Dodaj do ulubionych

O współautorstwie po raz n-ty

03.03.17, 20:30
Ale ciekawie. Habilitant twierdzi, że mamy coraz mniej wyboru co do tego, czy współpracujemy i z kim. Nauka idzie ku coraz większym zespołom, które dają większe szanse na uzyskanie funduszy badawczych.

Wszystko pięknie, ale to zależy od specyfiki dyscypliny naukowej. Z drugiej strony to pocieszające, że i na Zachodzie autorzy współpracujący z innymi mają te same probemy: "There have been different times when credit for the work was withheld from us both, based on a view that it was the other who did most of it.".

Z kolei prof. Galasiński podaje 3 konieczne warunki współpracy: 1. Trust, 2. Friendship, 3. Imbalance.

Może mam jeszcze zbyt małe doświadczenie w tej materii, ale dodałbym jeszcze 2: cierpliwość i pokora. Powiem szczerze, że sam siebie nie poznaję - nie spodziewałem się, że będę w stanie znosić humory, zawalanie terminów, kompletnie niezrozumiałe kody kulturowe moich partnerów naukowych. Ale mimo wszystko na ogół te niedogodności są mniejsze niż korzyści.

Natomiast trochę zbyt mało w tych tekstach poruszana jest moim zdaniem kluczowa kwestia. W obecnych warunkach, gdy coraz mniej jest do odkrycia - innowacyjność i kreatywne podejście w pojedynkę staje się coraz trudniejsze, jeśli nie niemożliwe. Jesteśmy więc skazani na współpracę - czy tego chcemy, czy nie.
Obserwuj wątek
    • darek.galasinski Re: O współautorstwie po raz n-ty 03.03.17, 22:46
      Oto linka do mojego postu (podaję, nie bez wahań, w celach autopromocyjnych).

      W moim zamiarze pokorę miało obejmować szerokie zaufanie, ale to rzeczywiście nie to samo. Natomiast cierpliwość nie przyszła mi do głowy, a to rzeczywiście dobry pomysł. Dodam do postu (cytując flamegistę).
      • flamengista Re: O współautorstwie po raz n-ty 04.03.17, 13:25
        Dziękuję za ten tekst, moim zdaniem bardzo inspirujący.

        Z tą cierpliwością to może ja po prostu mam pecha:), ale chyba jednak w naszym środowisku mamy większość typowych indywidualistów. I trzeba być gotowym na najdziwniejsze reakcje naszych partnerów naukowych. Mój mentor, wybitny naukowiec potrafi np. umówić się ze mną na godzinę 15. Przychodzę, tłum studentów nie ma żadnych szans na spotkanie. Uzgadniam mailowo/smsowo że przyjdę o 16. O 16 przychodzę, a on już rozmawia z jakimś interesantem, a rozmowa ciągnie się do 17. O 17 informuje mnie, że musi już wyjść bo ma spotkanie. Ale o 18:30 dzwoni i pyta, czy możemy się spotkać za 5 minut. Po czym poświęca mi 1,5 godziny czasu podczas którego np. rozstrzyga wszystkie moje wątpliwości dotyczące wyliczeń do naszych wspólnych badań.

        Podczas pobytu na postdocu po paru takich akcjach byłem bliski popadnięcia w obłęd:)
        • darek.galasinski Re: O współautorstwie po raz n-ty 04.03.17, 19:00
          Dzieki! Bardzo mi milo.

          Czytając powyższe, pomyślałem o granicach współpracy. Bo na pewno jest gdzieś granica, po której współpraca staje się niemożliwa. Jak napisałem na blogu, taką granicą była kłótnia o pierwszeństwo nazwiska. A właściwie nie o to, tylko kto na to zasługuje, a kto nie. I parę innych rzeczy.

          Podejrzewam, że te granice są różne dla różnych ludzi i na różnych etapach kariery naukowej. Jednak przez lata nauczyłem się również, że nie warto współpracować za wszelką cenę.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka