Złamałam się...

23.03.11, 20:43
... i przyjęłam drugi etat na uczelni prywatnej. Zaczynam od zaraz (umowa o dzieło), a od września na etat. I gdzieś mam "etos naukowca". I krytykę, że "chałturzę". Do niedawna jeszcze uważałam, że to nieetyczne. Dawałam z siebie wszystko na mojej alma mater. Poza tym, że rzetelnie starałam się wypełniać obowiązki naukowo-dydaktyczne, brałam mnóstwo dodatkowej roboty, za którą nie dostałam nawet złamanego grosza (np. pisanie wniosków, tłumaczenia artykułów dla szefa - na zasadzie polecenia "potrafisz to zrób", a ja głupia nie potrafiłam odmawiać...). Starałam się być dobrym naukowcem. Zdobywałam granty i publikowałam w czasopismach zagranicznych. I mam teraz za swoje. A co mam? Niecałe 1800 zł pensji adiunkta. Granty które piszę ja, ale które realizuję wspólnie z szefem, i z których mam jakieś 5%. Resztę wypłaca sobie szef jako swoje honorarium. A ja za te 5% kupuję książki i tonery. Mam jeszcze to, że właśnie się dowiedziałam, że po kilku latach ciężkiej pracy nie mam zdolności kredytowej i nie mogę kupić nawet niewielkiego mieszkanka. Mieszkam w kawalerce daleko od centrum (bo taniej), i muszę dojeżdżać na uczelnię z przesiadką autobusem i tramwajem, co mi zajmuje codziennie 1,5 godziny. Samochodem byłoby pewnie jakieś pół godziny. Ale nie stać mnie na samochód i muszę się poruszać komunikacją miejską, podczas gdy moi studenci jeżdżą "wypasionymi" brykami. I właśnie powiedziałam sobie: dość. Uczelnia prywatna zaoferowała mi dużo wyższą stawkę nawet na drugim etacie. A po habilitacji, kto wie, może nawet przejdę tam na pierwszy etat. I gdzieś mam "polską naukę". Wolę wygodne życie. Przepraszam, ale musiałam wylać swoje żale. Tak właśnie proszę Państwa żyje przeciętny polski pracownik naukowy... W Polsce "naukowiec" to synonim słowa "dziad". Czy ktoś jeszcze chętny do pracy na uczelni...?
    • pzgr Re: Złamałam się... 23.03.11, 20:52
      ja się złamałem 10 lat temu :-)
      i sugeruję przyjąć tam 1-szy etat, a drugi znaleźć "na mieście" w czymś rynkowym.
      • tocqueville Re: Złamałam się... 23.03.11, 21:09
        drugi znaleźć "na mieście" w czymś rynkowym.
        glazura?
        • pzgr Re: Złamałam się... 23.03.11, 21:58
          można być Ernestem i Młodym, ale jeżeli wolisz glazurę...
        • maria.francesca Re: Złamałam się... 24.03.11, 07:38
          Nie glazura, ale owszem, mam propozycję również z "rynku", w sensie pozauczelnianego. I właśnie rozważam tę propozycję. Dość wyzysku ;)
          • pfg Re: Złamałam się... 24.03.11, 08:43
            maria.francesca napisała:

            > Dość wyzysku ;)

            Jak to szło w tym znanym SMS-ie? "Precz z siepactwem! Chwała nam i naszym kolegom! Ch... precz!"

            Bardzo współczuję sytuacji na twojej macierzystej/dotychczasowej uczelni. Strasznie wkurzają mnie typy, które podczepiają się pod owoce cudzej pracy - tak naukowo, jak i finansowo. Ch... precz.
    • tocqueville Re: Złamałam się... 23.03.11, 20:54
      to jeszcze zależy jak uczelnia
      są uczelnie prywatne, gdzie praca nie musi oznaczać chałturzenia i rezygnacji z etosu naukowca
      właściwie, wg mnie jest jeden minus, ale o nim nie napiszę, bo mnie zaraz dala zbeszta
      • pzgr Re: Złamałam się... 23.03.11, 21:06
        są uczelnie i szkoły.
        wybrać należy uczelnię, lub szkołę, która rokuje, że takową się stanie :-)
        a z tą niedogodnością to prawda, ale też się boję gniewu taty.
    • adept44_ltd Re: Złamałam się... 23.03.11, 22:44
      no to oby tylko rekotr po 1 X ci zezwolił...
      • pr0fes0r Re: Złamałam się... 23.03.11, 22:59
        Przez trzy lata nie ma nic do zezwalania.
    • pr0fes0r Re: Złamałam się... 23.03.11, 23:00
      Bardzo dobrze. Mam serdecznie dosyć mądral mówiących mi, jak to moim obowiązkiem jest poświęcać się dla nauki. Przy czym zwykle są to ci sami posłowie, którzy po trzech dniach rezygnują z propagandowej próby przeżycia miesiąca za 1500 złotych "bo się nie da". Powodzenia!
      • maria.francesca Re: Złamałam się... 24.03.11, 07:51
        Święte słowa. Tylko zastanawiam się, skąd na tym forum biorą się tacy co popierają zapis nowej ustawy o zakazie pracy na drugim etacie? Przy obecnych zarobkach to zwyczajne dobijanie nauki...
        • zenobia44 Re: Złamałam się... 27.03.11, 11:54
          >Tylko zastanawiam się, skąd na tym forum biorą się tacy co popier
          > ają zapis nowej ustawy o zakazie pracy na drugim etacie?

          pewnie tak jak ja po części rekrutują się z tych, którzy nie mają nawet tego jednego etatu:)
          i jeśli po zatrudnieniu w drugim miejscu nie obniżysz jakości pracy (i zajęć i badań) to tylko w tym widzę jakąś 'negatywną' stronę twojego postępowania, ale mój punkt widzenia skażony jest przez ekstremalnie niską pozycję w hierarchii dziobania
          • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 12:03
            no tak, ale może trzeba było się postarać o ten etat? bo jednak uczelni opłaca się mieć kogoś na pierwszym etacie u siebie, nie?
            • zenobia44 Re: Złamałam się... 27.03.11, 14:11
              ależ ja nie mam pretensji do MF o mój brak etatu:),
              nieco zażartowałam sobie z moich i jej dylematów (bo mieć etat źle, bo wykorzystują i mało płacą, a nie mieć etatu - jeszcze gorzej, bo wykorzystują i nie płacą, mieć dwa to znów sumienie gryzie i zmęczenie ogromne, ot takie tam).
              ja jakoś mało wkrętliwa jestem i nie wróżę sobie sukcesów w dziedzinie "starania się o etat", owszem pytam, oferuję, piszę, wysyłam, ale obślizgłe metody, które widzę u moich kolegów nie dla mnie, a że na ludzi z mojej dziedziny nie ma jakiegoś ogromnego zapotrzebowania
              to na serio myślę o przekwalifikowaniu na życie pozanaukowe, może studia zacząć jakieś "zawodowe" i niehumanistyczne czy co...
    • ford.ka Re: Złamałam się... 23.03.11, 23:05
      Witamy w świecie białego człowieka, który kupuje wszystkie książki, na które ma ochotę, wyjeżdża na wakacje i płaci wszystkie rachunki w terminie, zanim zagrożą mu odcięciem wody i gazu!
    • whiteskies Re: Złamałam się... 24.03.11, 08:41
      Trzeba wyjechac na post-doca. Moze nie jest za pozno?
      To pozwala na nieco inne spojrzenie na sprawe, latwiej jest odmawiac wykonywania absurdalnych polecen i samemu pisac granty.
      • maria.francesca Re: Złamałam się... 25.03.11, 09:11
        Ale ja byłam już na kilkuletnim stażu doktoranckim za granicą :) i masz rację, to pozwoliło mi nauczyć się pisać granty. I pisałam je, owszem, tylko nic z tego nie miałam bo to mój szef jako kierownik brał większą część honorarium. Nie pytaj, kto realizował granta...
    • sendivigius Re: Złamałam się... 24.03.11, 09:09
      maria.francesca napisała:

      I gdzieś mam "etos naukowca".


      Mało to oryginalne, cała budżetówka ma "gdzieś" pracę. Nie dziw sie potem w urzędzie, na kolei, w sądzie. Nie dziw sie że twoje dziecko będzie musiało mieć korepetycje, bo nauczyciel ma gdziś swoje obowiązki. Oni wszyscy mają gdzieś. Wogóle Polacy maja gdzieś państwo. Państwo ma im dać Unia Europejska, NATO i Matka Boska Częstwochowska, a jak nie to mają to gdzieś.

      Mario, w jednym się mylisz, mianowicie w tym że to co napisałem jest poską tajemnicą narodową, wiedzą o tym wszyscy wokół i zrobią w końcu to co Hernan Cortes z Aztekami.
      • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 09:15
        a jak ci się demiurgu rozumieniu udało zrozumieć - mam gdzieś etos naukowca (zwłaszcza w tym kontekście, w którym to sie pojawiło)=mam gdzieś pracę...
        Sendi, przykro mi, ale nie dość, że jesteś sfrustrowany, to jeszcze przemawia przez ciebie zła wola... swoją drogę myślę sobie, że dyskutanci normalnie opłacani za swoją pracą dla czystej przyzwoitości nie powinni się wypowiadać na temat naszych zarobków... ale wybór należy do ciebie
        • sendivigius Re: Złamałam się... 24.03.11, 10:16
          adept44_ltd napisał:

          że dyskutanci normalnie opłaca
          > ni za swoją pracą dla czystej przyzwoitości nie powinni się wypowiadać na temat
          > naszych zarobków


          Za pracę Adepcie, za pracę, a nie za "bycie zapisanym na etat" a po za tym mającym wszystko właśnie gdzieś.

          I rozpręż się Adepcie, my wcale nie jesteśmy chytrzy, każdy może dostać taką pracę "za która będzie normalnie opłacany", nie stawiamy Adepcie, barier habilitacji i nostryfikacji, nie przyjmujemy Adepcie wedlug klucza rodzinnego i towarzyskiego. Przyjedź! Dajemy ci szansę, ale jest jeden warunek - jak się okarze że masz wsystko gdzieś, jak się okaże bywasz w pracy raz na tydzien aby poplotkować, jak uważasz ze pieniądze z grantu to twoje prywatne, jak myslisz ze pokonferencyjniak z Pcimia to publikacja naukowa, jak myślisz że doktorant to twoja sekretarka, jak myślisz ze student to matoł, jak uważasz ze sprzęt uczelniany to miejsce do trzepania fuch rękami pracowników, jak myślisz że należy ci się 3 miesiące wakacji i wiele temu podobnych to złamiesz Adepcie podstawowe prawo fizyki i wylecisz z posady "za którą jesteś normalnie opłacany" z prędkością większą niż prędkość światła.
          • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 10:22
            pycha przemawia przez ciebie Sendi, nie bierzesz pod uwagę, że tu ktoś może pracować 3 razy więcej niż ty za 3 razy mniejsze pieniądze, to mniej więcej tyle...
            co do reszty drogi Sendi, bywa różnie, bo ja np. jeszcze na studiach spotkałem uczonego z twojej cywilizacji (przyjechał nauczać w ramach Fulbrighta) - jego uczciwość polegała na tym, że się poddał po 3 zajęciach... twierdząc, że wiemy więcej... racz zauważyć, że nie twierdzę, że wszyscy w juesej tak mają, mówię - różnie się zdarza...
            co do dalszej reszty - musisz mieć naprawdę mało do powiedzenia i gdzieś w twobie tkwi świadomość, jak bardzi bredziesz, powtarzając to, co powtarzasz...
            • dala.tata Re: Złamałam się... 24.03.11, 10:40
              ja akurat sie z toba zgadzam, adepcie, ze jest wiele osob w PL, ktorzy pracuja duzo i ciezko. maja niezle wyniki na dodatek. i najgorsze jest to, ze ci ktorzy zapieprzaja jak male samochodziki, dostaja taka sama pensje jak ci, ktorzy sie opieprzaja (a takich, przyznasz, jest wiekszosc przynajmniej w naszych okolicah naukowych).

              ale co do reszty, w ktorym miejscu sendi bredzi? ze doktoranci bywaja sekretarkami? czy moze, pracownicy uwazaja studentow za matolow (nie przeszkadza im to oczywiscie brac pensji z czesnego tych matolow), fucha na sprzecie pracowym tez sie nie zdarza? i teraz ja sie nie chce wypowiadac na temat tego, jak to jest czeste, rzadkie, problematyczne. jednak zgodzimy sie z tym, ze nie ma powszechnych mechanizmow ktore moglyby ukrocic takie zachowania.

              w sasiednim watku masz doktoranta, ktorego promotor chce naciagnac na taksowke i dodatkowa noc w hotelu!!! i, wedle slow doktotranta, uczelnia zdaje sie to akceptowac. to tez jest bredzenie? a wydaje mi sie, ze sendi wlasnie o tym mowi miedzy innymi.
              • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 10:55
                "wydaje mi się" jest dość celnym autokomentarzem...

                poza tym, nie wchodząc w szczegóły, bo probelm wynika z "wydaje mi się", mnie naprawdę mało obchodzi i mało powinno obchodzić, że ktoś reprezentuje sobą patologię i w żaden sposób nie powinno to wpływać na status ludzi pracujący (dodam, że w cywilizacji też to różnie bywa... może gdybym mieszkał w Albanii w latach 70. uwierzyłbym w ten raj pracusiów, który się wyłania z wypowiedzi Sendiego, jeden przykład podałem, z googli wynika, że facet, o którym pisałem, ma w USA sporo fuch...),

                z całą sympatią Dala, ale myślę, że wypowiadanie się na temat wyborów drugiej pracy przez osobę, która ma doktorat, pracuje jak mrówka i nie dostaje 2000 tysięcy miesięcznie nie uchodzi w przypadku ludzi zarabiających o wiele więcej... tyle w temacie, nie wałkujemy tego, co było już wiele razy...
                • dala.tata Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:20
                  dlatego ja sie nie wypowiadam na temat wyboru drugiej pracy, nie wypowiadam sie na temat indywidualnych wyborow tego typu w ogole, wlasnie dlatego bo mnie one nie dotycza.

                  odnoslem sie do twojej odpoweidzi na konkretna wypowiedz sendiego, ktory, wedle mnie, nie bredzi wcale. i akurat wydaje mi sie, ze powinno cie obchodzic, czy kolega z pokoju obok traktuje doktoranta w sposob nierpofesjonalny. mysle ze to wszysttkich powinno obchodzic.
                  • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:25
                    ale jesteś przekonany, że ten wątek jest na ten temat???
                    bo on był dokładnie na temat tego, że ktoś zapieprzający ma dość... więc reszta jest kompletnie nie na temat... takie lustro dla piszących...

                    he he, ale ja nie powiedziałem, że nie obchodzi mnie, jeśli ktoś w pokoju obok traktuje nieprofesjonalnie doktoranta, więc też nie wiem, skąd to tu...napisałem coś zupełnie innego, tym razem niezbyt głębokiego... ;-)
                • salzburg Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:40
                  Czy my aby nie przasadzamy w tym autobiczowaniu się. Powiem szczerxze, że jak czytam niektóre wątki to zastanawiam się czy my aby na pewno wszyscy pracujemy w Polsce. O większości wymienianych tu sytuacji ja w ogóle nie słyszałem. Czy ktos na tym forum albo w kregu jego znajomych wpadł na pomysł by kazac doktorantowi z własnej kieszeni fundować przelot samolotem czy taksówke, albo hotel, czy rzeczywiście robimy z doktorantów sekretarki (pomijam np. pomoc przy organizacji konferencji - nigdy to nie jest wysiłek który zajmowałby mu wiele godzin). Zresztą pokazcie mi doktoranta (w naukach społecznych co siedzi w Katedrze). Nb niedawno w innym watku był zarzut, że sami ponoc nie siedzimy w pracy tylko sie szwendamy po miescie. Co do nieszczesnego obiadu. Tez mi saobie trudno wyobrazić sytuacje, że promotor każe doktorantowi organizować obiad. Jest taki zwyczaj, po doktoracie to się praktykuje, ale jak nie ma to nic się nie dzieje, zazwyczaj inicjatywa wychodzi od doktoranta.
                  Chyba za często bierzemy przypadki wyimaginowane (papier jest cierpliwy i wszystko zniesie), albo naprawde sporadyczne za norme w polskich uczelniach - i zaperzamy się w potępianiu wszystkiego w czambuł.
                  • dala.tata Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:45
                    nie, ale znam na przyklad promotorow wysylajacych doktorantow po zakupy. wiesz typu: kilo ziemniakow, pare pomidorow. niespecjalnie wiem tez dlaczego pomoc przy konferencji ma sie nie liczyc, zakupy to przynajmniej pol godziny, konferencja to obciazenie na wiele godzin. wyjasnij wiec, dlaczego to pomijasz?
                    • pfg Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:54
                      Gdy my organizujemy konferencje, *każemy* doktorantom pomagać. Za to doktoranci nie płacą za udział, za bufet, za bankiet, więc w pewnym sensie to odpracowują. Nb, pracownicy wydziału też nie pobierają dodatkowego wynagrodzenia za organizowanie konferencji, więc w tym sensie doktoranci traktowani są tak samo, jak my. Aha, płacimy doktorantom za ich udział w konferencjach zewnętrznych.
                      • dala.tata Re: Złamałam się... 24.03.11, 12:10
                        ja nie mam trudnosci z tym, ze dokotranci musza cos zrobic. i dopoki sa przejrzyste warunki (tak jak o tym mowisz), to wszystko gra i buczy. czym zupelnie innym jest doktorancka obsluga konferencji, ktora organizuje promotor.

                        i znow, nie tylko mysle, ale wiem, ze nie zawsze jest tak, jak mowisz.
                        • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 12:43
                          a z ciekawości gnoseologicznej zapytam, kto w cywilizacji zajmuje się taką obsługą konferencji...?
                          • dala.tata Re: Złamałam się... 24.03.11, 16:08
                            z mojego doswiadczenia roznie. skrzynka kontaktowa jest najczesciej sekretarka, albo jeden z organizatorow. do pomocy sa zazwyczaj studenci (czasem sie im placi czasem nie - jednak zawsze maja wybor - nie musza tego pomagac).

                            adept44_ltd napisał:

                            > a z ciekawości gnoseologicznej zapytam, kto w cywilizacji zajmuje się taką obsł
                            > ugą konferencji...?
                    • salzburg Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:57
                      Konferencje katedra organizuje raz do roku - angażują się w jej organizacje wszyscy, którzy w niej uczestniczą. Wiec szef, adiunkci także doktoranci. Każdy jednak wykonuje tylko wycinek pracy, a doktoranci na pewno nie odwalaja natrudniejszej części. Poza wszystkimsą są członkami zespołu, niektórzy pewnie uzaliby, że wyłączenie ich z tych przygotowań jest w stosunku do nich szykaną albo wotum nieufnosci. Wiem ponieważ niektórzy z moich mieli pretensje jak ich nie zaprosiłem na zebranie Katedry (myśląc właśnie, że nie bede im zabierał czasu). Teraz zapraszam choć sprawy omawiane ich nie dotyczą, ale jeżeli chcą miec poczucie wspólnoty to ja sie tylko ciesze (niestety nie mogę im zagwarantować etatu). Poza wszystkim doktorantowi nie zaszkodzi jak zobaczy jak się organizuje konferencje (będzie miał jak znalazł na przyszłość).
                      ps. pamietam jak zaczynałem prace to jak szef wchodził pytałem go kawa czy herbata. I robiłem - bo go szanowałem i niezmiernie ceniłem - i tak jest po dzis dzień on do mnie po imieniu a ja do niego szefie albo profesorze. Choc dzisiaj do głowy by mi nie przyszło by prosić doktoranta o robienie herbaty.
                      • salzburg Re: Złamałam się... 24.03.11, 12:01
                        Jeszcze dodam a propos tego co napisał PFG - tez opłacamy doktorantom udział w konferencjach, finansuje w miarę możliwości ich wyjazdy do archiwum, koszty ksero, zakup książek. Wszyscy mają laptopa ze srodków katedry, mają swoje miejsce pracy, papier, toner. Uczestniczą w grantach i maja z tego honorarium lepsze niż pozostali bo nizej opodatkowane. itd.
                    • pr0fes0r Re: Złamałam się... 24.03.11, 18:05
                      dala.tata napisał:

                      > nie, ale znam na przyklad promotorow wysylajacych doktorantow po zakupy. wiesz
                      > typu: kilo ziemniakow, pare pomidorow. niespecjalnie wiem tez dlaczego pomoc p
                      > rzy konferencji ma sie nie liczyc, zakupy to przynajmniej pol godziny, konferen
                      > cja to obciazenie na wiele godzin. wyjasnij wiec, dlaczego to pomijasz?

                      A ja znam sporo przypadków z najpiękniejszego z krajów za Wielką Wodą, gdzie doktoranci traktowani są jak szmaty, ordynarnie wyzyskiwani w zamian za prawo dopisania się do artykułu sygnowanego nazwiskiem szefa - i co z tego? Czy mam z tego pretensje do naszego forumowego autorytetu transoceanicznego, że jeszcze nie dokonał aktu samospalenia przed budynkiem Kongresu w ramach protestu wobec tej sytuacji?

                      Zaczynam mieć serdecznie dosyć świętojebliwych autorytetów moralnych, które na każdy przejaw niezadowolenia z kondycji szkolnictwa wyższego w Polsce reagują kazaniem ex cathedra na temat "Bo wy w Polsce leniwe skurwysyny jesteście i zasługujecie na takie traktowanie".
                      • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 18:08

                        Zaczynam mieć serdecznie dosyć świętojebliwych autorytetów moralnych, które na każdy przejaw niezadowolenia z kondycji szkolnictwa wyższego w Polsce reagują kazaniem ex cathedra na temat "Bo wy w Polsce leniwe skurwysyny jesteście i zasługujecie na takie traktowanie".

                        dziękuję, od dawna się zastanawiałem, jak to wyrazić!
                      • dala.tata Re: Złamałam się... 24.03.11, 18:53
                        nie wiem, czy to do mnie/o mnie, jesli tak, to do swietojebliwosci nie przyznaje sie, do autorytetu moralnego jeszce mniej. nie poczuwam sie tez do tych kazan, moze sendi sie bedzie poczuwal. o lenistwie tez nigdy nic nie powiedzialem.

                        przyznaje sie natomiast, ze wkurza mnie mocno, gdy za kazdym razem gdy sendi, bo od niego sie ta wymiana zaczela, wchodzi w tryb krytyki, odpoweidz brzmi: bredzisz, majaczysz, jestes taki i owaki. ja sie z wieloma krytykami sendiego nie zgadzam (wg mnie sendi chirurgie chce robic mlotem pneumatycznym), jednak mysle ze on az tak to nie bredzi i dlatego sie odezwalem.

                        mnei po prostu nie odpowiada wizja swiata, w ktorym okazuje sie, ze jedynym problemem nauki w PL sa male pensje, no i jeszcze glupi studenci. poza tym, wszystko jest super i swiat sie powinien od nas uczyc.

                        a co do nauki w najlepszym ze swiatow, krytykuj, ile dusza wlezie. mnie to rybka. mozemy tez krytykowac drugi najelpszy ze swiatow, rowniez mi to rybka. ale wiem, krytykowanie US czy UK nie kwalifikuje sie do etykiet.
                      • sendivigius Re: Złamałam się... 27.03.11, 14:45
                        pr0fes0r napisał:

                        > Zaczynam mieć serdecznie dosyć świętojebliwych autorytetów moralnych, które na
                        > każdy przejaw niezadowolenia z kondycji szkolnictwa wyższego w Polsce reagują k
                        > azaniem ex cathedra na temat "Bo wy w Polsce leniwe skurwysyny jesteście i zasł
                        > ugujecie na takie traktowanie".


                        Ja tez umie puscic wiache. Ja tez znam przypadki zlego traktowania doktorantow za wielka woda. Znam skorumpowanych politykow i bezsensowne przepisy. Ale liczy sie jednak suma wszystkiego. Tak jak Bumcyk, mozesz sie po prostu obrazic - tyle ze co z tego. Gdzie jest napisane ze Polska musi byc krajem rozwinietym i zorganizowanym? Nie chce to nie bedzie - i tyle, zaden kowboj z Kansas nawet sie o tym nie dowie, bo co go to obchodzi, ma swoj kraj. A nad Wisla moga byc takie Taplary jak z Konopielki Redlinskiego. A moze lepiej moglbyby byc gdyby nie geo-polityka. Za wielka woda jest duzo ludzi ktorzy korzenie wywodza z krajow ktore nie istnieja, albo nigdy nie istnialy, albo istnieja tylko nominalnie bo jest tam permanetny bajzel, wojna i ruchawka. Ale na codzien wcale sie tym nie przejmuja, maja swoje prace i swoje zycie. "Kto do kogo ma interes?" - to jest pytanie na ktore udzielasz sobie zlej odpowiedzi.
            • sendivigius Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:23
              adept44_ltd napisał:

              > pycha przemawia przez ciebie Sendi, nie bierzesz pod uwagę, że tu ktoś może pra
              > cować 3 razy więcej niż ty za 3 razy mniejsze pieniądze, to mniej więcej tyle..

              Nie pycha Adepcie tylko statystyka. To co ty mowisz to sie od czasu do czasu zdarza, to co ja mowie to jest srednia typowa i statystyczna. Zachowujesz sie Adpecie jak to prymitywne plemie co nie laczy seksu z prokreacja. Przyjezdza nagle jakis misjonarz z juesej i im mowi ze od bzykania to niestety sa dzieci, a oni swoje ze juz tyle lat tu sa i lepiej wiedza i wszyscy tak uwazaja i niech ten misjonarz nie bedzie taki zarozumialy bo go zjedza na kolacje.

              Statystyka, jak i potoczna obserwacja, mowi ze Polska jest krajem biedniejszym, i to nie jest zrzadzenie Niebios, tylko przyczyna musi gdzies byc. I jesli nawet zjecie misjonarza/zabanujecie mnie z forum to od tego nie stanie sie ani Polska bogatsza ani biologia prokreacji sie nie zmieni.

              ps. fundacja Fullbrighta, jak i jej stypendysci to osobny (i cuchnacy) temat.
              • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:26
                już wiem, choć od dawna podejrzewałem, ty nie rozumiesz słowa pisanego... biały misjonarzu... co gorsza też nikt cię nie chce zjeść... paskudny dzień...
                • sendivigius Re: Złamałam się... 24.03.11, 12:33
                  adept44_ltd napisał:

                  > już wiem, choć od dawna podejrzewałem, ty nie rozumiesz słowa pisanego


                  Tyle lat z tym przeżyłem to już taki umrę. Amen.
                  • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 12:43
                    jeśli jesteś z tym szczęśliwy, nie przeszkadza mi to..
          • maria.francesca Re: Złamałam się... 24.03.11, 20:30
            Do Adepta: dzięki za poparcie.
            Sendivigius, chyba niezbyt dokładnie przeczytałeś mojego posta. Jak zauważył Adept, nie widzisz różnicy pomiędzy moim ironicznym stwierdzeniem o "etosie naukowca" a wywiązywaniem się z obowiązków. Nie powiedziałam, że przestanę publikować czy zacznę olewać dydaktykę - ale że muszę skończyć z darmową harówką na rzecz kogoś innego, poświęcając zaoszczędzony czas na zarobkowanie na drugim etacie. Powiedz mi, niby w imię czego mam pracować za 1800 + darmowe nadgodziny, skoro mogę zarobić trzy razy tyle poświęcając tyle samo czasu i nie zaniedbując przy tym moich obowiązków? A może Ty jesteś jednym z tychco to uważają, że młody adiunkt powinien zaszczycony całować swojego szefa po stopach za to że ten łaskawie pozwala mu pracować? I na wspomnienie o wypłacie pieniędzy z grantu ma argument o minimalizmie życia: "jak ja byłem młodym adiunktem jeździłem tramwajem i mieszkałem w akademiku" "siedziało się na uczelni do późna w nocy bo szef kazał"... Sorry, ale ja tak nie chcę żyć.
            • sendivigius Re: Złamałam się... 25.03.11, 09:19
              Przeczytałem twojego posta jak najbardziej dokładnie. A różnicy nie widzę dlatego że już mam trochę lat i wiem jak deklaracje rozmijają się z rzeczywistością – takie są realia miła pani. A są one takie że nie da się pracować na dwa etaty – zwyczajnie się nie da, co można wyliczyć z ołówkiem i zegarkiem. Więc jak ktoś tak robi to naciąga jednego albo drugiego. Ponieważ prywatny naciągać się nie da pozostaje państwowy. Oczywiście zaraz powiesz że pracownicy naukowi nie mają czasu pracy z czego wyciągniesz banalny wniosek że w ogóle nie maja żadnych obowiązków wobec państwowej uczelni poza odklepaniem 2 godzin na tydzień, a przy odpowiednim przesuwaniu i zamianach można tak ustawić aby odklepać 8 raz na dwa lata. Powiesz że taka jest ustawa i powiesz że górnicy to palą opony pod Sejmem a naukowcy to są lepsi. Właśnie to ci "etosowi" naukowcy i to bez palenia opon pod Sejmem załatwili sobie ustawę z przywilejami o jakich żadna ale to absolutnie żadna grupa zawodowa nie może nawet pomarzyć.

              Moja droga, wyobraź sobie ze dla górników też została uchwalona taka ustawa, że nie mają żadnego obowiązku przychodzenia do pracy, wyobraź sobie że nie maja takiego obowiązku ani policjanci ani sędziowie, ani motorniczy tramwajów ani maszyniści pociągów, nie mają godzin sklepy ale kiedy im się przypomni to sobie ekspedientki idą do domu, albo przedszkolanki w przedszkolach też i pielęgniarki w szpitalach też, i strażacy na służbie idą sobie na prywatny drugi etat – bo im mało płacą na pierwszym. Wyobraź sobie!

              Dlatego nie pomstuj na górników, na rolników i na innych – oni w przeciwieństwie do was jeszcze zupełnie uczciwie pracują. To wy jesteście pasożytem-tasiemcem tego kraju. Nie strój się wiec w żaden etos. I nie wychodź do telewizora i nie rozprawiaj dlaczego Polska jest krajem jakim jest, bo właśnie ty położyłaś na tej budowli bylejakości i bałaganu cegiełkę większa niż średnia. Piszesz że nie chcesz tak żyć ale właśnie własnymi rękami gmach byle jakiego życia sobie budujesz.

              To co naprawdę mnie przeraża to nie jest to, że chcesz ukręcić kasę na lewo –to banalne. Przeraża mnie naprawdę to ze inni takie metody popierają, nie wstydzą się ani tego co robisz ty - i oni sami; i nie wstydzą się tego poparcia. Śmierć frajerom – ot co.

              Zarobioną kasą możesz długo się nie nacieszyć – rąbną ci ją w ciemnej ulicy – policjant w tym czasie będzie na drugim etacie u prywatnego.
              • charioteer1 Re: Złamałam się... 25.03.11, 09:31
                Nie chrzan, sendi. Juz liczylismy z olowkiem w reku, ze tydzien ma 168 godzin. Pierwszy etat u panstwowego to 40 godzin tygodniowo (w praktyce wiecej), drugi etat u prywaciarza to 3 godziny tygodniowo (zegarowe, dla profesora, bez dodatkowych zobowiazan).
                • tocqueville Re: Złamałam się... 27.03.11, 11:24
                  Nie chrzan, sendi. Juz liczylismy z olowkiem w reku, ze tydzien ma 168 godzin. Pierwszy etat u panstwowego to 40 godzin tygodniowo (w praktyce wiecej), drugi etat u prywaciarza to 3 godziny tygodniowo (zegarowe, dla profesora, bez dodatkowych zobowiazan).

                  nie wyobrażam sobie pracy na dwa etaty. Dla mnie to abstrakcja. Oczywiście mówię o porządnej pracy na dwóch etatach (sumienne przygotowanie, dostepnośc dla studentow, biurokracja, sprawdzanie prac) + praca naukowa (u mnie to czasem kilkanaście godzin dziennie )
                  - no chyba że ktoś nic nie robi naukowo i ma dwa etaty dydaktyczne
                  ew. jak ktoś nie ma rodziny (dzieci)
                  • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 12:02

                    wyobraźnia to jedna rzecz - a świat druga, zapewniam, i znana mi linia podziału to nie lenie na dwóch etatach i geniusze na jednym... reszta na mailu...

                    co do rodziny, no tak, ale jak ma rodzinę, to ktoś mu ją musi utrzymać... żona/mąż, mamusia/tatuś etc... - i wtedy może się wyżywać naukowo...
                    • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 12:20
                      tak jak już pisałem, drugi etat to taki przywilej dopłacania do polskiej nauki... państwo pozwoliło mi ją finansować... mogę się normalnie utrzymać, mogę kupić to, co jest mi niezbędne do mojej pracy...
                      i oczywiście jest różnie, jedni idą tylko w zarabianie i dydaktykę, inni nie, niemniej jak się zaczyna życie bez szeroko pojętego sponsora utrzymanie się w dużym mieście nawet za pensję profesorską (choć zaraz rzuci mi się tu do szyi ford, któremu habilitowani zabierają ostatnią miskę zupy) - mówię o pensji nadzwyczajnego, z niekoniecznie maksymalnym stażem pracy - może być wyzwaniem, a co dopiero w przypadku asystenta, adiunkta...

                      propozycja jest prosta - zakaz absolutny drugiego etatu i godziwe pieniądze... natomiast kupienie grypsu o przywileju drugiego etatu niezbyt dobrze świadczy o zdolnościach rozumienia kupującego

                      i jeszcze jedno, jeśli sendi musiał znienawidzić wszystkich i wszystko, bo nie było dla niego miejsca (utopia amerykańska, jak wynika z wypowiedzi sendiego, też zresztą niezbyt się zrealizowała), no to ja jestem przerażony przyszłością, gdyż rośnie nam armia o niezwykłym potencjale frustracji i resentymentu...
                      swoją drogą - niezły artykuł Baumana, między innymi na ten temat


                      www.social-europe.eu/2011/03/on-the-shaky-prospects-of-meritocracy/
                  • sendivigius Re: Złamałam się... 27.03.11, 14:23
                    Jezeli tak jest jak piszesz, ze drugi etat u prywaciarza to 3 godziny, to po jakiego grzyba w ogole pracujesz na pierwszym? Wez dwa razy po 3 godziny u 2 prywaciarzy.

                    Bo tu jest miejsce gdzie wszyscy udaja glupiego. Te 3 godziny u prywaciarza to jest 3 godziny ale pod warunkiem ze ma sie ten pierwszy u panstwowego. To na nim przygotowuje sie te "3" godziny, to na nim jest biblioteka, laboratorium, doswiadczenie i co tam trzeba, w tym przede wszystkim magiczne tytuly, ktore decyduja o tym ze prywaciarz wogole moze funcjonowac w systemie szkolnictwa wyzszego. Gdyby bylo inaczej to prywaciarz by wzial kogos z ulicy, zawsze, chocby z nudow, pracowalby wiecej niz te "3" godziny. Wiec ostatecznie brakujace 37 godzin u prywaciarza jest odbebniane na panstwowym, wiec ostatecznie na panstwowym pracuje sie wlasnie 3, a 37 to jest fucha dla prywaciarza.
                    • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 14:25
                      czy to jest jakiś nowy rodzaj matematyki??? nieznany dotąd...?

                      poza tym (choć i to już wystarczy), drogi Sendi, pomyłką jest traktowanie 2.etatu jako przywyleju, a ty traktujesz to w ten sposób... tych pomyłek jest więcej u ciebie... bo widzisz, punkt wyjścia jest taki - jeśli wyrabiam swoje obowiązki w swoim miejscu pracy, mogę robić co chcę w moim czasie wolnym...
                    • charioteer1 Re: Złamałam się... 27.03.11, 15:21
                      Wiec ostatecznie brakujace 37 godzin u prywaciarza jest odbebniane na panstwowym, wiec ostatecznie na panstwowym pracuje sie wlasnie 3, a 37 to jest fucha dla prywaciarza.

                      Drogi sendi! Naprawde zapetlila ci sie calkiem ta matematyka. Nie, nie, nie! Panstwowy nie jest glupi i na 3 godziny tygodniowo nie pojdzie. Prywaciarz tez nie jest glupi i wie, ze jezeli kaze pracowac wiecej niz 3 godziny, to straci i pracownika, i studentow. Wiem, ze nie mozesz zadna miara tego pojac, ale tak wlasnie jest.
              • adept44_ltd Re: Złamałam się... 25.03.11, 09:36
                żenujące...
              • maria.francesca Re: Złamałam się... 25.03.11, 14:23
                Nie chcę cię obrażać, ale doprawdy żałosny jesteś, sendivigius. To by w zasadzie wystarczyło za cały komentarz twojego postu. Pewnie znasz piramidę potrzeb Masłowa. No więc jeśli mi brakuje środków na podstawowe potrzeby, jak mieszkanie i jedzenie, (a za 1800 ciężko jest wiązać koniec z końcem, co ci pewnie nie przyszło do głowy...) to "etos naukowca" mam gdzieś. Takie są prawa natury, bardzo mi przykro. Wiesz co? Ty mi bardzo przypominasz mojego szefa. Twierdzi on, że młody doktor musi najpierw "zmięknąć", a to zmiękczanie odbywa się poprzez m.in. dodatkową pracę bez zapłaty która nie należy do moich obowiązków (np. tłumaczenia JEGO artykułów bez mojego współautorstwa), pisanie grantów z których on potem bierze większość pieniędzy (i których nie realizuje), a ja mam ochłapy. Słowem, wyjątkowo perfidny typ. Sam jeździ najnowszym audi i ma willę pod miastem (też pracuje na dwóch etatach...), ale jego adiunkt to może sobie choćby na piechtę za...lać codziennie (bo go nawet na bilet tramwajowy niedługo nie będzie stać...) a spać pod mostem. Byle tylko zasuwał od rana do nocy jak robot, i najlepiej żeby nie miał żadnego życia poza uczelnią.

                Aha, i nie chrzań mi o policjantach i górnikach, którzy zarabiają duuużo więcej. I nie wydają środków na książki czy badania. Bo ja muszę niestety dokładać na to z własnej, skromnej pensji. Takie są realia.
              • pr0fes0r Re: Złamałam się... 25.03.11, 16:30
                Mój drogi, wyobraź sobie, co zważywszy na siłę Twojej wyobraźni, powinno przyjść Ci bez trudu, że rzeczony górnik przychodzi w poniedziałek rano do kopalni, a sztygar go informuje, że albo sam sobie kupi kombajn do kruszenia węgla, albo będzie musiał to robić widelcem, bo kopalnia niestety na to pieniędzy nie ma - no ale etos górnika przecież zobowiązuje, a ściepa na taśmociąg będzie w przyszłym tygodniu, za to z Unii dostaniemy używany wagonik, sztuk jeden.

                I potem wyobraź sobie, że w naszej pięknej polskiej rzeczywistości akademickiej oczekuje się od nas stachanowskiego zapału przy fedrowaniu węgla widelcem. A jeśli nie potrafisz sobie tego wyobrazić, zechciej odpieprzyć się ze swoim transoceanicznym protekcjonalnym tonem besserwissera.
              • maria.francesca Re: Złamałam się... 25.03.11, 17:04
                Jeszcze kilka rzeczy.

                >To wy jesteście pasożytem-tasiemcem tego kraju.

                Jesteś trollem? Czy lubisz obrażać?

                > nie wychodź do telewizora i nie rozprawiaj dlaczego Polska jest krajem jakim jest, bo właśnie ty położyłaś na tej budowli bylejakości i bałaganu cegiełkę większa niż średnia. Piszesz że nie chcesz tak żyć ale właśnie własnymi rękami gmach byle jakiego życia sobie budujesz.<

                Tak? A to niby czemu? Prowadzę zajęcia dydaktyczne, piszę i realizuję granty naukowe, publikuję w wysokopunktowanych czasopismach zagranicznych. Moje prace są cytowane. Mało tego, robię też dużo dodatkowych rzeczy które do moich obowiązków nie należą - za darmo. Czyli zapieprzam dużo więcej niż przeciętnie wymaga się od przeciętnego pracownika naukowo-dydaktycznego. Co mam jeszcze robić żeby nie być "pasożytem"? Chwycić za miotłę a naukę uprawiać w wolnym czasie, dla hobby i rozrywki? Czy to coś złego, że chcę godnie zarabiać za swoją ciężką pracę?

                >To co naprawdę mnie przeraża to nie jest to, że chcesz ukręcić kasę na lewo –to banalne. Przeraża mnie naprawdę to ze inni takie metody popierają, nie wstydzą się ani tego co robisz ty - i oni sami; i nie wstydzą się tego poparcia. Śmierć frajerom – ot co.<

                A wiesz, co mnie przeraża? Że nie rozumiesz podstawowych pojęć, których używasz, a zabierasz głos w dyskusji... Wiesz, czym jest "kasa na lewo"? Pokaż mi w którym miejscu tak napisałam. Pozostaje mieć nadzieję, że lepiej orientujesz się w swojej dyscyplinie naukowej, bo wiedzę na temat sytuacji nauki w Polsce masz znikomą...
                • adept44_ltd Re: Złamałam się... 25.03.11, 17:10
                  swoją drogą, Sendi, a jeśli ci "wy", do których piszesz, mają większy dorobek od ciebie i pracują więcej niż ty? to jeśli oni są pasożytami, to co z tobą.... a bierzesz sporo większe wynagrodzenie... o to tyle...w tej kwestii
                  • sendivigius Re: Złamałam się... 27.03.11, 15:00
                    adept44_ltd napisał:

                    > swoją drogą, Sendi, a jeśli ci "wy", do których piszesz, mają większy dorobek o
                    > d ciebie i pracują więcej niż ty?


                    W mojej dziedzinie, choc nie w tej malej dzialce ktora uprawiam, jest duzo osob w Polsce co maja duzo wieksze osiagniecia. Tyle ze ta "moja dziedzina" to jest wlasnie ta czesc uniwersytetu o ktorej pisal Marcinkowski i ktora by sie chetnie oddzielila. Tu nie drugich i trzecich etatow, choc jest tez lista wspolnych patologii, takich samych dla calego polskiego systemu szkolnictwa wyzszego.

                    Ale argument zrozumialem - dopoki nie masz Nobla to morda w kubel. Ja nie mam i ty tez nie masz Adepcie. Jak juz oboje dostaniemy to na obiedzie u krola Szwecji wymienimy konstruktywne uwagi o szkolnictwie wyzszym - tyle ze po co nam to wtedy - my juz Nobla mamy.
                    • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 15:05
                      nie, nie zrozumiałeś argumentu... ale nie będę ci tłumaczył, co on oznacza, myślę, że każdy, kto nie ma przyłoniętych oczu własnym bólem, jest w stanie to zrozumieć...
                      • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 15:10
                        a jeszcze inaczej...

                        jeśli tak jest, jak piszesz - jeśli ci ludzie mają większy dorobek i pracują za duuuużo mniejsze pieniądze, elementarna przezwoitość powinna ci nie pozwolić pisać tego, co piszesz, no ale, jak już wspomniałem, wybór jest twój...

                        co do oddzielenia się... tak, tak... chciałbym to zobaczyć..., podobnie jak i chciałbym zobaczyć, jak by wyglądała sytuacja, gdyby ta połowa uniwersytetu miała realną możliwość pracy na dwóch etatach... ale to zupełnie inna historia... na inny wątek
                        • sendivigius Re: Złamałam się... 27.03.11, 15:24
                          adept44_ltd napisał:

                          > a jeszcze inaczej...
                          >
                          > jeśli tak jest, jak piszesz - jeśli ci ludzie mają większy dorobek i pracują za
                          > duuuużo mniejsze pieniądze, elementarna przezwoitość powinna ci nie pozwolić p
                          > isać tego, co piszesz, no ale, jak już wspomniałem, wybór jest twój...


                          Nie Adepcie, ja uwazam ze jak mi placa malo to szukam uczciwej mozliwosci zarobienia wiecej. Zwroc uwage ze uczciwy i legalny to nie to samo. Lekarzom w Polsce wolno legalnie przyjmowac dowody wdziecznosci pacjentow, profesorom wolno pracowac na x etatach.

                          Ja zostane przy swoim, robienie rzeczy nieuczciwych na dluzsza mete podzera tkanke spoleczna, prowadzi do dezintegracji spoleczenstwa, powoduje to o czym pisze powyzej (nie jestem oryginalny), do zaniku kapitalu spolecznego - na dluzsza mete to przeklada sie na pieniadze. Adepcie - to ile placa naukowcom w Polsce to jest rezultat, nie przyczyna. System moze miec sprzezenie zwrotne dodatnie albo ujemne, to drugie prowadzi do samoregulacji to pierwsze do katastrofy - wiadomo tyle od czasu odkrycia wzoru na wahadlo.
                          • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 15:42

                            ok, z większością się zgadzam... choć tak prosto nie da się zdefiniować uczciwości...
                            przede wszystkim jednak, sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, bo system wykształcił swoje patologie w poprzednim ustroju, a pewnie i nieco wczesniej, dalej: niedoinwestowanie systemu jest tak samo skutkiem, jak i przyczyną... i bez doinwestowania go (m.in.) nie ma mowy o jakiejkolwiek naprawie. I w końcu, tak, niech szukają pracy gdzie indziej... tylko, że jeśli wszyscy wzięliby sobie to do serca, to po raz pierwszy stalibyśmy się 100% kolonią, nie wiem, czy jesteś tego świadom?
              • pzgr Re: Złamałam się... 25.03.11, 17:29
                kilka uwag:
                -policjanci pracują u prywatnego (ochrona).
                -policjanci i żołnierze mają emeryturę po 15 latach i potem pracują u prywatnego.
                -górnicy zarabiają znacznie więcej niż profesorowie i też pracują dodatkowo u prywatnego, nawet po przejściu z odprawami górniczymi na specjalne wcześniejsze emerytury.
                wpadnij do Polski może i sprawdź, co?
                • adept44_ltd Re: Złamałam się... 25.03.11, 17:53
                  Sendi nie musi sprawdzać, Sendi wie, niejeden raz dostał tabelki, wykresy, powtarza jednak dalej to samo, co powtarzał, tylko jadu jest raz więcej, raz mniej...
          • madry11 Re: Złamałam się... 26.03.11, 12:50
            >Dajemy ci szansę, ale jest jeden warunek - jak się okarze że <

            Tragedia... Człowieku i ty jesteś pracownikiem naukowym...?!! Kup sobie najpierw polski słownik ortograficzny a potem wypowiadaj się na forum...
            • dala.tata Re: Złamałam się... 26.03.11, 20:31
              proponuje zakup poradnika interpunkcyjnego!

              madry11 napisał:

              > >Dajemy ci szansę, ale jest jeden warunek - jak się okarze że <
              >
              > Tragedia... Człowieku i ty jesteś pracownikiem naukowym...?!! Kup sobie najpier
              > w polski słownik ortograficzny a potem wypowiadaj się na forum...
            • sendivigius Re: Złamałam się... 26.03.11, 22:51
              madry11 napisał:

              > >Dajemy ci szansę, ale jest jeden warunek - jak się okarze że <
              >
              > Tragedia... Człowieku i ty jesteś pracownikiem naukowym...?!! Kup sobie najpier
              > w polski słownik ortograficzny a potem wypowiadaj się na forum...

              Owszem, moge zainwestowac $99 w Bila Gatesa i polskojezyczna wersje widows z automatyczna korekta pisowni, ale raczej dam na schronisko dla bezdomnych kotow.

              Zapewniam cie tez ze polski jezyk do uprawiania nauki tutaj nie byl, nie jest i nie bedzie potrzebny. A tobie polecam lekture:

              forum.gazeta.pl/forum/0,62605,1617503.html

              • madry11 Re: Złamałam się... 26.03.11, 23:52
                Jasne. Polska język trudna język. Rozumiem. Tylko nie rozumiem jednego. Skoro gdzieś masz poprawną polszczyznę - dlaczego tak interesuje cię polska rzeczywistość? Dlaczego wypowiadasz się na tematy, o których nie masz bladego pojęcia, z pozycji swojej ciepłej, dobrze płatnej posadki? To może wróć do Polski, posmakuj tych kokosów i wtedy pogadamy, co? A nie obrażaj ludzi, którzy zostali w tym kraju i usiłują jeszcze coś tu zrobić (w przeciwieństwie do ciebie)...

                A linka przeczytałem - no i...?
                • sendivigius Re: Złamałam się... 27.03.11, 00:25
                  Wytlumacze ci to elementarnie, po raz pierwszy i ostatni.

                  1. Nikogo nie obrazam, bo nikt tu nie jest osobiscie - dyskutuje sprawe albo problem. Problemem jest wieloetatowosc a nie prywatne zycie Misis Ixinskiej.

                  2. Dlatego tez nikogo nie obrazam bo w rozumieniu kodeksowym obrazic mozna tylko konkretna osobe a nie kolektywnie.

                  3. O tym ile mam pojecia o temacie to widac - jak nie widzisz to tyle twojego, nie czytaj.

                  4. Wypowiadam sie dlatego ze jestem przywiazany do koncepcji wolnosci slowa, koncepcja ta nie ma w sobie koniecznosci "mania pojecia".

                  5. Moja posadka jest platna przecietnie i wcale nie jest ciepla.

                  6. Kokosow chetnie posmakuje, zalinkuj oferty.

                  Po sposobie formulowania mysli domyslam sie ze jestes osoba mloda. Nie dane ci bylo zatem zasmakowac pewnych form propagandy, dlatego przypuszczam bezwiednie wpisujesz sie w jezyk i slownicwto ktore kiedys juz slyszalem i mialem nadzieje ze juz nigdy nie uslysze.

                  Dlatego daruj sobei te teksty o "obrazie przewodniej sily narodu" i "dawaniu odporu podzegaczom z Bonn" oraz "londynskich kawiarnianych dziadkach" gdy my tu "wykuwamy zreby nowego jutra".
                  • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 00:30

                    Dlatego daruj sobei te teksty o "obrazie przewodniej sily narodu" i "dawaniu odporu podzegaczom z Bonn" oraz "londynskich kawiarnianych dziadkach" gdy my tu "wykuwamy zreby nowego jutra".

                    masz na myśli jakiś konkretny fragment wypowiedzi przedmówcy? czy tak ci przyszło do głowy?

                    co do reszty, nie wiesz, o czym piszesz, ale propozycja, byś wrócił i popracował sobie za coś koło 3000 tys. zł (ze stażem), czyli i tak o 1200 zł więcej niż ma osoba, którą obrażasz, jest całkiem dobra... może czas przyjąć do siebie wiadomość, że życie kosztuje, a nie wszyscy mają takie szczęście, że ktoś ich może utrzymywać...

                    i to był mój ostatni post w tym wątku...
                    podpisuję się wszakże pod apelem horniego (samemu onegdaj grzesząc)
                    • sendivigius Re: Złamałam się... 27.03.11, 01:09
                      Adepcie, ja juz doszedlem do wieku i akumulacji kapitalu ze pracowac nie musze, choc pewnie wolalbym to oddac aby miec x lat mniej. W momencie gdy mialem ochote pracowac za tyle okazalo sie ze nawt tyle to za duzo bo dla wielu, wielu osob jak ja zostalo bezrobocie. Dobrze, ptysiu, jestem kiepski, ale pokonalem swoja kiepskosc i poradzielem sobei inaczej i to bez wizyt u psychiatrow.

                      A jesli chodzi o te 3000, to przypomina mi sie Dorn i jego "lekarzu pokaz co masz w garazu".
                      • adept44_ltd Re: Złamałam się... 27.03.11, 11:51
                        ptysiu?, hm... nie napisałem też, że jesteś kiepski...
                        co do twoich skojarzeń, są średnio sensowne...
      • pfg Re: Złamałam się... 24.03.11, 09:56
        sendivigius napisał:

        > zrobią w końcu to co Hernan Cortes
        > z Aztekami.

        Znaczy, zarażą nas ospą?!
        • sendivigius Re: Złamałam się... 24.03.11, 10:21
          pfg napisał:

          > Znaczy, zarażą nas ospą?!


          Lepiej ci idze niemiecki czy rosyjski?
          • pzgr Re: Złamałam się... 24.03.11, 10:37
            nie słuchaj już więcej Radyjka Maryjka.
            a w szczególności unikaj przemówień Jarosława, tych o kondominium.
            najwyraźniej powodują zamęt w Twojej duszyczce.
            • sendivigius Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:15
              pzgr napisał:

              > nie słuchaj już więcej Radyjka Maryjka.


              Radio Maryja przetrwa, poleci z Watyka tu A ty? Bы уже научились русского алфавита oder vielleicht ein Deutscher?
          • pfg Re: Złamałam się... 24.03.11, 11:37
            Sendi, ja rozumiem, co chciałeś powiedzieć: Jeśli się nie będziemy rozwijać, wielcy nas zmiażdżą. Mnie jednak chodziło tylko o użyte przez ciebie porównanie: gdyby Hiszpanie - całkiem nieświadomie - nie zarazili Azteków ospą, to by ich nie pokonali.

            Nawiasem mówiąc, rosyjski.
            • sendivigius Re: Złamałam się... 24.03.11, 12:04
              pfg napisał:

              > gdyby Hiszpanie - całkiem nieświadomie - nie zarazili Azteków ospą, to by ich n
              > ie pokonali.


              Cortes to bardzo ciekawa historia, i rzeczywiscie cos z ta ospa bylo, ale jak pokazuja inni konkwistadorzy sprawa byla przegrana od poczatku. Dobrze ze na to zwrociles uwage, strona silniejsza ma caly arsenal broni, ona wybiera warunki pojedynku, jak nie da rady ospa to sprobujemy miecza...
    • marcio1234 Re: Złamałam się... 24.03.11, 13:51
      W każdej pracy możesz trafić na szefa-pasożyta, szefa-dziada itp. Nawet jak będziesz już po habilitacji. Chyba popełniłaś błąd do którego się przyznajesz "a ja głupia nie potrafiłam odmawiać..", który w każdej pracy zrobi z Ciebie ofiarę. A z jakiego języka na jaki tłumaczyłaś mu te artykuły?
      • maria.francesca Re: Złamałam się... 24.03.11, 19:01
        Z polskiego na angielski.
    • tocqueville Re: Złamałam się... 24.03.11, 16:19
      Uczelnia prywatna zaoferowała mi dużo wyższą stawkę nawet na drugim etacie.

      to w sumie ciekawe - u nas raczej nie przyjęliby adiunkta (dr) na drugi etat (nie opłaca się uczelni)
      i co to znaczy: "dużo wyższa" - dla doktora? to ciekawe
      • maria.francesca Re: Złamałam się... 24.03.11, 19:04
        Dużo wyższa = dwa razy wyższa. Pensum wyższe tylko o 60 godzin. Z tym, że ja uczę dość nietypowego ale praktycznego przedmiotu :) Powiedzmy, że bardziej opłaca się zatrudnić adiunkta na etacie niż płacić specjaliście "z rynku" ...
        • tocqueville Re: Złamałam się... 24.03.11, 19:20
          da razy wyzsza pensja za drugi etat dla adiunkta bez hab? u nas nie ma co na to liczyc :)
          • maria.francesca Re: Złamałam się... 24.03.11, 20:32
            No już mówiłeś, że u Was nie ma co na to liczyć. Zatem ja najwidoczniej nie będę pracować u was :)
    • estrella1975 Re: Złamałam się... 24.03.11, 21:44
      Świetnie Cię rozumiem Mario:)
      Mi po obronie rektor powiedział że nie da podwyżki związanej z otrzymaniem stopnia doktora. Zostałam z pensją 1500,- na rękę.
      Zajęć mam tyle, że się mogę nogami nakryć.
      Żal dupę ściska:(
      • pzgr Re: Złamałam się... 24.03.11, 21:50
        netto, czy brutto?
        :-)
        • estrella1975 Re: Złamałam się... 24.03.11, 21:52
          netto...
        • tocqueville Re: Złamałam się... 24.03.11, 21:57
          skoro na rękę, to zapewne brutto :)
          • pzgr Re: Złamałam się... 24.03.11, 22:00
            wybacz brak staranności.
            obiecuję codzienne modły w intencji poprawy koncentracji.
          • estrella1975 Re: Złamałam się... 24.03.11, 22:35
            na rękę to znaczy netto, pensja brutto to to co dostajesz na konto plus wszystkie potrącenia (podatek, składka zus i inne) netto+tara=brutto
            • tocqueville Re: Złamałam się... 24.03.11, 22:47
              na rękę to znaczy netto, pensja brutto to to co dostajesz na konto plus wszystkie potrącenia (podatek, składka zus i inne) netto+tara=brutto

              jesteś pewna?
            • pzgr Re: Złamałam się... 24.03.11, 22:48
              wiem, ale nie doczytałem starannie, za co przepraszam.
              a tak na marginesie, to w obu wersjach ta suma jest żenująco niska.
      • maria.francesca Re: Złamałam się... 24.03.11, 22:09
        Współczuję :/ wygląda na to że masz jeszcze gorzej niż ja :/ ale na swoim przykładzie mówię Ci, szukaj czym prędzej czegoś innego. Ja parę lat po obronie dałam się wykorzystywać za psie pieniądze. Ta odmowa kredytu to był kubeł zimnej wody na głowę. A jak sobie przypomnę te pełne politowania spojrzenia pracownika banku, że niby pracuje na uczelni po doktoracie a zarabia gorzej niż sprzątaczka (nie obrażając nikogo), to tym bardziej utwierdzam się w słuszności swojej decyzji.
      • marcio1234 Re: Złamałam się... 24.03.11, 23:09
        Jak to 1500 zł? Przecież powinnaś zarabiać co najmniej ze 3 tys brutto (co na uczelni daje jakieś 2400 na łapkę) wynagrodzeń w szkołach wyższych a po doktoracie to ze 5 tys.

        • adept44_ltd Re: Złamałam się... 24.03.11, 23:12
          heeeheeheee, ze 5 to jak jesteś profesor tytularny... (mówię o ze 5 brutto) - i to cię może spotkać, zwłaszcza na dobrym uni
        • pzgr Re: Złamałam się... 24.03.11, 23:22
          ależ z Pana Kolegi żartowniś...
        • prawdziwam2011 Re: Złamałam się... 25.03.11, 07:07
          Profesor tytularny zasadnicze brutto 4.500 PLN
      • sokolasty Re: Złamałam się... 28.03.11, 16:54
        estrella1975 napisała:

        > Świetnie Cię rozumiem Mario:)
        > Mi po obronie rektor powiedział że nie da podwyżki związanej z otrzymaniem stop
        > nia doktora. Zostałam z pensją 1500,- na rękę.


        Ja pdrolę, ale żenada. A są do tego jakieś dodatki, premie, gratisy itp?
    • bumcykcyk2 Re: Złamałam się... 25.03.11, 20:56
      Tak trzymać! I nie słuchaj świętojebliwych zawodzeń osób, które pouczają z perspektywy własnej zagranicznej ciepłej posady.
      • flamengista entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 12:10
        Natomiast powiem tak: nie było innego wyjścia. Swoją drogą, nie wiem jakim cudem adiunkt może dostawać na rękę 1800 złotych. Nawet przy dolnych granicach widełek wydaje mi się to trudne. Chyba, że przy zerowej wysłudze lat, a więc bez dodatku stażowego.

        Takie historie to po prostu proza życia dla polskich akademików. Póki zarobki nie będą na odpowiednim poziomie, póty się będą powtarzać. I zakazy nic tu nie zmienią, bo da się je obchodzić.
        • adept44_ltd Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 12:31
          na dwóch najlepszych uni, ale pewnie i w paru innych miejscach trzyma się doktorów po parę lat na etatach asystenckich
          • mn7 Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 13:18
            Ktoś tym asystentem musi być. Zasadniczo do asystentury trzeba mieć doktorat.
            Dodaj, że po habilitacji przez wiele lat jest się adiunktem.
            • adept44_ltd Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 13:24
              1. musi, nie musi, w wielu jednostkach nie ma...
              2. nie, asystentem może być magister...
              3. dodam, choć nie rozumiem tej pretensji, tu chodziło o doktora
              • mn7 Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 13:33
                Przecież nie twierdzę, że to dobrze - stwierdzam tylko pewien fakt - bez cienia aprobaty. Nie musisz ze mną polemizować, bo sporu między nami nie ma (w każdym razie jeśli chodzi o tę kwestię).
                Że magister może być asystentem - ja to wiem. Oboje jednak wiemy, że na dwóch uni o których wspominasz przyjęto wyższe progi. Także o szczebel wyżej - stąd moja wzmianka. I tyle.
        • maria.francesca Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 12:40
          Jasne, ja bym wolała pracować na jednym etacie, za godziwe wynagrodzenie. Tyle, że sytuacja wymusza na mnie podjęcie dodatkowej pracy. A swoją drogą, cokolwiek bym nie zrobiła, zawsze ktoś będzie krytykował, bo:
          1) - zostanę na tym nieszczęsnym jednym etacie za grosze - nieudacznik i ofiara;
          2) - podejmę dodatkową pracę - też źle, bo chałturzę, bo trzeba się poświęcić dla nauki itp.
          Jestem ciekawa, ilu z was - krytykantów - pracowałoby po 10h/dzień za taką kwotę. Tu szczególnie mówię do sendivigiusa. Pewnie mądrala nie kiwnąłby nawet palcem, ale łatwo mu przychodzi pouczanie i obrażanie innych na forum.
          • flamengista Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 21:45
            Po pierwsze - nie dyskutuj z sendim, tylko wpisz go na listę ignorowanych. Po prostu szkoda czasu na jego posty.
            Po drugie - lepiej chałturzyć, niż być nieudacznikiem:)
            Po trzecie - nawet pracując na 2 etatach można rozwijać się naukowo, choć wymaga to sporej determinacji i żelaznej dyscypliny.
            Po czwarte - ja akurat jestem po twojej stronie, nie podzielam tylko entuzjazmu bumcykcyka, który twierdzi, że to świetna wiadomość. Nie świetna, zła. Bo kolejny dobry naukowiec odciągany jest od pracy naukowej na rzecz dydaktyki - z powodu słabych zarobków na 1 etacie.
            • sendivigius Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 22:35
              flamengista napisał:

              > Po pierwsze - nie dyskutuj z sendim, tylko wpisz go na listę ignorowanych. Po p
              > rostu szkoda czasu na jego posty.


              Racja, Fla, racja Maria - z zenujacym frajerem nie ma co dyskutowac, wy "git" ludzie nauki to wiecie. Ale ja zostane przy swoim, wolalbym potopic swoje dzieci niz je wyslac do szkoly gdzie ktores z was uczy i przekazuje takie zasady jak wylozone przez was.

              Jestes Fla, ekonomista, wymien kraje bogate. USA, Niemcy, Japonia i gonia ich Chiny. Wszystkie te kraje maja wspolna ceche - duzy kapital spoleczny. Ludzie sobie wierza, wspolpracuja ze soba, nie patrza aby znalezc "frajera" i byc "git". Polska bogatym krajem nie jest i nie bedzie w przewidywalnej przyszlosci - dlatego wlasnie ze jest zaludniona przez takich jak wy. Dlatego maszyneria gospodarcza nie moze sie szybko krecic bo kazdy potrzebuje tylko przechytrzyc drugiego, dletego powstaje bizantyjska biurokracja aby kazdego kontrolowac i pilnowac, dlatego najprostsza sprawa wymaga wagonow zaswiadczen i poswiadczen, bo inaczej sie nie da. I waz zjada wlasny ogon, a para idzie w gwizdek.

              Na razie wywaliliscie kilka milionow ludzi na emigracje (w tym mnie), w najblizszych latach wywalicie nastepnych. A potem juz na "git" ludzi nie bedzie dosc "frajerow" do roboty i nastapi generalna roz.... ducha.

              Ale potem nie przysylajcie nam nastepnego Paderewskiego pod Bialy Dom, Wujek Sam ma swoje interesy i juz pewnie znudzilo mu sie patrzec jak Polacy rozpieprzaja wlasny kraj co 2 pokolenie. Bo Polacy to sa "pany" a "frajery" i nieudaczniki niech sp...ja.

              A co to ma do rzeczy? Juz ci objasniam. Patologiczne relacje ktorymi sie rzadzi szkolnictwo wyzsze i nauka powoduja miedzy innymi to, ze ten drugi etat to, oprocz innych niedorzecznosci, zabrany etat komus innemu. Nie jest rzecza Marii na swoim grzbiecie naprawiac kraj, ale jako cale srodowsko powinniscie dazyc do naprawy tej patologii. Srodowicho jednak swietnie sie czuje w tym co robi, kazda krytyke klajstruje i wyznaje zasade po nas potop. Potop bedzie Fla, jeszcze za twojego zycia.
              • pzgr Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 22:54
                Droga Kasandro,
                Poprzednio groziłaś Niemcami i Rosją.
                Teraz Szwecja.
                Czy jutro mam się bać Słowaków?

                > Potop bedzie Fla, jeszcze za twojego zycia.
              • adept44_ltd Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 23:08
                przepraszam Sendi, za wygnanie ciebie i paru milionów innych z kraju, przepraszam!
              • maria.francesca Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 23:34
                >Na razie wywaliliscie kilka milionow ludzi na emigracje (w tym mnie)<

                Jak doczytałam do tego miejsca bełkot (bo się tego inaczej nazwać nie da) sendivigiusa, to wymiękłam... racja, szkoda czasu na takiego świra. Można się zapluć a i tak żadne argumenty do niego nie trafią. Jedyna nadzieja że jakiś dobry psychiatra mu pomoże...
                • h_hornblower na marginesie 27.03.11, 00:25
                  maria.francesca napisała:

                  > szkoda czasu na takiego świra.[...]
                  > Jedyna nadzieja że jakiś dobry psychiatra mu pomoże...

                  Mf, mogę zrozumieć Twoją irytację, jednak "diagnozowanie" u kogoś problemow psychicznych jest w bardzo złym guście. Kilkakrotnie zwracałem już na to uwagę na tym forum - i zamierzam robić to nadal. Mam nadzieję, z lepszym skutkiem.

                  pzdr
                  horny
                  • maria.francesca Re: na marginesie 27.03.11, 08:22
                    Masz rację, hornblower.To jest w złym guście, wiem o tym -dlatego za ten konkretny tekst przepraszam. Po prostu poniosło mnie, gdy czytam teksty w stylu "wolałbym utopić własne dzieci niż posłać je do twojej uczelni", "jesteście pasożytem-tasiemcem tego kraju", "chcesz ukręcić kasę na lewo" itp. Poniosło mnie, ponieważ ciężko pracuję za marną kasę i ciężko jest mi przeżyć od 1 do 1. A gdy chcę więcej zarabiać, słyszę w obraźliwych słowach, jak to źle że nie poświęcam się dla nauki...
                    • charioteer1 Re: na marginesie 27.03.11, 11:58
                      "wolałbym utopić własne dzieci niż posłać je do twojej uczelni"

                      Tak czysto po ludzku, szkoda mi tych jego dzieci, ale z ewolucyjnego punktu widzenia da sie to jakos wytlumaczyc - niech topi.
                      • sendivigius Re: na marginesie 27.03.11, 15:08
                        charioteer1 napisał:

                        > "wolałbym utopić własne dzieci niż posłać je do twojej uczelni"
                        >
                        > Tak czysto po ludzku, szkoda mi tych jego dzieci, >


                        Rozumiem ze zal ci moich dzieci ze nie zaznaja urokow szkolnictwa wyzszego w Polsce? Juz slysze jak jedzie policja aby mnie zamknac za okrucienstwo. Przyjme kazda kare z pokora.

                        ps. To co krytukujesz to slynny cytat slynnej osoby. To takie nasze akademickie rozgrywki umyslowe.
                • sendivigius Re: entuzjazmu nie podzielam 27.03.11, 00:40
                  Mila, mario, nie lokuj nadziei na rozwiazanie problemow szkolnictwa wyzszego w Polsce u mojego psychiatry. On ma inne priorytety.
                • larusse to nie jest w złym guście. 27.03.11, 11:51
                  To jest żałosne.


                  maria.francesca napisała:

                  > Jak doczytałam do tego miejsca bełkot (bo się tego inaczej nazwać nie da) sendi
                  > vigiusa, to wymiękłam... racja, szkoda czasu na takiego świra. Można się zapluć
                  > a i tak żadne argumenty do niego nie trafią. Jedyna nadzieja że jakiś dobry ps
                  > ychiatra mu pomoże...
              • bumcykcyk2 Re: sendi 27.03.11, 01:26
                Sendi zrozum, miałbyś prawo wygłaszać swoje umoralniające tyrady, gdybyś siedział tu na miejscu w Polsce, na etaciku za trzy tysiące z wysługą i faktycznie dziergał w kąciku swoją wielką naukę w stylu bohaterów Żeromskiego. Ale Ty, podobnie jak Dala.tata jesteś zgoła gdzie indziej i na innych warunkach. Mimo to dajesz sobie niczym nieuzasadnione prawo pouczania nas ex catedra co i jak mamy robić. To jest aberracja! Syty głodnego nie zrozumie, jak mówi przysłowie. Wykrzykujesz tutaj mądrości w stylu "nie mają chleba, to niech jedzą ciastka" i przekonujesz, że świeża trawa wszak też jest bardzo pożywna. Nadajesz na komunę, a Twoje pokrzykiwania przypominają właśnie kompletnie oderwane od życia "codzienne popierdółki towarzysza Gomułki".

                Nikt nie uważa się tu za git człowieka. A opis stosunków społecznych, który byłeś łaskaw przytoczyć, akurat nie jest winą naukowców. To my jesteśmy najczęściej frajerami.

                Emigracja to choroba, a już emigracja do USA to zazwyczaj chorobowo przypadek beznadziejny. Nie wiem dlaczego, ale najwięksi frustraci na wszelkich forach (od onetu, poprzez gazetę, na specjalistycznych kończąc) klikają ze Stanów. Poczytaj sobie tutaj
                www.rynek-kolejowy.pl/22673/PKP_IC_przetestuje_Husarza_pod_200_kmh_na_CMK.htm
                wypowiedzi faceta zalogowanego jako Kolejarz USA. Wbrew pozorom, dyskusja nie będzie wcale o kolei. A jak już całą tę nawalankę przeczytasz, to się trochę zastanów. Może coś dotrze, acz wątpię.
                • sendivigius Re: sendi 27.03.11, 03:33
                  bumcykcyk2 napisał:

                  > Emigracja to choroba, a już emigracja do USA to zazwyczaj chorobowo przypadek b
                  > eznadziejny.


                  Otoz to !!!!!

                  Powiem ci dlaczego. My tu wszyscy sie bardzo boimy. Zaraz nas zjedza, bo sa lepsi, wyrafinowani, wyksztalceni, wiedza kiedy byla bitwa pod Grunwaldem i jaka jest stolica Gornej Wolty. Oni smieja sie z Disneylandu, kpia z topornosci Hollywood, cytuja Goethego a kazdy minister to jak Talleyrand, nie to co George W. Bo jestesmy prosci ludzie, dzialamy wedlug prostych zasad i..., psia mac ! Dziala! A u nich nie!

                  A emigracja, Bumcyk to nie te czasy i nie ten swiat gdy do Chicago plynal chlop z Galicji przez 4 tygodnie. Szybciej ja jestem w Warszawie niz ktos z Jeleniej Gory, a Dala ze swojej Brytanii to moze dojezdzac co tydzien.

                  Podroze ksztalca, Bumcyk, dawno to wiedziano. A "chow wsobny" prowadzi do degeneracji. I jakkolwiec latwo jest ci zarzucac mi paternalistyczny ton moich tyrad, jak to nazywasz, zarzucac mi brak zrozumienia dla "realiow", albo wrecz czychania na twoja posade, to poza polepszeniem sobie samopoczucia zostajesz z czym? Po to aby mi wykazac ze "nie bedzie Hamerykanin plul nam w twarz" dalej bedziesz uprawial swoje poletko nauki w Polsce w sposob jak za pierwszych Piastow, o pardon za Bismarka. Ja jestem tylko nickiem na forum, a polskie szkolnictwo wyzsze to twoje zycie codzienne. Nie musisz ani mi przyznawac racji ani mnie cytowac, mozesz nawet publicznie wyslac mnie do psychiatry. Mnie zalezy tylko na tym aby drazac skale kropla po kropli dostarczac argumentow tym ktorzy trudu zmian sie podejma. A dlaczego mi zalezy - bo od pewnego wieku ludzie zaczynaja byc hojni, tak sami z siebie, to biologia robi swoje. U ciebie juz dobranoc - spij dobrze.
                  • maria.francesca Re: sendi 27.03.11, 08:46
                    Wiesz sendi, powód, dla którego biorę drugi etat, to nie moja chciwość i pazerność na pieniądze. Nie, nie chcę kupić nowego modelu porshe. Po prostu ciężko jest mi przeżyć za 1800 zł/mc, wynajmując mieszkanie (1000zł). Bilet miesięczny to koszt 100zł. Nawet starego samochodu nie mam. A gdzie ksiażki? Komputer? Wyżywienie? Wstyd się przyznać, ale czasem brakuje mi przed 1 na jedzenie i muszę prosić o pomoc rodziców. Czy na serio uważasz, że to jest normalna sytuacja? Czy tak powinien żyć naukowiec? A niestety takie są polskie realia, które zmuszają nas do podjęcia dodatkowej pracy. Przeczytaj sobie mój post na początku - przez długie lata byłam przeciwna "drugoetatowcom". Nauka na tym cierpi, nie da się idealnie wszystkiego pogodzić. Ale niestety innego wyjścia nie ma.
                    • sendivigius Re: sendi 27.03.11, 14:12
                      Pisze wyraznie ze dystkutuje problem a nie konkretna osobe. Pisze tez powyzej ze nie jest twoim obowiazkiem wlasnym karkiem naprawiac to co sknocili rzadzacy.
                      • adept44_ltd Re: sendi 27.03.11, 14:18
                        dyskutujesz problem, pisząc, że jesteśmy leniami i pasożytami???
                    • marcio1234 Re: sendi 02.04.11, 16:12
                      Chyba trochę przesadzasz, że zarabiając 1800 zł musisz pożyczać na jedzenie. Wiele kobiet zarabia jeszcze mniej, nauczyciel stażysta w szkole ma nawet mniej. Pomyśl np. o samotnej matce, która pracuje np. na kasie i ma 1500 zł, co ona ma powiedzieć? Poza tym chyba nie potrzebujesz całego mieszkania dla siebie - można wynajmować tylko pokój, lub nawet dzielić pokój z kimś i zbić koszty o połowę. Proszę tylko nie pisz, że to nie przystoi naukowcowi, że to jest "nienormalna sytuacja" bo nawet w bogatej Europie młodzi naukowcy też dzielą mieszkania.
                      • kardla Re: sendi 02.04.11, 16:38
                        Powiedz ze zartowales...

                        1. Co to znaczy "wiele kobiet zarabia jeszcze mniej". Jak by byla mezczyzna to sprawa wygladalaby inaczej?? I do cholery co to jest za wyjasnienie: inni maja gorzej wiec ciesz sie ze dostajesz 1800 zl za prace do ktorej niezbedny jest doktorat! No takie dzieci w Afryce to zyja za 1 dolara dziennie i nie narzekaja...

                        Tak dla twojej wiadomosci: mlodzi naukowcy (na postdocku) w bogatej europie zarabiaja conajmniej 2 tys euro na lapke. I to spokojnie wystarczy zeby sie utrzymac i nie kombinowac na jedzeniu. Jak dziela mieszkanie to nie dlatego ze nie maja wyboru.
                        Doktoranci dostaja zwykle conajmniej 1 tys euro. I to wystarczy i na oplacenie pokoju i na ksiazki i na piwo.

                        • marcio1234 Re: sendi 02.04.11, 23:17
                          Statystycznie w kraju kobiety zarabiają ok 30% mniej o mężczyzn, dlatego uważam, że 1800 zł dla kobiety, przy średniej krajowej na poziomie 2400 można uznać za średnią krajową dla tej płci (rozumiem, że 1800 to goła pensja bez gruszy i 13stki). Dyskusja nad wartością doktoratu to inna sprawa, jako-taka wycena tego "certyfikatu" została zaproponowana przez nowego prywatnego pracodawcę.
                          2 tys euro w stolicy europejskiego kraju to wcale nie jest tak dużo - jest to też ok średniej zachodniej pensji.
                          Jeśli koleżanka przymiera głodem za średnią krajową to oznacza że głodem przymiera też znaczna część społeczeństwa. Tym bardziej, że większość zarabia poniżej średniej.
                          • maria.francesca Re: sendi 03.04.11, 22:02
                            > Jeśli koleżanka przymiera głodem za średnią krajową to oznacza że głodem przymi
                            > era też znaczna część społeczeństwa. Tym bardziej, że większość zarabia poniżej
                            > średniej.

                            Jakoś mnie nie przekonuje ten argument...
                            Aha, i podjęłam decyzję: od przyszłego roku odchodzę z uczelni. Firma prywatna zaoferowała mi dużo lepsze pieniądze. Szkoda życia na wegetację. Marne grosze za ciężką pracę i brak czasu dla siebie - nie ma chyba nic gorszego...
                          • bumcykcyk2 Re: sendi 05.04.11, 00:29
                            marcio1234, czy Ty w realu nazywasz się prof. Hartmann? Coś jakby znajome klisze rozumowania.... Twoje argumenty to takie odszczekiwanie się w stylu "a na Haiti i w Burundi ludzie umierają z głodu". No, ok - ale co z tego? Spójrz w rzetelne rankingi Sedlak & Sedlak (są w necie), ile to zarabia kobieta z wyższym wykształceniem w Warszawie, Krakowie, czy Wrocławiu i potem bajdurz o ogólnopolskich medianach wyliczanych dla płci (albo lepiej schowaj się w kącie ze wstydu). Wspomniany sendi z lubością lubi powtarzać, że praca w prawdziwej nauce to są galery. I ja się z tym zgadzam. Natomiast nie widzę żadnego powodu, abym będąc wyposażony w solidny aparat intelektualny miał pracować za miskę chińskiej zupki, wynajęty pokój w mieszkaniu-kołchozie oraz wybierać tramwaj jako codzienny środek lokomocji. W mojej ocenie, poświęcenia dóbr materialnych i -szerzej- poświęcenia sfery doczesności możemy w XXI wieku wymagać głównie od zakonników i zakonnic klauzurowych. Dlaczego grupa zawodowa pracująca głową, współodpowiedzialna za rozwój cywilizacyjny kraju i kształcenie młodzieży ma zarabiać tyle co working class? Wyjaśnienia sendiego w tej materii traktuję jako objawienie psychiatryczne. Twoje - jako skrajnie niemądre i podszyte jakimś XIX-sto-wiecznym myśleniem. I dodam jeszcze - ja też noszę się z zamiarem spier... na jesieni z macierzystej państwowej uczelni. Powiesz zapewne "krzyżyk na drogę"... ok, ale stawiam dolary p-ko orzechom że nie będziesz zachwycony tymi co tam zostaną. Dawałem w paru wątkach ich krótką charakterystykę. Poza tym -jak to ostatnio usłyszałem w radiu pin od kilku szacownych profesorów - "nie można nakładać zobowiązań nie dając kompletnie nic w zamian". Święte słowa! Zresztą u mnie profesura też odlatuje - stado zawistnych kretynów w senacie uczelni już rozsyła wszystkim groźby o "konflikcie interesów" i negatywnych ocenach na przyszłorocznej ocenie. I tyle w temacie - po raz 1001, bo jak widzę część forumowiczów jest niereformowalna jak Związek Radziecki.
                            • marcio1234 Re: sendi 06.04.11, 09:22
                              W dzisiejszych czasach zdobywanie wiedzy jest proste dzięki powszechności materiałów dydaktycznych, pomocy naukowych itd. Kształci się mnóstwo ludzi chętnych do pracy głową. A tej pracy jest mało, szczególnie w kraju na dorobku, importującym myśl naukową i techniczną. Zrobienie doktoratu jeszcze nigdy nie było tak łatwe jak w dzisiejszych czasach. Zatem prawo popytu i podaży wymusza takie a nie inne płace dla pracownika umysłowego, wycenia takiego doktora na mniej niż na kierowcę tira, ponieważ ten ostatni ma pracę bardziej niebezpieczną i kto wie, czy zdobycie stosownych uprawnień nie jest trudniejsze.
                              Przeciętny pracownik uczelni ma taki sam wpływ na rozwój kraju jak każdy inny z grupy tzw. working class. Jest grupa wybitnych naukowców, dla nich też przeznaczone są dosyć hojne jak na nasze warunki subsydia.
                              Co do masowych odejść to na mojej uczelni jest zupełnie inaczej. Na dzienne studia doktoranckie jest zazwyczaj kilkakrotnie więcej chętnych niż miejsc. Pomimo, że przeciętny absolwent po rok pracy zarabia teoretycznie, wg różnych raportów, bez problemu 3x wysokość stypendium. Ludzie przychodzą na wolontariaty, z własnym sprzętem, pracując gdzieś tam w kącie używając pudła kartonowego jako biurka, krążąc jak sępy nad każdym zatrudnionych, który popadł w niełaskę szefa. Jest też cała rzesza post-doków czekających na etat, pracujących za znacznie mniej niż te wymienione 1800 zł, lub po prostu przychodzących też na wolontariat.
                              Dlaczego? Bo rynek pracy potrzebuje może z 20% ich umiejętności, nie potrzebuje myślicieli od rozwiązywania akademickich problemów. Potrzebuje pracowników, którzy będą wykonywali polecenia, a nie poddawali je w dyskusję albo co gorsza siali ferment wśród innych pracowników. Możesz być geniuszem, ale jeśli na Twój geniusz nie ma popytu to praca nawet za 1800 zł jest marzeniem.

                              Nie chcę cię martwić, ale dla mnie nauczyciel czy wykładowca to też jest working class albo dokładniej pracownikiem najemnym lub robotnikiem umysłowym. Chyba że jest posiadaczem kapitału i uczenie czy praca naukowa jest tylko jego hobby. Może to i XIX wieczny kapitalizm ale zauważ, że ponownie zaczyna mieć się dobrze - patrząc chociażby na upadek XX wiecznengo kapitalizmu w Europie, USA i dynamiczny rozwój Azji opartej na tym XIX kapitalizmie.
                              • h_hornblower no niestety 06.04.11, 10:25
                                Muszę się zgodzić z dużą częścią tego, co napisał marcio1234. To oczywiście dobry przyczynek do dyskusji o tym, czy naukowcy są elitą. Nie bardzo mam teraz czas na forumowanie, ale dla mnie obecnie nie są. Dla mnie elitą są "uczeni".

                                pzdr
                                horny

                                (oczywiście nie znaczy to, ze popieram szefów wyzyskiwaczy, pensje 1800 pkn itd)
                              • bumcykcyk2 Re: sendi 06.04.11, 13:43
                                Marcio1234, w tym co napisałeś jest trochę racji, ale póki spływają do nas (czyli np. do mnie, albo do marii.franceski) propozycje zawodowe z sektora prywatnego za wielokrotność płacy na państwowej uczelni, to jednak racji nie masz. To uczelnia (a w zasadzie państwo jako właściciel tejże uczelni) powinna się dostosować do poziomu akceptowalnych przez nas płac, o ile chce mieć kadrę na poziomie, a nie "panie nauczycielki przy mężu" czy 45-letnich zdrowo szurniętych kawalerów przy mamusi. Chciałbym dodać, że pracę proponują mi nie tylko uczelnie prywatne, więc nie chodzi tu o proste zjadanie własnego ogona przez kulejący sektor dydaktyki dla dorosłych (nazywanej potocznie studiami).

                                Parę uwag merytorycznych:

                                1. To, że "kształci się mnóstwo ludzi do pracy głową" nie znaczy, że ci ludzie się do tej 'pracy głową' nadają. Dyskutowaliśmy na ten temat w setkach postów na tym forum.
                                2. Obniżenie poziomu doktoratów jest w pierwszym rzędzie wynikiem obniżenia standardów przez uczelnie (z różnych powodów, nie ma miejsca na ich wyliczanie), a nie prostym następstwem łatwości dostępu do wiedzy. Wiedza bardzo specjalistyczna nie jest wcale tak łatwo dostępna.
                                3. Wybitni naukowcy nie rodzą się na betonie. Brak warunków dla ich socjalizacji spowoduje, że żadnych wybitnych naukowców nie będzie. No chyba, że metodą amerykańską będziemy ich importować np. z Indii (o ile będą na to pieniądze i wola polityczna).
                                4. Liczba chętnych na studia doktoranckie to miazmat, wszędzie jest ich wiele, bo studenci roją sobie różne rzeczy na temat tych studiów. Z owych naborów w krótkim czasie niewiele zostaje i również popełniliśmy dziesiątki postów na ten temat na niniejszym forum.
                                5. Z czego żyją owe szczury i sępy, które byłeś łaskaw opisać? Czekają na wolontariacie aż etatowcowi powinie się noga, ale JAK DŁUGO? Żyją powietrzem???
                                6. XIX-sto wieczny kapitalizm doprowadził do dwóch wojen światowych. Więc jeśli cieszysz się, ze wrócił, to miej łaskawie również i to na uwadze. Świat coraz bardziej przypomina tykającą bombę.
                                • marcio1234 Re: sendi 06.04.11, 19:42
                                  Myślę, że państwo ma to gdzieś, czy na uczelniach będą pracować panie przy mężu czy fachowcy, to nie jest ani medialne ani nie nabija głosów wyborców. Myślisz, że takie problemy obchodzą jakiegoś ministra albo rektora skoro za kilka lat nie będzie ministrem lub rektorem? Kwestia np. krzyża w godle to co innego. To jest to co interesuje większość społeczeństwa a nie jakieś tam naukowe dyrdymały.

                                  Odnoście uwag
                                  1. Zgadzam się. Ale nawet jeśli się nie nadają to ich ilość działa psychologicznie. Wielu pracodawców skusi się na takiego słabeusza bo można mu zapłacić mniej, brak intelektu nadrobi być może pracowitością - czyli siedzeniem po godzinach. Ale rozumiem, że było dyskutowane.
                                  2. Zgadzam się częściowo. Ale biblioteki, czasopisma, wykłady, konferencje - wszystko online, dostępne od ręki. Narzędzia do edycji tekstu, ilustracji, oprogramowanie liczące. Na pewno na to wpływ na efektywność uczenia i badań, dla tych którzy chcą się uczyć.
                                  3. Zgadzam się. Ale zawsze się znajdzie kilku takich jak wspomniałeś, bez zobowiązań albo utrzymanków, którzy mogą się oddać pracy naukowej. Import naukowców z zagranicy to fakt, szczególnie z państw byłego ZSRR
                                  5. Utrzymankowie rodziców lub małżonków
                                  6. Nie cieszę się że wraca. To dyskusja na osobny długi wątek.
                                  • flamengista zupełnie nie rozumiesz problemu 06.04.11, 20:41
                                    1. "panie przy mężu" - mają na głowie inne sprawy, niż prozaiczne prowadzenie zajęć. Nie wezmą zaocznych w weekendy, bo opiekują się dziećmi albo jadą z mężem na wycieczkę. Nie są dyspozycyjne, więc uczelnia niechętnie je zatrudni.

                                    2. "nawet jeśli się nie nadają to ich ilość działa psychologicznie. Wielu pracodawców skusi się na takiego słabeusza bo można mu zapłacić mniej, brak intelektu nadrobi być może pracowitością - czyli siedzeniem po godzinach" - ależ wręcz przeciwnie! Problemem nie jest brak intelektu, tylko jego nadmiar. Młodzi doktorzy BARDZO się cenią i nie zamierzają pracować nic ponadto, co muszą. A tu chodzi o to, by adiunkt brał 200 godzin ponadwymiarowych rocznie, dzięki czemu oszczędzi się ok. 50% dodatkowego etatu.

                                    3. "Ale zawsze się znajdzie kilku takich jak wspomniałeś, bez zobowiązań albo utrzymanków" - no my ich właśnie szukamy, od dobrych 2 lat i nie możemy znaleźć.

                                    Zrozum - my tą dyskusję przerabialiśmy z bumcykcykiem wielokrotnie. Tu chodzi o specyfikę dyscypliny. W naukach społecznych jest zupełnie inna sytuacja, niż w humanistyce.
                                    • marcio1234 Re: zupełnie nie rozumiesz problemu 07.04.11, 22:12
                                      Punkty były pewnie dyskutowane. Co do trzeciego to jak ktoś nie ma zobowiązań i jest bystry to już dawno wyjechał zagranicę. Chyba że jego działka jest wybitnie niemiędzynarodowa. Nie jestem z humanistyki, pisałem o sytuacji na średniej klasy politechnice.
                                      • flamengista no właśnie 08.04.11, 09:17
                                        Jest migracja - albo zewnętrzna, albo międzygałęziowa - czyli zamiast pracy naukowej, ludzie przechodzą do biznesu.

                                        No i wyjaśniło się - piszesz o politechnice. Ok, wierzę ci że jest jak opisujesz:)

                                        Natomiast na uczelniach ekonomicznych jest zupełnie inaczej. Owszem, chętnych na państwową posadę jest sporo. Ale chętnych do pracy - już nie. Pracę na uczelniach większość osób z zewnątrz wyobraża sobie w postaci 1 dnia w tygodniu, podczas którego odbębni się 1-2 wykłady, odbędzie konsultacje (na których wypije się kawkę i poplotkuje) i po 15tej wyjdzie do domu. Nic dziwnego, że przy takim wyobrażeniu traktują oni pracę na uczelni jako dodatek do właściwej pracy, którą wykonują sumienniej.

                                        Kiedyś było to nawet tolerowane. Dzisiaj, gdy do głosu dochodzi jednak trochę inne pokolenie - przyzwolenie na taką olewkę jest coraz mniejsze, przynajmniej u nowo zatrudnianych (wiadomo, zastaną sytuację trudno zmienić).
                              • matdokt Re: sendi 06.04.11, 14:09
                                Drogi marcio1234, jesli jak twierdzisz nie ma popytu na pracownikow umyslowych po doktoracie na twoim kierunku, to jakim cudem absolwenci zarabiaja 3x tyle co stypednium doktoranckie? czy moze twierdzisz, ze absolwenci po twoim kierunku zostaja kierowcami tirów?
                                a moze twierdzisz ze ludzie z doktoratem sa przekwalifikowani i za starzy (bez doświadczenia w branżu), wiec przegrywaja konkurencje z świeżo obronionymi magistrami? co może być blizsze prawdy, ale nie musi

                                a poza tym nie rozumiem twojej definicji bycia "geniuszem", czlowiek, ktory zgadza się na 1800 mając doktorat to chyba nie jest geniusz
                                • marcio1234 Re: sendi 06.04.11, 19:44
                                  Może ci pracownicy umysłowi chcieliby "projektować" maszynę a nie być tylko jej trybikiem? Może myślą że inwestują w siebie, że się jeszcze odkują? Nie wiem co nimi kieruje. A może nie lubią słuchać poleceń, być ograniczani, np. u prywaciarza nie mogliby pisywać na forum w godzinach pracy. Popatrz ile ludzi pisuje tutaj w środku dnia. Ok, pewnie robią to w czasie 15 minutowej przerwy na obiad.
                                  Chyba nie ma wątpliwości, że na rynku większą szansę ma młody, "dynamiczny" bez doświadczenia niż stary, niedynamiczny, z niewłaściwym doświadczeniem (np. nawykami z pracy na państwowym)
                                  Geniusz nie zawsze musi iść w parze z dochodami, przeciwnie, zazwyczaj nie idzie. Dam Ci przykład: załóżmy, że jestem geniuszem szachowym, może nie takim dobrym jak np. Kasparow albo Fischer ale czołowym zawodnikiem krajowym. Tylko szachy mnie interesują, naprawdę dobrze mi to wychodzi, kształciłem się w tym przez większość życia, nic więcej nie potrafię. Niestety, szachy to nie skoki narciarskie, nie piłka nożna ani taniec na lodzie. Nie są widowiskowe i pasjonuje się nimi garstka hobbystów, sponsorzy omijają to szerokim łukiem. Więc prowadzę sobie kółko szachowe, piszę coś o tym do gazetki, zostaje zapraszany na jakieś zawody jako sędzia, ekspert. To wszystko w sumie daje mi 1800 zł miesięcznie. Za szachy możesz podstawić jakąkolwiek nierynkową dziedzinę.
                              • flamengista ? 06.04.11, 20:31
                                > Zrobienie doktoratu jeszcze nigdy nie było tak
                                > łatwe jak w dzisiejszych czasach.
                                To prawda.

                                > Co do masowych odejść to na mojej uczelni jest zupełnie inaczej. Na dzienne stu
                                > dia doktoranckie jest zazwyczaj kilkakrotnie więcej chętnych niż miejsc.
                                To też prawda.

                                > w, bez problemu 3x wysokość stypendium. Ludzie przychodzą na wolontariaty, z wł
                                > asnym sprzętem, pracując gdzieś tam w kącie używając pudła kartonowego jako biu
                                > rka, krążąc jak sępy nad każdym zatrudnionych, który popadł w niełaskę szefa. J
                                > est też cała rzesza post-doków czekających na etat, pracujących za znacznie mni
                                > ej niż te wymienione 1800 zł, lub po prostu przychodzących też na wolontariat.
                                Cóż, tak może jest u Ciebie. U nas jest problem z zatrudnieniem adiunkta za 3000 na rękę, bo każdy kto przychodzi ma muchy w nosie. Nawet pensum im się nie chce wyrabiać, najchętniej pojawialiby się raz w tygodniu na uczelni.

                                Generalnie ekonomiści mają jednak możliwości dorobienia i nikt z nowych doktorów, bez doświadczenia akademickiego na poważnie nie zamierza wyłącznie pracować na uczelni. Uczelnia ma mu dawać ZUS, kontakty i prestiż instytucji. Ma być dodatkiem do właściwej pensji i zawodu.

                                > Dlaczego? Bo rynek pracy potrzebuje może z 20% ich umiejętności, nie potrzebuje
                                > myślicieli od rozwiązywania akademickich problemów. Potrzebuje pracowników, kt
                                > órzy będą wykonywali polecenia, a nie poddawali je w dyskusję albo co gorsza si
                                > ali ferment wśród innych pracowników.
                                Dokładnie tak i takich jest jak na lekarstwo wśród nowych doktorów, a nawet doktorantów. Szef szukał do projektu doktoranta na kilkuletnią umowę (przy grancie), płatne 1500 na rękę na miesiąc. Zgłosiło się mnóstwo osób - głównie doktorantów którzy okazywali się pracującymi na pełny etat menedżerami w prywatnym biznesie. Oczywiście kasę chętnie by wzięli i do projektu by się dopisali. Nie zamierzali jednak nawet kiwnąć palcem!

                                Jak widzisz, wszystko zależy od specyfiki dyscypliny. To co ty opisałaś to domena humanistyki, prawda?
                  • adept44_ltd Re: sendi 27.03.11, 11:55
                    jeśli ci zależy na dostarczaniu argumentów, no to rozmijasz się ze swoimi intencjami, pisząc to, co piszesz...bo głównie dostarczasz argumentów za tym, by cię ignorować...
                  • bumcykcyk2 Re: sendi 27.03.11, 20:52
                    Sendi, nie napinaj się tak, bo Ci żyłka pęknie.... Nic u was nie działa, poza tym, że żyjecie sobie głównie na plecach Chińczyków oraz produkujecie światową walutę. Też bym chciał sprzedawać wszystkim obligacje nominowane w walucie, którą potem bym sobie dewaluował dodrukowywaniem jej bez opamiętania. Już teraz wszędzie na świecie jesteście dziadami, bo siła nabywcza 100 USD poza USA jest żałosna (Górną Woltę i Haiti litościwie pomijam). Poczekaj sendi, aż kraje arabskie przejdą w końcu na rozliczenia ropy w euro, a się zdziwisz... W nauce bazujecie od zawsze na ściąganiu do siebie za gruba kasę ludzi wykształconych gdzie indziej na świecie. No faktycznie, chów wsobny to nie jest, ale z nadymaniem się z powodu stosowania takiego procederu byłbym ostrożny. Poziom waszego szkolnictwa, większości uniwersytetów stanowych nie wyłączając, jest po prostu na poziomie męskiego fallusa. Podobnie jak przyrodzony kretynizm waszej klasy średniej, która faktycznie nie wie, gdzie leży Europa i zazwyczaj nie potrafi wykonać prostych działań arytmetycznych bez pomocy kalkulatora. Dodajmy do tego polityczno-poprawną świętojebliwość, tuszującą wyjątkowo wredne sobkowstwo i himalaje uprzedzeń klasowo-rasowych, a już masz ten najlepszy ze światów.

                    A teraz nie bój się i daj odpór w stylu Kolejarza USA. Już cały drżę z niecierpliwości, czym mnie zakasujesz.
                    • sendivigius Re: sendi 28.03.11, 08:48
                      bumcykcyk2 napisał:

                      Nic u was nie działa, poza t
                      > ym, że żyjecie sobie głównie na plecach Chińczyków oraz produkujecie światową w
                      > alutę.


                      Napisal Bumcyk na amerykanksim komputerze z amerykanskim procesorem, z amerykanskim systemem operacyjnym, po czym to wyslal amerykanksim protokolem. A pisal Bumcyk na amerykanskiej klawiaturze bo najlepsi na swiecie polscy informatycy przez 20 lat nie potrafilili zrobic klawiatury z polskimi znakami, nie mowiac o juz o tym ze nawet plastik na klawiszach jest amerykanski i na dodatek bateria co podtrzymuje caly system. Dlatego Bumcyk jak sie porzadnie wkurzy to nalozy na glupich Hamerykanow embargo gospodarcze i bedzie mial w sklepie ocet na polce ale nie popusci.

                      Też bym chciał sprzedawać wszystkim obligacje nominowane w walucie, który,

                      Kazdy by chcial, ale nie kazdy ma do dyspozycji US Army, US Navy, US Air Force i US Marines. Na razie rzad nad Wisla ma TU 154, armie ktora ma wiecej akademii niz dywizji i marynarke ktora ma wiecej admiralow niz okretow.

                      Już cały drżę z niecierpliwości, czym mnie zakasujesz.

                      Tym, Bumcyk cie zakasuje ze jesli mi zarzucasz nieznajomosc polskich realiow to ja ci odpowiem czy zdajesz sobie sprawe jak Polska wyklada z oddali, w duzej perspektywie?
                      • bumcykcyk2 Re: sendi 28.03.11, 11:49
                        Sendi, jeśli Ty nie dostrzegasz, że Ameryka żyje na plecach reszty świata, to ja gratuluję samopoczucia. Produkujecie bez opamiętania zadłużenie, a waszym szczęściem jest to, że są wciąż tacy, którzy chcą je finansować. Grecja, a ostatnio Portugalia nie mają takiej wygody, no, ale nie zafundowały sobie US Army, US Navy, US Air Force i US Marines. Odnośnie amerykańskiej technologii - czemu nie chwalisz się domami ze sklejki, dykty i papieru, w których jesteście łaskawi mieszkać?

                        Sendi , jakakolwiek dyskusja nie ma sensu - pozostaniemy przy swoich zdaniach. Pozdrawiam
                        • sendivigius Re: sendi 28.03.11, 12:27
                          bumcykcyk2 napisał:

                          > Sendi, jeśli Ty nie dostrzegasz, że Ameryka żyje na plecach reszty świata, to j
                          > a gratuluję samopoczucia.

                          Nie tylko to dostrzegamy ale robimy z cala premedytacja. Za kazdym razem jak kupujesz Coca-Cole to wkladasz grosika do kuferka wujka Sama, jak Pepsi to tez.


                          Produkujecie bez opamiętania zadłużenie, a waszym szc
                          > zęściem jest to, że są wciąż tacy, którzy chcą je finansować. Grecja, a ostatni
                          > o Portugalia nie mają takiej wygody, no, ale nie zafundowały sobie US Army, US
                          > Navy, US Air Force i US Marines.


                          To nie zadne szczescie - to brak alternatywy. Wiesz ze chlopcom z Marines sie dwa razy nie powtarza. Kadafi widzisz nie chcial, wczesniej nie chcial Saddam, teraz juz wiesz Bumcyk co bedzie jak i ty przestaniesz chciec. Bo swiatem Bumcyk rzadzi naga sila, czasami bezposrednio czasami za pomoca pieniedzy, a dla tych najglupszych juz wystarczy sama propaganada. Jedyne szczescie polega na tym ze oprocz przemocy jest chaos, i to jedynie on krzyzuje plany.

                          Odnośnie amerykańskiej technologii - czemu nie
                          > chwalisz się domami ze sklejki, dykty i papieru, w których jesteście łaskawi m
                          > ieszkać?


                          Przyjedz, zrozumiesz dlaczego wlasnie sa takie technologie.

                          > Sendi , jakakolwiek dyskusja nie ma sensu - pozostaniemy przy swoich zdaniach.
                          > Pozdrawiam


                          Kiedy jak widzisz, my sie wcale nie roznimy, a scislej to roznimy sie tylko tym ze ja uwazam ze sie zgadzamy a ty ze sie roznimy.

                          I to by bylo na tyle, do dyskusji o wrednosci Wujka Sama i ogolnej parszywosci bytu sa inne fora.
                • dala.tata Re: sendi 27.03.11, 16:07
                  oooooooo. chcesz o tym porozmawiac bumcyk? opowiedz, jak to wszyscy sa zli wokol tych biednych naukowcow, steranych zyciem, z klodami pod nogami, z nahajem na plecach.....

                  opowiedz, ulzy ci.

                  bumcykcyk2 napisał:

                  > Nikt nie uważa się tu za git człowieka. A opis stosunków społecznych, który był
                  > eś łaskaw przytoczyć, akurat nie jest winą naukowców. To my jesteśmy najczęście
                  > j frajerami.
                  >
                  • bumcykcyk2 Re: sendi 27.03.11, 20:58
                    Dala, rozczaruję Cię, ale nic Ci nie powiem. Poza stwierdzeniem, że za zezwierzęcenie stosunków społecznych na pewno nie odpowiadają polscy naukowcy, co był łaskaw zasugerować Sendi.
                    • sendivigius Re: sendi 28.03.11, 09:09
                      bumcykcyk2 napisał:

                      Poza stwierdzeniem, że za zezwierzęcenie stosunków społecznych na pewno nie odpowiadają polscy naukowcy, co był łaskaw zasugerować Sendi.


                      Nie zasugerowac, Bumcyk ale napisac otwartym tekstem. Tak jest, szkolnictwo wyzsze i to czego tam sie mlodzi ludzie ucza i co widza bardzo silnie wplywa na cala reszte relacji spolecznych. Nigdy nie zapomne, Bumcyk, jak na pierwszym roku, na jednych z pierwszych zajec laboratoryjnych pewien docent doktor habilitowany czyscil brud za paznokciami linijka (Pawlak tez u niego studiowal?). Po tych zajeciach nic wiecej juz nie musialem sie dowiadywac o naukowcach w Polsce, bo juz wczescniej sie dowiedzialem ze najwazniejsza umiejetnoscia studenta jest przy zwracaniu sie do naukowca wyminienie wszystkich tytulow. Dlatego pleno titulo Bumcyk, tak nie lubicie Amerykanow bo samym swoim istnieniem was osmieszaja.
        • mn7 Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 13:19
          Z tym 1800 to chyba lekka przesada (może w PAN?), ale 2500 to już standard.
          • adept44_ltd Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 13:24
            u mnie w zakładzie pracują dwie panie doktor z taką pensją, debatujemy dalej?
            • mn7 Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 13:34
              Brutto?
              • adept44_ltd Re: entuzjazmu nie podzielam 26.03.11, 13:43
                netto
    • ta_ruda Re: Złamałam się... 26.03.11, 11:01
      nie pracuję w Polsce i nigdy nie pracowałam, więc nie znam tak naprawdę rzeczywistośći, ale 1800 zł dla pracownika naukowego z doktoratem to jest chyba jakis żart! Moja bratowa która jest po zawodówce, pracuje fizycznie zarabia 'na rękę' prawie 2500 zł!
      a ja sie zastanawiałam nad powrotem do Polski.....

      maria.francesca napisała:

      Niecałe 1800 zł pensji a
      > diunkta.
    • frusto 1800? 27.03.11, 14:50
      1800 pensji jako adiunkt? Serio? Nie sądziłem, że na wszystkich uczelniach zarobki są identyczne, ale żeby była aż taka różnica?
      • adept44_ltd Re: 1800? 27.03.11, 14:59
        doktorzy obecnie pracują jako asystenci..., 1800 ma adiunkt w PAN-ie
    • larusse krótkie pytanie. 27.03.11, 17:13
      To Ty nie wiedziałaś ile możesz kasy oczekiwać (na tej konkretnej uczelni)? W sensie, jakie są średnie zarobki, szanse na podwyżkę, awans (cokolwiek to znaczy) itd.? Za co płacą, za co nie? Na jaki standard życia będziesz mogła sobie pozwolić... Jakoś nie chce mi się wierzyć...

      bo jak na razie to gadasz trochę jak ta studentka (spec. nauczycielska), która nagle na 4 roku się budzi i z pretensjami do nie wiadomo kogo: "bo ona nie wiedziała, że nauczyciele tak mało zarabiają i że pracę trudno znaleźć... jakby wiedziała to wybrałaby inny kierunek" (wyimek z Przeżyć Larusse). I wtedy to ja się pukam w czoło.
      • maria.francesca Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 07:56
        Twoje porównanie jest kompletnie nietrafione. Między innymi dlatego, że ja do nikogo pretensji nie mam, i w przeciwieństwie do rzeczonej studentki nie siedzę i nie płaczę tylko zakasam rękawy i biorę się do roboty. I to właśnie chciałam pokazać w tym wątku. Poza tym, warunki, które ze mną ustalano na początku, były zupełnie inne.

        To, co MIAŁO być (wg kierownika katedry na rozmowie kwalifikacyjnej):
        a/ podwyżka do 2700 netto od razu po obronie,
        b/ dodatkowe dochody z grantów badawczych (ok. 1000-1500 zł miesięcznie).
        Na takie warunki się zgodziłam.

        To, co JEST:
        a/ brak podwyżki na którą czekam od dwóch lat,
        b/ granty piszę i realizuję w praktyce tylko ja, podczas gdy kierownikiem grantów jest mój szef ("polecenie służbowe" żeby zawsze dawać go jako kierownika), który wypłaca sobie większość pieniędzy, moje dochody z grantu są w efekcie znikome (ok. 200zł na miesiąc, które i tak wydaję na książki), a nakład pracy duży,
        c/ stanowisko darmowego, katedralnego tłumacza: prezentacje, artykuły, korespondencja szefa, który angielskiego nie zna, ale chce być "międzynarodowy"; zdarza mi się tez nierzadko tłumaczyć artykuły z angielskiego na polski, gdy ktoś mu polecił jakiś "paper"; najczęściej jednak tego potem nie czyta, tylko zerknie pobieżnie i ciśnie do szuflady.
        d/ pomoc w organizacji konferencji itp - już nawet nie wspomnę.

        Żeby nie było: lubię to, co robię, lubię naukę i pracę na uczelni. Być może moja sytuacja nie jest do końca typowa, ale z tego co słyszałam stosunki feudalne i perfidne wykorzystywanie pracowników to norma na polskich uczelniach. A swoją drogą - ileż negatywnych emocji wzbudził mój wątek! Tak, jak mówiłam: narzekasz a nic nie zmieniasz - źle, zmieniasz - też źle...
        • sendivigius Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 09:15
          maria.francesca napisała:

          ale z tego co słyszałam stosunki feudalne
          > i perfidne wykorzystywanie pracowników to norma na polskich uczelniach.


          Tyle ze ty wcale nie chcesz tych stosunkow zmienic. Ty tylko chcesz sama zostac feudalem. Tu lezy istota tej dyskusji i tego problemu. Kali ukrasc krowe dobry uczynek. Ale widze ze nie wytlumacze i nie ma na to szans, tak jak mu
          • pzgr Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 10:14
            Sendi,
            Nie wiem, czy ona chce być feudałem, więc nie przesadzaj z przypisywaniem innym intencji.
            Ale:
            Sendi, masz rację, jeżeli chodzi o diagnozę model stosunków społecznych. I masz rację, że ludzie w tym systemie dążą do osiągnięcia pozycji feudała i nie próbują go zmieniać.
            Nie sposób jednak powstrzymać się od komentarza, że to są zachowania racjonalne i przystosowawcze, bo pozwalają "robić karierę" i utrzymać pracę.
            Niestety, tego typu systemy regulowane ustawami, zmienia się odgórnie, a oddolne działania prowadzą jedynie do tego, że rewolucjoniści są usuwani z systemu (mam w tej sprawie osobiste doświadczenia).
            Dlatego wiązałem pewne nadzieje z nową ustawą, ale wiem, że byłem naiwniakiem.


          • maria.francesca Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 12:21
            >Tyle ze ty wcale nie chcesz tych stosunkow zmienic.

            Ależ bardzo chcę :) Bardzo proszę oświeć mnie tylko sendi, jak mam się do tego zabrać...? Proszę o konkrety...
            • sendivigius Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 12:43
              maria.francesca napisała:

              > >Tyle ze ty wcale nie chcesz tych stosunkow zmienic.
              >
              > Ależ bardzo chcę :) Bardzo proszę oświeć mnie tylko sendi, jak mam się do tego
              > zabrać...? Proszę o konkrety...


              Sluze uprzejmie konkretami. Omawiajac warunki przyjecia do pracy zgodzialas sie a nawet cieszylas sie na warunki ze bedziesz miala ekstra 1000 PLN z grantow. Czyli ze w godzinach pracy bedziesz wykonywac jakas inna prace za ktora beda ci placic dodatkowo. To normalne powiesz. Tak jest, kazdy Muzulmanin ci powie ze normalnie to zone nalezy bic, a Kali ze mozna nawet zjesc. Zapewniam cie ze sa kraje ze za takie numery mozna wyladowac w pace nie mowiac o wylotce z uniwersytetu. (tak, tak mowie o braniu pieniedzy z grantow gdy sie jest na etacie a nie o biciu zony).

              Jak wiec widzisz ty nie chcesz nic zmieniac, ty chcesz sie dorwac do koryta. Na plaszczyznie osobistej ja to rozumiem, ale nie opowiadaj na forum bajek, a moze zostaw je na oficjalne okazje jak bedzie wielka feta i jak bedziecie sobie nawzajem kadzic o wielkiej roli nauki i etosie naukowca.
              • whiteskies Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 14:01
                Słyszałeś o pojęciu premii?
                • sendivigius Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 14:58
                  whiteskies napisał:

                  > Słyszałeś o pojęciu premii?


                  Owszem. Ale przypomnij nam, bo już sie obawiam że rozumiemu tu coś innego. Tak, tak jak wiem w Polsce nawet budżetowka wypłaca sobei 13, a w Grecji to nawet emeryci mają 13 emeryturę.

                  Albo mówimy o tym co jest uczciwe albo o tym co jest legalne. Prezydent Kaczyński, na przykład, zupełnie legalnie przyznał sobie 50 tyś premii po czym zupełnie legalnie sobie te pieniądze wypłacił. Mucha nie siada. Udało się wam że sobie nie przyznał 5 mld.
                  • whiteskies Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 08:48
                    Uczciwa jest godziwa zaplata za dobrze wykonana pracę. Formy umowy i sposobu zapłaty mogą być różne, ważne jest dotrzymanie warunków. Nieuczciwe jest zarówno złe wykonywanie pracy jak i niegodziwa i niezgodna z umową zapłata za dobrze wykonana pracę.
                    Ja widzę absurd wielu sytuacji w Polsce, w tym i nieuczciwej pracy i nieuczciwego jej wynagradzania. Na co mam wpływ, to na uczciwe wykonywanie pracy i staram się to robić. Staram się też wywiązywać ze zobowiązań i podpisywać uczciwe umowy. Czy uważasz że to niemoralne?

                    Ps.
                    Według danych tu:
                    www.worldsalaries.org/professor.shtml
                    pracownik naukowo-dydaktyczny w USA średnio pracuje 32.3 godziny w tygodniu.
                    Z kolei tu:
                    www.businessweek.com/bschools/blogs/mba_admissions/archives/2010/04/faculty_see_smallest_salary_increase_in_50_years.html
                    piszą że:
                    "Many faculty (particularly b-school faculty) have consulting businesses on the side, write books, and have other sources of income."
                    Czyli z ta jednoetatowościa i pracą tylko na uczelni tez nie tak różowo i w USA....
                    Czy to co dorabiają na boku pracujac średnio nieco ponad 32 godziny w tygodniu jest uczciwe czy nie?
                    • tocqueville Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 08:57
                      Uczciwa jest godziwa zaplata za dobrze wykonana pracę

                      zdefiniuj jeszcze "godziwa"
                    • adept44_ltd Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 09:27

                      pracownik naukowo-dydaktyczny w USA średnio pracuje 32.3 godziny w tygodniu.

                      jak dla mnie, to straszny leń z niego, czy pasożyt?
                      • dala.tata Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 10:39
                        podejrzewam jednak, ze to chodzi o pracowanie w pracy, adepcie. a nie pisanie w dresie przy komputerze w domu.

                        adept44_ltd napisał:

                        >
                        > pracownik naukowo-dydaktyczny w USA średnio pracuje 32.3 godziny w tygodniu.
                        >
                        > jak dla mnie, to straszny leń z niego, czy pasożyt?
                        >
                        • adept44_ltd Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 10:53
                          pomijając już wszystkie inne kwestie, drogi Dala, nie za bardzo rozumiem, dlaczego pisanie przed komputerem w domu stygmatyzujesz - określeniem 'w dresie'??? prosiłbym o wyjaśnienie, bez uciekania w różne poboczne wątki...
                          poza tym - mnie jest wszystko jedno, gdzie piszę, gdybym miał warunki w pracy, mógłbym w pracy... ale w moim pokoju dyżuruje spora ilość pracowników, spotykają się doktoranci, odbywają seminaria, egzaminy...
                          • tocqueville Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 11:13
                            nie bardzo rozumiem czym jest gorsze pisanie artykułów czy przygotowywanie się do zajęć od tych czynności wykonywanych na uczelni
                            w godzinach szczytu dojazd do pracy zajmuje nawet 1h - to jest dopiero marnowanie czasu (choć ja sobie słucham wykładów po agielsku np.... Kagana :)
                            • dala.tata Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 19:06
                              ale w sensie ze ja napisalem, ze jest gorsze?

                              tocqueville napisał:

                              > nie bardzo rozumiem czym jest gorsze pisanie artykułów czy przygotowywanie się
                              > do zajęć od tych czynności wykonywanych na uczelni
                              > w godzinach szczytu dojazd do pracy zajmuje nawet 1h - to jest dopiero marnowan
                              > ie czasu (choć ja sobie słucham wykładów po agielsku np.... Kagana :)
                          • kardla Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 11:14
                            Tez bym chciala wiedziec czemu praca w domu w dresie jest gorsza od pracy na uniwersytecie?

                            Dodam na uniwersytecie na korytarzu lub w kantynie. Bo biurka osobistego niet.

                            Na moim starym wydziale w Polsce, najczestrzym miejscem na konsultacje ze studentami byla kafejka w podziemiach budynku. I bynajmniej nie dlatego ze kadra bezczelna i chciala za pieniadze podatnikow posiedziec przy kawie. Po prostu wiekszosc ludzi miala biurka do podzialu na dwie trzy osoby. I siedziec nie mogla tam (chyba ze na kolanach kolegi/kolezanki).
                            Ja jako doktorankta mialam niezwykle szczescie miec biurko. Niestety stalo na nim gigantyczne ksero :P

                            W stanach mialam wlasne biurko, oraz przynajmniej 4m2 wlasnej przestrzeni :P

                          • flamengista Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 12:19
                            Ja bym chciał wreszcie doczekać sytuacji, kiedy w moim gabinecie stanie ergonomiczne biurko i krzesło. Wtedy możemy ew. pogadać o pisaniu w pracy. Na razie to po 1,5 godziny konsultacji plecy bolą tak, że nie sposób dłużej siedzieć.

                            A wniosek o nowe krzesło rozpatrywany od ponad roku, była już stosowna komisja która analizowała koszty naprawy dotychczasowego i kupna nowego. O biurku już nie wspomnę. Chyba za chwilę zawołam BHPowca do pomocy, bo jestem pewien że przepisy w przypadku mojego gabinetu nie są spełnione.

                            Dzisiaj natomiast siedząc w domu "w dresie" napisałem 3,5 strony tekstu po angielsku oraz przeczytałem i zrobiłem notatki z jednego artykułu. Na uczelni byłbym szczęśliwy, gdyby udało się zrobić połowę tego.
                            • adept44_ltd Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 12:45
                              a jaki masz "dres"?
                              • flamengista markowy 29.03.11, 19:41
                                w barwach uczelnianych, z logo na przodzie. Na smyczy przypięty identyfikator. Na wszelki wypadek, jak przyjdą z kontrolą.

                                Natomiast moim marzeniem jest zakup tego klasyka:

                                https://wytrzymalska.blox.pl/resource/KIEPSCY.jpg
                            • pfg Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 12:52
                              Krzesło ergonomiczne - a raczej taki "klęcznik" - w pracy mam. Sam sobie kupiłem. Podobnie jak dwie szafy na książki i papiery (OK, przyznaję, jedną wziąłem z domu, bo żona kupiła sobie większą na własne papiery). Biurko mam państwowe, ale lampkę na biurku prywatną. A w zeszłym roku z grantu kupiłem dobrego laptopa! Przepisy są jakieś takie absurdalne, że komputer, choć droższy, jest znacznie łatwiej kupić, niż meble. Za to z racji funkcji administracyjnych mogę do woli korzystać z papieru, długopisów i innych materiałów biurowych. No i ja to, wstyd powiedzieć, marnotrawię: zamiast do działalności administracyjnej, używam tego do działalności naukowej i do przygotowywania zajęć. Jestem pasożytem?
                            • pzgr Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 13:33
                              Nie jojcz :-)
                              Masz bowiem gabinet.
                              Najlepsze w całej nauce są kołchozy - 1 pokój na 10 osób.
                              • flamengista ja mam luksusy 29.03.11, 19:37
                                gabinet mamy w 2 osoby - z koleżanką, przy czym tak ładnie się nim dzielimy że na ogół nie wchodzimy sobie w drogę i nie przeszkadzamy. Tu faktycznie full-wypas.

                                Co do sprzętu - przez pierwsze parę lat pracowałem na komputerze, który sam kupiłem i wyprowadziłem z domu. Podobnie drukarkę, monitor etc.

                                W przypadku mebli - też byłem bliski złamania się jak pfg i kupienia porządnego krzesła, ale stwierdziłem że to jest już przesada.

                                Natomiast prawda jest taka, że na obecnych krzesłach nie da się długo siedzieć. Gdyby nie to głupie krzesło, częściej bym siedział na uczelni:)
                              • larusse To jakiś koszmar... 29.03.11, 21:47
                                pzgr napisał:

                                > Nie jojcz :-)
                                > Masz bowiem gabinet.
                                > Najlepsze w całej nauce są kołchozy - 1 pokój na 10 osób.
                                • flamengista jaki koszmar 29.03.11, 21:51
                                  znałem przypadek, gdy kierownik zakładu na UJ miał do WYŁĄCZNEJ dyspozycji WŁASNĄ SZUFLADĘ we wspólnym biurku. 1 biurku w pokoju na 17 osób.
                                  • larusse Re: jaki koszmar 29.03.11, 22:07
                                    To nawet ja w mojej robocie (bo trudno to nazwać pracą) mam lepiej... ale ja jestem "cenna", więc może dlatego :)

                                    flamengista napisał:

                                    > znałem przypadek, gdy kierownik zakładu na UJ miał do WYŁĄCZNEJ dyspozycji WŁAS
                                    > NĄ SZUFLADĘ we wspólnym biurku. 1 biurku w pokoju na 17 osób.
                          • dala.tata Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 19:04
                            stygmatyzuje??? raczej sadze swoja miara. ja sie przebieram w piekne spodnie od dresu i podkoszulek, gdy zaczynam pisac w domu. co wiecej, ja uwazam, ze to jest prawidziwa praca. ja z kolei nie potrafilbym pisac na uczelni, bo wole w dresie.

                            ja tylko mowie, ze sadze, iz czas pracy podany odnosil sie od pracy na uczelni, nie uwzglednial pracy w domu. .
                            • adept44_ltd Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 19:32
                              a ja sądzę, że to był czas pracy...
                              • dala.tata Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 20:08
                                watpie, jednak pewnie nalezaloby poznac metodologie badania.

                                adept44_ltd napisał:

                                > a ja sądzę, że to był czas pracy...
                                • adept44_ltd Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 20:20
                                  wypadałoby
                    • kardla Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 11:09
                      w stanach czas pracy = calkowity czas przeznaczony na opedzenie rzeczy zwiazanych z praca.

                      Np. Jako graduate student bylam zatrudniona na pol etatu czyli 20 godzin w tygodniu i w ramach tych 20 godzin mialam dwa razy po 1.5 godzin zajec. 17 pozostalych godzin to byl czas na przygotowanie sie do zajec, sprawdzenie cwiczen, konsultacje.

                      W Polsce pracowalam rowniez i mialam 4,5 godzin zajec w tygodniu, ktore liczyly sie za 4,5 godziny. Wycieczki terenowe gratis (dla uniwersytetu, ja musialam placic za transport, materialy dla calej grupy etc).

                      Normalny profesor na dobrym uniwersytecie badawczym ma zwykle nie wiecej niz 3-4 kursy w roku. Czyli najwyzej 3 godziny zajec w tygodniu. Do tego o ile grupa jest wieksza niz 15 osob, TA do pomocy.

                      Pporownywanie warunkow pracy wykladowcy w USA i Polsce na zasadze 'oni pracuja 32 godziny w tygodniu a nasi maja zaledwie 12 godzin wykladow w tygodniu' jest absurdalne.
                      • adept44_ltd Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 11:20

                        w stanach czas pracy = calkowity czas przeznaczony na opedzenie rzeczy zwiazany
                        > ch z praca.

                        no własnie, to było to moje poza wszystkim... bo tam było napisane czas pracy - naukowo-dydatktycznej...
                        ciekawie mnie tylko, dlaczego Dala przeczytał swoje?

                        podtrzymuję - lenie..., jeśli Sendi pracuje też tylko tyle, to powiem wprost - nierób zupełny, i tyle mam na ten temat do dodania
                      • dala.tata Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 19:05
                        mysle ze nie doceniasz tego, ze profesor (na dowolnym uniwersytecie) ma znacznie wiecej pracy niz tylko chodzenie na zajecia.
                  • whiteskies Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 08:57
                    > Prezydent Kaczyńs
                    > ki, na przykład, zupełnie legalnie przyznał sobie 50 tyś premii po czym zupełni
                    > e legalnie sobie te pieniądze wypłacił. Mucha nie siada. Udało się wam że sobie
                    > nie przyznał 5 mld.
                    Masz racje. Wy nie macie natomiast szczęścia, ze Haliburton wyszarpał tyle ile wyszarpał np. na Irak. Leganie? Raczej tak. Uczciwie?jak to przeklada sie na problem o którym piszesz?
                    Zgadzam sie ze nieuczciwosc trzeba zwalczać. Ale liczą sie tez uczciwe i własciwe argumenty w dyskusji.
              • maria.francesca Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 14:18
                > Czyli ze w godzinach pracy bedziesz wykonywac jakas inna prace za ktora beda ci placic dodatkowo

                A jeśli ja tę inną pracę będę wykonywać po godzinach...?
                • sendivigius Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 14:51
                  maria.francesca napisała:

                  > A jeśli ja tę inną pracę będę wykonywać po godzinach...?


                  A wierzysz w krasnoludki? Bo jak tak sprawa prosta, one wykonają robotę.
                  • maria.francesca Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 15:05
                    >A wierzysz w krasnoludki?

                    No widzisz, jak ci brakło argumentów...
                    • sendivigius Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 15:35
                      maria.francesca napisała:

                      > >A wierzysz w krasnoludki?
                      >
                      > No widzisz, jak ci brakło argumentów...


                      Prawda. Argumenty racjonalne wyczerpałem.
                      • maria.francesca Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 16:14
                        > Argumenty racjonalne wyczerpałem

                        No popatrz, jak się zgadzamy :) to samo sobie pomyślałam, jak tylko zobaczyłam twój pierwszy wpis w tym wątku...
              • bumcykcyk2 Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 17:13
                sendivigius napisał:

                > Sluze uprzejmie konkretami. Omawiajac warunki przyjecia do pracy zgodzialas sie
                > a nawet cieszylas sie na warunki ze bedziesz miala ekstra 1000 PLN z grantow.
                > Czyli ze w godzinach pracy bedziesz wykonywac jakas inna prace za ktora beda ci
                > placic dodatkowo. To normalne powiesz. Tak jest, kazdy Muzulmanin ci powie ze
                > normalnie to zone nalezy bic, a Kali ze mozna nawet zjesc. Zapewniam cie ze sa
                > kraje ze za takie numery mozna wyladowac w pace nie mowiac o wylotce z uniwersy
                > tetu. (tak, tak mowie o braniu pieniedzy z grantow gdy sie jest na etacie a nie
                > o biciu zony).

                Sendi, to, że mamy zarabiać większe pieniądze korzystając dodatkowo z grantów jest oficjalnym stanowiskiem ministerstwa. To samo usłyszałem również niedawno z ust Pani Chałasińskiej-Macukow, rektor Uniwersytetu Warszawskiego. W swoich dywagacjach osiągasz ścianę absurdu. Słyszałeś może o pracy dziennikarza telewizyjnego czy prasowego? W większości redakcji jest tak, że taki jegomość dostaje stałą niewygórowaną pensję "za gotowość", a resztę zarabia wierszówką (prasa) lub za każdy wyemitowany materiał (telewizja). Nie mówię już o wielości płatników, bo w tym środowisku to standard, a kontrakty na wyłączność i zakaz udziału w reklamach kupione są gigantycznymi pieniędzmi (poczytaj prasę kolorową). Rozumiem, że tę grupę zawodową też masz ochotę wsadzić do paki albo wyrotować? Wydaje mi się, że kompletnie nie rozumiesz pojęcia wolnego zawodu...
                • sendivigius Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 08:55
                  bumcykcyk2 napisał:

                  > Sendi, to, że mamy zarabiać większe pieniądze korzystając dodatkowo z grantów j
                  > est oficjalnym stanowiskiem ministerstwa.


                  Nie, no dobra, nikt tu nie mowi o łamaniu prawa, w rozumieniu prawa pisanego w ustawach.

                  Jeżeli zaś chodzi o panie: minister i rektor, to już od dawna uważam że "koło gospodyń wiejskich" powinno zarządzać zagrodą a nie nauką. Nie deprecjonuję rolnictwa, bez niego nie bylo by co jeść ale naprawde nauka to biznes innego rodzaju. Mówiąc to co mówią są w błedzie i tyle. Jest to polityka krótkowzroczna, które da takie efekty, lub takie szkody, jak polityka wielkiego skoku za Mao, gdzie w dymarkach na podworzach wytapiano żelazo. Pani minister źle, ale to zuplenie źle rozumie cele nauki, wybiera więc nieadekwatne środki. Dodam że pani minister jest prawniczka z prywatnej szkoly to, jeszcze by ja usprawiedliwiało ale pani rektor jako fizyk powinna sie wstydzić.
          • pfg Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 20:53
            sendivigius napisał:


            > Tyle ze ty wcale nie chcesz tych stosunkow zmienic. Ty tylko chcesz sama zostac
            > feudalem.

            Non sequitur, sendi. Możesz ją pryncypialnie oskarżać o chęć robienia fuch i nieuczciwe wykorzystywanie pierwszego (państwowego) pracodawcy, ale nic, jak dotąd, nie wskazuje na to, iż mariafrancesca zamierza w przyszłości tak traktować swoich ewentualnych podwładnych, jak sama jest teraz traktowana. Co więcej, zyskanie pewnej niezależności finansowej można postrzegać jako narzędzie, które może (może - nie musi) prowadzić do zmiany stosunków społecznych w jej dotychczasowym miejscu pracy: nie będzie musiała drżeć o groszową wypłatę z grantu, więc będzie mogła szefowi odmówić wykonywania *za niego* różnych czynności. A skoro szefowi zbuntuje się jego pół-niewolnica, a nuż będzie zmuszony zmienić swoje podejście? (Zamiast 200 PLN z grantu, zapłaci 300 :-/)

            Znamy tylko relację jednej strony, ale to szef mariifranceski, nie ona sama, jawi się jako pasożyt-tasiemiec. Pasożyt tak naukowy, jak finansowy.

            Nawiasem mówiąc, to forum ilustrowane jest obrazkiem z phdcomics.com. Autor naśmiewa się tam z doktorantów, ich prokrastynacji etc, ale pokazuje też jak Prawdziwi (choć "cartoon") Amerykańscy Profesorzy, Najprawdziwsi i w Ameryce, wykorzystują swoich doktorantów. Coś jak Dilbert szydzący z absurdów życia korporacyjnego. Ja rozumiem, że są to przykłady skrajne i wyostrzone, żeby podkreślić ich absurdalność, ale gdyby kompletnie wydumane i oderwane od rzeczywistości, nie byłyby śmieszne, nie uważasz, sendi?
            --
            Przesiąknięty feudalną mentalnością
            • sendivigius Re: krótkie pytanie. 29.03.11, 08:43
              Ależ jak najbardziej sequitur. Jak mawiała Kubuś Puchatek w teorii teoria zgadza się z praktyką, w praktyce nie. Więc teoretycznie masz rację. Jest też takie indiańskie przysłowie które mówi że jak widzisz ślady kopyt na piasku to zakładaj że to był koń a nie zebra. Podsumowując mądrości ludowe to z osobistych kontaktów nie widzę aby był nastrój rewolucji albo nawet chęć zmian wsród młodych pracowników nauki ale raczej chęć "zrobienia habilki", i to najlepiej na cudzych plecach albo metodą ctrl+c ctrl+v.

              Jeżeli chodzi o wykorzystywanie doktorantów za wielką wodą to sprawy się maja troche inaczej. Niewatpliwie jest presja na wyniki, i to taka presja o której w Polsce nie mają pojęcia, ale to tyle, nie ma (w zasadzie) zachowań typu traktowania doktoranta jak ucznia oddanego do terminu w średniowieczu. To jest także element różnic w kulturze, w tym też kulturze osobistej pomiedzy nacjami. Elementem tej różnicy jest istniejacy na wschodzie kult wladzy, i wywodzący się z niego kult tytułu i hierarchi. Amerykanie zaś mają głęboko we krwi poczucie równości osobistej, to powoduje że szanują się nawzajem bez wzgledu na pozycję społeczną i dochody.
              • eeela Re: krótkie pytanie. 05.04.11, 00:51
                Eleme
                > ntem tej różnicy jest istniejacy na wschodzie kult wladzy, i wywodzący się z ni
                > ego kult tytułu i hierarchi. Amerykanie zaś mają głęboko we krwi poczucie równo
                > ści osobistej, to powoduje że szanują się nawzajem bez wzgledu na pozycję społe
                > czną i dochody.

                Chyba nie czytujesz PhDComics ;-)
        • charioteer1 Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 09:52
          maria.francesca napisała:

          > i perfidne wykorzystywanie pracowników to norma na polskich uczelniach. A swoją
          > drogą - ileż negatywnych emocji wzbudził mój wątek! Tak, jak mówiłam: narzekas
          > z a nic nie zmieniasz - źle, zmieniasz - też źle...

          Istota probłemu lezy w tym, ze ci, co cie najgorecej namawiaja do zmian, zadnych zmian nie chca. Chodzi tylko o to, zeby taki jeden krytykant z drugim zrobil sobie dobrze, a tobie ma sie nie udac, obojetne, co zrobisz. W przeciwnym wypadku poziom samooceny krytykantow bylby nizszy niz Row Marianski, a tego przeciez nie chca i nie po to wchodza na forum.
        • flamengista Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 10:06
          No nie wiem, ja uważam że postąpiłaś jak najbardziej słusznie:)

          Chodzi tylko o to, że nie zamierzam się zachwycać tym, że kolejny zdolny pracownik naukowy w PL, mający spore kompetencje (np. w pisaniu grantów) idzie na 2 etat na dydaktykę do prywatnego.

          Na poziomie mikro (jednostkowym) - mówię: brawo, gratuluję odwagi.
          Na poziomie makro - źle się dzieje, że pracownicy naukowi w PL nie mają warunków do robienia poważnych badań, zamiast tego biorą kolejne fuchy.

          PS. Do tego punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja na razie mam jako adiunkt warunki porównywalne z tym, co ci obiecywano. Mam po prostu szczęście do dobrego szefa, zdaje sobie sprawę z tego że nie wszędzie tak jest...
          • pzgr Re: krótkie pytanie. 28.03.11, 10:16
            to się nazywa "ludzkie panisko".
            twój właściciel jest właścicielem, ale nie korzysta z ius prime noctis, więc idzie wytrzymać.
            • flamengista :) 28.03.11, 12:20
              Mój szef po prostu jest naukowcem w stylu zachodnim.

              Wiem, to jest ewenement.
        • larusse nie rozumiem 29.03.11, 22:04
          Być może czegoś nie doczytałam, ale dla mnie to trochę chore. Ale jak ja uważam, że "chore", to podobno jest zdrowe, wiec kto wie...
          Skoro "miało być inaczej" to pierwsze co robię to pytam gościa: dlaczego jest jak jest i kiedy będzie tak jak miało być? Przecież warunki ustalałaś z dorosłymi ludźmi, którzy biorą odpowiedzialność za to co mówią. Czy nie?

          maria.francesca napisała:

          > Twoje porównanie jest kompletnie nietrafione. Między innymi dlatego, że ja do n
          > ikogo pretensji nie mam, i w przeciwieństwie do rzeczonej studentki nie siedzę
          > i nie płaczę tylko zakasam rękawy i biorę się do roboty. I to właśnie chciałam
          > pokazać w tym wątku. Poza tym, warunki, które ze mną ustalano na początku, były
          > zupełnie inne.
          (...)
          > Żeby nie było: lubię to, co robię, lubię naukę i pracę na uczelni. Być może moj
          > a sytuacja nie jest do końca typowa, ale z tego co słyszałam stosunki feudalne
          > i perfidne wykorzystywanie pracowników to norma na polskich uczelniach. A swoją
          > drogą - ileż negatywnych emocji wzbudził mój wątek! Tak,
          • maria.francesca Re: nie rozumiem 29.03.11, 23:07
            > Skoro "miało być inaczej" to pierwsze co robię to pytam gościa: dlaczego jest jak jest i kiedy będzie tak jak miało być? Przecież warunki ustalałaś z dorosłymi ludźmi, którzy biorą odpowiedzialność za to co mówią. Czy nie?

            Oj larusse, ty jesteś aż tak naiwna czy tylko żartujesz..? Tobie się wydaje, że gość mi na to grzecznie odpowie: "ależ tak, dobrze, że mi pani przypomniała, od jutra podwyżka"...? Chyba masz bardzo małe doświadczenie, albo miałaś po prostu szczęście pracować tylko z uczciwymi ludźmi. Ale niestety są też tacy dranie jak mój szef. Jasne, że nieraz poruszałam temat podwyżki - zawsze mnie zbywał, obiecując, że się tym zajmie w wolnym czasie. Niestety nie znalazł go aż do chwili obecnej. Na moją uwagę, że honorarium z grantu jest za niskie, twierdził, żebym się cieszyła z tego, co mam, bo w katedrze X asystenci nie dostają ani grosza. A teraz po tym wszystkim zastanawiam się, czy nie przejść całkowicie na pierwszy etat na prywatną uczelnię, i dodatkowo pracować w tzw. przemyśle. Oczywiście wtedy muszę zapomnieć o uprawianiu nauki, ale za to będę godnie żyć, a nie wegetować...
            • larusse Re: nie rozumiem 29.03.11, 23:18
              Wcale mi się tak nie wydaje, że grzecznie odpowie. Jak zbywa to zamykam drzwi od gabinetu (albo zastawiam je sobą) i mówię, że nie wyjdę dopóki ta kwestia nie zostaje rozwiązana, bo zakładam, że rozmawiam z poważnymi ludźmi (testowałam dwa razy-> działa). Nie daj się frajerować bucom. Jak facet jest bucem to graj z nim "po-bucowsku". Ja tak robię (tyle, że ja z natury nie dbam o nic, zawsze twierdzę, że najwyżej pójdę sprzątać. Sprzątaczki to fajne babki:))


              maria.francesca napisała:

              > Oj larusse, ty jesteś aż tak naiwna czy tylko żartujesz..? Tobie się wydaje, że
              > gość mi na to grzecznie odpowie: "ależ tak, dobrze, że mi pani przypomniała, o
              > d jutra podwyżka"...? Chyba masz bardzo małe doświadczenie, albo miałaś po pros
              > tu szczęście pracować tylko z uczciwymi ludźmi. Ale niestety są też tacy dranie
              > jak mój szef. Jasne, że nieraz poruszałam temat podwyżki - zawsze mnie zbywał,
              > obiecując, że się tym zajmie w wolnym czasie. Niestety nie znalazł go aż do ch
              > wili obecnej. Na moją uwagę, że honorarium z grantu jest za niskie, twierdził,
              > żebym się cieszyła z tego, co mam, bo w katedrze X asystenci nie dostają ani gr
              > osza. A teraz po tym wszystkim zastanawiam się, czy nie przejść całkowicie na p
              > ierwszy etat na prywatną uczelnię, i dodatkowo pracować w tzw. przemyśle. Oczyw
              > iście wtedy muszę zapomnieć o uprawianiu nauki, ale za to będę godnie żyć, a ni
              > e wegetować...
              • larusse Re: nie rozumiem 29.03.11, 23:22
                sorry, wyszło trochę jak "kali chcieć jeść", ale późno już :)
                --
                Jeśli myślisz, że zwariowałam spróbuj zerwać kwiatek z ogrodu sąsiada.
              • maria.francesca Re: nie rozumiem 30.03.11, 08:10
                Dzięki za rade larusse :)
                Idę dzisiaj do rektora. Traktowałam to zawsze jako ostateczność, ale nie mam wyjścia. Na pewno narażę się mojemu szefowi, ale powoli zaczynam mieć to gdzieś, tak jak on ma gdzieś mnie. Wszelkie rozmowy z nim to groch o ścianę, szkoda czasu. Najwyżej mnie zwolni - trudno, mam gdzie pracować. Jak nic nie wypali to wrócę do zawodu płatnego tłumacza (bo bezpłatnym już jestem) :)
                • chilly Re: nie rozumiem 02.04.11, 18:29
                  Nie licz na nic - sam to kiedyś przerabiałem. Co prawda, nie poszedłem osobiście, ale wystosowałem pismo do dziekana z kopia do wiadomości dyrektora instytutu. Nic nie załatwiłem, za to zyskałem opinię donosiciela, pieniacza i zdrajcy (w oczach dyrektora, nie kolegów).
                  • chilly Przyczynek do dyskusji 07.04.11, 08:59
                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9389924,Jak_zarabiac__to_w_KGHM.html
                    A my tu dyskutujemy, czy obietnica podwyżki pensji dla adiunktów (z 2,5 do 3 tys. zł miesięcznie?) w roku 2013 przyciągnie do nauki najtęższe polskie mózgi.
                    • flamengista Jezus Maria!!! 07.04.11, 19:36
                      Cytat18 pensji, w tym obligatoryjna trzynastka i czternasta z okazji dnia górnika lub hutnika oraz cztery dodatkowe, które wypłaca się z nagrody z zysku

                      Nie mam więcej pytań. W tym kraju nigdy nie będzie normalnie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja