felisdomestica 28.02.13, 14:40 wyborcza.pl/1,75515,13475195,Sieroca_dola_doktoranta.html Nie jest jeszcze dostępny w całości. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
pfg Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 28.02.13, 15:05 Komentarz, który zamieściłem u promujących ten tekst Obywateli Nauki: Artykuł przeczytałem w wersji papierowej. Autorzy stawiają kompletnie IDIOTYCZNĄ tezę, że w Polsce kształcimy zbyt mało doktorantów. Po czym nawet dość kompetentnie argumentują, że miejsc pracy dla młodych doktorów w Polsce brakuje. Rozumiem, że ta wewnętrzna sprzeczność autorom nie przeszkadza. Moim zdaniem doktorantów w Polsce jest za dużo, co manifestuje się między innymi katastrofalnie spadającym poziomem doktoratów. Dalej autorzy piszą, iż "nie wszyscy doktoranci chcą wiązać swoją przyszłość z nauką", ale nie pytają, po co w takim wypadku owi doktoranci w ogóle robią doktorat? A jeszcze dalej autorzy wypowiadają się przeciwko systemowi grantowemu, z wyraźną sugestią, że płace naukowców - i tych dobrych, i tych złych - mają być wyższe. No mają być wyższe i już. Drodzy Autorzy! Pensje w nauce są niskie, ale żądanie podniesienia pensji wszystkim po równo jest niesprawiedliwe, a co ważniejsze, zupełnie nierealistyczne przy obecnej sytuacji budżetowej. Rozsądne jest natomiast oczekiwanie, że ci naukowcy, którzy coś robią naukowo, powinni za swoją pracę otrzymywać większe wynagrodzenia. To jednak powinno prowadzić do postulatu rozbudowy systemu grantów (który jest w Polsce bardzo płytki, to jest osobny temat), nie zaś do jego kontestowania. Rozumiem, że Autorzy mają być także panelistami. Mnie na tej dyskusji nie będzie, jestem spoza Warszawy, ale gdybym w Warszawie był, to na taką dyskusję bym się nie wybrał. [Okazuje się, że panelistką ma być tylko jedna z Autorek, zresztą bohaterka wątku sprzed roku na tym forum.] Odpowiedz Link
capo.di.tutti_capi Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 28.02.13, 15:29 > [Okazuje się, że panelistką ma być tylko jedna z Autorek, zresztą bohaterka href="forum.gazeta.pl/forum/w,87574,134768479,134768479,Selektywna_analiza_problemu_publikacji_humanistow.html" target="_blank">wątku sprzed roku na tym forum.] myślę, że jednym z celów artykułu było zaznaczenie, że autorka się habilitowała (chyba niedawno), żuczek też jest habilitowany, czy polska socjologia rośnie w siłę! Odpowiedz Link
anfa05 Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 09:47 Ja bym się jednak z kilkoma wątkami zaznaczonymi w tekście zgodził (choć nie do końca wiem dlaczego nosi on właśnie taki tytuł). Doktorantów dotyczy może połowa tekstu. Trzeba pamiętać, że to tekst adresowany do ludzi, którzy nie są zorientowani w kwestiach nauki polskiej, tak jak czytelnicy tego forum. Warto im zwrócić uwagę, że: - powszechna mobilność młodych naukowców jest w naszych warunkach finansowych nierealna, - w niedługim czasie grozi Nam sytuacja gdy kupiona za grube miliony aparatura naukowa będzie stała niewykorzystana, nie będzie miał kto na niej pracować; można kogoś zatrudnić w ramach grantu, ale w przypadku naprawdę dobrej aparatury, samo wdrożenie się do analiz trwa rok albo i dłużej; zaraz ktoś napisze: to może nie trzeba było kupować? ale to i tak chyba lepsze wydatkowanie unijnych funduszy niż kolejne szkolenia? - istnieje zasadniczy rozdźwięk pomiędzy oceną pracowników naukowych a dobrą dydaktyką; to czy ktoś jest wspaniałym czy żałosnym dydaktykiem nie ma żadnego znaczenia przy awansach naukowych; - za jakiś czas zabraknie w niektórych dyscyplinach osób z tytułem naukowym; sprostanie wymogom ustawy będzie bardzo trudne. Co do liczby doktorantów - jest ich zbyt dużo. Niewielu z nich ma szansę na pracę na uczelni, gdzie indziej do niczego się im to nie przyda, spora część nie powinna zostać na studia doktoranckie. Podnoszenie wszystkim pracownikom naukowym wynagrodzeń nie ma sensu. Uczelnie powinny wprowadzić system motywacyjny. Osoba aktywna naukowo, dobry dydaktyk powinna zarabiać więcej. Ale chyba na żadnej uczelni nikt się jeszcze na to nie zdecydował. Odpowiedz Link
podworkowy Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 09:54 mam proste pytanie - jak miałby z prawnego punktu widzenia wyglądać mechanizm różnicowania wynagrodzenia, w szczególności podnoszenia go "dobrym dydaktykom" ? Odpowiedz Link
loleklolek_pl Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 10:07 Może tak: Robisz doktorat - awansują Cię na adiunkta.? Przy dydaktyce, to hmm, chyba tylko konkurs popularności wśród studentów ;p. W ostateczności moznaby spróbować zaciągnąć też coś z systemu awansu nauczycieli nieakademickich, ale to chyba średnio dobrze tam działa. Odpowiedz Link
felisdomestica Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 10:11 Może poprzez premie? A swoją drogą pomysł różnicowania samej pensji dla dobrych i złych pracowników jest chory. Pracodawca powinien tak dobierać pracowników, żeby wszyscy byli dobrzy. Odpowiedz Link
anfa05 Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 10:39 Nie wiem :) Ale chyba warto byłoby podjąć trud opracowania zasad lepszego wynagradzania, przyznawania premii/nagród dla osób, które się starają. Wysoce niesprawiedliwy i demoralizujący jest bowiem system w którym wszyscy dostają po równo. Bez względu na to czy uczelni poświęca się "100%" czasu czy jest ona wyłącznie płatnikiem składek ZUS, bo prawdziwe pieniądze i zaangażowanie jest umiejscowione gdzie indziej. Teraz to oczywiście się zmienia ale pozbycie się "złego" pracownika nie było wcale takie łatwe. I jakoś nie widać chęci pozbywania się z uczelni złych pracowników, zwłaszcza jeśli są kolegami właściwych ludzi na Wydziale ;) Dla mnie lepszym pomysłem do motywowania jest marchewka a nie kij. Odpowiedz Link
pfg Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 11:00 podworkowy napisał(a): > mam proste pytanie - jak miałby z prawnego punktu widzenia wyglądać mechanizm r > óżnicowania wynagrodzenia, w szczególności podnoszenia go "dobrym dydaktykom" ? > Posłużę się przykładem. Mój wydział jest KNOWem (a precyzyjniej, wchodzi w skład konsorcjum, będącego KNOWem). Z tego na razie wynika o wiele więcej zamieszania, niż pożytku, w szczególności ministerstwo do dziś nie jest w stanie określić, jakie wydatki będą kwalifikowalne, a jakie nie (nie żartuję). Wiadomo tylko, że pewną (niewielką) część środków na 2013 można przeznaczyć na podwyżki płac. (Nie o to w KNOWach chodziło, ale mniejsza o to.) Z drugiej strony na UJ odbyła się właśnie ustawowa ocena pracowników. Postanowiono połączyć te dwie rzeczy, wyniki oceny okresowej i jednoroczne (sic!) podwyżki z KNOWa. Po długich i dość burzliwych deliberacjach, Rada Wydziału ustaliła co następuje: - za ocenę A w kategorii naukowej dostanie się 3*kwota_bazowa, - za ocenę A w kategorii dydaktycznej dostanie się 1*kwota_bazowa, - za ocenę A w kategorii organizacyjnej dostanie się 1*kwota_bazowa, - podwyżki (aka dodatek projakościowy) dostaną tylko ci pracownicy, którzy nie dostali w żadnej kategorii oceny niższej, niż B. Podwyżki wyniosą więc od zera do 5*kwota_bazowa. Ponieważ wiadomo, ile "kwot bazowych" trzeba w ten sposób rozdysponować oraz wiadomo, jaka łączna suma jest do dyspozycji, można wyliczyć kwotę_bazową. Nie jestem w stu procentach pewien (w/w podwyżki są na razie wirtualne, więc nie mogę skonfrontować teorii z własną wypłatą), ale wydaje mi się, że maksymalna możliwa podwyżka ma wynieść 400+ złotych. Odpowiedz Link
podworkowy Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 11:48 odpowiadam anfie - prawo o szkolnictwie wyższym nie przewiduje instytucji premii, a znaczącej forsy na nagrody nie ma. Co więcej, tylko skrajny optymista może założyć, iż zwiększenie uznaniowości rektorów/dziekanów w polskich realiach doprowadzi do zróżnicowania wynagrodzeń w oparciu o aspekt merytoryczny. A do pfg 1) ma to sens wyłącznie w sytuacji, w której wszyscy ludzie nie dostają minimum - a w większości przypadków chyba tak jest, nie można więc podnieść dobrym, bo - w ramach tej samej puli pieniędzy - nie można obciąć słabym 2) o ile naukowe osiągnięcia są jakoś tam, z sensem lub bez sensu, mierzalne, o tyle nie wiem, jak kwalifikować kogoś do dydaktycznej kategorii A? Odpowiedz Link
pfg Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 12:03 podworkowy napisał(a): > nie wiem, jak kwalifikować kogoś do dydaktycznej kategorii A? Ustawodawca każe, sługa musi :-) Cóż, Rada powołała komisję, komisja wzięła pod uwagę wyniki ankiet studenckich, liczbę magistrantów, stopień trudności i nowatorskości prowadzonych zajęć (inaczej prowadzi się te same od lat ćwiczenia kursowe, inaczej zupełnie nowy przedmiot), było mnóstwo kłótni, ale w końcu, po kilku iteracjach procedury, osiągnięto jakiś konsensus. Chyba nikt nie jest w pełni zachwycony wynikami, no ale jakoś udało się to zrobić. Nikt nie czuje się przesadnie skrzywdzony czy niedoceniony (no, może z wyjątkiem jednego asystenta, którego właśnie zwolniliśmy (nie przedłużyliśmy konkraktu), bo połowę swoich zajęć prowadził rewelacyjnie, za to drugą połowę totalnie olewał). Odpowiedz Link
sendivigius Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 10:30 anfa05 napisał: Osoba aktywna naukowo, dobry dydaktyk powinna zarabiać więcej. Pan zapewne humanista. Kazdy inny sobie zada pytanie - a skad wiadomo ze ktos jest dobry? - jak to zmierzyc ? - jaka jest jednostka "dobrosci" ? jakim instrumentem to mierzymy? - co to znaczy 2x lepszy, a 3x lepszy ? - czy do danego zadania koniecznie jest potrzebny lepszy? - i fundamentalne dla nauk scislych pytanie : czy to sie wlasnie w ogole da zmierzyc? "Nagradzac lepszych" - to jest bowiem piekny postulat ktroy jest zawsze prawdziwy - jak moj horoskop. Bo jak nie ma odpowiedzi na pytanie - a wszystko zalezy od oceny "na oko" - to sie robi dym i feudalizm. Oceny takie sa dobre gdy w gre wchodza jakies niewmierne tytuly jak molojecka slawa, prestiz etc. Gdy zas w gre wchodzi kasa - .... Odpowiedz Link
gruszka_wierzbowa Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 10:46 Mamy jednego profesora, który naprawdę budzi strach ponieważ zdanie u niego egzaminu wymaga naprawdę rewelacyjnej znajomości materiału. Piątki prawie się nie zdarzają, nawet studenci z górnej półki oblewają pierwsze podejście i nikogo to nie dziwi. Oceny od studentów profesor ma marne. Ale niemalże każdy student, który miał z nim styczność zmienia zdanie po egzaminie na aplikację. Nagle się bowiem okazuje, że materiał z tych zajęć wystarczyło tylko powtórzyć. A z zajęć co niektórych studenckich pupilków trzeba wkuć go na nowo. Ocena przez studentów jest więc ciężkim orzechem do zgryzienia. A ocena przez przełożonego będzie w dużej części przypadków zależeć od stosunków z poszczególnymi pracownikami. Odpowiedz Link
anfa05 Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 01.03.13, 10:50 Nie jestem przedstawicielem nauk humanistycznych ;) Odpowiem podobnie na na innego posta. Moim zdaniem warto próbować nagradzać lepszych niż godzić się na system gdy wszyscy dostają po równo. Bez względu na to co i jak robią. W przypadku osiągnięć dydaktycznych to pewnie rzecz trudniejsza ale w kartach ocen pracowników jest wiele pozycji, w których działalność dydaktyczna jest oceniana (i nie chodzi tu tylko o wyniki ankiet wśród studentów). W przypadku działalności naukowej - każdy z Nas i tak zbiera obecnie różne punkty. Odpowiedz Link
q_vw Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 04.03.13, 23:22 Hmm... a dlaczego uważacie, że wszyscy doktoranci idą wyłącznie na Uczelnie ? Przecież masa ludzi, którzy "robią" studia doktoranckie to wyjęci z rynku, dla potrzeb swoich firm, głownie banków, kancelarii prawnych, firm konsultingowych etc. Przynajmniej ja mam takie wrażenie, rozmawiając z tymi ludźmi. Nie brak i polityków, co nawet zaskakuje :))) Spotkałem się też z informacją, że na uczelniach brakuje jednak doktorów... bo pensje są jakie są... Wyjaśnijcie, proszę... Odpowiedz Link
pfg Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 05.03.13, 00:11 Opowieści, że ludzie robią doktoraty "na potrzeby" banków, korporacji i kancelarii, to jest jakaś legenda miejska. Jeśli bank potrzebuje doktora do swojego działu analitycznego, bez trudu znajdzie doktora matematyki, ekonomii, a nawet fizyki (sic!), którego uczelnia mu "za darmo" (z punktu widzenia banku) wykształciła, a taki doktor przyjmie pracę w banku z pocałowaniem ręki. Korporacje też niekiedy (z rzadka) potrzebują doktorów, ale uczelnie także i w tym wypadku dostarczają im gotowy produkt. Z całą pewnością korporacje niechętnie patrzą się na to, gdy ich pracownik chce robić doktorat: w korporacji masz siedzieć w swoim kubiklu i przewalać swoje 16 ton, a gdy przychodzi deadline, to i 60 ton, więc *tracenie czasu* na prowadzenie badań naukowych do doktoratu i inne fanaberie jest na granicy korporacyjnej nielojalności. Z kancelariami jest jeszcze inaczej: Doktorat z prawa uprawnia do przystąpienia do egzaminu adwokackiego/radcowskiego bez konieczności odbycia aplikacji, więc choć zenek zarzeka się, że on takich stworzeń na oczy nie widział, wygląda na to, że studia doktoranckie stają się alternatywną do aplikacji ścieżką dochodzenia do upragnionego statusu mecenasa. Mecenas-doktor może podnosić prestiż kancelarii, ale aplikant(pracownik)-doktorant to czysta strata. Natomiast politycy, istotnie, mogą myśleć, że doktorat podniesie ich prestiż. Z drugiej strony na kierunkach rynkowych, gdzie - jak pisałem w innym wątku - prawdziwe pieniądze i prawdziwy prestiż zawodowy są do zdobycia na rynku, nie na uczelni, rzeczywiście występuje niedobór kandydatów do pracy na uczelniach, gdyż uczelnia oferuje tylko ułamek tego, co można zarobić na rynku. *Nie* dotyczy to medycyny, bo tam praca formalnie naukowa na klinice oznacza jednocześnie zdobycie bardzo prestiżowego stanowiska zawodowego. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 05.03.13, 08:04 pfg napisał: > Doktorat z prawa uprawnia do przystąpienia do egzaminu adwokackiego/radcowski > ego bez konieczności odbycia aplikacji, więc choć zenek zarzeka się, że on taki > ch stworzeń na oczy nie widział, wygląda na to, że studia doktoranckie stają si > ę alternatywną do aplikacji ścieżką dochodzenia do upragnionego statusu mecenas > a. Nieprawda, nigdy się nie zarzekałem, że nie widziałem, obalałem natomiast mit, który uparcie kształtujesz. Lada dzień będą tegoroczne egzaminy adwokackie i radcowskie. Odsetek przystępujących na podstawie doktoratu jest marginalny - pojedyncze przypadki niezauważalne w morzu aplikantów. Można powiedzieć, że zjawisko robienia doktoratu ZAMIAST aplikacji praktycznie nie występuje. Odpowiedz Link
gruszka_wierzbowa Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 05.03.13, 13:33 Czy ludzie robią doktoraty z prawa aby ominąć aplikację? Być może są ludzie, którzy mają taki pomysł na ścieżkę kariery zawodowej. Niestety praktyka pokazuje, że nie jest on koniecznie dobry. Po pierwsze na doktorat trzeba się dostać. Wielu ludzi rezygnuje z niego, jeśli nie są przyjęci na studia dzienne. Po drugie, trzeba doktorat napisać i obronić. A to niekoniecznie jest łatwe. Owszem, powstaje coraz więcej kiepskich prac, ale samo dostanie się na studia nie gwarantuje jeszcze obrony doktoratu. Z praktyki mogę powiedzieć jedynie tyle, że parę moich znajomych zaczęło doktorat aby ominąć aplikację. Skończyło się to rezygnacją ze studiów w przeciągu roku. Nagle bowiem okazało się, że taka ścieżka wcale nie jest łatwa. Większość doktorantów stara się łączyć aplikację z pisaniem doktoratu, ze szkodą dla tego drugiego. Sama należę do bardzo wąskiej grupy osób, które nie robiły aplikacji w czasie studiów doktoranckich. Była to moja świadoma decyzja podjęta po drugim roku. Mój temat z pewnych powodów sprawiał trudności, a to doprowadzenie doktoratu do końca było moim priorytetem. Przyznam, że po zasięgnięciu opinii o aplikacjach szkoda mi na nią czasu i nerwów. Dlatego będę podchodziła do egzaminu zawodowego bez niej. Ale to nie znaczy, że bez praktyki. Prawda jest bowiem taka, że bez przygotowania praktycznego nie ma co liczyć na złożenie egzaminu z powodzeniem. Jeśli ktoś sądzi, że jest inaczej, bardzo mocno się rozczaruje. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 05.03.13, 13:42 1. Czas dojścia do egzaminu Aplikacja - ok. 3 lata, doktorat, co najmniej 5, w praktyce więcej 2. Nakład pracy Aplikacja - spory, doktorat, bez wątpienia większy 3. Nabywanie "przy okazji" doświadczenia zawodowego Aplikacja - w zasadzie w pełni (inna sprawa, że w wypadku adwokackiej i racowskiej z poziomem bywa tak sobie), dotorat - o tyle, o ile ktoś obok doktoratu coś robi w praktyce, jeśli sie "skupia" - w zasadzie zero. Owszem zdarzają się osoby, które jednak wolą dojść do egzaminu przez doktorat. Owszem, są wśród nich osoby (bardzo nieliczne), które rzeczywiście tę drogę przechodzą. Nie jest to jednak z pewnością wybór racjonalny. Nakład pracy ewidentnie większy, poznanie praktyki, ewidentnie mniejsze, czas wyraźnie dłuższy. O czym tu mówić? Odpowiedz Link
pfg Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 05.03.13, 17:42 spokojny.zenek napisał: > doktorat, co najmniej 5, w praktyce więcej E, może na UJ. Różne inne uczelnie obiecują znacznie szybciej, na przykład WSPiA w Przemyślu obiecuje 3.5 roku. Zdaje mi się, że jakaś inna, równie szacowna uczelnia, oferowała nawet dwa lata. Nie musisz mi tłumaczyć, że to jest ordynarne robienie kandydatów w bambuko, byle tylko zapłacili czesne za mglistą obietnicę nie wiedzieć czego. Skądinąd paru doktorów habilitowanych prawa chętnie "wypromuje" tam jakiś byle jaki doktorat, no bo trzeba mieć trzech wypromowanych do tytułu... Nawiasem mówiąc, Koźmiński, który też takie "seminarium doktoranckie" z prawa prowadzi, tak pisze na swojej stronie: Cytatdoktorat umożliwia osobom pracującym co najmniej trzy lata w praktyce prawniczej wpis na listę adwokatów lub radców prawnych Podobnie twierdzi też SWPS (też ma "seminarium doktoranckie" z prawa, a jakże) i parę innych miejsc. Może więc, zenku, tak mało ludzi z doktoratami przystępuje do egzaminu adwokackiego/radcowskiego, gdyż planują zaliczyć się do grupy zdefiniowanej jako (<a href="www.zawodowe.com/Adwokat_-_jak_zostac_39">źródło) Cytatdoktorzy nauk prawnych, którzy w okresie 5 lat przed złożeniem wniosku o wpis na listę adwokatów, łącznie przez okres co najmniej 3 lat zajmowały stanowisko asesora sądowego lub prokuratorskiego, referendarza sądowego, starszego referendarza sądowego, aplikanta sądowego, aplikanta prokuratorskiego, aplikanta sądowo-prokuratorskiego, asystenta sędziego, asystenta prokuratora lub wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej przez adwokata lub radcę prawnego na podstawie umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej w kancelarii adwokackiej, kancelarii radcy prawnego, zespole adwokackim, spółce cywilnej, jawnej, partnerskiej lub komandytowej. Odpowiedz Link
spokojny.zenek Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 05.03.13, 17:52 Co kto "obiecuje" ma znikome znaczenie. UJ "obiecuje" 4 lata, bo tyle trwają studia. Ze standardowym przedłużeniem - 5 lat. Prawie nikt, nawet nieźli kandydaci (bywają tacy) nie "zdanżają" w 5 lat. Zdecydowana większość nie "zdanża" nigdy. Spora część (zwłaszcza niestacjonarnych) nawet spoecjalnie nie udaje, że cokolwiek robi w tym kierunku. Jeśli chodzi o Twoją hipotezę - zapewne wielu, ale - jak wiesz - samorządy zawodowe bardzo rygorystycznie domagają się udokumentowania tego "wykonywania czynności" i tu się zaczynają schody. To już naprawdę łatwiej po prostu odbyć tę aplikację :-) Tak czy inaczej - nawet obie grupy łącznie są niezauważalne na tle tysięcy aplikantów. W tym roku tylko w Twoim mieście do egzaminów "korporacyjnych" przystępuje prawie 1000 osób. Spora część choc zda, nie będzie mieć juz żadnej szansy "wbicia się" w rynek. Odpowiedz Link
nieopierzony Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 05.03.13, 20:04 Z mojego doświadczenia wygląda to tak (UJ), że na studiach dziennych ludzie nie zaczynają studiów z myślą o obejściu drogi aplikacyjnej. Szczerze mówiąc to nigdy nie spotkałem się z taką motywacją - szczególnie, że na studia jest się ciężko dostać i już na wcześniejszym etapie trzeba się wykazać działalnością naukową. To co jest w miarę częste w tym zakresie, to rezygnacja ze zdawania egzaminu aplikacyjnego po skończonej/prawie skończonej aplikacji przez osoby, które robią jednocześnie aplikację i studia doktoranckie. Do egzaminu trzeba się przygotować i część osób zwalnia się w tym czasie z pracy (albo bierze np. półroczny "urlop"). No i właśnie w takiej perspektywie podejmują decyzję o poświęceniu tego czasu na napisanie/dokończenie doktoratu zamiast nauki do egzaminu. Odpowiedz Link
mn7 Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 06.03.13, 18:45 Tacy ludzie jeżeli są, to na pewno nie na poważnych uczelniach. Na studia doktoranckie (w każdym razie normalne, nie zaoczne) bez porównania trudniej się dostać, niż na aplikację korporacyjną, doktorat znacznie trudniej napisać i obronić, niż aplikację skończyć. Byłoby dziwactwem wybierać taką ścieżkę. Odpowiedz Link
eeela Re: dziś w GW - sieroca dola doktoranta 05.03.13, 22:40 > Opowieści, że ludzie robią doktoraty "na potrzeby" banków, korporacji i kancela > rii, to jest jakaś legenda miejska. Nie wiem, jak jest w Polsce, ale w UK się zdarza :-) Najczęściej w badaniach chemicznych i rozwoju technologii. Ale bywają rzadkie kwiatki nawet dla humanistów. Odpowiedz Link