prawa autorskie?

10.07.12, 20:06
W zeszłym roku stworzyłam na prosbe ówczesnego promotora wykład dla studentów letniej szkoły (komercyjny, pozauczelniany) , ktory wygłosiłam i w prezentacji umiesciłam swoje i nazwisko promotora. On zgarnął całą kasę za wszystko, ja otrzymałam szklankę wody podczas wykładu.
Rozstałam sie kilka miesiecy pozniej z ówczesnym promotorem, z wielu powodów (szkoda słow). W dniu dzisiejszym przejrzałam materiały dla szkoły letniej, ktore prezentował 2 dni temu- uzył mojej prezentacji... Bez adnotacji, ze byłam jej autorem - oficjalnie wspólautorem oczywiście. Zmienił czcionkę i wyrzucił kilka słów, reszta pozostała bez zmian...

Trochę sie zagotowałam.


Co zrobić?
Dziękuję za podpowiedzi
    • dworzec Re: prawa autorskie? 10.07.12, 20:25
      pomijajac aspekt etyczny (masz racje, szkoda slow) to jest tu jeszcze kwestia naruszenia praw autorskich, takie rzeczy absolutnie powinny byc pietnowane; to ze powinny nie oznacza jednak, ze pietnowanie ich moze Ci sie oplacac

      zanim ruszysz do boju to zastanow sie na ile Twoj byly promotor moze Ci zaszkodzic, tzn. czy moze byc recenzentem Twojej pracy/artykulu, czy bedize w komisji decydujacej o czyms tam (obronie dr?)

      jesli nie moze Ci zaszkodzic, wowczas przypomnij sobie czy cos podpisywalas -zasadniczo jesli przygotowalas prezentacje to autorskie prawa osobiste przysluguja Ci niezaleznie od tego co podpisalas, jednak moglas przekazac mu prawa majatkowe, wowczas faktu nie otrzymania wynagrodzenia nie ma co poruszac w ewentualnej korespondencji, o ktorej ponizej

      jak juz to wszystko ustalisz to mozesz zlozyc sprawe w sadzie (bedzie trzeba ustalic Twoj wklad pracy, dowody w postaci prezentacji z wymazanym Twoim nazwiskiem etc.); bedzie Cie to kosztowalo duzo wysilku, a ewentualne korzysci nie beda duze

      jesli wiec chodzi o sama satysfakcje, to rozwaz po prostu napisanie do dziada mejla/listu (plus pismo do szefa/szefowej bylego promotora?), w ktorym piszesz o tym, ze wiesz co delikwent zrobil (naruszyl paragraf ten i tamten ustawy o prawie aut.) i stanowczo zadasz przywrocenia Twojego nazwiska, w przeciwnym razie bedziesz zmuszona przekazac sprawe Twojemu prawnikowi; albo od razu umow sie ze znajomym prawnikiem, ze do niego napisze/zadzwoni; chodzi o jak rozumiem glownie o to by bylemu promotorowi troche zmieklo i by wiecej tak nie robil...?

    • adept44_ltd Re: prawa autorskie? 10.07.12, 20:28
      1. piszesz do exa z prośbą o wyjaśnienie,
      2. nie dostajesz wyjaśnień, piszesz do przełożonego exa z prośbą o wyjaśnienie,
      3. nie dostajesz wyjaśnień, w twoim imieniu prawnik pisze do exa i jego przełożonego z roszczeniem finansowym,
      4. otrzymujesz przeprosiny exa i jego przełożonego, ewentualnie propozycję niewielkiego zadośćuczynienia i nie masz się co pokazywać na wydziale,
      5. wybieraj :)
      • sto.mka Re: prawa autorskie? 10.07.12, 20:55
        dziekuje za odpowiedzi.
        aktualnie jestesmy na scieżce wojennej- czekam na odpowiedz dziekana w sprawie wypłaty za okres 6 miesiecy pracy, ktora nie wpłynela na moje konto od roku - " bo mi się nie należy". Wykonywałam działalnośc usługową - umowa zlecenie- za którą po rezygnacji z promotorstwa nie zapłacono do dziś. Co więcej usunięto moje konto w komputerze, gdzie rejestrowano wizyty, zabiegi i kwoty płacone przez klientów. rachunki za moje usługi nie trafiły do Kwestury.
        Bylismy zwiazani grantem wewnętrznym, ktory zrealizowałam w 100%, jednak laboratorium, ktoremu zleciliśmy wykonywanie badań nie otrzymało zapłaty do dnia dzisiejszego , pomimo wystawionej noty. Od 7 miesiecy przychodziłam w każdy (oprocz swiąt) poniedziałek prosić o podpisanie rozliczenia- ani razu nie miał dla mnie czasu, zamykał drzwi przed nosem. Wyjasnienie w tej sprawie złozyłam Dziekanowi, Prodziekanowi ds Nauki, Kierownikowi Studiów Doktoranckich, Kierownikowi Katedry, obecnej Pani Promotor ( musiałam zupełnie zmienić Katedrę). Przedstawiłam mu wyniki badań ponad rok temu- zaznaczył, ze nie pozwoli mi ich wykorzystać (zmieniłam temat pracy na nowy z jego powodu), chociaż nie kwinał palcem i dam sobie głowę uciąć, ze nie potrafi powtorzyć tematu badawczego tego projektu...

        Teraz był na tyle bezczelny, że wykorzystał prezentację...
        • dworzec Re: prawa autorskie? 10.07.12, 21:02
          no jak wojna to wojna, Twoje działania i tak będą odebrane przez pryzmat tej walki, a nie jako sluszne upomnienie się o swoje prawa.

          tu się jednak facet podłożył bo chyba dość łatwo będzie Ci udowodnić, że to ty przygotowałaś tę prezentację, a osobistych praw autorskich nikt Cię nie może pozbawić, więc cała linia obrony "bo twórca się zrzekł na rzecz szacownego profa" jest nie do zastosowania

          ale przemyśl dokładnie bo my tu se gadamy na forum, a po sądach Ty się będziesz ciągać
    • dala.tata Re: prawa autorskie? 10.07.12, 21:14
      A masz jakis dowod, ze to ty zrobilas prezentacje? A co, jesli powie: no co za bezczelnosc! Mie dosc ze dalem jej moja prezentacje, to ta straszna klamczucha w zywe oczy klamie. Ja na jego miejscu tak bym zrobil. Szedlbym w zaparte.

      Jesli masz na to odpowiedz, idz na wojne. Jesli masz tylko swoje slowo honoru, to nastepnym razem zadbaj o dowody. Pamietaj, to, ze mowisz prawde i masz racje, nie wystarczy.
      • sto.mka Re: prawa autorskie? 10.07.12, 21:29
        na tej wygłoszonej przeze mnie prezentacji w zeszłym roku widnieję i ja i on ( dopisałam go ! bo to on oficjalnie miał umowe z firmą , ktora zleciła przygotowanie prezentacji ). Otrzymałam materiały z calego programu zeszłorocznego, a w tym roku przyniosła mi je studentka, ktora 2 dni temu uczestniczyła w kolejnej edycji tego programu.
        Wykład był przygotowany dla duzego koncernu, Profesor nie był delegowany przez uczelnie- zawarł umowę na prowadzenie takich wykładów co roku.
        Zadzwoniłam dziś do tej firmy- napomknęli, ze w jednym z punktów umowy zawieranej z wykładowcą jest przestrzeganie praw autorskich osób trzecich, ale jedyne co mogą zrobić to zadzwonić do studentów i powiedziec, ze autorem prezentacji rownież była pani taka i taka...
        Ja umowy z firmą nie podpisywałam...

        Pewnie to droga donikąd, ale ... jak można być takim...

        • dworzec Re: prawa autorskie? 10.07.12, 21:38
          masz korespondecję sprzed roku, w stylu "wysyłam profesorowi wykład, który przygotowałam w naszym imieniu" oraz jego odpowiedź?
          • sto.mka Re: prawa autorskie? 10.07.12, 21:48
            mam maile, tyle ze pewnie uzywałam stwierdzenia przygotowałam prezentację itp.


            Czuję, ze nie wygram, ale z drugiej strony nie mogę tego tak zostawić.
            Szkodliwość czynu pewnie żadna, ale wiara w uczciwość ludzi przepadła z kretesem.

            Mam taki wstręt, ze nie potrafie otworzyć redagowanych przez niego ksiązek albo artykułu z jego nazwiskiem . Ba, teraz nawet kartki urodzinowe wysyłam za potwierdzeniem odbioru.


            • katarzyna_s5 prawa autorskie? 11.07.12, 00:02
              wygrasz - nie wygrasz - powalczyć warto
              doświadczenie z plagiatorami mówi, że nie mają takich wyskoków jednorazowo a seriami
              doświadczenie z sukinsynami mówi, że są sukinsynami dla wielu osób, a często nawet dla najbliższej rodziny
              rusz to - opisz w mediach, na blogu, roześlij do samorządu studenckiego, kilku osób z firmy która zamawiała, napisz do Marka Wrońskiego i jeszcze kilku redaktorów, których wygooglasz, jako zajmujących się w jakimkolwiek kontekscie plagiatami.
              Rusz kamyczek - może runie lawina.
              • dala.tata Re: prawa autorskie? 11.07.12, 00:14
                Taaaa. Powalczyc warto, bo to nie ty bedziesz walczyc, nie? To sa decyzje, ktore moga zmienic zycie. I frazesy typu 'powalczyc warto' sa nie na miejscu, by nie powiedziec, ze sa kompletna bzdura.

                Moze ruszy lawina??? A jak nie ruszy, to co? To powiesz ups? A jak sie nie obroni, to tez warto? A jak ja z pracy wyrzuca, to tez? A jak to bedzie koniec kariery naukowej, tez to powiesz?
                • katarzyna_s5 ryzyko 11.07.12, 00:50
                  myślę, że ważąc ryzyko, to koniecznie należy zgłosić ten plagiat
                  właśnie po to aby zmniejszyć ryzyko

                  założyciel/ka tego wątku wyraźnie opisuje, że już dawno idzie na noże - ujawnienie plagiatu może (choć nie musi) wyeliminować przeciwnika a do tego może (nawet jeśli go nie wyeliminuje) wzbudzać strach
                  to tak jak w szkole, był u nas taki mały, słaby chłopak, i nikt go nie bił i nie zaczepiał, dlatego, że kiedyś jeden raz ktoś ze starszych chłopaków go zaczepił, oczywiście wygrał, ale maluch ten tak tego wygrywającego pokaleczył, podrapał, wsadził palca do oka i wsadzał jeszcze mocniej aż napastnik odsunął się na tyle, że palec wyszedł i potem z zaciśniętymi oczami kontynuował napaść. Ta napaść go jednak za dużo kosztowała, nie dostał ani złotówki, a chyba nawet na policzku ma bliznę. Maluch był poturbowany - ale już nigdy więcej nikt go nie zaczepiał aż do gimnazjum
                  • dala.tata Re: ryzyko 11.07.12, 01:22
                    No to pisz wazeniu ryzyka, a nie teksty typu: wygrasz, nie wygrasz, a powalczyc zawsze warto. I daj spokoj z pieknymi analogiami ze szkoly.analogie sa glownie po to, by byc piekne. Nic wiecej z nich nie wynika.

                    Bycie na noze to zupelnie co innego niz oskarzenie o przestepstwo. A o to idzie tutaj. Jestes calkiem pewna ze caly wydzial sie nie odwroci od niej? Nawet jesli wygra, wydzial, instytut moze sie odwrocic. Wszyscy! Wzielas to pod uwage? Wronski walczac z plagiatami nie walczy z ludzmi, od ktroych jest zalezny nie? A ty do tego zachecasz autorke watku.

                    I zamiast frazesow o walce z plagiatsmi, moze niech lepiej autorka sie zastanowi, na czym jej zalezy. Bo walka moze byc piekna i zwycieska, ale koszta za duze.

                    Powtarzam: twierdzenie, ze powalczyc zawsze warto, jest kompletna bzdura. Rzadko warto walczyc. Bardzo rzadko. I najlepsza strategia walki jest jej unikanie. Ucieczka jeat zawsze glowna strategia walki, ktora nalezy rozwazyc.Zawsze!

                    Ale Jesli juz rozwazasz podjecie walki, to napierw sie zastanow, czy zakladasz mozliwosc porazki i co z tej porazki wynika. I czy jestes w stanie te porazke zniesc.
        • dala.tata Re: prawa autorskie? 10.07.12, 21:39
          Tu sie zgadzam. To trzeba byc niezlym sukinsynem. Ale od tego daleko do wygrania sprawy. Mowie z doswiadczenia, jako ofiara plagiatu.
        • pfg Re: prawa autorskie? 11.07.12, 08:17
          sto.mka napisał(a):

          > Otrzymałam materiały z calego programu zeszłorocznego, a w
          > tym roku przyniosła mi je studentka

          Jeśli w rozdawanych studentom materiałach z zeszłego roku figurujesz jako współautorka prezentacji, to właśnie stanowi dowód, że współautorką byłaś.

          Jak mówi klasyk, "chamstwu w życiu należy przeciwstawiać się siłom i godnościom osobistom". Jak wojna, to wojna. Napisz do, pożal się Boże, profesora, dziekana i tej firmy (to ona może ukarać profesora finansowo, choćby pozbawiając go zlecenia w latach przyszłych), podkreślając, że chodzi ci o naruszenie *niematerialnych* prawa autorskich. Do listu dołącz kopie materiałów zeszłorocznych (z twoim nazwiskiem) i tegorocznych. Wyjaśnij, dlaczego nie dostałaś wynagrodzenia za zeszłoroczną pracę. Nie wspominaj o innych problemach z byłym promotorem, bo są one bez znaczenia dla przedmiotowej sprawy. Od profesora domagaj się przeprosin i niewielkiego zadośćuczynienia - może być na cele społeczne. Możesz wynająć prawnika (to kosztuje), który w twoim imieniu wystosuje list adwokacki z groźbą oddania sprawy do sądu.

          W wypadku nieadekwatnej reakcji, o sprawie poinformuj dr. Marka Wrońskiego, który w Forum Akademickim prowadzi stałą rubrykę poświęconą nieuczciwości naukowej.
          • kramka1 Re: prawa autorskie? 11.07.12, 09:39
            Pójscie na noze z przełożonym lub jakims waznym notablem wydziałowym rzadko sie udaje. Gdyby przewina tegoż miała charakter incydentalny, to zapewne reszta srodowiska poparłaby walkę pracownika o swoje prawa. Ale często nieprawidłowosci maja charakter powszechny, a wtedy nikt protestującego nie poprze, bo tym samym podciąlby galąź, na której sam siedzi. Pisze to na podstawie własnych doswiadczeń i niezbyt optymistycznych rezultatów takiej walki. Owszem, w jakimś stopniu walkę o "swoje" wygrałam, ale kosztem pewnego rodzaju ostracyzmu i spapranej opinii. Pieniaczem na uczelni zostaje się wyjątkowo łatwo, nikt z zewnątrz nie próbuje nawet dochodzic, czy "pienienie" było uzasadnione czy nie. Bo dalej obowiązuje tu zasada o pokornym cielęciu, co to dwie matki ssie. I druga zasada: kolega profesor koledze profesorowi krzywdy nie zrobi....
            • sto.mka Re: prawa autorskie? 11.07.12, 10:42
              Dziękuję bardzo za wszystkie odpowiedzi.

              Jakąś godzinę temu rozmawiałam z moją nową Panią Promotor- nieoficjalnie decyzja Dziekana jest taka, ze " nie chce konfliktów na wydziale, nie bedzie bawił się w detektywa, chce mieć świety spokój" . Wygłosił stanowisko, ze moja niezapłacona pensja za usługi przeszła na poczet wykonywanych badań (!). Koledze krzywdy nie zrobi.

              Problem tkwi również w tym, że znalazłoby się kilka- kilkanaście osób, którym ww Pan Profesor wykręcił różne numery (typu niszczenie rachunków za usługi w niszczarce, niewypłacone pensje, odebranie urlopu, poniżanie, ubliżanie itp), ale każdy chciałby sprawę załatwić moimi rękami...
              O tyle jest trudno, ze nie jest to moja macierzysta uczelnia- nikt za mną nie stoi. Przedstawiłam moją koncepcję na pracę doktorską, wstepnie opracowaną metodykę i zainteresowałam tym ww Pana Profesora. Przystapiłam do rekrutacji - egzamin duwjęzyczny przed Komisją, zdałam ... i się zaczęło. Po około 4 miesiacach prowadziłam wszystkie cwiczenia za Pana Profa, fakultety... Kiedyś zachorowałam i odmówiłam przyjazdu na dyzur nocny- zagrozil pozbawieniem urlopu- przyjechałam na uczelnię nastepnego dnia z wenflonem i zaswiadczeniem z Izby Przyjęć. Potrafił zadzwonić do mnie z nakazem przyjazdu do kliniki i pobrania krwi pacjentowi. Na zebraniach pracowników potrafił odezwać się do mnie w stylu, że "wygladam jakbym zaraz miała się zrzygać" albo ze okradam klinikę bo za mało kasuję pacjentów. Sytuacje moznaby mnożyć.

              To, że mam etykietkę pieniacza już wiem, bo któż śmie powiedzieć NIE takiej personie. Własciwie sama zmiana promotora ( czyli to, że od niego odeszłam) wywolało niemałą burzę.

              Umowiłam się jutro ze znajomą Sędziną, może poradzi coś sensownego.

              Do firmy wyslę oficjalny papier, choć niestety osoba odpowiedzialna za program praktyk letnich chciałaby żeby ów Profesor popchnął jej habilitację, wiec pewnie nie bedzie łatwo cokolwiek wyegzekwować.

              Jeszcze raz dziekuje za odzew.
              Muszę trochę ochłonąć, bo od wczoraj nic nie zjadłam i niewiele spałam.
              • kramka1 Re: prawa autorskie? 11.07.12, 10:49
                Po przeczytaniu Twojego postu powiem: odpuść. Masz nowego promotora, inne miejsce pracy, z wiatrakami pt. wazny profesor nie wygrasz. Po co Ci nerwy i stresy? Dla sądu potrzebne sa twarde dowody, ale w sądach sa tez ludzie, więc o kuriozalne czy niesprawiedliwe werdykty nie jest wcale trudno. A z takim niekorzystnym wyrokiem będziesz już całkiem w czarnej d..., ze posłuże się zwrotem z jakiegos filmu.
                Idzie lato, wyluzuj... W zyciu są wazniejsze sprawy niz walka z lokalnymi szujami.
              • dala.tata Re: prawa autorskie? 11.07.12, 11:06
                Co za kompletny ch.....nie potrafie tego inaczej nazwac. Straszny czlowiek.

                Emocje sa zlym doradca. Poczekaj, zbierz dowody. Uderz wtedy, gdy nikt sie nie bedzie spodziewal. na zimno. Badz pewna wygranej.
                • charioteer1 Re: prawa autorskie? 11.07.12, 11:22
                  dala.tata napisał:

                  > Co za kompletny ch.....nie potrafie tego inaczej nazwac. Straszny czlowiek.

                  I z tego powodu radze odpuscic. W takiej sytuacji inni pokrzywdzeni nie popra ofiary nawet w tajnym glosowaniu, a co dopiero w sadzie. Ludzie, ktorzy tam pracuja, nie takie przewaly widzieli. Jezeli tam nadal pracuja, to znaczy, ze zostali skutecznie zastraszeni, przekupieni, albo sa tak naiwni, ze kazda ciemnote dadza sobie wcisnac. Na ogol wszystkie te czynniki wystepuja jednoczesnie w roznych proporcjach.

                  Jezeli idzie sie na wojne, to nie ma mozliwosci wycofania sie, kiedy sie zrobi za goraco. Pierwsze pytanie do autorki watku brzmi: czy masz plan B i czy masz dokad uciekac?
                  • sto.mka Re: prawa autorskie? 11.07.12, 11:48
                    Zmieniłam Katedrę- z Nauk Klinicznych na Przedkliniczne- teoretycznie nie powinien mnie dosięgnąć w sprawach bieżacych typu blokowanie zamówień, rozdzielania funduszy na badania, realizacji stazu czy wyjazdu naukowego. Ale siedzi w Radzie Wydziału,Komisji Stypendialnej , jest Redaktorem Naczelnym czasopisma branżowego, redaktorem ksiązek....etc.
                    Bede szukać recenzentów niespoufalonych, pokładać nadzieje, ze Pani Promotor wytrwa jego ciągłe ataki. Nie mam alternatywy. Nie mam znajomości. Pozostały mi 3 wydziały w naszym kraju żeby szukać szczęscia, ale srodowisko jest małe.
                    • charioteer1 Re: prawa autorskie? 11.07.12, 12:55
                      Mysle, ze powinnas rozwazyc wszystko, co na ten temat powiedziala ci pani promotor. Ona tam juz pare ladnych lat przepracowala i powinna wiedziec, czego sie mozna spodziewac po ludziach na wydziale i poza nim.
                    • capo.di.tutti_capi Re: prawa autorskie? 11.07.12, 14:22
                      sto.mka napisał(a):

                      > Zmieniłam Katedrę- z Nauk Klinicznych na Przedkliniczne-

                      to juz mniej-wiecej wiadomo o jaki osrodek i o jakiego konkretnie profesora tutaj chodzi, wiec moze ktos ze srodowiska da wiecej wskazówek? nie jest to moja dziedzina, ale wszędzie powinny obowiązywać pewne standardym, jak ktos je łamie to dlaczego o tym nie pisać głośno?
          • dala.tata Re: prawa autorskie? 11.07.12, 10:22
            A ja powtorze apel o rozwage. Nie chodzi o ksiazke, ani o artykul. Kariera autorki watku nie zostala nadwerezona. Mam wrazenie, wojny warto toczyc o sprawy arcywazne. Niejestem pewien,czy materialy edukacyjne do nich naleza. Dal jasnosci: uwazam ze to, co robi ow czlowiek jest ponizej krytyki. To nie znaczy jednak, ze warto isc na wojne. Jej konsekwencje sa nieprzewidywalne. I potencjalnie bardzo powazne. Czy na pewno warto ryzykowac?

            Rozwaz uwaznie stomko.
            • pfg Re: prawa autorskie? 11.07.12, 10:44
              dala.tata napisał:


              > Dal jasnosci
              > : uwazam ze to, co robi ow czlowiek jest ponizej krytyki. To nie znaczy jednak,
              > ze warto isc na wojne. Jej konsekwencje sa nieprzewidywalne. I potencjalnie ba
              > rdzo powazne.

              Zgadzam się, że konsekwencje pójścia na wojnę mogą być poważne i że w związku z tym nalezy rozwazyć wszelkie za i przeciw. Z drugiej strony mamy teorię wybitej szyby. Odpuścimy gdzieś, a facio się rozochoci - o ile już się nie rozochocił i/lub o ile skurwysyństwo w tym środowisku już nie jest powszechne. Z trzeciej, gdy już ktoś w końcu upubliczni skargę, władze habitualnie tłumaczą się "ale dotąd nie było żadnych skarg na pana profesora".

              Wroński w Forum Akademickim przytacza przykłady osób, którym raptem nie przedłużano umów o pracę po tym, gdy ujawnili czyjś plagiat. Narzeka też, że inni siedzą cicho w obawie przed mobbingiem.

              Nie chciałbym, aby głosy na naszym forum brzmiały jak środowiskowe przyzwolenie na tolerowanie ewidentnego i obrzydliwego wykorzystywania pracy ludzi stojących niżej w hierarchii akademickiej. Skoro stomka już zerwała współpracę z tym profesorem i skoro ma dowody (materiały z zeszłego roku z jej nazwiskiem vs materiały z tego roku bez) - i oczywiście jeżeli sprawa wyglądała tak, jak ją stomka przedstawia (prezentacja przygotowana od zera przez nią w zeszłym roku, kosmetyczne zmiany wprowadzone w tym roku) - uważam, że oficjalna skarga do dziekana i do firmy zlecającej tę prezentację jest wskazana.
              • sto.mka Re: prawa autorskie? 11.07.12, 17:58
                Mam zeszłoroczną prezentację, mam tegoroczną.
                Złożę skargę, na pewno.

                Jutro odbieram oficjalną decyzję pisemną nt wypłaty, rozliczenia grantu wewnętrznego od Dziekana. Wiem, że jest ona nieprzychylna, tyle że ja mogę bez wahania spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.
                • e-gosiak weterynaria? 11.07.12, 19:58

                  • pfg Re: weterynaria? 11.07.12, 21:10
                    Myślałem, że medycyna, ale te "tylko trzy wydziały" też mi sugerują weterynarię.
                • pfg Re: prawa autorskie? 11.07.12, 21:22
                  sto.mka napisała:

                  > Mam zeszłoroczną prezentację, mam tegoroczną.
                  > Złożę skargę, na pewno.

                  OK, sam cię do tego namawiałem, inni zalecali wstrzemięźliwość. Rozważ to spokojnie jeszcze raz. Jeśli się zdecydujesz, nie działaj w pośpiechu, starannie przygotuj pismo. Wyraźnie zaznacz, że nie chodzi ci o wynagrodzenie, tylko o niematerialne prawa autorskie. Nie podnoś innych spraw poza tą prezentacją. Załącz kopie obu prezentacji. Wytłumacz, czym tegoroczna prezentacja różni się od zeszłorocznej. Jeśli chcesz złożyć na profesora skargi w innych sprawach, zrób to w oddzielnym piśmie do dziekana, bez angażowania innych osób lub instytucji, o których wspominałem poprzednio.
                  • sto.mka Re: prawa autorskie? 11.07.12, 22:31
                    Zamierzam skorzystać z pomocy prawnika i wysłać pismo do Pana Profesora i do Firmy w związku z prezentacją. Jutro dowiem się jakie są szanse.

                    Inna sprawa to sytuacje opisane powyżej, ktore ciągną się za mną od 10 miesiecy-wypłata i grant wewnętrzny. Składałam już wyjasnienia pisemne, sprawozdania merytoryczne i finansowe, załączyłam kopie korespondencji, na która mi nie odpisywał, wyciągi z konta bankowego, próby uzyskania zgody na tzw rozliczenia wewnętrzne (wtedy ceny badań są o 50% tańsze), kopie wizyt pacjentów. Jak widać -bez efektów.
                    Każde kolejne pismo do Dziekana będzie zapewne odebrane jako odwet za niepomyślną dla mnie decyzję (ktorą otrzymam jutro w formie pisemnej), więc nie bede łaczyć spraw.

                    Szkoda, że nie promuje się ludzi, ktorzy naprawdę chcieliby coś fajnego robić. Nie dla dwóch liter przed nazwiskiem.
                    • sto.mka Re: prawa autorskie? 12.07.12, 18:49
                      Pan profesor podpisujac umowę z firmą sprzedał prawa do prezentacji. Przedstawiciel firmy zaproponował, ze podpisze ze mną umowę na kolejny wyklad, za ktory otrzymam naleznośc. Nie zgodzilam się.

                      Dziekan w oficjalnym pismie nie zająl stanowiska, przekazał mi odpowiedz pisemna złozoną przez profesora- 4 strony A4 oczerniania, w tym teksty typu : Pani taka i taka jest osobą trudną :) Gdybym miala podsumować wartośc tych 4-ech stron, to najbardziej sensowne było " z poważaniem" na koniec. Reszta to jakas farsa.
                      • charioteer1 Re: prawa autorskie? 12.07.12, 19:29
                        sto.mka napisała:

                        > Pan profesor podpisujac umowę z firmą sprzedał prawa do prezentacji. Przedstawi
                        > ciel firmy zaproponował, ze podpisze ze mną umowę na kolejny wyklad, za ktory o
                        > trzymam naleznośc. Nie zgodzilam się.

                        Firma podpisala umowe o dzielo. Jezeli zleceniobiorca podzlecil komus wykonanie dziela, to ich to juz nie interesuje.

                        > Dziekan w oficjalnym pismie nie zająl stanowiska, przekazał mi odpowiedz pisemn
                        > a złozoną przez profesora- 4 strony A4 oczerniania, w tym teksty typu : Pani ta
                        > ka i taka jest osobą trudną :) Gdybym miala podsumować wartośc tych 4-ech stron
                        > , to najbardziej sensowne było " z poważaniem" na koniec. Reszta to jakas farsa.

                        Manipulator i socjopata. Pozostaje ci proces sadowy, prawdopodobnie dlugi i szarpiacy nerwy. Idziesz na to?
                        • sto.mka Re: prawa autorskie? 12.07.12, 22:04
                          Mam taki zamiar.
                          • charioteer1 Re: prawa autorskie? 13.07.12, 00:15
                            No to juz po tych czterech stronach maszynopisu wiesz, czego sie mozesz spodziewac. Jezeli sie zdecydujesz, to przygotuj sie dobrze, bo sad bedzie wolal trzymac strone autorytetu. Autorytety tez przegrywaja w sadach, ale to taka ludzka sklonnosc, zeby trzymac z silniejszym.
                            • sto.mka Re: prawa autorskie? 13.07.12, 01:07
                              napisałam komentarze do każdego akapitu , jutro złoże Dziekanowi. Nic tym nie osiągnę, ale może profesorka zmobilizuję do stworzenia kolejnego dzieła- dawno nic nie spłodził, niech się potrudzi. Do mojego elaboratu nie dam się dopisać ;)
                              • pfg Re: prawa autorskie? 13.07.12, 08:25
                                sto.mka napisała:

                                > napisałam komentarze do każdego akapitu , jutro złoże Dziekanowi.

                                To zły pomysł! Zdecyduj się, czy wojujesz z profesorem o wszystko (bardzo małe szanse), o mobbing (małe szanse), czy o naruszenie osobistych (niematerialnych) praw autorskich do prezentacji (duże szanse). Ja radzę odnieść się tylko do uwag dotyczących prezentacji, jeżeli takie są, a o pozostałych powiedzieć, że merytorycznie nie dotyczą przedmiotowej sprawy. Nic tak nie wk... adwersarzy, jak spokój i podejście merytoryczne.
                                • chilly Re: prawa autorskie? 13.07.12, 09:10
                                  Przerabiałem to za młodu. chodziło m.in. o niedopisanie szefa do artykułu (jego udział był nawet nie e zerowy, był ujemny - bo przeszkadzał w pracy). Podobnie było pismo szefa do dziekana, że nierozwojowy, niezdolny do współpracy itp. Pomimo moich odwołań, cichego przyznawania racji, wyleciałem z zakładu, a mało brakło - z uczelni. No i musiałem całkowicie się przeprofilować (dlatego z lekkim pobłażaniem czytam diagnozy, porady i recepty, które wystawia dala z bezpiecznej odległości).
                                  A szef dalej robił swoje (niszcząc kolejnych), zbierał nagrody i odznaczenia. No i wykorzystując uczelniana aparaturę oraz swych pracowników do prac prowadzonych poza, czy może "obok" uczelni. W spokoju też dotrwał na uczelni do 71 roku życia.
                                  Najgorsze było osamotnienie - oficjalnie nikt nie stanął po mojej stronie. Co prawda, nie było wtedy forów internetowych :) Ale Ty, zdaje się, nie masz już wyjścia - musisz brnąć dalej.
                                  • kramka1 Re: prawa autorskie? 13.07.12, 10:39
                                    chilly napisał:
                                    "Najgorsze było osamotnienie - oficjalnie nikt nie stanął po mojej stronie. Co prawda, nie było wtedy forów internetowych :)"
                                    Jakbym czytała o sobie... No to jest własnie ta naukowa odwaga: wielu prywatnie przyznaje racje, lecz w publicznym sporze nikt nie poprze podwładnego w sporze przeciwko profesorowi.

                                    "Ale Ty, zdaje się, nie masz już wyjścia - musisz brnąć dalej."
                                    Nie rozumiem, czemu nie ma wyjscia. Kazdy kolejny ruch to brniecie w ta sytuację z małymi sznasami na środowiskową wygrana (o sadowej nie mówię).
                                    Jestem zwolenniczka zwalczania nieuczciwości, ale z własnych doświadczen wiem, że nie zawsze taka walka ma jakikolwiek sens. Człowiek skrzywdzony sie nakręca i nie widzi świata poza swoja krzywda. Ale taki świat istnieje. Sto.mka, a o co Ci własciwie chodzi? O napietnowanie profesora? O ukrócenie jego nagannych praktyk? O uznanie własnej pracy? O zarobek?O urazoną dumę własną? Spróbuj zdefiniowac cele tej walki i przelicz, czy wygrana w załozonym zakresie cokolwiek Ci da. Moze prosciej uznac, ze wrednych ludzi na swiecie jest multum, obecny przypadek wart jest zapamietania, ale życie idzie do przodu i nie ma co patrzec wstecz.
                                    • sto.mka Re: prawa autorskie? 13.07.12, 10:52
                                      Pismo, ktore dzis złozyłam było odpowiedzią na zarzuty, ktore mi stawiał- m.in o porzuceniu miejsca pracy, dezorganizacji pracy kliniki, o nierozliczeniu i samowoli w realizacji projektu badawczego... Pozostawilam bez komentarza uwagi typu : doktoranta udaje pokrzywdzoną, konfabuluje, jest niesłowna, ma tupet...
                                      o wykorzystanym wykładzie i sprzedaniu go firmie nie wspomniałam.

                                      Głownie chodziło mi o sprawiedliwośc- nie o wynagrodzenie. Jestem juz jednak troche zmeczona. Moja Pani promotor mowi" tu nie ma Boga, nikt tu nie dochodzi prawdy i sprawiedliwości"...
                                      • kramka1 Re: prawa autorskie? 13.07.12, 11:06
                                        sto.mka napisała:
                                        > Głownie chodziło mi o sprawiedliwośc- nie o wynagrodzenie. Jestem juz jednak troche zmeczona. Moja Pani promotor mowi" tu nie ma Boga, nikt tu nie dochodzi prawdy i sprawiedliwości"...
                                        No właśnie, sprawiedliwosci tu nie znajdziesz...
                                        Czy uwzględniasz w swoim mysleniu o sprawie fakt, ze ten sam profesor, który Ci zalazł za skóre, jest powiazany siecią zaleznosci z innymi prominentnymi pracownikami uczelni? Że jest to układ "ręka ręke myje"? Ze każdy ma swoje własne interesy i zastanawiając sie nad poparciem Twojej walki będzie rozważać co mu to da, a w czym mu zaszkodzi?
                                        I żeby nie było, że jestem generalnie przeciw dochodzeniu sprawiedliwości, tez kiedyś powalczyłam o swoje. Efekty sa dwuznaczne, swoje wywalczyłam, ale koszty były wysokie. Swoja walką straciłam nie tylko w oczach tych, na których zdaniu mi nie zalezy, ale i tych, których bardzo cenię. Teraz bym dwa razy pomyslała, nim bym napisała pierwsze pismo w sprawie.
                                      • pfg Re: prawa autorskie? 14.07.12, 09:43
                                        sto.mka napisała:

                                        > Głownie chodziło mi o sprawiedliwośc- nie o wynagrodzenie.

                                        Wydawało mi się, że w ogóle nie chodzi ci o wynagrodzenie? Tak czy siak, współczuję przegranej. Sprawa niematerialnych praw autorskich - drobna, cząstkowa, ale prestiżowa, stanowiąca wyłom w posągowym wizerunku profesora - była do wygrania. Walka "o sprawiedliwość", przy niekonkretnych zarzutach, niekonkretnych dowodach, fatalnych nawykach solidaryzmu grupowego i polskiej kulturze prawnej jest przegrana. Dokonałaś złego wyboru strategicznego - ale to był twój wybór.

                                        Powiedz jedną rzecz szczerze: Prezentacja to była kropla przepełniająca kielich, ale od początku chciałaś profesora oskarżyć "o wszystko", prawda? A na forum nie szukałaś rad, tylko moralnego wsparcia. Cóż...
                                        • sto.mka Re: prawa autorskie? 14.07.12, 11:19
                                          Chyba zostałam zle zrozumiana, pfg. Powiem zupełnie szczerze- na forum szukałam rad odnośnie praw autorskich, rozwinęlam swoją wypowiedz o postępowaniu byłego promotora- odrębna sprawa, jak zaznaczyłam.
                                          Gdybym chciała oskarżyć go o "wszystko" jak piszesz, zrobiłabym to w pierwszym poście. Gdybym oczekiwała współczucia i moralnego wsparcia moje posty byłyby o wiele dłuzsze, bo to co napisałam o zachowaniu profesora to jedynie kropla w morzu, zjawisko utrwalone- nie jestem pierwsza doktorantką, ktora odeszła z tego powodu.

                                          Kwestia wynagrodzenia- to, czego nie przyjmuję do wiadomości , to możliwośc "zajęcia" mojego 6 miesiecznego wynagrodzenia za działalnośc usługową w klinice z powodu nierozliczonego grantu wewnetrznego.Sprawa ta "wypłyneła" dlatego, iż do 30 czerwca Kierownik Katedry zobowiązany był do przedstawienia rozliczenia z projektu badawczego. ja złozyłam pisemne wyjasnienie, dlaczego to rozliczenie finansowe nie wpłyneło- dlatego, ze Prof go nie podpisał, a laboratorium nie otrzymało do chwili obecnej naleznosci za usługę. Drugim odrębnym pismem złozonym wczesniej do Dziekana była prosba o wypłate nalezności za prace usługową, ktora wykonałam na podstawie umowy zlecenia.
                                          Dostałam odpowiedz na te dwa pisma na jednym papierze- powiazaną- ze wynagrodzenie zajeto z powodu nierozliczonego grantu. Do odpowiedzi załączono 4 strony A4 od mojego byłego promotora z opisem, ktory mijał sie z prawdą.

                                          Co do praw autorskich- na wtorek jestem umówiona z adwokatem.


                                      • dala.tata Re: prawa autorskie? 14.07.12, 10:27
                                        Gratuluje. Nie ma jak wygarnac. Mam nadzieje, ze ci chociaz ulzylo. Co do pomijania, to nie pomijaj! To sa strategicznie swietne argumenty. Trudno je udowodnic, ale zawsze sie cos przyczepi.

                                        Coz, oby konsekwencje tego wszytskiego rowniez nie przerosly twych oczekiwan.
                                        • jael53 Re: Potem się zdumiewamy... 14.07.12, 13:00

                                          ... że w nauce krajowej jest marniutko. A jak niby ma być, skoro w najlepsze łamie się ludziom kręgosłupy, tresuje do oportunizmu i poddaństwa i wybiera do tego celu nader parszywe metody?

                                          Droga Koleżanko, tak - nazwą Cię nieraz trudną; zatrują Ci życie dawaniem do zrozumienia... Prawda, można by też powiedzieć, że masz silne poczucie tego, co się godzi; masz pewne standardy etyczne. Ale przecież nie w tym rzecz, żeby Ci oddać sprawiedliwość.
                                          W tym naszym środowisku właściwe nazywanie ludzi, rzeczy i problemów wyjątkowo skutecznie kreuje pożądaną rzeczywistość. Taką właśnie, jaką mamy.

                                          Niewielkie masz szanse w tym starciu - co piszę z przygnębieniem. Zastanów się raczej nad czymś zupełnie innym: czy na pewno warto za każdą cenę służyć nauce? Godzić się z coraz bardziej haniebnymi postępkami?
                                          To prawda, co napisano Ci wcześniej - życie idzie dalej. Ale im dłużej to życie wędruje, tym bardziej wątpliwy może być bilans; i tym mniejsze możliwości odwrotu. Upoważnia mnie do takiej opinii poczucie własne - że godzenie się z rzeczami obrzydliwymi pozostawia bardzo nieciekawy osad. nawet gdy się do cna nie scyniczeje, trudno uwolnić się od obrzydzenia.

                                          Gdybym na tym etapie, co Ty potraktowała bardzo serio to, z czym się zetknęłam, to o nic bym nie walczyła, ale też bym nie pozostała w tym miejscu. I może o tę odrazę byłoby mi lżej.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja