amerykańskie obyczaje naukowe

08.12.12, 09:06
mam prośbę do znających realia uprawiania nauki w USA - napiszcie, czy zjawiska opisane w linkowanych poniżej artykułach to w USA norma, czy raczej jakieś kuriozalne wyjątki, a może ktoś dysponuje informacjami dowodzącymi, że w poniższych artykułach są kłamstwa (interesuje mnie zarówno problem prawdziwości wiedzy ustalonej przez obu badaczy, jak i prawdziwość sposobu ich potraktowania w USA)
1. rozmowa z prof. R. Lukasem - www.bibula.com/?p=62190
2. raport prof. M. Regnerusa - wpolityce.pl/wydarzenia/36178-co-grozi-dzieciom-wychowanym-przez-homoseksualistow-miazdzacy-raport-amerykanskiego-socjologa
    • pigwa_polska najlepiej najbezpieczniej zajmować sie matematyka 08.12.12, 12:59
      takie zwyczaje sa norma w przypadku nauk przyrodniczych - jakiekolwiek badania naukowe podwazajace ewolucjonizm - to koniec kariery (no chyba, ze autor jest muzułmańskim czarnoskórym homoseksualistą - to dostanie drugą szansę, ale zaufania już nigdy nie odzyska)
      dlatego najlepiej i najbezpieczniej zajmować sie matematyka
    • pigwa_polska Re: amerykańskie obyczaje naukowe 08.12.12, 13:07
      [auote]Amerykański naukowiec prof. Mark Regnerus, który niedawno wykazał w swoich badaniach, że dzieci z tradycyjnych rodzin są znacznie szczęśliwsze i zdrowsze niż te wychowane przez pary jednopłciowe, stał się obiektem ataków ze strony środowisk homoseksualnych.
      Jeden z niezadowolonych z wyników prac badawczych, stawiających w niepochlebnym świetle homozwiązki, zakwestionował na swoim blogu rzetelność naukowej pracy socjologa. To wystarczyło, że sprawą zajęła się specjalna komisja Uniwersytetu Texas w Austin, gdzie uczony jest zatrudniony. Szybko okazało się, że zarzuty pod adresem naukowca są całkowicie bezzasadne, a metodyka przeprowadzonych badań jest bez zarzutu.[/quote]

      To pokazuje, że jak się jest z drugiej opcji - też trzeba powiedzieć "sprawdzam" - niech osobnikom publikującym odwrotne badania - a zgodne z mainstreamem - sprawdzają komputery :-)
      Pewnie bez sprawdzania oddalą jako oczywiście bezzasadne - i potem jak Chińczyk chce zabłysnąć to fabrykuje "ogniwo pośrednie" i od razu jest w Nature i Science
      Nobla nie dostają najlepsi a mainstreamowi
      Dzięki temu prawdziwa nauka ciągle jest w podziemiu - bez wsparcia finansowego - na uboczu a odkrycia naukowe pojawiają się - jak to zwykle odkryciom bywa - jako niezamierzony przypadek.

      CytatDavid Hacker..uważa, że cała sprawa uwłacza godności profesora, który musiał kilkakrotnie stawić się przed komisją i oddać zawartość swego komputera do sprawdzenia. Jednak, jak zauważa prawnik, są to coraz częstsze sytuacje w USA.
      Profesorów, którzy nie kłaniają się dominującej na uniwersytecie orientacji, w większości lewicowej, karze się lub cenzuruje z powodu ich przekonań
      – dodał.
      Raport Marka Regnerusa oparty był na analizie odpowiedzi, jakich udzieliły dorosłe dzieci wychowane przez ich biologicznych rodziców lub przez rodzica homoseksualnego wraz z jego lub jej partnerem. Wnioski są jednoznaczne w swej wymowie i, jak zauważa uczony, trudno je bagatelizować.
      12 proc. dzieci wychowanych przez matkę lesbijkę i 24 proc. tych, którymi opiekował się ojciec gej przyznawało, że myślało ostatnio o popełnieniu samobójstwa. Dla porównania w przypadku kompletnych rodzin i samotnego rodzica biologicznego odsetek dzieci rozważających odebranie sobie życia wyniósł 5 proc.
      28 proc. dzieci wychowanych przez matkę lesbijkę podawało, że nie ma obecnie pracy. Do braku zatrudnienia przyznawało się 20 proc. dzieci wychowanych przez ojca geja, a tylko 8 proc. z kompletnych rodzin biologicznych i 13 proc. wychowanych przez jednego rodzica.
      23 proc. dzieci wychowanych przez matkę lesbijkę mówiło, że było „dotykane seksualnie” przez ich rodzica lub jej partnerkę. Odsetek ten w przypadku pełnej rodziny biologicznej wyniósł 2 proc., w przypadku ojca geja – 6 proc. natomiast pojedynczego rodzica – 10 proc.
      Kolejna zatrważająca statystyka dotyczy sytuacji, kiedy osoby w pewnym momencie zostały zmuszone do seksu wbrew ich woli. Dotyczy to 31 proc. tych wychowanych przez matkę lesbijkę, 25 proc. przez ojca geja i 8 proc. z pełnych rodzin biologicznych.
      40 proc. wychowanych przez matkę lesbijkę i 25 proc. wychowanych przez ojca geja miało romans w czasie małżeństwa lub wspólnego mieszkania z partnerem. Do tego typu sytuacji przyznało się 13 proc. tych wychowanych w rodzinach tradycyjnych.
      19 proc. wychowanych przez matkę lub ojca homoseksualistów przechodzi lub ostatnio przechodziło psychoterapię. Tymczasem o potrzebie konsultacji z psychoterapeutą mówiło 8 proc. wychowanych w rodzinie biologicznej.
      20 proc. wychowywanych przez matkę lesbijkę i 25 proc. przez ojca geja podawało, że nabawiło się infekcji przenoszonych drogą płciową. Odsetek takich przypadków w odniesieniu do dzieci z rodzin tradycyjnych wyniósł 8 proc.
      61 proc. wychowanych przez matkę lesbijkę i 71 proc. wychowanych przez ojca geja określało siebie jako „całkowicie heteroseksualnych”. Do takiej tożsamości przyznawało się natomiast 90 proc. tych wychowanych w pełnej biologicznej rodzinie.


      ten wynik z dotykaniem seksualnym przez samotnego rodzica - przewyższający podobne przypadki przy ojcu geju - wygladaja ciekawie
      szkoda, ze nie podali jak liczna byla proba - gdzies w sieci jest oryginalny naukowy artykul autora badan?
    • dr_pitcher Re: amerykańskie obyczaje naukowe 08.12.12, 16:39
      Raczej wyjatki:

      1. Co do profesora Lukasa - to wywiad jest dosc jednostronny. Pomijajac fakt, ze "Holocaust" jest slowem zarezerwowanym i dotyczy zaglady Zydow. I to byl glowny (sluszny czy nie sluszny) zarzut. Nieprawda jest rownez stwierdzenie, ze hsitorycy drugiej wojny swiatowej zajmuja sie wylacznie zaglada Zydow.

      2. Czytalem dwie recenzje raportu Regnerusa (w prasie naukowej) - obie pozytywne. Owszem ataki na niego byly, ale nie wywodzace sie ze srodowisk naukowych. Czesc osob go poparlo


    • tumanka Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 13:42
      Ad 2: Pobieżny rzut okiem na doniesienie wpolityce.pl wystarcza, żeby się zorientować, że facet porównywał dzieci dorastające z obojgiem biologicznych rodziców z dziećmi, które przeszły jakieś rozstania rodziców itp. Zatem wyciąganie jakichkolwiek wniosków nt. wpływu orientacji rodziców na rozwój dzieci jest kompletnie nieuprawnione. Oczywiście strona wpolityce.pl ma prawo ekscytować się czymkolwiek chce. Natomiast moim skromnym zdaniem komuś udzielającemu się na forum naukowców zwyczajnie nie wypada przyznawać się, że bierze takie doniesienia serio. Prywatnie oczywiście można sobie wierzyć, że lesbijki gwałcą swoje dzieci. Tylko może się z tym nie obnośmy, co?
      • dala.tata Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 14:30
        Dziekuje za ten post. To dla mnie tez bylo dosc oczywiste, jednak czeklem az kto inny to napisze. Badania wplywu orientacji seksualnej rodzicow na dzieci sa niezwykle trudne do przeprowadzenia, chocby dlatego, ze dzieci par homoseksualnych nie zyja w prozni i sa jakos postrzegane spolecznie. I dopoty dopoki nie wyeliminujemy potencjalnej spolecznej stygmatyzacji dzieci taki par, nie ma najmiejszego sensu mowic, ze to orientacja wplywa dobrostan dzieci. Do twgo oczywiscie nalezy dodac to, co napisala tumanka.

        Co wiecej, takie badania czesto maja podtekst polityczny, co tylko utrudnia traktowanie ich powaznie. Oczywiscie watek proona ma podobny podtekst.

        O tym drugim uczonym, o ile pamietam, byla juz tu mowa. Jego tezy tez sa dosc watpliwe.
        • proon Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 19:08
          "Co wiecej, takie badania czesto maja podtekst polityczny, co tylko utrudnia traktowanie ich powaznie. Oczywiscie watek proona ma podobny podtekst. " - jak rozumiem, według szanownego Pana uprawiam politykę wrogą wobec mniejszości seksualnych? i jeszcze jedno pytanie - polityka to walka o władzę i jej sprawowanie; co to ma wspólnego z badaniami nad problemem dzieci w związkach homoseksualnych? czy homoseksualizm to partia polityczna?
          • dala.tata Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 19:36
            Nie mam pojecia, co laskawy pan uprawia. jednak tego typu watki z reguly maja 4 tematy. dwa, holokaust i homoskesualizm, laskawy pan juz wykorzystal. Teraz czas na szczepionki i kreacjonizm.

            co do tego, czym jest polityka. Biorac pod uwage, ze pan jest chyba historykiem, to jesli dla pana taka jest definicja polityki, pozostaje mi rece zalamac nad polska historia.
            • spokojny.zenek Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 19:49
              Wielce szanowny dala nie byłby sobą, gdyby w skądinąd sensownym i celnym poście nie dodał tego ostatniego zdania. Kiedy mu się jednak czasami delikatnie wytyka (nie tylko ja) niestosowność takich zachowań, wielce jest oburzony.
              • fajnytoster Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 20:09
                Akurat w tym przypadku szanowny dala ma 100% racji, gdyż kolega proon zaprezentował tu rozumienie "polityki" rodem wprost z papki medialnej, odrzucając co najmniej kilkadziesiąt lat naukowej refleksji nad tą problematyką. Jeżeli dla historyka polityka to po prostu partie polityczne, parlament i może telewizyjna publicystyka, to rzeczywiście jest nad czym załamywać ręce.
                • spokojny.zenek Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 20:43
                  fajnytoster napisał:

                  > Akurat w tym przypadku szanowny dala ma 100% racji, gdyż kolega proon zaprezent
                  > ował tu rozumienie "polityki" rodem wprost z papki medialnej, odrzucając co naj
                  > mniej kilkadziesiąt lat naukowej refleksji nad tą problematyką. Jeżeli dla hist
                  > oryka polityka to po prostu partie polityczne, parlament i może telewizyjna pub
                  > licystyka, to rzeczywiście jest nad czym załamywać ręce.

                  Oczywiście że tak, do meritum nie mam żadnego zastrzeżenia. Razi mnie natomiast maniera uogólniania - w tym wypadku - na historyków (polskich) in genere. Pośrednio zaś - ponawiane przez dalę okazywanie pewnego przekonania, którego nie nazwę.
                  • fajnytoster Re: amerykańskie obyczaje naukowe 10.12.12, 16:31
                    Być może, chociaż w tym konkretnym przypadku dopatrywałbym się raczej po prostu chwytu erystycznego, aniżeli chęci dopieczenia całemu środowisku historyków.
            • podworkowy Re: amerykańskie obyczaje naukowe 10.12.12, 08:04
              a tak z ciekawości - jak Pan definiowałby politykę? Ja wiem, że powstały różne definicje itp., ale nie rozumiem, czemu wytyka Pan definicji proona prymitywizm... Szczerze mówiąc wolę jego definicję a'la Machiavelli niż jakieś substancjalne wyjaśnienia w rodzaju "roztropna troska o dobro wspólne"...
              • proon Re: amerykańskie obyczaje naukowe 10.12.12, 12:52
                dala.tacie tak na prawdę nie chodzi o definicję polityki (bo nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje rozbudowanego definiowania w krótkich postach na forum dyskusyjnym); ten Pan lubuje się w poniewieraniu prawie każdym, kto ośmieli się mieć inne poglądy niż on; ja tym razem podpadłem trojako: zalinkowałem teksty świadczące o nie najlepszych obyczajach w przodującej nauce amerykańskiej; teksty pochodzą z witryn o charakterze narodowo-religijno-prawicowym, a takowe działają na niego jak płachta na byka; skierowałem uwagę forumowiczów na badania podważające lewicowe świętości - prawa mniejszości seksualnych oraz na sytuacje wykazujące przewrażliwienie Żydów na tle stosunku innych do holokaustu; to wystarczy by mi dać w mordę i poprawić z buta
              • dala.tata Re: amerykańskie obyczaje naukowe 10.12.12, 13:21
                To pan okreslil moj post jako zarzucajacy prymitywizm.

                Traktowanie polityki jako zwiazanej jedynie z partiami politycznymi jest nieporozumieniem. i chyba nikt dzisiaj w nauce tak polityki nie widzi. Jak ja bym okreslil polityke? no, moglbym odeslac pana do wikipedii i sie wymigac. ale nie bede taki. Polityka to wszelkie te dzialania spoleczne, ktore zwiazane sa z ukladem sily czy dominacji, czy wladzy (nie ma dobrego polskiego slowa oddajacego ang. power czy niemieckie. Macht) w spoleczenstwie. Mnie najbardziej odpowiada definicja sily-wladzy zaproponowana przez Foucault, czyli jako niewidoczna siec relacji.

                Dlatego oczywiscie mowimy, ze nauka jest polityczna, a i badania nad homoseksualizmem czy holokaustem sa oczywiscie polityczne (straczy przeczytac artykul omawiany, zeby zobaczyc, jak to bardzo widac). To jest tzw. oczywista oczywistosc.
                • fajnytoster Re: amerykańskie obyczaje naukowe 10.12.12, 16:29
                  Dodam tylko, że nie mam nic do dodania :)

                  Utożsamianie polityki z rywalizacją partyjną jest anachroniczne i zdroworozsądkowe. Zresztą tak samo, a może i bardziej, też z "dobrem wspólnym" czy "sztuką rządzenia państwem". Nie o to więc chodziło, podworkowy. Dala dobrze wyjaśnił.
      • dr_pitcher Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 15:00
        Polityka nie odrobila zadania - w kolejnych numerach czasiopisma sa dwa artykuly dyskutujace m.in metodologie pracy. Pod tym wzgledem artykul jestraczej bez zarzutu.
        • dala.tata Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 15:44
          Zagladnalem do artykulu, ktory jest dostepny tutaj. Autor rzeczywscie poswieca duzo czasu na kwestie metodologiczne i jego badania sa bardzo staranne. Nawiasem mowiac, w konkluzjach podnosi kwestie, ktora ja zauwazylem (np. stygmatyzacje rodzin). Autor jednak przyjmuje, ze to jest czesc 'family experience' dzieci wychowywanych w takich rodzinach. Mozna z tym dyskutowac, jednak nie sposob takiego argumentu po prostu odrzucic. Warto tez zauwazyc, ze konkluzje autora jest niezwykle ostrozne i wywazone. Dosc daleko im do artykulu 'w polityce'.
      • proon Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 19:05
        "Natomiast moim skromnym zdaniem komuś udzielającemu się na forum naukowców zwyczajnie nie wypada przyznawać się, że bierze takie doniesienia serio. "
        • dala.tata Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 19:18
          Nie, nie wypada brac na serio tego, co napisali na portalu 'w polityce'.

          proon napisał:

          > "Natomiast moim skromnym zdaniem komuś udzielającemu się na forum naukowców zwy
          > czajnie nie wypada przyznawać się, że bierze takie doniesienia serio. "
        • spokojny.zenek Re: amerykańskie obyczaje naukowe 09.12.12, 19:39
          proon napisał:

          > nie wypada na serio brać doniesień o wynikach badań naukowców amerykańskich?

          Kiedyś były takie dowcipy zaczynające sie od słów: "Uczeni radzieccy stwierdzili, że..."


      • flamengista proponuję poczytać oryginalny artykuł 09.12.12, 22:16
        a nie serwis wpolityce. Z całym szacunkiem dla serwisu, rzecz jasna.

        Dla mnie najbardziej interesujący jest opis wcześniejszych badań w tym obszarze i ich ograniczeń.

        A porównania dotyczyły kilku kategorii rodzin: pełnych hetero, homo (lesbijskich i gejowskich), niepełnych hetero i jeszcze kliku dodatkowych typów.

        Ja na razie nie mam zdania - chcę artykuł przeczytać porządnie, a potem zabiorę głos. Innym doradzam to samo.
        • dr_pitcher Re: proponuję poczytać oryginalny artykuł 10.12.12, 03:04
          pytanie zalozyciela watku dotyczylo nie tyle artykulu co reakcji srodowska.
          • proon Re: proponuję poczytać oryginalny artykuł 10.12.12, 12:54
            też mi się tak wydawało; ale najwyraźniej pytanie dotknęło czułych punktów dala.taty więc skierował dyskusje na problem mojej głupoty i innych wad
            • dala.tata Re: proponuję poczytać oryginalny artykuł 10.12.12, 13:11
              Wypraszam sobie. nic nie napisalem o 'glupocie'. Napisalem o tym, ze okreslenie polityki, ktore laskawy pan nam zafundowal jest zalamujace. to podtrzymuje.

              nie mam tez pojecia, jakich to czulych punktow mialby dotknac ten watek. Jest on spojny z tym, co laskawy pan pan pisze na tym forum od poczatku swej na nim dzialalnosci. i dlaczego mialoby mnie to dotykac? Mnie martwi, ze profesor bierze na powaznie taki portal i jego enuncjacje na temat nauki, ale jakos sobie z tym radze.


              proon napisał:

              > też mi się tak wydawało; ale najwyraźniej pytanie dotknęło czułych punktów dala
              > .taty więc skierował dyskusje na problem mojej głupoty i innych wad
Inne wątki na temat:
Pełna wersja