Dodaj do ulubionych

Uprawianie nauki za własne pieniądze

27.06.13, 10:12
Rzucam temat, bo jestem ciekawa opinii innych osób o uprawianiu nauki za własne pieniądze.
Wiadomo, ze mamy finansową bryndzę, o granty trudno, a jeszcze na dodatek coraz gorzej o pieniądze z działalności statutowej wydziału. W moim przypadku, w ostatnich miesiącach okazało się, że nie mam co liczyć na dofinansowanie udziału w konferencji, korekty językowej artykułu przez native speakera, oraz symbolicznych kosztów niezbędnych do zebrania materiałów do badań. Oczywiście nie mogłabym liczyć także na dofinansowanie czegokolwiek innego, ale że nie proszę, to mi nie odmawiają.... W rezultacie, musze wyciągnąć pieniądze z własnej kieszeni, bo bez tego wkładu nic w tym roku w nauce nie zrobię.
Niestety, brak kasy na badania i publikację ich wyników nie stanowi okoliczności łagodzącej przy ocenie okresowej. Padnie pytanie o aktywność, publikacje i referaty konferencyjne (a najlepiej, by były na prestiżowych konferencjach zagranicznych). Jeżeli nie będę ich miała, to dostane "pałę". Jeżeli dokonania będą, nikt nie spyta o źródło finansowania, ale z ochotą wydział wpisze te dokonania do swojego rejestru, który będzie podstawą do uzyskania finansów z ministerstwa.
Tylko ja się pytam, dlaczego mam uprawiać naukę z afiliacją mojego pracodawcy za własne pieniądze? Kiedy o tym opowiadam znajomym spoza branży, łapią się za głowę. Lekarz do pracy nie przychodzie z własną strzykawką, kierowca MPK nie kupuje sobie benzyny do baku... Więc czemu nasz zawód jest tak "uprzywilejowany", że opiera się na autosponsorowaniu przez pracowników?
Obserwuj wątek
    • dr_pitcher Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 10:32
      Staram sie zrozumiec. Ale wez pod uwage, ze w tzw. cywilizacji uczelnie rzadko takie rzeczy pokrywaja. DO tego sluza granty. A jak delikwent ich nie dostaje, to jest to powod do oceny negatywnej. Przychodza nawet czasy, ze w niketorych instytucjach placi sie za wynajem laboratorium. Paranaja, wiem - ale takie czasy.
      • kardla Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 11:42
        We wszystkich instytucjach z "cywilizacji" z ktorymi mialam do czynienia (3 panstwa + zeznania znajomych) wiem ze pracownicy moga liczyc na:
        - dostep do sprzetu jaki jest na wydziale - nawet jezeli sie osobnik osobiscie nie dorzucil.
        - dostep do nativespeakera zatrudnionego przez uniwersytet.
        - pieniadze dla mlodszych pracownikow na konference (conajmniej jedna konferencja rocznie).

        • sendivigius Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 12:00
          kardla napisała:

          > We wszystkich instytucjach z "cywilizacji" z ktorymi mialam do czynienia (3 pan
          > stwa + zeznania znajomych) wiem ze pracownicy moga liczyc na:
          > - dostep do sprzetu jaki jest na wydziale - nawet jezeli sie osobnik osobiscie
          > nie dorzucil.

          Nieprawda. Jak se kupi z grantu to ma. Sa centra wydzialowe oplacane z innych zrodel ale to co innego. Specyficzny sprzet do wlasnych badan masz se kupic sam, nawet jak sasiad ma podobny.


          > - dostep do nativespeakera zatrudnionego przez uniwersytet.

          Jaja se robisz?

          > - pieniadze dla mlodszych pracownikow na konference (conajmniej jedna konferenc
          > ja rocznie).

          Dostaniesz grant to masz, nie to nie. Nie ma czegos takiego jak "prawo do konferencji".
          • kardla Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 12:24
            Jak powiedzialam, na podstawie osobistych doswiadczen (wliczajac osobiste wyjezdzanie na konferencje) na uniwersytecie w USA w Kanadzie i w jednym z krajow UE:

            Sprzet mozesz uzywac (co najwyzej trzeba uzupelnic czesci zuzywalne - ale tez mozna sie dogadac ze to zrobisz pozniej jak bedziesz mial grant). Specyficzy sprzet kupujesz sobie sam - oczywiscie, ale z tego co jest mozesz korzystac.

            Na wiekszosci uniwersytetow usa dzialaja "Writing Center" gdzie ucza studentow jak pisac, a pracownikom naukowym (rowniez natiwom!!) pucuja artykuly.

            Wiekszosc moich znajomych na mlodszo-naukowych pozycjach ma w kontrakcie zapisane ze conajmniej raz w roku jada na duza konferencje miedzynarodowa. To jest standard.

            • adept44_ltd Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 12:29
              kardla napisała:

              > Jak powiedzialam, na podstawie osobistych doswiadczen (wliczajac osobiste wyjez
              > dzanie na konferencje) na uniwersytecie w USA w Kanadzie i w jednym z krajow UE
              > :
              >
              > Sprzet mozesz uzywac (co najwyzej trzeba uzupelnic czesci zuzywalne - ale tez m
              > ozna sie dogadac ze to zrobisz pozniej jak bedziesz mial grant). Specyficzy spr
              > zet kupujesz sobie sam - oczywiscie, ale z tego co jest mozesz korzystac.
              >
              > Na wiekszosci uniwersytetow usa dzialaja "Writing Center" gdzie ucza studentow
              > jak pisac, a pracownikom naukowym (rowniez natiwom!!) pucuja artykuly.
              >
              > Wiekszosc moich znajomych na mlodszo-naukowych pozycjach ma w kontrakcie zapisa
              > ne ze conajmniej raz w roku jada na duza konferencje miedzynarodowa. To jest st
              > andard.
              >


              Sendiemu nie dano, obawiając się, że zepsuje... może to jest jakieś wytłumaczenie jego wpisów tutaj?
          • eeela Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 12:47
            > Nieprawda. Jak se kupi z grantu to ma. Sa centra wydzialowe oplacane z innych z
            > rodel ale to co innego. Specyficzny sprzet do wlasnych badan masz se kupic sam,
            > nawet jak sasiad ma podobny.

            Sendi, masz tendencję do zapominania, że na Stanach świat się nie kończy ;-)

            U nas można się ubiegać o sfinansowanie takich zakupów, jeśli się to dobrze uargumentuje. Są opcje dla wszystkich, od doktorantów po profesurę, chociaż oczywiście profesura może liczyć na więcej.
              • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 17.08.13, 19:59
                Bez związku przyczynowego. Rzeczywistość: kierownik w każdym roku akademickim dostaje z budżetu kilkadziesiąt tysięcy za dorobek pracowników, którym dowolnie decyduje, a pracownicy służą tylko do sprawozdań i kolejnych dotacji statutowych. Ci sami pracownicy piszą wnioski do NCN i jak się uda raz na kilka lat dostają grant, dzięki któremu zamiast płacić za badania własnych wynagrodzeniem z uczelni, mogą przeżyć od jednej oceny okresowej do kolejnej. Kierownik niezwykle szczęśliwy, kolejne publikacje pracowników-wyrobników w kolejce i szansa, że w kolejnym roku dostanie z kieszeni podatnika więcej należnych statutowych.
                    • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 17.08.13, 21:17
                      Cieszę się, że ktoś dostrzega ten częściowo patologiczny system funkcjonujący w niektórych (podkreślam, w niektórych) jednostkach, gdzie pracownik ma do wyboru - albo płaci sam za badania z wynagrodzenia, kosztem własnych dzieci jeżeli ma je na utrzymaniu, albo bezskutecznie aplikuje po zewnętrzne środki. W tym samym czasie kierownik rok w rok otrzymuje wcale nie mała środki z Ministerstwa Nauki, których algorytm przyznawania opiera się częściowo na liczbie zatrudnionych pracowników naukowych i dorobku wyrażonego publikacjami. Oczywiście te publikacje tworzą pracownicy, którzy kosztem własnych dzieci dokładają sami do badań, gdy w tym samym czasie kierownik przeznacza kilkadziesiąt tysięcy złotych dla swoich doktorantów lub na dydaktykę, co jest niezgodne z prawem.
                        • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 17.08.13, 22:48
                          Dlaczego tak się dziwnie składa, że wszyscy wiedzą, jak powinno być a patologia ma się dobrze ? Przecież wiesz doskonale, że to kierownik tworzy wnioski i sprawozdania, wpisuje kogo chce i robi ze statutowymi co chce. Rade Wydziału to zupełnie nie interesuje. Jesteś zainteresowany informacją, na jakie nietypowe wydatki idą pieniądze statutowe jednostki, a pracownik nie ma za co wysłać dziecka na kolonię, ponieważ dotuje naukę polską ?
                          • charioteer1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 17.08.13, 23:46
                            cpx35 napisał(a):

                            > Dlaczego tak się dziwnie składa, że wszyscy wiedzą, jak powinno być a patologia
                            > ma się dobrze ?

                            Pytanie retoryczne. Kolezanka mi opowiadala, ze u nich w jednostce tworzony jest algorytm i pieniadze ze statutowego sa dzielone w zaleznosci od wkladu, jaki kazdy pracownik wniosl do oceny parametrycznej. Szczeka mi opadla.
                            • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 17.08.13, 23:56
                              Jak to możliwe, że wszystkie uczelnie publiczne podlegają tym samym przepisom i kryteria podziału statutowych powinny być jednakowe, a w rzeczywistości mamy modelowe jednostki i jednostki będące przykładem patologii systemu do sześcianu ? Jak to możliwe, że Ministerstwo toleruje takie sytuacje i nie ma kontroli nad zarządzaniem środkami na działalność statutową ? Dysponowanie całą pulą dotacji statutowych przez jedną osobę, pomimo, że zostały one przydzielone na liczbę wszystkich pracowników, można traktować jako wyłudzenie środków budżetowych, które nie trafiają do uprawnionych osób (pracowników).
                  • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 17.08.13, 21:07
                    Przepraszam, ale jakie oskarżenia ? o jakich nieuczciwościach mowa ??? nic takiego nie zostało napisane (patrz komentarz pierwszy dzisiaj), była wyłącznie mowa o małym success rate aplikowania do konkursów, czyli statystycznie małych szansach na zostanie beneficjentem, nic więcej.
                        • dala.tata Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 18.08.13, 01:04
                          taaaaa. wszyscy wiemy doskonale....

                          cpx35 napisał(a):

                          > Wszyscy wiemy doskonale, jak niski jest odsetek zakwalifikowanych do finansowan
                          > ia wniosków NCN i wyniki to z różnych powodów, często formalnych, merytorycznyc
                          > h, etc. Osobiście mam do NCN-u duży szacunek jako instytucji.
                            • dala.tata Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 18.08.13, 11:11
                              Nie, nie wystarczy. zeby miec jakiekolwiek zdanie na temat tgo , kto dostaje granty, trzeba 'sprawdzic' caly proces recenzyjny. a jak sie tego nie robi, to trzeba przestac pierdoly gadac.

                              Jako ecenzent NCN napisalem uczciwa i rzetelna recenzje. Z tego, co wiem, wniosek przepadl i bardzo dobrze. Bez zadnych watpliwosci nCN ma wiele problemow. Ale mowienie o jakichkowliek systemowych nieuczciwosciach bez konkretnych dowodow jest swinstwen.

                              cpx35 napisał(a):

                              > Wystarczy sprawdzić wyniki ostatnich konkursów....
                              • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 18.08.13, 11:19
                                Więc powtórzę uparcie po raz kolejny - nie mam nic do NCN ! i uważam, że to jedyna z nielicznych instytucji związanych z nauką, która ma jasne zasady, a finansowania badań podstawowych odbywa się w NCN na zdrowych zasadach konkurencji naukowców posiadających istotny dorobek. Dyskusja dotyczy wyłącznie rozdziału dotacji statutowych na poziomie jednostki i wydziału, czyli dowolnego dysponowania kasą z pieniędzy podatnika przez kierowników, którzy nie muszą nic robić, ponieważ dzięki grantom NCN pracowników jednostka ma dotacje na działalność statutową. W moim otoczeniu żaden kierownik od lat nie złożył wniosku do NCN.
                                • dala.tata Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 18.08.13, 11:29
                                  rozumiemzatem, ze wycofujesz sie ze swoich niewczesnych stwierden o tym, kto dostaje granty.

                                  co do tego, czy kierownicy skladaja granty, czy nie. znam wielu kierownikow, ktorzy nie skladaja grantow, bo ich rola jest ulatwianie skladania grantow przez ich pracownikow. I to jest bardzo wazna rola. i zamiast pyszczyc na ten temat, sprobuj sie zastanowic nad tym, czym jest zarzadzanie nauka. To bardzo wazna i w polsce niedoceniana rola na uczelniach.

                                  Zupelnie nie twierdze przy tym, ze wszyscy kierownicy sa dobrymi menedzerami. powiedzialbym, ze to niezwykle malo prawodopodobne. jednak tacy sa. i faktu nieskladania grantow nic nie wynika.

                                  Ja rozumiem, ze to niezwykle rewolucyjne stwierdzenie, ze kierownik jest od tego, zeby kierowac. i z tego nalezy kierownika rozliczac. a nie z tego, co nalezy do jego ppodwladynych.
                                  • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 18.08.13, 11:38
                                    Stare polskie przysłowie nadal aktualne - głodny pracownik sponsorujący polską naukę nie zrozumie sytego kierownika, siedzącego w fotelu, mającego dorobek dzięki publikacjom podwładnych i doktorantów oraz zgarniającego 100% kasy na utrzymanie działalności statutowej dla siebie. To tak ma wyglądać polska nauka ??? czy tak samo jest na zachodzie Europy ? Heads of Departments w Niemczech, Danii, Szwecji, US zajmują się wyłącznie research management i żerują na pracy podwładnych ponieważ tytuł i stanowisko ich do tego upoważnia ? Szok...
    • sendivigius Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 11:55
      kramka1 napisała:

      > Tylko ja się pytam, dlaczego mam uprawiać naukę z afiliacją mojego pracodawcy z
      > a własne pieniądze?... Lekarz do pracy nie przychodzie z własną strzykawką, kierowca MPK nie kupuje sobie benzyny do baku... Więc czemu nasz zawód jest tak "uprzywilejowany",
      > że opiera się na autosponsorowaniu przez pracowników?


      Uprzejmie odpowiadam. Otoz nie ma takiej krowy ktorej rosnie tylko szyneczka, rosna jej tez rogi i flaki.

      Uklad jest nastepujacy. Kierowca MPK przychodzi do pracy i dostaje za to pieniadze. Naukowiec w POlsce do pracy nie przychodzi, bo w tym czasie robi lewizne na drugim lub trzecim etacie, prowadzi swoja firme, wystepuje w telewizji w roli wszystkowiedzacego eksperta etc, etc. Wiec te pieniadze ktore dostaje nie sa za jego prace bo takiej nie wykonuje ale na to aby utrzymac swoj status naukowca poprzez wydawanie ich na to co wymienilas i dzieki temu móc zarabiac gdzie indziej.

      A to ze taki uklad dziala w przypadku prawnikow i ekonomistow a nie dziala dla chemikow i elektrykow powoduje ze mamy wybitnych* prawnikow i ekonomistow ale zaden wybitny chemik mi nie przychodzi do glowy.

      c.b.d.o.

      *) zdaniem telewizji, prasy, i innych przekaziorow; zreszta sam stan ekonomii i prawa o tym swiadczy
      • adept44_ltd Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 12:11
        sendivigius napisał:


        > Uklad jest nastepujacy. Kierowca MPK przychodzi do pracy i dostaje za to pienia
        > dze. Naukowiec w POlsce do pracy nie przychodzi, bo w tym czasie robi lewizne n
        > a drugim lub trzecim etacie, prowadzi swoja firme, wystepuje w telewizji w roli
        > wszystkowiedzacego eksperta etc, etc. Wiec te pieniadze ktore dostaje nie sa z
        > a jego prace bo takiej nie wykonuje ale na to aby utrzymac swoj status naukowca
        > poprzez wydawanie ich na to co wymienilas i dzieki temu móc zarabiac gdzie ind
        > ziej.
        >
        > A to ze taki uklad dziala w przypadku prawnikow i ekonomistow a nie dziala dla
        > chemikow i elektrykow powoduje ze mamy wybitnych* prawnikow i ekonomistow ale z
        > aden wybitny chemik mi nie przychodzi do glowy.
        >
        > c.b.d.o.
        >
        > *) zdaniem telewizji, prasy, i innych przekaziorow; zreszta sam stan ekonomii i
        > prawa o tym swiadczy

        he, he..., myślałeś kiedyś o karierze w dziedzinie fikcji beletrystycznej? gdybyś dopracował styl... imaginacje niesie cię sama...
    • ford.ka Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 13:43
      Filologie obce uprawia się w Polsce zasadniczo za własne pieniądze od zawsze - powszechne założenie (niekiedy tak właśnie formułowane w sytuacjach oficjalnych przez najwyższe władze uczelni...) jest takie, że skoro taki naukowiec może dorabiać na uczeniu języka lub przekładach, to powinno mu starczyć na kupowanie książek czy wyjazdy zagraniczne.
      Nikt mu, oczywiście, nie broni starać się pomoc z kraju, który bada, ale to już zależy od szczęścia, bo jedne mają na obcych badaczy środki, a inne każą sobie płacić za możliwość prowadzenia badań na miejscu. Ostatnio jest kryzys, więc zrobiło się gorzej jeśli nie beznadziejnie, choć w niektórych filologiach jest po prostu "z każdym dniem bardziej tak samo".
      Grantów nigdy na to tak naprawdę nie było, a obecna polityka "narodowej humanistyki" wiele w tej kwestii nie zmienia. Kto nie wierzy, niech sprawdzi listy grantowanych. W efekcie mamy nadreprezentację profestytutek (zwłaszcza tam, gdzie naukowiec zajmuje się językiem "sprzedawalnym") i żon przy bogatych mężach, no i durne pojękiwanie scjentystów "skoro piszecie po X, to dlaczego nie publikujecie w kraju X".
      Może do co drugiej konferencji, w jakiej uczestniczyłem, dostałem jakieś dofinansowanie, ale zawsze to jest kawałek (niezależnie od tego czy krajowa czy zagraniczna) - czasem zwrot za opłatę, czasem za bilet, czasem za hotel, ale za całość jeszcze mi się nie zdarzyło. Za resztę płacę z własnych. Konferencje krajowe są relatywnie drogie (400-500PLN wpisowego to standard, w tym zwykle koszt wydania KFC, ale za to w tak renomowanych wydawnictwach jak Cambridge Scholars) i w zasadzie wyłącznie płatne.
      Jak się już przeprowadzi badania i napisze książkę, można liczyć na dofinansowanie do publikacji, ale ostatnio i z tym jest słabo, bronią się jeszcze habilitacje, ale i to się pewnie skończy, jak uciekną studenci.
        • whiteskies Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 16:02
          Jakieś minimum warunków miejsce pracy powinno zapewniać, przynajmniej na start. Miejsce pracy powinno tez zachęcać, trochę kijem (ocena pracownika z konsekwencjami w razie kiepskich wyników) a trochę marchewką (premie, awanse, e.t.c) do wydajniejszej pracy. A szczegóły zależą od miejsca pracy. Twoje, z opisu, wydaje się kiepskie.
          • kramka1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 14:23
            "regularnie kupuję książki - za swoje... więc zasady nie zawsze pozostają niezłamane ;-) "
            Chyba jednak nie. Generalnie książki to inwestycja w samego siebie, uczelnia nie ma z tego bezpośrednich pieniędzy, ale z publikacji ma kasę w postaci dotacji z ministerstwa.
            Wygląda to mniej więcej tak, ze co roku każą nam wpisywać zadania badawcze na kolejny rok, na podstawie listy tych zadań wydział dostaje dotację, ale co mamy z tego my, wykonawcy tych zadań? Pomijam sprawę pensji, bo ironia sytuacji polega na tym, że bez funduszy na badania jest tylko: "czy się stoi, czy się leży..."...., co oczywiście jest głęboko frustrujące i pozbawione sensu.
            • adept44_ltd Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 14:30
              no to wyobraź sobie (wiem, że to trudne), że są dziedziny, w których właśnie tak :), to jest mój warsztat badawczy...nic innego :)))

              I sprostuję dla jasności - wydział nie dostaje kasy na podstawie listy zadań badawczych, tylko dostaje ją za prace już wykonane... i przydziela na te, które będą wykonywane.
    • nullified Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 27.06.13, 18:46
      w znanych mi "nienaukach" (czyli humaniorach) tak jest od zawsze (czyli "naukę synku to się robi za swoje w czasie wolnym od poważnych zajęć") - rzecz jasna, jak w każdym stadku są i ci równiejsi co to na drobne i więcej niż drobne beneficja liczyć mogą.

      --
      i nie, ja się tam nie domagam "wielkich pieniędzy", "grantów dla każdego" etc. Mnie w zasadzie wystarcza, o ile jem tak mało jak z przyzwyczajenia, humaniści są z reguły dość tani, do tego nawykli często do mizerii, więc jesli nie przeszli przez jakąś "szkołę sukcesu" to się nie domagają za głośno. Taki fizyk, chemik czy lekarz to ma rzeczywiście spore potrzeby bo sobie laba nie zbuduje z kartonu czy nie zmodernizuje ze "środków własnych".
    • ewa_65 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 28.06.13, 23:42
      muszę zaprotestować w imieniu lekarzy.
      Stetoskop muszę kupić sama, również - jak chcę mieć a żadna firma mi nie zasponsoruje (sponsorują już nielicznym) - lampę Klara i inne utensylia, które są bardzo drogie, sprzęt medyczny ma odjechane ceny. Nie mówię już o większym sprzęcie typu ekg czy USG, choć kontraktowcy czasem to kupują. Sama też muszę sobie opłacić coroczne ubezpieczenia, kartę do podpisu elektronicznego i kilka innych rzeczy, np jednorazowy zestaw reanimacyjny, gdyż ustawa obliguje mnie do udzielania pomocy np. na ulicy a nie chcę "dmuchać" ustami ;). Więc proszę nie pisać, że lekarz sam sobie strzykawki nie kupi.

      Jeżeli chodzi o pracę naukową - książki mi kupują. Papier i tusz do drukarki. I w zasadzie już nic wiecej :( . Sprzęt diagnostyczny, jaki mam, jest z grantów. Wszelkie wyjazdy są tylko z grantów. Kto nie ma - nie jeździ.
      • adept44_ltd Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 28.06.13, 23:44
        ewa_65 napisała:

        > muszę zaprotestować w imieniu lekarzy.
        > Stetoskop muszę kupić sama, również - jak chcę mieć a żadna firma mi nie zaspon
        > soruje (sponsorują już nielicznym) - lampę Klara i inne utensylia, które są bar
        > dzo drogie, sprzęt medyczny ma odjechane ceny. Nie mówię już o większym sprzęci
        > e typu ekg czy USG, choć kontraktowcy czasem to kupują. Sama też muszę sobie op
        > łacić coroczne ubezpieczenia, kartę do podpisu elektronicznego i kilka innych r
        > zeczy, np jednorazowy zestaw reanimacyjny, gdyż ustawa obliguje mnie do udziela
        > nia pomocy np. na ulicy a nie chcę "dmuchać" ustami ;). Więc proszę nie pisać,
        > że lekarz sam sobie strzykawki nie kupi.
        >
        > Jeżeli chodzi o pracę naukową - książki mi kupują. Papier i tusz do drukarki. I
        > w zasadzie już nic wiecej :( . Sprzęt diagnostyczny, jaki mam, jest z grantów.
        > Wszelkie wyjazdy są tylko z grantów. Kto nie ma - nie jeździ.

        fakt, dentysta też sobie musi kupić plombę, tylko kto za to płaci??? hę??? :)))
      • chilly Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 29.06.13, 08:33
        Zauważę tez smętnie, że są dziedziny bardziej i mniej grantodajne. Jedni dostają je łatwiej i liczą w setkach tysięcy/milionach, inni z mozołem starają się wyrwać kilkanaście tysięcy. Bo tak ustaliło sobie ministerstwo (cedując czasami swe uprawnienia na inne podmioty). Przy czym trafność ministerialnych prognoz - jak pokazuje przykład kierunków zamawianych - jest nader wątpliwa. Ostatnio, w Superstacji, Pani Ministra znów namawiała do studiowania biotechnologii. Może by tak posłuchać relacji absolwentów na temat ich losów zawodowych? No, chyba że przygotowujemy kadry do pracy w cywilizacji...
        • sendivigius Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 29.06.13, 09:40
          chilly napisał:

          > Zauważę tez smętnie, że są dziedziny bardziej i mniej grantodajne. Jedni dostaj
          > ą je łatwiej i liczą w setkach tysięcy/milionach, inni z mozołem starają się wy
          > rwać kilkanaście tysięcy.


          Te bardziej grantodajne sa tez bardziej grantojadalne, wiec wzglednie patrzac glod wsrod nic panuje wiekszy.
        • ewa_65 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 17:38
          to chyba do mnie? Wszędzie. A co mojego pracodawcę (etatodawcę bądź kontraktodawcę) obchodzi, czy ja mam stetoskop??? Mogę do pacjenta przecież szklankę albo ucho przyłożyć. Nie, taką drobnicę a nawet coraz częściej fartuchy czy ubranka kupujemy sobie sami i sami serwisujemy.
          A poza tym nie mylmy pracy medycznej z naukową, to są światy, które wprawdzie się przenikają, ale nie do końca. To znaczy z grantu mogę sobie kupić wszystko, a bez grantu to dostaję w przychodni gabinet, dobrze, jak jest kozetka i szpatułki i czasem aparat do ciśnienia. W szpitalu dostaję natomiast kawałek biurka i 1/5 komputera i czasem mogę mieć dostęp do aparatury różnej a czasem nie. Za to nigdy nie jest tak, że mam pomysł badawczy i idę i mówię- to dajcie mi np UKG. Ha ha ha ...
    • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 30.06.13, 23:02
      Temat bardzo istotny, szczególnie w aspekcie wymogów stawianych pracownikom. W ostatnich miesiącach pojawiły w sieci komentarze dotyczące izolacji pracownika od dostępu do dotacji statutowych jednostki przez kierowników, którzy arbitralnie i bez uzasadnienia decydują komu dać środki (czytaj: kto może rozwijać się naukowo, a kogo penalizować). Szersza dyskusja mile widziana.
      • kramka1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 10:23
        Co z tego, ze temat istotny, jak tu dyskutujący, podobnie jak multum pracowników uczelni, zdaje się akceptować taką rzeczywistość. A przecież jest to rozbój w biały dzień. Dlaczego pracownik, poganiany batem oceny okresowej i ewentualnym zwolnieniem, musi sam siebie dotować? A może nie musiałby, gdyby było powszechne zrozumienie, że obowiązkiem zakładu produkcyjnego, jakim jest uczelnia, z "produkcją" w postaci publikacji i magistrów, jest dostarczenie pracownikowi środków, niezbędnych do tejże "produkcji". Bo to, co mamy w tej chwili, to po prostu naukowa franczyza. Uniwersytet daje nam logo, miejsce na biurko i nędzną pensje, a co do reszty, to tylko na nas spoczywa obowiązek zdobycia środków na "produkcję" wysokopunkowych publikacji i to my ponosimy konsekwencje przy braku takiej produkcji.
        • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 10:40
          Oczywiście, że masz rację kolego/koleżanko. Pamiętam dyskusję, w której ktoś twierdził, że delikwent, któremu grozi rotacja, wyłącznie z powodu faktu, że uczelnia nie stworzyła mu warsztatu pracy lub skutecznie uniemożliwiła prowadzenie działalności badawczej, teoretycznie mógłby udowodnić przy pomocy dobrego prawnika, (być może również w Strasburgu), że narzucone obowiązki były niemożliwe do spełnienia. Oczywiście, musiałby udowodnić, że np. nie dostał złotówki od szefa ze statutowych przez cały czas zatrudnienia, co było właściwie mobbingiem, starał się o finansowanie z grantów (składane wnioski), itp. To byłby precedens. Obecnie raczej trudne do realizacji, ale kto wie, czy za kilka lat nie zmieni się prawo w tej materii. Sądzę, że obecnie bardzo ważna jest kwestia dowolności w decyzjach finansowych kierowników, którzy jednym dają wszystko, a innym nic. Zaskakujące jest, że do tej pory nikt nie zwrócił uwagi ten problem. To wymaga jednak zmian legislacyjnych.
          • kramka1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 10:54
            Wolność kierowników katedr w wydawaniu pieniędzy z DS jest nieograniczona, przynajmniej na moim wydziale. I co gorsza, nie widać starań, by to zmienić. Być może przy obecnym prawie nie byłoby to łatwe, ale czasem wystarczyłaby inna atmosfera wokół finansów katedr. Tymczasem teraz jest tak, ze w jednych katedrach szef wydaje pieniądze tak, jak mu w duszy gra (np. na wypasiony komputer radykalnie ponad potrzeby swojej pracy), a w innych kierownik dzieli fundusze na pracowników wg klucza: ile procentowo zarobiłeś (publikacjami) dla katedry, tyle możesz wydać z DS-u. Oczywiste jest i to, ze przy "widzimisiowej" polityce pracownicy niepreferowani przez szefa nie dostają ani złotówki, co jest przejawem jawnej dyskryminacji.
            • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 11:06
              Masz 100% racji. W rozmowie z kolegami z innych uczelni, to najważniejszy obecnie problem w systemie szkół wyższych, który musi być zmieniony z zakresie prawnym. Wszyscy mówią, że powinno stworzyć się natychmiast inicjatywę na wzór Obywateli Nauki i po prostu wystosować wniosek o zmianę prawa. Powód tej właściwie patologicznej sytuacji jest banalny - permanentny brak środków na finansowanie nauki, ministerstwo daje podstawową pulę. Głównym problemem jest pozostawienie tych środków do arbitralnej decyzji kierowników, bez jakiejkolwiek kontroli na co one są wydawane.
              • charioteer1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 11:20
                cpx35 napisał(a):

                > Wszyscy mówią, że powinno stworzyć się natychmiast inicjatywę na wzór Obywa
                > teli Nauki i po prostu wystosować wniosek o zmianę prawa.

                Ogolnokrajowy zwiazek zawodowy pracownikow nauki. Jedynie zwiazek zawodowy moze zatrudnic prawnikow, ktorzy dokonaja analizy obowiazujacych aktow prawnych i zaproponuja odpowiednie zmiany legislacyjne.


                > Głównym problemem jest pozostawienie t
                > ych środków do arbitralnej decyzji kierowników, bez jakiejkolwiek kontroli na c
                > o one są wydawane.

                To nie jest jedyny problem. Oprocz statutowki teraz dochodzi jeszcze dodatek uznaniowy podwyzki plac. Oprocz tego cale mnostwo roznych uregulowan, ktore w praktyce pozostawiaja mozliwosc awansu w gestii przelozonych. Na przyklad, awans na prof tytularnego wymaga wypromowania trzech doktorow. W jaki sposob ma to zrobic pracownik, ktoremu nie powierza sie opieki nad doktorantami? Ocena okresowa zazwyczaj zawiera podobne mozliwosci.
                    • dala.tata Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 19:11
                      Mie, niezakladam. Jednak troche mysle, ze jesli profesor jest warty bycia promotorem, znajda sie i doktoranci. Podobnie z magistrantami. No przeciez, jesli beda chetni, to instytut nie powie, ze nie moga, co?

                      Ja zreszta nie wyobrazam sobie promowania osoby, ktora nie ma ochoty u mnie pisac pracy.

                      charioteer1 napisał:

                      > Dala, nie rozumiem, dlaczego zakladasz, ze sekowani moga byc jedynie doktorzy.
                      >
                      • charioteer1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 21:27
                        dala.tata napisał:

                        > Jednak troche mysle, ze jesli profesor jest warty bycia promo
                        > torem, znajda sie i doktoranci.

                        W teorii tak. W praktyce znam pare osob, ktore od lat, jezeli maja jakichkolwiek doktorantow, to tylko niestacjonarnych, a niekazdego stac na niestacjonarny doktorat, bo motywacji tym studentom raczej trudno odmowic.
                • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 11:38
                  Konkretnie: według znajomych, którzy doskonale znają wykładnię prawa, w tym również prawa europejskiego, należy zacząć od wykazania, że pieniądze z budżetu, które daje MNiSZW nie trafiają do pracowników naukowych lub naukowo-dydaktycznych, pomimo, że zgodnie z przepisami są dotowane WYŁĄCZNIE W OPARCIU O DEKLAROWANĄ LICZBĘ TYCH PRACOWNIKÓW. Co więcej: KAŻDY PRACOWNIK POWINIEN PODPISAĆ OŚWIADCZENIE.

                  Jeżeli ktoś potrzebuję rozporządzenia MNiSZW podającego algorytm jak oblicza się DS dla jednostek, służę pomocą. Wymaga oświadczenia pracowników, na których będą przeznaczone DS !
                  Jak jest obecnie ? Kierownik podaje liczbę wszystkich pracowników o statucie naukowym raz w roku, często służy do tego jego inny podpis, np. dotyczący włączenia do pensum, itp.

                  Zgodnie z opinią prawników - niezgodna z prawem jest sytuacja, gdy jednostka dostaje pieniądze w oparciu o liczbę wszystkich pracowników uprawnionych do korzystania z tych środków, a beneficjentem jest np. jedna osoba. W opinii prawników - to pewna forma wyłudzenia pieniędzy publicznych, niezgodnych z deklaracją we wniosku o finansowanie z DS.

                  Ta niekorzystna dla pracowników sytuacja jest oczywiście bardzo po myśli, dla kierowników, a z drugiej strony jest instrumentem skutecznej eliminacji pracowników. Wszyscy o tym wiedzę i ta patologiczna sytuacja musi się zmienić.
                • ewa_65 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 17:45
                  Co do doktorantów - jak się ich nie powierza, to trzeba ich znaleźć samemu, niestety. Nie przeczę, że moja szefowa ma nadmiar a ja dotychczas jedną w trakcie, ale ... trzeba granty pisać. Jak się ma grant, można zatrudnić pracownika, który w ramach pracy sobie doktorat uskłada. I wszyscy są zadowoleni. Sęk, zeby dostać :)
          • pfg Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 11:22
            cpx35 napisał(a):

            > To wymaga jednak zmian legislacyjnych.

            Wcale nie. To jest, proszę o wybaczenie, typowo polskie podejście: Jest problem, trzeba zmienić prawo. Tymczasem w tym wypadku znacznie ważniejsza (i skuteczniejsza) od zmiany prawa byłaby zmiana obyczaju, uświadomienie kierownikom i innym decydentom, że pewnych rzeczy po prostu robić nie wypada. Także dlatego, że może to się okazać przeciwskuteczne z punktu widzenia pożądanego wyniku naukowego instytucji.

            Co więcej, "młodzi" (do 35 lat) mogą występować o specjalne granty - czy to na poziomie NCN, czy na poziomie grantów dziekańskich. I tu, i tu jest wydzielona osobna pula. Dawne BW zostało zastąpione częścią dotacji statutowej dedykowanej dla "młodych". Uczestniczyłem chwilę temu w pracach komisji, która na naszym wydziale rozdzieliła - przy całkiem znośnym nateżeniu awantur - jakieś 550 tys. PLN. Wnioski typu "chcę pojechać na konferencję do Japonii, bo to fajna konferencja jest" były odrzucane, ale wnioski "chcę pojechać na konferencję <obojetne>, bo mam wyniki, mam zaakceptowaną prezentację, ale nie mam na bilet i opłatę konferencyjną" były akceptowane, podobnie jak wnioski "chcę pojechać do <obojetne>, bo tam w grupie prof. X mogę zrobić pomiary na aparaturze, którą on ma, a my nie mamy".
            • charioteer1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 11:37
              pfg napisał:

              > Wcale nie. To jest, proszę o wybaczenie, typowo polskie podejście: Jest problem
              > , trzeba zmienić prawo.

              Obowiazujace prawo to kodeks pracy, ktory sam w sobie jest kiepski. Ponadto zaden adwokat, a tym bardziej sedzia sadu powszechnego nie zrozumie specyfiki pracy na uniwersytecie. Ich zrozumienie opiera sie na przekonaniu, ze pracownik ma wypelniac polecenia przelozonych, ktorzy decyduja o awansie. O utrudnianiu awansu mozna mowic tylko wtedy, kiedy pracownik spelnia okreslone wymagania, a mimo to nie jest awansowany. Tyle istniejace prawo, a my mowimy o sytuacjach, w ktorych z woli przelozonych pracownik nie jest w stanie spelnic kryteriow wymaganych do awansu, ktore z kolei sa opisane w ustawie i rozporzadzeniu ministra.


              > Tymczasem w tym wypadku znacznie ważniejsza (i skuteczn
              > iejsza) od zmiany prawa byłaby zmiana obyczaju, uświadomienie kierownikom i inn
              > ym decydentom, że pewnych rzeczy po prostu robić nie wypada.

              Jest Kodeks etyki pracownika naukowego i Zespol ds Dobrych Praktyk Akademickich przy ministrze. Czy to cos zmienilo do tej pory w zakresie obyczajow?

              > Także dlatego, że
              > może to się okazać przeciwskuteczne z punktu widzenia pożądanego wyniku naukowe
              > go instytucji.

              Tutaj z kolei mamy ocene parametryczna, ktora do tej pory nie wymusila zrozumienia zwiazku miedzy dobrostanem pracownikow a wynikiem naukowym jednostki, wiec mozna przypuszczac, ze w przewidywalnej przyszlosci tez nie wymusi.
                • charioteer1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 01.07.13, 21:35
                  whiteskies napisał:

                  > Ale, jak uczy doświadczenie z wielokrotnymi zmianami prawa, zmiana prawa bez zm
                  > iany obyczajów tez nie pomoże. Zostaje jednak praca od postaw nad zmianą obycza
                  > jów...

                  To jednak nie do konca tak. Kiedys szef mogl wszystko i byla to tylko kwestia obyczajow, dzisiaj za mobbing i dyskryminacje mozna pozwac do sadu. Kiedys przepisywanie cudzego tekstu bez cudzyslowiu uznawane bylo za cos, czego nie wypada robic, dzisiaj mozna za to z pracy wyleciec.
              • sendivigius Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 09:06
                charioteer1 napisał:

                Tyle istniejace prawo, a my mowimy o sytuacjach, w kto
                > rych z woli przelozonych pracownik nie jest w stanie spelnic kryteriow wymagany
                > ch do awansu, ktore z kolei sa opisane w ustawie i rozporzadzeniu ministra.


                A czy nie beda tu mialy zastosowania przepisy o mobbingu ?

                Ale tak BTW, jak czesto juz odpowiadalem, srodowisko akademickie niech sie lepiej nie wychyla z brudami, bo jak zaczna prać, to mogą chcieć prać juz wszystko i niejeden zostanie bez ostatniej koszuli co mu w praniu sie rozpadla.
                  • sendivigius Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 10:18
                    cpx35 napisał(a):

                    Nie można pozwolić na sytuację, w której patologie stają się normą.


                    Otóż nie "stają się" ale "stały się" i tu już dawno. Tworza one fundament systemu i jego modus operandi. Jak widac nie tylko "pozwolic mozna" ale wielu dobrze z tego zyje i bedzie bronilo obecnego systemu jak Kordecki Częstochowy.

                    Zmiana to operacja podobna do rozdzielenia blizniakow syjamskich. Punkt pierwszy to narkoza, punkt drugi to skalpel w reke i tniemy. Ale tak naprawde poczatkiem jest zgoda rodzicow (=podatnikow) na operacje, tego nie ma wiec nie da sie zaczac.
                    • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 10:28
                      Wszystko zależy od dobrej woli decydentów. Ktoś tworzy przepisy, ktoś może je zmienić i w dostosować do obecnie obowiązujących. Skoro od pracownika-podwładnego wymaga się uzyskiwania funduszy z grantów, to dlaczego ta sama zasada nie dotyczy kierowników ?
                • charioteer1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 10:23
                  sendivigius napisał:

                  > charioteer1 napisał:
                  >
                  > Tyle istniejace prawo, a my mowimy o sytuacjach, w kto
                  > > rych z woli przelozonych pracownik nie jest w stanie spelnic kryteriow wy
                  > magany
                  > > ch do awansu, ktore z kolei sa opisane w ustawie i rozporzadzeniu ministr
                  > a.

                  >
                  > A czy nie beda tu mialy zastosowania przepisy o mobbingu ?

                  Prawna definicja mobbingu brzmi tak:

                  Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skiero-wane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmie-szenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpra-cowników.

                  Nie da sie tego podciagnac pod mobbing, poniewaz wszystkie wymienione przeslanki musza byc spelnione lacznie, a zaden sedzia nie pojdzie na to, ze ktos jest nekany, bo pracodawca nie daje mu pieniedzy na wyjazdy konferencyjne. Pracodawca wedlug polskiego prawa w ogole nie ma obowiazku zapewnic pracownikowi warsztatu pracy.

                  Na pewno da sie to podciagnac pod przepisy dotyczace dyskryminacji w zatrudnieniu, ale problem polega na tym, ze w kodeksie pracy jest cala masa przaepisow blankietowych, ktore stwierdzaja, ze pracownik ma prawo do podnoszenia kwalifikacji (za zgoda pracodawcy), a pracodawca ma obowiazek mu to umozliwic, ale kodeks nie daje zadnych mozliwosci wyegzekwowania tych praw. Po prostu poza akademia sa to rzeczy na tyle nieistotne, ze nikt sie tym nie przejmuje. Jak szef nie wysle inzyniera na szkolenie, to inzynierowi nic sie nie stanie, z roboty nie wyleci za to, ze sie nie rozwija, najwyzej nie awansuje. Tutaj widze role dla zwiazkow zawodowych, ktore by sie domagaly przestrzegania kodeksowych praw i nalegaly na taka zmiane prawa, by te gwarancje kodeksowe nie pozostawaly jedynie na papierze.


                  > Ale tak BTW, jak czesto juz odpowiadalem, srodowisko akademickie niech sie lepi
                  > ej nie wychyla z brudami, bo jak zaczna prać, to mogą chcieć prać juz wszystko
                  > i niejeden zostanie bez ostatniej koszuli co mu w praniu sie rozpadla.

                  Czyli godzimy sie na to, zeby wszy nas dalej gryzly.
                  • kramka1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 10:33
                    Według mnie sytuacja, wedle której jeden pracownik dostaje od szefa pieniądze na działalność a drugi nie, to zwykła dyskryminacja. Kiedyś się przymierzałam do takiego procesu z różnych powodów, ale problem udowodnienia dyskryminacji przed sądem jest dwojakiej natury. Doświadczeni prawnicy uczulili mnie na fakt, ze o ile mobbing jest dość dobrze znany, to dyskryminacja jest zjawiskiem nowym czy też rzadko spotykanym w sądach i stąd niekoniecznie mogę być pewna wygranej w mojej wydawałoby się oczywistej sprawie. Po drugie, do takiego procesu potrzeba adwokata znającego się na tym temacie, a takich w moim mieście nie ma. Rada była prosta i niewykonalna zarazem: poradzono mi wynajęcie adwokata z dalekiej W-wy, na co oczywiście nie było mnie stać. Więc zamiast bujać się w sądach po prostu zmieniłam pracę.
                    • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 10:50
                      Nie mówimy o radykalnych rozwiązaniach (chociaż być może były by skuteczne), ale o stopniowej ewolucji polskich przepisów dotyczących dystrybucji środków budżetowych na naukę. Czy kiedykolwiek dojdziemy do etapu standardów światowych w tej materii ?
                    • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 11:34
                      Dodając do wątku: Pani rozwiązała tą sytuację wybierając najłatwiejsze rozwiązanie. Jednak tysiące pracowników ma bardzo podobne problemy i jedyną rozsądną opcją jest zmiana przepisów, która powinna być poparta przez środowisko. Tylko oficjalna droga przyniesie skutek, np. poprzez sygnalizowanie problemy również poprzez wysłanie petycji do Ministerstwa Nauki, z nadzieją, że za kilka lat coś się zmieni. Tym bardziej, że obecnie rozdzielanie DS jest poza kontrolą, a środki są de facto w pewien "wyciągane" z ministerstwa podając liczbę pracowników, w sytuacji, gdy korzysta np. tylko jedna osoba. To jest niezgodne z prawem.
                        • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 17:41
                          Oczywiście, że masz rację. Wszyscy powinni być świadomi jak przydzielane są środki na DS i komu się należą, a należą się wszystkim w jednostce o statucie pracownika naukowego lub naukowo-dydaktycznego.

                          Zagadka - zastanowiliście się, skąd kierownicy mają oświadczenia, podpisy do wniosku o dotacje statutowe na kolejny rok ?
                    • charioteer1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 11:43
                      kramka1 napisała:

                      > do takiego procesu potrze
                      > ba adwokata znającego się na tym temacie, a takich w moim mieście nie ma. Rada
                      > była prosta i niewykonalna zarazem: poradzono mi wynajęcie adwokata z dalekiej
                      > W-wy, na co oczywiście nie było mnie stać.

                      Prawnik z W-wy prawdopodobnie powiedzialby ci mniej wiecej to samo, ale inaczej ubierajac w slowa. Sprawa jest nie do wygrania w pierwszej instancji, poniewaz wymaga zarowno od adwokata jak i od sedziego bardzo dobrej znajomosci nie tylko prawa pracy, ale rowniez prawa o szkolnictwie wyzszym i odrebnych uregulowan dotyczacych stopni naukowych. Jezeli sama nie jestes oblatana w przepisach na tyle, zeby samodzielnie skonstruowac pismo procesowe, a prawnika poprosic tylko o sprawdzenie, to koszty pomocy prawnej moga wyjsc astronomiczne.
                      • kramka1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 13:07
                        Mój przypadek obejmował różne formy dyskryminacji, no takie po prostu, jakie mogą wynikać z sytuacji, gdy nowemu szefowi nie po drodze z pracownikiem. Czyli nie tylko chodziłoby tu o wyższą znajomość przepisów uczelnianych. Ale to tylko tak a propos.

                        Natomiast stwierdzenie poprzedniczki, że wybrałam łatwiejszą drogę, jest bardzo ryzykowne. W naszej uczelnianej rzeczywistości była to bardzo kosztowna droga i nie jestem wcale pewna, czy cena tego wyboru nie była za wysoka jak za jedyny uzyskany efekt, czyli święty spokój.
                        • charioteer1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 13:36
                          Zazwyczaj jest cos wiecej, a przepisy kodeksowe sa zle skonstruowane. Zeby wygrac sprawe z przepisow o mobbing i dyskryminacje potrzebny jest dobry prawnik specjalizujacy sie w prawie pracy. Najglosniejsze sprawy o mobbing, np. w Biedronce, zostaly wygrane dlatego, ze wlasnie bylo co innego, a nie z powodow, ktore przedstawiala prasa. Jezeli pracodawca nie leje pracownika na odlew w morde przy swiadkach, bez dobrego prawnika sprawa jest nie do ugryzienia, a kancelarie adwokackie wyrabiaja sobie marke na jednej wygranej sprawie przeciwko duzemu pracodawcy.
                            • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 17:54
                              A teraz najważniejsze - podstawa prawna - rozporządzenie MNiSZW z dnia 12 kwietnia 2012 roku:

                              Rozdział 2
                              I. Dotacja na utrzymanie potencjału badawczego
                              Przy przyznawaniu środków finansowych na utrzymanie potencjału badawczego uwzględnia się ocenę wniosku sporządzoną przez zespół oraz następujące kryteria:

                              1. liczbę osób, w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy, zatrudnionych w jednostce naukowej przy prowadzeniu badań naukowych lub prac rozwojowych na podstawie stosunku pracy, dla których jednostka ta jest podstawowym miejscem pracy, wskazanym w pisemnym oświadczeniu pracownika złożonym pracodawcy (dotyczy: prof. zw., prof. nadzw., prof. wizytujących, adiunktów i asystentów oraz pracowników naukowo-technicznych i inżynieryjno-technicznych zatrudnionych w celu wykonywania prac pomocniczych w badaniach naukowych oraz pracach usługowo-badawczych). Oświadczenie o zgodzie na zaliczeniu do tej liczby składane jest przez pracowników corocznie. Stan zatrudnienia w jednostce podaje się na dzień składania wniosku.

                              Zwróciliście uwagę na kluczowe słowa:

                              PISEMNYM OŚWIADCZENIU PRACOWNIKA ZŁOŻONYM PRACODAWCY !

                              Jak myślicie - co się wykorzystuje jako oświadczenie pracowników ? Chyba znacie odpowiedź...
                              • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 08:45
                                Precyzując źródło informacji o algorytmie dla dotacji statutowych jednostek, czyli jak Ministerstwo rozdziela środki budżetowe na naukę i dlaczego zależy to od liczby pracowników, którym należą się te dotacje:

                                Dziennik Ustaw RP, Poz. 532, 17 maja 2012, Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 27 kwietnia 2012 roku.

                                Strona 14, Załącznik 2:

                                Si – nominalny poziom odniesienia dotacji bazowej dla i-tej jednostki naukowej w danym roku, obliczony wg wzoru:

                                gdzie:
                                qi – współczynnik przypisany kategorii i-tej jednostki naukowej,
                                l – liczba dziedzin,
                                kj – współczynnik kosztochłonności badań dla j-tej dziedziny, ogłaszany w formie komunikatu w Biuletynie Informacji Publicznej na stronie podmiotowej Ministra,
                                Nji – liczba osób w i-tej jednostce naukowej w j-tej dziedzinie naukowej, w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy, zatrudnionych w jednostce naukowej przy prowadzeniu badań naukowych lub prac rozwojowych na podstawie stosunku pracy, ustalona na podstawie corocznie składanych przez pracowników pisemnych oświadczeń o wyrażeniu zgody na zaliczenie do tej liczby.

                                Proszę zwrócić uwagę na ostatni akapit:

                                LICZBA OSÓB W JEDNOSTCE NAUKOWEJ oraz COROCZNIE SKŁADANYCH PISEMNYCH OŚWIADCZEŃ
                        • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 17:38
                          Nie było moją intencją sugerowanie, że wybrałaś łatwiejszą drogę, wręcz przeciwnie. Na pewno decyzja była przemyślana.

                          Wracając do sedna problemu - szanowni koledzy i koleżanki - czy zastanowiliście się w jakim absurdalnym systemie żyjemy ? W jakim cywilizowanym kraju dopuszczalne jest, aby jednostki akademickie otrzymywały środki finansowe od państwa (czyli podatników) w zależności od liczby pracowników naukowych (wzór - algorytm w rozporządzeniu ministerstwa), a całą kasą dysponowały wyłącznie wybrane osoby ??? wyobrażacie sobie coś podobnego w Niemczech, Szwecji, UK itp. ? Co to za system, gdzie zgarnia się całą kasę, podając niezgodnie z prawdą, że będzie ona rozdzielona na wszystkich ? co to za system, gdzie w sprawozdaniach z DS pisze się różne dziwne rzeczy, aby tylko dobrze wyglądały ?
                          • chilly Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 02.07.13, 23:28
                            W tym cywilizowanym kraju uczelnie toną w długach. Ratują się, obcinając pracownikom różnego rodzaju dodatki do pensji, w zamian zwiększając liczbę obowiązków. A ostatnio - uchwałami senatów - tnąc nawet fundusz socjalny (i tak żałośnie mały). Adios dofinansowania do wczasów, "karpiowe", pożyczki na remont mieszkania i inne frykasy...
                            • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 08:51
                              Więc dlaczego tak jest ? Dlaczego tysiące pracowników nie może wykonywać swojej pracy ? Dlaczego tysiące pracowników ma zastanawiać się jak realizować obowiązki akademickie pomimo zerowego poziomu finansowania ? Dlaczego wymaga się od nich rzeczy niemożliwych do spełnienia ?
                              Pamiętam taką scenę z rady wydziału z rozmowy w kuluarach, gdy jeden z kierowników śmiejąc się powiedział: "zrobię wszystko aby (delikwenka) nie dostała nawet złotówki na swoje badania z moich (!) dotacji statutowych, którymi dysponuję". Czy to nie jest patologia do potęgi n-tej ?
                                • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 10:46
                                  Nie jestem bezkrytyczną jednostką, uwierz mi. Częściowo rozumiem ten mechanizm bez jakiejkolwiek kontroli i rozumiem kierowników. Daje im to nieograniczone pole manewru. Jednak nie mogę się zgodzić z sytuacją, gdy widzę, że koleżanka, która ciągnie w górę cały wydział, wydaje 3/4 wynagrodzenia na odczynniki i nikt jej nie pomaga. A w tym samym czasie prawie ogromne pieniądze z DS wydawane są na tłumaczenia publikacji przez tych co dysponują środkami, włączając sytuację, która ona opisywała (a sądzę, że mówiła prawdę), gdy na koniec okresu rozliczeniowego z DS do kierownika tłumacz dostał kilkanaście tysięcy, tylko dlatego, że należało wydać pieniądze. Szok, szok to mało powiedziane...
                                  • whiteskies Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 12:13
                                    Nigdzie nie napisałem ze żadna kontrola nie jest potrzebna Ale patrząc z praktycznej strony nie wydaje mi się, żeby na poziomie ogólnokrajowym da się stworzyć prawo które regulowałoby rozdział pieniędzy z DS i BW na poziomie Zakładu i które byłoby satysfakcjonujące nie dla konkretnej wąskiej grupy/dziedziny ....
                                    Tu naprawdę potrzebne są zasady/obyczaje na poziomie Wydziału, Instytutów, zakładów, może w jakimś stopniu sformalizowane na poziomie Regulaminu Wydziału.
                          • whiteskies Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 10:26
                            > W jakim cywilizowanym kraju dopuszc
                            > zalne jest, aby jednostki akademickie otrzymywały środki finansowe od państwa (
                            > czyli podatników) w zależności od liczby pracowników naukowych (wzór - algorytm
                            > w rozporządzeniu ministerstwa), a całą kasą dysponowały wyłącznie wybrane oso
                            > by ???

                            W wielu krajach tak jest. To jest dotacja podstawowa, która zależy m.in. od liczby osób.

                            Poza tym, przynajmniej u nas, zasady rozdziału przygotowuje komisja budżetowa a zatwierdza rada wydziału. Kierownicy zakładów już tylko rozdysponowuje dotacje. Kierownicy których wybierają pracownicy....

                            > wyobrażacie sobie coś podobnego w Niemczech, Szwecji, UK itp
                            Tak

                            > Co to za
                            > system, gdzie zgarnia się całą kasę, podając niezgodnie z prawdą, że będzie on
                            > a rozdzielona na wszystkich ? co to za system, gdzie w sprawozdaniach z DS pisz
                            > e się różne dziwne rzeczy, aby tylko dobrze wyglądały ?

                            Z tym się zgadzam. Problem jednak polega na tym że społeczność akademicka każdej jednostki ma w reku wszystkie mechanizmy żeby to zmienić, a że jest wiele miejsc gdzie taka patologie się toleruje a nawet pielęgnuje jest tylko i wyłącznie sprawą niezgodnego z prawem i zasadami obyczaju.
                            To dotyczy zresztą nie tylko społeczności akademickiej, ale np. spółdzielni mieszkaniowych, władz lokalnych a nawet parafii...
                                • kramka1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 12:12
                                  U nas nie ma mowy o wyborach w katedrze (piszesz o zakładach, to ma jakieś znaczenie-katedra czy zakład?). Nie wiem, jakie są zapisy nowej ustawy, a stara praktyka była taka, ze to dziekan mianował szefa katedry, kandydatem był habilitowany pracownik katedry i w sytuacjach, gdy stary szef odszedł, a typowany na nowego nie miał jeszcze habilitacji, miesiącami albo i latami trwał okres "interregnum" z jakimś p.o. kierownika katedry, zamiast ogłoszenia konkursu i szukania kandydata z zewnątrz. Nie musze tłumaczyć, że taki chów wsobny nie jest korzystny dla poziomu jednostki...
                              • kramka1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 10:59
                                cpx35 napisał(a):
                                >Nikt nie mówi o finansowaniu fanaberii w postaci konferencji, etc, >

                                Skąd takie dość częste przekonanie, że konferencje to fanaberia? Bardzo cenię konferencje jako źródło wiedzy, co, kto i gdzie robi. Pozwala mi to umieścić moje tematy na mapie tematów głównych i niszowych oraz na konfrontację stanu wiedzy innych naukowców z mojej branży. Nie mówię rzecz jasna o konferencji w Pipidówce Dolnej, lecz o ważnej konferencji ogólnopolskiej lub zagranicznej. Nie widzę żadnego powodu, by mój pracodawca, czyli uczelnia, nie miał finansować mojego udziały w takiej imprezie. Nie dość, że jest to bezpośrednio lub pośrednio ważne dla moich badań, to na dodatek jest to okazja do lansowania logo mojej uczelni na forum zewnętrznym.

                                • cpx35 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 11:05
                                  Przepraszam, rzeczywiście to nieodpowiednie słowo. Masz rację w kwestii konferencji, ale gdyby była mowa o m.in. konferencjach, od razu pojawił by się głos, że to luksus w polskich warunkach. Z punktu widzenia drastycznei małych nakładów, tak jest naprawdę. Dlatego jest mowa głównie o finansowaniu z DS 'poważnych' rzeczy typu małe projekty własne i publikacjach zagranicznych na podstawie tychże. Jasne, że z DS nikt nie kupi dobrego sprzętu (żadnego sprzętu?), ale przynajmniej są to środki jak mówi definicja na podstawową działalność, np. jakieś nie-kosmicznie-drogie odczynniki, itp.
                                  • kramka1 Re: Uprawianie nauki za własne pieniądze 03.07.13, 11:49
                                    "Masz rację w kwestii konferencji, ale gdyby była mowa o m.in. konferencjach, od razu pojawił by się głos, że to luksus w polskich warunkach. Z punktu widzenia drastycznei małych nakładów, tak jest naprawdę."

                                    Nie, to nie jest luksus. To jest PR, albo reklama, jak kto woli. Jeżeli amerykański portal anonsujący różne istotne publikacje notkę o moim artykule zaczyna słowami: "Naukowcy z uniwersytetu w X zbadali...", to jest to po równi chwała dla mnie jak i dla mojej uczelni X, o której może nie wszyscy słyszeli w USA (a to akurat jest więcej niż pewne). Podobnie, gdy jadę na ważną konferencję do W-wy lub Paryża, nie każdy wie, ze tematem Y zajmuje się ktoś z uczelni X. A jak cos ciekawego mam do "sprzedania", to sprzedaję nie tylko logo "Kramka" ale i "Uniwersytet X". W zwykłym biznesie marka odgrywa ogromna rolę i tak samo powinno być w nauce.
    • adept44_ltd jedna mała uwaga... 03.07.13, 15:26
      to nie jest tak, że algorytm jest ilościowy tylko i wyłącznie (czyli - im więcej pracowników, tym więcej kasy), dotacja jest wyliczana (i będzie tak w coraz większym stopniu) w związku z osiągnięciami jednostki... i wypadałoby, by podobnie była rozdzielana w jednostce - w związku z osiągnięciami pracownika.
      • cpx35 Re: jedna mała uwaga... 03.07.13, 16:49
        Zgadzam się i odpowiadam - jak w poprzednim wpisie - znajoma jest głównym motorem dorobku dla jednostki, pisze doskonałe publikacje, monografie, to ona mnoży punkty i pośrednio umożliwia większe dotacje statutowe dla jednostki. I z bezsilności zaciska zęby (i pięści) ponieważ nie dostaje prawie nic od szefa (prosiła i błagała), który śmieje się z jej bezsilności i czeka, aż zabraknie jej możliwości finansowych i da sobie spokój widząc jak bezwzględne warunki panują na uczelni, w prostej drodze prowadząc do eliminacji i zniszczenia pracownika. To jest realny świat, nie fikcyjne przepisy i w taki sposób niszczy się ambitne osoby, które chcą coś wnieść do dorobku naukowego uczelni.
      • chilly Re: jedna mała uwaga... 03.07.13, 20:08
        adept44_ltd napisał:
        > ... dotacja jest wyliczana (...) w związku z osiągnięciami jednostki... i wypadałoby, by podobnie była rozdzielana w jednostce - w związku z osiągnięciami pracownika.
        Jak już pisałem, trzeba by jeszcze zmusić rządzących wydziałami/instytutami, aby pracowników nie oceniano wg algorytmów wewnętrznych (sporządzanych przez szefów, wg ich "osiągnięć" i na ich potrzeby).
        • adept44_ltd Re: jedna mała uwaga... 03.07.13, 21:22
          to jest bardzo proste do zrobienia, ciągle jeszcze spora cześć dotacji idzie z przeniesienia (z dawnych zasad), gdyby całość szła na ludzi uprawiających naukę i mających osiągnięcia, tacy szefowie, o których piszecie zostaliby bez kasy... ale na to nikt nie pozwoli, bo z połowa (jestem optymistą) uczelni zostałaby bez dotacji statutowych... i byłby wrzask...
            • cpx35 Re: jedna mała uwaga... 04.07.13, 00:36
              Więc zróbmy coś, co zmieni system, w którym kierownicy (niektórzy) śmieją, że z faktu, że polskie prawo pozwala na super-dowolność w rozdzielaniu środków bez żadnych konsekwencji. Propozycja - I etap: pisma (email) informujące w merytoryczny sposób o problemie krajowe media, w tym Forum Akademickie, portal Obywatele Nauki, popularne tygodniki i gazety. Statystycznie, ktoś musi być zainteresowany i opublikować taki tekst. Etap II: pismo do Ministerstwa. Ktoś powie, że to nie ma sensu. Owszem ma, pracowników penalizowanych przez zabranie DS są tysiące, więcej osób dowie się o istniejących prawach i zasadach i uświadomi sobie, że tak być nie powinno. Należy podjąć działanie, to forum powinno być początkiem zmian.
          • cpx35 Re: jedna mała uwaga... 04.07.13, 09:12
            No właśnie - czy sytuacja, w której kierownik dostaje wszystko, pomimo, że nie daje znacznego dorobku, a podwładny nie dostaje nic, pomimo, że tworzy dorobek jednostki - nie jest patologią do potęgi n-tej i to utrwaloną od lat przepisami ?
            • vatitenhajk-szelkam 3n 17.08.13, 23:20
              w zeszłym roku weszła zasada 3n
              gdy liczymy publikacje na potrzeby podziału statutowych, każda jednostka może podać 3n publikacji, z czego n to liczba pracowników, a ponieważ zależy nam na zrównoważonym rozwoju, to każdy pracownik może podać nie więcej niż 3 publikacje
              Dość szybko skończyło się dopisywanie przez kierowników, każdy z pracowników ze środków jednostki ma na wyjazdy konferencyjne zagwarantowane (liczone ryczałtowo po 150 przed narzutem na jeden punkt ministerialny) i może pojechać na zagraniczne o ile zmieści się w limicie. Kierownik z tytułu kierownikowania ma na każdego doktoranta pulę 5000 zł na 3 lata studiów doktoranckich, z założenia, aby gdy praca jest gotowa, promotor lub promotor pomocniczy mógł pojechać z doktorantem na jedną konferencję, przedstawić go potencjalnym recenzentom. Reszta pieniędzy ma pochodzić z grantów i wszyscy piszą wnioski jak szaleni. Jest jednak dość niska skuteczność - po prostu jesteśmy mało znaczącą uczelnią i stała śpiewka recenzentów w NCN to niska ocena jednostki - często 0 punktów za tę część mamy. Co przy średnio przeciętnych ocenach za pomysł i konstrukcję badań powoduje, że poziom sukcesu na ilość wysłanych wniosków jest niższy od poziomu konkurencyjnych ośrodków.
              Do tego doktorzy przed habilitacją boją się pisać wniosków. Zauważono dziwną zależność, kilku adiunktów, którzy wygrali granty, otrzymali potem negatywne recenzje w postępowaniach habilitacyjnych. W zasadzie wzbudziło to taki popłoch, że adiunkci wolą sztucznie na kierowników pisanych przez nich projektów proponować swoich kierowników, gdyż wszyscy co do jednego adiunkci, którzy otrzymali grant z NCN (i ostatnie konkursy z MNiSW ale już kończone w NCN), i którzy w międzyczasie rozpoczęli procedurę habilitacyjną, niezależnie od tego czy w nowym czy w starym trybie, otrzymali niepomyślne recenzje i albo zatrzymali postępowania albo gdy dobiegły do końca otrzymali odmowę nadania stopnia.
              Co ciekawe, podobne obserwacje mają znajomi z innych ośrodków, u nich było wręcz namawianie, że poza sonatą adiunkci mają wniosków nie pisać a kto się wyłamał i otrzymał, został bez wsparcia w swoich staraniach awansowych.
              • cpx35 Re: 3n 17.08.13, 23:37
                Interesujący komentarz. W pierwszej części opis prawie modelowego podziału środków statutowych, w drugiej opis patologicznych relacji, być może związanych z beneficjentami grantów NCN. Powiem tak, w naszym przypadku kierownik pisze wszystkie wnioski pod doktorantów, którzy jako jedyni korzystają z dotacji statutowych dla jednostki, pomimo, że nie są uprawnieni. Pracownicy etatowi są nikim, nie mają złotówki ze statutowych i muszą walczyć o granty, które też nie są dobrze widziane na wydziale. To nie patologia, to jakiś surrealistyczno-czarny obraz nauki ...
                • charioteer1 Re: 3n 17.08.13, 23:50
                  Na doktorantow w tej chwili jest osobny fundusz dla naukowcow ponizej 35 roku zycia. Maja swoje pieniadze, ze statutowych nie powinni w ogole korzystac.
                  • trzy.14 Re: 3n 17.08.13, 23:53
                    charioteer1 napisał:

                    > Na doktorantow w tej chwili jest osobny fundusz dla naukowcow ponizej 35 roku z
                    > ycia. Maja swoje pieniadze, ze statutowych nie powinni w ogole korzystac.

                    Ten fundusz nie jest wydzielony ze statutowych?
                • trzy.14 Re: 3n 17.08.13, 23:53
                  cpx35 napisał(a):

                  > Interesujący komentarz. W pierwszej części opis prawie modelowego podziału środ
                  > ków statutowych, w drugiej opis patologicznych relacji, być może związanych z b
                  > eneficjentami grantów NCN. Powiem tak, w naszym przypadku kierownik pisze wszys
                  > tkie wnioski pod doktorantów, którzy jako jedyni korzystają z dotacji statutowy
                  > ch dla jednostki, pomimo, że nie są uprawnieni.

                  Wiele rzeczy mogę sobie wyobrazić, ale tego nie rozumiem. Kierownik też nie korzysta ze statutowych? O ile wiem, obecnie przepisy wymuszają na kierownictwie, by część statutowych została przeznaczona na młodych - W TYM doktorantów, ale to jest część a nie 100%.

                  > Pracownicy etatowi są nikim, ni
                  > e mają złotówki ze statutowych i muszą walczyć o granty, które też nie są dobrz
                  > e widziane na wydziale.

                  Nie rozumiem. Możesz rozwinąć tę myśl?

                  • cpx35 Re: 3n 18.08.13, 00:05
                    Wyjaśniam: kierownik 80% daje dla doktorantów, pisząc we wniosku na statutowe, że to projekty jednostki i pracowników. Dorobek zyskuje dzięki doktorantom oraz pracownikom, których dzieci chodzą głodne, ponieważ pracownicy muszą z własnej kieszeni realizować zadania badawcze.

                    Dlaczego są nikim ? ponieważ od lat nie dostają złotówki na badania, od czasu do czasu mają wydzielone środki na krajową konferencję. To wszystko. Pracownicy są nic nie znaczącym dodatkiem do kariery kierownika, który ją realizuje dzięki doktorantom.
                    • trzy.14 Re: 3n 18.08.13, 00:10
                      cpx35 napisał(a):

                      > Wyjaśniam: kierownik 80% daje dla doktorantów, pisząc we wniosku na statutowe,
                      > że to projekty jednostki i pracowników. Dorobek zyskuje dzięki doktorantom oraz
                      > pracownikom, których dzieci chodzą głodne, ponieważ pracownicy muszą z własnej
                      > kieszeni realizować zadania badawcze.

                      Kierownik jest dr hab i zbiera na tytularnego?


                      > Dlaczego są nikim ? ponieważ od lat nie dostają złotówki na badania, od czasu d
                      > o czasu mają wydzielone środki na krajową konferencję. To wszystko. Pracownicy
                      > są nic nie znaczącym dodatkiem do kariery kierownika, który ją realizuje dzięki
                      > doktorantom.

                      Ja pierdzielę, to jest tak niewiarygodne że aż całkiem prawdopodobne! Dobrze wiem, że tak mogłoby być i u mnie. Nie jest.
                      • cpx35 Re: 3n 18.08.13, 00:21
                        Tak, zbiera wszystkimi możliwymi sposobami na profesora, przy okazji wykańczając wszystkich innych pracowników naukowo-dydaktycznych. Zazdroszczę normalnego kierownika, nawet bardzo. Ostatnio rozmawiając ze znajomymi z innych miast doszliśmy do wniosku, że zła sytuacja nauki w Polsce jest wynikiem głównie patologicznych postaw niektórych osób, mających możliwości decyzyjne w jednostkach, a które zrobią wszystko, aby pracownicy nie mieli możliwości rozwoju naukowego.
                    • dala.tata Re: 3n 18.08.13, 00:33
                      oczywiscie. a bidulki same nie moga zlozyc wniosku o grant, bo ich wszyscy sekuja.

                      cpx35 napisał(a):

                      > Dlaczego są nikim ? ponieważ od lat nie dostają złotówki na badania, od czasu d
                      > o czasu mają wydzielone środki na krajową konferencję. To wszystko. Pracownicy
                      > są nic nie znaczącym dodatkiem do kariery kierownika, który ją realizuje dzięki
                      > doktorantom.
                      • cpx35 Re: 3n 18.08.13, 00:41
                        Widzisz, z punktu widzenia kierownika jednostki łatwo jest pisać taki komentarz. Nie wiem czy było by to tak śmieszne, gdyby Twoja rodzina odczuwała finansowe skutki fanaberii rodzica-naukowca, który musiał sam dotować swoje badania, aby udowodnić, że jest coś wart na uczelni. Nie chodzi o to, że nikt nie ma grantów, ale o to, że wszyscy muszą się starać, pisać i składać wnioski, z wyjątkiem kierowników. Oni nic nie muszą, mają i statutowe i doktorantów i dorobek jednostki dzięki tym grantom pracowników-wyrobników.
              • trzy.14 Re: 3n 18.08.13, 00:07
                vatitenhajk-szelkam napisał:

                > w zeszłym roku weszła zasada 3n
                > gdy liczymy publikacje na potrzeby podziału statutowych, każda jednostka może p
                > odać 3n publikacji, z czego n to liczba pracowników, a ponieważ zależy nam na z
                > równoważonym rozwoju, to każdy pracownik może podać nie więcej niż 3 publikacje
                > Dość szybko skończyło się dopisywanie przez kierowników,

                U was kierownik dopisywał do swoich prac? Zwykle jest odwrotnie.
                A gdyby wszystkie prace miały za autorów wszystkich pracowników jednostki (zakładam, że to zakład lub katedra), to co by to zmieniło? Czy jeżeli pracownik X poda publikację A, to praconik Y jest już zablokowany i tej publikacji podać nie może?

                > każdy z pracowników ze
                > środków jednostki ma na wyjazdy konferencyjne zagwarantowane (liczone ryczałto
                > wo po 150 przed narzutem na jeden punkt ministerialny)

                Albo przyznają wam kupę szmalu albo macie mało punktów

                > i może pojechać na zagra
                > niczne o ile zmieści się w limicie. Kierownik z tytułu kierownikowania ma na ka
                > żdego doktoranta pulę 5000 zł na 3 lata studiów doktoranckich,

                Studia doktoranckie trwają 4 lata? 1666 zł rocznie na doktoranta ze statutowych to kupa kasy.

                > z założenia, aby
                > gdy praca jest gotowa, promotor lub promotor pomocniczy mógł pojechać z doktor
                > antem na jedną konferencję, przedstawić go potencjalnym recenzentom. Reszta pie
                > niędzy ma pochodzić z grantów i wszyscy piszą wnioski jak szaleni. Jest jednak
                > dość niska skuteczność - po prostu jesteśmy mało znaczącą uczelnią i stała śpie
                > wka recenzentów w NCN to niska ocena jednostki - często 0 punktów za tę część m
                > amy.

                We wnioskach NCN jest - o ile pamiętam - miejsce na ocenę WARUNKÓW, jakie jednostka zapewnia na realizację grantów, a nie ocena samej jednostki.

                > Co przy średnio przeciętnych ocenach za pomysł i konstrukcję badań

                Tu jest źródło słąbych wyników. W grantach NCN trzeba mieć bardzo bardzo dobre oceny, żeby w ogóle myśleć o sukcesie

                > powoduj
                > e, że poziom sukcesu na ilość wysłanych wniosków jest niższy od poziomu konkure
                > ncyjnych ośrodków.


                > Do tego doktorzy przed habilitacją boją się pisać wniosków. Zauważono dziwną za
                > leżność, kilku adiunktów, którzy wygrali granty, otrzymali potem negatywne rece
                > nzje w postępowaniach habilitacyjnych. W zasadzie wzbudziło to taki popłoch, że
                > adiunkci wolą sztucznie na kierowników pisanych przez nich projektów proponowa
                > ć swoich kierowników,

                w których konkursach? W wielu typach konkursów kierownikiem może być tylko i wyłącznie młoda osoba.

                > gdyż wszyscy co do jednego adiunkci, którzy otrzymali gra
                > nt z NCN (i ostatnie konkursy z MNiSW ale już kończone w NCN), i którzy w międz
                > yczasie rozpoczęli procedurę habilitacyjną, niezależnie od tego czy w nowym czy
                > w starym trybie, otrzymali niepomyślne recenzje i albo zatrzymali postępowania

                Po otrzymaniu recenzji można zatrzymać postepoanie?

                > albo gdy dobiegły do końca otrzymali odmowę nadania stopnia.
                > Co ciekawe, podobne obserwacje mają znajomi z innych ośrodków, u nich było wręc
                > z namawianie, że poza sonatą adiunkci mają wniosków nie pisać a kto się wyłamał
                > i otrzymał, został bez wsparcia w swoich staraniach awansowych.

                Proponuję napisać w tej sprawie rzeczowy i udokumentowany list do szefa NCN. Nie żartuję.
                • cpx35 Re: 3n 18.08.13, 00:16
                  Przepraszam, ale co zmieni bardzo formalny i dobrze udokumentowany list do dyrektora NCN ? Zapewne chodzi i jakieś rozgrywki personalne, komuś nie odpowiada, że osoba przed habilitacją dostaje dodatkowe finansowanie. Jednak muszę przyznać, zgarnięcie całości statutowych przez kierownika, w zestawieniu z negatywnymi recenzjami habilitacyjnymi za bycie głównym wykonawcą grantu - to mały problem. Marzy mi się system anonimowego raportowania oczywistych patologii, np. przez stronę www. ministerstwa nauki i wydzielona komórka, która bezpośrednio reaguje na funkcjonujące obecnie patologiczne relacje na uczelniach.
                  • trzy.14 Re: 3n 18.08.13, 00:29
                    cpx35 napisał(a):

                    > Przepraszam, ale co zmieni bardzo formalny i dobrze udokumentowany list do dyre
                    > ktora NCN ?

                    Można znaleźć e-mail uczelniany i napisać list nieformalny. To lepszy pomysł niż list formalny, bo nie wymaga uruchomienia MACHINY, co musiałoby odbić się rykoszetem na autorze listu.
                    Taki list nie przywróci zawalonych habilitacji ani nie da osłony kolejnym podejściom, ale NCN wydaje mi się najsensowniej prowadzoną instytucją w otoczeniu nauki, co widać choćby po tym, jakie konkursy i dla kogo tam przewidziano. Ponad połowa kierowników grantów NCN nie ma habilitacji!!! Szef NCN wyraźnie daje do zrozumienia, że próbuje tymi grantami rozruszać zmurszały system, dobrze by było gdyby dobrze sobie uświadomił warunki, w jakich działa. Bo np. dla mnie to, co piszecie, jest nie z tego świata.
                      • trzy.14 Re: 3n 18.08.13, 00:44
                        Postaw się w sytuacji osoby decyzyjnej. Czytasz dyskusję i nawet nie wiesz, o jakie granty NCN chodzi, o czyje habilitacje. Wzruszasz ramionami, bo takich sygnałów dostajesz setki. Dla mnie jest jasne, że ewentualny e-mail powinien być udokumentowany, tzn. trzeba podać - krótko - historię kilku konkternych osób, pod nazwiskiem. Inaczej to nie ma sensu.
                        • charioteer1 Re: 3n 18.08.13, 01:16
                          Ale co to da? NCN nie jest instytucja odpowiedzialna za habilitacje. Ze swojej rady ci podam przyklad. Habilitacja w starym trybie. 4 jednoznacznie pozytywne recenzje, zrealizowany grant, publikacje z LF. Na kolokwium recenzenci sie ze soba zgadzaja, wrecz miod sobie z ust pija wzajemnie. 4 glosy przeciw. Skad? W polskim piekle diably nie musza z widlami stac i pilnowac, zeby grzesznicy sie rowno smazyli. Jak tylko ktoremus sie uda glowe z kotla wystawic, to go sasiedzi za piety na dol sciagaja.
                          • cpx35 Re: 3n 18.08.13, 01:26
                            Dokładnie tak. Ktoś powinien przeprowadzić research - wpływ patologicznego systemu habilitacji w Polsce na stan zdrowotny społeczeństwa, a szczególnie środowiska akademickiego. Powinna być dokonana ocena wpływu negatywnego habilitacji na: relacje rodzinne habilitanta (lata spędzone w stresie), deficyt budżetu rodzinnego (tysiące z na badania samo-finansowane), zdrowie psychiczne, efekty dydaktyczne (czas spędzony w labie zamiast ze studentami). Po co to wszystko, jeżeli przy 4 pozytywnych recenzjach i tak wychodzi inny efekt końcowy ? tak może być tylko w pięknym kraju jakim jest Polska, z towarzyszącą wszechobecnie hipokryzją
                            • charioteer1 Re: 3n 18.08.13, 01:37
                              Uspokoj sie. Ta habilitacja przeszla przy 4 glosach negatywnych. Chodzi o to, ze tu nie bylo sie czego przyczepic, a jednak, jak widac, mozna.

                              Problemem systemu jest brak mechanizmow kontrolnych, a najlepiej w nim funkcjonuja socjopaci.
                          • trzy.14 Re: 3n 18.08.13, 17:21
                            adept44_ltd napisał:

                            > pardonsik, ale co ma szef NCN-u do praktyk recenzji hab???

                            Do habilitcji - nic, ale powinna go zainteresować informacja, że uzyskanie grantu NCN jest dla niektórych kotów pocałunkiem śmierci.
                            • adept44_ltd Re: 3n 18.08.13, 18:17
                              trzy.14 napisał:

                              > adept44_ltd napisał:
                              >
                              > > pardonsik, ale co ma szef NCN-u do praktyk recenzji hab???
                              >
                              > Do habilitcji - nic, ale powinna go zainteresować informacja, że uzyskanie gran
                              > tu NCN jest dla niektórych kotów pocałunkiem śmierci.

                              pomijam, że średnio w to wierzę..., to też nie za bardzo wiem, dlaczego powinni go to zainteresować... choć, jeśli już pisać, to można by też zwrócić uwagę na głód w Somalii, łamanie praw człowieka w Rosji i parę innych...
                              • trzy.14 Re: 3n 18.08.13, 18:19
                                > pomijam, że średnio w to wierzę..., to też nie za bardzo wiem, dlaczego powinni
                                > go to zainteresować... choć, jeśli już pisać, to można by też zwrócić uwagę na
                                > głód w Somalii, łamanie praw człowieka w Rosji i parę innych...

                                Bo on jeszcze wierzy, że ma na coś wpływ i że tym swoim NCN-em coś zmienia.

                    • cpx35 Re: 3n 18.08.13, 00:33
                      Szanowny kolego, relacje panujące na (niektórych) uczelniach w naszym kraju są nie z tego świata. To relikt przeszłości, zrobić wszystko, aby jednostka (pracownik) nic nie znaczył w niejasnym systemie, w którym kierownik może wszystko, a pracownik jest tylko dodatkiem do kariery kierownika.
                • vatitenhajk-szelkam Re: 3n 18.08.13, 01:44
                  > U was kierownik dopisywał do swoich prac? Zwykle jest odwrotnie.

                  Z opisu wynikało, że autor artykułu, zanim wysłał go do publikacji, musiał uzyskać akceptację kierownika, a ta była udzielana, po "dyskusji" nad artykułem i ponieważ owa "dyskusja" była wkładem własnym kierownika, pojawiał się on jako współautor - "dopisywał" się, nie dopisywał innych. Chyba brak życzliwości uniemożliwia Tobie zrozumienie tekstu.

                  > A gdyby wszystkie prace miały za autorów wszystkich pracowników jednostki (zakł
                  > adam, że to zakład lub katedra), to co by to zmieniło?

                  Bardzo dużo. Zasada 3n w obecnej interpretacji (możliwe, że będzie to zmienione) oznacza, że w zgłoszonych z wydziału pracach, nazwisko jednego autora może paść 3 razy. A nawet chyba dotyczy to uczelni - bo na styku wydziału chemii i wydziału fizyki, niektórzy autorzy są i tu i tu - i w ramach całej uczelni rocznie można zaliczyć tylko 3krotne wystąpienie nazwiska.
                  Zaproponowane przez Ciebie dopisanie - oznaczałoby, że katedra mogłaby zgłosić nie więcej niż 3 prace co skutecznie odcięłoby ją od środków statutowych.
                  Bardzo wspierana jest natomiast współpraca między ośrodkami - wtedy nie ma strat. Ludzie mając widok na dobrą publikację z wysokim IF dopisują znajomych z konferencji a tamci się rewanżują. Z tego powodu liczba punktów będzie od przyszłego roku przemnażana przez udział procentowy z oświadczeń.

                  > Czy jeżeli pracownik X p
                  > oda publikację A, to praconik Y jest już zablokowany i tej publikacji podać nie
                  > może?

                  Publikacje zgłasza kierownik - i to on decyduje co będzie zgłoszone i na kogo. Tak jak przedtem wszyscy pisali "zespołowo" tak teraz niemal wszyscy piszą samodzielnie - a na pewno nie mają chęci mieć współautora z macierzystej uczelni. Nie opłaca się.

                  > Albo przyznają wam kupę szmalu albo macie mało punktów

                  za około 40-50p. jest nagroda rektora 3 stopnia, za 60-80p drugiego, za ponad 100p pierwszego. Ponad 95% składu osobowego uczelni nie dochodzi do 20 punktów w skali roku.
                  Dobre czasopismo za 35 pkt, trzech autorów, czyli około 12p. na artykuł, na którego publikację czeka się 3-4 lata gdy wszystko idzie pomyślnie. Są tacy, którzy mają nawet 3 "samodzielne" artykuły rocznie (mają wówczas około 100p. - dopisanego kierownika udział oszacowany na więcej niż 10% może spowodować, że jednak nie przekroczy się 100p.), ale to są rodzynki
                  Na niektórych wydziałach mają gorzej, podobno są obszary gdzie nie ma czasopism krajowych na JCR lub jest ich mało albo tylko 15 punktowe. Nawet bez dopisywania się kierownika 15 punktów razy 3 to max 45p, czyli max. na 6750 zł wychodzi, to dużo pieniędzy?? żartujesz
                  A większość uzbiera 12 punktów (ekwiwalent 1800zł - jedna konferencja w pacanowie z dojazdem autostopem i w schronisku młodzieżowym zamiast hotelu?) lub mniej.
                  > Studia doktoranckie trwają 4 lata? 1666 zł rocznie na doktoranta ze statutowych
                  > to kupa kasy.
                  żartujesz - proszę sobie nie żartować
                  nie 4 lata, a 3
                  i jest to na sfinansowanie udziału 2 osób, doktoranta i jego promotora.
                  > We wnioskach NCN jest - o ile pamiętam - miejsce na ocenę WARUNKÓW, jakie jedno
                  > stka zapewnia na realizację grantów, a nie ocena samej jednostki.
                  dobrze pamiętasz - i za to jest nisko lub zero
                  poza tym, za ocenę kierownika, też zawsze jest słabo lub bardzo słabo - skoro związał się z naszą uczelnią, to dla większości recenzentów to wystarczający i rozstrzygający dowód, że wnioskodawca jest palantem, co implikuje niską ocenę samego kierownika i rekomendowanie go do 20% celem odbycia kwarantanny dla 20% najsłabszych
                  > Tu jest źródło słąbych wyników. W grantach NCN trzeba mieć bardzo bardzo dobre
                  > oceny, żeby w ogóle myśleć o sukcesie
                  pisząc o przeciętnych - myślę właśnie o takich samych jakie wystarczają osobom z innych ośrodków na otrzymanie grantu - znamy się, koledzy którzy otrzymali wnioski, przy nas logowali się do swojego opi i pokazywali jakie mieli oceny i uwagi - młodzież trzyma się razem i życzliwie sobie pomagamy oraz dzielimy się informacjami. Często jest tak, że te granty, które otrzymały finansowanie, ale są z lepszego ośrodka, w punktach (tak, punkty to nie wszystko) mają trochę więcej niż te, które nie otrzymały - ale jeśli pominąć różnice w punktach za jednostkę - to spora ich część, tych realizowanych, ma mniej niż te odrzucone.
                  Mało tego mniejszy indeks H z "lepszego" ośrodka jest większy od większego indeksu H od nas.
                  Ta sama dziedzina, ten sam panel, recenzent na temat h = x, pisze, że duży h, a w ocenie grantu od nas, że h = 2x jes skromnym h. Obektywizm.
                  > w których konkursach? W wielu typach konkursów kierownikiem może być tylko i wy
                  > łącznie młoda osoba.
                  Młoda osoba może być tylko w preludium (nie dla adiunktów) i w sonacie.
                  Szkoda, że zabierasz się za dyskusję o czymś w czym się średnio nie orientujesz.
                  > Po otrzymaniu recenzji można zatrzymać postepoanie?
                  Nie znam szczegółów - nie ja zatrzymywałem
                  Podobno postępowanie habilitacyjne jest postępowaniem administracyjnym i skoro tak, to na wniosek zainteresowanego można je zatrzymać i uznać za niebyłe na dowolnym etapie postępowania a na pewno po otrzymaniu recenzji i przed zebraniem rady naukowej
                  mam mieszane uczucia odpowiadając na Twoje uwagi - mam wrażenie, że kompletnie nie masz żadnego pojęcia o tym co się dzieje w środowisku naukowym - czy to zbieg okoliczności?

                  • cpx35 Re: 3n 18.08.13, 01:58
                    Interesujące są kryteria punktowe na Twojej uczelni, które nie istnieją na mojej i punkty ministerialne całkowicie się nie liczą. Hm..oceniając na szybko za ubiegły rok miałem około 200 pkt.....
                  • cpx35 Re: 3n 18.08.13, 02:01
                    Znam informacje dotyczące planów zmiany algorytmu od przyszłego roku i istotnego zmniejszenia dotacji budżetowych. Przynajmniej wszyscy będą mieli równy punk wyjścia i kierownicy będą musieli sami pracować na finansowanie badań.
                  • ford.ka Re: 3n 18.08.13, 10:51
                    Czasem myślę, że takich bredni jak naukowcy polscy to nikt inny nie wymyśli.
                    Zasada 3n oznacza, że jednostka może przedstawić do oceny 3 razy tyle publikacji, ilu ma pracowników etatowych. Oceniana jest jednostka a nie pracownik, więc wybiera się najwyżej punktowane publikacje bez patrzenia na nazwiska.
                    Jeśli jednostka ma dziesięciu pracowników, z których jeden co roku ma 10 artykułów w "Science" i jeden w "Nature", a pozostała dziewiątka składa się wspólnie po jednym artykule do "Naszego Rocznika Naukowego" wydawanego jako monografia (4 kudryki za artykuł, 4 kudryki dla redaktora), to do oceny za trzy lata przedstawia się 30 artykułów w "Science" tego jednego pracownika, a resztę "dorobku" wywala do śmieci. Bo z tego jest 1800 kudryków. Opcja, że każdy MUSI być uwzględniony w ocenie parametrycznej i nie może do niej przedstawić więcej niż 3 publikacje, oznacza, że kudryków taka jednostka dostanie 98 (3 x 30 + 2 x 4) jak jest społ-hum, bo publikacji w książkach może być nie więcej niż 40%. Jak jest STEM, dostanie 90, bo publikacje w monografiach się nie liczą.
                    Wasza interpretacja (o ile jakimś cudem nie zdarzyło się, że wszyscy pracownicy są na identycznym poziomie i publikują w równie wysoko punktowanych pismach) oznacza, że bohatersko pracujecie na kategorię C i odcięcie od finansowania.
                    I może tak będzie dla wszystkich lepiej, bo z mojego punktu widzenia macie do dyspozycji niewyobrażalną kupę pieniędzy. Na moim wydziale nie ma nagród rektora, odkąd Magnificencja przerzucił ich finansowania na wydziały, wydział przestał o takowe występować.
                    • ford.ka Autokorekta 18.08.13, 10:53
                      Science jest po 60... Powinno być:
                      "Opcja, że każdy MUSI być uwzględniony w ocenie parametrycznej i nie może do niej przedstawić więcej niż 3 publikacje, oznacza, że kudryków taka jednostka dostanie 188 (3 x 60 + 2 x 4) jak jest społ-hum, bo publikacji w książkach może być nie więcej niż 40%. Jak jest STEM, dostanie 180, bo publikacje w monografiach się nie liczą."