email

13.04.11, 22:54
Dala mnie natchnal do zalozenia tego watku, a konkretnie ta wypowiedz:

co wiecje, to wszystko mozna zalatwic w dwa dni. ale ostatnio sluyszalem, ze nie powieniem odpowiadac na maile od razu, bo to oznacza ze mam za duzo czasu i ogolnie jestem dziwny. prawdziwy profesor, uslyszalem, odpowiada na maila waznego po tygodniu najwczesniej (i to byla powaznie trakotwana rada). jesli tak traktujemy prace, to ja stoje po stronie sendiego. ale rozumiem, ze wam za malo placa, zeby tak od razu na maila odpoweidziec.

Kiedys punktem honoru niemalze bylo dla mnie odpowiadac na emaile najszybciej, jak tylko sie da. Juz nie. Nie daje rady. Selekcjonuje maile na wymagajace natychmiastowej odpowiedzi i wszystkie inne. Nie odpowadam po tygodniu, bo tydzien to zupelny kosmos. Po tygodniu nie pamietam w ogole, ze byl taki email, a jezeli pamietam, to bez wyszukiwarki i tak go nie znajde w calej tej poczcie, ktora przychodzi. A jak jest u was?
    • dala.tata Re: email 13.04.11, 23:13
      roznie. ale najwyrazniej dostajesz wiecej poczty ode mnie :-)

      tak czy owak, ja selskcjonuje poczte na te, na ktora nigdy nie odpowiem i na te, na ktora odpowiem. ta pierwsza zostaje w 95 proc usunieta (czesc jest zachowana - to np. potweirdzenia sprzedazy z amazonu :-) ), na 95 proc tej drugiej odpowiadam od razu (jesli to do PL, to reakcje sa z reguly zabawne, z reguly szok, ze prof odpowiada po 5 minutach). pozostale 5 proc to maile, na ktore nie wiem, co odpoweidziec, chcialbym, zeby odpowiedz sama sie napisala, albo chce zeby odbiorca poczekal (takie zdarzaja sie jeden na kwartal).

      ja naleze do ludzi, ktorzy wyrzucaja maile. moim ulubionym stanem rzeczy jest gdy w outlooku inbox jest pusty - czyli te maile ktore chce zachowac sa wlozone do innych folderow, a te ktore mozna wypieprzyc sa wypieprzone. obecnie w moim inboxie sa dwa maile. jeden od czasopisma zadajacy rewizji w tekscie (jeszce go nie przeczytalem uwaznie, choc siedzi od 3 tygodni - nie chce sie denerwowac), drugi z namiarami do wydawnictwa. ten pierwszy jescze troceh pobedzie, ten drugi zniknie jutro :-)
      • adept44_ltd Re: email 13.04.11, 23:26
        odpisuję natychmiast (no chyba, że odpowiedź wymaga sprawdzenia czegoś), inaczej mógłby się zrobić korek...
        maile gromadzę w związku ze współpracą z ludźmi, różnymi robionymi projektami, czasem przydaje się to...
        • charioteer1 Re: email 14.04.11, 00:45
          Mnie sie juz czasami robil korek mimo odpisywania na wszystkie po kolei na biezaco! Na szczescie to nie sa czeste sytuacje, ale zdarzalo sie...
    • larusse Re: email 14.04.11, 08:53
      Ja mam w pracy 48h na maila zwyklego, 24h na urgenta, na very very urgent 4h.

      • charioteer1 Re: email 14.04.11, 09:04
        A u mnie w pracy nikt nie wpadlby na pomysl, zeby maile oznaczac jako urgent. Samo przez sie sie rozumie, ze te maile sa najpilniejsze i nie moga czekac 24h. Jak jest very urgent, to dzwonia na komorke.
        • larusse Re: email 14.04.11, 19:02
          Ustaw sobie jakiś autoreply: dear sender thank you for your email.... tratatata... please note i tu ze na maile zwykle odpowiadasz w ciagu ilus tam dni roboczych, urgenty sa zalatwiane w ciagu, powiedzmy, 24h... dalej w nawiasie (ale dear sender zastanow sie 15 razy zanim nadasz swojej wiadomosci status "urgent", bo jak bedzie zwykla a dasz jako "pilne" to: i tutaj jakieś sankcje np. kazdy twoj kolejny mail bedzie traktowany jako spam i wyladuje w koszu... i ze prosisz (zadasz) o zaznaczenie w temacie wiadomosci dlaczego "urgent", bo w przeciwnym wypadku urgent laduje w koszu i tyle go widzieli.

          Ja bym tak zrobila jesli mialabym problem z nadmierna iloscia maili. Na szczescie, nie mam:)


          charioteer1 napisał:

          > A u mnie w pracy nikt nie wpadlby na pomysl, zeby maile oznaczac jako urgent. S
          > amo przez sie sie rozumie, ze te maile sa najpilniejsze i nie moga czekac 24h.
          > Jak jest very urgent, to dzwonia na komorke.
          >
    • sawinski Re: email 14.04.11, 09:11
      Nie jestem profesorem, wiec nie obowiazuje mnie 'tydzien';)

      Moi studenci maja jasno powiedziane od 5 lat, ze przyjmuje rozwiazania (projekty, cwiczenia) tylko w *.pdf i tylko e-mailem. Zadnego noszenia papierow (co wciaz starsi koledzy robia, niosac 200 wydrukow po 8 stron). W chwili obecnej, przy okolo 80 osobach dla ktorych prowadze zajecia (traf chcial, ze tylko zaoczne, ale wczesniej rowniez na dziennych) dostaje ok. 50 e-maili dziennie. Zasada jest nastepujaca:
      - dla osob nieprzekraczajacych terminu oddania calosc rozwiazania - sprawdzam w 24h,
      - dla osob przekraczajacych termin oddania - sprawdzam dwa razy w tygodniu (jest to pewna kara, gdyz liczba zwrotow jest duze i nie dosc, ze przekroczyl termin, to musi dluzej czekac na odpowiedz i iteracja poprawa-sprawdzenie moze mu wyjsc poza okres zaliczenia i wtedy dziekujemy:)
      - dla osob piszacych z zapytaniem: czy ten wynik jest dobry? (jakis czastkowy) odpowiadam najczesciej w ~2h (jezeli e-mail napisany pomiedzy 6 rano a 5 po poludniu), w pozostalych godzinach odpowadam rano gdy siadam do komputera. Zdarza mi sie odpowiadac z komorki.

      Zauwazam, ze:
      - im mniejsza wiedza studenta na temat przedmiotu, tym liczba zapytan wieksza (podstawia 4 liczby do wzoru i pisze, czy dobrze policzyl...),
      - im czlowiek stara sie byc bardziej prostudencki, tym bardziej dostaje po pupie. Zona narzeka, ze inni potrafia sprawdzac caly tydzien, a Ty ambitnie odpowiadasz od razu, zwlaszcza ze juz tak jest ulatwieniem, ze nie musza Cie szukac (czekac na zajecia) by oddac projekt/cwiczenie. Studenci traktuja mnie jak maszynke do sprawdzanai kazdej linijki, tak ze poprawiajac im wszystko krok po kroku ostecznie prowadze za reke do ostatecznego rozwiazania.

      Moje wnioski:
      - trudno mi znalezc zloty srodek, gdyz chcialbym im pomoc i odpowiadac na biezaco (ba, bylem w stanie stworzyc baze danych z odpowiedziami do zadan na stronie www, ale kierownik nie chce by to tak dzialalo - student wpisuje swoj wynik i dostaje odpowiedz, czy dobry czy zly...), ale coraz bardziej boli mnie bycie maszynka do rozwiazywania krok po kroku,
      - przy studentach dziennych problem jakos byl miejszy, wykazywali sie wieksza samodzielnosci i z reguly dostawalem cale rozwiazanie, a nie wyniki czastkowe do sprawdzenia,
      - nie mozna cofac raz danego slowa (jak maja Panstwo jakies pytanie o wynik czastkowy to prosze pisac, ja odpowiadam prawie na biezaco...),
      - trudno udawac w XXI wieku, ze nie odbieram poczty, gdy ponoc jestem od niej uzalezniony (zona);) w dodatku kierownik jasno nakazal, zeby conajmniej raz dziennie kazdy odbieral, a ja najczesciej rowniez oczekuje od kazdego do kogo pisze odpowiedzi prawie od razu (zwlaszcza w przypadku firm, bo znajomi to sami do tego doszli...)
      - kultura e-maila pozostawia bardzo czesto wiele do zyczenia, ale o tym pisaliscie juz w innym watku. Odpowiadam na kazdego, ale czesto niemerytorycznie tylko z prosba o swoje dane lub nawet numer grupy/tematu, bo oczywiscie studen mysli, ze ja mam chec za kazdym razem szukac inf. jaki ma numer przypisany... Uwagi na stronie domowej na ten temat nic nie daja..
      - nie potrafie studentowi napisac, ze poziom jego pytan (czy te 4 liczby, ktore juz Pan kiedys sprawdzil, a ja podstawilem do wzoru a*b+c*d daja dobry wynik) obraza innych studentow i mu nie zaliczam przedmiotu... Zreszta trudno znalezc mi jakies konkretne umocowanie dla takiego dzialania:(
      - zapomnialem w tym roku powiedziec, ze wysylajac e-mailem powinno byc zrobione na komputerze (dla mnie to bylo takie oczywiste), wiec obecnie dostaje plik 5 stronnicowy, ktory ma 18MB, gdyz sa to zdjecia pisma odrecznego... Predzej prowadzilem zajecia przy komputerze, wiec fakt ten nastepowal automatycznie. Gdy teraz prowadze 'na sali' to okazalo sie to dla studentow nieoczywiste... Nikt inny przez 5 lat nie kaze nic im robic komputerowo (choc wielu nie zabrania) i potem przy pracy dyplomowej widzimy znakomity popis braku podstawowej wiedzy typograficznej
      - wniosek koncowy 1: dla przedmiotu, gdzie student dokonuje obliczen kilkunastu wartosci na wielu stronach nalezaloby dopuscic do zrobienia bazy on-line wynikow, aby oni mogli sobie sami sprawdac... ja na wlasne potrzeby mam taka baze, gdyz do tworzenia tematow (od lat) wszyscy pracownicy korzystaja z autorskiego programu jednego z nas...
      - wniosek koncowy 2: dla mnie jest pewnym dyshonorem jesli nie odpowiadam na e-maila od razu po przeczytaniu i w swojej ograniczonosci mierze ludzi wlasna skala. Czasami odpisuje tylko 'przepraszam, nie ma mnie przy komputerze - odpowiem jak wroce', ale zawsze chce, by piszacy wiedzial, ze dotarlo do mnie jego pytanie, zrozumialem je i jego problem nie jest mi obojetny.
      • kardla Re: email 14.04.11, 10:32
        Hmm bardzo szlachetne.

        Ale nie wiem czy madre. Mam na mysli przyjmowanie czesciowych wynikow. I podpowiadanie po kazdym najmniejszym kroku.

        Prowadzilam zajecia z Basisc of sciences dla non-science majors. Tez na poczatku probowalam twojego podejscia. Po semestrze sie poddalam. Studenci nie tylko nie doceniali tego, ale wrecz cofali sie w rozwoju zamiast sie rozwijac. Jak taki wie ze musi problem jakos rozkminic, to siada i rozkminia (sam lub w grupie). A gdy wie ze wystarczy zapytac prowadzacego, to po co ma sie wysilac...
      • stoff ze strony dranta 14.04.11, 10:32
        wygląda to tak, że wysyłam coś do prof. i po miesiącu pytam, czy może być.
        Ostatnio po takim właśnie czekaniu i moim zapytaniu przyznał się, ze nie zdążył przeczytać, ale już, już niedługo.
        Czasem chciałabym przesłać dwie rzeczy jedna po drugiej, ale czekam kolejno, aż sprawdzi.
        Może powinnam wcześniej się upominać, jak myślicie?
        • dr_pitcher Re: ze strony dranta 14.04.11, 15:09
          E-mail jest to szybkiej komunikacji.
          Odpowiadam natychmiast po przeczytaniu (co przewaznei oznacza - w tym samym dniu), tak czyni lwia wiekszosc moich koresponentow. E-mail odlozony na pozniej przewaznie jest zapominany.
          • charioteer1 Re: ze strony dranta 14.04.11, 22:07
            Email jest do komunikacji, nie tylko szybkiej. Poczta sie juz dzisiaj malo co wysyla. Pracowe sprawy na ogol wymagaja szybkiej reakcji. Jezeli pisze student, to zakladam, ze chce sie czegos dowiedziec przed naszymi najblizszymi zajeciami i poza absolutnymi wyjatkami nie jest to sprawa na juz, natychmiast. Jezeli jest na juz i ma byc natychmiast, to trzeba bylo pisac odpowiednio wczesniej, a nie na ostatnia chwile. Z calym szacunkiem dla studentow, ale mam jeszcze rozne inne zobowiazania i nie rzuce wszystkiego, zeby poprawiac tekst, ktory powinien byl zostac przeslany tydzien temu, tylko z tej racji, ze mam wlaczony komputer i odbieram poczte. Poza tym sa jeszcze te wazne maile, ktore moga wymagac namyslu.
        • dala.tata Re: ze strony dranta 14.04.11, 15:39
          musze powiedziec, ze mnie takie posty oslabiaja. i rozwazania o tym, czy przeslac dwie rzeczy na raz wydaja mi sie komiczne. nie podwazam tego co mowisz, rzecz jasna, i przykro mi, ze wlasnei tak masz. bo ja nie wierze w ludzi tak zajetych, ze nie maja przez miesiac czasu na przeczytanie i odpowiedz na maila. a jesli rzeczywiscie tak maja, to nie powinni byc promotorami.
          • stoff Re: ze strony dranta 14.04.11, 15:57
            wybacz że Cię osłabiłam postem, Dala :) opisałam tylko moją rzeczywistość, do której przywykłam - bo prof naprawdę zajęty, w branży działa - poza uczelnią. Zaraz posypią się komentarze, że to śmieszne, ze on czasu nie ma - ja chcę zrobić dr właśnie u niego, bo się zna, ergo - powinnam się dostosować. Sama też czasu nie mam na wiele rzeczy, bo pracuję - nie na uczelni, mam dom i w ogóle, wiec rozumiem człowieka. (Aż się boję, co teraz napiszecie.)
            • dala.tata Re: ze strony dranta 14.04.11, 20:03
              nie jestem do konca pewny, czy powinnas sie dostosowywac. rozumiem dobrze, dlaczego mozesz chciec pisac u swego promotora, to jednak nie usprawiedliwia pewnych praktyk. innymi slowy: jesli nie masz czas na to, by byc promotorem, to zrezygnuj z promowania doktoratow. to dziala w druga rowniez, nawiasem mowiac. jelsi nie masz czasu na bycie doktorantem, to nie nim nie badz.
              • stoff Re: ze strony dranta 14.04.11, 21:30
                Chyba rozumiem, co chcesz przez to powiedzieć; ale chcę napisać i obronić dr i zgadzam się na wiele wyrzeczeń (np. poświęcanie urlopu na pisanie), żeby to się udało. Jeśli okaże się, że nie daję rady - być może przyjmę to z pokorą.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja