Dodaj do ulubionych

Granty - produkt naukowopodobny

27.04.20, 21:03
No to żeby troche rozruszac to forum.

next.gazeta.pl/next/7,151003,25899197,prof-kostera-wiekszosc-edukacji-na-wydzialach-zarzadzania.html#BoxWOpImg1

Pisze pani: "Uczyliśmy studentów zwinnego zarządzanie projektami". I to też było złe?

Zarządzanie projektowe jest wciąż bardzo modne, chociaż się nie sprawdza. Badano między innymi efekty projektów w handlu ekologicznym, które były finansowane ze środków publicznych w rozmaitych krajach, można było taki wniosek złożyć i otrzymywało się dotację na przykład na dwa lata działania. Po projektach zawiązanych w ten sposób nie ma śladu.

Dlaczego?

Bo projekt jest z doskoku, nie tworzy żadnej trwałej struktury. "Projektoza" zaraża kolejne dziedziny życia, łącznie z edukacją, gdzie też stało się modne zarządzanie poprzez projekty. I tymi projektami zastępuje się strukturę, powstaje produkt strukturo-podobny, który smakuje podobnie jak wyrób czekoladopodobny.


Czy uwazacie ze granty to produkt naukowopodobny. Ja tak.

Gdy patrze na te pokoje laboratoryjne zawalone aparatura ktorej nikt nie potrzebuje bo sie grant skonczyl a nowego nie ma. Niektore oryginalne, budowane i projektowane od podstaw. Ile też ludzkiej kompetencji rdzewieje.

Pare lat temu bralem udzial w probie rekonstrukcji opuszczonego projektu, bo nagle znalazly sie pieniadze. Wlasciwie robota od zera, a nawet gorzej bo trzeba zgadywac po co coś tam bylo. A wystarczylo posadzic kogos kto by moze i banaly klepal ale para by byla pod kotlem - a tak...
Obserwuj wątek
    • pierwsze.wrazenie Re: Granty - produkt naukowopodobny 28.04.20, 00:54
      Ta też. Mimo dość jeszcze młodego wieku nie mogę się odnaleźć na uczelni traktowanej jak korporacja. Być może dlatego, że miałam jeszcze promotorów pracy magisterskiej oraz doktorskiej, z którymi łączyła mnie relacja mistrz - uczeń. To byli już wtedy emeryci - wychowankowie przedwojennych profesorów. Nie mieli jednak nic wspólnego z Profesorem Marianem (nota bene zastanawiam się, gdzie się podziewa Nasz Profesor Marian - przecież on byłby aktywny nawet na emeryturze ;)? )

      Polecam jeszcze wszystkim ten tekst: magazynkontakt.pl/uniwersytet-prawdziwy-i-uberopodobny/?fbclid=IwAR2AuEqHeVR1rXg8AEzcHvh8fNROLarwavfMd_GEued9HI-pPJxmq9voFMQ
      • sendivigius Re: Granty - produkt naukowopodobny 28.04.20, 18:52
        pan.toranaga napisał:

        > UMK liczy ca 4 000 pracowników i 20 000 studentów. UW 7 000 i 45 000. Czy da s
        > ię tym inaczej zarządzać niż Coca-Colą?
        > Swoją drogą, amerykańskie uniwersytety są w dużej mierze znacznie mniejsze. Coś
        > to zmienia?

        Jak ktore. Duze stanowe sa nawet wieksze.

        Pytanie jest zle postawione. Bo czy uniwersytety wymagaja zarzadzania w tym samym sensie jak Coca-Cola. Ich cele sa inne. To jest krok od stwierdzenia ze wszystko powinno byc zarzadzane jak Coca-Cola, a przynajmniej ludzie od zarzadzania tak stwierdza. Byc moze, ale ja w takim swiecie zyc nie chce. KK jest wiekszy niz Coca-Cola, czy naprawde chcesz zobaczyc - "dzis promocja na rozgrzeszenie z 6 przykazania"?
        • pan.toranaga Re: Granty - produkt naukowopodobny 04.05.20, 09:56
          Pytanie może źle może dobrze postawione - nieważne, w dużej organizacji zaczynają rządzić procedury, raportowanie, przede wszystkim ci, którzy zarządzają znają swoją organizację jedynie z tabeli. A tabela daje skrzywiony obraz, a co gorsza organizacja zaczyna pracować tak, żeby tabela była dobrze wypełniona. Mnie też taki świat nie odpowiada, ale zastanawiam się, czy istnieje alternatywa. To co było dobre kiedy studiowało 5% społeczeństwa przestaje być dobre kiedy studiuje 30%-60%.
          • sendivigius Re: Granty - produkt naukowopodobny 04.05.20, 12:49
            pan.toranaga napisał:

            > Pytanie może źle może dobrze postawione - nieważne, w dużej organizacji zaczyna
            > ją rządzić procedury, raportowanie, przede wszystkim ci, którzy zarządzają zna
            > ją swoją organizację jedynie z tabeli. A tabela daje skrzywiony obraz, a co gor
            > sza organizacja zaczyna pracować tak, żeby tabela była dobrze wypełniona.


            Mnie
            > też taki świat nie odpowiada, ale zastanawiam się, czy istnieje alternatywa. To
            > co było dobre kiedy studiowało 5% społeczeństwa przestaje być dobre kiedy stud
            > iuje 30%-60%.

            W usa studiuje 36% ale tylko ca. 1/5 w czyms co sie nazywa research university czyli 7% ( PL bym sie nie odwazyl dac statystyke tak podzielona). Druga roznica polega na tym że w USA istnialy i istnieja najwyzszych lotow (!) centra badawcze (w tym prywatne v. korporacyjne) ktore nie sa nawet afiliowane do uniwersytetow.

            O alternatywie pisalem na tym forum lata temu. Pozwolic w PL uniewersytetom sie roznicowac. Min. zamiast z gory wybierac ktore sa "flagowe" powinien zostawić to na 10-20 lat siłom termodynamiki. Ale opor srodowiska jest jak beton. A więc sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało.

            Bardzo sie obawiam że strony dyskusji pogodzi przyslowiowy gajowy co wyrzucil z lasu i Niemcow i partyzantow, w tym przypadku AI. Lubie grac w szachy z komputerem na sieci, ustawiam na najwyzszy poziom i juz czuje co nas czeka.
          • dobrycy Re: Granty - produkt naukowopodobny 08.05.20, 20:08
            Nie wolno też zapomnieć o prawie Parkinsona, każdy w takiej organizacji osiągu swój poziom niekompetencji (który oczywiście rośnie w góre), a uczelnia zaczyna się zamieniać w maszynę
            do zapełnienia tabelek i zwiększania wydobycia, czy to kudryków, czy pieniędzy, czy naciągania studentów.
            Dla tych którzy uważają, że uczelnia niczym nie różni sie od korporacji, zawsze mam pytanie -
            dlaczego wasze etaty nie są opłacane z dochodów firmy a z dotacji bazowej?
            Jak jesteście tacy dobrzy, to czemu nie zrobicie prywatnego instytutu badawczego albo uczelni, a doicie
            biedne państwo z jego środków, dbając tylko o wzrost w tabelkach.
            Społeczeństwo, a i politycy widzą tą fikcję, i cieszą się na pożytecznych idiotów, którzy
            pozwolą zakręcić kurek tak rozumianym uczelniom.
            • sendivigius Re: Granty - produkt naukowopodobny 08.05.20, 21:40
              dobrycy napisał:


              > Jak jesteście tacy dobrzy, to czemu nie zrobicie prywatnego instytutu badawczeg
              > o albo uczelni,

              A tu akurat jestes do tylu. Sa w PL firmy, szczegolnie w bio-med, ktore sie ladnie utuczyly na NCBiR i podobnych źródłach. Np. poogladaj na YT kanal Bio-Tech Media. Zobacz tez liste grantobiorcow owego "ciala".
    • dystansownik Re: Granty - produkt naukowopodobny 28.04.20, 18:29
      sendivigius napisał:
      > Czy uwazacie ze granty to produkt naukowopodobny. Ja tak.

      Jeszcze pół biedy jeśli ten produkt naukowopodobny powstaje w ramach NCN i nauk podstawowych, bo wielkich efektów po tym rzadko kto się spodziewa. Gorzej jak takie rzeczy dzieją się w NCBiR, a jest to niestety standard. Ładuje się miliony złotych w "innowacyjne" granty wdrożeniowe, a po zakończeniu grantu, jednym formalnym wdrożeniu, nagle "rewolucyjny" produkt "umiera" i ani widu ani słychu. Gdyby realnie skontrolować wszystkie granty w jakie wpompowano kasę w ostatniej dekadzie zapewne okazałoby się, że 90% środków została najzwyczajniej przejedzona.
      • sendivigius Re: Granty - produkt naukowopodobny 28.04.20, 18:42
        dystansownik napisał:


        > Gdyby realnie skontrolować wszystkie granty w jakie wpompowano kasę w ostatnie
        > j dekadzie zapewne okazałoby się, że 90% środków została najzwyczajniej przejed
        > zona.

        Ja stawiam że nawet 99%.

        Ale nie w tym jest istota. Idzie o to ze granty staly sie narzedziem kontroli. To zmodyfikowalo system, tak ze nie jest tym za co sie podaje i za co uwaza go publika. Dobra, niech bedzie. Ale pozbądźmy sie hipokryzji.

        • dobrycy Re: Granty - produkt naukowopodobny 29.04.20, 16:54
          Finansowanie z grantów ma taki sam pozytywny wpływ na uczelnie, jak finansowanie kościoła ze sprzedaży odpustów. W krótkim czasie grupa cwaniaków może się obłowić, kosztem położenia instytucji/struktury
          i ich idei na wiele lat.
          • dystansownik Re: Granty - produkt naukowopodobny 29.04.20, 18:17
            Problemem też jest to, że za dużo kasy leci jednym kanałem, gdy w innych posucha. Efekt jest taki, że bez grantu albo się przymiera głodem albo traktuje uczelnie/instytut tylko jako płatnika ZUSu robiąc kasę poza jednostką.
            Za to w grantach płynie taki strumień pieniędzy, że jak już się uda wejść na ścieżkę grantozy, to trzeba się ostro nakombinować na czym tą kasę "przepalić". Zero motywacji, żeby optymalizować koszty w projektach. Najśmieszniejsze są programy z konkretnym maksymalnym limitem w granicach np. do 3 mln zł, gdzie 90% wniosków ma budżet np. 2'999'998,- czy coś koło tego, byle pod kurek. NCBiRowi w ogóle nie zależy na optymalizacji, bo oni też muszą kasę jakoś "przepalić".
          • sendivigius Re: Granty - produkt naukowopodobny 30.04.20, 12:06
            dobrycy napisał:

            > Finansowanie z grantów ma taki sam pozytywny wpływ na uczelnie, jak finansowani
            > e kościoła ze sprzedaży odpustów. W krótkim czasie grupa cwaniaków może się obł
            > owić, kosztem położenia instytucji/struktury
            > i ich idei na wiele lat.

            Dobrze ujęte. A może czas by Marcin Dobrycy przybił swoje 95 tez do drzwi MNiSW.
          • zitterbewegung Re: Granty - produkt naukowopodobny 30.04.20, 16:34
            Pociesznie w tym temacie wygląda poprzedzona odwołaniem rezygnacja przewodniczącego ERC i towarzysząca wymiana uprzejmości.
            sciencebusiness.net/news/read-all-key-statements-ferraris-resignation-erc-post

            > sprzedaży odpustów

            W tym przypadku przy pomocy photoshopa
            forbetterscience.com/2020/04/14/bullshitter-mauro-ferrari-out-as-erc-president/

            Pana wymyślił Search Committee erc.europa.eu/news/erc-scientific-council-statement-announcement-next-erc-president-mauro-ferrari m.in. Żylicz, a pod listem otwartym ERC w odpowiedzi na list otwarty swojego byłego podpisała się rada naukowa m.in. Jajszczyk.

            Obie strony są niepoważne, ale poza meritum ciekawe jest też zderzenie kulturowe z perspektywy historycznej.

            Przewodniczący chciał być primadonną, ale też nauczył się funkcjonowania w USA gdzie czymś naturalnym jest finansowanie działań zadaniowych czy statutowych przez granty, ponieważ prawo amerykańskie nie przewiduje bezpośredniego finansowania federalnego. Vannevar Bush wymyślił system grantowy jako rozwiązanie doraźne w celu wygrania z sowietami na subsydia. Dopiero za Reagana zaczęło się zarządzanie projektowe. Do doraźej łaty na system prawny dopisano ideologię, niemalże filozofię moralną, o najlepszych i prestiżu.

            I teraz taki gość z USA przychodzi do ERC uczącego się kierować głęboką ideą.

            W rezultacie nawzajem myślą o sobie, że sobie z nich robią jaja.

            Bardzo zabawne.

            Oczywiście idea jest w kryzysie, co nie jest zaskoczeniem dla człowieka który napisał książkę o powstaniu ERC www.researchprofessionalnews.com/rr-news-europe-views-of-europe-2020-4-president-s-resignation-is-not-the-erc-s-biggest-problem/
            • dobrycy Re: Granty - produkt naukowopodobny 30.04.20, 19:00
              Np zamknięcie granic i cofnięcie integracji europejskiej jest coraz bardziej na rękę politykom, również z zachodu, i wirus stanowi tylko katalizator albo pretekst do zajścia zmian, które i tak mają zajść. Walka przez naukowców z wirusem, na zasadzie zadaniowej jest cokolwiek śmieszna. Jest masa wirusów,
              choćby HPV, HCV, HBV które stale sprawiają problemy i jakoś nikt specjalnych grantów na nie nie daje.
              Zresztą, granty rozliczane są wysokopunktowymi papierami, a nie np szczepionkami czy czymkolwiek
              potrzebnym. Jakbym dostał grant na walke z COVIDEM i zrobił szczepionkę a nie wyprodukował 20 wysokopunktowanych przez ministerstwo papierów to i tak byłbym spalony. A na odwrót, byłoby ok, zresztą zobaczycie że z tych nowych grantów na covida nic poza płatnymi publikacjami w wysokoimpatkowych żurnalach nie wyjdzie (chociaż, będzie się mydliło gawiedzi oczy o wielkich odkryciach, tak jak wcześniej o niebieskim laserze czy grafenie). Co wyszło z wielkich grantów
              na grafen i niebieski laser? To samo wyjdzie z grantów na covida.


              Granty, u nas, przez mniej inteligentnych i bardziej naiwnych były widziane jako remedium na kliki, kolesiostwo i rozdawanie pod stołem pieniędzy. Tymczasem, jak mówił towarzysz Deng, nie ważne czy kot jest czarny czy biały, ważne aby łapał myszy. Dyskusja nad sposobem rozdawania pieniędzy,
              i tym czy ma to być dotacja statutowa czy granty to dyskusja o kolorze kota. Kota, który nie jest
              karmiony, i który od dawna wie że żadnych myszy nie musi łapać, a tylko ma się łasić do tego kogo
              trzeba, i zadawać się z właściwymi kotami z ferajny.
              • dystansownik Re: Granty - produkt naukowopodobny 01.05.20, 09:28
                dobrycy napisał:
                > i wirus stanowi tylko katalizator albo pretekst do zajścia zmian, które i tak mają zajść.

                Ale dokładnie to samo się dzieje w kwestiach ekonomicznych i społecznych. Gospodarki krajów rozwiniętych (np. Niemcy, Japonia, USA) jeszcze przed wirusem już ocierały się o recesję albo w nią wchodziły, wzrost hamował, rynek był przegrzany. Do tego dokładało się wiele problemów natury społecznej (protesty we Francji, masowa imigracja z Afryki do krajów południa Europy, Brexit, itp.). Brakowało tylko katalizatora aby system się "sypnął" w sposób zapewniający względną stabilność i nie uderzający bezpośrednio w polityków, czyli zrzucający winę na "siłę wyższą", a jednocześnie pozwalający politykom podejmować działania, które w normalnych warunkach byłyby nienormalne (np. nieograniczony dodruk pieniędzy). No i znalazł się wirus.

                > Walka przez naukowców z wirusem, na zasadzie zadaniowej jest cokolwiek śmieszna.
                > Jest masa wirusów, choćby HPV, HCV, HBV które stale sprawiają problemy i jakoś nikt
                > specjalnych grantów na nie nie daje.
                > Zresztą, granty rozliczane są wysokopunktowymi papierami, a nie np szczepionkam
                > i czy czymkolwiek potrzebnym.
                > Jakbym dostał grant na walke z COVIDEM i zrobił szczepionkę a nie w
                > yprodukował 20 wysokopunktowanych przez ministerstwo papierów to i tak byłbym s
                > palony. A na odwrót, byłoby ok, zresztą zobaczycie że z tych nowych grantów na
                > covida nic poza płatnymi publikacjami w wysokoimpatkowych żurnalach nie wyjdzie
                > (chociaż, będzie się mydliło gawiedzi oczy o wielkich odkryciach, tak jak wcze
                > śniej o niebieskim laserze czy grafenie). Co wyszło z wielkich grantów
                > na grafen i niebieski laser? To samo wyjdzie z grantów na covida.

                Dokładnie. Ale problem nie tkwi tylko w oczekiwaniach instytucji finansujących ale również w samych naukowcach. Typowy naukowiec, który nie zaznał ani godziny pracy w firmie komercyjnej nie działa w funkcji celu jaką jest opracowanie produktu (np. szczepionki). Dla statystycznego naukowca głównymi celami są: uzyskanie finansowania (wyciągnięcie kasy), udowodnienie swojej przydatności (zabezpieczenie swojego etatu) oraz zdobycie awansu naukowego (wskoczenie na wyższy szczebelek drabinki) lub zawodowego (przeskoczenie do "lepszej" instytucji). A co wpływa na awans? Realizacja grantów (a niekoniecznie ich zrealizowanie) i publikacje dające cytowania.

                A teraz zgadnijmy jaki temat naukowy w obecnej chwili będzie się cieszył największą cytowalnością? :)
                Przykład: wchodzę dziś rano na ResearchGate i widzę zalew rekomendacji albo dodanych artykułów bezpośrednio o wirusie albo o życiu w świecie z wirusem, po wirusie, itp. Najbardziej mnie rozwalił widok artykułu, właśnie opublikowanego w IFowym journalu z nauk technicznych, z wirusem w tytule, o post-wirusowym świecie jako szansie na promowanie zrównoważonego rozwoju, np. przez wykorzystanie popiołów lotnych, i jak to może przyczynić się do zwalczenia pandemii. :?
    • piotrek786 Re: Granty - produkt naukowopodobny 04.05.20, 10:47
      To tylko pokazuje że "specjalista od zarządzania" nie posiadając żadnej innej wiedzy i nie pracując w żadnej innej branży to dupa wołowa a nie specjalista. TO , co każdy inżynier wie od lat teraz staje się nowym dogmatem?. Sytuacja, w której realizuję projekt i wykonuję instalację badawczą dla kolejnego zespołu naukowego, w którym nikt nie wie, jakie są podstawowe założenia i wymagania odnośnie działania takich urządzeń. Zleca się to firmom zewnętrznym i w trakcie projektu zaledwie panowie naukowcy lizną temat i po kilku latach , gdy zaczyna się nowy temat wyrzucają całą wiedzę z głowy bo nowy temat już nic wspólnego ze starym nie ma. Ta optymalizacja właśnie doprowadziła do skutecznego usunięcia z instytucji naukowych ludzi zdolnych do kreatywności. Ta optymalizacja doprowadziła do dyktatu punktozy. Słuchając zaś nowych dogmatów doprowadzać się będzie do nowych skrajności i nowych patologii.
    • ewa_65 Re: Granty - produkt naukowopodobny 07.05.20, 17:11
      Bo w ciągu 3 lat nic się nie da zrobić. Właśnie to przerabiam. W zakładach (szeroko pojętych), które rzeczywiście coś nowego robią takie prace idą równolegle w kilku kierunkach przez lata. Tu coś wyjdzie, tam coś się ulepszy, jest ta ciągłość myślenia o czymś. To widzimy jako coraz nowsze, inne modele urządzeń.
      W instytucie dostajemy grant i mamy go zakończyć działającym i przetestowanym urządzeniem ostatecznym, które ma iść do producenta. No way. Nawet jeżeli to urządzenie ma sens i będzie potrzebne i da się sprzedać, to jest to za krótki czas. A po skończeniu grantu pieniędzy na to nie ma, bo przecież w sprawozdaniu trzeba opisać, ze oczywiście, zbudowano, zakończono. Więc mamy sukces, więcej kasy się nie należy. Urządzenie w stanie póki-co nienadającym się może być testowane i kończone hobbystycznie lub odłożone na półkę. Hobbiści biegają za nowym, innym grantem, więc raczej półka.
      • piotrek786 Re: Granty - produkt naukowopodobny 07.05.20, 23:56
        No tak, tylko jeszcze około 2000 roku jeżeli był temat na opracowanie albo ulepszenie technologii "X" to zajmował się nią zespół ludzi , którzy zjedli zęby na tej technologii. Dzisiaj zajmuje się zespół, który ma papiery zgodne z wymaganiami NCBiR, czyli ludzi bez pojęcia o technologii za to po jakichś ogólnych szkoleniach z innowacji będących zdeformowanym obrazem jak to robią inny. Kolejny raz napisze, ze wszyscy znani mi ludzie , którzy wyjechali na te "top fajw handred innowejtors" nie są autorami ani jednego rozwiązania technicznego. No - jednego z nich dopisałem jako współautora do 3 wynalazków bo był moim szefem... Z mojego przykładu , jak jeszcze byłem naukowcem a nie wdrożeniowcem to realizacja nowej technologii wyglądała tak, że ex technolog, profesor oraz jego zespół zrobił model matematyczny, projekt wykonawczy i obliczenia plus testy technologiczne jako podwykonawca za kilkadziesiąt tysięcy a pewna Akademia w liczbie 30 osób habilitacje i patenty w oparciu o pracę tego gościa. Fajnie mi się przekazywało model matematyczny urządzenia grupie doktorów, którzy dopiero uczyli się korzystanai z oprogramowania w którym mogli ten model uruchomić. Oficjalnie zrobili to oni. W założeniach mieli to dalej rozwijać. W praktyce żaden z nich nie potrzebował tego modelu do niczego innego , jak tylko do wpisania sobie w swoją habilitację. No bo "autorstwo nowego modelu matematycznego procesu" to ejst istotny wkład w naukę przecież :D.. I żaden z nich do dzisiaj nie ma zielonego pojęcia o modelowaniu. Za to realizują z tym tematem związane granty. Opisuję to tak dokładnie, żeby pokazać, ze brak ludzi mówiących prawdę, brak sprawdzania hoduje administratorów nauki, którzy nic nie osiągnęli. Duży sukces, jeżeli potrafią poprawić przecinki w pracach ich doktorantów i sprawdzić poprawność zapisu równań, których sami nigdy nie byli w stanie ani analitycznie, ani numerycznie rozwiązać ... Ci ludzie po łepkach, korzystając z cudzej pracy realizują grupowe marnotrawstwo pieniędzy często ze stratą dla nauki... Żyjemy w obłudzie. Przeciętny obywatel myśli , ze na uczelniach drzemie potencjał. Będzie tak, tylko wtedy, jeżeli będzie się pisać o tym, jak jest naprawdę. Dlatego tak też się w tym temacie rozpisuję.
        • dystansownik Re: Granty - produkt naukowopodobny 21.05.20, 17:23
          piotrek786 napisał(a):
          > Przeciętny obywatel myśli , ze na uczelniach drzemie potencjał.

          Ten potencjał może jeszcze tam był dekadę lub dwie temu. Podobnie w instytutach badawczych czy w Łukasiewiczu. Dziś już go w tych miejscach nie ma i można tylko się łudzić, że wystarczy wyciągnąć rękę i sięgnąć po niego.
    • trzy.14 Re: Granty - produkt naukowopodobny 24.05.20, 17:05
      Duszyński i Szumowski (brat) w roku 2012 pisali:

      Budżet funduszy strukturalnych przeznaczonych na naukę powinien być budżetem zadaniowym. Wyraźnie powinny być postawione cele, których osiągnięciu powinien on służyć. W przypadku nauki powinny być to też cele naukometryczne, jak na przykład wymienione powyżej w kontekście programów strukturalnych: liczba sukcesów w konkursach Programu Ramowego, liczba publikacji w najbardziej prestiżowych pismach naukowych czy liczba cytowań prac wywodzących się z Polski. Błędem dotychczasowych inwestycji infrastrukturalnych finansowanych z tych funduszy w latach 2007-2013 było to, że nie towarzyszyła im równie poważna inwestycja w kapitał ludzki dotycząca tych infrastruktur. Nie było wyraźnej synergii pomiędzy poszczególnymi programami finansowanymi w ramach PO KL, PO IG i PO IŚ. Taką sytuację należy skorygować w następnej perspektywie finansowej (2014-2020) i doprowadzić, aby pobudowane w latach 2007-2013 duże infrastruktury badawcze zostały zasilone w latach 2014-2020 funduszami pozwalającymi na zatrudnienie dużego grona nowych pracowników naukowych i technicznych. Elastyczność w warunkach finansowania nowych kadr jest absolutnie kluczowa dla stworzenia warunków atrakcyjnych dla najbardziej utalentowanych (polskich i nie tylko) badaczy, inżynierów i menedżerów przebywających za granicą. Przyjęciu takich funduszy europejskich powinna jednak towarzyszyć zgoda jednostek zarządzających daną infrastrukturą lub ośrodkiem badawczym na respektowanie pewnych reguł, takich jak m.in:

      a/ o przyjęciu nowego kierownika grupy badawczej, infrastruktury czy dużych laboratoriów środowiskowych decyduje konkurs prowadzony przez Międzynarodowy Komitet Doradczy,

      b/ co kilka lat Międzynarodowy Komitet Doradczy przeprowadza przegląd wszystkich pracowników, w szczególności kierowników grup badawczych,

      c/ po przejściu na emeryturę kierownika grupy badawczej lub jego odejściu, jego pracownia jest automatycznie rozwiązywana i ogłaszany jest konkurs na nowego kierownika grupy badawczej. Tego typu zasady już teraz powinny zostać wdrożone we wszystkich jednostkach PAN


      I co ja o tym myślę? To są pomysły zrodzone w "środowisku" i mające na celu wzmocnienie pozycji osób je zgłaszających, a na pewno środowisk, w których pracują. I nic więcej.

      Załóżmy, że gdzieś pod Beer-szewą jest nie tylko reaktor jądrowy, ale i pewna liczba głowic bojowych. Czy coś takiego można było uzyskać w systemie zadaniowym, w którym najważniejszymi kryteriami są "wygrane inne konkursy grantowe, liczba publikacji i cytowań", w którym co pewien czas laby zaoruje się równo z ziemią, posypuje solą, a na ich miejscu buduje zespoły zupełnie nowe?

      Jeśli więc system Busha stanowił odpowiedź na potrzebę dofinansowania z funduszy federalnych niezależnych od rządu federalnego uczelni amerykańskich, to myśl ta naprowadza nas na właściwy trop: system grantowy to najskuteczniejszy sposób na przepalenie publicznych funduszy na badania.

      W USA ten system był i pewnie wciąż jest sprzężony z potrzebami gospodarki czy wojska, doprowadził do powstania Krzemowej Doliny, i nawet jeśli grant w naukach podstawowych nie przynosi żadnych przełomowych odkryć, bo tych z definicji jest znacznie mniej niż grantów, to przynajmniej pośrednio ma wpływ na kształcenie specjalistów o pożądanych kompetencjach. U nas kierunki "programów ministerialnych" są wyznaczane przez samych naukowców i to naukowcy potem te granty rozliczają. Punktami ministerialnymi. Stąd tak dobre wyniki w kształceniu specjalistów od plazmy kwarkowo-gluonowej przy jednoczesnej konieczności kupowania za granicą praktycznie każdej użytecznej technologii.

      • dystansownik Re: Granty - produkt naukowopodobny 24.05.20, 20:55
        trzy.14 napisał:
        > Załóżmy, że gdzieś pod Beer-szewą jest nie tylko reaktor jądrowy, ale i pewna l
        > iczba głowic bojowych. Czy coś takiego można było uzyskać w systemie zadaniowy
        > m, w którym najważniejszymi kryteriami są "wygrane inne konkursy grantowe, lic
        > zba publikacji i cytowań", w którym co pewien czas laby zaoruje się równo z zie
        > mią, posypuje solą, a na ich miejscu buduje zespoły zupełnie nowe?

        W systemie zadaniowym muszą być dobrze nakreślone zadania. Problem tkwi w tym, że każde podejście ma swoje problemy:
        - Bottom-up - wychodzący od naukowców, produkuje masę kupy naukowej, która sama w sobie nie ma wartości i zyskuje ją dopiero jak się znajdzie ktoś kto ten obornik potrafi przetworzyć na wysokojakościowy nawóz dla rozwoju techniki. Takich ludzi czy instytucji w Polsce nie ma.
        - Top-down - czyli nauka kierowana też się kiepsko sprawdza, bo często jest to ukryte finansowanie konkretnych jednostek naukowych, a nawet jeśli konkurs rzeczywiście jest otwarty, rzadko ocenia się realny końcowy efekt. Znam grant tego typu, gdzie jednostka naukowa dostała kilka milionów złotych na poprawę pewnego konkretnego procesu, którego optymalizacja w skali realnych wydatków budżetowych przyniosłaby oszczędności co najmniej równe kosztom grantu, tyle że co roku. Efektem grantu była propozycja procedury, która jeszcze bardziej pogorszyła sprawę. Jednak opracowaną popsutą procedurę postanowiono wdrożyć, choć ona zamiast ograniczyć koszty, raczej je tylko zwiększy. Dlaczego? Bo "sukces" musi być, a nikt nie chce CBA na głowie. Łącznie z finansującymi rozdającymi nieswoją kasę.

        > W USA ten system był i pewnie wciąż jest sprzężony z potrzebami gospodarki czy
        > wojska, doprowadził do powstania Krzemowej Doliny, i nawet jeśli grant w nauk
        > ach podstawowych nie przynosi żadnych przełomowych odkryć, bo tych z definicji
        > jest znacznie mniej niż grantów, to przynajmniej pośrednio ma wpływ na kształce
        > nie specjalistów o pożądanych kompetencjach. U nas kierunki "programów minister
        > ialnych" są wyznaczane przez samych naukowców i to naukowcy potem te granty roz
        > liczają. Punktami ministerialnymi. Stąd tak dobre wyniki w kształceniu specjali
        > stów od plazmy kwarkowo-gluonowej przy jednoczesnej konieczności kupowania za g
        > ranicą praktycznie każdej użytecznej technologii.

        Niestety u nas, poza firmami z kapitałem zagranicznym, nie ma firm wsysających kadry naukowe. Kto ma to robić, małe i średnie przedsiębiorstwa? Teoretycznie duży powinny, ale to w większości spółki SP. Tak patriotyczne, że dokładają się do każdego nowego pomysłu rządzących ze szkalowaniem sędziów na czele, ale na finansowanie innowacji nie maja już środków i grzecznie kupują technologię z zachodu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka