czy wymagac od ekonomistow pisania po angielsku?

02.04.13, 18:45
na pierwszy rzut oka w tym postępowaniu Pani dr ma, jak na polską ekonomistkę, przyzwoity dorobek, nawet jest cos tam po angielsku, ale zastanawiam sie czy recenzenci zwrócą uwagę na brak publikacji w żurnalu zagranicznym, takim choćby ze średniej półki?

refleksja wynika z tego, ze w 2012 r. opublikowalem 4 teksty w niezlych zagranicznych zurnalach (ale bez IF), wiec wielu kolegow z instytutu wyprzedzilo mnie w "punktach" trzepiac na potege w zeszytach i foliach...
    • podworkowy Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 19:02
      nie sądzę, aby należało "wymagać" tego w postępowaniach habilitacyjnych (tj. odmawiac komuś stopnia, bo nie ma tekstów w topowych pismach), ale znowu wraca tu spór - z przewidywalnymi protagonistami - o rolę miejsca publikacji w ocenie dorobku. W każdym razie ekonomia jest niewątpliwie zasadniczo nauką międzynarodową, więc - jeśli ekonomiści decydują się na model parametryczny - to trzeba publikować po angielsku.
      Mnie szczerze mówiąc w tym postępowaniu bardziej zaciekawił tytuł osiągnięcia - "Państwo w gospodarce: od Adama Smitha do współczesności". Dalibóg nie wiem, jak taka de facto kompilacyjna książka może być zakwalifikowana jako osiągnięcie w rozumieniu ustawy, no chyba, że jest to dzieło absolutnie genialne, odkrywające u Smitha, Keynesa i Austriaków niedostrzeżone przez innych komentatorów wątki związane z ww. tematem...
      • adept44_ltd Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 19:09
        po prostu zrezygnujemy z wymogu publikacji, badacz jaki jest - każdy widzi... ;-)
        przepraszam, jak Pan przewidział, musiałem, ale więcej nie będę...
      • dworzec Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 19:12
        wymagac - tak, ale nie w topowych, bo te rzeczywiscie mogą się okazać poza zasięgiem kogokolwiek w tym kraju... niech chociaż piszą do jakichkolwiek, w których jest normalny proces recenzyjny (tzn. nie zaprzyjaźnionych na Litwie)

        co do osiągnięcia - nie czytałem, ale teoretyczne książki w ekonomii się pisze także z perspektyw historycznych lub porównawczych... to cały czas może być niezła monografia
        • podworkowy Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 19:23
          ja rozumiem prace historyczne, porównawcze, niematematyczne - jestem jak najbardziej za! Ekonomia sprowadzona do modeli matematycznych to szajs - ale na taki temat?? Podejrzewam, że to wszystko oklepano już setki razy w Polsce i dziesiątki tysięcy razy na świecie... Jaka nową interpretację zadań gosp. państwa wg. Smitha bądź Keynesa można zaproponować w ramach rozdziału w monografii? Może i można, ale ja tego nie widzę...
        • dala.tata Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 19:30
          Dworcu, to troche hipokrytyczne, co? Te srednie tak, bo ja tam publikuje, ale tych topowych nie, no ja tam nie dam rady. To sa zreszta, jak sadze, polskie dyskusje. Damy rady czy nie? Nie damy, to lepiej nie wymagac. Traz tylko ideologie trzeba dopisac.

          Ja wole myslec, ze sa w zasiegu. Pamietam, ze 2-3 lata temu na tym forum znalazl sie uzytkownik, cos ma d... Mu bylo i sie zastanawial, czy da rady w ogole publikowac po angielsku. Okazalo sie, ze zaczal publikowac.... Zycze mu, zeby sobie pomyslal, ze moze rowniez publikowac w tych topowych czasopismach.
          • dworzec Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 19:55
            moja wątpliwość dotyczy tylko tego czy wymagać tych topowych na etapie habilitacji, mam przekonanie że należy zacząć wymagac przynajmniej tych ze średniej półki

            użytkownik na "d" będzie publikował i w topowych ale musi jeszcze trochę popracować ... a w miedzyczasie musi sie habilitowac i majac do wyboru różne sciezki rozwoju kariery zastanawia się czy recenzentów bardziej zachwyci jeden tekst w American Economic Review, 4 w międzynarodowym średniaku, czy 30 w lokalnych zeszytach... (to że dla mnie AER jest odpowiedzia oczywista, nie znaczy ze recenzet nie napisalby ze taki habilitant "nie spełnia kryterium ilościowego" bo nie natrzepał x tekstów w lokalnych zeszytach)
            • dala.tata Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 20:12
              Nie wiem, jak jest w ekonomii, dla mnie i wiem, ze nie tylko, 4 publikacje w miedzynarodowych pismach zawsze przebija 30 lokalnych zeszytow. Zawsze. Sprawa jest oczywista dla mnie.

              Co do wymagan, fair enough, nalezy wymagac miedzynarodowych publikacji. Od profeosra oczekiwalbym topu.
              • dworzec Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 20:18
                dla mnie też jest to jasne, dla władz liczących u mnie na wydziale punkty niekoniecznie
                • dala.tata Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 20:31
                  To akceptuje. Musisz grac w gre habilitacyjna.
      • dala.tata Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 19:31
        No ale tego typu kompilacje sa nagminne w polskich naukach spolecznych.
        • podworkowy Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 20:18
          ale żeby aż takie?? I to na osiągnięcie?? Ja rozumiem spory na temat ustawowego "wkładu" i jego definicji, ale wydaje mi się, że w takiej pracy wkład jest naprawdę minimalny.
          Mało tego, tematyka wydaje mi się tak obszerna, że autorka nie była w stanie (no chyba, ze monografia ma 2000 stron) wyjść przy omawianiu poszczególnych teoretyków poza najogólniejsze formuły.
          • dala.tata Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 20:26
            Ae ja naprawde mysle, ze ksiazki typu: nacjonalizm w mysli gellnera, dyskurs w filozofii Foucaulta itd itd. Sa nagminne. To sa ksiazki o przeczytanych wczesniej kilkudziesieciu ksiazkach..
    • whiteskies Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 20:13
      Wiesz, ja takich kalkulacji nie lubię (choć, znając realia, rozumiem). Tak naprawdę najważniejsze jest to, czy to co napisałeś komuś się ma szansę się przydać i czy opublikowanie w tych żurnalach daje szanse dotarcia do tego docelowego odbiorcy. Jeśli tak, to w dłuższym okresie czasu wygrywasz z kolegami którzy "natrzepali" więcej punktów a tego warunku nie spełnili.
      • spryciurka Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 23:07
        Szanowni Dyskutanci, mam prozaiczne pytanie: czy sami piszecie w języku angielskim publikacje, czy korzystacie z pomocy tłumacza.
        • podworkowy Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 23:12
          ja te kilka prac, które napisałem, zrobiłem sam, ale w mojej działce jestem wyjątkiem. W większości społ-hum jest to dużo trudniejsze niż w naukach ścisłych i przyrodniczych, bo u nas naprawdę the medium is the message
          • pfg Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 23:23
            No i po co znów wracać do tej dyskusji o pokonferencyjniakach? Mało tego było...?
        • pfg Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 02.04.13, 23:34
          Po angielsku, ale w mojej dyscyplinie chyba wszyscy tak robią. Sporo ludzi daje natomiast swoje prace do adjustacji językowej, ale nie tłumaczowi, ale komuś z branży, kto lepiej zna angielski: Sam tekst nie musi być wyszukany, za to terminologia musi być poprawna, a tłumacz specjalistycznej terminologii nie zna.
        • trzy.14 Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 11:49
          Samo pytanie jakby powala. Przez lata do głowy mi przychodziło, że artykuły naukowe można pisać w innym języku niż angielski. To jest bardzo czasochłonne i moim zdaniem stanowi jedną z kluczowych barier polskiej nauki. Bo nie wystarczy znać język na mitycznym poziomie B2 - trzeba władać co prawda dość prostym podzbiorem języka angielskiego, za to władać nim doskonale. Większość moich kolegów nie osiągnęło tego poziomu, mimo że w pracy korzystamy *wyłącznie* z literatury anglojęzycznej.

          Po latach dochodzę do wniosku, że uczelnie są źle zorganizowane - powinno być wydzielonych kilka etatów - nie dla tłumaczy, tylko korektorów/redaktorów dzieła tuż przed wysłaniem go do druku. W budżetach uczelni byłaby to kropelka jak mgiełka. Ewentualnie trzeba by wpisywać koszty tego typu usług do grantów (na co jeszcze nie wpadłem) albo rozliczeń międzywydziałowych.

          To jest bardzo ważne by język publikacji był "czysty", by artykuł dało się po prostu czytać ze zrozumieniem - to tak jak czyste buty, dobrze skrojony garnitur czy punktualność na spotkaniu biznesowym. Gdy pisząc recenzję widzę pracę napisaną niechlujnie, niezgodnie z powszechnie przyjętymi normami, to jeżeli nie jest to praca godna Nobla (czego wobec niechlujnego języka pewnie nie dostrzegę), prawdopodobnie ją odrzucę. Jak ktoś nie dba o mój czas, to czego może wymagać ode mnie?


          spryciurka napisał(a):

          > Szanowni Dyskutanci, mam prozaiczne pytanie: czy sami piszecie w języku angiel
          > skim publikacje, czy korzystacie z pomocy tłumacza.
          • spryciurka Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 13:28
            trzeba władać co prawda dość prostym podz
            > biorem języka angielskiego, za to władać nim doskonale. Większość moich kolegów
            > nie osiągnęło tego poziomu, mimo że w pracy korzystamy *wyłącznie* z literatur
            > y anglojęzycznej.
            dla mnie interesujące byłyby wskazówki jak dojść do doskonałego władania językiem angielskim. trzy.14, jak do tego doszedłeś?
            • trzy.14 Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 16:14
              spryciurka napisał(a):

              > dla mnie interesujące byłyby wskazówki jak dojść do doskonałego władania języki
              > em angielskim. trzy.14, jak do tego doszedłeś?

              Moim zdaniem - nie doszedłem :-)))

              Jak byłem młodszy, moje prace poprawiał mój profesor. Teraz ja poprawiam innym.
              Pierwszy artykuł naukowy czytałem ze słownikiem jakieś 20 razy (!), teraz zwykle tylko skanuję je wzrokiem, i oczywiście lekturę zaczynam od obrazków :-)
              Nie mam pojęcia, jak i kiedy to się stało.
              Słabo znam język mówiony, nigdy nie byłem w kraju anglojęzycznym, dwóch Angoli mówiących do siebie w naturalnym tempie mogłoby równie dobrze mówić po chińsku, choć - to dziwne - zwykle zaczynam ich rozumieć, gdy zwracają się bezpośrednio do mnie.
              Jednak liczba korekt redakcyjnych moich artykułów rzadko przekracza jedną poprawkę na stronę A4.
              Jak do tego dojść? Słuch muzyczny?
              Nie wiem. W młodości dużo i samodzielnie (z pasją) "studiowałem" angielską gramatykę :-).
              Gdy piszę, nad akapitem potrafię spędzić godzinę i więcej... Zawsze używam spell-checkera :-)

              Dobry polonista w liceum, ciężka praca i odrobina talentu, nie ma lepszej rady.

              Ważne: czasami widzę w cudzych pracach ładne zdania i - tak, tak - wykorzystuję ich konstrukcję w swoich artykułach. Doświadczenie uczy jednak, że te miejsca ZAWSZE zwracały uwagę moich młodszych współpracowników (współautorów), że niby nieczytelne i trzeba przeredagować :-)
              I to oni mają rację: artykuły naukowe trzeba pisać przyzwoitym angielskim technicznym a nie językiem Szekspira, bo dla większości czytelników język angielski jest językiem obcym.

              • spryciurka Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 23:41
                Trzy.14, dziękuję za obszerną odpowiedź. Dla mnie jest ona optymistyczna, ponieważ oznacza, że do doskonałości językowej można dążyć samemu. Najbardziej bałam się odpowiedzi, że tylko staże zagraniczne, bo z tymi jest i będzie u mnie krucho.
                W mojej jednostce obowiązuje zasada: każdy publikuje sam i sam za siebie odpowiada. Tak więc trzeba sobie radzić samemu. Czy to jest wizja wolnego rynku >pawcio69sk<?
                Odejdę na chwilę od głównego wątku i napiszę coś pozytywnego o nowej ustawie. Wymóg publikacji zagranicznych i IF czasopisma, to pozytywny stymulator dla początkujących. Właśnie wysłałam artykuł do takowego, dobrze notowanego czasopisma. (a to zasługa ustawy). Okazuje się, że nie taki wilk straszny jak go malują. Żałuję, że nie robiłam tego wcześniej.
                Jednak swojej angielszczyźnie nie dowierzałam i szukałam pomocy u tłumacza. Nie chodziło mi o fachową terminologię, ale o poprawność tekstu. Dyskusje trwały miesiąc. Tłumacz jest świetny w tematyce mojego artykułu, a ja pewnie się podciągnęłam w angielskim. Jest to jednak i czasochłonna i finansochłonna droga. (tu muszę przyznać, że koszty pokrywa jednostka).
                • whiteskies Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 09:25
                  Sa jeszcze serwisy pomagajace w edycji, niestety trzeba miec na to kase (np. z grantów). Przykład serwisu z którego czasem korzystam:
                  www.journalexperts.com
                  Wiem że takie serwisy pomagajace w edycji tekstow (nawet z uwzględnieniem stylu konkretnego czasopisma zdarzaja sie (nie sa regułą) w dobrych uniwersytetach czy jednostkach naukowych nawet w USA, korzystałem.
          • dala.tata Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 15:09
            Mysle, ze to bardzo sensowne.

            trzy.14 napisał:

            > Po latach dochodzę do wniosku, że uczelnie są źle zorganizowane - powinno być w
            > ydzielonych kilka etatów - nie dla tłumaczy, tylko korektorów/redaktorów dzieła
            > tuż przed wysłaniem go do druku. W budżetach uczelni byłaby to kropelka jak mg
            > iełka. Ewentualnie trzeba by wpisywać koszty tego typu usług do grantów (na co
            > jeszcze nie wpadłem) albo rozliczeń międzywydziałowych.
            >
            • gruszka_wierzbowa Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 21:38
              To jest bardzo sensowne. Z tego co zauważyłam w gronie znajomych z wydziału, tylko pojedyncze osoby czują się na tyle pewnie ze swoim angielskim w piśmie, że nie dają swoich tekstów do sprawdzenia nikomu.
              • whiteskies Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 09:27
                Od lat wpisuje (rozsadne) koszty edycji tekstu i przechodzi. Poza tym w Zakladzie mamy zasade ze jesli sa dobre wyniki a ktos takich pieniedzy nie ma to pokrywamy koszty z dotacjoi BST.
                • kardla Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 11:12
                  A ile za strone tekstu (11 Arial, 1,5 space) placisz? Tak mniej wiecej?
                  • spryciurka Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 12:54
                    w mojej ocenie dużo, dlatego chcę się do tego zabrać sama, ale najpierw muszę opanować zwięzłe pisanie w rodzimym języku.
                    różnie, jeżeli do czasopisma wysoko punktowanego i tekst jest praktycznie bezbłędny, z adnotacją recenzenta, że dobrze się czyta, to tak około 100 zł., jeżeli na konferencję, to o połowę taniej.
                • dala.tata Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 19:18
                  Tak, tylko stworzenie takiego etatu byloby majprawdopodobniej na dluzsza mete tansze i pozyteczniejsze. Nie pamietam dokladnie, ale widzialem takie uslugi w koszice okolo 100 funotw ood artykulu, ale artykulu bardzo dobrze napisanego. Poprawki byly swietne, czesto robione w formie sugestii. Nwiasem mowiac robiacy korekte ujawnil sie z imienia i nazwiska. Po zguglowaniu go, okazalo sie ze to doktorant z anglistyki na jednym z dobrych brytjskich uniwersytetow.
        • whiteskies Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 09:19
          Ja pisze wyłącznie po angielsku. W naukach ścisłych czy przyrodniczych pisanie przynajmniej w większości po angielsku to norma.
          • spryciurka Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 13:05
            a może wiesz, czy czasopisma dokonują swojej korekty językowej tekstu przed drukowaniem, czy też w przypadku błędów językowych zwracają do poprawy, czy też w ogóle odrzucają tekst?.
            • pfg Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 13:32
              Różne czasopisma różnie do tego podchodzą. W każdym razie jeśli język jest tak zły, że nie da się go zrozumieć, artykuł jest odrzucany.
              • whiteskies Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 06.04.13, 12:10
                Tak, tak jest. Praktyka jest taka że wszyscy tną koszty i na wiele w czasopismach liczyć nie można, wiele z tych co kiedyś zatrudniały redaktorów językowych do pomocy teraz już tego nie robi. Z drugiej strony pod pewnymi względami wole obecna sytuację - z firmami specjalistycznymi. Jest ich sporo, jest wybór.
    • flamengista na pewno wymagać 02.04.13, 23:12
      moim jednak zdaniem kandydatka ma bardzo solidny dorobek i spokojnie przejdzie postępowanie. Pozytywnie. Jedyne, czego mogą się czepiać recenzenci to zbyt mała liczba samodzielnych publikacji.

      Co do publikowania po angielsku - co można nowego napisać z teorii ekonomii? Tu wszystko sprowadza się do wyrafinowanego wywodu intelektualnego, a to trudno zrobić jak się nie jest native speakerem.

      Co innego w przypadku badań empirycznych lub ew. teoretycznych modeli. Tu angielski wysoce wskazany, choćby tylko publikować w Ekonomiście.
      • podworkowy Re: na pewno wymagać 02.04.13, 23:19
        no to ja zapytam eksperta - na czym może polegać (lub polega, jeśli Pan czytał tę książkę) walor naukowy monografii rzeczonej habilitantki w Polsce Anno Domini 2013?
        • flamengista nie mam pojęcia:-) 02.04.13, 23:31
          książki nie czytałem, więc nie chcę na starcie dyskredytować dzieła. Może to epokowa monografia, kto wie? A może to tylko kilka oryginalnych myśli i interpretacji Smitha - nie każdy musi od razu mieć odkrycie na miarę Nobla... To habilitacja, nie proces tenure w University of Chicago.

          Dla mnie jednak praca z zakresu historia myśli ekonomicznej/teoria ekonomii to straszne nudy;) Więc raczej sobie daruję lekturę...
          • podworkowy Re: nie mam pojęcia:-) 02.04.13, 23:41
            o.k., mnie po prostu przytkało widząc ten temat.
            Tym razem zatem chyba raz jeden wyjdę na forum na rygorystę. Dla mnie to jest niebywałe. Czekam zatem na epokowe, habilitacyjne monografie z filozofii poświęcone idealnemu państwu u Platona, z historii o dziejach uchwalenia Konstytucji III maja, politologii o "Księciu" Machiavellego, nauk prawnych o pojęciu przestępstwa w polskim kodeksie karnym, a z ekonomii dołóżmy jeszcze "oryginalne" dzieło o mnożniku wg. Keynesa, cenie sprawiedliwej wg. Akwinaty czy też o reformie walutowej Grabskiego...
            • dala.tata Re: nie mam pojęcia:-) 02.04.13, 23:53
              kurde, kolego podworkowy, takie habilitacje istnieja. znam taka z podobnym tytulem sprzed pol roku. nameczyl sie habilitant, przeczytak ze 100 ksiazek i napisal 101. o nich. spoko.
              • podworkowy Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 00:05
                to ja przepraszam i wysiadam...
                [A tak poważnie - czy naprawdę bardziej Pana bulwersuje publikowanie w tzw. KFC od produkowania bezwartościowych monografii?]
                Żeby sprawa była jasna, ja nie mówię, że nie może już powstać żadna książka o Platonie, bo wszystko napisano. Ale taka książka musi mieć jakąś wartość dodaną w obszarze interpretacji, komparatystyki, konsekwencji doktrynalnych, prekursorów, recepcji - czegokolwiek. Innymi słowy, autor musi iść "where no man has gone before" (przepraszam, ale nie mogłem się oprzeć zacytowaniu Star Trek;)). Dotyczy to przynajmniej tego, co zostało wydane na gruncie polskim.
                U nas np. już przy wyborze tematu doktoratu jest prześledzenie literatury i postawienie sobie pytania - czy ktoś już o tym pisał? Jeśli nie - można pisać. Jeśli tak - można pisać, jeśli doktorant uważa, iż zrobi to lepiej.
                • dala.tata Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 00:58
                  Nie jestem pewine, czy rozumiem, czym jest publikowanie w KFC. Naotmiat, mysle, ze znaczna czesc polskiej politologii, antropologii, historii to wlasnie tego typu monografie habilitacyjne. Zero badan, troche czytania, mamy ksiazke. czy mnie to oburza? chyba juz nie. uznalem, ze tak jest.
                  Zeby nie bylo: czesc tych ksiazek to sa niezle ksiazki.... w sensie specjallistyczny podreczniki. Czy za nie powinno siue nadawac stopnie? zdecydowanie nie!
                  • flamengista pozwolę sobie zauważyć 03.04.13, 07:46
                    że żaden z Was tej książki nie czytał. Nie wiemy więc, czy autorka kreatywnie podeszła do tematu, dokonała ciekawych interpretacji niby już znanych (klasycznych) poglądów i zaproponowała odważne tezy. Czy też jej dzieło jest odtwórcze.

                    Poczekajmy może do recenzji z osądzaniem.
                    • podworkowy Re: pozwolę sobie zauważyć 03.04.13, 07:53
                      ma Pan rację, tak powinienem zrobić, ale po prostu kreatywność, ciekawość i odwaga interpretacji przy takim temacie przekracza granice mojej wyobraźni.
                    • dala.tata Re: pozwolę sobie zauważyć 03.04.13, 12:54
                      a ja sobie pozwole zauwazyc, ze, choc mozliwe, jest to niezwykle malo prawdopodobne. Bardzo watpie, ze autorka wylamala sie z tych setek podobnych tomow.

                      ALe zalozmy, ze tak jest i zaproponowala nowa interpretacje dziela. Musze powiedziec, ze w ekonomii jakos nie uderza mnie to jako niezwykly wklad w nauke. nie znam sie, ale chyba nie na tym polega ekonomia, co?

                      flamengista napisał:

                      > że żaden z Was tej książki nie czytał. Nie wiemy więc, czy autorka kreatywnie p
                      > odeszła do tematu, dokonała ciekawych interpretacji niby już znanych (klasyczny
                      > ch) poglądów i zaproponowała odważne tezy. Czy też jej dzieło jest odtwórcze.
                      >
                      > Poczekajmy może do recenzji z osądzaniem.
                      • flamengista (chyba) nie 03.04.13, 15:47
                        ale naprawdę wolałbym nie dyskutować na temat jakości książki, co do której mamy tylko krótki opis samej autorki. I nie wiemy nic więcej.

                        Moim zdaniem ekonomia polega na prowadzeniu badań empirycznych i ew. tworzeniu teoretycznych modeli wyjaśniających dane zjawisko.

                        Ale ja jestem prosty ekonomista, w zasadzie: ekonom. Ci od historii myśli ekonomicznej to wyższa szkoła jazdy:)
                        • dala.tata Re: (chyba) nie 03.04.13, 15:49
                          no i niech to bedzie podsumowanie tego typu ksiazek.
                        • h_hornblower Re: (chyba) nie 03.04.13, 21:29
                          flamengista napisał:

                          > ale naprawdę wolałbym nie dyskutować na temat jakości książki, co do której mam
                          > y tylko krótki opis samej autorki. I nie wiemy nic więcej.

                          Jednak coś nam mówi o tym spis "celów szczegółowych" na str. 3 autoreferatu. Wszystkie te cele zostały szczegółowo rozpracowane i przewentylowane w ostatnich dziesięcioleciach - a już szczególnie w odniesieniu do polityki makroekonomicznej.

                          Ne zmienia to faktu, że książka może być świetna i lata świetlne do przodu w stosunku do typowej "monografii habilitacyjnej" z ekonomii, która jaka jest, każdy widzi. `


                          >
                          > Moim zdaniem ekonomia polega na prowadzeniu badań empirycznych i ew. tworzeniu
                          > teoretycznych modeli wyjaśniających dane zjawisko.

                          Na tym to polega ekonomia empiryczna, fla :)


                          >Co do publikowania po angielsku - co można nowego napisać z teorii ekonomii? Tu wszystko > sprowadza się do wyrafinowanego wywodu intelektualnego, a to trudno zrobić jak się nie > jest native speakerem.

                          ???????????????????? No nie żartuj... :) !

                          pzdr
                          horny

                          • gruszka_wierzbowa Re: (chyba) nie 04.04.13, 13:56
                            >Co do publikowania po angielsku - co można nowego napisać z teorii ekonomii? Tu wszystko > sprowadza się do wyrafinowanego wywodu intelektualnego, a to trudno zrobić jak się nie > jest native speakerem.

                            ???????????????????? No nie żartuj... :) !

                            A my się spieramy o to, czy powinno się publikować po angielsku i jakim ktoś jest naukowcem, jeśli tego nie robi ;)
                  • pfg Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 08:53
                    dala.tata napisał:

                    > Zero badan, troche czytania, mamy ksiazke. czy mnie to oburza? chyba juz nie. uznalem,
                    > ze tak jest.

                    Więc może należy przeciwko temu protestować? Wyobrażam sobie, że wiele stopni jest nadawanych na podstawie "książek o książkach", ale jeśli ta książka końcowa nie wnosi nic istotnie nowego ("zero badań"), to stopnia na jej podstawie nie powinno się nadawać, nawet jeśli ma ona swoją wartość jako podręcznik. (Nie mam tu na myśli tej konkretnej habilitacji, która zapoczątkowała wątek, bo a) nie znam jej, b) nawet gdybym znał, nie umiałbym ocenić.) Zdziwienie pana podwórkowego jest uzasadnione: Jeśli przyjmiemy, że w pewnych dyscyplinach można habilitować na podstawie prac całkowicie wtórnych, gdyż takie panują obyczaje ("tak jest"), to równie dobrze możemy się zgodzić, że w innych dyscyplinach publikuje się w nierecenzowanych pokonferencyjniakach (nb, KFC to alternatywny skrót dla tychże - są tacy, którzy lubią Pułkownika), gdyż takie *tam* panują obyczaje, *tam* tak jest.
                    • sendivigius Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 11:56
                      I teraz trzeba znalezc jakis wspolny mianownik dla "tam tak jest" i nauki. Ja mam nieustanne wrazenie ze wszelakiej masci humanisci smieja sie reszcie w nos, a na dodatek przekonali NBK do jakis punktowanych list czasopism gdzie humanistyczna wersja "Ziemniaka Polskiego" urosla do rangi publikacji naukowej.
                      • adept44_ltd Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 11:58
                        na całe szczęście twoje przekonanie mówi tylko o twoim problemie...
                      • charioteer1 Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 16:23
                        sendivigius napisał:

                        > I teraz trzeba znalezc jakis wspolny mianownik dla "tam tak jest" i nauki. Ja m
                        > am nieustanne wrazenie ze wszelakiej masci humanisci smieja sie reszcie w nos,
                        > a na dodatek przekonali NBK do jakis punktowanych list czasopism gdzie humanist
                        > yczna wersja "Ziemniaka Polskiego" urosla do rangi publikacji naukowej.

                        Jezeli pijesz do listy ERIH, to pudlo. Lista ERIH jest rzetelniejsza od list ministerialnych opartych na IF z dosc banalnego powodu. Czasopisma spol-hum maja z reguly niski IF. Wystarczy jeden gorszy rok i czasopismo spada z listy wyroznionych. W mojej dzialce kategoria INT1 z listy ERIH to czasopisma najwyzej punktowane rowniez na liscie ministerialnej (30-40 pkt.), kategoria INT2 to druga polka, ktora na liscie wyroznionych przez JCR pojawia sie i znika. NAT to zasieg calkowicie lokalny.
                    • dala.tata Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 15:07
                      Mozna protesotwac w recenzji. Ja najprawdopodobniej napisalbym negatywna recenzje takiej ksiazki. Nawiasem mowiac, to sa, przynajmniej niektore, przydatne i pozyteczne ksiazki. ale nie sa to ksiazki na stopien.
                      • gruszka_wierzbowa Re: nie mam pojęcia:-) 04.04.13, 13:46
                        Jakiś czas temu ktoś wkleił link do postępowania o nadanie stopnia doktora na podstawie rozprawy o prawie niemieckim. Poza wieloma uwagami, polski recenzent zwrócił uwagę, że trudno mu ocenić wkład tego opracowania w rozój danego zagadnienia i w związku z tym ma wątpliwości, czy rozprawa powinna być podstawą nadania stopnia doktora. Ta sprawa pokazuje, że jak najbardziej zdarzają się pozycje, które nic nie wnoszą albo są ich wkład jest wątpliwy lub trudny do ocenienia. Pokazuje także, że zdarzają się recenzenci potrafiący przyznać się do takiej refleksji co mnie cieszy. Tym bardziej, że sama znam recenzję zachwalającą pewną rozprawę o prawie obcym, napisaną przez człowieka nie znającego nawet języka źródłowego :/
                        • mn7 Re: nie mam pojęcia:-) 06.04.13, 09:24
                          Tamta rozprawa sprawiała wrażenie zwyczajnie słabej.
                • pfg Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 08:36
                  podworkowy napisał(a):

                  > U nas np. już przy wyborze tematu doktoratu jest prześledzenie literatury i pos
                  > tawienie sobie pytania - czy ktoś już o tym pisał? Jeśli nie - można pisać. Jeś
                  > li tak - można pisać, jeśli doktorant uważa, iż zrobi to lepiej.

                  Amen. Nawet nie wyobrażam sobie, że można inaczej.
                  • salzburg Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 10:07
                    Uf biedni historycy zaczynają robic na forum za przysłowiowego czarnego luda. Choc tak miedzy Bogiem a prawdą mało jest dyscyplin, w których oddźwięk prac na świecie byłby tak duze jak w przypadku prac Małowista, Kuli, Topolskiego, Wyczańskiego (wiem, wiem patrza na nas juz z wysokosci).
                    Problem z historykami nie polega na tym, że oni nie prowadzą badań. Nawet najmarniejszy doktorat nie zostanie obroniony bez solidnej kwerendy źródłowej. Mozna raczej sformułować zarzut, że ich pracy sa za bardzo idiograficzne - a wzorem jest formuła Rankego.
                    Dobra ilustracja jest casus Daviesa. Jak Wrocław miał swoją rocznice to Miasto potrząsneło kasą i postanowiło wydac monografię miasta. Zadanie zlecono wybitnemu polskiemu historykowi, który a jakze przedstawił program badań żródłowych i...oczywiscie z niego zrezygnowano.
                    Ksiązke napisał Davies - stworzył zespół, który mu zrobił wypisy z literatury on to ładnie zebrał i książke (bardzo dobrą) w terminie przygotował.
                    • eeela Re: nie mam pojęcia:-) 07.04.13, 15:53
                      > Problem z historykami nie polega na tym, że oni nie prowadzą badań. Nawet najma
                      > rniejszy doktorat nie zostanie obroniony bez solidnej kwerendy źródłowej. Mozna
                      > raczej sformułować zarzut, że ich pracy sa za bardzo idiograficzne - a wzorem
                      > jest formuła Rankego.

                      Jest sporo ludzi robiących twarde utylitarne badania - datowanie i edycję źródeł, tłumaczenia, statystyki, słowniki, prozopografię. Jest też sporo ludzi prowadzących sensowne badania nad kontekstami politycznymi, motywami kulturowymi czy życiem codziennym. Nie podoba mi się to odium spadające na historyków za to, że niektórzy robią (przykładowo) dziesiątą syntezę Smitha albo przepisują trzy książki o Hildegardzie. Zresztą dobra synteza, oferująca zestaw wygodnych narzędzi badawczych, też jest od czasu do czasu potrzebna. Historia wolno się deaktualizuje, to prawda, ale jednak też ;-)
                      • podworkowy Re: nie mam pojęcia:-) 08.04.13, 09:26
                        "przepisują trzy książki o Hildegardzie" - :)
                        A mnie się nie podobają syntezy, które nic nowego nie wnoszą. Żeby było jasne, ja nie wyznaję zasady "First past the post", zgodnie z którą raz omówiony temat jest martwy dla następców. Ja nawet nie uważam,że Polak nie może się doktoryzować czy habilitować z książki o rewolucji goździków w Portugalii, mimo że szansa na to, że odkryje jakieś fakty nieznane Portugalczykom jest raczej znikoma. Pierwsza praca po polsku na określony temat jest moim zdaniem w społ-humach jak najbardziej o.k.
                        Problem polega na tym, że w Polsce powstaje mnóstwo prac wtórnych, niewnoszących do nauki nic nowego nawet w obszarze interpretacji, jakości wywodu czy komparatystyki. I zgoda, nie czytałem linkowanej tu książki - być może jest ona niebywale kreatywnym dziełem. Na podstawie autoreferatu nie mam jednak żadnych przesłanek, by wyciągać tego typu wnioski.
                  • gruszka_wierzbowa Re: nie mam pojęcia:-) 03.04.13, 21:28
                    Też sobie nie wyobrażałam. Okazało się jednak, że mam dość ubogą wyobraźnię.
    • sendivigius Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 08:42
      dworzec napisał:

      > refleksja wynika z tego, ze w 2012 r. opublikowalem 4 teksty w niezlych zagrani
      > cznych zurnalach (ale bez IF),


      Jezeli journale bez IF sa "niezle' to strach myslec czym sa inne.

      wiec wielu kolegow z instytutu wyprzedzilo mnie
      > w "punktach" trzepiac na potege w zeszytach i foliach...


      Nie przejmuj sie. Wkrotce NBK wprowadzi punkty za wpisy na forum GW.
      • charioteer1 Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 09:39
        sendivigius napisał:

        > dworzec napisał:
        >
        > > refleksja wynika z tego, ze w 2012 r. opublikowalem 4 teksty w niezlych z
        > agrani
        > > cznych zurnalach (ale bez IF),

        >
        > Jezeli journale bez IF sa "niezle' to strach myslec czym sa inne.

        To troche bardziej skomplikowane. Im blizej humanistyki, tym mniejsze cisnienie, by wprowadzac czasopismo na listy firmy Thomson Reuters. Faktycznie jest sporo miejsc, w ktorych tekst ma wieksze szanse na zauwazenie, niz w polskim periodyku za 15 pkt. Z kolei prace eksperymentalne maja wieksze szanse na przeczytanie w OA, chocby tu, niz w punktowanym pismie polskim.
        • sendivigius Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 10:25
          Chcesz mnie przekonac Chario, ze ekonomia to niszowa dziedzina o lokalnym znaczeniu - bez szans na porownania miedzynarodowe? Z drugiej strony... majac na uwadze co wygaduja polscy ekonomisci to mozesz miec racje.
          • charioteer1 Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 03.04.13, 16:05
            Hmmm, no nie wim. Nie znam zurnali ekonomicznych.
    • lordmalak1 Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 04.04.13, 20:39
      no wypadałoby raczej angielski znać na tym poziomie kariery naukowej...
      • chilly Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 06.04.13, 09:40
        Nie pojmuje przyczyn tak długiej dyskusji. Ekonomia jest szamaństwem ogólnoświatowym, a językiem uprawiania tej magii jest angielski. Po polsku można i należy pisać artykuły popularyzujące wiedzę ekonomiczną.
        • flamengista o, kurcze... 06.04.13, 20:09
          chilly nas właśnie zdemaskował:/
          • chilly Re: o, kurcze... 06.04.13, 21:21
            :)
        • lordmalak1 Re: czy wymagac od ekonomistow pisania po angiels 08.04.13, 18:37
          Dokładnie, ekonomista bez angielskiego, który chce coś wnieść do światowego dorobku tej dziedziny nie ma racji bytu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja