Przy jednym stole z pracownikiem uczelni...

05.12.14, 15:13
Znalazłem wątek, który wprawił mnie w prawdziwe zdumienie:
Przy jednym stole z pracownikami uczelni
Młodzież licealna krępuje się usiąść przy jednym stoliku z wykładowcą akademickim, który gościnnie przyjechał na wykłady z jakiegoś projektu, więc się go wyprasza z obiadu. A co tam, byle "dzieci" się nie stresowały :)
    • usunieta Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 05.12.14, 15:49
      felisdomestica 04.12.14, 15:40
      A własciwie dlaczego bez panów doktorów? Wyjechali już, czy też posadzono ich w oślej ławce smile? ...

      Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni
      Odpowiedz
      vitadea 04.12.14, 16:17
      > A własciwie dlaczego bez panów doktorów?

      Bo młodzież nieśmiała była i krępowało ich jedzenie w towarzystwie pracowników uniwersyteckich smile

      Wyjechali już, czy też posadzono ich w
      > oślej ławce?

      Nie wyjechali, czekali, aż młodzież i nauczyciele skończą lunch.

      Apel do pracowników naukowych - nie poniżajcie się tak - to nie tylko ze szkodą dla Was samych ale dla środowiska.
      Ciekawe ile doktorom zapłacili? Jakieś ochłapy lub nic.
    • daifuku Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 05.12.14, 17:47
      Juz pomijajac wszelakie absurdy, jako nauczyciele akademiccy jak myslicie - co jest tego przyczyna:

      "A tak na marginesie, obserwuję ostatnio coraz większą liczbę studentów/studentek skrajnie nieśmiałych, wycofanych. To tak w kontraście do tego, co się powszechnie uważa, że dzisiejsi studenci są pyskaci i "rozwydrzeni". Niestety, na uczelni każdy student traktowany jest jak osoba dorosła i samodzielna, mimo że niektórzy to mentalnie jeszcze dzieci, wykładowcy nie mają obowiązku, w przeciwieństwie do wychowawcy w szkole średniej, pochylać się nad taką osobą. Kontakt wykładowcy z rodzicem studenta to powód do wstydu, dlatego bardzo często te "dzieciaki" pozostawione są same sobie, często z dala od domu. Są studenci tak zakompleksieni, że każdą uwagę wykładowcy traktują jak osobistą porażkę. Miałam kiedyś studentkę, dla której rozmowa z pracownikiem naukowym była prawdziwym wyzwaniem (później się przyznała, że bierze leki uspokajające przed każdym spotkaniem ze mną czy innymi wykładowcami...), i gdy pokazałam jej, co ma poprawić w skądinąd dobrej pracy zaliczeniowej, rozpłakała się, że do niczego się nie nadaje... "


      • flamengista tak, to problem kulturowy 05.12.14, 18:54
        a w zasadzie chodzi tu o brak kindersztuby, czyli po prostu - dobrego wychowania.

        Temat ten był już poruszany w kontekście studentów wstydzących się jadać posiłki z wykładowcami i wywołał spore kontrowersje. A przecież nie trzeba się koniecznie doszukiwać złych intencji.

        Jako dzieciak zmuszany byłem nieustannie do wysiadania na rodzinnych imprezach, na wizytach u starszych ciotek/wujków i spędzania długich godzin na konwersacji z nimi. Wtedy nie widziałem w tym sensu, teraz widzę że mądrzy rodzice po prostu wychowywali mnie - to była nauka obycia towarzyskiego, podtrzymywania konwersacji o niczym, nabywania kompetencji społecznej.

        Dziś stare ciotki i wujków pakuje się do domu starców, pargon - spokojnej starości - i odkurza ew. na święta. Rodziny są zatomizowane i spotykają się incydentalnie. Przy okazji w młodych, którzy spotykają się tylko z innymi młodymi - zanikają kompetencje społeczne.

        Z kolegami działamy w ngosie, w którym współpracujemy z grupą super-fajnej młodzieży. Razem realizujemy drobne akcje charytatywne, dzięki czemu ta młodzież ma sensowne zajęcie i czegoś się uczy. Często też - z uwagi na charakter naszej działalności (polegającej m.in. na cotygodniowych spotkaniach i prelekcjach) - zapraszamy ich na wspólne kolacje. Ci młodzi ludzie, którzy przecież nas lubią i szanują zachowują się podobnie jak opisana w wątku młodzież. Stresują się, boją się rozmawiać. Są właśnie "chorobliwie nieśmiali i wrażliwi".

        Być może taka właśnie jest obecna młodzież. To nie musi być złośliwość i chamstwo, a zwykły brak obycia i kompetencji społecznych. Może trzeba je ćwiczyć również na studiach?
      • chilly Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 05.12.14, 22:12
        daifuku napisał(a):
        > "A tak na marginesie, obserwuję ostatnio coraz większą liczbę studentów/student
        > ek skrajnie nieśmiałych, wycofanych. To tak w kontraście do tego, co się powsze
        > chnie uważa, że dzisiejsi studenci są pyskaci i "rozwydrzeni". Niestety, na ucz
        > elni każdy student traktowany jest jak osoba dorosła i samodzielna, mimo że nie
        > którzy to mentalnie jeszcze dzieci, wykładowcy nie mają obowiązku, w przeciwień
        > stwie do wychowawcy w szkole średniej, pochylać się nad taką osobą. Kontakt wyk
        > ładowcy z rodzicem studenta to powód do wstydu, dlatego bardzo często te "dziec
        > iaki" pozostawione są same sobie, często z dala od domu.
        Zaraz tam "do wstydu". Miałem już mamy przynoszące mi pracę magisterską córki do sprawdzenia z zapewnieniem, że nastepnym razem to córka juz sama się pojawi.
    • pfg Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 05.12.14, 18:59
      W opianej w tamtym wątku sytuacji poważny błąd popełnili organizatorzy tego wyjazdu: mianowicie, przy stoliku z pracownikami uczelni posadzili dziewczynę nieśmiałą i wycofaną. W dodatku w ten sposób potwierdzili, usankcjonowali jej status jako kogoś wyalienowanego z grupy rówieśniczej. Reszta młodzieży dobrze się czuje w swoim towarzystwie, ona nie pasuje do nikogo, więc można ją posadzić z dorosłymi gośćmi. To, że byli to pracownicy uczelni, a nie kominiarze lub państwo z lokalnego kółka różańcowego, najprawdopodobniej nie miało znaczenia.

      organizatorzy wyjazdu powinni się wstydzić.
      • daifuku Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 05.12.14, 19:36
        Dokladnie tak.

        A jak ja mowie, ze w dzisiejszych czasach na nauczycieli idzie najgorszy sort ludzi to nikt mi nie wierzy. Z watku wynika, ze nauczyciele wiedza iz "inne dzieci sie z niej smieja i wytykaja ja palcami" (a moze robia cos gorszego, gdy nauczyciel nie patrzy) - wiec nie jestem wstanie pojac skad takie zachowanie ze strony wychowawcow - przeciez nie trzeba wyksztalcenia pedagogicznego by wiedziec, ze tak sie nie robi.
        • ford.ka Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 11:22
          Czyli nauczyciele wiedzą, że jest spokojna i pewnie raczej niegłupia, więc można ją bez strachu posadzić obok gości, powinni zatem dopilnować, żeby siedziała z kolegami, którzy jej nie lubią. Ot, taka logika domorosłych pedagogów.
          • pfg Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 21:05
            ford.ka napisał:

            > Czyli nauczyciele wiedzą, że jest spokojna i pewnie raczej niegłupia, więc możn
            > a ją bez strachu posadzić obok gości

            No tak, to typowe podejście nauczycieli, którzy przede wszystkim chcą mieć święty spokój. To, że podkreślają negatywne wyróżnienie dziewczyny z grupy, lata im i powiewa, uczony pedagogu.
            • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 21:28
              > No tak, to typowe podejście nauczycieli, którzy przede wszystkim chcą mieć świę
              > ty spokój. To, że podkreślają negatywne wyróżnienie dziewczyny z grupy, lata im
              > i powiewa, uczony pedagogu.

              No błagam... mówimy o młodej, dorosłej kobiecie a nie o 10-letniej dziewczynce (chociaż niektórzy z tego wątku uporczywie nazywali ją "dziewczynką", i sugerowali, że jedzenie obiadu z wykładowcą może doprowadzić do myśli samobójczych :) ).
              • pfg Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 21:56
                aldona_a napisał(a):

                > No błagam... mówimy o młodej, dorosłej kobiecie

                Mówimy o niespełna osiemnastoletniej dziewczynie, z ewidentnymi (cały czas opieram się na tamtym wątku) problemami w nawiązywaniu relacji z innymi. Wykluczana przez rówieśników, została utwierdzona w tym stanie przez nauczycieli, wielce kształceni pedagodzy.
              • pfg Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 22:10
                aldona_a napisał(a):

                > chociaż niektórzy z tego wątku uporczywie nazywali ją "dziewczynką"

                No faktycznie, TY ją tak nazywałaś. Fantastyczny argument.
                • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 22:33
                  > No faktycznie, TY ją tak nazywałaś.

                  Że co, proszę? A w którym to miejscu JA ją tak nazwałam?
                  • spokojny.zenek Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 07.12.14, 09:14
                    Ty ją tak nazwałaś. Nikt przez Tobą nie użył takiego określenia.
                    • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 07.12.14, 09:25
                      > Ty ją tak nazwałaś. Nikt przez Tobą nie użył takiego określenia.

                      No to wskaż mi konkretnie, w którym miejscu JA ją tak nazwałam... Bo ja tylko cytowałam cudzą wypowiedź z podlinkowanego wątku, i jeśli ją określiłam "dziewczynką", było to ironiczne w odniesieniu do tamtej wypowiedzi. Jesteś złośliwy, czy po prostu niekumaty? :)
                      • spokojny.zenek Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 07.12.14, 09:37
                        Ani złośliwy ani niekumaty, po prostu potwierdzam słowa pfg, że we wcześniejszych wypowiedziach nikt jej dziewczynką nie nazywał.
                        • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 07.12.14, 15:11
                          spokojny.zenek napisał:

                          > Ani złośliwy ani niekumaty, po prostu potwierdzam słowa pfg, że we wcześniejszy
                          > ch wypowiedziach nikt jej dziewczynką nie nazywał.

                          Aha, potwierdzasz, nie sprawdzając.
                          Zatem: wskaż mi w której konkretnie wypowiedzi ja ją tak "pierwsza" nazwałam. Proszę uprzejmie o konkretny cytat.
                          • spokojny.zenek Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 07.12.14, 17:02

                            forum.gazeta.pl/forum/w,87574,155785119,155799343,Re_Przy_jednym_stole_z_pracownikiem_uczelni_.html

                            Tu jest wypowiedź, w której po raz pierwszy w tym wątku padło słowo "dziewczynka".. Jeśli natomiast przez "ten wątek" rozumiesz w istocie tamten wątek, to twierdzenie, że inni uporczywie ją nazywali dziewczynką jest niestety równie nieprawdziwe, co także łatwo każdy może sobie sprawdzić.
                            Na tym kończę tę absurdalną dyskusję o niczym.
                            • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 10.12.14, 20:11
                              > Tu jest wypowiedź, w której po raz pierwszy w tym wątku padło słowo "dziewczynka".

                              Ach tak.
                              W takim razie kiepściutko u Ciebie z czytaniem ze zrozumieniem, oj kiepściutko...
                              Faktycznie, lepiej żebyś już zakończył dyskusję w tym wątku.
      • jose35 Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 13:34
        pfg napisał:

        > W opianej w tamtym wątku sytuacji poważny błąd popełnili organizatorzy tego wyj
        > azdu: mianowicie, przy stoliku z pracownikami uczelni posadzili dziewczynę nieś
        > miałą i wycofaną. W dodatku w ten sposób potwierdzili, usankcjonowali jej statu
        > s jako kogoś wyalienowanego z grupy rówieśniczej. Reszta młodzieży dobrze się c
        > zuje w swoim towarzystwie, ona nie pasuje do nikogo, więc można ją posadzić z d
        > orosłymi gośćmi. To, że byli to pracownicy uczelni, a nie kominiarze lub państw
        > o z lokalnego kółka różańcowego, najprawdopodobniej nie miało znaczenia.
        >
        > organizatorzy wyjazdu powinni się wstydzić.

        Czegoś tu nie rozumiem w tym twoim wywodzie. Skoro dziewczyna delikatnie mówiąc "nie lgnęła" do grupy rówieśników, to jaki sens miałoby sadzanie jej wśród nich? Na złość? To już może lepiej, że siedziała bliżej życzliwych jej bądź neutralnie nastawionych osób? Zresztą z wątku wynika, że to dorosła młodzież i usadzali się sami...
        • dobrycy Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 13:38
          Hmm nie wiem czy dobrze rozumiem wątek, ale prosze mnie poprawić - w dzisiejszych
          czasach siedzenie przy stole razem z pracwonikiem uczelni to splendor równy
          siedzeniu przy stole z menelem. Widać udała się władzy rewolucja kuluralna.
          • studentka_trzeciego_roku Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 15:01
            > czasach siedzenie przy stole razem z pracwonikiem uczelni to splendor równy
            > siedzeniu przy stole z menelem.

            Chyba jednak nie o to tam chodziło :) Raczej o to, że pracownicy naukowi "przytłoczyli" swoją obecnością nieśmiałą młodzież. Menele to jednak co innego :)
          • usunieta Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 17:46
            To już od dawna wiadomo:
            Nie odróżniam profesora od menela
            opole.gazeta.pl/opole/1,35114,15242320,Prof__Nicieja__Nie_odrozniam_profesora_od_menela.html
            Mieszkam na ulicy, na której są dwa skupy złomu. Przychodzą tam menele i przynoszą puszki po piwie. Patrzę na ich strój i często widzę na moim uniwersytecie ludzi tak samo ubranych - stwierdził na spotkaniu opłatkowym rektor Uniwersytetu Opolskiego
            Cały tekst: opole.gazeta.pl/opole/1,35114,15242320,Prof__Nicieja__Nie_odrozniam_profesora_od_menela.html#ixzz3L8XqggA0

            Nie jest tajemnicą, że zarobki tak niskie, że z okazji zielonej szkoły, ktoś rzucił hasło: Zaprośmy jakiegoś obłąkańca lub menela, aby uatrakcyjnić część rozrywkową wyjazdu.
            Menel chciał za dużo - to starczyło za stawkę dla jednego menela aż na dwóch doktorów.

            A doktorzy ci zachowali się niegodnie zawodu nauczyciela akademickiego skoro pozwolili tak sobą pomiatać. Dać się wyrzucić od stołu - równocześnie dalej oczekując od nich pracy.
            • tobestudent Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 06.12.14, 18:00
              > Dać się wyrzucić od stołu - równocześnie dalej oczekując od nich pracy.

              A nie wytrzymają tych kilka godzin bez obiadu??? No błagam... dzieci co innego, siedziały tam cały dzień, uczyły się.
              • agulha Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 10.12.14, 20:30
                Dlaczego kolejna osoba z forum (nie ten wątek wprawdzie) powtarza dziwną tezę, że słuchanie wykładu ("uczenie się") kosztuje więcej energii niż prowadzenie wykładu? Jak ostatnio wygłaszałam prezentację-szkolenie dla kilkudziesięciu osób z naszego biura (nie jestem żadnym kierownikiem, ale tak było), to uważacie, że oni się bardziej wysilali (siedzieli i słuchali/oglądali slajdy) niż ja, kiedy stałam, komentowałam te slajdy, odpowiadałam na pytania? Ktoś mnie ostatnio pytał, czy nie myślałam o prowadzeniu wykładów na pewnym studium podyplomowym. Widzę teraz, że NIE. Zapłaciliby pewnie niewiele (mam znajomych, którzy są nauczycielami akademickimi i dorabiają), a byłabym podczłowiekiem, któremu żałuje się szklanki herbaty czy zjedzenia posiłku.
                • nullified Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 11.12.14, 00:22
                  agulha napisała:

                  > Dlaczego kolejna osoba z forum (nie ten wątek wprawdzie) powtarza dziwną tezę,
                  > że słuchanie wykładu ("uczenie się") kosztuje więcej energii niż prowadzenie wy
                  > kładu?

                  ojtam nie pamięta wołek co zrobił na kołek ;p Siedzenie na wykładzie (na wykładzie to już "wogóle") to czynność ekstremalnie wyczerpująca. I nawet "lezenie na wykładzie" by tego nie polepszyło.
          • chilly Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 07.12.14, 10:36
            dobrycy napisał:
            > Hmm nie wiem czy dobrze rozumiem wątek, ale prosze mnie poprawić - w dzisiejszych czasach siedzenie przy stole razem z pracwonikiem uczelni to splendor równy siedzeniu przy stole z menelem. Widać udała się władzy rewolucja kuluralna.

            Najgorsze, że ta władza to również z uczelni:
            opole.gazeta.pl/opole/1,35114,15242320,Prof__Nicieja__Nie_odrozniam_profesora_od_menela.html

            • chilly Jest dobrze... 07.12.14, 10:39
              ... na uczelniach. Skoro zajmuje nas taki wątek. W temacie, o którym wiemy tak mało padaja bardzo kategoryczne stwierdzenia. Posuwamy się nawet do nazywania dyskutantów "pedagogami", co, jak rozumiem, na tym forum jest najgorszą z obelg.
              • nullified Re: Jest dobrze... 11.12.14, 00:24
                chilly napisał:

                > ... na uczelniach. Skoro zajmuje nas taki wątek. W temacie, o którym wiemy tak
                > mało padaja bardzo kategoryczne stwierdzenia. Posuwamy się nawet do nazywania d
                > yskutantów "pedagogami", co, jak rozumiem, na tym forum jest najgorszą z obelg.
                >

                no z "prof" to zniewaga wielopokoleniowa, co Ci się w "gogu" przyklei tego eeee... może sobie daruję ;p
      • houstoni Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 10.12.14, 19:40
        Rzeczywiście ją "posadzili"? Za rączkę zły nauczyciel poprowadził 18latkę i posadził?
        • nullified Re: Przy jednym stole z pracownikiem uczelni... 11.12.14, 00:24
          houstoni napisał(a):

          > Rzeczywiście ją "posadzili"? Za rączkę zły nauczyciel poprowadził 18latkę i pos
          > adził?

          mogli posadzić gorzej.
Pełna wersja