Dodaj do ulubionych

Gdzie publikujemy....

22.10.11, 18:29
Wiceminister szkolncotwa wyzszego w UK, David Willetts, stwierdzil, ze nowa brytyjska parametryzacja, REF, nie bedzie brala pod uwage miejsca publikacji.
Tekst linka

sprawa jest o tyle ciekawa, ze powszechne jest przekonanie, ze tak jak w poprzednich parametryzacjach, w tej rowniez panele nie beda czytac wszystkiego, co zostanie przestawione do oceny (my przestawiamy 4 publikacje za okres parametryzacyjny). zeby zatem panel 'modern languagaes' mogl wyrobic sobie zdanie na temat jakosci publikacji i badan, kazdy z panelistow musialby przeczytac kilkaset ksiazek i kilkaset artykulow (owo 'kilkaset' oznacza raczej blizej tysiaca niz setki; dzielac sie tak, ze, poweidzmy, przynajmniej dwoch panelistow czyta jedna ksiazke). to jest fizycznie niemozliwe, a zatem ocena musi byc podejmowanana na podstawie innej niz postrzegana jakosc badan opisanych w publikacji.... bedzie to zatem.....dokladnie tak: miejsce publikacji.
Obserwuj wątek
    • carnivore69 Re: Gdzie publikujemy.... 22.10.11, 19:31
      Czy working papers w takim razie mozna wystawiac? (W poprzednim RAE powiedziano nam, ze teoretycznie mozna.) A jesli tak - jaki ma cel cut-off date ukazania sie _opublikowanego_ artykulu w domenie publicznej (skoro working paper moze sobie obejrzec kazdy wczesniej)?

      Dla mnie cala ta zabawa, to strata pieniedzy podatnika. (Dorzucajac do tego 'mock' half-term REFs.) Przynajmniej we w miare sparametryzowanych dziedzinach.

      Pzdr.
      • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 22.10.11, 19:40
        tak, teoretycznie mozna. tak jak i ksiazki 'opublikowane' w wydawnictwach typu POD. choc panel medyczny juz zapowiedzial, ze beda sie u nich liczyc czasopisma impaktowe (wypowiedz Willettsa stanowi bardzo ciekawy kontekst dla ich kryteriow).

        nie mam jednak wielu watpliowosci, ze baaaardzo niewiele uniwersytetow (jesli w ogole znajdzie sie taki) zdecyduje sie na taki ruch. jak powiedzialem, nikt nie ma waptliwosci, ze panele czytaja jednnie ulamej publikacji zlozonych do oceny.przeczytanie wszystkiego jest fizycznie niemozliwe.
    • matdokt Re: Gdzie publikujemy.... 22.10.11, 20:28
      Zasada oceniania tylko 4 prac jest, według mnie, bardzo dobra. Eliminuje sie w ten sposób przeroznych grafomanów/autoplagiatorów. Mozna by pomyslec o podobnej zasadzie w Polsce.

      Slyszalem, tez ze przez niską ocenę REF niedawno zamknieto pare jednostek z mojej działki (jedna chyba byla na Uniwersytecie w Hull) i zwolniono ludzi, co też można by zastosować w PL.
      • pfg Re: Gdzie publikujemy.... 22.10.11, 21:21
        matdokt napisał:

        > Zasada oceniania tylko 4 prac jest, według mnie, bardzo dobra. Eliminuje sie w
        > ten sposób przeroznych grafomanów/autoplagiatorów. Mozna by pomyslec o podobnej
        > zasadzie w Polsce.

        W Polsce przy ocenie instytucjonalnej jest podobna zasada. Mianowicie, jednostka zatrudniająca N pracowników naukowych, może do oceny przedstawić co najwyżej 3N publikacji z ostatnich kilku (czterech?) lat. Średnio trzy na głowę, ale jednostka może sobie wybrać 3N najlepszych.
        • chilly Re: Gdzie publikujemy.... 22.10.11, 22:14
          pfg napisał:
          > ... jednostka zatrudniająca N pracowników naukowych, może do oceny przedstawić co najwyżej
          > 3N publikacji z ostatnich kilku (czterech?) lat. Średnio trzy na głowę, ale jednostka może sobie wybrać 3N najlepszych".
          Co niweczy ideę oceny. Bo zamiast N dobrych pracowników można mieć kilku, publikujących za cały instytut.
          • pfg Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 10:07
            chilly napisał:

            > Co niweczy ideę oceny. Bo zamiast N dobrych pracowników można mieć kilku, publi
            > kujących za cały instytut.

            Ale ci pozostali robią dydaktykę, prowadzą prace organizacyjne i, nazwijmy to, organizują warsztat dla wszystkich. Jest to jak najbardziej zgodne z pojawiającym się tutaj postulatem, aby różnicować charakter pracy pracowników w zależności od ich talentów i predyspozycji, typu ci do nauki, tamci do dydaktyki. Mówimy o ocenie instytucji jako całości, nie o indywidualnej ocenie poszczególnych osób, która przychodzi w innym czasie, w innym trybie. Instytucja nie jest po prostu sumą zatrudnionych w niej pracowników. Tak więc, szczerze powiedziawszy, nie rozumiem, dlaczego ty i dala się czepiacie.

            Pozdrawiam strukturalnie,
            • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 10:28
              uczelnie mozna oceniac pod wieloma aspektami. parametrayzacja ocenia ja pod wzgledem naukowym. w rzeczywistosci jednak nie ocenia jednostki, ale kilku pracownikow (lokomotywy), dajac wyjatkowo wypaczony obraz. bowiem zakaldajac, ze sa pieniadze z parametryzacji, sa przyznawane kiku osobom, napedzajac kariery tych osob i coraz bardziej wykluczajac tych, ktorzy 'pracuja dydaktycznie'.
              • pfg Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 19:47
                dala.tata napisał:

                > napedzajac kariery tych o
                > sob i coraz bardziej wykluczajac tych, ktorzy 'pracuja dydaktycznie'.

                Może tak, może nie. To zależy od wielu czynników, w tym od tego, jak dyrekcja (management, dziekan czy jak się to lokalnie nazywa) organizuje pracę jednostki.

                Z punktu widzenia jednostki prowadzącej prace doświadczalne, zwłaszcza zespołowe, z wielkimi, międzynarodowymi "kolaboracjami", jak w fizyce, możliwa jest także inna sytuacja. Eksperyment przygotowuje się przez lata (to nie jest figura retoryczna), a w tym czasie nie ma z niego "topowych" publikacji, co najwyżej różne technical reports, prace instrumentalne itd, ale gdy już eksperyment ruszy i się powiedzie, to ho, ho, publikacje sypią się stadami. Grupa "przygotowująca", gdyby trafiła na parametryzację, pokaże się jako nieproduktywna. Tę "dziurę" można zasypać publikacjami innej grupy, której eksperyment już ruszył. Po jakimś czasie ten drugi eksperyment się skończy, ludzie przejdą do innych "kolaboracji" i zaczną pracowac nad czymś innym, ale wtedy publikacji będzie dostarczał ten pierwszy. Jest rzeczą dyrekcji, aby tak zorganizować prace *jednostki*, żeby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka, czyli żeby stale któraś grupa dostarczała dobrych wyników i publikacji.
                • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 24.10.11, 10:41
                  tyle, ze ty teraz juz nie mowisz o ddyaktykach i administracji, ale roznych grupach badawczych. dosc znacznie przesunales slupki w bramce.

                  to o czym teraz mowisz, jest rzeczywistym problemem. jednak jest to problem zwiazany z dlugoscia cyklu oceny. W UK parametryzacja odbywa sie co 5-6 lat. jesli w tak dlugim czasie nie potrafisz uzyskac 4 porzadnych pubilkacji, to, jak dla mnie, cos jest z toba nie tak. wszak mozesz je uzyskac na poczatku okresu oceniania (z 'poprzedniego' projektu). albo na koncu, z 'obecnego'. jakos mi sie nie chce wierzyc, ze wielu osobom przeszkodzaja w publikowaniu 10 letnie programy badawcze, bo skupiaja sie tylko na nich i nic innego nie robia. nadal mysle, ze z pktu widzenia jednostki i jej pozycji w instytucji, lepszy jest system brytyjski.

                  przy czym ja widze problmatycznosc systemu. rozumiem, ze wymusza publikowanie cyklowe itd itd. jednak wydaje mi sie, ze wystarczajaca jest dlugosc cyklu. niestety jednak idea, ze mozesz siedziec na etacie przez 10 lat i niczego nie opublikowac, jest dla podatnika nieakceptowalna.
                  • pfg Re: Gdzie publikujemy.... 24.10.11, 13:00
                    dala.tata napisał:

                    > tyle, ze ty teraz juz nie mowisz o ddyaktykach i administracji, ale roznych gru
                    > pach badawczych. dosc znacznie przesunales slupki w bramce.

                    Tezą, którą staram się uzasadnić, jest to, iż polska zasada 3N, z wybieraniem najlepszych publikacji instytucji, nie poszczególnych osób, ma sens. Ułatwianie "specjalizacji" na głównie-naukowców i głównie-dydaktyków jest jednym, ale nie jedynym, argumentem na rzecz tej zasady. Uwzględnienie istnienia grup "przygotowujących" i "aktualnie prowadzących" eksperymenty jest innym argumentem.

                    Służę zresztą następnym.

                    Teoretycy, a już zwłaszcza matematycy, często przez całe lata pracują nad jedynym zagadnieniem, niczego w międzyczasie nie publikując. Andrew Wiles nad dowodem Wielkiego Twierdzenia Fermata pracował kilka lat, w tym około roku nad naprawieniem błędu, który znalazł recenzent. Grigorij Perelman, matematyczny geniusz, być może największy z żyjących, opublikował zaledwie kilka prac, jednak takich, które zawieraly rozwiązania problemów, nad którymi ludzkość biedziła się przez sto lat. Wiles i Perelman byliby ozdobą każdego wydziału matematyki, prestiż instytucji zatrudniającej tych ludzi wzrósłby znacząco, choć formalnie rzecz biorąc obaj byli "nisko produktywni". (To zresztą wskazuje na znany skądinąd fakt, że ludzi prawdziwie wybitnych trudno jest oceniać przy pomocy sformalizowanych kryteriów.)

                    > jednak idea, ze mozesz siedziec na etacie przez 10 lat i niczego nie opubl
                    > ikowac, jest dla podatnika nieakceptowalna.

                    Nie mam z tym żadnego problemu. Tu jednak mówisz o ocenie indywidualnej każdego pracownika, przeprowadzanej w innym trybie, ja mówię o ocenie instytucji.
                    • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 24.10.11, 16:25
                      umowmy sie ze Wiles czy Perelman zawsze beda szczegolnymi jednostkami, ktorych zaden system nie wylapie. i przyklad takcih ludzi, masz racje, pokazuje, ze oceniac ich jst niezwykle trudno.

                      podzial pracownikow na dydaktykow i naukowcow bylby wyjatkowo zlym skutkiem systemu, o kotrym mowisz. uczyc powinni naukowcy, dydaktycy ucza w szkolach srednich.

                      a system 3N (nawiasem mowiac, wczesniej 2N) jest systemem w sposob silny wypaczajacym obraz. powtarzam: to system, ktory za pomoca kilku niezle publikujacych jednostek zdobywa pieniadze na nawet kilkadziesiat osob. gdzie w tym sens, nie rozumiem zupelnie.

                      system, o ktorym mowisz zdecydowanie nie jest systemem oceniajacym instytucje. jest systemem oceniajacym publikacje, ktore wygenerowano w instytucji, to zupelnie inna 'filozofia' oceny. w malych jednostkach, polska parametryzajca moglaby byc ocena JEDNEJ osoby. ponownie: gdzie w tym sens, nie rozumiem.

                      ocena jednostki powinna byc rowniez ocena 'gloebokosci' potencjalu badawczego.i to zreszta daje brytyjska parametryzacja. polska ocena glownie ukrywa, pokazujac wydzialy, na ktorych nie publikuje wiekszosc lub znaczna wiekszosc osob, jako dobre czy wybitne. to system, ktory tworzy znacznie wiecej fikcji niz rzeczywistosci.

                      bardzo zreszta bylbym ciekaw, na ile odzwierciedlona w rzeczywistosci jest twoja teza o grupach badawczych publikujacych i przygotowujacych. podejrzewam, ze to jednak bardziej jest myslenie zyczeniowe.
                      • pfg Re: Gdzie publikujemy.... 24.10.11, 17:57
                        dala.tata napisał:

                        > wydzialy, na ktorych nie publikuje wiekszosc lub znaczna wiekszosc osob

                        Jesteś, dala, uprzedzony. Ja nie mam na myśli bowiem wydziałów, na których większość osób nie publikuje - jak już bodaj dwukrotnie napisałem, niepublikujący powinni wylecieć w wyniku oceny indywidualnej! - ale takie, na których część publikuje "w nadmiarze" rzeczy topowe, a inni zaledwie dobre.

                        A skoro mówimy o pieniądzach, to przypominam, że w Polsce sytuacja jest inna, niż w UK. W Polsce 85% (sic!) przychodów największych uczelni pochodzi z działalności dydaktycznej (dotacja ministerialna plus czesne). Cały przychód z działalności naukowej (w tym i "działalność statutowa", i granty) mieści się w pozostałych 15%. Na mniejszych uczelniach udział działalności dydaktycznej jest jeszcze większy. Kategoryzacja wpływa tylko na "działalność statutową". Natomiast w instytutach naukowych prawie 100% przychodu to przychody z działalności naukowej, więc instytutom na wynikach parametryzacji zależy bardziej, niż uczelniom. Dla uczelni jest to głównie kwestia prestiżu. Być może dopiero KNOWy przyniosą prawdziwie większe pieniądze nielicznym najlepszym.

                        > bardzo zreszta bylbym ciekaw, na ile odzwierciedlona w rzeczywistosci jest twoj
                        > a teza o grupach badawczych publikujacych i przygotowujacych. podejrzewam, ze t
                        > o jednak bardziej jest myslenie zyczeniowe.

                        W świecie dużych "kolaboracji" w fizyce jest to sytuacja wręcz typowa. Przy czym ci przygotowujący też publikują, ale rzeczy zaledwie dobre, typu "konstrukcja, opis działania i wyniki testów urządzenia X" (to się opublikuje na LF, ale nie w czołowym czasopiśmie), natomiast gdy eksperyment, w którym urządzenie X będzie działać, w końcu ruszy i da wyniki, konstruktorzy urządzenia X będą mieli udział w publikacjach "odkryliśmy nową cząstkę i dokonali przełomu w fizyce" w Physical Review Letters, a jeśli to naprawdę będzie przełom, to i w Science.

                        Na marginesie tej dyskusji wspomnę, że grupy zaangażowane w LHC mogą mieć problem, bo wyniki, nie dość, że opóźnione, są mniej spektakularne, niż się spodziewano.
                        • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 25.10.11, 08:44
                          ale ja sobie zdaje sprawy, ze sytuacja jest inna.

                          co do wielkich kolaboracji, to tak sie sklada ze brytyjscy fizycy radza sobie swietnie z brytyjska parametryzacja. i baaaardzo watpie, ze na dobrych uczelniach sa wsrdod nich ludzie, ktorzy przez 6 lat nie maja publikacji. takie cuda nie istnieja. gdyby tak bylo, nie byliby na tych uczelniach. nawet jednak jesli jest tak, jak mowisz, zostaje przy swoim zdaniu, ze polksa paramtryzacja glownie wypacza obraz, choc akceptuje, ze potencjalnie przy rzeczywistosci, o ktorej mowisz, moze byc uzyteczna. wskazywaloby to jednak na to, ze jedna paramtryzacja na wszystkie dyscypliny nie ma wiekszego sensu.

                          co do ludzi niepublikujacych na polskich uczelniach, to mozemy porozmawiac, jak powinno byc, jednak ja mowie, jak, mysle, jest. i byc moze w fizyce jest inaczej, jednak polska parametryzacja pokazuje wielkie polacie niepublikowania (a przynajmniej niepublikowania w miare sensownego).
                          • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 25.10.11, 08:47
                            dodam, ze potencjalna uzytecznosc obecnego systemu ogranicza sie do instytutow, w ktorych wszyscy publikuja i nie ma ogona nierobow. w takiej sytuacji system zabezpiecza nas przed problemem cyklicznosci. mysle ze w PL takich instytutow jest niewiele.
                        • hugow dydaktyka a nauka 26.10.11, 11:06
                          Kolega, który był w senacie (3l) i w RW (3l) był też w komisjach związanej z finansami - i ciekawy fakt - dający do myślenia mi podał.
                          Dydaktyka przez 3 lata w jakich miał współodpowiedzialność za finanse to faktycznie było 78-84% przychodów ale również dydaktyka to było 92-95% kosztów uczelni i na dydaktyce się tylko traciło - były więc radykalne pomysły aby wywalić całą dydaktykę a co najmniej niezdrową część dydaktyki a skupić się na nauce. Oczywiście radykałów uciszano - jako niezdrowy element reakcji.
                      • charioteer1 Re: Gdzie publikujemy.... 24.10.11, 19:07
                        dala.tata napisał:

                        > podzial pracownikow na dydaktykow i naukowcow bylby wyjatkowo zlym skutkiem sys
                        > temu, o kotrym mowisz. uczyc powinni naukowcy, dydaktycy ucza w szkolach sredni
                        > ch.
                        >
                        > a system 3N (nawiasem mowiac, wczesniej 2N) jest systemem w sposob silny wypacz
                        > ajacym obraz. powtarzam: to system, ktory za pomoca kilku niezle publikujacych
                        > jednostek zdobywa pieniadze na nawet kilkadziesiat osob. gdzie w tym sens, nie
                        > rozumiem zupelnie.

                        Dala ma racje. Taki model oceny jest szkodliwy i prowadzi do nieprawidlowosci w obrebie instytucji. Ode mnie przez lata oczekiwano glownie, ze nie bede wyciagac lapy po pieniadze.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Gdzie publikujemy.... 26.10.11, 08:45
              Tak zajrzałam na forum, to się wtrącę.

              pfg napisał:
              > Ale ci pozostali robią dydaktykę, prowadzą prace organizacyjne i, nazwijmy to,
              > organizują warsztat dla wszystkich. Jest to jak najbardziej zgodne z pojawiając
              > ym się tutaj postulatem, aby różnicować charakter pracy pracowników w zależnośc
              > i od ich talentów i predyspozycji, typu ci do nauki, tamci do dydaktyki.

              Twój argument chwieje się w zasadniczym punkcie:

              Tym, co publikują w bardzo dobrych czasopismach instytucja stawia takie same wymagania dydaktyczne, co pozostałym.

              Gdyby kiedyś zaistniała sytuacja, że w nagrodę za zdobywanie grantów i doskonałe publikacje uczelnia odciąża daną osobę z przynajmniej części dydaktyki, to byłoby tak jak mówisz. Ale obecnie w Polsce chyba tak nie jest.
        • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 22.10.11, 22:48
          zasada nie jest podobna, bo pozwala, teoretycznie, zlozyc publikacje, powiedzmy 3 swietnie publikujacych osob. w Uk to moga byc max 4 publikacje na osobe.

          pfg napisał:

          > W Polsce przy ocenie instytucjonalnej jest podobna zasada. Mianowicie, jednostk
          > a zatrudniająca N pracowników naukowych, może do oceny przedstawić co najwyżej
          > 3N publikacji z ostatnich kilku (czterech?) lat. Średnio trzy na głowę, ale jed
          > nostka może sobie wybrać 3N najlepszych.
        • hugow Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 00:03
          3N to też za dużo
          Powinno być zasadą, że jeden pracownik przedstawia raz na trzy lata 1 pracę nieksiążkową i max 1 monograficzną-książkową max na 5 lat o ile jest jej autorem więcej niż w 30%.
          Ludzie nie umieją wiele wymyślić - i powinno być oczekiwanie max 1 artykułu na 3-5 lat. Jednak czytane powinno być wszystko.
          • donnajohnson Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 08:17
            hugow napisał:

            > 3N to też za dużo
            > Powinno być zasadą, że jeden pracownik przedstawia raz na trzy lata 1 pracę nie
            > książkową

            wg. standardow hugow'a to ta sama prace moznaby przedstawiac w nieskonczonosc (oczywiscie jako forme popularyzacji - hehe).
          • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 10:22
            pojechales nie? artykul raz na 5 lat to jest wyjatkowo niepowazny pomysl.

            hugow napisał:

            > 3N to też za dużo
            > Powinno być zasadą, że jeden pracownik przedstawia raz na trzy lata 1 pracę nie
            > książkową i max 1 monograficzną-książkową max na 5 lat o ile jest jej autorem w
            > ięcej niż w 30%.
            > Ludzie nie umieją wiele wymyślić - i powinno być oczekiwanie max 1 artykułu na
            > 3-5 lat. Jednak czytane powinno być wszystko.
      • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 10:21
        zasada 4 publikacji ma swoje zalety. po pierwsze, zaklada, ze mozna pokazac to, co masz najlepszego, a nie wszystko. wiadomo, ze nie da sie zawsze publikowac na tym samym poziomie, z drugiej strony dopinguje do tego, zeby myslec o publikowaniu 'jak najlepiej', cokolwiek to mialoby znaczyc. zasada, ze kazdy daje swoje jest rowniez, wedlug mnie dobra, nie mozna sie przejechac na cudzych plecach.

        polska zasada 3N jest, wedlug nie wyjatkowo niepozyteczna. bowiem promuje lokomotywy parametryzacyjne. szczegolne w naukach scislych, gdzie publikuje sie wiecej (choc w grupach) wystarczy wiec kilka osob, by pociagnac wydzial. Nie tylko jest nieuzyteczne naukowo - polska parametryzacja nie daje obrazu jednostki, ale obraz wlasnie owych lokomotyw, ale rowniez instytucjonalnie. szef nie musi dbac o rozwoj wszystkich, starczy, ze promuje kilka osob. w UK zalezy nam na tym, zeby wszyscy byli 'REFable'.

        wada brytyjskiego systemu jest uznaniowosc. jesli napisze niszowa ksiazka, powiedzmy pierwsza na swiecie w temacie, to sila rzeczy jest ona 'world-leading' (najwyzsza kategoria, jaka przyznaje sie w UK publikacjom). realistycznie jednak ona nie zostanie tak oceniona, bo czlonkowie panelu nie interesuja sie tematem, nie wiedza nic o ksiazce, jej standingu, statusie itd itd
        • carnivore69 Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 14:49
          > ac o rozwoj wszystkich, starczy, ze promuje kilka osob. w UK zalezy nam na tym,
          > zeby wszyscy byli 'REFable'.

          No i to wg mnie jest lipa. Czlowiek, ktory ma 6-8 REFable paperow dostaje przez to taki sam przydzial czasu na risercz (i tyle samo wykladow), co czlowiek, ktory wiadomo, ze w zyciu prochu nie wymysli. Z punktu widzenia REFu (i jednostki) uzytecznosc krancowa kolejnej dobrej publikacji tego pierwszego jest bowiem zerowa, w odroznieniu od pierwszej publikacji (nawet klasy C) tego drugiego.

          Na kontynencie (czyli u konkurencji) w kilku znanym mi miejscach przydzial czasu na badania zalezy od outputu. W UK z w/w przyczyny taka polityka ma duzo mniejsze szanse wprowadzenia. A gdy jest "wszystkim po rowno", to wiadomo...

          Pzdr.
          • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 23.10.11, 23:15
            no ale to jaki dostaje przydzial zalezy od uczelni. 'system' daje forse na jednostki, ktore zostaly zgloszone do REF. i uczlenie roznie saobie z tym radza. sa takie, ktore przyznaja forse tylko tym, ktorzy byli w REF sa takioe, ktore zatrudniaja dodatkowe osoby.

            systsem jednak daje tyle forsy ile jest osob w REF.
            • carnivore69 Re: Gdzie publikujemy.... 24.10.11, 11:01
              > systsem jednak daje tyle forsy ile jest osob w REF.

              I tu lezy pies pogrzebany. Prowadzi to do sytuacji, gdy uczelniom bardziej zalezy na zmuszeniu do opublikowania doslownie czegokolwiek przez czlowieka, ktory nie publikuje prawie wcale niz do stworzenia lepszych warunkow do pracy badawczej komus, kto do niej sie rzeczywiscie nadaje, a jego problemem jest to, ze juz w polowie cyklu jest REFable.

              Pzdr.
              • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 24.10.11, 16:12
                tak moze oczywiscie byc, jednak z doswiadczenia wiem, ze sprawy sa bardziej skomplikowane. bo publikowanie 'byle czego' nie dosc ze nie zapewnia pieniedzy, to na dodatek rozmywa procentowy wynik. od zeszlego RAE dostajemy pieniadze na podstawie ilosci osob oraz procentu publikacji oceenionych na 2, 3 lub 4. publikacje z zerem i 1 nie tylko nie dostaja forsy, ale wlasnie obnizaja wynik tych lepszych.

                natomiast w nastepnej rundzie bedziemy dostawac pieniadze za publikacje z 3 i 4. czasy, gdy trzeba bylo zmusic ludzi do publikowania czegokowliek minely baaaardzo dawno.
                • carnivore69 Re: Gdzie publikujemy.... 24.10.11, 19:41
                  Pewnie, ze sa bardziej skomplikowane. Pisze natomiast o jednym z 'perverse incentives', ktore obecny system generuje.

                  Czasy, gdy trzeba bylo zmuszac moze i minely, niemniej alokacja rzadkiego zasobu (faculty research time) nie zalezy (przynajmniej w znanych mi przypadkach) od indywidualnej produktywnosci. Mom zdaniem jest to m.in. funkcja wspomnianych 'perverse incentives'.

                  Pzdr.
                  • dala.tata Re: Gdzie publikujemy.... 25.10.11, 08:54
                    tak, mysle ze tu masz racje. co wiecej owa 'perwersyjnosc' systemu polega rowniez na tym, ze ci ktorzy 'jeszcze nie osiagneli odpowiedniej jakosci' moga dostac wiecej czasu niz ci, ktorzy juz tego czasu 'nie potrzebuja'. system doprowadzil do splaszczenia pracownikow (coraz mniejsza przepasc dzieli najlepszych od najgorszych podanych parametryzacji, co jest pozytywnym skutkiem), ale nie eliminuje tego, ze w jakims stopniu nie oplaca sie byc w czolowce. i, co ciekawe, im gorsza uczelnia, tym bardziej to widac, jak sadze.
                      • adept44_ltd Re: Najłatwiej w USA? 10.02.12, 14:30
                        fascynuje mnie ten lead

                        Okazuje się, że wydanie książki w Polsce jest o wiele bardziej kosztowne, niż w Stanach Zjednoczonych - czytamy w NTO. Zaś w Głubczycach zanosi się na zwolnienia w tamtejszej służbie zdrowia. Pracę stracić mogą nawet 74 osoby - donosi z kolei Radio Opole.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka