Dodaj do ulubionych

co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom

23.10.13, 10:22
którzy dopiero się zorientowali jak to działa...
Przez kilka lat z zapałem jeździłam na konferencje naukowe i publikowałam w wydawnictwach pokonferencyjnych. Okazuje się, że wszystkie moje artykuły tego typu to śmiecie nie liczące się do dorobku
Obserwuj wątek
      • podworkowy Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 10:50
        ostatnio potwornie łatwo Pan się załamuje - martwię się o Pana zdrowie;)
        Pani doktor przesadza - nikt jej w naukach społ. nie będzie dyskwalifikował KFC, JEŚLI zostaną uzupełnione publikacjami w dobrych czasopismach z listy B.
        Natomiast list zawiera - obok paru śmieszno-strasznych twierdzeń (np. o roli konferencji jako miejsca spotkań badaczy...ROTFL) - jedną ważną uwagę dot. obowiązkowej ośmioletniej habilitacji. Otóż to rzeczywiście jest tak, że aby dawniej wyrobić się w takim terminie należało być b. dobrym (z wybitnością to przesada). Teraz mamy 2 możliwości: albo standardy pozostaną na dotychczasowym poziomie (i wtedy faktycznie nie ma na uczelni miejsca dla osób "zaledwie" dobrych w nauce, ale przecież często mogących mieć inne zalety dydaktyczno-organizacyjne) albo - i to jest wersja niestety prawdopodobniejsza - standardy te ulegną radykalnemu osłabieniu. Obydwa warianty są zresztą niewesołe.
    • klamczuchosiedlowy awans i habilitacja pewna 23.10.13, 11:07
      Ta pani zrobi habilitacje bez klopotu i bez problemu - o ile nie popelni jakiegos koszmarnego bledu publikujac cos na JCR lub piszac ten wniosek grantowy. W autoreferacie wystarczy, ze ladnie napisze ze o wniosek sie starala i juz prawie zlozyla a po otrzymaniu habilitacji zlozy a po drugie artykul do czasopisma z JCR wysle jeszcze dwa a jeden juz wyslala.
    • pisiarz Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 11:34
      Śliczny list!

      > Co robiłam zamiast pisania? Nic ważnego - urodziłam i wychowuję dziecko, zajmuję się
      > dydaktyką - od doktoratu do dziś prowadziłam osiem różnych wykładów i konwersatoriów i
      > seminarium licencjackie.

      I za urodzenie dziecka nie mogliby dać tej pani habilitacji?? O, źli, niedobrzy ci wszyscy. No i te wykłady. Taaa... inni habilitanci, zdaniem tej pani, ich w ogóle nie prowadzą. Albo prowadzą rzadko kiedy.

      > publikowałam w wydawnictwach pokonferencyjnych. Okazuje się, że wszystkie moje
      > artykuły tego typu to śmiecie nie liczące się do dorobku.

      Hmmm... a czy widziała ta pani odrzuconą publikację do pokonferencyjniaka? Bo ja nie... Czyli co - sami wybitni tam publikują? Czy może wymagania są... żadne?

      > osób nie-wybitnych, zwykłych, przeciętnych, ale pasjonatów, dobrych w tym co robią

      To w końcu pani staje w obronie osób "zwykłych, przeciętnych", czy "dobrych w tym, co robią"? Bo jak dla mnie, to mamy tu sprzeczność.


        • kramka1 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 12:20
          Ja ten list interpretuję inaczej. Nie chodzi o to, czy ta pani jest kandydatem na wybitnego czy zaledwie przeciętnego pracownika uczelni. Chodzi o fakt, ze pracownicy nagle zostali, z mocy ustawy, postawieni wobec konieczności posiadania dorobku, jakiego wcześniej nikt od nich nie wymagał. U mnie na wydziale bynajmniej nie humanistycznym było podobnie. W ocenie okresowej liczyła się suma punktów ministerialnych, a nie jakość publikacji. Jeżeli ktoś był pracusiem i produkował taśmowo publikacje klasy B, to miał ocenę pozytywną. A autor pojedynczych publikacji z JCR sumujących się do stosunkowo małej liczby punktów, miał pod górkę. Znam osobę która świadomie przyjęła kurs na produkcję licznych małowartościowych prac zamiast przysiąść i wyprodukować jedną pracę ale bardzo dobrą. Co smutne, nikt z jej szefów i kolegów nie zwrócił jej uwagi, że źle robi. Teraz oczywiście można wieszać psy, ze się nie nadaje do nauki, bo z takim dorobkiem nie ma szansy na habilitacje, ale przecież tych lichych artykułow nie produkowała w drugim, ścisle tajnym obiegu....
          • fajnytoster Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 13:21
            Nieprawda. Jeżeli Pani ta była zatrudniona wcześniej, to przepis ustawy obliguje ją do zrobienia habilitacji do 2021 roku. Jeżeli jest zatrudniona od niedawna, to do ośmiolatki jeszcze trochę czasu zostało.
            Ten list jest raczej płaczem nad tym, że było tak fajnie (trochę zajęć ze studentami, czasem relaksujący wyjazd na konferencję, dużo czasu na dziecko, brak stresu i ogólny luzik...), a tu teraz nagle każą naprawdę pracować. A jak tak lubiłam to jak było i nie chcę by to mijało.
            Wkurzające jest to, że mamy kolejny list kreujący bardzo negatywny wizerunek polskiej nauki - lekkoduchów, nieudaczników, bez możliwości znalezienia pracy poza uczelnią (nawiasem mówiąc - to czego pani studentów uczyła?), z dużą ilością czasu wolnego i oczekujących płacenia im za samo istnienie i bycie fajnym.

            Co nie zmienia 2 faktów:
            1. wymóg "habilitacja dla wszystkich w ciągu 8 lat albo wylot" jest jednym z najgłupszych w całej ustawie (choć wynika z dobrych chęci ograniczenia nieróbstwa)
            2. pani przechodziła co 2 lata ocenę okresową i jakoś nikt jej nie powiedział, że nie za bardzo jej idzie - czyli poważana część odpowiedzialności jest jak najbardziej na władzach
            • nullified Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 25.10.13, 23:35
              fajnytoster napisał:

              (ojej parę dni mnie nie ma a jaki bałagan zrobiliście :D )

              > Nieprawda. Jeżeli Pani ta była zatrudniona wcześniej, to przepis ustawy obliguj
              > e ją do zrobienia habilitacji do 2021 roku. Jeżeli jest zatrudniona od niedawna
              > , to do ośmiolatki jeszcze trochę czasu zostało.

              nie wiem w jakim świecie Ty żyjesz, może na jakiejś szczęsliwej uczelni która wszystkim "dawnym" przybiła pieczątkę "best before 2021". Ani "u mnie na wsi" ani "u znajomych na mieście" nie ma tak dobrze.

              > Co nie zmienia 2 faktów:
              > 1. wymóg "habilitacja dla wszystkich w ciągu 8 lat albo wylot" jest jednym z na
              > jgłupszych w całej ustawie (choć wynika z dobrych chęci ograniczenia nieróbstwa
              > )

              to oczywiste

              > 2. pani przechodziła co 2 lata ocenę okresową i jakoś nikt jej nie powiedział,
              > że nie za bardzo jej idzie - czyli poważana część odpowiedzialności jest jak na
              > jbardziej na władzach

              a to jest "clou"
              i to bardzo niewesołe.

              Jedna z obserwacji (nie wnikam czy faktyczna czy urojona czy po prostu wynikająca z samozadowolenia) o wymienianiu niezłych dydaktyków (be haba) na beznadziejnych (ale z habem) - to się niestety zdarza i wcale nierzadko, szczególnie w słabszych ośrodkach.
          • dala.tata Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 16:22
            Nie, kramko, pracownicy nic nagle nie dostali.pracownicy zawsze wiedzieli, ze mozna publikowac pozradnie, ale im sie nie chcialo. Ja tam zaczalem, jako mlody mgr, bo ja chcialem byc najlepszy. Mnie zalezalo. A wtedy jeszcze nik nie mowil o zadnej liscie czy innej filadelfii. Filadelfia nawet sie jeszcezserkiem wtedy nie kojarzyla.

            I mnie rozczula stwerdzenie, ze ona nie wie, dlaczego nie publikowala. Ja tam sie domyslam.
            • kramka1 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 17:54
              dala.tata napisał:
              > Nie, kramko, pracownicy nic nagle nie dostali.pracownicy zawsze wiedzieli, ze mozna publikowac pozradnie, ale im sie nie chcialo.>

              Primo, nie napisałam "dostali", a: "zostali postawieni wobec..".
              Po drugie, czyżbyś sugerował, ze wiesz lepiej ode mnie, co jest na moim wydziale? Otóż tak się składa, ze ja wiem lepiej, co u nas się dzieje, mimo że nie jestem profem z UK. ;)

              Rozmawiałam z rok temu z doktorantką z innej katedry na temat miejsca publikacji wyników i usłyszałam, że ich szef każe wysyłać artykuły do czasopism z niższej półki, bo doktoranci na początku swojej drogi zawodowej nie mają prawa posyłać tekstów do lepszych czasopism. Mają się jedynie uczyć i tyle. Własciwie powinnam była pójść do tego szefa i spytac, czemu nie wierzy w jakość wyników uzyskiwanych przez swoich doktorantów...
              Ja tez na początku swojej drogi publikacyjnej nie wiedziałam, ze miejsce publikacji jest tak ważne. Byłam głupia? No pewnie tak, ale za tę moja głupotę odpowiada mój szef i atmosfera w katedrze, w której nie było parcia na wysokopunktowe publikacje.
              Tak czy siak, nie mów mi, że "pracownicy zawsze wiedzieli". Nie tylko ja "nie zawsze wiedziałam".
              • dala.tata Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:03
                a co ma twoj wydzial do tego? Szczerze powiedziawszy, ja sie nigdy nie zastanawialem czy meijsce publikacji jest wazne. Ja chcialem publikowac tam, gdzie pubkikowali ludzie, ktorych zcytalem. chcialem, zeby oni mnie poczytali. Jest mi bardzo przykro, ze nie wiedzialas, mam nadzieje, ze wiedzialas, ze do pracy sie przychodzi.

                Moze tez warto zaznaczac, ze plagiatorzy po prostu nie wiedzieli, ze sie nie plagiatuje - nikt im nie powiedzial.
                • kramka1 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:11
                  dala.tata napisał:
                  > Szczerze powiedziawszy, ja sie nigdy nie zastanawialem czy meijsce publikacji jest wazne.>
                  Kapuję, już w kołysce wiedziałeś, gdzie należy wysyłać swoje artykuły. ;)))

                  Dala, już dawno podejrzewałam, a teraz uzyskałam pewność w jednej sprawie: przepełniony arogancją godną sytego nie jesteś zdolny do zrozumienia głodnego. :(
                  • dala.tata Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:26
                    Kramko, redukcja do absurdu jest fajna, ale dziala na polglowka. ja polglowkiem nie jestem. Otoz nie, kramko, powtorze: chcialem publkowac tam, gdzie ludzie, ktorych czytalem. Nie mialem pojecia wtedy o tym wszystkim, co wiem teraz. Chcialem sie sprawdzic, chcialem byc lepszy niz inni. I takich jak ja znam naprawde wielu. Takich jest mnostwo psychologow, troche lingwistow, antropologow, socjologow. Oni naprawde funkcjonuja w Poslce.

                    Adept slusznie napisal: jakos jedni wiedza. I skoro oni wiedza, to moze ci, co nie wiedza, powinni zapytac.

                    Nie wiem, o co chodzi z tym glodnym, bo ja zaczynalem to robic jako ten glodny magister w Polsce, a nie jako ten syty profesur z UK. I mnie naprawde powala na kolana to, ze ty mowisz, ze nie wiedzialas, gdzie publikowac. Ja naprawde rozumiem, ze profesor moze nie pubikowac, nie pcha do przodu. Ale moze nie robmy z siebie przedszkolakow, ktorym trzeba pokazac, jak sie robi siusiu w pracy, bo tego tez moga nie wiedziec. Jestem naprawde za tym, zeby ludzi uczyc. Ale jesli ktos nie wie, na czym polega nauka, to niech sie nie dziwi, ze mu ktos to powie.

                    Mnie juz tylko pozostaje pytac, skad fizycy wiedza, gdzie publikowac. Czyzby na nic splywalo jakies oswiecenie grupowe?
                      • ford.ka Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 19:15
                        Starczy w kolejnym rozdaniu nie uwzględnić w podziale BSt "bo podanie się gdzieś zawieruszyło". Nie znaleźć czasu na spotkanie, kiedy trzeba podpisać wniosek o grant. Nie podpisać wniosku o wyjazd na Erasmusa. Zabrać zaoczne/wieczorowe i kasę z nim związaną. Lista opcji jest długa.
                        • pisiarz Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 24.10.13, 10:09
                          To wtedy taki pracownik z międzynarodowym dorobkiem może zatrudnić się na innej uczelni na analogicznym wydziale. Chętnie go tam przyjmą, bo przynosi ze sobą punkty i splendor. I kto by na tym więcej stracił??

                          Raczej jedyna sankcja, jaką szef może nałożyć, to nie zaprosić następnym razem na jakieś spotkanie towarzyskie i nie mówić pierwszy "dzień dobry".

                          A w ogóle, skąd szef się dowie, że opublikowałem w jakimś czasopiśmie, jeśli mu nie powiem? Czyta wszystkie od dechy do dechy? Jeśli ktoś tak się boi sankcji i szykan, może przecież z tym nie wyskakiwać - przy habilitacji po prostu wyciągnie listę publikacji i po wszystkim.
                          • charioteer1 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 24.10.13, 10:40
                            pisiarz napisał:

                            > To wtedy taki pracownik z międzynarodowym dorobkiem może zatrudnić się na innej
                            > uczelni na analogicznym wydziale. Chętnie go tam przyjmą, bo przynosi ze sobą
                            > punkty i splendor. I kto by na tym więcej stracił??

                            W normalnym systemie to tak powinno dzialac, ale nie dziala. Jak ktos ma miedzynarodowy dorobek, to niech szuka pracy za granica. W Polsce bedzie traktowany z najwyzsza podejrzliwoscia, bo przeciez w nowym miejscu naruszy zastany i wygodny uklad wladzy. Uczelnie potrzebuja habilitowanych na pierwszym etacie i wcale nie pala sie, zeby tym habilitowanym dac cokolwiek poza etatem. Dziekan, ktory nie wie, skad sie biora te punkty do oceny parametrycznej, to wcale nie jest zjawisko, ktore w przyrodzie calkowicie i zupelnie nie wystepuje. Przeciez raport oceny jednostki robi pani Krysia, bo ona jako jedyna na wydziale sie na tym zna.

                            > Raczej jedyna sankcja, jaką szef może nałożyć, to nie zaprosić następnym razem
                            > na jakieś spotkanie towarzyskie i nie mówić pierwszy "dzień dobry".

                            No to niewiele jeszcze widziales.

                            > A w ogóle, skąd szef się dowie, że opublikowałem w jakimś czasopiśmie, jeśli mu
                            > nie powiem? Czyta wszystkie od dechy do dechy? Jeśli ktoś tak się boi sankcji
                            > i szykan, może przecież z tym nie wyskakiwać -

                            I co, do oceny parametrycznej tez nie podawac?
                    • piotrek-256 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 26.10.13, 10:11
                      Jeśli idzie o doktorantów, to teraz rzadko się pisze samemu prace. A jak piszesz z promotorem, to pytasz go gdzie to posyłamy szefie, a szef ci coś mówi. Np. dlatego, że uważa, że ważniejsze jest wepchnięcie tej publikacji gdziekolwiek, byle by opublikować szybko. To zresztą nie jest bez sensu, bo jak publikacja nie wejdzie ze dwa razy to zaczyna być krótko z czasem, wszak studia doktoranckie nie z gumy.

                      Co do reszty, no to Dala ma sporo racji, za bierność i błędy się nie przeprasza tylko płaci. Świat jest trochę bezwzględny i trochę musi taki być, żeby się rozwijał.

                      Pani z artykułu, ma jeszcze trochę czasu, głowę na karku i nie jest zupełnie stara. Na uczelni raczej jej krzywdy nie zrobią przed upływem tych 8 lat. Są książki, może się przekwalifikować, jeśli jej obecna wiedza nie jest dużo warta na rynku pracy. Może zaryzykować, przysiąść i może jej się uda habilitacja.
                      • spokojny.zenek Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 26.10.13, 10:30
                        piotrek-256 napisał:

                        > Jeśli idzie o doktorantów, to teraz rzadko się pisze samemu prace.

                        Zależy od dziedziny. W mojej (i nie tylko mojej w tej dyskusji) raczej nie spotyka się publikacji wspólnych doktoranta z szefem. Ten zalew na ktory słusznie tu parę osób narzeka dotyczy samodzielnych publikacji bardzo młodych ludzi generujących jakiś "czwarty obieg".
                        • charioteer1 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 26.10.13, 11:40
                          W mojej dziedzinie publikuje sie z promotorem, ale moja dziedzina jest wyjatkiem w dyscyplinie i ogolnie w instytucji, w ktorej pracuje. Cisnienie ze strony czwartego obiegu w tej chwili jest tak duze, ze nie mozna tego ignorowac. Doktorant, ktory porzadnie pracuje nad doktoratem ma przegrane w porownaniu ze specjalistami od trzepania punkcikow w hurtowych ilosciach.
                  • siedemlatwtybecie Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:32
                    Mnie to nie przekonuje. Grasz na flecie w zespole świetlicowym, nawet jeśli opiekun kółka muzycznego mówi Ci, jesteś genialny i to wystarczy - chyba wiesz, że lepsi muzycy są w filharmonii? Albo grasz w lidze okręgowej w kometkę - też pewnie wiesz, że warto byłoby grać kiedyś na poziomie olimpiady. Tak samo w nauce. Na ostatniej konferencji gadam z młodym człowiekiem, bo widzę, że w miarę inteligentny ale niestety z dziedziny w której świat nam troszkę uciekł. Grzecznie podsuwam mu pomysły aby się troszkę wysilił i spróbował nieco lepiej publikować, a on strzelił focha. Dlaczego, bo mu tak łatwiej, bo nie tak wiele mu brakuje obecnie do krajowej czołówki w jego dziedzinie, a tak by się nagle okazało, że musi dopiero się wziąć do roboty. Jemu łatwiej jest myśleć ze ta 5 liga w której gra to jest to topów nie do przeskoczenia i tyle.
            • charioteer1 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:38
              dala.tata napisał:

              > Nie, kramko, pracownicy nic nagle nie dostali.pracownicy zawsze wiedzieli, ze m
              > ozna publikowac pozradnie, ale im sie nie chcialo. Ja tam zaczalem, jako mlody
              > mgr, bo ja chcialem byc najlepszy.

              Mnie od zawsze mowiono, ze nie ma pieniedzy na porzadna nauke i mam sie nie wywyzszac nie nie zawracac glowy, bo inni przeciez jakos sobie radza i publikuja. Oczywiscie, w kfc. I oczywiscie sa to bardzo porzadne publikacje i w ogole wybitne.
              • dala.tata Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:44
                i od ciebie zalezy, czy uwierzysz tym, co mowili, czy nie. Wszystkim tak mowili.

                Przyklad ze sportem i ligami, ktory podal siedemlat, jest bardzo dobry. Ja mam wrazenie, ze tylko polscy naukowcy nie zdaja sobie sprawy z tego, ze sa rozne poziomy uprawiania nauki. I jak publikujesz w Natura i styl, to tak samo jak bys publkowal w Nature.

                Mam wrazenie, ze po zrobieniu doktoratu znacznej czesci adiunktow ktos wylacza myslenie.
                  • adept44_ltd Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:49
                    teraz tak, ale jakiś czas temu nie; jak zaczynałem kfc prawie nie istniały, swój pierwszy tekst włożyłem do kopert i wysłałem do najlepszego pisma, bo je czytałem i inni też... i został przyjęty (w korespondencji zwrotnej zrobili ze mnie doktora... na wyrost jeszcze); a to pismo, co do którego jeszcze dzisiaj samodzielni mówią, że bez protekcji nie podchodź... Jasne że to produkty systemu, ale zarazem wygodnie im być tymi produktami...
                          • podworkowy Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 20:09
                            i to jest chyba coś, a'propos czego wszyscy możemy się zgodzić. Gdyby nie inflacja tych koszmarnych badziewi, gdyby nie dziesiątki tych absurdalnych konferencji na koszt podatnika, gdyby nie punktomania premiująca ilość kosztem jakości, to wydawanoby w Polsce 10 razy mniej monografii wieloautorskich, ale za to o porządnej jakości, i nikt by w społ-hum-ach nie pomyślał o dewaluowaniu znaczenia zawartych tam tekstów. Dorobki wyglądalyby tak, że są dobre teksty w dobrych czasopismach (oczywiście uwzględniając specyfikę dyscyplin) i dobre teksty w rzetelnych monografiach wieloautorskich - wówczas odpadłoby ze 30 % naszych sporów tutaj...
                            I jeszcze odpowiem dali- nie jestem przeciw obowiązkowej habilitacji; uważam jednak, że 8 lat (w praktyce mniej) to okres zbyt krótki, czego efektem musi być albo obniżenie poziomu habilitacji albo przesadne rotacje kadrowe.
                            • podworkowy Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 20:13
                              a Pani doktor chciałbym móc odpowiedzieć tak: jeśli Pani publikacje z KFC są dobre, to się obronią. Jednak nie mogę tak uczynić, bo niestety recenzenci w społ-hum. pewnie podzielą się na tych, którzy albo ten dorobek z punktu spostponują albo z punktu uwzględnią, nie poddając go żadnej weryfikacji jakościowej.
                              Bardzo jednak znamienne i smutne jest to, że nikt z Państwa nawet nie próbował tego kryterium jakościowego wprowadzić. O tempora, o mores...;)
                                • spokojny.zenek Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 20:44
                                  dala.tata napisał:

                                  > To ja jeszcze raz: jesli co jest naprawde tak dobre, to nie ppowinno sie znalez
                                  > c w pokonferencyjniaku. jesli sie znalazlo, to znaczy, ze albo autor nie wie, c
                                  > o pisze, albo nei wie, na czym polega nauka w dzisiejszym siwecie oba wnioski n
                                  > ie sa najciekawsze dla autora.

                                  Bardzo wyrazisty przykład stawiania wozu przed koniem.
                                  Idologiczne zacietrzewienie nie jest dobrym doradcą.
                            • dala.tata Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 20:18
                              Jesli idzie o punktomanie, nie zgadzam sie zupelnie. Gdyby traktowac punkty zgodnie z intencja ich wporwadzenia, to bysmy publikowali w czasopismach o najwyzszej punktacji. Niestety, artykul za 30 pkt to to samo co 10 za 3. i to to jest problem, a nie punkty.

                              Co do 8 lat, nie mam zdania. mysle, ze jakas cezura czasowa jest konieczna. czy to ma byc akurat 8 lat, nie wiem.
                              • adept44_ltd Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 20:22
                                co do punktów, podwórkowy ma rację, chodzi o społ-humy. Myślę o spłaszczeniu u góry listy - tam, gdzie nie ma jcr... za erih i isi (odpowiednik jcr) dostaje się 10 punktów - to są często pisma, w których tak z połowa uczonych z danej działki nic nigdy nie opublikuje, a łatwo to nadrobić ilością...
                                co do 8 lat - jeśli to ma być stopień (a tak jest), nie sądzę, by to było za mało. Jeśli chodzi o dojrzałość, no to ta kategoria już nie istnieje (choć ja żałuję, że tak jest - to dla jasności), no to pewnie różnie bywa... ktoś może być dojrzały, ale zasadniczo zgoda.
                              • podworkowy Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 20:24
                                przez punktomanię rozumiem ogólnie przeliczanie dorobku na punkty, niezależnie od proporcji przyznanych poszczególnym typom prac naukowych. 2 badziewne monografie po 150 stron przebiją zawsze jedną fundamentalną 500-stronicową; 3 pozorne redakcje KFC będą zawsze lepsze od jednej; rzetelny artykuł w dobrym piśmie plus 2 autoplagiatowe badziewia rzucone wyłącznie po to, by ciułać punkty będzie lepszy niż jeden rzetelny artykuł w dobrym piśmie itd. itp.
                                W UK przecież nie ma punktomanii?
                                • dala.tata Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 21:06
                                  Otoz nie, w UK nie ma puktomanii. Jest peer review ze skrzysieniem na miejsce publikacji. Wazne jest publikowanie w dobrych miejscach. I tyle.

                                  W polsce z kolei zrobiono fetysza z sumy pkt. To jest kompletny absurd. Z tym sie zgadzam.

                                  Sama zasada punktowania dobrych publikacji, przez co rozumiem dobre czasopisma, jest sensowna. Jakos trzeba oceniac dorobek chocby w parameteyzacji. A peer recoew jest w polsce niemozliwy.

                                  Zgadzam sie jednak z adeptem codo splaszczenia. Tak jak zgadzam sie z niedocenieniem monografii. Jednak to ten pjerwszy problem uznaje za kluczowy.
                                • fajnytoster Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 21:45
                                  Akurat w kontekście habilitacji punktomanii nie ma, a jeżeli jest, to wynika ona wyłącznie z samych działań środowiska, bo ustawa i rozporządzenie żadnych limitów nie narzucają. Ba, w żaden sposób nawet o jakimkolwiek podliczaniu punktów czy czymkolwiek takim nie wspominają.
                                  Punktomanię więc sami sobie stworzyliśmy, pewnie w dużej mierze bazując na mitach, że ministerstwo od nas tego oczekuje.

                                  Punkty dla ministerstwa służą tylko do parametryzacji jednostek. I tu jest zasada 3N, która moim zdaniem jest wystarczającym mechanizmem zapobiegającym strategii "lepsze 10x4 niż 1x30". Tyle, że zasada ta pewnie przez niewielu została do tej pory przyswojona.
                • eeela Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 31.10.13, 10:57
                  > i od ciebie zalezy, czy uwierzysz tym, co mowili, czy nie. Wszystkim tak mowili

                  Ja sobie nie przypominam. Mnie na wszystkie moje pomysły mówili: próbuj. Prawda też, że byli zazwyczaj zajęci swoją pracą, i na głębsze zaangażowanie w moje dziecinne próby nie miałam co liczyć, ale nie mogę powiedzieć, żeby ktokolwiek podcinał mi w Polsce skrzydła. Wręcz przeciwnie, dostawałam chyba więcej zachęt i pozytywnych komentarzy niż naprawdę na to zasługiwałam.
              • pisiarz Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 24.10.13, 10:14
                A jakież to pieniądze są potrzebne, żeby publikować w porządnym czasopiśmie? Pieniądze na badania - OK, ale badania i tak musisz przeprowadzić, gdzie byś nie publikował. A sama publikacja? Tu nawet często jest tak, że taniej - ekonomicznie - jest opublikować w czasopiśmie z IF. Miałem kiedyś taką sytuację,nie chciałem się przemęczać i myślę sobie - popchnę artykuł do jakiegoś polskiego czasopisma za 5 pkt ministerialnych. A tam - niespodzianka, trzeba zapłacić "czerdż", a nie miałem skąd wziąć. Rad-nierad, przysiadłem nad artykułem jeszcze trochę, ulepszyłem go i popchnąłem do czasopisma "z listy", bo było za darmo. I jest.
      • loleklolek_pl Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 21:14
        pisiarz napisał:
        O, źli, niedobrzy
        > ci wszyscy. No i te wykłady. Taaa... inni habilitanci, zdaniem tej pani, ich w
        > ogóle nie prowadzą. Albo prowadzą rzadko kiedy.

        Ta Pani napisała "Ostatnio obserwuję, jak uczelnia pozbywa się zdolnych dydaktyków, którzy nie zdążyli z habilitacją, a pozostawia tych, którzy są słabymi dydaktykami, ale mają habilitację."

        To jednak jest pewna zasadnicza różnica.

        > To w końcu pani staje w obronie osób "zwykłych, przeciętnych", czy "dobrych w t
        > ym, co robią"? Bo jak dla mnie, to mamy tu sprzeczność.

        Pisząc o "dobrych w tym co robią" zapewne miała na myśli dydaktykę. Możliwe, że nie wiesz o tej oczywistości, ale na polskich uczelniach etat jest z dydaktyki, a rozliczanie z osiągnięć naukowych z dorzuconymi czasem osiągnięciami organizacyjnymi i innymi pokroju np. współpracy z biznesem. Etatów stricte naukowych lub dydaktycznych to widziałem bardzo niewiele. W organizacji to niby ma pomagać administracja, ale różnie to jej wychodzi...
      • frusto Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 31.10.13, 09:52
        pisiarz napisał:
        > > publikowałam w wydawnictwach pokonferencyjnych. Okazuje się, że wszystkie
        > moje
        > > artykuły tego typu to śmiecie nie liczące się do dorobku.
        >
        > Hmmm... a czy widziała ta pani odrzuconą publikację do pokonferencyjniaka? Bo j
        > a nie... Czyli co - sami wybitni tam publikują? Czy może wymagania są... żadne?

        Nie wiem jak w tej dziedzinie, ale w mojej na w miarę dobrą konferencję 80-90% artykułów jest odrzucanych.
    • sendivigius Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 12:13
      Coz, dzialanie ludzkie wywoluja skutki zamierzone, ale tez skutki niezamierzone, bowiem natura nie kieruje sie intencjami sprawcy ale swoimi prawami. Efektem tego jest sytuacja tej pani. Kazdy kto chce poprawic nature i jej prawa musi sie liczyc ze nie osiagnie zadnej rownowagi ani stabilnosci a system bedzie sie sypal w konwulsjach raz mniejszych raz wiekszych.

      Normalna bowiem jest sytuacja ze uniwersytety sa lepsze i gorsze i takie i smakie. Kazdy student gdzies sie wpasuje. Tak samo kazdy naukowiec/nauczyciel akademicki. Jedni w miejsce gdzie sa sami overachivers inni w miejsce gdzie jest spokoj i pomoc dla studenta. Tymczasem w POlsce, oczywiscie prawa natury uwaza sie za wymysl zgnilego anglosaskiego imperializmu i jest prawo (a jakze ! tozto Sejm uchwalil, Senat zatwierdziil i Prezydent podpisal) ze wszystkie uniwersytety maja byc takie same. Maja miec takie same stopnie naukowe przyznawane przez centralnie kontrolowana komisje (nie mowiac o takich samych programach etc, etc). Wiec probuja byc. A ze przy okazji wiecej trocin niz narabanego drewna to albo nikt nie widzi albo widziec nie chce. Amen.
    • charioteer1 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 12:39
      Pytanie powinno brzmiec:
      Dlaczego wladze uczelni przez lata taka radosna tworczosc pani doktor tolerowaly? Dlaczego nikt mlodej pani doktor nie powiedzial, gdy zaczynala prace, ze dzialalnosc naukowa nie polega na publikowaniu byle czego w zbiorach pokonferencyjnych?

      Pytan do hipotetycznego dziekana pewnie byloby wiecej. Tylko z dziesiejszego przegladu prasy:

      Tu mamy kolejna pania doktor z pytaniami do dziekana:
      link

      Pytanie od doktorantki, ktora nie byla dosc dobra, by robic doktorat na polskiej uczelni:
      link

      Kolejne pytanie, ktorego nieobecny w swoim imieniu nie zada: Dlaczego prof. Malec nie mogl dalej pracowac w Krakowie?
      link
        • charioteer1 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:28
          Dala, taki doktor jest produktem systemu. Mamy ludzi, od ktorych nic nie wymagano, kiedy byli na studiach doktoranckich, nic nie wymagano przy doktoracie, po doktoracie tez nic nie wymagano. Pani doktor jest szczerze zdziwiona, ze konferencje sie nie licza do niczego? Ma racje. Od czasu, kiedy byla na studiach, wmawiano jej, ze to wlasnie jest nauka. System promowal i nadal promuje takich ludzi. Celowo zestawiam jej zale z doktorantka, ktora byla zbyt ambitna dla wielkiej pani profesor z jeszcze wiekszym fotelem i z wybitnym profesorem, ktorego zmuszono do emigracji.
          • dala.tata Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 18:40
            Nie mam zadnych watpliwosci, ze ta pani doktor jest produktem systemu. Jednak przez lata byla cala masa ludzi, ktorzy byli innymi produktami systemu.

            I nie widze zadnych powodow, dla ktorych mam sie pochylac nad losem pani doktor, ktora nie miala czasu na publikowanie, bo musiala dziecko wychowac, gdy obok siedzieli tacy, ktorzy sobie flaki wypruwali, zeby opublikwoac tam, gdzie ona jakos tak nie wiadomo dlaczego nie pomyslala.
      • ford.ka Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 19:07
        Tak jakoś przemknęła mi przez głowę zasłyszana historia jak to pan profesor (doktorat na zachodzie) zrobił awanturę swojej podwładnej pani doktor (doktorat na zachodzie), że ta ośmiela się publikować w innych miejscach niż redagowane przez pana profa. pisemko instytutowe za całe 4 punkty... O lingwistach mówimy, gdyby ktoś się zainteresował. Wydział z kategorią A.
          • loleklolek_pl Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 20:39
            To zapewne nie do końca taki przykład, jaki chciałeś usłyszeć, ale mi szef kiedyś (tzn. w tym roku jeszcze) cofnął delegację na konferencję i zażądał w tym czasie obecności na rzekomo "bardzo ważnym spotkaniu". Referat miał prekwalifikację na special issue jakiegoś czasopisma. Fakt, że takiego se - za marne 9pkt...
              • loleklolek_pl Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 21:46
                trzy.14 napisał:

                > Ale referatów z konferencji, nawet wydanych w pismach za 9 punktów, nie liczy s
                > ię do kategoryzacji?

                Chyba jednak się liczy, to czasopismo z listy B w końcu. Nasz wydział nie jest aż tak mocny, by takie 9pkt. kompletnie się nie liczyło ;-)

                > Może szef miał rację?

                Z tym, że niedopisanie do listy autorów należy w taki sposób karać? Możliwe, że ciągle tak myśli...
                • trzy.14 Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 22:26
                  To jakim cudem w kategoryzacji wyciągacie w kryterium I np. 60 punktów? Średnio każdy pracownik n-d na takim wydziale publikuje 3 publikacje łącznie za ok. 60 pktów, średnia wychodzi 20. Jak z kategoryzacją radzą sobie jednostki, w których liczą się słabo punktowane publikacje z listy B czy C?

                  • loleklolek_pl Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 22:41
                    Nie wiem, nie studiowałem meandrów kategoryzacji aż tak dokładnie (może zrobię to kiedyś :-) ). Ta czy inaczej w kryterium 1 nie wyciągamy nawet 40pkt, także chyba nie ma sprzeczności z Twoim rozumieniem sprawy, a moim stwierdzeniem, że 9pkt. na wydziale to nie jest takie nic. Oczywiście nie twierdzę, że jestem jakiś wydziałowy bonzo, bo niektórzy to jednak robią te publikacje za te 24pkt.
                  • loleklolek_pl Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 23:09
                    Byłem szybszy, po UŻtce rzuconej w twarz szefa (na konferencję jednak się wybierałem, skoro była już opłacona i dograna - anulacja delegacji nastąpiła w końcu dzień wcześniej późnm wieczorem) się napisało skargę, pod oddzielną skargą podpisali się wszyscy bez wyjątku podwładni owego szefa, którzy też w sumie mieli już dosyć tego co ten człowiek wyprawiał.

                    Także mój szef nie jest w chwili obecnej niczyim szefem. Tyle, że całe te władze i RW to jednak niestety miętkie w rozporkach są. Sprawa stanęła w rozkroku, bo jednak gość ciągle jakieś tam funkcje na wydziale ma, więc może bruździć, z którego to przywileju sobie korzysta. Na moje oko mógłby z luzem dostać dyscyplinarkę - materiał dowodowy jest wystarczający. No ale sam nie wiem, może trzyma dzieci dziekana w piwnicy w roli zakładników, może czekają aż skończy jakieś bardzo ważne sprawy i wtedy mu podziękują. A może liczą, że podkulimy ogony i na klęczkach poprosimy o powrót do starego.

                    Tak czy inaczej, jeśli o mnie chodzi, to jestem jedynie trzy lata w plecy. Dziekan zasugerował zmianę tematyki badań przez wzgląd na wcześniejsze wspólne publikacje, a w związku z tym możliwość brużdżenia w postaci oskarżeń, że niby coś tam mojemu byłemu szefowi ukradłem.
                      • loleklolek_pl Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 24.10.13, 00:13
                        No to po co pisać. Prasa jest efektowa, a nie efektywna (multum przykładów tu na forum, a zresztą człowiek już "gościł" na jej łamach w trochę innej sprawie - miał nawet miniserię). Conajwyżej można żywić tu nadzieję, że pytanie dziennikarza "Dlaczego trzyma Pan u siebie takiego człowieka?" zadziała orzeźwiająco. PAN moze udzieli jakiejś nagany.

                        A zresztą ja na uczelnie przyszedłem, bo chciałem robić naukę i dydaktykę, a nie prowadzić wojenki. Zmiany przepisów dot. awansów zadziałały w tym przypadku bardzo mobilizująco - wyszło mi, że minus trzy lata to i tak większa szansa, niż trwanie w stanie obecnym. Nie wiem, czy podjąłbym ryzyko (i moi współpracownicy), gdyby nie te zmiany. Oczywiście były też inne powody.

                        Mimo wszystko ciągle żywię nadzieję, że jednak góra się zmobilizuje i po np. kolejnej skardze studenta, jednak coś zrobi. Możliwe, że też już trochę zaczęli bać się niżu. W przeciwnym przypadku... to ja jednak jakieś doświadczenie w pracy biurowej mam w przeciwieństwie do bohaterki tego wątku.
          • piotr_mocek Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 21:11
            To nie jest tak. Miałem taką sytuację w życiu, w której bardzo inteligentny profesor wiązał zajęciami i zagadnieniami na 12 h/doba i wiecznie na wczoraj. On miał 16 publikacji rocznie na wysokim poziomie, jak się można domyślać 16 adiunktów pracowało na jednego guru. Naprawdę mogę z autopsji dać przepis jak bardzo inteligentny człowiek potrafi zarządzać gwiaździście w zespole stosując zasadę dziel i rządź , oraz kija i marchewki. Wystarczy spojrzeć po niektórych wysokonotowanych polskich uczelniach, na strony katedr i instytutów, są nadal takie, w których pracuje 50 osób a kierownikiem jedynych 8 grantów jest jeden człowiek. Możliwe?

            Ktoś wyżej napisał o tym, że ludzie piszący od początku wiedzą jak sprostać oczekiwaniom i naciskom w projektach. W chwili obecnej pracuję w kilku bardzo ciekawych projektach. W ani jednym z nich osoba przodująca publikacyjne nie wykazuje się w żadnej kwestii, która wymaga pasji naukowej, pomyślunku i zwykłego "błysku". Za to w jednym dużym projekcie, kiedy należało przygotować dokumentację eksperymentu (w większości nietypowe i nowe rozwiązania), który pochłonie kilka dużych milionów złotych z kilkudziesięciu specjalistów do dyspozycji zostały trzy osoby. Słownie "trzy". Prosiłem się wręcz chociaż o ocenę uproszczonego opisu sposobu przeprowadzenia pomiaru, badań, metodologii, konstrukcji czy sposobu podejścia w dziedzinie, w której wszystko praktycznie jest nowatorskie. Za to, jak już wszystko jest wiadome to zwykle plejada gwiazd wychodzi do przodu z piersiami po ordery.
            Efekt był zerowy.

            Nacisk na publikuj lub giń powoduje , że ukształtował się w niektórych naukach wizerunek naukowca, który albo publikuje i nie ma żądnego kontaktu z rzeczywistością, albo siedzi na pierwszej linii frontu i po kilku latach ma problem z dorobkiem. W naukach humanistycznych może ta pierwsza postawa to norma. Ale w naukach technicznych, ścisłych to patologia. I - wierz mi, ciężko utzrymać w obu kierunkach odpowiedni poziom.

          • fajnytoster Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 21:33
            Proszę bardzo, ode mnie masz z pierwszej ręki :)
            Kiedy byłem na studiach doktoranckich, mój promotor chciał bym opublikował tylko 2 artykuły (tyle było wymagane do otwarcia przewodu), a potem już nic. Bo "będziesz mieć czas na publikowanie po doktoracie, teraz jest za wcześnie, wytracisz niepotrzebnie pomysły".
            No i wysyłałem publikacje po kryjomu.

            Ale gwoli sprawiedliwości: nie był to kategoryczny zakaz, zaś kiedy promotor się skądś dowiadywał, że coś tam jednak wbrew niemu opublikowałem, to nie ponosiłem z tego tytułu żadnych konsekwencji.
            Natomiast mój przykład pewnie wskazuje na pewien sposób myślenia starszych i przymus kombinowania omijania ich zaleceń.
              • fajnytoster Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 22:32
                adept44_ltd napisał:

                > no ale ja rozumiem takie zalecenie jako zalecenie dopracowania się jakości... a
                > nie pójscia na ilość... więc wbrew trendowi. Mylę się?

                można to w ten sposób odbierać... tym bardziej, że rzeczywiście szef zawsze mówił żeby stawiać na jakość, nie na ilość... słusznie zresztą
                no ale z drugiej strony jakoś się specjalnie nie interesował co w tych dwóch publikacjach było, a już zwłaszcza tym gdzie miały zostać opublikowane. w ogóle. miały po prostu być
              • fajnytoster Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 22:36
                charioteer1 napisał:

                > To mozna potraktowac w kategorii sensowna rada doswiadczonego czlowieka. Po co
                > publikowac przed doktoratem, skoro to sie pozniej nie liczy do habilitacji?
                >

                z tego punktu widzenia oczywiście jest to sensowna rada
                tyle że opiera się na ukrytym założeniu, że celem pracy na uczelni nie ma być prowadzenie badań i publikowanie wyników, ale robienie habilitacji

                inna sprawa, że młodemu człowiekowi z doktoratem i dwoma artykułami na koncie niełatwo jest się nagle przestawić na tryb szybkiego i energicznego zbierania dorobku do tej habilitacji, a bat ośmiolatki wisi...
            • dala.tata Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 22:36
              toster, sorry, to nie jest zakaz, tylko czeste 'dbanie'. Bo szef byl przyzwyczajony do tego, ze publikacje oplaca sie krwia, wiec chcial ci ulzyc. Moze i glupie, jednak dziala w wiekszosc wypadkow. Wielokrotnie slyszalem o tym, ze pubikacje zmarnowane byly, bo opublikowane przed doktoratem.
              • fajnytoster Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 22:41
                no tak też napisałem, intencje promotora na 100% były czyste i uczciwe, chciał dla mnie - w jego mniemaniu i obrazie nauki - jak najlepiej
                ale w praktyce oznaczało to zakaz publikowania i dość śmieszną sytuację "publikowania po kryjomu"

                jednak rzeczywiście przykład może nie do końca relewantny i możecie go potraktować - mimo prawdziwości - raczej jako anegdotyczny

                a to:
                pubika
                > cje zmarnowane byly, bo opublikowane przed doktoratem.
                >

                to właśnie jakbym promotora słyszał :)
                • ford.ka Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 22:57
                  Przypomina mi się pewien wydział, który jakieś dziesięć lat temu uchwalił, że doktorant nie musi w ogóle nic opublikować przed obroną ("żeby się nie marnowało").
                  Jeden promotor odczytując życiorys swego doktoranta, skomentował: "Opublikował jeden artykuł, o jeden więcej niż to wymagane". I do dziś nie wiem, czy ironia skierowana była w stronę kolegów z rady wydziału, czy doktoranta, że taki nadgorliwy...
                  Tak sobie teraz myślę, że jakbym ich wszystkich słuchał, to do dziś byłbym bezrobotny :)
    • flamengista mnie ten list zupełnie nie dziwi 23.10.13, 20:19
      ja takich osób na tylko mojej uczelni znam kilkanaście, a jest ich z pewnością znacznie więcej. I to nie tylko u nas - są wszędzie, szczególnie w naukach społecznych. Ja w zasadzie te osoby po ludzku rozumiem: przez lata można było praktycznie tak funkcjonować, a po 15-20 latach "za zasługi" dostać habilitację. Owszem, w chwili gdy ta Pani zaczynała pracę były już zmiany, ale wtedy też słuchało się na korytarzach, że to "kosmetyczne zmiany" i "będzie jak dawniej". Najwyżej przejdzie się na starszego wykładowcę.

      W niektórych katedrach takie osoby stanowią 70-80% składu osobowego. Co ma z takim fantem zrobić dziekan? Zamknąć swój wydział? Nie, pewnie idzie to dwutorowo: tych, z których można coś wycisnąć przymusza się do habilitacji, najbardziej zasłużonym da się starszego wykładowcę, starszych wyśle na emeryturę, a najmłodszych pośle na zieloną trawkę. C'est la vie.

      W dodatku obawiam się, że za parę lat, gdy terminy nieubłaganie zaczną się kończyć, to zmieni się znowu przepisy.

      Pretensję o tą sytuacje można mieć - jak już wcześniej wspomniano - do szefów i ich prowincjonalnego pojmowania nauki. Bo przykład szedł z góry, sama takiego sposobu pracy naukowej ta Pani nie wymyśliła. Była powszechna tolerancja dla bylejakości naukowej przy bardzo dużej aktywności dydaktycznej, na ogół też prowadzonej na niskim poziomie. Teraz mamy tego owoce.
      • trzy.14 Re: mnie ten list zupełnie nie dziwi 23.10.13, 21:37
        Fla,
        Twój wywód mnie, przedstawiciela prowincjonalnego kombinatu pedagogicznego, całkowicie przekonuje. Takich osób są w Polsce setki, tysiące i to nie tylko w społ-humach - wystarczy przejść się na najbliższą polibudę czy akademię bardzo przymiotnikową i przyjrzeć się dorobkowi pracowników różnych fajnych WWFZSZ (Wydziałów Wyciągania Forsy Zwłaszcza ze Studenta Zaocznego) - nawet tych "z mocnym A". Tysiące osób przez lata jeździło na konferencje tylko po to, by opublikować jakiegoś gniota po polsku, ale koniecznie o minimalnej objętości 1 arkusza wydawniczego, co dawało bodaj 6 punkty ministerialne. Co więcej, redakcja takiego gniota, wykonana wspólnie z kolegami podwórkowymi, to przecież przepustka do belwederki, więc zarezerwowana była/jest dla ścisłego grona "aspirantów" dotytularnych, którzy teraz wytykają nieróbstwo swoim adiunktom. Byłem, widziałem, słyszałem, co jest głównym tematem rozmów kuluarowych, do tej pory dostaję zaproszenia, które jednak niewdzięcznie wyrzucam do kosza.

        Ta zmiana przepisów za kilka lat jest BARDZO prawdopodobna - do tej pory ZAWSZE tak było.

        Ludzie, kto będzie uczył, gdy wszyscy będą publikować 3 razy po 30-35 punktów per capita w 4 lata? Zwłaszcza, że jeśli wszyscy zaczną tak publikować, pisma które dziś są za 30, jutro spadną na 15.

        Napiszę rzecz niepopularną: nie widzę powodu, aby na masowych studiach licencjackich/inżynierskich wszyscy nauczyciele akademiccy musieli mieć habilitację. Trzon kadry takich studiów powinni stanowić rzemieślnicy; jeśli habilitowani, to w pedagogice osób dorosłych. Chyba że uznamy, że dydaktyka na tym poziomie jest nieważna i można ją oddać w ręce doktorantów oraz adiunktów, których jedynym celem życiowym jest praca naukowa, a dydaktyka to piąte koło u wozu. Alternatywnie można zmniejszyć liczbę uniwersytetów kosztem *masowego* powrotu do idei szkół pomaturalnych.

    • loleklolek_pl nic 23.10.13, 21:05
      Przez Panią przemawia zazdrość, że kiedyś było łatwiej niewylecieć z roboty. Jestem ciekaw, ilu obecnych profów i habilitusów trzebaby zdegradować, gdyby przyłożyć do ich tytułów obecne wymagania. Paru takich znam.

      A dziekan już jest zapewne habilitowany, a może wyprofesorowany, więc zapewne nie zrozumie ;-p
    • refe.ree Re: co ma dziekan powiedzieć takim pracownikom 23.10.13, 21:43
      A to jest chyba najbardziej zasmucający motyw z tego listu:
      "Za kilka lat muszę zrobić habilitację albo pożegnam się z uczelnią - muszę, chociaż wcale mi to do szczęścia niepotrzebne"
      Niepotrzebne do szczęścia? Rozwój naukowy nie daje autorce pozytywnego wzmocnienia? W takim razie czego w ogóle szukała zatrudniając się w szkole wyższej? Trzeba było podjąć pracę w podstawówce a nie w uniwersytecie.
    • dala.tata tak ogolniej 23.10.13, 23:03
      Czytam te wszystkie listy otwarte i zale wylewane tu i tam. I odnosze wrazenie, ze w Polsce mamy tlumy niedoszlych noblistow. Noblistami nie zostali, bo, rozumicie, nie wiedzieli jak. Nikt im nie powiedzial, ze jest nagroda Nobla i sie nie starali. Nie publikowali, bo nie wiedzieli, albo szef im nie pozwolil. A gdyby tak jeszcze droga z domu do pracy z gorki byla, to noble sypalyby sie jak z rogu obfitosci. a tu ciagle pod ogrke i pod gorke.
      • katia.seitz Re: tak ogolniej 23.10.13, 23:53
        Pozwolę sobie wtrącić się w tym miejscu dyskusji, choć nawiązywać będę do kwestii wcześniej poruszonych.

        Ja zasadniczo zgadzam się z poglądami dala.taty, jak również "nowymi" (kudrycko-reformianymi) założeniami odnośnie kryteriów dobrych miejsc do publikowania. Jednakże, dyskutując w gronie osób lokujących się gdzieś tam w obszarze nauk społecznych nie sposób jednak pominąć faktu, iż nieszczęśnicy typu autorka listu są produktami systemu obowiazującego przez długie lata. Owszem, mogli byli już od początku swej kariery naukowej dostrzec marność polskiego podwórka i celować wyżej, jak najwyżej, od razu w Nobla (czyżby rzeczywiście - w Nobla? w naukach społecznych...?) Niestety, wielu z nich prawdopodobnie nie pragnęło zostać noblistami, ale po prostu, ot, profesorami na lepszej lub gorszej polskiej uczelni - i robili to, czego system od nich w tym celu wymagał.
        Ale dobrze, uznajmy, że stawianie sobie tak ograniczonego celu kandydata dyskwalifikuje na wstępie. Należało więc mierzyć wyżej i - jak sugeruje dala.tata - "publikować tam, gdzie publikowali ci, których czytali/śmy".

        Czyli gdzie? Moi mistrzowie - bynajmniej nie tylko polscy, ale i międzynarodowi, gwiazdy mojej społ-hum dyscypliny - pisali książki! Ja osobiście, w moim instytucie -nr 1 w mojej dyscyplinie w Polsce - się nie wychowałam naukowo na artykułach z czasopism. Czasopisma doceniłam dopiero wraz z wejściem w życie reformy. Teraz już wiem, że konieczność poddania swej pracy prawdziwej, rzetelnej recenzji jest czymś, co przenosi naszą działalność na level wyżej. I to w sumie dobrze, że jesteśmy do tego zmuszani (choć system ten ma też swoje wady, po stokroć tu omawiane).

        Konkludując - niewątpliwym błędem pani autorki listu jest to, ze nie dostrzega zalet "nowego modelu" i odmawia podjęcia wyzwania, jakim jest przestawienie się na niego. Ale to, że nie publikowała w renomowanych periodykach fefnaście lat temu, jest - z mojego punktu widzenia - całkiem zrozumiałe. Pytanie, jak powinna zostać potraktowana ta kwestia - czynów sprzed lat iluś tam, racjonalnych w ramach dawnego systemu - w kontekście oceny całokształtu jej dorobku naukowego.
        • gruszka_wierzbowa Re: tak ogolniej 24.10.13, 00:10
          Też wtrącę tu trzy grosze.
          Przez wiele lat na moim wydziale doktorant to była osoba, która się uczy pracy naukowej. Wielu profesorów wyraźnie mówiła - 3 publikacje do doktoratu wystarczą. I cała rzesza doktorantów publikowała mało. Ale za to z sensem zazwyczaj. Niestety dzisiaj się okazuje, że Ci ludzie nie mają szans na etaty, ponieważ mają za mało publikacji w porównaniu do rocznika, który właśnie rozpoczął czwarty rok studiów doktoranckich. Dziekan zamroził przyjmowanie nowych pracowników nawet jak zwolni się etat w katedrze, właśnie po to by mieć godziny dla tych, którzy właśnie składają doktoraty do recenzji. Bo oni tak dużo publikują. I jakoś nie przejmuje się jakością tych publikacji. W tym czasie z kwitkiem odeszło parę świetnych osób, które wychowywano starą metodą.
          Oczywiście te osoby mogły przewidzieć, że muszą dużo, dużo publikować. Ale znów dochodzimy do problemu gorączki ilościowej publikacji. Nic nie jest białe albo czarne.
          • charioteer1 Re: tak ogolniej 24.10.13, 00:15
            No i za pare lat okaze sie, ze ci swietni i obiecujacy sa do zwolnienia w pierwszej kolejnosci, bo nikt im nie powiedzial, ze z ta makulatura nie powinni w ogole myslec o karierze w nauce.
            • gruszka_wierzbowa Re: tak ogolniej 24.10.13, 00:25
              Najprawdopodobniej tak. Znam dość dobrze publikacje jednej z tych obiecujących doktorantek. I aż szkoda mi czasu na czytanie ich. Szybciej przeczytam ustawę, a będę wiedzieć tyle samo. Ale w czasach fetyszu ilości publikacji zapomina się o tym, że nie ilość a jakość jest ważna.
          • dala.tata Re: tak ogolniej 24.10.13, 00:52
            szczerze poweidziawszy, reguly typu 3 publikacje wystarcza, to sobie mozna o kant...rozbic. Sa podobne do tych o marnowaniu publikacji przed doktoratem.Wystarczy tyle jestes w stanie sensowie napisac. A jesli publikujesz w sensownych czasopismach, to jakos mysle, ze i jakosc nie jest tragiczna.
            • gruszka_wierzbowa Re: tak ogolniej 24.10.13, 21:45
              Tak, takie reguły są głupie. Na szczęście mało kto przy nich został do dziś.

              Tak, jeśli publikuje w porządnych czasopismach to jakoś jest przyzwoita. Niestety masa doktorantów nie publikuje w takich. Większość ich publikacji to Pcim Dolny, Biuletyn Koła Naukowego, zbiór po konferencji studentów i doktorantów. Sensownych publikacji na 10 znajdzie się maksymalnie trzy. Oczywiście są wyjątki, ale w przypadku większości publikujących doktorantów tak to właśnie wygląda. Jak to kiedyś skwitował mi pod dziekanatem doktorant po pierwszym roku - "A wiesz, mam znajomych w tym biuletynie i choć nie mam pojęcia o prawie pracy to publikuję tam coś z tego. Raz dwa na kolanie napiszę trzy artykuły po pięć stron i będę miał tyle samo punktów do stypendium co ty za swój wypocony artykuł do sześciopunktowca". Ot, takie mamy młodzieży chowanie. A potem dziekan twierdzi, że to tak pracowity doktorant, bo trzy publikacje w ciągu roku napisał.
              • dala.tata Re: tak ogolniej 24.10.13, 22:40
                Jest mniej wiecej, jak mowisz. W spolhumach nie spotkalem sie z wymogiem publikacji przed podjeciem doktoratu. Tak, do otwarcia przewodu, ale nie do rozpoczecia pracy nad doktoratem. Do tego potrzebna jest dobra praca mgr, bardzo dobra. Ja chce widziec, zeby potencjalny doktorant mial zarysl pomyslu, umial robic badania ( do tego jest potrzebna ta magisterka) i tzw. Drajw.
              • fajnytoster Re: tak ogolniej 24.10.13, 22:48
                Biegunka publikacyjna studentów i doktorantów jest straszna. Ostatnio robiłem korektę tomu pokonf. składającego się głównie z takich tekstów i było to przeżycie wręcz traumatyczne. Klapa totalna.
                A jak sobie pomyślę, że zostało to zrecenzowane przez 2 samodzielnych... szkoda gadać.
                Jednym słowem - tzw. "pisanie dużo" też nie jest tym, co bym w jakimkolwiek stopniu popierał. Przeciwnie - to jedno ze zjawisk, które mnie najbardziej przerażają, tym bardziej, że będę musiał się też kiedyś poddać ocenie i recenzent habilitacji może mi wytknąć, że czasami odpadają wnioski ze stoma publikacjami w dorobku, więc co ja w ogóle szukam...
                Najgorsze jest to, że to system zmusza młodych do takiej bezsensownej publikowaniny, bo jak nie nastukasz 80 punktów w rok, to nie dostaniesz stypendium i jesteś w ciemnej...

                Ale tak naprawdę, to "zabranianie pisania" i "zmuszanie do pisania" są dwoma stronami tej samej monety. Obie te praktyki wynikają z założenia, że publikuje się po to by była publikacja. Publikacje są po to żeby "robić dorobek" i "zbierać punkty". A zbiera się dorobek by awansować/utrzymać się/zdobyć stypendium. To czy odkryłeś/wymyśliłeś coś wartościowego nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia to, jakiej jakości są twoje teksty i czy coś wnoszą. Ważne by w odpowiednim - z punktu widzenia osobistej kariery - momencie wydrukować tekst, który zapunktuje.
                • podworkowy Re: tak ogolniej 24.10.13, 23:06
                  "Nie ma znaczenia to, jakiej jakości są twoje teksty i czy coś wnoszą"
                  Nail on the head!
                  http://www.smileyvault.com/albums/userpics/13969/HitTheNailOnTheHead.gif
                  My tu sobie możemy pisać, i pisać, i pisać - a dopóki tak będzie, to i tak będziemy jak przysłowiowe owsiki...
                • charioteer1 Re: tak ogolniej 25.10.13, 00:17
                  fajnytoster napisał:

                  > Najgorsze jest to, że to system zmusza młodych do takiej bezsensownej publikowa
                  > niny, bo jak nie nastukasz 80 punktów w rok, to nie dostaniesz stypendium i jes
                  > teś w ciemnej...

                  Za kilka lat i ludzie beda pisac listy do gazety podpisane dr nikt, bo ktos im powie, ze caly ten ich dorobek sie w ogole do niczego nie liczy, bo to w ogole z nauka nie ma nic wspolnego. I bedzie kolejny dysonans poznawczy: To nie jest nauka? Jak to?

                  I sorry, ale winni beda ci, co ustalili taka punktacje, ze mozna natrzepac 80 pkt. produkujac totalne smiecie.
                    • charioteer1 Re: tak ogolniej 25.10.13, 01:43
                      A ktos cie kiedys nagradzal za przekroczenie predkosci? Na kursie na prawo jazdy ktos ci mowil, ze niektore znaki drogowe mozna ignorowac, poniewaz nie oplaca sie ich przestrzegac?

                      Doktorantow i mlodych doktorow (do 35 roku zycia) w wielu instytucjach nagradza sie za produkowanie chlamu w tasmowych ilosciach. Potem ciach, mlody doktor skonczyl 35 lat i przestal byc mlody, wiec mu mowimy, ze sie nie nadaje i nie rokuje.
                      • dala.tata Re: tak ogolniej 25.10.13, 13:37
                        absolutnie. do dzis pamietam moje pierwsze jazdy, kiedy to intrunktor mowil (jak wracalismy z jakiegos miejsca, gdzie musial cos zalatwic), ze jest pusto i ciemno, to mozna przyspieszyc. I byl bardzo zadowolony (nagroda!), ze przyspieszylem.

                        Tyle ze ja jeszcze mysle, chario. Czasem z oporami, a na dodatek upieram sie, ale mysle. I jak mnie policja zlapie, to nie powiem im, ze mi instruktor poweidzial, ze mozna. Bo sam byl pekl ze smiechu.
                • mn7 Re: tak ogolniej 25.10.13, 09:38
                  fajnytoster napisał:

                  > Ale tak naprawdę, to "zabranianie pisania" i "zmuszanie do pisania" są dwoma st
                  > ronami tej samej monety. Obie te praktyki wynikają z założenia, że publikuje si
                  > ę po to by była publikacja.

                  Moim zdaniem to wyjątkowo trafne spostrzeżenie. System odarł publikowanie z jego rzeczywistego sensu. Tan naprawdę wiele osób już nawet nie pamięta, jaki ten sens jest a młodzi nie zdążyli sobie tego uświadomić. Zbiera się "punkty" do wszystkiego, zalew chłamu jest niewyobrażalny. Nieuczciwość tego systemu na tym właśnie polega, że najpierw wymusza się takie strategie a potem ma się pretencje do ludzi, że się tych wymagań zastosowali.
                  • dala.tata Re: tak ogolniej 25.10.13, 13:44
                    Zalew chlamu jest rzezcywisicie wielki. Gdy przegladam w polskich ksegarniach te setki ksiazek z rozdzialami nie tyle przyczynkarskimi, co wywazajacym dawno otwarte drzwi, zeby mnie bola. A starczyloby, zeby autor odrobine poczytal i dowiedzialby sie, ze to co pisze, to bzdury. I wlasnie dlatego tak wazne jest miejsce publikacji. I nie chodzi o etykiete, ale o to, ze tekst przechodzi przez rzetelny proces recenzyjny. Jakos gdy czytam dobre miedzynarodowe czasopisma, chlamu tam nie widze. Jasne, zdarzaja sie slabe teksty, ale ona i tak trzymaja poziom.

                    Co do systemu, nie, nikt nikogo do niczego nie zmusza. To jest twoja decyzja, jak owe punkty zbierasz (choc musze powiedziec, ze mi jeszcze nigdy nie przyszlo do glowy zbierac zadnych punktow). Mozesz to robic za pomoca chlamu za 3 pkt, mozesz to robic za pomoca porzadnych artykulow. I idea, ze system wymusza 3pktowce, jest absurdalna.

                    mn7 napisała:

                    > sens jest a młodzi nie zdążyli sobie tego uświadomić. Zbiera się "punkty" do ws
                    > zystkiego, zalew chłamu jest niewyobrażalny. Nieuczciwość tego systemu na tym w
                    > łaśnie polega, że najpierw wymusza się takie strategie a potem ma się pretencje
                    > do ludzi, że się tych wymagań zastosowali.
                    • mn7 Re: tak ogolniej 25.10.13, 14:57
                      dala.tata napisał:

                      > Zalew chlamu jest rzezcywisicie wielki. Gdy przegladam w polskich ksegarniach t
                      > e setki ksiazek z rozdzialami nie tyle przyczynkarskimi, co wywazajacym dawno o
                      > twarte drzwi, zeby mnie bola. A starczyloby, zeby autor odrobine poczytal i dow
                      > iedzialby sie, ze to co pisze, to bzdury.

                      Pewnie tak. Tyle tylko, że nie zawsze ma jak poczytać - vide niedawny wątek założony przez flamengistę.

                      > Co do systemu, nie, nikt nikogo do niczego nie zmusza. To jest twoja decyzja, j
                      > ak owe punkty zbierasz (choc musze powiedziec, ze mi jeszcze nigdy nie przyszlo
                      > do glowy zbierac zadnych punktow).

                      Myślę, że powodem tych złośliwości, których nie szczędzą Ci czasami niektórzy forumowicze jest m.in. Twoje zamiłowanie do formułowania takich niefortunnych wypowiedzi, które na różnych ludzi działają jak płachta na byka. I trudno się dziwić.
                      Otóż nie każdy prezentuje - jak Ty - noblowski poziom. Nie każdy pracuje w cywilizacji i nie każdy już za młodu był tak wybitny i nadzwyczajny, jak Ty. Tak to już jest, że aby zostać naukowcem trzeba tyoowo najpierw dostać się na studia doktoranckie a potem załapac się na jakiś etat. Skoro jednak i do pierszego i do drugiego system wymaga natrzaskania odpowiedniej liczby punktów to wybór, o którym poszesz, ma charakter iluzoryczny. Można do siebie nie dopuszczac tej świadomości, można gardzić tymi młodymi ludźmi i przypisywac im różne paskudne motywacje (na przykład lenistwo) ale tak po prostu jest.


                      • dala.tata Re: tak ogolniej 25.10.13, 15:03
                        Nie prezentuje zadnego noblowskiego poziomu, bardzo mi milo, ze tak o mnie myslisz jednak. Uwazam jednak, ze jesli ktos jest w stanie publikowac za 3 pkt, nie powinien pracowac na uczelni.

                        Ja rowniez naprawde rozumiem, ze jestesmy wszyscy leniwi i nam sie nie chce. Jednak przestanmy zwalac nasze zwykle lenistwo i olewactwo na jakis system. Juz napisalem wczesniej: mam wrazenie, ze w Polsce sa same wybitne gwiazdy, ale albo nie wiedzieli, jak sie publikuje, albo system im nie pozwolil. Litosci!
                        • mn7 Re: tak ogolniej 25.10.13, 15:08
                          Prawda jest taka, że nikt mu nawet nie zaproponuje pracy na uczelni a nawet robienia doktoratu, jeśli nie "natrzaska" punktów. Radzisz studentowi 4 roku napisanie dwóch artykułów do najpoważniejszego pisma krajowego i jeszcze jednego do zachodniego? Tak serio? Pozwól, że zapytam - ile Ty miałeś tego rodzaju publikacji przed skończeniem studiów a ile w cztery lata po skończeniu?
                          • dala.tata Re: tak ogolniej 25.10.13, 15:36
                            To jest taka 'prawda jest taka' na potrzebe dyskusji na forum. Wiele rzeczy widzialem, ale studentow w spol-humach, ktorzy natrzaskali punktow, jeszcze nie. A widzialem niejedno.

                            Nie mialem ani jednej publikacji po ukonczeniu studiow. tak jak wszyscy moi dokotranci, jak wszyscy ci, ktorych recenzowalem, przepytywalem itd itd.
                            • mn7 Re: tak ogolniej 25.10.13, 15:49
                              Prawdopodobnie utożsamiasz punktu z punktami ministerialnymi za publikację. Tymczasem w tej odnodze dysusji chodzi niewątpliwie nie tylko o takie, lecz na przykład o "punkty' które trzeba miec przy okresowej ocenie. Albo żeby się dostac na studia doktoranckie.

                              Nie miałeś ani jednej publikacji? No widzisz. A dziś w niejdnej dziedzinie ktoś, kto nie miałby ani jednak publikacji nie mógłby nawet marzyć o studiach doktoranckich. Czujesz różnicę? Rozumiesz teraz, skąd się bierze ta biegunka?

                              Po prostu to, że młodzi ludzie produkują chłam nie wynika z tego, że nagle ich dotknął jakiś obłęd publikacyjny (jak tego profesora kilka lat temu w Gdańsku, którego to doprowadziło w końcu do przepisania fragmentów dwóch praca magisterskich) lecz z tego, że bez "publikacji" nie będa przyjęci na studia doktoranckie i problem ich kariery naukowej rozwiąże się zanim się jeszcze w ogóle pojawi.

                              Studia doktoranckie (o magisterskich tu nie wspominam) powinny polegac na tym, że się czyta, czyta, czyta, dyskutuje, myśli nad doktoratem i zbiera do niego źródła. A potem: czyta, czyta, dyskutuje... Dziś w wielu dziedzinach ktoś, kto przyjąłby taką strategię przekreśliłby swoje szanse na cokolwiek (i tak zresztą minimalne w obecnej sytuacji). I to jest właśnie głęboka patologia systemu. Można udawać, że się tego nie widzi, tylko właściwie po co?
                                • mn7 Re: tak ogolniej 25.10.13, 16:05
                                  No dobrze, tylko co z tego wynika? Jakie to ma znaczenie dla kogoś, kto chce być na jednym z topowych wydziałow w Polsce doktorantem w dziedzinie X. że akurat Twoi doktoranci nie mają żadnej publikacji? On jeśli nie będzie miał nie będzie doktorantem. a jeśli w czasie studiów dokt. nie opublikuje iluś tam "publikacji" to nie będzie miał nawet po co się starac o etat (gdyby taki jakims cudem się pojawił). Jaka więc dla niego czy dla niej pociecha z tego, że napisałes tu coś o swoich obecnych doktorantach? Czy dyskusja dotyczy systemu, w którym musza jakoś się odnaleźć Twoi doktoranci, czy jednak czegoś innego?
                                    • dala.tata PS 25.10.13, 16:12
                                      Nawet jednak jesli jest, jak mowisz. To nie jest to zaden system, ale glupi ludzie wymyslajacy glupie reguly.
                                      • charioteer1 Re: PS 25.10.13, 16:48
                                        Glupi ludzie wymyslajacy glupie reguly sa elementem tego systemu. Jezeli podobnie glupie reguly obowiazuja na roznych wydzialach roznych uczelni, to to jest zjawisko jak najbardziej systemowe.
                                        • mn7 Re: PS 25.10.13, 17:32
                                          Niestety. Nawet jeśli jednak nie byłby to prawdziwy system, to z punktu widzenia młodego - przepraszam za wulgarnośc - adepta systemu marna by była pociecha.
                                        • dala.tata Re: PS 25.10.13, 18:05
                                          To na zakonczenie tej wymiany powiem ponownie to, co mowilem juz nie raz.

                                          Jedna z najbardziej uderzajacych dla mnie charakterystyk polskich rozmow o nauce i jej poziomie jest zrzucanie odpowiedzialnosci, najlepiej na wladze. Poziom doktoratow spada, to oczywiscie nie jest kwesita recenzentow, tylko ministra. Publikujemy chlam, wina ministra, w najlepszym wypadku dziekana i rektora. Nie mamy grantow, no jakzez, to wina dziekana wzwyz. Zawsze jest czyjas wina, my jestesmy jak ten bezwolny przedszkolak, ktory moze tylko w zadziwieniu patrzec na otaczajacy go dziwny swiat.

                                          Zeby nie bylo - ja sobie naprawde zdaje sprawy (bo ja sobie nadal zdaje sprawy, a nie sprawe), ze finanse uczelni, sposoby oceny, zarzadzania, nie sa niewazne. One moga wiele rzeczy utrudniac, wiele moga ulatwiac. Jednak to nie jest tak, ze ja jako jednostka moga tylko zaplakac, ze nikt nie wita mnie kwiatami i szampanem codziennie na uczelni, pytajac mnie, jakie to dzisiaj mam potrzeby.

                                          Kiedys uslyszalem (na powaznie), ze osoba, z ktora rozmawialem, publikuje malo, a czasami wcale, bo ona naprawde nie lubi formatowac tekstu, a dostosowywanie bibliografii do wymagan czasopisma jest ponizej jej godnosci. Nic dodac, nic ujac.
                                          • mn7 Re: PS 25.10.13, 19:04
                                            No cudne po prostu. Jaka szkoda, że w tej gałące dyskusji rozmawialśmy (prynajmniej niektórzy z nas) o czymś zupełnie innym - o tym, że publikuje sie zbyt dużo i zbyt słabych rzeczy bo durny system to wymusza (w tym na osobach bardzo młodych, szkodząc w ten sposób ich rozwojowi naukowemu). No ale cóż, wypada mi serdecznie podziękować za ten niezwykle interesujący monolog w odcinkach, którym ozdobiłeś tę dyskusję. Z reguły w dość luźnym związku z wypowiedziami, pod które podklejałeś kolejne fragmenty ale za to z podziwu godną konsekwencją w powtarzaniu tego, co rzeczywiście głosisz od dawna, bardzo konsekwentnie i ze zdrowym przekoaniem o swojej racji.
                                            • dala.tata Re: PS 25.10.13, 19:08
                                              No bo przeciez racje masz ty. Wybacz, zapomnialem. Twe argumenty sa tak przekonujace, przygwazdzajace, ze z cala pewnoscia swiat, ktory wodze dokola, tylko mi sie wydaje. I przeciez wystarczy tylko zapytac ciebie.
                                              • mn7 Re: PS 25.10.13, 19:17
                                                A skądże. Przecież wyraźnie napisałam, że rację masz Ty, jak zawsze zresztą.
                                                Pewnie gdybyś się odniósł do tematu tej "gałązki" dyskusji (durnota systemu wymuszającego publikowanie ogromnej ilości chłamu), również miałbyś rację. No ale sie nie odniosłeś, więc to tylko takie moje przypuszczenia oparte na dotychczasoej lekturze Twoich monologów.
                                                • dala.tata Re: PS 25.10.13, 19:32
                                                  Jasna sprawa, przeciez wszyscy tu dyskutujacy sa tylko pieknymi ornamentami, rozwiazaniem, a nie problemem. Problemem jest system. On jest ten najgorszy!
                                                  • mn7 Re: PS 25.10.13, 19:39
                                                    Ale na temat nadal nic? Tylko ironizowanie, że "system najgorszy" bez odniesienia się do konkretów, o których kilka osób tu wspomniało? Po prostu założyłeś, że to wszystko jakies bzdury i przywidzenia które można skwitować krótkim, ironicznym "system najgorszy" i pisac o czymś innym? To po w takim razie w ogóle odpowiadasz na posty, które uważasz za niegodne niczego poza ironicznym "system najgorszy"? Żeby po raz setny zaprezentowac swoje jedynie słuszne poglądy, które każdy szanujący się i często tu zaglądający forumowicz (a nawet ja) od dawna już świetnie znamy?
                                    • mn7 Re: tak ogolniej 25.10.13, 16:31
                                      Co jednak nie zmienia faktu, że są dziedziny, gdzie student musi "publikować". I nie zmienia faktu, że jest to źródło zalewu chłamu, o którym niezależnie od siebie pisało tutaj kilka róznych osób, o bardzo róznych poglądach i doświdczeniach. Nie zmienia to też faktu, że jest to sytuacja jawnie patologiczna.
                                  • spokojny.zenek Re: tak ogolniej 25.10.13, 22:29
                                    Z jednej strony dala.tala wymaga od doktorantów publikowania od razu w najlepszych miejscach, z drugiej strony nie zna doktoranta, który by miał publiiakcje zaraz po studiac. Na godle państwowym Mongolii był kiedyś taki jeździec na skaczącym koniu - że niby miało to symbolizowac przeskok od społeczeństwa pasterskiego bezpośrednio do wysoko rozwiniętego.
                                    No a tak w ogóle to, że dala.tala nie zna jakimś cudem przypadków wymuszania publikowania u studentów oznacza, że cały problem wymysłiły sobie jakieś forumowe histeryczki.
                            • spokojny.zenek Re: tak ogolniej 25.10.13, 22:15
                              dala.tata napisał:

                              > To jest taka 'prawda jest taka' na potrzebe dyskusji na forum. Wiele rzeczy wid
                              > zialem, ale studentow w spol-humach, ktorzy natrzaskali punktow, jeszcze nie.
                              > A widzialem niejedno.
                              >
                              > Nie mialem ani jednej publikacji po ukonczeniu studiow. tak jak wszyscy moi dok
                              > otranci, jak wszyscy ci, ktorych recenzowalem, przepytywalem itd itd.

                              To tylko pokazuje, jak mizerne masz pojęcie o realiach. Może rzeczywiście "widziałeś niejedno" ale nie widzisz tego, co istotne.
                      • spokojny.zenek Re: tak ogolniej 25.10.13, 22:24
                        No właśnie. To samo chciałbym doradzić. Dawanie dobrych rad z wyżyn "prawdziwej nauki w cywlizacji" jest bardzo łatwe. Można je też określić sugestiami jawnie obraźliwymi dla adresatów tych rad - jak widac niektórym taka zabawa daje jak widac sporo przyjemności.
                        • dala.tata Re: tak ogolniej 26.10.13, 10:31
                          Co takiego jest obrazliwego w tym co mowie? Ze jestesmy odpowiedzialni za nasze wybory i za nasza kariere? Ze to minister nie jest odpowiedzialny za to, co robi dziekan czy szef katedry? Ze nieustannie slysze, ze to wina wszystkich innych, a nie zaintersowanego. Gdyby autorka omawianego listu rozgladnela sie dokola, to by nie musiala pisac takich listow.

                          Co do owych pubkcikow. Ja rozumiem, ze praca na uczelni powinna byc latwa, wygodna i nieprzemeczajaca. Warto moze sobie powiedizec jeszcze, ze punkciki za prace wprowadzono nie dlatego, zeby lepiej oceniac, ale dlatego, ze zmusic do pracy. Powiedzmy sobie szczerze: daleko polskich uczleniom do tego, by wszyscy pracowali jak pszczolki. I bardzo mi prosze nie ciskac kitu o tym, ze ja jestem z zewnatrz. Za stary jestem i za duzo widzialem. I jeszcze nie widzialem dziekana czy szefa instytutu, ktory by codziennie do pracy przychodzil (nie mowiac o jego pracownikach).

                          Ja rozumiem, ze prawda boli, jednak nie ma w tym nic obrazliwego.

                          spokojny.zenek napisał:

                          > No właśnie. To samo chciałbym doradzić. Dawanie dobrych rad z wyżyn "prawdziwej
                          > nauki w cywlizacji" jest bardzo łatwe. Można je też określić sugestiami jawnie
                          > obraźliwymi dla adresatów tych rad - jak widac niektórym taka zabawa daje jak
                          > widac sporo przyjemnośc
                          • spokojny.zenek Re: tak ogolniej 26.10.13, 10:48
                            dala.tata napisał:

                            > Co takiego jest obrazliwego w tym co mowie? Ze jestesmy odpowiedzialni za nasze
                            > wybory i za nasza kariere?

                            Nie odnosiłem się do tego, nie zauwazyłem, żeby ktoś inny się tak odnosił.

                            > Ze to minister nie jest odpowiedzialny za to, co ro
                            > bi dziekan czy szef katedry?

                            Nie odnosiłem się do tego, nie zauwazyłem, żeby ktoś inny się tak odnosił.

                            > Co do owych pubkcikow. Ja rozumiem, ze praca na uczelni powinna byc latwa, wygo
                            > dna i nieprzemeczajaca.

                            Rozumiem, że ta figura służyła wywołaniu wrażenia, że niby Twoi adwersarze tak uważają, stąd ośmielają się mieć inne, oczywiście błędne, zdanie?

                            > Warto moze sobie powiedizec jeszcze, ze punkciki za pra
                            > ce wprowadzono nie dlatego, zeby lepiej oceniac, ale dlatego, ze zmusic do prac
                            > y.

                            Fascynująca koncepcja. Punkciki dla kandydatów na studia doktoranckie (wczoraj włączyłem się do dyskusji na ten szczegółowy temat) wprowadzono po to, żeby "zmusić do pracy"? To świadoma, przemyślana polityka - po prostu tak ma być?

                            Przykłady podane przez mn7, chario i moją skromną osobę to "mity"? Nie, to nie mity, to konkretni, żywi ludzie z imieniem i nazwiskiem, którzy na studiach zajmowali się studiowaniem a nie produkacją makulatury i udawaniem naukowców a system (rzekomo nieistniejący) zapłacił im tak, jak zapłacił. Już "na wejściu".

                          • charioteer1 Re: tak ogolniej 26.10.13, 11:57
                            dala.tata napisał:

                            > Co takiego jest obrazliwego w tym co mowie? Ze jestesmy odpowiedzialni za nasze
                            > wybory i za nasza kariere? Ze to minister nie jest odpowiedzialny za to, co ro
                            > bi dziekan czy szef katedry? Ze nieustannie slysze, ze to wina wszystkich innyc
                            > h, a nie zaintersowanego. Gdyby autorka omawianego listu rozgladnela sie dokola
                            > , to by nie musiala pisac takich listow.

                            Dala, mn7 pare razy juz ci probowala powiedziec, ze to nie jest sprawa tylko i wylacznie naszych decyzji i wyborow i w ogole mowimy o czym innym. Nie wiem, dokad mnie moje decyzje i wybory zaprowadza. Nie zamierzam sie nimi chwalic, ani roztrzasac na forum. Tu nie chodzi o mnie i moja kariere. Chodzi o to, ze jako samodzielny pracownik naukowy i nauczyciel akademicki czuje sie jak burdel-mama. Albo bede zachecac swoich studentow do produkowania smieci, albo moge to zlewac i udawac, ze nie widze, co sie dzieje, a tak robi w tej chwili czesc profesorow, albo wdam sie w jakies pietrowe kombinacje i nieformalne uklady, zeby oszukac system i zdolnego studenta jakos w nim umiescic.

                            >
                            > I jeszcze nie widzialem dziekana
                            > czy szefa instytutu, ktory by codziennie do pracy przychodzil (nie mowiac o jeg
                            > o pracownikach).

                            Po jasna cholere mam przychodzic codziennie do pracy? W domu mam przynajmniej biurko i komputer tylko dla siebie. W pracy juz byly sytuacje takie, ze studentka, ktora przyszla na konsultacje z praca magisterska, przez cale te konsultacje musiala stac, bo nie bylo krzesla, zeby ja posadzic. Komputer przyniosla swoj.
                            • dala.tata Re: tak ogolniej 26.10.13, 12:06
                              sorry chario, juz o tym napisalem. Nigdy nie napisalem, ze to tylko i wylacznie kwestia naszych decyzji. Napislame, ze to rowniez kwestia naszych decyzji. szczegolnie takie rzeczy, jak i gdzie publikowac.

                              Kompletna bzdura jest twierdzenie, ze do wyboru masz zachecanie do publikowania smieci. Skoro 'w twojej dziedzinie' publikuje sie z promotorem, zakladam, ze nie publikujesz smieci. Smieci sie publikuje doktorant wtedy, gdy promotor publikuje smieci. Mozesz rowniez zachecac do porzadnego publikowania. to sie naprawde da zrobic i nie wymaga decyzji ministra i dziekana.

                              Pewnie zwrocilas uwage, ze napsialem o dziekanie i szefie instytutu. Co do reszty pracownikow, akceptuje, masz lepsze warunki pracy w domu, nawisaem mowiac, ja tez.
                              • charioteer1 Re: tak ogolniej 26.10.13, 13:25
                                Dala, sprawdz poczte, zanim zaczniesz mi ponownie udowadniac, ze lepiej ode mnie wiesz, czego i jak szukac na stronie internetowej mojej instytucji. Tak sie sklada, ze te strony internetowe przegladam regularnie. Poza tym, wiem kto z promotorow probowal zmusic doktoranta do pracy nad doktoratem zamiast trzepania punkcikow w postaci "aktywnosci naukowej" i co z tego wyszlo. W kilku zakladach sa doktoranci, ktorzy publikuja porzadnie, ale to jest zanikajacy gatunek.

                                O moich opcjach rozmawiac nie bedziemy. Ja mam jeszcze opcje nie publikowac wcale, albo pogonic doktoranta na drzewo.
                                • dala.tata Re: tak ogolniej 26.10.13, 13:59
                                  Alez powiedzialem, ze nie bede udowadniac.

                                  Sa dwie rzeczy. po pierwsze przyjmowanie na doktorat juz z pubklikacjami. Okazuje sie, ze to jest nieprawda. Drugie to publikowanie chlamu po mgr. Powiem tak: widzialem wiele cvs i list publikacji. prace dostawali ci, ktorzy mieli publikacje sensowne. Zawsze. Jesli jest gdzies inaczej, to i tak nie warto tam pracowac.
                                  • dala.tata PS 26.10.13, 14:03
                                    z uczciwosci wewnetrznej :-) dodam, ze przy splaszczeniu punktacji (kompletnie absurdalnej) w czasopismach humanistycznych, trzepanie chlamu jest z punktu widzenia instytucji moze sie wydawac bardziej oplacalne.
                                  • spokojny.zenek chyba w twojej imaginacji 26.10.13, 14:17
                                    dala.tata napisał:

                                    > Sa dwie rzeczy. po pierwsze przyjmowanie na doktorat juz z pubklikacjami. Okazu
                                    > je sie, ze to jest nieprawda

                                    To czego właściwie dotyczyła cała ta część dyskusji?
                                    Jeśli ty o czymś nie wiesz, to "okazuje się" że tego czegoś nie ma?
                                    • charioteer1 Re: chyba w twojej imaginacji 26.10.13, 14:55
                                      Dala, jak patrzysz na kategorie "doktoranci", to nic nie widzisz. 3-4 lata temu na starcie publikacji nie mial nikt. W tym roku lekko liczac co drugi przyjety na studia doktoranckie u nas mial opublikowane cos gdzies i to jest stala tendencja wzrostowa. Na innych wydzialach spol-hum na naszej uczelni bywa gorzej i jedna publikacja to moze byc za malo.