skończyłem studia - kilka słów prawdy do doktorów

17.03.13, 15:44
Skończyłem kierunek techniczny na państwowej uczelni w Warszawie, obecnie pracuję w zawodzie. To co mogę powiedzieć to:
- Najlepiej oceniałem tych ludzi co prowadzili wykłady / laboratoria / ćwiczenia, którzy sami pracowali jednocześnie w prywatnych firmach, bo wiedza przez nich przekazywana miała sens, była przydatna. W praktyce ci ludzie mieli najczęściej tytuł magistra, bo na doktorat z powodu pracy zawodowej nie mieli czasu co sprawiało, że w większości prowadzili oni laboratoria i ćwiczenia. Szkoda, że nie wykłady.
- Najgorsi byli ci, których jedynym zajęciem była praca na uczelni. Ich wiedza była przestarzała i nieprzydatna. Często odnosiłem wrażenie, że z tego powodu nie mają co robić więc wymyślają jakieś dziwaczne i trudne egzaminy żeby uwalić jak najwięcej studentów.
- Po studiach inżynierskich przeniosłem się na studia magisterskie na inną uczelnię, była więc pewna grupa przedmiotów tzw. podstawowych ze studiów inżynierskich, które musiałem zaliczyć mimo, że już realizowałem w poprzedniej uczelni. W praktyce oznacza to, że idzie się do danego profesora i prosi żeby przepisał ocenę. No i połowa się zgadza na przepisanie - to są najczęściej ci co prowadzą własny biznes, pracują gdzieś prywatnie lub jeszcze na innej uczelni. Ale byli też tacy co uważali się za bogów, a swój wydział za ósmy cud świata, oczywiście pracowali tylko na tym swoim wydziale i robili pseudo badania naukowe (nikomu zapewne nieprzydatne) - ci się nie zgadzali na przepisanie, bo uważali, że trzeba jeszcze raz dany przedmiot zaliczyć, bo przecież POTEM ONI SIĘ POD TYM PODPISUJĄ I CO BĘDZIE JAK POTEM W PRACY OKAŻE SIĘ, ŻE JA ICH PRZEDMIOT ZALICZYŁEM A CZEGOŚ NIE UMIEM. Śmieszni ludzie, bo nikogo w pracy nie interesuje jaki przedmiot i u kogo i na jaką ocenę się zaliczało - pracodawców to nie interesuje więc nie wmawiajcie studentom, że warto się starać i mieć dobre oceny. Namawiajcie ich żeby lepiej w trakcie studiów już szukali pracy.

W ogóle zastanawiam się teraz czy nie iść do takiego jednego profesorka co nie chciał mi przepisać oceny i powiedzieć mu co o nim myślę.....
    • podworkowy Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 17:26
      "polały się łzy me czyste, rzęsiste
      na Pana młodość chmurną i durną"
      Czy jakoś tak szedł ten "nieprzydatny" pracodawcom wiersz wybitnego Skamandryty Cypriana Kochanowskiego...
      • stopguzdralom Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 17:39
        Co mnie obchodzi jakiś Norwid, jestem inżynierem a nie jakimś humanistą.
        • podworkowy Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 17:41
          :)
        • pfg Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 17:52
          Nie, bracie, jesteś palantem, a nie inżynierem.
        • adept44_ltd Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 18:06
          stopguzdralom napisał:

          > Co mnie obchodzi jakiś Norwid, jestem inżynierem a nie jakimś humanistą.

          he he, no to współczuję :)
        • spokojny.zenek Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 20:20
          Współczuję twoim przyszłym ofiarom.
    • pfg Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 17:38
      No cóż, korzystasz z systemu, w którym nie liczy się wiedza, ale papier. Powodzenia. Martwi mnie tylko, że płody twojej myśli technicznej mogą mi się kiedyś zwalić na głowę, ale pocieszam się, że może znajdziesz jakąś mało szkodliwą pracę w urzędzie - mało szkodliwą w sensie: nie bardziej szkodliwą, niż praca innych urzędników.
      • stopguzdralom Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 17:40
        Nie sądzę żeby się zwaliły, bo studiowałem informatykę.
        • pfg Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 17:50
          stopguzdralom napisał:

          > Nie sądzę żeby się zwaliły, bo studiowałem informatykę.

          Ach, wobec tego mam nadzieję, że zajmujesz się jakimś nieskomplikowanym web development albo projektowaniem 1000001 sklepu internetowego. No big deal, najwyżej twoja firma albo twoi klienci zbankrutują. Bo gdybyś pracował nad bezpieczeństwem sieci albo obliczeniami inżynierskimi, bylibyśmy w kłopocie. Ale ty nawet tego nie wiesz, bo "przedmioty ogólnoinżynierskie" zaliczałeś przez przepisanie oceny. Poczytaj sobie co się dzieje z projektami, których autorzy opuścili nudne i całkowicie niepraktyczne zajęcia z teorii złożoności obliczeniowej:
          calleam.com/WTPF/wp-content/uploads/articles/DIABaggage.pdf
          • stopguzdralom Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 17:59
            Człowieku chyba źle przeczytałeś - ja te przedmioty ogólnoinżynierskie zaliczyłem, ale na innej uczelni więc bez łaski powinni mi wtedy przepisać, a nie filozofować.
            • pfg Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 18:07
              Tak się, mój drogi, składa, że to do mnie przychodzą całe zastępy ludzi w podobnej do twojej sytuacji. (Łatwo sprawdzić dlaczego.) A ja im mówię: Skoro pan tam zaliczył, to znaczy, że pan to wszystko wie, a więc nie będzie pan miał problemów ze zdaniem egzaminu. Proszę umówić się z prowadzącym na egzamin eksternistyczny. Jak myślisz, ile z tych osób do takiego egzaminu podchodzi?
              • stopguzdralom Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 18:23
                Ale ty człowieku jesteś śmieszny - wiadomo, że to co na danym przedmiocie zostanie przekazane zależy od prowadzącego, jeden powie o czymś więcej niż inny lub coś pominie, za to skupi się na czymś innym - więc zawsze będą różnice, ale skoro przedmiot został zaliczony na innej uczelni to należy go uznać, po to mamy ECTSy żeby takie przemieszczanie się studentów między uczelniami było łatwe i bezproblemowe. I co jak ktoś chce w trakcie studiów przenosić się między uczelniami to za każdym razem ma zdawać przedmioty które już zdał??
                • pfg Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 18:40
                  stopguzdralom napisał:

                  > po to mamy ECTSy żeby takie przemieszczanie się studentów między uczelniami było łatwe

                  ECTSy, przyjacielu, służą do dwu rzeczy: Po pierwsze, mają ułatwić przemieszczanie się "poziome", pomiędzy różnymi uczelniami na tym samym poziomie studiów. Po drugie, określają ile rzeczy trzeba zaliczyć, żeby uzyskać odpowiedni tytuł zawodowy. I tak na studiach inżynierskich jest to minimum 210 ECTS na studiach I stopnia i dodatkowe 90 ECTS na studiach II stopnia. Jeżeli chcesz "przepisać" ocenę na studiach II stopnia na podstawie przedmiotu zaliczonego na I stopniu, to znaczy, że - jeżeli nie miałeś "nadliczbowych" ECTSów, co jest rzadkością, ale się zdarza - chcesz dwa razy zjeść to samo ciastko, użyć tych samych punktów ECTS do zaliczenia przedmiotu na studiach I *oraz* II stopnia. A to jest oszustwo. 210 ECTSów zużyłeś do uzyskania tytułu inżyniera i nie możesz użyć ich powtórnie. Krótka piłka.

                  Rzecz jednak sprowadza się do tego: umiesz czy nie umiesz? Jeśli umiesz, nie musisz przepisywać, bo zdasz. Jeśli nie umiesz, bo były różnice programowe, to zaliczenie ci się nie należy.
                  • stopguzdralom Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 18:54
                    Chyba się nie zrozumieliśmy :)
                    Przykładowo na studiach inżynierskich KAŻDEJ uczelni na informatyce jest przedmiot 'algorytmy i struktury danych'. To jest taka podstawa ten przedmiot. I teraz załóżmy, że ktoś jest absolwentem kierunku biologia, idzie na informatykę na studia magisterskie (bo może) i ma listę takich podstawowych przedmiotów ze studiów inżynierskich jak 'algorytmy i struktury danych', które musi zaliczyć do końca studiów magisterskich. No i ktoś po biologii oczywiście nie realizował takiego przedmiotu jak 'algorytmy i struktury danych', które zwykle są na 2. roku studiów inżynierskich więc w jego wypadku nawet nie ma mowy o przepisaniu, więc ten przedmiot po prostu realizuje. Ale jak ja ten przedmiot już realizowałem (bo nawet jak ktoś kończył informatykę to i tak dostaje listę podstawowych przedmiotów do zaliczenia) i idę do profesora by ten przepisał ocenę, a on mówi, że nie przepisze, bo U NIEGO NIE MA PRZEPISYWANIA to bez jaj, dla mnie to niepoważne.
                    • spokojny.zenek Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 17:35
                      Niepoważne jest uporczywe nieodróżnianie studiów inżynierskich od magisterskich.
              • kramka1 Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 18:24
                "więc nie wmawiajcie studentom, że warto się starać i mieć dobre oceny. Namawiajcie ich żeby lepiej w trakcie studiów już szukali pracy.'
                Znam takie przekonanie, że od studiów wazniejsza praktyka. Ale dla mnie oznacza to, że po prostu na dane stanowisko wcale nie potrzeba szerokiej wiedzy, lecz wiedzę na poziomie dawnych techników. Że w gruncie rzeczy dyplom, wymagany przy przyjeciu do pracy, ma stanowić gwarancje ogólnego poziomu a nie gwarancje posiadania jakis specjalnych wyższych umiejętności. A w praktyce np. w przypadku informatyka:lepszy samouk-zapaleniec bez dyplomu niż magister, który odpękał studia bez specjalnego zainteresowania tematem.
                Co do tej krytyki wykładowców z przestarzałą wiedzą, obserwuje takich w mojej (nietechnicznej) specjalności, gdy prowadzą zajecia z jednej tematyki, a uprawiają naukę z całkiem innej. Czyli wychodzi tu głownie problem z przydziałem zajęć wg pensum a nie wg uprawianej nauki, i nie ma to ic wspólnego z ogólnym niedouczeniem wykładowcy.
                • stopguzdralom krótkie sprostowanie 17.03.13, 18:32
                  Moje zastrzeżenia dotyczyły wykładowców z kierunku informatyka gdzie niezbędna jest praktyka w rzeczywistych projektach (a tej wykładowcy często nie mają lub pracowali kilkadziesiąt lat temu) żeby uczyć innych i nieustanne douczanie się, bo w informatyce bardzo szybko wszystko się zmienia - odnośnie innych kierunków się nie wypowiadam.
                  • zitterbewegung Re: krótkie sprostowanie 18.03.13, 17:29
                    Potrafisz podac przyklad co sie zmienia w informatyce? Bo jak dla mnie rzowija sie ona bardzo powoli. Moj telefon zawiesza sie ciesciej niz Windows 95, a OpenVMS nie zawieszal sie nigdy. Jezyk Java i srodowisko JVM to realizacja pomyslow z lat 70. Jezyki Scala i Clojure to konsumpcja osiagniec zrezlizowanych w jezykach badawczych w latach 80. Relacyjne bazy danych nigdy nie zostaly w pelni zaimplementowane, stad rozne ORM discrepancies, ale te ktore sa zatrzymaly sie technologicznie w latach 80. Ostatnie proby zrobienia kroku w przod przez sharding, key-value stores, column stores, to w istocie powrot do (niezwykle wydajnych ale bez gwarancji) baz danych lat 60 i 70 (mieli wtedy nawet obiektowe bazy danych).

                    Wiec co sie zmienia tak ze nie mozesz nadazyc? Frameworki? Skladnia modnego w tym roku jezyka? (Ruby, Python, Lua, Perl, to tylko inne skladnie tej samej semantyki, tego samgo paradygmatu programowania).
              • tom_kr Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 18:37
                Z tym przepisywaniem, to rzeczywiście jest problem. Absolwenci studiów inżynierskich będąc na studiach magisterskich proszę o przepisanie przedmiotów, ponieważ na swojej uczelni już taki zaliczyli. Nie powinno się przepisywać takich przedmiotów, szczególnie na studiach mgr ze studiów inż. To chyba inne poziomy, czy się mylę... Fakt, czasami te przedmioty na studiach inż. prowadzone były w większym wymiarze godzin i na odpowiednio wysokim poziomie niż na uczelni na której student aktualnie studiuje. Jeśli chodzi o przydatność treści wykładanych na studiach w pracy zawodowej, to jest z tym oczywiście różnie. Jest pewien kanon, który należy zrealizować, ale przecież nie musi on być realizowany jako suchy wykład, podawanie informacji sprzed 25 lat i wkuwanie na pamięć pojęć. Czy nie lepiej zrobić to poprzez studia przypadku, zastosowania techniczne, przemysłowe itp. ? Ale niby kto ma to zrobić? Ludzie, którzy 15-20 lat siedzą na uczelni i nie wystawili nosa poza swój lab? Skąd mogą wiedzieć biedaki, co jest potrzebne, jak to wygląda w przemyśle, skąd skombinować próbki do eksperymentów ze studentami, albo jak rozwiązać praktycznie dane zagadnienie...?
                Jestem, jak sądzę dobrze wykształconym absolwentem dwóch uczelni technicznych z pierwszej 10 w PL. Zatrudniam ludzi, przeprowadzam rozmowy kwalifikacyjne, wiem co się dzieje na uczelniach/kierunkach, które sam kończyłem. Pytam tych potencjalnych kandydatów jak rozwiązaliby taki, czy inny problem i ku mojemu zdziwieniu jeśli chodzi o odtwarzanie wiedzy z książki to jest w miarę ok., natomiast jeśli trzeba pokombinować, przemyśleć problem, dojść do jakichś rozwiązań...to totalna porażka!
                • pfg Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 17.03.13, 18:57
                  tom_kr napisał:

                  > Z tym przepisywaniem, to rzeczywiście jest problem.

                  Jest. Ja się z nim borykam na codzień, a ściślej, na początku każdego semestru. Stosuję takie zasady: (1) Jeżeli ktoś miał nadliczbowe ECTSy (zaliczył więcej, niż potrzeba do uzyskania tytułu licencjata - my nie prowadzimy studiów technicznych, nasze studia II stopnia są czterosemestralne i wymagają 120 ECTS), nadwyżkę mogę im zaliczyć na poczet studiów II stopnia. (2) Jeżeli ktoś nie ma nadwyżki, ale w czasie studiów I stopnia zaliczył coś, co - przynajmniej w znacznej części - odpowiada materiałowi jakiegoś naszego przedmiotu, mogę ich zwolnić z obowiązku zaliczania tego przedmiotu, przyznając 0 (zero) ECTS; oznacza to, że taka osoba musi wziąć jakiś dodatkowy przedmiot do wyboru.

                  > ku mojemu zdziwie
                  > niu jeśli chodzi o odtwarzanie wiedzy z książki to jest w miarę ok., natomiast
                  > jeśli trzeba pokombinować, przemyśleć problem, dojść do jakichś rozwiązań...to
                  > totalna porażka!

                  Ciekawa rzecz. Nikt nie ma wątpliwości, że lekarz medycyny, który skończył studia, a nawet zdał LEP, to dupa, a nie lekarz. Dopiero specjalizacja (i idąca za nią praktyka) świadczy o tym, że ta osoba coś wie. Podobnie prawnik - świeżo upieczony magister prawa zostałby rozdeptany w sądzie, dopiero aplikacja lub inna forma praktyki zawodowej daje jakieś szanse powodzenia w życiu zawodowym. Wszyscy jednak spodziewają się, że świeżo upeiczony magister inżynier ma mieć praktykę, wiedzę i umiejętności pozwalające na rozwiązywanie prawdziwych problemów inżynierskich. A właściwie dlaczego? Dobra wiedza inżynierska wcale nie jest łatwiejsza ani od dobrej znajomości prawa, ani od dobrej znajomości medycyny (w wybranej specjalności).
                  • zitterbewegung Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 17:50
                    Dlatego, ze od inzynierow oczekuje sie zeby byli latwo zastepowalni, stad ped do "specjalizacji" i stawianie na "szybkouczacych sie bez szkolenia". Ba, oni sami tego od siebie oczekuja, tak sobie siebie wyobrazaja, co widac na przykladzie "konkurencji" na "rynku" pracy: Informatycy nie zrzeszaja sie jak prawnicy, czy lekarze, zeby podkreslic swoj profesjonalizm. W swojej masie konkuruja cena i elastycznoscia. Tym konkurowac moze kazdy, stad en masse "rynek" ten wyglada jak wypelniony przez klony naszego studenta. Nie brakuje inzynierow, brakuje inzynierow za 4000 netto. Lekarze ten mechanizm rynkowy rozumieja.
        • sendivigius Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 08:59
          stopguzdralom napisał:

          > Nie sądzę żeby się zwaliły, bo studiowałem informatykę.

          Pieklo dla informatykow bedzie wygladac tak - beda musieli latac samolotem zaprojektowanym przez informatykow, jezdzic samochodem zaprojektowanym przez informatykow i przede wszystkim beda korzystac z urzedow i instytucji zaprojektowanych przez informatykow.

          Patrzac na kolejne wersje WORDa juz slychac moj diaboliczny chichot. (o nowych edycjach innych programow nie wspomne).
          • sammy_the_salmon Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 16:42
            Ja bym powiedział że to raczej piekło dla klientów, którzy wolą zawieszającego się worda za $100 niż niezawodnego za $1000 (tego rzędu są różnice w kosztach wytworzenia jeżeli klient oczekuje od programu niezawodności 100%)
            • zitterbewegung Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 18:18
              To nawet nie chodzilo o zawieszanie sie, tylko jedna firma po prostu wymyslila, ze skoro druga jest panstwowa, to dostep do danych i interfejsow "po porstu sie nalezy", tak jakby mialy zerowe koszty wytworzenia.

              To jest taki dumping z dwoch stron: tu tania sila robocza, tam freeloading.

              Teraz sie obserwuje na swiecie taki trend "rise of Data Science". U podstaw ma on, ze dane sa jakby dostepne, nie wiem, biora sie z chmury.

              A drugie to, ze dane te mozna tanio zanalizowac. Mowi sie o "shortage of data scientists". Ktoz to jest data scientist? To czlowiek, ktory wykonuje prace za trzech specjalistow, a kosztuje gora dwa etaty. Jest wysmienitym programista w paradygmacie dajacym indywidualna moc sprawcza (a nie jakims C++ cubicle dweller), administratorem danych w najnowoczesniejszych systemach post-relacyjnych jak Hadoop, oraz matematykiem znajacym podstawy analizy danych, od teorii informacji przez probabilistyke i łańcuchy Markowa po statystykę algebraiczną, optymalizacje na rozmaitosciach i numeryczna algebre liniowa. Wszystko tak do 15000zł.
              • sammy_the_salmon Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 18:59
                Nie za bardzo rozumiem o jakich interfejsach mówisz i jak się mają do niezawodności softu typu MS Word...
                Co do Data Science (tak się składa że akurat tym się zajmuję), nie słyszałem nigdy o założeniu że dane są po prostu dostępne. Większość firm albo analizuje dane, które sama zebrała, albo takie, które dostała (kupiła/wycyganiła w ramach jakiegoś deala) od podmiotów zewnętrznych.
                Co do założenia że można wszystko łatwo tanio i przyjemnie zanalizować - tu się zgadzam, część mniej technicznych osób nie zdaje sobie sprawy ile czasu i kosztów (wynajęcie serwerów na np. EC2) może być potrzebnych do zapuszczenia niektórych algorytmów na terabajtowych zbiorach danych. W praktyce ta robota na co dzień to straszny grind (często potrzeba tygodni pracy żeby uzyskać jakiś niewielki postęp) - chociaż i tak jest ciekawsza niż 95% typowych prac developerskich dostępnych na rynku.
                • kramka1 OT językowy 18.03.13, 19:07
                  Jestem pod ogromnym wrażeniem tego anglo-polskiego bełkotu żargonowego, który tu zapanował. I już wiem, czemu nie mogę się dogadać z naszym informatykiem. Bo nie gadam po ichniemu. ;))
                  • sammy_the_salmon Re: OT językowy 18.03.13, 19:32
                    Jeżeli chodzi o moje wypowiedzi - pomijając fakt, że część pojęć nie zdążyła się jeszcze dorobić polskich odpowiedników - przyznaję, że w pozostałym zakresie to kwestia mojego wygodnictwa. Czasami to kwestia nawyków (na co dzień rozmawiam o tych sprawach wyłącznie po angielsku, także pewne zwroty wychodzą spod palców automatycznie), czasami angielskie pojęcie pozwala zwięźlej/celniej wyrazić myśl. Anyway, człowiek z branży zrozumie, a dla kogoś spoza dyskusja i tak nie będzie interesująca ;)
                    • pfg Re: OT językowy 18.03.13, 20:00
                      sammy_the_salmon napisał:

                      > czasami angielskie pojęcie pozwala zwięźlej/celniej wyrazić myśl.

                      Bez przesady. "Interfejs", "serwer", "terabajt(owy)", "algorytm" to już są zwykłe terminy techniczne. "Zapuszczenie" to termin żargonowy, ale nie pochodzący z języka angielskiego. Wyrażenia pochodzenia angielskiego były następujące:

                      1. "soft" (niezawodność softu) - oprogramowanie (niezawodność oprogramowania)
                      2. "deal" (w ramach jakiegoś deala - nb, jeśli już, to "dealu") - umowa, interes, targ (w ramach jakiejś umowy)
                      3. "grind" (robota na co dzień to straszny grind) - przepiękny polski odpowiednik: mielenie danych (robota na co dzień to zwykłe mielenie danych).
                      4. "developerski" (typowe prace developerskie) - deweloper, pisany przez "w", wszedł już - niestety - do języka polskiego, co prawda w kontekście budowlanym, ale w kontekście informatycznym chodzi o to samo, tylko buduje się co innego z innych materiałów.

                      Tak więc nie przesadzaj, że chodziło o jakieś skomplikowane wyrażenia techniczne, które nie mają jeszcze swoich polskich odpowiedników. Mają, tylko trzeba się odrobinę postarać.
                      • sammy_the_salmon Re: OT językowy 18.03.13, 20:05
                        Hah, właśnie po to była klauzulka "Czasami to kwestia nawyków" w mojej wypowiedzi :)

                        Co do "grind", chodzilo mi po prostu o mozolną, monotonną i wyniszczającą pracę, bez żadnego kontektu informatycznego (to jedno z tych angielskich zwrotów, gdzie nie umiem znaleźć równie zwięzłego polskiego odpowiednika).
                        • pfg Re: OT językowy 18.03.13, 20:22
                          sammy_the_salmon napisał:

                          > Co do "grind", chodzilo mi po prostu o mozolną, monotonną i wyniszczającą pracę

                          Toż mówię, mielenie danych (w kontekście analizy danych), ewentualnie harówka (w przenośnym znaczeniu ogólnym).

                          > bez żadnego kontektu informatycznego

                          Nie wiem, co to "kontekt". Pewnie literówka. Jeśli "kontekst", to kontekst :-) Jeśli "kontent", to zawartość, ale w tym zdaniu lepiej treść, kompotenta (bez żadnej treści informatycznej, bez żadnej komponenty informatycznej).
                          • sammy_the_salmon Re: OT językowy 18.03.13, 23:37
                            Chodziło o kontekst oczywiście :)
                      • podworkowy Re: OT językowy 18.03.13, 20:14
                        fu..ck me sideways, że też się Panu chciało przeprowadzić tę analizę lingwistyczną...;)
                        POTRZEBUJEMY NOWEGO TEMATU!!
                        • adept44_ltd Re: OT językowy 18.03.13, 20:57
                          podworkowy napisał(a):

                          > fu..ck me sideways, że też się Panu chciało przeprowadzić tę analizę lingwistyc
                          > zną...;)
                          > POTRZEBUJEMY NOWEGO TEMATU!!

                          mamy niedosyt po kwestii rekomendacji, nie? :))))
                        • sammy_the_salmon Re: OT językowy 18.03.13, 23:44
                          Ja tu jestem wyłącznie gościnnie, swego czasu rozważałem karierę naukową ale po przeczytaniu m.in. artykułu-zniechęcacza autortwa pfg oraz kilku analogicznych raportów z zagranicy, z całej koncepcji pozostała mi jedynie sympatia dla tego forum :)
                      • dr_pitcher Re: OT językowy 19.03.13, 00:58
                        A "plik wasdowy"?
                        • dr_pitcher Re: OT językowy 19.03.13, 00:59
                          mialo byc "wsadowy"
                        • sammy_the_salmon Re: OT językowy 19.03.13, 01:48
                          Jeszcze apropos informatyki i języka, robiłem swego czasu w projektach dla administracji publicznej, gdzie tego typu kwiatki tworzone "w imię zasad" przez językowych nazistów były na porządku dziennym. Powodem było to, że dla typowego urzędnika priorytetem nr 1 jest przestrzeganie litery prawa (zgodność z intencjami stanowiącego to prawo jest już dużo mniej istotna - za to się nie wylatuje z pracy), a że swego czasu parlament uchwalił ustawę o języku polskim (czy jak to się zwie), zgodnie z którą w Polsce obowiązuje język polski - musieliśmy w dokumentach stosować różnego rodzaju pseudopolskie koszmarki językowe (konia z rzędem temu kto sensownie przetłumaczy np. "portlet"). Aby dać czytelnikowi szansę zrozumienia o co chodzi, zazwyczaj dodawaliśmy oryginalne pojęcia w nawiasach/odniesieniach.
                      • sendivigius Re: OT językowy 19.03.13, 08:32
                        pfg napisał:

                        > sammy_the_salmon napisał:
                        >
                        czasami angielskie pojęcie pozwala zwięźlej/celniej wyrazić myśl.


                        W Chicago tez tak uwazaja, ma przyklad mowia "nie dżampuj po stepsach bo sobie legsy pobrejkujesz", albo "luknij przez łindoł czy nasze hasbendy stoja na kornerze tego strita".

                        Kiedys jak przyjezdzalem do Polski najwiekszym zaskoczeniem znajomych bylo to ze mowie bez "hamerykanskiego" akcentu, bo oni co drugie slowo w ten sposob (vide podworkowy here). Dzis to bez znaczenia bo mlodzierz i tak mowi po lacinie. Moze juz lepiej niech mowi po angielsku.
                        • podworkowy Re: OT językowy 19.03.13, 10:21
                          danke
                          • pfg Re: OT językowy 19.03.13, 14:28
                            Do kolekcji:

                            Zbakuj tę karę.

                            Bojsy fajtowali na sajdłoku.

                            Pierwszy z tych cytatów wygląda na autentyk, nie na prześmiewczy wytwór sztuczny. Urzeka mnie to, że "kara" jest rodzaju żeńskiego. (Back this car, jeśli ktoś ma problemy ze zrozumieniem.)
                            • spokojny.zenek Re: OT językowy 19.03.13, 14:50
                              Skocz po stepsach do seleru, przynieś kejse biera.
                              • spokojny.zenek Re: OT językowy 19.03.13, 14:52
                                Z innego języka słowiańskiego:
                                "zapiraj łindołuszki a to czildreniata zasykujut!"
                            • podworkowy Re: OT językowy 19.03.13, 14:54
                              odpisałbym coś, ale muszę jechać, bo jest duży trafik na hajłeju
                            • sendivigius Re: OT językowy 20.03.13, 08:41
                              pfg napisał:

                              > Do kolekcji:
                              >
                              > Zbakuj tę karę.
                              >
                              > Bojsy fajtowali na sajdłoku.
                              >
                              > Pierwszy z tych cytatów wygląda na autentyk, nie na prześmiewczy wytwór sztuczn
                              > y. Urzeka mnie to, że "kara" jest rodzaju żeńskiego. (Back this car, jeś
                              > li ktoś ma problemy ze zrozumieniem.)

                              Nie, wszystko to autentyki, sa tacy co tak mowia, w co nie wierzylem az uslyszalem*.

                              A "kara" jak kazdy wehikul jest w angielskim kobieta - nawet "hog"

                              *) Tu moze byc pole do uogolnien socjologicznych - wpierw ci co przyjezdzaje tez sie z tego smieja a po latach mowia tak samo. Sila srodowiska, podobnie jak w poslkiej nauce ale to inny temat.
                        • pfg Re: OT językowy 01.04.13, 23:44
                          sendivigius napisał:

                          > Kiedys jak przyjezdzalem do Polski najwiekszym zaskoczeniem znajomych bylo to ze
                          > mowie bez "hamerykanskiego" akcentu

                          CytatMagdalena Kobylańska, project manager z krakowskiego oddziału Advisory Group TEST Human Resources: - Ten rok jest dość specyficzny. Z uwagi na kryzys trudno prognozować, co będzie za parę miesięcy. Dobre i pewne wiadomości odnoszą się głównie do outsourcingu i shared service, bo jest to w Krakowie najprężniej rozwijająca się branża. Zgłasza ona stałe zapotrzebowanie na specjalistów w dziedzinie finansów, bankowości, księgowości. W tym momencie jest też mnóstwo ofert pracy dla specjalistów IT - IS analityków, java developerów, software inżynierów. Popyt będzie wzrastał na pracowników ze znajomością narzędzi business inteligence i w tym przypadku śmiało można przewidywać, że za rok czy dwa ten trend będzie się raczej utrzymywał. Jest także zapotrzebowanie na pracowników customer service, finansistów, księgowych, analityków biznesowych.

                          Całość tych głębokich myśli tutaj.
                          • zitterbewegung Re: OT językowy 02.04.13, 19:43
                            Jakaś mało trendy ta spokesdziunia. Przecież powszechnie wiadomo, że mówi się "sektor fajnanszjal", account manager i busyness analysy. Czy może chciała podkreślić niższy status tych zajęć nie tylko przez kolejność, ale i umyślne użcie języka polskiego? W takim manadżmentspaeku liczą się wszystkie elementy przekazu.

                            A być może na te stanowiska nie wymaga się od kandydatów studiowania za granicą na Erasmusie!

                            Ciekawe jakie kwalifikacje ma ta pani.
                  • sammy_the_salmon Re: OT językowy 18.03.13, 19:44
                    > Jestem pod ogromnym wrażeniem tego anglo-polskiego bełkotu żargonowego, który t
                    > u zapanował.

                    A tak na marginesie (zapytałbym w poprzednim poście, ale forum nie daje możliwości edycji...), to czy gdy np. lekarz mówi o "bakterii Haemophilius influenzae typu b", to to jest łacińsko-polski bełkot żargonowy?
                    • kramka1 Re: OT językowy 18.03.13, 20:14
                      sammy_the_salmon napisał:
                      <czy gdy np. lekarz mówi o "bakterii Haemophilius influenzae typu b", to to jest łacińsko-polski bełkot żargonowy?>
                      Nie, to jest merytoryczna informacja, jaki zarazek dopadł pacjenta. A łacina jest tu potrzebna z braku polskiej nazwy drobnoustroju.
                      Trudno natomiast uznać za merytorycznie uzasadnioną wypowiedź typu: "zajmujesz się jakimś nieskomplikowanym web development /../. No big deal, najwyżej twoja firma /.../".
                      • pfg Re: OT językowy 18.03.13, 20:27
                        kramka1 napisała:

                        > Trudno natomiast uznać za merytorycznie uzasadnioną wypowiedź typu: "zajmujesz
                        > się jakimś nieskomplikowanym web development

                        Aj, zabolało :-(

                        > No big deal

                        To jest po prostu po angielsku, żaden żargon. Ale do "fi donc!", "do ut des" mi się nie przyczepiłaś...
                • zitterbewegung Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 22:14
                  WORD to Wojewódski Ośrodek Ruchu Drogowego, a interfejs, po polsku międzymordzie, to coś co ma firma PWPW do dostępu do swojej bazy "profili kierowcy". Firma ITS pomyślała sobie, że wystartuje do przetargu i da najniższą cenę, wykombinowała sobie jednak, że będzie korzystać z profilu kierowcy za friko, bo podatnicy zainwestowali w budowe systemu PWPW i jej jako podatnikowi się jej należy (o tym, ze podatnicy byc moze chcieliby uzyskac zwrot z inwestycji, a nie sponsorowac oferty ITSu, firma w swojej janosikowej logice nie pomyslala). Ośrodki nieświadome sprawy kupiły system ITS. PWPW jednak się nie dało nawet szantażem i nie udostepnilo interfejsu, powodujac paraliz.

                  Jak to mówią statysycy o tej nowopowstalej dziedzinie, I was into data before it was "big". Jak się stosuje (powszechną w naszej dziedzinie) metodologię rzucania przypadkowymi pomysłami o ścianę i patrzenia jak przywierają (ensemble method), to rzeczywiście postęp zajmuje tygodnie.

                  Wsponiales o kosztach sprzetowych, EC2 jest rzeczywiscie bardzo drogie na dluzsza mete, nie wspomniales o kosztach ludzkich. Chyba tez nie masz pelnego obrazu komodyfikacji, ktora tu nastepuje. W 2006 Netflix oglosil konkurs na nowe metody predykcji z ich danych z nagroda 1 miliona dolarow. W 2012 Facebook oglosil analogiczny konkurs, podobnie postawiony, z podobnym zestawem danych i podobnym zadaniem, nagroda w nim bylo zaproszenie na rozmowe kwalifikacyjna. Facebookowi i Google oczywiscie dajesz swoje dane za darmo. Na dane zbierane przez Axciom nie masz wplywu. Wszystkie te firmy daza do prawnego otwarcia zbiorow danych zbieranych przez konkurencje, np przez Craigslist, czy danych zebranych za pieniadze publiczne. To jest parcie na komodyfikacje podobne jak 10 lat temu z "ruchem" Open Source finansowanym przez IBM i Oracle i siejacym spustoszenie wszedzie indziej (o jego skutkach edukacyjnych byl ostatnio taki komentarz w Communications of the ACM "generation lost in the Bazaar").
            • sendivigius Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 19.03.13, 08:25
              sammy_the_salmon napisał:

              > Ja bym powiedział że to raczej piekło dla klientów, którzy wolą zawieszającego
              > się worda za $100 niż niezawodnego za $1000 (tego rzędu są różnice w kosztach w
              > ytworzenia jeżeli klient oczekuje od programu niezawodności 100%)

              Nie chodzi o zadne zawieszanie sie - jesli wiesz bez sprawdzania co znaczy slowo ergonomia to jestesmy na tej samej stronie jak nie - to nie ma o czym gadac. Dla innych dodam ze ja nie mam terabajtowej pamieci - kiedys madrze mowili "nos dla tabakiery a nie tabakiera dla nosa".
              • sammy_the_salmon Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 19.03.13, 15:36
                > Nie chodzi o zadne zawieszanie sie - jesli wiesz bez sprawdzania co znaczy slow
                > o ergonomia to jestesmy na tej samej stronie jak nie - to nie ma o czym gadac.

                Skoro produkt warty rocznie setki milionów jest aż tak do bani, polecam zakasać rękawy i napisać lepszy - taka okazja może się już nie powtórzyć :)
                • sendivigius Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 20.03.13, 08:47
                  sammy_the_salmon napisał:

                  > > Nie chodzi o zadne zawieszanie sie - jesli wiesz bez sprawdzania co znacz
                  > y slow
                  > > o ergonomia to jestesmy na tej samej stronie jak nie - to nie ma o czym g
                  > adac.
                  >
                  > Skoro produkt warty rocznie setki milionów jest aż tak do bani, polecam zakasać
                  > rękawy i napisać lepszy - taka okazja może się już nie powtórzyć :)

                  Alez nie musze pisac, sa napisane lepsze. Jednak musze uzywac tego bo uzywaja go wszyscy inni, tak jak nie podoba mi sie 110 V w gniazdku ale wyboru nie ma. Nikt nie bedzie budowal swojej elektrowni ani przerabial odkurzaczy i pralek - a odpowiedzi w twoim stylu, wziawszy pod uwage moj wiek, juz kiedys slyszalem - tow. Gomulka straszy cie po nocach czy co?
                  • sammy_the_salmon Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 20.03.13, 16:10
                    Po kolei:
                    1. "Lepsze" jest oczywiście pojęciem względnym, ja np. nie znam lepszego (wg moich kryteriów oceny) edytora tekstu niż Word.
                    2. Jest możliwe napisanie własnego edytora, który będzie kompatybilny z plikami Worda. Oczywiście jest to wieloletni i wielomilionowy proces, co chciałem zilustrować moją wcześniejszą uwagą - mało który produkt jest bliski ideału i moim zdaniem Word jest już na tyle blisko, że żadnej innej firmie nie opłaca się podjąć rękawicy i próbować napisać coś lepszego. Co do porównania z ergonomią samochodów - w samochodach jest ona maksymalizowana kosztem liczby i zakresu możliwości dostępnych funkcji (co ma sens, biorąc pod uwagę, że ergonomia przekłada się na bezpieczeństwo). Pod względem złożoności funkcji dostępnych użytkownikowi, współczesne samochody przypominają raczej proste edytory ASCII niż Worda.
                    3. W ramach tłumaczenia rzeczy oczywistych - moje "pokażcie co potraficie" było narzędziem retorycznym.
    • mr.mud Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 20:43
      poza kilkoma niepoprawnymi składniowo zdaniami - do czego lubi się kadra przyczepiać masz wiele racji. Sam uczyłem / uczę studentów. Jeszcze w technikum zauważyłem, że najwięcej "wyciągam" wiedzy od inżynierów dojeżdżających z hut prowadzących zajęcia / przedmioty zawodowe. Musisz zrozumieć, ze obecnie w naszej polskiej nauce pracownik nauko - dydaktyczny - czyli większość nie jest w żaden sposób nagradzany za prowadzenie pożytecznego kursu. Na własne uszy słyszałem ględzenie jednego z rektorów Politechniki Śląskiej, w którym narzekał na pracowników posiadających firmy w których to "robią kasę, psują rynek a nie piszą artykułów a nie realizują prac statutowych i na nich musimy robić" co ze swojej strony obserwuję jako kadrę konkretnych gości związanych z przemysłem i zasiedziałych w swoich pokojach "naukowców" mnożących publikacje punktowane na tematy nie nadające się do sensownego zastosowania.
      Ocena twoja jest silnie związana z uczelniami technicznymi, co jest ważne biorąc pod uwagę wielu uczestników tego forum.

      Obecna nauka nasza jest trochę odbiciem przemysłu. Wmówiono nam, ze powinniśmy restrukturyzować, zniszczono setki zakładów, po czym wprowadza się nowe. Zaś okazało się, e wiele starych, nieekonomicznych linii produkcyjnych wywieziono za granicę ,gdzie zarabiają na siebie.To nowe w nauce często jest kulawe, nie do końca samodzielne, często pełni rolę tylko pomocniczą. Za to często to nowe uważa się za najważniejsze. Studenci pracujący często widzą, że takie nauczanie jest niepełne i niepoparte wiedzą. Sami do tego doprowadziliśmy, nawet brakiem reakcji na głupie zmiany. Moim zdaniem.
      • daifuku Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 22:06
        Prawda jest taka, ze gdy studenci chca sie czegos nauczyc slysza niesmiertelne juz "studia to nie szkola zawodowa, my tu uczymy myslec".

        Zastanowmy sie przez chwile nad tym stwierdzeniem. Czy nauka myslenia wyklucza nauke zawodu? Czy mozna stwierdzic, ze ktos kto pracuje poza uczelnia NIE MYSLI, bo wykonuje ZAWOD? Skoro studia ucza MYSLENIA, to dlaczego ich absolwenci nie potrafia MYSLEC? I dlaczego nagle na PLATNYCH studiach podyplomowych ucza wlasnie tych zlych, pozbawionych myslenia ale przydatnych do ZAWODU przedmiotow?

        • mr.mud Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 18.03.13, 22:48
          to trochę takie słowo - wytrych. Sam tak mówiłem, ale jednocześnie wymagałem od siebie kilku rzeczy np:
          - dpostępnosci dla ciekawskich i ciekawych świata,
          - wielokrotnie pytałem czyto jasne i zrozumiałe,
          - myślałem przed zajęciami o zajęciach,
          - jak już obcięto mi godziny tak, ze zobaczyłem, ze się wydurniam - zmieniłem pracę.
          nie wiem czy było ok - wiem że do dzisiaj studenci się kłąniają. Więc chyba było ok.

          Ale - kamyczek do ogródka studentów:
          - wiedzą, ze są nam potrzebni i po prostu im się nie chce,
          - zachorowali na tumiwisizm kopizm internetowy,
          - jeżeli odebrać im wszystko tylko posadzić przed kartką wpadają w panikę, upada kreatywne myślenie!! (patrz wyżej)
          - uważają -w szczególności w przypadku nauk ścisłych że metody analityczne można zastąpić idiotoodpornym oprogramowaniem - co jest bardzo krótkowzrocznym myśleniem,
          - w tej masie niestety znaczna większość nie powinna studiować, w tej większości naprawdę nieoszlifowane diamenty toną w błocie.
          • daifuku Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 19.03.13, 00:15
            Tumiwisizm i kopiowanie z internetu ma dwie przyczyny - pierwsza jest taka, ze wielu przychodzi na studia, bo musi. Druga natomiast jest dokladnie przeciwna - czesc przychodzi, bo wie dokladnie czego chce a studia maja zbyt sztywny i ogolny program.

            Rozumiem, ze istnieja podstawy, ktore trzeba opanowac ale nie mozna ludzi uczyc po trochu wszystkiego przez kolejne 5 lat. Osoby zainteresowane konkretnym zagadnieniem a zmuszone do zaliczenia przedmiotu z dzialki, ktora ich kompletnie nie obchodzi (kosztem tego, co ich interesuje) beda szukac sposobu na ominiecie problemu.

            Paradoksalnie to podzial studiow na inz/licencjat + magister strasznie uogolnil program. Studia techniczne w takim podziale to w ogole parodia. 3,5 roku ogolnikow + pisanie pracy - niby jakis konkret ale w miedzyczasie trzeba zaliczac normalne przedmioty nijak nie zwiazane z tematem pracy, wiec wszystko (i zaliczenia i praca) po lebkach. Pozniej magisterka - 3 semestry z ktorymi nie wiadomo co zrobic. Najczesciej semestr specjalizacyjny jest tylko jeden a pozostale wspolne dla wszystkich specjalnosci i oczywiscie pisanie kolejnej pracy. Niby 'duzo pracy' ale to takie ciagniecie kilku srok za ogon. Zamiast np. 5 porzadnych przedmiotow jest ich 15 po 2h dydaktyczne w tygodniu kazdy. Zamiast jednej, solidnej pracy - dwie srednie. Zamiast solidnego programu nastawionego na specjalizacje na wyzszych latach - ogolniki.
            • mr.mud Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 19.03.13, 16:52
              Z mojego doświadczenia wiem, że podział na studia I i II stopnia rozniósł naukowość studiów wyższych. A uważam tak, ponieważ pamiętam studentów 5-letnich jednolitych mgr inż i widzę, co się dzieje obecnie. Wydziały na II stopień zmuszone sa przyjmować każdego, kto spełnia wymagania. Cześć studentów z premedytacją "robi" inż. na kierunku "lajtowym" lub na uczelni prywatnej, po czym idzie na kierunek topowy totalnie doń nieprzygotowana. W efekcie nauka na studiach mgr. to jakaś chora jazda, w której część sobie przepisuje przedmiot, część nie wie dokumentnie o co kaman na zajęciach zaś wielu prowadzących, którzy dotąd musieli znać kompleksowo daną dziedzinę ogranicza się do dwukrotnego powtórzenia materiału na studiach I a potem II stopnia "dla tych co nie byli/nie znają".

              Gadka o tym, ze student wie czego chce to też duży temat. W wielu przypadkach wiem, że student nie wie czego che a tak mówi. Przykładem jest np. automatyka, w której można mordować na zajęciach transformatami, transmitancjami i analizą dynamiki procesów ale można też posadzić studenta przed sterownikiem - niech sobie naciska, lub pośrednio włączyć mu simulinka. Często tzw. "zaoczni" mówią, ze wiedzą czego chcą od razu zadają konkretne pytania związane ze swoim zawodem po czym są obrażeni że nie mamy na nie odpowiedzi.
              A prawda jest taka, ze studia mają otworzyć oczy i pokazać możliwości. Większość zagadnień z które konkretnie interesują studentów to kwestia samodzielnych poszukiwań. Zdarzają się zagadnienia prowadzone na zajęciach, których w pojedynkę nie sposób i się nie chce zrozumieć.

              Nauka / zdobywanie wiedzy /trening własnej osobowości nie jest powtarzaniem sobie znajomych rzeczy, żeby rozwinąć umiejętności czasem należy wskoczyć na głęboką wodę. Chyba , ze chce sie być głupim mechanizmem obsługującym urządzenie za to przekonanym o swojej ważności
              • mr.mud Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 19.03.13, 16:56
                dodam tylko, ze przypominam sobie, zanim pani minister Radziwiłł rozjechała szkolnictwo zawodowe to był wyraźny podział na to co powinien potrafić : absolwent szkoły zasadniczej zawodowej / technikum / studiów w danej dziedzinie.

                Ze swojego doświadczenia wiem, ze w 90 procentach przypadków, w których student mi mówi, ze ma konkretne oczekiwania to zakres tychże pasuje mi do kompetencji absolwenta zawodówki.


                Wniosek jest taki, że być może zamiast na studia należałoby wrócić do dobrej - starego typu szkoły zawodowej
              • daifuku Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 19.03.13, 22:10
                mr.mud napisał:

                >Często tzw. "zaoczni" mówią, ze
                > wiedzą czego chcą od razu zadają konkretne pytania związane ze swoim zawodem
                > po czym są obrażeni że nie mamy na nie odpowiedzi.
                > A prawda jest taka, ze studia mają otworzyć oczy i pokazać możliwości.

                Nieszczesciem polskich studiow jest brak elastycznosci. Przeciez to jest logiczne, ze doroslego, pracujacego czlowieka z wieloletnim stazem nie mozna traktowac tak samo jak 19-latka po maturze - to raz.

                Dwa - 5 lat na otwieranie oczu i pokazywanie mozliwosci to stanowczo za dlugo. W 99% przypadkach wszystko krystalizuje sie w okolicach 3 roku. Jesli juz mamy ten nieszczesny podzial na 2 stopnie to niech 1 stopien otwiera oczy i pokazuje mozliwosci a drugi daje wiedze i umiejetnosci z konkretnej specjalnosci.

                > Większość zagadnień z które konkretnie interesują studentów to kwestia samodzielnych po
                > szukiwań. Zdarzają się zagadnienia prowadzone na zajęciach, których w pojedynkę
                > nie sposób i się nie chce zrozumieć.

                Nie moze byc jednak tak, ze studenci nie maja czasu na rozwoj wlasnych zainteresowan, bo sa przeciazeni programem studiow i zamiast skupic sie na tym, co ich interesuje ucza sie wszystkiego a w efekcie - niczego.

                >
                > Nauka / zdobywanie wiedzy /trening własnej osobowości nie jest powtarzaniem sob
                > ie znajomych rzeczy, żeby rozwinąć umiejętności czasem należy wskoczyć na głębo
                > ką wodę. Chyba , ze chce sie być głupim mechanizmem obsługującym urządzenie za
                > to przekonanym o swojej ważności

                Zgoda ale co stoi na przeszkodzie, by oprocz "rozwoju wlasnej osobowosci, nauki myslenia i poszerzania horyzontow" odbywala sie rowniez nauka konkretnych umiejetnosci/wiedzy? Od tego przeciez zawsze byly i powinny byc uniwersytety. Rozwijac wlasna osobowosc mozna na milion sposobow i akurat do tego nie potrzeba studiow.

                Caly zachod idzie w kierunku indywidualizacji procesu ksztalcenia a takze - specjalizacji i to w pozytywnym tego slowa znaczeniu. Nie chodzi o to, by np. inzynier byl maszynka od konkretnej technologii ale np. programisci aplikacji maja swoj kierunek/specjalnosc "software engineering", gdzie ucza sie MYSLENIA projektowego.

                U nas wszystko i wszystkich wrzuca sie do jednego wora, bo nie ma zaplecza, by prowadzic x kierunkow/specjalnosci. Mysle, ze to z "rozwojem wlasnym" ma niewiele wspolnego.


                > Ze swojego doświadczenia wiem, ze w 90 procentach przypadków, w których student
                > mi mówi, ze ma konkretne oczekiwania to zakres tychże pasuje mi do kompetencji
                > absolwenta zawodówki.

                Nie mam zielonego pojecia jakie wymagania mieli twoi studenci ale wiem, ze konkretnych umiejetnosci i wiedzy trudniej nauczyc niz ogolnikow.

                > Wniosek jest taki, że być może zamiast na studia należałoby wrócić do dobrej -
                > starego typu szkoły zawodowej

                Szkola zawodowa przygotuje sluzarza, spawacza, glazurnika. Nie przygotuje do zawodu prawnika, lekarza, programisty, inzyniera, ksiegowego.

                Swoja droga medycyna to studia ZAWODOWE regulowane przez izbe lekarska. Studenci oprocz wykladow maja tez PRAKTYKI w klinice rownolegle z zajeciami na uczelni. Jakos nikt nie placze, ze studenci medycyny nie poszerzaja horyzontow i nie rozwijaja osobowosci, bo ucza sie tego przebrzydlego, charakterystycznego dla uczniow szkol nizszych - zawodu.
                • mr.mud Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 19.03.13, 23:04
                  ty masz wymagania, ale tez Twój wykładowca może mieć wymagania, ale nie może tychże spełniać. Ograniczę jest wiele, np to nieszczęsne pensum dydaktyczne. Ja np. już jako doktorant wskoczyłem w wykłady bo nie było pod ręką zastępcy dla jednego emeryta, mi to pasowało, bo wcześniej m.in. pracowałem zawodowo w temacie. No i się zaczęło, po roku samodzielnych zajęć dostałem sześciu panów doktorów w wieku 60+ którzy całe życie zajmowali się tematem o hektar od przedmiotu który mieli prowadzić. W efekcie uczyli studentów tego, co potrafili, czyli z p.w. minimów niczego. Po kolejnym roku zostałem zdegradowany do roli realizatora jednego z tematów , zaś moje laboratorium (samodzielnie wykonanych 10 stanowisk z instrukcjami po około 15 stron) i konspekty do wykładów przejął pewien starszy pan. Ja to prowadziłem kredą tablicą oraz pokazem na urządzeniu, pan sobie to wrzucił do prezentacji bo nie chciało mu się rozumieć.
                  A że nie chciało mu sie myśleć to wkleił jakiś wykład z googli. A że studenci zwykle potrafią trochę lepiej korzystać z googli to na wierzch wychodzi , że to, co się do nich ględzi to każdy mógłby - tutaj jak byk wychodzi nasze lenistwo/

                  Kolejna sprawa to brak czasu. Wykład + laboratorium z tej wspomnianej automatyki dla nieautomatyków w ilości 30 h to śmiech na sali. Stoisz, starasz się realizować program i podskórnie czujesz że się wydurniasz - nikomu nie ,życzę tego klimatu. Po czym przychodzi mądry pan profesor z PAKi i rzecze "czas studiów się nie zmienił" - no i czujesz się jak za cara.



                  Czemu o tym piszę? -bo wy widzicie jako studenci tylko czubek góry lodowej.

                  Ze specjalizacją i umiejętnościami na uczelniach / instytutach jest jeszcze weselej. Obecnie instytucje o najlepszym dostępie do kasy łapią się za wszystko. Inne bez tego nie mają za co kupić kredy.

                  Zaś specjalizacja to temat rzeka. Nie jest tak, ze to trend ogólnoświatowy. Dla mnie uczelnia, która się specjalizuje mówi studentom "płaćcie za towar jeżeli chcecie więcej". Dla mnie to nie jest dobry kierunek, mało tego nawet z nauka jako taką nic wspólnego nie ma. Na ten temat innym razem.

                  • daifuku Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 20.03.13, 09:14
                    Wiem jak jest. Wykladowcy sie lenia, studenci sie lenia a system jest zepsuty. Po prostu nie lubie jak probuje sie nam mydlic oczy tekstami o rozwoju.

                    Pomimo zalu, bardzo podobalo mi sie podejscie wykladowcow na moim pierwszym kierunku studiow (jedna z najlepszych uczelni technicznych w Polsce). Byl to podupadajacy instytut z garstka studentow. Bez grantow, studiow doktoranckich, wyposazenia laboratoryjnego, koneksji w swiecie badawczym czy czegokolwiek. Przedmioty praktyczne polegaly na przygotowaniu prezentacji w powerpoincie.

                    Ale nie bylo mydlenia oczu. Wykladowcy powiedzieli wprost, ze po tym kierunku pracy nie bedzie a oni sami nie maja mozliwosci, by nas czegos nauczyc - oferuja wiec latwy dyplom.

                    Dzieki takiemu podejsciu wiekszosc z nas moglo rownolegle skonczyc drugi, sensowniejszy kierunek i bez problemu obronic sie w terminie, by studia magisterskie rozpoczac na znacznie lepszej uczelni (z tego co wiem wiekszosc miala rok w plecy, bo musiala nadrabiac przedmioty ale sie oplacilo).

                    Wykladowcy z siebie nic nie dawali ale tez uwazali, ze skoro sami z siebie nic nam nie moga zaoferowac, to chociaz nie beda od nas niczego wymagac i bez mydlenia oczu przedstawia rzeczywistosc.

                    W tej chwili studiuje na uczelni, gdzie warunkiem przyjecia byl wieloetapowy egzamin wstepny. Pomimo tego, ze studentow malo a uczelnia niby elitarna - leserstwo trwa w najlepsze. Sensownych prowadzacych mozna policzyc na palcach jednej reki. Ale wszyscy udaja, ze ucza. Wspaniale udaja. Im ktos lepiej udaje, tym wyzsze ma wymagania i w imie wymagan cisnie o pierdoly. Takiej hipokryzji nie lubie.
    • nullified Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 21.03.13, 16:38
      tak sobie czytam ten wątek.. no i panie panowie - młodzi, zdolni... strach się bać.
    • fajnytoster Re: skończyłem studia - kilka słów prawdy do dokt 21.03.13, 16:52
      >
      > W ogóle zastanawiam się teraz czy nie iść do takiego jednego profesorka co nie
      > chciał mi przepisać oceny i powiedzieć mu co o nim myślę.....

      Idź, powiedz. Na pewno Ci ulży.
    • flamengista jestem po paru wywiadach z pracodawcami 02.04.13, 09:27
      właśnie realizujemy projekt, w którym m.in. przepytujemy pracodawców nt. kompetencji zawodowych absolwentów. I o dziwo najczęściej nie padają zarzuty o brak kompetencji twardych (układanie cegieł, znajomość struktury bilansu czy obsługa excela). Chodzi raczej o te miękkie, w tym tak oczywiste jak:
      - punktualność;
      - obowiązkowość;
      - motywacja;
      - gotowość do pracy w zespole;
      - kreatywność;
      - samodzielność.
      Czyli dokładnie to samo, co przewija się w dziesiątkach innych raportów i badań nt. oczekiwań pracodawców.

      Post otwierający wątek jest oczywiście prowokacją, ale moim zdaniem autor przez przypadek trafił w sedno. Młodzi ludzie nie rozumieją, że na studiach ćwiczymy ich miękkie kompetencje. Nie chodzisz na kurs - masz problem. Nie oddasz pracy w terminie - brak zaliczenia. Nie potrafisz znaleźć grupy, z którą zrobisz projekt - to twój problem, nie wykładowcy. Takich przykładów można mnożyć. Czyli: teraz student jest w tym ćwiczony, by odpowiednio był wytrenowany do przyszłej pracy.

      Niestety, założyciel wątku tego nie rozumie, podobnie jak nie rozumieją tego jego koledzy.
      • sendivigius Re: jestem po paru wywiadach z pracodawcami 02.04.13, 11:18
        Przepytujac pracodawcow na temat kompetencji absolwentow otrzymasz wiedze o opini pracodawcow a nie o kompetencjach absolwentow. Podobnie jak przepytujac chlopow w PGRrze o peryhelium orbity Saturna nie dowiesz sie jaka to orbita tylko to co chlopy tam w PGRze o tym mysla. Plany wiec obserwacji Saturna lepiej oprzec na innych danych.

        A za projekt jak przypuszczam zaplacila UE.
      • fajnytoster Re: jestem po paru wywiadach z pracodawcami 02.04.13, 11:27
        Hm, ale na większości kierunków (przynajmniej tych masowych) to chyba jest antyćwiczenie...

        > - punktualność - czy ktoś ponosi konsekwencje spóźniania się na zajęcia? zaczynając od samych wykładowców... chyba na każde zajęcia kilka osób się spóźnia... skąd się wziął "akademicki kwadransik"?
        > - obowiązkowość - pewnie: piąty termin, szósty, warunek, poprawka warunku... kiedyś się zda... a w ogóle to ilu studentów jest regularnie przygotowanych do zajęć przez cały rok?
        > - motywacja - proszę, tylko bez żartów
        > - gotowość do pracy w zespole - zdecydowana większość zajęć to praca indywidualna, ba, zwykle to wykuwanko. zresztą kto by prowadził projekty grupowe (rzetelnie!) przy 500 nadgodzinach i 300 studentach na roku?
        > - kreatywność - taa, a zasada 4Z już nie działa?
        > - samodzielność - proszę, tylko bez żartów...

        Pewnie w dużej mierze to wina masowości studiów, ale i sporo tu widzę "pracy" wykładowców. Może i wzrok mam słaby, ale ja to kształtowanie kompetencji miękkich dostrzegam ledwo, ledwo.
      • daifuku Re: jestem po paru wywiadach z pracodawcami 02.04.13, 13:24
        Byc moze na stanowiskach niespecjalistycznych (albo tak malo wymagajacych, ze wystarczy tylko krotkie przeszkolenie), ktore nie wymagaja wyksztalcenia kierunkowego ani zadnych konkretnych umiejetnosci, dla pracodawcy istotne sa tylko umiejetnosci miekkie.

        Ale pokazcie mi grafika czy programiste, ktory dostal sie nawet nie do pracy tylko na bezplatne praktyki bez portfolio, li tylko dlatego, ze jest punktualny, kreatywny i chetny do pracy w zespole. Jak nie portfolio to sa odpowiednie testy, ktore weryfikuja posiadana wiedze i umiejetnosci TWARDE. Nie twierdze, ze umiejetnosci miekkie sa bez znaczenia ale gdyby tylko o nie chodzilo, to firmy lowilyby co bardziej ogarnietych licealistow i robily z nich specjalistow a tak niestety sie nie dzieje.

        Poszerzanie horyzontow - zgoda, nauka umiejetnosci miekkich - zgoda ale to wszystko powinno sie odbywac niejako rownolegle do nabywania konkretnej wiedzy i umiejetnosci z danej dziedziny. Nie ZAMIAST jak to ma miejsce obecnie. Studia to nie wieczorowy kurs dla bezrobotnych pt. "samorozwoj_i_pewnosc_siebie_na_rynku_pracy" finansowany przez UE.

        Nie twierdze, ze uczelnie powinny wypuszczac na rynek pracownikow idealnie skrojonych do potrzeb konkretnych firm ale imo absolwenci powinni posiadac taki poziom wiedzy i umiejetnosci z danej dziedziny, by miec szanse na zatrudnienie w swojej branzy.

        Ktos moze powiedziec, ze to wina studentow, ze nie ucza sie sami i nie buduja portfolio ale primo - po co studia, po co wykladowcy skoro wszystkiego trzeba sie uczyc na wlasna reke, secundo - jakim prawem mury uczelni opuszczaja osoby niedouczone, nie majace zielonego pojecia o dziedzinie, ktora studiowali przez 3-5 lat?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja