12,5% studentów ma zaburzenia psychiczne

12.03.13, 08:56
targiedukacyjne.gazeta.pl/targi/10,58,,,,11962,Dziekanat%3A+%E2%80%9EWariat%3F+Jak+wariat+mo%C5%BCe+studiowa%C4%87%3F%E2%80%9D.html#Cuk
według autora tego linkowanego artykułu

jak sobie z takimi radzicie?

Zawsze po zajęciach z 45 osobową grupką ćwiczeniową, podchodzi zadawać oczywiste pytania 3-4 studentów bo czegoś tam nie łapie.
Zawsze po zajęciach z 7-10 grupową grupą wykładową, jest to kłębowisko, część z nich wyraźnie pobudzonych....
Ale czy to jest wyjaśnienie - czy to właśnie nie oni są wśród tych nierozumiejących a podchodzą inni albo nie ma to związku?

Skoro aż 12,5% studentów to ludzie chorzy psychicznie - jak chce autor artykułu z linka:
targiedukacyjne.gazeta.pl/targi/10,58,,,,11962,Dziekanat%3A+%E2%80%9EWariat%3F+Jak+wariat+mo%C5%BCe+studiowa%C4%87%3F%E2%80%9D.html#Cuk
to pracownicy dydaktyczni powinni mieć wsparcie choćby w postaci szkoleń, regularnie powtarzanych warsztatów uzupełniających wiedzę o nowe ustalenia naukowe... u nas tego nie ma
    • spokojny.zenek Re: 12,5% studentów ma zaburzenia psychiczne 12.03.13, 09:09
      Natomiast spośród 1 500 000 dzieci w wieku szkolnym 800 000 głoduje...
      Wiarygodność tu i tu zbliżona.
    • sendivigius Re: 12,5% studentów ma zaburzenia psychiczne 12.03.13, 09:57
      To jeszcze nic, w Poznaniu psychatrzy zwariowali:

      poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,13428701,Psychiatrzy___Mozna_zwariowac___Chorych_wysylaja_200.html#TRrelSST
    • dala.tata Re: 12,5% studentów ma zaburzenia psychiczne 12.03.13, 11:04
      Bardzo watpie, ze sa studenci-pacjenci, ktorzy nie rozrozniaja psychologa od psychiatry i nie wiedza, ze to ten drugi przepisuje leki. Przyjmujac jednak, ze artykul zawiera jakis cien prawdy, to jedyna osoba, z ktora nalezy sobie 'radzic', jest pani z dziekanatu.

      Bardzo tez watpie, ze z artykulu wynika, ze co osmy student cierpi na zaburzenia psychiczne - to a propoos tytulu watku.
    • flamengista i na co ci szkolenia? 12.03.13, 15:18
      Szkolenia owszem mają sens, ale pod warunkiem, że będziemy informowani że student X ma problem i potrzebuje naszej pomocy. Wtedy zdobyte umiejętności można wykorzystać w praktyce.

      Tymczasem na szkoleniu dowiedzieliśmy się od szkoleniowca, że takie żądanie informacji o chorym studencie jest przejawem naszej dyskryminacji i nie wolno takiej informacji udzielać.

      Więc koło się zamyka, a w zasadzie robi się kwadratowe - bo oczekuje się od nas najwyraźniej telepatycznych zdolności.

      Ze swojej strony mogę dodać, że miałem kilka przypadków ewidentnych (m.in. choroba dwubiegunowa, depresja i nerwica) tylko na moim seminarium. Jest to katastrofa i praca z takimi studentami zupełnie wykańcza psychicznie i fizycznie. O cierpiących studentach mówi się wiele - o krzywdzonych przez nich wykładowcach nie wspomina nikt.

      Większość chorych studentów jednak gubi się w tłumie, z którym mamy do czynienia. Tym bardziej przeraża mnie masowość studiów wyższych.

      Z drugiej stronie wiem, że na Zachodzie nie robi się z tym problemu. W zeszłym roku dostaliśmy dokładne wytyczne jak postępować z pewnym studentem, który przyjechał do nas na Erasmusa. Było podane jego nazwisko, a także choroba wraz ze wskazówkami jak tej osobie pomóc. Tego samego oczekuję w przypadku polskich studentów - jeśli mam się czuć współodpowiedzialny za proces dydaktyczny.

      No właśnie, jeśli...
      • mn7 Re: i na co ci szkolenia? 13.03.13, 12:25
        Faktem jest, że w radzeniu sobie z takimi, bardzo zresztą różnorodnymi, sytuacjami jesteśmy praktycznie skazani na swoje wyczucie i ewentualnie doświadczenie.
    • spokojny.zenek Re: 12,5% studentów ma zaburzenia psychiczne 12.03.13, 22:23
      A tak właściwie: dlaczego akurat 12,5%? A nie na przykład 37%? Przecież 37% lepiej wygląda.
      • charioteer1 Re: 12,5% studentów ma zaburzenia psychiczne 12.03.13, 22:34
        Wez, 12,76 mogloby na mnie zrobic wrazenie. I am not impressed!
    • another_story Re: 12,5% studentów ma zaburzenia psychiczne 13.03.13, 00:20
      Zupełnie nie wiem, dlaczego automatycznie przyjmuje się, że student chorujący psychicznie będzie jakoś negatywnie odstawał od reszty. Leczyłam się psychiatrycznie przez całe studia, co nie przeszkodziło mi w ukończeniu ich z piątką na dyplomie. Inna sprawa, że po zrobieniu licencjatu czułam się do cna wypalona. I dopiero teraz, po dwóch latach przerwy, zaczynam poważnie myśleć o studiach magisterskich.

      Jedyny problem, jaki rysuje się w kontekście uczelnianym przed wariatami, to - moim zdaniem - frekwencja. O ile merytorycznie nie miałam na studiach większych kłopotów, o tyle sama obecność na zajęciach bywała dla mnie chwilami wymogiem nie do spełnienia. I jeśli mówimy o ewentualnych ułatwieniach dla osób chorujących, to ja postuluję liberalizację przepisów w tym właśnie zakresie. To mogłoby być korzystne i dla zaburzonych studentów (część materiału opanowywaliby spokojnie w domu i zaliczali eksternistycznie), i dla kadry (nie musiałaby sobie zaprzątać głowy czyimiś wagarami), Oczywiście, teraz też zdarzają się tolerancyjni prowadzący. Ale ja mam to do siebie, że jakoś lepiej zapamiętuję tych nietolerancyjnych...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja