Dodaj do ulubionych

Powrót do Polski z USA po doktoracie?

24.07.20, 07:32
Witam serdecznie,

Niedługo kończę studia doktoranckie z jednej z nauk społecznych na prywatnej uczelni w USA. Powoli zaczynam rozglądać się za pracą, również poza USA i pojawił się u mnie taki pomysł że może warto zainteresować się pracą w Polsce. Od razu zaznaczę, że to ze względów osobistych. Wszyscy mi to odradzają jako szkodliwe dla mojej kariery naukowej. Mimo wszystko, jestem ciekaw jak wygląda typowy proces rekrutacji i w ogóle oferty pracy dla adiunkta (assistant professor).

W USA rynek akademicki jest mocno skoordynowany i oferty pracy pojawiają się głównie latem i wczesną jesienią, a w domyśle pozycja otwiera się w następnym roku jesienią, a więc z dużym wyprzedzeniem. Typowy zestaw aplikacyjny to CV, list motywacyjny, minimum 3 listy polecające, tzw. teaching statement (oświadczenie o moim stylu/filozofii nauczania), i tzw. writing sample czyli na ogół jakiś artykuł badawczy.

Konkurencja jest olbrzymia i z kilkuset aplikacji w przypadku czołowych uczelni wybrane zostaną 3-4 które zostaną zaproszone na tzw. fly-out czyli do osobistej wizyty na kampusie, na ogól 2 dni z jednym noclegiem, wszystko oczywiście opłacone przez zapraszającą uczelnię. W trakcie wizyty odbywa się mnóstwo spotkań z profesorami i dziekanem, daje się wykład na temat jednego ze swoich badań, jest kolacja itp. To taka okazja do poznania się nawzajem. I następnie jeden z kandydatów dostaje ofertę pracy.

Na ofertę składają się różne części składowe, które można próbować negocjować. Oczywiście, mocno uogólniam, ale sprowadza się to do: pensji, osobistego budżetu badawczego i obciążenia dydaktycznego (które określa się jako liczba przedmiotów na semester, np. 2-2 oznacza po dwa przedmioty w semestrze wiosennym i jesiennym). Często są inne dodatki, np. pokrycie kosztów relokacji, a przy najlepszych kandydatach również można próbować negocjować zatrudnienie swojej partnerki/partnera na tej samej uczelni w przypadku akademickich małżeństw, ale to dość trudne dla osób tuż po doktoracie. Generalnie, są dość spore różnice pomiędzy uczelniami. Prawie zawsze, lepsza uczelnia daje więcej, chociaż są wyjątki.

Ogólnie, proces różni się pomiędzy uczelniami badawczymi a tymi nastawionymi bardziej na dydaktykę. Na badawczych jednymi z najważniejszych czynników decydujących o zatrudnieniu jest potencjał badawczy danej osoby, czyli jakość pracy doktorskiej/innych artykułów (i głównie tzw. job marker paper, czyli tego jednego artykułu który jest naszym najlepszym), ewentualne publikacje (chociaż to raczej rzadkość w przypadku osób tuż po doktoracie w mojej dziedzinie, na ogół zatrudniane są osoby bez publikacji) i co bardzo istotne, jakość listów polecających.

Bardzo mnie ciekawi jak to wygląda w Polsce. Byłbym wdzięczny za wszelkie opinie, spostrzeżenia, anegdoty, porównania. Nie mam styczności z polską nauką a z zewnątrz nie potrafiłem zbyt wiele się dowiedzieć.
Obserwuj wątek
    • dobrycy Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 24.07.20, 10:59
      1. Po reformie z zeszłego roku procedury się zmieniły i nie są takie same na każdej uczelni
      2. Na czas koronawirusa u np. nas rekrutacje wstrzymano do przyszłego roku
      3. Nawet i bez reformy było różnie. Kiedyś (i pewnie w wielu miejscach dalej tak jest)
      decydował kierownik zakładu kogo chce i to on składał wniosek do rady o otwarcie konkursu.
      Jak rektor sie zgodził, konkurs był otwierany i był wybierany kandydat. W 99% przypadków
      warunki konkursu były takie że przejść to mógł tylko jeden upatrzony kandydat (który albo sam
      albo za pośrednictwem promotora dobrze przedstawił kierownikowi jakie bedzie miał z niego korzyści,
      np. że bedzie pisał publikacje i dopisywał "opiekunów" do artykułów, ale mogą być też pozanaukowe).
      Z tym budżetem to mnie nie rozśmieszaj. Teraz z kolei to by na pewno kandydata zapytali ile już dostał i jakie
      ma szansy dostać granty (do niedawana uczelnia miał 40% narzutu, poza tym wszystko w grantach musieli
      ci podpisać zwierzchnicy, którzy też różnych rzeczy mogli chcieć). Są miejsca w Polsce, gdzie młody uczony
      miał czy ma jakieś szanse na rozwój i gdzie nie jest całkiem źle, ale jakbyś je znał to byś nie zadawał
      takiego pytania. Te miejsca są najczęściej zarezerwowane dla ludzi którzy już w nich są i np. kończą doktorat,
      i zwyczajnie pod nich bedzie rozpisany konkurs. Teoretycznie jest szansa sie dostać z zewnątrz i nawet znam taki przypadek. Potwierdzający regułę.
      4. Praca w nauce czy w PL czy na świecie, to nie jest lekki kawałek chleba chociaż wielu młodym po doktoracie wydaje się inaczej. Życie masz jedno, i na początku bardzo ważny jest start - wybór najlepszych promotorów, uczelni, bo to jak start w wyścigu samochodowym, od finansów, samochodu i infrastruktury bardzo dużo zależy i maluchem nie wygrasz w formule 1. Przyjazd do PL to przesiadka do malucha, w którym często spada podsufitka,
      co chwile trzeba regulować gaźnik. Raczej z miejsca to jest dyskwalifikacja w jakiejkolwiek dyscyplinie
      w której istotne są pieniądze, nie tylko na eksperyment ale też np. na wyjazdy i utrzymywanie kontaktów.
      Jasne, że są zespoły i dyscypliny, gdzie wieloletnim dorobkiem i tytanicznym wysiłkiem lidera i całego zespołu
      udaje się utrzymywać solidne miejsce w drugiej lidze, czasem mając nawet przebłyski pierwszej.
      Polecam lekture różnych blogów np o niebieskim laserze, historię firmy ammono, historię grafenu i tych wszystkich
      PANowskich warszawskich instytutu.
      • dystansownik Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 26.07.20, 09:13
        dobrycy napisał:
        > Jak rektor sie zgodził, konkurs był otwierany i był wybierany kandydat. W 99%
        > przypadków
        > warunki konkursu były takie że przejść to mógł tylko jeden upatrzony kandydat [...]
        > Te miejsca są najczęściej zarezerwowane dla ludzi którzy już w
        > nich są i np. kończą doktorat i zwyczajnie pod nich bedzie rozpisany konkurs.

        Potwierdzam, że również w instytutach jest to standard. Konkursy uruchamia się tylko dla formalności jak jest już upatrzony kandydat. Jeśli jest to rekrutacja ustawiona pod kogoś z jednostki na potrzeby awansowe, zwykle to on sam ma sobie napisać wymagania jakie zostaną podane w konkursie, żeby przypadkiem nie wygrał niewłaściwy człowiek.

        > 4. Praca w nauce czy w PL czy na świecie, to nie jest lekki kawałek chleba choc
        > iaż wielu młodym po doktoracie wydaje się inaczej. Życie masz jedno, i na począ
        > tku bardzo ważny jest start - wybór najlepszych promotorów, uczelni, bo to jak
        > start w wyścigu samochodowym, od finansów, samochodu i infrastruktury bardzo du
        > żo zależy i maluchem nie wygrasz w formule 1. Przyjazd do PL to przesiadka do
        > malucha, w którym często spada podsufitka,
        > co chwile trzeba regulować gaźnik. Raczej z miejsca to jest dyskwalifikacja w j
        > akiejkolwiek dyscyplinie
        > w której istotne są pieniądze, nie tylko na eksperyment ale też np. na wyjazdy
        > i utrzymywanie kontaktów.
        > Jasne, że są zespoły i dyscypliny, gdzie wieloletnim dorobkiem i tytanicznym wy
        > siłkiem lidera i całego zespołu
        > udaje się utrzymywać solidne miejsce w drugiej lidze, czasem mając nawet przebł
        > yski pierwszej.

        I tu również pełna zgoda. Samodzielnie, wkładając ogrom pracy i mając dobry zespół, można się wybić do 2. ligi w swojej dziedzinie w skali świata. Niestety nakład pracy jaki trzeba w to włożyć w stosunku do korzyści nie jest zbyt dobry, więc wielu zdolnych nawet tego nie próbuje. Poświęcanie 20-30 lat pracy tylko po to, żeby na jakiejś większej ogólnoświatowej konferencji ze swojej dziedziny załapać się raz na keynota nie jest takie atrakcyjne. Lepiej zrobić doktorat i iść w biznes.

        Pierwsza liga generalnie jest raczej poza bezpośrednim zasięgiem. Dostanie się do niej i utrzymanie wymaga aby cała machina naukowo-administracyjna praktycznie idealnie funkcjonowała i nie dzieje się to w kilka lat.
        Pozycja uniwerków o światowym zasięgu to efekt prac pokoleń, które przekazywały pałeczkę z jednego na kolejne. U nas zwykle jest reset co kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, a w trybikach jest masa piachu, uniemożliwiająca rozpędzenie się. Często nadal decydentami w nauce są profesorowie starej gwardii, którzy nawet nie znają angielskiego, a w zdolnych młodych naukowcach widzą albo niebezpieczną konkurencję, albo siłę roboczą do wykorzystania.
        Jedyne szanse dostania się do pierwszej ligi z Polski jakie znam to albo wyjazd po magisterce lub doktoracie za granicę i tam budowanie kariery naukowej, albo pracując w miarę ogarniętej jednostce z Polski załapanie się jako support dla kogoś z zagranicy kto już w pierwszej lidze jest i wybicie się przy nich.
        • herr7 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 29.07.20, 14:40
          Jak rozumiem, to ta osoba chce być zatrudniona w Polsce i nie myśli, czy będzie pracować w pierwszej, drugiej, czy trzeciej lidze. Jeżeli ma dorobek i kontakty to może znaleźć pracę, gdyż dla dzisiejszego profesora Mariana liczą się punkty, umiędzynarodowienie i tym podobne. Poza tym, zatrudnia się na czas określony i jak ktoś nie spełnia oczekiwań (często wygórowanych) to się go zwalnia.
      • sendivigius Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 30.07.20, 22:43
        dobrycy napisał:


        > Jasne, że są zespoły i dyscypliny, gdzie wieloletnim dorobkiem i tytanicznym wy
        > siłkiem lidera i całego zespołu
        > udaje się utrzymywać solidne miejsce w drugiej lidze, czasem mając nawet przebł
        > yski pierwszej.

        Bo swiat idzie naprzod. Wspolczesna nauka ma wiele wspolnego ze wspolczesnym sportem wyczynowym. Czasy gdy ktos rzucal siekiera w lesie w Pcimiu Dolnym a potem pojechal na olimpiade i zdobyl medal minely i to pewnie bezpowrotnie.

        Popatrz na wyczynowego sportowca. On musi miec cieplarniane warunki aby miec wynik. Ma trenerow, masazystow, psychologow wsparcia, menadzerow od kariery i finansow i przede wszystkim dobra kase aby nie zaprzatac umyslu wspomnianym tutaj wynajeciem mieszkania. Tylko w takich warunkach moze cos osiagnac, nawet gdy ma talent, czego polskim naukowcom nie odmawiam, ale polskie warunki, i tu zusammen do kupy administacje, jej wykresiki i tabelki, drabinki stopni jak w wojsku i cala reszta debilizmow systemu powoduja ze sie nie da. Bo na pewnym poziomie wszyscy maja wysokie IQ, talent i olej w glowie czy jak to nazwac, ale to nie wystarczy.
        • herr7 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 31.07.20, 07:57
          Porównanie skrajne i przez to demagogiczne. Prawda jest prozaiczna. Do uprawiania nauki trzeba mieć wolną głowę od biurokratycznych obciążeń, które zajmują jedynie czas. Naukowiec, jak by to nie banalnie zabrzmiało, musi mieć czas na myślenie i poszerzanie swojej wiedzy, gdyż na tym polega praca naukowa. Wszystko inne co stoi na przeszkodzie nie prowadzi do wzrostu jej poziomu, mimo że w krótkiej perspektywie może dać uczelni więcej punktów. Ludzie którzy zarządzają nauką, czy to na poziomie ministerstwa, czy danej uczelni nie biorą tego pod uwagę, gdyż dla nich liczą się jedynie punkty i rankingi. Zresztą sam system punktacji nie służy właściwej "wycenie" działalności naukowej, skoro publikacje w Nature czy Science wyceniono na taką samą liczbę punktów, jak szereg innych czasopism odbiegających od nich poziomem i prestiżem. Dla uczelnianego biurokraty lepiej mieć, powiedzmy 10 publikacji w tych czasopismach, aniżeli jedną w Nature.
          • lola33366 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.11.20, 18:22
            Pozwole sobie tak retorycznie zapytac: zdajesz sobie sprawe, ze nie mozna porownywac IF roznych czasopism? Na przyklad w mojej branzy najwyzszy mozliwy IF jest okolo 4, bo branza jest ekstremalnie niszowa i nie ma aplikacji. Wiec "poziom" i "prestiz" jest czyms co znaja osoby zainteresowane i generalny IF nic nie mowi o jakosci publikacji z konkretnego tematu.
    • sendivigius Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 27.07.20, 23:21
      imai napisał(a):


      > Bardzo mnie ciekawi jak to wygląda w Polsce. Byłbym wdzięczny za wszelkie opini
      > e, spostrzeżenia, anegdoty, porównania.


      A tymczasem w Polsce moze cie zainteresowac np to:

      nawa.gov.pl/nawa/aktualnosci/nowa-edycja-polskich-powrotow-w-odpowiedzi-na-covid-19

      Takich programow bylo juz troche. Wyszlo z nich to co wyszlo, to znaczy kombinacje prof Mariana jak tu udac "wyjechanego". Przypomina to mi nieslawne ogloszenia z lat 80 o wynajeciu mieszkania "dla powracajacego zza granicy" co w ludzkim jezyku oznaczalo ze jest tylko za dojcz marki, i to drogo.

      >...Nie mam styczności z polską nauką

      To wiele tlumaczy, ale w zasadzie ciesz sie. Nie wydasz na detox i terapie.

      Bo jesli sie nauczyles jezdzic samochodem np. w Szwecji to masz wrazenie ze wszedzie w jest zasadzie to samo, bo co tu niby mozna wymyslec - najwyzej jakies szczegoly. A potem wyjedziesz na droge w Karaczi i przekonasz sie co to jest praktyka i "lokalna specyfika".

    • cristiano2563 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 30.07.20, 10:09
      Nie wracaj. Jesli tylko masz mozliwosc zrob wszystko aby pozostac zagranica. Polska to nie jest kraj do tzw. robienia nauki. To jest jedno wielkie dziadostwo. Rzekoma reforma nauki to byla mistyfikacja. Naturalnym etapem po doktoracie bedzie dla Ciebie postdok. Z tego co wiem o postdoka nietrudno w Stanach, w Europie duzo trudniej. Ale mozesz probowac jesli zalezy ci na bliskosci rodziny itp. Nie wracaj do tego grajdola. Wielu popelnilo ten bład. Kazdy kraj w Europie jest leszy od Polski praktycznie w kazdej kwestii, a juz nauki na pewno. Gdy ja widze te nazwiskabciagle sie przewijajcae to mi sie niedobrze robi.Gdy widzete niewyremontowane budynki akademickie z cuchnacymi toaletami to mnie mdli. Do tego ogromna nuda. Jesli chcesz zostac w nauce, zaklinam cie, nie wracaj do Polski chocby nie wiem co ci obiecywano. I jak ktos tu slusznie napisal, za co chcesz wynajac mieszkanie? za te psie grosze??
    • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 30.07.20, 16:40
      imai napisał(a):

      > Ciekaw jak wygląda typowy proces rekrutacji i w ogóle oferty pracy dla adiunkta (assistant professor).

      > W USA rynek akademicki jest mocno skoordynowany i oferty pracy pojawiają się gł
      > ównie latem i wczesną jesienią, a w domyśle pozycja otwiera się w następnym rok
      > u jesienią, a więc z dużym wyprzedzeniem.

      W Polsce ogłoszenia dotyczące pracy od października roku X pojawiają się w maju-czerwcu, ale nie zdziw się sierpniem jeśli nie wrześniem (!) roku X oczywiście. O dużym wyprzedzeniu nie ma mowy.

      > Typowy zestaw aplikacyjny to CV, list
      > motywacyjny, minimum 3 listy polecające, tzw. teaching statement (oświadczenie
      > o moim stylu/filozofii nauczania), i tzw. writing sample czyli na ogół jakiś a
      > rtykuł badawczy.

      Nikt nie będzie w Polsce wymagał żadnego stylu nauczania. Nawet nie wiem, co to jest. Lista publikacji i oświadczenie o posiadanym doświadczeniu dydaktycznym - tak. Nie spotkałem sie też z writing sample, zakładamy, że w razie czego wszytko jest w Sieci.


      > Konkurencja jest olbrzymia i z kilkuset aplikacji w przypadku czołowych uczelni
      > wybrane zostaną 3-4 które zostaną zaproszone na tzw. fly-out czyli do osobiste
      > j wizyty na kampusie, na ogól 2 dni z jednym noclegiem, wszystko oczywiście opł
      > acone przez zapraszającą uczelnię.

      Konkurencja to maksymalnie kilka podań. Może w W-wie więcej, nie wiem. Nikt cię nie zaprosi i niczego nie zasponsoruje. Ale sam możesz zaproponować, że przyjedziesz z wykładem. Ale to ma sens tylko zanim ogłoszono konkurs. Czyli szukaj pracy nie w ogłoszeniach o konkurs, tylko poprzez kontakty półprywatne. Bo jak już konkurs będzie, to niemal na pewno będzie też co najmniej jeden "pewny" kandydat.


      > W trakcie wizyty odbywa się mnóstwo spotkań
      > z profesorami i dziekanem, daje się wykład na temat jednego ze swoich badań, je
      > st kolacja itp. To taka okazja do poznania się nawzajem. I następnie jeden z ka
      > ndydatów dostaje ofertę pracy.

      U nas zbiera się komisja i czyta dokumenty. Nie ma kolacji, rozmowy, nic z tych rzeczy. Zresztą komisja nic ci nie zagwarantuje, bo po komisji jest rada dyscypliny, rada wydziału, nieformalnie dziekan, senat, na końcu rektor. Rektor miałby z każdym kandydatem konsumować kolację?


      > Na ofertę składają się różne części składowe, które można próbować negocjować.

      he, he, negocjować. Kabaret.

      > Oczywiście, mocno uogólniam, ale sprowadza się to do: pensji,

      Z rozdzielnika ministerialnego. Na stanowisku profesorskim można coś tam próbować, ale nawet jak dziś dostaniesz extra 100 USD ponad standard, to nikt nie zagwarantuje, że przy kolejnej podwyżce te dodatek się utrzyma.

      > osobistego budżetu badawczego

      Nie znam takiej "instytucji". Chyba że chodzi o kieszonkowe od małżonki/małżonka.

      > i obciążenia dydaktycznego (które określa się jako liczba przedmio
      > tów na semester, np. 2-2 oznacza po dwa przedmioty w semestrze wiosennym i jesi
      > ennym).

      240 godzin, może 210. Możesz negocjować liczbę nadgodzin, jeśli w Twojej jednostce takie jeszcze się ostały. Nadgodziny zabiją cię jako naukowca, ale mogą pomóc opłacić mieszkanie.

      > Często są inne dodatki, np. pokrycie kosztów relokacji,

      żarty. Chyba że załapiesz się na jaki grant FNP / NAWA / NCN (?), wtedy taka pozycja będzie istnieć w budżecie

      > a przy najlepsz
      > ych kandydatach również można próbować negocjować zatrudnienie swojej partnerki
      > /partnera na tej samej uczelni w przypadku akademickich małżeństw, ale to dość
      > trudne dla osób tuż po doktoracie.

      No to już jaja są. Jedziesz na Papuaski Uniwersytet Papui Nowej Gwinei i żądasz zatrudnienia swojej partnerki? Może jeszcze niesakramentalnej?

      > Generalnie, są dość spore różnice pomiędzy u
      > czelniami. Prawie zawsze, lepsza uczelnia daje więcej, chociaż są wyjątki.

      U nas spodziewałbym się, że więcej dadzą słabsze uczelnie. W tych lepszych żywisz się prestiżem i walczysz o granty, z których masz dodatkowe małe co nieco.


      > Ogólnie, proces różni się pomiędzy uczelniami badawczymi a tymi nastawionymi ba
      > rdziej na dydaktykę. Na badawczych jednymi z najważniejszych czynników decydują
      > cych o zatrudnieniu jest potencjał badawczy danej osoby, czyli jakość pracy dok
      > torskiej/innych artykułów (i głównie tzw. job marker paper, czyli tego jednego
      > artykułu który jest naszym najlepszym), ewentualne publikacje (chociaż to racze
      > j rzadkość w przypadku osób tuż po doktoracie w mojej dziedzinie, na ogół zatru
      > dniane są osoby bez publikacji) i co bardzo istotne, jakość listów polecających

      Tutaj na moim wydziale jest podobnie, ale ja nie jestem społ-humem, a w Polsce społ-humy to jednak nieco inna planeta.

      > Bardzo mnie ciekawi jak to wygląda w Polsce. Byłbym wdzięczny za wszelkie opini
      > e, spostrzeżenia, anegdoty, porównania. Nie mam styczności z polską nauką a z z
      > ewnątrz nie potrafiłem zbyt wiele się dowiedzieć.

      • cristiano2563 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 31.07.20, 12:42
        "Konkurencja to maksymalnie kilka podań. Może w W-wie więcej, nie wiem. Nikt cię nie zaprosi i niczego nie zasponsoruje. Ale sam możesz zaproponować, że przyjedziesz z wykładem. Ale to ma sens tylko zanim ogłoszono konkurs. Czyli szukaj pracy nie w ogłoszeniach o konkurs, tylko poprzez kontakty półprywatne. Bo jak już konkurs będzie, to niemal na pewno będzie też co najmniej jeden "pewny" kandydat"

        Haha, pisze Pan tak jakby znalezienie pracy naukowej w Polsce było śmiesznie łatwe , ale tak nie jest mimo ze obiektywnie to praca mało atrakcyjna w polskich warunkach. I podań zazwyczaj jest znacznie więcej niż 3-4, jesli juz jakies ogloszenie sie pojawi.
        Ale żeby Warszawa..?...takie brzydkie, źle zarządzane miasto....nie polecam..
        • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 01.08.20, 14:19
          cristiano2563 napisał(a):

          > Haha, pisze Pan tak jakby znalezienie pracy naukowej w Polsce było śmiesznie ła
          > twe , ale tak nie jest mimo ze obiektywnie to praca mało atrakcyjna w polskich
          > warunkach. I podań zazwyczaj jest znacznie więcej niż 3-4, jesli juz jakies ogl
          > oszenie sie pojawi.
          > Ale żeby Warszawa..?...takie brzydkie, źle zarządzane miasto....nie polecam..


          Nie spotkałem się jeszcze z konkursem, na który wpłynęłoby więcej niż 3 podania godne uwagi. Podania z Maroka czy Indii można niemal bez czytania wyrzucić do kosza.

          Ci, których chętnie byśmy zatrudnili, wolą szukać szczęścia w biznesie, a jeśli w nauce, to za granicą lub choćby w Warszawie.

          Żaden z moich doktorantów, którzy w ostatnich 10 latach rzucili doktoraty, nie żałuje tej decyzji. Nie wydaje mi się, bym akurat ja był tego powodem.
          • cristiano2563 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 02.08.20, 17:45
            A co w tej Warszwie jest niby lepszego niż np. w Krakowie czy Poznaniu? Jak wszędzie są kiepskie instytucje, które nawet na tysięczne miejsce w rankingach światowych się nie łapią i są jednostki dobre. Jesli chodzi o wynagordzenia warszawskie w nauce to o ile nie ma jakiegos porządnego wysokobudzetowego grantu to są bardzo słabe na podstawie samych tabelek, a tak jest niestety w większości. Utrzymać się w Warszawie za takie cos to prawdziwa sztuka ocierająca się o science fiction. Nie widze przewagi Warszawy jesli chodzi o naukę nad innymi miastami. To jest miasto dobre dla mediow i polityki ale nie akurat nauki. A co do ilości podań- znowu zalezy to od jednostki i np. poziomu finansowania i zrodeltego finansowania. Ja znam konkursy gdzie naplywalo dziesiatki podan bo byl to np. prestizowy grant w ramach ktorego zatrudniano. I skoro jest tak dobrze to dlaczego jest tak zle ze np. zdolni naukowcy po wielu latach nie moga wrócić do Polski z zagranicy bo sa odsylani z kwitkiem pt. nie ma etatow"?naprawde tak trudno stworzyc etat dla osoby ktora ma kontakty w swiecie, dorobek i ogromna wiedze zdobyta na prestizowych uczelniach w zachodnich krajach?Kongres nauki ktory mial miejsce pare lat temu to dobitnie pokazal na podstawie swiadectw takich ludzi.
            • piotrek-256 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 02.08.20, 21:21
              Lepsze w Warszawie jest lotnisko i statystycznie więcej olimpijczyków wybiera Warszawę. Wciąż, część z nich zostaje na doktorat. W naukach humanistycznych i społecznych pewnie łatwiej wkręcić się do jakiś ciał doradczych czy grup lobbistycznych...

              Ale jeśli chcesz zajmować się nauką, to najważniejszy jest zespół, a dobre zespoły są w różnych miastach i różnych jednostkach, więc dyskusja, które miasta są fe, a które nie ma mało sensu.
              • cristiano2563 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 04.08.20, 09:49
                Pietrek, racja. Lotnisko jest większe ale czy lepsze? Nie wiem. I jacy olimpijczycy bo chyba nie chwyciłem żartu? Kamil Stoch nadal w górach, a reszta? Nie mam pojęcia gdzie zamieszkują. Warszawa jest kiepska do życia dla ludzi którzy nie potrafią kombinować lub nie mają dużego wkładu własnego (rodzinne koligacje). Zostaje akademik. Ale czy to spełnienie ambicji mężczyzny? Nie wiem
                • piotrek-256 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 04.08.20, 12:35
                  Lotnisko ma więcej połączeń i jest praktycznie w mieście. Mieszkańcom to przeszkadza, ale jeśli dużo podróżujesz służbowo to się przydaje. Naukowcom się to zdarza.

                  Co do olimpijczyków to na uw na takich kierunkach jak mismap czy międzywydziałowe humanistyczne jest ich sporo. Po prostu najbardziej prestiżowe kierunki przyciągają tych co nie pojadą studiować za granicę.

                  Co do życia w Warszawie to mam małe porównanie, ale Poznań chyba rzeczywiście jest lepszy. Kraków jak ktoś lubi na weekend jeździć w góry, ale za to ma gorsze powietrze.
            • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 05.08.20, 13:40
              cristiano2563 napisał(a):

              Zgadzam się, że finansowo Warszawa to żadne Eldorado. I prawdę mówiąc nikt z naszych młodych nie porzucił nas dla Warszawy. Ten argument więc cofam.

              Ja pisałem o trwałych etatach a nie etatach płaconych z grantów. Ale powrót z zagranicy na etat grantowy zarządzany przez kogoś innego to byłby akt kompletnej desperacji.

              • behavior_science Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 05.08.20, 16:25
                trzy.14 napisał:
                >
                > Zgadzam się, że finansowo Warszawa to żadne Eldorado. I prawdę mówiąc nikt z
                > naszych młodych nie porzucił nas dla Warszawy. Ten argument więc cofam.
                >
                > Ja pisałem o trwałych etatach a nie etatach płaconych z grantów. Ale powrót z z
                > agranicy na etat grantowy zarządzany przez kogoś innego to byłby akt kompletnej
                > desperacji.

                To wnioskowanie wstecz (wg. IT i baz ekspertowych), pełna konstatacja zawiera wnioskowanie wstecz i w przód. Wnioskowanie w przód daje realne argumenty że obecny stan nie jest możliwy do utrzymania w dłuższym horyzoncie czasu.
                p.s. Dowód: Gdyby ludzie wnioskowali tylko wstecz, to do dzisiaj siedzieliby w jaskiniach i krzesali kamień o kamień lub oklaskiwali przewodnią rolę partii.
    • piotrek-256 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 01.08.20, 00:06
      Większość opinii poniżej pochodzi od osób, które pracują w naukach ścisłych lub inżynieryjnych. W społ-hum może być inaczej, nie mam pojęcia jak jest.

      Nauka w Polsce ma się słabo i panuje filozofia, że inwestować należy w najlepszych bo cała reszta to darmozjady, ale ciężko ich wywalić bo byłoby straszne larum. Co najlepsi mają nieźle, zarabiają na europejskim poziomie, a koszty życia są jednak niższe.

      Zatem odpowiedź jest, zaaplikuj do FNP czy innej fundacji, jeśli się załapiesz i dostaniesz na kilka lat pensje na poziomie 4000 tyś euro i kasę na budowę własnego zespołu badawczego, to nie jest zła opcja. Pamiętaj że taki grant potem możesz wpisać do CV i on i tak będzie wyglądał porządnie (przynajmniej jeśli idzie o kwotę).

      Jeśli idzie o zatrudnienie na zwykłej pozycji dydaktycznej, to zarobki są adekwatne do zamożności kraju. Naukowcy sfrustrowani, więc często (ale nie zawsze) to jest słaba opcja finansowo i społecznie.

      Poza tym dla społ-hum istnieje ryzyko polityczne. Wydaje się, że część środków płynie na zagadnienia ideowo ważne dla obecnej ekipy rządzacej, więc w zależności czym się zajmujesz możesz wpaść na czarną listę, ale możesz też na tym wygrać..
      • dystansownik Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 01.08.20, 07:53
        Jeśli chodzi o nauki inżynieryjne, sens jest gdy chce się traktować uczelnię jako płatnika ZUS robiąc tylko niezbędne minimum, żeby nie wylecieć, jednocześnie zarabiając realne pieniądze na konsultingu i współpracy z firmami komercyjnymi. Można mieć praktycznie własną firmę z biurem na uczelni, półdarmową kadrą wyrobników (doktoranci) i dostępem do sprzętu/oprogramowania na które nie stać 90% konkurencyjnych firm. Jeśli myśli się długoterminowo (kapitalizacja prawdziwych zysków zaczyna się po uzyskaniu profesury), to z konsultingu można zarobić 5-10x więcej niż na uczelni, praktycznie bezkosztowo (np. 50k zł za jedną ekspertyzę/opinię którą doktoranci zrobią w 2-3 miesiące za 5k zł).
    • czlowiek.z.makulatury Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 01.08.20, 23:12
      Przyznam szczerze, że nieco rozwalił mnie ten post.

      Generalnie przed reformą 2.0 polski naukowiec mógł liczyć na zero, a teraz już na dwa razy tyle.

      Ten tekst "Często są inne dodatki, np. pokrycie kosztów relokacji, a przy najlepszych kandydatach również można próbować negocjować zatrudnienie swojej partnerki/partnera" mnie rozbawił do łez.

      Warto zapamiętać trzy rzeczy jeśli chodzi o zatrudnienie w Polsce.

      1. Nie ma znaczenia, czy jesteś najlepszy. W zasadzie jest nam zupełnie wszystko jedno. Musisz zrobić minimum i w nagrodę jak znasz kogo trzeba, możemy się od Ciebie odpierdolić - to najwyższa forma uznania.

      2. Twoja pensja w żaden sposób nie zależy od tego czy jesteś dobry czy zły, czy chałturzysz na 3 etaty i czy wpadasz na wydział wyłącznie ukraść papier toaletowy. Pobierasz swój zasiłek w zakładzie pracy chronionej zwanym uniwersytetem dla osób, którym nadmiar inteligencji przeszkadza w życiu społecznym i tyle.

      3. Możesz załapać się na jakiś "powrót", "Polonez" czy inne takie, potem się skończy i zęby trzeba wbić w ścianę.
      • bumcykcyk2 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 04.08.20, 14:03
        czlowiek.z.makulatury napisał(a):

        > Generalnie przed reformą 2.0 polski naukowiec mógł liczyć na zero, a teraz już
        > na dwa razy tyle.

        Tak, a nawet pięć razy tyle :D

        > Warto zapamiętać trzy rzeczy jeśli chodzi o zatrudnienie w Polsce.
        >
        > 1. Nie ma znaczenia, czy jesteś najlepszy.

        mgr docent Zenon Zambik, generał SB /"Rozmowy kontrolowane"/ :

        - Tak. Niestety są lepsi. Tzn są lepsi, bo są gorsi. Rozumiecie?

        - Nie bardzo.

        - Wy jesteście dobrzy, jeden z najlepszych, dlatego jesteście nienajlepsi . Lepszy to będzie ktoś, kto będzie gorszy bo będzie w sam raz.

        Zasada generała Zambika na uczelniach obowiązuje bezwzględnie.


        > Musisz zrobić minimum i w nagrodę jak znasz kogo trzeba,
        > możemy się od Ciebie odpierdolić - to najwyższa forma uznania.

        Tak jest.

        > 2. Twoja pensja w żaden sposób nie zależy od tego czy jesteś dobry czy zły, czy
        > chałturzysz na 3 etaty i czy wpadasz na wydział wyłącznie ukraść papier toalet
        > owy. Pobierasz swój zasiłek w zakładzie pracy chronionej zwanym uniwersytetem d
        > la osób, którym nadmiar inteligencji przeszkadza w życiu społecznym i tyle.

        Pod warunkiem usilnego skrywania nadmiaru inteligencji przed najbliższym otoczeniem.

        Nie daj Boże, ujawnienie swojej inteligencji podczas ważnego zebrania dotyczącego reguł sprawozdawczości zużycia papieru toaletowego w wydziałowym kiblu może Cię kosztować wyrotowanie lub zesłanie na pracownika naukowo-technicznego do archiwum.

        Natomiast publiczne prezentowanie inteligencji ameby połączone z intensywnym służalstwem jest przepustką do najwyższych uczelnianych stanowisk, z funkcją prorektora włącznie.

        • sendivigius Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 08.08.20, 18:13
          bumcykcyk2 napisał:


          >
          > - Tak. Niestety są lepsi. Tzn są lepsi, bo są gorsi. Rozumiecie?
          >
          > - Nie bardzo.
          >
          > - Wy jesteście dobrzy, jeden z najlepszych, dlatego jesteście nienajlepsi . Lep
          > szy to będzie ktoś, kto będzie gorszy bo będzie w sam raz.

          >

          > Zasada generała Zambika na uczelniach obowiązuje bezwzględnie.

          I slusznie. Przypomina mi sie tu zawsze anegdota opowiadana przez:

          en.wikipedia.org/wiki/Nikolaus_Riehl
          ktory juz pracujac w ZSRR gdy przyszedl do niego jakis Ruski i sie chwalil wysoka czystoscia otrzymanego uranu, retorycznie pytajac - I kto lepszy, my czy Amerykanie? Na Riehl odparl - oczywiscie ze Amerykanie bo otrzymuja uran taki jaki potrzebny do zadania, nie traca sil i srodkow na niepotrzebne rekordy.
    • imai Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 08.08.20, 04:59
      Dziękuję wszystkim za Wasze odpowiedzi, nawet jeżeli... niekoniecznie napawają optymizmem. Zdaję sobie sprawę, że powrót do Polski byłby pewną degradacją. Ale obecnie rynek akademicki w USA ma się ciężko, a COVID wszystko pogarsza. Jestem na jednej z lepszych uczelni w USA, w top 10 w mojej dziedzinie, ale nawet nasi absolwenci - a produkujemy ok. 10 doktorantów rocznie na moim kierunku - mają duże problemy ze znalezieniem dobrej pracy akademickiej i coraz więcej osób wybiera sektor prywatny albo ląduje na dużo mniej renomowanych uczelniach. Wysyłamy też znacznie więcej osób do Europy czy Azji. Także powrót do Polski wydaje się dużo atrakcyjniejszy jeżeli jako alternatywę mam 5. ligę amerykańską.

      Myślę też, że jeżeli już, to wolałbym wrócić do większego miasta, np. do Warszawy. Chociaż zdaję sobie sprawę, że koszty życia są większe. Słyszałem o programie Polskie Powroty i wydaje się atrakcyjny dla osoby tuż po doktoracie czy post-docu, jeżeli udałoby mi się spełnić wymagania (min. 3 publikacje). Brzmi mniej atrakcyjnie jeżeli już znajdę pozycję jako assistant professor za granicą. Tak jak wspomnieliście, program trwa max. 4 lata a nie jest jasne co potem. W USA gdy zdobędzie się tzw. tenure, na ogól po 6 latach na pozycji assistant professor, przed awansem na associate professor, to ma się zatrudnienie gwarantowane "na zawsze".

      Ogólnie tym co mnie trochę zniechęca to właśnie fakt małej mobilności na polskich uczelniach. Przeglądałem oferty pracy na paru polskich uniwersytetach i same ogłoszenia brzmią dość odpychająco. Są do tego bardzo szczegółowe, więc jestem w stanie uwierzyć że są rozpisane "pod kogoś". Nadal nie rozumiem jak to jest że zatrudnia się swoich własnych absolwentów tuż po doktoracie. U nas jest to zabronione i ewentualnie po min. 2 latach możemy własnego absolwenta zatrudnić. Ale i tak zdarza się to bardzo rzadko.

      Nadal trochę nie rozumiem wielu części polskiego systemu, więc byłbym wdzięczny za wyjaśnienie. Np., co to znaczy 210 godzin dydaktycznych? W jaki sposób przelicza się to na wykłady/przedmioty? O co chodzi z tymi punktami? Wiem, że jest jakiś system gdzie zbiera się punkty za publikacje i liczba punktów zależy od czasopisma. Raczej odnosicie się do tego negatywnie. Dlaczego? Zakładają, że jestem produktywny i publikuję w czasopismach za powiedzmy min. 100 punktów, czy w jakiś sposób wpływa to na moją karierę?
      • piotrek-256 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 08.08.20, 08:28

        > Ogólnie tym co mnie trochę zniechęca to właśnie fakt małej mobilności na polski
        > ch uczelniach. Przeglądałem oferty pracy na paru polskich uniwersytetach i same
        > ogłoszenia brzmią dość odpychająco. Są do tego bardzo szczegółowe, więc jestem
        > w stanie uwierzyć że są rozpisane "pod kogoś". Nadal nie rozumiem jak to jest
        > że zatrudnia się swoich własnych absolwentów tuż po doktoracie. U nas jest to z
        > abronione i ewentualnie po min. 2 latach możemy własnego absolwenta zatrudnić.
        > Ale i tak zdarza się to bardzo rzadko.

        Wytłumaczenie jest proste. W Polsce warunki płacowe nie oszałamiają, do pracy potrzeba znać polski i w końcu dla mało kogo wyjazd do Polski jest wymarzonym skokiem cywilizacyjnym. A zatem założenie polskich uczelni, nawet tych najlepszych jest takie, że dla przetrwania i rozwoju najważniejsze jest utrzymanie swoich młodych zdolnych, a nie mrzonki o ściąganiu ich z zewnątrz (inne uczelnie w Polsce też starają się utrzymać, a z za granicy ciężko kogoś ściągnąć). Jest spora wiara w to, że jeśli konkursy nie będą ustawiane to straty będą większe niż zyski. Oczywiście, sporo osób napisze o koteriach, nepotyzmie, budowie swoich dworów itd., ale nawet jeśli akademicy w Polsce byli by kryształowo czyści to i tak chów wsobny jest racjonalny.

        >
        > Nadal trochę nie rozumiem wielu części polskiego systemu, więc byłbym wdzięczny
        > za wyjaśnienie. Np., co to znaczy 210 godzin dydaktycznych?
        > W jaki sposób przelicza się to na wykłady/przedmioty?

        210 * 45 min zajęć fizycznie ze studentami bez wliczania kolokwiów, egzaminów, konsultacji. Na niektórych wydziałach (bo to są przeważnie chyba regulacje na poziomie wydziałów), są bonusy np. zajęcia po angielsku mają
        np. mnożnik 1.5, albo prowadzenie wykładu po raz pierwszy ma mnożnik 2, albo można dostać zniżkę za działalność popularyzatorską - 30 godzin. Natomiast baza jest taka jak napisałem, bez rozróżnienia na typ zajęć.

        O co chodzi z tymi punktami? Wiem, że jest
        > jakiś system gdzie zbiera się punkty za publikacje i liczba punktów zależy od c
        > zasopisma. Raczej odnosicie się do tego negatywnie. Dlaczego? Zakładają, że jes
        > tem produktywny i publikuję w czasopismach za powiedzmy min. 100 punktów, czy w
        > jakiś sposób wpływa to na moją karierę?

        Punkty są używane do oceny jednostki. Jednostki A i A+, które kojarzę mają systemy premiowe uzależnione (przeważnie nie w sztywny sposób) z publikacjami i punktami.
        Główne zarzuty co do systemu punktowego są takie, że
        1) punkty są rozdzielone bez sensu
        2) system punktowy prowadzi do różnych patologii (teraz chyba mniej, ale w poprzedniej wersji) np. publikowanie jak najwięcej nie ważna gdzie, rezygnowanie z tematów badawczych ważnych dla polski, ale nie publikowanych w czasopismach z wysokim IF itd.
        Wedle mojej wiedzy nie istnieje związek pomiędzy punktami, a awansem zawodowym. Znaczy kluczowa dla awansu jest habilitacja i odczekanie w kolejce, oraz profesura belwederska. Oczywiście zarówno habilitacja jak i profesura są związane z dorobkiem publikacyjnym, czyli punktami, ale nie ma bezpośredniego przełożenia.
        • sendivigius Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 08.08.20, 18:44
          piotrek-256 napisał:


          > ...Jest spor
          > a wiara w to, że jeśli konkursy nie będą ustawiane to straty będą większe niż z
          > yski. Oczywiście, sporo osób napisze o koteriach, nepotyzmie, budowie swoich dw
          > orów itd., ale nawet jeśli akademicy w Polsce byli by kryształowo czyści to i t
          > ak chów wsobny jest racjonalny.

          Hmmm... Jesli tak naprawde jest to jest bardzo źle. Ale ja sie obawiam ze po prostu tak jest wygodnie i latwo.
          Zasada Maupertuis'a dziala uniwersalnie. W sumie takze w Stanach. Tam Ivy Legue zatrudnia tylko Ivy Legue, ale jednak samo rozdzielenie kociolka na kilkanascie podkociolkow powoduje że system sie rozszczelnia.

          Problem akurat nie w tym ze sie zatrudnia najlepszych swoich absolwentow ktorzy sa najlepsi, bo obiektywnie też wielu z nich wygraloby w uczciwej konkurencji do posady. Problem w tym że to powoduje zgnusnienie i ufeudalnienie relacji wewnetrznych. Oznacza to, że dla wielu zdolnych absolwentow wybor jest albo tkwic w borowinie albo wyleciec z kariery akademickiej na zawsze. Oznacza to tez to ze czlowiek z zewnatrz jest jak ten "nowy" w klasie ktorego nikt nie lubi i juz nie polubi, bo cala struktura socjometryczna jest juz obsadzona. I tu jest azorek pogrzebany.

          • piotrek-256 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 08.08.20, 20:43
            Tragedia Panie tak źle i tak niedobrze.

            Podejmuje się działania, żeby to nie prowadziło do zupełnego rozkładu. Np. próby wypłaszczenia struktury organizacyjnej uczelni, likwidowanie zakładów i katedr tam gdzie się da, zmuszanie ludzi do postdoców i przyjmowanie ich dopiero po kilku latach wietrzenia za granicą.

            Realia są jakie są i pole manewru jest wąskie.
            • dystansownik Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 09.08.20, 06:28
              piotrek-256 napisał:
              > zmuszanie ludzi do postdoców i przyjmowanie ich dopiero po
              > kilku latach wietrzenia za granicą.

              Tylko to się kończy zwykle w jeden z dwóch sposobów:
              1. Naukowiec wyjeżdża na postdoca do dobrego ośrodka za granicą, odkrywa, że tam jest zupełnie inny świat i już nie wraca.
              2. Naukowiec jedzie na staż/postdoca do zaprzyjaźnionego ośrodka w Kirgistanie itp., albo nie jedzie nawet wcale, bo mu po prostu wpiszą, że był i to jest jego całe doświadczenie z zagranicą.
              • piotrek-256 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 09.08.20, 12:03
                Znam osobiście ludzi, którzy wrócili po pobytach w Oxfordzie, Cambridge, Ecole Polytechnique, Max Planck, Berkeley...

                Jasne część tam zostaje, a część wraca, choćby z powodów rodzinnych albo braku możliwości dostania pracy w topowej jednostce za granicą. Bo praca na University of Dundee wcale nie jest przez wiele osób uważana za lepszą opcję niż wiodące uczelnie polskie.
              • behavior_science Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 09.08.20, 12:50
                dystansownik napisał:

                > Tylko to się kończy zwykle w jeden z dwóch sposobów:
                > 1. Naukowiec wyjeżdża na postdoca do dobrego ośrodka za granicą, odkrywa, że ta
                > m jest zupełnie inny świat i już nie wraca.
                > 2. Naukowiec jedzie na staż/postdoca do zaprzyjaźnionego ośrodka w Kirgistanie
                > itp., albo nie jedzie nawet wcale, bo mu po prostu wpiszą, że był i to jest jeg
                > o całe doświadczenie z zagranicą.

                3. Zostaje „nie jedzie”, powiększa model autochtoniczny, wierzy i przyjmuje bezkrytycznie lokalną propagandę sukcesu jako jego rzeczywistość, dochodzi do wniosku że w tej „rzeczywistości” to niema nic nowego do wniesienia bo: „wybitny Marian wszystko odkrył i zgłębił całą wiedzę, ponieważ zajmuje się tak długo problematyką że najstarsi górale nie pamiętają, nic nie zostało do odkrycia, to że niema znaczących publikacji to spisek”.
                Tak umocniony i wspierany niezachwianą wiarą w Mariana „modli się do swojego guru o łaskę skapywania i edukuje tępych studentów wg lokalnej mniemanologii”.
                Co pogłębia oderwanie od rzeczywistości, każdy kto podważa ten model jest wrogim publicznym i należy się go pozbyć.

          • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 13:02
            sendivigius napisał:

            > piotrek-256 napisał:
            >
            >
            > > ...Jest spor
            > > a wiara w to, że jeśli konkursy nie będą ustawiane to straty będą większe
            > niż z
            > > yski. Oczywiście, sporo osób napisze o koteriach, nepotyzmie, budowie swo
            > ich dw
            > > orów itd., ale nawet jeśli akademicy w Polsce byli by kryształowo czyści
            > to i t
            > > ak chów wsobny jest racjonalny.
            >

            Tak naprawdę to niezwykłą, niezwykłą rzadkością jest ogłoszenie konkursu, na który nie ma się umówionego choć jednego kandydata. Chociaż coś już zaczyna pękać, ale to raczej z biedy. Ok. 10 lat temu pytałem władz, dlaczego, odpowiedź była prosta: jak konkurs będzie nierozstrzygnięty, to możemy (= wydział, instytut, katedra) w ogóle stracić ten etat.

            > Hmmm... Jesli tak naprawde jest to jest bardzo źle. Ale ja sie obawiam ze po pr
            > ostu tak jest wygodnie i latwo.

            Asystent 2 lata temu u nas zarabiał pensyjkę w kwocie zaczynającej się cyfrą 2. Ale urodziło się dziecko. I poszedł do biznesu i od ręki też dostał pensyjkę (choć to złe słowo, bo jest na samozatrudnieniu) też zaczynającą się cyfrą 2! Prawda, że ciekawe? W tym czasie pracę zmienił 2 razy. Po ostatniej zmianie cyfra 2 została na miejscu, ale tym razem jeszcze nawet przed opodatkowaniem podatkiem VAT.

            Jak my możemy konkurować z biznesem w tych warunkach?

            Sendi, wszystko zależy od wydziału, dyscypliny a nawet poddyscypliny. Jeżeli ogłosisz konkurs na, powiedzmy, mechanika kwantowego od jakichś super teorii, to zgłosi się nawet 10 kandydatów w tym 9 "ze świata". Jak sprawdzisz, ilu z nich otarło się o nowoczesną, przemysłową inżynierię oprogramowania, albo ilu było w jakimkolwiek laboratorium gdzie ludzie potrafią coś zlutować albo zespawać, bo takie są potrzeby dydaktyczne, a teoretyków już mamy w cholerę i trochę, to okaże się, że maksymalnie 1 i to ten z Polski, z chowu wsobnego.

        • dobrycy Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 09.08.20, 17:58
          piotrek-256 napisał:


          > 210 * 45 min zajęć fizycznie ze studentami bez wliczania kolokwiów, egzaminów,
          > konsultacji. Na niektórych wydziałach (bo to są przeważnie chyba regulacje na p
          > oziomie wydziałów), są bonusy np. zajęcia po angielsku mają
          > np. mnożnik 1.5, albo prowadzenie wykładu po raz pierwszy ma mnożnik 2, albo mo
          > żna dostać zniżkę za działalność popularyzatorską - 30 godzin. Natomiast baza j
          > est taka jak napisałem, bez rozróżnienia na typ zajęć.
          Są uczelnie gdzie jest więcej np 240. Poza tym pracodawca bez zgody pracownika może chyba dorzucić
          do 280, ze zgodą chyba 360. Oczywiście często jak jesteś młody jest tak że zajęcia
          losują Ci co roku i dowiadujesz się co będziesz prowadził np w drugim tygodniu zajęć.
          Jak byłem studentem to zastanawiałem sie czemu zajęcia są takie gówniane, i tylko może
          z 2 kursy były ok. Odkąd pracuję na uczelni, dziwię się że w tych warunkach jakie uczelnia
          i Państwo stwarzało (gdzie np na pracowni elektronicznej, samemu trzeba było kupować elementy
          które studenci zepsują, młodym dowalano dowolne zajecia, co roku to inne), to pod wrażeniem
          jest że to w ogóle stwarza pozory fukcjonowania. Chociaż oczywiście reformy starają się przebić
          osinowym kołkiem tego trupa.

          >
          > O co chodzi z tymi punktami? Wiem, że jest
          > > jakiś system gdzie zbiera się punkty za publikacje i liczba punktów zależ
          > y od c
          > > zasopisma. Raczej odnosicie się do tego negatywnie. Dlaczego? Zakładają,
          > że jes
          > > tem produktywny i publikuję w czasopismach za powiedzmy min. 100 punktów,
          > czy w
          > > jakiś sposób wpływa to na moją karierę?
          >
          Sama idea punktów jak nie znasz szczegółów wydaje się racjonalna osobom z zewnątrz.
          Lepsza publikacja więcej punktów. Więcej publikacji, ale do limitu - jeszcze lepiej.
          Problem w tym że:
          - kto ocenia co jest dobre a co złe. Może to być albo zespół ekspertów (prof Marian, docent Wyliżuch, profesor Beton)
          albo kryterium powiązane z mierzalnym obiektywnie wskaźnikiem. Impact factorem, lub przynależnością do kwartyla.
          Wcześniej był absurd, że można było odnieść wrażenie że wszyscy polscy chemicy i biolodzy do Einsteini (bo punkty im sie przelewają) a wszyscy humanisći to debile (bo nie mają punktów). Poza tym nawet w obrębie takiej fizyki,
          fizyk teoretyk, który wymyślił jedną teorię i opublikował z niej np 2 prace, nawet dobrze punktowane
          to nierób i leń w stosunku do jego kolegi z instytutu który wciskając guzik i zakładając próbkę w dyfraktometrze
          (albo mając doktorantów lub techników którzy to zrobią) jest współautorem kilkudziesięciu publikacji w roku.
          Innymi słowy w PL wolą naukowca który wykonuje prace technika (sam albo zwalając ją na doktorantów) niż naukowca
          który coś nowego wnosi. Większość badań eksperymentalnych np w fizyce ciała stałego mógłby wykonywać technik
          bez studiów (czasem wykonuje), bo są gotowe urządzenia, wystarczy przeczytać instrukcje. Naukowiec tylko piszę krótki
          tekst, robi rysunek i voila jest współautorem publikacji. Jak materiał jest modny (jakiś grafen albo inne lekarstwo na raka)
          a praca jest poprawnie napisana to idzie to wcisnąć do dobrego bardziej ogólnego journala który ma więcej punktów niż
          journal specjalistyczny (który jest specjalistyczny, więc ma mniej cytowań -> mniejszy IF -> mniej punktów).
          I tym sposobem, system punktowy w centralnym planowaniu w PL nauce, robi to samo co wskaźnik
          jakim w PRLu była produkcja stali. Opłaca się produkować dużo szajsu. Od jakiegoś czasu ten szajs ma być
          w jak najlepszym pozłotku (najlepszym czasopiśmie), treść merytoryczna i efektywny udział nie ma znaczenia.
          Fizyk jądrowy który jest jednym z 1500 współautorów w topowym journalu (bo zamiatał podłogę w CERNie i poprawił literówkę w artykule), jest lepszy niż jego kolega który opublikował sam, albo w kilku osobowym zespole
          dobre, specjalistyczne badania które coś mogą wnieść.
          Problem moim zdaniem jest taki, że nie da się stworzyć w prosty sposób dobrego systemu punktowego. A już na pewno
          nie da się go stworzyć, jak nie wie po co się go stwarza i jaki ma być jego cel.
          Rozumując od końca, celem obecnego systemu wydaje się być pozorny prestiż, tzn
          sprawianie wrażenia że nauka w PL jest na światowym poziomie. Jak ktoś dopisze doktora z pl na postdocu w cernie
          za wymiane bezpiecznika i poprawienie spacji po kropkach w artykule za 200 pkt, to jest lepiej niż jak ktoś w PL wymyśli coś nowego, ale opublikuje to w branżowym journalu za 100 punktów. System punktowy, używany do oceny osób, przy np zatrudnieniach (co już sie w wielu miejscach robi), jest kuriozum. Są zatrudniane osoby o kwalifikacjach kiepskich techników, bez znajomości dziedziny ale które były dopisane do dużej ilości artykułów (bo nie ma znaczenia ile jest współautorów).


          > Wedle mojej wiedzy nie istnieje związek pomiędzy punktami, a awansem zawodowym.

          W warunkach konkursów etatowych często pojawia się X publikacji za >Y punktów

          > Znaczy kluczowa dla awansu jest habilitacja i odczekanie w kolejce, oraz profe
          > sura belwederska. Oczywiście zarówno habilitacja jak i profesura są związane z
          > dorobkiem publikacyjnym, czyli punktami, ale nie ma bezpośredniego przełożenia.
          >
          Raczej nikt nie odwali habilitacji z której się punkty wylewają. W czasach kolokwiów to się zdarzało,
          że jak ktoś był tylko dopisywany i nic nie kumał, to mu uwalili habilitacje. Teraz, jak habilitacja
          jest korespondecyjna to w zasadzie niemożliwe.

          • sendivigius Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 09.08.20, 19:07
            dobrycy napisał:


            > I tym sposobem, system punktowy w centralnym planowaniu w PL nauce, robi to sam
            > o co wskaźnik
            > jakim w PRLu była produkcja stali.

            Nie narzekaj Dobrycy, nie narzekaj, bo skonczysz tak jak ci co w PRLu produkowali stal.

            Zadalem sobie trud. Jest taki portal w PL nazywa sie pracuj. Wpisalem slowo zawodu "fizyk", na cala Polske 3 (slownie TRZY) oferty ale tez do wymiany na elektronika, mechanika czy w ogole wyksztalcenie techniczne.

            Byly tez 3 (slownie TRZY) oferty dla "nauczyciel fizyki" ale 2 z nich to dosc podejrzane przedsiewziecia.

            I tyle Dobrycy.
            • dobrycy Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 09.08.20, 19:24
              sendivigius napisał:

              > dobrycy napisał:
              >
              >
              > > I tym sposobem, system punktowy w centralnym planowaniu w PL nauce, robi
              > to sam
              > > o co wskaźnik
              > > jakim w PRLu była produkcja stali.
              >
              > Nie narzekaj Dobrycy, nie narzekaj, bo skonczysz tak jak ci co w PRLu produkowa
              > li stal.
              >
              Akurat ci od stali i węgla to wcale nienajgorzej skończyli

              > Zadalem sobie trud. Jest taki portal w PL nazywa sie pracuj. Wpisalem slowo zaw
              > odu "fizyk", na cala Polske 3 (slownie TRZY) oferty ale tez do wymiany na elekt
              > ronika, mechanika czy w ogole wyksztalcenie techniczne.
              >
              To i tak sporo. A w USA gdzie sie szuka takich ofert i ile ich jest ?
              Myślisz, że jak np. pracuje na uczelni i jestem fizykiem, to jako zawód mam wpisane fizyk?
              A poza uczelnią, tym bardziej.

              > Byly tez 3 (slownie TRZY) oferty dla "nauczyciel fizyki" ale 2 z nich to dosc p
              > odejrzane przedsiewziecia.
              Szukali dużo nauczycieli przed koronawirusem. Ale tak po prawdzie co Twoim zdaniem
              robi fizyk poza uczelnią (poza fizykiem medycznym, który obsługuje np tomograf)?


              • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 13:14
                dobrycy napisał:

                > Ale tak po prawdzie co Twoim zdaniem
                > robi fizyk poza uczelnią (poza fizykiem medycznym, który obsługuje np tomograf)?

                a) programuje cokolwiek w Javie, Java Scripcie, C/C++, Pythonie lub czymś swieższym, jak Scala
                b) oprogramowuje bazy danych
                c) zajmuje się analizami finansowymi lub analizami rynku, czyli programuje w R lub Pythonie i zna excel

                W skrócie: udaje lub nawet jest matematykiem lub informatykim "stosowanym"

                d) nieliczni idą do szkoły, mało kto wytrzymuje więcej niż 2 lata, chyba że jet tak "słaby", że nie jet w stanie znaleźć pracy z punktów (a) - (c).

                e) jeszcze mniej liczni "zostają na uczelni" (transfery po doktoracie to duża rzadkość nawet w tym umiędzynarodowionym środowisku)
            • piotrek786 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 10.08.20, 00:08
              Z tym ofertami pracy to generalnie w Polsce - 38 milionowym kraju to jednak jest specyficznie. Takie np. CFD (Computatonal Fluid Dynamics) to też chyba maksymalnie 5 ofert na kraj, w tym 4 to zwykle po prostu wyliczenie "pindziesieciu" wymagań pracodawcy, z czego wynika, że po prostu ktoś chce kogoś, kto coś na ten temat wie a na tym nie zawsze pracować będzie. Wystarczy sprawdzić , jak to wygląda u mniej licznych Czechów i od razu widać, która gospodarka twórcza a która odtwórcza ;).
              • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 13:27
                piotrek786 napisał(a):

                > Takie np. CFD (Computatonal Fluid Dynamics) to też chyba maksym
                > alnie 5 ofert na kraj,


                A kto w Polsce naucza CFD i jest to nauka "state of the art"? Szuka się gości od obsługi konkretnych programów czy też takich, którzy rozumieją, co jest w środku i jeszcze potrafiliby to dostosować do potrzeb? Pytam, bo objawił się u nas fan CFD i nawet marzyła mu się jakaś specjalizacja na studiach magisterskich. Ale ja szacuję, że do tego potrzeba nie 1, a 5 fanów, a ich ani widu, ani słychu. I nie ma żadnych realnych szans na zbudowanie grupy z niczego nim przejdzie się przenieść na emeryturę. A jeśli tak, to pozostaje kontynuować prace rozpoczęte przez Ojców Założycieli w latach 60. ub. w., w tematach podpatrzonych na wyjeździe zagranicznym lub od jakiegoś zapadnika na konferencji u nas.
                • piotrek786 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 18:28
                  Hehe przypomina mi się, jak koło 2005 roku na bazie kilku innych przedmiotów chciałem taką specjalizację - mix modelowania 3d, projektowania urządzeń przemysłowych i obliczeń CFD stworzyć. Dziekan wtedy stwierdził "na wydziale nie ma specjalistów w tej dziedzinie". Wtedy 1 raz zrozumiałem, że nie habilitowany to nie człowiek :D. Moim zdaniem taka dziedzina ma sens tylko w sytuacji bardzo silnej współpracy z przemysłem, bo w przeciwnym przypadku będzie to colors for directors i brandzlowanie się rotacjami i dyvergencjami bez umiejętności analizy wymiarowej tych krzaczków, które się przepisuje do publikacji... Bo w bardzo wielu przypadkach adepci naukowi CFD nie mają bazowego przygotowania z ogólnych podstaw fizykochemicznych modelowanych procesów. Na zbudowanych m.in. kilkanaście urządzeń i instalacji badawczych (tzn to, co dostarczałem jako tzw. "przemysł") wszędzie tam, gdzie w projekcie jakiś adiunkt/profesor miał punkt pt. :"Modelowanie procesu". To nigdy nie zdarzyło mi się, że gość rozumiał o co w samym procesie chodzi... Więc CFD tak ale najpierw porządna termodynamika, mechanika płynów , metrologia a przede wszystkim matma.
          • piotrek786 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 10.08.20, 00:22
            dobrycy napisał:

            Oczywiście często jak jesteś młody jest tak że zaj
            > ęcia
            > losują Ci co roku i dowiadujesz się co będziesz prowadził np w drugim tygodniu
            > zajęć.
            > Jak byłem studentem to zastanawiałem sie czemu zajęcia są takie gówniane, i tyl
            > ko może
            > z 2 kursy były ok. Odkąd pracuję na uczelni, dziwię się że w tych warunkach jak
            > ie uczelnia
            > i Państwo stwarzało (gdzie np na pracowni elektronicznej, samemu trzeba było k
            > upować elementy
            > które studenci zepsują, młodym dowalano dowolne zajecia, co roku to inne), to p
            > od wrażeniem
            > jest że to w ogóle stwarza pozory fukcjonowania. Chociaż oczywiście reformy sta
            > rają się przebić
            > osinowym kołkiem tego trupa.

            O - tutaj to jest temat rzeka - i zwykle naukowcy o tym jakoś dyskutować nie chcą.
            Kilka razy mi się zdarzyło świeżo upieczonym absolwentom politechniki opowiedzieć, jak ta walka o pensum i godziny wygląda z pozycji adiunkta to nie chcieli wierzyć. Jeszcze te złe i nieproduktywne pokolenia obecnie 80+ kolegów często poświęcali pokaźny kawał życia na przygotowanie dydaktyki. Obecne nie ma na to często czasu bo publikacje. Poza tym faktycznie nigdy nie wiesz , kiedy i jakie zajęcia będziesz miał Te szkoły naukowe zostały totalnie rozpierniczone. A jeszcze jedno sobie przypominam z mojej pracy - ta profesura co t osiedzi w swoim domku w górach, albo pracuje na trzech prywatnych lub konsultingu na boku i mogą tylko w jeden dzień tygodnia przyjechać na te swoje trzy godzinki na politechnikę, która jest nominalnie ich podstawowym pracodawcą i z które całe odium profesorskości czerpią całe życie . I ta profesura do ostatniego dnia starego semestru nie wie, kiedy będzie mogła być a potem po rozpoczęciu zajęć rzeczeni panowie szlachta nagle sobie chcą być kiedy indziej, niż zawsze. Rozwala to zwykle cały grafik, wywołuje wiele okienek i niezrozumiałych luk w grafiku - ale panów szlachtę to nie dotyczy...
            • imai Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 10.08.20, 04:25
              TO bardzo dziwne dla mnie z tym, że nie wiadomo jakie będzie się prowadzić zajęcia. U nas wiadomo już mniej więcej w momencie zatrudnienia jak to będzie wyglądać. Kolega zaczyna pracę za rok, już ma ustalone co będzie prowadził. 1 przedmiot, dość ogólny, wynika z zapotrzebowania uczelni, 2 kolejne zaproponował kolega, są zgodne z jego zainteresowaniami i wydział się zgodził. Generalnie, kto co uczy jest ustalane w formie takich nieformalnych negocjacji. Są przedmioty ogólne, gdzie kadra się zmienia, ale mimo wszystko wiadomo kto może być do takich zajęć przypisany. Są też przedmioty bardziej wyspecjalizowane, przypisane do jednej konkretnej osoby. Generalnie jest bardzo duża powtarzalność tego kto co uczy, co bardzo pomaga mieć więcej czasu na prowadzenie badań.
              Z tego co wiem to jest jeszcze inny bardzo odmienny aspekt u nas - mianowicie, jako wykładowca masz niemalże 100% kontrolę nad syllabusem swojego przedmiotu. Pracowałem kilka razy jako tzw. teaching assistant (prowadzenie konsultacji, ocenianie egzaminów, ćwiczenia itp.) i generalnie ja i profesor decydowaliśmy wspólnie co i jak będzie.
              To działa całkiem nieźle, bo mimo że jesteśmy uczelnią badawczą i dydaktyka nie jest prioretyzowana, to każdy uczy w swojej specjalizacji lub zgodnie z zainteresowaniami i dzięki temu zajęcia są na dobrym poziomie. Ja jako doktorant też stworzyłem swój własny przedmiot/syllabus i będę próbował przekonać dyrektora studiów licencjackich żebym został instruktorem w przyszłym semestrze bo przyda mi się więcej doświadczenia dydaktycznego.
              • piotrek786 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 10.08.20, 06:17
                Panie bo to inny świat ;). W Polandii możesz być jedynym na uczelni / instytucie specem w danej dziedzinie a kurs z tejże i tak będzie prowadził ktoś inny i to tym bardziej właśnie, że lab i instrukcje przygotujesz ty :). Nawet z promocją magistrów bywa wesoło - możesz na tydzień przed obroną delikwenta dowiedzieć się, że promujesz kogoś , o kim nie miałeś zielonego pojęcia bo dziekan się zgodził na handel pensum w zamian za przyznanie prac (takie coś np. za osobę na Politechnice przeliczane było na 10 h). Skutecznie to leczy z ambicji. Poczytaj paragraf 22 i poszukaj analogii :).
              • herr7 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 10.08.20, 08:55
                To wskazuje, jaka jest różnica. W Polsce żeby wypełnić te 210 godzin trzeba mieć np. siedem wykładów po 30 godz. To jest trudne z tej racji, że liczba wykładanych przedmiotów jest ograniczona. Można wypełnić pensum prowadząc ćwiczenia, fakultety lub mieć godziny za obronione prace licencjackie, czy magisterskie. Ale to zależy od uczelni. Na mojej uczelni mamy dwie godziny za pracę licencjacką i trzy za magisterską.
                • piotrek786 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 10.08.20, 10:02
                  W dodatku z 90 h wykładu, 90 h ćwiczeń i 90 laborek w latach 2005 zrobiono np 10 h wykładu i 10 h cwiczeniolaborek teraz :). Te trzy godziny na dyplomanka o których piszesz to chyba nawet nie starczą, żeby delikwenta nauczyć poprawnie tekst formatować czy samidzielnie pouzgadniać miana jednostek (choć z tym 2 tematem to już na poziomie ptofedorœw powszechny kłopot...). A co dopiero merytoryka?.
                  • herr7 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 10.08.20, 11:13
                    To jest polityka danej uczelni. Na innych uczelniach jest inaczej i można mieć chyba nawet 1/3 pensum z wypromowanych prac dyplomowych. Co będzie w przyszłości tego nikt nie wie, ale spodziewamy się że będzie gorzej. O merytorykę nikt obecnie nie dba. Liczą się jedynie punkty i sloty.
        • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 12:12
          piotrek-256 napisał:

          > Wytłumaczenie jest proste. W Polsce warunki płacowe nie oszałamiają, do pracy p
          > otrzeba znać polski i w końcu dla mało kogo wyjazd do Polski jest wymarzonym sk
          > okiem cywilizacyjnym. A zatem założenie polskich uczelni, nawet tych najlepszyc
          > h jest takie, że dla przetrwania i rozwoju najważniejsze jest utrzymanie swoich
          > młodych zdolnych, a nie mrzonki o ściąganiu ich z zewnątrz (inne uczelnie w Po
          > lsce też starają się utrzymać, a z za granicy ciężko kogoś ściągnąć). Jest spor
          > a wiara w to, że jeśli konkursy nie będą ustawiane to straty będą większe niż z
          > yski. Oczywiście, sporo osób napisze o koteriach, nepotyzmie, budowie swoich dw
          > orów itd., ale nawet jeśli akademicy w Polsce byli by kryształowo czyści to i t
          > ak chów wsobny jest racjonalny.


          O Jezu! W końcu ktoś napisał, jak jest naprawdę!
        • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 12:18
          piotrek-256 napisał:

          > 210 * 45 min zajęć fizycznie ze studentami bez wliczania kolokwiów, egzaminów,
          > konsultacji.

          U nas kolokwia robi sie na zajęciach, czyli w ramach tych 210-240.

          > Na niektórych wydziałach (bo to są przeważnie chyba regulacje na p
          > oziomie wydziałów), są bonusy np. zajęcia po angielsku mają
          > np. mnożnik 1.5, albo prowadzenie wykładu po raz pierwszy ma mnożnik 2, albo mo
          > żna dostać zniżkę za działalność popularyzatorską - 30 godzin.

          Czas przeszły coraz bardziej dokonany. Przeliczniki zależą od kondycji finansowej uczelni. U nas za angielski chyba już nie ma przelicznika lub pozostał śmiesznie mały. O zniżce popularyzatorskiej nie słyszałem. Są za to zniżki za prowadzenie prac dyplomowych i doktorantów. Chyba 10 godz/dyplomant i 20 godz/doktorant, max 65 godz. w roku akademickim.
        • trzy.14 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 12:30
          piotrek-256 napisał:


          > Punkty są używane do oceny jednostki. Jednostki A i A+, które kojarzę mają syst
          > emy premiowe uzależnione (przeważnie nie w sztywny sposób) z publikacjami i pun
          > ktami.

          Każda publikacja naukowa (artykuł, książka, niekiedy recenzja, hasło słownikowe) ma przypisane punkty. Raz na 4 lata przeprowadza się coś w rodzaju angielskiego REF, czyli ewaluacje jednostek naukowych. Polski REF jesst niemal całkowicie oparty na "dowodach mierzalnych", czyli punktach za publikacje, wartości pozyskanych grantów etc.

          > Główne zarzuty co do systemu punktowego są takie, że
          > 1) punkty są rozdzielone bez sensu

          Główny zarzut jest taki, że dla chcącego nic trudnego te system "ograć" i co by nie robić, ajk dotąd zawsze kreował różne patologie.

          Mój zarzut jest taki, że punkty, w zamyśle będące miarą, dla wielu stały się celem oraz miarą wartości indywidualnej naukowca. Nauki nie uprawia się już z pasji (czy choćby dla utrzymania rodziny), tylko dla punktów.



          > 2) system punktowy prowadzi do różnych patologii (teraz chyba mniej, ale w popr
          > zedniej wersji) np. publikowanie jak najwięcej nie ważna gdzie, rezygnowanie z
          > tematów badawczych ważnych dla polski, ale nie publikowanych w czasopismach z w
          > ysokim IF itd.

          tak

          > Wedle mojej wiedzy nie istnieje związek pomiędzy punktami, a awansem zawodowym.

          Związek jest luźny

          > Znaczy kluczowa dla awansu jest habilitacja i odczekanie w kolejce, oraz profe
          > sura belwederska. Oczywiście zarówno habilitacja jak i profesura są związane z
          > dorobkiem publikacyjnym, czyli punktami, ale nie ma bezpośredniego przełożenia.

          Tak, ale jest pośrednie. Mocno to zależy od dyscypliny i jej umiedzynarodowienia. Jezeli recenzenci publikują za granicą i są dumni ze swoich "punktow ministerialnych", to będą tego oczekiwać u habilitantów a zwłaszcza profesorantów.
          • behavior_science Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 12:55
            trzy.14 napisał:

            > piotrek-256 napisał:

            > > ...., rezygnowa
            > nie z
            > > tematów badawczych ważnych dla polski, ale nie publikowanych w czasopisma
            > ch z w
            > > ysokim IF itd.

            To jest ważne w naukach technicznych, nawiązując do nagłówka tego wątku i najnowszego wynalazku „szkół doktorskich”, nie zaprzeczę że w naukach humanistycznych, medycznych i paru innych obszarach mają sens.
            Jaki sens mają szkoły doktorskie w naukach technicznych z tematyką badawczą lokalnie mniemaną (często wynikającą z braku odniesienia do rzeczywistości lub z błędu w badaniach podstawowych) o których zastosowaniu w dostrzegalnym horyzoncie ani ucho nie słyszało ani oko nie widziało ?
            • dobrycy Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.08.20, 13:43
              behavior_science napisał:

              > Jaki sens mają szkoły doktorskie w naukach technicznych z tematyką badawczą lok
              > alnie mniemaną (często wynikającą z braku odniesienia do rzeczywistości lub z b
              > łędu w badaniach podstawowych) o których zastosowaniu w dostrzegalnym horyzonci
              > e ani ucho nie słyszało ani oko nie widziało ?

              Sens szkół doktorskich, moim zdaniem jest taki, że odklejają doktoranta od promotora. Wcześniej
              jak sie miało doktorantów, to o stabilność etatu aż tak się nie trzeba było martwić. Teraz jest inaczej.
              Dzięki czemu, zwierzchność ma dodatkowy kij pod ręką.
              • imai Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 12.08.20, 00:29
                Tak to u nas mniej więcej wygląda - doktoranci nie są przypisani do promotora. Aplikuje się na studia doktoranckie do konkretnego wydziału i szkoły (u mnie po prostu "the Graduate School"). Promotora znajduje się dopiero na miejscu. Ten system ma spory sens, bo przez pierwsze 2 lata doktoratu mamy generalnie zajęcia i mamy okazję poznać potencjalnych promotorów i znaleźć tego, który nam odpowiada. Promotora też da się potem zmienić w ramach jednostki, choć oczywiście nie jest to częste.
                • plociara Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 21.08.20, 21:42
                  panowie docenci próbują ci wytłumaczyć, że osiedlenie się w PL i "kariera akademicka" oznacza podróż w czasie i wylądowanie w świecie gomułkowskiego PRL - nepotyzm, brak znajomości języków obcych, włażenie w dupę panu dziekanowi, promowanie nieudaczników i wycinanie zdolnych itd itp. Nawet trzeciorzędna szkoła wyższa z US jest rajem w porównaniu do piekiełka polskiej nauki.
                  • cristiano2563 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 24.08.20, 18:15
                    A nie jest tak? Udowodnij to na przykładach. Oprócz kilku naprawdę dobrych naukowców w Polsce, których można wyliczyć na palcach dwóch (może trzech) rąk, jest dokładnie tak jak sarkastycznie opisujesz. Wskaż mi dobrego twoim zdaniem naukowca który zrobił karierę nie włażąc komuś do łózka lub nie robiąc wazeliny
                    • cristiano2563 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 24.08.20, 19:56
                      Prawie każdy polski naułkowiec powinien zdawać sobie sprawę ze polska habilitacja nic nie znaczy, że polska tytułomania ma się nijak do realnych osiągnięć itp. Może wtedy powrót do Polski dla naukowca z zagranicy oznaczyłby odrobinę większy skok cywilizacyjny, bo na razie to szorowanie po dnie
                      • dobrycy Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 24.08.20, 20:02
                        cristiano2563 napisał(a):

                        > Prawie każdy polski naułkowiec powinien zdawać sobie sprawę ze polska habilita
                        > cja nic nie znaczy, że polska tytułomania ma się nijak do realnych osiągnięć it
                        > p.
                        To zależy co to są realne osiągnięcia. Zdefiniujesz je? Polski naukowiec na polskiej uczelni
                        ma co najmniej jedno realne osiągnięcie - etat. Teraz zastanów się co jest łatwiej - wyjechać z PL i dostać
                        etat za granicą czy na odwrót. I to już ci pokaże co jest większym osiągnięciem. Ile znasz noblistów
                        z zagranicy którzy dostal etat w Polsce? Wielu z nich nawet nie ma habilitacji !

                        Może wtedy powrót do Polski dla naukowca z zagranicy oznaczyłby odrobinę wię
                        > kszy skok cywilizacyjny, bo na razie to szorowanie po dnie

                        Ależ skok cywilizacyjny jest ogromny - to jak podróż w czasie z epoki żelaza do epoki kamienia łupanego.
                        Aby przetrwać potrzebne są zupełnie inne umiejętności !

                        • cristiano2563 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 24.08.20, 20:13
                          -To zależy co to są realne osiągnięcia. Zdefiniujesz je? Polski naukowiec na polskiej uczelni
                          ma co najmniej jedno realne osiągnięcie - etat. Teraz zastanów się co jest łatwiej - wyjechać z PL i dostać
                          etat za granicą czy na odwrót.-

                          To zależy co jak i gdzie. Osobiście mam doświadczenie że o etat w Polsce nie jest wcale tak trudno jak czasem wygląda droga przez wszystkie instancje by dostać pracę na zachodzie. Pytanie po co? O ile nie jakieś ważkie powody rodzinne nie widzę powodu by dla nauki wracać do Polski.
                          • piotrek-256 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 25.08.20, 23:02
                            > To zależy co jak i gdzie. Osobiście mam doświadczenie że o etat w Polsce nie je
                            > st wcale tak trudno jak czasem wygląda droga przez wszystkie instancje by dosta
                            > ć pracę na zachodzie. Pytanie po co? O ile nie jakieś ważkie powody rodzinne ni
                            > e widzę powodu by dla nauki wracać do Polski.

                            Zależy czym się zajmujesz. Jakie masz opcje za granicą, jakie zespoły naukowe są dostępne w kraju. Zależy jak się odnajdujesz w innej kulturze i jak szybko budujesz siatkę nowych znajomych. Wreszcie zależy jak jesteś dobry i w związku z tym na jakie finansowanie możesz liczyć.

                            Bardzo dużo osób plujących na Polską naukę i wychwalających pod niebiosa naukę na zachodzie zapomina jak dyskutowaliśmy, samobójstwo prof. z Anglii bo nie dostał grantu, albo doniesienia o nauczycielach akademickich ze stanów, którzy żyją poniżej progu ubóstwa i bez dostępu do opieki zdrowotnej. Wielu z komentujących nie było świadkami rozmowy, w której prominentny profesor z Francji przyznawał, że w sumie jak przyznają pozycję CNRS to preferują Francuzów, nie słyszało historii o tym, że w Oxfordzie prowadzą preselekcję projektów granatowych, które popierają jako uczelnia żeby ich success rate nie spadł.

                            Czy fajnie się pracuje w Hiszpanii, gdzie przez kilka lat po kryzysie z 2008 uczelnie podobno praktycznie przestały zatrudniać. Czy nikt nie zna ludzi, którzy ewakuowali się z Włoch do Polski ze względu na nepotyzm i kolesiostwo?

                            Jak student idzie na doktorat, to myśli sobie, że nobla nosi w plecaku, że świat akademii to pęd ku wiedzy i światłe idee. Po kilku latach odkrywa, że to było wielkie kłamstwo. Nauczony doświadczeniem, zupełnie jednak nie kwestionuje mitu o raju na zachodzie. Ciekawa obserwacja społeczna :).
                            • cristiano2563 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 27.08.20, 09:35
                              Jezeli ktoś popełnia samobójstwo z powodu nie dostania grantu to no comments, ale to są inne przyczyny bardziej z gatunku psychiatrycznych. Nigdzie nie jest łatwo, wiem bo znajomy po kilku nieudanych próbach otrzymania grantu w Anglii zniechęcił się do tego stopnia że rozważa powrót do rodzinnego kraju demoludów. Włochy to osobna sprawa i każdy wie jak tam jest. Ale są cywilizowane kraje gdzie jest trudniej ale uczciwie i normalnie. Nie wiem jakie przesłanki kierują kimś kto do pracy naukowej jedzie np. do Hiszpanii czy Portugalii, może piękne plaże i dobry futbol, bo na pewno nie poziom nauki i finansowanie.
                        • sendivigius Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 25.08.20, 15:04
                          dobrycy napisał:

                          Teraz zastanów się co jest łat
                          > wiej - wyjechać z PL i dostać
                          > etat za granicą czy na odwrót. I to już ci pokaże co jest większym osiągnięciem

                          Jako czlowiek eksperymentu moge sie tylko zgodzic. Ten doswiadczalny wynik falsyfikuje wszelkie teoretyzowanie.
      • lola33366 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 11.11.20, 18:31
        Myślę też, że jeżeli już, to wolałbym wrócić do większego miasta, np. do Warszawy. Chociaż zdaję sobie sprawę, że koszty życia są większe. Słyszałem o programie Polskie Powroty i wydaje się atrakcyjny dla osoby tuż po doktoracie czy post-docu, jeżeli udałoby mi się spełnić wymagania (min. 3 publikacje)

        Naprawde w Stanach mozna sie ubiegac o assistance professor bez posiadania 3 publikacji? I kazac im do tego zatrudnic swojego malzonka?
        • imai Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 12.11.20, 00:58
          Tak, assistant professor to pierwszy z trzech szczebli po doktoracie. Więc z założenia, osoba która właśnie obroniła doktorat może nie mieć publikacji solo. Proces publikacji w najlepszych czasopismach trwa długo a u nas oczekuje się tylko takich publikacji, inne się nie liczą.

          Posiadanie publikacji oczywiście jest dobre, ale nie konieczne. Do oceniania potencjału naukowego służą listy rekomendacyjne, research sample i sama prezentacja gdy jest się zaproszonym na wizytę. Weź pod uwagę, że w naukach społecznych post-doci nie są (jeszcze) w Stanach popularne. Z ostatnich trzech osób które zatrudniliśmy na naszym wydziale - a jest on w top 10 na świecie w naszej dziedzinie - tylko jedna miała publikację (jedną) w momencie dostania oferty zatrudnienia. Napisanie dobrego artykułu, szczególnie na początku kariery, trwa. Jego publikacja też może potrwać, bo przejście przez cały proces peer review, często w kilku czasopismach zanim się uda, może potrwać.

          Zatrudnienie małżonka to dużo bardziej skomplikowaną sprawa i w żadnym stopniu nie jest regułą. Ale z zasady, u nas panuje konkurencja - również w zatrudnianiu tych najlepszych, najwybitniejszych kandydatów. Czasem taką osobę chce więcej niż jedna uczelnia i wtedy można stawiać więcej warunków. U nas na wydziale na 40 kilka osób mamy bodajże dwie które były spousal hires. To jest powszechniejsze przy okazji tzw. senior hires, czyli zatrudniania kogoś na poziomie associate/full professor.
            • imai Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 16.11.20, 20:45
              Nie jednocześnie. Słowo klucz: "zanim się uda". Topowe czasopisma w mojej dziedzinie akceptują obecnie około 10% wysłanych artykułów do publikacji. Więc za pierwszym, drugim, nawet trzecim razem może się nie udać i nie koniecznie wynika to ze złej jakości artykułu. Przejście przez choćby pierwszą rundę peer review w jednym czasopiśmie trwa na ogół kilka miesięcy. Pomnóż to przez liczbę czasopism zanim artykuł zostanie zaakceptowany. Można oczywiście wysłać do gorszego czasopisma gdzie konkurencja jest mniejsza i tym samym przyspieszyć cały proces.
    • pisiarz Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 08.10.20, 18:24
      Mój kolega, po doktoracie i post-doku za granicą, postanowił wrócić robić naukę do ojczyzny.
      znalazł sobie jakiś program z FNP czy tam NCN, już nie pamiętam, jakiś homing czy inne powroty, przygotował wniosek, złożył dokumenty do podpisu na uczelni, na którą chciał powrócić (a tak się złożyło, że była to moja uczelnia) i... I pani sekretarka w biurze rektora zapomniała dać prorektorowi do podpisu jego dokumentów, przez co nie dotrzymał terminu konkursu i się skończyło powracanie.
      Moja koleżanka, po ukończeniu doktoratu bardzo chciała zatrudnić się na uczelni, na której robiła doktorat. Aby sobie zwiększyć szansę, wystpiła o NCBiRowskiego Lidera, realizacja na tejże uczelni. Lidera dostała, doktorat obroniła, po czym otrzymała od uczelni zamaszystego kopa w dupę - nie dość, że nikt nawet jej nie zaproponował pracy (czyli - nie rozpisał konkursu, który mogłaby wygrać), to jeszcze zabrali jej klucz od pokoju i chłodno pożegnali. Na uczelni niemieckiej, gdzie z konieczności się przeniosła, bardzo się nie mogli nadziwić, ze jak to - jest kierownikiem grantu na uczelni, na której to uczelni jest jednocześnie poniekąd personą non grata. A to Polska nauka właśnie.
      Zastanów się, czy chcesz tu wracać. My, tutejsi, nauczyliśmy się już lawirować pomiedzy lokalnymi absurdami, ale Ty, wychowany w normalnym środowisku, możesz konfrontacji z naszymi realiami nie przeżyć.
      • bumcykcyk2 Re: Powrót do Polski z USA po doktoracie? 04.11.20, 23:55
        pisiarz napisał:

        > złożył dokumenty do podpisu na uczelni, n
        > a którą chciał powrócić (a tak się złożyło, że była to moja uczelnia) i... I pa
        > ni sekretarka w biurze rektora zapomniała dać prorektorowi do podpisu jego doku
        > mentów, przez co nie dotrzymał terminu konkursu i się skończyło powracanie.

        Jakże typowa opowieść.... Pani Zosia z rektoratu jest nieśmiertelna...

        > Moja koleżanka, po ukończeniu doktoratu bardzo chciała zatrudnić się na uczeln
        > i, na której robiła doktorat. Aby sobie zwiększyć szansę, wystpiła o NCBiRowski
        > ego Lidera, realizacja na tejże uczelni. Lidera dostała, doktorat obroniła, po
        > czym otrzymała od uczelni zamaszystego kopa w dupę - nie dość, że nikt nawet je
        > j nie zaproponował pracy (czyli - nie rozpisał konkursu, który mogłaby wygrać),
        > to jeszcze zabrali jej klucz od pokoju i chłodno pożegnali.

        Ekhem, ja po doktoracie dostałem niezwykle prestiżowe stypendium od rządu pewnego alpejskiego kraju. Gdy dumny jak paw wkroczyłem do gabinetu wydziałowej władzy , pani dzierżąca w nim stery z miną srającego kota oznajmiła mi, że mogę sobie jechać "prywatnie". W pierwszej chwili dosłownie zbaraniałem , mając spory problem w zrozumieniu o co jej w ogóle chodzi. Zamaszysty kop w dupę dla osób nadmiernie rokujących to nasza narodowa specjalność.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka