Dodaj do ulubionych

Wspólny obiad ze studentami

07.09.14, 20:38
Na sąsiednim forum, znalazłem taki oto wątek.
Przyznam, że mnie on rozwalił: profesor, który boi się, żeby go student nie sfilmował podczas jedzenia. Czy Wy naprawdę tacy jesteście? Boicie się studentów? Ale jaja...
Obserwuj wątek
    • dala.tata Re: Wspólny obiad ze studentami 07.09.14, 20:58
      Nie, nie boimy sie studentow. Boimy sie sukinsynow, ktorzy wykorzystaja kazde nasze potkniecie.

      Musze jednak przyznac, ze profesor chyba jednak odrobine przesadzil (chyba ze ma za soba juz przykre doswiadczenia).
      • tobestudent Re: Wspólny obiad ze studentami 07.09.14, 21:08
        > Nie, nie boimy sie studentow. Boimy sie sukinsynow, ktorzy wykorzystaja kazde n
        > asze potkniecie.

        No proszę Cię... czyli co, zjedzenie śniadania - to jest "potknięcie"?
        I do czego student może to wykorzystać?
        Moim zdaniem, większym "potknięciem" jest udawanie, że się w ogóle nie musi jeść, hehehe...
      • flamengista odrobinę? 07.09.14, 22:03
        coś z tym Panem jest poważnie nie w porządku. Jak się boi swoich studentów, to niech z nimi nie jedzie na wyjazd, proste.
        • maria.francesca Re: odrobinę? 07.09.14, 22:28
          A może szef go zmusił, a facet nie miał wyboru?
          No i może wcześniej go sfotografowali już, jak je, i miał przykre doświadczenia?
          • dala.tata Re: odrobinę? 07.09.14, 22:37
            Dokladnie. Starczy fotografia pid odpowiednim katem i pojawiaja sie pytania. A dzisiaj kazdy ma aparat fotograficzny.
            • studentka_trzeciego_roku Re: odrobinę? 07.09.14, 22:51
              dala.tata napisał:

              > Dokladnie. Starczy fotografia pid odpowiednim katem i pojawiaja sie pytania. A
              > dzisiaj kazdy ma aparat fotograficzny.

              Pod jakim kątem? Jakie pytania?
              Nie rozumiem - ów profesor jadłby tylko śniadanie! Co w tym złego?
          • flamengista bardzo możliwe 07.09.14, 22:40
            w dodatku na uczelni jest cała masa freaków. często to świetni naukowcy, ale do pewnych rzeczy się nie nadają.

            Bardzo mi żal tego faceta, ale ma zdecydowanie problem. Skoro tak, może powinien o tym porozmawiać.
            • studentka_trzeciego_roku Re: bardzo możliwe 07.09.14, 22:59
              > w dodatku na uczelni jest cała masa freaków. często to świetni naukowcy, ale do
              > pewnych rzeczy się nie nadają.

              Na przykład do jedzenia? :)
    • studentka_trzeciego_roku Re: Wspólny obiad ze studentami 07.09.14, 22:49
      Przeczytałam ten wątek ze zdziwieniem - komu przyszło by do głowy, i w jakim celu, fotografowanie profesora na stołówce czy w restauracji?
      To jest coś nie tak.
      Profesor boi się żeby go studenci nie sfotografowali, jak je...
      To gdzie w takim razie jecie na uczelni skoro boicie się studentów?
      • dala.tata Re: Wspólny obiad ze studentami 07.09.14, 23:45
        Oj niejednemu by przyszlo do glowy. masz bardzo optymistyczny obraz swych kolegow studentko trzecieg roku. Czujnosc to dzis podstawowa cecha nauczyciela akademickiego.
        • studentka_trzeciego_roku Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 00:05
          > Oj niejednemu by przyszlo do glowy. masz bardzo optymistyczny obraz swych koleg
          > ow studentko trzecieg roku. Czujnosc to dzis podstawowa cecha nauczyciela akade
          > mickiego.

          Rozumiem, profesorze dala.tato.
          Czyli pozostaje ukradkiem podgryzać kanapkę w pokoju, no bo do stołówki uczelnianej nie można przecież iść - to publiczne miejsce i wszędzie czają się studenci-paparazzi z aparatami, żądni krwi.
          A i do pokoju też student jakiś może wejść i fotkę cyknąć.
          Czyli jedyne wyjście - to nie jeść wcale.
          Aż mnie zastanawia, skąd się bierze taka obsesja...
          • dala.tata Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 09:06
            Roznica miedzy nami jest taka, ze ja staram sie zrozumiec, a ty starasz sie wysmiac. Ja myske, ze ow czlowiek mial przykre doswiadczenia i wolal sie nie narazac na dalsze. Ty wolisz zrobic sibie z trgo jajo. I moze wlasnie to orzez taka postawe jak twoja, on woli zrezygnowac.

            Osobiscie lubie chodzic ze studentami na piwo, ba, zdarza mi sie w restauracji jesc ze studentami. Jednak chyba nie umowilbym sie ze studentami, ktorych w ogole nie znam, szczegolnie na alkohol (w sensie piwa). Dlaczego? Na wszelki wypadek, chuchanie na zimne, bylbym podejrzliwy. Za duzo widzialem, zeby sobie myslec, ze dzisiejsi studenci potrzebuja tylko strawy intelektualnej w postaci rozmow ze mna.
            • studentka_trzeciego_roku Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 17:15
              dala.tata napisał:
              > Osobiscie lubie chodzic ze studentami na piwo, ba, zdarza mi sie w restauracji
              > jesc ze studentami.

              O, a nie boisz się, że Cię sfotografują lub sfilmują?
              • dala.tata Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 17:16
                Nie, bo chodze z tymi, ktorych znam i odrobine ufam.
                • studentka_trzeciego_roku Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 17:22
                  A utrata autorytetu w ich oczach? :)

                  Ktoś wypowiadający się na tamtym wątku, powiedział, że profesor stracił u niego/niej autorytet bo "jadł kotleta", tzn. nie dlatego że jadł nieestetycznie itp tylko że w ogóle JADŁ (cytuję):

                  > Nie, nie kotleta, obojętnie co. Że w ogóle je, cokolwiek, nawet jak robi to zgodnie z dobrymi manierami (nie ciamka, nie mlaska, itp). No może nie szacunku, źle to określiłam, ale takiego hmm, respektu? No bo tu taki wielce szanowny profesor, a wcina.<

                  > tu poważny pan profesor, postrach studentów - a wcina sobie kotlecika <
                  • dala.tata Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 17:26
                    Mysle, ze autorytetu nie traci sie przez wypicie jednego czy dwoch piw.
                    • jose35 Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 17:30
                      > Mysle, ze autorytetu nie traci sie przez wypicie jednego czy dwoch piw.

                      Ciekawe więc, że wcześniej napisałeś o "narażaniu na szwank reputacji uczelni" poprzez wspólne jedzenie ze studentami.
                    • studentka_trzeciego_roku Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 17:34
                      > Mysle, ze autorytetu nie traci sie przez wypicie jednego czy dwoch piw

                      Ale przez jedzenie kotleta - tak :)
              • dobrycy Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 18:44
                ale to chyba w UK, u nas to by podchodziło pod jakieś promowanie
                alkoholizmu i groziło dyscyplinarką.

                studentka_trzeciego_roku napisał(a):

                > dala.tata napisał:
                > > Osobiscie lubie chodzic ze studentami na piwo, ba, zdarza mi sie w restau
                > racji
                > > jesc ze studentami.
                >
                > O, a nie boisz się, że Cię sfotografują lub sfilmują?
                • dala.tata Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 18:54
                  W UK z takim czyms sie nie spotkalem w ogole, z rozmow z kolegami wnioskuje, ze to moze nie istniec. Jesli idziesz z Johnem, Jamesem i Betty, natychmiast powstaje pytanie, dlaczego nie idziesz z Mary, Anne, Stevem, Alexem i Cath. I juz masz gotowa skarge o faworytyzm. Nigdy nie bylem na piwie ze studentami w UK i jestem dosc przekonany, ze nigdy nie bede.
        • adept44_ltd Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 00:09
          to chyba niejaka przesada... :)
          co do sedna, jest taki syndrom - lęk przed publicznym jedzeniem, natomiast nie wkręcałbym się w dyskusję z durnie postawionym pytaniem - "tacy jesteście?", no, ludzie są różni... i tyle.
          • tobestudent Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 00:15
            > co do sedna, jest taki syndrom - lęk przed publicznym jedzeniem, natomiast nie
            > wkręcałbym się w dyskusję z durnie postawionym pytaniem - "tacy jesteście?", no
            > , ludzie są różni... i tyle.

            Pytanie, czy ktoś mający ten syndrom nadaje się do pracy na uczelni? Przecież tam są wyjazdy, konferencje itp.
            No i ten syndrom dotyczy chyba każdej sytuacji, podczas gdy autorka wyraźnie pisze, że przy innych profesorach itp nie ma tego problemu.
            Chyba, że to nowa przypadłość akademicka - lęk przed jedzeniem przed studentami.

            • chilly Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 08:47
              Odmowa budzi śmiech, ale my jednak dyskutujemy nie znając faktycznych powodów. Może prof ma trudności z gryzieniem z powodu niedopasowanej sztucznej szczęki? I nie chce by to widziano. Ba, samo przypuszczenie, że prof ma sztuczną szczękę zakrawa na herezję...
              • dobrycy Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 15:41
                Faktycznie - przecież każdy profesor jest młody, silny, zdrowy i bogaty, zwłaszcza w Polsce. A jak nie jest to nieudacznik, z takim lepiej nie jeść śniadań bo nam jeszcze coś
                z talerzą zachachmęci a i nastrój popsuje.

                chilly napisał:

                > Odmowa budzi śmiech, ale my jednak dyskutujemy nie znając faktycznych powodów.
                > Może prof ma trudności z gryzieniem z powodu niedopasowanej sztucznej szczęki?
                > I nie chce by to widziano. Ba, samo przypuszczenie, że prof ma sztuczną szczękę
                > zakrawa na herezję...
            • nullified Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 11:10
              tobestudent napisał(a):


              > Chyba, że to nowa przypadłość akademicka - lęk przed jedzeniem przed studentami
              4chan, kwejk, FakeBuki etc mogą ją wywołać.

              Zresztą - może pan kolega bojący się woli być ostrożny mając w pamięci to co spotykało/spotyka nauczycieli szczebel, dwa niżej ;)
      • chilly Re: Wspólny obiad ze studentami 08.09.14, 08:50
        1. Może miał wcześniej przykre doświadczenia.
        2. Na moim uni ostatnia stołówka padła już kilknaście lat temu. A szkoda - te wspólne wyjścia na tanie (i dobre!) obiadki bardzo ułatwiały dłuższy pobyt w pracy. No i można było pogapić się na studentki trzeciego (i nie tylko) roku.
        • kardla Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 10:02
          Z wyjątkiem problemów ze sztuczną szczęką (które mogę całkowicie zrozumieć) nie bardzo wyobrażam jakiego typu przykre doświadczenia mogą być związane z jedzeniem wspólnego śniadania ze studentami. Proszę o uświadomienie :)
          • pr.ofesor Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 10:16
            Zrobienie komuś głupiego zdjęcia jest trywialnie proste, vide ostatnie bilbordy propagandowe PiS. Wykorzystanie takiego zdjęcia przez studentów, by go ośmieszyć, również. Rozumiem obawy tego człowieka ("prof. X chleje wińsko na konferencji"), acz ich nie podzielam.
            • kardla Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 10:26
              No ale w jaki sposób głupie zdjęcie kogoś jedzącego (ziewającego, mówiącego etc) może zaszkodzić?

              Czy chodzi o to że studenci mogą potencjalnie zawiesić takie ziewające zdjęcie na fb i mówić: "Hahah - ale ten X ziewa"?

              Czy o jakieś inne konsekwencje chodzi?
              • dala.tata Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 12:01
                to zalezy, w jakich stosunkach jest ten czlowiek, prawda? Moze mial juz za cos nagane i ostrzezenie, ze moze wyleciec dyscyplinarnie przy najmniejszym przewinieniu, np. za narazanie reputacji uczelni na szwank.

                Jedna z najbardziej zauwazalnych rzeczy, ktore sie staly w odstatnich 10-15 latach w szkolnictwie wyzszym jest przesuniecie wladyz (w szerokim sensie 'power') w kierunku studentow. Dzisiaj ze zdaniem studenta uczelnie sie licza i musza liczyc, a studenci dobrze z tego zdaja sobie sprawy. znane mi jest przynajmniej kilka przypadkow odsuwania prowadzacych od zajec na zadanie studentow (zazwyczaj, nawiasem mowiac, studenci mieli wiele racji).
                • kardla Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 13:39
                  Ale w jaki sposób zdjęcie jedzącego człowieka naraża reputację uczelni na szwank?
                  • dala.tata Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 14:53
                    Bardzo watpie, ze to chodzi 'o jedzenie'. ale tak ogolnie, to trzeba by zapytac tego profesora.
                  • pr.ofesor Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 15:39
                    Powtórzę, bo widzę, że umknęło - ze zdjęcia z kieliszkiem wina przy obiedzie można bez trudu zrobić aferę pt. Profesor X upija się ze studentami na konferencji. Sam byłem świadkiem ciężkiej afery wywołanej przez odpowiedni dobór fragmentów kilku niewinnych postów na forum dyskusyjnym.
                    • dala.tata Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 16:10
                      A moze w grupie byla studentka, ktora pozadala nie tylko umyslu profesora, ale rowniez jego ciala. Mielismy tu juz kiedys watek studentki proszacej o rady jak poderwac adiunkta. Jest sto powodow, dla ktorych profesor moglby nie chciec sie spotykac ze studentami, nawet jesli na pierwszy rzut oka wyglada to na cos bardzo dziwnego.
                      • studentka_trzeciego_roku Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 17:12
                        Jest sto powodow, dla ktorych profesor moglby nie chciec si
                        > e spotykac ze studentami, nawet jesli na pierwszy rzut oka wyglada to na cos ba
                        > rdzo dziwnego.

                        No to po co z nimi pojechał? Jako profesor - to mógł odmówić, wykręcić się, nie wiem.
                        • dala.tata Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 17:15
                          Jest rowniez sto powodw, dla ktorych mogl nie moc lub i nie chciec sie wykrecic.
                      • tobestudent Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 09.09.14, 00:49
                        Mielismy tu juz kiedys watek studentki proszacej o rady jak
                        > poderwac adiunkta.

                        No to co? Obydwoje są dorośli. Jak ona chciała, i on też chciał, to jaki jest problem...
                        • pfg Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 09.09.14, 09:57
                          tobestudent napisał(a):

                          > No to co? Obydwoje są dorośli. Jak ona chciała, i on też chciał, to jaki jest problem...

                          Może nie być żadnego problemu, a może się z tego zrobić straszliwa afera. Zupełnie tak samo, jak w romansach/związkach/przygodach pomiędzy podwładną/podwładnym a przełożoną/przełożonym (wszelkie kombinacje końcówek) w pracy. Anegdotyczna ewidencja sugeruje, że afery zdarzają się częściej, niż w przypadku ludzi niepowiązanych relacjami służbowymi.
                    • kardla Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 16:17
                      Ale wino do obiadu (ani tym bardziej do śniadania) nie jest obowiązkowe.

                      Ja wiem że jak się chce zbić psa to się kij zawsze znajdzie. Zawsze przecież można zrobić zdjęcia profesorowi rozmawiającymi ze studentką (lub studentem) i opisać to jako podrywanie.
                      Ale jaki to ma związek z jedzeniem/nie jedzeniem ze studentami?
                      • dobrycy Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 16:25
                        Czyli co profesor ma sie umartwiać jeszcze podczas śniadania
                        kontaktem ze studentami, którego i tak ma już wystarczająco dużo w czasie dnia ?
                        Ma to gdzieś wpisane w obowiązkach służbowych, że każdą okazje
                        i chwile wolnego czasu ma przeznaczyć na kontakt z jakże rozwiniętą
                        obecnie intelektualnie młodzieżą ?
                        Może po prostu mieć ochote na chwile spokoju i ulgi, poza tym
                        w rozmowie ze studnetami musi zachować daleko posunięty dystans
                        (np nie może mówić tego co mysli np na temat uczelni czy współpracowników), po co mu to ? Średniowieczne uczelnie miały wydzielone
                        miejsca do jedzenia dla żaków i dla kadry, podobnie jest na okrętach czy w wojsku. Dlaczego na uczelni ma być inaczej ?



                        kardla napisała:

                        > Ale wino do obiadu (ani tym bardziej do śniadania) nie jest obowiązkowe.
                        >
                        > Ja wiem że jak się chce zbić psa to się kij zawsze znajdzie. Zawsze przecież mo
                        > żna zrobić zdjęcia profesorowi rozmawiającymi ze studentką (lub studentem) i op
                        > isać to jako podrywanie.
                        > Ale jaki to ma związek z jedzeniem/nie jedzeniem ze studentami?
                        • dala.tata Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 16:31
                          No wlasnie. Moze po prostu chce miec swiety spokoj i poogladac telewizje w pokoju.
                        • kardla Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 16:32
                          Spokojnie, spokojnie :)

                          Według mnie profesor może sobie jeść lub nie jeść gdzie i jak chce - z dowolnych powodów.

                          Zainteresowała mnie wyłącznie zgoda panująca na forum co do kwestii studentów czyhających z aparatami na jedzącego profesora aby go potem szantażować zdjęciami. Bo nie bardzo rozumiem jak można kogoś szantażować zdjęciami ze śniadania lub lunchu.
                          • dala.tata Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 16:33
                            a ja mysle, ze masz slaba wyobraznie.
                            • kardla Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 16:42
                              No więc właśnie się uniżenie dopraszam o oświecenie.
                              Ale szczegółowe a nie ogólne (przez wzgląd na moją słabą wyobraźnię).

                              :)
                          • studentka_trzeciego_roku Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 17:08
                            > zyhających z aparatami na jedzącego profesora aby go potem szantażować zdjęciam
                            > i. Bo nie bardzo rozumiem jak można kogoś szantażować zdjęciami ze śniadania lu
                            > b lunchu.

                            No właśnie, ja też tego nie rozumiem.
                            Jeszcze zrozumiem, że profesor nie napije się wina do kolacji, ale co może być uwłaczającego z zjedzeniu śniadania czy obiadu?
                            A nie jest dziwne, że ów profesor przez cały dzień NIC nie je (było gdzieś powiedziane że podczas lunchu siedzi obok i gapi się jak studenci jedzą)? Bo według mnie - to jest dopiero dziwne.
                            I przede wszystkim, czemu miałby służyć szantaż zdjęciem czy filmem profesora estetycznie jedzącego posiłek?
                            • dobrycy Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 18:42
                              Np zdjęcie profesora, a pod spodem kilka zdań że profesor
                              X wyżarł całej grupie studentów kanapki i wyrażał sie nie po słusznej
                              lini o dziekanie oraz swoim kierowniku zakładu. Studenci chcieli
                              go powstrzymać przed tym nieetycznym zachowaniem, ale
                              rzucił sie na jedzenie jakby od tygodnia w domu nic nie jadł.
                              Myśle że gazeta prawna czy inne antyedukacyjne media
                              w rodzaju onetu chetnie by to opublikowały. Stan faktyczny
                              nie ma tu nic do rzeczy, od czasów internetu można ludzi
                              obrzucać całkiem bezkarnie błotem, pod warunkiem
                              że nie są jakoś związani z władzą, a dobrzy naukowcy
                              najczęsciej przez władze są niemile widziani bo stale chcą pieniedzy


                              studentka_trzeciego_roku napisał(a):

                              > > zyhających z aparatami na jedzącego profesora aby go potem szantażować zd
                              > jęciam
                              > > i. Bo nie bardzo rozumiem jak można kogoś szantażować zdjęciami ze śniada
                              > nia lu
                              > > b lunchu.
                              >
                              > No właśnie, ja też tego nie rozumiem.
                              > Jeszcze zrozumiem, że profesor nie napije się wina do kolacji, ale co może być
                              > uwłaczającego z zjedzeniu śniadania czy obiadu?
                              > A nie jest dziwne, że ów profesor przez cały dzień NIC nie je (było gdzieś powi
                              > edziane że podczas lunchu siedzi obok i gapi się jak studenci jedzą)? Bo według
                              > mnie - to jest dopiero dziwne.
                              > I przede wszystkim, czemu miałby służyć szantaż zdjęciem czy filmem profesora e
                              > stetycznie jedzącego posiłek?
                              • studentka_trzeciego_roku Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 23:39
                                > Np zdjęcie profesora, a pod spodem kilka zdań że profesor
                                > X wyżarł całej grupie studentów kanapki i wyrażał sie nie po słusznej
                                > lini o dziekanie oraz swoim kierowniku zakładu.

                                Popadasz w paranoję. Równie dobrze niepochlebnie o kierowniku zakładu mógł się wyrażać na wykładzie...Kierując się twoimi zasadami, profesor nie powinien prowadzić wykładów, ani w ogóle ze studentami rozmawiać, bo zawsze ktoś może zrobić fotkę i posądzić go o romans...

                                Studenci chcieli
                                > go powstrzymać przed tym nieetycznym zachowaniem, ale
                                > rzucił sie na jedzenie jakby od tygodnia w domu nic nie jadł.

                                Ale mogą mu też zrobić zdjęcie na stołówce uczelnianej, i napisać to samo...
                                Czyli co - w ogóle powinien zrezygnować z jedzenia na uczelni?
                                Ludzie, ogarnijcie się bo normalnie mam wrażenie, że żyję w jakiejś innej rzeczywistości.
                      • studentka_trzeciego_roku Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 17:47
                        > Ja wiem że jak się chce zbić psa to się kij zawsze znajdzie.

                        Dokładnie. Zawsze też można zrobić jakiś fotomontaż...
                  • dobrycy Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 15:45
                    Czemu tylko zdjęcie ?
                    Może też być nagranie. Jaka to przyjemność musieć jeść liche śniadanie
                    w towarzystwie w którym z każdym słowem trzeba sie liczyć. Jak to sie mówi
                    ze studentem to najlepiej mieć kontakt tylko przez papierek. Raz dwa mogą
                    wykorzystać wyrwane z kontekstu nagranie czy przerobione zdjęcie i szukaj
                    wiatru w polu, możesz sobie wyjaśniać do woli, student ma zawsze racje.



                    kardla napisała:

                    > Ale w jaki sposób zdjęcie jedzącego człowieka naraża reputację uczelni na szwan
                    > k?
                  • studentka_trzeciego_roku Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 17:38
                    > Ale w jaki sposób zdjęcie jedzącego człowieka naraża reputację uczelni na szwan
                    > k?

                    Bo profesor powinien odżywiać się wyłącznie światłem.
                    A przynajmniej studenci powinni myśleć, że profesor odżywia się światłem i mu to wystarcza.
                    • dobrycy Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 18:37
                      studentka_trzeciego_roku napisał(a):

                      > > Ale w jaki sposób zdjęcie jedzącego człowieka naraża reputację uczelni na
                      > szwan
                      > > k?
                      >
                      > Bo profesor powinien odżywiać się wyłącznie światłem.

                      No ministerstwo przy okazji wynagrodzeń i sposobu zatrudnienia jak najbardziej lansuje taką tezę. Dziwne że studenci tego nie wiedzą i potem
                      mają rojenia jak to sie w nauce dobrze zarabia. Co prawda na etapie
                      prof zw (czyli pod koniec kariery koło 70) dieta nie jest już oparta wyłącznie o światło a i sam profesor może troche promieniowac, to młody naukowiec
                      (a student pewnie mówi profesor na każdego doktora) czasem faktycznie
                      potrzebuje procesu fotosyntezy aby przetrwać. I nie ma ochoty na słuchanie
                      wynurzeń imprezowych studentów oraz ich cennych, korwinistycznych
                      przemyśleń.



                  • madry11 Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 09.09.14, 18:34
                    kardla napisała:

                    > Ale w jaki sposób zdjęcie jedzącego człowieka naraża reputację uczelni na szwan
                    > k?

                    No tak, niby nic, ale jakby się publicznie załatwiał np. pod drzewem, to też byś uważała, że wizerunek uczelni na tym nie ucierpi?
                • jose35 Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 17:28
                  dala.tata napisał:

                  > to zalezy, w jakich stosunkach jest ten czlowiek, prawda? Moze mial juz za cos
                  > nagane i ostrzezenie, ze moze wyleciec dyscyplinarnie przy najmniejszym przewin
                  > ieniu, np. za narazanie reputacji uczelni na szwank.

                  To już przesadziłeś. Narażanie reputacji uczelni na szwank i dyscyplinarka za zjedzenie lunchu w towarzystwie studentów? A co - miał siedzieć głodny przez trzy dni byle tylko nie narazić na szwank reputacji uczelni?
                  • dala.tata Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 18:50
                    chyba nie do konca to napisalem. I juz mi sie nie chce tlumaczyc, szczerze powiedziawszy.

                    Profesorowi zycze smacznego przed telewizja w pokoju hotelowym.
          • maria.francesca Re: Ale jakie przykre doświadczenia? 08.09.14, 16:58
            > Z wyjątkiem problemów ze sztuczną szczęką (które mogę całkowicie zrozumieć) n

            Autorka tego wątku napisała, że profesor nie ma problemów z jedzeniem w gronie profesorów, podczas konferencji, problem jest tylko ze studentami. Obstawiam więc że to nie jest problem sztucznej szczęki (który, nawiasem mówiąc, da i powinno się jak najszybciej wyeliminować u odpowiedniego specjalisty).
    • flamengista czytam z rosnącym zdumieniem 08.09.14, 21:05
      z wątku o biednym człowieku chorującym na podobną przypadłość jak bohater tego filmu zrobiła się dyskusja o wynalezieniu 1001 wyjaśnień takiego zachowania. Często kuriozalnych.

      Przecież to jest chore. Studenci są jacy są, ale bez przesady. 12 lat chodzę na stołówkę uczelnianą i tak, często jem obiad ze studentami. W Krakowie trudno żeby idąc na miasto nie trafić na studentów, często w tej samej knajpie. Nigdy nie widziałem w tym wielkiego problemu. Ba, podczas wspólnych wyjazdów integracyjnych ze studentami gotujemy dla nich kolację i nawet podajemy wino - to podchodzi rozumiem pod rozpijanie młodzieży?

      Picie alkoholu w wolnym czasie za własne pieniądze z dorosłymi ludźmi (oczywiście z umiarem - tu chodzi o 1-2 lampki wina i kulturalny wieczór) nie jest przecież niczym nagannym.

      Co innego w miejscu pracy. I dlatego jak organizujemy coroczne spotkanie integracyjne ze specjalnością w klubie studenckim na kampusie, to w przeciwieństwie do moich seminarzystów zamawiam piwo, ale bezalkoholowe.

      Moim zdaniem jest trochę tak, że jak ktoś chce szukać problemów, to i tak je znajdzie. A opisany przypadek jest niestety z zewnątrz postrzegany przez studentów jako przykład wywyższania się, czy wręcz pogardy wobec nich. Więc działa to jeszcze gorzej, niż gdyby z nimi usiadł i siorbał zupę.
      • maria.francesca Re: czytam z rosnącym zdumieniem 08.09.14, 23:18
        > Moim zdaniem jest trochę tak, że jak ktoś chce szukać problemów, to i tak je zn
        > ajdzie. A opisany przypadek jest niestety z zewnątrz postrzegany przez studentó
        > w jako przykład wywyższania się, czy wręcz pogardy wobec nich. Więc działa to j
        > eszcze gorzej, niż gdyby z nimi usiadł i siorbał zupę.

        Zgadzam się.
        • dala.tata Re: czytam z rosnącym zdumieniem 08.09.14, 23:41
          A ja sie nie zgadzam. wszystko zalezy od sytuacji, w jakiej jest ow profesor. a studenci niech sobie go postrzegaja, jak tylko sie im podoba.
          • jose35 Re: czytam z rosnącym zdumieniem 09.09.14, 00:06
            > A ja sie nie zgadzam. wszystko zalezy od sytuacji, w jakiej jest ow profesor. a
            > studenci niech sobie go postrzegaja, jak tylko sie im podoba.

            A jakaż to szczególna sytuacja może "zabronić" jeść profesorowi w obecności studentów?
            Sam się chyba zamotałeś w swoje własne wypowiedzi...
          • flamengista nie do końca 09.09.14, 07:14
            tworzenie barier i wywyższanie się przeczy idei wyjazdu ze studentami i rujnuje wysiłek organizacyjny, prawdopodobnie nie tylko samego zainteresowanego. Często taki wyjazd oprócz celu dydaktycznego ma zapewnić katedrze/zakładowi popularność, a przez to więcej kandydatów na specjalność/seminarium/kursy fakultatywne.

            Więc to nie jest tak, że studenci mogą postrzegać profesora, "jak im się podoba". Profesor nie może się bawić w splendid isolation, bo szkodzi uczelni i swojemu zakładowi/katedrze/instytutowi. Jak jest wybitny, to niech siedzi w biurze i pozyskuje granty, jak mniej - to niech go wyślą do psychologa.

            Sam zauważyłeś: teraz na uczelni rządzą studenci i taka sytuacja po prostu jest nie do utrzymania. Niezależnie od tego, jak poważne powody do zachowania ma ten profesor. Nawet jeśli kiedyś ktoś go z ukrycia nagrał i ośmieszył (na co nie ma dowodów), nie ma on prawa stosować odpowiedzialności zbiorowej i w ten sposób traktować wszystkich studentów - również tych porządnych i dobrze wychowanych.

            Ja jadąc na wyjazd z takim człowiekiem czułbym się osobiście dotknięty.
            • dobrycy Re: nie do końca 09.09.14, 08:09
              flamengista napisał:

              > tworzenie barier i wywyższanie się przeczy idei wyjazdu ze studentami i rujnuje
              > wysiłek organizacyjny, prawdopodobnie nie tylko samego zainteresowanego. Częst
              > o taki wyjazd oprócz celu dydaktycznego ma zapewnić katedrze/zakładowi popularn
              > ość, a przez to więcej kandydatów na specjalność/seminarium/kursy fakultatywne.
              >

              Słusznie, zlikwidujmy wszelkie bariery. To niesprawiedliwe że studenci
              siedzą po innej stronie katedry niż wykładowca. I jeszcze to oni mają
              być cicho a nie wykładowca. Popularność wykładowcy to najważniejsza rzecz
              dlatego powinien robić dużo śmiesznych rzeczy aby zabawiać studentów, taka
              jest definicja dobrego wykładowcy.


              > Więc to nie jest tak, że studenci mogą postrzegać profesora, "jak im się podoba
              > ". Profesor nie może się bawić w splendid isolation, bo szkodzi uczelni i swoje
              > mu zakładowi/katedrze/instytutowi. Jak jest wybitny, to niech siedzi w biurze i
              > pozyskuje granty, jak mniej - to niech go wyślą do psychologa.

              Otóż to. Jak ktoś ma staroświeckie poglądy to sio do psychiatry (bo co mu tam
              psycholog pomoże), najważniejsze żeby gawiedż miała ucieche.
              Profesor z koszem na głowie to dopiero jest to.

              >
              > Sam zauważyłeś: teraz na uczelni rządzą studenci i taka sytuacja po prostu jest
              > nie do utrzymania. Niezależnie od tego, jak poważne powody do zachowania ma te
              > n profesor. Nawet jeśli kiedyś ktoś go z ukrycia nagrał i ośmieszył (na co nie
              > ma dowodów), nie ma on prawa stosować odpowiedzialności zbiorowej i w ten sposó
              > b traktować wszystkich studentów - również tych porządnych i dobrze wychowanych
              > .
              >
              Studenci powinni wytoczyć proces o straty moralne i o nie zgodność towaru z umową.
              Poszli na studia, pojechali na wycieczke a profesor ich nie chciał zabawiać tylko się gdzieś
              zamknał ze strachu. Nawet pomlaskać przy kolacji czy pozabawiać sztuczną szczęką nie chciał.


              > Ja jadąc na wyjazd z takim człowiekiem czułbym się osobiście dotknięty.

              To chyba oczywiste. W końcu klient nasz pan.



              P.S.
              Sama ta dyskusja już dowodzi bardzo niskiego upadku prestiżu nauczyciela akademickiego
              i tego że jest wsród licznej grupy przyzwolenie na to.




              • flamengista gdzieś to wyczytał 09.09.14, 12:22
                w moim poście?

                Piszę tylko, że jeśli pracownik naukowo-dydaktyczny wyjeżdża w roli opiekuna na wyjazd ze studentami i zamiast zachowywać się normalnie robi dziwactwa, to zostawia po sobie fatalne wrażenie. Tylko tyle. Reszta to jest twoja swobodna (nad)interpretacja.
            • dala.tata Re: nie do końca 09.09.14, 09:02
              Bez przesady, ani to nie rujnuje, ani studenci jeszcze az tak nie rzadza.

              Tak, ja bylbym zawiedziony takim zachowaniem profesora, ale zeby osobiscie dotkniety. Znoe, bez przesady. Jak juz napisalem, jest wiele powodow, dla ktorych ow profesor mogl podjac taka decyzje. Moze wsrod uczestniczek byla studentks, ktorej zalotow profeosr nie chcial i odrzucil (hell hath no fury, like a woman scorned!), moze byla taka, wobec ktorej prodesor okazal śwe zainteresowania i zostaly odrzucone i mu glupio. Moze na profesorze ciazyla nagana za zbytnie spoufalanie sie, a moze ma zazdrosna partnerke lub partnera. A moze cierpi lek spoleczny, moze jest w depresji, mize ma ataki paniki.Bez porozmawiania z prifeosrem nie wiemy nic i sobie gdybamy, zakladajac, ze to bufon.

              Byc moze zreszta to jest bufon, na szczescie ostatecznie mamy prawo do bycia bufonem. I to nie bedzie pierwszy zawod w zyciu studentow, najwyzej nie pojada z profeosrem wiecej na wycieczke.
              • flamengista gwoli ścisłości 09.09.14, 12:31
                opis jest lakoniczny, ale ja byłbym ostatnim by posądzać o bufonowatość i złe intencje. Ja sądzę, że to raczej fobia społeczna i takiej osobie należy współczuć. Ale dobry szef nie wysyła takiej osoby na wyjazd ze studentami. Bo generalnie chodzi tu o socjalizowanie się ze studentami (choć nie o spoufalanie/bratanie się) i poznanie się od nieco przyjaźniejszej strony. A efekt osiągnięto przeciwny od zamierzonego.
                • dala.tata Re: gwoli ścisłości 09.09.14, 12:37
                  I tu sie zgadzam. Szef nie powinien kogos takiego wysylac na wyjazd ze studentami.
                  • aldona_a Jest wyjście 09.09.14, 17:48

                    Są takie specjalne odżywki dla osób, które nie jedzą. Zastępują pełnowartościowe posiłki, można je kupić w aptece. Jeśli ktoś nie chce jeść, to może zabrać ze sobą takie odżywki, i przez 3 dni wypijać tylko kilka małych buteleczek dziennie, bez konieczności jedzenia czegokolwiek innego.
                    • tobestudent Re: Jest wyjście 09.09.14, 18:02
                      > Są takie specjalne odżywki dla osób, które nie jedzą. Zastępują pełnowartościow
                      > e posiłki, można je kupić w aptece. Jeśli ktoś nie chce jeść, to może zabrać ze
                      > sobą takie odżywki, i przez 3 dni wypijać tylko kilka małych buteleczek dzienn
                      > ie, bez konieczności jedzenia czegokolwiek innego.

                      Super! Profesorowie powinni być zmuszeni przez swoją "almamater" do zamiany tradycyjnych posiłków na takie odżywki, najlepiej żeby były jeszcze podawane drogą dożylną. Wtedy będzie wilk syty i owca cała.
                      • dobrycy Re: Jest wyjście 09.09.14, 18:10
                        Ja znam takie buteleczki które kupuje sie w spożywczym, i też
                        zastępują pożywienie, ale o ile wiem za te buteleczki można wylecieć z roboty

                        tobestudent napisał(a):

                        > > Są takie specjalne odżywki dla osób, które nie jedzą. Zastępują pełnowart
                        > ościow
                        > > e posiłki, można je kupić w aptece. Jeśli ktoś nie chce jeść, to może zab
                        > rać ze
                        > > sobą takie odżywki, i przez 3 dni wypijać tylko kilka małych buteleczek d
                        > zienn
                        > > ie, bez konieczności jedzenia czegokolwiek innego.
                        >
                        > Super! Profesorowie powinni być zmuszeni przez swoją "almamater" do zamiany tra
                        > dycyjnych posiłków na takie odżywki, najlepiej żeby były jeszcze podawane drogą
                        > dożylną. Wtedy będzie wilk syty i owca cała.
                        • tobestudent Re: Jest wyjście 09.09.14, 18:22
                          > Ja znam takie buteleczki które kupuje sie w spożywczym, i też
                          > zastępują pożywienie, ale o ile wiem za te buteleczki można wylecieć z roboty

                          Chyba nie o takie buteleczki tu chodziło :)
                          Te, za które można wylecieć z roboty nie zastępują pożywienia.
                          A te, o których mowa, to chyba nutridrinki, sportowcy je piją :)
    • jose35 Profesor nie powinien nic jeść 08.09.14, 23:43
      na uczelni. Do takiego wniosku można dojść czytając ci niektóre wypowiedzi. Rozwaliła mnie wypowiedź, że profesor mógłby być posądzony o "wyjadanie studentom".
      Ciekawe, czy autor tego postu tak na poważnie :)
      • dobrycy Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 08:17
        Autor tego wpisu miał kiedyś problemy ze studentami
        którzy własnie dopiero przyszli na uczelnie i uważali że im wszystko wolno.
        I zachowywali sie w myśl aprobowanej tu zasady że klient nasz pan
        bardzo dosadnie. Autor ma też scisły pogląd na to że nawet jesli
        nie wszyscy pracownicy n-d tak myslą jak on to z czasem
        ta ilość bedzie dązyła do 100%, w miare jak będą zdobywać
        kolejne życiowe doświadczenia ze studentami którzy w rzeczywistych
        warunkach nie powinni przestąpić murów uczelni nawet w ramach wycieczki.
        Czyli w miare jak bedzie brakować studentów na ich kierunkach i będą
        musieli przyjmować wszsytko co sie rusza.

        jose35 napisał:

        > na uczelni. Do takiego wniosku można dojść czytając ci niektóre wypowiedzi. Roz
        > waliła mnie wypowiedź, że profesor mógłby być posądzony o "wyjadanie studentom"
        > .
        > Ciekawe, czy autor tego postu tak na poważnie :)
        • chilly Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 09:01
          dobrycy napisał:
          > Czyli w miare jak bedzie brakować studentów na ich kierunkach i będą musieli przyjmować wszsytko co sie rusza.
          Na niestacjonarnych (tych, pozwalających na zakup szyneczki do chlebka) to już jest chyba ten moment. Na stacjonarnych (gdzie zarabiamy na chleb) jeszcze nie - bo dawni kandydaci na zaoczne teraz wybierają darmowe stacjonarne. Ale na wielu kierunkach i tu jest kłopot.
        • tobestudent Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 17:59
          > Autor tego wpisu miał kiedyś problemy ze studentami
          > którzy własnie dopiero przyszli na uczelnie i uważali że im wszystko wolno.
          > I zachowywali sie w myśl aprobowanej tu zasady że klient nasz pan
          > bardzo dosadnie.

          W takim razie niech autor tego wpisu nic nie je, bo a nuż go jakiś student przyłapie na tej jakże wstydliwej czynności. I jeszcze autor wyleci z uczelni za to, że jadł.
          • dobrycy Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 18:12
            tobestudent napisał(a):
            > W takim razie niech autor tego wpisu nic nie je, bo a nuż go jakiś student przy
            > łapie na tej jakże wstydliwej czynności. I jeszcze autor wyleci z uczelni za to
            > , że jadł.

            Autor pamieta dobre czasy gdy studenci mu przynosili ciastko i kawe żeby nie bylo zajęć, albo zajęcia były lużniejsze. Wtedy oczywiscie autor sie nie krepował jedzenia. Ale w dzisiejszych czasach to brzmi scifi.
            • tobestudent Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 18:24
              > Autor pamieta dobre czasy gdy studenci mu przynosili ciastko i kawe żeby nie by
              > lo zajęć, albo zajęcia były lużniejsze. Wtedy oczywiscie autor sie nie krepował
              > jedzenia. Ale w dzisiejszych czasach to brzmi scifi.

              A jeść w stołówce uczelnianej też się autor krępuje?
              Tak z ciekawości autora pytam.
              • dobrycy Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 18:39
                tobestudent napisał(a):
                >
                > A jeść w stołówce uczelnianej też się autor krępuje?
                > Tak z ciekawości autora pytam.

                Nie nie krępuje sie. Nawet czasem zje jakiegoś hamburgera koło
                studenta który go nie zdenerwował. Ale już w większym gronie studentów,
                nielosowo spotkanych to autor nie może się czuć swobodnie.

                • tobestudent Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 18:45
                  > Nie nie krępuje sie. Nawet czasem zje jakiegoś hamburgera koło
                  > studenta który go nie zdenerwował. Ale już w większym gronie studentów,
                  > nielosowo spotkanych to autor nie może się czuć swobodnie.

                  Oooo, to źle. Autor powinien się krępować, że w ogóle jada, i unikać jedzenia w miejscach publicznych.
                  • dobrycy Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 18:59
                    Wie interlokutor co ?
                    Ja jak byłem studentem też się z różnych takich dziwactw śmiałem, ale przez lata pracy na polskiej uczelni zrozumiałem skąd się one biorą i dlaczego ludzie stają się takimi jakimi są. Jak interlokutor popracuje
                    na polskiej uczelni to nawet nie zauważy jak sam zacznie mieć jakieś
                    rózne ciekawe uwarunkowania i inni będą mieli z niego podśmiechujki.





                    tobestudent napisał(a):

                    > > Nie nie krępuje sie. Nawet czasem zje jakiegoś hamburgera koło
                    > > studenta który go nie zdenerwował. Ale już w większym gronie studentów,
                    > > nielosowo spotkanych to autor nie może się czuć swobodnie.
                    >
                    > Oooo, to źle. Autor powinien się krępować, że w ogóle jada, i unikać jedzenia w
                    > miejscach publicznych.
                    • tobestudent Re: Profesor nie powinien nic jeść 09.09.14, 19:09
                      > Wie interlokutor co ?
                      > Ja jak byłem studentem też się z różnych takich dziwactw śmiałem, ale przez lat
                      > a pracy na polskiej uczelni zrozumiałem skąd się one biorą i dlaczego ludzie st
                      > ają się takimi jakimi są. Jak interlokutor popracuje
                      > na polskiej uczelni to nawet nie zauważy jak sam zacznie mieć jakieś
                      > rózne ciekawe uwarunkowania i inni będą mieli z niego podśmiechujki.

                      Ale interlokutor pisze całkiem poważnie.
                      Skoro rzeczywistość jest jaka jest, jak autor ją opisuje, trzeba się do niej dostosować.
                      Czyli - przestać jeść w miejscach publicznych.
    • pisiarz Re: Wspólny obiad ze studentami 09.09.14, 11:47
      Nie, nie boimy się. W większości. Ot, problemy pierwszego świata...

      Chociaż może jakiś wielki profesor światowej sławy uważa, że jedzenie to rysa na pomniku, którym przecież jest. Ja tam, nie wiem, jeszcze przed habilitacją jestem.

      Alkohol w obecności studentów - to insza inszość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka