pokrewnych specjalizacji.

              Dala, nie mowisz o zadnych regulach, tylko generalizujesz na podstawie swojego skromnego doswiadczenia.

              Nie wykluczam, ze to, co opisujesz, jest norma w twojej specjalnosci. Z calym szacunkiem jednak, dla mnie jest to sytuacja nienormalna, w dodatku swiadczaca jak najgorzej o samej rozprawie, poniewaz:

              a. na co komu rozprawa, ktorej nie da sie opublikowac w calosci? Ba! ona wrecz nie stanowi zadnej logicznej calosci, skoro
              b. mozna ja pociac na dowolna liczbe kawalkow bez szkody dla calosci.

              Dla mnie pisanie takich rozpraw jest zawracaniem glowy i strata czasu. To juz lepiej nadawac stopien na podstawie cyklu artykulow, zamiast liczyc dorobek sprzed doktoratu do habilitacji. To ma niewiele wspolnego z nauka i robieniem badan, za to faktycznie wiele ze zdobywaniem stopni.
              • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 21:10
                z kolei ty, chario, znana badaczka praktyk habilitacyjnych w Polsce i poza, opierasz sie na powaznych badaniach terenowych. chyle glowe i podkulam ogon.

                co do nienormalnosci rozpraw z kilkoma rozdzialami, wybacz, ale nie podejme tez fascynujacej debaty. za wysokie progi jak na moje zwykle nogi.
                • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 21:16
                  Dala, wlasnie mam przed soba rozprawe (magisterska), ktorej autor w pierwszym rozdziale przedstawia stan badan, w drugim - metodologie, w trzecim - wyniki badania. Rozumiem, ze z tych trzech rozdzialow tez bys opublikowal trzy artykuly. Wybacz, nie mam wiecej pytan.
                  • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 21:27
                    a mnie sie wydawalo, ze mowimy o doktoratach - w kazdym razie ja o nich mowie.

                    ale rozumiem, ze w twojej (globalnej) spoecjalnosci roznic miedzy magisterium a doktoratem tez nie ma? niesamowita ta specjalnosc.

                    charioteer1 napisał:

                    > Dala, wlasnie mam przed soba rozprawe (magisterska), ktorej autor w pierwszym r
                    > ozdziale przedstawia stan badan, w drugim - metodologie, w trzecim - wyniki bad
                    > ania. Rozumiem, ze z tych trzech rozdzialow tez bys opublikowal trzy artykuly.
                    > Wybacz, nie mam wiecej pytan.
                    >
                    • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 21:42
                      Nie musisz sie silic na zlosliwosci. Wiele doktoratow jest u nas pisanych wedlug podobnego wzoru. Rozdzialow jes z reguly wiecej, ale uklad tresci podobny.

                      Co do roznic miedzy magisterium a doktoratem, to pijac do mnie, trafiles kula w plot. Moje magistrantki byly brane za doktorantki zanim nimi zostaly ze wzgledu wlasnie na jakosc przeprowadzonych badan. Natomiast, faktycznie, rozczarowuje mnie jakosc prac magisterskich bronionych w UK, ktore mi bylo dane przeczytac, stad moze twoje wyobrazenie o glebokich roznicach.
                      • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 21:49
                        ja sie zupelnie nie sile. jednak skoro mowie o doktoracie, a ty mi wyjezdzasz z magisterium, to niespecjalnie wiem o co chodzi. nie mam tez zadnych watpliwosci, ze twoje magistrantki byly brane za doktoratnki (tylko nie wiem, czy na ulicy, na dyskotece?). ludzie na pewno mowili: uuuu, ta to wyglada na doktorantke. duze niebieskie DOKTORANCKIE oczy (moge sie juz popluc ze smiechu?).

                        co maja do tego prace mgr w UK, nie mam zielonego pojecia, ale rozumiem, ze skoro brak ci arguementow, no to cos musisz powiedziec.

                        chetnie jednak bym ogladnal jakis 3-rozdzialowy doktorat. daj namiary chario!
                        • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 11.03.11, 22:32
                          Nie chce mi sie dyskutowac z sekrecjami twoich plynow fizjologicznych. Typowy uklad pracy doktorskiej w mojej dziedzinie i pokrewnych (chodzi o prace doswiadczalne) z podzialem na rozdzialy:

                          w Polsce:
                          dwa rozdzialy teoretyczne
                          hipotezy badawcze
                          metodologia
                          wyniki badania
                          +apendyksy

                          w USA:
                          cele badania
                          przeglad literatury
                          pytania badawcze
                          metodologia
                          wyniki
                          general discussion
                          + appendices

                          Z dobrego doktoratu da sie zrobic jedna porzadna publikacje i wiecej nie wyjdzie.

                          Z mojej strony EOT.
              • eduk28 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 12.03.11, 08:26
                Z wlasnego przypadku (choc i koledzy podobnie).

                Doktorat: wyprowadzamy nowa metode obliczeniowa roznego typu struktur (ja dla 3 roznych w doktoracie). Rozwazania prowadzimy zarowno dla 2D jak i 3D, w zakresie zarowno statyki jak i dynamiki. Nowum jest metoda, czyli spelnia wymogi ustawy.

                Mozna to spokojnie rozbic na (do) 6 artykulow. Mozna tez puscic jeden, ale wtedy bedzie nie mniej niz 60% objetosci (liczac strony) calego doktoratu.

                Przychylam sie wiec do tego, ze wiele zalezy od dyscypliny.
        • eni.huso Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 13.03.11, 13:00
          tak na marginesie o koledze, zatrudniony w 2005 jako adiunkt zaraz pod dr (bez 2-letniego bimbania jako asystent), z dr wyszły 3 publikacje, z innymi publik ma dorobek nawet średni , w naszej dziedzinie ujdzie, od zatrudnienia "robił" w 3 tematach, z czego jeden niby habilitacyjny, 2 poboczne na dalszy "dorobek", dydaktyka. No i okazało się, ze wątek habilitacyjny dupnął, guzik wyszło, założenia złe (nie ma to jak kontynuacja badań kogoś), w 2 lata nie zdąży zrobić doświadczeń i 3 publikacji do hab, co ewentualnie przegladowke moze sobie napisac.
          nie wspomnę ze nikt w tej ustawie nie wział pod uwage ze naukowo-dydaktyczni z uczelni maja 8 lat tak samo co naukowi z instytutu bez dydaktyki... poza tym okazuje sie ze roznica w pensji adiunkta a asystenta w instytutach jest niewielka wiec tam dr siedza na asystentach do samej smierci, zwróccie uwagę na stosunek liczby asystentow do adiunktów.
        • frusto Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 12:28
          dala.tata napisał:

          > jesli sie traktuje swa prace w miare powaznie, 8 lat na napisanie dodatkowych 4
          > artykulow do tych z doktoratu i ksiazki to nie jest jest jakas wielka katorga.
          > a realistycznie, znajdziemy sto sposobow na to, zeby obejsc te przepisy.

          Dala.tata, chylę czoła. Ja z doktoratu nic nie wycisnę, bo doktorat mialem w oparciu o publikacje wcześniejsze (4 pozycje). Po doktoracie 4 publikacje by musialy być po 100 punktów ministerialnych każda, by spełnić warunki formalne mojej uczelni. W praktyce większość publikacji u mnie ma po 4 współautorów i jest za 9, 13 lub 27 punktów. Czyli jest to na łebka w baaaaaardzo dużym przybliżeniu 2, 3, 7 punktów. Do zarobienia jest 110 punktów w ciągu 8 lat. Czyli 13 punktów rocznie. Czyli od 2 do 6 publikacji rocznie. Da się zrobić. Ale w ciągu 5 lat to jest 22 punkty, czyli od 11 (zwykłych) do 3 (naprawdę bardzo dobrych) publikacji rocznie. Rok w rok.
          Sądzę, że odsiew u mnie w instytucie będzie bardzo duży.
          • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 13:34
            no ale to jest insza inszosc, prawda? zwracam jednak uwage, ze z doktoratu 4 publikacje, a nie jedna, tyle ze przed doktoratem. a spor byl o to, ile publikacji daje doktrat.

            jednak warto zauwazyc, co sam widzisz, w naukach scislych publikujecie inaczej i znacznie wiecej. poziom produkcji scislowca jest mi niedostepny za zadna cholere. niedawno brytyjski chemik (profesor i szef departamentu) mowil mi o tym, ze on juz odpuscil ze wzgledu na obowiazki administracyjne, ale nie wyobraza sobie zejscia ponizej poziomu przywoitosci, czyli artykul na miesiac. niestety nie pytalem go, co dla niego stanowiloby poziom dobry. glownie dlatego, ze mi sczeka opadla przy tym poziomie przyzwoitosci.

            i teraz ja nie chce ci powiedziec, ze poziom wysnaczany przez chemika w czolowym brytyjskim departamencie chemii ma byc poziomem, wedlug ktorego nalezy ciebie czy twoich kolegow oceniac. ow znajomy jest profesorem, ma laboratrium, grupe ludzi, dzieki ktorej te pubikacje sa mozliwe. tweirdzi jednak, ze kazda publikacja z jego nazwiskiem przechodzi przez jego ekran i klawiature.

            jednak ty mowisz o 2 porzadnych publikacjach rok w rok, on o 12 (i traktuje to jako poziom przyzwoitosci, ponizej ktorego nie da sie zejsc). moze jednak rowniez polski chemik powinien dazyc do tego poziomu. oczywiscie, nie wiem, cyz jestes chemikiem, nie wiem jakie sa benczmarki twojej dyscypliny.

            twoje wyliczenia wskazuja jednak rowniez na idiotyzm dzielenia punktow - jest to dla mnie cos zupelnie niezrozumialego. bo z tego wynika, ze publikacja w Nature, Cell, Heart czy jeszcze jakims innym cholerniku z IF>50 bedize ie liczyc mniej dla przecietnego poslkeigo uczonego niz samodzielna pubikacja w Natura, Komorka, Serce. a to jest absurd. nawiasem mowiac, wydawalo mi sie, ze w parametryacji owo dzielenie punkotw nie zachodzi juz. jesli zachodzi na twej uczelni, to tylko zle o niej swiadczy.

            a co do odsiewu nie martwilbym sie za bardzo. cos wymyslicie.
            • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 13:59
              dala.tata napisał:

              > spor byl o to, ile publikacji daje doktrat.

              Uprzejmie informuje, ze w psychologii eksperymentalnej doktorat nie jest krowa i publikacji nie daje wcale. W najlepszych amerykanskich labach doktorant publikuje wspolnie z zespolem, doktorat natomiast musi byc praca samodzielna. Zwykle jest to jakis wycinek tematu, ktorym zajmuje sie zespol, ktory doktorant opracowuje samodzielnie. Doktoraty z reguly nie sa publikowane. Samodzielne publikacje na podstawie doktoratu zdarzaja sie, ale sa rzadkoscia.
              • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 14:20
                najwyrazniej ja znam innych psychologow, ale juz odkrylismy to ze mamy calkowicie innych znajomych. i ty znasz tych wyjatkowych psychologow eksperymentalnych, a ja takich zwyklych, co publikuja.

                charioteer1 napisał:

                > dala.tata napisał:
                >
                > > spor byl o to, ile publikacji daje doktrat.
                >
                > Uprzejmie informuje, ze w psychologii eksperymentalnej doktorat nie jest krowa
                > i publikacji nie daje wcale. W najlepszych amerykanskich labach doktorant publi
                > kuje wspolnie z zespolem, doktorat natomiast musi byc praca samodzielna. Zwykle
                > jest to jakis wycinek tematu, ktorym zajmuje sie zespol, ktory doktorant oprac
                > owuje samodzielnie. Doktoraty z reguly nie sa publikowane. Samodzielne publikac
                > je na podstawie doktoratu zdarzaja sie, ale sa rzadkoscia.
                >
                • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 14:39
                  dala.tata napisał:

                  > najwyrazniej ja znam innych psychologow, ale juz odkrylismy to ze mamy calkowic
                  > ie innych znajomych. i ty znasz tych wyjatkowych psychologow eksperymentalnych,
                  > a ja takich zwyklych, co publikuja.

                  Nie watpie. Juz napisales, ze tna doktorat na 6 czesci i posylaja kazda oddzielnie do czasopism.
                  • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 14:46
                    bardzo watpie, ze to napisalem, ale jesli chcesz tak myslec, to spoko.

                    charioteer1 napisał:

                    > dala.tata napisał:
                    >
                    > > najwyrazniej ja znam innych psychologow, ale juz odkrylismy to ze mamy ca
                    > lkowic
                    > > ie innych znajomych. i ty znasz tych wyjatkowych psychologow eksperymenta
                    > lnych,
                    > > a ja takich zwyklych, co publikuja.
                    >
                    > Nie watpie. Juz napisales, ze tna doktorat na 6 czesci i posylaja kazda oddziel
                    > nie do czasopism.
                    >
                    • charioteer1 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 15:17
                      Wywolales cala dyskusje o doktoratach stwierdzeniem, ze adiunkt po doktoracie ma 3-6 publikacji z doktoratu za darmo, bo to juz jest napisane, nic tylko wysylac do publikacji. Ale skoro juz sie z tego wycofales, to spoko, nie mam z tym problemu.

                      dala.tata napisał:

                      > bardzo watpie, ze to napisalem, ale jesli chcesz tak myslec, to spoko.
                      >
                      > charioteer1 napisał:
                      >
                      > > Nie watpie. Juz napisales, ze tna doktorat na 6 czesci i posylaja kazda o
                      > ddziel
                      > > nie do czasopism.
                      > >
                      >
                      >
            • pfg Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 14:21
              dala.tata napisał:

              > nie wyobraza so
              > bie zejscia ponizej poziomu przywoitosci, czyli artykul na miesiac

              Jeśli jest się szefem departamentu, ma się odpowiednią liczbę współpracowników, postdoków, doktorantów i wówczas artykuł co miesiąc jest możliwy. Jeśli nie, to nie.

              > wydawalo mi sie, ze w para
              > metryacji owo dzielenie punkotw nie zachodzi juz

              Zachodzi, choć - czy kogoś to dziwi? - przy ostatniej parametryzacji zastosowano jeszcze inny sposób dzielenia punktów, niż poprzeddnio.
              • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 14:35
                > Jeśli jest się szefem departamentu, ma się odpowiednią liczbę współpracowników,
                > postdoków, doktorantów i wówczas artykuł co miesiąc jest możliwy. Jeśli nie, t
                > o nie.

                byc moze, nie mam zdania. z tego co mowil znajomy, raczej wynikalo, ze inni publikuja wiecej, a on juz mniej nie moze. tak czy owak, ogladajac poziom publikacji kolegow scislych, 2 artykuly na rok nie sa jakims wielkim osiagnieciem. ale byc moze mi sie to tylko wydaje.
                • frusto Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 14:47
                  dala.tata napisał:
                  > byc moze, nie mam zdania. z tego co mowil znajomy, raczej wynikalo, ze inni pub
                  > likuja wiecej, a on juz mniej nie moze. tak czy owak, ogladajac poziom publikac
                  > ji kolegow scislych, 2 artykuly na rok nie sa jakims wielkim osiagnieciem. ale
                  > byc moze mi sie to tylko wydaje.

                  U mnie 2 (przyzwoite) artykuły na rok są całkiem przyzwoitym osiągnięciem. Ścisły kierunek scisłemu nierówny. Można oczywiście wypuszczać śmiecie co miesiąc (punktowane po 3, 2 punkty za publikację), ale chyba nie o to chodzi..
                  • dala.tata Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 15:15
                    jasna sprawa. pewnie zatem z 'calkiem przyzwoitego' bedziesz musial o powalczyc o 'dobry' wynik. nie zazdroszcze, ale zycze powodzenia.

                    frusto napisał:

                    > U mnie 2 (przyzwoite) artykuły na rok są całkiem przyzwoitym osiągnięciem. Ścis
                    > ły kierunek scisłemu nierówny. Można oczywiście wypuszczać śmiecie co miesiąc
                    > (punktowane po 3, 2 punkty za publikację), ale chyba nie o to chodzi..
            • andole3 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 06.04.11, 23:33
              Niezły chemik z grupą badawczą lub dobry specjalista w wąskiej dziedzinie bez problemu współtworzy 10 publikacji rocznie. Lub więcej. Lista ministerialna to wielki wyrównywacz. Publikacja w Nature = 40 pkt, publikacja w marnym czasopiśmie = 13 pkt, a prestiż i wysiłek moim zdaniem co najmniej 50:1. W przypadku parametryzacji uczelni są zabezpieczenia przed uwzględnianiem wielu słabych publikacji (do oceny wchodzi ich tylko część).
              Co do rotacji adiunktów to na mojej uczelni znajdą się młodzi następcy z całą pewnością. Zatem na tłum starszych wykładowców bym nie liczyła.
      • frusto Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 16.03.11, 12:20
        charioteer1 napisał:

        > U nas beda prawdopodobnie zwolnienia i szczerze powiem, ze mam w zwiazku z tym
        > bardzo mieszane uczucia. "Robienie" habilitacji to co najmniej dwa lata, liczac
        > od momentu zlozenia ksiazki do druku. Nawet, jezeli pani Basi uda sie skrocic
        > ten czas z dwoch do poltora roku, to i tak zatrudnieni na stanowiskach w 2005 m
        > aja prze...ne.

        2 lata? wymóg formalny o w ogóle rozpoczęciu procesu u nas to było do niedawna 110 punktów za publikacje filadelfijskie. Jedna publikacja ma co najmniej 3 autorów (a zazwyczaj więcej). Nie da się sensownej publikacji stworzyć w dwa miesiące, ale powiedzmy, że niech będzie sześć publikacji w roku. Powiedzmy, że za 20 punktów sztuka (nierealne IMO, ale niech będzie). Czyli 40 punktów rocznie na łebka, czyli co najmniej trzy lata. Nie wierzę jednak, by ktoś potrafił rok w rok publikować po 6 prac rocznie po 20 punktów każda.
    • pzgr Co zauważyłem w tej rozmowie 11.03.11, 20:31
      otóż taki drobiazg, że my mówimy o dwóch różnych gatunkach adiunktów.
      1. gatunek pierwszy, to tacy, którzy mają warunki i się lenią, czyli pracują na wydziałach, gdzie jest dużo kadry i mało studentów.
      2. gatunek drugi, to tacy, którzy produkują licencjaty i magisteria w liczbach typu 30 rocznie i mają po 500 h zajęć, na wydziałach, gdzie studentów są tłumy a kadry mało.

      czy się mylę?
      • prawdziwam2011 Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 11.03.11, 21:02
        albo czarne, albo białe? a może być inaczej: dużo studentów, a licencjatami obłożeni samodzielni, a nie adiunkci. Zdecydowana większość adiunktów w skrytości ducha liczyła, że zniosą habilitację, albo że przeniosą ich na etat wykładowcy. Nie mam współczucia ani litości.
          • dala.tata Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 11.03.11, 21:12
            jasna sprawa. zamiast 15 artykulow do dorobku, bedzie mial 11. czy chodzi ci bardziej o tych, ktorzy zamiast 6.5 beda mieli 4.3 publikacji?

            charioteer1 napisał:

            > Poza tym jeszcze byli po prostu ludzie, ktorym statuty ich uczelni gwarantowaly
            > kilkanascie lat na zrobienie habilitacji. Nawet jezeli komus ten czas sie nies
            > podziewanie skraca o rok czy dwa, to jest duza roznica.
            >
            • frusto Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 16.03.11, 12:50
              dala.tata napisał:

              > jasna sprawa. zamiast 15 artykulow do dorobku, bedzie mial 11. czy chodzi ci ba
              > rdziej o tych, ktorzy zamiast 6.5 beda mieli 4.3 publikacji?

              Między 11 a 15 to jest różnica między spełnieniem formalnych warunków, a nie spełnieniem.

              Mnie osobiście to dotyka. Co chwila poprzednio słyszałem: "proszę zając się tym, wziąć ten wykład, poprwoadzić tą pracę, tutaj trzeba wziąć udział" bo przecież MA PAN 8 LAT, więc na pracę naukową będzie miał Pan czas (jestem dwa lata po doktoracie, 5 publikacji, do habilitacji wg reguł mojej uczelni dotychczasowych mam 5 punktów z 110 koniecznych do uzbierania).
              • dala.tata Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 16.03.11, 14:18
                rozumiem. z drugiej strony, to sa rowniez twoje wybory. ja akurat uwazam i powtarzam mlodszym kolegom, ze o habilitacji (zazwyczaj mowie o publikowaniu, ale to sie do tego sprowadza) nalezy myslec juz w momencie zlozenia doktoratu do obrony. nie mozna soie pozwolic na iles tam czasu odpoczynku.

                ale ja widze problem. ja znam legion ludzi, ktorzy habilitacje robili przez kilkanascie lat, z nudow. i oczywiscie to akurat na ciebie padlo, tyle ze ja nie widze innej mozliwosci, zeby zmienic nastawienie ludzi do tego, ze musza powaznie traktowac robienie badan i publikowanie. i ze to nie jest ich 'dobra wola', ale psi obowiazek.



                frusto napisał(a):

                > Między 11 a 15 to jest różnica między spełnieniem formalnych warunków, a nie sp
                > ełnieniem.
                >
                > Mnie osobiście to dotyka. Co chwila poprzednio słyszałem: "proszę zając się tym
                > , wziąć ten wykład, poprwoadzić tą pracę, tutaj trzeba wziąć udział" bo przecie
                > ż MA PAN 8 LAT, więc na pracę naukową będzie miał Pan czas (jestem dwa lata po
                > doktoracie, 5 publikacji, do habilitacji wg reguł mojej uczelni dotychczasowych
                > mam 5 punktów z 110 koniecznych do uzbierania).
                • frusto Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 16.03.11, 14:32
                  dala.tata napisał:
                  > ale ja widze problem. ja znam legion ludzi, ktorzy habilitacje robili przez kil
                  > kanascie lat, z nudow. i oczywiscie to akurat na ciebie padlo, tyle ze ja nie w
                  > idze innej mozliwosci, zeby zmienic nastawienie ludzi do tego, ze musza powazni
                  > e traktowac robienie badan i publikowanie. i ze to nie jest ich 'dobra wola', a
                  > le psi obowiazek.

                  Dala.tata, ja to też rozumiem. Denerwuje mnie tylko to, że nagle zmienia się reguły gry w jej trakcie, oraz nie ma zadnej gwarancji, ze te reguly pozostaną takie same w przyszłości.

                  Chociaż rada by nie dawać sobie roku odpoczynku to jest jedna z najlepszych rad, jaką można dać świeżo upieczonym doktorom. Ja przez ponad rok po doktoracie robiłem tylko dydaktykę oraz robiłem przy różnych projektach uczelnianych. Inna sprawa, że moje wątpliwości ucinali wszyscy, że "co się martwisz, masz osiem lat...".
                  • dala.tata Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 16.03.11, 14:37
                    no tak, niezmienianie regul gry w jej trakcie, oznaczaloby, ze nowa ustawa zaczyna obowiazywac swiezo upieczonych doktorow? a dzieijszy legionem wiecznych adiunktow zajmie sie biologia? nie wydaje mi sie to sensowne.

                    niestety, wiekszosc mlodych doktorow nie slucha tej rady :-)
                • chilly Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 16.03.11, 18:53
                  dala.tata napisał:

                  > rozumiem. z drugiej strony, to sa rowniez twoje wybory.

                  Oderwałeś się trochę od krajowych realiów, Dala. Po dwóch latach dyrekcja zacznie bąkać: "nie jesteśmy z niego zadowoleni". A po czterech znajdzie sposób, aby się go pozbyć. Choćby naukowo był dobry (nie wszędzie się to ceni - zwłaszcza gdy dyrektor bliski emerytury).
                  • dala.tata Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 16.03.11, 19:33
                    byc moze. troche jednak nie chce mi sie wierzyc w to, ze adiunkci to taka masa bezwolnych krow, ktore gdzie je postawia, tak stoja i nic nie sa w stanie z zyciem profesjonalnym zrobic.

                    jesli jednak tak jest, to tym bardizej chyba nie ma o czym gadac, nie?

                    chilly napisał:

                    > Oderwałeś się trochę od krajowych realiów, Dala. Po dwóch latach dyrekcja zaczn
                    > ie bąkać: "nie jesteśmy z niego zadowoleni". A po czterech znajdzie sposób, aby
                    > się go pozbyć. Choćby naukowo był dobry (nie wszędzie się to ceni - zwłaszcza
                    > gdy dyrektor bliski emerytury).
                    • frusto Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 17.03.11, 08:35
                      dala.tata napisał:

                      > byc moze. troche jednak nie chce mi sie wierzyc w to, ze adiunkci to taka masa
                      > bezwolnych krow, ktore gdzie je postawia, tak stoja i nic nie sa w stanie z zyc
                      > iem profesjonalnym zrobic.

                      Panie dala.tata, żeby wyjaśnić: nikt nigdy mi nie powiedział "masz to zrobić, bo jak nie...". Zawsze po prostu w dyskusjach padało "X ma tyle lat do habilitacji, a Pan tyle, to może by Pan trochę odciążył Xa, jak Pan sądzi?" w formie łagodnej sugestii...
                      • dala.tata Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 17.03.11, 12:02
                        to proponowalbym praktykowanie nastepujacej wypowiedzi: rzeczywiscie Panie profesorze, ale akurat mam rozgrzebane dwa teksty do the Superduper Journal of Crucial Things, ktore pisze z takim upierdliwym facetem z Londynu czy Waszyngtonu, co ciagle sle mi maile ponaglajace. praktykowalem, polecam. tylko ze za moich czasow slanie maili bylo nieco trudniejsze.

                        ja rozumiem, ze mnie pan frusto juz bardo nie lubi (story of my life), ale my naprawde choc troche (taka mala odrobineczke) jestesmy odpoweidzialni za swoje kariery, nie?

                        frusto napisał:

                        > Panie dala.tata, żeby wyjaśnić: nikt nigdy mi nie powiedział "masz to zrobić, b
                        > o jak nie...". Zawsze po prostu w dyskusjach padało "X ma tyle lat do habilitac
                        > ji, a Pan tyle, to może by Pan trochę odciążył Xa, jak Pan sądzi?" w formie ła
                        > godnej sugestii...
                          • dala.tata Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 17.03.11, 14:56
                            ale mi na tym nie zalezy - ani na przyznaniu racji, ani na (udawanej) pokorze. to nic personalnego. skoro wypowiada sie dr frusto publicznie na forum, no to odpowiadam. szczegolnie gdy jestem zaczepiony przez niego. natomiast rozumiem, ze to, co mowie nie jest mile, przyjemne i 'wspierajace'. w zwiazku z tym jestem zbojem i paskudziora.



                            frusto napisał:

                            > Panie dala.tata, przyjąłem do wiadomości i pokornie przyznaję Panu rację. Może
                            > być?
                        • charioteer1 Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 17.03.11, 12:29
                          Piekne. Obowiazki administracyjne sa czescia kontraktowych zobowiazan nauczyciela akademickiego na rowni z dydaktyka i praca naukowa. Bardzo wszyscy lubimy kolegow, ktorzy migaja sie od obowiazkow administracyjnych w trosce o wlasne kariery, de facto przerzucajac je na innych, bo przeciez ktos to musi zrobic.

                          Moze szef frusto ma taki sposob bycia, ze zawsze wszystko wyraza w formie lagodnej sugestii. U nas takie rzeczy zalatwia sie poleceniem sluzbowym. Owszem, dyrekcja czasami pyta, czy moge cos zrobic i nalezy to uznac za pytanie o fizyczna mozliwosc, a nie delikatna sugestie. Jezeli mam w czasie urlopu wypoczynkowego zaplanowany wyjazd badawczy w teren, to wiadomo, ze w tym czasie nie moge jednoczesnie byc czlonkiem komisji rekrutacyjnej i tyle. To, ze mam deadline na napisanie artykulu naprawde nikogo nie rusza. Wszyscy mamy deadliny.

                          To jest normalne i powszechne, ze jak ktos jest tuz przed kolejnym awansem, czytaj obrona, albo kolokwium, to sie go zwalnia z czesci obowiazkow administracyjnych. Jak ktos ma niefajne uklady w pracy, to moze byc odwrotnie. Najwiecej obowiazkow mu dopieprza, kiedy bedzie wlasnie konczyl prace na kolejny stopien. Tak tez bywa.
        • pzgr Re: Co zauważyłem w tej rozmowie 11.03.11, 21:10
          nie wnikam, kto na co liczył w skrytości.
          wiem, że w wielu miejscach samodzielni nie chcieli prowadzić prac lic. i mgr. a ktoś musiał.
          w imię dobra Uczelni.
          a nie można zmusić nikogo, kto ma wyrobione pensum do dodatkowej pracy, chyba, ze jest młodym i naiwnym adiunktem.
    • flamengista jeśli prezydent nie zawetuje 11.03.11, 22:55
      To u nas będzie armagedon. Albo inaczej: płacz i zgrzytanie zębami.

      Jakieś 70% adiunktów to "beneficjenci" boomu edukacyjnego końca lat 90tych i początku dwutysięcznych. A więc wyrobiona góra nadgodzin i 2-3 etaty w Szkołach Gotowania na Gazie.

      Te 70% rozbrat z nauką i badaniami wzięła jakieś 7-8 lat temu. Zrobienie w 2 lata habilitacji (w tym dorobku naukowego) to absolutna niemożliwość.

      Co to oznacza? Bezpardonową walkę o dodatkowe godziny, dające możliwość etatu starszego wykładowcy. No i blokadę etatów dla "młodych-zdolnych" (których jest jak na lekarstwo) na lata.

      Uczelnia będzie zadowolona, bo część ludzi się zwolni a pozostali będą robić to samo za mniej (150% obecnego pensum).
        • flamengista weź jeszcze pod uwagę 12.03.11, 09:13
          że przy masowym przechodzeniu na starszego wykładowcę musi zmaleć liczba etatów, do tego zmniejszy się liczba studentów.

          Więc dla części doświadczonych dydaktyków zabraknie miejsca na publicznych. Prywatne może ich przygarną, ale to one stawiać będą warunki.

          Nowy edukacyjny rynek pracy będzie rynkiem pracodawcy, nie pracownika.
          • pzgr Re: weź jeszcze pod uwagę 12.03.11, 09:59
            > Nowy edukacyjny rynek pracy będzie rynkiem pracodawcy, nie pracownika.
            problem jest taki, że zawsze był.
            istnieje uczelniany monopol na granty.
            nawet, jeżeli dotajesz go Ty, to realizować musi go uczelnia.
            czyli musisz znosić dydaktykę, żeby bawić się w naukę.
    • pr0fes0r Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 14.03.11, 20:56
      Nie lubię salonu24, ale znalazłem tam taką oto perełkę:

      ksn.nszz.solidarnosc.salon24.pl/287170,rotacja-adiunktow-dwuglos-pani-minister

      19/01 na posiedzeniu komisji sejmowej powiedziała: "Proponujemy, aby przy utrzymaniu zasady dwuletniego vacatio legis wykreślić przepis art. 21, tak aby okres ośmiu lat, który obowiązuje i asystentów, i adiunktów, zaczynał od początku obowiązywać wszystkich, czyli adiunktów zatrudnionych wcześniej, przed wejściem w życie ustawy, i później, po wejściu w życie ustawy."

      A 02/03 na posiedzeniu Senatu: "W sprawie tych ośmiu lat stanowisko rządu zawsze było takie, że musimy równo traktować wszystkich - i tych, którzy będą nowo zatrudniani, tych, którzy już są zatrudnieni obecnie. W związku z tym, chociaż komisja sejmowa przegłosowała regulację, na podstawie której osiem lat zaczęto by liczyć od momentu wejścia ustawy w życie, rząd nigdy się na to nie zgadzał."

      Słodkie, nieprawdaż?
      • flamengista mnie interesuje ten fragment 15.03.11, 09:11
        CytatAle ze względu na trudną sytuację tych osób, którym z dniem wejścia w życie ustawy kończy się okres ośmiu lat albo które pracowały piętnaście, dwadzieścia lat na tych stanowiskach, albo przepracowały cztery lata, mówimy, że ten zapis wchodzi dopiero po dwóch la­tach od dnia wejścia w życie ustawy, czyli takim osobom dajemy jeszcze dwa lata. Jeśli ktoś pracował już cztery lata na uczelni, to kiedy wejdzie w życie ustawa, będzie miał sześć lat na zakończenie doktoratu... przepraszam, habilitacji...

        Jak to w końcu jest? Jeśli się przepracowało 4 lata na stanowisku adiunkta przed wejściem ustawy w życie - dostaje się dodatkowe 2 lata? A jeśli to były 3 lata? 2?

        Czemu akurat 4, a nie np. 5? Czy to miał być przykład, czy faktycznie tak zapisano w ustawie?
    • pfg Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 17.03.11, 08:21
      Sejm w najbliższych dniach (już dzisiaj?) ma zająć się senackimi poprawkami do ustawy. Wczoraj komisja sejmowa zarekomendowała odrzucenie poprawki Senatu, nakazującej zaliczanie dotychczasowego zatrudnienia do okresu rotacyjnego adiunktów. Co ważne, za odrzuceniem poprawki głosowali także posłowie PO. Dopóki ustawa nie przejdzie ponownie głosowania w Sejmie sprawa jest otwarta (Kudrycka może w ostatniej chwili wpłynąć na klub PO), ale w tym momencie wydaje się, że rotacja adiunktów jednak nie za dwa i pół roku, ale za dziesięć lat. (To po co my w ogóle jemy tę żabę?)

      Ze sprawozdania Andrzeja Pfitznera z posiedzenia komisji sejmowej:
      Cytat
      Poprawka 76 polegająca na przywróceniu art. 21a nowelizacji, który nakazuje zaliczanie dotychczasowego czasu zatrudnienia asystentów i adiunktów do ich okresu rotacyjnego (określonego w art. 120 Prawa o SzW). Tu związkowcy nie zostali dopuszczeni do głosu, ale sprawa potoczyla się dobrze. Pos. K. Łybacka przypomniała przebieg prac w KENM i przeczytala fragment stenogramu o „kompromisowej“ propozycji Pani Minister, obejmującej właśnie wykreślenie powyższego artykułu z przedłożenia rządowego i o naliczaniu okresu rotacyjnego od zera z vacatio legis (razem 10 lat). Następnie stwierdziła, że KENM zachowałaby się nie fair wobec Pani Minister, gdyby zlekceważyła ten kompromis i pozytywnie zaopiniowała poprawkę Senatu. Pos. Kazimierczak dał znak – zaapelował do posłów PO o negatywne zaopiniowanie poprawki i tak się stało.
      Komentarz: Jeśli porównać wypowiedzi Pani Minister: mataczenie w Podkomisji, wyżej wspomnianą „kompromisową“ z 19.01.2011 na posiedzeniu KENM i ostatnie na posiedzeniu Senatu (te dwie ostatnie dostępne w stenogramach z posiedzeń), widać, że kłamstwo ma krótkie nogi. Niestety utrata wiarygodności nie prowadzi u nas do dymisji.
    • ford.ka Od nowa 17.03.11, 22:16
      Nasz Stary kolega pewnie i tak się nie ucieszy, ale wygląda na to, że wracamy do opcji nowego początku dla wszystkich obecnie zatrudnionych:

      www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=stronaGlowna&dep=380616&data=&lang=PL&_CheckSum=-750067773
      Każdy adiunkt czy asystent dostanie dodatkowe dziesięć lat na dokończenie dzieła. Jeśli to przejdzie przez Sejm, oczywiscie.
      • flamengista nie wiem, czy jest się z czego cieszyć 17.03.11, 22:39
        bo może trzeba by starych adiunktów pewnie zagnać do roboty.

        Ale na pewno nie w ten sposób - z dnia na dzień likwidując prawa nabyte. To był skandal i nie dziwię się oburzeniu starych adiunktów.

        Dla mnie - "młodego" adiunkta - to akurat dobrze, bo w w zalewie dziadowskich rozprawek last minute moje wypociny by z pewnością przepadły, bo "młody może poczekać".

        Więc mogę się spokojnie skoncentrować na robocie, zamiast martwić o kolejkę podstarzałych adiunktów, która zaleje CK.
      • bumcykcyk2 Re: Od nowa 18.03.11, 00:23
        Spodziewałem się tego, bo danie tylko 2 lat na habilitację nie dość, że byłoby w ogóle mało realistyczne, to jeszcze kompletnie zapchałoby ck i rady wydziałów dziesiątkami miernych popłuczyn, bronionych na siłę jako sposób ucieczki przed gilotyną. Trudno też sobie wyobrazić zwolnienie setek ludzi z każdej uczelni - takie rozwiązanie spowodowałoby rozkwit kreatywnych form zatrudnienia, typu przeniesienie adiunktów na asystentów, pracowników naukowo-technicznych , w ostateczności starszych wykładowców. 10 lat to termin realny, aczkolwiek pozostaje jeszcze kwestia "starej" i "nowej" procedury habilitacji, tzn. tego jak długo będzie można jeszcze korzystać ze starej uznaniowej ścieżki (przez 2 lata czy jednak dłużej).

        Pozbycie się radykalno-nierealnych wizji przemian pozwoli nie zdemolować kompletnie polskiej nauki, choć praktyczny zakaz drugiego etatu może wymieść sporo ludzi z państwowych uczelni. Zwłaszcza tych, dla których ww. rozwiązanie oznaczać będzie obcięcie zarobków o połowę. Opcja kilku etatów chałturniczych u prywatnych może być alternatywą (finansową).

        A zatem, chyba z dużej chmury mały deszcz...
        • adept44_ltd Re: Od nowa 18.03.11, 00:34
          no ale danie ludziom, którzy przez wiele lat nic nie robili kolejnych 10 lat jest w zasadzie kompletnym wstrzymaniem jakichkolwiek zmian... klęska
          • flamengista no nie... 18.03.11, 08:34
            10 albo więcej lat to dano im wcześniej, teraz chciano odebrać.

            Jeśli odbierać te przywileje wiecznym adiunktom, to bądźmy konsekwentni. Obcinajmy wcześniejsze emerytury dla górników i mundurowych, przywileje dla nauczycieli etc.

            W porządnym państwie prawa nie zmienia się reguł w czasie trwania gry. Błąd popełniono wcześniej, teraz chciano go bezprawnie naprawić.

            Powinny być inne instrumenty, zmuszające ludzi do rozwoju naukowego. Wbrew pozorom, nagłe wypromowanie na dr hab. wielu miernych, ale wiernych - to byłaby dopiero klęska dla polskiej nauki.
            • adept44_ltd Re: no nie... 18.03.11, 08:58

              Wbrew pozorom, nagłe wypromowanie na dr hab. wielu miernych, ale wiernych - to byłaby dopiero klęska dla polskiej nauki.

              ale wypromowanie ich w pewnym odcinku czasu jest ok?
              co do reszty, tak to skomplikowane, niemniej przywilej nicnierobienia to problem, co więcej, być może to ten przywilej jest "niekonstytucyjny", bo inni musieli zapiep...ać na tamtych???
              • flamengista znowu nie 18.03.11, 11:21
                Zdecydowana większość (z 75% w przypadku ekonomii) tzw. wiecznych adiunktów w ogóle nie zrobi habilitacji. Nawet tej marnej. Jeśli ktoś zrobił w połowie lat 90tych doktorat, mając 35 lat (wtedy to była norma - bronić doktorat w takim wieku), to teraz jest ok. 50 tki. Taki ktoś pracował na co najmniej jednym (najczęściej 1 oficjalny, dodatkowe na umowę-zlecenie) etacie i to na pełna parę. Ostatnie piętnaście lat przeżył w naukowym letargu, pisząc z konieczności parę pokonferencyjniaków i 1 artykuł do macierzystych zeszytów naukowych rocznie. Co więcej, były to najczęściej banały, albo co gorsza odgrzewane kotlety.

                Trudno z tego wykroić dorobek habilitacyjny, a co dopiero wziąć się za habilitację. Ci ludzie zapomnieli już, co to prawdziwa nauka. A nawet do napisania naukowego gniota na 250-300 stron trzeba mieć jakieś umiejętności.

                Ci ludzie, postawieni nagle pod ścianą mogli by się wziąć do roboty - co miałoby opłakane skutki. Bo nie ma szans, by w ciągu 2 lat stali się oni na powrót naukowcami. Skończyło by się na żenujących dziełkach, których pozytywne recenzje najwięksi cwaniacy by sobie "wychodzili".

                Mając habilitację, ci ludzie dorwaliby się do uczelnianej władzy i dopiero byłaby jazda. Nie mając dorobku i umiejętności naukowych, działaliby skrajnie defensywnie, blokując wszelkie inicjatywy projakościowe - zarówno w dydaktyce, jak i w badaniach. No i oczywiście blokując na wszelkie możliwe sposoby awans młodej kadry.

                Nie, w przypadku nauk społecznych, a w szczególności ekonomicznych - mówimy o straconym pokoleniu. Ci ludzie i tak zostaną na uczelni, bo nikt ich nie wyrzuci. Są za bardzo ustawieni w lokalnych układach i układzikach, w dodatku trzeba uczciwie powiedzieć że są dla uczelni wygodni. Wyrabiają setki nadgodzin, co pozwala oszczędzać na etatach. Wprost genialny materiał na przyszłych starszych wykładowców.

                Chodzi tylko o to, by ci ludzie dopracowali do emerytury na swoich stanowiskach, a w najbliższych kilkunastu, góra 20 latach - po prostu nie przeszkadzali tym, którzy chcą się rozwijać naukowo.

                A co do blokowania etatów. Jeśli faktycznie tym ludziom utrudni się dorabianie na drugim etacie, lub wręcz to uniemożliwi - część odejdzie do prywatnych, lub wejdzie w działalność biznesową (np. konsulting). Bo kapitał społeczny to oni akurat mają. Więc problem częściowo zostanie rozwiązany.
                • chilly Re: znowu nie 18.03.11, 12:20
                  Dlaczego używasz formy warunkowej, fla? Piszesz:
                  "Mając habilitację, ci ludzie dorwaliby się do uczelnianej władzy i dopiero była by jazda. Nie mając dorobku i umiejętności naukowych, działaliby skrajnie defensywnie, blokując wszelkie inicjatywy projakościowe - zarówno w dydaktyce, jak i w badaniach. No i oczywiście blokując na wszelkie możliwe sposoby awans młodej kadry".
                  A teraz jest inaczej?
                  Piszesz też:
                  "Chodzi tylko o to, by ci ludzie dopracowali do emerytury na swoich stanowiskach, a w najbliższych kilkunastu, góra 20 latach - po prostu nie przeszkadzali tym, którzy chcą się rozwijać naukowo".
                  A nie obawiasz się działania antymotywacyjnego tego systemu czy zwykłej ludzkiej zawiści? Masz oto grupę nowych (młodych zdolnych), ciężko pracującą naukowo i kontentujących się tym swoim pensum dydaktycznym (i zapłatą za tę pracę - jak dotychczas). A z drugiej strony - wspomnianych adiunktów (niechby już wtedy - starszych wykładowców), ciągnących te masę nadgodzin, zlecone czy dodatkowe etaty. I w związku z tym osiągających przyzwoite dochody.
                  Masz jakiś pomysł co z tym zrobić? A poza tym - skoro ci adiunkci są tak kiepscy naukowo, to czy mają prawo kształcić przyszłe kadry (także uczelni)? Może więc jednak nie są tacy źli, tacy słabi i tylko warunki, w jakich przyszło im żyć i pracować tak ich zdeterminowały?
                    • pfg Rotacja za 10 lat. 18.03.11, 14:32
                      pr0fes0r napisał:

                      > I jak tam? Wie ktoś, jaką wersję uchwalił Sejm ostatecznie?

                      Nie wiem, czy Sejm już głosował, czy dopiero będzie, ale jak wynika ze stenogramu wczorajszego posiedzenia, wszystkie kluby opowiedziały się za odrzuceniem odnośnej poprawki Senatu. Minister nie protestowała. Zatem wszystko wskazuje na to, że rotacja adiunktów dopiero za dziesięć (czy też może osiem - tu się pogubiłem) lat.
                      • pzgr Re: Rotacja za 10 lat. 18.03.11, 14:55
                        no i macie.
                        nikt nie wie, jak jest teraz.
                        nikt nie zna konsekwencji zmiany.
                        a zbieranina posłów głosuje, co tam sobie wyduma.
                        i mamy zreformowaną naukę, tygrysa Europy i Wszechświata.
                      • pr0fes0r Re: Rotacja za 10 lat. 18.03.11, 18:24
                        Głosował, tak wynika z informacji na głównej stronie MNiSW. Tylko wciąż nie ma tam tekstu ustawy w wersji jednolitej, uchwalonej przez Sejm. Myślałem, że ktoś z Was trafił na jakieś omówienie, bo ministerialna pomija tę kwestię.

                        www.nauka.gov.pl/ministerstwo/aktualnosci/aktualnosci/artykul/sejm-przyjal-nowe-prawo-o-szkolnictwie-wyzszym/
                  • pzgr Re: znowu nie 18.03.11, 13:28
                    a może ci adiunkci nie są tacy kiepscy?
                    może po prostu wypaleni latami orki?
                    i może są w stanie coś z siebie wydusić?
                    nikt tego nie sprawdził, nieprawdaż?
                    • adept44_ltd Re: znowu nie 18.03.11, 13:34
                      bo to chyba nie jest tak, że ktoś powinien sprawdzać... to jednak oni powinni pokazać... a jak się wypalają, to brakuje im predyspozycji do zawodu, to jest wypalający zawód, cholernie wypalający...
                      • chilly Re: znowu nie 18.03.11, 13:53
                        Zakładasz, ze przyjdą lepsi? A dlaczego mieliby przyjść? No, chyba że z tego pół miliona bezrobotnych a wykształconych, o których donosi GW. Chociaż sądzę, że najlepsi znajdują pracę. A o tych w końcu nam chodzi, prawda?
                        • adept44_ltd Re: znowu nie 18.03.11, 14:07
                          chilly napisał:

                          > Zakładasz, ze przyjdą lepsi? A dlaczego mieliby przyjść? No, chyba że z tego pó
                          > ł miliona bezrobotnych a wykształconych, o których donosi GW. Chociaż sądzę, że
                          > najlepsi znajdują pracę.

                          tak i nie, choć u siebie obserwuję, że raczej tak (z drugiej strony jakoś tych młodych genialnych niewielu, raczej), nie - gdyż zmniejszanie się ilości etatów (w zasadzie ich nie ma i tworzy się je cudem), raczej preferuje pozamerytoryczne zatrudnienie
                      • pzgr Re: znowu nie 18.03.11, 13:55
                        > bo to chyba nie jest tak, że ktoś powinien sprawdzać... to jednak oni powinni p
                        > okazać...

                        bo w PL to w ogóle nic się nie sprawdza, tylko robi się reformy w ciemno, w elsploracyjnym planie. jak wyjdzie to będzie, a jak nie wyjdzie, to już problem następnego ministra.
                        zakłada się, coś i od tego momentu tak ma być.
                        a wystarczy teorie motywowania pracowników przeczytać i wszystko będzie jasne.
                    • eli-63 Re: znowu nie 14.06.11, 01:07
                      Powracam do wątku przewodniego. Co z dodatkowymi latami zatrudnienia, tj. 2 + 8. Czyżby z gęby cholewa? Już nie mówię o tych ośmiu latach, ale te dwa to konieczność aby dobić do celu jak najmniej poobijanym.
                      • pfg Re: znowu nie 14.06.11, 08:04
                        eli-63 napisała:

                        > Co z dodatkowymi latami zatrudnienia, tj. 2 + 8

                        Całkiem świeży wątek, wpis sprzed trzech dni:

                        forum.gazeta.pl/forum/w,87574,125990996,126031263,Re_To_ile_w_koncu_doktor_ma_czasu_habilitacje_.html
                        • eli-63 Re: znowu nie 14.06.11, 12:52
                          Dziękuję za szybką reakcję. Czytałam ten wątek i nie wynika z niego, co będzie się działo w okresie vacatio legis. Czy osoba, która jest mianowana i zatrudniona na czas nieokreślony, a której przykładowo kończy się czas mianowania wynikający z 9-cio letniego okresu zatrudnienia w październiku 2011 roku będzie rotowana w lutym 2012, czy też 30 IX 2013 roku. Pozdrawiam piszących.
                          • pfg Re: znowu nie 14.06.11, 14:01
                            eli-63 napisała:

                            > której przykładowo kończy się czas mianowania wynika
                            > jący z 9-cio letniego okresu zatrudnienia w październiku 2011 roku będzie rotow
                            > ana w lutym 2012, czy też 30 IX 2013 roku.

                            Z nowej ustawy *nie wynika* konieczność przedłużenia zatrudnienia. Nowa ustawa każe od 1.10.13 liczyć ośmioletni okres zatrudnienia. Jeśli komuś zatrudnienie skończy się (na mocy dotychczasowej umowy) przez 1.10.13, nowa ustawa go/jej nie dotyczy. Jak pisałem poprzednio, jeżeli dotychczasowe zatrudnienie, na podstawie istniejącej umowy, ma się skończyć nie później niż 30.09.21, nowa ustawa takiej osoby nie dotyka w zakresie jej zatrudnienia na etacie adiunkta bez habilitacji.
                            • eli-63 Re: znowu nie 14.06.11, 22:13
                              Nieustająco dziękuję za informację. Wynika z tego istotność postulatu Prof. Malca, aby dopisać do paragrafu "na dotychczasowych zasadach". Z drugiej zaś strony robienie z "gęby cholewy", przez Panią Łybacką i Kudrycką (czytałam scenogramy), powinno zostać odpowiednio zdyskontowane przez środowisko adiunktów i asystentów. Jestem ciekawa, czy można powoływać się na te wypowiedzi w wypadku ewentualnych odwołań. Serdecznie pozdrawiam.
                  • flamengista Re: 18.03.11, 21:09
                    > "Mając habilitację, ci ludzie dorwaliby się do uczelnianej władzy i dopiero był
                    > a by jazda. Nie mając dorobku i umiejętności naukowych, działaliby skrajnie def
                    > ensywnie, blokując wszelkie inicjatywy projakościowe - zarówno w dydaktyce, jak
                    > i w badaniach. No i oczywiście blokując na wszelkie możliwe sposoby awans młod
                    > ej kadry".
                    > A teraz jest inaczej?
                    Tak, tylko rezultatem tego kuriozalnego przepisu byłoby zwiększenie liczby przeciętniaków z habilitacją. Na pewno na poprawę sytuacji na uczelniach by to nie wpłynęło.

                    > "Chodzi tylko o to, by ci ludzie dopracowali do emerytury na swoich stanowiskac
                    > h, a w najbliższych kilkunastu, góra 20 latach - po prostu nie przeszkadzali ty
                    > m, którzy chcą się rozwijać naukowo".
                    > A nie obawiasz się działania antymotywacyjnego tego systemu czy zwykłej ludzkie
                    > j zawiści?

                    Obecnie nie jest lepiej. Mamy różnych pociotków, robiących gołe pensum + fuchy na podyplomówkach + intratne zlecenia. Oraz ludzi spoza układów, którym wciska się słabo płatne nadgodziny.

                    Więc nie mam złudzeń, że będzie lepiej. Chodzi o to, by nie było jeszcze gorzej.

                    > Masz jakiś pomysł co z tym zrobić? A poza tym - skoro ci adiunkci są tak kiepsc
                    > y naukowo, to czy mają prawo kształcić przyszłe kadry (także uczelni)? Może wię
                    > c jednak nie są tacy źli, tacy słabi i tylko warunki, w jakich przyszło im żyć
                    > i pracować tak ich zdeterminowały?

                    Do kształcenia studentów nie trzeba być wybitnym naukowcem. Przynajmniej na poziomie licencjatu.

                    Owszem, warunki ich ukształtowały ale jeśli ktoś ma 45 lat i od 12-15 nie robi naukowo, to już naukowcem nie będzie. Więc szans na odwrócenie tego procesu nie ma.
                    • niewyspany77 Re: 19.03.11, 01:58
                      > Owszem, warunki ich ukształtowały ale jeśli ktoś ma 45 lat i od 12-15 nie robi
                      > naukowo, to już naukowcem nie będzie. Więc szans na odwrócenie tego procesu nie
                      > ma.

                      Miły flamengisto. Pozwól, ale skwituję: pitolenie. A teraz uzasadnienie.
                      Primo: Nie każdy robi w nauce, w której następuje autentyczny rozwój i jesteśmy o przysłowiowe dwa kroki za czołówką. Jak się domyślasz, piszę o naukach ścisłych (zapewne nie tylko). Przypuszczam, że wiesz, że są też inne nauki, gdzie jesteśmy za czołówką kroków dwadzieścia, a nawet i dwieście. Gdyby Twoja teza była prawdziwa (tzn. nie da się zacząć od zera w wieku ~8 lat po dr) to także i sam doktorat nie miałby racji bytu. Jeśli zatem faktycznie obecni n-etatowcy dostaną kolejne 10 lat na wyjście na prostą, to ja stawiam dużą flachę, że ma to umiarkowanie jakąś przyszłość. Dlaczego - 2 lata na porządne opanowanie tematu plus 8 lat na dorobek i hab. Nie dla każdego, ale przynajmniej dla tych, którzy poza uczelnią nie mają przyszłości (czytaj: kij wystarcza). Dokładnie ten sam punkt wyjścia, co u adiunkt na starcie kariery. Ci, którzy przejdą za te 10 lat na emeryturę, to sprawa zamknięta, ale co do reszty to - jak mi się wydaje - nie doceniasz motywatora.
                      Secundo: Modne podejście zakłada, że dydaktyk aka przeterminowany adiunkt = osoba wykładająca, pardon, czytająca swoje klamoty z pożółkłego zeszytu. Ja uważam, że niekoniecznie. Można być dydaktykiem bardzo "na czasie", przynajmniej w odniesieniu do "polskiej nauki", jednakże bez prowadzenia badań. Jestem też absolutnie przekonany, że znalazło by się całe stadko, mniejsze lub większe - w zależności od dyscypliny, przeterminowanych adiunktów, którzy mogli by młodego adiunkta najzwyczajniej w świecie zagiąć, co oczywiście pomijasz (bo oni nie publikują). Spisywanie ludzi na straty z racji "nicnierobienia" jest ryzykowne, w bliskiej perspektywie likwidacji 2 etatu, czy to ustawowo czy demograficznie, daje tym ludziom szanse na jako takie funkcjonowanie w polskiej nauce, a raczej na coś, co nazwałbym restartem. I ja wiem jak kochasz słówko "elitarne", ale pomyśl rozsądnie, to ma być dorobek i habilitacja szyta na n-setny garnitur krajowych elitarnych uczelni. Także w przypadku 10-letniego hab deadline - jak sądzę - odsetek habilitowanych na podstawie tekstów w ZN i podobnych, plus cienkich hab, będzie znaczny.
                      • flamengista ale tu nie chodzi o postęp naukowy 19.03.11, 09:21
                        Jeśli ktoś jest zdolny i pracowity, w większości dziedzin jest w stanie - owszem, poprzez katorżniczą pracę - w ciągu kilku lat wdrożyć się w obecny mainstream. Jeśli ktoś zaś miał taką wiedzę i pozostało nadgonić to, co zrobiono w kilka lat - wystarczy 6 miesięcy - rok wytężonej pracy.

                        Nie, nie w tym rzecz. Nie chodzi o zapóźnienie polskiej nauki. Ten problem dotyczy wszystkich - i młodych i starych pracowników nauki, radzą sobie z nim gorzej lub lepiej.

                        Tu chodzi o zamarcie pewnych nawyków, koniecznych do solidnej pracy naukowej. To tak, jakby Christiano Ronaldo zrobił sobie 2-letnią przerwę, podczas której przestawiłby się na hamburgery i piwo. Po 2 latach, z 20-kilogramową nadwagą i umiłowaniem do biesiad, odzwyczajonemu do ciężkiej pracy piłkarzowi byłoby niezwykle trudno nie tylko wrócić do starej formy, ale i do zawodowego uprawiania sportu.

                        Podobnie jest z pracą naukową. Jeśli ci ludzie - a niestety jest ich wielu - przez cały ten czas zupełnie zaniedbali nawyk codziennego (lub przynajmniej cotygodniowego) czytania książek naukowych i myślenia problemowego - będzie im niesłychanie trudno do tego wrócić.

                        W wieku 40-45 lat ludzie nie są już tak elastyczni i nie tak łatwo dopasowują się do zmian. Popatrz na dane dotyczące rynku pracy - w tym wieku przychodzi już stabilizacja, ludzie niechętnie zmieniają pracę, nawyki, miejsce zamieszkania. Owszem, mogą być świetni w tym co robią przez kolejne 20, a nawet 30 (choćby i 40!) lat, ale w tym okresie głównie będą bazować na swoim doświadczeniu i zgromadzonym kapitale (w tym i społecznym).

                        Piszesz:

                        CytatJeśli zatem faktycznie obecni n-etatowcy dostaną kolejne 10 lat na wyjście na prostą, to ja stawiam dużą flachę, że ma to umiarkowanie jakąś przyszłość. Dlaczego - 2 lata na porządne opanowanie tematu plus 8 lat na dorobek i hab. Nie dla każdego, ale przynajmniej dla tych, którzy poza uczelnią nie mają przyszłości (czytaj: kij wystarcza). Dokładnie ten sam punkt wyjścia, co u adiunkt na starcie kariery. Ci, którzy przejdą za te 10 lat na emeryturę, to sprawa zamknięta, ale co do reszty to - jak mi się wydaje - nie doceniasz motywatora.

                        Po pierwsze - jaki kij, skoro oni wcześniej nie mieli kontraktu dożywotniego, też w umowie określono do kiedy mają zrobić habilitację. Najczęściej były to umowy 9-letnie, później przedłużane przez kolejne 6 lat (2 razy po 3). Ludzie ci nabrali przekonania, że uczelnia jest stabilnym miejscem pracy - po zakończeniu terminu habilitacyjnego zamierzali przejść na starszych wykładowców. Daje im się kolejne 10 lat, z czego skwapliwie skorzystają.

                        CytatSecundo: Modne podejście zakłada, że dydaktyk aka przeterminowany adiunkt = osoba wykładająca, pardon, czytająca swoje klamoty z pożółkłego zeszytu.

                        Jasne, że nie. Często są to świetni dydaktycy, lub osoby współpracujące z biznesem. Do tego na ogół wyrabiają masę nadgodzin, więc dzięki ich pracy uczelnia oszczędza pieniądze.

                        Nigdzie nie piszę, że wieczni adiunkci są do niczego! Natomiast nie wierzę, że ci ludzie są w stanie masowo się przestawić i wrócić do aktywnego uprawiania badań naukowych.

                        CytatTakże w przypadku 10-letniego hab deadline - jak sądzę - odsetek habilitowanych na podstawie tekstów w ZN i podobnych, plus cienkich hab, będzie znaczny.

                        Jasne, tylko nawet w tym przypadku trzeba zgromadzić jakiś dorobek. Czyli minimum publikować 1 artykuł rocznie w macierzystych ZN. Pobieżna analiza dorobku niektórych wiecznych adiunktów wskazuje, że jednak tego minimum nie robili.

                        A do dorobku habilitacyjnego w ekonomii należy opublikować jednak z min. 20 artykułów/rozdziałów w monografiach. Plus napisać książkę.

                        Powtarzam: dla wielu to próg kosmiczny, absolutnie nie do przeskoczenia.
                        • ford.ka Dokonało się 19.03.11, 10:06
                          lubczasopismo.salon24.pl/naukawsalonie/news/112980,sejm-przyjal-wiekszosc-poprawek-senatu-do-ustaw-o-uczelniach
                          Odrzucono też poprawkę dotyczącą okresu zatrudnienia adiunktów i asystentów. Zgodnie z zapisami nowelizowanej ustawy adiunkt ze stopniem doktora będzie mógł pracować na swoim stanowisku tylko przez osiem lat. Tyle będzie miał czasu na zrobienie habilitacji. Analogiczny przepis ma dotyczyć magistrów zatrudnionych jako asystenci - albo zrobią w ciągu ośmiu lat doktorat i zyskają możliwość awansu, albo stracą stanowisko. Ponieważ ten przepis ma wejść w życie z dwuletnim opóźnieniem, łącznie dałoby to obecnym adiunktom i asystentom 10 lat na zdobycie odpowiedniego stopnia naukowego.
                          • ford.ka Re: Dokonało się 20.03.11, 01:57
                            Taka myśl mnie naszła w środku nocy, że ten przepis nie ma wpływu na indywidualne zobowiązania t.j. jeśli ktoś podpisał umowę siedem lat temu i zobowiązał się do habilitacji w ciągu dziesięciu, to mu zostały trzy lata, chyba że statut pozwala na przedłużenie - chociaż w takiej sytuacji i tak nie można przedłużać poza 1.10.2021 - ale jak się przedłużenia nie dostanie, to fora ze dwora. Czyli zabetonowanie obecnej sytuacji nie będzie wcale takie kompletne. Jeśli tylko uczelnia będzie chciała z tego skorzystać.
                      • adept44_ltd Re: 19.03.11, 11:23
                        1. myślę, że tak naprawdę to przerwa 2-5 letnia wyłącza z obiegu i jest nie do nadrobienia... a jeśli w jakiejś dyscyplinie nic się nie dzieje, to może trzeba ją zamknąć?!!! zresztą zwłaszcza w humanistyce, jak chcesz to robić porządnie, to nie jest tak, że siedzisz w swojej wąziutkiej działce i nic cie nie obchodzi co się dzieje poza nią,
                        2.już o tym rozmawialiśmy, taki poziom uogólnienia oczywiście utrudnia dyskusję, ale ogólnie dydaktyka robiona na podstawie podręczników to bzdura na kółkach (pozwolę sobie pożyczyć tę frazę), choćby dlatego, że podręczniki są zawsze w tyle w stosunku do tego, nad czym się pracuje...
                        • pzgr Re: 19.03.11, 11:42
                          > 1. myślę, że tak naprawdę to przerwa 2-5 letnia wyłącza z obiegu i jest nie do
                          > nadrobienia...
                          gdyby tak było, po II wojnie nauka by się nie podniosła.
                          :-)
                          • adept44_ltd Re: 19.03.11, 12:01
                            o. nie pisałem o nauce, tylko o naukowcach... a to niejaka różnica w tej kwestii...
                            1. od drugiej wojny światowej sporo się w nauce zmieniło, nie wiem, czy Kolega zauważył... i to niestety skraca możliwe przerwy...
                            2. II wś nie przerwała prac naukowców... (jednym tak - innym nie, stąd też nauka się nie skończyła)
                            3. mamy jakies symulacje, jak by wyglądała nauka bez II wś?

                            itp, itd...
          • chilly Re: Od nowa 18.03.11, 08:44
            Tyle zamieszania, "konsultacji", projektów. A wszystko po to, aby się nic nie zmieniło. No, może z wyjątkiem stworzenia możliwości przelania większej części dostępnych pieniędzy do wybranych jednostek (ten skrót - KNOW - mnie poraża).
    • sendivigius Adiunkt do wyrotowania 21.03.11, 09:53
      "...Wtedy Kuczyński ni stąd, ni zowąd łapie Balcerowicza. Co ciekawe, Balcerowicz robi doktorat w ’75 roku, a w ’89 nie ma jeszcze habilitacji. Kiedy pracowałem w Wydziale Zarządzania UW to nasi adiunkci musieli w ciągu pięciu lat zrobić habilitację. W przeciwnym razie byli zwalniani...."

      marucha.wordpress.com/2011/03/13/polska-neo-kolonia-%E2%80%93-wywiad-z-prof-witoldem-kiezunem/


      • pzgr Re: Adiunkt do wyrotowania 21.03.11, 11:32
        na fajne źródła się Sz. Pan powołuje, nie powiem.


        sendivigius napisał:

        > "...Wtedy Kuczyński ni stąd, ni zowąd łapie Balcerowicza. Co ciekawe, Balcerowi
        > cz robi doktorat w ’75 roku, a w ’89 nie ma jeszcze habilitacji. Ki
        > edy pracowałem w Wydziale Zarządzania UW to nasi adiunkci musieli w ciągu pięci
        > u lat zrobić habilitację. W przeciwnym razie byli zwalniani...."
        >
        > marucha.wordpress.com/2011/03/13/polska-neo-kolonia-%E2%80%93-wywiad-z-prof-witoldem-kiezunem/
        >
        >
      • adept44_ltd Sendi do wyrotowania... 21.03.11, 12:16
        Sendi tak zaślepiło, że nie wziąłeś pod uwagę, że Balcerowicz nie pracował na UW... swoją drogę ciekawe, po co Kieżun wrzuca tę informację, świetnie wiedząc, że nie ma ona nic do rzeczy...
        • sendivigius Re: Sendi do wyrotowania... 21.03.11, 13:32
          Alez, Adepcie, ptysiu, ja ci tylko pokazuje, zgodnie z obserwacja Kisiela o komunizmie, w czym jest problem. Zyje w kraju gdzie nie ma ani habilitacji ani rotacji adiunktow ani planu Balcerowicza. Tobie tez tego zycze, a jak ktos koniecznie chce miec silne wrazenia to ostatecznie sa kluby BDSM, ale zeby caly kraj w to zamieniac to juz przesada.
          • adept44_ltd Re: Sendi do wyrotowania... 21.03.11, 13:38
            Dziękuję Sendi, dziękuję!!!

            tylko że mnie chodziło o to, po co się ekscytujesz czymś, co jest kłamstwem...??? i dodam, że podrzucanie takich kamyczków dyskwalifikuje cały wywód, nawet, jeśli zawiera jakieś tam ziarna czegoś...

            ptyś, Adept
            • sendivigius Re: Sendi do wyrotowania... 21.03.11, 14:10
              Jak jest klamstwem to nam to wyjasnij, ja linkowalem w dobrej wierze, sam nie weryfikowalem bo co mi za roznica. .

              Ale swoja droga to pamietam sam w 89 jak Balcerowicza nazywali profesorem, wiec juz nie wiem ale tez - moge umrzec bez tej wiedzy.
                • sendivigius Re: Sendi do wyrotowania... 21.03.11, 14:39
                  adept44_ltd napisał:

                  co do pamięci..., nie zawierzaj jej nadto... ;-)


                  O tak, to racja. W szczegolnosci jak sie patrzy na kraj gdzie Ministerstwo Prawdy ma nowa wersje na kazdy sezon. Dzis Adepcie, jak czytam, bedzie okazja. Pamietasz co obiecywalo OFE za Buzka - nie zawierzaj pamieci powie ci dzis Ministerstwo Prawdy. A tak wogole Adepcie, szczescie to dobre zdrowie i kiepska pamiec - czego i tobie zycze.
        • chilly Re: Sendi do wyrotowania... 21.03.11, 20:06
          W kwestii formalnej (do Adepta). W tekście znajduje stwierdzenie:
          "Co ciekawe, Balcerowicz robi doktorat w ’75 roku, a w ’89 nie ma jeszcze habilitacji. Kiedy pracowałem w Wydziale Zarządzania UW to nasi adiunkci musieli w ciągu pięciu lat zrobić habilitację ".
          Z tego nie wynika chyba, że L. Balcerowicz pracował w UW?
    • boleslaw-33 Re: Rotacja adiunktów za 2,5 roku 05.04.11, 13:29
      Witam.
      No i jest nowa ustawa...
      Nie wiem czy się cieszyć, czy płakać.
      Pracuję na UŁ na etacie adiunkta (pracownik mianowany na czas nieokreślony). Dotychczasowe wewnętrzne przepisy UŁ stanowią, że na etacie adiunkta można być zatrudnionym bez habilitacji 8 lat (plus 3 lata - na tzw. przedłużeniu). Jeżeli przez 11 lat (8+3) od zatrudnienia na etacie adiunkta nie zrobi się habilitacji - przechodzi się na etat starszego wykładowcy albo jest się wyrzucanym na bruk (wszystko zależy od uczelnianych komisji).
      Z koleżanką z pokoju mamy nstp. sytuację:
      1. przypadek:
      Moje przedłużenie (8+3lata) wygasa akurat 30 września 2013r. - czy mam rozumieć, że nie mam co liczyć na dodatkowe 8 lat na zrobienie habilitacji? (zgodnie z wiekszością komentarzy - nowa ustawa daje "starym adiunktom" 2+8lat na zrobienie habilitacji). Paragraf 120 ustawy wchodzi w życie 01 pażdziernika 2013r. a ja tego dnia (zgodnie z wewnętrznymi przepisami UŁ) będę albo na bruku albo na etacie starszego wykładowcy...
      2. przypadek:
      Koleżance 8 lat na etacie adiunkta kończy się też 30 września 2013r. Czy w 2013 roku będzie mogła dostać dodatkowe 3 lata przedłużenia w myśl starych zasad UŁ? - wydaje mi się, że nie. Jeżeli nie - to będzie w identycznej sytuacji jak ja.
      Bardzo proszę o komentarze - zwłaszcza kolegów prawników - może jest dla nas jakieś rozsądne "wyjście" z sytuacji? (oczywiście oprócz zrobienia do 01 października 2013r. habilitacji)...
      • flamengista moim zdaniem sprawa jest prosta 05.04.11, 15:58
        Ustawa narzuca tylko ogólne rozwiązania, natomiast uczelnie mają prawo zastosować wewnętrzne regulacje.

        Jeśli przepisy uczelniane stanowiły, że na etacie adiunkta można być zatrudnionym bez habilitacji przez 8 lat + 3 przedłużenia, a przepisy ustawy wchodzą w życie w 2013 (i stanowią, że adiunkt może bez habilitacji być zatrudniony max 8 lat), to nie ma tu żadnej kolizji. Umowa się kończy i tyle.

        Na przepis o 8 latach od 2013 mogą się powoływać ci adiunkci, którzy są mianowani na czas nieokreślony przed 1 październikiem 2011. I to tylko w sytuacji, gdy przepisy wewnątrzuczelniane stanowią, że taki adiunkt może być zatrudniony przez dłużej niż 8 lat.

        Nie ma mowy o automatycznym przedłużeniu umowy o kolejne 8 lat dla wszystkich, którzy byli zatrudnieni na stanowisku adiunkta przed podpisaniem ustawy. Bez jaj:)
        • pfg Re: moim zdaniem sprawa jest prosta 05.04.11, 21:33
          flamengista napisał:

          > Na przepis o 8 latach od 2013 mogą się powoływać ci adiunkci, którzy są mianowa
          > ni na czas nieokreślony przed 1 październikiem 2011. I to tylko w sytuacji, gdy
          > przepisy wewnątrzuczelniane stanowią, że taki adiunkt może być zatrudniony prz
          > ez dłużej niż 8 lat.

          Też mi się tak wydaje. Być może sądy pracy będą miały robotę, ale wydaje mi się, że przepis daje do ośmiu (a tak naprawdę dziesięciu) lat tym, którym dotychczasowe przepisy uczelniane dawały więcej.
          • pfg Re: moim zdaniem sprawa jest prosta 05.04.11, 22:02
            Po zastanowieniu wydaje mi się, że gdyby uczelnia z dobrej woli chciała Bolesławowi przedłużyć zatrudnienie na etacie adiunkta od 1.10.13 na kolejne osiem lat, ustawa daje jej do tego *prawo* (bo czas zatrudnienia do ustawowej rotacji liczyć się będzie Bolesławowi od zera), ale w żadnym razie nie nakłada na nią takiego obowiązku. Na tej samej zasadzie koleżanka Bolesława będzie mogła dostać przedłużenie na trzy lata - do trzech lat zobowiązuje (?) uczelnię wobec koleżanki dotychczasowa umowa, która nie jest sprzeczna z obecną nowelizacją. W każdym razie supozycja, iż każdemu adiunktowi zatrudnienie przedłuża się do 30.09.21 z mocy prawa, jest błędna.

            Nawiasem mówiąc rozumiem, że Bolesław dostał 1.10.10 trzyletnie przedłużenie *na zrobienie habilitacji*. Minęło pół roku. No i...?
              • ford.ka Re: moim zdaniem sprawa jest prosta 05.04.11, 22:24
                Do likwidacji jest możliwość zatrudniania na docenta, docenci jak najbardziej zostają i będą kwitnąć do 65-tej wiosny życia, kiedy się ich odeśle na emerytury. Czyli to ostatnia chwila by się załapać na ciepłą i bezpieczną posadkę do końca życia. A jak ktoś przez przypadek zrobi habilkę, nikt nie zabrania docentować startować w konkursie na profesora.
              • pfg Re: moim zdaniem sprawa jest prosta 07.04.11, 11:49
                adept44_ltd napisał:

                > mnie ciekawi masowe przechodzenie u mnie na wydziale na docentów

                Ludzie *być może* kombinują tak: Docent jest stanowiskiem dydaktycznym, ale ma mniejsze pensum dydaktyczne, niż starszy wykładowca. Wobec tego gdy stanowisko docenta zostanie 1.10.11 zlikwidowane, docenci zostaną przekształceni w starszych wykładowców, ale na zasadzie ochrony praw nabytych będą mogli walczyć o zachowanie niższego pensum dydaktycznego.
                • ford.ka Re: moim zdaniem sprawa jest prosta 07.04.11, 20:31
                  Ile razy można powtarzać, że zlikwidowana zostaje możliwość zatrudnienia na stanowisko docenta a nie istniejące stanowiska i osoby, które je pełnią? Docenci mianowani do końca września nie zostaną w nic przekształceni, będą docentami do 65. roku życia, chyba że się ich wywali za nieróbstwo albo zrobią habilitacje.
            • boleslaw-33 Re: moim zdaniem sprawa jest prosta 06.04.11, 07:57
              pfg napisał:

              > Nawiasem mówiąc rozumiem, że Bolesław dostał 1.10.10 trzyletnie przedłużenie *n
              > a zrobienie habilitacji*. Minęło pół roku. No i...?

              No i Boleslaw miał wypadek w 2007r. Przez rok byl na zwolnieniu - kilka operacji kręgosłupa... Potem rok rehabilitacji i teraz jakoś (wbrew niektórym) nadal chodzi... Szef obiecał przejście na starszego wykładowcę, by zdjąc z niego kolejną presje... Ale obiecanki - cacanki... a głupiemu...
              Może gdyby nie obiecanki, Boleslaw zamiast senatoriów i zabiegów zapier...ałby na czworakach w terenie.... zbierając materiał do habilitacji...
              A teraz konkretne pytanie - gdybym wziął roczny urlop dla poratowania zdrowia (którego jeszcze nie wykorzystałem), czy przedłużenie wzrosło by AUTOMATYCZNIE do 4 lat?
              Czy jest to dla mnie jakieś wyjście?
              • flamengista na pewno 07.04.11, 08:49
                urlop dla poratowania zdrowia wydłuża ci ten okres - o rok.

                BTW: dziwne, że go wcześniej nie wykorzystałeś - w okresie, gdy miałeś operację i rehabilitację.

                Twój przypadek jest z resztą tak szczególny, że powinieneś z nim pójść do uczelnianej Solidarności. Oni ci lepiej doradzą (bez ironii - od tego oni są).
                • chilly Re: na pewno 07.04.11, 08:57
                  flamengista napisał:

                  > Twój przypadek jest z resztą tak szczególny, że powinieneś z nim pójść do uczel
                  > nianej Solidarności. Oni ci lepiej doradzą (bez ironii - od tego oni są).

                  A dlaczego nie do ZNP? Oni są od kartofli na zimę?
                  Pytam, bo na mojej uczelni "Solidarność" jest przede wszystkim od organizowania pielgrzymek i uroczystości religijnych. Były przewodniczący "S" przez kilka lat zasiadania z tego tytułu w senacie nie otworzył ust w żadnej sprawie, a zwłaszcza w kwestii praw pracowniczych. Za to po zakończeniu kadencji wszedł w skład najwyższych władz uczelni.