Dodaj do ulubionych

Polityka naukowa państwa

28.12.20, 01:32
www.gov.pl/web/nauka/projekt-polityki-naukowej-panstwa
i pdf tam zalinkowany.

Nie czytałem całości.
Dokument ma pewne zalety (najważniejsza: w ogóle jest) i wady (pisał go chyba akademicki humanista); opis poszczególnych priorytetów jest nierówny; opis priorytetu I zajmuje aż 9 stron i sprawia wrażenie, jak by pisał go ktoś od Gowina, czyli że "polityka naukowa" państwa to kwestia głównie sektora akademickiego. Niby logiczne, ale niespójne z wypunktowanymi na samym początku głównymi wyzwaniami

- Rozwój sektora B+R i komercjalizacja badań
- Synergia działań badawczych i edukacyjnych w UE

Z tymi punktami się zgadzam, ale PNP, po ich wyrożnieniu, zajmuje się sektorem akademickim! To jakiś koszmar

Przypomina mi to strategię rozwoju województwa, z którego bierze się Sendi, z lat młodej Kudryckiej. Gdzieś tam wtedy robiłem za eksperta i się zaznajomiłem. Piękny dokument. Zupełnie odjechany w stosunku do rzeczywistości, w której przyszło mi być ekspertem. Dokument pełen był nowoczesnych technolgii a proza życia to zakup niemieckiej maszyny i zdziwienie, że ktoś się dziwi, że o pieniądze z programu wspierania R&D występuje firma bez działu B-R. .

Program wygląda też jak zbiór pomysłów pomysłowych Dobromirów, którzy akurat mieli jakąś wizję przy koniaczku. Być może rozwój informatyki jest kluczowy, ale nie dla kraju o potencjale Polski. Za to zawężenie rozwoju kompetencji cyfrowych do kilku wymienionych explicite obszarów uważam za skandal i krótkowzroczność, obnażającą niewielką sensowność centralnego sterowania.

Zdania typu "Tytuł i stopnie naukowe powinny odzwierciedlać rzeczywiste osiągnięcia
naukowe badaczy, niezależnie od ich wieku i miejsca zatrudnienia. " jako żywo przypominają hasła z agitki wyborczej dowolnej Partii.

Wszyscy się znają na informatyce. Dokument pisze o niej m.in. tak:

Poszerzenie i zróżnicowanie oferty kształcenia informatyków. Ogólny kierunek
„informatyka” zupełnie nie odzwierciedla potrzeb rynku. Konieczne są
specjalistyczne studia II stopnia dla programistów, architektów oprogramowania,
administratorów systemów, analityków danych, pentesterów, bioinformatyków itd.
Konieczne jest też kształcenie kompetencji cyfrowych potrzebnych do rozwoju
różnych dyscyplin naukowych;


Chciałbym wiedzieć, co autor maił na mysli pisząc, że kierunek ogólny "informatyka" zupełnie nie odzwierciedla potrzeb rynku. Nie wiem, dlaczego ze zróżnicowaniem kształcenia informatyków trzeba czekać aż do studiów 2. stopnia. Podejrzewam, że myślenie informatyków licencjonowanych jest zbyt wąskie, by tę ich licencję rozciągnąć też na obszar edukacji.

Generalnie: to jest zbiór pobożnych życzeń. Jego realizacja jest równie prawdopodobna, jak realizacja tamtej strategii rozwoju województwa czy rychła budowa miliona samochodów elektrycznych.
Obserwuj wątek
    • sendivigius Re: Polityka naukowa państwa 28.12.20, 13:46
      trzy.14 napisał:

      > Generalnie: to jest zbiór pobożnych życzeń.

      Bezboznych raczej. Patrzac na takie dokumenty zawsze nawiedzaja mnie trzy wnioski

      1. Komputery albo raczej edytory tekstu przyniosly wiecej problemow niz rozwiazaly. Latwosc produkcji dlugich tekstow spowodowala zalew grafomanii i pierdu-pierdu.

      2. Wszystko co tam jest napisane wymysliby Kubus Puchatek, albo kazdy kto byl w przedszkolu.

      3. Głębia mysli i sposob ich formulowania przypomina nieświetej pamieci Studium Wojskowe i uzywane tam podreczniki. Np. pisalo tak: "jakie sa cechy samolotu bojowego" -" ma latac szybko, wysoko i nie dac sie zestrzelic". Ponizej pulkownika by pewnie nikt nie wymyslil

      I jeszcze pro domo sua:

      > Zdania typu "Tytuł i stopnie naukowe powinny odzwierciedlać rzeczywiste osiągni
      > ęcia naukowe badaczy, niezależnie od ich wieku i miejsca zatrudnienia.

      O k.....

      Wlasciwie takie zdanie mozna wziac za podrecznikowy przyklad administracyjnego bełkotu.

      Bowiem:

      1. NIe odnosi sie do faktu czy tytuly takie jakie sa, w ogole sa potrzebne. Ani jakie sa tego konsekwencje.

      2. Czy tytul naukowy powienien byc za osiagniecia naukowe? To wcale nie jest takie oczywiste. Przy braku innych tytulow, rola substytucyjna tytulow naukowych jest widoczna.

      3. Co to sa osiagniecia "naukowe". Gdy w fizyce jest to mniej wiecej jasne w historii juz nie calkiem. A w architekturze? Malarstwie? Filozofii? Niedawno ogloszone "doktoraty wdrozeniowe" - czym sa?

      4. Jakie osiagniecie jest "rzeczywiste" a jakie "urojone". Punkty, kudryki, IFy, a moze sława konferencyjna. Jak to liczyc? Circulus in demonstrando.

      5. Kto ma o tym decydowac? - pominieto. A niestety "tylko małpa rozumie co mówi małpa" - jak glosi afrykanskie przyslowie.

      6. To stopnie naukowe zaleza od wieku? Hm... A miejsca? "Inzynier pola walki" juz był, wiec moze bedzie "profesor obiegu spinaczy" w Ministerstwie Rozwoju.

      Mnie tego typu debaty i programy przypominaja dyskusje na temat typu - czym jest inteligencja. Ja jestem zawsze zwolennikiem podejscia pozytywistycznego - inteligencja to wynik testu na inteligencje. I aczkolwiek testy na inteligencje sa, to testow na "prawdziwe osiagniecia naukowe" nie ma. Dotyczasowe proby stworzenia zawiodly, a przynajmniej nie sa powszechnie akceptowane. Koniec dyskusji.







      • pan.toranaga Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 13:40
        > Co to sa osiagniecia "naukowe". Gdy w fizyce jest to mniej wiecej jasne w historii juz nie calkiem.
        I w fizyce i w historii osiągnięcie "naukowym" jest to co koledzy uważają za osiągnięcie "naukowe". Podobnie w filozofii. Akademicka architektura to w sumie metodologicznie z grubsza to co historia sztuki, tylko ograniczona od architektury współczesnej + jakaś socjologia zamieszkiwania.
        Malarstwo (czy w ogóle twórczość) to rzeczywiście inna historia.
        Proszę mnie oświecić, czym miał się różnić doktorat wdrożeniowy od doktoratu z nauk technicznych.
        • piotrek786 Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 14:30
          do tego trzeba dodać pytanie kto tak naprawdę te osiągnięcia uzyskał? Bo np. w zagadnieniach inżynierskich poziom świadomości i techniczne przygotowanie do realizacji zadania polega najczęściej na określeniu "wyzwań" na poziomie abstrakcyjnym porównywalnym do przyjęcia założenia, że poleci się w kosmos i narysowania bohomazu przypominającego rakietę .Reszta to już rola wykonawcy. Zagadnienie techniczne określone w grantach na tzw. "innowacyjną instalację" od założeń, poprzez projekt, realizację, sposób pomiaru, sposób analizy wyników, optymalizację urządzenia aż do oddania do użytku - tego nie robią naukowcy. Więc pytam się - gdzie jest ten udział w osiągnięciu? poza tromtadracją i możliwością, z udziałem polibudy itp pozyskania granta.
            • sendivigius Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 15:04
              pan.toranaga napisał:

              > Trochę się pogubiłem. Na czym polega w takim razie wielkość Profesora Politechn
              > ika, Członka Rzeczywistego PAN. Co ma taki jeden z drugim osiągnąć? Pytam zupeł
              > nie serio, to nie ironia, ni podpucha.

              Na czym w PL to nie wiadomo. W krajach zdominowanych przez "miernoty bez habilitacji" uwaza sie ze nauki politechniczne to sa tez nauki podstawowe ale ograniczone do zagadnien co sie moga przydac, podczas gdy nauki "podstawowo podstawowe" pozwalaja na bujanie w oblokach i ignorowanie pytan - a po co to komu.

              Tymczasem w PL nauki politechniczne sa opracowaniami inzynierskimi ktore normalnie robia dzialy R&D w firmach, albo nawet zwyczajne dzialy projektowe. To jest, albo raczej bywa, tworcze lub pozyteczne ale to nie jest nauka. To daje caly szereg szkodliwych efektow ubocznych. Jednym z nich jest zdeprecjonowanie pracy R&D, bo nie robi tego "profesor" a "profesor" by zrobil lepiej a na pewno dawal lepsza dupokrytke jak cos jednak nie pojdzie, no i bez "profesora" zaden projekt sie nie przebije. Kolejnym jest otluszczenie politechnik ktore nie musza sie wysilac na konkurencje z naukowym swiatem ale wystarcza, takze finansowo, ze porobia standardowe opracowania na dobrze zbadane tematy.

              Na przyklad, kiedys w moim polskim miescie miala sie zawalic estakada, wiec oczywiscie naukowcy z politechniki przyjechali oceniac jej stan. To swietny przyklad na to czym sie zajmuja politechniki ale czym sie zajmowac nie powinny bo to jakkolwiek sie nazywajacy urzad drogowy powinien miec ludzi i doswiadczenie w tego typu sprawach ale "naukowcy" ich wypchneli z roboty. Na marginesie to szczerze watpie czy ci "naukowcy" w zyciu widzieli wiecej niz tę jedna estakade.
              • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 18:24
                sendivigius napisał:
                > Na marginesie to szczerze watpie czy ci "naukowcy" w zyciu widzieli wiecej niz tę jedna estakade.

                Widzieć może i widzieli, ale jestem prawie pewien, że ani jednej nie zaprojektowali. A nie zdziwiłbym się, gdyby ani jeden z nich nie miał nawet uprawnień budowlanych.

                Sam kiedyś rozmawiałem z jednym znajomym, dość uznanym profesorem budownictwa, który sam uprawnień nie miał, a tego typu ekspertyzy opracowywał. Jak temat zszedł na to, dlaczego ich sobie w takim razie nie zrobi (wtyki w samorządzie zawodowym wiem, że ma) stwierdził, że w sumie po co? Bez nich zlecenia i tak dostaje (a mówimy tu o kwotach lekko po kilkadziesiąt tysięcy złotych za ekspertyzę, z czego uczelnia bierze chyba 30%), a po co mu personalna odpowiedzialność za to co napisze w ekspertyzie, która wiąże się z uprawnieniami.
                • piotrek786 Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 18:49
                  W Polsce uprawnienia można uzyskać tylko po kilku wybranych kierunkach studiów. Z kolei obecna inżynieria jest tak rozbudowana, że po tych kierunkach, po których można uzyskać uprawnienia nie ma się wiedzy umożliwiającej zrealizowanie każdego projektu w branży. Przykład - Inżynieria reaktorów chemicznych (bez uprawnień) i projekty instalacji chemicznych w branży instalacyjnej, które bardzo często są firmowane przez osoby z odpowiednimi uprawnieniami - po inżynierii środowiska za to bez wiedzy pod czym się podpisują :D. Podobnie jest np z reaktorami czy instalacjami lub liniami technologicznymi w hutnictwie. Swoją drogą najlepszy znany mi projektant (po budowie maszyn) nie ma uprawnień a projektuje instalacje wielkości koksowni czy kotłowni a i swego czasu projektował elementy wahadłowca :D (tak, mimo żelaznej kurtyny).
                  • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 19:04
                    Samych uprawnień nobilitować nie chcę, bo w wielu wypadkach również mają je osoby, które kwalifikacji do ich uzyskania realnie nie miały.
                    Mąż mojej koleżanki, z wykształcenia inżynier budownictwa, ma konstrukcyjno-budowlane do wykonawstwa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jest typowo biurowym kosztorysantem niemającym nic wspólnego z budową, ale że w dużej firmie, to się znalazł ktoś kto mu "praktykę" podpisał.

                    Generalnie uprawnienia teoretycznie są pewnym formalnym "potwierdzeniem" kwalifikacji. Z tym, że wielu uczonków używa tytułów jako protezy zastępczej, żeby wyglądać na wykwalifikowanych przed płacącymi za ekspertyzy (często administracją publiczną).
                    • pan.toranaga Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 19:10
                      No to mamy "dyskrepancję" opinii. Sendi uważa (oczywiście exageruję), że prof. budowy mostów ma się zajmować ogólną teorią względności w kontekście budowy mostów, Dystansownik i Piotrek, że raczej budową mostów par excellence.
                      Kiedy byłem młody to wydawało mi się, że prof. medycyny nie ma się zajmować robieniem lewatyw, tylko pracą w laboratorium. Moi koledzy z medycyny szybko mi wyjaśnili, że właśnie to drugie, bo uczy ludzi, którzy po skończeniu studiów mają sami robić lewatywy. Oni muszą nauczyć sztuki od kogoś, kto sztukę leczenia sam opanował do perfekcji.
                      • piotrek786 Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 19:38
                        ależ to jest bardzo względne i zależne od dziedziny. Na pewno wszyscy się zgodzimy, że "Prof od mostów" powinien się przede wszystkim tą dziedziną zajmować. Problem w tym, co tutaj nie raz już pisałem, że są tacy co to się nie zajmują wcale. Dotykamy zresztą tak naprawdę góry lodowej stanów, podejść, mentalności, historii zawodowych i naukowej parakseologii :). Moim zdaniem - bardzo upraszczając - to obecne wymagania stawiane przed naukowcami, którzy stają się profesorami właśnie powodują, że często nie są w stanie "Zajmować się".

                        W czasach studiów mając jeszcze do czynienia z pojęciem "szkoły naukowej" wiecznie słyszałem o takich profesorach , co to po wojnie zakłady projektowali , zakłady uruchamiali. Z częścią z nich miałem zajęcia. Już starsi , z poukładaną w głowie wiedzą i naprawde dobrym podejściem , jako dydaktycy.

                        Kiedyś miałem przyjemność być jednym z technologów i projektantów dziwnej fabryki chemicznej, w pewnym bardzo głośnym strategicznym projekcie. Potem miałem konieczność prowadzić realizację tej instalacji a na końcu nie potrafiłem odmówić, kiedy kazano mi prowadzić eksperyment (młody/głupi). I kilku z "moich" ówczesnych pracowników, którzy tam przychodzili na zmianach realizować eksperyment to są obecni profesorzy. Często bardzo wiele publikujący. W kilku przypadkach naprawdę nie nadawali się do niczego innego, jak bierne zapisywanie wyników. To się obecnie dzieje z kadrami naukowymi. Po prostu publish or perish de facto stworzył z nich naukowe zombies :). (Jeżeli któryś z nich to czyta - wybaczcie ;))


                        • sendivigius Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 20:32
                          piotrek786 napisał(a):

                          > ależ to jest bardzo względne i zależne od dziedziny. Na pewno wszyscy się zgodz
                          > imy, że "Prof od mostów" powinien się przede wszystkim tą dziedziną zajmować.

                          Troche niewyczerpujaco sie wyrazilem. Otoz "prof od mostow" musi oczywiscie byc praktykiem ale wlasnie po to jest profesorem aby na praktyce nie konczyl, ale zajmowal sie tez "ogolna teoria budowy mostow", bo jest (=powinien byc) czym znacznie wiecej niz zwykly projektant. Jest projektantem projektantow. Wiec nie powinno tak byc ze zabiera "zwyklemu inzynierowi" chleb klepiac zwykle projekty bo jego chleb to nauczanie innych i dodatkowo prace koncepcyjne. W PL wystarczy jak umie budowac mosty. Dobre i to mozna powiedziec bo to jak wiadomo wcale niekonieczne. I tak godzimy sie na miernote nauki.
                          • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 31.12.20, 09:41
                            sendivigius napisał:
                            > Troche niewyczerpujaco sie wyrazilem. Otoz "prof od mostow" musi oczywiscie byc
                            > praktykiem ale wlasnie po to jest profesorem aby na praktyce nie konczyl, ale
                            > zajmowal sie tez "ogolna teoria budowy mostow", bo jest (=powinien byc) czym zn
                            > acznie wiecej niz zwykly projektant. Jest projektantem projektantow. Wiec nie p
                            > owinno tak byc ze zabiera "zwyklemu inzynierowi" chleb klepiac zwykle projekty
                            > bo jego chleb to nauczanie innych i dodatkowo prace koncepcyjne. W PL wystarczy
                            > jak umie budowac mosty. Dobre i to mozna powiedziec bo to jak wiadomo wcale ni
                            > ekonieczne. I tak godzimy sie na miernote nauki.

                            Problem z myśleniem koncepcyjnym, bez klepania zwykłych projektów, jest taki, że wiele aspektów praktycznych można pominąć, bo po prostu nie ma się wiedzy o ich istnieniu. Naukowiec od mostów powinien oczywiście mieć szersze horyzonty myślowe od zwykłych projektantów, ale też powinien częściowo iść ich ścieżką, żeby nie oderwać się za bardzo od rzeczywistości.

                            Ciekawy dyskurs w tematyce inżynierowie kontra naukowcy można znaleźć w książce "The Essential Engineer: Why Science Alone Will Not Solve Our Global Problems", gdzie podkreślana jest rola zarówno inżynierów, jak u naukowców, pomimo tego, że obecnie nobilituje się tych drugich. Też można znaleźć tam ciekawy opis jak kształtował się rozwój sektora R&D, z jego finansowaniem i priorytetami włącznie, w Stanach Zjednoczonych.
                        • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 31.12.20, 09:29
                          piotrek786 napisał(a):
                          > I kilku z "moich" ówczes
                          > nych pracowników, którzy tam przychodzili na zmianach realizować eksperyment to
                          > są obecni profesorzy. Często bardzo wiele publikujący. W kilku przypadkach nap
                          > rawdę nie nadawali się do niczego innego, jak bierne zapisywanie wyników. To si
                          > ę obecnie dzieje z kadrami naukowymi. Po prostu publish or perish de facto stwo
                          > rzył z nich naukowe zombies :). (Jeżeli któryś z nich to czyta - wybaczcie ;))

                          Tu chodzimy na inny problem systemu. Nie można być ekspertem od wszystkiego. Zwykle jak jesteś ekspertem (nawet naukowym) od czegoś rzeczywiście praktycznego, to masz ograniczone możliwości publikowania o tym. W wielu dziedzinach nie wyjdziesz ponad 70 gowinków z artykułami o wartości praktycznej. Jednocześnie twoja instytucja wymusza publikowanie za min. 100 gowinków, a najlepiej to 140 lub 200. Tylko, że w journalach za tyle punktów często idą same badania podstawowe. Już nie opiszesz case study o tym co spowodowało uszkodzenie wiaduktu, ale chętnie przyjmą wyniki oparte (tu strzelam) na badaniach laboratoryjnych betonu z jakimiś dziwnymi dodatkami, których dodanie do betonu nigdy by nikomu nie przyszło do głowy w praktyce. Na uczelni to kolejna wariacja wymuszonej "nowości" dla celów publikacyjnych.

                          Taki system docelowo prowadzi do tego, że na uczelni zostają i będą zostawali ludzie bez praktycznej wiedzy, zafiksowani na naprawdę abstrakcyjnych problemach. Już teraz na uczelniach (przynajmniej technicznych) nie ma zbyt wielu praktyków, którzy mogliby uczyć inżynierów naprawdę praktycznych rzeczy. Bo kto tam zostanie? Pójdziesz do komercji to nie dość, że na start dostaniesz 2-3x wyższą pensję, więcej praktyki, to w większości firm w tej chwili nie musisz wpasować się w układy feudalne, bo masz normalne warunki pracy. Na uczelni możesz przez 20 lat być czyimś podnóżkiem licząc tylko na to, że jak on "zejdzie" (przynajmniej ze stołka) to tobie uda się wskoczyć na jego miejsce i wtedy sam będziesz się cieszył z posiadania własnych podnóżków.
                          • piotrek786 Re: Polityka naukowa państwa 31.12.20, 11:36
                            ten problem też dotyczy faktu, że osoby robiące "karierę " akademicką często są jednostkami, które potrafią się tak ustawić życiowo, żeby nie gmatwać się w "niepotrzebną" robotę badawczą czy analityczną. Za to swój czas poświęca tylko na to, co bezpośrednio wiąże się ze zdobywaniem gowinków. W efekcie wychodzi ta negatywna selekcja. A już jako profesor nie pamięta, że tego nie robił tylko opowiada, ze jest ponad tym bo on to panie za swoich czasów to hohoho ne take rzeczy panie :D...
                            • trzy.14 Re: Polityka naukowa państwa 01.01.21, 23:53
                              piotrek786 napisał(a):

                              > ten problem też dotyczy faktu, że (...) swój czas poświęca tylko na
                              > to, co bezpośrednio wiąże się ze zdobywaniem gowinków. W efekcie wychodzi ta n
                              > egatywna selekcja. A już jako profesor nie pamięta, że tego nie robił tylko opo
                              > wiada, ze jest ponad tym bo on to panie za swoich czasów to hohoho ne take rzec
                              > zy panie :D...

                              Problem leży gdzie indziej. "doskonałość naukowa" wymaga poświęcenia życia publikowaniu publikacji "za 140-200 gowinków", i gdzieś tak po co najmniej 10 latach pracy i przy 5% talentu można zacząć w tym sporcie osiągać sukcesy. Żeby zostać "praktykiem", trzeba dokładnie tego samego: 10 lat ciężkiej pracy i 5% talentu. Jak połączyć jedno z drugim - nie mam pojęcia. 1-2 dni w firmie, 4-3 dni na uczelni to nie jest opcja dla 100% pracowników polskich uczelni, chociaż chyba własnie tak pracują np. uczelnie medyczne. Takie rozwiązanie byłoby doskonałym rozwiązaniem dla dobra studentów i tych, którzy ich kiedyś zatrudnią, ale byłoby wyrokiem dla ambicji gowinowców, by polska nauka rosła w siłę mierzoną gowinkami, a statystki ministerialne żyły dostatniej.
                              • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 02.01.21, 10:54
                                trzy.14 napisał:
                                > Problem leży gdzie indziej. "doskonałość naukowa" wymaga poświęcenia życia publ
                                > ikowaniu publikacji "za 140-200 gowinków", i gdzieś tak po co najmniej 10 latac
                                > h pracy i przy 5% talentu można zacząć w tym sporcie osiągać sukcesy. Żeby zos
                                > tać "praktykiem", trzeba dokładnie tego samego: 10 lat ciężkiej pracy i 5% tale
                                > ntu. Jak połączyć jedno z drugim - nie mam pojęcia. 1-2 dni w firmie, 4-3 dni n
                                > a uczelni to nie jest opcja dla 100% pracowników polskich uczelni, chociaż chyb
                                > a własnie tak pracują np. uczelnie medyczne. Takie rozwiązanie byłoby doskonał
                                > ym rozwiązaniem dla dobra studentów i tych, którzy ich kiedyś zatrudnią, ale by
                                > łoby wyrokiem dla ambicji gowinowców, by polska nauka rosła w siłę mierzoną gow
                                > inkami, a statystki ministerialne żyły dostatniej.

                                Dodaj do tego 2-3 dni dydaktyki i już mamy nawet 9-cio dniowy tydzień. Gdyby jeszcze tak było, że można łączyć tylko naukę i praktykę to byłoby nieźle. Teoretycznie to powinny robić instytuty badawcze, ale te już realnie się dobija, bo poza wybranymi PIBami prawdopodobnie wszystkie prędzej czy później wylądują albo w PANie (czysta nauka) albo w SB Łukasiewicz (niby praktyka, a realnie umieralnia dla instytutów).

                                Jeszcze jakby stawiać na naukę czysto wdrożeniową, bez walki i gowinki, to jest to do osiągnięcia. Da się osiągnąć efekt pewnej synergii pracy praktycznej z pracą naukową ukierunkowaną na zadania aplikacyjne. Praktyka daje stronie naukowej problemy do rozwiązania i dane ze "świata rzeczywistego", a strona naukowa próbuje te problemy zrozumieć i rozwiązywać. Tą drogą da się osiągnąć lepsze efekty niż będąc "czystym" naukowcem lub "czystym" praktykiem.
                                Niestety, system obecnych gowinków stoi tu na przeszkodzie, bo tą synergię właśnie uniemożliwia. O ile naukę zorientowaną wdrożeniowo da się połączyć z praktyką, to już badań podstawowych nie.

                                Kiedyś wdrożeniowy naukowiec pisał rekomendacje/poradniki dla praktyków, gdzie realny "impact" to często było stosowanie takich zaleceń przez większość inżynierów. Dziś "czysty" naukowiec pisze journal papery dla bardzo wąskiej grupy innych "czyścioszków" z tej samej specjalizacji.
                                • behavior_science Re: Polityka naukowa państwa 02.01.21, 11:20
                                  dystansownik napisał:

                                  > Kiedyś wdrożeniowy naukowiec pisał rekomendacje/poradniki dla praktyków, gdzie
                                  > realny "impact" to często było stosowanie takich zaleceń przez większość inżyni
                                  > erów. Dziś "czysty" naukowiec pisze journal papery dla bardzo wąskiej grupy inn
                                  > ych "czyścioszków" z tej samej specjalizacji.

                                  To co było kiedyś jest nieaktualne od co najmniej kilku dekad.
                                  Słusznym jest rozważanie wielu wariatów, lepsze efekty daje rozważanie możliwych wariantów.
                                  Pytanie podstawowe, gdzie wdrażać (poza medycyną) np. IT ? Warto by wysunąć głowę poza łupinkę orzecha. Kto zapłaci za patenty (to tylko kłopot) ? Spoglądając a na problem od strony korporacji, jeśli jakieś rozwiązanie teoretyczne rokuje nadzieję na przydatność prościej i taniej zorganizować grant np.: europejski R&D we współpracy z uczelnią , zlecić producentowi gowinków zamieszanie wokół tematu i ogłosić światu że korporacja posiada patent.
                                  • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 02.01.21, 20:23
                                    Ale też nie możemy zapomnieć o perspektywie młodego człowieka dopiero wybierającego swoją drogę zawodową. Jak jest ogarnięty, prędzej pójdzie do tego korpo generować pieniądze niż na uczelnie generować gowinki.
                                    Jak coś wartego zbadania dobrze rokuje, to korpo prędzej założy swój dział R&D (już nawet firmy z polskim kapitałem to robią) i tam zbada sobie co potrzebuje. Uczelnie weźmie do współpracy na zlecenie, żeby skorzystać z ich sprzętu lub na słupa, żeby się dofinansować właśnie z grantów.
                                    Zresztą z obecnymi uwarunkowaniami podatkowymi dla firm działających w R&D, aż głupotą byłoby nie robienie badań. Ja przewiduje, że po ponad dekadzie zapaści w nauce przyjdzie kolejna dekada albo dwie dalszej degradacji, gdy młodych, pewnie zaraz po doktoracie, będą wsysały właśnie działy R&D, kusząc lepszymi płacami, stabilniejszą pracą i mniej feudalnym systemem pracy.
                                    • behavior_science Re: Polityka naukowa państwa 03.01.21, 10:34
                                      dystansownik napisał:

                                      > Ale też nie możemy zapomnieć o perspektywie młodego człowieka dopiero wybierają
                                      > cego swoją drogę zawodową. Jak jest ogarnięty, prędzej pójdzie do tego korpo ge
                                      > nerować pieniądze niż na uczelnie generować gowinki.

                                      Założyć można wszystko, w czasach przed kopernikowskich zakładano że ziemia jest plaska i ludzie z tym przekonaniem żyli, lepiej lub gorzej. Zakładasz że państwo w epoce korporacji, lobbingu zależności gospodarczych ma dominujący wpływ na gospodarkę, to raczej założenia życzeniowe, podobnie z nauką ( w poprzedniej dekadzie tzw. państwo wyłożyło znaczące środki w relacji do budżetu na naukę, badania i co ?).

                                      Najlepszą perspektywą dla młodego człowieka wybierającego swoją drogę zawodową to dobry background wiedzy podstawowej, który otworzy szerokie horyzonty na zdobywanie specjalizacji.
                                      Obecne uczelnie są tego zaprzeczeniem z wielu powodów, główny to brak wiedzy, ważnym powodem jest jeszcze do tej pory wpływ starej znanej szkoły.

                                      • sendivigius Re: Polityka naukowa państwa 03.01.21, 11:16
                                        behavior_science napisał:


                                        > Obecne uczelnie są tego zaprzeczeniem z wielu powodów, główny to brak wiedzy, w
                                        > ażnym powodem jest jeszcze do tej pory wpływ starej znanej szkoły.

                                        To echo 68 roku: "wywalic tych staruchow". Od tego czasu minely 3 pokolenia. Bylo kilka akcji wywalania staruchow i co? Kolejna? Bedac nie tak dawno (jedynie towarzysko) na polskim uniwersytecie z niedowierzaniem patrzylem na mlodych ludzi ktorzy sa kalkami tych starych. Gadzety sie zmienily, jest pelno aparatury i komputerow, dwie osoby siedzac w biurkach naprzeciwko umawiaja sie przez siec na spotkanie - ale szkielet zachowan i postaw sie nie zmienil. Czyli dluzej klasztora niz przeora.

                                        Tu potrzebne sa zmiany systemowe. Pod kazdym wzgledem, od polityki kadrowej, kodeksu pracy, pojecia autonomii, sposobu wykonywania samorzadnosci, odpowiedzialnosci za proces ksztalcenia etc. Konformizm jest olbrzymia sila, w chwilach zagrozenia ludzie uciekaja do znanych schematow nawet gdy w chwilach pomyslnosci sa gotowi je kwestionowac. Nie da sie wiec dokonac zmiany wymachujac kijem, nawet gdy jest to ministerialny kij, juz wielu ministrow poleglo a inni nawet nie probowali.
                                        • behavior_science Re: Polityka naukowa państwa 03.01.21, 11:35
                                          sendivigius napisał:

                                          > Tu potrzebne sa zmiany systemowe. Pod kazdym wzgledem, od polityki kadrowej, ko
                                          > deksu pracy, pojecia autonomii, sposobu wykonywania samorzadnosci, odpowiedzial
                                          > nosci za proces ksztalcenia etc. Konformizm jest olbrzymia sila, w chwilach zag
                                          > rozenia ludzie uciekaja do znanych schematow nawet gdy w chwilach pomyslnosci s
                                          > a gotowi je kwestionowac. Nie da sie wiec dokonac zmiany wymachujac kijem, nawe
                                          > t gdy jest to ministerialny kij, juz wielu ministrow poleglo a inni nawet nie p
                                          > robowali.

                                          Najlepszym nauczycielem jest historia.
                                          W dwudziestoleciu międzywojennym, polska nauka i gospodarka zaczynała od zera i dogoniła zachód.
                                          W dwudziestoleciu powojennym, polska nauka i gospodarka zaczynała od zera i dogoniła zachód.
                                          W czterdziestoleciu postkomunistycznym, polska nauka i gospodarka zaczynała od poziomu zbliżonego do zachodu i zdegradowała się do poziomu republiki bananowej.
                                          • dobrycy Re: Polityka naukowa państwa 03.01.21, 15:59
                                            behavior_science napisał:


                                            > Najlepszym nauczycielem jest historia.
                                            > W dwudziestoleciu międzywojennym, polska nauka i gospodarka zaczynała od zera i
                                            > dogoniła zachód.

                                            Bo rządzący wiedzieli, że sprawne i autonomiczne państwo, potrzebuje
                                            naukowców i nauczycieli. Przypominam, jak była
                                            wtedy np relatywnie pensja nauczyciela.

                                            > W dwudziestoleciu powojennym, polska nauka i gospodarka zaczynała od zera i dog
                                            > oniła zachód.

                                            No aż tak dobrze nie było. A już zwłaszcza w latach 80tych gdy sankcje zrobiły swoje.
                                            Ale dalej, nawet ci "tępi" komuniści (zwłaszcza z pierwszych dwóch dekad prl) wiedzieli
                                            że nauka jest ważna.

                                            > W czterdziestoleciu postkomunistycznym, polska nauka i gospodarka zaczynała od
                                            > poziomu zbliżonego do zachodu i zdegradowała się do poziomu republiki bananowej
                                            > .
                                            No gospodarka to na pewno nie. Nauki ścisłe na pewno mniej odstawały od zachodu
                                            niż teraz, wiele osób bez trudu po zwianiu na zachód znajdowało się na zachodnich uczelniach
                                            czy instytutach. Sam Zachód jednak też się zmienił, i po roku 2000 ciągły wzrost zastąpiło
                                            plateu, a od około 3 lat w UK i USA następuje spadek np. ilości publikacji z fizyki
                                            (wystarczy sie pobawić Scopusem). Natomiast w postkomunistycznych czasach w Polsce
                                            rządzący wiedzą że nauka w Polsce nie jest do niczego potrzebna (no może poza zdobyciem prestiżu - patrz
                                            Gowin i preambuła ustawy 2.0).








                                            • pan.toranaga Re: Polityka naukowa państwa 04.01.21, 10:36
                                              Mój wpis będzie co prawda oparty na Ziemkiewicz risercz, ale spróbuję sprostować dwa mity:
                                              1) w dwudziestoleciu międzywojennym, polska nauka i gospodarka zaczynała od zera
                                              z tym zerem to przesada. Istniały dwa austriackie polskojęzyczne uniwersytety (UJ i Lwów) i jedna politechnika (Lwów). Jeszcze za niemieckiej okupacji Warszawy powstał UW (1915), po wojnie Poznań, Wilno i KUL na bazie przeniesionej z Petersburga Akademii Duchownej. Czyli ilościowo to nie była eksplozja. UJ i Uniwersytet Franciszkański (Lwów) to nie były pustynie naukowe.

                                              2) gospodarka zaczynała od zera i dogoniła zachód.
                                              Daganiom i piereganiom

                                              Nie chce mi się teraz szukać dokładnego namiaru bibliograficznego, ale czytałem kiedyś książkę, w której autor dowodził, że odzyskanie niepodległości w 1918 było klęską gospodarczą, z której Polska się nie podniosła niemal do końca dwudziestolecia. Klęska po części wynikała z poważnych zniszczeń jej najbardziej uprzemysłowionej części czyli kongresówki, ale przede wszystkim z tego, że gospodarka poszczególnych zaborów była integralną częścią Rosji, Niemiec i Austro-Węgier. W roku 1918 scalono w jedno trzy ekonomicznie nie przystające do siebie regiony.
                                              • behavior_science Re: Polityka naukowa państwa 04.01.21, 11:45
                                                pan.toranaga napisał:

                                                > 2) gospodarka zaczynała od zera i dogoniła zachód.
                                                > Daganiom i piereganiom

                                                > Nie chce mi się teraz szukać dokładnego namiaru bibliograficznego, ale czytałem
                                                > kiedyś książkę, w której autor dowodził, że odzyskanie niepodległości w 1918 b
                                                > yło klęską gospodarczą, z której Polska się nie podniosła niemal do końca dwudz
                                                > iestolecia. Klęska po części wynikała z poważnych zniszczeń jej najbardziej upr
                                                > zemysłowionej części czyli kongresówki, ale przede wszystkim z tego, że gospoda
                                                > rka poszczególnych zaborów była integralną częścią Rosji, Niemiec i Austro-Węgi
                                                > er. W roku 1918 scalono w jedno trzy ekonomicznie nie przystające do siebie reg
                                                > iony.

                                                Podstawowa zasada fizyki powiada, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W konkluzji nasuwa się znany dowcip: przychodzi pacjent do lekarza „panie doktorze ja tak widzę” na to lekarz „jak pan tak widzi to proszę uważać na przejściu dla pieszych”.
                                                Z przytoczonej zasady fizyki wynika że przy pewnym punkcie odniesienia przeszkody zasłaniają horyzont. Różnie gospodarczy było rozwinięte regiony ale pewne własne technologie w drugiej połowie XX wieku sprzedawano po całym świecie również do USA, pewne sprzedawane technologie wyprzedzały osiągniecia zachodnie o lata.

                                                trzy.14 napisał:
                                                > I dzięki temu wygrała wojnę z Niemcami? - którą ?
                                              • trzy.14 Re: Polityka naukowa państwa 05.01.21, 10:26
                                                pan.toranaga napisał:

                                                > odzyskanie niepodległości w 1918 b
                                                > yło klęską gospodarczą, z której Polska się nie podniosła niemal do końca dwudz
                                                > iestolecia. Klęska po części wynikała z poważnych zniszczeń jej najbardziej upr
                                                > zemysłowionej części czyli kongresówki, ale przede wszystkim z tego, że gospoda
                                                > rka poszczególnych zaborów była integralną częścią Rosji, Niemiec i Austro-Węgi
                                                > er.

                                                Coś podobnego ćwiczy teraz Ukraina.
                                        • trzy.14 Re: Polityka naukowa państwa 04.01.21, 00:23
                                          sendivigius napisał:

                                          > To echo 68 roku: "wywalic tych staruchow". Od tego czasu minely 3 pokolenia. By
                                          > lo kilka akcji wywalania staruchow i co? Kolejna? Bedac nie tak dawno (jedynie
                                          > towarzysko) na polskim uniwersytecie z niedowierzaniem patrzylem na mlodych lud
                                          > zi ktorzy sa kalkami tych starych. Gadzety sie zmienily, jest pelno aparatury i
                                          > komputerow, dwie osoby siedzac w biurkach naprzeciwko umawiaja sie przez siec
                                          > na spotkanie - ale szkielet zachowan i postaw sie nie zmienil. Czyli dluzej kla
                                          > sztora niz przeora.
                                          >
                                          > Tu potrzebne sa zmiany systemowe. Pod kazdym wzgledem, od polityki kadrowej, ko
                                          > deksu pracy, pojecia autonomii, sposobu wykonywania samorzadnosci, odpowiedzial
                                          > nosci za proces ksztalcenia etc. Konformizm jest olbrzymia sila, w chwilach zag
                                          > rozenia ludzie uciekaja do znanych schematow nawet gdy w chwilach pomyslnosci s
                                          > a gotowi je kwestionowac. Nie da sie wiec dokonac zmiany wymachujac kijem, nawe
                                          > t gdy jest to ministerialny kij, juz wielu ministrow poleglo a inni nawet nie p
                                          > robowali.

                                          Amen
                          • trzy.14 Re: Polityka naukowa państwa 01.01.21, 23:36
                            dystansownik napisał:

                            > Tu chodzimy na inny problem systemu. Nie można być ekspertem od wszystkiego.

                            Można :-)

                            Zadzwonili kiedyś do mnie z Instytucji, czy nie chciałbym zostać Ekspertem. Zgodziłem się bez pytania o wynagrodzenie, za to z wahaniem, czy się nadaję, bo przecież JA wiem, że nic nie wiem, ale skoro to oni do mnie zadzwonili... to im tego nie uświadomiłem.

                            Podczas obrad Komisji członkowie z zaprzyjaźnionej politechniki znali się na wszystkim, i to jest moja odpowiedź. Ja, mając dostęp do ocenianych wniosków, próbowałem coś tam wyszukać w internetach, ale każda sekretarka z magistrem przed nazwiskiem zrobiłaby to tak samo. Garb rósł mi na sumieniu, ale skoro to oni zadzwonili, a żona słusznie wskazywała niebezpieczne naprężenia w domowym budżecie...

                            Aż wystąpił przed komisją Profesor. Jedyny taki przypadek. Profesor miał Pomysł. Pomysł oparł na publikacji naukowej. Własnej. I w ten sposób wdepnął w moje podwórko. Nie wiem, czy byłem głównym oponentem, czyli recenzentem (ang. opponent), ale jestem pewien, że udało mi się uratować europejskiego podatnika przed wyrzuceniem kilku milionów złotych w błoto, a nawet w gówno.

                            A i tak za rok zaprosiło mnie na rozmowę CBA, w sprawie innego wniosku, który trochę jakby się w przekręt przekręcił. Na szczęście to do mnie zadzwonili (to było główne pytanie nieco znużonych oficerów, skąd się znalazłem w Komisji i jaki miałem związek z biznesmenami). Zwróciłem uwagę, że opinie, które przedstawiali przedsiębiorcy, a które podpisywały osoby uprawnione (oficjalni rzeczoznawcy), są gówna kłaków warte i pewnie dlatego Instytucja zwróciła się o pomoc do osób "wylosowanych" z klucza akademickiego, pokiwali głowami, że już to wiedzą.

                            Dla mnie to było niesamowite doświadczenie, ten udział w Komisji, takie z rodzaju "formujących". Zobaczyłem na własne oczy, jak wygląda innowacyjność typowego polskiego przedsiębiorstwa z sektora MŚP (małe i średnie).

                            Wracając do ekspertów z politechniki, skąd oni mogli wszystko wiedzieć. Dziś myślę, że oczywiście nie z politechniki ani z badań, tylko z częstego zasiadania w Komisjach. Praktyka czyni mistrza.

                            • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 02.01.21, 11:04
                              Takie sytuacje nie dziwią i dobrze, że chociaż są agencje, które się tym zajmują.
                              Niestety trochę firm zombi utrzymujących się głównie z grantów, często odtwórczych, zdążyło wyrosnąć i pewnie nie wszystkie uda się złapać.

                              Ostatnio sam się śmiałem jak firma, w której pracuje mój kolega, dostała ok. 2 mln zł grantu na realizację "innowacyjnego" projektu z szeroko pojętej dziedziny "zielonej energii". W sumie sam pomysł jest dość sensowny, gdyby nie to, że ta "innowacja" którą "wdrażają" jest u naszych zachodnich sąsiadów stosowana od co najmniej 20 lat. W jej zastosowaniu w Polsce nie byłoby żadnych praktycznych przeciwwskazań poza tym, że bez "dotowania" implementacji rachunek ekonomiczny by się nie zgadzał i dlatego dotychczas ta technologia się w Polsce nie przyjęła.
              • behavior_science Re: Polityka naukowa państwa 31.12.20, 17:42
                sendivigius napisał:

                > Na czym w PL to nie wiadomo. W krajach zdominowanych przez "miernoty bez habili
                > tacji" uwaza sie ze nauki politechniczne to sa tez nauki podstawowe ale ogranic
                > zone do zagadnien co sie moga przydac, podczas gdy nauki "podstawowo podstawowe
                > " pozwalaja na bujanie w oblokach i ignorowanie pytan - a po co to komu.

                W obłokach to bujali: Kopernik, Skłodowska, Czochralski, Karpiński.
                “Z próżnego to i Salomon nie naleje”, brak background wiedzy podstawowej to jest główny powód pisania bajek z mchów porostów i paproci. Po dłuższym pisaniu bajek oderwanie od rzeczywistości osiąga poziom absurdu. Można usłyszeć absurdy typu, że oto polski “uczony” lokalnie podważa dotychczasowe osiągnięcia naukowe w dyscyplinie (Nobla nie dostał?), co ciekawe towarzystwo ze starej szkoły nawet nie drgnie na publiczną kompromitację takiego adepta nauki.
                Tacy adepci nauki recenzują i oceniają prace naukowe, decydują przyszłości i karierze doktorantów ?
            • piotrek786 Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 15:33
              Przepaść pomiędzy stanem świadomości gotowości do realizacji idei pomiędzy przeciętnym profesorem a osobą coś projektującą czy wdrożeniowcem jest tak olbrzymia, że moim zdaniem praktycznie niemożliwa jest współpraca na zasadzie płynnego przejścia pomiędzy nauką a przemysłem. A jest to doświadczenie (zaraz policzę): 6 grantów które współrealizowałem jako pracownik naukowy i obecnie 5 innowacyjnych instalacji, które realizowaliśmy od projektu poprzez symulacje do uruchomienia dla instytucji naukowych. Stopień patologii jest tak duży, że - po raz kolejny powtórzę - nadaje się na polską wersję naukowego paragrafu 22. W każdym z tych przypadków naukowe kupony odcinały zupełnie inne osoby, niż ludzie zaangażowani w realizację i pokonywanie trudności wdrożenia. My mamy pustynię innowacji, technicznej wynalazczości i przepaść niewiedzy w zakresie wrażania technologii. Nikt nam nie powie, ze tak jest - bo to jest świat konkurencji wiedzy i gospodarki.
              • piotrek786 Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 15:54
                W Polsce to trochę tytuły akademickie służą nobilitacji w stylu niegdysiejszej szlachty. Kadra już robić po habilitacji nic nie musi. Zmienić to można prosto- co kolejny raz powtarzam - powierzając obowiązki budowania laboratoriów i zespołów naukowych z wdrożoną metodą kontroli pozyskanych środków i wypromowanych kadr. Takiej kontroli, która szybko reaguje i ogranicza dostęp do środków w przypadku patologii. Chodzi o odpowiednie ustawienie piramidy i odpowiedzialności. Bo obecnie to są nie miejsca dla ludzi z pasją naukową a synekury.

                Ale zmienić sie nie da, bo to wymagałoby najpierw usunięcia drzewa, z którego nauka jest zbudowana - tzn. drzewa koterii, znajomości, układów i przyzwyczajeń.
                • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 18:35
                  piotrek786 napisał(a):
                  > W Polsce to trochę tytuły akademickie służą nobilitacji w stylu niegdysiejszej
                  > szlachty. Kadra już robić po habilitacji nic nie musi.

                  Podsumowanie dobre. Kadra po hab nic nie musi i w większości nic nie robi, poza uprawianiem wewnątrz-uczelnianej polityki. Ze znajomych habilitantów, którzy w moim otoczeniu dobili do tego poziomu w ostatnich latach, 3/4 po uzyskaniu hab przestało prowadzić jakiekolwiek sensowne badania i publikować. O samym procesie uzyskiwania habilitacji nie wspomnę. Regularne pielgrzymki do wydziałowych decydentów lub osób mających na nie wpływ, podlizywanie się profesorom i recenzentom, itd.

                  W praktyce przy ocenie tego czy naukowiec zasługuje na habilitację ważniejsze od samego dorobku są takie czynniki jak to kogo zna, kto zna jego, jak umiejscowił się w sieci układów, oraz czy zorganizował smaczne kanapki na spotkanie komisji (i naprawdę chciałbym, żeby to był żart).
      • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 18:10
        sendivigius napisał:
        > 5. Kto ma o tym decydowac? - pominieto. A niestety "tylko małpa rozumie co mówi
        > małpa" - jak glosi afrykanskie przyslowie.

        U nas niestety małpa ma zrozumieć i ocenić człowieka w procesie awansowym. Już teraz zdarzają się smaczki, że prof. zw. z indeksem H (jak już go tak w PL hołubimy) np. 3 (tak, słownie "trzy") ocenia kogoś kto ma go zauważalnie wyższego. W praktyce taki proces nie ocenia dorobku i kwalifikacji naukowych kandydata, ale to czy jest gotów się pokajać przed radą starszych.
        • pan.toranaga Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 19:13
          Ten post dość dobrze opisuje mnie. Jakiś czas temu siedziałem w KH, gdzie habilitantowi mógłbym czyścić naukowe buty. No i co z tego? Czuję się na tyle kompetentny, że rozumiałem co jest wartościowego w jego odkryciach i potrafiłem to właściwie ocenić.
          • dystansownik Re: Polityka naukowa państwa 31.12.20, 09:14
            Jak sobie z tego zdajesz sprawę i nie widzisz w tym problemu to dobrze. Problemy są w sytuacjach, gdy ktoś niemający realnych kwalifikacji krytykuje kogoś szczebelek niżej w drabince, ale z realnie wyższym dorobkiem. I co ten kandydat może odpowiedzieć? "A pan to jaki ma dorobek?". Często nawet pozostali w komisji wiedzą, że ten krytyk sam nie ma czym się pochwalić, ale nic nie powiedzą, bo sami mają doktorantów i habilitantów do przepchnięcia. Trzeba się pokajać, uszy po sobie, wziąć krytykę na klatę, a na krytyczne komentarze odpowiedzieć tak dyplomatycznie, żeby wykazać się zarówno elokwencją, jak i nie obrazić starszyzny plemiennej. Na koniec dnia sprowadza się to nie do oceny dorobku, ale tego jak się wpasowujesz w środowisko i czy jesteś wystarczającym konformistą, żeby nawet nie próbować grać według innych zasad niż te już obowiązujące jak już łaskawie pozwolą ci awansować.
            • behavior_science Re: Polityka naukowa państwa 02.01.21, 09:56
              dystansownik napisał:

              > ...Na koniec dnia sprowadza się to nie do oceny dorobku, ale tego jak
              > się wpasowujesz w środowisko i czy jesteś wystarczającym konformistą, żeby naw
              > et nie próbować grać według innych zasad niż te już obowiązujące jak już łaskaw
              > ie pozwolą ci awansować.

              Doceniam optymizm to bardzo pożądana cecha, sam jestem optymistą ale również realistą. Optymizm pozwala wiele osiągnąć wbrew przeciwnościom. Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym aby dostrzec że nie zawsze da "się grać wg. zasad już obowiązujących", jeśli jesteś kolejną piłką w grze, która ma posłużyć odbijaniu w celu odwrócenia uwagi i wykopaniu na aut. Proceder jest powtarzany od lat, kto starej szkole tego zabroni? Można się tylko dziwić ludziom którzy żyli złudzeniami, wierzyli w obiecanki starej znanej szkoły.
      • trzy.14 Re: Polityka naukowa państwa 02.01.21, 00:05
        Ministerstwo chyba bardzo przejęło się uprawianą tu krytyką, chyba jedynym miejscu, w którym ktokolwiek projekt polityki naukowej zauważył: dokument ze stron ministerstwa zniknął. Kto wie, może minister go przeczytał?
    • sendivigius I jeszcze taki kwiatek 28.12.20, 14:00
      trzy.14 napisał:

      > Generalnie: to jest zbiór pobożnych życzeń.

      Z dokumentu w pdf;

      Wymóg posiadania habilitacji nie może być
      warunkiem zatrudnienia w podmiotach sektora albo jego przedłużenia.


      He, he. Przyjmuję zaklady. 10000001 iteracja dyskusji o habilitacji prowadzonej od 4 juz pokolen tym razem da inny wynik niz dotychczas. Pozyjemy, zobaczymy. Amen.
      • trzy.14 Re: I jeszcze taki kwiatek 28.12.20, 17:44
        sendivigius napisał:


        > Wymóg posiadania habilitacji nie może być
        > warunkiem zatrudnienia w podmiotach sektora albo jego przedłużenia.

        >
        > He, he. Przyjmuję zaklady. 10000001 iteracja dyskusji o habilitacji prowadzonej
        > od 4 juz pokolen tym razem da inny wynik niz dotychczas. Pozyjemy, zobaczymy.
        > Amen.

        Przede wszystkim ten konkretny punkt jest na kursie kolizyjnym z niedawnymi tezami nowego ministra, że habilitacja, ach, panie, a profesor to juz w ogóle ma mieć prestiż i katedrę i posłuch, i zadowolenie z pensyjki, a pensjonarki wokół pokotem. Tak jak by minister podpisał coś, czego nawet nie czytał. Czyli nie uważa tego dokumentu za jakkolwiek wiążący, ważny.

        Cały ten akapit o habilitacji to dla mnie jeden wielki smuteczek. Ta dyskusja ciągnie się na pewno od czasów sprzed ministry Kudryckiej, ale od tego czasu wdrożono przecież 2 reformy. Reformy, które miały rozwiązać problemy, jakie złą habilitacja generuje w "systemie". Dwie wielkie reformy, tymczasem tekst założeń polityki naukowej na lata pewnie od 2021 do co najmniej 2030 mógł by był powstać w 2008 roku. Albo i parę lat wcześniej. Jak by nic się nie zmieniło.
    • piotrek786 Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 10:20
      Takie programy piszą też odpowiednio przygotowani ludzi :D. W moim byłym instytucie kilka osób "prawe dłonie" jednej z Pań Dyrektor wiecznie pisało różne Foresighty technologiczne Województwa. Wspólna cecha tych zespołów to żaden kontakt z technologią i przemysłem i kariera typu: liceum, jakaś humanistyczna uczelnia a potem stanowisko w instytucie. Oczywiście obrzydzenie do jakiejkolwiek praktyki. Nawet teraz na Linkedinie dostaję powiadomienia od jednego i drugiego, jak to "opracowaliśmy kolejny istotny dla rozwoju Województwa Śląskiego i niezwykle ważny dokument". I oni w to wierzą. Takie opracowania są żywcem brane i wyżej - do ministerialnych zapisów.
    • pan.toranaga Re: Polityka naukowa państwa 30.12.20, 12:19
      wady (pisał go chyba akademicki humanista).
      Precyzyjnie zdefiniowane wady :-)
      Zespołem kierował fizyk, prof. Wrochna. Kierował oczywiście znaczy, że nie pisał, ale wątpię czy fizyk pozwoli pisać takie rzeczy humaniście. Mniejsza o to.
      Koszula blizsza ciału, więc ja na razie przeczytałem o humanistyce.
      * humanistyka jest konieczna do samorefleksji na poziomie indywidualnym i społecznym i do pełnego korzystania z kultury.
      Ja wciąż się zastanawiam na ile - nie mówię przeciętny Polak, ale przeciętny inteligent - do tego celu potrzebuje dogłębnych badań nad rozmieszczeniem ceramiki sznurowej na Kujawach (z użyciem fotogrametrii i teledetekcji). Być może jest w tym coś racji - ktoś się musi zajmować tym na całego, żeby ktoś inny mógł na 10%.

      * Dłuuuugi akapit o humanistyce cyfrowej. Wygląda na to, że to ma być priorytet.

      * Nieśmiertelne monografie mają wrócić na piedestał. "Druku zwartość - to jest wartość!" - tu wróżę Ministerstwu sukces.

      * Akapit o konieczności umiędzynarodowienia badań. Raczej przeciwnie niż to co mówiła p. Wiceminister z wątku Adepta.

      * Autor chyba nie za bardzo wie co to jest edycja krytyczna, skoro mówi w tym kontekście o przekładach.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka