małostkowa irytacja

04.03.15, 15:00
Przygotowuje właśnie projekt popularyzacyjny. Administracja (jakieś 10 faktur zakupowych + 10 umów o dzieło) będzie szła przez infrastrukturę uniwersytetu. W sumie realizacja projektu zajmie mi jakieś 20 roboczo-dni (kiedy nie będę mogła robić niczego innego i co wymusi spędzenie wszystkich weekendów wakacji w jednym miejscu) - nie licząc czasu i zasobów (z własnej kieszeni) wydanych na przygotowanie wniosku.

"Sugerowane" przez administrację wynagrodzenie na administrację grantu jest równe 60% mojego wynagodzenia*. Myślicie że praca nad administrowaniem 10 fakturami oraz 10 umowami o dzieło zajmie administracji 12 roboczo-dni?

    • dobrycy Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 15:10
      Pracą należy gospodarować oszczędnie aby na długo starczyła ...
    • adept44_ltd Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 15:45
      jeśli jest bardzo nieudolna, to może zająć nawet więcej...
    • pfg Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 15:59
      Oj, tam, oj, tam. Będzie nad czym biadać na forum, gdy twoje wynagrodzenie nie będzie przekraczać 60% wynagrodzenia administracji.
      • kardla Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 16:24
        Ty im nie podpowiadaj!
        Zresztą były jakieś przebąkiwania skierowane w tym kierunku. No bo w sumie za to niby to wynagrodzenie*?

        No i trudno im nie przyznać racji**. Wszak prowadzenie takiego projektu rozwinie moje umiejętności i pozwoli ubogacić moje CV, a do tego będę miała możliwość poznania wielu ciekawych ludzi.
        • piotrek-256 Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 16:53
          A ja szczerze nie rozumiem problemu.
          Albo masz wpisane we wniosku o finansowanie wynagrodzenie dla administracji i wtedy to cię nie obchodzi ile oni dostają skoro ty jesteś zadowolona ze swojego wynagrodzenia. Jeśli nie jesteś zadowolona to należało wpisać więcej, a jeśli w wyniku tego koszty projektu by urosły to iść do administracji i powiedzieć, że albo obniżą swoją stawkę albo nie dostaną nic bo nie będzie projektu, a ty pojedziesz sobie na wakacje.

          Jeśli tobie zależy bardziej niż administracji na projekcie i oni o tym wiedzą to ciesz się, że nie każą ci dopłacać. :) Tak to chyba działa, za nadgorliwość się płaci...
          • kardla Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 17:33
            No wiesz - niby powinno mi być wszystko jedno bo to "państwowe" pieniądze a nie moje.
            Trochę mnie jednak irytuje że ta sama osoba, która przebąkuje, że właściwie ja powinnam pracować za darmo we wszystkie weekendy wakacji, uznaje że należy jej się 2 tysiące netto za zafakturowanie 15 umów.

            Jeszcze nie jest bardzo źle, ale już nieraz słyszałam delikatne sugestie, że jeżeli nie będzie dodatkowych funduszy dla administracji w grancie (oczywiście powyżej 30% overheadu) to oni nie będą administrować papierami związanymi z grantem bo nie należy do ich obowiązków zawodowych. I oczywiście mówią to wiedząc że ja nie mogę sobie zatrudnić księgowej z zewnątrz - jak chcę mieć możliwość wydawania pieniądze z grantu to to musi przejść przez administrację mojego zakładu pracy. W związku z tym administracja może zasugerować swoje wynagrodzenie w dowolnej wysokości a ja muszę się na to zgodzić (oczywiście jeżeli nie chcę wylecieć z pracy za obijanie się). Ostatnio słyszałam o oczekiwanej kwocie ok 2 tysięcy miesięcznie za administrowanie grantem (dodatku do pensji podstawowej).

            Administracji nie zależy na grantach. To dla nich tylko dodatkowe zajęcie. By im zależało jakby dostawali z tego tytułu odpowiednie wynagrodzenie. I mówią to otwarcie. Tymi właśnie słowami.
            • kardla Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 17:48
              No dobra, przestaję już toczyć pianę z ust.

              Wracam pokornie do pisania wnioseczku no bo w sumie co mi pozostało (poza przekwalifikowaniem się na nie-naukowca).
              • nullified Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 18:36
                kardla napisała:

                > No dobra, przestaję już toczyć pianę z ust.
                >

                cieszę się, że jesteś na dobrej drodze, objedzie się bez klęczenia na grochu i win wyznawania (tym razem - bedziesz już grzeczna?)

                > Wracam pokornie do pisania wnioseczku no bo w sumie co mi pozostało (poza przek
                > walifikowaniem się na nie-naukowca).

                ojtam, zawsze możesz zapisać się do czegoś, zostać ministrem czegokolwiek (nie znasz się? tym lepiej!), wejśc do jakiegoś Ciała, nawet jesli nie jako gościówa to choć jakiś półczłonek na poczatek, jakkolwiek obscenicznie to brzmi.

                No i pomyśl. Nadejdzie taki dzień, że kardla bedzie Dużą Kardlą i wtedy hoho!
                • kardla Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 18:49
                  No ostatnio mi luby powiedział: Ty to się na polityka nie nadajesz. Za mało obślizgła jesteś. Chociaż w sumie mogłabyś być złym politykiem. :P

                  Ale popracuję nad obślizgłością i się uda!
                  • nullified Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 19:12
                    kardla napisała:

                    > No ostatnio mi luby powiedział: Ty to się na polityka nie nadajesz. Za mało obś
                    > lizgła jesteś. Chociaż w sumie mogłabyś być złym politykiem. :P
                    >
                    > Ale popracuję nad obślizgłością i się uda!

                    trzymam kciuki!
                  • trzy.14 Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 23:59
                    Co na to dziekan?

                    Kto firmuje projekt, ty czy dziekan?
              • piotrek-256 Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 23:13
                To następny wniosek złóż przez inną instytucję. No chyba, że w twoim mieście nie ma innej jednostki, która mogła by ci zaoferować stanowisko do realizacji grantu. No to klops.

                Nie musisz realizować grantów na swoim macierzystym wydziale. Pewnie dziekan będzie wściekły, więc można mu powiedzieć wcześniej i zaproponować, że złożysz przez macierzysty wydział jeśli on zmusi administrację do pracy za darmo dla ciebie.

                A co do wylatywania z pracy, to czy naprawdę masz do umowy o pracę wpisane, że pozyskasz dla uczelni ileś grantów? Jeśli nie to formalnie za co mają cię zwolnić? Granty będziesz miec tylko kto inny dostanie 30%.
                • kardla Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 23:17
                  Zwolnic nie zwolnia. Ale umowy nie przedłużą i wyjdzie na to samo :P

                  • piotrek-256 Re: małostkowa irytacja 06.03.15, 11:05
                    No rozumiem. Trochę takie współczesne niewolnictwo.
            • tuptus235 Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 18:08
              Dlatego między innymi ludzie piszą mniej wniosków grantowych niż powinni. Zazwyczaj pomoc ze strony administracji jest delikatnie mówiąc umiarkowana. Ale potem oczywiście jak już się wniosek dostanie to chętnie biorą kasę za obsługę finansową projektu.

              > Trochę mnie jednak irytuje że ta sama osoba, która przebąkuje, że właściwie ja
              > powinnam pracować za darmo we wszystkie weekendy wakacji, uznaje że należy jej
              > się 2 tysiące netto za zafakturowanie 15 umów.
            • dworzec Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 18:36
              u mnie było to samo. chcieli dodatkową kasę. wizyta u dziekana troche powsciagnela ich apetyty, ale nie wiem jak bedzie przy nastepnym grancie...
              • czlowiek.z.makulatury Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 21:53
                Ja już mówiłem. Wszystko zależy od dziekana. Jak ma zaparcie, to każdego pasożyta wyrzuci. A jak to jest dziekan z "łapanki", któremu ogólnie sprawy wydziałowe przeszkadzają w urobku w kopalni kudryków... no to się nic nie poradzi.
                • flamengista e tam 05.03.15, 00:38
                  Szanowny Kolega na ogół przebija mnie pesymizmem, ale w tym przypadku okazał się rozpaczliwie naiwny.

                  Słyszał Pan anegdotę o ministrze, który we wczesnych latach 90 przyszedł do resortu i zaraz złożył dymisję? Bo okazało się, że nic nie może - nawet zwolnić własnej sekretarki, która miała go w głębokim poważaniu:)

                  No więc wszystko nie tylko zależy od dziekana, ale tego z kim spokrewniony jest pracownik administracji. Jeśli ma dobre geny, choćby i dziekan się zawziął nic nie wskóra. W najlepszym wypadku załatwi przeniesienie na inne stanowisko, prawdopodobnie poprzez awans.
                  • czlowiek.z.makulatury Re: e tam 05.03.15, 10:42
                    Że tak powiem mam przykład empiryczny, o czym już pisałem. Nowy Dziekan przyszedł i wszystkich pociotków za mordę albo wyrzucił, podczas gdy poprzedni głównie się głupio uśmiechał.
                    • flamengista niesamowite 05.03.15, 21:12
                      może jest jeszcze nadzieja.
                      • nullified Re: niesamowite 05.03.15, 21:28
                        flamengista napisał:

                        > może jest jeszcze nadzieja.

                        prawdziwą mężczyznę poznaje się nie po tym jak kończy lecz po tym co się dzieje gdy jej zabraknie (tej mężczyzny się znaczy)

                        Zarządzanie zamordowe (urocze w swym braku pretensji do bycia "cywilizowanym" co strasznie męczy cywilizujących i cywilizowanych ;p) ma ten feler, że kiedyś tego miłościwie trzymającego zabraknie... i wtedy...

                        no właśnie ;p
                    • czlowiek.z.makulatury Re: e tam 06.03.15, 17:21
                      Dziekan zwołał spotkanie na którym ogłosił, że jak ktoś z administracji zażąda dodatkowej forsy za swoje obowiązki, to znaczy, że jest to osoba do zastąpienia kim innym, czyli do zwolnienia dyscyplinarnego za uchylanie się od obowiązków służbowych. Komuś nie pasuje, że czasem się pracuje a pracy więcej, to w Biedronce też są wolne etaty i pracy dużo więcej.

                      Tak, wiem, jestem bezkrytycznym fanem.
            • flamengista to tylko pokazuje 04.03.15, 23:37
              jak źle zarządzana jest polska nauka. Ja jestem osobą towarzyską i lubiącą poznawać nowych ludzi. Dlatego wiele ścieżek mam w administracji wydeptanych i wiele spraw mogę załatwić od ręki. Znam tych ludzi - są to normalne, sympatyczne osoby. Równocześnie w przypadku osób, które nie znam spotykam się ze ścianą niechęci - nic się nie da załatwić.

              Przecież grantów nie robimy za darmo. Uczelnia pobiera całkiem legalnie od tego sowitą prowizję. Naukowiec nie powinien się w ogóle martwić takimi pierdółkami, jeśli pozyskuje granty administracja powinna mu rozwinąć czerwony dywan i serwować szampana. Ale nie robi tego... bo im się nie opłaca! To nie jest wina pracowników administracji - oni w tym chorym systemie zachowują się w miarę racjonalnie. Skoro guzik płacą za byle jaką pracę, a szans na lepsze zarobki nie ma - to po co się starać.

              Na tej samej zasadzie mój kumpel w jednym z krajów pd. Europy obija się na plaży, zamiast pracować po 8 godzin, bo dostaje za to 1,3 tys. € na rękę. Mimo że facet zdolny (doktorat) i dość pracowity.

              W administracji w polskiej nauce nie ma żadnych marchewek. Kijów też nie, ale te nie zadziałają - za 2 tys. na rękę większość ludzi może pracować z powodzeniem gdzie indziej.
              • careme.proxy Re: to tylko pokazuje 06.03.15, 08:13
                Fla, nie przesadzaj. Sprawdź jakie jest średnie wynagrodzenie pracowników administracyjnych na Twojej uczelni i zapewniam Cię, że się bardzo zdziwisz.
                • flamengista nawet jeśli 06.03.15, 09:22
                  zarabiają lepiej niż te 2 tysiące (w co wątpię, bo mam kilku znajomych w administracji) - to nadal teza o złym zarządzaniu pozostaje aktualna. Bo bardziej produktywni i pracowici nie mają żadnego bonusu, brakuje zachęt do tego by się starać. Aktualna pozostaje zasada: czy się stoi, czy się leży... Taki system demoralizuje.
                  • piotrek-256 Re: nawet jeśli 06.03.15, 11:25
                    Nawet nie wiem czy chodzi o demoralizację.
                    To jest też kwestia tego, że ci ludzie zupełnie nie rozumieją jaka jest ich rola.
                    Uczelnie są jak dryfujące statki. Profesorowie są różni, jedni chcą robić jakieś badania coś tam sobie skrobią w sowich zeszytach inni zajmują się jakaś polityką, jeszcze inni do pracy przychodzą tylko jak mają zajęcia ze studentami, nikt nad tym nie panuje. Uczelnia była, jest i będzie, bo być musi. Jakieś rankingi, jakieś wyścigi, jakieś cele, które chcemy zrealizować. Może czasy przodowników pracy minęły, ale administracja jest jak ten robotnik na taśmie co przekłada koła zębate z jednego podajnika na drugi, nigdy nie ogląda produktu końcowego nie rozumie całego procesu produkcji i jedyny sens swojej pracy widzi w tym, że ktoś mu za to płaci. Przychodzi do niego jakiś koleś ze swoim kołem zębatym i mówi, że je też trzeba położyć na taśmę.
                    No i rodzi się opór.
                    1) Czy to bezpieczne, potem ktoś przyjdzie i będzie miał pretensje, że jakieś nowe koła się pojawiają gdzieś dalej.
                    2) Czemu mam układać koła od jakiegoś kolesia.
                    3) Nie będzie mi jakiś jajogłowy mówił, gdzie mam koła układać, całe życie je układam to chyba wiem.
                    4) Zarabiam mało, niech inni bawią się w wolontariat.

                    Co innego jak przychodzi kolega i mówi, żeby to koło zębate puścić na taśmę, no to jakoś się je upchnie, wszak upchnięcie tego koła ma sens, bo robię coś dla kolegi.

                    Trochę tak jak różnica pomiędzy by podejść do obcej osoby na ulicy i zapytać czy pomoże ci przewieźć pralkę na drugi koniec miasta, a podejść do kolegi i zapytać czy pomoże ci przewieźć tę pralkę.
                    • flamengista ale nie ma tu sprzeczności 06.03.15, 11:54
                      w zasadzie cały czas piszemy o tym samym, tylko w nieco inny sposób.

                      Słyszałem o tym, że pracownicy dziekanatu są bardzo zadowoleni, bo dzięki nowemu systemowi informatycznemu wykładowcy będą sami wpisywać oceny do komputera. I w ich przekonaniu to oznacza, że jest świetnie, bo mają jeden przykry obowiązek mniej. Zupełnie się nie zastanawiają, że skoro Krysia i Józio zawsze wpisywali te oceny, a teraz kto inny wpisze je za nich, to Krysia i Józio są do zwolnienia. Szczególnie teraz, w czasach niżu. Nie, dla nich to nie do pomyślenia - bo nie rozumieją jak funkcjonuje duża organizacja.

                      Ale wcześniej tak nie było. Dobrze wspominam czasy skutecznego, choć kontrowersyjnego rektora który co pół roku robił obowiązkowe spotkania - dla pracowników naukowo-dydaktycznych oraz dla administracji. Były to spędy na kilkaset osób w hali sportowej, podczas których kolegium rektorskie tłumaczyło zmiany na uczelni i wyjaśniało, jakie są oczekiwania wobec pracowników. Wielu narzekało na te spotkania, mówiąc że to strata czasu a moim zdaniem miało to sens. W ten sposób zarówno profesor, asystent, specjalista z kadr, jak i portier i sprzątaczka mieli szansę zrozumieć, że są częścią dużej organizacji i ich praca ma sens.

                      W tym czasie każda sprawa papierkowa była załatwiana w max. tydzień - decyzję rektora dostawało się na piśmie, w razie problemów rektor wzywał na dywanik. Owszem, bardzo często były to decyzje odmowne:) Ale był porządek i pruski dryl. Wielu indywidualistów bardzo cierpiało i do tej pory narzeka na te czasy, a ja uważam że mimo pewnych niedociągnięć w tym okresie uczelnia była najlepiej zarządzana. Między innymi dlatego, że każdy wiedział co ma robić i za co.
                      • pfg Re: ale nie ma tu sprzeczności 06.03.15, 12:03
                        flamengista napisał:

                        > Słyszałem o tym, że pracownicy dziekanatu są bardzo zadowoleni, bo dzięki nowem
                        > u systemowi informatycznemu wykładowcy będą sami wpisywać oceny do komputera. I
                        > w ich przekonaniu to oznacza, że jest świetnie, bo mają jeden przykry obowiąze
                        > k mniej. Zupełnie się nie zastanawiają, że skoro Krysia i Józio zawsze wpisywal
                        > i te oceny, a teraz kto inny wpisze je za nich, to Krysia i Józio są do zwolnienia.

                        No zupełnie jak dziecko we mgle...

                        My, UJ, już mamy to wpisywanie ocen do USOSa przez naukowców. Panie w sekretariacie dydaktycznym muszą to weryfikować, poprawiać, gdy ktoś się pomyli, wpisywać oceny za spóźnialskich (co z tego, że sesja kończy się 27 lutego?! ja mam wtedy konferencję i zrobię egzamin 15 marca i niech mi ktoś powie, że nie mogę! Protokoły w USOSie zamykają się po sesji? No to panie mi tu wpiszecie), robić statystyki, sprawdzać po kolei wszystkich studentów. Tak, ludzkość wymyśliła rozwiązania techniczne, które pozwalają takie czynności zautomatyzować. Nie, USOS ich nie przewidział. Panie w sekretariacie dydaktycznym mają w związku z tym *więcej* pracy, niż dawniej.
                        • flamengista a to jeszcze inna sprawa 06.03.15, 15:35
                          nie wiemy jak ten nowy system będzie działał, ale oczywiście zachowujemy urzędowy pesymizm.

                          Tyle że spokojnie, to najwcześniej w przyszłym roku.
                      • piotrek-256 Re: ale nie ma tu sprzeczności 06.03.15, 13:42
                        Co się stało z tym rektorem ? :)
                        • flamengista Re: ale nie ma tu sprzeczności 06.03.15, 15:33
                          nic. Rządził przez 2 kadencje, teraz rządzi swoją katedrą. Chyba z powodzeniem.
                          • careme.proxy Re: ale nie ma tu sprzeczności 06.03.15, 17:01
                            Już nie rządzi od jakiegoś czasu ze względu na wiek emerytalny.

                            W moim poście chodziło o średnią.
                    • pfg Re: nawet jeśli 06.03.15, 11:57
                      piotrek-256 napisał:

                      > To jest też kwestia tego, że ci ludzie zupełnie nie rozumieją jaka jest ich rola.

                      Zasada Parkinsona, nie ma tu niczego odkrywczego.

                      Swoją drogą, rozwarstwienie płac w administracji jest bardzo duże, jakiś kanclerz, kwestor czy ktoś w okolicy zarabiają bardzo dużo, ale szeregowi urzednicy (na ogół urzędniczki) wcale nie. (W Ameryce to rozwarstwienie płac w administracji jest bodaj jeszcze większe.) Przy czym administracja uczelniana rozrasta się i w ogóle najlepiej by sobie radziła bez tych wszystkich natarczywych studentów i naukowców. Zgodnie z prawem Parkinsona.
    • darek12345 Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 23:01
      Z różnych dyskusji na forum wynika, że praca w administracji na uczelni to jakaś super robota. Kasy się zarabia dużo, robi się mało, ma się do powiedzenia więcej niż dziekan itp.
      • kardla Re: małostkowa irytacja 04.03.15, 23:09
        Zapewne jak wszędzie. Niektórzy mają super robotę (kawkowanie i mało zajęc za rozsądne pieniądze), inni odwalają całą pracę za siebie i innych i to z uśmiechem (tak - taką Panią też mamy w administracji).
      • flamengista czy więcej niż dziekan 04.03.15, 23:27
        to nie wiem, ale więcej niż rektor ds. nauki - to i owszem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja