pposadzki
06.06.13, 22:59
C.d. listu do Pani Minister Barbary Kudryckiej.
Proszę o wyrozumiałość i korektę, ale moim skromnym umysłem nie jestem w stanie pojąć jak można w recenzji dorobku naukowego pisać, że znało się wyniki badań habilitanta (moje) już 30 lat temu i nie są one niczym nowym. Skoro to miałaby być prawda, to czy można by posądzać redaktorów naczelnych takich czasopism jak Pediatrics (IF= 5.437), Obesity Reviews (IF=7.038), Cephalalgia (IF= 3.430) o całkowitą ignorancję i brak wiedzy podczas wydawania zgody na publikowanie wyników badań moich i moich współautorów, wyników które recenzent rzekomo zna od tak dawna? Innymi słowy, recenzent mojego dorobku stwierdza, że w cudowny sposób wiedział o badaniach, których nie było, nie istniały! Taki tok myślenia wydaje się irracjonalny i całkowicie oderwany od rzeczywistości. Pozostając w podobnym, nieco fantasmagoryjnym stylu, recenzent mojego dorobku stwierdza, że wyniki naszych badań ukazujące się na pierwszych stronach agencji Reutersa świadczą… uwaga „o braku oryginalności”. Ponownie ten sam recenzent wykazuje się nadludzką wiedzą faktów, o których reporterzy Reutersa nie wiedzieli publikując wyniki naszych najnowszych badań oraz treść wywiadu/rozmowy z nami.
Również nie pojmuję swym umysłem, jak można w recenzji naukowej posługiwać się stroną internetową, która ostatni raz temu była aktualizowana 6 lat temu? To tak jakby czerpać informacje o aktualnych wynikach finansowych firmy Microsoft, z danych początku lat 80-tych. Zapytam również retorycznie: w jakim kierunku zmierzają recenzje, które opierają się na informacjach sprzed 6 laty, a nie z najnowszych newsów agencji Reutersa? Jeśli recenzenci będą czerpać informacje z niewiarygodnych źródeł internetowych, to również czeka nas absurd w postaci pisania recenzji na podstawie liczby tweetów czy wpisów na Facebooku. Jedna z recenzentek formułuje zarzut o moim zainteresowaniu medycyną komplementarną i braku nowatorstwa. Czy w ogóle można kogoś oskarżać o zainteresowanie tą czy inną dyscypliną naukową? Czy nauka nie jest sztuką eksplorowania tego, co jest do odkrycia, niezależnie od etykiety jaką dana dyscyplina posiada? Czy i dlaczego rzekomy brak nowatorstwa jest nagradzany przez czołowe czasopisma naukowe świata? Recenzentka-specjalistka z zakresu nauk o kulturze fizycznej nie potrafi dostrzec mojego wkładu w rozwój fizjoterapii, a z drugiej strony pisze o właściwym wyborze Wydziału Nauk o Zdrowiu- czy jest w tym jakaś logika? Dla recenzentki, suplementacja diety, homeopatia i aromaterapia to jedno i to samo!!!
W moim przypadku, wszyscy trzej recenzenci dopuścili się braku wiedzy i znajomości badania naukowego, które zwie się systematyczny przegląd literatury (SPL) lub meta-analiza (MA). Szukając SPL lub MA (używając anglojęzycznych odpowiedników: systematic review OR meta-analysis) w bazie danych Pubmed (z dnia 15.05.13) mamy 1,811,341 wyników, z tego tylko 74 (0.004%) to badacze polscy. Nic więc dziwnego, że wszyscy trzej recenzenci mieli problem ze zrozumieniem podstawowej istoty i potrzeby takich badań, krytykując ich brak oryginalności, brak wkładu w rozwój nauki, schematyczność czy algorytmiczność. Czy w recenzji naukowej można formułować zarzut o stosowanie schematu? Czy zdolność replikacji badań używając jednakowego schematu i metod badawczych nie jest podstawową cechą nauki? Badania typu SPL czy MA, (których wykonałem ponad 50), stoją na szczycie hierarchii wiedzy (tzw. gold standard research), służą agregowaniu znacznych ilości informacji i katalogowaniu wiedzy, która w przeciwnym razie byłaby nie zrozumiała. Gdyby nie badania typu SPL, marnowano by miliony ze środków publicznych na finansowanie nieskutecznych terapii. Bardzo często również badania te pozwalają oszczędzać życie pacjentów. Wszyscy trzej recenzenci mojego dorobku najwyraźniej o badaniach typu SPL nie słyszeli; nie świadomi byli, że najlepsze medyczne czasopisma takie jak The Lancet (IF= 38.278), British Medical Journal (IF= 14.093) czy New England Journal of Medicine (IF= 53.298) regularnie publikują tego typu badania. Cała biblioteka The Cochrane Library mieści w sobie setki tysięcy takich badań i publikuje renomowane czasopismo Cochrane Database of Systematic Reviews (IF=5.912) zajmujące się wyłącznie SPL.
Dwoje recenzentów dosyć niefortunnie oceniło rozprawę habilitacyjną jako pozbawioną nowatorskości i oryginalności i niespełniającą Ustawowych wymogów, a jedna z tych opinii skupia prawie 70% całości recenzji minimalizując całokształt dorobku naukowego. Oboje przeoczyli metody badawcze, które tę pracę oryginalną i nowatorską uczyniły, czyli hermeneutykę oraz analizę fenomenologiczną (które są jakościowymi metodami badawczymi). W mojej rozprawie habilitacyjnej, hermeneutyka oraz analiza fenomenologiczna stały się częścią mieszanych metod badawczych (mixed method research) i poszerzyły/rozwinęły wyniki pracy doktorskiej (opartej wyłącznie na ilościowych metodach badawczych). Nie rozumiejąc podstawowej istoty mieszanych metod badawczych, recenzenci sformułowali zarzuty o autoplagiat, które w swoim odwołaniu od decyzji RW punkt po punkcie obalam. Zarzuty te stały się centralnym punktem krytyki recenzentów co spowodowało selektywne potraktowanie procesu recenzji naukowej oraz zignorowanie wytycznych CK. Centralna Komisja wyraźnie formułuje kryteria oceny kwalifikacji kadry naukowej pisząc, iż „niezależnie od rozprawy habilitacyjnej, podstawą do wydania opinii o kandydacie jest stwierdzenie czy kandydat uzyskał już w swym środowisku znaczny dorobek oraz autorytet specjalisty w zakresie reprezentowanej dyscypliny naukowej na świecie”. Wszystkie trzy recenzje ignorują te wytyczne CK i oceniają mój dorobek naukowy wyłącznie przez pryzmat rozprawy! Oczywiście z pokorą przyznaję, iż moja rozprawa habilitacyjna, która pochodzi z początkowego okresu pracy badawczej i znajdują się w niej błędy oraz część wcześniej opublikowanych wyników badań. Stanowi ona jednak niewielki procent całości mojego dorobku naukowego, którego wpływ na rozwój nauki w świecie został całkowicie zbagatelizowany. Ustawa przewiduje możliwość komunikowania się z komisji habilitacyjnej z habilitantem w celu uzupełnienia brakujących informacji. Zapytam więc, po co wysyłałem Komisji dokumenty w styczniu br. (na prośbę Przewodniczącej), skoro recenzenci w swoich ocenach poddali mój dorobek z roku 2011 jawnie to podkreślając?
Tekst linka