kardla
24.03.11, 13:33
Kolega byl na wyprawie w republice Kongo. Odwiedzil rowniez najwiekszy miejscowy uniwersytet (w drugim najwiekszym miescie w kraju). Chcial uzyc pily do podzielenia probek.
Okazalo sie ze technika, ktory normalnie wykonuja taka prace, nie ma. W uniwersytecie nie ma wody wiec musial ja przynosic z pobliskiej rzeki (potrzebna do 'smarowania' pily). Do tego pila dziala wylacznie jezeli ktos stoi przy niej i wciska guzik (wiec jeden ze studentow dostal dyspense z zajec zeby wciskac koledze guzik gdy kolega pilowal).
Na poczatku zaczelam sie smiac, tak absurdalna byla opisywana sytuacja.
Potem dotarlo do mnie ze oni tez tam probuja robic nauke. Ale w takich warunkach, nawet jakby chcieli to nie moga.
I zaczelam sie zastanawiac czy tamtejsi politycy tez sie pytaja tych naukowcow 'gdzie sa publikacje w Science i Nature'? I stwierdzaja ze skoro Harvard moze, to oni tez moga.