proon
29.01.12, 19:29
trafiłem na dane jednoznacznie świadczące o tym, że przynajmniej w przypadku historyków (ale przypuszczam, że dotyczy to większości humanistów) NCN popełnia istotny błąd przy ocenie wniosków o granty; jednym z ważnych kryteriów jest ocena dotychczasowego dorobku kierownika grantu oparta na indeksie H, który delikwent musi sobie wyliczyć na podstawie danych z baz cytowań; okazuje się, że historyk może sobie wyliczyć za przeproszeniem g.... a nie indeks H - powody: o tym, że bazy ISI i Scopus dyskryminują humanistykę nie muszę chyba pisać, prace humanistów stanowią jedynie 2,5% zawartości tych baz; do tego dochodzi dyskryminacja czasopism w języku polskim (i innych nieangielskich), a przecież dla historii udział języka narodowego w całości dorobku waha się w przedziale 95,6-98,8% (Francja - 98,8; USA - 98,8; W. Brytania - 98,7; Włochy - 98,7; Niemcy - 96,1; Polska - 96,0; Hiszpania - 95,8; Rosja - 95,6); dalej - bazy te nie uwzględniają cytowań w książkach autorskich i pracach zbiorowych, a jak obliczono na podstawie prac dotyczących historii polskich mediów (sądzę, że dla całości historii dane będą podobne) artykuły w czasopismach stanowią ok. 55% pozycji cytujących i wyprodukowały ok. 32% cytowań; książki stanowią 13% pozycji cytujących i wyprodukowały ok. 47% cytowań; artykuły w pracach zbiorowych stanowią ok. 29% pozycji cytujących i wyprodukowały ok. 18% cytowań (reszta do 100% przypada na inne formy publikacji naukowych); tak więc wszelkie liczenie dorobku historyka oparte na indeksie cytowań, nie obejmujące książek i prac zbiorowych, pozbawione jest sensu, równie dobrze można rzucać kostką lub losować; próby oceny humanistów narzędziami wypracowanymi dla nauk ścisły pozbawione są sensu, dlaczego wobec tego NCN to robi? czyżby twórcy, za przeproszeniem, reformy nauki nie pokusili się na zdobycie danych koniecznych do podejmowania decyzji?