o miernocie w "Polityce"

05.09.12, 12:11
Polecam artykuł w dzisiejszej Polityce. Po urlopowej przerwie próbowałam sie przekopac przez rózne wątki na forum, ale się nie udało, bo jaki by nie był wątek, to dyskusja grzęznie w personalnych docinkach. Więc moze w nowym wątku o "Reprodukcji miernoty" będzie do poczytania coś więcej niż to, co zwykle piszą ci, co zwykle....
    • capo.di.tutti_capi Re: o miernocie w "Polityce" 05.09.12, 13:39
      artykuł zawiera sporo truizmów i oczywistości, i przytyków (moze to o prawnikach?):

      Cytat
      Wnioski o tytuły profesorskie składają pracownicy nauki (bo przecież nie uczeni), których jedynymi publikacjami zagranicznymi potrafią być dwa artykuły wydane w Ostrawie, a reszta pokaźnego ilościowo dorobku to teksty umieszczane w wydawnictwach uczelnianych. Jednocześnie są oni często promotorami wielu prac doktorskich, a także aktywnie uczestniczą w doradzaniu miejscowym władzom samorządowym. Uprawniona wydaje się teza o reprodukcji miernoty – prowincjonalny profesor promuje słabego doktora, który zostanie prowincjonalnym profesorem itd. Dobrze, że Centralna Komisja zaostrzyła kryteria przyznawania habilitacji i tytułu profesorskiego, być może to zaklęte koło nieco się nadwątli.


      nie jestem pewien czy CK zaostrzyła kryteria na habilitacje, nie jestem pewien czy w dluzszej perspektywie poziom habilitacji wzrosnie,
      z tego co widze, to teraz wniosek o habilitacje skladaja prawie wszyscy, nawet bardzo przeterminowani
      • detektor01 Re: o miernocie w "Polityce" 05.09.12, 14:03
        Bo jednym z większych idiotyzmów jest wymóg zrobienia habilitacji przez wszystkich
        • flamengista no i to jest sedno problemu 06.09.12, 08:06
          habilitacja stała się wymogiem koniecznym do utrzymania pracy na uczelni. W sytuacji niżu starszy wykładowca powoli odchodzi do lamusa. Co mają zrobić adiunkci z uczelni peryferyjnych? Przecież tam taki niski poziom, że prawie nie ma szans się wybić. A ci, którym to się udaje natychmiast uciekają.

          A później zdziwienie, że kandydat do habilitacji publikuje głównie w wydawnictwie uczelnianym i jest mierny. Jaki ma być, skoro wszyscy dookoła tacy są, pieniędzy na książki i wyjazdy nie ma, jest mnóstwo biurokracji i dydaktyki, kontakty międzynarodowe tylko z Ostrawą, Nitrą i Zaporożem...

          Trzeba było uczciwie powiedzieć tym ludziom coś z poniższych rzeczy:
          a) likwidujemy wszystkie słabe ośrodki na prowincji, szukajcie innej pracy
          b) zmieniamy was w państwowe wyższe szkoły zawodowe, przestańcie marnować czas na pseudonaukę
          c) łączymy was z czołową regionalną uczelnią. liczcie się ze zwolnieniami, ale ci co zostaną mają szansę na większe pieniądze i rozwój naukowy

          A teraz jest tak, że ci ludzie w pocie czoła produkują makulaturę, która staje się podstawą ich habilitacji. I są to habilitacje oczywiście mierne, ale ci ludzie i tak nigdy ze swojego prowincjonalnego zaścianka nie wychodzą. Robią karierę wewnątrz uczelni.

          Kłopot by się zrobił, gdyby jakimś cudem przeszedł pomysł Kudryckiej z wymuszoną mobilnością. Ciekawe byłyby efekty, gdyby profesora uczelnianego z Kielc czy Radomia przesunięto na UW, by kierował tamtejszą katedrą, np. ekonomii czy nauk politycznych. Mogłoby się okazać, że tenże umie mniej niż jego doktoranci, nie mówiąc już o adiunktach.
    • nullified Re: o miernocie w "Polityce" 05.09.12, 22:06
      wiesz - mnie się już nie chce pisać :/

      fetysz "indeksu" i "list", bicie piany przez ludzi którzy ani nie przeczytali choć *jednego* tekstu na temat scjentometrii (i osławionego "Ha") i stosują go jak młotek ze skutkiem już nie wiadomo czy komicznym bardziej czy groteskowym. Mierzenie odległości kilogramami... To już było.

      Złozyć ten tekst z tekstem obok (socjolożki) i wychodzi ładny obrazek trzech małpek. Ładny i "porażający". Jeszcze jeden klocek do kampanii "nauczyciele są roszczeniowi, lekarze to bandyci a akademicy to złodzieje"...
      • kramka1 Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 12:43
        Fetysz fetyszem, a ja widze sporo racji w tym artykule. Latem zajechałam na pewną ważną międzynarodową konferencje. Po raz pierwszy w niej uczestniczyłam, bo jest troche obok mojej ścisłej działki, i przezyłam pewien szok, bo ludzi z Polski było jak na lekarstwo. Efekt był widoczny w trakcie prezentacji: brylowali naukowcy z Zachodniej Europu, a wyników z naszego kraju brak. To było nawet dośc śmieszne: przeglądowa mapka na jednej z prezentacji, na której pokazano wyniki z kontynentu i na tej mapce Polska była białą plamą. I wcale nie jest tak, że tego konkretnego tematu u nas nie badają. Badają, a jakze, wyniki pokazano wiosną na krajówce. Ale juz nie na "międzynarodówce". Czemu szanowni koledzy z tej działki nie przyjechali? Ano bo ponoć jest to dla nich nieważna konferencja (sic!). Rozumiałbym: za droga, bo droga jak cholera, ale nieważna? A moze raczej miejsce konferencji nieważne, bo podobną konferencję w atrakcyjnym turystycznie mieście Europy kilka lat temu nawiedziła mocna grupa z Polski.
        Jak powyższe ma sie do artykulu? No może tak, że bez bata w postaci indeksu h i podobnych tego towarzystwa sie nijak nie ruszy. Że prowincjonalnośc mają wkodowaną na beton w swoje mózgi.
        • detektor01 Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 12:52
          Jestem przekonany, że chodzi o kasę. Gdyby mieli to by pojechali, chociażby turystycznie.
          • kramka1 Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 13:09
            Z tą kasą nie przesadzajmy... Na kierowniczych stanowiskach kasa sie by znalazła (skoro ja, skromny doktor, jakos ją wyściubiłam). To jest kwestia podejścia. Biorąc przykład z autora artykułu, sprawdziłam indeksy h dla tych nielicznych habilitowanych poznanych na tej konferencji. I jakby to ująć: wszystko jasne. Krajowe wyniki publikowane w krajowej prasie, której zagranica nie czyta. I co sie dziwic, że na wspomnianej mapie PL jawi sie jako biała plama...
            • proon Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 13:53
              "Z tą kasą nie przesadzajmy..." - też tak bym chciał, nie martwić się o kasę; na razie od kilku lat w moim instytucie obowiązuje zasada - na konferencję za pieniądze uczelniane jedzie się wtedy, gdy wpisowe sięga maksymalnie 500 zł (oczywiście można jechać jedynie z referatem); na droższe (te zagraniczne to zawsze kilkaset ale euro) nie dostaje się nic, można jechać za swoje prywatne; dlatego też na konferencjach zagranicznych bywamy tylko wtedy gdy nie ma opłaty; ale to nic, kolega w sąsiedniej uczelni ma lepiej - na wszelkie konferencje może jeździć wyłącznie za swoje, a jest po habilitacji, tyle, że to mały instytut i po likwidacji badań własnych zagraniczny wyjazd jednej osoby pochłonąłby prawie cały budżet na badania statutowe; tak więc facet profesorem zostanie, ale jak wcześniej wymieni sobie zonę na bogatszy egzemplarz;
              • chilly Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 16:40
                1) Budżet ściślaków i przyrodników (na jednego pracownika) rózni się od budżetu humanistów i społeczniaków co najmniej o jeden rząd wielkości. Zwykle więcej.
                2) faktycznie, tych drugich cechuje większa p,rowincjonalnośc, ba,zaściankowośc. Nie muszą porównywac się ze światem. Dobrze, jeśli potrafia korzyystać ze swiatowego dorobku.
                Tu jest więc sedno problemu. Rozwiązania są dwa:
                1) uznać, że poziom tych ostatnich jest tak słaby, że nalezy rozgonić całe to towarzystwo, aby zacząc od nowa (wynik mocno niepewny),
                2) przyjąć, że jest źle, jednak poprawa sytuacji wymaga zwiększenia nakładów, stwarzania większych możliwości udziału w obiegu międzynarodowym (biblioteki, konferencje), ze stopniowym wzrostem wymagań.
                • proon Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 17:06
                  byłbym za, ale jakoś politykom nie wierzę; punkt 1 z działu Rozwiązania potrafią wykonać, ale punkt 2 od dawien dawna jakoś im nie wychodzi; a tak mi się marzy konferencja (na koszt podatnika) w Paryżu lub innej Nicei ;-)
                  • adept44_ltd Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 17:09
                    w Paryżu i Nicei też już nie mogą się doczekać na polskich historyków...
                  • whiteskies Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 22:08
                    Ja do Paryza czy Nicei na ogol jeżdżę na koszt podatnika francuskiego albo europejskiego. Takie wymierne bywają zalety publikowania poza zasciankiem ;)
              • dala.tata Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 22:13
                Proon, wiesz, powiem cos, co nie przyszlo jeszcze do glowy. Co bys powiedzial na postaranie sie o pieniadze na konferencje? Wiesz, w sensie jakis, no wiesz, tfu, grant....
                • adept44_ltd Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 22:52
                  nie godzi się...
                  • dala.tata Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 23:01
                    Aaaa. To moze chodzi o to, zeby proona poprosic, zeby pojechal?
                    • adept44_ltd Re: o miernocie w "Polityce" 07.09.12, 23:06
                      lepiej złożyć się, gdyż proon zdaje się przejawiać chęć wyjazdu, nie do końca wiadomo wprawdzie, po co... no i chyba ta zrzuta we frankach?
Pełna wersja